kociak40
14.09.05, 02:52
W TV pokazali reportaż dziennikarski o bardzo nasilonych kradzieżach jakie
mają miejsce w Częstochowie, a dokładniej na terenie Klasztoru, podczas
pielgrzymek. Pątnicy zajęci podniosłą chwilą zobaczenia obrazu, wpierw,
odliczają przeznaczoną ofiarę i wkladają ją osobno do kieszeni. To obserwują,
złodzieje (w reportażu zgodziła się udzielić wyjaśnień, kobieta, samotna
matka wychowująca 2 czy 3 dzieci i majaca zasiłek ~ 450 zł, która właśnie
trudni się tym precederem). W wielkim ścisku, gdzie część ludzi "idzie" na
kolanach, potrącają się, łatwo jest wyciągnąć pieniądze, zwłaszcza jak
widziało się gdzie były wkładane, a ofiary są w podniosłym nastroju.
Oczywiście, nie wolno tego pochwalać, trzeba piętnować. Mnie chodzi o co
innego. W imieniu tych okradanych, na końcu tego reportażu, zabrał głos
(a właściwie ryk, bo tak krzyczał)jakiś ważniejszy mnich, być może sam przeor
w habicie, bo strasznie gruby, tak piętnował ten preceder, takie wyzwiska,
rzucał, tak pienił się z gniewu, że aż oddech mu odjęło i w połowie zdania
zamilkł. Tu wyłączyli go z wizji. Mnie "ujął" ten jego szczery gniew, żaden
aktor nie odegrałby roli przekazania takiego gniewu, takich błysków w oczach,
takiej tonacji głosu. Nie dziwię się, że tak "dobrze" wypadł w tej roli, bo
wydaje mi się, że ten gniew był z głębi jego serca, gniew szczery, osobisty,
bo to jego okradają.