Przeciwko wrogom wolności

05.02.06, 15:24
Pod koniec "przerwy urlopowej", której doświadczałem ostatnimi dniami, natknąłem się na pewien artykuł - o wolności. Pisałem już wcześniej o wolności myślenia, a w tym tekscie jest o wolności jakiej doświadczamy pomiędzy innymi ludźmi.

Kaczyńscy powoływali się podczas swych kampanii wyborczych na solidarność. Myśleli o solidarności "styropianowej", o "braci robotniczej", o walce z komunizmem w polskim wydaniu przy pomocy związkowego komunizmu w polskim wydaniu. Myśleli o pokonaniu dyktatury proletariatu dyktaturą proletariatu.

Gdy zdarzyła się tragedia w Katowicach, w której zginęli przypadkowi ludzie, cała Polska SOLIDARNIE - nie jak przy urnach upapranych jadem politycznych waśni, ale jak ludzie, którzy w najprostszym odruchu pomagania, rozumienia niedoli innych ludzi - ruszyła z pomocą finansową.

Rząd nawet nie pomyślał o deklaracji rezygnacji z podatku od tej darowizny, bo nasz solidarny rząd jest zajęty... przejmowaniem całej władzy na własność.

Ile po tej obrzydliwej akcji kleropartii zostanie wolności? Dla nas? Dla mediów?

Musimy jej bronić, bo wolność to największa wartość jaką ma myśląca istota.

A oto treść tego artykułu (ze skanu, bo nie mogłem już dotrzeć do oryginału).
    • grgkh Przeciwko wrogom wolności (1) 05.02.06, 15:28
      Liberalizm konserwatywny wydaje się najlepszą podstawą do ochrony zarówno wartości narodowych, jak i socjalnych.
      ===
      Dla większości Polaków sens obcego słowa "liberalizm" nadal nie jest całkiem jasny, choć wszyscy wiedzą, że ma coś wspólnego z wolnością
      ===

      W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Anglii liberałowie byli pośmiewiskiem politycznym. Głównie dlatego, że byli postrzegani jako poczciwi ludzie, wierzący w demokrację, tolerancję i wolność, ale zupełnie niepraktyczni, a w dodatku nie mogący dokonać wyboru pomiędzy socjalizmem a konserwatyzmem. Partia Republikańska w Stanach Zjednoczonych od kilku dziesięcioleci definiuje się jako antyliberalna, a prezydent Chirac w 2005 r. określił liberalizm jako zagrożenie ideologiczne, które dla XXI wieku jest równie groźne jak komunizm dla XX.

      W Polsce od początku transformacji liberalizm jest wściekle atakowany i z lewa, i z prawa. Obecnie już nie tylko przez Radio Maryja oraz Samoobronę, ale i liderów PiS, a znany socjolog prof. Zdzisław Krasnodębski poświęcił całą książkę na wyklęcie liberalizmu (szczególnie "peryferyjnego"). Często krytycy sami stają się obiektem napaści innych krytyków - za hołdowanie liberalizmowi właśnie. Tak więc liberalizm stopniowo staje się w Polsce polityczną inwektywą równie ciężką, jak zdrada czy korupcja i bez porównania poważniejszą niż nieudolność.

      Cóż to za ideologia, która może zjednoczyć przeciwko sobie ojca Rydzyka z zażartym obrońcą państwa laickiego prezydentem Chirakiem?

      RÓŻNE OBLICZA LIBERALIZMU

      We Francji słowo "liberalizm" oznacza poparcie dla wolnego rynku, chęć ograniczenia wydatków socjalnych oraz otwarcia Francji i Europy na handel i inwestycje zagraniczne. W Stanach liberalizm to przede wszystkim doktryna obyczajowa, popierająca prawa kobiet, mniejszości etnicznych i seksualnych, często kosztem tradycyjnych wolności gospodarczych, a więc dawna europejska "postępowość", czyli rozmydlona wersja socjalizmu.

      Nie warto by tego wspominać, gdyby nie to, że w Polsce liberalizm przedstawiany jest przez prezydenta Kaczyńskiego, o. Rydzyka i Leppera jako łączący obie wyżej wymienione charakterystyki. Jest on utożsamiany zarówno z postępowym liberlynizmem", zwalczającym tradycyjną moralność, jak i z bezdusznym kapitalizmem. Co więcej, liberalizm jest także postrzegany jako antynarodowy - popiera "wyprzedaż" polskiego "majątku narodowego" cudzemu kapitałowi i podporządkowanie polityczne Polski Unii Europejskiej.

