Chciałam się podzielić doświadczeniami z karmienia dwójki.
Starszą karmię bez żadnych, chwała Bogu, problemów od urodzenia. Gdy miała rok i 4 mce, wróciły mi cykle (dłuuugo ich nie miałam) i zdecydowaliśmy się z mężem na drugie

. Przez całą ciążę karmiłam, pod koniec gdy już była tylko siara, także. W zasadzie głównie do usypiania i raz czy dwa w ciągu dnia, ale tak "na szybko".
Gdy urodził się maluszek, mleka pojawiło się mnóstwo. Córeczkę bardzo to uradowało

ale oczywiście najbardziej uradował ją brat

. Miała wtedy 2lata i miesiąc.
Obecnie mam za sobą 3,5 mca karmienia dwójki. Nie jest to łatwe, ale niesie ze sobą dużo pozytywnych uczuć - dla mamy, bo oczywiscie dla dzieci niesie same pozytywne uczucia

.
Miłe rzeczy:
- przytulić oboje naraz i obojgu naraz dać to czego chcą, w nieograniczonych ilościach.
- świadomość że oboje rozwijają się bardzo dobrze, że starcza dla obydwojga, że produkcja nadąża bez żadnego problemu. mały jest większy nawet niż siostra była w jego wieku.
- ta łatwość i dostępność mleka - teraz podwójnie dostępne, dla dwóch łakomych buziek
- jak karmię ich jednocześnie, to odpada problem którego nie lubię przy karmieniu piersią: że z drugiej kapie. otóż gdy oboje piją, to nic nie kapie (i się nie marnuje

)
- spokój psychiczny, że wszystko jest jak ma być.
- udaje się bez rywalizacji o pierś. gdy starsza prosi, staram się po prostu dawać, czasem tylko proszę żeby poczekała. Na razie nie widzę oznak rywalizacji. Nawet zdarzyło się kilka razy, że sama przestała pić i ustąpiła małemu.
- jak się łapią za łapki pijąc razem
Rzeczy nieprzyjemne:
- trudność lub niemożliwość karmienia dwójki naraz na leżąco. O ile opanowałam swobodnie tę czynność na siedząco, najlepiej z oparciem pleców (po prostu małego przystawiam klasycznie, a starsza się sama przytula i przysiada obok), to na leżąco miałam od początku olbrzymie problemy. Wspomnę tylko że podczas pierwszych najcięższych nocy różne układy testowaliśmy i wszystkie były do kitu. W końcu ustaliło się nam, że gdy karmię ich razem to siadam na łóżku w pozycji półleżącej, podparta poduszką, i mały leży mi na brzuchu, a starsza półleży obok. W ten sposób regularnie wszyscy troje usypiamy (ja też niestety..).
- starsza dostała hopla na punkcie mleka. Nic to, że zgłasza się w 9 przypadkach na 10 gdy karmię małego - w dzień na siedząco jest spoko. Bardziej martwi mnie, że budzi się czasem razem z nim w nocy. I budzi się ogólnie chyba częściej niż 3m-czny niemowlak.. I bardzo trudno ją oderwać ostatnio. Najchętniej by drzemała godzinami z piersią w buzi. Na to pozwolić nie mogę i nie chcę, więc czasem decyduję się na zabranie piersi, wtedy jest płacz (przez sen częściowo) i moje wyrzuty sumienia.
- Ciężkie chwile, gdy już po prostu jestem zmęczona ich budzeniem się na zmianę przez pół nocy, gdy jest mi niewygodnie, gdy już mam dość "ciągnięcia" piersi przez starszą.
- trochę czekam na moment gdy starsza odpuści i wróci do etapu sprzed pojawienia się małego (chciałabym zwłaszcza żeby przesypiała noce). Tylko nie wiem, kiedy to nastąpi?? Na razie wysyłamy ją na 4-5h dziennie do przedszkola. Zobaczymy jak to wpłynie na sytuację.
- czasem ciąży mi świadomość, że teraz nie ma odwrotu, że po prostu muszę przeczekać kryzysy. Nie mogę nagle oznajmić starszej, że dla niej mleka już nie ma, a dla małego jest. To by było nie fair.
Nie piszę tego wszystkiego po to, aby się w jakiś sposób pochwalić (w opini mam karmiących krótko lub wcale, jestem jakimś nadczłowiekiem

). Nie uważam aby moje postępowanie było jakimś wyczynem - przeciwnie, jest to raczej skutek zaniechania. Zaniechałam odstawienia córki gdy byłam w ciąży (bo widziałam jak bardzo jej zależy na kp), zaniechałam także nauki usypiania jej przez męża. Tzn. mąż uśpi gdy mnie nie ma, i babcie też. Ale jak jestem w domu, to tylko ja muszę uśpić ich oboje (i siebie z reguły też..).
Nie wiem czy zachęciłam czy zniechęciłam te z Was które myślą o karmieniu dwójki. Każdy może mieć inne doświadczenia. Ja mam takie, że da się, choć łatwo nie jest. Mam wsparcie męża, i akceptację mamy oraz teściowej.
Mam nadzieję, ze mój post, dołączony do zacnej listy postów moich poprzedniczek-podwójnych karmicielek, pomoże spopularyzować ten "sport ekstremalny". Na razie, gdy wspominam znajomym lub dalszej rodzinie, budzę reakcje w stylu: szok, niedowierzanie, powstrzymywane parsknięcie śmiechem, "wypsknięte" komentarze typu "O rany, dobrze że masz dwie piersi!" itp. Ale mam na to luz
Publicznie nie karmię dwójki, z wyjątkiem sytuacji na urlopie, gdy musiałam ich jakoś oboje na plaży ogarnąć. Zdaje się że byłam atrakcją zoologiczną dla współplażowiczów
Zaznaczam też, że pracuję na własny rachunek, przeważnie w domowym biurze, przy kompie. Ta specyfika tez ma znaczenie.
Jeśli chcecie o coś zapytać, pytajcie
Pozdrawiam karmiące pojedyncze, podwójne i wszystkie inne!