Dodaj do ulubionych

Pierwsza śmierć na ziemi i jej boskie konsekwencje

23.07.08, 20:23
Fama religijna głosi, że po śmierci Abla Bóg oznajmił Kaimowi, iż wie o jego
grzechu zabójstwa, zna każdy czyn człowieka a nawet myśli jego serca i mówi do
niego: "Głos krwi brata twego woła do mnie z ziemi. Bądź więc teraz przeklęty
na ziemi, która rozwarła paszczę swoją, aby przyjąć z ręki twojej krew brata
twego. Gdy będziesz uprawiał rolę, nie da ci już plonu swego. Będziesz
tułaczem i wędrowcem na ziemi" (1 Mojż. 4:10:12).

Dalej opowieść ta jest już utkana wieloma sprzecznościami:

- temu, kto by śmiał uderzyć Kaina, Bóg grozi siedmiokrotną zemstą. Dlaczego?

- kogo niby miał bać się Kain, skoro oprócz niego i jego rodziców jeszcze
żadnych ludzi nie było na ziemi?

- dlaczego w trakcie rozprawy nad Kainem Bóg zmienia front i zamiast potępić
zabójcę, zaczyna go chronić?

- o co właściwie pobili się bracia - o względy Boga, czy może też o coś
zupełnie innego?

- skąd się wzięła dziewczyna, którą poślubił, i czy przypadkiem nie była jakąś
nieznaną np. jego siostrą?

A przede wszystkim, nie wiadomo, jaki jest morał całej tej historii, bo W
końcu Kain okazuje się przecież być człowiekiem wielkiego sukcesu: zakłada
swój ród (rzecz bardzo ważna dla ludów starożytnych) i buduje pierwsze miasto.

A zatem Kain-bratobójca okazuje się twórcą pierwszej cywilizacji na ziemi!!!

Ponieważ na te forum - jak można sądzić po wpisach - zagląda także wiele osób
wierzących, chciałbym również zapoznać się z ich stanowiskiem i sposobem
wyjaśnienia tych kwestii.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • krytykantka07 Re: Pierwsza śmierć na ziemi i jej boskie konsekw 24.07.08, 09:57
      No cóż Edico gdybyśmy chcieli traktować ST poważnie to na wiele
      pytań nie można byłoby znaleźć odpowiedzi bez podstaw
      psychologii wink. Dlaczego Bóg nie ukarał Kaina? Bo sam Abel
      sprowokował Kaina do zabójstwa. Abel był tak pewny tego, że Bóg jest
      z nim, bo przyjął jego ofiarę, a ofiarę Kaina odrzucił, że
      nieodpowiednio traktował Kaina. Ale tę sytuację sprowokował Bóg,
      więc jak mógł Kaina potępić? Gdyby traktował braci jednakowo - nie
      byłoby problemu. Wiesz i to chyba jest odpowiedź na pytanie dlaczego
      Bóg miał tylko jednego syna - Jezusa. Gdyby Jezusów przyszło na
      świat dwóch jako bliźniaki, ciekawe kim byłby ten drugi i czy Bóg
      potrafiłby być sprawiedliwy. Ja np. nie rozumiem, dlaczego Maryja
      nie urodziła bliźniaków, a nawet czworaczków? Czyżby dla Boga
      " spłodzenie " większej ilości dzieci za jednym razem było za
      trudne? I tak to było niepokalane poczęcie i mogły być przynajmniej
      bliźniaki wink. Co do żony Kaina. Skoro nie było innych ludzi, to żoną
      Kaina mogła być jego siostra, albo kuzynka czyli córka brata Kaina -
      Seta. Nie wiem jak to w ST wyglądało i kiedy urodził się Set, bo
      ludzie wtedy żyli po 700 lat, a co 100 lat przychodziło na świat
      jakieś dziecko wink. Nie wiem czy Abel miał żonę i jakieś dzieci...Ale
      jesli miał to daje do myślenia. Wtedy żoną Kaina byłaby jego
      bratanica, lub sama żona Abla. Tak czy inaczej jeśli nie siostra to
      kuzynka czy bratanica mogły być żonami dla potomków Adama i Ewy wink.
      Ale ja mam jeszcze jeden problem. Jaki kolor skóry miał Adam i Ewa i
      skąd wzięli się Murzyni, Chińczyci i Eskimosi wink. No i jeszcze jedno:
      Bóg stworzył zwierzęta w raju czy wszędzie? Bo jeśli wszędzie to
      dlaczego one nie zjadły Adama i Ewy? Kiedy zwierzęta zaczęły zjadać
      ludzi? wink. Dopiero wtedy gdy ludzi było tak dużo, że mogli sobie z
      tymi zwierzętami poradzić? A do tego czasu zwierzęta ludzi nie
      zjadały tylko były przyjazne w stosunku do ludzi. Gdy ludzi było na
      tyle dużo, że mogli na zwierzęta polować to zwierzęta zaczęły ludzi
      zabijać. To pewnie wtedy pojawiły się drapieżniki, ale czy Bóg coś
      jeszcze dodawał do stworzonego przez siebie świata? W ST napisano,
      że stworzył świat tylko raz, czyli zwierzęta drapieżne były od
      początku. No i jeszcze jedno. Dlaczego Bóg stworzył ziemię jako
      kulę, a ze ST wynika, że ona była płaska. No bo jak inaczej Bóg by
      ziemię utopił? wink)). To dopiero wiele wieków później okazało się co
      tak naprawde stworzył Bóg, a ST był podobno pisany pod nadchnieniem
      Ducha Świętego i ten duch święty najważniejszych rzeczy piszącym nie
      przekazał? On wiedział, że ziemia jest okrągła i do tego kręci sie
      wokół słońca wink)).
      Pozdrawiam. Basia.
      • grgkh Archeologia a ST 24.07.08, 10:30
        Gliniany kolos

        ST to baśń (wytwór ludzkiej imaginacji), swobodnie zmieszana ze
        strzępami historii, "dzieło" pokoleń kapłanów.
        • krytykantka07 Re: Archeologia a ST 24.07.08, 11:11
          " Najbardziej znana i najczęściej przedstawiana jest wieża Babel –
          symbol ludzkiej buty, chęci dorównania Bogu, a zarazem pomysłowości
          i umiejętności jednoczenia się. To tu Bóg pomieszał ludziom języki,
          co było karą nałożoną na cywilizację urbanistyczną za grzech utraty
          kontaktu z naturą, czyli z Bogiem. Brak możliwości porozumiewania
          się zniweczył sięgające nieba plany, w których nie przewidziano
          miejsca dla Boga ".

          Kiedyś na forum Religia było pytanie: " czy Bóg obawia sie
          współpracy człowieka i szatana ". Jak widać Bóg obawiał sie
          współpracy ludzi. Ale czy to Bóg sie ich obawiał, czy kapłani
          " przekazujący " jego wolę. Co mogło kapłanom zaszkodzić w ich
          interesach? Tylko jedno: pomysłowośc ludzka, umiejętnosc jednoczenia
          sie we współpracy i prawdziwa miłośc pomiędzy ludźmi . No więc czego
          obawiali się kapłani? Tego, aby miłość ludzi do Boga i miłość Boga
          do ludzi nie zwyciężyła. Czyli Bóg, który pomieszał ludziom języki
          nie istniał. Bóg ludzi sie nie obawiał, skoro po kilku tysiącleciach
          posłał ludziom własnego syna. Gdyby kapłani nie przejęli władzy nad
          Kosciołem Jezusa ludzie żyliby w pokoju. Ale to byłby koniec zawodu
          kapłańskiego. Co do wieży Babel. Nie było wtedy innych ludzi, bo
          wszyscy oprócz Noego i jego rodziny zostali potopieni. Noe i jego
          ród wyznawali wiarę w Jehowę. Czy pomieszanie języków wiązało się z
          pomieszaniem rozumu? Zamiast jednego Jehowy ludzie postanowili czcić
          wielu bogów np w Egipcie, Grecji i innych starożytnych państwach?
          Jednego Jehowy sie nie bali to stworzyli więcej bogów, aby sie ich
          bać? No i kapłani tych bogów musieli zajmować sie przebłaganiem
          bogów? To ludzie od wieków chcieli utrzymywać kapłanów? I to nie
          jednego boga Jehowy tylko przynajmniej kilkudziesięciu?
          • billy.the.kid Re: Archeologia a ST 24.07.08, 22:02
            czarne łobuzy jakoś tak śmiesznie w czasie swoich wygłupó spiewają-OTO WIELKA
            TAJEMNICA WIARY.
            • edico Re: Archeologia ST w praktyce 25.07.08, 16:28
              billy.the.kid napisał:

              > czarne łobuzy jakoś tak śmiesznie w czasie swoich wygłupów
              > śpiewają-OTO WIELKA TAJEMNICA WIARY.

              A czym innym można ukryć fakt, że za tą tajemnicą kryje się OKRUTNY, PODSTĘPNY i
              MŚCIWY Bóg?
              Jest to najlepszy sposób takiego działania i jeszcze jeżeli dociekanie tej
              prawdy ogłosi się grzechem, to jedynym interpretatorem tej wielkiej tajemnicy
              staje się miejscowy klecha smile)

              Dlaczego?
              Otóż dlatego, że:
              ================
              1) Bóg najpierw kusi Adama i Ewę, dając im wcześniej niby wolną wolę, ale
              doskonale wiedząc jak się zachowają, a potem ich wykopuje z raju (to tak jakbym
              położył na stole tabliczkę czekolady i wywalił dziecko z domu jak tylko ją
              otworzy!). Czyli Bóg jest współtwórcą grzechu a karze tych, którzy poddali się
              jego sugestiom!

              2) za nieposłuszeństwo (jakie nieposłuszeństwo, skoro kuszenie odbywało się za w
              pełni świadomą wiedzą Boga a zakazu konsumowania małżeństwa nie było a także i
              księdza, który mógłby udzielić im ślubnego błogosławieństwa także nie?) Adama i
              Ewy karze dodatkowo innych ludzi!!! WSZYSTKICH! To jakiś absurd!

              3) nie dość, że wywalił ludzi z raju, to jeszcze jak mu się nie podoba ich
              zachowanie poza rajem (co go to w końcu obchodzi???) to
              spuszcza na nich dodatkowo wszelkiego rodzaju klęski i nieszczęścia.

              4) powoduje cierpienia milionów niewinnych ludzi na całym świecie chyba nie w
              celach masochistycznych, ale tylko w sobie wiadomym celu.

              5) skazuje własne dziecko na śmierć, by "uratować" ludzi. Ładny mi tata!!! A jak
              ktoś powie, że on sam siebie poświęcił, to znaczy, że popełnił samobójstwo, a
              sam przecież tego tego zakazuje!!!.

              Załóżmy, że jednak istnieje i religie chrześcijańskie mówią o nim prawdę. A więc
              ten Bóg:

              - każe bić sobie pokłony (modlitwy, masze itd.)
              - każe karać każdego kto nie oddaje mu czci
              - każe na swoją chwałę budować sobie budowle z kamienia
              - zsyła nieszczęścia na ludzi tylko po to aby udowodnić sobie czy innym, czy
              ktoś jest mu wierny do końca (Hiob)

              I co w końcu z takiej tajemnicy wynika?
              • krytykantka07 Re: Archeologia ST w praktyce 25.07.08, 18:46
                Ależ Edico, czy Ty nie odróżniasz podsuniętych wniosków od faktów?
                To, że Bóg jest okrutny, podstępny i mściwy to jest wniosek kapłanów
                tego Boga, a nie prawda, którą możesz odczytać gdy zrozumiesz naukę
                Jezusa. Wszak On sam mówił faryzeuszom i uczonym w piśmie, że nie
                znają Boga. A jeśli oni nie znają, to jak mogą przekazać prawdę o
                Bogu? Kapłani Jehowy niczym nie różnili się od kapłanów innych bóstw
                i w innych religiach. Chodziło tylko o władzę i mamonę. Dlatego
                przekazywali " prawdę " o Bogu tak, aby ukazać, że na Boga mściwego,
                okrutnego i podstępnego mają wpływ. Czymże byłby ich wpływ, gdyby
                Bóg był łagodny jak baranek i pełen miłości? Czy oni mogliby wtedy
                być kapłanami i ratować ludzi, na których spoczął gniew Boga? Czy
                wtedy ludzie daliby im do ręki władzę? Te władzę wytrącił im z rąk
                Jezus, ale podstępny Paweł sprawił, że te władzę odzyskali. Znowu
                wrócili do tłumaczenia słów Bożych tak jak im było wygodnie i w taki
                sposób, żeby widać było ich wpływ na Boga. Ale wszystkich, którzy
                słuchają kapłanów i nie wierzą w Boga pełnego miłości do ludzi,
                któremu nie trzeba składać ofiar, bić pokłonów, budować świątyń i
                czcić go jak władcą feudalnego - czeka wieczne potępienie.
                Właśnie co do feudalizmu, a wcześniej niewolnictwa. Skoro ludzie
                kłaniali się władcom i im bili pokłony to jak mieli nie kłaniać się
                Bogu? Toż to byłby całkowity absurd. Dlatego chcąc utrzymać ustrój
                feudalny trzeba było wprowadzić strach przed Bogiem. Z tego
                narodziła sie cześć dla Boga, a nie na odwrót. Jak można było Boga
                traktować jak ojca, a ziemskiego władcę jak boga? No to Paweł przez
                powrót do ST ten problem rozwiązał. A to podchwycili jego następcy.
                Pozdrawiam. Basia
                • grgkh Re: Archeologia ST w praktyce 25.07.08, 20:58
                  Ciągle mówisz o Jezusie, zupełnie jakbyś wierzyła w boskość jego osoby lub treści zapisów o nim.

                  Czy wierzysz w "nadistotę"?

                  A w to, że istota może wypowiadać "nadteksty"? wink
                  • krytykantka07 Re: Archeologia ST w praktyce 25.07.08, 22:01
                    grgkh napisał:

                    > Ciągle mówisz o Jezusie, zupełnie jakbyś wierzyła w boskość jego
                    osoby lub treś> ci zapisów o nim.

                    Bo tak jest. Wierzę w Niego i do tego nie tylko wiara nakazuje mi w
                    Niego wierzyć. To nakazuje rozsądek, bo tylko w ten sposób można
                    pozbyć się kapłanów Jehowy z naszego kraju. Przyznasz, że
                    zastąpienie Boga wojny, którego kapłani wykreowali na swój obraz i
                    podobieństwo Bogiem miłości i pokoju jest korzystną zamianą z punktu
                    widzenia ateistów wink.

                    W innym wątku poruszyłeś ten problem i zadałeś pytanie:

                    " W najbliższych latach nic się zasadniczo w mentalności Polaków nie
                    zmieni, tak jak nie zmieniło się dotąd. Nie da się wyrwać ze
                    świadomości społecznej szacunku dla... Pana Boga. Kler może dowolnie
                    dużo nabrużdzić, ale i tak swoją funkcję przewodnika stada będzie
                    sprawował. Kościoły będzie się budować _bo_ludzie_tego_potrzebują_!
                    Potrzebują? Zawsze powstaje pytanie, co trzeba by ludziom dać
                    zamiast religii. Potrzebują "czegoś", bo od dzieciństwa w tej
                    rytualności tkwią i nie chce im się burzyć tego, co kojarzą z
                    jakimiś przyjemnymi chwilami. Narzekają, że kler ich za bardzo łupi,
                    więc dają mniej, ale dają i długo jeszcze będą dawać. Ale dają też
                    wielcy sponsorzy - państwo i bardzo bogaci ludzie, poprzez firmy,
                    które chcą sobie zaskarbić poparcie. Jak to mamy zmienić? No jak? "

                    Więc to moja odpowiedź: trzeba ludziom dać innego Boga, a właściwie
                    tego samego, ale pozbawionego cech kapłanów. Boga, który jest bratem
                    i ojcem i który nie potrzebuje hołdów, kasy i świątyń. Taki Bóg nie
                    będzie Cię budził, gdy śpisz po nocnej zmianie wink.

                    > Czy wierzysz w "nadistotę"?

                    Nawet gdyby Jezus nie był bogiem to i tak jest godny najwyższego
                    uznania za swoją wizję świata. Jego nauki nie można było wykorzystać
                    do prowadzenia wojen religijnych.

                    > A w to, że istota może wypowiadać "nadteksty"? wink

                    Nie wiem, o jakich nadtekstach mowa, ale dla ludzi, którzy uznają
                    boga takiego jak serwują im kapłani, słowa Jezusa faktycznie
                    brzmiały jak nadteksty, bo były sprzeczne z logiką i kazały im
                    zerwać z życiem do jakiego przywykli. Ja przypowieści Jezusa
                    rozumiem, bo w każdej z przypowieści On ostrzegał fałszywych
                    proroków czyli kler, bo jemu władzy nie dał. Resztę pisma świętego
                    pomijam, bo zarówno ST jak i radosna twórczość Pawła to śmieci.
                    • billy.the.kid Re: Archeologia ST w praktyce 26.07.08, 11:22
                      skracając- BóG TEN SAM-ALE NIE TAKI SAM.
                      czegoś bardziej smiuesznego od czasów pzpr nie słyszxałem. a było-
                      partia ta sama- ale nie taka sama.
                      • grgkh Re: Archeologia ST w praktyce 26.07.08, 14:50
                        Esencja tego, co chciałbym sam powiedzieć smile. Bo... gdyby w tej
                        materii było to możliwe, gdyby udało się w zmiennym z natury,
                        ewoluujacym świecie zainstalować ideał, jakiś nad-system, nad-prawo,
                        to pewnie ktoś by na to wpadł i już od dawna żylibyśmy w raju.
                    • grgkh Re: Archeologia ST w praktyce 26.07.08, 16:41
                      krytykantka07 napisała:

                      > grgkh napisał:
                      >
                      > > Ciągle mówisz o Jezusie, zupełnie jakbyś wierzyła w boskość
                      > > jego osoby lub treści zapisów o nim.
                      >
                      > Bo tak jest.

                      Masz swojego prywatnego boga? Nie Zeusa, nie Wisznu, nie
                      Quetzalcoatla, nie Manitu, tylko jakaś Twoja prywatna wizja?

                      > Wierzę w Niego i do tego nie tylko wiara nakazuje mi w
                      > Niego wierzyć.

                      Nie tylko? A co jeszcze?

                      > To nakazuje rozsądek, bo tylko w ten sposób można pozbyć się
                      > kapłanów Jehowy z naszego kraju.

                      A ja ich nawet lubię. Rozmawiałem z ŚJ nie raz i nie widzę z ich
                      strony większych zagrożeń dla "naszego kraju". Zresztą, co to
                      jest "nasz kraj"? Ten sam co mój i Twój? Kawałek ziemi? Instytucje
                      państwowe? Prawo obowiązujące nas wszystkich jednako, nie daj boże
                      uwzględniające interesy którejś z religii? Wspólny język? Jedna
                      wiara? Czy jesteś nietolerancyjna?

                      > Przyznasz, że zastąpienie Boga wojny, którego kapłani
                      > wykreowali na swój obraz i podobieństwo Bogiem miłości
                      > i pokoju jest korzystną zamianą z punktu widzenia ateistów wink.

                      Jestem człowiekiem wolnym. Nikogo nie powinno obchodzić, czy wierzę,
                      czy nie. I mnie też nie obchodzi, jakie mysli lęgną się w czyichś
                      głowach. Do czasu. Dotąd, aż te myśli nie zaczną się przyoblekać w
                      czyny i nie spowoduja zmiany rzeczywistości, w której tkwi moja
                      wolność.

                      Cóż z tego, że jestem ateistą? Mówię o tym tylko w kontekscie
                      narzucania mi religii lub jej skutków.

                      Bóg wojny, bóg pokoju, bóg słońca, bóg wiatrów (każdego rodzaju)...
                      Co za różnica jakie cechy chcemy temu indywiduum przypisać? I tak
                      jego zadaniem (domyślnie) jest tłumaczenie przyczynowości pewnych
                      zjawisk i chęć ludzkiego wpływu na nie. Może to być wojna lub
                      miłość. Ale oszukujemy siebie i innych, ze za nimi może stać
                      nadistota. W rzeczywistości za zjawiska naturalne odpowiedziany jest
                      system zależności dający się przedstawic matematycznie, a za
                      zjawiska społeczne, za decyzje ludzkie - my sami. Tylko tyle, ile
                      wynika z pozoru wolnej woli, a która jest ułudą.

                      Napij się lubczyku - efekt oczywisty wink. Zacznij zaburzać równowagę
                      stosunków międzyludzkich, a sprowokujesz dążenie do wojny. Wszystko
                      zależy od sumy działań nas wszystkich, a nie od bogów. Po co Ci oni?


                      > [...] trzeba ludziom dać innego Boga,

                      Ty im bedziesz go dawała? I oni go tak po dobroci przyjmą? A może
                      zechcesz go narzucić? A ile wersji religii ludzie od swej
                      prehistorii stworzyli? Czy któryś z tych bogów NICZEGO nie narzucał?

                      Nie było takiego nigdy. Także i Jezus - chce narzucić pewien,
                      idealistyczny styl życia. Przypomina mi tym ŚJ z ich wizją idealnego
                      świata. A co zrobisz z tymi, któzy nie zechą Twego boga przyjąć?
                      Pozabijasz ich? Czy te dwie grupy mogłyby pokojow współistnieć w
                      Twoim świecie?

                      > a właściwie tego samego, ale pozbawionego cech kapłanów.

                      Boga, którego nikt nie będzie reprezentował. O którym nikt nie
                      będzie mówił. Nikt nie będzie zachęcał do jego przyjęcia. Tak być
                      musi, bo nie będzie kapłaństwa. Towar niereklamowany, w świecie
                      agresywnego handlu wszystkim, nie sprzeda się, a jego firma
                      splajtuje.

                      > Boga, który jest bratem i ojcem i który nie potrzebuje hołdów,
                      > kasy i świątyń.

                      Bogowie nigdy nie istnieli. NIGDY! I obiektywnie ich nie ma wcale.
                      Są iluzje w ludzkich głowach. W każdej nieco inna. Tacy bogowie nie
                      mogą być bratem ani ojcem. A mnie się wydaje, że takich braci i
                      ojców potrzebują ci z nas, którzy mają zaburzony obraz ról tych
                      postaci w swoim życiu.

                      Piszesz, że Twój bóg niczego nie potrzebuje. Domniemywam, że się w
                      ogóle nie kontaktuje z ludźmi. Po co więc sobie go wyobrażać? Po co
                      robić coś, co nam się wydaje, ze jest oczekiwaniem boga? Czy nie
                      lepiej się od tego uniezależnić? WYMYŚLIĆ, czego nam potrzeba, czego
                      potrzeba innym i jak to godzić ze sobą? Czy tylko to nie wystarczy?
                      Po co angażować w to byt, którego istnienia nie sposób zweryfikować?

                      > Taki Bóg nie będzie Cię budził, gdy śpisz po nocnej zmianie wink.

                      Nie bóg mnie budzi, bo on nie istnieje. To człowiek. Proboszcz.
                      Grupa, która z nim współdziała w kultywowaniu pewnych obrzędów. Ta
                      grupa ma przywileje, jakie się jej nie należą. Ma je, bo uzyskała je
                      pod pretekstem przywilejowania boga. A w rzeczywistości chodzi o
                      władzę i ograniczanie wolnosci innym ludziom. Chodzi o możliwość
                      DANIA im tej właśnie wersji boga, którą tamci uważają za najlepszą.
                      Ale to wciąż bóg, To narzędzie. Bo żaden bóg nigdy nie przestanie
                      narzędziem być. Inaczej być nie może.

                      > > Czy wierzysz w "nadistotę"?
                      >
                      > Nawet gdyby Jezus nie był bogiem

                      Jest czy nie jest?

                      > to i tak jest godny najwyższego uznania za swoją wizję świata.

                      Czy ludzkość nie wydała innych wspaniałych myślicieli, którzy - choć
                      bez atmosfery cudów i wielkiego protektora, ale po prostu, po
                      ludzku - nie mówili tego samego, co Jezus? czy myslisz, że ja -
                      odcinając się od Jezusa, Boga i religii - mam wypaczony obraz tego,
                      jak widziałbym lepszy świat? Czy używam NACISKÓW związanych z
                      uznawaniem ludzi za durniów i straszeniem piekłem lub zwodzeniem
                      wizją nagrody, której nikt nie otrzyma po smierci? Nie. Jako ateista
                      WIEM DLACZEGO MAM POSTĘPOWAĆ TAK JAK TO PROPONOWAŁ JEZUS, ale jestem
                      bogatszy o uzasadnienie. Dla bogów ludzie są głupcami, a ich prawdy
                      przekazuje się zawsze jako objawione, narzucając je przymusem,
                      szantażem, obiecankami-cacnkami.

                      > Jego nauki nie można było wykorzystać do prowadzenia
                      > wojen religijnych.

                      A jednak się wykorzystało. Na bazie jego nauk powstała sekciarska
                      organizacja, która włada światem. A włada, ma tak potężną władzę,
                      właśnie dlatego, że siła jej oddziaływania wypływa z atrybutu
                      boskości, ideału, cudów, a nie z rozumienia finezji budowania więzi
                      społecznych.

                      > > A w to, że istota może wypowiadać "nadteksty"? wink

                      > Nie wiem, o jakich nadtekstach mowa,

                      Teksty, które są tak dobre, tak IDEALNE, ze mogłyby stanowić
                      absolutne reguły wypowiadane przez bogów, ale trudno dostrzegalne
                      przez ludzi. Coś, czemu nie da się zarzucić żadnego! błędu w
                      rozumowaniu. A przecież to tylko teksty, a nie nadteksty. W ilu
                      przypadkach trzeba się silić na ich interpretację? I tu rola dla
                      dowolnego człowieka, który zechciałby się stać intertretatorem. I
                      tak się rodzą kapłani. Bo ideałów nie ma, ale ludziom trzeba coś
                      wcisnąć jako ideał. Bo się im wcześniej mówi, że w ogóle ideał
                      ISTNIEJE. A to kłamstwo.

                      > ale dla ludzi, którzy uznają boga takiego jak serwują im
                      > kapłani, słowa Jezusa faktycznie brzmiały jak nadteksty,
                      > bo były sprzeczne z logiką i kazały im zerwać z życiem
                      > do jakiego przywykli.

                      Nie dlatego. Bo nie o boga tu chodzi, ale o mądrość zawartą w
                      tekstach. Mądrość, to wnioski, do których dochodzą ludzie, to
                      odgadnięcie w jaki sposób działa świat. Reguł tego działania nie
                      zmienimy, co najwyżej możemy ich użyć zgodnie z naszymi potrzebami.
                      Mądrość nie jest sprzeczna z logiką! To nasze obyczaje, rytuały mogą
                      być złe i szkodliwe. Także te religijne, a jak i kto ma zdecydować o
                      ich ocenie?

                      > Ja przypowieści Jezusa rozumiem, bo w każdej z przypowieści
                      > On ostrzegał fałszywych proroków czyli kler,
                      > bo jemu władzy nie dał.

                      Otóż i jeden z antyklerykałów. Jak ja. wink

                      > Resztę pisma świętego pomijam, bo zarówno ST
                      > jak i radosna twórczość Pawła to śmieci.

                      Powtórzę - ludzi mądrych, ale tylko ludzi, ludzkość miała, i ma
                      nawet teraz, wielu. Ale żaden nie był bogiem. bo nadawanie atrybutu
                      boskości to nadużycie prowadzące do mozliwości powołania się na
                      bardziej bezpośredni kontakt z taka istotą. Już samo dopuszczenie
                      istnienia boskości jest korupcjogenne i MUSI prowadzić do
                      powstawania religii i zła.
                      • krytykantka07 Re: Archeologia ST w praktyce 26.07.08, 22:35
                        grgkh napisał:

                        > Masz swojego prywatnego boga? Nie Zeusa, nie Wisznu, nie
                        > Quetzalcoatla, nie Manitu, tylko jakaś Twoja prywatna wizja?

                        Nie, to nie moja wizja. Z przypowieści Jezusa wyłania sie obraz tego
                        Boga i gdyby tyle śmieci nie było w NT, to każdy by Go zobaczył. To
                        Bóg, który niczego ludziom nie narzucał. Nawet swojej religii. Mogli
                        ją przyjąć tylko dobrowolnie. Ale, aby ją przyjąć musieli być
                        dojrzali emocjonalnie, bo On nie pozwalał sie oszukiwać. Dlatego nie
                        stworzył kasty kapłanów i nie dał nikomu władzy. Ten, co chciał
                        rządzić innymi - miał być ich sługą.

                        > A ja ich nawet lubię. Rozmawiałem z ŚJ nie raz i nie widzę z ich
                        > strony większych zagrożeń dla "naszego kraju".

                        Pozwolisz, że wyjaśnię nieporozumienie wink. Ja nie mówię o świadkach
                        Jehowy. Ja mówię o klerze katolickim, bo bóg którego czczą to
                        Jehowa. To bóg, który miał kapłanom zapewnić władzę, której Jezus im
                        nie zapewnił, dlatego Paweł wrócił do ST, a katolicy do Jehowy. Czy
                        to nie zabawne? Katolicy wrócili do Jehowy, aby zdobyć władzę nad
                        wyznawcami, bo to samo zrobili wczesniej Żydzi.

                        Zresztą, co to > jest "nasz kraj"? Ten sam co mój i Twój? Kawałek
                        ziemi? Instytucje > państwowe? Prawo obowiązujące nas wszystkich
                        jednako, nie daj boże > uwzględniające interesy którejś z religii?
                        Wspólny język? Jedna > wiara? Czy jesteś nietolerancyjna?

                        Nietolerancyjna? Skądże znowu. Kapłani Jehowy mają odejść, razem ze
                        swoim bogiem. Bóg, którego głoszą kapłani nie potrzebuje kapłanów.
                        Potrzebuje ludzi, którzy swoim życiem dają świadectwo swojej wiary.
                        Dlatego w tej religii nie ma wyższości interesów tej religii nad
                        innymi religiami czy ich brakiem. Wszyscy są kimś jednym w Jezusie.
                        Ja nawet nie mówię o jednej wierze. Bo wszystkie mają takie same
                        prawa, ale katolicy jeśli chcą wyznawać swoją wiarę muszą wiedzieć
                        jaka ona jest i żadnych ulg w postaci sakramentu pokuty. Kto to
                        wymyślił, skoro Jezus wprost powiedział, że nie trzeba bać sie tych,
                        którzy zabijają ciało, a duszy zabić nie mogą. Co to znaczy? Tylko
                        tyle, że jak przyjmiesz tę religię to grzeszyć nie wolno. A o jakie
                        grzechy chodzi? Ano o 7 grzechów głównych. " Kto chce zachować swoje
                        życie straci je " czyli jeśli zaczniesz grzeszyć, bo chcesz zachować
                        życie - stracisz szansę na życie wieczne. Nie ma zmiłuj wink)). To nie
                        jest tak jak tłumaczą kapłani, że Bóg czeka na człowieka i nikogo
                        nie potępia. Nie ten Bóg. Jeśli ktokolwiek przyjmuje Jego religię,
                        ale nie postępuje zgodnie z Jego przykazaniem - jest potępiony.
                        Jeśli ktoś nie przyjmuje Jego nauki - to Bóg czeka na niego. Czas
                        katolikom otworzyć oczy...

                        > Jestem człowiekiem wolnym. Nikogo nie powinno obchodzić, czy
                        wierzę, > czy nie. I mnie też nie obchodzi, jakie mysli lęgną się w
                        czyichś
                        > głowach. Do czasu. Dotąd, aż te myśli nie zaczną się przyoblekać w
                        > czyny i nie spowoduja zmiany rzeczywistości, w której tkwi moja
                        > wolność.>

                        Oczywiście, że tak. Jesteś wolnym człowiekiem i wiara czy jej brak
                        jest Twoją sprawą. Tak jest w przypadku wszystkich ludzi i to głosił
                        Jezus. Dlatego nie pozwolił osądzać innych, a grzech pychy uznał za
                        najweazniejszy grzech. I absolutnie nikomu nie wolno Ciebie
                        nawracać, bo Bóg nie potrzebuje, aby Jego religię ludzie wyznawali
                        ze strachu.


                        > Cóż z tego, że jestem ateistą? Mówię o tym tylko w kontekscie >
                        narzucania mi religii lub jej skutków.

                        Tak jak powiedziałam, narzucać religii nie wolno, tego zakazał
                        Jezus. Mało tego. W przypowieściach mówił o tym, że wierzący w Niego
                        mają wydłubać oko, które nakłania ich do gzrechu, albo obciąć rękę.
                        Czyli jeśli Twój ateizm skłania kogoś do grzechu pychy, bo uważa się
                        za lepszego od Ciebie i chce Cię nawrócić- powinien te słowa
                        przemyśleć wink
                        >
                        > Bóg wojny, bóg pokoju, bóg słońca, bóg wiatrów (każdego
                        rodzaju)... > Co za różnica jakie cechy chcemy temu indywiduum
                        przypisać? I tak > jego zadaniem (domyślnie) jest tłumaczenie
                        przyczynowości pewnych > zjawisk i chęć ludzkiego wpływu na nie.
                        Może to być wojna lub > miłość. Ale oszukujemy siebie i innych, ze
                        za nimi może stać > nadistota. W rzeczywistości za zjawiska
                        naturalne odpowiedziany jest > system zależności dający się
                        przedstawic matematycznie, a za > zjawiska społeczne, za decyzje
                        ludzkie - my sami. Tylko tyle, ile
                        > wynika z pozoru wolnej woli, a która jest ułudą.

                        Ależ Jezus wcale o czymś takim nie mówił. Modły czy hołdy, aby
                        przebłagać bóstwo były niepotrzebne, bo to ludzie odpowiadają za to,
                        co zrobią z tym światem. Jesli na świecie zapanuje miłośc bliźniego,
                        jaką głosił Jezus to niczego tłumaczyć nie trzeba. Tu wcale nie
                        chodzi o zjawiska naturalne, które dla prymitywnych ludzi były
                        źródłem wiary i strachu.

                        > Napij się lubczyku - efekt oczywisty wink. Zacznij zaburzać
                        równowagę > stosunków międzyludzkich, a sprowokujesz dążenie do
                        wojny. Wszystko
                        > zależy od sumy działań nas wszystkich, a nie od bogów. Po co Ci
                        oni?

                        Oczywiście, że tak. Jeśli ktoś zaczyna zaburzać równowagę, którą
                        głosił Jezus - prowokuje dążenie do wojny. Mało tego. Grzeszy pychą
                        i jest potępiony na wieki. Akcja zawsze rodzi reakcję, niekiedy
                        niewspółmierną do akcji. To mówił Jezus słowami : " kto mieczem
                        wojuje od miecza zginie " . Ale w tym przypadku to było coś więcej.
                        To znaczy, że nie będzi emiał udziału w życiu wiecznym. Gdy Jezus
                        mówiło życiu - mówił o niebie. Gdy mówił o śmierci - mówił o piekle.
                        Czyli słowa : " zginie " oznaczało, że do królestwa niebieskiego nie
                        wejdzie. Jezus swoich uczniów uczył nowego spojrzenia na świat i
                        naprawde tylko ludzie dojrzali emocjonalnie mogli być gotowi na
                        przyjęcie Jego nauki. Tacy ludzie zaś zapewniliby innym niebo na
                        ziemi, bo Jezus nie ostrzegał innowierców ( jak już powiedziałam na
                        nich czeka cierpliwie ), ale ostrzegał swoich wyznawców, aby nie
                        byli uczonymi w piśmie i faryzeuszami.

                        > Ty im bedziesz go dawała? I oni go tak po dobroci przyjmą? A może
                        > zechcesz go narzucić? A ile wersji religii ludzie od swej >
                        prehistorii stworzyli? Czy któryś z tych bogów NICZEGO nie narzucał?

                        Niedokładnie. Trzeba im dać innego czyli tego samego Boga, a więc
                        wyjaśnić im co znaczy w tego Boga wierzyć. Skoro sami z siebie nie
                        chca być dobrzy jak ateiści, to wiara w Boga pozwoli im być dobrymi
                        ludźmi.

                        > Nie było takiego nigdy. Także i Jezus - chce narzucić pewien, >
                        idealistyczny styl życia. Przypomina mi tym ŚJ z ich wizją idealnego
                        > świata. A co zrobisz z tymi, któzy nie zechą Twego boga przyjąć? >
                        Pozabijasz ich? Czy te dwie grupy mogłyby pokojow współistnieć w >
                        Twoim świecie?

                        Ależ oni Go przyjęli, bo wierzą w Jezusa. Teraz tylko trzeba
                        zachwiać ich pewnością siebie i samozadowoleniem wink. Muszą zrozumieć
                        w co wierzą, zanim będą na wieki potępieni, bo uważają sie za
                        wyznawców Jezusa. Czyli wszystkie swoje ostrzeżenia Jezus kieruje do
                        nich. Szczególnie do kleru, a przy okazji do papieża za dogmat o
                        nieomylności papieża wink.



                        • grgkh Re: Archeologia ST w praktyce 27.07.08, 01:56
                          krytykantka07 napisała:

                          > Nie, to nie moja wizja. Z przypowieści Jezusa wyłania sie
                          > obraz tego Boga i gdyby tyle śmieci nie było w NT, to każdy
                          > by Go zobaczył.

                          Tam kawałek dalej piszesz, że bóg to nie musi być Bóg, byle - tak to zrozumiałem - miał te cechy, które wymalował Jezus. Ale kompletnie nie rozumiem tego boga Boga. Dlaczego z wysłaniem posłańca wiedzy o sobie czekał do czasu, gdy wpadł na pomysł z Jezusem? To tamci ludzie, ci wcześniej żyjący, byli dla Boga jacyś mniej ważni, że ich nie doinformował o sobie? Poza tym, dlaczego uznał, że trzeba zakończyć życie Jezusa ukatrupieniem osobnika na krzyżyku, a potem fajerwerkiem wzięcia go razem z ciałem "do siebie", ale nie wiem dokąd się razem z ciałem zabiera materię istoty żywej z Wszechświata/Ziemi.

                          Takich idiotycznych - pewnie dla Ciebie - pytań, są dziesiątki, a może setki. To wszystko jest tak porąbane, tak alogiczne, że logika mi się zsiada w głowie, gdy próbuję wymusić na niej akceptację tego jako prawdę. wink

                          Wizja nie jest Twoja. Ale to przecież zapis i do tego w kilku, niezupełnie zgodnych ze sobą wersjach. I te cuda. To przecież niezgodne z fizyką. Czy można łamać zasady fizyki? Uważasz, że to możliwe?

                          A jeśli w zapisach o Jezusie cuda są mistyfikacją, to jaką masz gwarancję, że reszta nie jest tworem - być może - "genialnego" człowieka, a nie nadistoty? Zresztą, co to za geniusz, jeśli wśród cywilnych ludzi, na przestrzeni tysięcy lat istnienia ludzkości, mieliśmy ogromne grono innych geniuszy. Także i takich, którzy potrafili wspaniale mówić o sferze psychiki człowieka, ale bez moherowego nawiedzenia, choć też z niechęcią do kapłanów. Czymżesz wyróżnia się spośród nich Jezus? czy nie tylko tym, że na jego spuściźnie zbudowano machinę biznesową KRK? gdyby nie ten udany eksperyment marketingowy, dziś nikt by o Jezusie nie pamiętał.

                          > To Bóg, który niczego ludziom nie narzucał.
                          > Nawet swojej religii. Mogli ją przyjąć tylko dobrowolnie.

                          Jak sobie pomyślę, że jakiś bóg miałby mnie stwarzać dla swojej przyjemności, to czuję przerażenie, że jestem kukiełką. Stwórca projektuje w swym projekcie absolutnie wszystko, bo jeśli nie, to jest twórcą chaotycznym. Element chaosu, to jest ingerencja z zewnątrz - czyżby stwórca stwórcy? Prawdziwy chaos nie istnieje ze względu na logikę - coś, co się zmienia, jeśli nhie ma się unicestwić, nie ma pozostać nieuporządkowane, powinno od początku do końca podlegać skodyfikowanym łącznie regułom.

                          Tak więc stwórca MUSI ponosić odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się z jego dziełem i nie ma prawa grymasić - narzucać, nie narzucać, mówić o sobie lub nie mówić, wydziwiać, że się jakoś tam zachowują (czy w miły Bogu sposób?) i represjonować lub nagradzać za to zachowanie. Wara mu od tego. Stworzył i reszta jest deterministyczną konsekwencją aktu wyboru zasad działania świata.

                          A cyrk z dosyłaniem Jezuska, to po prostu śmieszny cyrk i już.

                          > Ale, aby ją przyjąć musieli być dojrzali emocjonalnie,
                          > bo On nie pozwalał sie oszukiwać.

                          Nie rozumiem, kto to "oni"? I kto ocenia i w jakiej skali dojrzałość emocjonalną? A czy te parę tysięcy lat historii ludzkości z innymi religiami przed Jezusem to ułuda? Czy wtedy ludzie sobie bogów wymyślali tak sobie, znikąd? Skąd się im ten pomysł wziął? Przecież to też "pomysł na boga", niemal taki sam jak z Jezusem. To te wcześniejsze na pewno były złe, a ten jeden tylko dobry? Skąd to wiesz? Czy chodzi o ustrój komunistyczny, który Jezus zaproponował?

                          > To bóg, który miał kapłanom zapewnić władzę,

                          Każdy bóg, który zapewnia władzę przetrwa, bo jest podstawą religii, a religie to narzędzia władzy. Liczy się tylko władza.

                          > Bóg, którego głoszą kapłani nie potrzebuje kapłanów.
                          > Potrzebuje ludzi, którzy swoim życiem dają świadectwo
                          > swojej wiary.

                          Mówisz coś przerażającego. Od wiary, od jakiegoś świadectwa zależy los człowieka. I to nie los na ziemi, wtedy, gdy żyjemy ze sobą, ale kiedyś, gdzieś... po śmierci? Co nas obchodzi nasz los po śmierci? Był "tam" ktoś kiedyś? Wrócił? Co tam jest? Wieczność? Hurysy w haremie? Śpiewy w chórach?

                          Logicznie świadomość przejawia się wyłącznie poprzez pojedyńcze myśli. Elementem wiążącym je jest pamięć nagromadzająca doświadczenia przeszłości, ale także unicestwiająca część tego archiwum. Przed urodzeniem nas nie ma, bo nie mamy zapisów w mózgach. Na starość lub wskutek chorób uszkadzających mózg zanika nasza osobowość, bo zaciera się zasób pamięciowy. Potem znika bezpowrotnie. Czym mielibyśmy być po śmierci? Niemowlakiem? Młodzieńcem w pełni sił umysłowych? Staruszkiem zgorzkniałym i zapominającym? A może geniuszem wiedzącym wszystko to, co wie Bóg, a więc nim samym, bogiem jakimś. Homogenizujemy się z bogami po śmierci? Z jednym bogiem, czy z ich klanem? Czy zhomogenizowani zanikamy jako indywidua? Czy wtedy też - przez całą wieczność - chwalimy Pana i cieszymy się w orgaźmie szczęśliwości niebiańskiej? Czy w tej wieczności dzieje się coś, historycznie, fakt po fakcie, czy wiemy od razu wszystko, a więc rzygamy nudą nieskończoną, a właściwie eksplodujemy wiedzą i w tym samym momencie zdychamy z nie dziania się już niczego więcej?

                          Nie ma życia po życiu, które nie jest życiem. A więc jedyne życie to to, które jest życiem, to, które mamy teraz i nikt nam za naszą uniżoną pokorę wobec bóstwa nic nie da.

                          > Dlatego nie stworzył kasty kapłanów i nie dał nikomu władzy.

                          Kapłani się stwarzają sami. Nie potrzebują nikogo. Prorocy też się sami stwarzają.

                          > Ten, co chciał rządzić innymi - miał być ich sługą.

                          Zawsze ten sam motyw władzy - pan lub sługa. Nie widzę ateistycznego, zwykłego, ludzkiego współistnienia jako głównego motywu życia.

                          > nie trzeba bać sie tych, którzy zabijają ciało,
                          > a duszy zabić nie mogą.

                          Przecież Ci tłumaczę, jaką ułudą jest dusza.

                          > Co to znaczy? Tylko tyle, że jak przyjmiesz tę religię to
                          > grzeszyć nie wolno. A o jakie grzechy chodzi?
                          > Ano o 7 grzechów głównych.

                          Tajna numerologia - 7... smile

                          > Kto chce zachować swoje życie straci je
                          > " czyli jeśli zaczniesz grzeszyć, bo chcesz zachować
                          > życie - stracisz szansę na życie wieczne.

                          A może wersja z reinkarnacją jest lepsza? Daje szansę poprawy. Pozwala istnieć w świecie, o którym wiemy, że jest, dowolnie długo.

                          > Jeśli ktokolwiek przyjmuje Jego religię, ale nie
                          > postępuje zgodnie z Jego przykazaniem - jest potępiony.

                          Coś dziś przeczytałem. W sporej części jest to na temat, o którym mówimy. Przeczytaj go spokojnie w całości. I przemyśl.
                          www.racjonalista.pl/kk.php/s,5963
                          • krytykantka07 Re: Archeologia ST w praktyce 29.07.08, 10:12
                            grgkh napisał:

                            >Tam kawałek dalej piszesz, że bóg to nie musi być Bóg, byle - tak
                            to zrozumiałem - miał te cechy, które wymalował Jezus. Ale
                            kompletnie nie rozumiem tego boga Boga. Dlaczego z wysłaniem
                            posłańca wiedzy o sobie czekał do czasu, gdy wpadł na pomysł z
                            Jezusem? To tamci ludzie, ci wcześniej żyjący, byli dla Boga jacyś
                            mniej ważni, że ich nie doinformował o sobie? Poza tym, dlaczego
                            uznał, że trzeba zakończyć życie Jezusa ukatrupieniem osobnika na
                            krzyżyku, a potem fajerwerkiem wzięcia go razem z ciałem "do
                            siebie", ale nie wiem dokąd się razem z ciałem zabiera materię
                            >istoty żywej z Wszechświata/Ziemi.

                            No widzisz i tu mamy problem, którego kapłani nie potrafią
                            rozwiązać. Ze ST wyglada na to, że dla Boga jeden dzień to tysiąc
                            lat dla ludzi. A co tysiąc lat na świat przychodził jakiś prorok,
                            który przekazywał wiedzę o Bogu. W końcu Bóg posłał swojego Syna.
                            Ale tu mi nie pasuje, bo równocześnie posłał innego proroka Jana
                            Chrzciciela. Chociaż jak sie tak zastanowić. Jan Chrzciciel miał być
                            kimś w rodzaju oddźwiernego. No i tu też mi coś nie pasuje, bo Jan
                            Chrzciciel nie był uczniem Jezusa, chociaż sie spotkali wtedy gdy
                            ochrzcił Jezusa. Jezus i Jan byli równolatkami, a nic nie wiadomo o
                            tym, żeby jako dzieci czy dorośli mężczyźni się znali. A byli też
                            krewnymi i znać się powinni. Czyli pierwszym uczniem Jezusa powinien
                            być Jan. Następna kwestia. Jezus wiedział, że Jego czas na ziemi
                            jest krótki, a jednak ani on ani Jego uczniowie nie spisywali tego,
                            co Jezus mówił i nie ma nigdzie o tym, że Jezus kazał im spisywać
                            choćby cuda. Przeciwnie. Zakazał o nich mówić. Ewangelie zostały
                            spisane po wielu latach i do tego sprawiają wrażenie jakby były
                            spisane pod nadchnieniem Ducha Świętego. Takie są mądre jak ST, o
                            którym wiemy, że był spisany pod nadchnieniem ducha świetego a też
                            pełno w nim niedopowiedzeń tak jakby duch święty nie był na tyle
                            mądry, aby powiedzieć to co trzeba, bo najważniejszej rzeczy nie
                            powiedział: " ziemia nie jest kołem tylko kula i nie jest figurą
                            płaską tylko bryłą ". A przez tę nieuwagę ducha świętego dopiero
                            trzeba było to odkryć później. Przyznasz, że ten, co to odkrył
                            musiał działać pod nadtchnieniem ducha świętego. Czyli wszelkiego
                            rodzaju odkrywcy dziąłają pod nadchnieniem ducha świętego. Więc
                            czemu KK jest ich wrogiem?
                            Teraz mamy cuda za przyczyną obrazu, a Ty wątpisz w cuda za
                            przyczyną boga - cudotwórcy? Wszak wiara czyni cuda. Brak wiary -
                            też, bo nie wszyscy odkrywcy byli wierzący.

                            >A jeśli w zapisach o Jezusie cuda są mistyfikacją, to jaką masz
                            gwarancję, że reszta nie jest tworem - być może - "genialnego"
                            człowieka, a nie nadistoty? Zresztą, co to za geniusz, jeśli wśród
                            cywilnych ludzi, na przestrzeni tysięcy lat istnienia ludzkości,
                            mieliśmy ogromne grono innych geniuszy. Także i takich, którzy
                            potrafili wspaniale mówić o sferze psychiki człowieka, ale bez
                            moherowego nawiedzenia, choć też z niechęcią do kapłanów. Czymżesz
                            wyróżnia się spośród nich Jezus? czy nie tylko tym, że na jego
                            spuściźnie zbudowano machinę biznesową KRK? gdyby nie ten udany
                            >eksperyment marketingowy, dziś nikt by o Jezusie nie pamiętał.

                            Oczywiście, mieliśmy geniuszy czyli wybranych przez Boga ludzi. Jak
                            widać w tych geniuszach Bóg pokazywał człowiekowi, że go nie
                            opuścił. Gdyby nie walka KK z geniuszami o wiele szybciej byłyby
                            cuda. Ale KK nie chciał uznać geniuszy za cudotwórców i wybrańców
                            Bożych. Na spuściźnie Jezusa zbudowano machinę KK ale stało sie to
                            możliwe wtedy gdy szatan wszedł do Kościoła Jezusowego.

                            >Jak sobie pomyślę, że jakiś bóg miałby mnie stwarzać dla swojej
                            przyjemności, to czuję przerażenie, że jestem kukiełką. Stwórca
                            projektuje w swym projekcie absolutnie wszystko, bo jeśli nie, to
                            jest twórcą chaotycznym. Element chaosu, to jest ingerencja z
                            zewnątrz - czyżby stwórca stwórcy? Prawdziwy chaos nie istnieje ze
                            względu na logikę - coś, co się zmienia, jeśli nhie ma się
                            unicestwić, nie ma pozostać nieuporządkowane, powinno od początku do
                            >końca podlegać skodyfikowanym łącznie regułom.

                            Nie zapominaj, że mamy szatana, który jest tak potężny jak Bóg i
                            tylko człowiek decyduje, bo Bóg dał mu wolną wolę czy w nim wygrać
                            ma Bóg czy szatan.

                            >Tak więc stwórca MUSI ponosić odpowiedzialność za wszystko, co
                            dzieje się z jego dziełem i nie ma prawa grymasić - narzucać, nie
                            narzucać, mówić o sobie lub nie mówić, wydziwiać, że się jakoś tam
                            zachowują (czy w miły Bogu sposób?) i represjonować lub nagradzać za
                            to zachowanie. Wara mu od tego. Stworzył i reszta jest
                            >deterministyczną konsekwencją aktu wyboru zasad działania świata.

                            Gdyby stwórca był sam to i owszem, ale szyki miesza mu szatan, a
                            jest na tyle przebiegły, ze ludzie podszepty szatana uważają za głos
                            Boży.

                            >Czy chodzi o ustrój komunistyczny, który Jezus zaproponował?

                            Tak, bo tylko taki ustrój pozwala na odejście od grzechu i
                            zwycięstwo Boga. Szatan proponuje ustroje, ktore mają dzielić ludzi.
                            Jezus mówiąc o grzechu pychy inne ustroje niż komunizm krytykował.
                            Bo własnie z ustrojów dzielących ludzi bierze sie zło.

                            >Każdy bóg, który zapewnia władzę przetrwa, bo jest podstawą
                            religii, a religie to narzędzia władzy. Liczy się tylko władza.

                            Dokładnie. Dlatego Paweł z Tarsu za podszeptem szatana zadbał o
                            władzę dla kapłanów tej religii. A w religii Jezusa dla kapłanów nie
                            było miejsca.

                            >Mówisz coś przerażającego. Od wiary, od jakiegoś świadectwa zależy
                            los człowieka. I to nie los na ziemi, wtedy, gdy żyjemy ze sobą, ale
                            kiedyś, gdzieś... po śmierci? Co nas obchodzi nasz los po śmierci?
                            Był "tam" ktoś kiedyś? Wrócił? Co tam jest? Wieczność? Hurysy w
                            >haremie? Śpiewy w chórach?

                            A nie. Od świadczenia swym życiem o miłości do bliźniego - zależy
                            los człowieka i los całego świata. A wtedy i tak wszyscy pójdą po
                            śmierci do nieba. Jeśli nie wszyscy ludzie należący do Koscioła
                            Jezusowego świadczą swoim życiem o miłości bliźniego dochodzi do
                            podziałów pomiędzy ludźmi i niebo dla wszystkich już takie pewne nie
                            jest. W ogóle jest niepewne. No chyba, że dla męczenników. Ale słowo
                            męczennik oznacza, ze bronić przed atakami się nie wolno. Pamiętasz
                            swój wątek pt. " czy można zabić ".

                            >Czy w tej wieczności dzieje się coś, historycznie, fakt po fakcie,
                            czy wiemy od razu wszystko, a więc rzygamy nudą nieskończoną, a
                            właściwie eksplodujemy wiedzą i w tym samym momencie zdychamy z nie
                            dziania się już niczego więcej?

                            Hmmmmmmmmm zapominasz, że po śmierci mamy inny rozum ( ? ) czyli
                            inne potrzeby. Może wtedy naszą potrzebą będzie śpiew w chórach
                            anielskich? wink)). W końcu tego nie wiemy jakie będziemy mieć
                            potrzeby po śmierci. Co przyjdzie Ci z tego, że będziesz zaspokajał
                            nie te potrzeby, które są dla Ciebie ważne?

                            Pozdrawiam. Basia







                      • krytykantka07 Re: Archeologia ST w praktyce 26.07.08, 22:45
                        Musiałam podzielić post, żeby mi go nic nie zżarło wink. Więc
                        kontynuuję.

                        grgkh napisał:

                        > Boga, którego nikt nie będzie reprezentował. O którym nikt nie >
                        będzie mówił. Nikt nie będzie zachęcał do jego przyjęcia. Tak być >
                        musi, bo nie będzie kapłaństwa. Towar niereklamowany, w świecie >
                        agresywnego handlu wszystkim, nie sprzeda się, a jego firma >
                        splajtuje.

                        Widzisz tego Jezus sie nie obawiał. On sie obawiał tego, że ktoś
                        zechce Go reklamować. Więc przed tym ostrzegał słowami: " ten lud
                        czci mnie ustami, a sercem swym daleko jest ode
                        mnie ". Oraz słowami o przecedzaniu komara, a połykaniu wielbłąda.
                        Te słowa charakteryzują marketing. Czyli absolutnie o marketingu i
                        manipulacji nie mówił tylko o uczciwości.

                        > Bogowie nigdy nie istnieli. NIGDY! I obiektywnie ich nie ma wcale.
                        > Są iluzje w ludzkich głowach. W każdej nieco inna. Tacy bogowie
                        nie > mogą być bratem ani ojcem. A mnie się wydaje, że takich braci
                        i > ojców potrzebują ci z nas, którzy mają zaburzony obraz ról tych
                        > postaci w swoim życiu.

                        Widzisz, ludzie nie są jeszcze gotowi, aby całkowicie zerwać z
                        religią, ale bóg, który może być ojcem i bratem stanie sie przez to
                        bardziej ludzki i wyeliminuje kapłanów i pośredników ze swojej
                        religii. O tym mówił Jezus, gdy podał w jaki sposób mamy sie modlić
                        i wtedy gdy powiedział, że ojciec niebieski jest doskonalszy od
                        najdoskonalszego ojca ziemskiego. Czyli prosić można samemu, a nie
                        poprzez pośredników o łaski nam potrzebne wink.

                        > Piszesz, że Twój bóg niczego nie potrzebuje. Domniemywam, że się w
                        > ogóle nie kontaktuje z ludźmi. Po co więc sobie go wyobrażać? Po
                        co > robić coś, co nam się wydaje, ze jest oczekiwaniem boga? Czy
                        nie > lepiej się od tego uniezależnić? WYMYŚLIĆ, czego nam potrzeba,
                        czego > potrzeba innym i jak to godzić ze sobą? Czy tylko to nie
                        wystarczy? > Po co angażować w to byt, którego istnienia nie sposób
                        zweryfikować?

                        No nie potrzebuje. Nie potrzebuje hołdów, władzy ani kasy. Nawet
                        nowego samochodu czy prywatnego samolotu nie musi mieć. Nawet nowego
                        kościoła. Nie potrzebuje kultu. On tylko chce widzieć miłość
                        bliźniego wśród ludzi. Tylko tyle potrzebuje.

                        > Nie bóg mnie budzi, bo on nie istnieje. To człowiek. Proboszcz. >
                        Grupa, która z nim współdziała w kultywowaniu pewnych obrzędów. Ta >
                        grupa ma przywileje, jakie się jej nie należą. Ma je, bo uzyskała je
                        > pod pretekstem przywilejowania boga. A w rzeczywistości chodzi o >
                        władzę i ograniczanie wolnosci innym ludziom. Chodzi o możliwość >
                        DANIA im tej właśnie wersji boga, którą tamci uważają za najlepszą.
                        > Ale to wciąż bóg, To narzędzie. Bo żaden bóg nigdy nie przestanie
                        > narzędziem być. Inaczej być nie może.

                        O widzisz i tu sie zgadzamy. To Bóg każe Cię obudzić, bo chce abyś
                        uczestniczył we mszy i składał mu hołdy wink)). Tylko, że to Jehowa, a
                        nie Bóg o którego chodzi. A co nas obchodzi jakiś bóg, którym mogą
                        manipulować kapłani? Jezus o takim Bogu nie mówił. Nim kapłani
                        manipulować nie mogli, bo Bóg kapłanów nie miał.

                        > Czy ludzkość nie wydała innych wspaniałych myślicieli, którzy -
                        choć > bez atmosfery cudów i wielkiego protektora, ale po prostu, po
                        > ludzku - nie mówili tego samego, co Jezus? czy myslisz, że ja - >
                        odcinając się od Jezusa, Boga i religii - mam wypaczony obraz tego,
                        > jak widziałbym lepszy świat? Czy używam NACISKÓW związanych z >
                        uznawaniem ludzi za durniów i straszeniem piekłem lub zwodzeniem >
                        wizją nagrody, której nikt nie otrzyma po smierci? Nie. Jako ateista
                        > WIEM DLACZEGO MAM POSTĘPOWAĆ TAK JAK TO PROPONOWAŁ JEZUS, ale
                        jestem > bogatszy o uzasadnienie. Dla bogów ludzie są głupcami, a
                        ich prawdy > przekazuje się zawsze jako objawione, narzucając je
                        przymusem, > szantażem, obiecankami-cacnkami.

                        No widzisz jako ateista - wiesz dlaczego masz postępować zgodnie z
                        propozycją Jezusa. Czyli mam rację mówiąc, że najlepszymi
                        chrzescijanami są ateiści. Bo oni rozumieją dlaczego nie ma innej
                        drogi. No ale nie zapominaj, że ludzie boją sie odejść od kapłanów.
                        Nie są tak dojrzali jak Ty. Musieliby nad sobą pracować, a im dłuzej
                        będą w KK - pracować nad sobą nie będą. Dlatego wobec nich trzeba
                        stosować inną strategię. Skoro uznają sie za wyznawców Jezusa muszą
                        znać konsekwencje swojego wyboru.

                        > A jednak się wykorzystało. Na bazie jego nauk powstała sekciarska
                        > organizacja, która włada światem. A włada, ma tak potężną władzę,
                        > właśnie dlatego, że siła jej oddziaływania wypływa z atrybutu >
                        boskości, ideału, cudów, a nie z rozumienia finezji budowania więzi
                        > społecznych.

                        Nieprawda. Jej władza wypływa z kpin z Jezusa i Jego nauki. To
                        wyznawcy muszą zrozumieć. Jezus nie dał tej sekcie żadnej władzy, a
                        jako samozwańczy prorocy są potępieni na wieki i to dlatego, że ta
                        organizacja włada światem - na świecie nie ma Bożego pokoju, o jakim
                        mówił Jezus. Czyli KK to dzieło szatana i właśnie ludzie, którzy sa
                        po stronie KK są powodem własnych nieszczęść. Oni są zgubieni.

                        > Teksty, które są tak dobre, tak IDEALNE, ze mogłyby stanowić >
                        absolutne reguły wypowiadane przez bogów, ale trudno dostrzegalne >
                        przez ludzi. Coś, czemu nie da się zarzucić żadnego! błędu w >
                        rozumowaniu. A przecież to tylko teksty, a nie nadteksty. W ilu >
                        przypadkach trzeba się silić na ich interpretację? I tu rola dla >
                        dowolnego człowieka, który zechciałby się stać intertretatorem. I >
                        tak się rodzą kapłani. Bo ideałów nie ma, ale ludziom trzeba coś >
                        wcisnąć jako ideał. Bo się im wcześniej mówi, że w ogóle ideał >
                        ISTNIEJE. A to kłamstwo.

                        Nie wiem dlaczego trzeba sie silić na interpretację. Słowa Jezusa są
                        proste do zrozumienia. On wymaga, ale tylko od swoich wyznawców.
                        Wszystko, co do tej pory kapłani zrozumieli z Jego nauki to
                        manipulacja ludźmi. Ja czytam przypowieści i rozumiem je tak
                        powinnam. Religia Jezusa jest bardziej związana z filozofią. Gdyby
                        była tylko filozofią nie miałaby szans sie przyjąc. Dlatego, że jest
                        religią, która obiecuje wyznawcom wieczne życie - miała szansę sie
                        przyjąc. Wyznawcy Jezusa mieli stworzyć niebo na ziemi, a po śmierci
                        wszyscy mieli iśc do nieba. Innej alternatywy nie było. Na
                        wyznawcach Jezusa spoczywał obowiązek stworzenia wspaniałego świata,
                        gdzie każdy miałby zapewnione poczucie bezpieczeństwa.

                        > Nie dlatego. Bo nie o boga tu chodzi, ale o mądrość zawartą w >
                        tekstach. Mądrość, to wnioski, do których dochodzą ludzie, to >
                        odgadnięcie w jaki sposób działa świat. Reguł tego działania nie >
                        zmienimy, co najwyżej możemy ich użyć zgodnie z naszymi potrzebami.
                        > Mądrość nie jest sprzeczna z logiką! To nasze obyczaje, rytuały
                        mogą > być złe i szkodliwe. Także te religijne, a jak i kto ma
                        zdecydować o > ich ocenie?

                        Od tego jest przykazanie miłości bliźniego. Niczego wiecej nie
                        trzeba. To jest ta mądrość o której mówił Jezus, ale jest sprzeczna
                        z logiką świata, w którym Jezus głosił swoje poglądy. Dlatego świat
                        trzeba było zmienić, a nie wprowadzać strategii błędnego koła, bo to
                        zmiana patologiczna i tworzy patologie.

                        > Powtórzę - ludzi mądrych, ale tylko ludzi, ludzkość miała, i ma
                        > nawet teraz, wielu. Ale żaden nie był bogiem. bo nadawanie
                        atrybutu > boskości to nadużycie prowadzące do mozliwości powołania
                        się na > bardziej bezpośredni kontakt z taka istotą. Już samo
                        dopuszczenie > istnienia boskości jest korupcjogenne i MUSI
                        prowadzić do > powstawania religii i zła.

                        No właśnie. Ale ludzkość jeszcze nie miała mądrego boga wink. To, że
                        własnie Bóg głosił takie mądrości i do tego obiecał nagrodę to
                        ewenement. Tak więc nawet Ty możesz po śmierci dostać sie do nieba,
                        choć w Boga nie wierzysz wink)). Ale postępujesz zgodnie z Jego nauką,
                        czyli nagroda Cię n
                        • grgkh Re: Archeologia ST w praktyce 27.07.08, 02:01
                          > O tym mówił Jezus, gdy podał w jaki sposób mamy sie modlić

                          A musimy się modlić? Po co? Jak dużo, by nie było za mało?

                          ...

                          Więcej chyba nie dam rady przeczytać. Przepraszam, ale to jest dla mnie kompletnie alogiczne i niestrawne. Nie po to zerwałem kiedyś z religią, by bezcenny czas mego jedynego życia tracić na sycenie się indoktrynacją religijną. Wolę cokolwiek choćby z półki "Racjonalisty".
                          • krytykantka07 Re: Archeologia ST w praktyce 27.07.08, 08:14
                            Zanim stwierdzisz, że to indoktrynacja religijna chcę powiedzieć, że
                            właśnie czytanie Racjonalisty i powiastek fantastyczno -
                            teologicznych są podstawą moich przemyśleń. Ja mam inny cel niż
                            indoktrynować ateistów. Raczej zamierzam indoktrynować katolików aby
                            stali sie ateistami wink)). Ale powoli, bo oni się boją. Zgodziliśmy
                            się, że KK to sekta. Czyli wyrwanie katolików z rąk sekty nie będzie
                            łatwe i postępowanie musi być przemyślane, aby nie pojawił się efekt
                            gumki wink)). Najpierw muszą stać prawdziwymi wyznawcami Jezusa.
                            Dopiero później jak już nauczą się żyć zgodnie z Jego nauką nie
                            będzie ważny Bóg, ale człowiek i wtedy bez względu na to co zrobią -
                            pójdą do nieba razem z ateistami wink)). Tak więc jak widzisz mam na
                            względzie tylko spokój ateistów i ich prawo do życia bez
                            indoktrynacji. Napisałam już kiedyś na forum Religia, że ateisci są
                            w mniejszości i dlatego zamiast walczyć między sobą powinni
                            współpracować. Nic sie nie udaje, jeśli we współpracownikach nie ma
                            zgody i zrozumienia celu. Pamiętasz bajkę o tym jak łabędź, rak i
                            szczupak ciągnęli wóz?. Właśnie o tym piszę...Więc proszę czytaj
                            moje posty z innym nastawieniem. To co ja piszę jest alogiczne, bo
                            taki jest katolicyzm. Co do modlitwy, to każdy modli i rozmawia z
                            Bogiem ile chce i potrzebuje bez dystansu człowiek - Bóg. Czyli to
                            jest to, co robią ateiści rozmawiając sami ze sobą czyli wykonując
                            taką czynność jak myślenie gdy widzą cel wink)). Ty pisząc swoje posty
                            rozmawiasz sam ze sobą, katolicy piszą to, co powiedział Bóg ustami
                            kapłanów. Ja piszę po oderwaniu się od tego, co powiedzieli kapłani
                            i na swój sposób rozumiem słowa o tolerancji...
                            • grgkh Re: Archeologia ST w praktyce 27.07.08, 14:26
                              No tak, gdy czytałem Twoje pierwsze posty, to w pierwszym momencie
                              zakwalifikowałem Cię jako wojującą katoliczkę - w imieniu
                              katolicyzmu - ale potem coś mi się przestało zgadzać. wink I do tej
                              pory mam rozdwojenie odczucia, muszę się czasem wczytywać i szukać
                              intencji, wiedząc czego szukam, by to zrozumieć tak, jak to tutaj
                              opisujesz. Zresztą od początku starałem się nie wchodzić Ci w drogę.

                              Każde z nas ma prawo do swojej taktyki i w określonych sytuacjach
                              każda z nich ma szansę okazać się skuteczniejszą od drugiej. Tak
                              więc nie ma sensu wytykać ich "ukrytych wad" lub wychwalać nie
                              bardzo wyróżniające się zalety. Działamy na różne kręgi odbiorców.

                              krytykantka07 napisała:

                              > Pamiętasz bajkę o tym jak łabędź, rak i szczupak ciągnęli wóz?

                              Nie pamiętam. Przytocz ją. A czyjego autorstwa ona?
                              • krytykantka07 Re: Archeologia ST w praktyce 28.07.08, 08:06
                                No cóż nie pamiętam czyjego autorstwa. Tę bajkę czytaliśmy w
                                oryginale na lekcji języka rosyjskiego w podstawówce. Nie mieliśmy
                                obowiązku uczyć sie jej na pamięć, ale mnie jak coś wzruszy rzuca
                                sie mnie na uszy big_grin. Dlatego ją zapamiętałam w oryginale, choć z
                                języka rosyjskiego niewiele pamiętam. Tylko ten wiersz i wiersz o
                                żołnierzu radzieckim, który uratował niemiecką dziewczynkę. Jak
                                widać monopol na miłość bliźniego nie należał do katolicyzmu wink)).
                                A wracając do bajki. Idea jest taka: jeśli wśród współpracowników
                                nie ma zgody to ich praca idzie na marne i wyjdzie z niej nie dzieło
                                tylko męka. Pewnego dnia łabędź, rak i szczupak zabrali sie za
                                przesunięcie wozu. Wprzągnęli się wszyscy do niego i zaczęli
                                ciągnąć. Zadanie byłoby dla nich łatwe, ale...Łabędź wyrywa w
                                obłoki, rak kroczy do tyłu, a ryba płynie pod wodą. Kto winien z
                                nich a kto ma rację nie możemy sądzić. Tak tylko wóz jest winien.
                                Kiedyś na forum proces rekrutacyjny napisałam o takim podejściu do
                                celu i otrzymałam odpowiedź, że wprawdzie wozu by nie pociągnęli ale
                                kajak mogli. Też nie bardzo, gdyby łabędź nie zrozumiał, że nie
                                powinien bujać w obłokach wink)). Dlatego jesli coś jest niezrozumiałe
                                zawsze należy pytać, bo nawet jak każdy robi co umie, to
                                umiejętności można dopasować i efekt osiągnąć można jak rozwija sie
                                wzajemnie własne pomysły. Stąd wniosek, że opozycja powinna rozwijać
                                pomysły rządzących, wtedy nie jest ważne kto rządzi...

                                Pozdrawiam. Basia.

                                PS. Na pozostały Twój post odpowiem wkrótce, bo wcześniej musiałam
                                wyjaśnić wątppliwości, żebyś nie był zaskoczony tym, co zrozumiałam
                                z Twojego postu.
                            • 444.k Re: Archeologia ST w praktyce 28.07.08, 09:20
                              Zacznij od 'naprawiania' siebie krytykantko Bo nie zdajesz sobie sprawy wogole
                              ze obrażasz Jezusa tym co piszesz a o milości do blizniego nie masz pojecia .Na
                              szczęście jak zauważyłam nikt kto potrafi mysleć nie bierze pod uwagę tego co
                              piszesz.
    • wanda43 Re: Pierwsza śmierć na ziemi i jej boskie konsekw 28.07.08, 16:27
      >
      - kogo niby miał bać się Kain, skoro oprócz niego i jego rodziców jeszcze
      żadnych ludzi nie było na ziemi?

      Kain wziął za żonę kobietę z kraju Nod, znajdującego się na polnoc od Edenu i
      tam sie osiedlil i zbudowal miasto.
      To wskazuje, że były inne narody i inne kraje poza Edenem.
      To sie wszystko kupy nie trzyma, ale ... kto chce, ten w to wierzy.
      • krytykantka07 Re: Pierwsza śmierć na ziemi i jej boskie konsekw 29.07.08, 08:51
        W biblii nic się kupy nie trzyma, bo Jehowa miał cechy kapłanów. W
        żadnym więc razie nie chodziło o logikę tylko o władzę dla nich.
        Ludzie mieli Jehowę utożsamiać z kapłanami. Bojąc sie Jehowy - bali
        się kapłanów. Dlatego Jehowa jest przedstawiony jako okrutne,
        podstępne i mściwe bóstwo. Tacy byli jego kapłani.
        • wanda43 Re: Pierwsza śmierć na ziemi i jej boskie konsekw 29.07.08, 08:56
          A jako przeciwwagę dla boga okrutnika wprowadzono dobrego syna z jego
          umiłowaniem bliżniego. Poźniej dodano boginię-matkę o wielu wizerunkach i imionach.
    • watanabe.miharu Re: Pierwsza śmierć na ziemi i jej boskie konsekw 29.07.08, 19:07
      Tak sobie ładnie dyskutujecie o bogu i Jezusie, a ja sobie pozwolę wrócić do początku wątku (ale zrymowałamwink.
      Że jest mnóstwo nielogiczności w ST, to rzecz wiadoma. Od księży usłyszysz albo że "to tajemnica wiary" albo "to tylko metafora, symbol, przenośnia". No dobrze.
      Mnie jednak ciekawią nie same bzdury ST, tylko fakt, DLACZEGO właściwie one istnieją? Wiemy, że ST był podbudową dla kapłanów, by mieli jakąś podstawę do rządzenia. To wyjaśnia naturę boga-okrutnika i podleca. Ale nie wyjaśnia licznych nielogiczności. No przecież chyba chociaż część kapłanów trochę myślała - dlaczego powypisywali w swojej książce takie głupoty? Gdyby wymyślili kilka teorii, jako-tako trzymających się kupy, polali to okrucieństwem boga, i też by było tip-top. Więc pytam: skąd te sprzeczności i bzdury?
      • krytykantka07 Re: Pierwsza śmierć na ziemi i jej boskie konsekw 29.07.08, 19:18
        O widzisz i to jest bardzo dobre pytanie. Czyli kapłani nie byli
        najmądrzejszymi ludźmi. No i tak jest zawsze i wszędzie. Ci, co są
        mądrzy - nie mają władzy. " Kto rządzi sobą - ten jest mądry, kto
        rządzi innymi - ten ma władzę " wink. No a jak jest teraz w Polsce?
        Czy rządy sprawują namądrzejsi? No chyba nie powiesz mi, że mamy
        rządy ekspertów wink)). Kapłani mieli znać się na manipulacji, a nie
        być przesadnie mądrzy. Widzisz jest taka prawda: jak chcesz ludzi
        przekonać do czegoś musisz mieć tylko o 20 % wiedzy więcej od nich.
        Jak będziesz za mądra, to sprowokujesz u nich myślenie i do niczego
        ich nie przekonasz wink)).
        Pozdrawiam. Basia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka