pierwszy raz pisze na tym forum i od niedawna je przegladam dlatego mysle ze
ten watek musial sie juz wczesniej pojawic. wiec jesli ktos mi moze po prostu
podac linka do podobnej dyskusji bede wdzieczna.
krociotki opis sytuacji: u mnie w domu kosciol nigdy nie byl najwazniejszy, w
niedziele zazwyczaj gdzies wspolnie wyjezdzalismy, jak zdazylismy to szlismy
do kosciola jak nie to nie. teraz w ogole nie uczestnicze w
religijnych "szopkach", i powatpiewam w istniej boga jakiegokolwiek, jest mi
z tym dobrze, jestem optymistka i tak tu wymieniac, ale nie o to chodzi,
smutno mi ostanio bo myslalam ze takie problemy sa zbyt male aby mogly
zaszkodzic milosci i wspolnemu zyciu.
moj chlopak jest gleboko wierzacy i praktykujacy, dochodzi do tego ze czuje
on ogromne wyrzuty z tego ze ze mna sypia, ja nie moge tego pojac, czuje
tylko radosc po tym, on wprost przeciwnie, chodzi przybity...i to ciagle
poczucie winy u niego, moze to niekoniecznie zwiazane z religia ale chyba
duuzo tu jej winy.
kiedys myslalam ze kazde z nas po prostu bedzie tolerowac innosc drugiego, on
idzie do kosciola ja w tym czasie na spacer...itp.
coraz czesciej dochodze do wniosku ze bedzie to b ciezkie, zaczynaja
denerwowac mnie jego poglady, jego zasciankowosc i wierzenia, ktore tylko
przeszkadzaja w zyciu, wiem ze nie mozna tego odrzucac jesli to sprawia ze
czlowiek staje sie lepszy i ciagle nad soba pracuje, ale mi juz przeszkadza
to jego poczucie winy, on uwaza ze kosciol mu pomaga, ja widze cos wprost
przeciwnego, pozatym coraz czesciej dochodze do przekonania ze nie chce zeby
naszym przyszlym dzieciom on wciskal cos co jest dla mnie klamstwem,
denerwuje mnie to nienaturalne (moim zdaniem) chrzescijanskie poczucie
wstydu, mi wydaje sie ze jestm dobrze wychowana przez moich rodzicow i po
prostu wiem co dobre a co zle, on uwaza ze sumienie czlowieka funkcjonuje
niedoskonale (i przez to musi on sluchac nakazow ksiezy???)
dodam jeszcze ze on pochodzi z malej wioseczki gdzie wiadmo jak jest. rodzine
mial niezbyt szczesliwa i uboga, aczkolwiek kosciol byl na pierwszym miesjcu,
u mnie wprost przeciwnie... moze to nie tylko kwestia religi wiec pomylilam
forum?

bardzo szanuje mojego mezczyzne, jest osoba wyksztalcona i b inteligenta,
stale sie rozwija...a jednak pewne rzecz tkwia tak gleboko ze nie sposob ich
wykorzenic, nie staram sie tego robic, po prostu zaczyna mnie to irytowac i
okazuje sie ze mniej nas laczy niz sie wydawalo, czy to przez
religie....chyba w duzej mierze.
ehh, tak chcialam sie wygadac, jakby ktos mial podobne doswiadczenia, moze
ktos zyje w takim malzenstwie, to bede wdzeczna...
dzieki