fizula
05.09.08, 00:20
"1. Matka ma zawsze rację.
2. Jeśli matka nie ma racji, patrz punkt pierwszy."
Takie przekonanie j.w. panuje powszechnie w kwestii dotyczącej
odstawiania od piersi. Jeśli matka uważa, że dość się nakarmiła
piersią, to dziecko ma się odstawić, choćby płakało 7 dni i nocy.
Kropka.
Do jakich konsekwencji to może doprowadzić pokazuje następujący
wątek (za którego wskazanie dziękuję Żanecie):
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=570&w=84106615
Jeszcze z dzień, dwa takiej żelaznej konsekwencji i dziecko tej pani
znalazłoby się na OIOMIE (oddział intensywnej opieki czyli dla ledwo
żywych lub właśnie schodzących z tego świata). Dzięki Bogu okazała
litość swojemu dziecku i była niekonsekwentna.
Dlatego między innymi przestałam poważać już od jakiegoś czasu rady
p. Moniki w kwestii długiego karmienia, bo zachowuje się jak
chorągiewka: chcesz odstawić, to odstaw i co z tego, że wiem, że WHO
zaleca karmienie przynajmniej dwa lata. Wiem to, ale nie powiem, bo
trzeba szanować zdanie matki (bo przecież dziecko to w sprawie
karmienia piersią nie ma zdania w ogóle, hehe) i przypadkiem nie
wzbudzić w niej poczucia winy.
To przekonanie o tym, że zdanie matki powinno być na wierzchu panuje
również w kwestii usypiania niestety, czemu sprzyjają usłużne
poradniki. Dlatego biedne dzieci płaczą godzinami wieczorami i
nocami, a rodzicom nie przyjdzie do głowy pytanie: A właściwie po co
ja mu jestem tak potrzebny podczas zasypiania czy w nocy? A
właściwie dlaczego to jest dla dziecka takie ważne, że walczy jak
lew o obecność swojej matki?
Dla mnie ten wątek jest po prostu przestrogą przed brakiem zaufania
własnemu dziecku zwłaszcza w kwestiach, które ono doskonale
czuje/zna od podszewki.
Każde z moich dzieci uczyło mnie czegoś innego w kwestii karmienia
piersią. Najmłodsza Tosia nauczyła mnie m.in., że to ona (jako nowo
narodzona dziecina) zna się lepiej na przystawianiu do piersi niż
ja ;o) Gdy ja ją przystawiałam, zawsze prawie robiłam to z jednym
błędem, który musiałam poprawiać. Gdy pozwalałam jej samej się
przystawiać, przystawiała się idealnie. No i do tej pory ta moja
dziewczyneczka stawia na samodzielność: uważa, że ja nie fachowo
podnoszę bluzkę i rozpinam biustonosz. No więc przynajmniej czasami
musi mi nosa utrzeć :o)
No to się wygadałam... A może jesteście żądne bardziej budujących
przykładów godnych naśladowania? Jest tu na forum jedna baaaardzo
doświadczona mama, która nas podczytuje wyłącznie zamiast się
pochwalić swoimi osiągnięciami. No to może za nią coś napiszę, bo
bardzo ją podziwiam, a ona może nie mieć czasu. Zresztą spytam się.
Pozdrowionko!