      W Polsce wszystkie odmiany liberalizmu znajdują swoich zwolenników i to w różnych kombinacjach. Młodzi anarchiści wolność obyczajową łączą z wrogim stosunkiem zarówno do nacjonalizmu, jak i wolnego rynku. Obyczajowo postępowi antynacjonaliści akceptują kapitalizm jako "niefortunną konieczność" (gdyż socjalizm okazał się mało praktyczny), ale chętnie widzą różnego rodzaju ingerencje państwa w społeczeństwie i gospodarce, szczególnie po to, by osiągnąć cele socjalne (ich główną polityczną reprezentacją jest SdPl Marka Borowskiego). Postępowi antynacjonaliści z kolei autentycznie wierzą w skuteczność kapitalizmu (demokraci.pl), a konserwatywni liberałowie, czyli zwolennicy wolności ekonomicznej, nie są ani obyczajowo "postępowi", ani "antynacjonalistycznie" nastawieni, choć także nie są "nacjonalistami" (przynajmniej część zaplecza politycznego Platformy Obywatelskiej).

      SFERA PRYWATNA KONTRA SFERA PUBLICZNA

      Kluczowe dla zrozumienia liberalizmu jest rozróżnienie między sferą prywatną i sferą publiczną. Sfera prywatna to działania jednostki lub grupy osób podejmowane z własnej woli lub dobrowolnego porozumienia, które nie mają wpływu na sferę prywatną innych ludzi. Sfera publiczna to działania, których konsekwencje wykraczają poza sferę prywatną jej aktorów i jako takie mogą prowadzić do konfliktu interesów jednostek lub ich grup. Jeden z klasycznych cytatów liberalizmu to powiedzenie francuskiego mnicha Rabelaisa, piszącego w XVI wieku: "rób, co chcesz, póki nie szkodzisz innym". To stwierdzenie w odniesieniu do sfery prywatnej oznacza po prostu rób, co chcesz. Więc liberał bynajmniej nie musi być wyznawcą jakiegokolwiek z góry ustalonego systemu wartości - na przykład być katolikiem ani nawet wierzącym - ale oczywiście z reguły posiada jakiś system wartości, przywiązuje do niego wielką wagę i ma prawo starać się do niego przekonać innych. Liberalizm pozwala więc ludziom o różnych systemach wartości współżyć w jednym społeczeństwie.

      Ale w odniesieniu do sfery publicznej oznacza, że dopuszczalne jest to, co "nie szkodzi innym". Dlatego rozstrzygnięcie, co jest dopuszczalne w sferze publicznej, wymaga odwołania się do jakiegoś systemu wartości, który wyznacza hierarchię praw różnych osób. Konsekwentny liberalizm przeciwstawia się rym konserwatystom, którzy chcieliby ingerować w sferę prywatną obywateli w imię "obrony fundamentalnych wartości". Jednak równie krytycznie odnosi się do tych koncepcji lewicowych, które w imię wolności protestują przeciwko wprowadzaniu ograniczeń wolności w sferze publicznej, gdyż takie przejawy "wolności" z definicji ograniczają wolność innych i dlatego muszą być oceniane z punktu widzenia jakiegoś systemu norm społecznych. Tak więc stosunek homoseksualny pomiędzy dorosłymi musi być uważany za ich prywatną sprawę w państwie liberalnym. Jednak, objawianie takich uczuć publicznie może (choć nie musi) być uważane za gwałcenie praw innych właśnie w sferze publicznej i wobec tego może być zabronione.

      Negowanie ograniczeń, jakie na wolność nakłada sfera publiczna, jest Więc w istocie próbą wprowadzenia do sfery publicznej pewnych norm "tylnymi drzwiami" bez konieczności osiągnięcia konsensusu społecznego w tej sprawie - co zresztą nie przeszkadza obrońcom tak rozumianej wolności wyrażać najwyższego oburzenia, gdy dochodzi do ingerencji w sferę publiczną "z innych pozycji" (np. "libertyńskie" ekscesy obyczajowe kontra "faszystowskie" ekscesy nacjonalistyczne).

      Raz dopuszczając możliwość ograniczenia cudzej wolności (w sferze publicznej), w imię hierarchii wartości, nie można już uniknąć myślenia w kategoriach optymalizacji kosztów i korzyści, które leżą u podstaw akceptacji danego ustroju państwa - a to prowadzi do pragmatycznych rozważań na temat "całościowej" efektywności danego systemu. Ta natomiast wyznacza nową hierarchię wartości, bowiem preferowanie pewnych wartości na dłuższą metę sprzyja lub szkodzi realizacji innych.

      Dlatego postulowanie różnych systemów wartości w sferze publicznej może prowadzić do różnych "wariantów" liberalizmu - zależnie od tego, jak w tej hierarchii plasują się względem " siebie prawo własności, rodzina, swoboda seksualna, wolność sumienia, wolność słowa, demo kratyczne prawa i wolności polityczne itd.
    • grgkh Przeciwko wrogom wolności (2) 05.02.06, 15:29
      DYSKRETNY UROK KONSERWATYZMU

      Liberalizm konserwatywny łączy zasadę liberalną pełnej wolności w sferze prywatnej z konserwatywnym podejściem do regulowania sfery publicznej. Jednak różnica pomiędzy liberalizmem "konserwatywnym" i "postępowym" polega nie tylko na różnym rozumieniu natury ludzkiej, lecz także na bardziej konsekwentnym uwzględnianiu przez liberalizm konserwatywny wymiaru pragmatycznego. Te różnice są chyba najbardziej widoczne w podejściu do rodziny.

      Dla "postępowców" rodzina nie jest żadnym dobrem. Dla bardziej skrajnych jest niepotrzebnym "przeżytkiem" przeszłości, a nawet źródłem różnych dominacji: mężczyzn nad kobietami, hetero- nad homoseksualistami, dorosłych nad dziećmi. Dla "konserwatywnych liberałów" człowiek naturalnie żyje w rodzinie, kocha swoich rodziców i swoje dzieci. Te fakty muszą być brane pod uwagę przez państwo, szczególnie przy stanowieniu polityki społecznej. Między innymi wyznaczają one granice dopuszczalnej interwencji państwa w wielu dziedzinach.

      Na przykład konsekwentny "postępowiec" powinien popierać wysoki podatek od spadku, aby dzieci biednych miały takie same szansę w życiu jak dzieci bogaczy. Konserwatywni liberałowie są jednak świadomi, iż jeden z głównych bodźców ekonomicznych dla większości ludzi to chęć poprawienia sytuacji materialnej swoich dzieci. Trudno więc wyobrażać sobie podatek, który by bardziej uderzał w podstawy motywacyjne postępu gospodarczego aniżeli podatek od spadku. Na tym przykładzie widzimy, jak konserwatywny liberał, wychodząc od przesłanek liberalnych (szacunek dla jednostki i jej preferencji), dochodzi do wniosków konserwatywnych (rodzina jako dobro społeczne), które prowadzą do liberalnych instrumentów polityki społecznej (niski podatek od spadków). Tak więc, w odróżnieniu od postępowych, konserwatywni liberałowie mają wizję społeczeństwa, którą można nazwać "wielopokoleniową". Jednostka jest nadal zasadniczym elementem społeczeństwa i to prawa jednostki muszą być przede wszystkim chronione przez liberalne państwo. Jednak uczucia rodzinne są faktem społecznym, które państwo także musi szanować.

      NIE POJMUJĄ O CZYM MÓWIĄ

      Dziś tylko ignoranci ekonomiczni lekceważą znaczenie wolności gospodarczej i praw własności dla rozwoju gospodarczego, który z kolei jest warunkiem realizacji nie tylko libertyńskiego prawa do "twórczego rozwoju jednostki" czy "praw socjalnych", ale także takich tradycyjnych wartości, jak narodowa niepodległość - bo przecież we współczesnym świecie to siła ekonomiczna decyduje o sile militarnej. Coraz powszechniejsze jest też przekonanie, że demokracja i rozwój społeczeństwa obywatelskiego są niezbędne do sprawnego funkcjonowania instytucji rynkowych.

      Wolność to wartość fundamentalna, także dla katolicyzmu. Katolicyzm traktuje wolność osoby ludzkiej - i wynikającą z niej odpowiedzialność - jako warunek wstępny zdolności człowieka do czynienia dobra, bo dobro i zło istnieją tylko tam, gdzie jest wolność wyboru. Z punktu widzenia chrześcijaństwa człowiek pozbawiając się swej wolności na rzecz decydującej za niego władzy doczesnej, sprzedaje swoją duszę - a ten, który go do tego namawia, zasługuje na potępienie.

      Z tych względów wydaje się, że liberalizm konserwatywny - oparty na wolności i odpowiedzialności człowieka - jest jedynym systemem obejmującym tradycyjne wartości chrześcijańskie, zachowującym spójność zarówno w wymiarze aksjologicznym, jak i pragmatycznym. Co więcej, z pragmatycznego punktu widzenia, system ten wydaje się także najlepszą podstawą do ochrony zarówno wartości narodowych, jak i socjalnych. Dlaczego więc w Polsce jest on tak zaciekle krytykowany? Część antyliberalnych polityków może po prostu nie rozumieć, o czym mówi, ale przynajmniej niektórzy z nich wiedzą świetnie. Wykorzystują fakt, iż dla większości Polaków sens obcego słowa "liberalizm" nadal nie jest całkiem jasny, choć wszyscy wiedzą, że ma coś wspólnego z wolnością.

