Dodaj do ulubionych

oslawiona wydajnosc w pracy...

04.11.02, 18:13
... tak mi chodzi po glowie...

nikt nie zaprzeczy, ze istnieje problem.
z jednej strony, niektorzy uwazaja, ze kobiety sa mniej
wydajne 'z natury' (ciaza, przerwy na karmienie, wizyty
z dziecmi u lekarza itp itd), wiec nie moze byc mowy o
rownej placy - wydajnosc nie jest taka sama.
z drugiej strony, niektore mezatki i mamy (Spinelli)
twierdza, ze nie korzystaja z przywilejow, a jesli
nawet, to to potem nadrabiaja i ich praca jest rownie
wydajna jak mezczyzn.
z kolejnej strony, wiele mezatek i matek (spostrzezenia
Macieja), na potege korzysta ze swoich przywilejow...
z jeszcze jednej strony, nie wszystkie kobiety sa teraz
zonami i matkami (sagan) i uroki maciezynstwa nijak sie
maja do wydajnosci ich pracy.

tak wiec, ze wzgledu na 'statystyczna' kobiete i matke,
istnieje spoleczne 'przyzwolenie' na dawanie kobiecie
nizzej pensji. to z kolei krzywdzi konkretna kobiete,
ktora pracuje rownie wydajnie jak jej kolega.

i tak sobie mysle, skoro ta oslawiona 'wydajnosc' pracy
jest tutaj czynnikiem najistotniejszym, to zakladamy,
ze ta wydajnosc mozna *zmierzyc* lub *oszacowac*.

czyli mozna by do problemu podejsc tak: na starcie
*kazdy*, kobieta i mezczyzna (na konkretnym stanowisku)
dostaje *ta* sama pensje. raz na kwartal wydajnosc
pracy kazdgo pracownika jest szacowana i pensja przez
nastepny kwartal odzwierciedla to oszacowanie.

jesli kobieta bierze przerwy na karmienie ORAZ wplywa
to na jej wydajnosc pracy - dostaje mniejsza pensje.
gdy jej wydajnosc na tym nie cierpi (pracuje po nocach,
jest szybsza czy lepsza) - nie cierpi i pensja.

w ten sposob chyba zrealizuje sie w praktyce postulat:
ta sama placa za *ta sama* prace.
wilk powinien byc syty i owca cala.
i nikt nie bedzie nikomu machal przed nosem postulatem
o mniej/bardziej wydanej pracy. po prostu wydajnosc sie
zmierzy.

co Wy na to?

PS. bedzie uwaga seksistowska... ;)
slucham sobie ani marii jopek. cudnie spiewa...
teraz bedzie kolejna uwaga seksistowska... ;)
slucham tez zebrowskiego... alez on ma glos... a te
oczy... (oczu nie slucham, ale sobie wyobrazam ;)
Obserwuj wątek
    • agrafek Re: oslawiona wydajnosc w pracy... 04.11.02, 18:36
      Seksistowska uwaga to była chyba ta o Żebrowskim, bo w przypadku A.M.Jopek,
      był to zachwyt li jedynie nad śpiewem;)
      Natomiast propozycja płacy nawet niezła - zakładając, że wyceniający będzie
      ultraobiektywny. Przypadkiem panujący w mojej pracy system wyceny przypomina
      nieco Twój model i - niestety - róznie to bywa z obiektywnością. Dopuść więc,
      proponuję, sytuację, że wstrętny szowinistyczny wyceniacz i tak oceni niżej
      kobietę niż mężczyznę. A postąpić tak może i wstrętna zielona z zazdrości
      wyceniaczka. Przy tym przypomina mi się, że seksizm kobiet w stosunku do
      kobiet, to temat ho ho...
      pozdrawiam
      • Gość: Maciej wycena wolnego rynku IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.02, 22:04
        Wolny rynek non-stop wycenia pracę kobiet i mężczyzn. Firmy, które nie
        doceniają dobrych pracowników traca pozycję na rynku, bo ci przechodza do
        lepszych pracodawców. Kobiety zakładają swoje firmy i wtedy ich praca jest
        wyceniana przez ich klientów.

        Pracodawca nie musi byc zobowiązywany ustwawowo do obiektywizmu, bo leży to w
        jego interesie. Jego decyzje personalne weryfikuje wolny rynek. Gdyby niska
        płaca kobiet była nieracjonalna, firmy kierujące sie tak "nieracjonalnymi"
        zasadami już dawno przegrałyby konkurencje z firmami zatrudniającymi same
        kobiety.

        Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałem, Ewok. Czy Ty proponujesz zmianę kodeksu
        pracy? Myślisz, ze przekonałabys kobiety do rezygnacji z ich dotychczasowych
        przywilejów?
        Pozdrawiam -
        • malwinamalwina Re: wycena wolnego rynku 04.11.02, 23:21
          ludz sie ludz (do nastepnego zwolnienia :-)))
          a tylu kompetentnych i mlodych ludzi ktorym mozna dac polowe twojej pensji
          czeka .....
          • b.u.zz Re: wycena wolnego rynku 04.11.02, 23:57
            jesli macieja zwolnia, bo beda woleli kogos za mniejsze pieniadze, to jest to
            ich ryzyko. albo sie oplaci, albo nie, ale ani TY, ani ja nie musimy sie tym
            przejmowac. wolny rynek, baby (sing. ang., a nie - pl. pol.).
            ale zgadzam sie, ze istnieje w przypadku kobiet jakis problem, a w kazdym razie
            wiele osob mowi, ze kobiety dostaja mniej za tyle samo. nie widze tu jednak
            niestety zadnej mozliwosci dla prawodawcy. widze natomiast pole do popisu dla
            wszelkiego rodzaju organizacji obywatelskich, tez feministycznych. a moze
            przede wszystkim feministycznych. niestety, nie ma sie co ludzic. nawet w
            takiej sfeminizowanej skandynawii istnieja te roznice. to pokazuje - powtorze
            po raz kolejny i do znudzenia - ze feministkom nie chodzi o rzeczywista walke z
            takim lub innym przejawem dyskryminacji. im chodzi o parytety i cycatych
            facetow.
            pozdrawiam
            b.
        • ququryqu deja vu? 05.11.02, 00:54
          Gość portalu: Maciej napisał(a):

          > Wolny rynek non-stop wycenia pracę kobiet i mężczyzn. Firmy, które nie
          > doceniają dobrych pracowników traca pozycję na rynku, bo ci przechodza do
          > lepszych pracodawców. Kobiety zakładają swoje firmy i wtedy ich praca jest
          > wyceniana przez ich klientów.
          >
          > Pracodawca nie musi byc zobowiązywany ustwawowo do obiektywizmu, bo leży to w
          > jego interesie. Jego decyzje personalne weryfikuje wolny rynek. Gdyby niska
          > płaca kobiet była nieracjonalna, firmy kierujące sie tak "nieracjonalnymi"
          > zasadami już dawno przegrałyby konkurencje z firmami zatrudniającymi same
          > kobiety.
          >
          > Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałem, Ewok. Czy Ty proponujesz zmianę kodeksu
          > pracy? Myślisz, ze przekonałabys kobiety do rezygnacji z ich dotychczasowych
          > przywilejów?
          > Pozdrawiam -

          jakby cytat żywcem wzięty z niejakiego Darra, a gdzie on się podział?
          deja vu...

        • suzume Re: wycena wolnego rynku 05.11.02, 09:56
          Gość portalu: Maciej napisał(a):

          > Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałem, Ewok.

          maciek, a do kogo Ty teraz mówisz???
      • sagan2 szacowanie wydajnosci 05.11.02, 11:24
        oczywiscie, ze nie jest latwo oszacowac i zawsze jest
        pole do oszustwa.
        ale latwiej jest dyskutowac z konkretnym pracodawcom o
        wydajnosci konkretne osoby (i dochodzic swoich praw), niz
        o statystycznej mniejszej wydanosci kobiec ze wzgledu na
        maciezynstwo. uwazam, ze bylby to krok na przod.

        PS. czy nalezy dyskryminowac bezplodne kobiety? przeciez
        one nigdy nie beda mniej wydane ze wzgledu na
        maciezynstwo???

        • Gość: Malwina Re: szacowanie wydajnosci IP: *.abo.wanadoo.fr 05.11.02, 11:36
          widac ze nic nie zrozumialas z "natury kobiecej" - one sa nie tyle niewyda(o)
          jne ale co gorsza niezdolne do wszystkiego bo pragnienie niespelnione dziecka
          rzadzi ich psyché jak powell armia !
          no, wariatki ....
          • sagan2 Re: szacowanie wydajnosci 05.11.02, 11:58
            kiedy ja czytalam tylko te posty w kolko walkujace ciaze
            i maciezynstwo...
            .., przepraszam, nieoczytana jestem...
    • Gość: Kinga Dunin Oj wy głupie cipy IP: 195.98.97.* 05.11.02, 01:03
      Oj wy głupie cipy!!! Jakbyście zrobiły loda swojemu szefowi to by was nigdy nie
      wycenił gorzej niż kolegów. Ja tak zawsze robiłam i proszę do czego doszłam!
      Czy myślicie, że wasz szef wolałby gdyby loda robił mu ten pryszczaty zarośnit
      z sąsiedniego biurka? Jesteście w błędzie!!!!!!!!
      • Gość: Malwina ot tak, dla przyjemnosci.... IP: *.abo.wanadoo.fr 05.11.02, 10:15
        a ja bym ci wytoczyla proces za uzurpowanie identité i szkalowanie...
        jej szef (i szef tej gazety) tez by mogl...
        • pwrzes [OT]Re: ot tak, dla przyjemnosci.... 05.11.02, 13:51
          E tam, trola sie ignoruje i tyle. A nie mozesz powiedziec, ze nie istnieje
          druga osoba o tym samym imieniu i nazwisku. I po co to identite ? Mozna po
          polsku to samo powiedziec :-)

          Mors
          • Gość: Malwina [OT]Re: ot tak, dla przyjemnosci.... IP: *.abo.wanadoo.fr 05.11.02, 13:54
            pewnie ze mozna ale jak sie siedzi piec minut i nie przychodzi do glowy to sie
            pisze to co sie moze.
            Teraz mi "tozsamosc" przyszla do glowy - trzeba mna potrzasnac pewnie ...
            miejcie litosc
            znam takich co po 6 miesiacach za granica nie potrafia sklecic ...a moze nigdy
            nie potrafili
            wiec o wyrozumienie prosze, poprawie sie...:-)
    • Gość: BD Re: oslawiona wydajnosc w pracy... IP: 195.136.251.* 05.11.02, 10:16
      Witam,

      sagan2 napisała:

      > tak wiec, ze wzgledu na 'statystyczna' kobiete i matke,
      > istnieje spoleczne 'przyzwolenie' na dawanie kobiecie
      > nizzej pensji. to z kolei krzywdzi konkretna kobiete,
      > ktora pracuje rownie wydajnie jak jej kolega.

      > i tak sobie mysle, skoro ta oslawiona 'wydajnosc' pracy
      > jest tutaj czynnikiem najistotniejszym, to zakladamy,
      > ze ta wydajnosc mozna *zmierzyc* lub *oszacowac*.

      > czyli mozna by do problemu podejsc tak: na starcie
      > *kazdy*, kobieta i mezczyzna (na konkretnym stanowisku)
      > dostaje *ta* sama pensje.

      Wygląda to tak:

      1. Przedsiębiorca zawsze podejmuje decyzje w warunkach niepełnej informacji,
      składają wiedzę ogólną (ową, nielubianą przez feministki "statystykę") ze swoją
      mocą diagnostyczną wzgodnie z tzw. wnioskowaniem bayesowskim. Przy takim,
      właściwym teoriodecyzyjnie podejściu, kobiety powinny mieć _niższą pensję na
      starcie_.

      2. Takie elastyczne manipulowanie płacą w praktyce nie jest możliwe
      przy zatrudnianiu na umowę o pracę, bo ta umowa nie ma charakteru
      ścisłego rozliczania z "wydajności".

      3. Zatrudnienie nie jest elastyczne - pracodawca nie może zwolnić kobiety gdy
      ta jest w ciązy, nawet jeśli obiecywała mu, że w ciążę nie zajdzie. Niższa
      płaca jest więc formą _ubezpieczenia_ dla pracodawcy, a z ubezpieczeniem już
      tak jest, że płacimy je przed wystąpieniem tego, przed czym się zabiezpieczamy
      i ponosimy ten koszt niezależnie od tego co się stanie.

      4. Jeśli wolny rynek funkcjonuje prawidłowo to alokacja zasobów jest optymalna
      i wydajniejsi faktycznie otrzymują więcej. Istnieją pewne dowody, że tak jest -
      pisałem tu już o tzw. token economics - tworzonej od zera sztucznej ekonomii
      np. jako formy terapii w szpitalach psychiatrycznych. Okazaywało się, że w
      takim token economics bardzo dobrze działały podręcznikowe prawa wolnego rynku,
      a z czasem kobiety "zarabiały" 70% tego co mężczyźni - masz więc pewną
      empiryczną weryfikację Twojego pomysłu.

      pozdrawiam,

      BD
      • ququryqu Re: oslawiona wydajnosc w pracy... 05.11.02, 17:54
        Gość portalu: BD napisał(a):

        > 4. Jeśli wolny rynek funkcjonuje prawidłowo to alokacja zasobów jest
        optymalna
        > i wydajniejsi faktycznie otrzymują więcej. Istnieją pewne dowody, że tak
        jest -
        >
        > pisałem tu już o tzw. token economics - tworzonej od zera sztucznej ekonomii
        > np. jako formy terapii w szpitalach psychiatrycznych. Okazaywało się, że w
        > takim token economics bardzo dobrze działały podręcznikowe prawa wolnego
        rynku,

        a tak na zdrowy rozum ile pacjentek szpitali psychiatrycznych zachodzi w ciążę
        w trakcie podytu w szpitalu?

        > a z czasem kobiety "zarabiały" 70% tego co mężczyźni - masz więc pewną
        > empiryczną weryfikację Twojego pomysłu.

        masz więc pewną zagadkę do rozwiązania
        może byście w końcu zeszli z tej prokreacji
        • Gość: barbinator Re: oslawiona wydajnosc w pracy... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.02, 20:50
          > a tak na zdrowy rozum ile pacjentek szpitali psychiatrycznych zachodzi w
          ciążę
          > w trakcie podytu w szpitalu?
          >
          > Kobiety w szpitalach psychiatrycznych zachodzą w ciążę przez wiatropylność w
          wyniku działania mocy diagnostycznej skumulowanej z wnioskowaniem bayesowskim.
          Przy czym w warunkach niepełnej informacji rodzą się wyłącznie dziewczynki, zaś
          przy własciwym teoriodecyzyjnie podejściu - chłopcy. Powyzsze mozna
          zweryfikować empirycznie składając dłuzszą wizytę w psychiatryku celem
          dokonania prawidłowej alokacji zasobów

          P.S.
          BD strasznie się dużo napisał, a ładunek intelektualny jego wypowiedzi i tak
          jest następujący: baby łżą jak psy i na złość szefom zachodzą w ciąże, dlatego
          należy im się nizsza pensja. Doświadczenia w wariatkowie wykazały, że powinno
          to być 70% pensji mężczyzny
          Pozdrawiam, B.
        • Gość: BD Re: oslawiona wydajnosc w pracy... IP: 195.136.251.* 06.11.02, 08:52
          Witam,

          ququryqu napisał:

          > > takim token economics bardzo dobrze działały podręcznikowe prawa wolnego
          > > rynku,

          > a tak na zdrowy rozum ile pacjentek szpitali psychiatrycznych zachodzi w
          > ciążę w trakcie podytu w szpitalu?

          Nie mam pojęcia. Przykład z ciążą jest tylko jednym z wielu - bo akurat tu
          modny temat, problem jest szerszy, bo:

          > > a z czasem kobiety "zarabiały" 70% tego co mężczyźni - masz więc pewną
          > > empiryczną weryfikację Twojego pomysłu.

          > masz więc pewną zagadkę do rozwiązania
          > może byście w końcu zeszli z tej prokreacji

          No właśnie. Otóż, choć zapewne ta ciąża i dzieci to "salient factor", myślę, że
          nie najważniejszy. MK wspomniał tu by nie fetyszyzować wydajności na wzór
          wydajności robotników w fabryce - ja się z tym zgadzam. Z drugiej strony wyniki
          są jakie są (wyżej podane).

          Jeśli kwestie prokreacyjne są drugorzędne dla oceny wydajności pracy kobiety,
          dochodzimy do wniosków straszliwie szowinistycznych.

          Otóż kobiety mniej zarabiają, bo są... psychicznie i fizycznie kobietami. Może
          więc nie potrafią tak dobrze pracować w grupie, mają za małe zdolności
          analityczne, tracą czas na intrygi i plotki? Jak jest dokładnie - nie wiem.
          Ale to może być jakieś, choć wyjątkowo politycznie niepoprawne, wytłumaczenie
          obserwowanego fenomenu. Tyle, że takie wytłumaczenie praktycznie eliminuje sens
          wszelkich systemowych rozwiązań polepszających pozycję kobiety na rynku pracy,
          poza, ehem... eugeniką.

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: Malwina Re: oslawiona wydajnosc w pracy... IP: *.abo.wanadoo.fr 06.11.02, 09:04
            Kobiety mniej zarabiaja bo im ...mniej placa !!!!
          • ququryqu Re: oslawiona wydajnosc w pracy... 06.11.02, 16:37
            Gość portalu: BD napisał(a):


            > Otóż kobiety mniej zarabiają, bo są... psychicznie i fizycznie kobietami.
            Może
            > więc nie potrafią tak dobrze pracować w grupie, mają za małe zdolności
            > analityczne, tracą czas na intrygi i plotki? Jak jest dokładnie - nie wiem.
            > Ale to może być jakieś, choć wyjątkowo politycznie niepoprawne, wytłumaczenie
            > obserwowanego fenomenu. Tyle, że takie wytłumaczenie praktycznie eliminuje
            sens

            nie ważne kim jesteś, ważne jak jesteś spostrzegany
    • goga.74 Re: oslawiona wydajnosc w pracy... 05.11.02, 12:02
      > z jeszcze jednej strony, nie wszystkie kobiety sa teraz
      > zonami i matkami (sagan) i uroki maciezynstwa nijak sie
      > maja do wydajnosci ich pracy.
      Ja na tym forum jestesm nowa, wiec jeszcze wszystkiego nie doczytalam. Wydaje
      mi sie, ze kobiety ktore matkami nie sa za kilka lat nimi beda chcialy byc- w
      ten sposob pracodawca sie "zabezpiecza". A te ktore nie chca byc matkami, nie
      sa tzw. "normalnymi kobietami", wiec po co sie nimi zajmowac ? :)
      • sagan2 Re: oslawiona wydajnosc w pracy... 05.11.02, 12:16
        a co z tymi, ktore nigdy nie beda matkami, bo sa
        bezplodne? albo sa lezbijkami? albo wybraly zycie w
        samotnosci?
        dlaczego maja cierpiec za miliony?
        dlaczego maja cierpiec rowniez te, ktorym maciezynstwo
        nie zmniejsza wydajnosci pracy? (pomijam urlop
        maciezynski, to tylko kilka tygodni, mozna to jakos
        'specjalnie' zalatwic)
        • suzume oj sagan 05.11.02, 13:16
          przecież goga pisze _jasno_i_wyraźnie_, że one normalne nie są
          a kto by sie wariatkami przejmował?

          ;)
          • sagan2 Re: oj sagan 05.11.02, 13:23
            no wlasnie ja sie przejmuje...
            ... chyba wariatka jestem... ;)
            • suzume Re: oj sagan 05.11.02, 14:13
              nie wiem czy Ty jesteś
              ale ja na pewno jestem nienormalna - sam maciej mi to powiedział, więc to musi
              być prawda, nie? :)
              • Gość: Malwina wydajni ludzie IP: *.abo.wanadoo.fr 05.11.02, 14:22
                dzieki radzie zyczliwej osoby po wejsciu do przedsiebiorstwa udalo mi sie
                przystosowac ...po trzech latach.
                Mianowicie nauczylam sie (i cale szczescie) .....wolniej pracowac, co przestalo
                wpedzac w kompleksy moich zwierznikow i zlagodzilo nienawisc wspolpracownikow.
                Teraz udaje z powodzeniem ze to co robie jest trudne i pracochlonne i wszyscy
                sa zadowoleni.
                tak to jest z wydajnoscia kobiety w moim wypadku
                no ale nie nalezy uogolniac - nie wszyscy moga byc geniuszami ....
                ;-)))
        • goga.74 sagan 05.11.02, 14:39
          ja tylko tak sobie zartowalam.... ;-)
    • maly.ksiaze Fetysz 'wydajnosci' 05.11.02, 19:09
      Czesto uzywanym argumentem jest 'wydajnosc w pracy'. Po przeczytaniu listu
      Malwiny, jakze zyciowego, zastanowilem sie, czym ta wydajnosc wlasciwie jest.
      Bo przeciez wiekszosc z nas, zakladam, nie pracuje przy tasmie produkcyjnej,
      wywozie smieci czy orce - a wiec w miescach, gdzie wydajnosc jest latwo
      mierzalna iloscia skreconych srubek, wywiezionych kublow czy przemierzonych
      traktorem hektarow.

      Czy ocena 'wydajnosci' w pracy zespolowej (bo z pewnoscia czesc z nas pracuje w
      zespolach) nie zalezy w duzym stopniu od tego, jak ktos potrafi pracowac z
      innymi, a nie od tego, czy musi raz dziennie przez 1h pokarmic dzieciaka? Czym
      jest ta wydajnosc - bo mam wrazenie, ze retoryka leseferystow zatrzymala sie
      gdzies pomiedzy tasma w zakladach Forda a kopaniem rowow wzdluz autostrad w
      wielkim planie Eisenhowera.

      Pozdrawiam (fetyszystow rowniez),

      mk.
      • ququryqu Re: Fetysz 'wydajnosci' 05.11.02, 19:21
        maly.ksiaze napisał:

        > Czesto uzywanym argumentem jest 'wydajnosc w pracy'. Po przeczytaniu listu
        > Malwiny, jakze zyciowego, zastanowilem sie, czym ta wydajnosc wlasciwie jest.
        > Bo przeciez wiekszosc z nas, zakladam, nie pracuje przy tasmie produkcyjnej,
        > wywozie smieci czy orce - a wiec w miescach, gdzie wydajnosc jest latwo
        > mierzalna iloscia skreconych srubek, wywiezionych kublow czy przemierzonych
        > traktorem hektarow.
        >
        > Czy ocena 'wydajnosci' w pracy zespolowej (bo z pewnoscia czesc z nas pracuje
        w
        >
        > zespolach) nie zalezy w duzym stopniu od tego, jak ktos potrafi pracowac z
        > innymi, a nie od tego, czy musi raz dziennie przez 1h pokarmic dzieciaka?
        Czym
        > jest ta wydajnosc - bo mam wrazenie, ze retoryka leseferystow zatrzymala sie
        > gdzies pomiedzy tasma w zakladach Forda a kopaniem rowow wzdluz autostrad w
        > wielkim planie Eisenhowera.
        >
        > Pozdrawiam (fetyszystow rowniez),
        >
        > mk.

        za przenikliwość w skali 0-10 masz 15+!
        • Gość: Malwina Re: Fetysz 'wydajnosci' IP: *.w.club-internet.fr 05.11.02, 23:44
          i to wszystko dzieki mnie ktora jak nikt pomidorowke gotuje !
      • sagan2 Re: Fetysz 'wydajnosci' 06.11.02, 08:33
        ja sie z Toba znowu musze zgodzic... ;)

        zalozylam ten watek, bo niektorzy kluja w oczy ta
        mniejsza wydajnoscia w pracy kobiet ze wzgledu na
        'obowiazki reprodukcyjne' i uzasadniaja tym mniejsze
        pensje kobiet. a tak naprawde problem jest duzo bardziej
        zlozony i milo, ze ktos na to zwrocil uwage.
        • Gość: Sebastian Re: Fetysz 'wydajnosci' IP: *.tele2.pl 06.11.02, 09:26
          > zalozylam ten watek, bo niektorzy kluja w oczy ta
          > mniejsza wydajnoscia w pracy kobiet ze wzgledu na
          > 'obowiazki reprodukcyjne' i uzasadniaja tym mniejsze
          > pensje kobiet. a tak naprawde problem jest duzo bardziej
          > zlozony i milo, ze ktos na to zwrocil uwage.
          Bo też istotą zatrudniania nie jest szacowanie wydajności potencjalnych
          pracowników tylko dobrowolnośc obydwu stron w zawieraniu umowy.
          Fakt, że spodziewana wydajnośc owych pracowników jest jednym z ważniejszych
          kryteriow nie znaczy ze pracodawca ma nie miec prawa zatrudnic mniej wydajnego
          pracownika jeśli będzie miał na to ochotę.
          Piszesz o "osławionej" wydajności tak jakby obecni na tym forum mężczyzni
          dawali ci gwarancję, że jeśli jeden kandydat odpada a drugi zostaje przyjęty to
          na pewno ze względu na "osławioną wydajność"
          Tymmczasem ja z takimi stwierdzeniami się nie spotkałem.
          Niejednokrotnie spotkałem się za to ze stwierdzeniami, że nawet jeśli
          pracodawca wybierze pracownika mniej wydajnego to robi to na swoje ryzyko i ew.
          strata to jego sprawa.
          • ququryqu Re: Fetysz 'wydajnosci' 06.11.02, 16:34
            Gość portalu: Sebastian napisał(a):

            > > zalozylam ten watek, bo niektorzy kluja w oczy ta
            > > mniejsza wydajnoscia w pracy kobiet ze wzgledu na
            > > 'obowiazki reprodukcyjne' i uzasadniaja tym mniejsze
            > > pensje kobiet. a tak naprawde problem jest duzo bardziej
            > > zlozony i milo, ze ktos na to zwrocil uwage.
            > Bo też istotą zatrudniania nie jest szacowanie wydajności potencjalnych
            > pracowników tylko dobrowolnośc obydwu stron w zawieraniu umowy.
            > Fakt, że spodziewana wydajnośc owych pracowników jest jednym z ważniejszych
            > kryteriow nie znaczy ze pracodawca ma nie miec prawa zatrudnic mniej
            wydajnego
            > pracownika jeśli będzie miał na to ochotę.
            > Piszesz o "osławionej" wydajności tak jakby obecni na tym forum mężczyzni
            > dawali ci gwarancję, że jeśli jeden kandydat odpada a drugi zostaje przyjęty
            to
            >
            > na pewno ze względu na "osławioną wydajność"
            > Tymmczasem ja z takimi stwierdzeniami się nie spotkałem.
            > Niejednokrotnie spotkałem się za to ze stwierdzeniami, że nawet jeśli
            > pracodawca wybierze pracownika mniej wydajnego to robi to na swoje ryzyko i
            ew.
            >
            > strata to jego sprawa.

            grochem o ścianę
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka