12.04.07, 16:32
Artykul:
www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4049352.html
I dyskusja pod:
'Mój kolega powiedział kiedyś bardzo mądre zdanie - wykształcenie psuje
kobietę, wypacza ją. No i ma rację. Jak kobieta ma skończoną jakąś zawodówkę
czy liceum albo jakieś technikum to da się z nią dogadać. Jak kobieta ma
studia to już zaczynają się problemy bo wydaje jej się że już wszystkie
rozumy pozjadała, jaka to ona genialna, zdolna ile to może osiągnąć i taka
księżniczka z byle kim zadawać się nie będzie.'

'To nie wykształcenie psuje kobietę, tylko zarobki. Gdy mąż ją utrzymuje i
żona wie, że bez męża nie będzie miała co jeść, to słucha męża i małżeństwo
jest trwałe.'

Obserwuj wątek
    • bri Re: Singielki 12.04.07, 16:34
      ojojoj ;)
    • piekielnica1 Re: Singielki 12.04.07, 18:10
      > 'To nie wykształcenie psuje kobietę, tylko zarobki. Gdy mąż ją utrzymuje i
      > żona wie, że bez męża nie będzie miała co jeść, to słucha męża i małżeństwo
      > jest trwałe.'

      Ciemnota zawsze ułatwia "zarządzanie"
      Chcesz mieć żonę z przymusu, a może byś wolał by ciebie wybrała i chciała z
      tobą być?.
      W pierwszym przypadku wystarczy zasiać strach i zagrożenie eksterminacją.
      W drugim trzeba troszeczkę się potrudzić, a w zasadzie trudzić się cały czas,
      ale to jest mało wygodne i uciążliwe?

      > 'Mój kolega powiedział kiedyś bardzo mądre zdanie - wykształcenie psuje
      > kobietę, wypacza ją.

      Ty z kolegą potrzebujecie niewolnicy nie kobiety.
    • triss_merigold6 Re: Singielki 12.04.07, 18:19
      No i kul. Przynajmniej się facet określa na początku i precyzyjnie. Jest
      mnóstwo kobiet, którym taki układ pasuje.
      • cherryhill Re: Singielki 12.04.07, 18:24
        triss_merigold6 napisała:

        > No i kul. Przynajmniej się facet określa na początku i precyzyjnie. Jest
        > mnóstwo kobiet, którym taki układ pasuje.

        to prawda - "ofiar" ci u nas dostatek a pan prędzej czy poźniej i tak ją
        wymieni na nowszy model ...

        cherry
        • triss_merigold6 Re: Singielki 12.04.07, 18:47
          Niekoniecznie wymieni. Obu stronom może być w takim układzie wygodnie i żadna
          nie czuje się ofiarą. Naprawdę nie jesteście w stanie zrozumieć, że są
          środowiska bardziej tradycyjne w których model ról i zachowań męskich i
          damskich jest określony? Kobieta zajmuje się domem i dziećmi, jako mężatka i
          matka ma solidną pozycję w hierarchii społecznej a facet ma obowiązek zarobić i
          to porządnie. Tam panowie nie szukają towarzyszek życia do intelektualnych
          rozważań a panie doskonale o tym wiedzą i też czym innym niż zamiłowanie do
          książek się kierują.
          Mogę na to patrzeć trochę jak na ciekawostkę etnograficzną ale to ich świat i
          ci ludzie wydają się szczęśliwi.
          • cherryhill Re: Singielki 12.04.07, 18:56
            triss_merigold6 napisała:

            Naprawdę nie jesteście w stanie zrozumieć, że są
            > środowiska bardziej tradycyjne w których model ról i zachowań męskich i
            > damskich jest określony?

            wyobrazic sobie jestem w stanie wszystko - no powiedzmy prawie wszystko, ale to
            co widzę dookoła raczej potwierdza moje przekonanie że w zwiazku lepiej być
            równorzędną -

            cherry
            • ggigus ale niektorzy faceci boja sie rownorzednych kobiet 12.04.07, 19:09
              i dopoki nikt nie zabroni kobietom studiowac, nie wtracam sie
              • cherryhill Re: ale niektorzy faceci boja sie rownorzednych k 12.04.07, 19:52
                to co to za facet???
                a studia kiedyś sie skończą....

                cherry
            • triss_merigold6 Re: Singielki 12.04.07, 20:14
              O rany... te kobiety czują się równorzędne a nie pokrzywdzone.
              • cherryhill Re: Singielki 12.04.07, 20:17
                triss_merigold6 napisała:

                > O rany... te kobiety czują się równorzędne a nie pokrzywdzone.
                chętnie zmienię zadnie jeśli spotkam taką parę....

                cherry
              • tsun_am Re: Singielki 12.04.07, 20:23
                no, niestety, ja też doszłam w końcu do takich wniosków, nie będę np. nawracać
                jakiejś prostej kobieciny, która nie wpuszcza do kuchni chłopa bo on "nic nie
                umie" tylko tam stoi od rana do nocy, skoro to jest jej jedyny sposób na
                dowartościowanie się i ona autentycznie wydaje się być zadowolona z takiego
                układu. Niemniej wypowiedzi na forum pod artykułem tych "chłopów", mających
                internet i pismiennych są jednak dla mnie zdumiewające, bo i chyba nawet
                tradycyjnie zorientowane kobiety poczułyby się urażone.
              • kot_behemot8 Re: Singielki 12.04.07, 21:32
                No ale chyba przyznasz, że jeśli juz szanowny małżonek zapragnie przezyc druga
                młodość (z drugą, młodszą żoną) to kobieta-partnerka mająca własne dochody
                będzie w nieporównanie lepszej sytuacji od żony tradycyjnej czyli udomowionej?
                • triss_merigold6 Re: Singielki 12.04.07, 22:02
                  Jasne, że przyznam. Nigdzie nie napisałam, że to mój ulubiony model relacji,
                  wręcz przeciwnie, we włąsnym życiu sobie takiego układu nie wyobrażam. Chciałam
                  tylko zauważyć, że bywają ludzie szczęśliwi w takich tradycyjnych związkach i
                  nie ma sensu nawracanie ich na siłę.
                • 1jacek Tia... 29.04.07, 23:23
                  kot_behemot8 napisała:

                  > No ale chyba przyznasz, że jeśli juz szanowny małżonek zapragnie przezyc druga
                  > młodość (z drugą, młodszą żoną) to kobieta-partnerka mająca własne dochody
                  > będzie w nieporównanie lepszej sytuacji od żony tradycyjnej czyli udomowionej?

                  To wlasnie jest zgubne u tych oswieconych kobiet, zyja w takiej bance mydlanej
                  stworzonej ze swojej edukacji i niezaleznosci, w przekonaniu ze zawsze moga byc
                  samodzielne i ze jak im ten facet z ktorym sa zacznie przeszkadzac w
                  realizowaniu swoich ambicji, to mozna go zmienic.

                  Innymi slowy mozesz sobie wyobrazic takiego, pewnie budzacego odraze, faceta
                  ktory zyje w przekonaniu w ktorym sie utwierdza, ze ma duze powodzenie u kobiet,
                  dobrze zarabia, ma edukacje i tak dalej, i gdy mu zona przestanie odpowiadac,
                  niema zadnej obawy bo na jej miejsce jest pare innych.

