Dodaj do ulubionych

Rozstanie z cycem

31.12.13, 14:06
za kilka dni Julka kończy dwa lata... od dawna karmienie mi ciążyło, a jednak nie potrafiłam... ba! nie chciałam podjąć decyzji. Gdyby to nasze karmienie wyglądało inaczej, niż ciągłe wiszenie na cycu, czasem przychodzenie na kilka cmoków co pięć minut, to pewnie bym jeszcze trochę pociągnęła... Najgorsze noce... Kręgosłup mi odmawia posłuszeństwa od godzin spędzonych z małą przy cycu....
Nie umiałam jej nauczyć, że cyc tylko kilka razy dziennie... lub tylko w łóżeczku...
Ona chce go zawsze i wszędzie!
Dziękuję Wam. Gdyby nie to forum z pewnością karmienie skończyłabym przynajmniej pół roku temu. I trudno mi było, i jednak chciałam choć wytrzymać do drugiego roku. Dziś porozmawiałam z córcią, że kończymy z cycem. trochę mi żal, ale w środku mi jakiś głos krzyczy, że już najwyższy czas.
Ogromnie się cieszę z tych 24 miesięcy wtulenia.
Odcinam kolejny kawałek pępowiny smile
Przed nami inne, nowe smile
Pozdrowienia
Obserwuj wątek
    • aslishan Re: Rozstanie z cycem 03.01.14, 12:53
      A jak córcia zareagowała? Dała się tak po prostu odstawić?
      U mnie to dopiero 16 miesiąc, miewam kryzysy co jakiś czas, ale chyba właśnie te bezcenne chwile wtulenia nie pozwalają mi skończyć. Jeszcze nie teraz, jeszcze trochę...
      • kulka-online Re: Rozstanie z cycem 03.01.14, 23:27
        No właśnie - czy plan się powiódł? U syna (2 lata) też pierś jest lekiem na całe zło i też mnie wkurzają takie wielokrotne chęci skorzystania z piersi ale raczej dążę w kierunku ograniczenia niż całkowitego odstawienia bo wiem, że syn urządził by mi dżihad.
    • mamaali-1 Re: Rozstanie z cycem 05.01.14, 12:38
      Jak poszło? Tak gładko, jakbym nigdy nie przypuszczała!
      Tak jak kilka dni temu napisałam zdecydowałam się Julkę odstawić. Wszelkie próby ograniczania cyca, proszenia, że cyc później, bo jesteśmy przykładowo w gościach lub mama nie ma czasu co 5 minut przerywać pracy na przytulaski przy cycu, kończyły się płaczem i krzykiem. W nocy spała od 22ej do ok. 2ej a potem spała z cycem w zębach, cały czas. Gdy próbowałam się wyzwolić od razu się budziła i darła w niebogłosy, póki cyca nie dostała.
      Tak było... a ja z mężem potraciliśmy resztki sił.
      Na dodatek od niewygodnej pozycji spędzanej od dwóch lat kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa. Gdy kilka tygodni wcześniej zupełnie mnie połamało i skończyło na silnych zastrzykach to już wiedziałam, że muszę coś w tym zrobić. Bo sprawa cyca szła w zupełnie innym kierunku niż powinna, a przerwy pomiędzy karmieniami miast się wydłużać to czasem zanikały...
      Julka choć nie mówi, to dokładnie słyszała moje żale i rozumiała.
      Jak sprawę załatwiłam?
      W jedyny sposób, jaki mi przyszedł do głowy, choć dość brutalny... z jakiego do końca dumna nie jestem. Jednak poszło gładko, Julka nie płacze i nie sprawia wrażenia nieszczęśliwej... właściwie przeszła to mam wrażenie bezboleśnie...
      Kilka dni przed decyzją dużo jej mówiłam, że cyc już niedługo będzie niedobry, że mleczko się popsuje, bo ona jest duża. Ona śmiała mi się w oczy, i trochę buzię odpychała, jakby chciała bym skończyła mówić... Niemniej w tych ostatnich dniach cyca miała do woli, bez ograniczeń, z ogromem miłości (bo dla mnie ta chwila równie trudna była, i jak Julka też chciałam się z karmieniem pożegnać).
      Gdy nastała godzina zero wzięłam do ręki preparat "gorzki paluszek", który się kupuje w aptekach aby odzwyczaić maluchy od ssania kciuka, pokazałam Julci i powiedziałam: Zobacz, mama teraz posmaruje cyca i już będzie cyc niedobry. A przy tym wykrzywiłam się z kwaśną miną...
      Tak zrobiłam. Jak mówiłam, była metoda z której dumna nie jestem, ale naprawdę innej drogi nie wymyśliłam...
      Julka raz cyca spróbowała, wykrzywiła się i od razu go zostawiła.
      Ja ją przytuliłam, i razem z nią, z uśmiechem się wykrzywiałyśmy, jaki to ten cyc niedobry...
      Od tej pory Julka cyca nie chciała. Kilka razy w nocy przez sen go szukała, ale na moje słowa: Julka, przecież cyc niedobry.... nie szukała dalej, przytulała się i spała dalej...
      Od pierwszej nocy znacznie lepiej spała, budziła się tylko dwa razy na łyk wody, bo pić jej się chciało, i spała dalej...
      I tyle...
      Teraz po kilku dniach nie wygląda na nieszczęśliwą, jest pogodna, nie popłakuje, a na pytanie jaki mamy cyc, pogazuje na język i ze śmiechem wykrzywia buzię na znak, że cyc niedobry...
      A mi szkoda okrutnie chwil wtulenia, i zarazem czuję, że dobrze zdecydowałam...
      Mleka w piersiach mam sporo, więc codziennie Julce laktatorem ok. jednej szklanki mleka ściągam. Wypija ze szklanki z chęcią smile Będę ściągała dalej, póki będę mogła.
      Taki oto finał naszej przygody cycowej...
      Wczoraj Julka z hukiem obchodziła drugie urodziny smile Wtulona w mamę, jednak bez cyca... smile
      • aslishan Re: Rozstanie z cycem 05.01.14, 22:25
        Ciekawy sposób smile Moja koleżanka rysowała czarną kredką do oczu kropki na piersiach i mówiła dziecku, że cycusie są chore - też jakoś podziałało.
        Dobrze, że dla dziecka bezboleśnie i że nie przeżyła tego bardzo...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka