Dodaj do ulubionych

Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić?

12.08.02, 19:22

Niedawno trafiłam na forum Feminizm.
(przedtem omijałam, z różnych względów)
Przeważnie czytam, ale akurat mam ochotę popisać ;-)

Moje pytania są następujące:
Czy każda kobieta musi być albo feministką, albo antyfeministką?
A co z takimi, które widzą w każdej opcji dobre i złe rzeczy?
Czy konieczny jest wtedy kompromis? A jeśli ja na przykład nie
znoszę kompromisów i ograniczam do absolutnego minimum?
(minimum sama określam ;-)

Na razie tyle.

Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • Gość: zula Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: *.leased-02.binet.pl 12.08.02, 22:02
      wiesz, badź kim chcesz:-)
    • Gość: Maciej Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.08.02, 22:05
      To trudne pytanie, bo to zależy, jak rozumieć feminizm. Od obecnych tu
      feministek nie dowiesz się tego, bo mają skrajnie rózne stanowiska w tej
      sprawie. Niektóre rozumieją feminizm tak szeroko, że każda kobieta, która
      pracuje zawodowo, jest feministką (tylko najwyżej tego nie wie; vide Zula), dla
      innych feminizm polega na dążeniu do zlikwidowania miesiączkowania (vide
      Hekse). Jak dotąd, jedyne spójne i rzeczowe definicje feminizmu na tym forum
      pochodzą od... antyfeministów. Tak więc, póki co, tylko na tym możesz się
      oprzeć.

      Odpowiedzi na Twoje pytania byc może znajdziesz w wątku "Czy normalna kobieta
      może być feministką" i "Normalna kobieta - jak to rozumieć".
      Pozdrawiam -
      • Gość: tad Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.08.02, 21:56
        Jako ekspert od feminizmu chętnie odpowiem na to pytanie. To bardzo proste.
        Feminizm jest alternatywnym sposobem patrzenia na świat, stanem umysłu i
        znakiem zapytania stawianym naszej kulturze. Broń Boże nie jest ideologią.
        Wszystko jasne?
        • Gość: Kati Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: 2.4.STABLE* 15.08.02, 17:44
          Gość portalu: tad napisał(a):

          > Jako ekspert od feminizmu chętnie odpowiem na to pytanie. To bardzo proste.
          > Feminizm jest alternatywnym sposobem patrzenia na świat, stanem umysłu i
          > znakiem zapytania stawianym naszej kulturze. Broń Boże nie jest ideologią.
          > Wszystko jasne?

          Alez to wspaniala definicja! Jak na to wpadles? Czyzby moja oswiata docierala
          juz nawet pod tak oporne strzechy?:-)(widze ze znow chciales sie ponabijac, ale
          ci nie wyszlo, hehe)



          • Gość: tad Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 23:26
            Gość portalu: Kati napisał(a):

            > Gość portalu: tad napisał(a):
            >
            > > Jako ekspert od feminizmu chętnie odpowiem na to pytanie. To bardzo proste
            > .
            > > Feminizm jest alternatywnym sposobem patrzenia na świat, stanem umysłu i
            > > znakiem zapytania stawianym naszej kulturze. Broń Boże nie jest ideologią.
            >
            > > Wszystko jasne?
            >
            > Alez to wspaniala definicja! Jak na to wpadles? Czyzby moja oswiata docierala
            > juz nawet pod tak oporne strzechy?:-)(widze ze znow chciales sie ponabijac,
            ale
            >
            > ci nie wyszlo, hehe)
            >

            Definicję stworzyłem na podstawie rozmów z wirtualnymi feministkami na forum.
            Ty także masz wkład w jej powstanie i cieszę się, że Ci się spodobała.
            Definicja zawiera wprawdzie błąd ignotum per ignotum, a zakresy definiens i
            definiendum nie są równoważne, co czyni definicję nieadekwatną, a więc
            bezużyteczną, ale sądziłem, że dla feministek nie będzie to wada (a nawet wręcz
            przeciwnie). Niech Wam służy długie lata.


            • Gość: Kati Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: 2.4.STABLE* 15.08.02, 23:52
              Gość portalu: tad napisał(a):

              > Definicję stworzyłem na podstawie rozmów z wirtualnymi feministkami na forum.

              A któż inny miałby według Ciebie definiować to słowo? Nie feministki?

              > Ty także masz wkład w jej powstanie i cieszę się, że Ci się spodobała.
              > Definicja zawiera wprawdzie błąd ignotum per ignotum, a zakresy definiens i
              > definiendum nie są równoważne

              tylko ty tak twierdzisz, według mnie są całkowicie równoważne

              , co czyni definicję nieadekwatną

              zgodnie z powyższym jest wręcz odwrotnie

              , a więc
              > bezużyteczną
              , ale sądziłem, że dla feministek nie będzie to wada (a nawet wręcz
              >
              > przeciwnie). Niech Wam służy długie lata.

