Dodaj do ulubionych

Zrobmy cos przelomowego

04.08.02, 10:47
Ostatnio w watku "Czy kobiety w Polsce sa solidarne" dyskutujemy z panem
buzz'em o kobiecych grupach, ktorych celem jest wzajemne wspieranie sie
kobiet. Wg mnie oczywiste jest, ze mozemy sie od siebie wiele nauczyc,
posluchac o doswiadczeniach innych-ale o tym mozna poczytac we wspomnianym
watku.
Przyszedl mi do glowy pomysl tworzenia grupy, ktorej czlonkami byli by
mezczyzni i kobiety, pragnacy cos dla siebie nawzajem zrobic. Jezeli
mezczyzni chca cos zaoferowac kobietom a kobiety mezczyznom, dlaczego nie
stworzyc by takiej dzialnosci, ktora by umozliwiala budowe dialogu, wymiane
doswiadczen, uczenie sie faktow na temat drugiej plci.
Wg mnie byloby to przelomowym (a moze takie grupy istnieja juz gdzies w
Polsce) budowaniem mostu pelnego zrozumienia miedzy kobietami a mezczyznami.


Obserwuj wątek
    • Gość: tad Re: Zrobmy cos przelomowego IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 04.08.02, 16:42
      wisienkaczeresnia napisała:

      > Ostatnio w watku "Czy kobiety w Polsce sa solidarne" dyskutujemy z panem
      > buzz'em o kobiecych grupach, ktorych celem jest wzajemne wspieranie sie
      > kobiet. Wg mnie oczywiste jest, ze mozemy sie od siebie wiele nauczyc,
      > posluchac o doswiadczeniach innych-ale o tym mozna poczytac we wspomnianym
      > watku.
      > Przyszedl mi do glowy pomysl tworzenia grupy, ktorej czlonkami byli by
      > mezczyzni i kobiety, pragnacy cos dla siebie nawzajem zrobic. Jezeli
      > mezczyzni chca cos zaoferowac kobietom a kobiety mezczyznom, dlaczego nie
      > stworzyc by takiej dzialnosci, ktora by umozliwiala budowe dialogu, wymiane
      > doswiadczen, uczenie sie faktow na temat drugiej plci.
      > Wg mnie byloby to przelomowym (a moze takie grupy istnieja juz gdzies w
      > Polsce) budowaniem mostu pelnego zrozumienia miedzy kobietami a mezczyznami.
      >
      >
      Traktujesz kobiety i mężczyzn jak 2 obce sobie, a nawet wrogie plemiona. Dziwne.
      • Gość: soso Re: Zrobmy cos przelomowego IP: *.ppp.get2net.dk 04.08.02, 19:37
        Tak jest, niestety. Nie ma po co organizowac grup porozumienia bo kobiety i
        mezczyznie to nie palestynczycy i zydzi - przepraszam za male litery ale to
        tylko z lenistwa.
        Natomiast o ile lapie dobrze intencje wisienki czeresni to chodzi jej o blizszy
        kontakt kobiet i mezczyzn, szczegolnie jezeli wyznaja podobne opcje
        swiatopogladowe. i to jest okay. Spotkajmy sie, podyskutujamy a jak czas
        zbraknie to moze i wspolne sniadanko bo dlugasnej rozmowie. Brzmi obiecujaco :-)

        pzdrw

        soso

        • Gość: tad Re: Zrobmy cos przelomowego IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.02, 15:27
          Gość portalu: soso napisał(a):

          > Tak jest, niestety. Nie ma po co organizowac grup porozumienia bo kobiety i
          > mezczyznie to nie palestynczycy i zydzi - przepraszam za male litery ale to
          > tylko z lenistwa.
          > Natomiast o ile lapie dobrze intencje wisienki czeresni to chodzi jej o
          blizszy
          >
          > kontakt kobiet i mezczyzn, szczegolnie jezeli wyznaja podobne opcje
          > swiatopogladowe. i to jest okay. Spotkajmy sie, podyskutujamy a jak czas
          > zbraknie to moze i wspolne sniadanko bo dlugasnej rozmowie. Brzmi
          obiecujaco :-
          > )


          Jako ekspert od feminizmu zwracam uwagę, że propozycja spotkania "ze
          sniadaniem" to oczywisty przykład molestowania seksualnego. A ten uśmieszek na
          końcu - tez mocno dwuznaczny. Wstyd soso!
          >
          > pzdrw
          >
          > soso
          >
      • wisienkaczeresnia Tad, gdzie sa te wrogie plemiona? 07.08.02, 11:59
        Gość portalu: tad napisał(a):

        > wisienkaczeresnia napisała:
        >
        > > Ostatnio w watku "Czy kobiety w Polsce sa solidarne" dyskutujemy z panem
        > > buzz'em o kobiecych grupach, ktorych celem jest wzajemne wspieranie sie
        > > kobiet. Wg mnie oczywiste jest, ze mozemy sie od siebie wiele nauczyc,
        > > posluchac o doswiadczeniach innych-ale o tym mozna poczytac we wspomnianym
        >
        > > watku.
        > > Przyszedl mi do glowy pomysl tworzenia grupy, ktorej czlonkami byli by
        > > mezczyzni i kobiety, pragnacy cos dla siebie nawzajem zrobic. Jezeli
        > > mezczyzni chca cos zaoferowac kobietom a kobiety mezczyznom, dlaczego nie
        > > stworzyc by takiej dzialnosci, ktora by umozliwiala budowe dialogu, wymian
        > e
        > > doswiadczen, uczenie sie faktow na temat drugiej plci.
        > > Wg mnie byloby to przelomowym (a moze takie grupy istnieja juz gdzies w
        > > Polsce) budowaniem mostu pelnego zrozumienia miedzy kobietami a mezczyznam

        Tekst zostawiam, abys mogl mi wskazac to, o co prosze

        > Traktujesz kobiety i mężczyzn jak 2 obce sobie, a nawet wrogie plemiona.
        >Dziwne

        Tad! Gdzie w powyzszym tekscie, albo innych watkach, dopatrzyles sie moich slow
        o jakiejs wrogosci k vs m, o przeciwnych sobie grupach?
        To jest dopiero ciekawostka. Dobrze jest sie czasem dowiedziec o sobie
        (napisales: "traktujesz"-to o mnie)czegos nowego.
        Tad! Prosze, nie doszukuj sie drugiego dna w wypowiedziach kontrdyskutantek,
        nie czytaj miedzy wierszami. To ulatwi nam "czysta" dyskusje, pozbawiona
        niepotrzebnych meandrow.

        pozdrawiam, wisienka
    • Gość: zula zapisuję się IP: *.leased-02.binet.pl 05.08.02, 08:50
      to b. dobry pomysł- rozumiem, ze jest nie na rekę części uczestników forum,
      którzy wolą się kłócić dla sportu (obu płci of course), ale pomijając ich na
      pewno znajdą się tacy, ktorzy chca dialogu. zapisuję się do klubu!

      jak brzmi pierwszy temat naszych dyskusji?

      pozdrawiam
      zula

      • b.u.zz Re: zapisuję się 05.08.02, 14:02
        no ja w sumie tez bym sie zapisal, tylko nie calkiem rozumiem (naprawde! nie
        chce sie klocic :-), co taka grupa miala by robic. jak soso napisal: k i m to
        nie arabowie i zydzi. k i m zyja obok siebie, zyja RAZEM ze soba, tworza
        malzenstwa, rodziny, zespoly w pracy itd.itp. - ciagle sie spotykaja. nie
        wydaje mi sie, ze istnieja jakies tajemnice (ale moze sie myle?), ktore mozemy
        sobie nawzajem wyjawic.
        w sumie jednak - jestem za! dyskutujmy i badzmy razem ;-)
        pozdrowienia
        b.
    • zlotyrybek Re: Zrobmy cos przelomowego 05.08.02, 20:15
      Każdego dnia w pracy i w domu i w pubie i w restauracji na spotkaniu z
      klientem i na zebraniu - wymienam poglądy, buduje nić porozumienia i uczę się
      ciekawych rzeczy o płci własnej i przeciwnej. W łóżku, w kuchni, w sklepie, w
      samochodzie, w windzie - wszędzie gdzie nie jestem sama wymieniam się
      doświadczeniami.
      I tu na forum też.

      Błagam, nie kolejna nasiadówka :)

      Pozdrawiam

      P.S. tzw. wysoka inteligencja emocjonalna.
    • Gość: Maciej Re: Zrobmy cos przelomowego IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.02, 22:51
      Ciekawa propozycja, ale co w tym przełomowego? Mam matkę, (oczywiście płci
      żeńskiej), siostrę, żonę, córkę, kilka przyjaciółek i koleżanek - osoby, z
      którymi od lat "wymieniam doświadczenia". Jaki tu miałby byc dla mnie przełom?
      Pozdr. -
      • wisienkaczeresnia Nasiadowe czas rozpoczac 06.08.02, 00:06
        Gość portalu: Maciej napisał(a):

        > Ciekawa propozycja, ale co w tym przełomowego? Mam matkę, (oczywiście płci
        > żeńskiej), siostrę, żonę, córkę, kilka przyjaciółek i koleżanek - osoby, z
        > którymi od lat "wymieniam doświadczenia". Jaki tu miałby byc dla mnie przełom?
        > Pozdr. -

        W watku zastanawialam sie nad tym, czy takie grupy juz istnieja w Polsce.
        Dwoch dyskutantow przyznalo sie do nieoficjalnego, oczywistego uczestnictwa w
        wymianie doswiadczen miedzy nimi a kobietami. Zapewne takich mezczyzn jest
        wiecej, wiec chwala Bogu- nie jest tak zle. Jest nawet bombowo, jezeli dzieki
        tym codziennym relacjom kobiety i mezczyzni maja dla siebie wiecej zrozumienia,
        empatii i maja ochote na "eksplorowanie" coraz bardziej "znanego", ktorym jest
        spojrzenie na swiat "z drugiej strony".
        Wydaje mi sie, ze te osiagniecia moglyby stac sie celami takiej mesko-damskiej
        grupy.
        Moze taka nieformalna "grupa" stalaby sie odskocznia od zacieklych konfliktow
        ideologicznych obecnych na forum, toczonych dniem i noca, dla utrzymania dusz w
        ciaglej gotowowsci do walki z przeciwnikiem.
        Ja juz nie mam ochoty na spory, ktore do niczego nie prowadza, bo druga strona
        nie zdaje sie wcale rozwazac moich arumentow, zamiast czego pracuje jedynie nad
        ich podwazaniem. Ja tez nie raz wpadam w te pulapke, ktora szykuje forum. Mea
        culpa!
        Fajnie byloby, gdyby kobiety, ktore mowia o rownych szansach dla siebie w
        spoleczenstwie, mogly byc spokojnie wysluchane i zrozumiane.
        Jezeli mezczyzni maja jakies trudnosci z zaakceptowaniem przypisanych im
        spolecznych rol, rowniez mogliby sie wypowiedziec i byc moze wspolnie z
        kobietami, jezeli mieli by na to ochote, ustalic taki "plan dzialania", ktory
        wyemancypowalby rowniez mezczyzn.

        Jaki moze byc pierwszy temat "nasiadowy"? Proponuje wlasnie emancypacje
        mezczyzn.
        O naszej emancypacji napisalysmy juz wiele, a przeciez mozliwe jest jest, ze
        mezczyzni nie czuja sie dobrze w patriarchalnej skorze i maja ochote na jakies
        zmiany w jej "budowie"?! Skoro my sie emancypujemy i jest nam z tym lzej, moze
        i oni odrzuca stan pat.?
        Co o tym myslicie? wisienka

        • Gość: Kati Re: Nasiadowe czas rozpoczac IP: 2.4.STABLE* 06.08.02, 01:01
          Pomysl super :) Ja tez sie zapisuje :-) Popieram calkowicie idee, szczegolnie
          dlatego, ze moim celem (jako tej jak sie domyslam "zaciekle" broniacej swoich
          pogladow) nigdy nie bylo tworzenie nowych barier, podkrecanie wrogosci i
          dokladanie cegielek do muru niezrozumienia pomiedzy dwoma (jedynymi!) rodzajami
          ludzkosci. Wrecz przeciwnie. Przyznaje, ze od mezczyzn (o nich) wiele sie ucze
          na co dzien. Takze w organizacjach kobiecych i grupach wymiany mysli
          feministycznej "meski" punkt widzenia jest b. inspirujacy i pomocny. I
          najwazniejsze jest wlasnie pozbycie sie wrogich uprzedzen.
          Wisienko-Czeresnio powiem jeszcze cos nt. "zacieklych sporow" i "utrzymywania
          sie w ciaglej gotowosci do walki": warto zauwazyc, ze walka ta (ty to tak
          nazwalas) odbywa sie pomiedzy ludzmi popierajacymi idee feminizmu a ludzmi
          zdecydowanie sie z nimi sprzeciwiajacymi, nie zas na linii kobiety/mezczyzni. I
          warto to podkreslic.

          A teraz zaczynam na temat:)
          Emancypacja M pewnie dzieje sie jednoczesnie i adekwatnie z emanycpacja K- tam
          gdzie nas jest mniej w domu, a wiecej w sferze publicznej, tam z koniecznosci M
          musi byc w domu wiecej. Mysle ze takie "przymusowe" np. godziny "tacierzynskie"
          robia wiele dobrego samym tatusiom, no i rzecz jasna dzieciom. Kto wie, czy
          gdyby nie pewnego rodzaju rewolucja socjologiczna wyzwalajaca kobiety od
          pelnoetatowego rodzicielstwa, nie byloby w ogole wiadomo, ze dziecku potrzebny
          jest kontakt z obojgiem rodzicow. I moze sami zainteresowani M tez by sie o
          wartosci rodzicielstwa nie dowiedzieli?
          A jednak z moich obserwacji wynika, ze M mniej energicznie chca sie wyzwalac.
          Sa bardziej leniwi? Boja sie nowego? Majac w pamieci tezy Fromma z "Ucieczki od
          wolnosci" mozna powiedziec, ze ludzkosci do twarzy z ograniczeniami,
          z "szufladkami", ze standardami i gotowymi odpowiedziami, bo ze swojska niewola
          latwiej. A buntuja sie tylko nastolatki.

          Pozdrawiam,
          Kati


          • wisienkaczeresnia Godziny tacierzynskie 06.08.02, 15:48
            Gość portalu: Kati napisał(a):

            > Pomysl super :) Ja tez sie zapisuje :-)

            Ciesze sie ;-)

            Popieram calkowicie idee, szczegolnie
            > dlatego, ze moim celem (jako tej jak sie domyslam "zaciekle" broniacej swoich
            > pogladow) nigdy nie bylo tworzenie nowych barier, podkrecanie wrogosci i
            > dokladanie cegielek do muru niezrozumienia pomiedzy dwoma (jedynymi!)
            rodzajami

            Bomba! O to wlasnie mi chodzilo. Moze w ramach Nasiadowy, uda nam sie zapomniec
            o tym, ze musimy "zaciekle walczyc" w obronie tego, co jest dla nas wazne.
            Taki maly, cichy kacik...gdzie w ludzie w spokoju rozmawiaja?!


            > Wisienko-Czeresnio powiem jeszcze cos nt. "zacieklych sporow" i "utrzymywania
            > sie w ciaglej gotowosci do walki": warto zauwazyc, ze walka ta (ty to tak
            > nazwalas) odbywa sie pomiedzy ludzmi popierajacymi idee feminizmu a ludzmi
            > zdecydowanie sie z nimi sprzeciwiajacymi, nie zas na linii kobiety/mezczyzni.
            I warto to podkreslic.

            OK, podkreslmy to ;-)

            Piszac o sporach na forum, mialam na mysli rowniez inne, najrozniejsze fora GW
            i watki, w ramach ktorych dyskutanci czasem robia sobie wzajemnie "kuku".

            Zgadzam sie z tym, co napisalas o rewolucji socjologicznej, dzieki, ktorej
            zauwazono dobro wyplywajace z kontaktow dziecka z obojgiem rodzicow.
            Wczoraj rozmawialam o tym z kolezanka. Ona sama uwaza, ze kobieta z natury ma
            inne "zadania" niz mezczyzna, ze nie powinna zajmowac sie praca w zbyt duzym
            wymiarze, poniewaz to zaszkodzi jej kontaktom z dziecmi, ktore ucierpia
            najbardziej na karierze matki. Kiedy zapytalam ja o to, dlaczego nie
            zastanawiamy sie tak czesto nad tym, jakie efekty ma to, ze taty nie ma wdomu
            calymi dniami, zareagowala w taki sposob, jakby nigdy wczesniej sie nad tym nie
            zastanawiala. Mimo tego, ze studiuje ona pedagogike spoleczna i jest to dla
            niej oczywiste, ze obecnosc matki i ojca jest rownie wazna dla dziecka.
            Jestem teraz od kilku miesiecy w Niemczech i co mnie przyjemnie zaskoczylo to,
            to, ze na ulicach widze wielu ojcow spacerujacych ze swoimi malymi dziecmi,
            robiacych zakupy z dzieckiem na nosidelkach czy w wozku. Takze w telewizyjnych
            reklamach czesto pokazywani sa ojcowie zajmujacy sie dzieckiem, a w poblizu nie
            ma mamy-moze akurat jest w pracy?
            Kobiety rowniez czesto posadzane sa o "swojska niewole". O to, ze skarzymy sie,
            na to jakie jestesmy skrzywdzone przez mezczyzn ograniczajacych nasze szanse,
            ze zalamujemy rece.
            Mozemy dyskutowac i mowic o tym, jak jest. Mozemy tez nie zwazac na
            ograniczajace nas czanniki i komentarze przeciwnikow naszego fem.myslenia i po
            prostu "robic swoje". Ale czy to jest mozliwe bez ciaglej dyskusji,
            manifestacji, przekonywania do naszych racji. Czy musimy czekac, az zostana one
            uznane za wlasciwe i sensowne, czy moze powinnysmy ukrasc od zycia i swiata to,
            czego nam potrzeba?

            A wracajac do watku niebuntujacych sie mezczyzn: na Twoje otwarte pytania o
            przyczyny spowolninia emancypacji mezczyzn, moga odpowiedziec oni.
            Ja rowniez chetnie dowiem sie, jak wyglada to z ich strony, co sadza o
            godzinach tacierzynskich, o dzieleniu sie "domem" z pracujaca partnerka.
            Moj przyjaciel stwierdzil kilka tygodni temu, ze nie mialby nic przeciwko temu,
            aby jego zona pracowala i zarabiala pieniadze, a on tymczasem zajmowalby sie
            domem i dziecmi.

            Emancypacja mezczyzn to jednak nie tylko przekonanie sie do dzielenia
            obowiazkow rodzinnych z partnerka. Wydaje mi sie, ze jest to tez odrzucenie rol
            spolecznych, przypisujacych mezczyznie takie cechy jak: twardosc,
            nieustepliwosc, panowanie nad emocjami, nieokazywanie uczuc, sila, meskosc.
            Moze M sa zmeczni dopasowywaniem sie do tych spolecznych wzorcow, ktore moga
            ograniczac ich zyciowa ekspresje. Moze w chwilach kryzysu maja chec do placzu,
            smutku, zalu i okazania wszyszkich tych uczuc, ale nauczono ich, ze mezczyzna
            nie poddaje sie, daje nikomu do zrozumienia, ze bywa slaby. Czy mezczyzna chce
            walczyc?

            pozdrawiam, Wisienka
            • Gość: Kati Re: Godziny tacierzynskie IP: 2.4.STABLE* 06.08.02, 17:49
              wisienkaczeresnia napisała:

              > Mozemy dyskutowac i mowic o tym, jak jest. Mozemy tez nie zwazac na
              > ograniczajace nas czynniki i komentarze przeciwnikow naszego fem.myslenia i
              > po prostu "robic swoje". Ale czy to jest mozliwe bez ciaglej dyskusji,
              > manifestacji, przekonywania do naszych racji. Czy musimy czekac, az zostana
              > one uznane za wlasciwe i sensowne, czy moze powinnysmy ukrasc od zycia i
              > swiata to, czego nam potrzeba?

              To jest bardzo wazne pytanie. Z jednej strony trudno jest (bo cierpliwosci
              czesto brak) trwac caly czas na stanowisku "objasniacza" podstawowych prawd na
              temat fem. i wciaz spierac sie z tymi samymi nudnymi zarzutami. Pozostaje, jak
              radzi Agnieszka Graff, ziewnac sobie rozdzierajaco. Ale, z drugiej
              strony, "robic swoje" nie zwazajac na reszte swiata, to tak jak grac w szachy
              samemu ze soba i hucznie swietowac kazde zwyciestwo. Warto zatem dzialac,
              rozmawiac, pozostawac otwartym, laczyc sily, szukac porozumienia nawet tam,
              gdzie pozornie "wspolnego miejsca" nie ma. Dlatego ten malutki watek tutaj na
              forum jest swietna sprawa i mam nadzieje, ze przynajmniej on bedzie wolny od
              uprzedzen z jakimi spotykamy sie wszedzie "na zewnatrz" wymawiajac straszne
              slowo na "f".

              (...)
              > Emancypacja mezczyzn to jednak nie tylko przekonanie sie do dzielenia
              > obowiazkow rodzinnych z partnerka. Wydaje mi sie, ze jest to tez odrzucenie
              rol
              >
              > spolecznych, przypisujacych mezczyznie takie cechy jak: twardosc,
              > nieustepliwosc, panowanie nad emocjami, nieokazywanie uczuc, sila, meskosc.
              > Moze M sa zmeczni dopasowywaniem sie do tych spolecznych wzorcow, ktore moga
              > ograniczac ich zyciowa ekspresje. Moze w chwilach kryzysu maja chec do
              placzu,
              > smutku, zalu i okazania wszyszkich tych uczuc, ale nauczono ich, ze mezczyzna
              > nie poddaje sie, daje nikomu do zrozumienia, ze bywa slaby. Czy mezczyzna
              chce
              > walczyc?

              Oczywiscie masz racje, wlasnie w tym rzecz. Przyklad z rodzicielstwem byl po
              prostu pierwszy z brzegu, a ja czekalam az jakis meski glos dopowie reszte :-)
              Czteroletni synek moich znajomych lubi bawic sie lalkami razem ze swoja starsza
              o dwa lata siostra, razem lubia tez budowac z klockow garaze dla samochodzikow.
              Wiadomo, ze to on (bo mlodszy) czesciej przybiega do rodzicow z placzem, a ona
              (bo starsza) potrafi wspiac sie na drzewo w ich ogrodku, wiec zwykle ma wiecej
              siniakow i zadrapan (i raczej zadko ubierana jest w sukienki:-) Dzieci te bawia
              sie stosownie do wieku i do upodoban, zachowuja sie zgodnie ze swoim
              temperamentem, i nikt nie blokuje im mozliwosci swobodnego rozwoju ani nie
              broni w okazywaniu swoich uczuc. Maja wielkie szczescie, bo ich rodzice nie
              przejmuja sie stereotypami na temat plci. Niestety, "reszta swiata" zweryfikuje
              madrosc rodzicow i wyjasni dzieciom, kiedy juz troche podrosna, jak wyglada i
              zachowuje sie 'prawdziwa kobieta' i 'prawdziwy mezczyzna'. Beda mialy niezly
              orzech do zgryzienia.

              pzdr,
              Kati
              • Gość: tad Re: Godziny tacierzynskie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.02, 18:26
                Gość portalu: Kati napisał(a):

                > wisienkaczeresnia napisała:
                >
                > > Mozemy dyskutowac i mowic o tym, jak jest. Mozemy tez nie zwazac na
                > > ograniczajace nas czynniki i komentarze przeciwnikow naszego fem.myslenia
                > i
                > > po prostu "robic swoje". Ale czy to jest mozliwe bez ciaglej dyskusji,
                > > manifestacji, przekonywania do naszych racji. Czy musimy czekac, az zostan
                > a
                > > one uznane za wlasciwe i sensowne, czy moze powinnysmy ukrasc od zycia i
                > > swiata to, czego nam potrzeba?
                >
                > To jest bardzo wazne pytanie. Z jednej strony trudno jest (bo cierpliwosci
                > czesto brak) trwac caly czas na stanowisku "objasniacza" podstawowych prawd
                na
                > temat fem. i wciaz spierac sie z tymi samymi nudnymi zarzutami. Pozostaje,
                jak
                > radzi Agnieszka Graff, ziewnac sobie rozdzierajaco. Ale, z drugiej
                > strony, "robic swoje" nie zwazajac na reszte swiata, to tak jak grac w szachy
                > samemu ze soba i hucznie swietowac kazde zwyciestwo. Warto zatem dzialac,
                > rozmawiac, pozostawac otwartym, laczyc sily, szukac porozumienia nawet tam,
                > gdzie pozornie "wspolnego miejsca" nie ma. Dlatego ten malutki watek tutaj na
                > forum jest swietna sprawa i mam nadzieje, ze przynajmniej on bedzie wolny od
                > uprzedzen z jakimi spotykamy sie wszedzie "na zewnatrz" wymawiajac straszne
                > slowo na "f".
                >
                > (...)
                > > Emancypacja mezczyzn to jednak nie tylko przekonanie sie do dzielenia
                > > obowiazkow rodzinnych z partnerka. Wydaje mi sie, ze jest to tez odrzuceni
                > e
                > rol
                > >
                > > spolecznych, przypisujacych mezczyznie takie cechy jak: twardosc,
                > > nieustepliwosc, panowanie nad emocjami, nieokazywanie uczuc, sila, meskosc
                > .
                > > Moze M sa zmeczni dopasowywaniem sie do tych spolecznych wzorcow, ktore mo
                > ga
                > > ograniczac ich zyciowa ekspresje. Moze w chwilach kryzysu maja chec do
                > placzu,
                > > smutku, zalu i okazania wszyszkich tych uczuc, ale nauczono ich, ze mezczy
                > zna
                > > nie poddaje sie, daje nikomu do zrozumienia, ze bywa slaby. Czy mezczyzna
                > chce
                > > walczyc?
                >
                > Oczywiscie masz racje, wlasnie w tym rzecz. Przyklad z rodzicielstwem byl po
                > prostu pierwszy z brzegu, a ja czekalam az jakis meski glos dopowie reszte :-
                )
                > Czteroletni synek moich znajomych lubi bawic sie lalkami razem ze swoja
                starsza
                >
                > o dwa lata siostra, razem lubia tez budowac z klockow garaze dla
                samochodzikow.
                >
                > Wiadomo, ze to on (bo mlodszy) czesciej przybiega do rodzicow z placzem, a
                ona
                > (bo starsza) potrafi wspiac sie na drzewo w ich ogrodku, wiec zwykle ma
                wiecej
                > siniakow i zadrapan (i raczej zadko ubierana jest w sukienki:-) Dzieci te
                bawia
                >
                > sie stosownie do wieku i do upodoban, zachowuja sie zgodnie ze swoim
                > temperamentem, i nikt nie blokuje im mozliwosci swobodnego rozwoju ani nie
                > broni w okazywaniu swoich uczuc. Maja wielkie szczescie, bo ich rodzice nie
                > przejmuja sie stereotypami na temat plci. Niestety, "reszta swiata"
                zweryfikuje
                >
                > madrosc rodzicow i wyjasni dzieciom, kiedy juz troche podrosna, jak wyglada i
                > zachowuje sie 'prawdziwa kobieta' i 'prawdziwy mezczyzna'. Beda mialy niezly
                > orzech do zgryzienia.
                >
                > pzdr,
                > Kati

                No właśnie - miała to być inna rozmowa , a znowu mamy feminizm, Agnieszkę
                Graff, i to okropne społeczeństwo wtłaczające w stereotypy. Jak pisałem -
                feministki nie mogą rozmawiać nieidologicznie.
                • wisienkaczeresnia Watek lagodny ideologicznie 07.08.02, 10:46
                  Gość portalu: tad napisał(a):


                  >
                  > No właśnie - miała to być inna rozmowa , a znowu mamy feminizm, Agnieszkę
                  > Graff, i to okropne społeczeństwo wtłaczające w stereotypy. Jak pisałem -
                  > feministki nie mogą rozmawiać nieidologicznie.

                  Kochany Panie Tad!

                  Prosze przylaczyc sie do dyskusji, dorzucic SWOJE obserwacje, przemyslenia
                  dotyczyce zaproponowanego tematu.
                  Wtedy bedzie to "inna rozmowa", jak Pan to okreslil.
                  Wydaje mi sie, ze w tym watku jest bardzo lagodnie ideologicznie, za sprawa obu
                  stron-mezczyzn i kobiet.

                  pozdrawiam, wisienka
          • wisienkaczeresnia Godziny tacierzynskie 06.08.02, 15:50
            Gość portalu: Kati napisał(a):

            > Pomysl super :) Ja tez sie zapisuje :-)

            Ciesze sie ;-)

            Popieram calkowicie idee, szczegolnie
            > dlatego, ze moim celem (jako tej jak sie domyslam "zaciekle" broniacej swoich
            > pogladow) nigdy nie bylo tworzenie nowych barier, podkrecanie wrogosci i
            > dokladanie cegielek do muru niezrozumienia pomiedzy dwoma (jedynymi!)
            rodzajami

            Bomba! O to wlasnie mi chodzilo. Moze w ramach Nasiadowy, uda nam sie zapomniec
            o tym, ze musimy "zaciekle walczyc" w obronie tego, co jest dla nas wazne.
            Taki maly, cichy kacik...gdzie w ludzie w spokoju rozmawiaja?!


            > Wisienko-Czeresnio powiem jeszcze cos nt. "zacieklych sporow" i "utrzymywania
            > sie w ciaglej gotowosci do walki": warto zauwazyc, ze walka ta (ty to tak
            > nazwalas) odbywa sie pomiedzy ludzmi popierajacymi idee feminizmu a ludzmi
            > zdecydowanie sie z nimi sprzeciwiajacymi, nie zas na linii kobiety/mezczyzni.
            I warto to podkreslic.

            OK, podkreslmy to ;-)

            Piszac o sporach na forum, mialam na mysli rowniez inne, n
          • Gość: zula mój trochę chaotyczny, poranny post... IP: 2.4.STABLE* / 192.168.17.* 07.08.02, 09:46
            hej

            dzisiaj spojrzę na problem z innej strony...właściwie ewolucja przebiegała po
            linii cierpienie\ brak cierpienia, więc to co nas ukształtowało, to pragnienie
            ucieczki od nieprzyjemności. feminizm zakłada, że kobieta z racji swojej płci
            bierze na swoje barki znacznie więcej bólu niż mężczyzna, lub odwrotnie:
            mężczyźnie dane jest w życiu więcej przyjemności niż kobiecie- bo jest to
            przyjemność z wolności wyboru- i ciąża i jej konsekwencje zaledwie symbolizują
            tę postawę. w procesie tworzenia nowego życia mężczyzna ważny jest bezpośrednio
            w momencie zapłodnienia, pośrednio ważny jest: a) przez kolejne kilka miesięcy-
            gdyż kobieta w ciąży wymaga pewnej opieki- ale osobą opiekującą się nią nie
            musi być mężczyzna b) od momentu poczęcia- wtedy de facto staje się ojcem, ale
            przecież również nie musi. właściwie może w każdej chwili zrezygnować. kobieta
            nie może zrezygnwać. może zrezygnować z macierzyństwa oddając dziecko do
            adopcji. no ale to decyzja tragiczna. ona spędziła z dzieckiem 9 miesięcy. on
            obserwował brzuch, albo nie obserwował- bo może nie chciał albo miał lepsze
            zajęcie albo się rozmyślił albo cośtam jeszcze... to są 2 różne perspektywy.
            myślę, że mężczyźnie trudniej zrozumieć, że dziecko jest w równym stopniu jego,
            co matki dziecka. skoro natura ją wybrała do tej zaszczytnej funkcji- a on jest
            poniekąd zbędny...na planete leciał taki film o ojcach oczekujących potomka
            przed salą porodową, albo niektórzy w sali...i oni cieszyli się, ale też czuli
            bezsilni...tzn kobieta rodzi, cierpi, a oni nie mają na to żadnego wpływu...nie
            mogą pocierpieć z nią, mogą być tylko świadkami tych narodzin. nie wiem, czy
            dobrze to sobie wymysliłam, myślę, że tak może być- ojcowie są od początku
            mniej zaangażowani w dziecko- taki był wybór natury- i to ich deprecjonuje.
            kobieta zyskuje przez poród, macierzyństwo- "jej byt przrekracza sam siebie".
            wydaje mi się wręcz, ze to macierzyństwo cały czas prześladuje kobietę- to ona
            odpowiedzialna jest za więzi emocjonalne, to na nią przerzucona jest cała
            uczuciowość tego świata- mężczyzźnie nie przystoi. mężczyzna ma być
            niewzruszony, chłodny, opanowany- bo inaczej jest niepoważnym partnerem w
            interesach. ta polaryzacja nie dotyczy tylko procesu ciąży: ona dotyczy
            wszystkich sfer życia: kobieta do więzi i uczuć. mężczzyna do pieniędzy i
            władzy. nie mówię, że mężczyzźni nie cierpią. cierpią po cichu (to żadna
            nowość). kobiety godzą się ze spektrum swoich doznań- mogą cieszyć się płacząc,
            smucić płacząc, wyrażać siebie, przytulać się do kogo zechcą, malować i ubierać
            w zależności od nastroju. i przyznanie sie do tej ekspresji sprawia, że kobieta
            traktowana jest jak ktoś niestały i niepoważny. biologii było na rękę
            stworzenie płci odpowiedzialnej za dzieci i emocje, i płci- wyrobnika-
            zapładniacza. ale kobieta będąc właśnie bardziej świadoma swego bólu, idzie o
            krok dalej. i to, czy mężczyzna będzie towarzyszył jej na zasadach partnerstwa
            zależy już tylko od mężczzyny. albo będzie nadal w swojej miłej małej niszy,
            albo doceni kobietę, doceni, że całą codzienność, to że ma czysto w pracy, ma
            co zjeść, ma gdzie wrócić- jest mu dane li tylko dzięki nam. mężczyzna ma wpływ
            na życie, na codzienność i nie należy się tego wypierać ani rezygnować z tego.
            ojcostwo czy ugotowanie obiadu nie jest dopustem bożym- jest właśnie tym, co
            świadczy o jakości naszego życia. jest gruntem, który daje podstawę pod resztę
            naszej aktywności.
            • Gość: tad Re: mój trochę chaotyczny, poranny post... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.02, 19:12
              Gość portalu: zula napisał(a):
              > dzisiaj spojrzę na problem z innej strony...właściwie ewolucja przebiegała po
              > linii cierpienie\ brak cierpienia, więc to co nas ukształtowało, to
              >pragnienie ucieczki od nieprzyjemności. feminizm zakłada, że kobieta z racji
              >swojej płci bierze na swoje barki znacznie więcej bólu niż mężczyzna, lub
              >odwrotnie: mężczyźnie dane jest w życiu więcej przyjemności niż kobiecie- bo
              >jest to przyjemność z wolności wyboru- i ciąża i jej konsekwencje zaledwie
              >symbolizują tę postawę.

              "Ciąża i jej konsekwencje" to zaledwie symbol pewnej postawy. Duże odkrycie!
              Dla mnie jesteś kandydatką do "Nike" w przyszłym roku. W tym musisz utąpić pani
              Graff.

              >w procesie tworzenia nowego życia mężczyzna ważny jest bezpośrednio
              >w momencie zapłodnienia, pośrednio ważny jest: a) przez kolejne kilka miesięcy-
              > gdyż kobieta w ciąży wymaga pewnej opieki- ale osobą opiekującą się nią nie
              > musi być mężczyzna b) od momentu poczęcia- wtedy de facto staje się ojcem,
              >ale przecież również nie musi. właściwie może w każdej chwili zrezygnować.

              Mężczyzna nie musi od momentu poczęcie być ojcem? Może zrezygnować? Genialne!
              Wszyscy unikający płacenia alimentów Cię ozłocą!

              >kobieta nie może zrezygnwać. może zrezygnować z macierzyństwa oddając dziecko
              >do adopcji. no ale to decyzja tragiczna. ona spędziła z dzieckiem 9 miesięcy.
              >on obserwował brzuch, albo nie obserwował- bo może nie chciał albo miał lepsze
              > zajęcie albo się rozmyślił albo cośtam jeszcze... to są 2 różne perspektywy.
              > myślę, że mężczyźnie trudniej zrozumieć, że dziecko jest w równym stopniu
              >jego,co matki dziecka. skoro natura ją wybrała do tej zaszczytnej funkcji- a
              >on jest poniekąd zbędny...

              Bardzo dobrze. Świetna ideologia. Mężczyzna jest potrzebny do zapłodnienia -
              potem jest "poniekąd" zbędny. Zapewne wielu mężczyzn chętnie ograniczłoby się
              tylko do zapładniania, a potem "rezygnowalo z ojcostwa" ale - czy to podobałoby
              sie kobietom?

              na planete leciał taki film o ojcach oczekujących potomka
              > przed salą porodową, albo niektórzy w sali...i oni cieszyli się, ale też
              czuli
              > bezsilni...tzn kobieta rodzi, cierpi, a oni nie mają na to żadnego
              >wpływu...niemogą pocierpieć z nią, mogą być tylko świadkami tych narodzin. nie
              >wiem, czy dobrze to sobie wymysliłam, myślę, że tak może być- ojcowie są od
              początku
              > mniej zaangażowani w dziecko- taki był wybór natury- i to ich deprecjonuje.
              > kobieta zyskuje przez poród, macierzyństwo- "jej byt przrekracza sam
              siebie".
              > wydaje mi się wręcz, ze to macierzyństwo cały czas prześladuje kobietę- to
              ona
              > odpowiedzialna jest za więzi emocjonalne, to na nią przerzucona jest cała
              > uczuciowość tego świata- mężczyzźnie nie przystoi. mężczyzna ma być
              > niewzruszony, chłodny, opanowany- bo inaczej jest niepoważnym partnerem w
              > interesach. ta polaryzacja nie dotyczy tylko procesu ciąży: ona dotyczy
              > wszystkich sfer życia: kobieta do więzi i uczuć. mężczzyna do pieniędzy i
              > władzy. nie mówię, że mężczyzźni nie cierpią. cierpią po cichu (to żadna
              > nowość). kobiety godzą się ze spektrum swoich doznań- mogą cieszyć się
              płacząc,smucić płacząc, wyrażać siebie, przytulać się do kogo zechcą, malować i
              ubierać
              >w zależności od nastroju. i przyznanie sie do tej ekspresji sprawia, że kobieta
              >traktowana jest jak ktoś niestały i niepoważny. biologii było na rękę
              > stworzenie płci odpowiedzialnej za dzieci i emocje, i płci- wyrobnika-
              > zapładniacza. ale kobieta będąc właśnie bardziej świadoma swego bólu, idzie o
              > krok dalej. i to, czy mężczyzna będzie towarzyszył jej na zasadach
              >partnerstwa zależy już tylko od mężczzyny. albo będzie nadal w swojej miłej
              >małej niszy, albo doceni kobietę, doceni, że całą codzienność, to że ma czysto
              >w pracy, ma
              > co zjeść, ma gdzie wrócić- jest mu dane li tylko dzięki nam. mężczyzna ma
              wpływ
              >
              > na życie, na codzienność i nie należy się tego wypierać ani rezygnować z
              tego.
              > ojcostwo czy ugotowanie obiadu nie jest dopustem bożym- jest właśnie tym, co
              > świadczy o jakości naszego życia. jest gruntem, który daje podstawę pod
              resztę
              > naszej aktywności.

              Dobrze, a jak to wszystko ma się do tego, co pisano tu o nieistnieniu instynktu
              macierzyńskiego i o wmawianiu owego instynktu kobietom przez "system"?
              • Gość: zula Re: mój trochę chaotyczny, poranny post... IP: 2.4.STABLE* / 192.168.17.* 08.08.02, 00:09
                > "Ciąża i jej konsekwencje" to zaledwie symbol pewnej postawy. Duże odkrycie!
                > Dla mnie jesteś kandydatką do "Nike" w przyszłym roku. W tym musisz utąpić
                pani Graff.

                niestety nie jesteś w jury.

                > Mężczyzna nie musi od momentu poczęcie być ojcem? Może zrezygnować? Genialne!
                > Wszyscy unikający płacenia alimentów Cię ozłocą!

                nie o to chodzi! kobieta nie może 'zostawić' brzucha w domu i iść do kina lub
                na całonocne party. przez kilka ostatnich miesięcy jest dosłownie 'uwiązana'!
                chocby nawet b. chciała, nie może zapomnieć, że jest w ciąży, nie może patrzeć
                na świat z perspektywy innej niż przez gigantyczny brzuch. i to ani dobrze ani
                źle- tak po prostu jest. również tak po prostu jest że mężczyzna nie dzwiga
                wszędzie w swoim brzuchu potomka, przez co łatwiej jest mu przejść przez ciążę-
                etap kreacji jest fizycznie poza nim.

                > Bardzo dobrze. Świetna ideologia. Mężczyzna jest potrzebny do zapłodnienia -
                > potem jest "poniekąd" zbędny.

                nie, nie o tym piszę. piszę, powtarzam, że kobieta od początku jest bardziej
                zaangażowana w dziecko- tak skonstruowano mój brzuch, żeby mogło się w nim
                stworzyć dziecko- to jest mi dane przez naturę. tobie nie jest to dane- sam
                musisz ustosunkować się do sytuacji, zastanowić nad uczuciami, wymyślić siebie
                jako ojca itd. ja jestem postawiona przed faktem ciąży-nawet jeśli sama
                wybieram- mogę pewne jej etapy akceptować bądź nie- ale cały ten proces
                przebiega poza moją wolą. nie mogę powiedzieć- hola, już nie chcę, znudziło mi
                się. myślę, że ta postawa jest właśnie instynktem macierzyńskim- wiem, że
                proces się rozpoczął i wiem, że kiedyś musi się zakończyć.
                mężczyzna nie jest zbędny- ale od początku dostrzega, że macierzyństwo dzieje
                się poza nim, że jest jego świadkiem.

                Zapewne wielu mężczyzn chętnie ograniczłoby się
                > tylko do zapładniania, a potem "rezygnowalo z ojcostwa" ale - czy to
                podobałoby
                >
                > sie kobietom?

                nie mogę decydować za wszystkie kobiety. ja chcę, żeby moje dzieci miały ojca.

                > Dobrze, a jak to wszystko ma się do tego, co pisano tu o nieistnieniu
                instynktu
                >
                > macierzyńskiego i o wmawianiu owego instynktu kobietom przez "system"?

                ja nigdzie nie napisałam, że nie istnieje ów instynkt. uważam, że istnieje
                (vide wątek o macierzyństwie)
        • Gość: tad Re: Nasiadowe czas rozpoczac IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.02, 16:52
          wisienkaczeresnia napisała:
          > W watku zastanawialam sie nad tym, czy takie grupy juz istnieja w Polsce.
          > Dwoch dyskutantow przyznalo sie do nieoficjalnego, oczywistego uczestnictwa w
          > wymianie doswiadczen miedzy nimi a kobietami.
          Po pierwsze po raz kolejny zwracam uwagę, że postrzeganie tutejszych dyskusji
          jako starcia: kobiety - mężczyźni jest naduzyciem. Feministki mają takie samo
          prawo do okrzykiwania się rzecznikami wszystkich kobiet jak np. moja babcia,
          czy nawet ja i Maciej (bo niby czemu nie?). Mamy tu do czynienia z dyskusją:
          feministki - krytycy feminizmu, czy dyskusją o wpływie społeczeństwa i natury
          na ludzi. I tyle. Po drugie - zdanie: "dwóch dyskutantów PRZYZNAŁO się do
          NIEOFICJALNEGO....itd" jest strasznie zabawne i chciałem podzękować za nie
          autorce, po trzecie - złotorybek jest kobietą.

          >Zapewne takich mezczyzn jest wiecej, wiec chwala Bogu- nie jest tak zle.

          Zapewne wielu mężczyzn "nieoficjalnie wymienia doświadczenia z kobietami",
          jednak nie wszyscy się do tego "przyznają". Zwłaszcza ci żonaci, mają opory, by
          przyznawać się żonom.

          >Moze taka nieformalna "grupa" stalaby sie odskocznia od zacieklych konfliktow
          >ideologicznych obecnych na forum, toczonych dniem i >noca, dla utrzymania dusz
          >wciaglej gotowowsci do walki z przeciwnikiem.

          Feminizm jest ideologią, ideologie wywołują konflikty ideologiczne. To nie do
          uniknięcia - jesli jakaś ideologia umieszcza mnie w ten czy inny sposób w swoim
          spektrum, nie ma nic dziwnego w tym, że w ten czy inny sposób się do tego
          odnoszę. Jesli nie zgadzam się z założeniami tej ideologi - odnoszę się do niej
          krytycznie.

          > Ja juz nie mam ochoty na spory, ktore do niczego nie prowadza, bo druga
          >strona nie zdaje sie wcale rozwazac moich arumentow, zamiast czego pracuje
          >jedynie nadich podwazaniem. Ja tez nie raz wpadam w te pulapke, ktora szykuje
          >forum. Mea culpa!

          By podważyć trzeba wpierw rozważyć, inaczej takie podważenie nie jest wiele
          warte i łatwo je podważyć.

          > Fajnie byloby, gdyby kobiety, ktore mowia o rownych szansach dla siebie w
          > spoleczenstwie, mogly byc spokojnie wysluchane i zrozumiane.

          Tutaj są spokojnie wysłuchiwane i rozumiane, tyle, że wysłuchać i rozumieć nie
          znaczy jeszcze - zgadzać się. Jak mogę zgodzić się z czyms co mogę podwazyć?

          > Jezeli mezczyzni maja jakies trudnosci z zaakceptowaniem przypisanych im
          > spolecznych rol, rowniez mogliby sie wypowiedziec i byc moze wspolnie z
          > kobietami, jezeli mieli by na to ochote, ustalic taki "plan dzialania", ktory
          > wyemancypowalby rowniez mezczyzn.

          Trzeba by poszukać takich mężczyzn. Jeśli chodzi o mnie nie mam poczucia, że
          społeczeństwo wtłacza mnie siłą, której nie mógłbym odeprzeć, w jakieś role,
          których nie chciałbym podjąć.

          > Jaki moze byc pierwszy temat "nasiadowy"? Proponuje wlasnie emancypacje
          > mezczyzn. O naszej emancypacji napisalysmy juz wiele, a przeciez mozliwe jest
          >jest, ze mezczyzni nie czuja sie dobrze w patriarchalnej skorze i maja ochote
          >na jakies zmiany w jej "budowie"?! Skoro my sie emancypujemy i jest nam z tym
          >lzej, mozei oni odrzuca stan pat.?
          Proszę nie wyzwalać mnie z mojej skóry. Nie mam na to ochoty. Zwracam też
          uwagę, że podjęcie dyskusji w sposób w jaki proponujesz zakłada wpierw
          przyjęcie feministycznego schematu: żyjemy w opresyjnym patriarchacie z
          którego trzeba/mozna się wyzwolić. Ładnie to tak ustawiać dyskusję?

          > Co o tym myslicie? wisienka

          Oczywiście można porozmawiać o kobiecym i męskim punkcie widzenia (choć zmieni
          to charakter tutejszych dyskusji), ale obawiam może być to klopotliwe dla
          feministek, z tej prostej przyczyny, ze zakłada istnienie "męskiego"
          i "kobiecego" punktu widzenia, a więc istnienia ponadindywidualnych, związanych
          z płcią czynników determinujących nasz sposób postrzegania świata. Mówiąc
          inaczej - zakłada posługiwanie się pewnymi "stereotypami": kobieta postrzega
          (czy ma sklonność do postrzegania) tej czy innej rzeczy w taki a nie inny
          sposób, nie tylko ze względu na swoje pochodzenie, wyksztłcenie itp, ale też ze
          względu na swoją płeć. Bardzo chętnie zgodzę się przyznać, że
          takie "stereotypy" istnieją (tu feministki też się zgodzą, choć pewnie
          dyskutowałyby czy to płeć czy gender), są naturalne, dobre i niezbędne, ale czy
          feministki będą równie skłonne, by posługiwać się "stereotypami", skoro tyle tu
          napisały o konieczności ich zwalczania? Inaczej stawiając sprawę - czy
          feministki są zdolne do dostrzeżenia pozytywnej roli stereotypu kobiecości i
          męśkości? Czy potrafią postrzegać je inaczej niż jako narzędzie przy pomocy
          ktorego patriarchat zniewala kobiety?


          • zlotyrybek Re: Nasiadowe czas rozpoczac 06.08.02, 21:16
            Jestem zaniepokojona.
            Jeśli kobiety maja się emancypować i mężczyźni sie maja emancypować to kto
            będzie odwalał najcięższe roboty ?
            Hola, może nie wszyscy na raz będziemy walczyć o wolność ? Jak to będzie
            wyglądało ? Kobiety zakrzykną : "równe pensje dla kobiet i mężczyzn". I
            mężczyźni też tak zakrzykną. To OK.
            A jeśli padnie postulat " Kobieta nie powinna dźwigać ciężkich toreb z
            zakupami" i mężczyźni tez tak stwierdzą o sobie ( "w końcu nie jesteśmy wołami
            roboczymi!!") to kto mi przyniesie zgrzewkę cukru z bagażnika ???
            A co z postulatem o rodzeniu dzieci ? wiem, wiem. Nie każda kobieta musi
            rodzić dzieci. ALE I NIE KAŻDY MĘŻCZYZNA MUSI TE DZIECI ROBIĆ. Przeciez to
            obraża mężczyzn, że są potrzebni tylko do prokreacji a potem won ! I mężczyźni
            powiedzą : "nie będziemy więcej robić dzieci".
            Mężczyźnie - błagam - nie emancypujcie !!!!!
            PA pa
            • Gość: Kati Re: Nasiadowe czas rozpoczac IP: 2.4.STABLE* 07.08.02, 20:51
              zlotyrybek napisał:

              > Jestem zaniepokojona.
              > Jeśli kobiety maja się emancypować i mężczyźni sie maja emancypować to kto
              > będzie odwalał najcięższe roboty ?

              Wydaje mi sie, ze w "emancypacji" chodzi raczej o wolnosc, o mozliwosc
              dokonywania wyborow. W tym przypadku 'najciezsze roboty odwalac' beda te osoby
              ktore beda uznawaly to za sfere nalezaca do ich 'wolnosci'. I beda
              mogly 'wybrac' te 'najciezsze roboty'.

              > Hola, może nie wszyscy na raz będziemy walczyć o wolność ? Jak to będzie
              > wyglądało ? Kobiety zakrzykną : "równe pensje dla kobiet i mężczyzn". I
              > mężczyźni też tak zakrzykną. To OK.
              > A jeśli padnie postulat " Kobieta nie powinna dźwigać ciężkich toreb z
              > zakupami" i mężczyźni tez tak stwierdzą o sobie ( "w końcu nie jesteśmy
              wołami
              > roboczymi!!") to kto mi przyniesie zgrzewkę cukru z bagażnika ???

              :-)) Ja jeszcze nie slyszalam o postulacie pt. "kobieta nie powinna nosic
              ciezkich toreb" :-)) Moim prywatnym zdaniem ciezarow dzwigac _nie_powinny te
              osoby ktorym mogloby to zdrowotnie zaszkodzic, a nie "kobiety" czy "mezczyzni".
              (Mam szczera nadzieje, ze nie wszyscy tutaj obecni tak absurdalnie rozumieja
              tzw. emancypacje ;)

              > A co z postulatem o rodzeniu dzieci ? wiem, wiem. Nie każda kobieta musi
              > rodzić dzieci. ALE I NIE KAŻDY MĘŻCZYZNA MUSI TE DZIECI ROBIĆ. Przeciez to
              > obraża mężczyzn, że są potrzebni tylko do prokreacji a potem won ! I
              mężczyźni
              > powiedzą : "nie będziemy więcej robić dzieci".

              Tak czy inaczej nawet jak zaden M nie bedzie chcial juz robic dzieci (w Polsce
              i wielu innych krajach te osoby musialyby jednoczesnie calkiem zrezygnowac z
              seksu :-) to zawsze pozostaje nam klonowanie i (uwaga, bbc podalo
              nowinke!) "haploidyzacja". To ostatnie polega na wytworzeniu sztucznego
              plemnika ze zwyklej (nie-rozrodczej) komorki macierzystej (moze byc zenska!)- i
              mozliwosci "plodzenia" dzieci bez udzialu mezczyzny (przez np. dwie biologiczne
              matki). Strach nawet myslec co moze 'wyjsc' z takich eksperymentow :-(
              A tak juz calkiem abstrahujac od tematu: Matka Natura pewnie by sie nie
              zmartwila, gdybysmy tak sobie wszyscy wygineli... :-)

              > Mężczyźnie - błagam - nie emancypujcie !!!!!

              Pozwole sobie w tym miejscu zacytowac Bogdana Białka ze slowa wstepnego do
              sierpniowych "Charakterów" (poświeconych akurat płci- polecam):

              ***Zachodni mnich buddyjski w jednej ze swych ksiazek przytacza taki
              dialog: "Pewna znajoma dama zapytala mnie kiedys: - Mam nadzieje, ze wy, w tym
              waszym zen jestescie za wyzwoleniem kobiet?! -Nie tylko- odparlem - jestesmy za
              calkowitym wyzwoleniem kobiet, ale jestesmy takze za calkowitym wyzwoleniem
              mezczyzn".
              Inny mistrz zen, tym razem wschodni, dodaje: "Nie zwracajcie uwagi na plec. Oto
              cudowne prawo zen".***

              Emancypacja, wolnosc do samostanowienia, mozliwosc podejmowania wyborow i
              szansa zauwazenia w ogole tej mozliwosci... Pamietacie "Edukacje Rity"?
              Dlaczego prosta fryzjerka majaca dom, kochajacego meza i satysfakcjonujaca
              prace, "buntuje sie", po kryjomu bierze srodki anytkoncepcyjne i zapisuje na
              uniwersytet? Bo (jej slowa) chce miec wybor. Chce wiedziec jakie sa INNE
              mozliwosci i WYBRAC. Bo nie chce zyc w jakis tam konkretny sposob, kiedy nie
              jest PEWNA, ze ten sposob jej odpowiada. To jest wlasnie emancypacja. Cos
              najpiekniejszego co moglo jej sie przydarzyc. Dlaczego nie ma sie przydarzyc
              wszystkim ludziom?

              pzdr,
              Kati
              • zlotyrybek Re: Nasiadowe czas rozpoczac 08.08.02, 16:16
                Droga Kati,

                Z utęsknieniem czekam na tych, dla których ciężkie roboty będą wolnością.
                Wolność jest pojęciem utopijnym - każdy z nas jest w jakiś sposób uzależniony
                (a więc nie wolny) albo od innych ludzi, albo od swoich celów. Takie jest życie.
                Bo chyba nie mówimy o wolności "róbta co chceta"?
                • Gość: Kati Re: Nasiadowe czas rozpoczac IP: 2.4.STABLE* 08.08.02, 21:19
                  zlotyrybek napisał:

                  > Droga Kati,
                  >
                  > Z utęsknieniem czekam na tych, dla których ciężkie roboty będą wolnością.
                  > Wolność jest pojęciem utopijnym - każdy z nas jest w jakiś sposób uzależniony
                  > (a więc nie wolny) albo od innych ludzi, albo od swoich celów. Takie jest
                  życie
                  > .
                  > Bo chyba nie mówimy o wolności "róbta co chceta"?

                  Zdecydowanie nie. Wydaje mi sie, ze juz napisalam poprzednio co oznacza wg.
                  mnie wolnosc jaka daje emancypacja.
                  A ja dosyc latwo potrafie wyobrazic sobie czlowieka, dla ktorego wolnoscia
                  (wolnoscia egzystencjalna.. glupie okreslenie, ale narazie nie mam innego) sa
                  wlasnie 'ciezkie roboty' (po prostu praca fizyczna). Znow nasuwa mi sie
                  kontekst filmowy- ogladalas "Five easy pieces" z mlodym Jackiem Nicholsonem?
                  Bohater realizuje swa wolnosc poprzez dokonanie okreslonego wyboru: rezygnuje z
                  dostatniego zycia na wysokim poziomie w roli genialnego pianisty, a wybiera
                  zycie prostego "robola" tudziez (to na koncu) bezdomnego tułacza.
                  Fajnie jest mieć wybór.

                  pzdr.
                  Kati
          • wisienkaczeresnia Lagodnosci ideologicznej ciag dalszy 07.08.02, 11:51
            Gość portalu: tad napisał(a):


            >Feministki mają takie samo
            > prawo do okrzykiwania się rzecznikami wszystkich kobiet jak np. moja babcia,
            > czy nawet ja i Maciej (bo niby czemu nie?). Mamy tu do czynienia z dyskusją:
            > feministki - krytycy feminizmu, czy dyskusją o wpływie społeczeństwa i natury
            > na ludzi. I tyle.

            To "tyle" nie jest wystarczajace. Zaproponuj inny sposob dyskutowania na temat
            feminizmu, niz wlaczajacy watek wplywu spoleczenstwa na ludzi. Bez brania pod
            uwage kwestii socjalizacji, kultury, stereotypow, nie udalo by nam sie wyjsc w
            dyskusji poza hasla, gloszone przez obie strony :feministki i ich krytykow.
            Wspomniany spoleczny wplyw jest tlem, a takze elementem dyskusji na temat
            feminizmu, czy tez wielu innych sporow natury socjologicznej.
            W jaki inny sposob chcesz dyskutowac? Wg mnie inne sposoby sa "nagie".


            > po trzecie - złotorybek jest kobietą.

            Kopernik tez ;-)


            > Zapewne wielu mężczyzn "nieoficjalnie wymienia doświadczenia z kobietami",
            > jednak nie wszyscy się do tego "przyznają". Zwłaszcza ci żonaci, mają opory,
            bo przyznawać się żonom.

            Widze, ze zartownis z Ciebie, a to podobno miala byc dyskusja ideologiczna:

            Feminizm jest ideologią, ideologie wywołują konflikty ideologiczne. To nie do
            > uniknięcia - jesli jakaś ideologia umieszcza mnie w ten czy inny sposób w
            swoim
            >
            > spektrum, nie ma nic dziwnego w tym, że w ten czy inny sposób się do tego
            > odnoszę. Jesli nie zgadzam się z założeniami tej ideologi - odnoszę się do
            niej
            > krytycznie.

            Jasne. To jest oczywiste.


            > By podważyć trzeba wpierw rozważyć, inaczej takie podważenie nie jest wiele
            > warte i łatwo je podważyć.

            > Tutaj są spokojnie wysłuchiwane i rozumiane

            W jakim sensie, wg Ciebie rozumiane?


            > tyle, że wysłuchać i rozumieć nie
            > znaczy jeszcze - zgadzać się.

            Nie zgadzac sie to wg mnie jedynie wysluchac. Zrozumienie argumentow to
            empatyczne wsluchanie sie w nie, ktorego efektem jest porozumienie. "Eureka".
            Pojecie tego, na czym zalezy drugiej stronie i zbudowanie na tej podstawie
            dialogu prowadzacego do stworzenia warunkow, w ktorych mozliwe jest ulepszenie
            sytuacji, ktora jest przedmiotem sporu.


            >Jak mogę zgodzić się z czyms co mogę podwazyć?

            Czy z gory zakladasz, ze podwazysz argumenty feministek, wypowiadajacych sie na
            tym forum?
            Jezeli tak, czy oznacza to, ze nie trudzisz sie "rozwazaniem" tych argumentow,
            do ktorego zachecasz powyzej? Czy oznacza to, ze automatycznie przystepujesz do
            podwazania?
            Czy dopuszczasz mozliwosc, w ktorej argument kontrdyskutanta/tki przekona Cie?


            > Trzeba by poszukać takich mężczyzn. Jeśli chodzi o mnie nie mam poczucia, że
            > społeczeństwo wtłacza mnie siłą, której nie mógłbym odeprzeć, w jakieś role,
            > których nie chciałbym podjąć.
            > Proszę nie wyzwalać mnie z mojej skóry. Nie mam na to ochoty.

            O to tez w tej dyskusji chodzi, abym dowiedziala sie, jakie masz spojrzenie na
            te sprawe.

            > Zwracam też
            > uwagę, że podjęcie dyskusji w sposób w jaki proponujesz zakłada wpierw
            > przyjęcie feministycznego schematu: żyjemy w opresyjnym patriarchacie z
            > którego trzeba/mozna się wyzwolić. Ładnie to tak ustawiać dyskusję?

            Ladnie, tymbardziej, ze Twoj post wydaje sie nadawac temu watkowi charakter
            ideologicznego sporu, czy w ogole sporu, ktorym wcale nie mial byc w zalozeniu.

            Jezeli ta dyskusja jest dla Ciebie kolejnym watkiem odwolujacym sie do
            opresyjnego patriarchatu, przedstaw swoja wizje spoleczenstwa, w ktorym
            wspolnie zyjemy. Dzieki temu bede mogla poznac Twoj punkt widzenia, dowiedziec
            sie, co odpowiada Ci w "zastanym porzadku", co jest dla Ciebie wygodne, a co
            chcialbys zmienic. Jezeli chcialbys cos zmieniac.

            >Inaczej stawiając sprawę - czy
            > feministki są zdolne do dostrzeżenia pozytywnej roli stereotypu kobiecości i
            > męśkości? Czy potrafią postrzegać je inaczej niż jako narzędzie przy pomocy
            > ktorego patriarchat zniewala kobiety?

            Postaram sie wykorzystac moje "zdolnosci"(czyt.powyzej) do dostrzegania
            pozytywnych stron tych stereotypow, jezeli mi je przyblizysz i podasz do
            rozwazenia. Opisz mi je, a takze ich wplyw na spoleczenstwo, na kobiece i
            meskie role.

            pozdrawiam, wisienka

            • zlotyrybek Re: Lagodnosci ideologicznej ciag dalszy 07.08.02, 14:00
              To prawda - Złotyrybek jest kobietą, mężatką od 12 lat i mamą 2 chłopców.
              Nie emancypujmy się wszyscy na raz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! PLease.

              Papapa
            • Gość: tad Re: Lagodnosci ideologicznej ciag dalszy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.02, 16:28
              wisienkaczeresnia napisała:
              > To "tyle" nie jest wystarczajace. Zaproponuj inny sposob dyskutowania na
              >temat feminizmu, niz wlaczajacy watek wplywu spoleczenstwa na ludzi. Bez
              >brania pod uwage kwestii socjalizacji, kultury, stereotypow, nie udalo by nam
              >sie wyjsc w dyskusji poza hasla, gloszone przez obie strony :feministki i ich
              >krytykow. Wspomniany spoleczny wplyw jest tlem, a takze elementem dyskusji na
              >temat feminizmu, czy tez wielu innych sporow natury socjologicznej.
              > W jaki inny sposob chcesz dyskutowac? Wg mnie inne sposoby sa "nagie".

              Ale mnie chodziło o coś zupełnie innego. O to, żeby nie ustawiać dyskusji jako
              starcia: kobiety - mężczyźni.

              > W jakim sensie, wg Ciebie rozumiane?

              W dosłownym. Rozumiem co piszą, rozumiem dlaczego piszą tak a nie inaczej, a
              jesli zdarza mi się czegoś nie rozumieć - proszę o dodatkowe wyjaśnienia.

              > Nie zgadzac sie to wg mnie jedynie wysluchac. Zrozumienie argumentow to
              > empatyczne wsluchanie sie w nie, ktorego efektem jest porozumienie. "Eureka".
              > Pojecie tego, na czym zalezy drugiej stronie i zbudowanie na tej podstawie
              > dialogu prowadzacego do stworzenia warunkow, w ktorych mozliwe jest
              >ulepszenie sytuacji, ktora jest przedmiotem sporu.

              To też, ale powtarzam - nie zawsze wysłuchać i zrozumieć znaczy -zgadzać się.
              Jesli np. dziecko prosi Cię o n-tą porcję lodów, to rozumiesz o co prosi i
              dlaczego, empatycznie możesz wczuć się w jego sytuację, ale - mimo to - nie
              zgadzasz się, jesli ktoś usiłuje przekonać Cię, że słońce krąży wokół Ziemi
              powołując się na pozorny ruch słońca w ciągu dnia - rozumiesz tą argumetację,
              ale - nie zgadzasz się z nią (mam nadzieję). Podobnie ja - jesli feministki
              mówią, że trzeba "zlikwidować stereotypy", a instynkt macierzyński nie
              istnieje - nie zgadzam się z tym.

              > Czy z gory zakladasz, ze podwazysz argumenty feministek, wypowiadajacych sie
              >na tym forum?

              Nie zakładam tego z góry, ale jesli już jakiś argument podważę, to trudno
              wymagać żebym się z nim zgadzał.

              >Czy oznacza to, ze automatycznie przystepujesz do podwazania?

              A czy Ty automatycznie zgadzasz się z każdym argumentem?

              > Czy dopuszczasz mozliwosc, w ktorej argument kontrdyskutanta/tki przekona Cie?

              Dopuszczam

              > Ladnie, tymbardziej, ze Twoj post wydaje sie nadawac temu watkowi charakter
              > ideologicznego sporu, czy w ogole sporu, ktorym wcale nie mial byc w
              >zalozeniu.

              Być może było takie założenie, ale w praktyce ten wątek nie różni się zupełnie
              charakterem od innych i to nie tylko z mojego powodu. Nie jest to zarzut, tylko
              stwierdzenie faktu. Wątpię też, czy można tego unikąć.

              > Jezeli ta dyskusja jest dla Ciebie kolejnym watkiem odwolujacym sie do
              > opresyjnego patriarchatu, przedstaw swoja wizje spoleczenstwa, w ktorym
              > wspolnie zyjemy. Dzieki temu bede mogla poznac Twoj punkt widzenia,
              >dowiedziec sie, co odpowiada Ci w "zastanym porzadku", co jest dla Ciebie
              >wygodne, a co chcialbys zmienic. Jezeli chcialbys cos zmieniac.

              Przedstawiając rzecz w skrócie - uważam, ze na Zachodzie nie występuje
              zjawisko "dyskryminacji kobiet", słowem - mamy do czynienia z
              równouprawnieniem, a jeśli występują jakieś różnice w sytuacji kobiet i
              mężczyzn to u ich podłoża leżą naturalne różnice płci i dalsze próby ich
              niwelowania przy pomocy inzynierii społecznej przynieść mogą więcej szkód (w
              postaci zachwiania struktury społeczeństwa) niż pożytku, co nie oznacza, że
              wykluczam wszelkie zmiany, ale powinny to być zmiany wewnątrz systemu, a nie
              zmiany systemu. Dodam tez od razu, że nie wierzę, że można powstrzymać
              wyznawców Postępu przed przeprowadzaniem dalszych zmian, ale - nie wyjdzie nam
              to na zdrowie.

              > Postaram sie wykorzystac moje "zdolnosci"(czyt.powyzej) do dostrzegania
              > pozytywnych stron tych stereotypow, jezeli mi je przyblizysz i podasz do
              > rozwazenia. Opisz mi je, a takze ich wplyw na spoleczenstwo, na kobiece i
              > meskie role.

              Wpierw jednak wolałbym usłyszeć Twoje zdanie na temat "kobiecości" (zadawałem
              zresztą już to pytanie, chyba 2 razy, ale nie otrzymałem odpowiedzi.
              Zauważyłem, że feministki mają kłopot z "kobiecością". Raz kobiecość nie
              istnieje dla nich wcale. Istnieją tylko indywidualne Kasie, Marysie itd, innym
              razem "kobiecośc" to ograniczający stereotyp narzucany przez patriarchalne
              społeczeństwo, który trzeba zlikwidować, w końcu zas "kobiecość" to cenna
              wartość, ktora może wzbogacić społeczeństwo, jesli dopuści się ją do głosu. Jak
              to właściwie jest?
          • Gość: zula Re: Nasiadowe czas rozpoczac IP: 2.4.STABLE* / 192.168.17.* 07.08.02, 15:28
            > Feminizm jest ideologią, ideologie wywołują konflikty ideologiczne.

            nie. sprawa wygląda nie tak jak w tragedii greckiej czy filmach- to że kobieta
            jest gorzej traktowana nie wynika z jej poglądów, z czynów jakie popełnia. w
            tragedii i wszędzie indziej w filozofii i sztuce- bohater godzi się na logiczne
            konsekwencje wynikające z ideologii która popchnęła go do konkretnych czynów-
            np. kreon wyłupia sobie oczy, antygona godzi się na śmierć. to że kobieta jest
            gorzej traktowana (chodzi o każdą dyskryminację, każde ABSURDALNE potępianie
            drugiego człowieka) wymyka się mojemu racjonalnemu poznaniu. nie mogę
            powiedzieć ROZUMIEM. Nie rozumiem, dlaczego mam być gorsza z racji swojej płci-
            w instytucjach publicznych, na ulicy, w kościele, w domu.

            z tej oto przyczyny feminizm nie jest jakąśtam ideologią, która zakłada swoje
            ble ble ble, żeby skierować agresję przeciwko innej grupie społecznej.
            feminizm jest wielkim znakiem zapytania w kierunku naszego społeczeństwa,
            kultury.

            > By podważyć trzeba wpierw rozważyć, inaczej takie podważenie nie jest wiele
            > warte i łatwo je podważyć.

            dyskryminacji nie trzeba przedyskutowywać, jej się doświadcza. to nie jest
            walka argumentów za i przeciw. nikt na tym forum nie zmieni zdania tylko
            dlatego, że powiesz mu: nie cierpisz naprawdę, bo nie masz na to ani dowodów
            ani argumentów!

            > Tutaj są spokojnie wysłuchiwane i rozumiane, tyle, że wysłuchać i rozumieć
            nie
            > znaczy jeszcze - zgadzać się.

            to mi nasuwa takie porównanie: kat współczuje ofierze, ale nie znaczy to, że
            przestanie pełnić swoją funkcję

            Jak mogę zgodzić się z czyms co mogę podwazyć?

            arogancja! pyszałkowata wiara we własne argumenty. niezależnie z której byłbyś
            strony i tak zawsze miałbyś rację. feminizm NIE DZIELI NA PRAWO I LEWO
            LUDZKOŚCI. chodzi o świadomość.

            > Trzeba by poszukać takich mężczyzn. Jeśli chodzi o mnie nie mam poczucia, że
            > społeczeństwo wtłacza mnie siłą, której nie mógłbym odeprzeć, w jakieś role,
            > których nie chciałbym podjąć.

            bo stereotypy są tradycyjne, odwieczne, niezmienne, wygodne, trudne do
            zmienienia, napędzane siłą odśrodkową kultury, i to o czym pisał Frommm
            w 'ucieczce od wolności', a o czym kilka postów wcześniej pisała Kati

            > Proszę nie wyzwalać mnie z mojej skóry. Nie mam na to ochoty.

            to nie czytaj tych postów, albo czytaj uważnie- zorientujesz się, że nikt nie
            ma ochoty na bliższe kontakty z twoją skórą. to jest globalna dyskusja, a nie
            dyskusja o twoim nosie.

            Zwracam też
            > uwagę, że podjęcie dyskusji w sposób w jaki proponujesz zakłada wpierw
            > przyjęcie feministycznego schematu: żyjemy w opresyjnym patriarchacie z
            > którego trzeba/mozna się wyzwolić. Ładnie to tak ustawiać dyskusję?

            ble ble ble
            załóż swój wątek z maciejem, albo kontynuuj ten o komunizmie, podyskutujecie
            sobie w elitarnym gronie.

            > Oczywiście można porozmawiać o kobiecym i męskim punkcie widzenia (choć
            zmieni
            > to charakter tutejszych dyskusji)

            jaki? kilka osób pisze na temat, nawet zlotyrybek, która jest przeciw, a ty
            piszesz, że dyskusja jest ustawiona, i że nie rozumiesz w czym problem. "po co
            w ogóle feminizm? nie istnieją faceci wyemancypowani" otóż istnieją- a stare
            modele odchodzą w zapomnienie. są już nierentowne i niemodne. jak słoma z
            butów, która wyszła z mody 100 lat temu na wsi. to samo dotyczy kobiet- 20-
            letnie gospodynie domowe zaabsorbowane polerowaniem krystałów są już traktowane
            jak przezytek, z przymrużeniem oka.

            , ale obawiam może być to klopotliwe dla
            > feministek, z tej prostej przyczyny, ze zakłada istnienie "męskiego"
            > i "kobiecego" punktu widzenia, a więc istnienia ponadindywidualnych, związanyc
            > z płcią czynników determinujących nasz sposób postrzegania świata.

            nie tylko męskiego i kobiecego, ale każdego- tyle percepcji ile osób. feminizm
            nie dzieli na damski i męski- lecz na dyskryminujący i sprawiedliwy. to jest
            punkt wyjścia do naszej dyskusji.

            lubisz stereotypy- stereotypuj się do woli- ale sam, w swoim gronie.
            • Gość: tad Re: Nasiadowe czas rozpoczac IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.02, 19:12
              Gość portalu: zula napisał(a):
              > nie. sprawa wygląda nie tak jak w tragedii greckiej czy filmach- to że
              >kobieta jest gorzej traktowana nie wynika z jej poglądów, z czynów jakie
              >popełnia. w tragedii i wszędzie indziej w filozofii i sztuce- bohater godzi
              >się na logicznekonsekwencje wynikające z ideologii która popchnęła go do
              >konkretnych czynów-np. kreon wyłupia sobie oczy, antygona godzi się na śmierć.
              >to że kobieta jest gorzej traktowana (chodzi o każdą dyskryminację, każde
              >ABSURDALNE potępianie drugiego człowieka) wymyka się mojemu racjonalnemu
              >poznaniu. nie mogę powiedzieć ROZUMIEM. Nie rozumiem, dlaczego mam być gorsza
              >z racji swojej płci-w instytucjach publicznych, na ulicy, w kościele, w domu.
              >z tej oto przyczyny feminizm nie jest jakąśtam ideologią, która zakłada swoje
              > ble ble ble, żeby skierować agresję przeciwko innej grupie społecznej.
              > feminizm jest wielkim znakiem zapytania w kierunku naszego społeczeństwa,
              > kultury.

              Feminizm jest z jednej strony próbą opisu rzeczywistości (czy raczej pewnego
              jej aspektu), z drugiej zaś postulatem zmiany pewnego stanu rzeczy (i także
              działaniem na rzecz zmiany), zmiany mającej prowadzić do określonych skutków.
              Słowem - jest ideologią, czy - stosując terminologię Mannheima (skoro każdy
              powołuje się tu, a to na Fromma, a to na Kanta, to ja tez błysnę erudycją) -
              utopią. "Wielkim znakiem zapytania" jest natomiast: jak można brać ją poważnie?

              > dyskryminacji nie trzeba przedyskutowywać, jej się doświadcza. to nie jest
              > walka argumentów za i przeciw. nikt na tym forum nie zmieni zdania tylko
              > dlatego, że powiesz mu: nie cierpisz naprawdę, bo nie masz na to ani dowodów
              > ani argumentów!

              "Dyskryminacją" można nazwać wszystko. Mozna tez pod wpływem ideologii szczerze
              wierzyć, że jest się "dyskryminowanym". Ja też mogę stworzyć "tadzizm" i
              twierdzić, że jestem "dyskryminowany", bo nie udało mi się wszystko, czego bym
              sobie życzył.

              > arogancja! pyszałkowata wiara we własne argumenty. niezależnie z której
              >byłbyś strony i tak zawsze miałbyś rację. feminizm NIE DZIELI NA PRAWO I LEWO
              > LUDZKOŚCI. chodzi o świadomość.

              Ale ja nie zakładam z góry, że podważę KAŻDY feministyczny argument. (Choć
              szczerze mówiąc feminizm jako ideologia felietonowa trudny do podważania nie
              jest. A jeszcze łatwiejszy - do napisania. Oksfordu jak pani Graff nie
              kończyłem, ale książeczkę w rodzaju "Świat bez kobiet" napisałbym bez trudu.
              Zastanawiam się nawet, czy nie przechrzcić się na feminizm. Jako nawrócony
              męski szowinista mógłbym zrobic karierę! )

              > jaki? kilka osób pisze na temat, nawet zlotyrybek, która jest przeciw, a ty
              > piszesz, że dyskusja jest ustawiona, i że nie rozumiesz w czym problem. "po
              >co w ogóle feminizm? nie istnieją faceci wyemancypowani" otóż istnieją- a
              >stare modele odchodzą w zapomnienie. są już nierentowne i niemodne. jak słoma
              >z butów, która wyszła z mody 100 lat temu na wsi. to samo dotyczy kobiet- 20-
              > letnie gospodynie domowe zaabsorbowane polerowaniem krystałów są już
              >traktowaneak przezytek, z przymrużeniem oka.

              Zwracam uwagę, że wysytępujesz tu przeciw ideologii 3 fali feminizmu! A czemu
              to gospodyni domowa polerująca kryształy ma być traktowana z przymrużeniem oka,
              skoro - być może - to lubi i robi z własnej woli? Deprecjonując samo zajęcie,
              bez brania pod uwagę stanu swiadomości swojej polerującej "siostry" poniżasz ją
              samą! WSTYD! Takie jest prawdziwe oblicze feminizmu - poniżanie kobiet nie
              pasujących do wzoru!

              > lubisz stereotypy- stereotypuj się do woli- ale sam, w swoim gronie.

              Oczywiście, ze będę "stereotypował", bo to działa, a grono "stereotypujących"
              obojga płci jest liczne. Wbrew temu co piszesz realne kobiety więcej mają
              wspólnego ze "stereotypem" niż z feministycznymi abstrakcjami. I dobrze, że tak
              jest. Stereotyp ma to do siebie, ze funkcjonuje tak długo jak długo
              posługiwanie się nim daje efekty, słowem - jesli jest adekwatny do
              rzeczywistości(czasmi moze dłużej). Jesli stereotyp i rzeczywistość zaczynają
              się rozmijać, z reguły wygrywa rzeczywistość (oczywiście jest tak jesli
              stereotyp jet konfrontowany z rzeczywistością, a w przypadku stereotypów o
              jakich mowimy, tak własnie jest). Jak na razie w starciu: rzeczywistość -
              feminizm wygrywa ta pierwsza. I oby jak najdłużej!
              • Gość: soso Re: Nasiadowe czas rozpoczac IP: *.siemens.de / 129.103.169.* 08.08.02, 12:12
                Stereotypy i ich skutkowanie to calkiem interesujacy watek. Wlasnie siedze 'na
                robotach' w Niemczech i za kolegow mam Rosjanina i Zyda. Dookola sami Niemcy a
                my rozmawiamy o Rosjanach, Polakach i Zydach. Watki historyczne nieuniknione. I
                nagle odkrywa sie sily stereotypow. Trudno w takim srodowisku (wsrod Niemcow)
                rozmawiac otwarcie i wierzcie lub nie, stereotypy sa takze tam, gdzie nasza
                swiadomosci nie siega.
                Naweta zastanawialem sie, jak widze Niemcow, dlaczego Polacy maja taki nabozny
                stosunek do niemieckich samochodow, podobnie zreszta jak i Rosjanie. Stereotyp
                jest prapoczatkiem wszelkiego myslenia a czasami przeszkadza w mysleniu.

                Relacja k-m jest jeszcze bardziej skomplikowana poniewaz indukuje na niemal
                wszystko niemal w kazdej chwili. Wazny wydaje sie wiec stereotyp kobiety i
                stereotyp mezczyzny. Moze ktos sprobuje go okreslic?! No i wtedy mamy pole do
                popisu w zmaganiu sie z nim lub akceptowaniu. A moze to wszystko bez sensu?

                pzdrw

                soso

                • Gość: zula Re: Nasiadowe czas rozpoczac IP: *.leased-02.binet.pl 08.08.02, 14:18
                  hmmm...podoba mi stereotyp k & m w filmach wima wendersa, ze wszystko jest tak
                  po prostu...tam właściwie wszstko jest takie świeże, widziane oczami kogoś
                  jakby spoza świata, obserwującego codzienność- np ten tekst na początku nieba
                  nad berlinem: gdy dziecko było dzieckiem nie jadło brukselki, bo jej nie
                  lubiło. teraz je wszystko, i nie chodzi o to, czy cos lubi czy nie. tak jest
                  chyba ze stereotypem- z wiekiem pozwalamy sobie na zbylejaczenie-
                  wygodniej 'przełknąć' nam coś, co jest powszechne, chociaż wstrętne- jak
                  własnie brukselka...może pewną władze nad mysleniem stereotypami daje
                  świadomość, że własciwie tylko dzieci są swieże, a my musielismy sobie stworzyć
                  jakies pojęcie o świecie, a tam, gdzie brakło naszej wiedzy, naszego wzroku,
                  wstawilismy stereotyp? media cudownie nadaja się do zapełnienia luki w
                  poznaniu. chociażby np. stereotyp feminizmu;-)
                  wiem, ze na dzieci w naszej monogamicznej kulturze na stereotyp najmocniej
                  wpływa relacja matka-ojciec, ale tu znów wrócimy do tych niekończących się
                  wiwisekcji więzi rodzinnych...
                  nie wiem. uważam, że trzeba się pilnować. gdy się czegoś nie wie, przyznać się
                  przed sobą że się tego nie wie i nie generalizować. i nie traktowac wszystkich
                  dzieci jak jednego dziecka, wszystkich kobiet jak jednej kobiety itd itd.
                  podchodzić do świata świeżo, kreatywnie, elastycznie. a nie: wiedziałem, ze tak
                  będzie.
                • Gość: Kati Trochę prasówki IP: 2.4.STABLE* 08.08.02, 17:42
                  Gość portalu: soso napisał(a):

                  > Stereotypy i ich skutkowanie to calkiem interesujacy watek.
                  (...) Stereotyp
                  > jest prapoczatkiem wszelkiego myslenia a czasami przeszkadza w mysleniu.
                  >
                  > Relacja k-m jest jeszcze bardziej skomplikowana poniewaz indukuje na niemal
                  > wszystko niemal w kazdej chwili. Wazny wydaje sie wiec stereotyp kobiety i
                  > stereotyp mezczyzny. Moze ktos sprobuje go okreslic?! No i wtedy mamy pole do
                  > popisu w zmaganiu sie z nim lub akceptowaniu. A moze to wszystko bez sensu?

                  W sierpniowych "charakterach" jest kilka artykulow poswieconych plci, jest tam
                  przedstawionych wiele interesujacych badan. Okazuje sie np. ze tam, gdzie
                  badani wiedzieli co jest badane, ich reakcje czy oceny byly zgodne ze
                  stereotypami, natomiast przy pomiarach obiektywnych (np. przez fizjologiczne
                  miary emocji lub oceny obserwatorow czy pomiary faktycznych zachowan w
                  konkretnych sytuacjach) wiekszosc tych roznic miedzy plciami zanikala...
                  Zaniepokoily mnie te wyniki, bo moze okazac sie, ze nie jestesmy w stanie
                  calkowicie oderwac sie od 'powszechnie znanych prawd', i zawsze w
                  podswiadomosci bedziemy poslugiwac sie stereotypowym, 'wrodzonym' niejako (bo
                  od tysiecy lat ksztaltowanym w kulturze) obrazem mezczyzny i kobiety jako dwoch
                  przeciwstawnych i zupelnie roznych wymiarow.

                  A jakie sa te stereotypy?
                  Poslugujac sie "Charakterami" sprobuje okreslic te najbardziej powszechne.
                  Cytuje: "W jednym z badań rodzice mieli opisać swoje nowo narodzone dzieci.
                  Chłopców częściej opisywali jako mocnych, dziarskich i silnych, a dziewczynki -
                  jako małe, delikatne, piękne i słabe. W rzeczywistości noworodki nie różniły
                  się rozmiarami ciała. To, jak spostrzegali je rodzice, wynikało z powszechnych
                  przekonań o tym, jakie cechy i zachowania są typowe i pożądane dla każdej z
                  płci. Badania Johna Williamsa i Deborah Best wykazały, że przekonania te
                  okazują się podobne na całym swiecie."
                  Czyli o sile "męskosci" i słabości "słabej" nota bene płci już wiemy. Poza tym
                  panie mają być wrażliwe, serdeczne i empatyczne, niepewne siebie, uległe i
                  przesądne, panowie zas asertywni i niezależni, pewni siebie, dominujący i
                  bardziej skłonni do przemocy (badania polegające na samoopisach osob badanych
                  potwierdzaja takie przyporzadkowanie tych cech, ale... "Autoprezentacje
                  sprzeczne ze stereotypem wlasnej plci są ryzykowne". Panie ubiegające się o
                  prace są bardziej lubiane i mają większe szanse zatrudnienia, kiedy prezentują
                  się bardziej skromnie, nie podkreślając zbytnio swych kompetencji.
                  Autorzy artykulu cytuja badania amerykanskie na temat popularnosci zon
                  kandydatow na prezydenta H. Clinton i Elizabeth Dole. Okazuje się, że ta
                  piewrsza, która przemawiala krótko i konkretnie, bez zbytnich pochlebstw i
                  uprzejmości, a zachowywała się energicznie i wyraziście nie zdobyla sympatii, a
                  wrecz przeciwnie: wzbudziła antypatię i niechęć. W prezypadku mężczyzny taki
                  styl jest powszechnie aprobowany i preferowany. Jednak w przypadku ww. pań
                  bardziej porządany okazał się styl pani Dole- miłej i atrakcyjnej kobiety z
                  Południa.
                  Bardzo waznym elementem stereotypowego wizerunku kobiety jest rowniez nacisk na
                  na atrakcyjny wyglad. "Barbara Fredrickson wraz ze swoimi wspolpracownikami
                  wykazala, ze przymierzanie kostiumu kapielowego wywoluje u kobiet wstyd z
                  powodu niedoskonalosci wlasnego ciala. Gdy pozniej poprosila badane o
                  rozwiazanie zadan matematycznych, osiagnely wynik gorszy od przecietnego-
                  prawdopodobnie z powodu pochloniecia uwagi rozmyslaniami o niedostatkach
                  wlasnego ciala Takich efektow nie wywolalo u nich przymierzenie swetra, zas u
                  mezczyzn nie wyplywalo ani przymierzenie swetra, ani kapielowek".
                  Zastanawiajace...
                  I jak pisza autorzy (prof. Bogdan Wojciszke i Dr Dorota Krzemionka-Brózda)
                  stereotypy wplywaja na nas podwojnie: po pierwsze, kobiety i mezczyzni mysla o
                  sobie i prezentuja sie ludziom w odmienny sposob, a po drugie sa roznie
                  traktowani przez otoczenie, co skutkuje odmiennoscia zachowania i loswo
                  zyciowych (wplyw interpersonalny). Bycie kobieta albo mezczyzna w kontekscie
                  spolecznym wyznacza sposob wykonywania niemal wszystkiego, co w zyciu robimy.
                  A co wy o tym myslicie? Dosc pesymistyczne sa zawarte w tym artykule wnioski,
                  ale czy sa prawdziwe?

                  > pzdrw
                  >
                  > soso

                  pozdrawiam,
                  Kati
                  • Gość: soso Re: Trochę prasówki IP: *.siemens.de / 129.103.169.* 09.08.02, 14:26




                    Nie mialem na mysli, Kati, spraw az tak oczywistych jak opisane przez Ciebie.
                    Bardziej interesuje mnie, co sie dzieje z nami pod wplywem stereotypow a czego
                    sobie nie uswiadamiamy. Sex np. jest taka intymna sfera, ze prawie nie podlega
                    kontroli spolecznej (mam na mysli zwiazek akceptowany spolecznie) i wtedy nagle
                    okazuje sie, jak wiele form przybiera tylko dlatego, ze stereotypy w tym
                    obszarze slabo dzialaja lub inaczej mowiac, sa slabo zdefiniowane spolecznie.
                    Natomiast w tej sferze, ktora jest powszechnie omawiana i norma kulturowa jest
                    kreowana praktycznie nieustannie wytwarza sie zawsze mimo woli jakas srednia,
                    ktora wplywa na kreowanie stereotypu. No i mimo, ze mamy rozne histori to
                    jednak ten stereotyp wchodzi kuchennymi drzwiami i... no wlasnie, czy sieje
                    spustoszenie czy tez jest przydanym narzedziem spolecznym. Ha!?
                    Feminizm z cala pewnoscia jest sprzeczny ze stereotypem i usiluje go zmieniac.
                    Jest tylko kwestia jakie to ma znaczenie. Ciekawa sprawa jest bowiem, ze mimo
                    tak wielkiej informacji wzajemnej jaka mamy o sobie, k i m, wciaz jest tak
                    wiele nieporozumien, bledow we wzajemnym rozumieniu czy nawet patologii. No i
                    wtedy rodzi sie pytanie, czy zaszlismy cywilizacyjnie w slepa uliczke i nalezy
                    teraz wszystko odkrecac czy tez moze jednak nie i spoleczne postawy
                    odzwierciedlaja jakis zdrowy uklad. Osobiscie jestem przekonany, ze wiele jest
                    do zrobienia i gdzies sie w tym wszystkim pogubilismy. A szczegolnie wlasnie
                    wzajemne relacjie kobiet i mezczyzn sa jakies nie naturalne i generuja wiele
                    problemow o kulturowym podlozu. Czyzby wiec nalezalo zmieniac normy spoleczne?

                    pzdrw

                    soso
                    • Gość: zula Re: Trochę prasówki IP: *.leased-02.binet.pl 09.08.02, 22:09
                      > wtedy rodzi sie pytanie, czy zaszlismy cywilizacyjnie w slepa uliczke i
                      nalezy
                      > teraz wszystko odkrecac czy tez moze jednak nie i spoleczne postawy
                      > odzwierciedlaja jakis zdrowy uklad.

                      Z biologiczego punktu widzenia nasz gatunek utrzymuje się tak długo wyłącznie
                      dzięki sprężonej sile naszych kor mózgowych, które skupiły się i stworzyły
                      naukę zwana medycyną. z punktu widzenia kosmosu jesteśmy sprytnymi mrówkami,
                      którym udało się "conieco" odwlec. lub też jesteśmy mrówkami, które powiedziały
                      ewolucji 'stop, pora na refleksję nad tym pościgiem, teraz my się powtrącamy'.
                      i feminizm, podobnie jak inne 'humanistyczno-humanitarne' działania jest tym
                      zwrotem w stronę walki o jakość życia, wpływ na nie. moim zdaniem w przypadku
                      homo sapiens ewolucja obejmuje w ogromnym stopniu nasz umysł, nasze myśli (tzn
                      nie wierzę w parabolę kultury), które przeciez nie podlegają żadnym specjalnym
                      antropocentrycznym prawom, tylko własnie temu samemu prawu natury. nie chce
                      teraz dzielić ludzi na nad~ i pod~, ale kazdy trafia w jakąs niszę, i nie warto
                      wspominać tu o problemach na drodze do sukcesu- problemy które nas spotykają sa
                      dokładnie na naszą miarę, nic tu nie jest przypadkiem. jesli chodzi o spór
                      feminizm- reszta świata- sytuacja wyglada tak samo z obu stron, tzn. działania
                      feministek wobec 'zdrowych, niesfiksowanych obywateli' wydaja się
                      owym 'normalnym' działaniami tak samo idiotycznymi, jako
                      roszczenia 'normalnych' wobec kobiet, tym samym feministek.
                      i jesli istnieje świat pop- jest to swiat własnie dla tej większej liczbowo
                      niszy- czyli ludzi, którzy wolą korzystać z 'wyrobów gotowych' kultury, i
                      będzie to świat zawsze w opozycji do ludzi, którzy kreują- tzn używaja swojego
                      życia w większym stopniu do tworzenia swojego własnego wzorca, a nie odtwarzania
                      wzorców gotowych (zaliczam tu feministki-te prawdziwe, nie te od spalonych
                      staników,które chwilowo sa w polsce rzadkim gatunkiem). ergo: zeby feminizm był
                      powszechny i szanowany, feministek musi być więcej, zeby ludzie, którzy nie
                      umieją łamać barier i kreować (nie uważam, ze są gorsi-tak już jest- w życiu i
                      w psychologii) zdobyli się na przejście na ten inny pułap zycia. wtedy również
                      media przestaną lansować model agresywnej, kastrującej wariatki.
                      ale ilu wpływowym osobom zalezy na tym, żeby przestano traktować feministki jak
                      dziwaczki? właściwie tylko niewielkiej liczbie osób gł. ze srodowisk
                      akademickich (tak wyglądają moje doświadczenia)
                      status naukowca (wg. raportu Polityki z przed 2-3 miesięcy) nie jest niestety
                      wyznacznikiem sukcesu zyciowego, ale w ta stronę nalezy moim zdaniem iść- w
                      naukę, w edukację- w tej chwili są w polsce bodajże 3 kierunki stricte gender-
                      i ciągle rośnie na nie moda na wydziałach kulturoznawczych- to baardzo, BARDZOO
                      dobrze. to feministki/feminisci moga zrobić chcąc zmienić coś w naszym
                      społeczeństwie- studiować.

                    • Gość: zula Re: Trochę prasówki IP: *.leased-02.binet.pl 09.08.02, 22:11
                      > A szczegolnie wlasnie
                      > wzajemne relacjie kobiet i mezczyzn sa jakies nie naturalne i generuja wiele
                      > problemow o kulturowym podlozu. Czyzby wiec nalezalo zmieniac normy spoleczne?
                      >
                      dziś opalałam się w ogródku,a z dachu obok dekarze krzyczeli: "teee, dziołcha,
                      do plejboja!" - to takie śląskie, przaśne poczucie humoru...nie wiem jak to
                      zmienić. może jutro zabiorę im drabinę? czy to wpłynie jakoś na relacje d-m?
                      jak myślisz:-)?

                      >
                      > pzdrw
                      >
                      > soso

                      pzdrw

                      zula


                  • Gość: tad Re: Trochę prasówki IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.02, 16:02
                    Gość portalu: Kati napisał(a):

                    Dosc pesymistyczne sa zawarte w tym artykule wnioski,
                    > ale czy sa prawdziwe?

                    Oczywiście, że stereotypy były, są i będą, takze stereotypy dotyczące k i m.
                    Skłonnośc do stereotypowania jest stałą właściwością ludzkiego umysłu.
                    Otrzymujemy zbyt wiele danych, by móc rozpatrywać je indywidualnie i niezbędne
                    jest uogólnianie ich i tworzenie typów, przy tym to tworzenie nie jest
                    działaniem swiadomym( przynajmniej w znacznym stopniu). Mówienie o konieczności
                    myślenia "niestereotypowego" to tylko naiwne życzenia. Stereotypy zresztą nie
                    biorą się z powietrza. U ich podłoża lezy doświadczenie, to po prostu -
                    uogólnione obserwacje. Czasami uogólnienie jest zbyt duże, np. gdy ktoś na
                    podstawie spotkania z 1 Anglikiem tworzy sobie stereotyp całego narodu,
                    istnieją też stereotypy opierające się nie tyle na doświadczeniu bezpośrednim,
                    co głównie na przekazach, ale stereotyp k i m, do takich nie należy - każdy
                    codziennie może konfrontować stereotyp k/m z rzeczywistością, dlatego
                    manipulowanie tym stereotypem przy pomocy propagandy (czego chciałyby niektóre
                    feministki) jest trudne - jeśli propaganda będzie mocno oderwana od
                    doświadczenia nie odniesie skutku. Feministki twierdzą, że istnienie
                    stereotypów k/m jest "ograniczające", załóżmy że tak jest, ale mimo to, czy
                    stereotypy takie można wyeliminować? Najprawdopodobniej nie jest to mozliwe.
                    Każda znana społeczność posiadała takie stereotypy, można szukać pomiędzy nimi
                    różnic, czy podobieństw, ale nie zmienia to faktu, że podział na "męskość"
                    i "kobiecość" był w każdej znanej kulturze jednym z podstawowych podziałów, co
                    świadczy o tym, że ten podział ma ogromną siłę do "narzucania się". Pomysł, by
                    przy pomocy inzynierii społecznej myslenie ludzkie uczynić "bezpłciowym" (a
                    przynajmniej, by poddać myślenie kontroli, tak, by "płciowość' uruchamiala się
                    w okreslonych sytuacjach) jest zupełnie fantastyczny - kategorii płci z
                    ludzkiego umysłu usunąć (bo to oznacza w istocie postulat "likwidacji
                    stereotypów", niezaleznie od tego jak tłumaczą to sobie feministki) się nie da.
                    • Gość: soso Re: Trochę prasówki IP: *.siemens.de / 129.103.169.* 09.08.02, 16:13
                      Tad, stereotypy nie biora sie z powietrza!? Otoz mylisz sie. Czytalem swietna
                      ksiazke wprawdzie o kulturze w stosunkach biznesowych i jakie to ma znaczenie
                      dla kontaktow, sukcesow, itd. Ale sedno sprawy stereotypowej jawi sie tam
                      dziwacznie. Otoz nawet w Europie stereotypy narodowe sa odmienne w zaleznosci
                      od kraju pochodzenia stereotypu :-) Dunczycy - zimni skandynawowie. Dla
                      niektorych narodowosci nic z tych rzeczy - wrazliwi i uczuciowi. Jakie narody
                      sa otwarte na innych a jakie zmakniete? Rosja jest postrzegana wrecz jako
                      krancowa na takiej liscie, zalezy, w jakim kraju o nia pytamy. A jak sprawy
                      maja sie np. z Japonia, USA? - to dopiero jest ubaw. Tak wiec stereotypy to
                      wcale nie taka prosta sprawa, takze w relacjach k i m.

                      pzdrw

                      soso
                      • Gość: tad Re: Trochę prasówki IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.02, 16:21
                        Gość portalu: soso napisał(a):

                        > Tad, stereotypy nie biora sie z powietrza!? Otoz mylisz sie. Czytalem swietna
                        > ksiazke wprawdzie o kulturze w stosunkach biznesowych i jakie to ma znaczenie
                        > dla kontaktow, sukcesow, itd. Ale sedno sprawy stereotypowej jawi sie tam
                        > dziwacznie. Otoz nawet w Europie stereotypy narodowe sa odmienne w zaleznosci
                        > od kraju pochodzenia stereotypu :-) Dunczycy - zimni skandynawowie. Dla
                        > niektorych narodowosci nic z tych rzeczy - wrazliwi i uczuciowi. Jakie narody
                        > sa otwarte na innych a jakie zmakniete? Rosja jest postrzegana wrecz jako
                        > krancowa na takiej liscie, zalezy, w jakim kraju o nia pytamy. A jak sprawy
                        > maja sie np. z Japonia, USA? - to dopiero jest ubaw. Tak wiec stereotypy to
                        > wcale nie taka prosta sprawa, takze w relacjach k i m.
                        >
                        > pzdrw
                        >
                        > soso

                        Stereotypy dotyczące narodów biorą się głównie z przekazów, czy to medialnych,
                        czy prywatnych, a kobiety i mężczyźni stykają się ze sobą nieco częściej niż
                        np. statystyczny Duńczyk ze statystycznym Rosjaninem.
                        • Gość: soso Re: Trochę prasówki IP: *.siemens.de / 129.103.169.* 09.08.02, 16:35
                          Ale wciaz rozne sa stereotypy plci w zaleznosci od kultury.

                          pzdrw

                          soso
                          • Gość: tad Re: Trochę prasówki IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.02, 19:45
                            Gość portalu: soso napisał(a):

                            > Ale wciaz rozne sa stereotypy plci w zaleznosci od kultury.
                            >
                            > pzdrw
                            >
                            > soso

                            Ale zawsze jakieś są, a poza tym można szukać nie tylko tego co je rózni, ale i
                            punktów stycznych.
                    • Gość: Kati Re: Trochę prasówki IP: 2.4.STABLE* 09.08.02, 21:29
                      Tad, zauważ, że zacytowane przeze mnie kawałki pochodzą z czasopisma
                      neutralnego "ideologicznie" i specjalistycznego, a nie od feministek, to po
                      pierwsze. Po drugie przedstawione są tam dowody na to, że stereotypy w
                      większości przypadków są sprzeczne z rzeczywistością, że 'ukladają' nam zycie,
                      a w wielu przypadkach ich powszechne funkcjonowanie po prostu nas ogranicza.
                      Smiem nawet twierdzić (na podstawie zgromadzonej wiedzy naukowej i
                      doswiadczenia), że problem niemożności porozumienia się k i m przynajmniej w
                      50% wynika z zakodowanych w nas "prawdach" o plci przeciwnej. A "prawdy"
                      potwierdzają jeszcze reklamy, poradniki pseudopsychologiczne, seriale, etc. Moi
                      znajomi pracujący w reklamie mowią, że takie stereotypowe wizerunki są właśnie
                      najbardziej porządane i one się po prostu najlepiej sprzedają. W swietle ww.
                      artykulow jest to oczywiste i jak najbardziej zrozumiale. Błędne koło?

                      Dlaczego warto probowac przelamywac stereotypy, rozmawiac o nich, otwierac sie
                      na wszelka "innosc" od powszechnych "życzeniowych" obrazków? Bo chyba nie
                      chcemy (a ja na pewno nie chce) być swoimi własnymi klonami i kolejnymi
                      wersjami tej samej "dziewczynki" i (w zależności od wyposażenia biologicznego,
                      to jasne) "chłopca". Nie chcę mieć przypisanych z góry konkretnych cech,
                      predyspozycji, nie chcę mieć przed sobą gotowych ról do wypełnienia. Nie chcę,
                      by inni oceniali mnie poprzez probe dopasowania do ogolnoswiatowej superwizji
                      pod tytulem "prawdziwa kobieta". Dziwne?
                      • Gość: NIUNIA Re: Trochę prasówki IP: *.gryfow.sdi.tpnet.pl 09.08.02, 21:48
                        WITAM WSZYSTKIE PANI (BO FACECI WOGÓLE NIE POWINNI ODWIEDZAĆ TYCH STRON I TAK
                        POZA TYM WOGÓLE NIE ZAUWAŻYLIBY MOJEGO POWITANIA)!!!!!NIE JESTEM W TEMACIE BO
                        NIE ZDĄŻYŁAM SIĘ WCZYTAĆ.WIĘC MOŻE JAKAŚ ŻYCZLIWA WPROWADZI MNIE?
                        • Gość: Kati hej Niunia IP: 2.4.STABLE* 13.08.02, 15:34
                          Gość portalu: NIUNIA napisał(a):

                          > WITAM WSZYSTKIE PANI (BO FACECI WOGÓLE NIE POWINNI ODWIEDZAĆ TYCH STRON I TAK
                          > POZA TYM WOGÓLE NIE ZAUWAŻYLIBY MOJEGO POWITANIA)!!!!!NIE JESTEM W TEMACIE BO
                          > NIE ZDĄŻYŁAM SIĘ WCZYTAĆ.WIĘC MOŻE JAKAŚ ŻYCZLIWA WPROWADZI MNIE?

                          Witaj,
                          Ten wątek miał być swobodną, pozbawioną nienawistnej opozycji K-M wymianą myśli
                          i obserwacji, a co z tego wyniklo (szczegolnie 'dzieki' dwom panom T i M) sama
                          widzisz.
                          Moim zdaniem obecnosc zarowno mezczyzn jak i kobiet jest tutaj (czy
                          w "Feminizmie" w ogole) rownie cenna. O ile oczywiscie chca REALNIE
                          uczestniczyc w dyskusji, a nie popisywac sie swoją "męskością" czy raczej
                          antykobieca ideologia.
                          Chcialabym aby niektorzy zrozumieli, ze feminizm nie jest wypowiedzeniem wojny
                          mezczyznom przez kobiety, i ze 'patriarchat' nie rowna sie 'mezczyzni'.
                          Zmiany spoleczne o ktore zabiegaly i zabiegaja feministki "wyrywaja" kobiety z
                          zamknietej sfery domowej i niejako zabieraja mezczyznom monopol na dominację- i
                          te domową i te polityczną- a także monopol na 'punkt widzenia'. Stąd być może
                          ten ogromny niepokój mężczyzn i wrogość niektórych w stosunku do feminizmu. Ale
                          ja mam nadzieję, że wrogość ta wypływa tylko i wyłącznie z niewiedzyn i z
                          uprzedzeń, i że z czasem będzie jej coraz mniej.

                          pozdrawiam,
                          Kati
                      • Gość: NIUNIA Re: JA IP: *.gryfow.sdi.tpnet.pl 09.08.02, 22:10
                        HEJ KATI!MOŻE CHOCIAŻ TY ZE MNĄ POPISZESZ?
                        • Gość: Kati Re: JA IP: 2.4.STABLE* 12.08.02, 19:49
                          Gość portalu: NIUNIA napisał(a):

                          > HEJ KATI!MOŻE CHOCIAŻ TY ZE MNĄ POPISZESZ?

                          Hej hej:-)
                          Akurat wyjechalam na 3 dni na zasluzony (choc niestety b. krotki) odpoczynek,
                          witam Cię bardzo serdecznie i mam nadzieję, że wybaczysz mi odpowiedź trochę
                          spóźnioną :-)
                          A popiszę popiszę bardzo chętnie -na temat feminizmu zawsze, hehe :-)
                          pzdr,
                          Kati
                      • Gość: tad Re: Trochę prasówki IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.02, 11:12
                        Gość portalu: Kati napisał(a):
                        > Tad, zauważ, że zacytowane przeze mnie kawałki pochodzą z czasopisma
                        > neutralnego "ideologicznie" i specjalistycznego, a nie od feministek, to po
                        > pierwsze.
                        Zachęcony przez Ciebie kupiłem sobie ten numer "Charakterów". Nie nazwałbym
                        tego pisma "specjalistycznym", ale -powiedzmy - popularyzatorskim, z mocnym
                        akcentem na popularność (jak wynika z listów od czytelników, jeden z
                        poprzednich numerów poświęcony był astrologii). Co ciekawe, wśród
                        członków "Rady Naukowej" na pierwszym miejscu figuruje... Alosza Afdiejew
                        poprzedzony tytułami: "prof.dr.hab." Być może Afdiejew istotnie ma takie
                        tytuły. Nie wiem. Znam go tylko jako satyryka z "Piwnicy pod Baranami". Wsród
                        współpracowników są nazwiska znane, ale nie z dziedziny psychologii (Bralczyk,
                        Zanussi, Konwicki), są też psychologowie. W sumie - trudno mi po jednym numerze
                        ocenić charakter pisma, poza tym, że jest bardziej popularne niż naukowe. Z
                        wieloma rzeczami ktore tam napisano zgadzam się zresztą, o czym niżej.

                        >Po drugie przedstawione są tam dowody na to, że stereotypy w
                        > większości przypadków są sprzeczne z rzeczywistością, że 'ukladają' nam
                        >zycie, a w wielu przypadkach ich powszechne funkcjonowanie po prostu nas
                        >ogranicza".

                        To ciekawe, bo ja np. znalazłem tam zdanie "W stereotypach jest jednak ziarno
                        prawdy", w artykule "Mózgi różne, choć takie same" powtórzone są w istocie tezy
                        z wyklętej przez feministki "Płci mózgu", tzn, ze istnieją "męskie" i "kobiece"
                        zachowania, mające podłoże biologiczne, a autorka artykułu "Oswajanie płci"
                        pisze: "Jestem jednak przekonana, ze pewne wskaźniki kształtowania się
                        odrębności pomiędzy płciami są niezbędne i muszą być utrzymane, zwłaszcza, że
                        do końca nie zdajemy sobie sprawy z ich roli (np. w procesie rozwoju)". Można
                        postrzegac stereotypy jako ograniczenie, ale są one także rodzajem korytarzy
                        ułatwiających nam poruszanie się w społeczeństwie, i nie możemy się bez nich
                        obejść. Każda więź społeczna może być nazwana ograniczeniem, ale, bez tych
                        więzi społeczeństwo nie istnieje. Feministki też nie mogą zresztą obejść się
                        bez stereotypów. Czy stwierdzenie "kobiety są dyskryminowanie" nie jest
                        stereotypem? Co zostanie z feminizmu, jesli usunie się z niego takie
                        stereotypy? Czy nie jest czasem tak, że to co się feministkom nie podoba,
                        to "stereotyp, ktory ogranicza", a to co sie im podoba, to nie stereotyp, ale
                        najczystsza prawda?

                        > Smiem nawet twierdzić (na podstawie zgromadzonej wiedzy naukowej i
                        > doswiadczenia), że problem niemożności porozumienia się k i m przynajmniej w
                        > 50% wynika z zakodowanych w nas "prawdach" o plci przeciwnej.

                        To zdanie jest arbitralne. Ja mogę napisać: "Śmiem twierdzić (na podstawie
                        zgromadzonej wiedzy naukowej i doświadczenia), że dzięki istnieniu stereotypów
                        pomiędzy k i m, jest o 50% konfliktów mniej, ponieważ przyjmują oni (najczęciej
                        dobrowolnie) ogólne wzory, dzięki czemu nie muszą za każdym razem od nowa
                        negocjować i wykłócać się o rozwiązywanie pojawiającego się problemu".

                        > Dlaczego warto probowac przelamywac stereotypy, rozmawiac o nich, otwierac
                        >sie na wszelka "innosc" od powszechnych "życzeniowych" obrazków? Bo chyba nie
                        > chcemy (a ja na pewno nie chce) być swoimi własnymi klonami i kolejnymi
                        > wersjami tej samej "dziewczynki" i (w zależności od wyposażenia
                        >biologicznego, to jasne) "chłopca". Nie chcę mieć przypisanych z góry
                        >konkretnych cech, predyspozycji, nie chcę mieć przed sobą gotowych ról do
                        >wypełnienia. Nie chcę, by inni oceniali mnie poprzez probe dopasowania do
                        >ogolnoswiatowej superwizji pod tytulem "prawdziwa kobieta". Dziwne?

                        Nie dziwne. Naiwne. Ten fragment jest zresztą bardzo ciekawy, bo ilustruje do
                        jakiego stopnia postrzegasz rzeczywistośc przez pryzmat ideologii. Po prostu -
                        demonizujesz stereotypy, nadajesz im jakąś magiczną moc. Odnieśmy to do
                        rzeczywistości (czasami warto oderwać się od teoretyzowania). W Polsce - jak
                        sama twierdzisz - stereotypy mają się świetnie, ale trudno byłoby dowieść, że
                        kraj zaludniony jest przez "klony tej samej dziewczynki i tego samego chłopca".
                        Życzenie, by w społeczeństwie nie funkcjonował żaden obraz "kobiety"
                        i "mężczyzny" jest zupełnie fantastyczne. Obraz taki przekazują dziecku głównie
                        rodzice(wiem, ze dla postępowych feministek, to ostatnie osoby, ktore powinny
                        wychowywać dziecko, ale na razie tak jest). Jak zamierzasz zmusić ich do tego,
                        by nie przekazywali dzieciom obrazu "kobiecości" i "męskości"? W jaki sposób
                        chcesz przekształcić ich umysły?
    • Gość: tictactodt Re: Zrobmy cos przelomowego IP: *.MAN.atcom.net.pl 10.08.02, 20:00
      Czytam ten wątek i nie mogę dociec konkretu. Jeśli chodzi o założenie grupy
      wspierająco-dyskutującej, to na forum już coś takiego jak widzę istnieje. Jeśli
      chodzi ospotkania w realu to stanęło na niczym. I tak to bywa ze znajomościami
      z internetu.
      W każdym bądź razie popieram ideę dialogu.
      Obawiam się (a właściwie to nie jest strach), że taka grupa skończyć się może
      kłótniami wewnątrz płci spowodowane przez istnienie osobnika płci przeciwnej.
      • Gość: Maciej Chodzi o to... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.08.02, 23:19
        Chodzi o to, że feministki takie jak Wisienkaczereśnia nie mają realnych
        doświadczeń z różnymi mężczyznami. To, co wiedzą, to powierzchowne wyobrażenia
        i uprzedzenia, wyniesione z opowiadań innych kobiet, lektur feministycznych,
        pojedynczych i powierzchownych znajomości z mężcyznami.

        Feministki nie znają nawet dobrze samych kobiet, ich potrzeb, mało tego -
        niewiele rozumieją z tego, co się dzieje z nimi samymi i o co im samych
        naprawdę chodzi - a co dopiero mówic o rozumieniu mężczyzn. Dla tych
        feministek, które spotykamy tutaj, mężczyźni to osoby z innej planety -
        istoty, nieznane, podejrzane i niebezpieczne.

        Niejednokrotnie miewam wrażenie, że, pomimo długich dyskusji z feministkami one
        zupełnie mnie nie rozumieją i mają całkowicie fałszywe wyobrażenie na mój
        temat, co m.in. objawia się przypisywaniem mi poglądów, których nigdy nie
        wygłosiłem i intencji, których nie mam. Zarazem zdarza się, że pojawia się na
        tym forum kobieta, taka jak np. Złotorybek, co do której nie mam wątpliwości,
        że dobrze rozumie mężczyzn i jeśli ja coś napiszę, ona zapewne odczyta to
        właściwie.

        Tak więc w pewnym sensie rozumiem potrzeby Wisienkiczereśni. Ona naprawdę
        niemal nic nie wie o mężczyznach, innych, normalnych kobietach, ani nawet o
        sobie samej i jej rzeczywiście przydałaby się taka grupa, w której mogłaby
        przyjrzeć się sobie i innym i czegoś się dowiedzieć. Odrzucić fałszywe
        wyobrażenia i zobaczyć mężczyzn takimi, jakimi są naprawdę, a nie przez pryzmat
        swoich uprzedzeń i swojej feministycznej ideologii. Przyjrzeć się normalnym
        kobbietom (takim jak Złotorybek), spróbować je nasladować i zobaczyć, jak sama
        się czuje w roli kobiety. Grupy takie zapewne istnieją i nazywają się "grupy
        terapeutyczne", o czym Kati powinna wiedzieć.

        Ja wiem o kobietach wystarczająco dużo, by nie mieć interesu w tym, by brać
        udział w takim przedsięwzięciu. To, co mógłbym dowiedzieć się nowego w takiej
        grupie, to tylko ewentualnie więcej szczegółów o patologii, jaką jest feminizm.
        • Gość: tad Re: Chodzi o to... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.02, 11:18
          Gość portalu: Maciej napisał(a):

          > Chodzi o to, że feministki takie jak Wisienkaczereśnia nie mają realnych
          > doświadczeń z różnymi mężczyznami. To, co wiedzą, to powierzchowne
          wyobrażenia
          > i uprzedzenia, wyniesione z opowiadań innych kobiet, lektur feministycznych,
          > pojedynczych i powierzchownych znajomości z mężcyznami.
          >
          > Feministki nie znają nawet dobrze samych kobiet, ich potrzeb, mało tego -
          > niewiele rozumieją z tego, co się dzieje z nimi samymi i o co im samych
          > naprawdę chodzi - a co dopiero mówic o rozumieniu mężczyzn. Dla tych
          > feministek, które spotykamy tutaj, mężczyźni to osoby z innej planety -
          > istoty, nieznane, podejrzane i niebezpieczne.
          >
          > Niejednokrotnie miewam wrażenie, że, pomimo długich dyskusji z feministkami
          one
          >
          > zupełnie mnie nie rozumieją i mają całkowicie fałszywe wyobrażenie na mój
          > temat, co m.in. objawia się przypisywaniem mi poglądów, których nigdy nie
          > wygłosiłem i intencji, których nie mam. Zarazem zdarza się, że pojawia się na
          > tym forum kobieta, taka jak np. Złotorybek, co do której nie mam wątpliwości,
          > że dobrze rozumie mężczyzn i jeśli ja coś napiszę, ona zapewne odczyta to
          > właściwie.
          >
          > Tak więc w pewnym sensie rozumiem potrzeby Wisienkiczereśni. Ona naprawdę
          > niemal nic nie wie o mężczyznach, innych, normalnych kobietach, ani nawet o
          > sobie samej i jej rzeczywiście przydałaby się taka grupa, w której mogłaby
          > przyjrzeć się sobie i innym i czegoś się dowiedzieć. Odrzucić fałszywe
          > wyobrażenia i zobaczyć mężczyzn takimi, jakimi są naprawdę, a nie przez
          pryzmat
          >
          > swoich uprzedzeń i swojej feministycznej ideologii. Przyjrzeć się normalnym
          > kobbietom (takim jak Złotorybek), spróbować je nasladować i zobaczyć, jak
          sama
          > się czuje w roli kobiety. Grupy takie zapewne istnieją i nazywają się "grupy
          > terapeutyczne", o czym Kati powinna wiedzieć.
          >
          > Ja wiem o kobietach wystarczająco dużo, by nie mieć interesu w tym, by brać
          > udział w takim przedsięwzięciu. To, co mógłbym dowiedzieć się nowego w takiej
          > grupie, to tylko ewentualnie więcej szczegółów o patologii, jaką jest
          feminizm.

          masz sporo racji Macieju. To ciekawe, że feministki mają tyle do powiedzenia o
          kobietach, a kiedy pojawiła się tu realna (choć wirtualna) kobieta z realnym
          problemem (Monia z wątku "Wybaczcie już było, mój mąż nie ma ochoty)jako jedyna
          zareagowała złotorybka, ktora od feminizmu się dystansuje (mojej reakcji nie
          liczę). Właściwie łatwo to zrozumieć - w oczach feministek Monia popełnia
          grzech, uzalezniając poczucie swojej wartości od mężczyzny (gorzej! Od jego
          seksualnych apetytów!). Po roku przebywania wśród wirtualnych feministek
          stwierdzam, że w feminizmie jest jakiś potężny ładunek egoizmu. Gdyby streścić
          feminizm w jednym haśle byloby to "JA CHCĘ, a resztę niech szlag trafi".
          • Gość: TictacTodt Re: Chodzi o to... IP: *.MAN.atcom.net.pl 11.08.02, 13:07
            Jeśli chodzi o grupy terapeutyczne, to bądź trochę ostrożniejszy. Nie chodzą
            tam tylko kobiety -ja też byłem. Tobie też polecam -zobaczysz jak to jest
            naprawdę i nie będziesz taki ostry w poglądach.
            Nie wiem co masz do wisienek i czereśni, ale jak widzę taka grupa rozmówców by
            się przydała.
            Jeśli chodzi o "feministki", to mają one często faktycznie złe doświadczenia z
            mężczyznami a to co nazywasz "normalną" kobietą, to często człowiek, który sam
            nie potrafi żyć i potrzebuje kogoś innego do opieki -zdominowania. Nie wiem jak
            ty, ale ja wolę kobietę, która nie potrzebuje do życia mojej ciągłej opieki.
            Nie potrzebuję też wskazywać nikomu jak ma żyć.

            ps. ciekaw jestem czy chciałbyś mieć za żonę dziewicę?
            • Gość: Maciej Re: Chodzi o to... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.02, 22:11
              Gość portalu: TictacTodt napisał(a):

              > Jeśli chodzi o "feministki", to mają one często faktycznie złe doświadczenia
              > z
              > mężczyznami

              I uogólniają te swoje doświadczenia do tego stopnia, że uznają je za
              reprezentatywne dla całej, męskiej połowy ludzkości. To chyba się
              nazywa "stereotyp"?
              Jednak feministki, które walczą ze wszystkimi możliwymi stereotypami, nie
              zwalczają stereotypu "męskiej szowinistycznej świni".

              > a to co nazywasz "normalną" kobietą, to często człowiek, który sam
              > nie potrafi żyć i potrzebuje kogoś innego do opieki -zdominowania.

              Nieporozumienie. Poczytaj trochę postów Złotorybka, która dla mnie jest dobrym
              przykładem normalnej kobiety. Jest jeszcze także wątek "nor,malna kobieta - jak
              to rozumieć", gdzie przedstawiam swoje stanowisko w tej sprawie.
              Pozdr.
              • Gość: zula Re: Chodzi o to... IP: *.leased-02.binet.pl 12.08.02, 09:19
                Złotyrybek jest sfeminizowana, korzysta z osiągnięć feminizmu, pomimo, ze
                twierdzi że nie jest feministką. tak jak ally mcBeal, i jej koleżanki, które
                nie muszą trąbić na prawo i lewo o pewnych rzeczach- ponieważ są one
                oczywiste!!!złotyrybek ma to szczęście, że jest już 'ustawiona' życiowo, może
                chodzić do prywatnych lekarzy, i w ogóle w miejsca, gdzie spotyka sie z
                mniejszym chamstwem. ma wybór nie widzieć pewnych rzeczy, nie spotykać się z
                nimi, przynajmniej w pewnym stopniu.

                jedyną jej cechą niefeministyczną jest to, ze nie przyznaje się do feminizmu.
                zastanów się wiec macieju, z kim ty się własciwie kłócisz?ty po prostu
                nienawidzisz litery f, i dalsza dyskusja nie ma sensu, teraz już może być tylko
                terapia przeciwko fobiom.

                dlaczego odsyłasz ludzi do czytania swoich starych postów? szanuj zdanie
                innych, i nie traktuj się jak wyroczni, bo to śmieszy wszystkich prócz ciebie i
                tada. tracisz przez to punkty w dyskusji (o ile jakies zostały).
                • Gość: Maciej Złotyrybku, jesteś feministką! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.08.02, 19:07
                  Gość portalu: zula napisał(a):

                  > Złotyrybek jest sfeminizowana, (...)
                  > jedyną jej cechą niefeministyczną jest to, ze nie przyznaje się do feminizmu.

                  Jesteś więc feministką Złotyrybku, tylko jeszcze o tym nie wiesz... :-)
                  Pewnie dlatego, że masz "fałszywą świadomość". :-)

          • Gość: zula Re: Chodzi o to... IP: *.leased-02.binet.pl 11.08.02, 13:41
            Gość portalu: tad napisał(a):
            > > > kobietach, a kiedy pojawiła się tu realna (choć wirtualna) kobieta z
            realnym
            > problemem (Monia z wątku "Wybaczcie już było, mój mąż nie ma ochoty)jako
            jedyna
            > zareagowała złotorybka, ktora od feminizmu się dystansuje

            mam na razie narzeczonego, więc nie udzielam rad bez pokrycia, w odróznieniu od
            ciebie.

            >(mojej reakcji nie
            > liczę).

            dla dobra Moni byłoby lepiej, zebyś w ogóle się nie odzywał. ty to nazywasz
            radami? co jej mianowicie poradziłeś? zaatakowałes dziewczynę, która prosi o
            pomoc. karma popsuje ci się tak, ze HO HO!

            Właściwie łatwo to zrozumieć - w oczach feministek Monia popełnia
            > grzech, uzalezniając poczucie swojej wartości od mężczyzny (gorzej! Od jego
            > seksualnych apetytów!).

            jak zwykle bredzisz (nawet w niedzielę). proponuję ci wprowadzić "teodozję"
            która wypowiadałaby się jako feministka w twoim imieniu. będzie tu o wiele
            smieszniej (bo na razie wieje nudą w twoich postach).
            • Gość: tad Re: Chodzi o to... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.02, 16:41
              Gość portalu: zula napisał(a):

              > mam na razie narzeczonego, więc nie udzielam rad bez pokrycia, w odróznieniu
              od
              >
              > ciebie.


              Godna pochwały wtrzemięźliwość: nie mam doświadczenia - nie zabieram głosu. Czy
              aby nie powinnaś być równie wstrzemięźliwa jesli chodzi o rady dotyczące
              reformy całego społeczeństwa ?


              > dla dobra Moni byłoby lepiej, zebyś w ogóle się nie odzywał. ty to nazywasz
              > radami? co jej mianowicie poradziłeś? zaatakowałes dziewczynę, która prosi o
              > pomoc. karma popsuje ci się tak, ze HO HO!

              Tak czy owak fakt jest faktem - żadna feministka nie zareagowała (nie jesteś tu
              przecież jedyna). Dla dobra Moni - tym lepiej.

              > Właściwie łatwo to zrozumieć - w oczach feministek Monia popełnia
              > > grzech, uzalezniając poczucie swojej wartości od mężczyzny (gorzej! Od jeg
              > o
              > > seksualnych apetytów!).
              >
              > jak zwykle bredzisz (nawet w niedzielę). proponuję ci wprowadzić "teodozję"
              > która wypowiadałaby się jako feministka w twoim imieniu. będzie tu o wiele
              > smieszniej (bo na razie wieje nudą w twoich postach).

              Bredzę? Czy wg. feministek uzaleznianie własnej wartości przez kobietę od
              seksualnego apetytu jej męża jest czyms własciwym? Wątpię.
              • Gość: zula Re: Chodzi o to... IP: *.leased-02.binet.pl 12.08.02, 09:28
                > Godna pochwały wtrzemięźliwość: nie mam doświadczenia - nie zabieram głosu.
                Czy
                >
                > aby nie powinnaś być równie wstrzemięźliwa jesli chodzi o rady dotyczące
                > reformy całego społeczeństwa ?

                jestem członkiem społeczeństwa, więc moim obowiązkiem jest postępowanie wobec
                ludzi jak najlepiej- dla mnie i dla nich. i moje sumienie jest za to
                odpowiedzialnie, a nie np. twoje sumienie, więc pilnuj swoich postów i swoich
                spraw.

                > Tak czy owak fakt jest faktem - żadna feministka nie zareagowała (nie jesteś
                tu
                >
                > przecież jedyna). Dla dobra Moni - tym lepiej.

                powtarzasz się- ja nie będę. nie dociera to trudno.

                > Bredzę? Czy wg. feministek uzaleznianie własnej wartości przez kobietę od
                > seksualnego apetytu jej męża jest czyms własciwym? Wątpię.

                feministki również mają problemy seksualne, a jak wiesz małzeństwo to jednia,
                więc problemy te dotyczą obu osób. mąż to nie jest molestujacy szef w pracy,
                nie odróżniasz pojęć- wszystko traktujesz wg tej samej matrycy. to
                barbarzyństwo metodologiczne, które po raz kolejny obnaża twoje
                dyletanctwo/zaburzenia percepcji?/. tak dalej, tad, a juz całkiem stracę
                szacunek. pocieszające jest chyba tylko to, że na forum pojawiają się jakies
                nowe osoby, które dadzą się złapac, prawda?

            • Gość: tad do Zuli i Kati - pytania IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.08.02, 16:07
              Gość portalu: zula napisał(a):
              Jak można wnioskować z tego co piszecie, waszym ideałem jest społeczeństwo "bez
              stereotypów". Feministyczna uczona (w świecie, gdzie oszustwa księgowe nazywa
              się "kreatywną księgowością" "myslicielki" tego rodzaju mogą być oczywiście
              nazywane "uczonymi") Sandra Lipsitz Bem przedstawiła wizję takiego
              bezstereotypowego raju (cyt. za polecanym przez Kati
              numerem "Charakterów"): "Polaryzacja rodzajów to organizacja życia społecznego
              wokół rozróżnienia męski-kobiecy, to wymuszanie kulturowego związku pomiędzy
              płcią, a praktycznie każdym innym aspektem ludzkiego doświadczenia, włącznie ze
              sposobem ubierania się, rolami społecznymi, a nawet sposobami wyrażania emocji
              czy doświadczania pożądania seksualnego. Wyeliminowanie polaryzacji rodzajów
              wymagałoby zerwania wszystkich tych stworzonych przez kulturę związków oraz
              ograniczenia rozróżnienia męski-kobiecy jedynie do wąskiej, lecz bardzo
              znaczącej, sfery związanej z reprodukcją biologiczną. Po dokonaniu pełnej
              depolaryzacji rodzajów biologia płci byłaby obecna w zyciu społecznym w stopniu
              minimalnym. Innymi słowy, doświadczenie ludzkie nie byłoby już dzielone na
              kategorie kulturowe według rodzaju, ludzie odmiennych płci nie byliby juz
              kulturowo rozróżniani na podstawie ubioru, odgrywanych ról społecznych,
              odmiennych osobowości, partnerów seksualnych, tak jak teraz nie są rozróżniani
              na podstawie koloru oczu, czy długości stóp." Wg. Bem najbardziej pożądany typ
              osobowości to androgynia, czyli "równoczesne utożsamianie się z cechami zarówno
              męskimi jak i kobiecymi". Zula pisze, ża ma narzeczonego (nie wiem jak to
              wygląda u Kati, zakładam, że ma, będzie miała, chce mieć, narzeczonego czy
              męza). Czy jest "androgynem"? Dla feministki walczącej ze "stereotypami" taki
              partner, łączący płynnie cechy męskie i kobiece jest chyba najbardziej
              pożądany? Jesli jednak nie jest androgyniczny, to czy chciałabyś żeby był?
              Żeby - zgodnie z postulatami feministycznej uczonej - nie mozna było okreslić
              jego "rodzaju" na podstawie "ubioru, odgrywanych ról społecznych, odmiennych
              osobowości, partnerów seksualnych"? Czy możesz - w imię budowy Nowego
              Wspaniałego Świata - zadeklarować, że będziesz wychowywać swoje dzieci tak, by
              były androgyniczne? (jak zrobiła to ze swoim dzieckiem p. Bem?). Czy życzysz
              sobie takiego Nowego Wspaniałego Świata? Kati również proszę o odpowiedź na te
              pytania.
              • Gość: Kati Re: do Zuli i Kati - pytania IP: 2.4.STABLE* 12.08.02, 21:10
                Gość portalu: tad napisał(a):

                Zula pisze, ża ma narzeczonego (nie wiem jak to
                > wygląda u Kati, zakładam, że ma, będzie miała, chce mieć, narzeczonego czy
                > męza). Czy jest "androgynem"? Dla feministki walczącej ze "stereotypami" taki
                > partner, łączący płynnie cechy męskie i kobiece jest chyba najbardziej
                > pożądany? Jesli jednak nie jest androgyniczny, to czy chciałabyś żeby był?
                > Żeby - zgodnie z postulatami feministycznej uczonej - nie mozna było
                okreslić
                > jego "rodzaju" na podstawie "ubioru, odgrywanych ról społecznych, odmiennych
                > osobowości, partnerów seksualnych"? Czy możesz - w imię budowy Nowego
                > Wspaniałego Świata - zadeklarować, że będziesz wychowywać swoje dzieci tak,
                by
                > były androgyniczne? (jak zrobiła to ze swoim dzieckiem p. Bem?). Czy życzysz
                > sobie takiego Nowego Wspaniałego Świata? Kati również proszę o odpowiedź na
                te
                > pytania.

                Jesli chodzi o twoj 'nowy wspanialy swiat' (rozumiem, ze celowo poslugujesz sie
                literacka aluzja- po co? Nie widzę związku... jesli to podpucha to byla zbyt
                prosta do zdemaskowania, i'm very sorrriii)- to jak to w utopii, nie ma szans
                na jej zrealizowanie (calkowitej androginizacji spoleczenstwa)- przynajmniej
                nie za mojego zycia. Warty podkreslenia jest fakt ograniczen jakie powoduje
                polaryzacja naszej kultury (od ilus tam tysiecy lat) na 'kobiece' i 'meskie'
                wzorce zachowania, zainteresowan, rol spolecznych, wygladu, etc. Poza tym Bem
                pisze DLACZEGO czlowiek łączący w sobie cechy "męskie" i "kobiece" (ze sfery
                pozabiologicznej) jest z punktu widzenia spolecznego najcenniejszy. Moim
                skromnym zdaniem sprawa jest o tyle prosta, o ile wobec zaniku takiej k-m
                polaryzacji, czlowiek moze (moglby) rozwijac sie tylko i wylacznie zgodnie z
                wlasnymi indywidualnymi predyspozycjami, pelnic w spoleczenstwie (lub poza nim)
                taka role, ktora najbardziej by mu odpowiadala i do ktorej najlepiej by
                sie "nadawal". Ogromnym błędem naszej (w sensie globalnym) obecnej kultury
                jest "odgórne" rozdzielanie takich ról często wbrew indywidualnym pragnieniom
                czy zdolnościom.
                Jeśli zaś chodzi o mojego partnera - nie jest on stereotypowym "prawdziwym
                mężczyzną" z czego się bardzo cieszę, bo z takim bym nie wytrzymała ani
                sekundy :-) Dzieci narazie nie mam i nie zamierzam mieć, więc w kwestii moich
                ewentualnych praktyk wychowawczych nie będę się wypowiadać. A poza tym...
                myślę, że moje życie prywatne nie powinno być przedmiotem dysput forumowych.

                Mam jeszcze jedną uwagę do Twoich pytań: nie podoba mi się określanie ludzi
                (bądź ich wszelkich niebiologicznych cech) jako "męskich", "kobiecych"
                bądź "androginicznych"- i rozstrząsanie czy lepszy jest sztywny dwubiegunowy i
                oparty na przeciwienstwach podzial ludzi na dwa zupelnie rozne "podgatunki" czy
                tez "ujednolicenie" i uniwersalne polaczenie obu zestawow cech na zasadzie 2 w
                1, dlatego, że każdy dysponuje swoim własnym i niepowtarzalnym (w to wierzę)
                zestawem cech- i jeśli tylko pozwoli się te cechy rozwijać i jeżeli zechce się
                je poznać (nie oceniając czy jest to adekwatne do płci czy też nie) będzie to
                dla mnie, humanistki (tak tak!), idealnym rozwiązaniem. Moze wymagam zbyt
                wiele, bo moim marzeniem jest zniknięcie pojęć typu "typowo kobiece
                zachowanie", "typowo męskie zainteresowania", i tak dalej, i tak dalej....

                Na koniec mam do Tada wielką prośbę: gdybyś zechciał skończyć wreszcie swoją
                śmieszną krucjatę 'antyfe'- i przynajmniej w tym wątku- który ma (podobno)
                przynieść jakiś konsensus, a już na pewno miał być miłą i przyjazną (!)
                pogawędką/wymianą doświadczeń/obserwacji- zaprzestał sie produkowac, byloby po
                prostu milej... Bo do Ciebie niestety tutejsze założenia nie dotarły, dalej
                żałośnie i nudno swoje trzy-po-trzy pleciesz i/lub agresywnie
                atakujesz "wszystko co się rusza" i wszystko co się do litery F przyznało.
                I jestem pewna (to przykre, ale obawiam się, że prawdziwe), że gdybym kilka
                swoich postow (z identyczna trescia) podpisala innym imieniem, i nie omieszkala
                dodac sakramentalnego "nie jestem feministka, ale..." Twoja reakcja bylaby
                zupelnie inna. Proponuje znalezc sobie innego "chlopca do bicia". Najbardziej
                zaskakujace jest to, ze deklarujac swoja niechęć, niezrozumienie i brak uznania
                myśli feministycznej (a raczej twojej na ten temat szalonej wariacji), łącznie
                z twierdzeniem, że feministki nie są "normalnym kobietami" (?), i
                przyklaskiwaniem Maciejowi z jego teoria o 'feminizmie jako nowej wersji
                komunizmu', zupelnie nie rozumiem co chcesz osiągnąć "wtryniając" się na to
                forum i psując wszystkim humory zupelnie absurdalnymi i napastliwymi
                komentarzami. Po co marnujesz swój czas na dyskusje z kimś tak niekompetentym i
                niezrównoważonym jak feministki?
                Daj odpocząć i sobie i nam i zaprzestań wszelkiej produkcji w obrębie tego
                forum. Po co się męczysz?

                bez pozdrowień (za to z permanentnym zadziwieniem twoją postawą)
                Kati
                • Gość: Maciej Re: do Zuli i Kati - pytania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.08.02, 21:46
                  Gość portalu: Kati napisał(a):

                  > Moze wymagam zbyt
                  > wiele, bo moim marzeniem jest zniknięcie pojęć typu "typowo kobiece
                  > zachowanie", "typowo męskie zainteresowania", i tak dalej, i tak dalej....

                  Czy opowiadasz się także za likwidacją hormonów płciowych, które, jak wykazują
                  badania - mają znaczący i nieodwracalny wpływ na kształtowanie mózgu, a co za
                  tym idzie - męskich i kobiecych zainteresowań i upodobań?

                  > Daj odpocząć i sobie i nam i zaprzestań wszelkiej produkcji w obrębie tego
                  > forum.

                  Droga Kati, pewnie jesteś tu zbyt krótko, by zauważyć, że w obrębie tego forum
                  wątki założone przez Tada "Czy normalna kobieta może byc feministką; 1 i 2"
                  mają najwięcej wpisów na tym forum. Co więcej, całe to forum ożywia się tylko
                  wtedy, gdy pojawia się na nim jakis mężczyzna kwestionujący feminizm - inaczej
                  staje się senne i nudne.

                  Proponuję, byś założyła wątek, w którym zaznaczysz w pierwszym wpisie, że nie
                  życzysz sobie w nim obecności Tada i mojej (na pewno uszanujemy to życzenie) i
                  ewentualnie także innych mężczyzn, kwestionujących sensowność feminizmu. Życzę
                  ożywionej dyskusji... ;-)
              • Gość: zula forum=dawka SOMY IP: *.leased-02.binet.pl 12.08.02, 21:46
                jakie wg ciebie sa zagrożenia płynącę z samorealizacji pochodzącej 'z serca',
                nie z obowiazku-stereotypu społeczno-biologicznego? co jest złego w androgyne?
                bo ten twój post przypomina mi trochę taką gadkę :"ola Boga, ale sie tym babom
                w głowie poprzewracało teraz!za moich czasów..." w ogóle ten twój post taki
                znów w tym samym stylu...taki suchy, monotonny...jak tost bez masła (nie
                wspominając o drzemie). następnym razem postaraj się go okrasić choć odrobiną
                konfiturki, albo miodkiem...

                a propos
                wymień 5 najbardziej pożądanych cech u kobiet (tylko nie sil się znowu na
                pseudocechy w rodzaju "nie jest feministką", albo nie- pisz po prostu
                o "normalnej kobiecie", i to samo o mężczyźnie. i jacy powinni być dla siebie).

                * * *

                dlaczego mamy sobie uprzykszać życie stereotypami, zamiast umilać je wolnością?
                stereotypy są dla ludzi, którzy nie potrafią sami niczego wykreować. albo boją
                się. nie wiem jak dla innych, ale polskie stereotypy są dla mnie za małe.jeżeli
                komuś (z ręką na sercu) pasuje taka sytuacja, to niech sobie zyje jak chce.
                chodzi wyłącznie o wybór.

                mój luby of course też nie jest żadnym maczo, jest miłą osobą, czasem też pisze
                na forum, choć uwaza, że to strata czasu.

                twoje dowcipkowanie o nowym wspaniałym swiecie- nieudane. chyba, że czujesz się
                niewolnikiem forum (forum=dawka SOMY, choć moim zdaniem to dla ciebie chyba
                bardziej GODZINA NIENAWIŚCI, prawda? jesli tak jest, moge już więcej nie pisac
                do ciebie, zeby nie wikłać cię bardziej w ten niebezpieczny nałóg.
                • Gość: Maciej zbyt trudne pytania Tada? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.08.02, 21:52
                  Tad zadał naprawdę ciekawe pytania i ja też byłbym bardzo zainteresowany poznać
                  Wasze stanowisko w tych sprawach. Szkoda, że go zbywacie, zamiast wysilić się i
                  odpowiedzieć. To po co to forum dyskusyjne?

                  Personalne ataki oczywiście są dla was łatwiesze, niż rzeczowa dyskusja z Tadem?
                  • Gość: zula oj maćku maćku:-)))) IP: *.leased-02.binet.pl 12.08.02, 21:59
                    spytaj tada czy bardzo cierpi, i jeśli tak, to czy możesz (mogę?! mogę?!
                    moge?!) zostać jego forumowym adwokatem. to bardzo uroczysta chwila:-)

                    paskudna, zła, kobieta, która znów skrzywdziła 2 biednych chłopców (Jacka i
                    Placka?)
                    czarownica zula (na stos! na stos!)
                    :-)))


                  • Gość: tad Kati i Zula IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.08.02, 22:59
                    Drogie panie. Nie jest to żadna "podpucha" - jak pisze Kati.
                    Zacytowałem "feministyczną uczoną". Przedstawia ona pewną wizję. Zakładam, że
                    to co pisze, pisze powaznie. Zakładam, że Wy -deklarujące się jako feministk -
                    traktujecie tę wizję powaznie (ja nie muszę). Zapytałem tylko, czy
                    zyczyłybyście sobie, by ta wizja się spełniła. To proste pytanie i nie
                    rozumiem dość nerwowej reakcji - zwłaszcza Kati.(oczywiście przesadam. Reakcja
                    jest typowo kobieca ;P) Nie jestem niemiły, agresywny, czy nieprzyjazny. Nie
                    prowadzę krucjaty antyfeministycznej. Nie jestem tez dla Was nudny . Dyskutuję
                    z Wami na forum. To wszystko.
                    • Gość: zula czy wszystko muszę pisać po 2 razy? IP: *.leased-02.binet.pl 13.08.02, 09:07
                      ja też pisze poważnie. prosze odpowiedzieć na pytanie: co złego jest w
                      androgynizmie? i 5 cech najbardziej pożądanych u k i m.

                      ja odpowiedziałam: wolność jest najlepsza. jest w moim systemie wartości ponad
                      stereotypy. i nie chodzi o zlikwidowanie płci- to byłoby okropne- chodzi o to,
                      zeby płci było tylu ilu ludzi. jesteś tym, kim się czujesz, do czego dążysz, w
                      czyjej skórze jesteś najpełniejszy.
                      • b.u.zz Re: czy wszystko muszę pisać po 2 razy? 13.08.02, 10:22
                        oj dziewczyny, dziewczyny, dajcie sobie spokoj z ta utopia. po jakiego diabla
                        chcecie wszystko zmieniac? czy wy naprawde tak nie lubicie tego swiata? i
                        swojej kobiecosci przy okazji? czy nie mozecie zrozumiec, ze te roznice
                        biologiczne, ktore chcialybyscie ograniczyc tylko i wylacznie do drobnego
                        epizodu jakim jest urodzenie dziecka (a moze nawet i do tego nie?), wplywaja
                        tak na prawde na olbrzymia czesc zycia czlowieka?
                        roznice te sa naturalne, wiele ich skutkow - takze. ksztaltowanie swiata w
                        oparciu o negacje calej naszej dotychczasowej kultury jest tworzeniem wlasnie
                        jakiejs koszmarnej utopii, czyli wspanialego nowego swiata. porownanie jest
                        wiec jak najbardziej na miejscu.
                        odpowiem na pytanie zuli, choc nie do mnie, co zlego jest w androginizmie. jak
                        to co zlego? idea zaklada brak roznic, takze wizualnych, miedzy kobietami a
                        mezczyznami, a ty sie pytasz co w tym jest zlego?? wszystko!
                        i na koniec do kati: nie uciszaj innych. lepiej powiedz cos sensownego.
                        pozdrowienia
                        b.
                        • Gość: zula Re: czy wszystko muszę pisać po 2 razy? IP: *.leased-02.binet.pl 13.08.02, 11:38
                          drogi buzzie

                          z androgynizmem nie chodzi o zatarcie różnic- płciowość jest super, bardzo sie
                          cieszę, że są chłopcy i dziwczynki, cieszę się że jestem kobietą, podobam się
                          sobie i chcę mieć dzieci. ale np. kobiety z wąsami- takich jest w stanach ok.
                          10% (był taki program na jedynce o 23.00 z 4 miesiace temu) niektóre z nich
                          lubiły swój wyglad- z broda, z wasami- ale nikt nie chciał dać im pracy, były
                          nieakceptowne...więc zgoliły...niektóre kobiety golą się 2 razy dzienie...nie
                          uważam, że to fair. taka jest ich biologia, natura...więc czemu społeczeństwo
                          ich nie akcetuje.
                          • b.u.zz Re: czy wszystko muszę pisać po 2 razy? 13.08.02, 12:25
                            a u mnie w pracy musze chodzic w garniturze, pod krawatem (a za oknem takie
                            upaly!), w wypolerowanych butach, niefarbowanych wlosach, bez kolczykow. zaden
                            z tych zakazow nie odnosi sie do kobiet. i co? i dobrze. dobrze, ze mezczyzni
                            maja takie zakazy, a kobiety - nie.
                            kobieta z wasami jest nieestetyczna. przykro mi, ale tak po prostu jest. i
                            dlatego tam, gdzie estetyka ma znaczenie, te wasy mogly byc przeszkoda. poza
                            tym zauwaz ze w swiecie polityki swiatowej/dyplomacji rowniez zarost u mezczyzn
                            nie jest specjalnie popularny. malo kto sobie pozwala na wasy, ze o brodzie nie
                            wspomne.
                            przykro mi, ze tak cierpisz z powodu estetyki. na pocieche polece ci lekture
                            "potegi smaku" herberta:
                            czasem estetyka moze byc pomocna w zyciu. nie nalezy zaniedbywac nauki o
                            pieknie :)
                            pozdrawiam
                            b.
                            • Gość: zula Re: czy wszystko muszę pisać po 2 razy? IP: *.leased-02.binet.pl 13.08.02, 15:46
                              oj buzz, uwielbiam piekno i estetykę, ale nie uważam, że to, co mnie się
                              podoba, musi podobać się każdemu. ot co. myślisz, ze istnieje jakieś obiektywne
                              piekno jeśli chodzi o urodę? za czasów moich dziadków owłosione dziewczyny
                              były 'ze smaczkiem'. teraz każdy walczy z włosami jak z ogniem. to tylko
                              moda...więc dlaczego nikt z nas nie ma na tyle odwagi, żeby samemu się kreować?
                              być wbrew modzie to chyba najmocniej zakorzeniony negatywny stereotyp-
                              zwłaszcza, jeśli dotyczy młodych ludzi. wydaje mi się, że być modnym to wartosc
                              przetargowa- chcesz być modny znaczy czcesz sie podobać. lub nie chcesz się
                              wyrózniać.
                          • Gość: tad argument za patriarchatem! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 09:41
                            Gość portalu: zula napisał(a):

                            > drogi buzzie
                            >
                            > z androgynizmem nie chodzi o zatarcie różnic- płciowość jest super,

                            Wybacz Zulo, ale z tego co pisze p. Bem, chodzi właśnie o zatarcie różnic
                            płciowych, tak mozno jak to tylko możliwe.




                            bardzo sie
                            > cieszę, że są chłopcy i dziwczynki, cieszę się że jestem kobietą, podobam się
                            > sobie i chcę mieć dzieci. ale np. kobiety z wąsami- takich jest w stanach ok.
                            > 10% (był taki program na jedynce o 23.00 z 4 miesiace temu) niektóre z nich
                            > lubiły swój wyglad- z broda, z wasami- ale nikt nie chciał dać im pracy, były
                            > nieakceptowne...więc zgoliły...niektóre kobiety golą się 2 razy dzienie...nie
                            > uważam, że to fair. taka jest ich biologia, natura...więc czemu społeczeństwo
                            > ich nie akcetuje.

                            Z tego co piszesz wynika niezbicie, ze gdyby nie "opresyjny patriarchat" świat
                            pełen byłby brodatych kobiet. To najmocniejszy argument za utrzymaniem
                            patriarchatu jaki słyszałem!
                            Czy aby niektóre feministki nie walczą z "systemem" po to, żeby móc wreszcie
                            przestać golić się 2 razy dziennie? Mogę je zrozumieć.
                      • Gość: tad Re: czy wszystko muszę pisać po 2 razy? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.08.02, 20:25
                        Gość portalu: zula napisał(a):

                        > ja też pisze poważnie. prosze odpowiedzieć na pytanie: co złego jest w
                        > androgynizmie? i 5 cech najbardziej pożądanych u k i m.

                        A czemu miałbym wymieniać jakieś "5 cech najbardziej pożądanych u k i m"? Nie
                        zajumję się projektowaniem "Idealnego Człowieka". Pozostawiam to hobby
                        feministkom i innym utopistom wszelkiego autoramentu.


                        > ja odpowiedziałam: wolność jest najlepsza. jest w moim systemie wartości
                        ponad
                        > stereotypy. i nie chodzi o zlikwidowanie płci- to byłoby okropne- chodzi o
                        to,
                        > zeby płci było tylu ilu ludzi. jesteś tym, kim się czujesz, do czego dążysz,
                        w
                        > czyjej skórze jesteś najpełniejszy.

                        Zgoda. Tylko ta wolność oznacza po prostu..... utrzymanie się stereotypów.
                        Feminizm dlatego jest niebezpieczny (potencjalnie), że w wolnośc uderza.
                        • Gość: zula Re: czy wszystko muszę pisać po 2 razy? IP: *.leased-02.binet.pl 14.08.02, 08:01
                          boisz się utraty pozycji?
                        • Gość: zula Re: czy wszystko muszę pisać po 2 razy? IP: *.leased-02.binet.pl 14.08.02, 08:04
                          Gość portalu: tad napisał(a):
                          > A czemu miałbym wymieniać jakieś "5 cech najbardziej pożądanych u k i m"? Nie
                          > zajumję się projektowaniem "Idealnego Człowieka". Pozostawiam to hobby
                          > feministkom i innym utopistom wszelkiego autoramentu.

                          bo jestem ciekawa. interesuje mnie to. skoro sam nie wiesz, co ci sie
                          podoba...to trudno.
                    • Gość: Kati Re: Kati i Zula IP: 2.4.STABLE* 13.08.02, 14:30
                      Gość portalu: tad napisał(a):

                      > Drogie panie. Nie jest to żadna "podpucha" - jak pisze Kati.
                      > Zacytowałem "feministyczną uczoną". Przedstawia ona pewną wizję. Zakładam, że
                      > to co pisze, pisze powaznie. Zakładam, że Wy -deklarujące się jako
                      feministk -
                      >
                      > traktujecie tę wizję powaznie (ja nie muszę). Zapytałem tylko, czy
                      > zyczyłybyście sobie, by ta wizja się spełniła. To proste pytanie i nie
                      > rozumiem dość nerwowej reakcji - zwłaszcza Kati.

                      Odpowiedzialam na Twoje pytanie powaznie (co prawda Maciej tej odpowiedzi nie
                      zauwazyl, ale mam nadzieje, ze Ty nie masz aż takich klopotów ze wzrokiem)

                      Reszta (ta "nerwowa") odnosila sie do caloksztaltu, a szczegolnie do kilku
                      twoich postow w tym konkretnym wątku. Twoj niezwykle mądry głos w dyskusji to
                      często li tylko zdanie: to ideologia, nie ma o czym gadać gadać. A więc skoro
                      nie ma, to po co gadasz? Zadałam Ci to (proste chyba) pytanie, i oczekuję
                      odpowiedzi.


                      (oczywiście przesadam. Reakcja
                      >
                      > jest typowo kobieca ;P) Nie jestem niemiły, agresywny, czy nieprzyjazny. Nie
                      > prowadzę krucjaty antyfeministycznej. Nie jestem tez dla Was nudny .

                      Skąd wiesz? Przeprowadziłeś sondę wśród "nas"? Do mnie jakoś nie dotarła.

                      W moim odczuciu jesteś agresywny. (np. odpowiedz na prosbe o 'poradę małżenską'-
                      była i agresywna, i idiotyczna- po prostu nie miala z feminizmem nic
                      wspolnego; badź kilka komentarzy do moich tutejszych wypowiedzi: oczekiwałam
                      ciekawej wymiany zdań nt. waszych obserwacji spoleczno-kulturowych, Ty
                      <agresywnie> nazwałeś to (co?)ideologią, i w sposób iście ideologiczny :-) nie
                      podjąłes tematu. Bylo za trudne? Zlotyrybek np. (mimo deklarowanej róznicy w
                      poglądach) potrafii rozmawiać normalnie. Inni nie-feminiści/stki przeważnie
                      też. Co z wami chłopcy?

                      Dyskutuję
                      > z Wami na forum. To wszystko.

                      Chciałabym by była to uczciwa dyskusja. A kiedy się mnie obraża, rzuca
                      mizoginskimi hasłami i tekstami o typowo kobiecych reakcjach (toż to iście
                      wyborny poziom dyskusji!), pisze iż jako feministka "normalną kobietą" być nie
                      mogę, a za to jestem (zamiennie) marksistką lub faszystką, i we wszystkim
                      zarzuca się ideologię, to ja się z tej gry wypisuję (a raczej wypisuję ciebie).
                      Czy taka "godzina nienawisci" (że zacytuję inną forumowiczkę) jest Ci potrzebna
                      do podbudowania swojej "męskości"? Dzięki niej masz wyzsze poczucie wartości?
                      Czy jest cokolwiek innego co stoi za Twoją obecnością tutaj?
                      Szczerze przekonana że Nie,
                      Kati
                      • Gość: tad Re: Kati i Zula IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.08.02, 17:27
                        Gość portalu: Kati napisał(a):
                        > Odpowiedzialam na Twoje pytanie powaznie (co prawda Maciej tej odpowiedzi nie
                        > zauwazyl, ale mam nadzieje, ze Ty nie masz aż takich klopotów ze wzrokiem)

                        Niezupełnie. Napisałaś, że wizja Bem nie ma szansy na realizację. Nie o to
                        pytałem. Pytałem, czy CHCIAŁABYŚ żeby się zrealizowała. Napisałaś "mój partner
                        nie jest stereotypowym mężczyzną". Pytałem, czy CHCIAŁABYŚ żeby był andrgynem
                        (takim jak to opisała Bem). Pytanie odnośnie dziecka zmieniam na mniej
                        osobiste. Czy uważasz, ze byłoby czyms właściwym wychowywanie dzieci na
                        androgynów?
                        >
                        > Reszta (ta "nerwowa") odnosila sie do caloksztaltu, a szczegolnie do kilku
                        > twoich postow w tym konkretnym wątku. Twoj niezwykle mądry głos w dyskusji to
                        > często li tylko zdanie: to ideologia, nie ma o czym gadać gadać. A więc skoro
                        > nie ma, to po co gadasz? Zadałam Ci to (proste chyba) pytanie, i oczekuję
                        > odpowiedzi.

                        Prawdą jest, ze twierdziłem iż feminizm jest ideologią (i podtrzymuję to). Nie
                        przypominam sobie jednak, bym stwierdził: "nie ma o czym gadać". Jeśli
                        znajdziesz miejsce w ktorym napisałem coś takiego - będę się z tego tłumaczył,
                        jesli jednak nie znajdziesz wytłumacz dlaczego przypisujesz mi stwierdzenia,
                        których nie wygłaszałem. Feminizm jest ideologią, ale kto powiedział, ze o
                        ideologii nie można rozmawiać?

                        > Nie jestem tez dla Was nudny .
                        >
                        > Skąd wiesz? Przeprowadziłeś sondę wśród "nas"? Do mnie jakoś nie dotarła.

                        Tak. Nasza rozmowa jest rodzajem sondy. Ciągle czytasz to co piszę, ciągle mi
                        odpisujesz. Wniosek - nie nudzisz się ze mną, lub - nudzenie się ze mną sprawia
                        Ci rodzaj satysfakcji, czy zaspokaja inną potrzebę. Pierwsza mozliwość wydaje
                        mi się pardziej prawdopodobna.

                        > W moim odczuciu jesteś agresywny. (np. odpowiedz na prosbe o 'poradę
                        >małżenską'była i agresywna, i idiotyczna- po prostu nie miala z feminizmem nic
                        > wspolnego;

                        Nie były to moje poglądy. Odpowiedź była agresywan i idiotyczna. Zgoda. Ale
                        była taka właśnie dlatego, że miała wiele wpólnego z feminizmem. By się o tym
                        przekonać wystarczy przeczytać chociażby "Kobiecego eunucha" (ja np. nie
                        napisałem Monii, jak pewnie robiłaby to Greer, że jest żałośnym eunuchem
                        wykastrowanym przez patriarchalną kulturę). Są i takie feministki, które
                        twierdzą, że kobiety są z natury ambiwalentne, jesli chodzi o orientację
                        seksualną, więc jest ona dla nich kwestią wyboru, a związki lesbijskie są
                        lepsze od heteroseksualnych, są też takie, ktore uważają, że kobiety powinny
                        tworzyć własne wspólnoty (bez mężczyzn). Moja odpowiedź miała z feminizmem
                        naprawdę wiele wspólnego.


                        >badź kilka komentarzy do moich tutejszych wypowiedzi: oczekiwałam
                        > ciekawej wymiany zdań nt. waszych obserwacji spoleczno-kulturowych, Ty
                        > <agresywnie> nazwałeś to (co?)ideologią, i w sposób iście ideologiczny :-
                        > ) nie podjąłes tematu. Bylo za trudne? Zlotyrybek np. (mimo deklarowanej
                        >róznicy w poglądach) potrafii rozmawiać normalnie. Inni nie-feminiści/stki
                        >przeważnie też. Co z wami chłopcy?

                        O ile pamiętam zawsze odnosiłem się do tego co napisałaś. To nazywa się
                        własnie "podejmowaniem tematu". Nazwanie czegoś "ideologią' nie jest od razu
                        agresją.Jesli uważam, że to co piszesz jest mocno ideologiczne - zwracam na to
                        uwagę. Możesz robić to samo w odniesieniu do mnie. Czy możesz powiedzieć
                        dokładnie na czym polega "nienormalność" naszej rozmowy? A może to Wy jesteście
                        przewrażliwione? (typowo po kobiecemu, chciałoby się powiedzieć...)


                        > Chciałabym by była to uczciwa dyskusja. A kiedy się mnie obraża, rzuca
                        > mizoginskimi hasłami i tekstami o typowo kobiecych reakcjach (toż to iście
                        > wyborny poziom dyskusji!), pisze iż jako feministka "normalną kobietą" być
                        >nie mogę, a za to jestem (zamiennie) marksistką lub faszystką, i we wszystkim
                        > zarzuca się ideologię, to ja się z tej gry wypisuję (a raczej wypisuję
                        >ciebie).

                        Nie możesz wypisać mnie z tego wątku, ponieważ nie jesteś jego założycielką.
                        Możesz mnie (czy wątek) ignorować. Twoja emocjonalna reakcja pasowała do
                        stereotypu "emocjonalnej kobiety". Zwrócenie na to uwagi nie wydaje mi się
                        obraźliwe. To zresztą ciekawe, że tak to odebrałaś. Zachowujesz się jak
                        stereotypowy "macho", ktory nie zniósłby gdyby mu powiedzieć, że
                        jest "kobiecy". Czy aby nie przypisujesz okresleniu "kobiecy" wartości
                        negatywnej? Wstyd! (Chyba znowu będę musiał zrobić Ci wyklad z teorii
                        feminizmu.) Feminizm, a przynajmniej spora jego część ma wiele wspólnego z
                        marksizmem, z nazizmem i faszyzmem, tez łączy go rys totalistyczny. (co ciekawe
                        III Rzesza i miała swoje "feministyczne" oblicze. Czytałem fragmenty
                        przemowienia przewodniczącej Narodowosocjalistycznej Ligii Kobiet. Mozna by je
                        dziś drukować w jakimś feministycznym pismie. Pismo SS "Das schwarze Korps"
                        prowadziło nawet kampanię mającą doprowadzić do równości w małżeństwach.
                        Publikowali np. zdjęcie mężczyzn z wózkami. Socjologowie i dziś zwracają uwagę,
                        że kobiety pociąga neofaszyzm. Oczywiście III Rzesza miała też
                        oblicze "antyfeministyczne").

                        > Czy taka "godzina nienawisci" (że zacytuję inną forumowiczkę) jest Ci
                        >potrzebna do podbudowania swojej "męskości"? Dzięki niej masz wyzsze poczucie
                        >wartości?Czy jest cokolwiek innego co stoi za Twoją obecnością tutaj?
                        > Szczerze przekonana że Nie,
                        > Kati

                        Zwracam uwagę, że posługujesz się tutaj najprostszymi,
                        pseudopsychoanalitycznymi stereotypami. Jako osoba walcząca ze steeotypami nie
                        powinnaś chyba tego robić. Nie nienawidzę feminizmu. Jestem przeciwnikiem
                        pewnego wydania tej ideologii. Czy to zbrodnia?
                        • Gość: Kati Uaaaaaa IP: 2.4.STABLE* 13.08.02, 18:44
                          uaaaaaaaaa taaaakk sobie ziewnęłam, a teraz stwierdzam, że to co piszesz jest
                          nudne i ideologiczne i, aby postapić konsekwentnie (według twoich zaleceń), nie
                          odpisuję.

                          ps. oczywiście ty jako ekspert od feminizmu wiesz lepiej ode mnie czym jest
                          feminizm i co na jaki temat mysli (albo mysleć powinna?) feministka. Ale:
                          dla mnie feminizm nie jest ideologią, jest tylko o wiele szerszym (niż
                          ten 'pop') i alternatywnym sposobem patrzenia na świat. A zresztą- to pewnie
                          tylko te szalejące w kobiecych ciałach hormony, a nie żaden feminizm, prawda
                          ekspercie?
                          • Gość: tad Re: Uaaaaaa IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.08.02, 20:21
                            Gość portalu: Kati napisał(a):

                            > uaaaaaaaaa taaaakk sobie ziewnęłam, a teraz stwierdzam, że to co piszesz jest
                            > nudne i ideologiczne i, aby postapić konsekwentnie (według twoich zaleceń),
                            >nie odpisuję


                            Nieodpisujesz odpisująć? I jak tu uniknąć okrzyku: kobieca logika! ;p



                            > ps. oczywiście ty jako ekspert od feminizmu wiesz lepiej ode mnie czym jest
                            > feminizm i co na jaki temat mysli (albo mysleć powinna?) feministka. Ale:
                            > dla mnie feminizm nie jest ideologią, jest tylko o wiele szerszym (niż
                            > ten 'pop') i alternatywnym sposobem patrzenia na świat. A zresztą- to pewnie
                            > tylko te szalejące w kobiecych ciałach hormony, a nie żaden feminizm, prawda
                            > ekspercie?

                            Zgadzam się w pełni, że mozna nazwać to "alternatywnym sposobem patrzenia na
                            świat". Szerszym niż ten "pop"?. Co masz na mysli pisząc "pop"? Hormony mają ma
                            Ciebie spory wpływ, i lektura feministycznych książek tego nie zmieni.
                            • zlotyrybek Re: Uaaaaaa 13.08.02, 21:13
                              Zniknęłam na chwilkę a tu juz kłótnia !!! Hej, dajcie sobie buzi i już. Bo tak
                              na prawde nie ma sie o co kłócić. Nazywajcie to jak chcecie : ideologią,
                              spojrzeniem na świat, sposobem na życie.
                              Ja wiem jedno - natura nienawidzi próżni i jest cholernie konsekwentna.
                              Spójrzcie wokół : kobiety rodzą dzieci, mężczyźni twardo staraja się o
                              zachowanie gatunku. Możemy rozmawiać dlaczego, po co , a życie i tak wszystko
                              wyrówna. Kobiety chcą równouprawnienia w pracy, w domu, w urzędzie - a tak na
                              prawde zależy czy trafią na dupka czy na człowieka (w szerokim rozumieniu - to
                              nie moja wina, że "człowiek" jest rodzaju męskiego :)).
                              Wszystko zależy od ludzi , od ich wzajemnych relacji: szef - podwładny/na,
                              mąż - żona. Jeśli mąż pozwoli ci wyjść na piwo z przyjaciółkami to nie
                              myślisz : jestem gnojona, a on jest szowinista. Życie toczy się własnym torem.
                              I nie zapominajmy : jesteśmu sami kowalem własnego losu.
                              Ale fajnie, że o tym gadamy :))

                              Buziaczki.
                              • Gość: tad Re: Uaaaaaa IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.08.02, 21:52
                                zlotyrybek napisał:

                                > Zniknęłam na chwilkę a tu juz kłótnia !!! Hej, dajcie sobie buzi i już. Bo
                                tak
                                > na prawde nie ma sie o co kłócić. Nazywajcie to jak chcecie : ideologią,
                                > spojrzeniem na świat, sposobem na życie.
                                > Ja wiem jedno - natura nienawidzi próżni i jest cholernie konsekwentna.
                                > Spójrzcie wokół : kobiety rodzą dzieci, mężczyźni twardo staraja się o
                                > zachowanie gatunku. Możemy rozmawiać dlaczego, po co , a życie i tak wszystko
                                > wyrówna. Kobiety chcą równouprawnienia w pracy, w domu, w urzędzie - a tak na
                                > prawde zależy czy trafią na dupka czy na człowieka (w szerokim rozumieniu -
                                to
                                > nie moja wina, że "człowiek" jest rodzaju męskiego :)).
                                > Wszystko zależy od ludzi , od ich wzajemnych relacji: szef - podwładny/na,
                                > mąż - żona. Jeśli mąż pozwoli ci wyjść na piwo z przyjaciółkami to nie
                                > myślisz : jestem gnojona, a on jest szowinista. Życie toczy się własnym
                                torem.
                                > I nie zapominajmy : jesteśmu sami kowalem własnego losu.
                                > Ale fajnie, że o tym gadamy :))
                                >
                                > Buziaczki.

                                Ale ja się z nikim nie kłócę przecież.
                            • Gość: Kati Re: Uaaaaaa IP: 2.4.STABLE* 13.08.02, 22:28
                              Gość portalu: tad napisał(a):

                              > Gość portalu: Kati napisał(a):
                              >
                              > > uaaaaaaaaa taaaakk sobie ziewnęłam, a teraz stwierdzam, że to co piszesz j
                              > est
                              > > nudne i ideologiczne i, aby postapić konsekwentnie (według twoich zaleceń)
                              > ,
                              > >nie odpisuję
                              >
                              >
                              > Nieodpisujesz odpisująć? I jak tu uniknąć okrzyku: kobieca logika! ;p

                              Sadzilam, ze jestes na tyle spostrzegawczy i inteligentny (swoją nieocenioną i
                              niezrównaną męskością), że zauważysz róznicę między odpisywaniem na konkretne
                              postulaty, a "odpisywaniem" w ogóle. Wiesz, dla mnie to bylo jasne, ale ty
                              widocznie potrzebujesz do wszystkiego szczegółowej instrukcji, bo z materii
                              szaro-bialej jakoś uzytku zrobić ci się nie chce...

                              > > ps. oczywiście ty jako ekspert od feminizmu wiesz lepiej ode mnie czym jes
                              > t
                              > > feminizm i co na jaki temat mysli (albo mysleć powinna?) feministka. Ale:
                              >
                              > > dla mnie feminizm nie jest ideologią, jest tylko o wiele szerszym (niż
                              > > ten 'pop') i alternatywnym sposobem patrzenia na świat. A zresztą- to pewn
                              > ie
                              > > tylko te szalejące w kobiecych ciałach hormony, a nie żaden feminizm, praw
                              > da
                              > > ekspercie?
                              >
                              > Zgadzam się w pełni, że mozna nazwać to "alternatywnym sposobem patrzenia na
                              > świat". Szerszym niż ten "pop"?. Co masz na mysli pisząc "pop"?

                              'Pop' jest skrótem od 'popularny'. Popularny to inaczej powszechny. Hmmm..
                              czuje się jakbym rozmawiala z przedszkolakiem.

                              >Hormony mają ma
                              >
                              > Ciebie spory wpływ, i lektura feministycznych książek tego nie zmieni.

                              Na ciebie mają taki sam jak na mnie. Hormony kobiece nie bardziej wpływają na
                              kobiety, niż hormony męskie na mężczyzn. I żadna kilkudziesięciowieczna kultura
                              i wieloletnia socjalizacja tego nie zmieni.
                              • Gość: tad Re: Uaaaaaa IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 09:37
                                Gość portalu: Kati napisał(a):

                                > > Nieodpisujesz odpisująć? I jak tu uniknąć okrzyku: kobieca logika! ;p

                                > Sadzilam, ze jestes na tyle spostrzegawczy i inteligentny (swoją nieocenioną
                                >i niezrównaną męskością), że zauważysz róznicę między odpisywaniem na
                                >konkretne postulaty, a "odpisywaniem" w ogóle. Wiesz, dla mnie to bylo jasne,
                                >ale ty widocznie potrzebujesz do wszystkiego szczegółowej instrukcji, bo z
                                >materii szaro-bialej jakoś uzytku zrobić ci się nie chce...

                                Na temat odpisywania/nieodpisywania możemy przekomarzać się oczywiście dalej -
                                jeśli sobie życzysz.


                                > 'Pop' jest skrótem od 'popularny'. Popularny to inaczej powszechny. Hmmm..
                                > czuje się jakbym rozmawiala z przedszkolakiem.

                                Chodziłoby mi raczej o krótki zarys tego "pop", od którego feminizm jest
                                szerszy.

                                > >Hormony mają ma Ciebie spory wpływ, i lektura feministycznych książek tego
                                nie zmieni.

                                > Na ciebie mają taki sam jak na mnie. Hormony kobiece nie bardziej wpływają na
                                > kobiety, niż hormony męskie na mężczyzn. I żadna kilkudziesięciowieczna
                                >kultura i wieloletnia socjalizacja tego nie zmieni.

                                Mylisz się Kati. Bez wątpienia hormony męskie działają na mężczyzn, a hormony
                                żeńskie na kobiety, ale nie jest to TAKIE SAMO działanie. Są to różne hormony
                                po prostu i dlatego też dzielimy je na, dwa rodzaje. Jak dotąd
                                żadna "feministyczna uczona" nie odkryła, ze kobieca i męska gospodarka
                                hormonalna "jest taka sama", więc róznice pomiędzy płciami - także dotyczące
                                sfery psychicznej - wynikające z odmienności tych gospodarek trudno będzie
                                zlikwidować, nawet stosując rewolucyjne metody wychowawcze p. Bem.
                                • Gość: zula minimum wiedzy... IP: *.leased-02.binet.pl 14.08.02, 10:19
                                  > Mylisz się Kati. Bez wątpienia hormony męskie działają na mężczyzn, a hormony
                                  > żeńskie na kobiety, ale nie jest to TAKIE SAMO działanie. Są to różne hormony
                                  > po prostu i dlatego też dzielimy je na, dwa rodzaje. Jak dotąd
                                  > żadna "feministyczna uczona" nie odkryła, ze kobieca i męska gospodarka
                                  > hormonalna "jest taka sama", więc róznice pomiędzy płciami - także dotyczące
                                  > sfery psychicznej - wynikające z odmienności tych gospodarek trudno będzie
                                  > zlikwidować, nawet stosując rewolucyjne metody wychowawcze p. Bem.

                                  nie będę cię już obrażać, ze pewnie uciekałeś z biologii w szkole, skoro
                                  piszesz takie bzdury, za to wyjasnię:
                                  te same hormony wystepują u meżczyzn i kobiet, tylko w róznych proporcjach.
                                  np.
                                  dzięki testosteronowi kobiety mają owłosienie- on tez jest przyczyną różnic
                                  temeramentu itd, estrogen to po prostu witamina E- niezbędna do prawidłowego
                                  funkcjonowania każdego ludzkiego organizmu.
                                  na tym własnie polega zabieg zmiany płci- na podawaniu dużych dawek hormonów w
                                  proporcjach właściwych danej płci. gdyby hormony dzieliły się na damskie i
                                  męskie- męski organizm po prostu by nie przyswajał hormonów 'kobiecych' i vice
                                  versa.

                                  inne info: wiem.onet.pl/wiem/00c620.html




                                  • Gość: tad Re: minimum wiedzy... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 16:48
                                    Gość portalu: zula napisał(a):

                                    > > Mylisz się Kati. Bez wątpienia hormony męskie działają na mężczyzn, a horm
                                    > ony
                                    > > żeńskie na kobiety, ale nie jest to TAKIE SAMO działanie. Są to różne horm
                                    > ony
                                    > > po prostu i dlatego też dzielimy je na, dwa rodzaje. Jak dotąd
                                    > > żadna "feministyczna uczona" nie odkryła, ze kobieca i męska gospodarka
                                    > > hormonalna "jest taka sama", więc róznice pomiędzy płciami - także dotyczą
                                    > ce
                                    > > sfery psychicznej - wynikające z odmienności tych gospodarek trudno będzi
                                    > e
                                    > > zlikwidować, nawet stosując rewolucyjne metody wychowawcze p. Bem.
                                    >
                                    > nie będę cię już obrażać, ze pewnie uciekałeś z biologii w szkole, skoro
                                    > piszesz takie bzdury, za to wyjasnię:
                                    > te same hormony wystepują u meżczyzn i kobiet, tylko w róznych proporcjach.
                                    > np.
                                    > dzięki testosteronowi kobiety mają owłosienie- on tez jest przyczyną różnic
                                    > temeramentu itd, estrogen to po prostu witamina E- niezbędna do prawidłowego
                                    > funkcjonowania każdego ludzkiego organizmu.
                                    > na tym własnie polega zabieg zmiany płci- na podawaniu dużych dawek hormonów
                                    w
                                    > proporcjach właściwych danej płci. gdyby hormony dzieliły się na damskie i
                                    > męskie- męski organizm po prostu by nie przyswajał hormonów 'kobiecych' i
                                    vice
                                    > versa.
                                    >
                                    > inne info: <a
                                    href="http://wiem.onet.pl/wiem/00c620.html"target="_blank">wiem.o
                                    > net.pl/wiem/00c620.html</a>



                                    Dobrze Zulko, ale ja nie pisałem nigdzie, że u mężczyzn występują TYLKO hormony
                                    męskie, a u kobiet TYLKO kobiece. O te proporcje o których wspominasz własnie
                                    chodzi. Napisałem że:
                                    1. Nie można powiedzieć, że hormony męskie działają na mężczyzn w taki sam
                                    sposób jak hormony kobiece działają na kobiety.
                                    2. Hormony męskie i hormony kobiece to dwa różne rodzaje hormonów.
                                    3. Gospodarka hormonalna męska różni się od kobiecej
                                    4. Gospodarka hormonalna ma wpływ na sferę psychiczną człowieka
                                    Czy nie zgadzasz się z którymś z tych punktów?
                              • Gość: Maciej hormony a emocje IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 09:50
                                > Na ciebie mają taki sam jak na mnie. Hormony kobiece
                                > nie bardziej wpływają na
                                > kobiety, niż hormony męskie na mężczyzn. I żadna
                                > kilkudziesięciowieczna kultura
                                > i wieloletnia socjalizacja tego nie zmieni.

                                Znowu próbujesz nagiąć rzeczywistość do swojej ideologii. Hormony kobiece
                                znacznie bardziej wpływają na wahania nastrojów kobiet niż hormony męskie na
                                mężczyzn. Przede wszystkim mężczyźni nie odczuwają wahań emocjonalnych
                                związanych ze zmianami poziomu hormonów w cyklu miesięcznym. Podobnie nie
                                przeżywają zmian nastrojów spowodowanych zmianami hormonalnymi w czasie
                                menopauzy. Nie zachodzą w ciążę, a więc nie doświadczają zmian poziomu hormonów
                                także w tymn czasie.

                                Przeciętna kobieta jest bardziej chwiejna emocjonalnie od przeciętnego
                                mężczyzny i żadna ideologia feministyczna tego nie zmieni. Zajrzyj do swojego
                                egzemplarza "Charakterów", gdzie znajdziesz, że kobiety znacznie częściej
                                zapadają na depresję.
                                • Gość: Kati Re: hormony a emocje IP: 2.4.STABLE* 14.08.02, 14:41
                                  Gość portalu: Maciej napisał(a):

                                  > Znowu próbujesz nagiąć rzeczywistość do swojej ideologii. Hormony kobiece
                                  > znacznie bardziej wpływają na wahania nastrojów kobiet niż hormony męskie na
                                  > mężczyzn. Przede wszystkim mężczyźni nie odczuwają wahań emocjonalnych
                                  > związanych ze zmianami poziomu hormonów w cyklu miesięcznym. Podobnie nie
                                  > przeżywają zmian nastrojów spowodowanych zmianami hormonalnymi w czasie
                                  > menopauzy. Nie zachodzą w ciążę, a więc nie doświadczają zmian poziomu
                                  hormonów
                                  >
                                  > także w tymn czasie.
                                  >
                                  > Przeciętna kobieta jest bardziej chwiejna emocjonalnie od przeciętnego
                                  > mężczyzny i żadna ideologia feministyczna tego nie zmieni. Zajrzyj do swojego
                                  > egzemplarza "Charakterów", gdzie znajdziesz, że kobiety znacznie częściej
                                  > zapadają na depresję.

                                  Jasne: ta chwiejnosc emocjonalna to znana powszechnie zdroworozsadkowa prawda,
                                  i nijak nie da sie jej podważyc :-)
                                  Cytuje prace dr neurochemii Doroty Czajkowskiej-Majewskiej:
                                  "Patriarchalne mity głoszą też, że kobiety są mniej zrównoważone i bardziej
                                  emocjonalne od mezczyzn. Nauka udowodniła, że jest przeciwnie. W podejmowaniu
                                  decyzji kobiety w większym stopniu posługują się najbardziej wyewoluowanymi
                                  częściami mózgu (czołowymi płatami kory), a mężczyźni częściej korzystają z
                                  pomocy bardziej archaicznych jego struktur. Sprawia to, że decyzje kobiet z
                                  zwykle bardziej przemyślane, a decyzje mężczyzn-bardziej spontaniczne i
                                  emocjonalne. Jeśli tymi uczuciami są złość, nienawiść, agresja- ich
                                  konsekwencje społeczne mogą byc tragiczne. Dzięki lepszej współpracy obu pólkul
                                  mózgu kobiety są srednio bardziej pomysłowe od meżczyzn, więc można oczekiwać,
                                  że potrafią znaleźć nowatorskie rozwiązania dla trudnych problemow społecznych.
                                  Tak jest w świecie zwierząt, gdzie 'napompowane' testosteronem samce alfa
                                  zwykle zwyciężają w walce wręcz, lecz w sytuacji zagrożenia egzystencji całej
                                  grupy są często bezradne, a wyjście z niej znajdują samice i mniej agresywne
                                  samce."
                                  Poza tym meżczyźni o wiele częściej chorują na prawie wszystkie choroby
                                  psychoneurologiczne (np. schizofrenia, parkinsonizm, hiperaktywność,
                                  upośledzenie umysłowe, autyzm). Jeśli zaś chodzi o depresję: być
                                  może "oficjalnie" częściej dotyka ona kobiety (nie znam najnowszych badań),
                                  jednak jak w takim razie wytłumaczysz fakt, że mężczyźni o wiele częściej
                                  popełniają samobójstwa? Są tak zrównoważeni emocjonalnie, że aż odbierają sobie
                                  zycie?
                                  Wczoraj oglądałam w tv Puls debatę na temat rodziny: brały w niej udział
                                  zarówno panie z opcji (nazwanych tak przeze mnie roboczo)
                                  feministyczno/lewicowej jak i prawicowo/kościelnej. W rozmowie na temat roli
                                  mężczyzn jako ojców i głów rodzin padło pytanie o przyczyny bardzo szerokiego
                                  zjawiska opuszczania przez mężów rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi: ogromna
                                  większość rodzin z tymi dziecmi to samotne matki. Panie z opcji
                                  prawicowo/kościelnej stwierdziły chórem, że mężczyźni są po prostu słabsi
                                  psychicznie.
                                  No comments.
                                  • b.u.zz Re: hormony a emocje 14.08.02, 15:58
                                    no jak to? czyzby jednak roznice plci przekladaly sie na zachowanie? to jak to
                                    jest z tym androgynizmem? - chcecie go czy nie? jest mozliwy czy nie? odrobine
                                    logiki, prosze.
                                    b.
                                    • Gość: Kati Re: hormony a emocje IP: 2.4.STABLE* 14.08.02, 19:29
                                      b.u.zz napisał:

                                      > no jak to? czyzby jednak roznice plci przekladaly sie na zachowanie? to jak
                                      to
                                      > jest z tym androgynizmem? - chcecie go czy nie? jest mozliwy czy nie?
                                      odrobine
                                      > logiki, prosze.

                                      Rzecz w tym, że mi po tym tekście o rzekomej słabości psychicznej mężczyzn
                                      opadły ręce. Wynika z niego, że antyfeministki radzą traktować M jak istoty
                                      specjalnej troski. Totalna porażka.
                                      Jeśli zaś chodzi o badania nad róznicą w zachowaniu się K i M, to róznice te
                                      przeważnie wychodzą większe między przedstawicielami tej samej płci niż
                                      uśrednione wyniki różnic między K i M (takie wnioski miedzy innymi
                                      w "Charakterach").
                                      Androgynizm? A cóż on dla ciebie tak naprawdę oznacza? Mówiąc o androgynizmie
                                      trzeba najpierw ustalić istnienie i jakość cech typowo "męskich" i "kobiecych".
                                      A więc zachowując całkowitą konsekwencję musiałabym powiedzieć, że nie uznaję
                                      czegoś takiego jak androgynizm (tak jak nie uznaję typowej "kobiecości"
                                      i "męskości"). Gdybym jednak traktowała to w sposób przedstawiony np. przed
                                      panią Bem, albo istotę bardziej męską, bardziej kobiecą lub bardziej
                                      androgyniczną rozrózniała poprzez zawartość horomonów plciowych, to (cytuję
                                      znów dr Dorotę Czajkowską-Majewską): "testy psychologiczne przeprowadzone na
                                      studentach ujawniły, że najzdolniejsze są średnio osoby androgyniczne, które
                                      łączą w sobie "żeńskie" i "męskie" cechy psychologiczne. Androgyniczne kobiety
                                      cechują się średnio wyższym stężeniem testosteronu we krwi, a androgyniczni
                                      mężczyźni - niższym, w porównaniu do osób o bardzije skrajnych cechach
                                      płciowych. Podobnie wśród dzieci szkolnych - chłopcy przejawiający pewne
                                      psychiczne cechy dziewczęce i dziewczęta o domieszce cech chłopięcych
                                      wykazywaly się najwyzszym ilorazem inteligencji."
                                      W ogóle jeśliby tak spojrzeć na wielkich twórców, odkrywców, artystów (tych
                                      rodz. męskiego) to z pewnością odznaczali się oni większą wrażliwością,
                                      większymi zdolnościami empatycznymi, czy (jak w przypadku literatury i poezji)
                                      większymi zdolnościami lingwistycznymi (niż przeciętny M), co przecież uwazane
                                      jest za cechy "kobiece". I odwrotnie: 'wielkie' kobiety swiata z były bardziej
                                      niezależne, ambitne i pionierskie w swych dzaiłaniach co przypisać można
                                      większemu stężeniu testosteronu. Jesli więc wezmę pod uwagę tego typu
                                      argumenty, to z pewnoscia androgynizm mogę uznać za najbardziej
                                      pożądaną "wersję".

                                      Ps. w kwestiach biologiczno-medycznych jestem totalnym laikiem, i moja wiedza
                                      opiera się wyłącznie na prasie i literaturze pop-nauk. Ufam, że ktoś kto jest
                                      dr jakiejs nauki, nie wypisuje bzdur na znany mu doskonale temat. I (tu
                                      odpowiedź dla tada) wszelkie pytania i prośby o przykłady na zachowania samic
                                      etc. proszę kierować do autorki artykułu, pani doktor Czajkowskiej-Majewskiej.

                                      Kati
                                    • Gość: Kati Re: hormony a emocje IP: 2.4.STABLE* 14.08.02, 19:30
                                      b.u.zz napisał:

                                      > no jak to? czyzby jednak roznice plci przekladaly sie na zachowanie? to jak
                                      to
                                      > jest z tym androgynizmem? - chcecie go czy nie? jest mozliwy czy nie?
                                      odrobine
                                      > logiki, prosze.

                                      Rzecz w tym, że mi po tym tekście o rzekomej słabości psychicznej mężczyzn
                                      opadły ręce. Wynika z niego, że antyfeministki radzą traktować M jak istoty
                                      specjalnej troski. Totalna porażka.
                                      Jeśli zaś chodzi o badania nad róznicą w zachowaniu się K i M, to róznice te
                                      przeważnie wychodzą większe między przedstawicielami tej samej płci niż
                                      uśrednione wyniki różnic między K i M (takie wnioski miedzy innymi
                                      w "Charakterach").
                                      Androgynizm? A cóż on dla ciebie tak naprawdę oznacza? Mówiąc o androgynizmie
                                      trzeba najpierw ustalić istnienie i jakość cech typowo "męskich" i "kobiecych".
                                      A więc zachowując całkowitą konsekwencję musiałabym powiedzieć, że nie uznaję
                                      czegoś takiego jak androgynizm (tak jak nie uznaję typowej "kobiecości"
                                      i "męskości"). Gdybym jednak traktowała to w sposób przedstawiony np. przed
                                      panią Bem, albo istotę bardziej męską, bardziej kobiecą lub bardziej
                                      androgyniczną rozrózniała poprzez zawartość horomonów plciowych, to (cytuję
                                      znów dr Dorotę Czajkowską-Majewską): "testy psychologiczne przeprowadzone na
                                      studentach ujawniły, że najzdolniejsze są średnio osoby androgyniczne, które
                                      łączą w sobie "żeńskie" i "męskie" cechy psychologiczne. Androgyniczne kobiety
                                      cechują się średnio wyższym stężeniem testosteronu we krwi, a androgyniczni
                                      mężczyźni - niższym, w porównaniu do osób o bardzije skrajnych cechach
                                      płciowych. Podobnie wśród dzieci szkolnych - chłopcy przejawiający pewne
                                      psychiczne cechy dziewczęce i dziewczęta o domieszce cech chłopięcych
                                      wykazywaly się najwyzszym ilorazem inteligencji."
                                      W ogóle jeśliby tak spojrzeć na wielkich twórców, odkrywców, artystów (tych
                                      rodz. męskiego) to z pewnością odznaczali się oni większą wrażliwością,
                                      większymi zdolnościami empatycznymi, czy (jak w przypadku literatury i poezji)
                                      większymi zdolnościami lingwistycznymi (niż przeciętny M), co przecież uwazane
                                      jest za cechy "kobiece". I odwrotnie: 'wielkie' kobiety swiata z były bardziej
                                      niezależne, ambitne i pionierskie w swych dzaiłaniach co przypisać można
                                      większemu stężeniu testosteronu. Jesli więc wezmę pod uwagę tego typu
                                      argumenty, to z pewnoscia androgynizm mogę uznać za najbardziej
                                      pożądaną "wersję".

                                      Ps. w kwestiach biologiczno-medycznych jestem totalnym laikiem, i moja wiedza
                                      opiera się wyłącznie na prasie i literaturze pop-nauk. Ufam, że ktoś kto jest
                                      dr jakiejs nauki, nie wypisuje bzdur na znany mu doskonale temat. I (tu
                                      odpowiedź dla tada) wszelkie pytania i prośby o przykłady na zachowania samic
                                      etc. proszę kierować do autorki artykułu, pani doktor Czajkowskiej-Majewskiej.

                                      Kati
                                      • Gość: tad Kati, czy możesz wyjaśnić..... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.02, 18:12
                                        Gość portalu: Kati napisał(a):

                                        Czy możesz mi wyjaśnić jak to rozumieć? Piszesz:

                                        > Androgynizm? A cóż on dla ciebie tak naprawdę oznacza? Mówiąc o androgynizmie
                                        > trzeba najpierw ustalić istnienie i jakość cech typowo "męskich"
                                        >i "kobiecych".A więc zachowując całkowitą konsekwencję musiałabym powiedzieć,
                                        >że nie uznaję czegoś takiego jak androgynizm (tak jak nie uznaję
                                        >typowej "kobiecości" i "męskości").

                                        A potem:

                                        >Gdybym jednak traktowała to w sposób przedstawiony np. przed
                                        > panią Bem, albo istotę bardziej męską, bardziej kobiecą lub bardziej
                                        > androgyniczną rozrózniała poprzez zawartość horomonów plciowych, to (cytuję
                                        > znów dr Dorotę Czajkowską-Majewską): "testy psychologiczne przeprowadzone na
                                        > studentach ujawniły, że najzdolniejsze są średnio osoby androgyniczne, które
                                        > łączą w sobie "żeńskie" i "męskie" cechy psychologiczne.

                                        W jaki sposób możesz w jednocześnie twierdzić, że "nie uznajesz "typowej
                                        kobiecości i męskości", a jednoczesnie powoływać się (i to w tym samym poscie!)
                                        na kogoś, kto posługuje się określeniami: "żeńskie i męskie cechy
                                        psychologiczne"? Możesz to wyjaśnić?
                                        Cytujesz (i robisz to z aprobatą, zdaje się):

                                        >Androgyniczne kobiety cechują się średnio wyższym stężeniem testosteronu we
                                        >krwi, a androgyniczni mężczyźni - niższym, w porównaniu do osób o bardzije
                                        >skrajnych cechach płciowych. Podobnie wśród dzieci szkolnych - chłopcy
                                        >przejawiający pewne psychiczne cechy dziewczęce i dziewczęta o domieszce cech
                                        >chłopięcych wykazywaly się najwyzszym ilorazem inteligencji."

                                        Zadałem Ci kiedyś pytanie, czy dostrzegasz związek pomiędzy agresją a stęzeniem
                                        testosteronu we krwi i -skoro w organizmie męskim testosteronu jest zwykle
                                        więcej - to , czy nie implikuje to wrodzonych różnic w temperamentach męskich i
                                        kobiecych. Odpowiedziałaś, że takiego związku nie widzisz. A teraz cytujesz
                                        pracę w której mówi się o związku hormonów z psychiką. Jak to rozumieć?
                                        Zmieniłas zdanie?

                                        > W ogóle jeśliby tak spojrzeć na wielkich twórców, odkrywców, artystów (tych
                                        > rodz. męskiego) to z pewnością odznaczali się oni większą wrażliwością,
                                        > większymi zdolnościami empatycznymi, czy (jak w przypadku literatury i
                                        >poezji) większymi zdolnościami lingwistycznymi (niż przeciętny M), co przecież
                                        >uwazane jest za cechy "kobiece". I odwrotnie: 'wielkie' kobiety swiata z były
                                        bardziej niezależne, ambitne i pionierskie w swych dzaiłaniach co przypisać
                                        można większemu stężeniu testosteronu. Jesli więc wezmę pod uwagę tego typu
                                        > argumenty, to z pewnoscia androgynizm mogę uznać za najbardziej
                                        > pożądaną "wersję".

                                        Czy nie dostrzegasz związku tego co zacytowałaś z "Płcią mózgu"? Czy aby na
                                        pewno ta książka została już dawno "podważona". Przez cały czs twierdzisz, że
                                        cechy "kobiece" narzuca kultura, a teraz cytat z testosteronem w roli głównej.
                                        Czy możesz wyjaśnić czemu zmieniasz zdanie zaleznie od kontekstu dyskusji?
                                        Jak właściwie - Twoim zdaniem - wyglada relacja: biologia-psychika, i sprawa
                                        biologicznych róznic pomiędzy k i m? Możesz się w końcu zdecydować?
                                        Cytowałas kiedyś:"badania w tej dziedzinie sugerują niezwykle male
                                        prawdopodobieństwo istnienia wrodzonych różnic temperamentu pomiędzy k i m, a
                                        także kwestionują trwałośc i zasadność pojęcia tożsamości psychoseksualnej",
                                        Jak ma się to do tego co zacytowałaś tutaj?
                                        Piszesz:
                                        > Ps. w kwestiach biologiczno-medycznych jestem totalnym laikiem, i moja wiedza
                                        > opiera się wyłącznie na prasie i literaturze pop-nauk. Ufam, że ktoś kto jest
                                        > dr jakiejs nauki, nie wypisuje bzdur na znany mu doskonale temat. I (tu
                                        > odpowiedź dla tada) wszelkie pytania i prośby o przykłady na zachowania samic
                                        > etc. proszę kierować do autorki artykułu, pani doktor Czajkowskiej-
                                        Majewskiej.

                                        Jesli w tych kwestiach jesteś "totalnym laikiem" to czemu bez wahania odrzucasz
                                        to co pisze się tutaj na temat związków biologia-psychika, czy o biologicznym
                                        podłożu róznic pomiędzy k i m? Czy nie dostrzegasz niekonsekwencji w tym co
                                        piszesz?
                                  • Gość: tad Re: hormony a emocje IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 17:31

                                    > Jasne: ta chwiejnosc emocjonalna to znana powszechnie zdroworozsadkowa
                                    >prawda, i nijak nie da sie jej podważyc :-)
                                    Kobiety są bardziej chwiejne emocjonalnie,a wpływ na to ma w znacznym stopniu
                                    ich gospodarka hormonalna. Ostatnio "GW" przytaczała ciekawe wyniki badań
                                    dotyczące menopauzy: "Większość kobiet w wieku 40-60 lat nie zdaje sobie
                                    sprawy, że z powodu menopauzy mogą byc bardziej uciążliwe, dla rodzin i
                                    współpracowników, a nawet prowokować konflikty -wynika z badań zachowań kobiet
                                    w czasie menopauzy przeprowadzonych w maju i czerwcu przez TNS OBOP.(...). Choć
                                    tylko 35% kobiet ma poczucie, że pracuje gorzej, aż 80% ich kolegów z pracy
                                    skarzy się na nerwowość i rozdrażnienie kobiet w tym okresie. Połowa uważa, że
                                    koleżanki w okresie menopauzy wywołują konflikty. Także 73% partnerów kobiet
                                    przechodzących menopauzę dostrzega, że są one bardziej nerwowe i płaczliwe. 53%
                                    domownikow woli więc ustępować i potakiwać".

                                    > Cytuje prace dr neurochemii Doroty Czajkowskiej-Majewskiej:
                                    > "Patriarchalne mity głoszą też, że kobiety są mniej zrównoważone i bardziej
                                    > emocjonalne od mezczyzn. Nauka udowodniła, że jest przeciwnie.

                                    Doskonale Kati. Twój post jest hymnem na cześć wpływu biologii na psychikę. Jak
                                    to się ma do tego co pisałście tu wcześniej? Jak wyobrażasz sobie feministyczną
                                    równość, skoro nierówność mamy zakodowaną w głowach? Jesli kobiety są
                                    sprawniejsze intelektualnie - jak piszesz - świetnie dadzą sobie radę, bez
                                    pomocy inzynierii społecznej. Jeśli jednak nie są aż tak sprawne, by
                                    wyprzeć "napakowanych testosteronem męzczyzn" z kluczowych stanowisk - trudno.


                                    > W podejmowaniu
                                    > decyzji kobiety w większym stopniu posługują się najbardziej wyewoluowanymi
                                    > częściami mózgu (czołowymi płatami kory), a mężczyźni częściej korzystają z
                                    > pomocy bardziej archaicznych jego struktur. Sprawia to, że decyzje kobiet z
                                    > zwykle bardziej przemyślane, a decyzje mężczyzn-bardziej spontaniczne i
                                    > emocjonalne. Jeśli tymi uczuciami są złość, nienawiść, agresja- ich
                                    > konsekwencje społeczne mogą byc tragiczne.

                                    Skąd dokładnie pochodzi ten cytat? Czy możesz podać jakieś przykłady badań,
                                    które wykazały, ze "decyzje kobiet są bardziej przemyslane"?

                                    >Dzięki lepszej współpracy obu pólkul
                                    > mózgu kobiety są srednio bardziej pomysłowe od meżczyzn, więc można
                                    >oczekiwać, że potrafią znaleźć nowatorskie rozwiązania dla trudnych problemow
                                    >społecznych.

                                    I znów proszę, o przykłady badań, które wykazały, ze "kobiety są bardziej
                                    pomysłowe", i że wiąże się to z lepszą współpracą ich półkul mózgowych.

                                    > Tak jest w świecie zwierząt, gdzie 'napompowane' testosteronem samce alfa
                                    > zwykle zwyciężają w walce wręcz, lecz w sytuacji zagrożenia egzystencji całej
                                    > grupy są często bezradne, a wyjście z niej znajdują samice i mniej agresywne
                                    > samce."

                                    Tu tez proszę o przykład samicy rozwiązującej problemy w chwili zagrożenia
                                    całej grupy.

                                    > Poza tym meżczyźni o wiele częściej chorują na prawie wszystkie choroby
                                    > psychoneurologiczne (np. schizofrenia, parkinsonizm, hiperaktywność,
                                    > upośledzenie umysłowe, autyzm). Jeśli zaś chodzi o depresję: być
                                    > może "oficjalnie" częściej dotyka ona kobiety (nie znam najnowszych badań),
                                    > jednak jak w takim razie wytłumaczysz fakt, że mężczyźni o wiele częściej
                                    > popełniają samobójstwa? Są tak zrównoważeni emocjonalnie, że aż odbierają
                                    >sobie zycie?

                                    Pewnie są bardziej konsekwentni. Jak postanowią - tak zrobią. Co do chorób -
                                    mężczyźni częściej chorują, ale cześciej są też genialni.

                                    • sagan2 Re: hormony a emocje 14.08.02, 17:45
                                      Tad, czy naprawde uwazasz, ze osiagniecia czlowieka
                                      zaleza wylacznie od jego uwarunkowan intelektualnych,
                                      emocjonalnych i biologicznych? i ze srodowisko i kultura,
                                      w ktorej zyja, nie ma na te wlasnie osiagniecia zadnego
                                      wplywu???
                                      czy uwazasz, ze kobiety muzulmanskie sa mniej
                                      inteligentne od europejek? przeciez osiagaja tak znacznie
                                      mniej od nich...
                                      czy uwazasz, ze czarni sa mniej zdolni od bialych, gdyz
                                      wsrod szeroko rozumianej 'elity intelektualnej' dominuja
                                      ci ostatni?...
                                      czy uwazasz, ze amerykanie sa madrzejsi od polakow -
                                      przeciez zyje im sie srednio o niebo lepiej od nas?...

                                      takie wycigam wnioski z Twoich postow...
                                      niecierpliwie czekam na odpowiedz...
                                      • Gość: tad Re: hormony a emocje IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 20:29
                                        sagan2 napisała:

                                        > Tad, czy naprawde uwazasz, ze osiagniecia czlowieka
                                        > zaleza wylacznie od jego uwarunkowan intelektualnych,
                                        > emocjonalnych i biologicznych? i ze srodowisko i kultura,
                                        > w ktorej zyja, nie ma na te wlasnie osiagniecia zadnego
                                        > wplywu???

                                        Nie twierdziłem nigdy, że "środowisko i kultura nie ma żadnego wpływu". Czy
                                        możesz pokazać miejsce, gdzie napisałem coś takiego? Co więcej - pisałem coś
                                        wręcz przeciwnego. Jeśli tu skupiam się na biologii, to jedynie dlatego, że
                                        dyskutantki praktycznie negują jej wpływ. (choć Kati ostatnio nagle zmieniła
                                        front)


                                        > czy uwazasz, ze kobiety muzulmanskie sa mniej
                                        > inteligentne od europejek? przeciez osiagaja tak znacznie
                                        > mniej od nich...

                                        Nie wiem czy mułumanki są mniej inteligentne od Europejek. Ale chyba popełniasz
                                        tu pewien błąd mieszając kategorie religijne z geograficznymi. Nie słyszałem,
                                        by prowadzono jakieś badania w ten sposób ( ale też nie słyszę o wszystkim). Co
                                        do osiągnięć - niewątpliwie ważny jest tu wpływ kultury.

                                        > czy uwazasz, ze czarni sa mniej zdolni od bialych, gdyz
                                        > wsrod szeroko rozumianej 'elity intelektualnej' dominuja
                                        > ci ostatni?...

                                        Wiele wskazuje na to, że statystyczny czarny jest mniej zdolny od
                                        statystycznego białego (chyba, że wprowadzimy kategorię "inteligencji
                                        motorycznej").

                                        > czy uwazasz, ze amerykanie sa madrzejsi od polakow -
                                        > przeciez zyje im sie srednio o niebo lepiej od nas?...

                                        Też trudno mi odpowiedzieć jak by to wyglądało statystycznie, bo nie znam
                                        żadnych badań porównawczych tego rodzaju. Na poziom zycia ma też oczywiście
                                        wpływ i kultura i historia.

                                        > takie wycigam wnioski z Twoich postow...
                                        > niecierpliwie czekam na odpowiedz...
                                        • sagan2 Re: hormony a emocje 15.08.02, 09:35
                                          Gość portalu: tad napisał(a):

                                          > Nie twierdziłem nigdy, że "środowisko i kultura nie ma
                                          > żadnego wpływu". Czy możesz pokazać miejsce, gdzie
                                          > napisałem coś takiego? Co więcej - pisałem coś
                                          > wręcz przeciwnego. Jeśli tu skupiam się na biologii, to
                                          > jedynie dlatego, że dyskutantki praktycznie negują jej
                                          > wpływ. (choć Kati ostatnio nagle zmieniła front)

                                          to jak mam rozumiec Twoje zdanie z jakiegos postu powyzej
                                          [cytatz polemiki z Kati]:

                                          "Jesli kobiety są sprawniejsze intelektualnie - jak
                                          piszesz - świetnie dadzą sobie radę, bez pomocy
                                          inzynierii społecznej. Jeśli jednak nie są aż tak
                                          sprawne, by wyprzeć "napakowanych testosteronem męzczyzn"
                                          z kluczowych stanowisk - trudno."

                                          dla mnie jasno z niego wynika, ze uwazasz iz gdyby
                                          kobiety byly rowne intelektualnie mezczyznom, to i w
                                          zyciu ich prawa bylyby rowne [poradzilyby sobie]. a skoro
                                          tak nie jest...


                                          > Nie wiem czy mułumanki są mniej inteligentne od
                                          > Europejek. Ale chyba popełniasz tu pewien błąd
                                          > mieszając kategorie religijne z geograficznymi. Nie
                                          > słyszałem, by prowadzono jakieś badania w ten sposób
                                          > ( ale też nie słyszę o wszystkim). Co do osiągnięć -
                                          ^^^^^^^^^^^^^^^^^^
                                          > niewątpliwie ważny jest tu wpływ kultury.
                                          ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

                                          DOKLADNIE! tak samo na pozycje spoleczna kobiet i
                                          mezczyzn na wplyw wlasnie to, w jakim srodowisku i w
                                          jakiej kulturze zyja! czyli opowiadanie, ze kobiety
                                          zajmuja taka a nie inna pozycje w spoleczenstwie BO SOBIE
                                          NA TO "ZALUZYLY" swoimi zdolnosciami i biologia jest
                                          bzdura!

                                          > Wiele wskazuje na to, że statystyczny czarny jest mniej
                                          > zdolny od statystycznego białego (chyba, że wprowadzimy
                                          > kategorię "inteligencji motorycznej").

                                          ??? a to jest jakas nowosc??? pierwsze slysze??? poprosze
                                          o zrodlo tej statystyki!!!

                                          • Gość: tad Re: hormony a emocje IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 11:52
                                            sagan2 napisała:

                                            > > Nie twierdziłem nigdy, że "środowisko i kultura nie ma
                                            > > żadnego wpływu". > to jak mam rozumiec Twoje zdanie z jakiegos postu powyzej
                                            > [cytatz polemiki z Kati]:
                                            > "Jesli kobiety są sprawniejsze intelektualnie - jak
                                            > piszesz - świetnie dadzą sobie radę, bez pomocy
                                            > inzynierii społecznej. Jeśli jednak nie są aż tak
                                            > sprawne, by wyprzeć "napakowanych testosteronem męzczyzn"
                                            > z kluczowych stanowisk - trudno."
                                            > dla mnie jasno z niego wynika, ze uwazasz iz gdyby
                                            > kobiety byly rowne intelektualnie mezczyznom, to i w
                                            > zyciu ich prawa bylyby rowne [poradzilyby sobie]. a skoro
                                            > tak nie jest...

                                            Nie . To co napisałem znaczy tyle, że w sytuacji gdy równe prawa JUŻ SĄ
                                            kobiety i mężczyźni mogą działać bez przeszkód i osiągać pozycje dzięki swoim
                                            predyspozycjom (i innym czynnikom których nie ma co wymieniać, bo jest ich
                                            sporo a mieści się wśród nich także przypadek). Tak więc - jesli kobiety są
                                            statystycznie sprawniejsze intelektualnie - znajdzie to odbicie w "rozkładzie
                                            płciowym" w tych dziedzinach, które takich sprawności wymagają. Jeśli czytałaś
                                            to co tu pisałem (czego nie wymagam, bo jest tego sporo) wiesz, ze twierdzę, iż
                                            na Zachodzie (mozna rozumieć to pojęcie tak jak ujął to Hunington w "Zderzeniu
                                            cywilizacji") równouprawnienie JUŻ jest.

                                            > DOKLADNIE! tak samo na pozycje spoleczna kobiet i
                                            > mezczyzn na wplyw wlasnie to, w jakim srodowisku i w
                                            > jakiej kulturze zyja! czyli opowiadanie, ze kobiety
                                            > zajmuja taka a nie inna pozycje w spoleczenstwie BO SOBIE
                                            > NA TO "ZALUZYLY" swoimi zdolnosciami i biologia jest
                                            > bzdura!

                                            Byłoby bzdurą, gdybym twierdził, że zależy to TYLKO od biologii. Twierdzę, że
                                            zależy to TAKŻE od biologii (nie posługuję się zresztą kategoriami "zasługują",
                                            czy "nie zasługują", bo są to kategorie zupełnie nie na miejscu.) Niestety, a
                                            może na szczęscie, liczy się nie tylko to, co dostajemy z zewnątrz, ale też
                                            nasze "wyposażenie wewnętrzne". Kobiety i mężczyźni dzielą większośc tego
                                            wyposażenia, ale, także różnią się pod tym względem w niektórych obszarach i ma
                                            to swoje odbicie, czy to w kulturze, czy w kształcie społeczeńtwa.
                                            Najprawdopodobniej dominacja mężczyzn w społeczeństwie wynika TAKŻE z przyczyn,
                                            których korzenie tkwią w biologii naszego gatunku. Kultura może te czynniki
                                            odzwierciedlać w sposób silniejszy lub słabszy, ale trudno byłoby je ZUPEŁNIE
                                            wyeliminować, (co więcej mogłoby to być szkodliwe) dlatego proporcje płci w
                                            obszarach w których te wrodzone dyspozycje mają znaczenie nigdy się nie
                                            wyrównają (chyba, że zastosujemy inzynierię społeczną - np. parytety), choć
                                            będzie się znacząco zmieniać, w tych kulturach, które wprowadzą
                                            równouprawnienie (tak jak to miało miejsce na Zachodzie).

                                            > > Wiele wskazuje na to, że statystyczny czarny jest mniej
                                            > > zdolny od statystycznego białego (chyba, że wprowadzimy
                                            > > kategorię "inteligencji motorycznej").
                                            >
                                            > ??? a to jest jakas nowosc??? pierwsze slysze??? poprosze
                                            > o zrodlo tej statystyki!!!

                                            Mogę przytoczyć te dane, ale właściwie nie nalezy do to naszej dyskusji. Czy
                                            warto się rozpraszać?
                                            • sagan2 Re: hormony a emocje 15.08.02, 12:49
                                              Gość portalu: tad napisał(a):

                                              > > > Wiele wskazuje na to, że statystyczny czarny jest
                                              > > > mniej zdolny od statystycznego białego (chyba, że
                                              > > > wprowadzimy kategorię "inteligencji motorycznej").

                                              > Mogę przytoczyć te dane, ale właściwie nie nalezy do to
                                              > naszej dyskusji. Czy warto się rozpraszać?

                                              bardzo prosze o przytoczenie. osobiscie uwazam, ze to
                                              jest nieprawda, wiec prosze o dowod.
                                              • Gość: tad Re: hormony a emocje IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 18:57
                                                sagan2 napisała:

                                                > Gość portalu: tad napisał(a):
                                                >
                                                > > > > Wiele wskazuje na to, że statystyczny czarny jest
                                                > > > > mniej zdolny od statystycznego białego (chyba, że
                                                > > > > wprowadzimy kategorię "inteligencji motorycznej").
                                                >
                                                > > Mogę przytoczyć te dane, ale właściwie nie nalezy do to
                                                > > naszej dyskusji. Czy warto się rozpraszać?
                                                >
                                                > bardzo prosze o przytoczenie. osobiscie uwazam, ze to
                                                > jest nieprawda, wiec prosze o dowod.

                                                Dane pochodzą z książki Daniela Seligmana "O inteligencji prawie wszystko",
                                                dotyczą badań inteligencji przy pomocy testów prowadzonych w USA. Według tych
                                                badań tylko 2,5% czarnych ma IQ = 115 pnkt. lub więcej, u białych wskaźnik ten
                                                wynosi 16%. Ogólna liczba czarnych z IQ > 115 to 800 tys, białych 30mln.( Gdyby
                                                uwzględnić proporcje ludności czarnej i białej i zalożyć, że rozkład IQ jest
                                                taki sam czarnych z IQ > 115 powinno być ok. 5 mln). W tzw. skali Wchestera
                                                średnia czarnych wynosi 87 pnkt, białych 102. Jest to wielkośc równa mniej
                                                więcej wartości tzw. odchylenia standardowego - czyli dużo. Korelacja pomiędzy
                                                rasą a wynikami testu wynosi 0,6, co też jest wartością dużą. Największe
                                                różnice występują w testach dotyczących abstrakcyjnego myślenia, mniejsze w
                                                testach słownych, najmniejsze w testach pamięciowych. Ponieważ zarzucano, że
                                                testy obciążone są kulturowo w 1982 roku Nacional Research Council zbadała
                                                kulturową stronniczośc testów, i stwierdziła, że zjawisko takie nie występuje,
                                                poza środowiskami gdzie j. angielski nie był językiem "domowym", co nie dotyczy
                                                murzynów (jak zresztą pisałem w testach językowych nie ma wielkich różnic
                                                pomiędzy nimi a białymi), co więcej stwierdzono, ze czarne dzieci nie
                                                poprawiają swoich wyników przy badaniu tzw. "testami neutralnymi", a jeśli jest
                                                jakaś róznica - to...na gorsze. Robiono też testy z zastosowaniem
                                                tzw. "czarnego angielskiego" (slangu po prostu) - bez zmian. Przy wzięciu pod
                                                uwagę środowiska (czarni są z reguły biedniejsi) różnica pomiędzy czarnymi a
                                                białymi maleje z 15 do 10-12 pnkt. Przy tej okazji okazało się, że przy badaniu
                                                z uwzględnieniem tzw. "SES" (status społeczno -ekonomiczny) białe dzieci z
                                                rodzin o niskim statusie uzyskiwały wyniki lepsze niż dzieci czarne o
                                                wysokim "SES". Czarni uczniowie z rodzin o wysokim poziomie dochodów (pow. 70
                                                tys. dol rocznie) mają wyniki nieco gorsze niż uczniowie biali z rodzin o
                                                dochodach najniższych (poniżej 20 tys. dol.). Mam nadzieję, że zaspokoiłem
                                                Twoją ciekawość.
                                                • sagan2 Re: hormony a emocje 16.08.02, 14:02
                                                  musialabym cos wiecej poczytac, zeby wiedziec, czy ufac
                                                  tym badaniom czy nie.
                                                  czy byly powtarzalne? a zwlaszcza gdzie byly robione i
                                                  ile osob bralo udzial?
                                                  czy to byly tylko testy na IQ? i jakie?
                                                  w takich sprawach jest zawsze mnostwo watpliwosci,
                                                  sprobuje dotrzec do tej ksiazki, ktora wspominales.

                                                  a tak a propos... skoro wiesz, co to jest odchylenie
                                                  standardowe 1 sigma, to z pewnoscia wiesz, ze 1 sigma to
                                                  nie tak znowu wiele... aby odkrycie naukowe 'zatwiedzic',
                                                  zada sie na ogol znaczacosci ok. 5 sigma. nie mowie, ze
                                                  to nic, ale na pewno jeszcze nie odkrycie :)
                                    • Gość: nin2 Re: hormony a emocje IP: *.cust.poz.supermedia.pl 14.08.02, 20:00

                                      >
                                      > > Poza tym meżczyźni o wiele częściej chorują na prawie wszystkie choroby
                                      > > psychoneurologiczne (np. schizofrenia, parkinsonizm, hiperaktywność,
                                      > > upośledzenie umysłowe, autyzm). Jeśli zaś chodzi o depresję: być
                                      > > może "oficjalnie" częściej dotyka ona kobiety (nie znam najnowszych badań)
                                      > ,
                                      > > jednak jak w takim razie wytłumaczysz fakt, że mężczyźni o wiele częściej
                                      > > popełniają samobójstwa? Są tak zrównoważeni emocjonalnie, że aż odbierają
                                      > >sobie zycie?
                                      >
                                      > Pewnie są bardziej konsekwentni. Jak postanowią - tak zrobią. Co do chorób -
                                      > mężczyźni częściej chorują, ale cześciej są też genialni.


                                      sorry, dawno mnie tu nie bylo.nie czytalam calego watku ani nic. Tad pisze, ze
                                      mezczyzni sa czesciej genialni. Chce mi sie cos powiedziec, wiec mowie. Gdzies
                                      u Vonneguta byl watek, ze jego siostra, mimo ze obdarzona geniuszem, nie chce z
                                      nim od razu uciekac, gdzie pieprz rosnie (czyt. popularyzowac), tylko go ma i
                                      to jej wystarcza. Bzdury gadam? Sorry, wypadlam z tematu an chwile. Tada to nie
                                      przekona, bo go nic nie przekonuje i na tym urok polega.
                                      Mam taka koleznke, ktora umie mowic i mowi bardziej do rzeczy niz jakakolwiek
                                      znana mi osoba, ale jej SIE NIE CHCE tego zapisywac.

                                      Pozdr!!
                                      • Gość: tad Re: hormony a emocje IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 20:30
                                        Gość portalu: nin2 napisał(a):

                                        >
                                        > >
                                        > > > Poza tym meżczyźni o wiele częściej chorują na prawie wszystkie choro
                                        > by
                                        > > > psychoneurologiczne (np. schizofrenia, parkinsonizm, hiperaktywność,
                                        > > > upośledzenie umysłowe, autyzm). Jeśli zaś chodzi o depresję: być
                                        > > > może "oficjalnie" częściej dotyka ona kobiety (nie znam najnowszych b
                                        > adań)
                                        > > ,
                                        > > > jednak jak w takim razie wytłumaczysz fakt, że mężczyźni o wiele częś
                                        > ciej
                                        > > > popełniają samobójstwa? Są tak zrównoważeni emocjonalnie, że aż odbie
                                        > rają
                                        > > >sobie zycie?
                                        > >
                                        > > Pewnie są bardziej konsekwentni. Jak postanowią - tak zrobią. Co do chorób
                                        > -
                                        > > mężczyźni częściej chorują, ale cześciej są też genialni.
                                        >
                                        >
                                        > sorry, dawno mnie tu nie bylo.nie czytalam calego watku ani nic. Tad pisze,
                                        ze
                                        > mezczyzni sa czesciej genialni. Chce mi sie cos powiedziec, wiec mowie.
                                        Gdzies
                                        > u Vonneguta byl watek, ze jego siostra, mimo ze obdarzona geniuszem, nie chce
                                        z
                                        >
                                        > nim od razu uciekac, gdzie pieprz rosnie (czyt. popularyzowac), tylko go ma i
                                        > to jej wystarcza. Bzdury gadam? Sorry, wypadlam z tematu an chwile. Tada to
                                        nie
                                        >
                                        > przekona, bo go nic nie przekonuje i na tym urok polega.
                                        > Mam taka koleznke, ktora umie mowic i mowi bardziej do rzeczy niz jakakolwiek
                                        > znana mi osoba, ale jej SIE NIE CHCE tego zapisywac.
                                        >
                                        > Pozdr!!

                                        Teoria, że kobiety są zdolne, ale czy to mało ambitne, czy to leniwe (tak
                                        wynika z tego co piszesz) nie wydaje mi się najlepsza.
                                  • Gość: Maciej Re: hormony a emocje IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 21:08
                                    Gość portalu: Kati napisał(a):

                                    > Cytuje prace dr neurochemii Doroty Czajkowskiej-Majewskiej:
                                    > "Patriarchalne mity głoszą też, że kobiety są mniej zrównoważone i bardziej
                                    > emocjonalne od mezczyzn. Nauka udowodniła, że jest przeciwnie.

                                    Czy zespół napięcia przedmiesiączkowego to także "patrialchalny mit"?

                                    > W podejmowaniu
                                    > decyzji kobiety w większym stopniu posługują się najbardziej wyewoluowanymi
                                    > częściami mózgu (czołowymi płatami kory), a mężczyźni częściej korzystają z
                                    > pomocy bardziej archaicznych jego struktur. Sprawia to, że decyzje kobiet z
                                    > zwykle bardziej przemyślane, a decyzje mężczyzn-bardziej spontaniczne i
                                    > emocjonalne.

                                    I dlatego, dzięki "spontanicznym i nieprzemyślanym" decyzjom mężczyźni
                                    wygrywają z kobietami w szachach i brydżu? A Szwecka Akademia Nauk, przyznając
                                    Nobla najczęściej mężczyznom, po prostu jest stronnicza? To dlatego mężczyźni
                                    dominują w biznesie?

                                    A Bill Gates oczywiście nie przemyślał zbyt dobrze Windowsów, co zresztą
                                    wychodzi na każdym kroku, gdy system się zawiesza. Szkoda, że Twoja mama nie
                                    zechciała zaprojektować jakiegoś porządnego systemu... Na pewno byłby
                                    lepszy... :-)

                                    > mózgu kobiety są srednio bardziej pomysłowe od meżczyzn, więc można
                                    > oczekiwać,
                                    > że potrafią znaleźć nowatorskie rozwiązania dla trudnych problemow
                                    > społecznych.

                                    I jakie to nowatorskie rozwiązania wymyśliły? Nic mi o tym nie wiadomo...
                                    Ile kobiet jest wśród wielkich wynalazców i reformatorów?

                                    > Poza tym meżczyźni o wiele częściej chorują na prawie wszystkie choroby
                                    > psychoneurologiczne (np. schizofrenia,

                                    To akurat nieprawda. Liczba schizofreników i schizofreniczek jest porównywalna.

                                    > parkinsonizm, hiperaktywność,
                                    > upośledzenie umysłowe, autyzm). Jeśli zaś chodzi o depresję: być
                                    > może "oficjalnie" częściej dotyka ona kobiety (nie znam najnowszych badań),
                                    > jednak jak w takim razie wytłumaczysz fakt, że mężczyźni o wiele częściej
                                    > popełniają samobójstwa?

                                    Kobiety nie mają dość odwagi, by zdecydować sie na tak drastyczny krok. Jeśłi
                                    popełniają próby samobójcze, to tak, by je uratowano.

                                    > Wczoraj oglądałam w tv Puls debatę na temat rodziny: brały w niej udział
                                    > zarówno panie z opcji (nazwanych tak przeze mnie roboczo)
                                    > feministyczno/lewicowej jak i prawicowo/kościelnej. W rozmowie na temat roli
                                    > mężczyzn jako ojców i głów rodzin padło pytanie o przyczyny bardzo szerokiego
                                    > zjawiska opuszczania przez mężów rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi: ogromna
                                    > większość rodzin z tymi dziecmi to samotne matki. Panie z opcji
                                    > prawicowo/kościelnej stwierdziły chórem, że mężczyźni są po prostu słabsi
                                    > psychicznie.

                                    Myślę, że to (nb. socjobiologicznie uzasadniony) egoizm i chęć spłodzenia
                                    kolejnego potomka z inną, może zdrowszą kobietą, która urodzi zdrowe dziecko.
                                    Nie pochwalam, ale rozumiem.
                                    • Gość: Kati Re: hormony a emocje- Maciek IP: 2.4.STABLE* 14.08.02, 21:42
                                      Gość portalu: Maciej napisał(a):
                                      > wygrywają z kobietami w szachach i brydżu? A Szwecka Akademia Nauk,

                                      pisze się Szwedzka,
                                      a o resztę zapytaj się panią doktor Czajkowską-Majewską (bo jak powinieneś
                                      zauważyć był to cytat, nie zaś moje własne poglądy).

                                      > Myślę, że to (nb. socjobiologicznie uzasadniony) egoizm i chęć spłodzenia
                                      > kolejnego potomka z inną, może zdrowszą kobietą, która urodzi zdrowe dziecko.
                                      > Nie pochwalam, ale rozumiem.

                                      czyli popierasz wizję "mężczyzn specjalnej troski"- istot nieodpowiedzialnych,
                                      nie potrafiących sprostać życiowym wyzwaniom (jak narodziny chorego potomka), i
                                      w większości nie nadających się na ojców i głów rodzin (co jest wg. ciebie
                                      socjobiologicznie uzasadnione)... gratuluję- czy o sobie też tak myślisz?
                                      Ja się z taką wizją nie zgadzam, i mimo wszystko wciąż zamierzam traktować
                                      mężczyzn jak w pełni sprawne umysłowo i emocjonalnie istoty.
                                      • Gość: Maciej Re: hormony a emocje - Kati IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 22:50
                                        Gość portalu: Kati napisał(a):

                                        > a o resztę zapytaj się panią doktor Czajkowską-Majewską (bo jak powinieneś
                                        > zauważyć był to cytat, nie zaś moje własne poglądy).

                                        A jakie są Twoje poglądy? Podzielasz opinię pani doktor, że kobiety są bardziej
                                        zrównoważone emocjonalnie? A jaki jest Twój pogląd na istnienie lub
                                        nieistnienie zespołu napięcia przedmiesiączkowego?

                                        > czyli popierasz wizję "mężczyzn specjalnej troski"- istot
                                        nieodpowiedzialnych,
                                        > nie potrafiących sprostać życiowym wyzwaniom (jak narodziny chorego potomka),

                                        Napisałem wyraźnie, że NIE POCHWALAM, ale rozumiem.
                                        • b.u.zz Re: hormony a emocje - panowie 15.08.02, 00:21
                                          hola, hola, panowie. teraz z kolei wy przesadzacie. po jakiego diabla
                                          przerzucac sie argumentami, ze faceci sa czesciej genialni? czy wy macie na to
                                          z kolei dowody? watpie, a nawet - jestem przekonany, ze nie.
                                          wasza dyskusja - niestety - czesto sprowadza sie do poziomu: a moja plec jest
                                          lepsza. otoz spiesze was poinformowac, ze zadna nie jest lepsza. ani kobiety,
                                          ani - mezczyzni. czy to znaczy, ze nie ma miedzy nimi roznic innych niz - dla
                                          niektorych nieistotne - biologiczne? oczywiscie, ze nie. sa i to duze.
                                          kiedys nawet probowalem na jakims innym watku o tym porozmawiac, podajac
                                          przyklad instynktu macierzynskiego, ale niestety nikt nie podjal tematu.
                                          pozdrawiam
                                          b.
                                          • Gość: Maciej Re: hormony a emocje - panowie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 10:42
                                            b.u.zz napisał:

                                            > hola, hola, panowie. teraz z kolei wy przesadzacie. po jakiego diabla
                                            > przerzucac sie argumentami, ze faceci sa czesciej genialni? czy wy macie na
                                            > to
                                            > z kolei dowody? watpie, a nawet - jestem przekonany, ze nie.

                                            Dowodów jest mnóstwo, że wśród mężczyzn częściej zdarzają się geniusze. Ale
                                            przedstawię teraz tylko jeden, najbardziej prowokacyjny. Zajrzyj np. do
                                            wątku "Hallo" (o ile dobrze pamiętam tytuł), w którym feministki wymieniają
                                            ulubione ksiązki i twórców, których cenią najbardziej - niemal samych mężczyzn.

                                            > wasza dyskusja - niestety - czesto sprowadza sie do poziomu: a moja plec jest
                                            > lepsza.

                                            Nikt z nas nigdy nie uzył takiego sformułowania "a moja plec jest
                                            lepsza". Gdy wskazywaliśmy, że jakaś płeć jest w czymś lepsza, zawsze
                                            pisaliśmy - POD JAKIM WZGLĘDEM. Pisaliśmy też o dziedzinach, w których kobiety
                                            na ogół są lepsze. A to wszystko po to, by wykazać, że niemożliwe jest
                                            społeczeństwo, gdzie istnieje pelna wymienność ról tak, jakby tego sobie
                                            życzyły feministki i równe proporcje kobiet i mężczyzn we wszystkich zawodach -
                                            ponieważ zarówno mężczyźni jak i kobiety mają określone, biologiczne
                                            predyspozycje, które sprawiają, że już na starcie się różnią. Nie mam np.
                                            żadnych wątpliwości, że kobiety na ogół SĄ LEPSZE w zawodzie przedszkolanki i
                                            żadna inżynieria społeczna tego nie zmieni.

                                            > otoz spiesze was poinformowac, ze zadna nie jest lepsza. ani kobiety,
                                            > ani - mezczyzni.

                                            Jeśli masz na myśli, że wartość człowieka nie zależy od płci - to zgadzam się z
                                            Tobą.

                                            > czy to znaczy, ze nie ma miedzy nimi roznic innych niz - dla
                                            > niektorych nieistotne - biologiczne? oczywiscie, ze nie. sa i to duze.

                                            I o to własnie chodzi.
                                            Pozdrawiam -
                                            • sagan2 Re: hormony a emocje - panowie 15.08.02, 10:52
                                              Gość portalu: Maciej napisał(a):

                                              > A to wszystko po to, by wykazać, że niemożliwe jest
                                              > społeczeństwo, gdzie istnieje pelna wymienność ról tak,
                                              > jakby tego sobie życzyły feministki i równe proporcje
                                              > kobiet i mężczyzn we wszystkich zawodach - ponieważ
                                              > zarówno mężczyźni jak i kobiety mają określone,
                                              > biologiczne predyspozycje, które sprawiają, że już na
                                              > starcie się różnią. Nie mam np. żadnych wątpliwości, że
                                              > kobiety na ogół SĄ LEPSZE w zawodzie przedszkolanki i
                                              > żadna inżynieria społeczna tego nie zmieni.

                                              to co piszesz dotyczy SREDNIEJ kobiety i SREDNIEGO
                                              mezczyzny [rozumiem przez to srednia statystyczna :)].
                                              ale kazde z nich jest jeszcze czlowiekiem i moze sie
                                              roznic od stereotypowej sredniej... nawet w okolicach 10
                                              sigma czasem cos sie jeszcze znajdzie...

                                              i chodzi o to, ze mimo iz PRZECIETNA kobieta jest w
                                              jakims zawodzie kiepska, ale KONKRETNA jest swieta, to
                                              nikt nie ma prawa jej utrudniac wykonywania tego zawodu,
                                              jesli ona tego chce. dokladnie tak samo z facetem, ktory
                                              chce byc przedszkolanka i robi to swietnie. i oczywiscie
                                              nie tylko z zawodami.

                                              LUDZIOM naleza sie rowne prawa [mimo iz TACY SAMI nie
                                              musza byc] i prawo do decyzji, co z tym naleznym im
                                              prawem zrobic.

                                              milego dnia
                                              • Gość: Maciej Re: hormony a emocje - panowie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 11:03
                                                sagan2 napisała:

                                                > to co piszesz dotyczy SREDNIEJ kobiety i SREDNIEGO
                                                > mezczyzny [rozumiem przez to srednia statystyczna :)].
                                                > ale kazde z nich jest jeszcze czlowiekiem i moze sie
                                                > roznic od stereotypowej sredniej... nawet w okolicach 10
                                                > sigma czasem cos sie jeszcze znajdzie...

                                                Naturalnie. Nikt chyba tego nie kwestionuje.

                                                > i chodzi o to, ze mimo iz PRZECIETNA kobieta jest w
                                                > jakims zawodzie kiepska, ale KONKRETNA jest swieta, to
                                                > nikt nie ma prawa jej utrudniac wykonywania tego zawodu,
                                                > jesli ona tego chce. dokladnie tak samo z facetem, ktory
                                                > chce byc przedszkolanka i robi to swietnie. i oczywiscie
                                                > nie tylko z zawodami.

                                                Zgadzam się z tym, co piszesz. W interesie społecznym jest, by kobiety takie
                                                jak Maria Skłodowska - Curie czy Margareth Thatcher zaszły jak najwyżej w
                                                strukturze społecznej.

                                                > LUDZIOM naleza sie rowne prawa [mimo iz TACY SAMI nie
                                                > musza byc] i prawo do decyzji, co z tym naleznym im
                                                > prawem zrobic.

                                                Czy to oznacza, że jesteś za wprowadzeniem obowiązkowej służby wojskowej dla
                                                kobiet, wyrownaniem wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn oraz wieku, w którym
                                                dozwolone jest wstępowanie w związek małżeński (dla kobiet - 18 lat, dla
                                                mężczyzn - 21), a także za likwidacją przywilejów kobiet ciężarnych i
                                                karmiących w kodeksie pracy?

                                                > milego dnia

                                                Pozdrawiam -
                                                :-)
                                                • sagan2 Re: hormony a emocje - panowie 15.08.02, 11:55
                                                  Gość portalu: Maciej napisał(a):

                                                  > Zgadzam się z tym, co piszesz. W interesie społecznym
                                                  > jest, by kobiety takie jak Maria Skłodowska - Curie czy
                                                  > Margareth Thatcher zaszły jak najwyżej w strukturze
                                                  > społecznej.

                                                  przeciez ja nie mowie o interesie spolecznym, ale o
                                                  interesie jednostki wlasnie! w interesie przecietnego pod
                                                  kazdym prawie wzgledem pana ziutka jest, aby zostal
                                                  przedszkolanka, bo to jedyna rzecz, w ktorej przecietny
                                                  nie jest... nie mialam na mysli praw geniuszy, tylko
                                                  ZWYKLYCH ludzi. to z nich skalada sie w wiekszosci kazde
                                                  spoleczenstwo. ci wielcy sa na marginesie.

                                                  > Czy to oznacza, że jesteś za wprowadzeniem obowiązkowej
                                                  > służby wojskowej dla kobiet, wyrownaniem wieku
                                                  > emerytalnego kobiet i mężczyzn oraz wieku, w którym
                                                  > dozwolone jest wstępowanie w związek małżeński (dla
                                                  > kobiet - 18 lat, dla mężczyzn - 21), a także za
                                                  > likwidacją przywilejów kobiet ciężarnych i karmiących w
                                                  > kodeksie pracy?

                                                  jestem za zawodowa armia, czyli zniesieniem obowiazkowej
                                                  sluzby wojskowej, za rownym wiekiem emerytalnym. wiek
                                                  zawierania zwiazkow malzenskich najlepiej przesunelabym
                                                  dla obojga zainteresowanych na jakies 25 lat - niech
                                                  najpierw dorosna... ;)

                                                  oczywiscie z maciezynstwem sprawa jest duzo bardziej
                                                  skomplikowana, celnie wypuszczasz strzaly ;) poniewaz
                                                  oczywiste jest, ze w kwestii potomstwa mezczyzni i
                                                  kobiety SA bardzo zroznicowane, nie moze byc ABSOLUTNIE
                                                  rownych praw dla wszystkich. ale trzeba sie starac, aby
                                                  byly JAK NAJBARDZIEJ sprawiedliwe. moze wlasnie tak
                                                  powinnam w poprzednim poscie napisac: sprawiedliwe prawa
                                                  i rowne mozliwosci?... [pomijam fakt, ze sprawiedliwosc
                                                  mozna roznie definiowac...].
                                                  ja uwazam tak: tam gdzie MOZNA zrownac kobiete i
                                                  mezczyzne w maciezynstwie, prawa powinny byc takie same
                                                  [np przy urlopie macierzynskim czy wychowawczym]. rowniez
                                                  mezczyzna powinien miec prawo do bycia 'ojcem karmiacym',
                                                  jesli tak zadecyduja z zona. jesli niemowlaka trzeba
                                                  karmic piersia, to niestety 'urownic' sie nie da... tak
                                                  samo z porodem i zaawansowana ciaza... ale...
                                                  nie chce sie tutaj narazac na zglizliwa ironie, wiec od
                                                  razu zastrzegam, ze porownanie, ktorego za chwile uzyje
                                                  moze byc niezbyt trafione, ale jakos mi pasuje...
                                                  otoz uwazam, ze naleza sie takie same prawa np. kobieta w
                                                  zaawansowanej ciazy, co ludzion o ograniczonej sprawnosci
                                                  motorycznej - slynne kupowanie bez kolejki przez kobiety
                                                  w ciazy czy inwalidow... albo podobne prawa dla kobiety w
                                                  pologu, co dla obloznie chorego - prawo do urlopy
                                                  'wypoczynkowego' aby dojsc do siebie.

                                                  biologii nie da sie wylaczyc, ale mozna wziac pod uwage
                                                  ludzi o podobnych 'problemach' i oczywiscie dla nich
                                                  prawo musi byc inne, aby im pomagac. tak jak np w
                                                  przypadku ciezarnych lub inwalidow.

                                                  wyrazilam to jasno? troche trudno tak w paru slowach...
                                                  :)
                                              • Gość: tad Re: hormony a emocje - panowie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 11:54
                                                sagan2 napisała:

                                                > Gość portalu: Maciej napisał(a):
                                                >
                                                > > A to wszystko po to, by wykazać, że niemożliwe jest
                                                > > społeczeństwo, gdzie istnieje pelna wymienność ról tak,
                                                > > jakby tego sobie życzyły feministki i równe proporcje
                                                > > kobiet i mężczyzn we wszystkich zawodach - ponieważ
                                                > > zarówno mężczyźni jak i kobiety mają określone,
                                                > > biologiczne predyspozycje, które sprawiają, że już na
                                                > > starcie się różnią. Nie mam np. żadnych wątpliwości, że
                                                > > kobiety na ogół SĄ LEPSZE w zawodzie przedszkolanki i
                                                > > żadna inżynieria społeczna tego nie zmieni.
                                                >
                                                > to co piszesz dotyczy SREDNIEJ kobiety i SREDNIEGO
                                                > mezczyzny [rozumiem przez to srednia statystyczna :)].
                                                > ale kazde z nich jest jeszcze czlowiekiem i moze sie
                                                > roznic od stereotypowej sredniej... nawet w okolicach 10
                                                > sigma czasem cos sie jeszcze znajdzie...
                                                >
                                                > i chodzi o to, ze mimo iz PRZECIETNA kobieta jest w
                                                > jakims zawodzie kiepska, ale KONKRETNA jest swieta, to
                                                > nikt nie ma prawa jej utrudniac wykonywania tego zawodu,
                                                > jesli ona tego chce. dokladnie tak samo z facetem, ktory
                                                > chce byc przedszkolanka i robi to swietnie. i oczywiscie
                                                > nie tylko z zawodami.
                                                >
                                                > LUDZIOM naleza sie rowne prawa [mimo iz TACY SAMI nie
                                                > musza byc] i prawo do decyzji, co z tym naleznym im
                                                > prawem zrobic.
                                                >
                                                > milego dnia

                                                Oczywiście, że mówimy tu o statystyce.
                                      • Gość: tad Re: hormony a emocje- Maciek IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 11:56
                                        Gość portalu: Kati napisał(a):

                                        > Gość portalu: Maciej napisał(a):
                                        > > wygrywają z kobietami w szachach i brydżu? A Szwecka Akademia Nauk,
                                        >
                                        > pisze się Szwedzka,
                                        > a o resztę zapytaj się panią doktor Czajkowską-Majewską (bo jak powinieneś
                                        > zauważyć był to cytat, nie zaś moje własne poglądy).

                                        No dobrze, ale podaj przynajmniej skąd ten cytat pochodzi. Jestem ciekaw, bo p.
                                        doktor posługuje się dość zaskakującym - jak na dr. neurologii - językiem. Np
                                        te "patriarchalne mity".
                                    • sagan2 Re: hormony a emocje 15.08.02, 09:23
                                      Gość portalu: Maciej napisał(a):


                                      > I dlatego, dzięki "spontanicznym i nieprzemyślanym"
                                      > decyzjom mężczyźni wygrywają z kobietami w szachach i
                                      > brydżu? A Szwecka Akademia Nauk, przyznając Nobla
                                      > najczęściej mężczyznom, po prostu jest stronnicza? To
                                      > dlatego mężczyźni dominują w biznesie?

                                      juz probuje wytlumaczyc. o szachach nic nie mowie, bo sie
                                      nie znam, na biznesie tez nie. ale brydza zmam z wlasnego
                                      doswiadczenia, wiec...

                                      do brydza potrzebna jest para i mnostwo pracy. trzeba
                                      wspolnie ustalic system, ktorym sie gra, ustalic go
                                      bardzo dokladnie i czesto sobie pzypominac i cwiczyc.
                                      trzeba trenowac, zarowno samemu, w parze, w kameralnym
                                      gronie, jak i na zawodach. trzeba byc na bierzaco i
                                      czytac literature; stara i nowa. dobrze jest pokazywac
                                      sie kilka razy w tygodniu na turniejach miejscowych [ok.
                                      5 godzin jeden] i raz na miesiac brac udzial w duzych
                                      zawodach/turniejach [czesto calodzienna impreza z przerwa
                                      na obiad, na ogol w weekend].
                                      oczywiscie to wszystko trzeba, jesli pragnie sie odnosic
                                      sukcesy. BARDZO rzadko trafia sie samoistny geniusz,
                                      ktoremu to przychodzi bez zadnego nakladu pracy.
                                      jak widac, zainwestowac w brydza trzeba mnostwo czasu...

                                      ... a kto go ma??? no niestety mezczyzni maja wiecej
                                      wolnego czasu. w domu zostaje zona, ktora zajmuje sie
                                      wspolnym dachem i dziecmi, a maz moze robic kariere
                                      brydzowa.
                                      iluz jest mezow, ktorzy pozwola zone wychodzic na wiecej
                                      niz 5 godzin dziennie kilka razy w tygodniu na turnieje
                                      [oczywiscie wieczorem, wtedy sie one odbywaja, na ogol
                                      17-22], a on cierpliwie zajmie sie dziecmi i obiadem?
                                      ktory maz nie bedzie mial nic przeciwko temu, aby zona co
                                      najmniej raz a tydzien usprawniala swoj warsztat razem z
                                      partnerem? ktory maz bez mrugniecia okiem pozwoli jej
                                      wyjechac raz w miesiacu na weekend aby mogla wziac udzial
                                      w duzym, dwudniowym turnieju? a wszystko to miesiac za
                                      miesiacem i rok za rokiem?...

                                      ... czy teraz latwiej zrozumiec, czemu kobiecie trudniej?

                                      znalam jedna znakomita brydzystke, ogrywala kogo sie
                                      dalo, kobiety i mezczyzn. tylko ze na kazdym w zasadzie
                                      turnieju i zawodach towarzyszyla jej mala coreczka [cos
                                      kolo 6 lat], poniewierajac sie wsrod zaaferowanych swoja
                                      kariera brydzowa doroslych...
                                      ... a asia jeszcze ladna i zgrabna byla, o zgrozo...


                                      > Kobiety nie mają dość odwagi, by zdecydować sie na tak
                                      > drastyczny krok. Jeśłi popełniają próby samobójcze, to
                                      > tak, by je uratowano.

                                      czy uwazasz samobojstwo za przejaw odwagi??? dla mnie to
                                      wyjatkowe tchorzostwo :(

                                      • Gość: Maciej Re: hormony a emocje - do Sagan IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 10:53
                                        sagan2 napisała:

                                        > iluz jest mezow, ktorzy pozwola zone wychodzic na wiecej
                                        > niz 5 godzin dziennie kilka razy w tygodniu na turnieje
                                        > [oczywiscie wieczorem, wtedy sie one odbywaja, na ogol
                                        > 17-22], a on cierpliwie zajmie sie dziecmi i obiadem?
                                        > ktory maz nie bedzie mial nic przeciwko temu, aby zona co
                                        > najmniej raz a tydzien usprawniala swoj warsztat razem z
                                        > partnerem? ktory maz bez mrugniecia okiem pozwoli jej
                                        > wyjechac raz w miesiacu na weekend aby mogla wziac udzial
                                        > w duzym, dwudniowym turnieju? a wszystko to miesiac za
                                        > miesiacem i rok za rokiem?...

                                        Te same zastrzeżenie dotyczą piosenkarek, aktorek, śpiewaczek operowych i
                                        baletnic. Także muszą mieć tolerancyjnych mężów. Także często zaniedbują
                                        dzieci. Jednak, jeśli chodzi o proporcje płci w show biznesie - tu kobiety
                                        doskonale sobie dają radę. Dla mnie nawet są na ogól znacznie bardziej
                                        interesujące od mężczyzn, ale może nie jestem obiektywny...

                                        Jak to jest możliwe - kariera artystyczna jest dla nich możliwa, albo daje się
                                        pogodzić z posiadaniem reodziny, albo rezygnują z rodziny, a kariera brydżowa -
                                        już jest niemożliwa, bo mąż zabrania? Jak to wytłumaczyć?


                                        > czy uwazasz samobojstwo za przejaw odwagi??? dla mnie to
                                        > wyjatkowe tchorzostwo :(

                                        Uważam, że trzeba dużo odwagi, by pokonać lęk przed śmiercią.
                                        Pozdrawiam -

                                        • sagan2 Re: hormony a emocje - do Sagan 15.08.02, 11:37
                                          Gość portalu: Maciej napisał(a):


                                          > Te same zastrzeżenie dotyczą piosenkarek, aktorek,
                                          > śpiewaczek operowych i baletnic. Także muszą mieć
                                          > tolerancyjnych mężów. Także często zaniedbują
                                          > dzieci.
                                          > Jak to jest możliwe - kariera artystyczna jest dla nich
                                          > możliwa, albo daje się pogodzić z posiadaniem reodziny,
                                          > albo rezygnują z rodziny, a kariera brydżowa - już jest
                                          > niemożliwa, bo mąż zabrania? Jak to wytłumaczyć?

                                          skarbie, dla piosenkarek, spiewaczek itp to jest PRACA
                                          ZAWODOWA. a brydz jest ciagle jeszcze HOBBY [czy jak to
                                          zwal, zakladam, ze rozumiesz o co chodzi]!
                                          super, jesli praca jest rowniez hobby, ale brydzysci
                                          musza na ogol zajmowac sie swym sportem PO PRACY, w
                                          czasie wolnym...
                                          ... widzisz roznice?


                                          > Uważam, że trzeba dużo odwagi, by pokonać lęk przed
                                          > śmiercią.

                                          wg mnie wiecej jej potrzeba, aby zyc mimo checi
                                          'wylaczenia sie'... rzecz gustu ;)

                                          pozdrawiam
                                          • Gość: tad Re: hormony a emocje - do Sagan IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 12:29
                                            sagan2 napisała:

                                            > Gość portalu: Maciej napisał(a):
                                            >
                                            >
                                            > > Te same zastrzeżenie dotyczą piosenkarek, aktorek,
                                            > > śpiewaczek operowych i baletnic. Także muszą mieć
                                            > > tolerancyjnych mężów. Także często zaniedbują
                                            > > dzieci.
                                            > > Jak to jest możliwe - kariera artystyczna jest dla nich
                                            > > możliwa, albo daje się pogodzić z posiadaniem reodziny,
                                            > > albo rezygnują z rodziny, a kariera brydżowa - już jest
                                            > > niemożliwa, bo mąż zabrania? Jak to wytłumaczyć?
                                            >
                                            > skarbie, dla piosenkarek, spiewaczek itp to jest PRACA
                                            > ZAWODOWA. a brydz jest ciagle jeszcze HOBBY [czy jak to
                                            > zwal, zakladam, ze rozumiesz o co chodzi]!
                                            > super, jesli praca jest rowniez hobby, ale brydzysci
                                            > musza na ogol zajmowac sie swym sportem PO PRACY, w
                                            > czasie wolnym...
                                            > ... widzisz roznice?
                                            >

                                            No nie Saganko. Tak się tego załatwić nie da. Przecież pewnego rodzaju
                                            predyspozycje przydatne są nie tylko w uprawianiu hobby, ale też w pewnych
                                            ZAWODACH. Maciej zwrócił Ci uwagę, że istnieją zawody wymagające dużego
                                            zaangażowania, w których kobiety dają sobie świetnie radę (co przeczy Twojej
                                            tezie, ze zawody wymagające pośwęcania im mnóstwa czasu sa z tego
                                            powodu "odkobiecone") oraz takie w których jest ich dużo mniej. Czynnik czasu
                                            ma swoją rolę ( kobiety istotnie z reguły bardziej angazują się w życie
                                            rodzinne, ale - czy aby zawsze jest to wynik opresji systemu, a nie chęci po
                                            prostu? )- ale wszystkiego wyjaśnić się nim nie da.


                                            > > Uważam, że trzeba dużo odwagi, by pokonać lęk przed
                                            > > śmiercią.
                                            >
                                            > wg mnie wiecej jej potrzeba, aby zyc mimo checi
                                            > 'wylaczenia sie'... rzecz gustu ;)
                                            >
                                            > pozdrawiam
                                            • sagan2 Re: hormony a emocje - do Sagan 16.08.02, 13:59
                                              Gość portalu: tad napisał(a):

                                              > No nie Saganko. Tak się tego załatwić nie da. Przecież
                                              > pewnego rodzaju predyspozycje przydatne są nie tylko w
                                              > uprawianiu hobby, ale też w pewnych ZAWODACH. Maciej
                                              > zwrócił Ci uwagę, że istnieją zawody wymagające dużego
                                              > zaangażowania, w których kobiety dają sobie świetnie
                                              > radę (co przeczy Twojej tezie, ze zawody wymagające
                                              > pośwęcania im mnóstwa czasu sa z tego powodu
                                              > "odkobiecone") oraz takie w których jest ich dużo
                                              > mniej. Czynnik czasu ma swoją rolę ( kobiety istotnie z
                                              > reguły bardziej angazują się w życie rodzinne, ale -
                                              > czy aby zawsze jest to wynik opresji systemu, a nie
                                              > chęci po prostu? )- ale wszystkiego wyjaśnić się nim
                                              > nie da.

                                              czekaj, wyjasnie jeszcze raz:
                                              mowilam o brydzu jako HOBBY, ktore w dodatku potrzebuje
                                              mnostwo czasu. nie mowilam o mniejszej ilosci czasu na
                                              prace zawodowa [choc to oczywiscie tez czesciej zdarza
                                              sie kobietom].
                                              uwazam, ze kobiety i mezczyzni maja te same predyspozycje
                                              umyslowe i intelektualne do wiekszosci zawodow i hobby.
                                              ALE! w niektorych zawodach [np. naukowiec] i w wiekszosci
                                              hobby [bo uprawiane z zasady w czasie tzw wolnym]
                                              dochodzi jeszcze czynnik CZASU, ktory mozemy na to
                                              konkretne zajecie poswiecic. czasu, ktorego mam wrazenie
                                              kobiety generalnie maja mniej - tzw zajmowanie sie domem.
                                              dlatego kobiecie-naukowcowi trudniej zrobic kariere nie
                                              zaniedbujac rodziny [chyba, ze znajdzie super pomocnego
                                              partnera - dyskutowalam kiedys o tym z Maciejem]. tej
                                              samej kobiecie trudniej tez osiagnac sukcesy brydzowe,
                                              poniewaz swoje umiejetnosci musi ksztalcic w czasie
                                              wolnym, ktorego ma duzo mniej [srednio].
                                              gdyby tak popatrzec na knajpy wieczorem [pomijam pijanych
                                              nastolatkow], to wg mnie zdecydowanie wiecej jest tam
                                              mezczyzn - maja wolny czas do spedzania... a jakby juz
                                              zastosowac jakies kryterium wieku - np od ok. 40 lat...
                                              olala... ;)]

                                              mam nadzieje, ze teraz bylo jasno. jak nie - odpisz,
                                              sprobuje jeszcze raz :) chyba, ze mnie przekonasz, ze nie
                                              mam racji. ale to bedzie trudne - doswiadczam osobiscie
                                              obu rzeczy, o ktrorych pisalam powyzej i to pomaga
                                              wyrobic sobie opinie.
                                          • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 15.08.02, 12:34
                                            nie ma na to dowodow, ze wsrod mezczyzn czesciej zdarzaja sie geniusze.
                                            historycznie rzecz biorac mozesz powiedziec, ze mezczyzni lepiej sie nadaja na
                                            krolow i cesarzy, bo ich bylo wiecej. a wiadomo, dlaczego tak bylo i nie
                                            chodzilo o zalety.
                                            co do kobiecosci/meskosci roznych zawodow, to mysle, ze jesli sa pewne
                                            predyspozycje u poszczegolnych plci, to jednak jest tyle wyjatkow, ze reguly
                                            traca w pewnym sensie zasadnosc. bo jesli np. polowa przypadkow to wyjatki, to
                                            co to za reguly?
                                            pozdrawiam
                                            b.
                                            • Gość: Maciej Re: mezczyzni geniusze IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 16:42
                                              Buzz napisał:

                                              > nie ma na to dowodow, ze wsrod mezczyzn czesciej
                                              > zdarzaja sie geniusze.

                                              Weź encykopedię i sprawdź statystyki noblistów, weź słownik matematyczny i
                                              sprawdź nazwiska i płeć wybitnych matematyków, weź podręcznik fizyki, historię
                                              filozofii, historię sztuki, historię literatury, spróbuj sobie przypomnieć
                                              nazwisko jakiejś kobiety wśród wielkich wynalazców, reformatorów, czy
                                              odkrywców. Czy to nie jest wystarczający dowód?

                                              > historycznie rzecz biorac mozesz powiedziec, ze
                                              > mezczyzni lepiej sie nadaja na
                                              > krolow i cesarzy, bo ich bylo wiecej. a wiadomo,
                                              > dlaczego tak bylo i nie
                                              > chodzilo o zalety.

                                              No właśnie - dlaczego tak było?
                                              Czy władcy dostawali swoją władzę w prezencie, od kobiet? Czy też często
                                              musieli ją sobie wywalczyć? Ten przykład dowodzi, że mężczyźni okazywali się
                                              lepsi w walce o władzę. Nic przecież nie stało na przeszkodzie, by jakaś
                                              kobieta udowodniła, że jest lepsza, pokonała mężczyzn i ustanowiła matriarchat,
                                              z dziedziczeniem władzy przez najstarszą córkę.

                                              Jednak jest na świecie tylko jedna społeczność matrialchalna - w górskiej
                                              wiosce w Indiach. Kobiety tam produkują narkotyki, a mężczyźni (którzy uważani
                                              są tam za całkowicie nieodpowiedzialnych) chodzą ciągle zaćpani. I jakoś
                                              zachodnie feministki nie porzucają wygodnych, patrialchalnych społeczeństw i
                                              nie emigrują tam masowo... Nie wiem, dlaczego...

                                              > co do kobiecosci/meskosci roznych zawodow, to mysle,
                                              > ze jesli sa pewne
                                              > predyspozycje u poszczegolnych plci, to jednak jest
                                              > tyle wyjatkow, ze reguly
                                              > traca w pewnym sensie zasadnosc. bo jesli np. polowa
                                              > przypadkow to wyjatki, to co to za reguly?

                                              Jakie reguły, które tracą zasadność, masz na myśli? W jakiej sprawie połowa
                                              przypadków to wyjątki?
                                              Pozdrawiam -
                                              • Gość: Maciej równe prawa - do Sagan IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 16:47
                                                Sagan napisała:

                                                > przeciez ja nie mowie o interesie spolecznym, ale o
                                                > interesie jednostki wlasnie! w interesie przecietnego
                                                > pod
                                                > kazdym prawie wzgledem pana ziutka jest, aby zostal
                                                > przedszkolanka, bo to jedyna rzecz, w ktorej
                                                > przecietny
                                                > nie jest... nie mialam na mysli praw geniuszy, tylko
                                                > ZWYKLYCH ludzi. to z nich skalada sie w wiekszosci
                                                > kazde spoleczenstwo. ci wielcy sa na marginesie.

                                                Ja też mówię o zwykłych ludziach. W interesie zwykłych ludzi (i pana Ziutka
                                                też) jest, by najlepsi byli na górze. Być może pan Ziutek uważa, że dla niego
                                                najlepiej byłoby, gdyby to on był premierem, ale nie leży to juz w interesie
                                                tysięcy podobnych mu panów Ziutków, którzy musieliby ponosić konsekwencje jego
                                                nieudolnych rządów.

                                                > otoz uwazam, ze naleza sie takie same prawa np.
                                                > kobieta w
                                                > zaawansowanej ciazy, co ludzion o ograniczonej
                                                > sprawnosci motorycznej - slynne kupowanie bez kolejki
                                                > przez kobiety w ciazy czy inwalidow... albo podobne
                                                > prawa dla kobiety w
                                                > pologu, co dla obloznie chorego - prawo do urlopy
                                                > 'wypoczynkowego' aby dojsc do siebie.

                                                Inwalidzi ani obłożnie chorzy nie dostają 100% pensji, jak kobiety ciężarne i
                                                kobiety na urlopie macierzyńskim. Inwalidzi dostają rentę, ciężko chorym,
                                                którzy pracowali przed zachorowaniem - przysługuje 80% pensji tylko przez
                                                pierwsze pół roku, a jeśli chorują dalej - renta.

                                                Czy jesteś za tym, by zmiejszyć pensje kobiet na urlopie macierzyńskim do 80%,
                                                albo przyznawać im zasiłek o wysokości takiej jak renta inwalidzka?

                                                Pozdrawiam -
                                                • sagan2 Re: równe prawa - do Sagan 15.08.02, 18:09
                                                  Gość portalu: Maciej napisał(a):


                                                  > Ja też mówię o zwykłych ludziach. W interesie zwykłych
                                                  > ludzi (i pana Ziutka też) jest, by najlepsi byli na
                                                  > górze. Być może pan Ziutek uważa, że dla niego
                                                  > najlepiej byłoby, gdyby to on był premierem, ale nie
                                                  > leży to juz w interesie tysięcy podobnych mu panów
                                                  > Ziutków, którzy musieliby ponosić konsekwencje jego
                                                  > nieudolnych rządów.

                                                  alez pan ziutek NIE CHCE byc premierem, on chce byc
                                                  przedszkolanka! oczywiscie do piastowania wybitnych
                                                  stanowisk przydaliby sie ludzie wybitni, ale zwyczajny
                                                  pan ziutek moze byc GENIALNA pielegniarka i nikt nie
                                                  bedzie cierpial przez to, ze nia jest. a juz najmniej
                                                  dzieci. jesli jest rzeczywiscie taki przecietny [poza
                                                  przedszkolankarstwem ;)], to premierem nigdy nie zostanie
                                                  [mam nadzieje...].
                                                  chyba kompletnie sie gdzies zapetlilismy, skoro mnie nie
                                                  rozumiesz [albo ja Ciebie.. ;)]
                                                  chodzi mi o normalnych ludzi, ktorzy chca decydowac o
                                                  sobie, a nie o to, czy innym sie te decyzje beda
                                                  podobaly.

                                                  > Inwalidzi ani obłożnie chorzy nie dostają 100% pensji,
                                                  > jak kobiety ciężarne i kobiety na urlopie
                                                  > macierzyńskim. Inwalidzi dostają rentę, ciężko chorym,
                                                  > którzy pracowali przed zachorowaniem - przysługuje 80%
                                                  > pensji tylko przez pierwsze pół roku, a jeśli chorują
                                                  > dalej - renta.
                                                  >
                                                  > Czy jesteś za tym, by zmiejszyć pensje kobiet na
                                                  > urlopie macierzyńskim do 80%, albo przyznawać im
                                                  > zasiłek o wysokości takiej jak renta inwalidzka?

                                                  o ile wiem, kobiety w ciazy i na urlopie macierzynskim
                                                  przebywaja duzo krocej, niz obloznie chorzy [nie wiem,
                                                  jak to jest teraz w polsce, w niemczech przysluguje
                                                  ogolem 14 tygodniu pelnoplatnego urlopu - 6 przed i 8 po
                                                  rozwiazaniu, a potem przestaja placic, dostaje sie
                                                  groszowy zasilek od panstwa]. i na ogol wiadomo, czy
                                                  kobieta wroci do pracy po tym urlopie, czy nie.

                                                  nie mam gotowej odpowiedzi na Twoje pytanie, musialabym
                                                  sie zastanowic i pomyslec. na pewno powinien byc jakis
                                                  parasol ochronny nad samotnymi matkami. mysle jednak juz
                                                  teraz, ze przypuszczam, iz nie obruszyloby mnie bardzo,
                                                  gdybym dostala 80% a nie 100%... tylko mam pytanie: przez
                                                  jaki czas obloznie chory dostaje to 80%??? i jesli potem
                                                  idzie na rente, to ile pieniedzy dostaje? bo jesli
                                                  obloznie choremu daja 80% przez np rok, a kobieta ma
                                                  tylko pol roku, to on i tak dostaje wiecej...

                                                  milego wieczoru :)
                                                  • Gość: Maciej Re: równe prawa - do Sagan IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 20:35
                                                    sagan2 napisała:

                                                    > o ile wiem, kobiety w ciazy i na urlopie macierzynskim
                                                    > przebywaja duzo krocej, niz obloznie chorzy [nie wiem,
                                                    > jak to jest teraz w polsce, w niemczech przysluguje
                                                    > ogolem 14 tygodniu pelnoplatnego urlopu - 6 przed i 8 po
                                                    > rozwiazaniu, a potem przestaja placic, dostaje sie
                                                    > groszowy zasilek od panstwa]. i na ogol wiadomo, czy
                                                    > kobieta wroci do pracy po tym urlopie, czy nie.

                                                    U nas w Polsce kobieta w ciąży nie może być zwolniona z pracy, należy ją
                                                    przesunąć na inne stanowisko z zachowaniem dotychczasowego wynagrodzenia, jeśli
                                                    pracuje w warunkach szkodliwych. Regułą jest, że na każdą prośbę dostaje
                                                    zwolnienie lekarskie, przez co zwykle, zwlaszcza w drugiej połowie ciąży,
                                                    więcej czasu jest na zwolnieniu niż w pracy. Na urlopie macierzyńskim dostaje
                                                    100% wynagrodzenia (tymczasem chorzy dostają 80% przez pół roku - później jeśli
                                                    nadal są niezdolni do pracy - renta). Gdyby w Polsce kobiety ciężarne traktować
                                                    tak samo jak chorych lub inwalidów (czego, zdaje się, domagasz się) -
                                                    straciłyby na tym finansowo.

                                                    > nie mam gotowej odpowiedzi na Twoje pytanie, musialabym
                                                    > sie zastanowic i pomyslec. na pewno powinien byc jakis
                                                    > parasol ochronny nad samotnymi matkami. mysle jednak juz
                                                    > teraz, ze przypuszczam, iz nie obruszyloby mnie bardzo,
                                                    > gdybym dostala 80% a nie 100%... tylko mam pytanie: przez
                                                    > jaki czas obloznie chory dostaje to 80%???

                                                    Pół roku.

                                                    > i jesli potem
                                                    > idzie na rente, to ile pieniedzy dostaje? bo jesli
                                                    > obloznie choremu daja 80% przez np rok,

                                                    To zależy od grupy inwalidzkiej. Na ogół mniej niż najmniejsza pensja.
                                                    Miłej nocy. :-)
                                                  • sagan2 Re: równe prawa - do Sagan 16.08.02, 10:46
                                                    jak juz wspomnialam, porownanie kobiet w ciazy z ludzmi
                                                    chorymi bylo tylko analogia robocza. oczywiscie to
                                                    porownanie nie jest idealne, moze nawet nietrafione?
                                                    rzecz w tym, ze ciaza nie jest wylacznie sprawa kobiety.
                                                    jest to przemyslana [mam nadzieje, ze w wiekszosci
                                                    przynajmniej...] decyzja rodziny, czyli podstawowej
                                                    komorki spolecznej. i dlugofalowo jest to decyzja
                                                    korzystna dla spoleczenstwa [dostarcza naowych
                                                    obywateli], wiec panstwo w rozny sposob ja wspomaga.
                                                    wszelkie uprawnienia dla kobiety dotycza tak naprawde
                                                    rodziny. przeciez rowniez maz korzysta na urlopie
                                                    nacierzynskim - zona jednoczesnie zajmuje sie domem [nie
                                                    trzeba placic opiekunce] i dostaje pensje, tak jakby
                                                    pracowala. korzysta rodzina. oczywiscie jesli to maz chce
                                                    isc na urlop macierzynki, to powinien miec takie samo
                                                    prawo jak kobiete. tak wiec ulgi dla kobiet w ciazy sa
                                                    bardziej wyrazem mniej lub bardziej opiekunczego stosunku
                                                    panstwa do rodziny, a nie konkretnie kobiety. pomijajac
                                                    takie oczywiste fakty jak sama ciaza, porod i karmienie
                                                    piersia, mezczyznom naleza sie takie same prawa jak
                                                    kobietom.
                                                    jesli chodzi o prawa w czasie ciazy [zwolnienia itp], to
                                                    znow jest to odbiciem podejscia panstwa do zapewnienie
                                                    mniejszej lub wiekszej opieki rodzinie wlasnie. jesli
                                                    kobieta zachoruje - straci i rodzina i pracodawca i
                                                    panstwo. zakaldam, ze sie nie manipulije prawem i bierze
                                                    urop wtedy, gdy naprawde cos dolega, a nie gdy sie ma
                                                    ochote poleniuchowac.
                                                    czy przewlekle chorzy tez moga po chorobie wrocic do
                                                    pracy, jak kobiety po ciazy?

                                                    milego dnia. u mnie goraco :)
                                                  • Gość: Maciej Re: równe prawa - do Sagan IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.02, 10:42
                                                    Sagan napisala:

                                                    > tak wiec ulgi dla kobiet w ciazy sa
                                                    > bardziej wyrazem mniej lub bardziej opiekunczego
                                                    > stosunku
                                                    > panstwa do rodziny, a nie konkretnie kobiety.

                                                    A więc, jak rozumiem, popierasz opiekę państwa nad rodziną, a nie nad ciężarną
                                                    kobietą? Gdyby np. zamiast płacić kobietom na urlopie macierzyńskim podwajano
                                                    pensję ich mężom - poparłabyś takie rozwiązanie, jako wzmacniające rodzinę?

                                                    > pomijajac takie oczywiste fakty jak sama ciaza, porod
                                                    > i karmienie piersia, mezczyznom naleza sie takie same
                                                    > prawa jak kobietom.

                                                    Ale dlaczego chcesz pomijać te oczywiste fakty? To co piszesz, możnaby ująć tak:

                                                    "pomijajac takie oczywiste sprawy, gdzie mężczyźni i kobiety nie mogą mieć
                                                    takich samych praw, mezczyznom naleza sie takie same prawa jak kobietom";

                                                    albo tak:

                                                    "pomijajac takie oczywiste sprawy, gdzie mężczyźni słusznie są dyskryminowani,
                                                    mezczyznom naleza sie takie same prawa jak kobietom".

                                                    Więc jak to jest z Tobą? Jesteś za pełnym równouprawnieniem, czy nie? Bez
                                                    tworzenia jakiś specjalnych stref, wolnych od równouprawnienia - tam, gdzie to
                                                    jest dla kobiet korzystne?

                                                    Jeśli istnieją jakieś oczywiste fakty, które trzeba pomijać, by móc mówić
                                                    o "równouprawnieniu", to może samo pojęcie "równouprawnienia" jest absurdem?
                                                  • sagan2 Re: równe prawa - do Sagan 19.08.02, 15:04
                                                    Gość portalu: Maciej napisał(a):


                                                    > A więc, jak rozumiem, popierasz opiekę państwa nad
                                                    > rodziną, a nie nad ciężarną kobietą? Gdyby np. zamiast
                                                    > płacić kobietom na urlopie macierzyńskim podwajano
                                                    > pensję ich mężom - poparłabyś takie rozwiązanie, jako
                                                    > wzmacniające rodzinę?

                                                    nie, raczej bym nie poparla.
                                                    usilowalam Ci wytlumaczyc, ze przywileje dla kobiety
                                                    ciezarnej sa tak naprawde przylwilejami dla calej
                                                    rodziny, a najbardziej dla nienarodzonego dziecka
                                                    wlasnie. dziecka, ktore stanowi inwestycje spoleczenstwa
                                                    na przyszlosc [pomijajac oczywista inwestycje
                                                    rodzicow...;)]. tak wiec nie widze, gdzie te przywileje
                                                    mialyby byc krzywdzace dla mezczyzn???
                                                    mimo, ze defakto przywileje dotycza calej rodziny, to
                                                    jednak niezaprzeczalna wiekszosc 'niewygod i cierpien'
                                                    ponosi kobieta. i cudzyslow jest po to, aby w 3 slowach
                                                    ujac cala mase rzeczy, ktore przytrafiaja sie kobiecie w
                                                    ciazy, a nie po to, aby przypadkiem podwazac, czy
                                                    cierpienia te i niewygody sa realne... bo realne sa.
                                                    pisze o cudzyslowiu, bo zauwazylam, ze to byl, wg Ciebie,
                                                    glowny blad Kati w ktoryms z postow...
                                                    tak wiec generalnie ciaza [poza zaplodnieniem], dotyczy
                                                    glownie kobiety i ona ponosi wszelkie jej skutki [mam
                                                    nadzieje, ze nie musze wymieniac jakie]. oczywiscie
                                                    mezczyzna moze byc bardzo pomocny, ale praw natury nie
                                                    zmieni i w ciazy sam nie bedzie.
                                                    skoro wiec jedynie kobieta doswiadcza wszelkich
                                                    fizycznych i psychicznych aspektow ciazy, dlaczego chcesz
                                                    jej odebrac godnosc, placac dodatkowa pensje mezowi, a
                                                    nie wlasnie jej?

                                                    teraz Ty mi odpowiedz na pytanie, skoro mnie stawiasz
                                                    nieustannie pod tablica...
                                                    z Twoich wypowiedzi wynika, iz uwazasz przywileje dla
                                                    kobiet ciezarnych za krzywdzace, czy niesprawiedliwe dla
                                                    mezczyzn. powiedz dlaczego? ja bym je uwazala za
                                                    niesprawiedliwe, gdyby jakis mezczyzna cudem zaszedl w
                                                    ciaze i te przywileje by mu nie zostaly dane.

                                                    > Więc jak to jest z Tobą? Jesteś za pełnym
                                                    > równouprawnieniem, czy nie? Beztworzenia jakiś
                                                    > specjalnych stref, wolnych od równouprawnienia - tam,
                                                    > gdzie to jest dla kobiet korzystne?

                                                    Maciej, jak sobie wyobrazasz IDENTYCZNE prawo dla kobiet
                                                    i mezczyzn, skoro sa sfery, ktore, dzieki naturze,
                                                    dotycza WYLACZNIE jednej plci? czy chodzi Ci o puste
                                                    prawo mowiazce, ze jesli mezczyzna zajdzie w ciaze, to mu
                                                    sie nalezy to samo co kobiecie? czy moze o likwidacje
                                                    urlopow maciezunskich???
                                                    dlaczego one Cie tak bulwersuja, a nie widzisz, ze bardzo
                                                    duzy procent kobiet pracuje, czesto cale zycie, bez
                                                    ZADNEGO wynagrodzenia??? to tez tzw gospodynie domowe,
                                                    jakbys zapomnial...

                                                    przeciez jestesmy rozni i mamy rozne 'funkcje
                                                    biologiczbne' do spelnienia, wiec jesli chcemy sie
                                                    sprawiedliwe opiekowac wszystkimi, to inaczej to wyglada
                                                    w stosunku do kobiet, a inaczej w stosunku do mezczyzn -
                                                    z samej natury rzeczy.

                                                    czy 'rownouprawnienie' ma wg Ciebie znaczyc 'kazdemu
                                                    DOKLADNIE po rowno'? tak sie nie da, bo DOKLADNIE tacy
                                                    sami nie jestesmy.
                                                  • Gość: tad Re: równe prawa - do Sagan IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.02, 16:22
                                                    sagan2 napisała:


                                                    > czy 'rownouprawnienie' ma wg Ciebie znaczyc 'kazdemu
                                                    > DOKLADNIE po rowno'? tak sie nie da, bo DOKLADNIE tacy
                                                    > sami nie jestesmy.


                                                    Uważaj Saganko! Od roku usiłuję to wytłumaczyć feministkom na tym forum i
                                                    zyskałem tyle, że okrzyknięto mnie faszystowskim chamem! Chcesz do mnie
                                                    dołączyć?
                                                  • sagan2 Re: równe prawa - do Sagan 19.08.02, 16:51
                                                    Gość portalu: tad napisał(a):

                                                    > sagan2 napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > czy 'rownouprawnienie' ma wg Ciebie znaczyc 'kazdemu
                                                    > > DOKLADNIE po rowno'? tak sie nie da, bo DOKLADNIE
                                                    > > tacy sami nie jestesmy.
                                                    >
                                                    > Uważaj Saganko! Od roku usiłuję to wytłumaczyć
                                                    > feministkom na tym forum i zyskałem tyle, że
                                                    > okrzyknięto mnie faszystowskim chamem! Chcesz do mnie
                                                    > dołączyć?

                                                    przypuszczam jednak, ze troche inaczej rozumiemy: nie
                                                    DOKLADNIE po rowno... ;) jak juz pisalam - mnie sie marzy
                                                    sprawiedliwe prawo dla wszystkich i ROWNE szanse,
                                                    niezaleznie od plci, pochodzenia, koloru skory czy
                                                    wlosow...

                                                    a poza tym, skad te ostrzezenia?...to jest wlasnie ten
                                                    przejaw ukrytej agresji (? a moze czegos innego, co
                                                    trudno mi zdefiniowac?) z Waszej z Maciejem strony... kto
                                                    nie z nami - ten przeciwko nam... a przeciez na ogol
                                                    prawda jest gdzies wsrod szaszyzny zaplatana...

                                                  • Gość: tad Re: równe prawa - do Sagan IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.02, 18:17
                                                    sagan2 napisała:

                                                    > Gość portalu: tad napisał(a):
                                                    >
                                                    > > sagan2 napisała:
                                                    > >
                                                    > >
                                                    > > > czy 'rownouprawnienie' ma wg Ciebie znaczyc 'kazdemu
                                                    > > > DOKLADNIE po rowno'? tak sie nie da, bo DOKLADNIE
                                                    > > > tacy sami nie jestesmy.
                                                    > >
                                                    > > Uważaj Saganko! Od roku usiłuję to wytłumaczyć
                                                    > > feministkom na tym forum i zyskałem tyle, że
                                                    > > okrzyknięto mnie faszystowskim chamem! Chcesz do mnie
                                                    > > dołączyć?
                                                    >
                                                    > przypuszczam jednak, ze troche inaczej rozumiemy: nie
                                                    > DOKLADNIE po rowno... ;) jak juz pisalam - mnie sie marzy
                                                    > sprawiedliwe prawo dla wszystkich i ROWNE szanse,
                                                    > niezaleznie od plci, pochodzenia, koloru skory czy
                                                    > wlosow...

                                                    Prawo na Zachodzie JUZ jest równe, a równych szans nie będzie nigdy (chyba, że
                                                    wierzy się w TAMTEN świat).

                                                    >
                                                    > a poza tym, skad te ostrzezenia?...to jest wlasnie ten
                                                    > przejaw ukrytej agresji (? a moze czegos innego, co
                                                    > trudno mi zdefiniowac?) z Waszej z Maciejem strony... kto
                                                    > nie z nami - ten przeciwko nam... a przeciez na ogol
                                                    > prawda jest gdzies wsrod szaszyzny zaplatana...
                                                    >

                                                    Dlaczego ma być to przejaw "ukrytej agresji"? Stwierdzam po prostu, że za
                                                    głoszenie podobnych poglądów zostałem tu uznany za faszystę. Widzisz tu agresję
                                                    u mnie?
                                                  • sagan2 Re: równe prawa - do Sagan 20.08.02, 11:30
                                                    Gość portalu: tad napisał(a):


                                                    > Dlaczego ma być to przejaw "ukrytej agresji"?
                                                    > Stwierdzam po prostu, że za głoszenie podobnych
                                                    > poglądów zostałem tu uznany za faszystę. Widzisz tu
                                                    > agresję u mnie?

                                                    chodzilo mi o agresywne prowadzenie dyskusji. w tym
                                                    momencie dyskutowales ze mna, ale wywlekales grzeszki
                                                    innych osob an forum. po co? wg mnie nie ma to glebszego
                                                    sensu. rowniez w innych postach bardzo czesto
                                                    koncentujecie sie z Maciejem na krytykowanie feministek W
                                                    OGOLE, a nie na dyskusji z konkretna osoba. ktos Wam
                                                    pisze: ja mysle tak i tak, a Wy na to: alez przeciez
                                                    jakas tak feministak w dziele takim a takim napisala cos
                                                    przeciwnego, i co one na to??? przeciez zadna ideologia
                                                    nie jest spojna, tyle interpretacji ile ludzi. jesli
                                                    rozmawiasz z kims, to rozmawiaj z nim i ustosunkowywuj
                                                    sie do jego/jej argumentow SWOIMI kontrargumentami, a nie
                                                    stawiaj je pod sciana czyichs wypowiedzi.
                                                    tak to widze i mi sie to nie bardzo podoba.
                                                    rzadko przedstawiacie SWOJE zdanie, na ogol
                                                    koncentrujecie sie na krytyce feminizmu, nie piszac, co
                                                    wy sadzicie o danej kwestii, tylko co sadzicie o
                                                    podejsciu feminizmu [lub jakiejs jego odmiany] do tej
                                                    kwsestii. tak jak w sprawie przywilejow ciezarnych -
                                                    Maciej nie ma nic przeciwko nim, jak sam pisze, ale
                                                    atakuje podejscie feministek do rownouprawnienia poprzez
                                                    pozorne ataki na ciezarne. a przynajmniej tak jest
                                                    widziany. jesli sie wreszcie wypowie w swoim imieniu to i
                                                    czyta sie milej i czasem trudno sie nie zgodzic [np w
                                                    sprawie oderwania polskich feministek od zycia zwyklych
                                                    plskich kobiet]. tylko dla mnie to sie rozmywa w ferworze
                                                    Waszej walki z feminizmem w gole.
                                                    dlatego odpowiedz na Twoje pytanie w innym watku - czy
                                                    mnie przekonujecie, brzmi - na razie raczej nie, bo mam
                                                    wrazenie, ze rozmawiamy o rownych sprawach.

                                                    milego dnia :)
                                                  • Gość: tad Re: równe prawa - do Sagan IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.02, 15:55
                                                    sagan2 napisała:


                                                    > chodzilo mi o agresywne prowadzenie dyskusji. w tym
                                                    > momencie dyskutowales ze mna, ale wywlekales grzeszki
                                                    > innych osob an forum. po co? wg mnie nie ma to glebszego
                                                    > sensu.

                                                    Bo też nie wszystko co tu piszę jest wynikiem jakiejś strategii. To, że nie
                                                    miało to jakiegoś szczególnie głębokiego sensu (aczkolwiek sens taki mógłbym
                                                    teraz bez trudu dorobić) nie świadczy o agresji.


                                                    rowniez w innych postach bardzo czesto
                                                    > koncentujecie sie z Maciejem na krytykowanie feministek W
                                                    > OGOLE, a nie na dyskusji z konkretna osoba. ktos Wam
                                                    > pisze: ja mysle tak i tak, a Wy na to: alez przeciez
                                                    > jakas tak feministak w dziele takim a takim napisala cos
                                                    > przeciwnego, i co one na to??? przeciez zadna ideologia
                                                    > nie jest spojna, tyle interpretacji ile ludzi.

                                                    Osoby z którymi tu dyskutujemy wygłaszają pewne poglądy. Polemizujemy z tymi
                                                    poglądami. Ile znajdziesz przykładów zachowania o jakim piszesz? (tzn.
                                                    powoływania się na niezgodność tych poglądów z tym czy innym cytatem?)Bardzo
                                                    mało, jak sądzę, a już na pewno nie tyle, by twierdzić, że robimy głównie to.
                                                    Krytykujemy feminizm, bo mamy do tego i prawo i powody.

                                                    jesli
                                                    > rozmawiasz z kims, to rozmawiaj z nim i ustosunkowywuj
                                                    > sie do jego/jej argumentow SWOIMI kontrargumentami, a nie
                                                    > stawiaj je pod sciana czyichs wypowiedzi.
                                                    > tak to widze i mi sie to nie bardzo podoba.

                                                    Jak pisałem - duża przesada. Takich przykładów (z cytatami) nie znalalazłabyś
                                                    zbyt wiele. Najczęsciej odnosimy się do tego, co napisała osoba z którą
                                                    dyskutujemy. Zresztą - co jest złego w tym, że chcemy, by osoby deklarujące się
                                                    jako feministki odnosiły się do tego, co mówią inne feministki? Nie widzę tu
                                                    żadnego grzechu z naszej strony.


                                                    > rzadko przedstawiacie SWOJE zdanie, na ogol
                                                    > koncentrujecie sie na krytyce feminizmu, nie piszac, co
                                                    > wy sadzicie o danej kwestii, tylko co sadzicie o
                                                    > podejsciu feminizmu [lub jakiejs jego odmiany] do tej
                                                    > kwsestii.


                                                    Też przesada. Najczęściej przedstawiam swoje stanowisko, a już napewno gdy ktoś
                                                    mnie o nie zapyta.


                                                    tak jak w sprawie przywilejow ciezarnych -
                                                    > Maciej nie ma nic przeciwko nim, jak sam pisze, ale
                                                    > atakuje podejscie feministek do rownouprawnienia poprzez
                                                    > pozorne ataki na ciezarne. a przynajmniej tak jest
                                                    > widziany. jesli sie wreszcie wypowie w swoim imieniu to i
                                                    > czyta sie milej i czasem trudno sie nie zgodzic [np w
                                                    > sprawie oderwania polskich feministek od zycia zwyklych
                                                    > plskich kobiet]. tylko dla mnie to sie rozmywa w ferworze
                                                    > Waszej walki z feminizmem w gole.
                                                    > dlatego odpowiedz na Twoje pytanie w innym watku - czy
                                                    > mnie przekonujecie, brzmi - na razie raczej nie, bo mam
                                                    > wrazenie, ze rozmawiamy o rownych sprawach.

                                                    Czasem trudno się nie zgodzić, ale NA RAZIE nie jesteśmy przekonujący. Dobre i
                                                    to.

                                                    > milego dnia :)
                                                  • Gość: Maciej Re: równe prawa - do Sagan IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.02, 22:59
                                                    Sagan napisała:

                                                    > usilowalam Ci wytlumaczyc, ze przywileje dla kobiety
                                                    > ciezarnej sa tak naprawde przylwilejami dla calej
                                                    > rodziny, a najbardziej dla nienarodzonego dziecka
                                                    > wlasnie.

                                                    Owszem. Jest to dla mnie wystarczające uzasadnienie nierównych praw. Ale
                                                    przecież chyba to Ty jesteś feminiską i żądasz równouprawnienia, nie ja (?) :-)

                                                    A teraz okazuje się, że równouprawnienie - owszem, ale nie tam, gdzie kłóci się
                                                    to z dobrem rodziny... :-)
                                                    Jeśli dobro rodziny jest dla Ciebie ważniejsze od równouprawnienia, to co z
                                                    Ciebie za feministka? Czym właściwie Twój feminizm różni się od
                                                    patriarchatu: "drogie kobiety, możecie sobie żądać równouprawnienia, ale nie
                                                    tam, gdzie koliduje to z dobrem rodziny"?

                                                    > (...) dziecka, ktore stanowi inwestycje spoleczenstwa
                                                    > na przyszlosc [pomijajac oczywista inwestycje
                                                    > rodzicow...;)].

                                                    No proszę... Więc uważasz, że jest jeszcze jedna wartość (obok interesu
                                                    rodziny), ważniejsza od równouprawnienia - interes społeczeństwa.
                                                    Czy Ty aby na pewno uważasz się za femninistkę? Własnie dowodzisz, że interes
                                                    społeczny jest ważniejszy od równouprawnienia i stanowi wystarczające
                                                    uzasadnienie dla nierównych praw! Dokładnie tak samo, jak ci wredni, męscy
                                                    szowiniści popierający patriarchat! Nie wstyd Ci tak popierać patriarchat?

                                                    Tad słusznie Cię życzliwie ostrzegał - za takie własnie poglądy on został tutaj
                                                    okrzyknięty "faszystowskim chamem"... ;-)

                                                    > tak wiec nie widze, gdzie te przywileje
                                                    > mialyby byc krzywdzace dla mezczyzn???

                                                    Ja nie uważam, że przywileje kobiet ciężarnych są krzywdzące dla mężczyzn, ale
                                                    ja nie jestem zwolennikiem równouprawnienia jak te szalone feministki. A Ty
                                                    jeszcze niedawno twierdziłaś - że jesteś zwolenniczką równouprawnienia...?

                                                    > fizycznych i psychicznych aspektow ciazy, dlaczego
                                                    > chcesz jej odebrac godnosc, placac dodatkowa pensje
                                                    > mezowi, a nie wlasnie jej?

                                                    Ja nic im nie chcę odbierać, tylko Ty chciałaś. Przypominam, że to Ty chciałaś,
                                                    by cięzarne kobiety traktowano na równi z mężczyznami chorymi lub inwalidami,
                                                    co by oznaczało, że zamiast 100% pensji dostawałyby 80% lub marny zasiłek. A
                                                    więc ciężarne kobiet straciłyby na proponowanym przez Ciebie równouprawnieniu.
                                                    Teraz się z tego wycofujesz, przypisując mi swoje poglądy...

                                                    > z Twoich wypowiedzi wynika, iz uwazasz przywileje dla
                                                    > kobiet ciezarnych za krzywdzace, czy niesprawiedliwe dla
                                                    > mezczyzn. powiedz dlaczego?

                                                    Nie. Uważam tylko przywileje ciężarnych kobiet za sprzeczne z ideologią
                                                    równouprawnienia. Jeśli zachciało się równouprawnienia - to trzeba wyrzec się
                                                    prawnych przywilejów, których nie posiada druga strona. Inaczej - co to
                                                    za "równouprawnienie"? Ja nie jestem zwolennikiem równouprawnienia i nie chcę
                                                    kobietom ciężarnym niczego odbierać. Ale jeśli traktuje się serio feministyczne
                                                    hasła o równouprawnieniu, należałoby potraktować kobiety cięzarne, czy na
                                                    urlopie macierzyńskim, tak samo, jak inne osoby niezdolne do pracy.

                                                    > Maciej, jak sobie wyobrazasz IDENTYCZNE prawo dla kobiet
                                                    > i mezczyzn, skoro sa sfery, ktore, dzieki naturze,
                                                    > dotycza WYLACZNIE jednej plci?

                                                    No własnie. I o to mi chodziło. "Równouprawnienie" jest absurdem, ponieważ "sa
                                                    sfery, ktore, dzieki naturze, dotycza WYLACZNIE jednej plci".
                                                    Co było do udowodnienia.

                                                    > przeciez jestesmy rozni i mamy rozne 'funkcje
                                                    > biologiczbne' do spelnienia, wiec jesli chcemy sie
                                                    > sprawiedliwe opiekowac wszystkimi, to inaczej to wyglada
                                                    > w stosunku do kobiet, a inaczej w stosunku do mezczyzn
                                                    > - z samej natury rzeczy.

                                                    No własnie. Nic innego z Tadem nie mówimy na tym forum, jak właśnie to, że się
                                                    różnimy, co ma swoje konsekwencje społeczne i prawne. Ja też uważam, że, jak
                                                    byłaś uprzejma zauważyć - powinno być sprawiedliwie, co wcale nie znaczy -
                                                    równo.

                                                    > czy 'rownouprawnienie' ma wg Ciebie znaczyc 'kazdemu
                                                    > DOKLADNIE po rowno'? tak sie nie da, bo DOKLADNIE tacy
                                                    > sami nie jestesmy.

                                                    Rozumiem słowo "równuprawnienie" tak, jak stoi w "Słowniku języka polskiego"
                                                    pod redakcją prof. Mieczysława Szymczaka (PWN): "równość wobec prawa,
                                                    korzystanie z jednakowych, równych praw". (tom III, str. 137)

                                                    Właśnie okazało się, że Ty jesteś przeciwniczką równouprawnienia, bo "tak sie
                                                    nie da, bo DOKLADNIE tacy
                                                    sami nie jestesmy". Zgadzam się z Tobą - ja też uważam równouprawnienie za
                                                    szkodliwy absurd.

                                                    Niestety, feministki nie walczą o "sprawiedliwość", tylko ciągle o to swoje
                                                    absurdalne "równouprawnienie". Jak rozumiem, Ty ich jednak nie popierasz?
                                              • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 15.08.02, 16:56
                                                tak piszesz o dziedziczeniu, jakby to sie latwo dalo zmienic. a to nie jest
                                                prawda. prawda jest taka, ze tron obejmowal syn - nie dlatego ze byl
                                                silniejszy, lepszy etcetc, tylko dlatego ze byl synem. prawo dziedziczenia
                                                tronu kobiety uzyskaly dopiero niedawno. urzedy tez sprawowali mezczyzni - w o
                                                wiele wiekszym stopniu niz teraz. i co? - teraz kobiety sa bardziej
                                                inteligentne niz pareset lat temu? zabawne. a jeszcze dawniej kobiety nie mogly
                                                studiowac. no to skad mam niby wziac przyklady kobiet - wielkich naukowcow, jak
                                                nie mialy prawa do nauki?
                                                tak wiec nie masz nadal dowodu na wyzszosc rozumu meskiego nad kobiecym.
                                                b.
                                                ps. wiem, sa przyklady kobiet-monarchin. wyjatki.
                                                b.
                                                • Gość: Maciej Re: mezczyzni geniusze IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 20:43
                                                  b.u.zz napisał:

                                                  > tak piszesz o dziedziczeniu, jakby to sie latwo dalo zmienic. a to nie jest
                                                  > prawda. prawda jest taka, ze tron obejmowal syn - nie dlatego ze byl
                                                  > silniejszy, lepszy etcetc, tylko dlatego ze byl synem. prawo dziedziczenia
                                                  > tronu kobiety uzyskaly dopiero niedawno.

                                                  A skąd tę władzę miał ojciec? Dostał w prezencie?
                                                  Często o władzę trzeba było walczyć. Dlaczego kobiety nie wygrywały tej walki?

                                                  > a jeszcze dawniej kobiety nie mogly
                                                  > studiowac. no to skad mam niby wziac przyklady kobiet - wielkich naukowcow,
                                                  > jak
                                                  > nie mialy prawa do nauki?

                                                  A u kogo studiował Sokrates? Jakie studia ukończył Edison? Albo Piłsudski?

                                                  Pozdrawiam -
                                                  • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 15.08.02, 22:16
                                                    no dobra, ostatni post na ten temat, bo chyba sie nie zrozumiemy. walka, o
                                                    ktorej piszesz, rozgrywala sie rzeczywiscie. tylko nie miedzy kobietami a
                                                    mezczyznami, ale miedzy mezczyznami. pytasz skad ten ojciec mial wladze, a nie
                                                    np. matka? to ci odpowiem: wladcami na poczatku, ale w sumie az do czasow
                                                    niemal wspolczesnych, zostawali przywodcy wojskowi. wojskowi byli mezczyznami,
                                                    bo amazonki nalezy miedzy bajki wlozyc. a mezczyzni sa silniejsi i wieksi.
                                                    dlatego, wracajac do twojego pytania, nie bylo pilsudskiej tylko pilsudski.
                                                    kobiety w starozytnosci (ale nie tylko) byly traktowane nie jako obywatele,
                                                    lecz - hmm.. trudno powiedziec, osobna kasta. czy uwazasz, ze fakt, iz
                                                    wczesniej nie studiowaly, a teraz studiuja, oznacza, ze wtedy byly glupie, a
                                                    teraz - sa mniej glupie? tyle co do sokratesa.
                                                    edison: to przyklad na geniusza, zgadzam sie. ale wnioskowac z tego przykladu,
                                                    ze mezczyzni sa madrzejsi niz kobiety jest przesada, bo zbyt mala probka.
                                                    poza tym sugerujesz, ze tylko najlepsi zdobywali wladze? wiele jest przykladow
                                                    na to, ze i straszni glupcy lub zupelni przecietniacy ja mieli. czy to oznacza,
                                                    ze zyskali ja dzieki wlasnym zaslugom, ze byli madrzejsi? mechanizmy sukcesu sa
                                                    skomplikowane, tak samo z reszta jak wszystkie mechanizmy spoleczne. uzywanie
                                                    prostych metod (np. czysta statystyka) do ich wytlumaczenia jest naduzyciem.
                                                    poza tym - zubaza swiat w ktorym zyjemy (jego postrzeganie). czy fakt, ze
                                                    czynisz to ty (mezczyzna) oznacza, ze mezczyzni inaczej nie potrafia. mam
                                                    nadzieje, ze mimo wszystko nie jestem wyjatkiem.
                                                    pozdrowienia dla obu sympatycznych druzyn. choc nie ma trzech stron barykady,
                                                    tak jak nie ma trzech wymiarow, postaram sie jednak stanac z boku.
                                                    b.
                                                  • Gość: zula Re: mezczyzni geniusze IP: *.leased-02.binet.pl 15.08.02, 23:27
                                                    b.u.zz napisał:

                                                    wladcami na poczatku, ale w sumie az do czasow
                                                    > niemal wspolczesnych, zostawali przywodcy wojskowi. wojskowi byli
                                                    mezczyznami,
                                                    > bo amazonki nalezy miedzy bajki wlozyc. a mezczyzni sa silniejsi i wieksi.

                                                    wiesz, ja też ostatecznie doszłam do tego wniosku...że to przewaga fizyczna i
                                                    to, że kobieta w czasie ciąży nie jest w stanie się sobą sama zająć, oraz to,
                                                    ze generalnie jest delikatniejsza i słabsza zadecydowały o patriarchacie, o
                                                    zgeneralizowaniu kobiety do funkcji, którą pełni właściwie tylko przez pewien
                                                    czas (macierzyństwo+ cały okres rozrodczy jako stan zagrożenia właśnie tą
                                                    słabością i zaleznością od innych) ale teraz mamy oświatę, naukę, planowanie
                                                    rodziny- więc dlaczego by nie pokusić się o więcej?chyba tylko w imię
                                                    jaskiniowych przodków i tradycji:-)

                                                    >
                                                    > kobiety w starozytnosci (ale nie tylko) byly traktowane nie jako obywatele,
                                                    > lecz - hmm.. trudno powiedziec, osobna kasta.

                                                    właściwie to nie wszędzie...np. była spora grupa sceptyczek, Platon równiez
                                                    nauczał kobiety- jego najwybitniejszą uczennicą była własnie kobieta- mówiło
                                                    się o tym, gdy była moda na starożytność- i z przeminięceim tej mody
                                                    zapomniano równiez o tych 'zacnych córkach nauki'.
                                                    podoba sytuacja z edytą stein- była wybitnym naukowcem, a wszyscy pamiętają ją
                                                    głównie dlatego, że zginęła męczeńską smiercią...ona też miała przekopane-
                                                    miała problemy z doktoratem- promotor powiedział jej "kobiecie nie przystoi się
                                                    doktoryzować" (tutaj znów wracamy do wątku przewodniego- stereotypów)-ale ona
                                                    nie zmiękła, i o to chodzi:-)

                                                    > pozdrowienia dla obu sympatycznych druzyn. choc nie ma trzech stron barykady,
                                                    > tak jak nie ma trzech wymiarow, postaram sie jednak stanac z boku.
                                                    > b.

                                                    dobrej nocy
                                                    życzy zula


                                                    > vanitas vanitatum omnia vanitas
                                                    > quid habet amplius homo de universo labore suo quod laborat sub sole
                                                    >
                                                    > :-/

                                                    lubię prostotę:-) więc zapytuję:
                                                    edo ergo sum? ;-)

                                                    pa
                                                  • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 15.08.02, 23:35
                                                    nie twierdze, ze w starozytnosci kobiety nie mialy nic do powiedzenia, ale na
                                                    pewno - mogly mniej i inaczej byly traktowane. poza tym zawsze mozna dac
                                                    przyklad safony etc.etc.
                                                    a co do genezy "patriarchatu" (he he) to nie upraszczaj. jest wiele przyczyn
                                                    (naturalnie zwiazanych z biologia), dla ktorych kobiety pelnily taka a nie inna
                                                    role. i nadal je pelnia, mimo ze przez nikogo nie sa zmuszane. sa hormony, sa
                                                    instynkty i pewnie wiele innych rzeczy o ktorych nie slyszalem.
                                                    pozdrawiam
                                                    b.
                                                  • Gość: zula Re: mezczyzni geniusze IP: *.leased-02.binet.pl 16.08.02, 08:32
                                                    > a co do genezy "patriarchatu" (he he) to nie upraszczaj. jest wiele przyczyn
                                                    > (naturalnie zwiazanych z biologia), dla ktorych kobiety pelnily taka a nie
                                                    inna
                                                    >
                                                    > role. i nadal je pelnia, mimo ze przez nikogo nie sa zmuszane. sa hormony, sa
                                                    > instynkty i pewnie wiele innych rzeczy o ktorych nie slyszalem.
                                                    > pozdrawiam
                                                    > b.
                                                    >
                                                    jaka jest twoja propozycja genezy patriarchatu? hormony nie utrudniają zycia
                                                    kobietom, tak samo jak instynkty- one stanowią o części jej istoty, co nie
                                                    znaczy, że ją redukują do funkcji podporzadkowanych rozpłodowi. to samo w
                                                    zasadzie można powiedzieć o mężczyznach- ze tracą rozum dla 'spódniczek',
                                                    zaczynają się popisywac, szpanować- i nie mozna traktować ich poważnie. to są
                                                    dwie strony naszej ludzkiej natury...prócz seksu potrafimy przecież zajmować
                                                    się innymi rzeczami.
                                                  • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 16.08.02, 11:39
                                                    trudno mowic o genezie patriarchatu, gdy smieszy mnie sam termin i poddaje w
                                                    watpliwosc jego istnienie. ale ok, byla pewna dyskryminacja kobiet i jesli
                                                    chcesz uzywac tej nazwy, to prosze. ja sie wstrzymam z prostego powodu, dla
                                                    ktorego nie uzywam wielu sformulowan, stworzonych/stosowanych przez ideologie,
                                                    ktore mi nie odpowiadaja.
                                                    dyskutowac o przeszlosci mozemy, ale ja nie wierze, ze do czegos dojdziemy. ja
                                                    w kazdym razie nie mam odpowiedniej wiedzy. potrafie natomiast zaprotestowac,
                                                    gdy ktos naduzywa pewnych argumentow do dowodzenia twierdzen nieprawdziwych :)
                                                    pozdrawiam
                                                    b.
                                                  • Gość: zula Re: mezczyzni geniusze IP: 2.4.STABLE* / 192.168.17.* 16.08.02, 20:59
                                                    buzz sam powiedziałeś: 'a jeśli chodzi o genezę 'patriarchatu' to nie
                                                    upraszaczaj'. proszę więc o wyjaśnienie...
                                                  • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 19.08.02, 11:03
                                                    Gość portalu: zula napisał(a):

                                                    > buzz sam powiedziałeś: 'a jeśli chodzi o genezę 'patriarchatu' to nie
                                                    > upraszaczaj'. proszę więc o wyjaśnienie...

                                                    no nie do konca. napisalem: a co do genezy "patriarchatu" (he he) to nie
                                                    upraszczaj.

                                                    ja widzisz, jest tam i cudzyslow i usmieszek (ironiczny). to wlasnie oddaje moj
                                                    stosunek do terminu. watpie, by istnial jakikolwiek patriarchat, tak samo jak
                                                    konflikt klas, nadbudowa, baza itd.itp. te sformulowania blednie oddaja
                                                    rzeczywistosc spoleczna sugerujac nieistniejacy konflikt. i tak samo jest moim
                                                    zdaniem z owym partriarchatem - sugeruje konflikt, ktorego nie ma.
                                                    pozdrowienia
                                                    b.
                                                  • Gość: zula Re: mezczyzni geniusze IP: *.leased-02.binet.pl 19.08.02, 15:23
                                                    więc jak tłumaczysz te wszystkie fakty, które sprawiły, że feminizm zaistniał?
                                                    że tak po prostu jest: kobiety: łagodne, naiwne, uległe- bezpłciowe niczym
                                                    kleik na wodzie; mężczyźni: dynamiczni, kreatywni, tak pełni energii, że od
                                                    czasu do czasu kogoś bija lub gwałcą- ale taka ich natura? to jest dobry moment
                                                    żeby wyjasnić sprawę androgyne: że taki symetryczny podział nie istnieje- nasza
                                                    natura nie jest 100% męska bądź 100% kobieca.
                                                    po 1) nikt jeszcze nie ustalił tego 100% wzorca- lub raczej jest on aktualny w
                                                    obrębie danej społecznosci (rodzina, srodowisko, media). dlatego np. ktoś kto
                                                    przyjedzie z głębokiej wsi do dużego miasta, będzie się w jakims stopniu
                                                    wyrózniał itd itp.
                                                    po 2) moim zdaniem ludzie (właściwie zwierzęta i rosliny również) dąża do
                                                    upodabniania się, nie do indywidualizmu (istnieje bezpieczny indywidualizm,
                                                    który jest raczej wariacją na temat aktualnej mody
                                                    intelektualnej, "odzieżowiej", kulturalnej).

                                                    androginizm jest przeciwieństwem uniformizacji. tak to rozumiem.
                                                  • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 19.08.02, 22:13
                                                    Gość portalu: zula napisał(a):

                                                    > więc jak tłumaczysz te wszystkie fakty, które sprawiły, że feminizm
                                                    zaistniał?

                                                    a skad ja moge wiedziec skad sie wzial feminizm?! toutes proportions gardees,
                                                    skad sie wzial komunizm, czy faszyzm? moim zdaniem bledna ocena rzeczywistosci
                                                    i nadzieja na proste srodki.
                                                    podkreslam, to tylko przyklad, nie porownuje osiagniec ww. ideologii z
                                                    feminizmem.

                                                    > to jest dobry moment
                                                    > żeby wyjasnić sprawę androgyne: że taki symetryczny podział nie istnieje-
                                                    nasza
                                                    > natura nie jest 100% męska bądź 100% kobieca.

                                                    brawo watsonie!

                                                    > po 2) moim zdaniem ludzie (właściwie zwierzęta i rosliny również) dąża do
                                                    > upodabniania się, nie do indywidualizmu (istnieje bezpieczny indywidualizm,
                                                    > który jest raczej wariacją na temat aktualnej mody
                                                    > intelektualnej, "odzieżowiej", kulturalnej).
                                                    > androginizm jest przeciwieństwem uniformizacji. tak to rozumiem.

                                                    czyli piszesz, ze androginizm jest zaprzeczeniem tej tendencji do upodobniania
                                                    sie? pomijajac pytanie, czy tak jest w rzeczywistosci: jesli ta tendencja jest
                                                    naturalna, to androginizm - nie. zgodzisz sie? poza tym wkraczasz na zbyt
                                                    wysoki poziom abstrakcji, jak dla mnie. tzn. nie wiem, o czym w tym momencie
                                                    dyskutujemy.
                                                  • Gość: zula Re: mezczyzni geniusze IP: *.leased-02.binet.pl 20.08.02, 08:40
                                                    b.u.zz napisał:

                                                    > Gość portalu: zula napisał(a):
                                                    >
                                                    > > więc jak tłumaczysz te wszystkie fakty, które sprawiły, że feminizm
                                                    > zaistniał?
                                                    >
                                                    > a skad ja moge wiedziec skad sie wzial feminizm?! toutes proportions gardees,
                                                    > skad sie wzial komunizm, czy faszyzm? moim zdaniem bledna ocena
                                                    rzeczywistosci
                                                    > i nadzieja na proste srodki.
                                                    > podkreslam, to tylko przyklad, nie porownuje osiagniec ww. ideologii z
                                                    > feminizmem.

                                                    aucune proprtions gardees....o to właśnie chodzi...

                                                    > czyli piszesz, ze androginizm jest zaprzeczeniem tej tendencji do
                                                    upodobniania
                                                    > sie? pomijajac pytanie, czy tak jest w rzeczywistosci: jesli ta tendencja
                                                    jest
                                                    > naturalna, to androginizm - nie.

                                                    a co jest naturalne? życie w niewielkiej osadzie wsród warzyw i kur, nad
                                                    górskim potoczkiem, z zona i gromadką dzieci. każda inna tendencja jest
                                                    już 'nienaturalna', bo jest ewolucją poprzedniej. ale naturalny nie znaczy
                                                    przecież stały...poza tym jesteśmy częścią natury, więc nie możemy robić
                                                    nienaturalnych rzeczy. wszystko jest naturalne, nawet jak uderzy w nas
                                                    asteroid, i zmiecie wszystko- to to też będzie pure natura.

                                                    np. humanizm doszedł do tego punktu, ze wkrótce nie bedziemy już zabijać
                                                    zwierząt na mieso na rzecz hodowli tkankowych. starczy go poza tym dla
                                                    wszystkich. analogicznie jest z ludźmi- nie musimy się już unifikować, nie
                                                    żyjemy w lesie w stadach, nie jestesmy zagrożeni wygladając inaczej w grupie
                                                    osób, które równiez wyglądają jak zechcą. to nie jest front, na któym przeciwne
                                                    armie muszą się wyróżniać (zobacz jaki absurd- mundury są po to, żeby nie
                                                    zastrzelić przez przypadek swojego ziomka, poza tym nic nas nie różni, zupełnie
                                                    jak w szachach)
                                                    mamy rozum, więc z niego korzystajmy. zmiany mogą być na lepsze:-)

                                                    zgodzisz sie? poza tym wkraczasz na zbyt
                                                    > wysoki poziom abstrakcji, jak dla mnie. tzn. nie wiem, o czym w tym momencie
                                                    > dyskutujemy.
                                                    >
                                                  • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 20.08.02, 10:23
                                                    hmm... no wlasnie, nie do konca rozumiem o co ci chodzi. oprocz tego, ze
                                                    dostrzegam pewna fascynacje postepem, nadzieje na spelnienie marzen ludzkosci i
                                                    powszechne szczescie. obawiam sie, ze to niemozliwe. nie wierze w utopie.
                                                    po drugie, na marginesie: co jest naturalne. nie masz racji piszac, ze wszystko
                                                    co robi czlowiek jest naturalne, bo czlowiek jest natury czescia. w ten sposob
                                                    pozbawiasz tego slowa jakiegokolwiek znaczenia. bo co nie jest natury czescia?
                                                    otoz naturalna nie jest kultura, ona jest wlasnie zaprzeczeniem natury. stad z
                                                    reszta podobienstwa slow sztuka - sztuczny, art - artificial.
                                                    a co do natury czlowieka, wydaje mi sie, ze istniejace w literaturze archetypy
                                                    niespecjalnie sie w ciagu ostatnich tysiacleci zmienily. czyli ciagle mamy te
                                                    same pragnienia i emocje. i tu nastepuje powrot do poczatku mojego postu: nie
                                                    da sie zmienic natury czlowieka, nie da sie stworzyc idealnego spoleczenstwa,
                                                    nie da sie stworzyc raju na ziemi.
                                                    pozdrowienia
                                                    b.
                                                  • Gość: zula Re: mezczyzni geniusze IP: *.leased-02.binet.pl 20.08.02, 16:27
                                                    tak, ale zauwaz, że gdybysmy akceptowali naturalność bez ingerencji w nią, nasz
                                                    gatunek już dawno by zginął, i pozwolił zginąc wielu innym gatunkom, np.
                                                    popularnemu koniowi. jak myslisz, dlaczego kiedys ludzie zyli 30- 40 lat? bo
                                                    medycyna nie była rozwinięta, umierało się na grypę. i ewolucja cywilizacji
                                                    polega właśnie na tych małych zmianach- mozesz to nazwać utopią- ale to jest
                                                    proces, którego nie sposób zatrzymać, można lekcewazyć- ale to równoznaczne z
                                                    chowaniem głowy w piasek. ja odczuwam zmiany, uważam, ze jest coraz lepiej.
                                                    cieszę się, ze zyję akurat w tym czasie. to co piszesz o uniwersalnych
                                                    wartościach- masz rację, to te same priorytety, ale właśnie szerokorozumiany
                                                    postęp itd stwarzaja sytuacje, które kiedyś były wylacznie abstrakcyjne. świat
                                                    się zmienia i ludzie się zmieniają- i chciałabym, zeby na lepsze. i dlatego o
                                                    tym mówię- zeby nie płynąc biernie z prądem rzeki, chocby dla spokoju własnego
                                                    sumienia.
                                                  • Gość: tad Re: mezczyzni geniusze IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.02, 19:11
                                                    Gość portalu: zula napisał(a):

                                                    > tak, ale zauwaz, że gdybysmy akceptowali naturalność bez ingerencji w nią,
                                                    >nasz gatunek już dawno by zginął, i pozwolił zginąc wielu innym gatunkom, np.
                                                    > popularnemu koniowi. jak myslisz, dlaczego kiedys ludzie zyli 30- 40 lat? bo
                                                    > medycyna nie była rozwinięta, umierało się na grypę. i ewolucja cywilizacji
                                                    > polega właśnie na tych małych zmianach- mozesz to nazwać utopią- ale to jest
                                                    > proces, którego nie sposób zatrzymać, można lekcewazyć- ale to równoznaczne z
                                                    > chowaniem głowy w piasek.

                                                    Pisząc "proces, którego nie można zatrzymać" przedstawiasz tylko swoje
                                                    zyczenia, czy przewidywania, ale twierdzenia tego nie sposób udowodnić. (Po
                                                    prostu - nie wiemy czy może, czy nie może się to zatrzymać). Patrzenie na
                                                    historię jako na proces doskonalenia się ludzkości jest błędem. Nie ma czegoś
                                                    takiego jak "stały postęp". Historia nie przebiega liniowo - od barbarzyństwa
                                                    do coraz doskonalszej cywilizacji. Jest to proces znacznie bardziej
                                                    skomplikowny. Jedne cywilizacje rozwijały się i upadały, inne kostniały i
                                                    zastygały w czasie, jeszcze inne były "zabijane" w kwiecie wieku. Nasza nie
                                                    jest wyjątkiem. Po drugie - zakładasz plastyczność człowieka, wierząc, że może
                                                    bez końca i swobodnie zmieniać swoje otoczenie. To kolejny błąd. Ewolucja
                                                    cywilizacji i ewolucja człowieka jako gatunku, to nie są procesy przebiegające
                                                    w jednym czasie. Natura ludzka to bariera "postępu". Na szczęscie. Przeceniasz
                                                    technikę i kulturę.

                                                    ja odczuwam zmiany, uważam, ze jest coraz lepiej.
                                                    > cieszę się, ze zyję akurat w tym czasie. to co piszesz o uniwersalnych
                                                    > wartościach- masz rację, to te same priorytety, ale właśnie szerokorozumiany
                                                    > postęp itd stwarzaja sytuacje, które kiedyś były wylacznie abstrakcyjne.
                                                    świat
                                                    > się zmienia i ludzie się zmieniają- i chciałabym, zeby na lepsze. i dlatego o
                                                    > tym mówię- zeby nie płynąc biernie z prądem rzeki, chocby dla spokoju
                                                    własnego
                                                    > sumienia.

                                                    Tu zakładasz, że "postęp" zawsze jest dobry. Kolejny błąd. W XX wieku w imię
                                                    postępu robiono rzeczy, ktore uznano by za barbarzyństwo w wieku XII.
                                                  • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 21.08.02, 10:27
                                                    Gość portalu: zula napisał(a):

                                                    > tak, ale zauwaz, że gdybysmy akceptowali naturalność bez ingerencji w nią,
                                                    nasz
                                                    >
                                                    > gatunek już dawno by zginął, i pozwolił zginąc wielu innym gatunkom, np.
                                                    > popularnemu koniowi. jak myslisz, dlaczego kiedys ludzie zyli 30- 40 lat? bo
                                                    > medycyna nie była rozwinięta, umierało się na grypę. i ewolucja cywilizacji
                                                    > polega właśnie na tych małych zmianach- mozesz to nazwać utopią- ale to jest
                                                    > proces, którego nie sposób zatrzymać, można lekcewazyć- ale to równoznaczne z
                                                    > chowaniem głowy w piasek. ja odczuwam zmiany, uważam, ze jest coraz lepiej.
                                                    > cieszę się, ze zyję akurat w tym czasie. to co piszesz o uniwersalnych
                                                    > wartościach- masz rację, to te same priorytety, ale właśnie szerokorozumiany
                                                    > postęp itd stwarzaja sytuacje, które kiedyś były wylacznie abstrakcyjne.
                                                    świat
                                                    > się zmienia i ludzie się zmieniają- i chciałabym, zeby na lepsze. i dlatego o
                                                    > tym mówię- zeby nie płynąc biernie z prądem rzeki, chocby dla spokoju
                                                    własnego
                                                    > sumienia.

                                                    nie zrozumialas (chyba?). otoz ja napisalem, ze nie da sie zmienic natury
                                                    czlowieka. mozna natomiast starac sie ograniczyc jej wplywy - to jest wlasnie
                                                    kultura. normalny, pardon naturalny, czlowiek jadlby rekami. kultura wymaga, by
                                                    jest sztuccami. itd.itp.
                                                    prawo, jako czesc kultury, rowniez ogranicza nasze naturalne sklonnosci - te,
                                                    ktore szkodza innym, jesli sie im ulega. i dobrze. ale to nie znaczy, ze prawem
                                                    zmienimy nature.
                                                    naprawde, ludzie zawsze beda tacy sami. przeciez to ze zyja dluzej nie oznacza
                                                    ze zmienila sie ich natura! jest dokladnie na odwrot: lekarze mowia, ze wyglada
                                                    na to, ze zadne lekarstwa nie przedluza w nieskonczonosc zycia.
                                                    jedyna mozliwosc widze w manipulacjach genetycznych. tu rzeczywiscie bedzie
                                                    mozna zmieniac nature. czy tylko tego chcemy? polecam lema, ktory o tym napisal
                                                    w jednym z opowiadan w dziennikach gwiazdowych: o spoleczenstwie, ktore naukowo
                                                    doszlo do kresu - wszystko mogli. ciekawe.
                                                    pozdrawiam
                                                    b.
                                                  • Gość: zula Re: mezczyzni geniusze IP: *.leased-02.binet.pl 21.08.02, 19:00
                                                    jedni uważają, że natura ludzka jest z gruntu dobra- to optymiści
                                                    drudzy- że z gruntu zła- to pesymiści

                                                    tyle nam wiadomo o naturze człowieka (nic nam nie wiadomo). uwazam, że człowiek
                                                    nie jest ani dobry ani zły, ale 'w tym wszystkim' zachodzą zmiany. ze człowiek
                                                    ewoluuje- i tyle. gdyby nie ewoluował- wymarłby. czuję, ze spogladamy na
                                                    problem z dwóch różnych stron, rozmawiamy 2 jezykami, które nie są chyba
                                                    kompatybilne, ale to nic, to równiez ewolucyjnie potrzebne (ciekawe, któremu z
                                                    nas bardziej:-) proponuję zakonczyć dyskusję własnie na lemie i jego
                                                    wizjonerskich dziennikach gwiazdowych.

                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: tad Re: mezczyzni geniusze IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.02, 20:23
                                                    Gość portalu: zula napisał(a):

                                                    > jedni uważają, że natura ludzka jest z gruntu dobra- to optymiści
                                                    > drudzy- że z gruntu zła- to pesymiści
                                                    >
                                                    > tyle nam wiadomo o naturze człowieka (nic nam nie wiadomo). uwazam, że
                                                    człowiek
                                                    >
                                                    > nie jest ani dobry ani zły, ale 'w tym wszystkim' zachodzą zmiany. ze
                                                    człowiek
                                                    > ewoluuje- i tyle. gdyby nie ewoluował- wymarłby.


                                                    A czy słyszałaś coś o ewolucyjnej skali czasu?

                                                  • b.u.zz Re: mezczyzni geniusze 15.08.02, 23:37
                                                    a poza tym najwybitniejszym uczniem platona byl chyba arystoteles, nie?
                                                    b.
                                                  • Gość: Kati starożytność i kobiety IP: 2.4.STABLE* 16.08.02, 00:28
                                                    b.u.zz napisał:

                                                    > a poza tym najwybitniejszym uczniem platona byl chyba arystoteles, nie?

                                                    Tak, ale niestety w niektórych poglądach nie chciał naśladować swego
                                                    nauczyciela. Platon pisał w "Republice", że kobiety mają takie same zdolności
                                                    rozumowania jak mężczyźni, więc powinny być kształcone i uczestniczyć w życiu
                                                    publicznym, uważał, że "państwo, które nie kształci kobiet, jest jak mężczyzna,
                                                    który trenuje tylko swoją prawą rękę". Matka Platona Perictione była filozofką
                                                    (napisała m.in. dzieło "O harmonii kobiet"), a jego szacunek dla intelektu
                                                    kobiet kształtował się również w jego kontaktach ze szkołą pitagorejczyków
                                                    (zał. w VI w.pne), w której uczystniczyło wiele wybitnych kobiet i która była
                                                    wzorem jego Akademii. Uczestniczył też w dyskusjach hmm "koedukacyjnych" przy
                                                    akademii dla kobiet założonej przez retorkę Aspazję.
                                                    Arystoteles o dziwo jakoś nie "odziedziczył" podobnych poglądów po swym
                                                    mistrzu, a wręcz przeciwnie, można uznać go za "ojca" filozoficznego
                                                    mizoginizmu: uważał, że "mężczyzna z natury jest doskonały, a kobieta
                                                    poślednia, więc mężczyzna ma władzę nad kobietą" i "mężczyzna jest twórcą, a
                                                    kobieta tworzywem". Cóż, nie miał matki filozofki, i pochodził (w
                                                    przeciwieństwie do Platona pochodzącego z wybitnego rodu ateńskich
                                                    legislatorów) z rodziny ziemiańskiej (gdzie "tradycyjnie" nie kształcono
                                                    kobiet). Ponieważ jego idee wyznaczyły kierunek myśli europejskiej i islamskiej
                                                    na wiele stuleci, mizoginizm zakorzenił się w mentalności mężczyzn wielu
                                                    obszarów świata i pokutuje do dziś..
                                                    W starożytnej Grecji sporo kobiet zajmowało się też matematyką. Według
                                                    Plutarcha pierwszym matematykiem była kobieta, Aithram która nauczała
                                                    arytmetyki i logiki w X-IX wieku p.n.e. Wiele kobiet studiowało, a także
                                                    nauczało matematyki oraz filozofii we wspomnianej już przeze mnie szkole
                                                    pitagorejczyków (Theano, Melissa, Arignote, Myia, Damo, Themistoklesa).
                                                    Warto porównać te fakty do opinii XIX-wiecznych mężów nauki, którzy
                                                    sprzeciwiając się wstępowaniu kobiet na uniwersytety, twierdzili, że nauka
                                                    zaszkodzi im na funkcje rozrodcze. Regres cywilizacyjny?
                                                    pzdr,
                                                    Kati



                                                  • Gość: zula Re: starożytność i kobiety IP: *.leased-02.binet.pl 16.08.02, 08:37
                                                    kati, ta wiedza z pasji?
                                                    podziwiam:-)
                                                  • Gość: tad Re: starożytność i kobiety IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.02, 18:18
                                                    Gość portalu: Kati napisał(a):

                                                    > b.u.zz napisał:
                                                    >
                                                    > > a poza tym najwybitniejszym uczniem platona byl chyba arystoteles, nie?
                                                    >
                                                    > Tak, ale niestety w niektórych poglądach nie chciał naśladować swego
                                                    > nauczyciela. Platon pisał w "Republice", że kobiety mają takie same zdolności
                                                    > rozumowania jak mężczyźni, więc powinny być kształcone i uczestniczyć w życiu
                                                    > publicznym, uważał, że "państwo, które nie kształci kobiet, jest jak
                                                    mężczyzna,
                                                    >
                                                    > który trenuje tylko swoją prawą rękę". Matka Platona Perictione była
                                                    filozofką
                                                    > (napisała m.in. dzieło "O harmonii kobiet"), a jego szacunek dla intelektu
                                                    > kobiet kształtował się również w jego kontaktach ze szkołą pitagorejczyków
                                                    > (zał. w VI w.pne), w której uczystniczyło wiele wybitnych kobiet i która była
                                                    > wzorem jego Akademii. Uczestniczył też w dyskusjach hmm "koedukacyjnych" przy
                                                    > akademii dla kobiet założonej przez retorkę Aspazję.
                                                    > Arystoteles o dziwo jakoś nie "odziedziczył" podobnych poglądów po swym
                                                    > mistrzu, a wręcz przeciwnie, można uznać go za "ojca" filozoficznego
                                                    > mizoginizmu: uważał, że "mężczyzna z natury jest doskonały, a kobieta
                                                    > poślednia, więc mężczyzna ma władzę nad kobietą" i "mężczyzna jest twórcą, a
                                                    > kobieta tworzywem". Cóż, nie miał matki filozofki, i pochodził (w
                                                    > przeciwieństwie do Platona pochodzącego z wybitnego rodu ateńskich
                                                    > legislatorów) z rodziny ziemiańskiej (gdzie "tradycyjnie" nie kształcono
                                                    > kobiet). Ponieważ jego idee wyznaczyły kierunek myśli europejskiej i
                                                    islamskiej
                                                    >
                                                    > na wiele stuleci, mizoginizm zakorzenił się w mentalności mężczyzn wielu
                                                    > obszarów świata i pokutuje do dziś..
                                                    > W starożytnej Grecji sporo kobiet zajmowało się też matematyką. Według
                                                    > Plutarcha pierwszym matematykiem była kobieta, Aithram która nauczała
                                                    > arytmetyki i logiki w X-IX wieku p.n.e. Wiele kobiet studiowało, a także
                                                    > nauczało matematyki oraz filozofii we wspomnianej już przeze mnie szkole
                                                    > pitagorejczyków (Theano, Melissa, Arignote, Myia, Damo, Themistoklesa).
                                                    > Warto porównać te fakty do opinii XIX-wiecznych mężów nauki, którzy
                                                    > sprzeciwiając się wstępowaniu kobiet na uniwersytety, twierdzili, że nauka
                                                    > zaszkodzi im na funkcje rozrodcze. Regres cywilizacyjny?
                                                    > pzdr,
                                                    > Kati

                                                    Świetnie Kati. Sama widzisz, że kobiety zdolne "przebijały się" nawet w
                                                    mrocznych czasach starożytnego patriarchatu (a starożytna Grecja rajem
                                                    feministycznym nie była). (Jeśli interesuje Cię kwestia "starozytnych
                                                    intelektualistek" - radzę zainteresować się historią epikureizmu). Tym
                                                    bardziej dziś - gdy nie ma barier blokujących dostęp kobiet do nauki (wierz mi -
                                                    w Grecji czasów Platona, było kobietom trudniej niż dziś na Zachodzie) -
                                                    uniwersytety powinny roić się od matematyczek, logiczek, informatyczek, czy
                                                    inzynierek. Jakoś tych zastępów nie widać. Nieco wyzej jest wątek "Kati czy
                                                    możesz wyjaśnić", polecam go Twojej uwadze.
                                                  • Gość: Kati Re: starożytność i kobiety IP: 2.4.STABLE* 17.08.02, 15:15
                                                    Gość portalu: tad napisał(a):

                                                    > Świetnie Kati. Sama widzisz, że kobiety zdolne "przebijały się" nawet w
                                                    > mrocznych czasach starożytnego patriarchatu

                                                    A ściślej: był to raczej okres prepatriarchalny, od X w.pne patriarchat
                                                    wlasciwie zaczynał dopiero rosnąć w siłę... i zaczynał 'mrocznieć' z upływem
                                                    lat- w czasach zwiększenia się wpływu Kosciola były to wręcz ciemności
                                                    egipskie. Bo chyba nie sądzisz, że na kilkanaście wieków kobietom nagle
                                                    odebralo rozum, co? A może wierzysz w słuszność polowań na czarownice (ściślej
                                                    na wiedźmy: semantycznie wiedźma to "ta, która ma wiedzę", w przeciwieństwie
                                                    do "niewiasty", która owej wiedzy nie ma :-)Ale to już inna bajka...)

                                                    >(a starożytna Grecja rajem
                                                    > feministycznym nie była)

                                                    Coż: kwestia spojrzenia. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt walki kobiet o dostęp w
                                                    ogóle do uniwersytetów w XIX (!) wieku, i przyrównamy do sytuacji za czasów
                                                    Platona (i wczesniejszych), kiedy to kobiety swobodnie (albo raczej swobodniej,
                                                    bo w czasie się nie przeniosę i nie zbadam dokładnej sytuacji kto gdzie i
                                                    kiedy) uczestniczyły w życiu naukowym i kształciły się na uniwersytetach, to
                                                    moje zapytanie o regres było chyba trafne.

                                                    >. (Jeśli interesuje Cię kwestia "starozytnych
                                                    > intelektualistek" - radzę zainteresować się historią epikureizmu). Tym
                                                    > bardziej dziś - gdy nie ma barier blokujących dostęp kobiet do nauki (wierz
                                                    mi w Grecji czasów Platona, było kobietom trudniej niż dziś na Zachodzie)

                                                    W to nie wątpię- ale na pewno było im lepiej niż przez kolejne 2,5 tys. lat (do
                                                    XIXw, a w niektórych państwach Zachodu do połowy XX)- o tym mówiłam.

                                                    > uniwersytety powinny roić się od matematyczek, logiczek, informatyczek, czy
                                                    > inzynierek.

                                                    Roją się a jakże. Na wydziałach matematycznych i informatycznych jest lekka
                                                    przewaga kobiet (na UW na pewno), zaś na Politechnikach z roku na rok liczba K
                                                    się zwiększa. I nie zapominaj o wpływie socjalizacji i całej spuścizny
                                                    kulturowej. Wciąż większość spoleczenstwa wierzy, albo przynajmniej
                                                    podświadomie kieruje się stereotypowym ścisłym podziałem cech i predyspozycji
                                                    na "męskie" i "kobiece". O tym między innymi przeczytałeś (a może przeoczyłes?)
                                                    w 'Charakterach'.

                                                    >Jakoś tych zastępów nie widać.

                                                    Albo to tylko Ty ich nie widzisz. patrz wyżej.

                                                    > Nieco wyzej jest wątek "Kati czy
                                                    > możesz wyjaśnić", polecam go Twojej uwadze.

                                                    Dziękuję, raz wystarczy.
                                                  • Gość: tad Re: starożytność i kobiety IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.02, 18:58
                                                    Gość portalu: Kati napisał(a):

                                                    > Gość portalu: tad napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Świetnie Kati. Sama widzisz, że kobiety zdolne "przebijały się" nawet w
                                                    > > mrocznych czasach starożytnego patriarchatu
                                                    >
                                                    > A ściślej: był to raczej okres prepatriarchalny, od X w.pne patriarchat
                                                    > wlasciwie zaczynał dopiero rosnąć w siłę... i zaczynał 'mrocznieć' z upływem
                                                    > lat- w czasach zwiększenia się wpływu Kosciola były to wręcz ciemności
                                                    > egipskie. Bo chyba nie sądzisz, że na kilkanaście wieków kobietom nagle
                                                    > odebralo rozum, co? A może wierzysz w słuszność polowań na czarownice
                                                    (ściślej
                                                    > na wiedźmy: semantycznie wiedźma to "ta, która ma wiedzę", w przeciwieństwie
                                                    > do "niewiasty", która owej wiedzy nie ma :-)Ale to już inna bajka...)
                                                    >
                                                    > >(a starożytna Grecja rajem
                                                    > > feministycznym nie była)
                                                    >
                                                    > Coż: kwestia spojrzenia. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt walki kobiet o dostęp
                                                    w
                                                    >
                                                    > ogóle do uniwersytetów w XIX (!) wieku, i przyrównamy do sytuacji za czasów
                                                    > Platona (i wczesniejszych), kiedy to kobiety swobodnie (albo raczej
                                                    swobodniej,
                                                    >
                                                    > bo w czasie się nie przeniosę i nie zbadam dokładnej sytuacji kto gdzie i
                                                    > kiedy) uczestniczyły w życiu naukowym i kształciły się na uniwersytetach, to
                                                    > moje zapytanie o regres było chyba trafne.
                                                    >
                                                    > >. (Jeśli interesuje Cię kwestia "starozytnych
                                                    > > intelektualistek" - radzę zainteresować się historią epikureizmu). Tym
                                                    > > bardziej dziś - gdy nie ma barier blokujących dostęp kobiet do nauki (wier
                                                    > z
                                                    > mi w Grecji czasów Platona, było kobietom trudniej niż dziś na Zachodzie)
                                                    >
                                                    > W to nie wątpię- ale na pewno było im lepiej niż przez kolejne 2,5 tys. lat
                                                    (do
                                                    >
                                                    > XIXw, a w niektórych państwach Zachodu do połowy XX)- o tym mówiłam.
                                                    >
                                                    > > uniwersytety powinny roić się od matematyczek, logiczek, informatyczek, cz
                                                    > y
                                                    > > inzynierek.
                                                    >
                                                    > Roją się a jakże. Na wydziałach matematycznych i informatycznych jest lekka
                                                    > przewaga kobiet (na UW na pewno), zaś na Politechnikach z roku na rok liczba
                                                    K
                                                    > się zwiększa. I nie zapominaj o wpływie socjalizacji i całej spuścizny
                                                    > kulturowej. Wciąż większość spoleczenstwa wierzy, albo przynajmniej
                                                    > podświadomie kieruje się stereotypowym ścisłym podziałem cech i predyspozycji
                                                    > na "męskie" i "kobiece". O tym między innymi przeczytałeś (a może
                                                    przeoczyłes?)
                                                    >
                                                    > w 'Charakterach'.
                                                    >
                                                    > >Jakoś tych zastępów nie widać.
                                                    >
                                                    > Albo to tylko Ty ich nie widzisz. patrz wyżej.
                                                    >
                                                    > > Nieco wyzej jest wątek "Kati czy
                                                    > > możesz wyjaśnić", polecam go Twojej uwadze.
                                                    >
                                                    > Dziękuję, raz wystarczy.

                                                    Kati. Myślę, że ten post pisałaś w dużym pośpiechu (jesli okaze się, że był
                                                    przemyślany, będę moco zdumiony), i skomentuję go tylko wówczas, jesli
                                                    podtrzymasz zawarte w nim tezy (te dotyczące historii).
                                                  • Gość: Maciej Re: starożytność i kobiety IP: *.man.polbox.pl 16.08.02, 18:46
                                                    Gość portalu: Kati napisał(a):

                                                    > Tak, ale niestety w niektórych poglądach nie chciał naśladować swego
                                                    > nauczyciela.

                                                    Jak to sę stało, że właśnie Arystoteles został najwybitniejszym uczniem, a nie
                                                    jakaś kobieta - filozofka? Ktoś im zakazał myślenia?
                                                    > w której uczystniczyło wiele wybitnych kobiet i która była
                                                    > wzorem jego Akademii. Uczestniczył też w dyskusjach hmm "koedukacyjnych" przy
                                                    > akademii dla kobiet założonej przez retorkę Aspazję.

                                                    Co wiadomo o osiągnięciach tej szkoły? Dlaczego to nie kobiety stworzyły
                                                    logikę, dały podwaliny wszelkim naukom - tylko Arystoteles?

                                                    > W starożytnej Grecji sporo kobiet zajmowało się też matematyką. Według
                                                    > Plutarcha pierwszym matematykiem była kobieta, Aithram która nauczała
                                                    > arytmetyki i logiki w X-IX wieku p.n.e.

                                                    I co się stało z jej dziełami? Zaginęły? A może Arystoteles i Pitagoras uznali
                                                    je za swoje, łamiąc jej prawa autorskie... ;-)
                                                  • Gość: zula Re: mezczyzni geniusze IP: *.leased-02.binet.pl 16.08.02, 08:35
                                                    patriarchat;-)

                                                    masz rację, sprawdzę z tą kobietą- czytałam to w jednym z rozdziałów 'głos mają
                                                    kobiety' pod red. s. walczewskiej- tylko to było jakiś czas temu. nie wyssałam
                                                    tego z palca w kazdym razie:-)

                                                    pzdrw.
                                                    z.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka