last-green-orange
05.12.18, 20:22
Trafiła mi się w tym roku prywatna grupa 4 klasistów - 2 chłopców i 2 dziewczynki. Od początku borykam się z problematycznym zachowaniem chłopców. Można sobie wyobrazić jak to wygląda: głupie odzywki do siebie nawzajem, okazjonalne kłótnie z dziewczynami, śmieszkowanie, odgłosy, gadanie do siebie i bez pytania. Jestem tym bardzo zmęczona - upominanie, prośby, próby nagradzania i sygnalizowania itd. nie przyniosły skutku. Co ważne, lekcje odbywają się w domu ucznia, więc tym bardziej się czują swobodnie (a do tego w tych godzinach często nie ma nikogo w domu - wtedy jest zdecydowanie gorzej). Obaj są problematyczni, ale ten słabszy wydaje mi się trudniejszy, myślę, ze w szkole jest z nim zdecydowanie problem i do tej pory to z nim miałam "poważne rozmowy". Rodzice wiedzą o problemie i próbują pomóc. Finansowo najbardziej opłaca się żeby chodzili wszyscy, więc mam poważny dylemat. Albo zostawić go i przemęczyć się jakoś (choć po tych lekcjach jestem jak dętka), albo zrezygnować z tego jednego ucznia (chociaż tutaj rodzice trochę się obawiają pogorszenia stosunków między nimi a tymi od ucznia), albo... zrezygnować z całej grupy, bo już za bardzo mnie frustrują. Nie mam już pomysłów na dyscyplinę, nie jest to typowa sytuacja szkolna i odczuwam rosnącą niechęć do tych konkretnych zajęć. Co byście zrobili? Może mieliście np. podobnego ucznia w jakiejś nietypowej godzinie, gdzie faktycznie opłacało się z nim mieć zajęcia, chociaż to było mega wkurzające? Czy bardziej cenicie sobie komfort pracy?