              Oddaj cesarzowi co cesarskie, i nie róść sobie praw do przedefiniowania
              wszystkiego i wszystkich: czyżbyś chciał ułożyć nową encyklopedię powszechną,
              według której feminizm będzie totalitaryzmem tylko dlatego że Tad tak chce?

              Rozczaruję cię: feminizm pozostanie dla każdej/ego feministki/sty tym czym jest
              w rzeczywistości dla niej/niego, a nie tym, czym ty chcialbyś żeby był, aby
              łatwiej się z nim nie zgadzać :P
              • Gość: tad Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.02, 12:55
                Gość portalu: Kati napisał(a):

                > Gość portalu: tad napisał(a):
                >
                > > Definicję stworzyłem na podstawie rozmów z wirtualnymi feministkami na for
                > um.
                >
                > A któż inny miałby według Ciebie definiować to słowo? Nie feministki?


                Nie zawsze jest tak, że "coś" definiowane jest przez twórców owego "czegoś",
                choć często tak bywa.


                > > Ty także masz wkład w jej powstanie i cieszę się, że Ci się spodobała.
                > > Definicja zawiera wprawdzie błąd ignotum per ignotum, a zakresy definiens
                > i definiendum nie są równoważne

                > tylko ty tak twierdzisz, według mnie są całkowicie równoważne

                Mylisz się Kati. To nie jest kwestia subiektywnych poglądów, ponieważ tworzenie
                definicji podlega pewnym regułom logicznym, których nie kwestionują nawet
                feministki (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo). W definicji równościowej -
                a z taką mamy tu do czynienia - zakresy definiens i definiendum powinny być
                równoważne, to znaczy definicję taką można "odwrócić". Z tą nie da się tego
                zrobić, bo nawet jesli przyjmiemy, że feminizm jest "alternatywnym sposobem
                widzenia, stanem umyłu i znakiem zapytania stawianym kulturze" to nie możemy
                powiedzieć, że każdy "stan umysłu", "alternatywny sposób widzenia" i "znak
                zapytania stawiany kulturze" jest "feminizmem", z czym się chyba zgodzisz.
                Zakres definiens jest tu więc nadrzędny w stosunku do zakresu definiendum,
                czyli - definicja jest za szeroka. Do tego - jak pisałem - zawiera bąłd
                ignotum per ignotum, ponieważ określenia takie jak "stan umysłu", "znak
                zapytania stawiany kulturze", czy "alternatywny sposób widzenia" są zbyt
                wieloznaczne, by - bez dodatkowych, własnych definicji - słuzyć za materiał na
                definicję czegokolwiek.

                > , co czyni definicję nieadekwatną

                > zgodnie z powyższym jest wręcz odwrotnie

                To już wyjaśniałem.


                > Oddaj cesarzowi co cesarskie, i nie róść sobie praw do przedefiniowania
                > wszystkiego i wszystkich: czyżbyś chciał ułożyć nową encyklopedię powszechną,
                > według której feminizm będzie totalitaryzmem tylko dlatego że Tad tak chce?
                > Rozczaruję cię: feminizm pozostanie dla każdej/ego feministki/sty tym czym
                >jestw rzeczywistości dla niej/niego, a nie tym, czym ty chcialbyś żeby był,
                >aby łatwiej się z nim nie zgadzać :P

                Zbyt wielką wagę przykładasz do subiektywizmu. Jeśli uważasz, że feminizm nie
                istnieje obiektywnie, a jest jedynie rodzajem indywidualnego doświadczenia
                wewnętrznego, to właściwie czemu krytykujesz moje zdanie na temat feminizmu i
                piszesz, że się mylę? Przecież - zgodnie z tym co napisałaś - cokolwiek o
                feminizmie powiem, nie mogę się mylić, o ile będzie to zgodne z moim
                wewnętrznym doświadczeniem.



                • Gość: Kati Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: 2.4.STABLE* 17.08.02, 12:43
                  Gość portalu: tad napisał(a):

                  > > > Ty także masz wkład w jej powstanie i cieszę się, że Ci się spodobała
                  > .
                  > > > Definicja zawiera wprawdzie błąd ignotum per ignotum, a zakresy defin
                  > iens
                  > > i definiendum nie są równoważne
                  >
                  > > tylko ty tak twierdzisz, według mnie są całkowicie równoważne
                  >
                  > Mylisz się Kati. To nie jest kwestia subiektywnych poglądów, ponieważ
                  tworzenie
                  >
                  > definicji podlega pewnym regułom logicznym, których nie kwestionują nawet
                  > feministki (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo). W definicji
                  równościowej

                  Jasne, tyle że w tym przypadku nie tworzyłam (ja?) definicji 'obiektywnej'. Tak
                  naprawdę to dokonale wiemy przecież czym jest obiektywnie (lub raczej czym był
                  pierwotnie: czyli ruch Women's Liberation z lat 60. w US) feminizm: ruchem
                  spoleczno-politycznym i tak dalej i tak dalej (to możesz sobie w encyklopedii
                  przeczytać)

                  > a z taką mamy tu do czynienia

                  Nie bardzo... mówiłam przecież czym jest DLA MNIE feminizm.

                  >- zakresy definiens i definiendum powinny być
                  > równoważne, to znaczy definicję taką można "odwrócić". Z tą nie da się tego
                  > zrobić, bo nawet jesli przyjmiemy, że feminizm jest "alternatywnym sposobem
                  > widzenia, stanem umyłu i znakiem zapytania stawianym kulturze" to nie możemy
                  > powiedzieć, że każdy "stan umysłu", "alternatywny sposób widzenia" i "znak
                  > zapytania stawiany kulturze" jest "feminizmem", z czym się chyba zgodzisz.

                  a kiedy powiesz, że czlowiek to gatunek ssaka, to też będzie to nieprawda, bo
                  nie każdy ssak to czlowiek? Jeżeli tak świetnie znasz logikę, to powinieneś
                  wiedzieć, że istnieją rózne rodzaje zdań logicznych.

                  > Zakres definiens jest tu więc nadrzędny w stosunku do zakresu definiendum,
                  > czyli - definicja jest za szeroka.

                  Tak samo z tymi ssakami, prawda?

                  > Do tego - jak pisałem - zawiera bąłd
                  > ignotum per ignotum, ponieważ określenia takie jak "stan umysłu", "znak
                  > zapytania stawiany kulturze", czy "alternatywny sposób widzenia" są zbyt
                  > wieloznaczne, by - bez dodatkowych, własnych definicji - słuzyć za materiał
                  na
                  > definicję czegokolwiek.

                  Ależ to własnie była ta "własna" definicja. A jeśli tak bardzo chcesz, to mogę
                  ją rozwinąc (co zresztą już rozwijałam parokrotnie, po tytułem "mój feminizm" w
                  wątku feministki a rozumienie rzeczywistości)

                  > > , co czyni definicję nieadekwatną
                  >
                  > > zgodnie z powyższym jest wręcz odwrotnie
                  >
                  > To już wyjaśniałem.

                  i ja też

                  > Zbyt wielką wagę przykładasz do subiektywizmu. Jeśli uważasz, że feminizm nie
                  > istnieje obiektywnie

                  Obiektywnie jest ruchem spol-polit. o konkretnych celach.

                  >, a jest jedynie rodzajem indywidualnego doświadczenia
                  > wewnętrznego

                  z punktu widzenia subiektywnego jest właśnie tym

                  >, to właściwie czemu krytykujesz moje zdanie na temat feminizmu i
                  > piszesz, że się mylę?
                  > Przecież - zgodnie z tym co napisałaś - cokolwiek o
                  > feminizmie powiem, nie mogę się mylić, o ile będzie to zgodne z moim
                  > wewnętrznym doświadczeniem.

                  Twoje wewnętrze doświadczenie feminizmu? Zamieniam się w słuch. Tylko pamiętaj:
                  wewnętrze.
                  • Gość: tad Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.02, 14:20
                    Gość portalu: Kati napisał(a):


                    >
                    > Jasne, tyle że w tym przypadku nie tworzyłam (ja?) definicji 'obiektywnej'.
                    Tak
                    >
                    > naprawdę to dokonale wiemy przecież czym jest obiektywnie (lub raczej czym
                    był
                    > pierwotnie: czyli ruch Women's Liberation z lat 60. w US) feminizm: ruchem
                    > spoleczno-politycznym i tak dalej i tak dalej (to możesz sobie w encyklopedii
                    > przeczytać)
                    >
                    > > a z taką mamy tu do czynienia


                    > Nie bardzo... mówiłam przecież czym jest DLA MNIE feminizm.


                    Definicja nie zawiera o tym wzminanki. Jak dotąd.



                    > a kiedy powiesz, że czlowiek to gatunek ssaka, to też będzie to nieprawda, bo
                    > nie każdy ssak to czlowiek? Jeżeli tak świetnie znasz logikę, to powinieneś
                    > wiedzieć, że istnieją rózne rodzaje zdań logicznych.


                    Niezupełnie rozumiesz chyba o co chodzi. Zdanie "człowiek to ssak" jest
                    oczywiście prawdziwe, ale nie wynika z tego jeszcze, że jest to dobra definicja
                    człowieka. O czym niżej.


                    > > Zakres definiens jest tu więc nadrzędny w stosunku do zakresu definiendum,
                    > > czyli - definicja jest za szeroka
                    .
                    > Tak samo z tymi ssakami, prawda?

                    Dokładnie tak samo. Gdyby ktoś definiował człowieka jako tylko zdaniem: "ssak" -
                    definicja byłaby za szeroka, choć zdanie byłoby prawdziwe.


                    > > Do tego - jak pisałem - zawiera bąłd
                    > > ignotum per ignotum, ponieważ określenia takie jak "stan umysłu", "znak
                    > > zapytania stawiany kulturze", czy "alternatywny sposób widzenia" są zbyt
                    > > wieloznaczne, by - bez dodatkowych, własnych definicji - słuzyć za materia
                    > ł
                    > na
                    > > definicję czegokolwiek.
                    >
                    > Ależ to własnie była ta "własna" definicja. A jeśli tak bardzo chcesz, to
                    mogę
                    > ją rozwinąc (co zresztą już rozwijałam parokrotnie, po tytułem "mój feminizm"
                    w
                    >
                    > wątku feministki a rozumienie rzeczywistości)

                    Rozwinęcie tych pojęc zmieni sytuację. Definicja będzie duzo lepsza.

                    >

                    > i ja też
                    >
                    > > Zbyt wielką wagę przykładasz do subiektywizmu. Jeśli uważasz, że feminizm
                    > nie
                    > > istnieje obiektywnie
                    >
                    > Obiektywnie jest ruchem spol-polit. o konkretnych celach.

                    Otóż to.

                    >
                    > >, a jest jedynie rodzajem indywidualnego doświadczenia
                    > > wewnętrznego
                    >
                    > z punktu widzenia subiektywnego jest właśnie tym

                    Ale jest też punkt widzenia obiektywny.
                    >
                    > >, to właściwie czemu krytykujesz moje zdanie na temat feminizmu i
                    > > piszesz, że się mylę?
                    > > Przecież - zgodnie z tym co napisałaś - cokolwiek o
                    > > feminizmie powiem, nie mogę się mylić, o ile będzie to zgodne z moim
                    > > wewnętrznym doświadczeniem.
                    >
                    > Twoje wewnętrze doświadczenie feminizmu? Zamieniam się w słuch. Tylko
                    pamiętaj:
                    >
                    > wewnętrze.

                    Nie pisałem że takowe posiadam ( choć z drugiej strony wszystko co piszemy
                    świadczy tak czy inaczej o naszych wnętrzach)
                    • Gość: Kati Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: 2.4.STABLE* 17.08.02, 15:30
                      Gość portalu: tad napisał(a):

                      > Dokładnie tak samo. Gdyby ktoś definiował człowieka jako tylko
                      zdaniem: "ssak"
                      > -
                      > definicja byłaby za szeroka, choć zdanie byłoby prawdziwe.

                      w porządku, a więc zmieniamy słowo "definicja"
                      na "stwierdzenie", "pogląd", "zdanie na temat" etc... Teraz nawet z punktu
                      widzenia ścisłej logiki (określającej równieże semantyczny zakres pewnych słow)
                      jest ok. Prawda?

                      > > Twoje wewnętrze doświadczenie feminizmu? Zamieniam się w słuch. Tylko
                      > pamiętaj:
                      > >
                      > > wewnętrze.
                      >
                      > Nie pisałem że takowe posiadam

                      Dziękuję, to mi wystarczy.
          • Gość: zula Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: *.leased-02.binet.pl 15.08.02, 23:29
            tad przepisał żywcem mój wątek, ha ha ha jaka głupia głupia ta zula:-/ ?
            • Gość: zula barbarzyńca w ogrodzie. IP: *.leased-02.binet.pl 15.08.02, 23:33
              'przyszłam współkochać, nie współnienawidzić' jak powiedziała antygona.
              argumenty serca nie są tezami, nie można traktowac ich jak twierdzeń
              matematycznych. to nie jest erystyka, to uczucia, których nie trzeba rozumieć,
              lecz nalezy szanować.
              • Gość: tad Re: barbarzyńca w ogrodzie. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.02, 19:51
                Gość portalu: zula napisał(a):

                > 'przyszłam współkochać, nie współnienawidzić' jak powiedziała antygona.
                > argumenty serca nie są tezami, nie można traktowac ich jak twierdzeń
                > matematycznych. to nie jest erystyka, to uczucia, których nie trzeba
                rozumieć,
                > lecz nalezy szanować.


                Nie wiem czy dobrze rozumiem. Jestem barbarzyńcą w ogrodzie feminizmu? Nawet to
                ładne. A w każdym razie ładniejsze niż faszystowski cham. W tym akurat wątku
                erystyki jest niewiele, chodzi raczej o logikę. Nie mam też nic przeciwko
                współkochaniu.
              • Gość: Maciej logiczne argumenty a "argumenty serca" IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.02, 22:28
                Zula napisala:

                > 'przyszłam współkochać, nie współnienawidzić' jak
                > powiedziała antygona.
                > argumenty serca nie są tezami, nie można traktowac
                > ich jak twierdzeń matematycznych. to nie jest
                > erystyka, to uczucia, których nie trzeba rozumieć,
                > lecz nalezy szanować.

                Piękna poezja. Zupełnie słusznie piszesz, że Wasze "argumenty serca" za
                feminizmem wyrażają tylko wasze uczucia i nie należy w nich doszukiwać się
                żadnych innych znaczeń. Kiedy my z Tadem oczekujemy logicznego wywodu i
                rozumiemy doslownie, to co Wy piszecie o feminizmie, raz za razem potykamy się
                o jakiś absurd.

                Tymczasem nie powinniśmy traktować tego, co piszą feministki dosłownie, lecz
                tylko jako wyraz ich uczuć ("argumenty serca nie są tezami"). I tak, kiedy
                feministka pisze:

                "kobiety są dyskryminowane" (absurd) - oznacza to ni mniej ni więcej - "czuję
                się skrzywdzona przez mężczyznę" (subiektywny stan emocjonalny, który może być
                uzasadniony okolicznościami);

                "kobiety powinny mieć ułatwiony dostęp do najwyższych stanowisk, piastowanych
                przez mężczyzn" (nieusprawiedliwione żądanie) - "chcę być szanowana tak samo,
                jak mężczyźni na najwyższych stanowiskach" (subiektywna potrzeba);

                "mężczyzna to największy błąd natury" (nieuzasadniona teza) - "nienawidzę
                mężczyzn" (subiektywne odczucie);

                "odwróćmy role" (absurd) - "źle czuję się w roli kobiety" (subiektywne
                odczucie);

                "należy zlikwidować patriarchat" (absurd) - "boję się męskiej dominacji"
                (subiektywne odczucie);

                "patriarchalne społeczeństwo ogranicza wolność wyboru kobiety" - "boję się
                negatywnej oceny innych ludzi i nie potrafię korzystać ze swojej wolności tak,
                jakbym chciała";

                "Tad obrzuca mnie obelgami" (nieprawda) - "czuję się poniżona" (subiektywne
                odczucie).

                Itd., itp. ...

                Nieporozumienie wynika zapewne stąd, że obecne tu feministki raczej nie należą
                do kobiet o zbyt wysokiej inteligencji emocjonalnej i nie potrafią otwarcie
                pisać o swoich subiektywnych odczuciach. Piszą więc zamiast tego ogólne zdania,
                niby to o rzeczywistości społecznej, które tak naprawdę wyrażają tylko
                ich "rzeczywistość wewnętrzną". Zdania, ktore z pozoru wyglądają na rzeczowe
                argumenty na poparcie określonej tezy, a tak naprawdę są tylko "argumentami
                serca" - wyrazem subiektywnych uczuć, "których nie trzeba rozumieć, lecz należy
                szanować".

                Osobiście nic nie mam do subiektywnych odczuć feministek. Mogą czuć się
                skrzywdzone i nienawidzić mężczyzn - nic mi do tego. To ich prywatna sprawa.
                Jeśli jednak wyrażają swoje uczucia poprzez projekty absurdalnych reform
                społecznych - mam prawo zaprotestować.
    • Gość: GESI Re: Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić? IP: 172.25.35.* 16.08.02, 13:17
      kamfora napisała:

      >
      > Niedawno trafiłam na forum Feminizm.
      > (przedtem omijałam, z różnych względów)
      > Przeważnie czytam, ale akurat mam ochotę popisać ;-)
      >
      > Moje pytania są następujące:
      > Czy każda kobieta musi być albo feministką, albo antyfeministką?
      > A co z takimi, które widzą w każdej opcji dobre i złe rzeczy?
      > Czy konieczny jest wtedy kompromis? A jeśli ja na przykład nie
      > znoszę kompromisów i ograniczam do absolutnego minimum?
      > (minimum sama określam ;-)
      >
      > Na razie tyle.
      >
      > Pozdrawiam.

      Kobiety wybierają raczej zawsze między gotowymi opcjami, wolą się nie
      zastanawiać głębiej nad swoimi decyzjami (oczywiści nie wszystkie). Osobiście
      wolę kobiety (płeć brzydką także) które umieją pójść na kompromis.
      Prawdą jest jednak że wybór jest trudny, a decyzja pląta się również z
      charakterem kobiety, oczywiście moim zdaniem. Nie lubię jednak skrajnego
      feminizmu, więc zastanów się dobrze nad decyzją i czy warto cokolwiek zmieniać
      i się nad tym głębiej zastanawiać. Temat głęboki jak ocean.
    • Gość: Eryka WIEDZIALAM!!!! IP: *.ip.tor.radiant.net 16.08.02, 18:53
      Gdy zobaczylam watek zatytulowany "Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie oświecić?"
      nie watpilam kto pospieszy ciemnote rozjasnic... no kto? Tad i Maciej.
      I NIE MYLILAM SIE!
      Brawo chlopcy, polski feminizm zawsze moze na was liczyc,
      pozdrawiam w imieniu Kingi Dunin
      • Gość: tad Re: WIEDZIALAM!!!! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.02, 19:49
        Gość portalu: Eryka napisał(a):

        > Gdy zobaczylam watek zatytulowany "Czy ktoś mógłby (i chciałby) mnie
        oświecić?"
        > nie watpilam kto pospieszy ciemnote rozjasnic... no kto? Tad i Maciej.
        > I NIE MYLILAM SIE!
        > Brawo chlopcy, polski feminizm zawsze moze na was liczyc,
        > pozdrawiam w imieniu Kingi Dunin

        Dziękuję w imieniu męskich szowinistów, ale - kim Pani jest? Nie mogę
        przypomnieć sobie, by osoba o nicku Eryka dyskutowała tutaj ze mną, czy
        Maciejem. Oczywiście nie wszyscy, którzy tu wpadają piszą coś od siebie, ale
        chciałbym wiedzieć - skąd to uznanie dla mojej osoby.
        • Gość: Eryka Re: WIEDZIALAM!!!! IP: *.ip.tor.radiant.net 16.08.02, 20:03
          Czasem sobie czytam, czasem sie wtracam, czasem obiecuje sobie, ze juz na to
          forum nie wroce, ale wracam i rzucam cos zlosliwego.
          Jestem feministka ale czesto zbyt sie daje ponosic emocjom by kontynuowac
          dyskusje, a ktos mnie moze oskarzyc o brak argumentow. Wiec stad zlosliwosc.
          Lubie Kinge Dunin, szanuje ja za to, ze logicznie i dojrzale pisze o tym o czym
          czesto nawet sie nie mowi.

          Musze leciec bo pisze w pracy, ale jeszcze sie zglosze.
          E
          • Gość: Maciej Re: WIEDZIALAM!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.02, 09:37
            Droga Eryko,
            feministki (przynajmniej te obecne na tym forum) nie potrafią nawet
            zdefiniować, czym jest feminizm, który wyznają. Sama więc rozumiesz, że to
            niewdzięczne zadanie spadło na nas...

            Co więcej, wygląda na to, że wywiązaliśmy się z niego. Kati np. zaakceptowała
            definicję Tada i uznała ją za swoją.
            • Gość: Kati Re: WIEDZIALAM!!!! IP: 2.4.STABLE* 17.08.02, 12:19
              Gość portalu: Maciej napisał(a):

              > Droga Eryko,
              > feministki (przynajmniej te obecne na tym forum) nie potrafią nawet
              > zdefiniować, czym jest feminizm, który wyznają.

              Hej hej, nie tak szybko! Doskonale potrafię zdefiniować, czym jest dla mnie
              feminizm i definiowałam go już przynajmniej dwukrotnie. Lekka skleroza?

              > Sama więc rozumiesz, że to
              > niewdzięczne zadanie spadło na nas...

              Niewdzięczne zadanie? Oj, biedaki :-)

              > Co więcej, wygląda na to, że wywiązaliśmy się z niego. Kati np. zaakceptowała
              > definicję Tada i uznała ją za swoją.

              Ha ha. "Definicja" Tada składała się z dwóch moich zdań i jednego zdania Zuli
              (lub odwrotnie, nie chce mi się teraz do niej wracać), a więc rzeczywiście była
              to jego definicja:) Z tego co pamiętam z naszych rozmów, to wg. Ciebie feminizm
              to nowy komunizm, a wg Tada ideologia totalitarna o nieskonkretyzowanych przez
              niego założeniach. Jeśliby przyjąć kryteria logiki to również definicja Twoja i
              Tada nie bardzo ma rację bytu: gdzież ta równoważność definiendum i definiens?
              • Gość: Maciej definicja feminizmu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.02, 21:07
                Gość portalu: Kati napisał(a):

                >
                > Hej hej, nie tak szybko! Doskonale potrafię zdefiniować, czym jest dla mnie
                > feminizm i definiowałam go już przynajmniej dwukrotnie. Lekka skleroza?

                To co napisałaś było tak ogólnikowe i nieprecyzyjne, że wątpię, czy ktokolwiek
                poza Tobą to pamięta...

                > Z tego co pamiętam z naszych rozmów, to wg. Ciebie feminizm
                > to nowy komunizm, Jeśliby przyjąć kryteria logiki to również definicja Twoja i
                > Tada nie bardzo ma rację bytu: gdzież ta równoważność definiendum i definiens?

                Ależ jest taka równoważność! Wróć do wątku "Feminizm to nowa wersja komunizmu"
                i sprawdź sama. Definicja, którą tam zamieściłem, mówi, że feminizm to:

                Ideologia analogiczna do komunizmu, w której zamiast uciskanej klasy
                robotniczej mamy uciskane kobiety, zamiast walki klas - "odwieczną wojnę płci",
                zamiast burżuazji - mężczyzn, a zamiast kapitalizmu - patriarchat. Zamiast
                świadomości klasowej - poczucie przynależności do kobiecej "Gender" i
                przekonanie o istnieniu dyskryminacji kobiet, celem f. nie jest juz
                społeczeństwo bezklasowe (jak w komunizmie), lecz społeczeństwo androgyniczne (
                w którym płeć nie będzie determinowala niczyjej roli społecznej).

                Na pierwszy rzut oka widać, że moja definicja jest precyzyjna i zakresy
                definiendum i definiens są równoważne. Przeczytaj komukolwiek moją definicję,
                bez uzywania słowa "feminizm", a od razu domyśli się, że chodzi własnie o tą
                ideologię. Przeczytaj komukolwiek zdanie: "stan umysłu i znak zapytania
                stawiany kulturze" a za Boga nie wpadnie, że chodzi Ci akurat o feminizm, a nie
                np. o schizofrenię.
                • Gość: Eryka Re: definicja feminizmu IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.08.02, 22:38
                  A moze to nie chodzi o logike, definicje, dowody, to ze ktos z nas nie potrafi
                  elokwentnie polemizowac, nie znaczy ze jej/ego wartosci i idee sa slabsze.
                  Moze powinnismy opierac sie na uczuciach, a nie zwalczac sie na zasadzie
                  chwytliwych argumentow.
                  Czy feminizm musi miec konstytucje, statuty, i historie spisana na wolowej
                  skorze by zaistniec? Czy slowo FEMINISTKA musi powodowac ze nagle wszyscy widza
                  na czerwono?
                  Dosc juz okreslania feministek jako zgorzknialych babochlopow (co im sie chlopa
                  nie udalo zlapac), dazacych do wykastrowania drugiej polowy ludzkosci.
                  Dla mnie feminizm to MOZLIWOSC WYBORU. Jakby na to nie patrzec to miesci w
                  sobie wszystko.
                  Ze zacytuje Kinge Dunin, polubie szpinak jesli mi sie przestanie wmawiac ze to
                  dla mnie najlepsze. Pamietajcie ze jest jeszcze losos z kawiorem.
                  Prawda jest jednak taka, ze nadal nam sie kaze wpieprzac szpinak i chwalic w
                  nieboglosy jaki dobry.
                  Na razie tyle ale jeszcze wroce
                  Eryka
                  • Gość: Maciej Re: definicja feminizmu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.08.02, 18:18
                    Gość portalu: Eryka napisał(a):

                    > A moze to nie chodzi o logike, definicje, dowody, to ze ktos z nas nie
                    > potrafi elokwentnie polemizowac, nie znaczy ze jej/ego wartosci i idee
                    > sa slabsze.

                    Jeśli ktoś projektuje zasadnicze reformy społeczne i nie potrafi ich uzasadnić
                    ani odeprzeć uzasadnionych zastrzeżeń wobec tych projektów - to jest bardzo
                    prawdopodobne, że owe projekty są do bani.

                    > Moze powinnismy opierac sie na uczuciach, a nie zwalczac sie na zasadzie
                    > chwytliwych argumentow.

                    Ale wjakiej sprawie chcesz się "opierać na uczuciach"? Projektując reformy
                    społeczne? Budując mosty? Dowodząc twierdzenia matematyczne? Obawiam się, że
                    nie będzie to zbyt mocne oparcie...


                    > Dla mnie feminizm to MOZLIWOSC WYBORU. Jakby na to nie patrzec to miesci w
                    > sobie wszystko.

                    Zgadza się. Definicja: "f. to możliwość wyboru" mieści w sobie wszystko, jak
                    słusznie zauważyłaś. Dlatego jest za szeroka. Spróbuj spytać paru
                    znajomych: "Co to jest możliwość wyboru?" a co Ci mogą odpowiedzieć?
                    "Zakupy w hipermarkecie", "pełne półki", "dużo pieniędzy", "pluralizm
                    polityczny", "demokracja", "kapitalizm", "wolność", "liberalizm", itp, itd.
                    Ciekawe, czy ktoś domyśli się, że Tobie chdodziło akurat o feminizm...

                    > Ze zacytuje Kinge Dunin, polubie szpinak jesli mi sie przestanie wmawiac ze
                    > to dla mnie najlepsze.

                    To niestety tylko dziecięca przekora i oznaka niedojrzałości. Bo tak czy owak,
                    lubienie lub nielubienie nie zależy od Ciebie i Twoich upodobań, tylko od tego,
                    co Ci ktos mówi.
                    Jak najprościej zmusić Cię do chodzenia na rękach? Wystarczy wmawiać Ci, że
                    najwygodniej chodzi się na nogach...

                    > Prawda jest jednak taka, ze nadal nam sie kaze wpieprzac szpinak i chwalic w
                    > nieboglosy jaki dobry.

                    Biedactwo. Niby jesteś już dorosła, a ciągle jeszcze czujesz się tak, jakbyś
                    byla w przedszkolu...
                  • Gość: Maciej Re: definicja feminizmu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.08.02, 18:19
                    Gość portalu: Eryka napisał(a):

                    > A moze to nie chodzi o logike, definicje, dowody, to ze ktos z nas nie
                    > potrafi elokwentnie polemizowac, nie znaczy ze jej/ego wartosci i idee
                    > sa slabsze.

                    Jeśli ktoś projektuje zasadnicze reformy społeczne i nie potrafi ich uzasadnić
                    ani odeprzeć uzasadnionych zastrzeżeń wobec tych projektów - to jest bardzo
                    prawdopodobne, że owe projekty są do bani.

                    > Moze powinnismy opierac sie na uczuciach, a nie zwalczac sie na zasadzie
                    > chwytliwych argumentow.

                    Ale wjakiej sprawie chcesz się "opierać na uczuciach"? Projektując reformy
                    społeczne? Budując mosty? Dowodząc twierdzenia matematyczne? Obawiam się, że
                    nie będzie to zbyt mocne oparcie...


                    > Dla mnie feminizm to MOZLIWOSC WYBORU. Jakby na to nie patrzec to miesci w
                    > sobie wszystko.

                    Zgadza się. Definicja: "f. to możliwość wyboru" mieści w sobie wszystko, jak
                    słusznie zauważyłaś. Dlatego jest za szeroka. Spróbuj spytać paru
                    znajomych: "Co to jest możliwość wyboru?" a co Ci mogą odpowiedzieć?
                    "Zakupy w hipermarkecie", "pełne półki", "dużo pieniędzy", "pluralizm
                    polityczny", "demokracja", "kapitalizm", "wolność", "liberalizm", itp, itd.
                    Ciekawe, czy ktoś domyśli się, że Tobie chdodziło akurat o feminizm...

                    > Ze zacytuje Kinge Dunin, polubie szpinak jesli mi sie przestanie wmawiac ze
                    > to dla mnie najlepsze.

                    To niestety tylko dziecięca przekora i oznaka niedojrzałości. Bo tak czy owak,
                    lubienie lub nielubienie nie zależy od Ciebie i Twoich upodobań, tylko od tego,
                    co Ci ktos mówi.
                    Jak najprościej zmusić Cię do chodzenia na rękach? Wystarczy wmawiać Ci, że
                    najwygodniej chodzi się na nogach...

                    > Prawda jest jednak taka, ze nadal nam sie kaze wpieprzac szpinak i chwalic w
                    > nieboglosy jaki dobry.

                    Biedactwo. Niby jesteś już dorosła, a ciągle jeszcze czujesz się tak, jakbyś
                    byla w przedszkolu...
                    • Gość: Eryka Re: definicja feminizmu IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.08.02, 05:02
                      "Ale wjakiej sprawie chcesz się "opierać na uczuciach"? Projektując reformy
                      społeczne? Budując mosty? Dowodząc twierdzenia matematyczne? Obawiam się, że
                      nie będzie to zbyt mocne oparcie..."

                      Feminizm to nie twierdzenie matematyczne, i prosze, jesli mamy dyskutowac to
                      nie wyrazaj sie o mnie poblazliwie,
                      Eryka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka