pola22
26.04.05, 10:35
Witam,
na początku, przed urodzeniem Poli(ur. w saierpniu 2005) planowałam karmić 4
mce, tak do Sylwestra. Przyznaję uczciwie, że Nowy Rok chciałam witać pod
stołem wracając do studenckich przyzwyczajeń (nadal jestem studentką) i z
ciezkim kacem. Znim dobrnęłysmy do Sylwestra byłam juz fanatyczką karmienia,
pprzerazona sama myslą, że stracę pokarm, ze względu na liczne stresy. Potem
planowałam karmić do 6 mc,a szło nam dobrze i tak juz prawie 9 mcy zleciało.
Nastepnym krokiem były plkany zakończenia zabawy na pierwsze urodziny Małej,
ale...pomyslałam, że skoro w październiku przeprowadzamy sie do akademika, to
moze zrobic jej miękkię lądowanie i przedłuzyć to do listopada? Tak żeby
czuła sie bezpiecznie w nowym otoczeniu? Co na ten temat sądzicie, bo popiera
pomysł tylko moja mama, a Nasz tatus krytykuje - może męczy go moje
biadolenie, z jednej strony narzekam, że mmnie mogę pozwolić sobie choć na
jednowieczorowe szaleństwo i zapomnienie (nie bądźcie krytyczne, jestem tylko
człowiekiem, do tego specyficznym, bo studentka i wódke lubię, a wcale
alkoholiczką nie jestem, o czym świadczy juz 1,5 roczna totalna abstynencja
od ciężkich trunków) z drugiej strony Tatuś słyszy ciągle, że jak odstawię
Mała, to bedę się czuła złą matką, a do tego ten akademik, chcę jej to jakoś
wynagrodzić (taka psychologicvzna jazda).
Badźcie wyrozumiełe czekam na komentarze