      UKRYCI WROGOWIE WOLNOŚCI

      Wolność jest jak powietrze. Ani się ją widzi, ani o nią dba - póki jest. Ludzie chcą bezpieczeństwa, młodzi szybkich karier lub choćby ciekawej pracy, starzy lepszej opieki medycznej, jedni i drudzy więcej pieniędzy. Ale wolność - kogo to obchodzi! Umierają ostatni uczestnicy powstania warszawskiego, pamiętający stalinizm są już na emeryturze. Ludzi zaczyna męczyć ten chaos, w którym każdy robi, co chcę, a ciągłe zmiany zmuszają do podejmowania decyzji i związanego z nimi ryzyka. Za dużo tego powietrza wolności - czy ktoś mógłby zamknąć okno?

      Mógłby. Chętnychjest tak wielu, jak wielu jest tych, którzy pragną władzy. A wolność władzę ogranicza, upokarza, degradując do roli lokaja społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego wolności nie można ignorować ani lekceważyć - ją trzeba wykorzeniać, korzystając z każdej sposobności. I właśnie sposobna chwila nadeszła. Po kilkunastu latach bardzo szybkich zmian wolność jest słaba. Już nie jest powszechnym obiektem pożądania, a jeszcze nie udało się stworzyć dostatecznie silnych instytucji, które mogłyby ją chronić w chwilach słabości.

      Dlatego demony przeszłości wyłażą ze swych nor, by zapolować na nasze dusze. Oddaj nam wolność, damy ci dobrobyt. Oddaj wolność, damy ci sprawiedliwość. Oddaj wolność, uwolnisz się od lęku. Jeszcze nie mają odwagi zakwestionować wprost wolności, bo przecież tak niedawno była ona prawie synonimem polskości. Atakuje się więc liberalizm i wszelkie przejawy wolności: wolny rynek, wolność słowa i sumienia, wolność obyczajową.

      Wolność znowu jest w niebezpieczeństwie, co może mieć fatalne skutki i dla polskiej suwerenności, i dla polskiej kultury, i dla każdej polskiej rodziny. Mamy więc obowiązek jej bronić. Ale musimy także zrozumieć, czego naprawdę bronimy, i uzgodnić wspólnie, gdzie przebiegają granice prawa do wolności. Zapędzając się zbyt daleko w atakach na prawdziwych lub domniemanych wrogów wolności, także działamy przeciw niej, nie tylko psując jej reputację, lecz naruszając samą jej istotę.

      ===

      Andrzej S. Bratkowski - były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego

      Jacek Rostowski - Dziekan Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie i członek Rady Case - Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych

      Rzeczpospolita - 2006.02.03
      • tessa18 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 06.02.06, 09:02
        Nie będzie prawdziwej wolności dopóki "człowiek będzie panował nad człowiekiem".
        • 0golone_jajka Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 06.02.06, 09:19
          No to nigdy tej wolności nie będzie. Pewnie i w niebie jej nie zaznasz, bo "starzy" zawsze będą gnoili "nowych" smile
        • grgkh Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 06.02.06, 12:03
          tessa18 napisała:

          > Nie będzie prawdziwej wolności dopóki
          > "człowiek będzie panował nad człowiekiem"

          Tesso, Ty naprawdę nic z tego świata nie rozumiesz. Uparłaś się, że możliwe jest wyłączenie się z otoczenia i jednoczesne istnienie w nim. Nie możemy być pomioędzy ludźmi i unikać konfliktu interesów. Niemożliwe jest nawet i to, że wszyscy jednocześnie chcieliby i mogliby pozostałym robić tylko dobrze, bo wtedy nie wiadomo by było czyje "dobrze" jest "ważniejsze" i ktoś zostawałby w dyskomforcie niemożności czynienia dobrze, a więc jemu czyniono by źle.

          Rzecz w tym, by optymalizować nasze działanie tak, aby ten dyskomfort był najmniejszy, nawet wtedy gdy będzie on dotyczył niszczenia Ziemi, na której będą żyli nasi potomkowie.

          I zawsze racja jednego człowieka będzie ponad racją innego, bo nie jesteśmy idealnie tacy sami, nie jesteśmy automatami dostającymi wszystkiego po równo.

          Nawet w Twoim "raju" nie będzie to możliwe. Jeśli mamy tam "istnieć", to musimy coś czuć, a więc musi być zmienność, musi płynąć czas. Jeśli mamy być szczęśliwi, to musi być to jedyny rodzaj szczęścia jaki potrafią odczuwać ludzie i takiego szczęścia wszyscy naiwni tam oczekują. A więc mamy się spotykać z tymi, z którymi obcowanie daje nam radość tutaj i w tym odczuwaniu chwil (fragmentów wieczności) musimy odnajdować radość, która istnieje jako antagonizm do smutku i nieszczęścia. Taka radość oddzielona od faktu, który ją powoduje jest narkotycznym stanem zapomnienia o życiu, z którego ona wynika i traci jakikolwiek sens. Jak chcesz w stanie wieczystej szczęśliwości, w stanie niepanowania człowieka nad człowiekiem, jednocześnie mieć z innymi ludźmi kontakt dla nich pozytywnie odbierany? Chcesz by byli tylko atrapami, nie żywymi ludźmi?

          "Panowanie człowieka nad człowiekiem", to wspaniała możliwość dawania siebie innym, by od innych dostawać ich obecność. To współistnienie. To równowaga z wciąż zmieniającymi się szansami. To szukanie dróg poprzez własną mądrość. To jedyna i największa szansa bycia człowiekiem jako częścią gromady wszystkich ludzi, która się już nigdy nie powtórzy. Cenne jest nie życie jednego człowieka dla niego samego, ale jako trwająca i myśląca cząstka nas wszystkich dla nas wszystkich.

          I dlatego warto żyć.

          I dlatego nie warto się bać śmierci.

          Być wolnym, to mieć możliwość nie krzywdzenia i korzystać z niej na tyle, na ile się potrafi. Suma wolności jednostek jest wolnością nas wszystkich.


          • tessa18 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 09.02.06, 21:32
            Człowiek panuje nad człowiekiem ku jego szkodzie.
            Ale Bóg nie stworzył człowieka ,by panował nad człowiekiem.W raju nie będzie z
            tym problemu,bo będzie panować Bóg.
            Jak to możliwe? Możliwe.Trzeba tylko przeobrazić ludzką świadomość.Nauczyć ludzi
            żyć ze sobą w pokoju.
          • tessa18 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 10.02.06, 09:30
            • grgkh Iluzje Tessy 10.02.06, 12:19
              > Człowiek panuje nad człowiekiem ku
              > jego szkodzie.

              Nie "ku jego szkodzie". smile
              Ręce mi opadają w bezsilności dotarcia do Twojej świadomości. Masz jakieś swoje definicje, a ten system jest niespójny, one przeczą sobie wzajemnie. Czy Ty tego nie dostrzegasz?


              > Ale Bóg nie stworzył człowieka ,
              > by panował nad człowiekiem.

              A "do czego" stworzył człowieka? Po co go wepchnął w środowisko, w którym NIE JEST MOŻLIWE istnienie bez panowania? Jak mógł, głupi w swojej mądrości, okrutny w swojej miłości, wymagający w swoim wybaczaniu skazywać nas na coś, co nam odradza, czego nam zakazuje? SPRZECZNOŚĆ. Bóg jest sprzeczny - a więc NIE ISTNIEJE. Nie istnieje nic, co jest sprzeczne, bo sprzeczność to chaos i NIEMOŻLIWOŚĆ uzyskania porządku, który w chaosie nie ma prawa się wyłonić.

              > W raju nie będzie z tym problemu,
              > bo będzie panować Bóg.

              Mam "to" i "Go" w ... Wypełnij sobie te kropki sama i przepraszam jeśli Cię tym urażam. To tylko słowa i stan mojej świadomości w stosunku do niczego więcej poza stworzonym przez człowieka pojęciem.

              Ja jestem wolny i NIKT nade mną nie będzie panował. smile

              > Jak to możliwe? Możliwe.
              > Trzeba tylko przeobrazić ludzką świadomość.
              > Nauczyć ludzi żyć ze sobą w pokoju.

              Tesso, pokój niczego nie załatwia. Jeśli decyduję się na uległość lub podporządkowanie moich celów celom innych ludzi i cierpię z tego powodu, to moje cierpienie, choćby było najmniejszym odczuciem dyskomfortu, może, choć nie musi, stać się przyczyną dążenia do odwrócenia tego stanu. Nie jest możliwe by jednocześnie wszyscy zrezygnowali z własnych dążeń, bo stają się one przyczyną jakichś cierpień innych ludzi. Taki, wyidealizowany przez Ciebie stan, to stan stagnacji absolutnej, stan niezmienności i natychmiastowej śmierci umysłowej. Istotą życia jest dążność do zmienności. Rzecz w tym, by celowość dążenia do własnych celów pogodzić z celowością istnienia w grupie istot, które mają własne, rozumiane przez nas poprzez empatię, cele. Cel wspólny jest wypadkową, optymalizacją, wspólną zgodą PODOBNIE przez wszystkich rozumianą. Nie IDENTYCZNIE - lecz PODOBNIE. Identyczność to zaprzeczenie indywidualności, to niewola, którą Ty traktujesz jako docelowy, idealny stan istnienia-nieistnienia w wiecznym zbawieniu. Od samej myśli o ilości słodyczy tego stanu rzygać mi się chce. Ja chcę żyć normalnym życiem, tu na ziemi. Chcę mieć dylematy, jak zrobić, by zrobić najlepiej. Chcę być "na tle" innych, którzy są mi podobni. Chcę się od innych uczyć jak postępować i pokazywać innym jakie są moje modele postępowania. Nie rozumiem, co to jest idealne dobro, bo NIGDY nie udało mi się nic takiego zrobić i nigdy u nikogo niczego takiego nie widziałem.

              W co i gdzie Ty chcesz PRZEOBRAŻAĆ ludzką świadomość? Jakimi narzędziami? Chcesz uczynić z ludzkości stado męczenników lub masochistów, których JEDYNYM celem będzie czynienie innym dobra? A więc umrzyjmy już, w tej chwili wszyscy i osiągniesz to o czym myślisz. Zabij nas i siebie i bądźmy w tym pieprzonym raju. Uczyń to swoje pokręcone dobro absolutne...

              > > > Nie będzie prawdziwej wolności dopóki
              > > > "człowiek będzie panował nad człowiekiem"
              > > Tesso, Ty naprawdę nic z tego świata nie
              > > rozumiesz. Uparłaś się, że możliwe jest
              > > wyłączenie się z otoczenia i jednoczesne
              > > istnienie w nim.
              > O jakim wyłączeniu z otoczenia mówisz?
              > Niektórzy rzeczywiście wyłączają się z
              > otoczenia zamykając się w klasztorach i
              > myślą,że o to chodzi.
              Mówię o konflikcie każdego naszego najmniejszego ruchu z ruchami innych ludzi. Oddychamy powietrzem, z którego oni zużyli tlen wydychając ditlenek węgla, co nie jest korzystne dla naszego organizmu. Uczynili nam coś złego. Czy nie powinni raczej umrzeć, by nam zostawić prawdziwie czyste powietrze, na pewno lepsze dla naszych organizmów? TAK JEST ZAWSZE. Nie da się być między ludźmi i jednocześnie nie być między nimi. Tobie się wydaje, że jak NIE WIESZ, że czynisz źle, to już tego nie robisz. smile)) To jest "uciekanie od odpowiedzialności", na które myślący człowiek nie ma prawa się potulnie zgadzać. Wiedza, której możemy mieć mniej lub więcej pozwala nam na lepszą orientację w naszych wyborach i tylko ona się liczy, i tylko o to dla siebie i innych powinniśmy zabiegać. Nie udawaj, że nadal nie rozumiesz i nie zasłaniaj się prymitywnym przykładem z klasztorem.

              > Taka cecha jak ustępliwość jest wtedy
              > bardzo potrzebna.A także dbanie nie tylko
              > o własne sprawy ale i o sprawy kogoś innego.
              > W razie zaistnienia konfliktu należy
              > rozwiązać dany problem przez porozumienie
              > stron.Należy szybko uregulować
              > takie sprawy.

              Blablabla. Dokładnie tak samo robię ja i tysiące, miliony innych ludzi. Bezbożnie i tak samo skutecznie. wink

              > [...] Jest to obecnie prawie niemożliwe przez
              > ludzką niedoskonałość.Nie jest jednak wykluczone,
              > że z Bożym błogosławieństwem się to nie stanie.

              B Z D U R A. Sama mówisz, że "nie jest wykluczone" i sama, tak do końca, w to nie wierzysz. To nie człowiek jest niedoskonały. Człowiek stara się "znaleźć" najlepszą receptę na istnienie w danym miejscu i czasie, ze swoimi nabytymi, wyuczonymi umiejętnościami i nie wyżej niż swoje fizyczne możliwości. Niedoskonały na ziemi człowiek, nie może się stać doskonały, bo go śmierć tego nauczy. Nie nauczy. "Tam" (dla mnie tego "tam" nie ma) będziemy tacy sami, niedoskonali, bo nawet nie wiadomo czym ta doskonałość miałaby być. Wiesz to? Potrafisz ją opisać? Jeśli nie, to przestań o niej bajać.

              > Więc mądrym nie jest ten,kto dużo wie,
              > lecz ten kto robi w praktyce użytek z tej
              > wiedzy i widać to w postępowaniu.

              Mądry jest ten, kto wie. Taka jest definicja. "Postępowanie" dotyczy zakresu wiedzy o tym jak optymalizować współistnienie. Z korzyścią dla siebie i dla innych, czyli dla wspólnego organizmu społecznego, który razem stanowimy i bez którego, jako ludzie myślący, nie moglibyśmy istnieć. To jest proste, jak proste jest rozumienie, że Wszechświat stanowi nierozerwalną i niewyodrębnialną całość.

              > [...] Czy można żyć w zgodzie z kimś
              > kogo się nienawidzi?

              Nienawiść jest naturalna dla naszego czucia i jest na przeciwnym do miłości biegunie. Prowadzi do niepotrzebnej, bo widzianej z perspektywy społeczeństwa jako całości, dezintegracji więzi społecznych. Całkowicie zbędne jest tu bajdurzenie o boskim idealiźmie. Należy uczyć ludzi dlaczego nienawiść jest szkodliwa. Jej podstawowym żródłem jest... odrzucenie jednostki przez grupę, NIENAUCZENIE ludzi jak bardzo są wspólnym organizmem społecznym. Brak edukacji w tym zakresie, zaniechanie jej, lekceważenie znaczenia poczucia wspólnoty... I to wystarczy. Naprawdę.

              > Boża obietnica Mówi:
              > "Bo oto stwarzam nowe niebiosa i nową
              > ziemię i nie będzie się w umyśle
              > wspominać rzeczy dawniejszych ani nie
              > przyjdą one do serca.

              Boża obietnica to obiecanka-cacanka. To chłam umysłowy mający chronić bożka-religię-ideę-mema. I nic więcej.

              > > Jak chcesz w stanie wieczystej szczęśliwości,
              > > w stanie niepanowania człowieka nad
              > > człowiekiem, jednocześnie mieć z innymi ludźmi
              > > kontakt dla nich pozytywnie odbierany?
              > > Chcesz by byli tylko atrapami, nie żywymi ludźmi?

              > Czy uważasz ludzi okazujących miłość za atrapy?
              > A tych którzy zabijają innych za coś godnego
              > pochwały?

              Nie. Jeśli wybierzesz mężczyznę sojego życia, a jest on tak samo pożądany przez inną kobietę, to jedno z was MUSI pozostać nieszczęśliwe, bo taki jest system działania naszej psychiki ukształtowany przez ewolucję dla beznamiętnego przekazywania genów, a nie dla "istnienia szczęścia". Szczęście jest... dodatkiem, CHWILOWYM stanem umysłu. W wyidealizowanym raju nie jest możliwe stworzenie atrap tego mężczyzny, by Twoja i konkurentki umysłowość mogła jednocześnie trwać w stanie kontemplac
              • grgkh Iluzje Tessy - cd 10.02.06, 12:20
                > Czy uważasz ludzi okazujących miłość za atrapy?
                > A tych którzy zabijają innych za coś godnego
                > pochwały?

                Nie. Jeśli wybierzesz mężczyznę sojego życia, a jest on tak samo pożądany przez inną kobietę, to jedno z was MUSI pozostać nieszczęśliwe, bo taki jest system działania naszej psychiki ukształtowany przez ewolucję dla beznamiętnego przekazywania genów, a nie dla "istnienia szczęścia". Szczęście jest... dodatkiem, CHWILOWYM stanem umysłu. W wyidealizowanym raju nie jest możliwe stworzenie atrap tego mężczyzny, by Twoja i konkurentki umysłowość mogła jednocześnie trwać w stanie kontemplacji szczęścia współobecności z obiektem waszych pożądań. A więc wszystko TAM jest sztuczne? To po co obiecujecie jakieś "spotkania" na tamtym świecie? Wirtualny świat samozadowolenia atrapami, wyświetlaniem iluzji? Jesteś tak niekonsekwentana w swoich idealistycznych rojeniach, że to aż zadziwia. smile Ręce opadają... wink

                > Bo taki jest TEN SYSTEM to znaczy
                > że zawsze on będzie istniał?
                > Bóg na to NIE POZWOLI.

                JUŻ POZWOLIŁ, bo taki jest nasz świat. smile)) Boga nie ma, Tesso.

                > A w nowym świecie gdzie władzę będzie
                > sprawował Bóg nastanie sprawiedliwość.

                Z pewnością. smile Taka jest cecha dogmatów - PEWNOŚĆ! smile
            • miriam_73 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 10.02.06, 12:55
              Nie masz zielonego pojecia o tym, na czym polega zycie zakonne. Na pewno
              dziecino nie na wyłaczaniu się.

              O historii chrześcijaństwa pierwszych wieków też jak widac nie masz bladego
              pojęcia. Słyszałaś kiedyś np. o Ojcach Pustyni??? Zresztą wspólnoty monastyczne
              czy pustelnictwo to nie wynalazek chrześcijanski - by wspomnieć np. esseńczyków.
              • tessa18 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 10.02.06, 13:26
                Coś niecoś czytałam na temat zakonów.
                Hieronim z IV wieku pisze:
                "Odkąd Kościół dostał się pod panowanie cesarzy chociaż zyskał na mocy i
                bogactwie ,stracił na sile moralnej.Oddziaływały w tym przypadku wschodnio-
                irańskie nurty potępiające wszystko co wiąże sie z pierwiastkiem
                materialnym,cielesnym życia ludzkiego i utożsamianie działanie złego ducha z
                życiem seksualnym.Na tym tle rozwinął się ruch "enkratytów" chrześcijan
                głoszących iż jedynie w bezżeństwie i skrajnej wstrzemiężliwości można dostąpić
                Królestwa Bożego.Ten kto szedł na pustynię za jednym zamachem pozbawiał się
                całego ciężaru życia.Pierwsi mnisi rekrutowali się z chłopów,małorolnych
                właścicieli koptyjskich a nawet z niewolników mimo zakazów państwowych."
                Asceza i modlitwa były jedynym orężem walki z Szatanem przy tym chodziło o
                modlitwę ustną mechaniczną często całkowicie bezmyślną polegającą na
                bezustannym powtarzaniu na pamięć wyuczonych psalmów biblijnych.
                Jak się stopniowo bogaciły klasztory i stały się z czasem głónymi posiadaczami
                ziemskimi to zupełnie inny temat.
                • miriam_73 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 10.02.06, 14:10
                  Coś czy niecoś??? Który Hieronim, w jakim dziele? Prosze o źródła twierdzeń
                  dot. pochodzenia pustelników? A jeśli gnostyków uważasz za reprezentatwynych
                  dla chrześcijanstwa, no to fajnie. Chciałam tylko zauważyć że gnoza należy do
                  herezji.
                  • wanda43 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 10.02.06, 14:42
                    Herezją jest to,co kosciola katolicki za herezje uznał i nie wydaje mi
                    sie,abysmy kiedykolwiek dowiedzieli sie calej prawdy,a Watykan zdecydowal sie na
                    otworzenie swoich archiwow.
                    www.gnosis.art.pl/numery/gn02_haardt_gnoza.htm
                    • miriam_73 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 10.02.06, 17:16
                      Widzisz Wandziu, tylko drobny szczegół: w III/IV w. Kościół był jednością, nie
                      było podziału na katolików, protestantów (XVI w.)czy prawosławnych (XI w). Tak
                      przypadkiem. Chrześcijaństwo jako takie odrzuciło gnozę, jako sprzeczną z
                      Ewangelią.
                      • wanda43 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 10.02.06, 21:50
                        Kasiu,tlumaczysz mi jak Zyd koniowi pod gore!
                        Sory,ale pewna wiedza jest oczywista.
                        • miriam_73 Re: Przeciwko wrogom wolności (2) 10.02.06, 23:13
                          Twja poprzednia wypowiedź temu przeczy, Wandeczko.
      • gosc.z.korony Bardzo dobry artykuł ,,Przeciwko wrogom wolności'' 12.02.06, 14:42
        Z całego serca popieram zawarte w nim tezy!
        Trzeba też nauczyć się mówić o wolności. Stanowczo, otwarcie i konsekwentnie.
        Czy zauważyliście, że siły pragnące odebrać Nam wolność, siły reprezentowane
        przez Rydzyka, Giertycha, Leppera i Kaczyńskich z wielką łatwością
        ,,odczłowieczają'' swoich przeciwników politycznych? Nie tak dawno np. Rydzyk
        wyzywał Donlada Tuska od ludzi niegodnych, fałszywych i złych. A każdy inny, kto
        się przeciwstawia Rydzykom i rydzykofilom jest ,,niepolakiem'' albo
        ,,szpiegiem'' albo ,,szeczkającym psem''. Bez znaczenia kim jest naprawdę. To
        skandal!
        • tessa18 Re: Bardzo dobry artykuł ,,Przeciwko wrogom wolno 13.02.06, 16:47
          Polityki nie mieszajmy do religii!!!
          Jeśli chodzi o gnostyków to jest to osobny temat.
          www.piw.pl/sklep/product_info.php?cPath=44&products_id=152
          W linku wiadomość o Hieronimie żył on w IV wieku a jego cytat zaczerpnęłam z
          książki Jana Wierusza Kowalskiego "Wczesne chrześcijaństwo ".Polecam!
          • grgkh Re: Bardzo dobry artykuł ,,Przeciwko wrogom wolno 13.02.06, 18:47
            tessa18 napisała:

            > Polityki nie mieszajmy do religii!!!

            A ja powiem tak: religii nie mieszajmy do polityki.
Pełna wersja