Małe podsumowanie

23.10.07, 16:22

Jak z przekazu w innym poscie do mnie, grgkh pisze, powstają inne
fora religijne i jak słusznie zauważa - "zycie jest piekne, ale
krótkie". Chcąc jakoś podsumować ten cały stracony czas w
przekonywaniu innych, pokuszę się o małe podsumowanie religijnego
forum. Biorąc za przykład, że drzwi mogą być tylko otwarte lub
zamknięte, wszystkie te dyskusje (tak czasochłonne) oraz tysiąc
ksiąg na ten temat, w jednym zdaniu skupię.

Wszystkich ludzi mozna podzielić na takich, którym się wydaje, że
Boga nie ma, oraz takich, którym się wydaje, że Bóg jest.
Ot i wszystko. Po co więcej tracić czas?
    • marketa0 Re: Małe podsumowanie 23.10.07, 17:35
      Ten prosty podział jest tak logiczny aż strach bierze....
      To po co to forum? Po co my tu piszemy?
      marta
      • grgkh Re: Małe podsumowanie 23.10.07, 18:50
        A ja wiem, po co tu piszemy.

        Tak jak to obok, tutaj napisałem, tylko niektórym ludziom się "wydaje", że bóg (Bóg, Allach, Manitu, złośliwy gnom, krasnal itp) istnieje. Pozostali nie mają na ten temat zdania (zwisa im to) lub uważają, że "ci, co twierdzą, że bóg istnieje, mylą się". Ci ostatni dopuszczają się rzeczy karygodnej w opinii wierzących, mają czelność mieć zdanie o głoszonej przez wierzących tezie. Zauważ, że oni nie muszą zaprzeczać istnieniu bożków ani krasnali, oni tylko mówią o wierzących, bo sprawa istnienia bożka ich NIE DOTYCZY.

        Tymczasem wśród wierzących istnieje duża grupa takich, którym przeszkadza to, że inni nie są podporządkowani wierze w jakieś tam bzdury. Dlaczego? Domyślasz się? Przecież nie wszystkie religie są tak agresywne w tym aspekcie religijnego mempleksa. Odpowiedź jest prosta. Najwidoczniej religia, która istnieje sama dla siebie, która ewoluuje zmieniając stopniowo swoje zasoby, rytualność itd sprzyja grupom ludzkim cementując ich spoistość i zwiększając podporządkowanie, przez co stają się one odporniejsze na czynniki działające odwrotnie. Religie są międzyklasowe, internacjonalne, a kasta kierująca nimi zawsze korzysta z nadzwyczajnego przywileju bezkarności i pasożytnictwa. Istotne jest także to, iż wielkość grupy, a także swoboda jej działalności skutkuje lepszą sytuacją kasty kapłańskiej. Efektem tego jest więc to, że niemal każda religia, wcześniej lub później, choć w różnym stopniu, będzie się starała zwalczać tych, którzy nie są w niej umieszczeni. Inni sa źli. Inni zagrażają. Inni wierzący w innego boga, a także inni, którzy nie wierzą w żadnego.

        Ja, jako ateista, widzę zagrożenie spowodowane tą ekspansją religii. Dlatego nie chcę religii w życiu publicznym nie tylko dla siebie, tam gdzie mnie to dotyka bezpośrednio, ale także dla innych, choćby dzieci w szkołach, które są przerabiane w manufakturze katechetycznej na manekiny nie potrafiące religii się sprzeciwić, nie myślące samodzielnie, nauczone zgody dla nieracjonalizmu i bezkrytycznego przyjmowania dogmatów.

        Chcę, byśmy jako ludzie mogli wybierać między religią a jej brakiem racjonalnie, a racjonalnie wybierać religia nie pozwala, bo żąda dla siebie z tego tytułu ulg.
      • kociak40 Re: Małe podsumowanie 23.10.07, 19:11

        Pani marketo0

        Jako nowa uczestniczka tego forum, jeszcze nie w pełni znająca jego
        uczestników, ma Pani teraz dwa "podsumowania" religijnego forum,
        moje - kociaka40, i jeszcze do niedawna guru tego forum - grgkh.
        Może Pani wiec ocenić jako obserwator bezstronny, które
        jest "lekkie", lotne, ot, takie sobie, a które "cięzkie" (jakbysmy
        czołg pchali), bo efekt jest ten sam. Kto sie wiecej "napracował",
        kto wiecej czasu stracił dla tego samego efektu?. Może Pani ocenić,
        jest wybór.
        • marketa0 Re: Małe podsumowanie 23.10.07, 19:15
          owszem ocenię ale proszę Panie kociak40, żebyś Pan nie wpływał na ocenę mą
          marta
          • grgkh Re: Małe podsumowanie 23.10.07, 19:36
            Oddaję pierwsze miejsce walkowerem. Widzę, że Andrzejowi bardzo zależy na pozytywnej ocenie jego obecności tutaj, a więc nie rób mu, proszę, przykrości i pochwal go. wink Ju tu jestem tylko od czasu do czasu, wpadam by coś dla fantazji (przyciężkawej) skrobnąć, po czym uciekam do swoich spraw. A więc na razie, pa. wink
            • kociak40 Re: Małe podsumowanie 23.10.07, 20:06

              Zbyszku, nie masz racji, to forum bez Twojej obecności straciłoby
              sens, przestałoby istnieć i musisz koniecznie tu pisać.
              Moja obecnośc jest tylko marginalna, nic nie wnosząca, tylko dla
              swego humoru tu piszę, nic więcej nie chcę przekazać. Twoje pisanie
              jest dobre, ale jak dla mnie, zbyt poważne, zbyt zaangażowane, lubię
              sobie z tego pożartować (nie możesz tego darować?). Bądz jak
              najczęstszym gościem tego forum, jesteś czytany i doceniany (ja też
              nieraz częściowo czytam Twoje posty, częściowo - bo są dla mnie zbyt
              długie).
              • grgkh Re: Małe podsumowanie 23.10.07, 21:08
                kociak40 napisał:

                > Zbyszku, nie masz racji, to forum bez Twojej obecności straciłoby
                > sens, przestałoby istnieć i musisz koniecznie tu pisać.

                Tyle "ognia" jest w Twojej, niewątpliwie szczerej, wypowiedzi, że dałem się przekonać. Będę tu (chyba) czasem zaglądał. wink
                • grgkh Re: Małe podsumowanie 23.10.07, 21:10
                  I znów za szybko wysłałem... Szczerze współczuję Ci pogorszenia kondycji, co uniemożliwia Ci korzystania w pełni z fontanny wiedzy i humoru, które tu prezentuję. Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia. wink
                  • kociak40 Re: Małe podsumowanie 23.10.07, 21:48

                    Fakt, zbyt szybko klikłeś, trzeba się trochę przed tą czynnoscią
                    zastanowić. wybaczam, mam dzisiaj bardzo dobry dzień, od rana smieję
                    się w "duchu" bo udała mi się pewna kpina. Jak już pisałem, mam 50%
                    wspólnika do firmy, ktorą prowadzę. Wspólnik, to znajomy jeszcze ze
                    studiów, prowadzący inną firmę od 30 lat, bardzo dla niego dochodową.
                    Ta moja jest mojego pomysłu, on dał cały wkład na rozruch (który już
                    zwróciłem) i w 50% jest jej udziałowcem. Całym kontem firmy
                    zarządzam ja (on nie chciał, ma zaufanie go mnie). Jest ateistą ale
                    z jakiś powodów mi nieznanych, przyjmuje księdza po kolędzie w domu.
                    Wie, że ja raczej wierzący, nie lubię księzy, mam na
                    nich "uczulenie" itd. Dzisiaj rano chciał sobie pokpić ze mnie i w
                    rozmowie - "jak zwiększyć dochody w przyszłym roku?", zachowując
                    całkowitą powagę, zaczął mnie przekonywać, że konieczne jest
                    poświęcenie pomieszczeń firmowych - "musisz jakoś to przeżyć, musisz
                    się pogodzić, że poswięcenie jest konieczne, teraz wszyscy to robią
                    itd." - przekonywał mnie. Ja, zachowując całkowitą powagę (zawsze
                    jak kpię, jestem poważny) przerwałem mu jego wywód (który miał mnie
                    zdenerwować) i odpowiedziałem - "wiem o tym, już to przemyslałem,
                    chciałem zrobić Ci niespodziankę na imieniny (imiennik, też Andrzej)
                    i nie mówiłem, ale już przelałem z naszego konta na konto koscielne,
                    30 tys. zł, bo tyle chciał proboszcz i świecenie pomieszczeń będzie
                    30 listopada, w nasze imieniny!!!!". On zerwał się z fotela, usiadł,
                    znowu się zerwał, złapał za głowwę - ......., ......., ......., to
                    słowa niecenzuralne jakie skierował pod moim adresem, "coś ty
                    narobił, na łeb upadłeś, przecież ja żartowałem!!!!!!".
                    Poczekałem chwilę i - "nie denerwuj się, ja też żartuję!!!". Właśnie
                    śmieję się z tego i wszystko wybaczam w dniu dzisiejszym.
                    • dagmama Re: Małe podsumowanie 24.10.07, 16:27
                      Fajna historiasmile))
                      • dagmama Re: Małe podsumowanie 24.10.07, 16:38
                        Ja sobie żartuję z kuzyna męża i jego żony. Ślub dawał im ksiądz-
                        rówieśnik, również należący do rodziny. Obecnie nie jest księdzem,
                        zakochał się.
                        Ostentacyjnie powątpiewam, czy ślub jest ważny i dogaduję, że od
                        razu widać było, że ksiądz lubi świeckie życie. Na przykład tańcząc
                        ze mną śpiewał wraz z zespołem "I love you, baby".
                        Ale oni się nie przejmująsmile
                    • wanda43 Panie kociak! 24.10.07, 18:25
                      Panie Andrzeju! Przez Pana znow oplulam monitor herbatą.
                      Jak ta zona z panem wytrzymuje? Od ciąglego smiechu mozna kolki dostac.
                      wink))))))))))))
                      • kociak40 Re: Panie kociak! 24.10.07, 20:55

                        Pani Wando43

                        To jest tajemnica dla mnie, wszystkich udaje mi się "nabrać" (jak
                        się odpowiednio przyłożę) żony natomist nigdy. Ona tylko spojrzy na
                        mnie i już wie (mówi, że poznaje po oczach). Oczywiście, nie posuwam
                        się do kłamst, że np. coś się stało, a się nie stało. Ona bezbłednie
                        poznaje kiedy żartuję. Nawet jak ślub kościelny braliśmy i byliśmy
                        którąś z koleinych par, jak nadszedł czas na nas, podszedł koscielny
                        i oznajmił - "proszę teraz państwo!", a ja mu na to - "proszę pana,
                        czy można się jeszcze rozmysleć?!". On się tak tym przejął i widząc
                        uśmiech na twarzy mojej przyszłej zony, zwrócił się do niej - "i
                        pani uśmiecha się w tej sytuacji?", a przyszła żona wiedziała
                        doskonale, że kpiny sobie z koscielnego robię. Jej nie oszukam.
                      • kociak40 Re: Pani wanda43 24.10.07, 21:48
                        Pani Wando43

                        Opiszę Pani pewien przypadek, który bez mojego zamiaru, był
                        doskonałym powodem do śmiechu. To jeszcze moje czasy studenckie.
                        Niespodziewanie zacząłem miewać ostre, kujące bóle w sercu, bardzo
                        mnie to zaniepokoiło. Muszę nadmienić, że jestem trochę
                        hipochondrykiem, mam nawet księgę "cegłę" wydaną dla lekarzy - "Leki
                        współczesnej terapii", liczy blisko 800 stron i zawiera spis
                        ówczesnych leków. Wracam do tematu. Ból mnie ten zaniepokoił i
                        poszedłem do lekarza w przychodni studenckiej. Lekarz zbadał i
                        powiedział, że to objawy nerwicowe, da mi odpowiedni lek i te objawy
                        miną. Przepisał mi lek o nazwie - "nobrium". Tego leku nie mogłem
                        nigdzie dostać, uwierzyłem w niego, że jak dostanę to minie. Cała
                        moja rodzina chodziła po aptekach i nigdzie go nie było. Wróciłem do
                        tego lekarza, w gabinecie była pielęgniarka i jej powiedziałem, że
                        takiego leku nie moge kupić. Na to ona -"proszę pana, lekarz właśnie
                        niedawno był w USA na praktyce i teraz serwuje jakieś leki, których
                        w Polsce nie ma, nawet niech pan jego nie szuka".
                        W tej księdze przeczytałem o tym leku, że taki dobry i uwierzyłem,
                        że jak bym go miał, to byłbym zdrów. Niestety, nie ma go i od czasu
                        do czasu, serce mnie boli. Minął jakiś dłuzszy czas, byłem u innego
                        lekarza, taki starszy dostojny doktor. Potwierdził, że to nie jest
                        grozne, to takie nerwicowe objawy. Powiedziałem mu, że nie mogę
                        takiego leku kupić o nazwie - "nobrium", a tylko ten by pomógł. On
                        na to - "proszę pana, takiego leku nie ma, to librium, a nie
                        nobrium". Nie, nobrium, upirałem się. "Przecież jestem doktorem i
                        mówię panu, że to librium, nie ma nobrium!!!!" zaczął sie denerwować.
                        Wtedy spojrzałem na taką oszkloną szafkę w jego gabinecie i tam
                        zobaczyłem własnie ten poradnik leków. "Panie doktorze, w tym
                        poradniku, 363 strona, po prawej stronie, 34 wiersz od góry, niech
                        pan sprawdzi, jest nobrium!" On podszedł do szafki, wyjął ten
                        poradnik, otworzył na tej stronie o której mówiłem, policzył wiersze
                        od góry i - "jest nobrium!". Popatrzył na mnie jakoś dziwnie, nic
                        wiecej nie powiedział. Zresztą nigdy już do mnie nic nie mówił,
                        nawet na innych wizytach, przepisywał mi leki jakie chciałem, bez
                        słowa. Pewno pomyslał sobie, że ja ten poradnik umiem na pamięc i
                        nie ma co ze mną dyskutowac o lekach.
                        • wanda43 Re: Pani wanda43 25.10.07, 06:42
                          Wiem,stary doktor wziął Pana za jasnowidza! Zapisuje wszystko,co Pan sobie
                          zyczy, bo sie pewnie boi,ze w nim i o nim tez Pan wszystko widzi, a do glowy mu
                          nie przyjdzie,ze Pan tez taki poradnik posiada.
                          Ja tak dawno temu mialam z kolezanką, ktora ciagle latala do jakis wrozek.Kiedys
                          jej powiedzialam,ze to bzdura i szkoda kasy na takie pierdoly, i jak chce, to ja
                          jej tez moge powrozyc, choc ni cholery nie znam sie na kartach.Chciala,plotlam
                          jej rozne bzdury i chyba ze dwie sie przypadkiem sprawdzily. I prosze sobie
                          wyobrazic, ze ta sirota uwierzyla i byla swiecie przekonana,ze mam zdolnosci
                          wrozbiarskie.Nie pomoglo nawet,gdy powiedzialam,ze to byly wyglupy.Mowila,ze mam
                          dar i koniec. Naukowcy juz wszystko przebadali i wyszlo im, ze wiara faktycznie
                          czyni cuda i zwykle placebo potrafi uleczyc.Wystarczy przekonanie,ze to
                          fantastyczny i skuteczny lek.
    • grgkh A ja to inaczej podsumuję 23.10.07, 18:24
      Otóż jest wcale nie taka mała grupa, którym się "nic na ten temat nie wydaje". Uświadomienie sobie, że tacy ludzie są pomaga w rekonstrukcji Twojej kategoryzacji boskiego tematu. Ja bym to ujął tak:

      Są ludzie. Niektórym się coś wydaje. A czasami wydaje się im, że to jest bóg lub krasnoludek.
      • zawsze.psikutas Re: A ja to inaczej podsumuję 24.10.07, 16:39
        twoje pierdolenie jest nic nie warte Zbysiu.
        daleko ci do Andrzeja
      • kociak40 Re: A ja to inaczej podsumuję 24.10.07, 21:00

        Zbyszku, nie usuwaj postów mi przychylnych, przecież wiesz, że
        jestem łasy na nie.
        • grgkh Re: A ja to inaczej podsumuję 24.10.07, 21:17
          kociak40 napisał:

          >
          > Zbyszku, nie usuwaj postów mi przychylnych, przecież wiesz, że
          > jestem łasy na nie.

          Jesteś łasy na chamstwo, to wiadomo nie od dziś. Właściwie to mnie jest to obojętne, ale zasady działania tego forum są jasne, chyba że Ty masz ogólne kłopoty z ich zrozumieniem (skleroza?) - posty kwalifikujące się jako sprzeczne z netykietą powinny być usuwane.

          I druga sprawa, skąd wiesz, że to właśnie ja je usuwam? smile)) Faktem jest, iż moje uprawnienia pozwalają mi nadal je widzieć, ale to niczego nie dowodzi.

          Dziś J. Kaczyński zapowiedział, że będzie rozliczał Tuska ze wszystkich jego wcześniejszychn niepoprawnych wypowiedzi pod swoim adresem, w sądzie. Należy się spodziewać, że będzie to jego stała działalność. Znamy go od tej strony aż nadto dobrze. Nie jest to niemożliwe, tym bardziej, że "biedak" nic więcej niż nurzać się w swojej nienawiści nie potrafi. Przyglądam się ze spokojem Tobie. Jakże jesteś do niego podobny. wink
          • kociak40 Re: A ja to inaczej podsumuję 24.10.07, 22:08

            Czy Ty musisz być zawsze taki poważny? Sama chdząca powaga?
            Wypraszam sobie natomiast, porównanie mnie z J.Kaczyńskim, ja mam
            192 cm wzrostu, numer buta 46, to ostatnie świadczy też o
            innej "wielkosci", że środek cięzkości całego ciała jest przesunięty
            do przodu. U Kaczyńskich tego nie ma.
            • grgkh Re: A ja to inaczej podsumuję 24.10.07, 22:48
              kociak40 napisał:

              > Czy Ty musisz być zawsze taki poważny? Sama chdząca powaga?

              Nie muszę i nie zawsze jestem. wink O, widzisz, jaki jestem na luzie?

              > Wypraszam sobie natomiast, porównanie mnie z J.Kaczyńskim,

              Ale charakterki, Ty i Kaczuś, macie identyczne. wink

              > ja mam 192 cm wzrostu, numer buta 46, to ostatnie świadczy
              > też o innej "wielkosci",

              Mania wielkości, która usiłuje pokryć kompleksy? smile Ładunek dodatni
              i ujemny się równoważą. Ale że rozlokowany jest nierównomiernie, jak
              w klasycznej cząsteczce polarnej, więc łatwo daje się Ciebie wytrącić z
              równowagi. Chwiejesz się potem, zataczasz, rzuca Tobą od posta do
              posta, co przypomina typowy układ harmoniczny o wygasającej amplitudzie.

              > że środek cięzkości całego ciała jest przesunięty
              > do przodu. U Kaczyńskich tego nie ma.

              Kaczorkowi urósł brzusio. On też ma przesunięty środek ciężkosci ku
              przodowi. Włącz telewizornię i poprzyglądaj się mu. A Ty masz
              brzuszek? Kaczorek jako mały (wzrostem, męstwem i umysłem),
              prawdopodobnie swego "małego" (albo "bardzo małego") przez to nie
              jest w stanie ogladać. A Ty jeszcze sięgasz "tam" wzrokiem? smile

              P.S.
              1) jak zwykle kilka linków do terminów, które prawdopodobnie są Ci
              obce. Moim zamiarem jest natomiast, jak zwykle, możliwie solidne
              dokumentowanie treści, by czytelnik nie miał z nią kłopotu.
              2) resztę potraktuj, zgodnie z sugerowanym przez Ciebie stylem
              naszej rozmowy, jako wprowadzanie tutaj elementów humorystycznych.
              3) mam nadzieję, że na moje posty czekasz jak kochanek na kochankę,
              z wielką tęsknotą (co zresztą dokumentujesz szybkimi odpowiedziami).
              Nie mogę nie wyjść naprzeciwko Twoim potrzebom. Pragnę dostarczyć Ci
              tego, czego oczekujesz, wiedzy i humoru. smile))
              • kociak40 Re: A ja to inaczej podsumuję 25.10.07, 00:29

                Zbyszku, jesteś jak duże dziecko, tylko wiekiem się bardzo róznisz.
                teraz dla odmiany, zacząłeś odnosniki wkleiać do pojęć
                encyklopedycznych, mysląc, że brak wiedzy zamaskujesz. Chcesz, to
                dam Ci przykład na obliczenie amplitudy i "usiądziesz", po co ci to?
                Zbyszku, to trzeba rozumieć i umieć to liczyć. Ja miałem automatykę
                dwa semestry i jako konstruktor liczyłem pulsację drgań
                harmonicznych nietłumionych i tłumionych, pulsację rezonansową itd.
                Musiałem to umieć, bo rózne konstrukcje projektowałem. Ty chcesz
                mnie "terminem" przestraszyć, a sam pojęcia o tym nie masz?
                Jak stare duże dziecko się zachowujesz, przecież ja jestem po
                wydziale mechanicznym (SiMR), jak już, to z innego zakresu terminy
                wklejaj, wtedy tak, przestraszę się.
                • grgkh Re: A ja to inaczej podsumuję 25.10.07, 02:45
                  Przestałbym robić te odnośniki, bo angażują mnie czasowo, ale już
                  spotkałem się z opinią, że stanowią dość ciekawe uatrakcyjnienie
                  moich wywodów. Zresztą sam kiedyś utyskiwałeś na trudności ze
                  zrozumieniem moich tekstów, wychodzę więc naprzeciw Twoim
                  niegdysiejszym, chimerycznym potrzebom. Na szczęście nie jesteś
                  jedynym czytelnikiem tego forum, a więc, jeśli tylko będę miał czas
                  i ochotę, to będę tak ozdabiał teksty w przyszłości dla innych.
                  Zamierzasz mi przeszkodzić? Jak? Hę...? wink
              • volteire25 Re: A ja to inaczej podsumuję 25.10.07, 09:58
                grgkh napisał:
                "A Ty masz
                > brzuszek? Kaczorek jako mały (wzrostem, męstwem i umysłem),
                > prawdopodobnie swego "małego" (albo "bardzo małego") przez to nie
                > jest w stanie ogladać. A Ty jeszcze sięgasz "tam" wzrokiem? smile"

                Tak włąsnie PAn Zbysio pokazuje swoją kulturę wypowiedzi w całej
                krasiesmile
                Panie Zbysio...masz pan jakiś kompleks swojego fallusa czy co?
                już kiedyś ktoś pisał żeś Pan jest niezły ogierek(szalejesz pan na
                forum ,,seks bez zobowiazań","mężatki żonaci-znudzeni" którego
                adminem jest ogolone_jajka)ktoś pisał też że pan wyrywasz "gówniary"
                bo na dojrzałe kobiety to pana ckliwe tekściki(w stylu "mój świat
                umiera,odchodzi...to nie działają)
                Ale wracając do fallusa to o co panu chodzi że pan tak wypytujesz
                andrzeja?????jakaś smarkula wyśmiała pańskiego fallusa,że niby co
                mały krzywy,nie staje????to viagre se pan weż(wiem żeś pan pisał że
                bierzesz pan)i odczep się pan od forumowiczów i nie zanudzaj pan
                opowieściami o pańskim fallusie..pisz pan lepiej o ty co pan
                wiesz...jedno powiem panu kręcisz pan jak kopernik ziemią.
                • zawsze.psikutas Re: A ja to inaczej podsumuję 25.10.07, 16:06
                  Twoje chamstwo jest znane na tym forum
                  zauwaz, nikt nie odpowiedzial na Twoje wypiski nedzne, godne ucznia podstawowki.
                  Ja tylko to robie, bo moja ambicja jest zniszczenie takiego karalucha jak Ty
                  nie pozdrawiam chamów
                  • pers-ltd Re: A ja to inaczej podsumuję 25.10.07, 21:59
                    zawsze.psikutas napisał:

                    > Twoje chamstwo jest znane na tym forum
                    > zauwaz, nikt nie odpowiedzial na Twoje wypiski nedzne, godne ucznia podstawowki
                    > .
                    > Ja tylko to robie, bo moja ambicja jest zniszczenie takiego karalucha jak Ty
                    > nie pozdrawiam chamów




                    beretelwi !!!!!!!!!! psi móżdżku,zmienisz nicka,ale nigdy się
                    nie nauczysz pisać po polsku.Nie pozdrawiaj nikogo,ten nick pasuje
                    do ciebie doskonale,lepszego nie mogłeś znaleźć.
                    Spadaj psi kutasie beretelwi.

                    • zawsze.psikutas Re: A ja to inaczej podsumuję 26.10.07, 15:58
                      no i chamstwo z Ciebie wylazło, cieniasie malutki. Twój móżdżek jest tak mały,że
                      pasuje tylko i wyłącznie do Ciebie chamie.

                      PS kto to jest beretelwi?
                      • pers-ltd Re: A ja to inaczej podsumuję 26.10.07, 21:27
                        zawsze.psikutas napisał:

                        > no i chamstwo z Ciebie wylazło, cieniasie malutki. Twój móżdżek jest tak mały,ż
                        > e
                        > pasuje tylko i wyłącznie do Ciebie chamie.
                        >
                        > PS kto to jest beretelwi?



                        Beretelwi - to zawsze psikutas.
    • kociak40 Re: Małe podsumowanie 25.10.07, 00:43

      "Ja, jako ateista, widzę zagrożenie spowodowane tą ekspansją
      religii. Dlatego nie chcę religii w życiu publicznym nie tylko dla
      siebie, tam gdzie mnie to dotyka bezpośrednio, ale także dla
      innych" - grgkh

      Nic dodać, nic ująć, tylko można sie pośmiać. Może nie dla
      wszystkich jest to śmieszne, może dla innych jest to bardzo mądre,
      być może, różne są poczucia humoru. Co ja bym zrobił jakby grgkh tu
      nie pisał?
      • grgkh Re: Małe podsumowanie 25.10.07, 02:34
        Ciebie olewam, Andrzejku. Jesteś wirtualnym cieniem. Mimo tego, na
        tym forum spełniasz bardzo pożyteczną rolę. Inspirujesz pewne
        tematy. Fakt, powtarzają się, ale przez forum przewijają się nowe,
        przypadkowe osoby, które mają szansę zetknąć się z bardzo solidną
        argumentacją. Moją, oczywiście. wink)) Między innymi moją, bo innych
        dobrych dyskutantów tu też nie brakuje. smile))

        A Ty w kącie możesz sobie porechotać. No bo cóż Ci innego zostało,
        jak robić dobrą minę do kiepskiej gry, której jesteś autorem? smile
        • kociak40 Re: Małe podsumowanie 26.10.07, 22:41

          "...przez forum przewijają się nowe,
          przypadkowe osoby, które mają szansę zetknąć się z bardzo solidną
          argumentacją. Moją, oczywiście." - grgkh

          Zapamiętają ją na długo (tą argumentację), ja też ją pamiętam.
          • grgkh Re: Małe podsumowanie 26.10.07, 23:40
            Jak zwykle manipulujesz kontekstem. A dlaczego nie cytujesz całego fragmentu? Bo reszta Twojego wpisu byłaby bez sensu? Tyle Ci, biedaku, zostało, pomanipulować. wink

            Widzisz, jeśli Ty masz odwagę, by mnie obrzucać błotem, to dlaczego mnie odmawiasz prawa do tego, bym o sobie powiedział coś bardziej pozytywnego? Masz jakieś przywileje? A skąd? Prawo i Sprawiedliwość... Tiaaaa... smile Po czyjej ma być stronie? wink A dlaczego nie dla wszystkich, po równo?

            Co raz strzelasz sobie samobója. Dokładnie w ten sam sposób działali spece od PR i marketingu PiS. Ostatnia Twoja "zdobycz" to tzw. "poczucie humoru". Nawet mi się spodobało. Przejąłem je od Ciebie. Zauważyłeś? Sam bym nie miał odwagi nikogo w ten sposób traktować, ale nad naszymi relacjami pracowałeś tak intensywnie, że musiałem się dostosować. Nie jestem jakimś ostatnim ciołkiem, Andrzeju, i potrafię to. Z tym powinieneś się liczyć. Wojny przegrywano najczęściej dlatego, że nie doszacowano możliwości przeciwnika. Tobie się to notorycznie zdarzało i przewiduję, że już siebie nie przeskoczysz. Będziesz ten błąd popełniał nadal.

            Zawieszenia broni Ci nie proponuję, bo i takich doświadczeń mam za sobą kilka. Zresztą, nie jesteś człowiekiem, z który można by się dogadać. Niesłowny, niehonorowy, pamiętliwy, nie potrafiący obiektywnie i racjonalnie myśleć... Z mojej strony możesz liczyć na obojętność. Nie będziesz mnie zaczepiał, to i rykoszetem nic w Twoją stronę nie skieruję. To taka moja jednostronna deklaracja. A jak ją skomentujesz, to mnie wcale nie obchodzi. Ale jeśli nadal będziesz na mnie napadał, to od czasu do czasu wysmażę Ci coś takiego, że inni się nieźle uśmieją. I znów będziesz miał co zapamiętywać. Tylko po co to? Hę? wink smile

            • kociak40 Re: Małe podsumowanie 27.10.07, 23:07

              "...to dlaczego mnie odmawiasz prawa do tego, bym o sobie powiedział
              coś bardziej pozytywnego?" - grgkh

              Ja nie odmawiam kategorycznie prawa do tego, to kwestia
              dobrego "smaku". Zawsze stoimy przed problemem - czy krytykować
              innych, czy chwalić siebie?
              Nic bardziej nie wpływa dodatnio na nasze samopoczucie jak
              samochwalenie, jesteśmy wtedy cali w "skowronkach". Niestety, dla
              innych możwe być to śmieszne, mogą nie podzielać naszego zachwytu.
              • grgkh Re: Małe podsumowanie 28.10.07, 00:24
                Nudzisz mnie tak potwornie, że nie mam chęci czytać Twoich wypocin, ale po co zalewasz tym badziewiem forum? Po co? Jesteś w swej zapamiętałości malutki, żałosy i śmieszny. I nie łudź się, że możesz mi zepsuć dobry nastrój. Świat jest pełen takich jak Ty, a ja już dawno nauczyłem się ich omijać szerokim łukiem, jak zepsuty zapach ze starych gaci. wink
                • kociak40 Re: Małe podsumowanie 28.10.07, 08:37

                  Dobre, widzisz Zbyszku jak piszesz od siebie, na własnym poziomie,
                  teksty masz dobre, z polotem. Podobał mi się. Nie ma sensu
                  przepisywać jako swoje, wyjątki z "Racjonalisty" lub przerabiać
                  Dawkinsa. Krótki własny tekst, ewentualnie odnośniki w typie -
                  "patrz w lewo", "patrz w prawo" i będzie krótko, treściwie, tak jak
                  trzeba. Widzę, że stać cię na to.
    • stek22 Re: sorry Kociak40 27.10.07, 22:20
      Niestety wątek w którym się kiedyś udzieliłem z jedną wypowiedzią a na którą
      odpowiedziałaś został zarchiwizowany. A oglądając jeden program na Discavery
      przypomniałem sobie o pewnej kwestii którą kiedyś poruszyłem, więc muszę (rany,
      jeszcze mi się chce) odpowiedzieć na niego.
      Napisałem
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=32463421&a=34131523
      Odpisałaś
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=32463421&a=34167728
      Przez przypadek znalazłem
      www.wynalazki.mt.com.pl/twor/heron.html
      Pozostaje pytanie - na które znaleziono dobrej odpowiedzi (dzisiejszy program na
      Discavery, tylko nie wiem którym, ok. 20.00), dlaczego geniusz tej klasy nie
      wyszedł poza koncepcje zabawki maszyny parowej?
      Albo że inni poza nim nie widzieli zastosowania dla tej zabawki.
      Niesamowite, nie?
      • kociak40 Re: sorry Kociak40 27.10.07, 22:59

        Panie stek22

        Znane mi są wynalazki Herona (to taki starożytny jakby inżynier),
        robił o wiele bardziej skomplikowane konstrukcje. Np. maszynę do
        sprzedawania wody swięconej, do automatycznego otwierania drzwi
        świątyni. Mam nawet rysunki tych mechanizmów. W tamtych czasach,
        wiedza naukowa była znana tylko nielicznym. Wynalazca sam musiał
        wykonywać i projekt i maszynę. Aby ten wynalazek mogł wykonywać
        jakąs pracę użyteczną, potrzebne było tz. sterowanie prężnoscią
        pary, a to się wiąże z zaworami, tłokiem, uszczelnieniem,
        smarowaniem itd. Te wynalazki Herona wyprzedziły epokę i nie mogły
        znaleźć praktycznego zastosowania. Coś w podobie jak wielki Leonardo
        robił szkice aparatów do przebywania pod wodą. Nie znał składu
        powietrza, nie było gumy, nie umiał obliczyć ciśnienia
        hydrostatycznego itd. Można wziąść w palce kawałek blaszki
        odpowiednio zagięty i dmuchnąć na nią, będzie się kręcić ale do
        turbiny powietrznej temu daleko.
        • stek22 Re: sorry Kociak40 03.11.07, 15:19
          Też mam wrażenie, że jedyne wytłumaczenie to to że wyprzedzały swoja epokę.
          Chciałem zwrócić uwagę - że niewiele brakowało.
          Dlaczego. Jak napisałem. W zasadzie nie ma dobrego wytłumaczenia. Jedno to co
          napisałeś - że ich czas nie nadszedł, bo na to naszło wiele różnych przyczyn jak
          np. co się powszechnie uważa - bardzo tania siła niewolnicza (mimo, że
          niewolników lepiej traktowano niż w średniowiecznej chrześcijańskiej Europie).
          Najśmieszniejsze jest to, że Heron znał penumatykę i wykorzystywał tłoki tylko
          ich nie skojarzył z zastosowaniem w swojej zabawce parowej.
          Ani prosty górnik - Thomas Newcomen, ani szklarz Johnm Cowley (a nie jak się
          uważa Watt - który tylko naprawił ich maszynę) wynajdujący w roku 1712 maszynę
          parową nic nie wiedzieli na temat uszczelniania i smarowania. Odpowiem niewiele
          od Herona.
          Maszyny parowej nie wynaleziono w sposób doskonały z ciśnieniem czy
          uszczelniania i smarowania (z tymi rzeczami długo był problem). To wszystko było
          wynikiem ciągłego udoskonalania. Pierwsza maszyna parowa była bardzo prymitywna.

          Co najciekawsze w starożytnym Rzymie znano zestandartyzową pracę, a praca przy
          dużych obiektach użyteczności publicznej była jak w manufakturach za rewolucji
          przemysłowej. Jak np. przy budowie Koloseum, którego budowa była niezłym
          wyzwaniem inżynieryjno logistycznym.