                  Gdy zejdzie sie taka feministka z takim macho to ich malzenstwo potrwa pare
                  tygodni, moze miesiecy (oczywiscie jesli dotrwaja do malzenstwa)... bo zyja
                  oboje w swojej niezaleznej bance mydlanej... to takie przeciwienstwo przekonania
                  o tym ze kobieta i mezczyzna musza byc razem i zyc dlugo i szczesliwie.

                  Ja mialbym opory przed zdradzeniem kobiety ktora jest odemnie bardzo zalezna, to
                  pojechalo by mi po samoocenie gdybym zostawil osobe ktorej czuje ze jestem
                  potrzebny... natomiast feministka ktora zawsze dawala mi odczuc ze malo dla niej
                  znacze jako partner zyciowy i ze da sobie bezmnie rade bez zadnego problemu?...
                  wiesz, majac jakies zalazki romansu na boku, wiem, ze feministke duzo latwiej
                  zostawil bym na lodzie... znaczy sie, zostawil na jej pewnych i stabilnych nogach.
                  Z reszta, gdyby to byl oczywiscie moj blad, ze byl tam jakis romans, zachwianie
                  - no roznie moze byc, jak to w zwiazkach bywa - mysle ze predko dostal bym kopa
                  od niezaleznej feministki ktora sama sobie zawsze poradzi i znajdzie 100 innych
                  facetow na moje miejsce... wiec niema nawet sensu zaczynac zwiazku z feministka,
                  bo to szybko moze sie skonczyc...

                  Napewno zaraz wlaczy sie ktorejs szanownej dyskutantce piana, ale odrazu mowie
                  ze mozecie zrozumiec co mam na mysli, pomimo checi udowodnienia mi/nam/sobie ze
                  niezaleznosc kobiet ma tylko plusy...
                  • bene_gesserit Re: Tia... 30.04.07, 01:21
                    1jacek napisał:
                    > Ja mialbym opory przed zdradzeniem kobiety ktora jest odemnie bardzo zalezna,
                    t
                    > o
                    > pojechalo by mi po samoocenie gdybym zostawil osobe ktorej czuje ze jestem
                    > potrzebny... natomiast feministka ktora zawsze dawala mi odczuc ze malo dla
                    nie
                    > j
                    > znacze jako partner zyciowy i ze da sobie bezmnie rade bez zadnego
                    problemu?...
                    > wiesz, majac jakies zalazki romansu na boku, wiem, ze feministke duzo latwiej
                    > zostawil bym na lodzie... znaczy sie, zostawil na jej pewnych i stabilnych
                    noga
                    > ch.
                    > Z reszta, gdyby to byl oczywiscie moj blad, ze byl tam jakis romans,
                    zachwianie
                    > - no roznie moze byc, jak to w zwiazkach bywa - mysle ze predko dostal bym
                    kopa
                    > od niezaleznej feministki ktora sama sobie zawsze poradzi i znajdzie 100
                    innych
                    > facetow na moje miejsce... wiec niema nawet sensu zaczynac zwiazku z
                    feministka
                    > ,
                    > bo to szybko moze sie skonczyc...
                    >
                    > Napewno zaraz wlaczy sie ktorejs szanownej dyskutantce piana, ale odrazu mowie
                    > ze mozecie zrozumiec co mam na mysli, pomimo checi udowodnienia mi/nam/sobie
                    ze
                    > niezaleznosc kobiet ma tylko plusy...
                    Rozumiem, ze mimo zajmowania sie, jak to calkiem niedawno byles laskawy
                    ujac 'posuwaniem zajetej dziewczyny, jak naprawde masz ochote', ty bys nie
                    zdradzil kobiety, ktora jest na twojej finansowej łasce. To oczywiscie swiadczy
                    o szlachetnosci twojego charakteru, nawet jesli skazywaloby ciebie i ją na
                    uroczy zwiazek oparty na litosci. Dodac do tego jeszcze dwojke dzieci i mamy
                    domowe pieklo. Ale wszystko lepsze od swiadomosci, ze to ona moglaby ciebie
                    kiedys zdradzic, bo nie wisialaby nad nia grozba glodowej smierci. Zalosne.
                    • 1jacek Re: Tia... 30.04.07, 14:22
                      bene_gesserit napisała:

                      > Rozumiem, ze mimo zajmowania sie, jak to calkiem niedawno byles laskawy
                      > ujac 'posuwaniem zajetej dziewczyny, jak naprawde masz ochote', ty bys nie
                      > zdradzil kobiety, ktora jest na twojej finansowej łasce. To oczywiscie swiadczy
                      >
                      > o szlachetnosci twojego charakteru,

                      Mieszasz dwa rozne watki cytujac moja wypowiedz z innego tematu i naprawde nie
                      wiem czy jakos probujesz mnie wykpic czy o co ci chodzi?

                      > nawet jesli skazywaloby ciebie i ją na
                      > uroczy zwiazek oparty na litosci. Dodac do tego jeszcze dwojke dzieci i mamy
                      > domowe pieklo. Ale wszystko lepsze od swiadomosci, ze to ona moglaby ciebie
                      > kiedys zdradzic, bo nie wisialaby nad nia grozba glodowej smierci. Zalosne.

                      Jakos mam obraz kochajacej sie rodziny wiesz? W ktorej kotnia konczy sie
                      trzasnieciem drzwiami, jakimis akcjami, a nie stwierdzeniem ze sie rozwodzimy,
                      ona nie musi mnie wiecej znosic bo da sobie swietnie rade bezmnie, wrecz od
                      dziecka sie do tego przygotowywala, mama feministka tak ja wychowala... a sad
                      rodzinny i tak bedzie po jej stronie... :)

                      Latwo przychodza takie slowa niezaleznym osobom, a slow nie da sie pozniej cofnac...
                      • bene_gesserit Re: Tia... 30.04.07, 14:45
                        Jednym slowem: uwazasz, ze feminizm jest zly, bo feministki daza do
                        niezaleznosci ekonomicznej kobiet. A wg ciebie tylko zaleznosc finansowa
                        kobiety od mezczyzny jest podstawa udanego zwiazku, w ktorym klotnia nie konczy
                        sie odejsciem. Jednoczesnie 'posuwasz', jak to okresliles, zajeta dziewczyne
                        i 'kobiecie nie zaufasz'. To sie laczy w logiczna calosc. Boisz sie, ze kobieta
                        niezalezna finansowo rzuci cie albo pusci w trabe przy pierwszej mozliwej
                        okazji. Dlatego jedyny zwiazek, ktory jestes w stanie zaakceptowac to taki, w
                        ktorym kobieta od ciebie odejsc nie moze, bo sama nie przezyje. Jestes w stanie
                        zaakceptowac tylko takie stadlo, w ktorym kobieta bedzie trzymana na twojej
                        krotkiej finansowej smyczy. Bez smyczy ani chybi cie zostawi, jak uwazasz. I
                        naprawde dziwi, ze sie tak potwornie z tym strachem i niskim poczuciem wlasnej
                        wartosci obnazasz. niesmak i eot.
                        • 1jacek Re: Tia... 01.05.07, 14:54
                          bene_gesserit napisała:

                          > Jednym slowem: uwazasz, ze feminizm jest zly, bo feministki daza do
                          > niezaleznosci ekonomicznej kobiet. A wg ciebie tylko zaleznosc finansowa
                          > kobiety od mezczyzny jest podstawa udanego zwiazku, w ktorym klotnia nie konczy
                          >
                          > sie odejsciem.

                          Czytasz ty wogole to co ja pisze czy to tak leci w eter??

                          Stwierdzam ze kobietom odpieprza gdy maja niezaleznosc finansowa, to proste jak
                          drut.
                          Kariera jest dla nich duzo wazniejsza od zwiazku, poniewaz wyrasta na
                          przekonaniu "ze jak facet mnie opusci to nie bede na lodzie", powstaje taka
                          fortyfikacja i walka ja-facet.

                          > Jednoczesnie 'posuwasz', jak to okresliles, zajeta dziewczyne
                          > i 'kobiecie nie zaufasz'. To sie laczy w logiczna calosc.

                          Nie lapie zwiazku poprzedniego tematu z obecnym

                          >Boisz sie, ze kobieta
                          >
                          > niezalezna finansowo rzuci cie albo pusci w trabe przy pierwszej mozliwej
                          > okazji. Dlatego jedyny zwiazek, ktory jestes w stanie zaakceptowac to taki, w
                          > ktorym kobieta od ciebie odejsc nie moze, bo sama nie przezyje. Jestes w stanie
                          >
                          > zaakceptowac tylko takie stadlo, w ktorym kobieta bedzie trzymana na twojej
                          > krotkiej finansowej smyczy. Bez smyczy ani chybi cie zostawi, jak uwazasz. I
                          > naprawde dziwi, ze sie tak potwornie z tym strachem i niskim poczuciem wlasnej
                          > wartosci obnazasz. niesmak i eot.

                          Dziewczyno, prawdopodobnie zapomnialas dzisiaj zarzucic swoich lekarstw i stad
                          te bzdury ktore tu wypisujesz.

                          Znam pare zwiazkow, w tym moj swego czasu, w ktorym parka sie rozpada z powodu
                          rownorzednych ambicji zawodowych. Jedno ma kariere tu, drugie tam, niema czasu
                          na bycie razem... jesli tego nie rozumiesz, trudno i przejmowac sie tym raczej
                          nie mam zamiaru
                          • karolana Re: Tia... 02.05.07, 02:30
                            wszystko pięknie, ale ja nie rozumiem (takie upośledzenie feministyczne :P)
                            jednego - jesli OBOJE mają ambicje, to dlaczego twoim zdanie to kobiecie ODWALA
                            i to ona jest odpowiedzialna za rozpad zwiazku? Przecież zwiazek to DWIE osoby!
                            Naprawdę, sprobuj mi wyjaśnić, ale tak łopatologicznie, dlaczego to faceta
                            praca, kariera i takie tam, ma być ważniejsze, a kobieta ma zrezygnować z siebie
                            w imię trwałości związku i zaposkojenia ambicji faceta? Dlaczego OBOJE nie mogą
                            iść na kompromis i WZAJEMNIE sobie pomagać? Znam takie związki i mają się
                            całkiem dobrze! Może to nie jest tak, że kobietom "odpieprza" kiedy są
                            niezależne, ale to facet nie potrafi odnaleźć się w sytuacji, kiedy sam fakt
                            posiadania przez niego penisa nie jest żadnym argumentem i musi on wykazać się
                            chęcią porozumienia oraz prostymi umiejętnościami typu pranie, gotowanie,
                            sprzątanie, komunikacja werbalna, empatia... Może to faceci mają problem z
                            dostosowaniem się do nowych warunków? Może to faceci powinni zaadaptować sie do
                            nowych warunków i iść do przodu zamiast ciągnąć swoje partnerk w tył za włosy??
                            Czy możesz w końcu mi odpowiedziec co jest takiego złego w związku partnerskim,
                            gdzie oboje pracują, oboje zajmuja się domem i dziećmi, oboje staraja się o
                            utrzymanie związku... OBOJE!! Co w tym takiego okropnego (poza tym, ze wymaga od
                            faceta pracy i działania)?? Naprawdę chciałabym to wiedziec...
                            • 1jacek Re: Tia... 03.05.07, 16:56
                              karolana napisała:

                              > wszystko pięknie, ale ja nie rozumiem (takie upośledzenie feministyczne :P)
                              > jednego - jesli OBOJE mają ambicje, to dlaczego twoim zdanie to kobiecie ODWALA
                              > i to ona jest odpowiedzialna za rozpad zwiazku? Przecież zwiazek to DWIE osoby!
                              > Naprawdę, sprobuj mi wyjaśnić, ale tak łopatologicznie, dlaczego to faceta
                              > praca, kariera i takie tam, ma być ważniejsze, a kobieta ma zrezygnować z siebi
                              > e
                              > w imię trwałości związku i zaposkojenia ambicji faceta? Dlaczego OBOJE nie mogą
                              > iść na kompromis i WZAJEMNIE sobie pomagać?

                              Moga oboje isc na kompromis i wzajemnie sobie pomagac, to podstawowa zasada
                              udanego zwiazku, ja to dobrze rozumiem. Tyle ze kompromisy czesto wygladaja tak,
                              ze ciezko jest zrezygnowac z tego co sie robi. Dla przykladu kobieta dostaje
                              super prace dzieki swoim kwalifikacjom i musi wyjechac za granice, mezczyzna juz
                              ma super prace w kraju w swoim miescie i musi tam zostac. Jedno z dwojga musi
                              calkowicie zrezygnowac ze swojej opcji.
                              Najlepiej zatem dzialaja w pojedynke - kazde w swoja strone.
                              Zwiazek to dwie osoby, tak jak dwie nogi ale wazne zeby szly w parze i w jednym
                              kierunku...

                              Pytasz dlaczego kobieta ma zrezygnowac... moze dlatego ze w koncu zajdzie w
                              ciaze, urodzi dziecko ktore bedzie potrzebowalo opieki, karmienia piersia,
                              wychowania, predzej czy pozniej w zyciu kobiety pojawia sie taki motyw. Jest tez
                              dylemat, milosc do dziecka i chec spedzania z nim jak najwiecej czasu, kariera
                              zaczyna miec mniejsze znaczenie, idzie w odstawke. Watpie zeby duzo kobiet
                              chcialo aby ich male dzieci byly wychowywane przez jakas opiekunke. Kariera
                              kobiety jest wiec bardziej elastyczna, trzeba to zrozumiec pozytywnie jako
                              naturalna kolej rzeczy, szczegolnie jesli planuje sie miec 2 czy 3 dzieci, to
                              jednak wymaga pozytywnego ustosunkowania sie do roli matki...
                              Feministyczny model kobiety mocno zgrzyta z pozytywnym wizerunkiem
                              wielodzietnej, pelnej rodziny.

                              > Znam takie związki i mają się
                              > całkiem dobrze! Może to nie jest tak, że kobietom "odpieprza" kiedy są
                              > niezależne, ale to facet nie potrafi odnaleźć się w sytuacji, kiedy sam fakt
                              > posiadania przez niego penisa nie jest żadnym argumentem i musi on wykazać się
                              > chęcią porozumienia oraz prostymi umiejętnościami typu pranie, gotowanie,
                              > sprzątanie, komunikacja werbalna, empatia... Może to faceci mają problem z
                              > dostosowaniem się do nowych warunków? Może to faceci powinni zaadaptować sie do
                              > nowych warunków i iść do przodu zamiast ciągnąć swoje partnerk w tył za włosy??

                              Maja zaimplantowac sobie gruczoly mleczne? Przejsc terapie hormonalna,
                              modyfikacje DNA aby uzyskac instynkt macierzynski?

                              Ale tak pomimo zlosliwosci, to naprawde uwierz mi ze facet ktory pracuje i
                              sprzata w domu, pracuje mniej, sprzata gorzej, gotuje slabiej... jesli
                              kobieta... z przeszczepionym niewiem czy penisem, ale napewno lepiej gdy -
                              napompowana testosteronem warunkujacym prezne podejscie do wyzwan... skupi sie
                              tylko i wylacznie na pracy, a facet z przeszczepionymi gruczolami i na homronach
                              skupi sie tylko na gotowaniu, sprzataniu i wychowywaniu dzieci, beda
                              wyspecjalizowani w swoich funkcjach i beda cos robic dobrze, zamiast meczyc sie
                              wszystkim po trochu i frustrowac tym do czego nie sa przyzwyczajeni, ani
                              biologicznie, ani spolecznie (to ostatnie mozna dopracowac i to calkiem calkiem).

                              > Czy możesz w końcu mi odpowiedziec co jest takiego złego w związku partnerskim,
                              > gdzie oboje pracują, oboje zajmuja się domem i dziećmi, oboje staraja się o
                              > utrzymanie związku... OBOJE!! Co w tym takiego okropnego (poza tym, ze wymaga o
                              > d
                              > faceta pracy i działania)?? Naprawdę chciałabym to wiedziec...

                              Da sie to polaczyc i funkcjonuje to juz w naszym polskim spoleczenstwie, kobiety
                              pracuja, mezczyzni pracuja. Jest niz demograficzny, to bezposredni wynik
                              sytuacji w kraju i wymogow rzeczywistosci. Trzeba sie z tym pogodzic i znalezc
                              zloty srodek.
                          • bene_gesserit Re: Tia... 02.05.07, 12:39
                            Byc moze wiec, wobec problemow ze znalezieniem partnerki (a ciagle szukasz, o
                            tym tez pisales), rozwiazaniem bylaby sytuacja, w ktorej ty rezygnujesz z
                            kariery? Sa wolne kobiety, ktore duzo zarabiaja i sa samotne. Ona by dbala o
                            pieniadze, a ty zajmowalbys sie domem. Sam pisales, ze umiesz gotowac i td.
                            Zdalbys sie na jej fianansowa łaskę i starałbyś się, zeby ci nie odbijało przy
                            pierwszym spieciu, bo gdybys od niej odszedl, nie mialbys z czego zyc.
                            Zajmowalbys sie nie tylko domem, ale i lagodzeniem sporow, bylbys ulegly,
                            slodki i staral sie lagodzic spory oraz zajmowac sie jej dyrektorskim stresem.
                            Oczywiscie - starałbys sie, mimo zajecia domowymi obowiazkami, rowniez dbac o
                            siebie; zadnych zapuszczonych brzuszkow, zadnych worow pod oczami - zawsze
                            swiezy, wypoczety i apetyczny i gotowy do akcji.

                            "Odpoczynek wojowniczki" - dobrze to brzmi?
                            Widzisz - czasem skomplikowane sytuacje maja proste rozwiazania.
                            • 1jacek Re: Tia... 03.05.07, 17:14
                              bene_gesserit napisała:

                              > Byc moze wiec, wobec problemow ze znalezieniem partnerki (a ciagle szukasz, o
                              > tym tez pisales), rozwiazaniem bylaby sytuacja, w ktorej ty rezygnujesz z
                              > kariery? Sa wolne kobiety, ktore duzo zarabiaja i sa samotne. Ona by dbala o
                              > pieniadze, a ty zajmowalbys sie domem. Sam pisales, ze umiesz gotowac i td.
                              > Zdalbys sie na jej fianansowa łaskę i starałbyś się, zeby ci nie odbijało przy
                              > pierwszym spieciu, bo gdybys od niej odszedl, nie mialbys z czego zyc.
                              > Zajmowalbys sie nie tylko domem, ale i lagodzeniem sporow, bylbys ulegly,
                              > slodki i staral sie lagodzic spory oraz zajmowac sie jej dyrektorskim stresem.
                              > Oczywiscie - starałbys sie, mimo zajecia domowymi obowiazkami, rowniez dbac o
                              > siebie; zadnych zapuszczonych brzuszkow, zadnych worow pod oczami - zawsze
                              > swiezy, wypoczety i apetyczny i gotowy do akcji.
                              >
                              > "Odpoczynek wojowniczki" - dobrze to brzmi?
                              > Widzisz - czasem skomplikowane sytuacje maja proste rozwiazania.

                              Dolowalo by mnie takie ustawienie. Kobieta moze sie szczycic tym, ze ma faceta
                              ktory zarabia a ona dba o ich dom, kupuje kwiatki, firanki itd itd. i miala by
                              spoleczna akceptacje takiego stanu rzeczy, ze jest tak jak byc powinno. Nikt nie
                              mial by zastrzezen, wrecz przeciwnie.
                              Facet pantofel bylby takim rodzynkiem, nastawienie ludzi bylo by do niego cos
                              pod klimat geja - niby fajny ale inny i jakis dziwny ze tak mu z tym dobrze.
                              Kpiny ze strony znajomych... to doluje, niweluje przyjemnosc pomimo nawet
                              szczerych checi.
                              Ponadto wracajac do twojej propozycji, to dom pozostawiony pod moja piecze
                              zamienil by sie w chlewik z za dlugimi firankami i morderczymi roslinami zamiast
                              kwiatkow... ale pewnie feministce by to pasowalo.

                              Jakos spotykam same dziewczyny ktore szukaja faceta z typowym nastawieniem i
                              same maja typowe nastawienie do zwiazku i podzialu rol. Nie znam wielu
                              feministek i to o czym tutaj piszesz jest dla mnie elementem rozrywkowym,
                              ewenementem posrod ogolu... jasne, fajne bo inne.
                  • karolana Re: Tia... 30.04.07, 01:53
                    wiesz, jeśli jako facet czułbyś sie dobrze ze świadomością, ze kobieta, z którą
                    jesteś jest z tobą ponieważ potrzebuje twojej kasy... no gratulejszyn po prostu
                    :D dla mnie szczerze mówiąc taki układ byłby... upokarzający... świadomość, że
                    ktoś trwa w związku ze mną, bo sobie beze mnie nie poradzi... bleee... uważam,
                    ze związek z niezależną kobietą ma tę wartość, ze trwa, ponieważ obie strony
                    CHCĄ tego, a nie dlatego, ze MUSZĄ...
                    i dlaczego zakładasz, ze feministka dawałby ci odczuć, ze mało znaczysz? czyli,
                    że poza zależnością ekonomiczną nic w związku nie ma? bo ona może się sama
                    utrzymać (a może i ciebie przy okazji), to już nic nie jesteś wart jako
                    mężczyzna?? współczuję zatem...
                    I skoro uważasz, że kobieta powinna być niezaradna aby liczyć na udany
                    związek... to jak wyjaśnisz fenomen samotnych kobiet w okolicach 40-50 lat,
                    które całe życie poświęciły rodzinie, a mąż wymienił je na 'nowszy model'?? wg
                    twojej teorii te kobiety nie powinny zostać same, bo przecież były całkowicie od
                    faceta zależne! a jednak...
                    Może to nie kobiety żyją w bańce mydlanej tylko faceci? tacy, którym się wydaje,
                    ze wystarczy, ze będą i będą więcej zarabiać i to już wystarczy...i pewnie
                    znajdzie się kobieta, która poleci na kasę... tylko czy o to chodzi w związku
                    pomiędzy dwojgiem ludzi? o zależność finansową?? to już wolę być sama... serio!
                    • 1jacek Re: Tia... 30.04.07, 14:07
                      karolana napisała:

                      > wiesz, jeśli jako facet czułbyś sie dobrze ze świadomością, ze kobieta, z którą
                      > jesteś jest z tobą ponieważ potrzebuje twojej kasy... no gratulejszyn po prostu
                      > :D dla mnie szczerze mówiąc taki układ byłby... upokarzający... świadomość, że
                      > ktoś trwa w związku ze mną, bo sobie beze mnie nie poradzi... bleee... uważam,
                      > ze związek z niezależną kobietą ma tę wartość, ze trwa, ponieważ obie strony
                      > CHCĄ tego, a nie dlatego, ze MUSZĄ...

                      Parafrazujesz z ta kasa, mozesz sie domyslic ze chodzi o niezaleznosc i to jak
                      ona wplywa na uczucia partnerow w momentach kryzysow.
                      Latwo jest pojsc kazde w swoja strone...

                      > i dlaczego zakładasz, ze feministka dawałby ci odczuć, ze mało znaczysz? czyli,
                      > że poza zależnością ekonomiczną nic w związku nie ma? bo ona może się sama
                      > utrzymać (a może i ciebie przy okazji), to już nic nie jesteś wart jako
                      > mężczyzna?? współczuję zatem...

                      Upraszczajac - kobieta strasznie sie nosi, gdy ma edukacje i niezaleznosc
                      finansowa. Snobizm gigant. Faceci, za wyjatkami, raczej traktuja siebie i swoje
                      osiagniecia jako norme bez jakiegos specjalnego, priorytetowego znaczenia.

                      Z doswiadczen... gdy laska zaczyna sie mnie wypytywac jakie studia skonczylem,
                      jaka mam prace etc. znaczy ze jest po studiach i sama ma dobrze platna prace
                      (100% powtarzalny schemacik, takie triko)... i to sie dla niej liczy, i wymaga
                      tego samego od swojego partnera, co jest wg. mnie zalosnym materializmem. Zanim
                      zaczniesz odpowiadac "czy kobieta nie ma prawa szukac kogos na poziomie", spojrz
                      na sytuacje oczami kobiety - facet zaczyna sie wypytywac ciebie, jaka masz
                      edukacje, prace... i widzisz ten blysk w oku gdy dajesz satysfakcjonujaca
                      odpowiedz. Przeszlas test na materialny nabytek. Gratulacje... ?

                      > I skoro uważasz, że kobieta powinna być niezaradna aby liczyć na udany
                      > związek... to jak wyjaśnisz fenomen samotnych kobiet w okolicach 40-50 lat,
                      > które całe życie poświęciły rodzinie, a mąż wymienił je na 'nowszy model'?? wg
                      > twojej teorii te kobiety nie powinny zostać same, bo przecież były całkowicie o
                      > d
                      > faceta zależne! a jednak...

                      I niby dobra emerytura, edukacja, czy wspomnienia dobrej pracy mialy by to
                      zamortyzowac?

                      A moze lepiej nie inwestowac nic w zwiazek i byc razem tylko w celach
                      prokreacyjno-towarzyskich, zeby sie czasem nie przejechac kiedys?

                      > Może to nie kobiety żyją w bańce mydlanej tylko faceci? tacy, którym się wydaje
                      > ,
                      > ze wystarczy, ze będą i będą więcej zarabiać i to już wystarczy...i pewnie
                      > znajdzie się kobieta, która poleci na kasę... tylko czy o to chodzi w związku
                      > pomiędzy dwojgiem ludzi? o zależność finansową?? to już wolę być sama... serio!

                      Chyba to samo nas irytuje, tyle ze jakos udalo sie to nam ujac w forme dwuch
                      przeciwnych stanowisk
                      • karolana Re: Tia... 01.05.07, 03:42
                        > Parafrazujesz z ta kasa, mozesz sie domyslic ze chodzi o niezaleznosc i to jak
                        > ona wplywa na uczucia partnerow w momentach kryzysow.
                        > Latwo jest pojsc kazde w swoja strone...

                        łatwo, dlatego OBOJE muszą się starać, co dla ciebie widocznie jest zbyt dużym
                        problemem?

                        > Upraszczajac - kobieta strasznie sie nosi, gdy ma edukacje i niezaleznosc
                        > finansowa. Snobizm gigant. Faceci, za wyjatkami, raczej traktuja siebie i swoje
                        > osiagniecia jako norme bez jakiegos specjalnego, priorytetowego znaczenia.

                        jakoś mam przeciwne wrazenie, ponieważ widzę jak faceci nadymają się bez powodu
                        mówiąc o swoich osiągnięciach finansowych na przykład...albo naukowych... co
                        najmniej jakby im od tego centymetrów na penisach przybywało :P

                        > I niby dobra emerytura, edukacja, czy wspomnienia dobrej pracy mialy by to
                        > zamortyzowac?
                        a nie? przynajmniej nie musiałaby użerać sie z gnojem w sądzie o alimenty i
                        miałaby jakieś życie prywatne, które nie kręciłoby się wokół meża i dzieci i
                        pozwoliło w momencie porażki w małżeństwie w miarę normalnie funkcjonować...

                        > A moze lepiej nie inwestowac nic w zwiazek i byc razem tylko w celach
                        > prokreacyjno-towarzyskich, zeby sie czasem nie przejechac kiedys?

                        a co ma piernik do wiatraka? można z kimś być, kochać go, mieć rodzinę, a
                        jednocześnie rozwijać się intelektualnie i zawodowo... to proste.

                        > Chyba to samo nas irytuje, tyle ze jakos udalo sie to nam ujac w forme dwuch
                        > przeciwnych stanowisk

                        nie sądzę. z twoich postów wynika, ze twoja kobieta powinna być absolutnie
                        zależna od ciebie i na tobie skoncentrowana, a ty w zamian za to łaskawie nie
                        porzucisz jej... chyba... a na pewno trudniej ci będzie ja zostawić... eee
                        wiesz, ja bym podziękowała za taką łaskę :P ale pewnie uda ci sie znaleźć pannę,
                        która nie będzie wiecej wymagać i nie będzie myślała ... o niczym :D
                        dla mnie naprawdę sprawa jest prosta - jestem z kimś, nie dlatego, ze potrzebuję
                        jego pieniędzy, czy "opieki". jestem z mężczyzną, ponieważ go KOCHAM i CHCĘ z
                        nim być, oraz potrzebuję go aby być szczęśliwą. jestem wykształcona, a dzięki
                        temu niezależna finansowo ( w przeciwnym wypadku wegetowałabym za zasiłek jakis
                        śmieszny, ale nie zmienia to faktu, ze chce kochać i być kochana. i z takiego
                        powodu będę z kimś. nie dla dzieci, nie dla korzyści, ale z miłości.
                        nie rozumiesz? twoja strata.
          • thelma3 Re: Singielki 21.04.07, 21:55
            niektórzy niewolnicy też czuli się szczęśliwi...
          • porazostatni Re: Singielki 19.07.14, 01:01
            Potem mamy przemoc ekonomiczną.
    • 3.14-czy-klak [...] 12.04.07, 19:55
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • kocia_noga Re: Singielki 12.04.07, 20:26
        Znam taką jedną parę tradycyjną.Mąż zarabiał kilkadziesiąt lat na dom,a zona w
        tym domu pracowała i zarządzała nim.Nie prowadzili intelektualnych dysput,a
        prawde powiedziawszy to w ogóle niemal się nieodzywają do siebie,wszystko jest
        wiadome.Ona często go beszta i musztruje,on spi gdy tylko mu się to
        uda.Obydwoje bali się co będzie, gdy go wreszcie poslą na emeryturę.Nic
        strasznego się nie stało,dalej on śpi,ona gotuje.Wyglądają na zadowolonych
        własciwie,sęk w tym,że sa skłóceni z wszystkimi sąsiadami.
        • 3.14-czy-klak Re: Singielki 13.04.07, 09:37
          a czy on był murzynem?:)
          • kocia_noga Re: Singielki 13.04.07, 10:12
            3.14-czy-klak napisała:

            > a czy on był murzynem?:)


            Nie, obydwoje biali,katolicy,ze wsi.Dla mnie ich zycie jest przerażająco puste
            a więź chora i łączę to z ich skłóceniem z sąsiadami,w końcu gdzies tę agresję
            trzeba wyładować.
            • 3.14-czy-klak Re: Singielki 13.04.07, 11:38
              może wpadnij do nich na flaszkę?:) to rozładuje atmosferę i rozwiąże języki:)
      • bene_gesserit Re: Singielki 12.04.07, 20:26
        Zglaszam cie do admina za rasistowska i seksistowska wypowiedz, klaku :)
        • 3.14-czy-klak Re: Singielki 13.04.07, 09:40
          i to jest takie smieszne?
          adminowi wystarczy pokiwać palcem (dowolnym) żeby pekał ze smiechu albo kasował
          posty więc żadna mi sztuka a ty co ? boisz sie jajcarstwa czy watek na tyle
          poważny że wpuszczasz z zaproszeniami albo 3 -cia grupę podatkową ?
          • bene_gesserit Re: Singielki 13.04.07, 10:06
            Smieszne, bo jeszcze pare takich wystapien i zostaniesz zbanowany :)
            Nie ma mowy o strachu - czytajac takie posty, jak twoj powyzej, czuje raczej
            obrzydzenie.
            • 3.14-czy-klak Re: Singielki 13.04.07, 11:37
              juz mam pełne gacie
              to czytaj przez ciemne okulary będzie mniej obrzydliwie
              0 merytoryki, styl kaczyńskich - postarszyć i czekac co bedzie
    • bene_gesserit Re: Singielki 12.04.07, 21:02
      Gwoli jasnosci: to nei sa moje wypowiedzi, tylko dyskutantow spod artykulu. W
      kolejnosci - mezczyzny i kobiety.

      Niby hak im w smak, jesli tak lubia, to czemu nie. A z drugiej strony: oni i
      ich ewentualne malzenstwo/partnerstwo/cokolwiek nie sa zawieszone w prozni, tak
      samo jak ich stosunek do ludzi (czy tez raczej polowy ludzkosci). Mnie uwiera,
      ze istnieja ludzie, ktorzy uwazaja, ze "babie wyksztalcenie zle robi" albo
      ze "zaleznosc ekonomiczna kobiety jest podstawa udanego malzenstwa".
    • turbomini Re: Singielki 12.04.07, 22:25
      Ten artykuł to esencjalizm w czystej postaci. Ja się nie zgadzam na takie
      generalizacje. Małżeństwo czy konkubinat, jak dla mnie, w dzisiejszych czasach
      różnią się jedynie statusem prawnym, JEDYNIE. Naprawdę przeżyłam sześć lat w
      konkubinacie, teraz jestem ponad rok mężatką, nie odczuwam jakiejś różnicy i nie
      po to brałam ślub, żeby coś się tu miało zmienić.
      Z perspektywy osoby zamężnej, odbieram to tak, że wszystkie żony to szare myszki
      na garnuszku pana. Ale żony to nie jakiś jeden ród. Co ja mam wspólnego z
      pozostałymi żonami świata, poza tym jedynie, że też podpisałam papier w
      urzędzie. Ten papier mam wspólny, ot i co.
      Takie artykuły zawsze kogoś krzywdzą, i nieważne, czy gloryfikują singielki czy
      mężatki - nigdy nie są fair.
      • bene_gesserit Re: Singielki 12.04.07, 22:46
        Oj, turbo. Przeciez singielki te w zasadzie nie maja nikogo na stale. Maja
        raczej, tak wynikalo z wypowiedzi, "zestawy kino+seks". Czyli roznia sie
        statusem od ciebie.
        Mnie zadziwilo, ze one wymieniaja tak niewiele zlych stron singlostwa. Ze brak
        seksu (co nie jest problemem, bo chetny sie znajdzie) i brak bliskosci (na czym
        stawiaja krzyzyk, bo faceci nie od tego dzisiaj) oraz samodzielnosc, ze nikt
        nie pomaga w codziennosci. Jakies te kobiety wydawaly sie umeczone sama
        perspektywa bycia z mezczyzna.
        • karolana Re: Singielki 13.04.07, 01:23
          tak się składa, ze osobiście znam jedną z wypowiadających się dziewczyn... i
          powiem wam, ze absolutnie nie robi ona wrazenia szczęśliwej :/ ciągle zabiegana,
          ciągle kombinująca jak związac koniec z końcem... raczej dobra mina do złej gry...
          i ze swojego podwórka... kiedy rozstałam się z mężem, pierwsze miesiące to była
          euforia - nareszcie sama sobie sterem-żeglarzem-okrętem, nareszcie nie muszę iść
          na żadne kompromisy, nareszcie nikim nie muszę się przejmować... po roku już nie
          jest tak fajnie... brakuje bliskości, dochodzą inne problemy, a przyszłość wcale
          nie rysuje się ciekawie...
          (dla krytyków - nie, nie rozstałam sie z nim z powodu feminizmu, byłam
          feministką już kiedy się poznaliśmy ponad 10 lat temu, ani dlatego, że uważałam,
          że jestem lepsza od niego, przyczyny były inne i nie zamierzam ich tłumaczyć)
          • kocia_noga Re: Singielki 13.04.07, 10:16
            karolana napisała:

            > (dla krytyków - nie, nie rozstałam sie z nim z powodu feminizmu, byłam
            > feministką już kiedy się poznaliśmy ponad 10 lat temu, ani dlatego, że
            uważałam
            > ,
            > że jestem lepsza od niego, przyczyny były inne i nie zamierzam ich tłumaczyć)


            Bronisz się,rani cię krytyka.Czemu? Czemu i dlaczego może cię zranić debil co
            nie mysli tylko klepie banały?Który nic o tobie nie wie?
            • karolana Re: Singielki 13.04.07, 12:40
              nie tyle rani, co irytuje... ale chyba masz rację ;) pzdr.
        • kocia_noga Re: Singielki 14.04.07, 17:36
          bene_gesserit napisała:


          Jakies te kobiety wydawaly sie umeczone sama
          > perspektywa bycia z mezczyzna.

          No nie wiem,ja tak ich nie odebrałam.Zgadzam się,że trudno znaleźć fajnego
          faceta,a w każdym razie niektórym kobietom trudniej niż innym.Może to być
          spowodowane sumą różnych czynników,w każdym razie one wybierając między
          męczącym związkiem a życiem bez mężczyzny postawiły na to drugie-wolno im w
          końcu.
          Za to reakcja na artykuł wydaje mi się przesadna i coś tu najwyraxniej nie
          gra,skoro leje się na nie tyle jadu,to z jakiego powodu? Po co się je straszy,
          obraża, doszukuje cech potwornych?
          Ha ha :)
    • kobieta_bez_wianka Re: Singielki 13.04.07, 11:00
      ja przez najbliższe parę lat zamierzam zajmować się dziećmi i trochę też domem.
      czyli będę na utrzymaniu męża. wcale nie uważam, że wzmocni i utrwali to moje
      małżeństwo. nasza decyzja wynika z zaufania, jakim darzę męża, bo niewątpliwie
      moje wartość na rynku pracy maleje, po kilku latach nieobecności.jednak to co
      mam w głowie pozostaje w niej i byłabym w stanie utrzymać moją rodzinę po
      ewentualnym rozstaniu z mężem.

      moje zdanie na temat przytoczonych wypowiedzi jest takie:

      > 'Mój kolega powiedział kiedyś bardzo mądre zdanie - wykształcenie psuje
      > kobietę, wypacza ją. No i ma rację. Jak kobieta ma skończoną jakąś zawodówkę
      > czy liceum albo jakieś technikum to da się z nią dogadać. Jak kobieta ma
      > studia to już zaczynają się problemy bo wydaje jej się że już wszystkie
      > rozumy pozjadała, jaka to ona genialna, zdolna ile to może osiągnąć i taka
      > księżniczka z byle kim zadawać się nie będzie.'

      po prostu każdy szuka partnera na swoim poziomie, autor wypowiedzi jest na
      poziomie dramatycznie niskim niezależnie od ukończonych fakultetów (cytowany
      kolega), więc kobieta myśląca nie pasuje mu, ot co.

      > 'To nie wykształcenie psuje kobietę, tylko zarobki. Gdy mąż ją utrzymuje i
      > żona wie, że bez męża nie będzie miała co jeść, to słucha męża i małżeństwo
      > jest trwałe.'

      no chyba trudno o bardziej poniżający układ dla obu stron. tylko tyle i aż tyle.

      • gotlama Re: Singielki 21.04.07, 22:49
        Taki układ to terroryzm. Ultimatum - rób co każę, albo zdychaj czy też wegetuj
        na krawędzi zdechnięcia. Niestety są ludzie - i mężczyżni i kobiety, dla których
        takie podejście do partnera w związku jest niesamowicie "rajcujące". I nic
        innego poza bezwzględną dominacją nie są w stanie sobie wyobrazić.
        Dobrze,że są też ludzie godni zaufania i chcący zaufaniem obdarzyć. W takim
        związku, gdzie to nie wynika z przymusu ekonomicznego, zarówno "tradycyjny" i
        "antytradycyjny" podział ról nie jest niewolą, lecz wyborem.
    • bleman ale one stereotypami jada :/ 13.04.07, 12:37

      • piekielnica1 Re: ale one stereotypami jada :/ 13.04.07, 18:35
        ale one stereotypami jada :/

        A ONI?
        • tracer81 Re: ale one stereotypami jada :/ 13.04.07, 20:14
          Koleś jakiś idiota. Właśnie inteligencja u kobiet jest bardzo "sexi". Akurat ostatnio trafiła mi się inteligentna kobieta z którą można podyskutować na wiele tematów- po prostu cudo;)
          • turbomini Re: ale one stereotypami jada :/ 14.04.07, 14:15
            No, no, czy to znaczy, że zmieniasz ton? Że przestaniesz bywać na tym forum? Że
            wreszcie osiągniesz jakąś równowagę?
            • rozczochrany_jelonek Re: ale one stereotypami jada :/ 03.05.07, 17:22
              a jaki to ma zwiazek z tym co napisal Tracer ? :)
              jedno z drugim nie ma chyba nic wspolnego.
          • piekielnica1 Re: ale one stereotypami jada :/ 14.04.07, 16:49
            > Akurat os
            > tatnio trafiła mi się inteligentna kobieta z którą można podyskutować na
            > wiele tematów- po prostu cudo;)

            I moze to jest TA perspektzwa, ktora pozwala widziec swiat we wlasciwych
            proporcjach.
    • hekatte Kobieta wierna 29.04.07, 14:09
      Mój kolega powiedział kiedyś bardzo mądre zdanie - wykształcenie psuje
      kobietę, wypacza ją.

      Buehuehuehue :)))) Ten koleś ma pewnie małego fiutka a moze nawet zaburzenia
      wzwodu i ogólnie boi się że normalnej baby przy sobie nie utrzyma:))) A taka
      kobietka bez kasy i bez szans na samodzielność bedzie przy nim wiernie tkwila
      jako przy jedynym żywicielu:)
      • triss_merigold6 Re: Kobieta wierna 29.04.07, 16:11
        Zauważ, że nie tylko kobiety z wyższym wykształceniem mogą i potrafią zarabiać.
        Ceniona fryzjerka zarobi znacznie więcej niż dziewczyna na niskim urzędniczym
        stanowisku na którym wymagane jest magisterium. Do prowadzenia własnego
        sklepiku, kwiaciarni, jakiegoś punktu usługowego, kawiarni etc. studia są
        doskonale zbędne.
        • hekatte Re: Kobieta wierna 29.04.07, 17:00
          triss_merigold6 napisała:

          > Zauważ, że nie tylko kobiety z wyższym wykształceniem mogą i potrafią zarabiać.
          >
          Oczywiście. Ale w tym kontekscie wykształcenie pojawia się jako element
          "psujący" kobietę, bo daje więcej możliwości. Przynajmniej teoretycznie:)
      • pierdzacy_kon Nie, ten koles mysli 01.05.07, 11:16
        po co zdrowemu na umysle mezczyznie feministka albo inne pokractwo
    • pierdzacy_kon Prawa natury 01.05.07, 11:14
      kobieta musi sluchac mezczyzny i byc mu wdzieczna ze ja chcial
    • j-adore Re: Singielki 03.05.07, 20:41
      Ja nigdy nie zrozumiem dlaczego tak wielu facetów w kontekście towarzyszki życia
      marzy o tępej kobiecie, która ma tylko obiady gotowac i nogi rozkładać. Czy sa
      aż tak głupi i zakompleksieni, że boja sie mieć dziewczynę partnerkę? Dla mnie
      facet, ktory nie umiałby na siebie zarobić, cały dzień zajmowałby sie garami
      oraz był ze mna w stosunkach: podwładny (on) i władca zarabiajacy na dom (ja)
      byłby nie godny szacunku. A wielu facetów marzy o żonie kurze domowej, ktora
      będzie z nimi na zasadzie zwierzątka domowego - pan utrzymuje i pozwala lub nie.
      A wykształcenie psuje kobiete bo staje sie mądrzejsza od słupa telegraficznego i
      jak tu takiej sprostać. Czy oni, ci panowie, sa tak głupi czy tak prymitywni?
      • patrycja855 Re: Singielki 04.05.07, 22:39
        > byłby nie godny szacunku. A wielu facetów marzy o żonie kurze domowej, ktora
        > będzie z nimi na zasadzie zwierzątka domowego - pan utrzymuje i pozwala lub
        > nie

        Pan głowa rodziny, żona szyją co tą głowę porusza w prawo i w lewo.

        > A wykształcenie psuje kobiete bo staje sie mądrzejsza od słupa
        > telegraficznego
        Nie tyle mądrzejszą co leniwszą, prawie wszystkie moje nauczycieli ostentacyjne
        manifestowały niechęć (pewnie też nieumiejętność) wykonywania tzw prac domowych
        i jakoś dziwnie się składa że wiele koleżanek bezkrytycznie przyjmowało te
        wzorce a teras mają tylko więcej powodów do kłótni.
        • karolana Re: Singielki 06.05.07, 01:53
          > Pan głowa rodziny, żona szyją co tą głowę porusza w prawo i w lewo.

          acha, a jak się głowie przestanie kręcenie podobać, to spuszcza szyi regularny
          łomot :D
          kochanie, nasze babcie musiały sie tym hasełkiem pocieszać, żeby zostawić sobie
          jakieś resztki poczucia mocy sprawczej, my nie musimy się uciekać do debilnych
          gierek i podstępów, możemy mówić wprost i wymagać aby traktowano nas jak
          partnerki do rozmów... no chyba, ze któraś woli grać idiotkę... już jej wybór...
          ale tak się składa, że pokręcić głową, to se możesz, jak trzeba wybrać meble w
          domu albo zadecydować co na obiad, bo w sprawie kupna samochodu, problemów w
          pracy, itp, twoje zdanie będzie miało znaczenie ... żadne... To w skali rodziny,
          w skali życia społeczno-gospodarczo-politycznego... sama sie domyśl...

          > Nie tyle mądrzejszą co leniwszą, prawie wszystkie moje nauczycieli ostentacyjne
          >
          > manifestowały niechęć (pewnie też nieumiejętność) wykonywania tzw prac domowych
          >
          > i jakoś dziwnie się składa że wiele koleżanek bezkrytycznie przyjmowało te
          > wzorce a teras mają tylko więcej powodów do kłótni.

          eeee nauczycielki?? ciekawe... ja chodziłam do dziwnej szkoły, gdzie
          nauczycielki nie opowiadały o swoim życiu prywatnym, tym bardzie lubieniu lub
          nie sprzatania (a swoją drogę, ja równiez odczuwam głęboką niechęć do wszelkich
          prac domowych poza gotowaniem, o cym to świadczy? i, o Bogini, jestem
          nauczycielką!! może to choroba zawodowa ^^)
          a koleżanki to masz w ogole dziwne w takim razie... no na szczęście ty jesteś
          PRAWDZIWĄ KOBIETĄ, bo to uwielbia wprost sprzątać, prać, myć naczynia i z
          zapałem pastuje panu buty w słodkim przeświadczeniu, że on i tak zawsze (nawet
          za 20 lat, jak będzie stara, gruba i pomarszczona) z radościa będzie spełniał
          WSZYSTKIE jej prośby i życzenia, traktował ją poważnie i brał pod uwagę trzepot
          rzęs...
          gratuluję samopoczucia :D

          • acorns Re: Singielki 06.05.07, 21:59
            > acha, a jak się głowie przestanie kręcenie podobać, to spuszcza szyi regularny
            > łomot :D

            Czy każda rodzina żyjąca wg tzw. modelu tradycyjnego jest jednocześnie rodziną
            patologiczną i mąż napier. zonę "bo zupa była za słona"?

            > my nie musimy się uciekać do debilnych gierek i podstępów, możemy mówić
            > wprost i wymagać aby traktowano nas jak partnerki do rozmów...

            I takie wyzwolone kobiety przez te mówienie wprost i wymaganie stają się równie
            pociągające co pasące się na łące stare krówsko ze zlepami goowna na tylnych
            nogach. Na siłę wyzbywają się kobiecości i nawet moja córka jest bardziej
            kobieca chociaż ma tylko 12 lat. Ona bowiem potrafi trzepotać rzęsami i robić
            słodkie minki co się chłopakom bardzo podoba.

            > (nawet za 20 lat, jak będzie stara, gruba i pomarszczona) z radościa będzie
            > spełniał WSZYSTKIE jej prośby i życzenia, traktował ją poważnie i brał pod
            > uwagę trzepot rzęs...

            Czemu zakładasz że ona za 20 lat będzie stara, gruba i pomarszczona? A może
            będzie wyglądała jak Segolene Royal? A uwierz mi, że pomimo tego że ma 53 lata
            to niejeden młody facet brałby pod uwagę trzepot jej rzęs :)
            • piekielnica1 Re: Singielki 07.05.07, 07:18
              > Czemu zakładasz że ona za 20 lat będzie stara, gruba i pomarszczona? A może
              > będzie wyglądała jak Segolene Royal? A uwierz mi, że pomimo tego że ma 53
              > lata to niejeden młody facet brałby pod uwagę trzepot jej rzęs :)

              Pani Royal nigdy nie była kurą domową o jaką chodzi patrycji, który jest
              kolejnym wcieleniem trolla
        • bitch.with.a.brain Re: Singielki 07.05.07, 09:21
          a dlaczego miałabym ukrywać moją niechęć do prac domowych?Po co kogoś oszukiwać?
          Ja od początku jasno mówiłam jakie mam oczekwiania a czego nie akceptuje i
          dzięki temu mam partnera,ktory ma podobne podejście do życia.I kłotni nie ma.
          A co do głowy i szyi. Ja tam wolę związek partnerski i dobrze mi z tym.
          • annawins Re: Singielki 15.07.14, 18:17
            Trudno powiedzieć, czego faceci chcą. Czytałam ostatnio taki tekst talksoverwine.wordpress.com/2014/07/10/californication-wersja-pl/ i zgadzam się w całej rozciągłości
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka