grgkh
03.11.07, 15:11
"Terrorysta mojego wroga jest moim przyjacielem" - tak brzmi motto nowej strategii USA
Ten cytat pochodzi z tekstu Kurdyjskie_bojowniczki.
Czy to na pewno nowa strategia? Wydaje mi się, że Amerykanie niewiele się nauczyli przez ostatnie kilkadziesiąt lat swojej działalności. Przykłady? Ich mieszanie się w sprawy geopolityki: Ameryka łacińska, Laos i Kambodża, a potem Wietnam, no i oczywiście Afganistan, gdzie usiłując walczyć z Rosjanami o wpływy, osobiście, wraz z Musharrafem wyhodowali talibów. To jest jak uwalnianie dżina z butelki, albo otwarcie puszki Pandory. To jest jak polskie nieszczęścia - katolicyzm w służbie władzy, pomieszanie nacjonalizmu z religią na miarę RM, szowinizmu i antysemityzmu. Raz uwolnione upiory nie dają się łatwo zapędzić do klatki. Drobny krok, wytrącenie z niezbyt stabilnego stanu równowagi i znów pokolenia i narody skazuje się na nieszczęście walki o nie wiadomo co. Interesy jednostek żądnych władzy, myślących o sobie, pozbawionych skrupułów...
Jestem przeciwko bezmyślnemu poddawaniu się kierownictwu wodzów wskazujących nam wrogów. Jestem przeciwko terrorowi w jakiejkolwiek postaci, bo dla terroru nie istnieją ludzie, bo terror zawsze w końcu wymyka się spod kontroli i żyje sam dla siebie. Jestem przeciwko podziałom i ideom, które do nich prowadzą. I przeciwko religii, która jest jednym z największych terrorów w dziejach ludzkości.