          Nie mogę się jednak powstrzymać od pewnej wycieczki. Przy takim myśleniu jaki
          prezentujesz to nalezienie maszyny parowej byłoby niemożliwe, gdyż najpierw
          trzeba byłoby znać najpierw wszystkie czynniki, które wymieniłeś. Inaczej mówiąc
          nie najpierw znano te wszystkie czynniki, które wymieniłeś - tylko przy
          udoskonalaniu maszyny zaczęto na nie zwracać uwagę.
          W przeciwnym przypadku takiej maszyny by nie wymyślono bo zawsze najpierw
          trzeba było wymyśleć lepsze np. smarowanie czy uszczelnianie (i to trzeba było
          wiedzieć, że będzie wykorzystane do czegoś czego jeszcze nie wynaleziono).
          Najpierw była prosta maszyna a potem zwracanie na inne czynniki usprawniające
          jej pracę.
          • kociak40 Re: sorry Kociak40 03.11.07, 16:05
            Przejście od samego prostego pomysłu do jego realizacji, wiąże się
            też ze znajomością i rozwojem nauki. Dam przykład. Wielki Leonardo
            chciał człowieka oderwać od ziemi, chciał aby latał. Zasugerował się
            widokiem ptaków i na ich wzór chciał "przypiąć" człowiekowi skrzydła.
            Bardzo dużo czasu poświęcił na konstrukcję takich skrzydeł. Były to
            jak na tamte czasy bardzo skomplikowane urządzenia, zabrały mu duży
            czas zycia. Niestety, to jest niemożliwe aby człowiek mógł siłą
            własnych rąk i takimi skrzydłami, unieść się i latać. Stracił czas.
            Nie znał zasady powstawania siły nośnej, bo jakby ją znał, to już w
            tamtym czasie mógłby skonstruować dość prostą konstrukcję - skrzydło
            Rogallo, czyli lotnię. Bardzo prosta konstrukcja, materiały do tego
            były tylko potrzebna była znajowość zasady powstawania siły nośnej.
            Dopiero w XVIII wieku Bernoulldi sformuował swoje twierdzenie
            mówiące, że w ruchu ustalonym płynu (ta nazwa dotyczy też powietrza)
            całkowita energia masy jednostkowej (suma energii kinetycznej,
            potencjalnej i energii cisnienia) w każdym punkcie jest stała.
            Co to znaczy? Kształt skrzydła jest u góry wybrzuszony. Jeżeli
            cząsteczki powietrza rozdzielą się na krawędzi natarcia skrzydła i
            muszą się "spotkać" za skrzydłem (masa rozdzielana przed skrzydłem
            musi być równa masie, za skrzydłem - jakby nie była równa to by
            znikała, powstawałaby próznia; to tak lapidarnie tłumaczę).
            Cząsteczki powietrza opływające górę skrzydła, na
            skutek "wybrzyszenia" mają dłuższą drogę i muszą mieć większą
            prędkość przepływu niż te pod skrzydłem (aby się "spotkać"). Jeśli z
            twierdzenia Bernoulliego wynika, że energia w każdym punkcie danej
            strugi jest stała, to zwiększenie prędkosci przepływu odbywa się na
            skutek spadku ciśnienia. Nad skrzydłem jest niższe ciśnienie, pod
            skrzydłem wieksze. Ciśnienie pomnozone przez powierzchnię - to siła.
            Róznica tych sił daje tz. siłe nośną skierowaną do góry i jeśli ona
            równoważy siłe cięzkosci masy, to masa może się unosić w powietrzu.
            W balonach jest to tz. siła wyporu wynikła z objetości mniejszej
            masy w powłoce balonu, a masą wypartego powietrza. Tu jest inna
            sprawa, jest to prawo Archimedesa.
          • kociak40 Re: sorry Kociak40 09.11.07, 22:48

            Panie stek22

            Co Pan zamilkł? Nie zgadza się Pan z moim opisem "powstawania siły
            nośnej"? Widzę, że lubi Pan techniczne zagadnienia, zna "historię
            wynalazków", myslałem, że podyskutujemy dłużej.

            • stek22 Re: sorry Kociak40 20.01.08, 17:12
              Dyskusja z Tobą byłaby na pewno bardzo ciekawa i dużo wnosząca. Tylko niestety
              zajmują mnie inne temat - ten poruszyłem jako ciekawostkę i nie chodzi oto że
              nie zgadzam się z tym opisem powstania siły nośnej jak w tym przypadku. Nie o to
              mi chodzi.
              Źle mnie zrozumiano. Chodzi mi o to, że najpierw powstają wynalazki (te co
              powstają, a nie zostają na papierze) a potem teoretyczne zasady naukowe, które
              tłumaczą i rozwijają zasadę działania tej czy innej siły wprawiającej dany
              wynalazek do działania. Trochę głupio mi zwracać takiej osobie jak Ty uwagę, że
              nie o to mi chodziło w moim wcześniejszym poście.

              Jeszcze raz powtórzę - Thomas Newcomen, czy Johnm Cowley prezentowali co
              najmniej taki sam poziom wiedzy jak Heron (jak nie mniejszy). Ich maszyny
              podlegały ciągłemu udoskonalaniu.
              Paradoksalnie - nie lubię technicznych zagadnień, to jest wypadkowa, oboczna
              wiedza wpadająca przypadkiem w wyniku innych zainteresowań. I o szczegółach
              technicznych nie porozmawiamy sobie. Mnie interesują koncepcje ogólne. Pozatym
              nie wiem czy zauważyłeś że nasze myślenie nie wyklucza się, a uzupełnia. Sam
              napisałeś "Przejście od samego prostego pomysłu do jego realizacji, wiąże się
              też ze znajomością i rozwojem nauki." I dałeś przykład, trafiony na miarę tego
              twierdzenia, ale nieadekwatny do zasady działania wynalazku maszyny parowej.
              Leonardo tracił czas na wynalazek, który nie zaistniał w jego czasach nawet w
              najprostszej postaci gdy tymczasem wynalazek Herona działał i został wykonany
              bez teoretycznych rozważań. Tylko zabrakło woli do jego udoskonalania i
              wykorzystywania.

              ""Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"" Całkowicie się zgadzam - na
              przykład zabawy Erwina Schrödingera z kotem
              • kociak40 Re: sorry Kociak40 21.01.08, 04:39
                Panie stek22

                Ja już wycofałem się z tego forum ale widząc Pana odpowiedz na mój
                dawniejszy post i to odpowiedz, zachęcającą do dyskusji o maszynach
                parowych, nie mogę się powstrzymać aby nie odpowiedzieć.
                Poprawnie podał Pan wynalazców maszyny parowej, zaczynając od Herona.
                Jednak aby taka maszyna była w pełni użyteczna, musi mieć
                odpowiednią sprawność. Pierwsze maszyny tego typu były
                wykorzystywane do wypompowywania wody w kopalniach i do raczej
                lekkich prac mechanicznych na skutek bardzo małej sprawności. Był
                jeden poważny problem, prężność pary jaka powstawała w walczaku była
                niewystarczająca do wydatku, czyli zamiany na pracę użyteczną. Ten
                poważny problem rozwiązał G.Stephenson dopiero w początkach 19 wieku.
                Było już znane równanie Bernoulliego i to pozwoliło rozwiązać ten
                problem w lokomotywach, czyli maszynach parowych gdzie sprawność
                mogła osiągnąć ~25%. Problem w kolejnictwie był następujący:
                Były już linie kolejowe obsługiwane przez pojazdy konne, chciano
                konie zamienić na maszyne parową, ktora mogłaby ciągną wagony.
                Niestety, pomimo dość udanych konstrukcji technicznych, taki parowóz
                musiał się co jakiś czas zatrzymywać aby osiągnąć taką ilość pary
                pod wysokim ciśnieniem, ktora znowu wystarczała tylko na krótki czas
                jazdy. Powiększanie palenisk i walczaków nic nie dawało, szybkośc
                zurzycia pary byla większa niż jej powstawanie. Był tylko jeden
                sposób, umiescić w walczaku tz. rurową węzownicę aby płomień z
                paleniska przeciskając się przez nią, podgrzewał wodę w całej
                objętości walczaka jednocześnie (rurki "płomykówki"). Niestety
                płomień nie chciał się "przeciskać" przez tą weżownicę, rurki te nie
                chciały "działać". G.Stephenson znając już prawo Bernoulliego wpadł
                na genilny pomysł, część zurzytej pary (która szła w
                przysłowiowy "gwizdek", już nieuzyteczna) skierował ją do komina
                czyli ostatniego stopnia jakby paleniska. Para tak skierowana
                zwiększyła szybkość przepływu czyli wywołała spadek ciśnienia.
                Spowodowanie większej róznicy ciśnień pozwoliło na zadziałanie
                tych "płomykówek" i już nie trzeba było się zatrzymywać co pewien
                czas, gdyż woda podgrzewana w całej objętości walczaka mogła
                wytworzyć nadmiar pary o wysokim ciśnieniu do jej wydatku. To
                dopiero spowodowało rozwój kolejnictwa. Wcześniejsze powstanie tak
                wydajnej maszyny parowej było niemożliwe.
    • facet123 Re: Małe podsumowanie 21.01.08, 11:49
      > Wszystkich ludzi mozna podzielić na takich, którym się wydaje, że
      > Boga nie ma, oraz takich, którym się wydaje, że Bóg jest.
      > Ot i wszystko. Po co więcej tracić czas?

      Bo to nie prawda. Obie te kategorie o których mówisz należą do grupy ludzi
      którym wydaje się, że słowo "bóg" ma jakiś sens. Jedni i drudzy twierdzą, że za
      tym słowem kryje się byt na tyle dobrze zdefiniowany, że można wypowiadać się o
      jego istnieniu. Pierwsi twierdzą, że byt opisany słowem bóg to jedynie wymysł.
      Ci drudzy twierdzą, że jest on realnym bytem który wymaga od ludzi określonych
      zachowań.

      Tymczasem ja, mimo, że dla uproszczenia nazywam siebie ateistą, twierdzę, że bóg
      jest bytem tak nieściśle zdefiniowanym, albo definiowanym tak różnie przez różne
      grupy wierzących, że kwestia jego istnienia lub nieistnienia jest zupełnie
      nieważna lub wręcz nierozstrzygalna. Dla niektórych postaci boga jestem gotów
      przyznać, że nie wierzę w jego istnienie (starzec na chmurce, wszechmocny,
      kochający, albo w ogóle zważający na ludzi stwórca itp...). Inne postacie, jak
      "siła stanowiąca prawa fizyki", albo "cały wszechświat" to w zasadzie byty
      których istnienia nie sposób podważyć, ale nie mają też boskich przymiotów jak
      wola czy miłość.

      Dla mnie najważniejsze pytanie do jakiego skłania dyskurs wierzący-niewierzący
      to nie pytanie o istnienie lub nieistnienie boga, ale pytanie o to czy należy
      zachowywać się tak jak nakazuje rozum, czy tak jak nakazują stare przekazy
      bazujące na jednej konkretnej (zwykle archaicznej) wizji boga stworzone przez
      ludzi którzy ogłosili się jego kapłanami.
      Dla mnie, oczywiście, odpowiedź jest jasna, ale niektórzy żyją w przekonaniu, że
      różne wierzenia, praktyki i rytuały w jakiś sposób czynią ich lepszymi - i to o
      to toczą się główne spory.
      • grgkh Re: Małe podsumowanie 22.01.08, 15:57
        facet123 napisał:

        > Dla mnie najważniejsze pytanie do jakiego skłania dyskurs
        > wierzący-niewierzący to nie pytanie o istnienie lub nieistnienie
        > boga, ale pytanie o to czy należy zachowywać się tak jak nakazuje
        > rozum, czy tak jak nakazują stare przekazy bazujące na jednej
        > konkretnej (zwykle archaicznej) wizji boga stworzone przez
        > ludzi którzy ogłosili się jego kapłanami.
        > Dla mnie, oczywiście, odpowiedź jest jasna, ale niektórzy żyją
        > w przekonaniu, że różne wierzenia, praktyki i rytuały w jakiś
        > sposób czynią ich lepszymi - i to o to toczą się główne spory.

        Rzeczywiście, argument o przewadze, którą daje wiara w bóstwa jest bardzo istotny. Jakże blisko wtedy do pogardy dla inności i chęci bezwzględnego jej zniszczenia. Równolegle do podziału na niewierzących i wierzących przebiega granica pomiędzy szacunkiem dla logiki i racjonalizmu, a ich lekceważeniem. Od tysięcy lat płacimy za to ogromną cenę - krwią, cierpieniem i utratą możliwości zaprzestania bezsensownej rywlizacji.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja