15.10.06, 01:18
Czytając posty na tym forum, odczuwa się, że jest bardzo dużo osób, wprost
pałających gniewem do religii, raczej do jej objawów w życiu codziennym.
Mnie też denerwuje ten ceremoniał nachalny, nie liczacy się z innymi ludzmi,
te dzwonienie i granie na trąbce jakie zafundował wiernym proboszcz z
pobliskiego kościoła. Już o 6:30 (choć nie z każdej wieży trąbią hejnał) z
wieży kościelnej rozlega się melodia "kiedy ranne wstają zorze...", później
inne melodie kościelne i tak do 21:00, gdzie na koniec jest "Maryjo Królowo
Polski" która to wzywa do modlitw jasnogórskich. Atmosfera jest podobna jak w
pisence - "do grającej szafy wrzuć...", tu jest za darmo. Padają słowa na
forum, że religię trzeba niszczyć każdym słowem, gestem itd. Nawet najlepszy
nasz uczestnik forum, grgkh, piszący tak mądre teksty, jest sfrustrowany,
przejmuje się tym. Ja natomiast przyjmuję to z całkowitym spokojem, bo wiem,
że denerwowanie się nic nie da. Więcej, nawet lubię sobie pogadać z ludzmi
wierzącymi. Miałem taki przypadek na dniach. Jdę do biura, a tu wybite dwie
szyby w oknie, ktoś ćwiczył kąt padania i odbicia,czy co? Trzeba wprawić,
jest taki szklarz w sąsiednim bloku, nigdy go nie widziałe, natomiast czytam
jego szyld -"Szklarz - wprawia szyby, robi lusterka, kituje w piwnicy". Po
szyldzie widać, że "zgrywus", dzwonię do niego, niestety, tylko robi w tej
piwnicy. W końcu daje propozycję, pojedzie, wyjmie okno, przywiezie do tej
piwnicy, zrobi co trzeba i odwiezie. Dodatkowe koszta, ale niech będzie, daje
rachunek Vat. Umawiam się z nim o 7:05 i jego samochodem jedziemy do mojego
biura. Samochód Opel Astra, beżowy, na półeczce pod radiem leży rózaniec z
jasnego drewna (pod kolor auta), zwiesza się figlarnie bujając w takt wybojów
i zakrętów. Zaczynam rozmowę:
- O! jaki ładny rózaniec, jaki skromny, a tym samym piękny. Niesamowicie
ładna rzecz. Przepraszam, z ciekawości, podczas jazdy też pan go używa?
- Nie, to żona kupiła jak bylismy na pielgrzymce w Częstochowie i to ona
używa jak jazda jest dłuższa.
Tu usmiecha się, ścisza głos i mówi - "Tak to by gadała cały czas, a tak
niech się modli"
- Mądra żona, dobry ma gust, i zawsze to lepiej w podróży jak jedzie się
razem z modlitwą. Bardzo podoba mi się ten rózaniec, też taki kupię dla
swojej żony, ta z kolei boi się ze mną jeżdzić, bo stale wyprzedzam na
trzeciego, wie pan jak się to wloką, ona boi się czy zmieszczę się czy nie.
Konieczny jest taki różaniec, niech modli się w takich chwilach, będzie to
pomagać, z przeciwka migają mi światłami, ja wtedy też im mignę, że zwalniał
nie będę, jadę z modlitwą.
- Jak podoba się panu taki różaniec, to takie same są w Veritasie na
Rutkowskiego, można kupić - informuje mnie.
- O! nie, mała skuteczność, podobno tak 1:30, takie z Woli Zebrzydowskiej, to
podobno 1:8, Częstochowa jest najlepsza, 1:2, conajmmniej.
I tak dalej w tym stylu. Zabrał okno, za dwie godziny przywiózł, usiadł wyjął
bloczek i myśli. - "wie pan, z cennika za to wszystko, transport, montaż,
oszklenie itd. wypada 170 zł brutto, ale pan taki religijny to opuszczę - 140
zł, co pan na to?" "Dziękuję, my wierzący musimy się popierać, ten ateizm
pcha się drzwiami i oknami, sam pan widział, to jakiś ateista wybił szybę.
Jeszcze raz dziękuje za upust, będę miał na taki sam różaniec". Pełna zgoda,
wzajemna akceptacja i co najważniejsze - duży upust.

Obserwuj wątek
    • adam81w Re: Postawy 15.10.06, 02:41
      Więcej, nawet lubię sobie pogadać z ludzmi
      wierzącymi.

      kociak przeciez ty tez jestes wierzacy tongue_out tak btw
      • kociak40 Re: Postawy 15.10.06, 23:56
        adam81w napisał:

        > Więcej, nawet lubię sobie pogadać z ludzmi
        > wierzącymi.
        >
        > kociak przeciez ty tez jestes wierzacy tongue_out tak btw

        Ale trochę inaczej, w indywidualny sposób, taki "własny".
        • adam81w Re: Postawy 16.10.06, 00:30
          wiem ze w indywidualny , kazdy wierzy w indywidulany sposob smile w kazdym razie ty
          tez wierzysz
      • kociak40 Re: Postawy 16.10.06, 00:34
        Postawy ludzi, nazwijmy to "bardzo praktykujących" są bardzo ciekawe.
        Kiedyś, jeszcze nie tak dawno, był taki zwyczaj noszenia palących się świec z
        kościoła do domu (chyba to było święto MB Gromnicznej?, obecnie i to bez
        konsultacji, przez papieża skasowane (może pożary były?).
        Bardzo lubiłem oglądać to na ulicy. Wieczór, kończy się nabożeństwo i z
        kościoła wychodzi tłum ludzi, więszość ma zapalone gromniczki, przeważnie
        starsze panie. Ta zwarta "rzeczka" ludzi z palącymi się świeczkami, wychodząca
        z bramy kościoła, rozdziela sie na mniejsze grupki, dalej znowu na mniejsze,
        dzieli się na uliczki osiedlowe itd. Jest wiatr, takie płomyki gasną, ludzie
        osłaniają je rękami, nie wszystkim się to udaje, tu i ówdzie świeczka gaśnie,
        wtedy podchodzą do innych i od ich palących świec przypalają powtórnie swoją.
        Następuje chwila, że już samotne staruszki idą z tymi świeczkami, ostatnie
        wyszły z koscioła, najdłużej się modliły. Własnie idzie taka staruszka, osłania
        tą świeczkę, juz daleko odeszła od kościoła i nagle świeczka gaśnie. Interesuje
        mnie co zrobi, jakie "rozumowanie" przeprowadzi. Zatrzymuje się i pewno mysli -
        "cholera ale pech, już tak blisko domu, a tu masz! Co robić? Stoi rozgląda się,
        za nią nikogo, do tych co przed nią, trzeba by podbiec, jest zbyt stara. Masz
        ci los, msza zaliczona, modlitwy były, datek na tacę też, był i "ogieniek" i
        nagle nie ma go. Rusza zrezygnowana dalej, pewno myśli - "zapalę w domu,
        przecież jest to samo, taki sam ogieniek". Jednak zatrzymuje się, zastanawia
        się -"jak to samo, jak to będzie z zapałki? taki ogieniek trzeba donieść z
        koscioła, niby to samo, a jednak nie to samo, jest zasadnicza różnica". To
        cholerny pech, nie upilnowałam tego "kościelnego ogieńka", może modlitwy przy
        tym z zapałki będą mniej skuteczne? Tyle trudu i wszystko diabli wzięli (w
        znaczeniu dosłownym). Rusza, zatrzymuje się, myśli kłebią się w głowie, ogrony
        problem, ogromne zmarwienie. W końcu macha ręką, odwraca się i rusza z powrotem
        do kościoła, jedynie słuszna decyzja, nadrobi się ten kilometr, ale jest
        pewność, że w domu będzie ten "kościelny ogieniek". A jak znowu wiatr zdmuchnie?
        lepiej o tym nie myśleć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka