Dodaj do ulubionych

a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku :P

03.12.07, 14:38
chciałabym zyć w czasach, kiedy każda baba chodziła w kiecce do
ziemi i nie oceniano jej "wartości" jako kobiety pod względem
skłonność do publicznego obnażania się (teksty facetów w
stylu "załóż spódniczkę mini, szpileczki i pończoszki"),chciałabym
życ w czasach, kiedy to dla większości facetów było rzeczą
oczywistą, że ich rolą jest utrzymywanie rodziny, niezależnie czy
żona rownież w jakiś sposob pracowała czy nie. Wreszcie chciałabym
żyć w czasach, kiedy to o przydatności kobiety do małżeństwa
decydowały takie rzeczy, jak pozycja społeczna, maniery, ogłada,
umiejętność prowadzenia domu itp a nie, jak teraz, przede
wszystkim... chęć do szybkiego "przejścia do konkretów" i
umiejętności seksualne. Tak, właśnie ta!!!!!
I śmiem twierdzić, że właśnie w tamtych czasach w wielu dizedzinach
życia kobieta miała szansę zachowac więcej godności niz teraz w XXI w
Obserwuj wątek
    • bitch.with.a.brain Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 14:48
      I w czasach, w których nieodpowiednie urodzenie sprawiałoby, że jedyną drogą
      życiową byłaby "kariera" służącej, albo kobiety ciężko pracującej w polu i
      wycieńczonej kolejnymi porodami.
      • kocia_noga Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 14:59
        Wybrałaś sobie sferę i miejsce życia.A nie łaska np być wieśniaczką
        galicyjską i na przednówku przymierać głodem? Albo starą panna
        niezamożną? Albo zoną bezrobotnego?
      • meira80 Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 14:59
        teraz na wsi kobiety też pracują w polu, w mieście pracująw
        hipermarkecie stonka, a czasem również na trasie wieś- miasto jako
        tirówki. W dodatku prawie zerowe szanse na to, by trafić na męża
        który rzeczywiście wywiąże się z roli głowy rodziny tzn poczuję
        moralny obowiązek zarabiania na nią
        • pavvka Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 15:08
          Prostytucja nie była chyba w XIX w. mniej powszechna niż dziś. Bycie
          hipermarketówką nie jest specjalnie fajne, ale nawet mając tak marną
          pracę w dzisiejszych czasach nie głoduje się na przednówku. Nie
          wspomnę już o kilku pomniejszych dolegliwościach życia w XIX w. w
          rodzaju kilkudziesięciokrotnie wyższej niż dziś śmiertelności kobiet
          przy porodach, braku kanalizacji, masowych zgonach na choroby
          zakaźne dziś uleczalne itp.
          • kochanica-francuza Nigdy nie było tyle prostytucji dziecięcej 03.12.07, 20:53
            co w Anglii wiktoriańskiej.

            Popieram postulat Pavvki.
        • bri Dobrze trafiłaś! 03.12.07, 15:10
          Na tym forum pojawia się wielu mężczyzn, którzy marzą o kobiecie
          takiej jak Ty. Daj bardziej szczegółowy opis swoich umiejętności
          związanych z prowadzeniem domu, zdjęcie, opisz co wnosisz w posagu,
          złóż obietnicę posłuszeństwa przyszłemu mężowi i czekaj na
          oświadczyny.
          • pavvka Re: Dobrze trafiłaś! 03.12.07, 15:13
            Popieram pomysł. Niech wyjdzie za Tada, może wtedy on przestanie
            straszyć na FF i zajmie się utrzymywaniem rodziny.
          • meira80 Re: Dobrze trafiłaś! 03.12.07, 15:14
            gdybym nie wyczuwała ironni zrobiłabym to natychmiast:P
            • bri Re: Dobrze trafiłaś! 03.12.07, 15:16
              Pisałam to bez ironii. Jako spełniona mężatka i matka zaczynam czuć
              powołanie do swatania innych ;)
            • stephen_s Re: Dobrze trafiłaś! 03.12.07, 15:33
              No to ja poproszę o prezentację... ;)
        • saszenka2 Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 20:22
          A ja cieszę się, że nie żyję w XIX wieku, mam prawo mówić o swych
          potrzebach seksualnych, pracować w dowolnym zawodzie, zdobywać
          wyższe wykształcenie. Cieszę się, że nie muszę szukać męża w roli
          bankomatu i mogę trwać w nieformalnym związku z innych powodów niż
          finansowe. Cieszę się, że nie muszę być grzeczna, stosować się do
          jakichś sztywnych reguł, że nie muszę nosić na sobie worka pokutnego
          i mogę robić wszystko, na co mam ochotę. Na siebie sama zarobię, nie
          potrzebuję do tego mężczyzny. Seks lubię i jest dla mnie ważny. Jest
          jeszcze wiele do zrobienia, ale i tak jest lepiej jak dawniej.
          • stephen_s Hmmmmm... 04.12.07, 13:25
            > Cieszę się, że nie muszę być grzeczna

            Prowokacyjne pytanie: co jest w zasadzie złego w byciu grzecznym /
            grzeczną? ;))))

            > że nie muszę nosić na sobie worka pokutnego

            No zaraz, w XIX wieku na pewno worków pokutnych się nie nosiło :)))
            Nie obrażaj najlepszej epoki w historii ubioru :))

            > Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale i tak jest lepiej jak dawniej.

            Z ciekawości: co jeszcze zostało w takim razie do zrobienia?
            • saszenka2 Re: Hmmmmm... 04.12.07, 19:56
              stephen_s napisał:


              > Prowokacyjne pytanie: co jest w zasadzie złego w byciu grzecznym /
              > grzeczną? ;))))
              Nie ma nic dobrego w skrywaniu emocji, udawania kogoś, kim się nie
              jest. W życiu trzeba być czasem niegrzeczną, nie utożsamiać z
              chamstwem. Nie można dawać sobie wmawiać pewnych rzeczy i być
              grzeczną, bo "tak wypada".

              > No zaraz, w XIX wieku na pewno worków pokutnych się nie
              nosiło :)))
              > Nie obrażaj najlepszej epoki w historii ubioru :))
              W moi przekonaniu to były worki pokutne, niepraktyczne, niewygodne.
              Nie noszę kiecek, bo to dla mnie niepraktyczne i źle się czuję, w
              czymś co mi bimba do ziemi i nie mogę się swobodnie poruszać. Lubię
              wolność w kwestii ubioru.

              > Z ciekawości: co jeszcze zostało w takim razie do zrobienia?
              >
              Choćby walka z głupimi stereotypami, nierówne płace za tę samą
              pracę, przemoc wobec kobiet. To pierwsze przyszło mi na myśl, ale
              jest tego mnóstwo.
              • stephen_s Re: Hmmmmm... 04.12.07, 20:32
                > Nie ma nic dobrego w skrywaniu emocji, udawania kogoś, kim się nie
                > jest. W życiu trzeba być czasem niegrzeczną, nie utożsamiać z
                > chamstwem. Nie można dawać sobie wmawiać pewnych rzeczy i być
                > grzeczną, bo "tak wypada".

                To prawda, aczkolwiek można podyskutować, co tak naprawdę oznacza "grzeczność" w
                takim razie... ;)

                > W moi przekonaniu to były worki pokutne, niepraktyczne, niewygodne.
                > Nie noszę kiecek, bo to dla mnie niepraktyczne i źle się czuję, w
                > czymś co mi bimba do ziemi i nie mogę się swobodnie poruszać. Lubię
                > wolność w kwestii ubioru.

                Rozumiem, tym niemniej... worki pokutne? Te ciuchy może były niepraktyczne, ale
                były niesamowicie atrakcyjne. Mi przynajmniej ten styl się podoba :)

                > Choćby walka z głupimi stereotypami, nierówne płace za tę samą
                > pracę, przemoc wobec kobiet.

                Tu się w takim razie zgadzamy.
                • saszenka2 Re: Hmmmmm... 04.12.07, 20:40
                  stephen_s napisał:

                  > To prawda, aczkolwiek można podyskutować, co tak naprawdę
                  oznacza "grzeczność"
                  > w
                  > takim razie... ;)
                  Dla mnie istnieje jakaś kultura, ale pozwala mi ona wyrażać w sposób
                  cenzuralny moje zdanie za każdym razem, a nie siedzieć cicho,
                  bo "nie wypada".

                  >
                  > Rozumiem, tym niemniej... worki pokutne? Te ciuchy może były
                  niepraktyczne, ale
                  > były niesamowicie atrakcyjne. Mi przynajmniej ten styl się
                  podoba :)
                  A mi nie i gdybym była znoszona do chodzenia w takim "bimbadle", to
                  czułabym się bardzo niekomfortowo, podobnie jak w tych wszystkich
                  uciskaczach, które nie są korzystne dla zdrowia. Już wyobrażam
                  sobie, jak tańczę taniec nowoczesny w kiecce do ziemi, która mnie
                  gniecie, pląta się i unosi. Jak dobrze, że nie żyję w XIX wieku.:)

                  > Tu się w takim razie zgadzamy.
                  >
                  Cieszę się, że choć raz się zgadzamy.
                  • stephen_s Re: Hmmmmm... 04.12.07, 20:56
                    > Dla mnie istnieje jakaś kultura, ale pozwala mi ona wyrażać w sposób
                    > cenzuralny moje zdanie za każdym razem, a nie siedzieć cicho,
                    > bo "nie wypada".

                    To się zgadzamy, aczkolwiek też bym powiedział, ze czasem trzeba sobie zakląć ;)

                    > A mi nie i gdybym była znoszona do chodzenia w takim "bimbadle", to
                    > czułabym się bardzo niekomfortowo, podobnie jak w tych wszystkich
                    > uciskaczach, które nie są korzystne dla zdrowia.

                    Uciskaczy nie bronię, natomiast "bimbadła" były bardziej estetyczne od co po
                    niektórych rzeczy, które obecnie u kobiet widzę...

                    No i ta sylwetka!!!

                    > Już wyobrażam
                    > sobie, jak tańczę taniec nowoczesny w kiecce do ziemi, która mnie
                    > gniecie, pląta się i unosi.

                    No ale w tym wic, że przecież tańce były dostosowane do strojów :) Przecież
                    wiadomo, że w "bimbadle" tańczyć w dyskotece się nie da :)
                    • saszenka2 Re: Hmmmmm... 04.12.07, 21:28
                      stephen_s napisał:


                      > To się zgadzamy, aczkolwiek też bym powiedział, ze czasem trzeba
                      sobie zakląć ;
                      > )
                      A co do tego zgadzam się, ale to już naprawdę ekstremalne przypadki,
                      kiedy inne metody zawodzą.
                      > Uciskaczy nie bronię, natomiast "bimbadła" były bardziej
                      estetyczne od co po
                      > niektórych rzeczy, które obecnie u kobiet widzę...
                      >
                      > No i ta sylwetka!!!
                      No ta sylwetka, to w dużej mierze wina uciskaczy. A estetyka to
                      pojęcie silnie subiektywnie. Mi osobiście podoba się u mężczyzn
                      fryzura a`la Gawliński, ale nie marzę o tym, że wszyscy dookoła taką
                      nosili;) Dla mnie od estetyki bardziej liczy się wygoda, komfort.
                      > No ale w tym wic, że przecież tańce były dostosowane do strojów :)
                      Przecież
                      > wiadomo, że w "bimbadle" tańczyć w dyskotece się nie da :)
                      >
                      Jakoś nie czuję klimatu dawnych tańców:), więc byłoby gorzej z tym
                      tańcem, chyba przyjemność by gdzieś się ulotniła. Aczkolwiek
                      niektóre turniejowe nawet mi się podobają, jak choćby jive, paso
                      doble, samba, cza-cza, rumba, swoją drogą salsa też jest niezła,
                      aczkolwiek raczej w XIX wieku ich nie tańczono. No chyba że się
                      mylę, bo moim żywiołem jest taniec nowoczesny:) Przy niektórych
                      figurach w "bimbadle" można by wzbudzić oburzenie.
                      • stephen_s Re: Hmmmmm... 04.12.07, 22:02
                        > No ta sylwetka, to w dużej mierze wina uciskaczy.

                        Częściowo tak, ale też jest to kwestia kroju sukien itd. Da się taką sylwetkę
                        choć częściowo zrobić bez gorsetów, które faktycznie bywały makabrycznie ciasne.

                        > Mi osobiście podoba się u mężczyzn
                        > fryzura a`la Gawliński, ale nie marzę o tym, że wszyscy dookoła taką
                        > nosili;)

                        No to ja nie wiem, może ja naprawde jakiś totalitarysta jestem, ale ja nie
                        miałbym nic przeciw, by moda bardziej odpowiadała temu, co mi się podoba :)
                        • saszenka2 Re: Hmmmmm... 04.12.07, 22:16
                          stephen_s napisał:

                          > Częściowo tak, ale też jest to kwestia kroju sukien itd. Da się
                          taką sylwetkę
                          > choć częściowo zrobić bez gorsetów, które faktycznie bywały
                          makabrycznie ciasne
                          Dobrze skorojone spodnie i bluzka też mogą uwydatnić ładną sylwetkę,
                          przy czym są o niebo wygodniejsze i zdrowsze, bo bez uciskaczy. No
                          i co najważniejsze, można w nich skupić na figurach tanecznych:)

                          > No to ja nie wiem, może ja naprawde jakiś totalitarysta jestem,
                          ale ja nie
                          > miałbym nic przeciw, by moda bardziej odpowiadała temu, co mi się
                          podoba :)
                          >
                          Ja jednak uważam, że pomimo faktu, że bardzo podoba mi się fryzura
                          a`la Gawliński, dobrze, że nie wszyscy chodzą tak ubrani i uczesani,
                          jak mi się podoba, bo przynajmniej jest zachowana różnorodność i nie
                          jest nudno.
                          • stephen_s Re: Hmmmmm... 04.12.07, 23:17
                            > Dobrze skorojone spodnie i bluzka też mogą uwydatnić ładną sylwetkę,
                            > przy czym są o niebo wygodniejsze i zdrowsze, bo bez uciskaczy. No
                            > i co najważniejsze, można w nich skupić na figurach tanecznych:)

                            ALe spodnie nie mają tej klasy, co spódnice mimo wszystko :)

                            > Ja jednak uważam, że pomimo faktu, że bardzo podoba mi się fryzura
                            > a`la Gawliński, dobrze, że nie wszyscy chodzą tak ubrani i uczesani,
                            > jak mi się podoba, bo przynajmniej jest zachowana różnorodność i nie
                            > jest nudno.

                            Racja, ale nigdy nie miałaś czegoś takiego, ż enp. jakąś fryzurę uważałaś za
                            paskudną i jednak wolałabyś, by nie była aż tak powszechna..? :)
                            • saszenka2 Re: Hmmmmm... 05.12.07, 19:14
                              stephen_s napisał:

                              > ALe spodnie nie mają tej klasy, co spódnice mimo wszystko :)
                              Masz rację, że spódnice są inne. W moim przekonaniu przypominają wór
                              na kartofle. Taki jest mój subiektywny odbiór tychże, aczkolwiek nie
                              interesuje mnie, ile osób je nosi. Niech nosi kto chce, nawet 99%
                              społeczeństwa.
                              > Racja, ale nigdy nie miałaś czegoś takiego, ż enp. jakąś fryzurę
                              uważałaś za
                              > paskudną i jednak wolałabyś, by nie była aż tak powszechna..? :)
                              >
                              Nie. Nie ekscytuję się tym, kto ma co na głowie. Bardzo bym się
                              zdenerwowała, gdyby ktoś chciał mnie urabiać na swoją modłę, stąd
                              sama nie mam takich dziwnych zapędów.
                              • stephen_s Re: Hmmmmm... 05.12.07, 19:49
                                > Masz rację, że spódnice są inne. W moim przekonaniu przypominają wór
                                > na kartofle.

                                Aaaaaaaaa!!! No nie :)

                                Takie coś nazywasz "workiem na kartofle"?

                                en.wikipedia.org/wiki/Image:Helena_Modrzejewska.JPG

                                > Nie. Nie ekscytuję się tym, kto ma co na głowie. Bardzo bym się
                                > zdenerwowała, gdyby ktoś chciał mnie urabiać na swoją modłę, stąd
                                > sama nie mam takich dziwnych zapędów.

                                Hm. To może ja jestem dziwny zatem...
                                • saszenka2 Re: Hmmmmm... 05.12.07, 20:08
                                  stephen_s napisał:


                                  > Aaaaaaaaa!!! No nie :)
                                  >
                                  > Takie coś nazywasz "workiem na kartofle"?
                                  >
                                  > en.wikipedia.org/wiki/Image:Helena_Modrzejewska.JPGa
                                  >
                                  To dopiero był wielki wór na kartofle plus ścierka do podłogi.

                                  > Hm. To może ja jestem dziwny zatem...
                                  >

                                  Nie jesteś dziwny, ale przejawiasz charakterystyczną dla co
                                  poniektórych osób tendencję, że "tak mi się podoba i chciałbym, żeby
                                  wszyscy się do tego stosowali". Taki "dyktatorek obyczajowy", że tak
                                  to określę:) Mam parę ulubionych piosenek, uważam,że są po prostu
                                  piękne, dla mnie mają wartość, ale nie domagam się, żeby puszczano
                                  je w każdym sklepie, do którego wejdę.
                                  • stephen_s Re: Hmmmmm... 05.12.07, 20:30
                                    > To dopiero był wielki wór na kartofle plus ścierka do podłogi.

                                    Jesteś niereformowalna :)))
                                  • stephen_s Re: Hmmmmm... 05.12.07, 20:32
                                    > Nie jesteś dziwny, ale przejawiasz charakterystyczną dla co
                                    > poniektórych osób tendencję, że "tak mi się podoba i chciałbym, żeby
                                    > wszyscy się do tego stosowali". Taki "dyktatorek obyczajowy", że tak
                                    > to określę:)

                                    Hm. Ale czy naprawdę powiedzenie, że to czy tamto w modzie mi się podoba, a inne
                                    to czy tamto nie, jest "dyktaturą obyczajową"?
                                    • saszenka2 Re: Hmmmmm... 05.12.07, 20:40
                                      stephen_s napisał:

                                      > Hm. Ale czy naprawdę powiedzenie, że to czy tamto w modzie mi się
                                      podoba, a inn
                                      > e
                                      > to czy tamto nie, jest "dyktaturą obyczajową"?
                                      Wyrażenie zdania, że te spodnie mi się podobają jest okej. Problem
                                      zaczyna się w chwili, kiedy mówisz, to "mi się podoba i chciałbym,
                                      aby wszyscy takie spodnie nosili".
                                      • stephen_s Re: Hmmmmm... 05.12.07, 20:51
                                        > Wyrażenie zdania, że te spodnie mi się podobają jest okej. Problem
                                        > zaczyna się w chwili, kiedy mówisz, to "mi się podoba i chciałbym,
                                        > aby wszyscy takie spodnie nosili".

                                        Hm. A powiedzienie: "Strasznie nie podobają mi się takie bluzki i osobiście
                                        cieszyłbym się, gdyby ta paskudna moda odeszła w niepamięć"?
                                        • saszenka2 Re: Hmmmmm... 05.12.07, 20:57
                                          stephen_s napisał:

                                          > Hm. A powiedzienie: "Strasznie nie podobają mi się takie bluzki i
                                          osobiście
                                          > cieszyłbym się, gdyby ta paskudna moda odeszła w niepamięć"?
                                          >

                                          Moim skromnym zdaniem ma to już jakieś znamiona próby narzucania
                                          swego zdania innym. Dobrze jest, kiedy naszej opinii nie usiłujemy
                                          przenosić na otaczający nas świat.
                                          • stephen_s Re: Hmmmmm... 05.12.07, 22:11
                                            > Moim skromnym zdaniem ma to już jakieś znamiona próby narzucania
                                            > swego zdania innym. Dobrze jest, kiedy naszej opinii nie usiłujemy
                                            > przenosić na otaczający nas świat.

                                            Przepraszam, ale to pachnie jakąś straszną pasywnością. Przy takiej postawie nie
                                            pozostaje nic innego, niż akceptować wszystko wokół w imię nieprzenoszenia
                                            swojej opinii na świat...
                                            • saszenka2 Re: Hmmmmm... 05.12.07, 22:25
                                              stephen_s napisał:

                                              > Przepraszam, ale to pachnie jakąś straszną pasywnością. Przy
                                              takiej postawie ni
                                              > e
                                              > pozostaje nic innego, niż akceptować wszystko wokół w imię
                                              nieprzenoszenia
                                              > swojej opinii na świat...
                                              >
                                              Jeśli nie dochodzi do łamania prawa, praw człowieka, to sposób życia
                                              innych osób należy zaakceptować, niezależnie, czy nam się to podoba,
                                              czy nie. Każdy ma prawo żyć tak, jak chce i ludziom dookoła nic do
                                              tego, chyba że dzieje się coś złego, dochodzi do łamania prawa,
                                              maltretowania żony, psa, kota, zakłócania porządku po 22.
                                              • stephen_s Re: Hmmmmm... 05.12.07, 23:03
                                                Ale czy nie można ludzi pokojowo przekonywać do swoich racji? Przecież na tym
                                                zasadza się kultura... Jak np. artysta ma działać, jeśli przyjmie założenie, że
                                                musi akceptować wszystko wokół? Wszelka bardziej zaangażowana sztuka idzie wtedy
                                                do lamusa...
                                                • saszenka2 Re: Hmmmmm... 05.12.07, 23:06
                                                  stephen_s napisał:

                                                  > Ale czy nie można ludzi pokojowo przekonywać do swoich racji?
                                                  Przecież na tym
                                                  > zasadza się kultura... Jak np. artysta ma działać, jeśli przyjmie
                                                  założenie, że
                                                  > musi akceptować wszystko wokół? Wszelka bardziej zaangażowana
                                                  sztuka idzie wted
                                                  > y
                                                  > do lamusa...
                                                  >
                                                  Artysta tworzy dzieło i może zachęcać do zapoznania się z nim, ale
                                                  np. nie zauważyłam, żeby co ambitniejszy artysta mówił, że "tylko
                                                  jego grafika jest prawdziwą sztuką".
                                                  • stephen_s Re: Hmmmmm... 05.12.07, 23:16
                                                    > Artysta tworzy dzieło i może zachęcać do zapoznania się z nim, ale
                                                    > np. nie zauważyłam, żeby co ambitniejszy artysta mówił, że "tylko
                                                    > jego grafika jest prawdziwą sztuką".

                                                    No nie no, w tym momencie to naprawdę przesadziłaś. Artyści nie mówią, że to oni
                                                    robią "prawdziwą sztukę", a inni nie? A np. o sporach klasyków z romantykami na
                                                    przełomie XVIII i XIX wieku nie pamiętasz?

                                                    W historii kultury była masa ruchów artystycznych, których przedstawiciele
                                                    udowadniali, jak to ich idee są lepsze od pomysłów poprzedników...
                                                  • saszenka2 Re: Hmmmmm... 05.12.07, 23:27
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > No nie no, w tym momencie to naprawdę przesadziłaś. Artyści nie
                                                    mówią, że to on
                                                    > i
                                                    > robią "prawdziwą sztukę", a inni nie? A np. o sporach klasyków z
                                                    romantykami na
                                                    > przełomie XVIII i XIX wieku nie pamiętasz?
                                                    >
                                                    > W historii kultury była masa ruchów artystycznych, których
                                                    przedstawiciele
                                                    > udowadniali, jak to ich idee są lepsze od pomysłów poprzedników...
                                                    >
                                                    Może trochę przesadziłam, za szybko napisałam, bo nie uwzględniłam
                                                    wszystkich okoliczności, ale spójrz na polską scenę muzyczną. Czy
                                                    Katarzyna Groniec musi mówić, że jej płyta jest najwspanialsza w
                                                    każdym tabloidzie, czy musi ją promować skandalem? No i spójrz dla
                                                    odmiany na te płyty, które się najlepiej sprzedają przez skandale.
                                                    Porównaj poziom artystyczny. Czy Maja Komorowska musi ogłaszać się
                                                    jako "najlepsza aktorka w Polsce"?
                                                  • stephen_s Re: Hmmmmm... 06.12.07, 11:43
                                                    No, ale z drugiej strony Słowacki, Mickiewicz, czy np. Skamandryci,
                                                    futuryści itd. jak najbardziej jeździli po poprzednikach.

                                                    Wielu artystów to narcyzi - i lubią podkreślać, jacy są genialni,
                                                    oryginalni itd.

                                                    No i co ze sztuką zaangażowaną społecznie itd.? Co w ogóle z
                                                    wszelkimi kampaniami społecznymi? Przecież to zasadza się na tym, że
                                                    grupa ludzi chce coś ZMIENIĆ w społeczeństwie, mentalności itd.
    • pavvka Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 15:03
      Hm, no nie wiem, małżonka w XIX w. wybierało się głównie na
      podstawie stanu majątkowego. A żona po ślubie miała być cicha i
      posłuszna. Ale jeśli dla Ciebie tak wygląda zachowanie godności, to
      w sumie w dzisiejszych czasach też się tak da.
      • meira80 Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 15:06
        tak? spróbuj teraz wyrażnie powiedzieć facetom, że szukasz męża,
        który zapewni ci utrzymanie. Wezmą cię za dziwkę albo odpowiedzą, że
        szukasz frafera i ze to nie XIX wiek
        • pavvka Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 15:11
          W XIX w. też się tego zwykle nie mówiło otwarcie. A kobiet
          wychodzących za mąż dla pieniędzy nadal jest wiele.
        • piekielnica1 Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 15:53
          > tak? spróbuj teraz wyrażnie powiedzieć facetom, że szukasz męża,
          > który zapewni ci utrzymanie.

          a gdybys byla posazna panna, ale niespecjalnie urodziwa, to ozenil
          by sie z toba birbant jaki, mlody lowca posagow - majatek
          przetrqacil na kartach, wyscigach konnych i panienkach, a ty na
          starosc nawet pracy bys nie mogla zdobyc, wszak kobiety tylko do
          poslug bywaly zatrudniane.
        • ell.a Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 15:53
          > tak? spróbuj teraz wyrażnie powiedzieć facetom, że szukasz męża,
          > który zapewni ci utrzymanie. Wezmą cię za dziwkę albo odpowiedzą,
          że > szukasz frafera i ze to nie XIX wiek<

          A nie za późno się za to zabrałaś? Wszak powodzenie XIX-wiecznego
          handlu narzeczonymi zależało od wieku delikwentki. Może juz nie
          jesteś 17-latką i może nie jesteś odpowiednio wyszkolona w zakresie
          gospodarstwa domowego i kultu męża?
          No i wreszcie może nie znalazłaś odpowiedniej swatki? Bo chyba nie
          postępowałaś wbrew XIX-wiecznym zasadom sama szukając męża?!!!

          Pzdr.
          ella.
          • meira80 Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 15:59
            no wlasnie. w tych czasach to mozna cale życie szukac i nie znależć,
            a wtedy bym juz dawno znalazła:)
            • bri Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 16:01
              Skąd wiesz, że byś znalazła?
            • pavvka Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 16:03
              meira80 napisała:

              > no wlasnie. w tych czasach to mozna cale życie szukac i nie
              znależć,
              > a wtedy bym juz dawno znalazła:)

              Żałuj, że nie urodziłaś się w Indiach, wtedy w ogóle nie musiałabyś
              szukać, rodzice by Ci znaleźli.
            • stephen_s Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 16:10
              Ale prawdopodobnie byś go nie kochała...
              • pavvka Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 16:15
                Ale autorka wątku nie tęskni za miłością, tylko za byciem utrzymaną
                i noszeniem sukien do ziemi :-)
                • stephen_s Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 16:24
                  Ja tęsknię za kobietą noszącą suknię do ziemi, ale jednak chcę ją
                  kochać :)))
                  • pavvka Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 16:34
                    Ty możesz kochać, myślę, że Meira nie będzie miała nic przeciwko,
                    bylebyś jej dawał kasę na te suknie ;-)
                    • stephen_s Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 16:50
                      No, ale ja też chcę być kochany :))))
                      • pavvka Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 16:56
                        Uuu, kochany, takie rzeczy to tylko w Erze :-P
              • saszenka2 Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 20:30
                ZApisz się do sekty MOON, chyba tak to się zwie, tam guru Ci na
                pewno znajdzie męża. Wprawdzie może to być delikwent z drugiego
                końca świata, z którym nie czułabyś się szczęśliwa, ale miałabyś
                męża.
            • ell.a Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 16:26
              Ale zaczęłaś szukać odpowiednio wcześnie i miałaś odpowiedni wiek
              umiejętności, swatkę i posag aby zdobyć męża?
              Pzdr.
              ella.
            • kocia_noga Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 18:21
              meira80 napisała:

              > no wlasnie. w tych czasach to mozna cale życie szukac i nie
              znależć,
              > a wtedy bym juz dawno znalazła:)

              No żartujesz chyba.Sa liczne serwisy randkowe, biura matrymonialne i
              tam możesz otwarcie napisac o co ci chodzi - jestem pewna,że szybko
              cos znajdziesz, nawet szybciej niż w XIX wieku.
              • bene_gesserit Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 19:54
                No wlasnie.
                Tylko nie wiem, jak dzis, ale w tamtych czasach malo bylo bogaczy 'na wydaniu',
                ktorzy do tego byliby mlodzi i piekni. Rzadko kto w tamtych czasach bez
                dentystow i szczepionce przeciw ospie bywal piekny, a na majatek mlodziency
                czekali, dopoki ojciec nie zmarl. Wiec panna w zamian za szczodre utrzymanie
                musiala calowac szkaradna i czesto pare razy starsza od siebie ropuszke, bez
                nadziei, ze sie kiedys w ksiecia przemieni.
        • saszenka2 Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 20:26
          meira80 napisała:

          > tak? spróbuj teraz wyrażnie powiedzieć facetom, że szukasz męża,
          > który zapewni ci utrzymanie. Wezmą cię za dziwkę albo odpowiedzą,
          że
          > szukasz frafera i ze to nie XIX wiek
          Weź na jakąś prawicową stronkę albo jakiejś oazy przykościelnej, na
          pewno znajdziesz dużo panów, których mentalność wciąż jest osadzona
          w XIX wieku, zresztą na tym forum też takowych znajdziesz. A swoją
          drogą szukanie mężczyzny jako bankomatu, byłoby dla mnie uwłaczające
          i jest to trochę smutne, że mężczyznę sprowadza się do takiej roli.
    • stephen_s Popieram, popieram :) 03.12.07, 15:05
      To znaczy, uważam, że trochę ten wiek XIX idealizujesz :) Tym
      niemniej, epoka miała swój urok, więc popieram :)
      • bri Re: Popieram, popieram :) 03.12.07, 15:11
        Stephen - zaproś koleżankę na randkę.
    • stephen_s Parę uwag 03.12.07, 16:13
      > chciałabym
      > życ w czasach, kiedy to dla większości facetów było rzeczą
      > oczywistą, że ich rolą jest utrzymywanie rodziny, niezależnie czy
      > żona rownież w jakiś sposob pracowała czy nie

      No, w tamtych czasach to raczej dla facetów rzeczą oczywistą było,
      że żona NIE pracuje. Czy wtedy kobieta miała zresztą prawo mieć
      własne pieniądze?

      > Wreszcie chciałabym
      > żyć w czasach, kiedy to o przydatności kobiety do małżeństwa
      > decydowały takie rzeczy, jak pozycja społeczna, maniery, ogłada,
      > umiejętność prowadzenia domu itp a nie, jak teraz, przede
      > wszystkim... chęć do szybkiego "przejścia do konkretów" i
      > umiejętności seksualne

      Nie, żebym bronił żenienia się z kobietą dla jej umiejętności
      seksualnych, ale żenienie się z kobietą dla ogłady i umiejętności
      prowadzenia domu też nie wydaje mi się bardzo sensowne...
    • kot_w_zimie Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 18:22
      He he chyba się za dużo filmów naoglądałaś:) Wiem że w kulturze masowej jest
      teraz pewien trend 'wiktoriański' - sama mam parę ciuszków w tym klimacie, ale
      żyć w tamtych czasach na pewno bym nie chciała
      www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3355303
      • piekielnica1 Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 03.12.07, 21:17

        > ale żyć w tamtych czasach na pewno bym nie chciała

        Mam wrazenie, ze autorka watku przeczytala jedna powiesc z epoki.
        Byla ona przeznaczona dla pensjonarek.
        • kochanica-francuza A nie chciałabyś autorko 03.12.07, 21:53
          żyć w XIX wieku jako robotnica fabryczna - od, powiedzmy, piątego roku życia -
          gnieżdżąc się w śmierdzącej piwnicy i ubierając w spleśniałe łachmany? I ciesząc
          się, że pracując całą rodziną w fabryce, zarabiacie tyle, że jest co jeść?
          • pavvka Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 10:30
            Oj, Kaefciu, Ty z kolei naczytałaś się za dużo nowelek
            pozytywistycznych :-P

            Ale w ogóle to człowiek ze współczesności przeniesiony do każdej
            przeszłości dalszej niż kilkadziesiąt lat czułby się koszmarnie -
            fatalne warunki higieniczne, rynsztoki na ulicach, brak porządnego
            ogrzewania i bieżącej wody, leków i ogólny brud, smród i ubóstwo.
            Mało kto by to wytrzymał.
            • zona_leona Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 10:54
              pavvka napisał:
              >brak porządnego
              > ogrzewania i bieżącej wody, leków i ogólny brud, smród i ubóstwo.
              > Mało kto by to wytrzymał.

              Zgadza się. A nawet gdyby warunki higieniczne były współczesne, to
              nie wiem czy meira byłaby zadowolona, jeżeli mąż, głowa rodziny,
              rzekłby: Moja droga żono, uważam że nie przystoi, byś tyle czasu
              przy tym urządzeniu, komputerem zwanym, spędzała.
              • stephen_s Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 11:40
                > Zgadza się. A nawet gdyby warunki higieniczne były współczesne, to
                > nie wiem czy meira byłaby zadowolona, jeżeli mąż, głowa rodziny,
                > rzekłby: Moja droga żono, uważam że nie przystoi, byś tyle czasu
                > przy tym urządzeniu, komputerem zwanym, spędzała

                Zakładajac, że umiałaby go obsługiwać...
            • stephen_s Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 11:38
              > Ale w ogóle to człowiek ze współczesności przeniesiony do każdej
              > przeszłości dalszej niż kilkadziesiąt lat czułby się koszmarnie -
              > fatalne warunki higieniczne, rynsztoki na ulicach, brak porządnego
              > ogrzewania i bieżącej wody, leków i ogólny brud, smród i ubóstwo.
              > Mało kto by to wytrzymał

              Wniosek nasuwa się taki, że ludzkość staje się coraz większymi
              mięczakami :))

              A swoją drogą, to ciekawi mnie, jak w naszych czasach czułby się
              ktoś przeniesiony z przeszłości...
              • pavvka Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 14:59

                stephen_s napisał:

                > > Ale w ogóle to człowiek ze współczesności przeniesiony do każdej
                > > przeszłości dalszej niż kilkadziesiąt lat czułby się koszmarnie -

                > > fatalne warunki higieniczne, rynsztoki na ulicach, brak
                porządnego
                > > ogrzewania i bieżącej wody, leków i ogólny brud, smród i
                ubóstwo.
                > > Mało kto by to wytrzymał
                >
                > Wniosek nasuwa się taki, że ludzkość staje się coraz większymi
                > mięczakami :))

                Nie, po prostu się przyzwyczaiła do lepszych warunków.
                • stephen_s Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 15:19
                  > Nie, po prostu się przyzwyczaiła do lepszych warunków

                  No właśnie. Mięczaki jesteśmy :)))
                  • pavvka Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 15:23
                    No wiesz, jak przychodziły wojny, głody itp., to ludzie jakoś zawsze
                    się przystosowywali. My też byśmy mogli, ale dzięki Bożyszczu nie
                    musimy.
                    • stephen_s Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 15:32
                      To inna sprawa :) Aczkolwiek myślę, że nasi pradziadowie mogliby być
                      zdziwieni naszą "wygodnickością"...

                      Nota bene, a propos idealizowania przeszłości: jest taka ładna scena
                      w jednym z ostatnich odcinków "Sandmana" Neila Gaimana, jak Hob
                      Galding (taki nieśmiertelny mężczyzna pojawiający się w komiksie
                      jako postać drugoplanowa) idzie ze swoją aktualną partnerką
                      na "karnawał renesansowy", gdzie właśnie ludzie bawią się w czasy
                      Szekspira itd. Galding - urodzony właśnie w tamtych czasach -
                      wyjątkowo kwaśno wypowiada się na temat tej zabawy i zrzędzi, czemu
                      np. w rekonstrukcji nie ma gnoju, w którym sie brodziło w prawdziwym
                      Londynie tamtych czasów...
                      • pavvka Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 16:04
                        stephen_s napisał:

                        > Galding - urodzony właśnie w tamtych czasach -
                        > wyjątkowo kwaśno wypowiada się na temat tej zabawy i zrzędzi,
                        czemu
                        > np. w rekonstrukcji nie ma gnoju, w którym sie brodziło w
                        prawdziwym
                        > Londynie tamtych czasów...

                        Szymborska w jakimś felietonie dość dosadnie pisała jakby musiał
                        wyglądać realistyczny film historyczny - mowa była bodajże o XVIII
                        w. - z wszami wypadającymi ludziom z pudrowanych peruk do talerzy z
                        zupą i tym podobnymi atrakcjami.
              • pavvka Re: A nie chciałabyś autorko 05.12.07, 08:59
                stephen_s napisał:

                > A swoją drogą, to ciekawi mnie, jak w naszych czasach czułby się
                > ktoś przeniesiony z przeszłości...

                Na pewno też znalazłby pewne niedogodności. Trudno mi się do końca
                postawić na miejscu kogoś takiego, ale mógłby np. mieć problem z
                tempem życia i poziomem hałasu wokół.
                • stephen_s Re: A nie chciałabyś autorko 05.12.07, 12:08
                  > Na pewno też znalazłby pewne niedogodności. Trudno mi się do końca
                  > postawić na miejscu kogoś takiego, ale mógłby np. mieć problem z
                  > tempem życia i poziomem hałasu wokół.

                  O, no właśnie! Też jestem ciekaw, jak ktoś np. z XIX wieku odebrałby
                  naszą modę, czy też generalnie miasta, styl życia... Przypuszczam,
                  że mógłby się przerazić.
                  • saszenka2 Re: A nie chciałabyś autorko 05.12.07, 19:18
                    stephen_s napisał:

                    > O, no właśnie! Też jestem ciekaw, jak ktoś np. z XIX wieku
                    odebrałby
                    > naszą modę, czy też generalnie miasta, styl życia... Przypuszczam,
                    > że mógłby się przerazić.
                    >
                    Na pewno miałby problem z przystosowaniem się. Każdy człowiek,
                    któremu przyszłoby żyć w odmiennej rzeczywistości, miałby pewne
                    trudności. Właśnie przypomniały mi się takie książki sprzed
                    lat, "Godzina pąsowej róży" i "Małgosia kontra Małgosia". Obie były
                    o przeniesieniu bohaterki w czasie, do dawnych lat i istniał problem
                    z przystosowaniem. To działa w obie strony. Zmiana zawsze budzi
                    jakiś ład, wprowadza pewien chaos, trzeba się na nowo odnaleźć.
            • kocia_noga Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 12:09
              pavvka napisał:

              > Oj, Kaefciu, Ty z kolei naczytałaś się za dużo nowelek
              > pozytywistycznych :-P
              >


              Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego,że pozycja i poziom zycia
              chłopa polskiego w XIX w. były gorsze niż czarnego niewolnika w
              Ameryce.
              Śmierć głodowa na przednówku to nie mit,niestety, tak samo jak i
              praca od najwcześniejszego dzieciństwa.Brak zabezpieczenia
              socjalnego, analfabetyzm,groźne choroby.
              • kochanica-francuza Akurat ja jestem "w temacie" angielskiej rewolucji 04.12.07, 15:39
                przemysłowej. A źródła, proszę bardzo, mogę podać. ż A D N E z nich nie jest
                "nowelką pozytywistyczną".
            • kochanica-francuza Nowe nowelki pozytywistyczne? 04.12.07, 15:36
              pavvka napisał:

              > Oj, Kaefciu, Ty z kolei naczytałaś się za dużo nowelek
              > pozytywistycznych :-P

              "Mary Barton" E.Gaskell i "The Fate of Empire" Simona Schamy to nowelki
              pozytywistyczne?
              • pavvka Re: Nowe nowelki pozytywistyczne? 04.12.07, 16:01
                kochanica-francuza napisała:

                > "Mary Barton" E.Gaskell i "The Fate of Empire" Simona Schamy to
                nowelki
                > pozytywistyczne?

                Nie wiem, nie czytałem
                • kochanica-francuza Re: Nowe nowelki pozytywistyczne? 04.12.07, 16:44
                  pavvka napisał:

                  > kochanica-francuza napisała:
                  >
                  > > "Mary Barton" E.Gaskell i "The Fate of Empire" Simona Schamy to
                  > nowelki
                  > > pozytywistyczne?
                  >
                  > Nie wiem, nie czytałem

                  Polecam, polecam. Zwłaszcza drugi utwór.
            • saszenka2 Re: A nie chciałabyś autorko 04.12.07, 20:00
              pavvka napisał:

              > Oj, Kaefciu, Ty z kolei naczytałaś się za dużo nowelek
              > pozytywistycznych :-P
              >
              > Ale w ogóle to człowiek ze współczesności przeniesiony do każdej
              > przeszłości dalszej niż kilkadziesiąt lat czułby się koszmarnie -
              > fatalne warunki higieniczne, rynsztoki na ulicach, brak porządnego
              > ogrzewania i bieżącej wody, leków i ogólny brud, smród i ubóstwo.
              > Mało kto by to wytrzymał.

              Ja od siebie dodam, że jednak mimo wszystko brakowałoby co
              poniektórym wynalazków technicznych. Na dzień dzisiejszy trudno
              byłoby mi się rozstać z komórką. Po prostu tak się przyzwyczaiłam,
              że zawsze mogę wysłać komuś SMS-a z jakąś informacją.
              • kochanica-francuza E tam, komórką! 04.12.07, 23:54
                Wanną i WC, drogie dzieci!
                • stephen_s Re: E tam, komórką! 05.12.07, 12:05
                  > Wanną i WC, drogie dzieci!

                  Co fakt, to fakt. Mycie w misce zbyt wygodne nie jest...
                • saszenka2 Re: E tam, komórką! 05.12.07, 19:23
                  kochanica-francuza napisała:

                  > Wanną i WC, drogie dzieci!

                  W żadmym wypadku tego nie podważam:) Pisałam o komórce, abstrahując
                  od tych elementarnych przemiotów jak wanna i WC, bo niektórzy tak
                  psioczą na te wszystkie technologie, a i ich by brakowało. Ja od
                  razu się przyznaję, że nawet gdy pozostało WC i wanna, to trudno
                  byłoby mi żyć bez komórki. O WC i wannie już nawet nie wspominam, bo
                  życie bez nich to istna katastrofa. Pozdrawiam.
                  • johnny-kalesony Furda mycie ...! 05.12.07, 22:38
                    Furda mycie - wtedy nie było gitar elektrycznych!


                    Pozdrawiam
                    Keep Rockin'
                    • saszenka2 Re: Furda mycie ...! 05.12.07, 22:47
                      johnny-kalesony napisał:

                      > Furda mycie - wtedy nie było gitar elektrycznych!
                      >
                      >
                      > Pozdrawiam
                      > Keep Rockin'

                      Zobacz, Johnny, nawet Ty widzisz pzoytywy XXI wieku. Ja dodam od
                      siebie, że wtedy nie było też odtwarzaczy CD, techno, kina i paru
                      innych rozrywek. Gdyby zabrakło gitar i dostępu do muzyki, to
                      ubolewałabym z tego powodu razem z Tobą.
          • stephen_s Myślę, że... 04.12.07, 13:29
            ... mówiąc "XIX wiek", koleżanka ma na myśli cos na kształt XIX
            wieku, ale zawierającego wyłącznie to, co się kojarzy dobrze, czyli
            życie wyższych sfer itd. Chodzi jej o wartości tamtych realiów, nie
            zaś dokładnei XIX wiek z całym dobrodziejstwem inwentarza...
            • kocia_noga Re: Myślę, że... 04.12.07, 15:34
              stephen_s napisał:
              zawierającego wyłącznie to, co się kojarzy dobrze,


              tak jak i wszyscy inni konserwatyści.
              • stephen_s Re: Myślę, że... 04.12.07, 15:47
                > tak jak i wszyscy inni konserwatyści.

                No, jest to po prostu pewna perspektywa. Z kolei "postępowcy" widzą
                przeważnie to, co w dawnych czasach było złe :)

                Myślę, że Meira nie chciałaby żyć w XIX wieku takim, jaki był - ale
                wolałaby, jakbyś teraz - zachowując całe pozytywne efekty postępu,
                jak zdrowie, higienia itd. - zrobili taką "epokę wiktoriańską 2.0"...
            • saszenka2 Re: Myślę, że... 04.12.07, 20:07
              stephen_s napisał:

              > ... mówiąc "XIX wiek", koleżanka ma na myśli cos na kształt XIX
              > wieku, ale zawierającego wyłącznie to, co się kojarzy dobrze,
              czyli
              > życie wyższych sfer itd. Chodzi jej o wartości tamtych realiów,
              nie
              > zaś dokładnei XIX wiek z całym dobrodziejstwem inwentarza...
              >

              Cóż, przyjmuje się z całym dobrodziejstwem inwentarza, a nie
              wybiórczo. Zresztą nie czułabym się szczęśliwa nawet przy takim
              wybiórczym traktowaniu tegoż wieku. Czułabym, że stoję w miejscu,
              gdybym siedziała tylko w domu. To jest nudne jak flaki z olejem, a
              wydaje się ciekawe tylko z odległej perspektywy.
              • piekielnica1 Re: Myślę, że... 04.12.07, 20:54
                > > Chodzi jej o wartości tamtych realiów,

                W kazdych czasach wartosci wartosciami, a zycie i tak biegnie swoim
                torem, czasami stykajac sie z owymi wartosciami, a czasami omijajac
                je szerokim lukiem.

                W XIX w bylo nieinaczej.
              • stephen_s Re: Myślę, że... 04.12.07, 21:00
                Hm. A co byś powiedziała hipotetyczny wariant z gatunku "Najlepsze z obu
                światów"? To znaczy - technikę i równouprawnienie współczesne, ale konwensanse i
                estetykę XIX-wieczną?

                Mnie by to kusiło :)
                • piekielnica1 Re: Myślę, że... 04.12.07, 21:17
                  > "Najlepsze z obu światów"?
                  > To znaczy - technikę i równouprawnienie współczesne, ale
                  > konwensanse i estetykę XIX-wieczną?

                  Konwenanse np z powiesci "Dzieje grzechu" Zeromskiego?
                  Etetyka z "Emancypantek" Prusa.

                  Swiat XIX wieku bylby piekny jak zauwazyl tad w przywolanym watku,
                  gdyby nie pospolstwo.
                  • stephen_s Re: Myślę, że... 04.12.07, 21:23
                    > Konwenanse np z powiesci "Dzieje grzechu" Zeromskiego?
                    > Etetyka z "Emancypantek" Prusa.

                    Rozwiń, bo nie czytałem. :)

                    BTW. Nie znoszę Żeromskiego.

                    > Swiat XIX wieku bylby piekny jak zauwazyl tad w przywolanym watku,
                    > gdyby nie pospolstwo

                    W wieku XIX 2.0 wszyscy będziemy należeć do wyższych sfer :)
                    • piekielnica1 Re: Myślę, że... 04.12.07, 22:02
                      > Rozwiń, bo nie czytałem. :)
                      >
                      > BTW. Nie znoszę Żeromskiego.

                      Twoj wybor, a to wyjasnia twoja fascynacje tym wiekiem.
                      • stephen_s Re: Myślę, że... 04.12.07, 22:03
                        > Twoj wybor, a to wyjasnia twoja fascynacje tym wiekiem.

                        Hę? Nie rozumiem...
                        • piekielnica1 Re: Myślę, że... 04.12.07, 23:25
                          > Hę? Nie rozumiem...

                          Wspomniane powiesci zawiaraja realia zycia w tamtych czasach.
                          Nie tylko dam, ale ich ubogich krewniaczek, niezameznych starych
                          panien, zubozalych mieszczan, sierot i tak pogardzanego przez tada
                          plebsu.
                          • stephen_s Re: Myślę, że... 04.12.07, 23:28
                            A, OK. Ale wiesz, mi nie o to akurat chodzi - tego typu realia pokazuje też np.
                            Prus - i nic nie miałem przeciw temu (hej, "Lalka" mi się podobała). Żeromskiego
                            nie lubie za styl - takie "Przedwiośnie" ledwo zmęczyłem...
                • saszenka2 Re: Myślę, że... 04.12.07, 21:34
                  stephen_s napisał:

                  > Hm. A co byś powiedziała hipotetyczny wariant z gatunku "Najlepsze
                  z obu
                  > światów"? To znaczy - technikę i równouprawnienie współczesne, ale
                  konwensanse
                  > i
                  > estetykę XIX-wieczną?
                  >
                  > Mnie by to kusiło :)
                  Mnie by nie kusiło, nawet to najlepsze:) Konwenanse budzą we mnie
                  mocny opór. Nie lubię sztucznych, dziwacznych zasad, udawania. Lubię
                  indywidualizm i naturalność. Estetytyka też mi nie odpowiada. Mało
                  wygodna, komfortowa i od strony estetycznej też mi się niezbyt
                  podoba. Aczkolwiek to moje subiektywne zdanie.
                  • stephen_s Re: Myślę, że... 04.12.07, 21:57
                    > Mnie by nie kusiło, nawet to najlepsze:) Konwenanse budzą we mnie
                    > mocny opór. Nie lubię sztucznych, dziwacznych zasad, udawania. Lubię
                    > indywidualizm i naturalność.

                    Hm. Może zamiast "konwenanse" powinienem napisać bardziej ogólnie, że chodzi mi
                    o XIX-wieczną obyczajowość. Oczywiście za wyłączeniem seksizmu itd.

                    > Estetytyka też mi nie odpowiada. Mało
                    > wygodna, komfortowa i od strony estetycznej też mi się niezbyt
                    > podoba.

                    A estetyka której epoki Ci się podoba w takim razie?
                    • saszenka2 Re: Myślę, że... 04.12.07, 22:25
                      stephen_s napisał:

                      > > Mnie by nie kusiło, nawet to najlepsze:) Konwenanse budzą we mnie
                      > > mocny opór. Nie lubię sztucznych, dziwacznych zasad, udawania.
                      Lubię
                      > > indywidualizm i naturalność.
                      >
                      > Hm. Może zamiast "konwenanse" powinienem napisać bardziej ogólnie,
                      że chodzi mi
                      > o XIX-wieczną obyczajowość. Oczywiście za wyłączeniem seksizmu itd.
                      >
                      Konwenanse są sztuczne, w pewien sposób uwierają. Zapraszanie dam,
                      niechodzenie samotnie z obcym mężczyzną, gdzie się chce, te
                      wszystkie sztuczne grzeczności, to wszystko jest nieprawdziwe. Nie
                      widzę w tym nic pięknego. W XIX wieku środowisko chyba było mniej
                      zanieczyszczone przez człowieka, choć już istniały fabryki, które
                      emitowały szkodliwe związki chemiczne. Niemniej nie było tych
                      wszystkich worków foliowych etc. To zaliczam na plus. Więcej plusów
                      nie dostrzegam.
                      >
                      > A estetyka której epoki Ci się podoba w takim razie?
                      >
                      Współczesna. Podoba mi się stawianie na indywidualizm, niezależność,
                      różnorodność, wygodę, komfort. Dużo tego:)
                      • stephen_s Re: Myślę, że... 04.12.07, 23:22
                        > Konwenanse są sztuczne, w pewien sposób uwierają. Zapraszanie dam,
                        > niechodzenie samotnie z obcym mężczyzną, gdzie się chce, te
                        > wszystkie sztuczne grzeczności, to wszystko jest nieprawdziwe. Nie
                        > widzę w tym nic pięknego.

                        Hm. Ja bym powiedział, że jest to pewna "gra", w którą przyjemnie jest się
                        bawić... Takie konwencje mogą urozmaicać interakcje społeczne. Z tego względu
                        chyba mi trochę tego brakuje...

                        Poza tym, konwenanse wyznaczają pewien quasi-obiektywny wzorzec zachowań. Czasem
                        myślę, że fajnie byłoby mieć taki punkt odniesienia...
                        • kocia_noga Re: Myślę, że... 05.12.07, 09:38
                          stephen_s napisał:

                          Ja bym powiedział, że jest to pewna "gra", w którą przyjemnie jest
                          się
                          > bawić..
                          > Poza tym, konwenanse wyznaczają pewien quasi-obiektywny wzorzec
                          zachowań. Czase
                          > m
                          > myślę, że fajnie byłoby mieć taki punkt odniesienia...


                          Każda epoka stanowi pewną całość.Moda wyraża mentalnośc, konwenanse
                          sposób traktowania człowieka,estetyka swiatopogląd itd.
                          Nawet technika nie jest niezalezna od epoki; gdybysmy tak np
                          przeniesli rower w XVII wiek i dali jakims rzemieslnikom do
                          skopiowania, to owszem, zrobiliby - ale niedałoby się nim
                          jeździc.Byloby to ciężkie, najeżone ozdóbkami,niefunkcjonalne.
                          To taki przykład.Inne myślenie - inne priorytety, inne widzenie
                          świata.
                          Podobnie z tą grą, o której piszesz.Gra w skrócie polegała na tym,że
                          młodzian (albo staruch) osaczał kobietę, a ona uciekała i wabiła.
                          Równiez na tym,że panna wypierała się wszelkich skojarzeń z seksem,
                          a młodzian(staruch) słownym oszustwem starał się ją w to wrobić.
                          Oj, to tylko niektóre z gier, prowadzono ich masę, wystarczyć
                          poczytać literaturą epoki.
                          Te gry i to spojrzenie oraz ta moda wyraża to, za czym tesknisz:
                          panna ma być skromna (zero aluzji do seksu) - moda ma podkreslać
                          jej dziewiczość (wąska talia)-czyli nabywca zostanie jej wyłącznym
                          właścicielem , oraz kwalifikacje do rodzenia potomstwa - szerokie
                          biodra i obfity biust.
                          >
                          >
                          • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 12:21
                            > Każda epoka stanowi pewną całość.Moda wyraża mentalnośc,
                            konwenanse
                            > sposób traktowania człowieka,estetyka swiatopogląd itd

                            Bardzo trafna uwaga...

                            Hm. Pomyślmy zatem, jaką mentalność itd. wyraża moda i konwenanse
                            współczesne, a jaką - XIXwieczne...

                            > Podobnie z tą grą, o której piszesz.Gra w skrócie polegała na
                            tym,że
                            > młodzian (albo staruch) osaczał kobietę, a ona uciekała i wabiła

                            Hihi, fajne :)

                            > Te gry i to spojrzenie oraz ta moda wyraża to, za czym tesknisz:
                            > panna ma być skromna (zero aluzji do seksu) - moda ma podkreslać
                            > jej dziewiczość (wąska talia)-czyli nabywca zostanie jej wyłącznym
                            > właścicielem , oraz kwalifikacje do rodzenia potomstwa - szerokie
                            > biodra i obfity biust.

                            Niezłe! To wszystko wyraża moda wiktoriańska..?

                            Nie wiedziałem, że za tym tęsknię :)
                            • kot_w_zimie Re: Myślę, że... 05.12.07, 12:55
                              Przypominam, że XIXw. można podzielić na wiele okresów - również w modzie. Mnie
                              się podobają ciuchy z lat mniej więcej 1830-1850, czyli wczesne czasy
                              wiktoriańskie, skoro już tak przywiązujemy się do tej monarchini. Swoją drogą,
                              ciekawe jak chodziłoby się w kiecce na obręczach, z rękawami wszytymi tak nisko,
                              że krępowały ruchy...;) Natomiast tiurniury, falbanki na dupie, treny,
                              rozbuchane koki i kapelusze-blee....
                              Co do estetyki,pozwolę sobie nadmienić, iż wiktorianizm to przecież epoka
                              strasznego kiczu ;) - mieszczańskie gusta, no cóż... Wystarczy popatrzeć na
                              dzisiejsze dewocjonalia - one powielają wzorce estetyczne właśnie z tamtych
                              czasów...
                              A obyczaje? Podobno nalewając herbatę, należało zasłonić dzióbek imbryka dłonią,
                              żeby komuś się z sikaniem nie skojarzyło- wszystko podminowane zakazanymi
                              tematami, czyli fizjologią i seksem...
                              • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 13:21
                                > Przypominam, że XIXw. można podzielić na wiele okresów - również w
                                modzie. Mnie
                                > się podobają ciuchy z lat mniej więcej 1830-1850

                                A nie, to ja wolę drugą połowę XIX wieku - zdecydowanie.

                                > Natomiast tiurniury, falbanki na dupie, treny,
                                > rozbuchane koki i kapelusze-blee....

                                Kapelusze bywały fajne, ale takie duże, nie takie maciupkie
                                kapelusiki, które w pewnym momencie kobiety nosiły. Nieduża
                                tiurniura też nie jest zła, a koki - mmmmmm... ;))

                                > Co do estetyki,pozwolę sobie nadmienić, iż wiktorianizm to
                                przecież epoka
                                > strasznego kiczu ;) - mieszczańskie gusta, no cóż

                                No OK, OK :)

                                > A obyczaje? Podobno nalewając herbatę, należało zasłonić dzióbek
                                imbryka dłonią
                                > ,
                                > żeby komuś się z sikaniem nie skojarzyło

                                Niezłe :)

                                > wszystko podminowane zakazanymi
                                > tematami, czyli fizjologią i seksem...

                                Im bardziej o czymś próbuje się nie myśleć, tym częściej się to
                                narzuca myślom, prawda? :)

                                Inna rzecz, że ten XIXwieczny purytanizm jednak miał swój urok.
                                • kot_w_zimie Re: Myślę, że... 05.12.07, 14:22
                                  > Im bardziej o czymś próbuje się nie myśleć, tym częściej się to
                                  > narzuca myślom, prawda? :)

                                  Właśnie, dlatego wcale się nie dziwię Freudowi. Jego obraz człowieka jest
                                  dokumentem pewnej epoki.

                                  >
                                  > Inna rzecz, że ten XIXwieczny purytanizm jednak miał swój urok.

                                  Purytanizm nie, ale savoir-vivre owszem. Sztywne formy dają poczucie komfortu:
                                  wiesz czego możesz się spodziewać po innych i że cię nikt nie wkurzy wulgarnym
                                  zachowaniem. Zresztą chyba sam już poruszyłeś ten temat w tym wątku.
                                  • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 14:39
                                    > Właśnie, dlatego wcale się nie dziwię Freudowi. Jego obraz
                                    człowieka jest
                                    > dokumentem pewnej epoki.

                                    Dokładnie.

                                    > Purytanizm nie, ale savoir-vivre owszem. Sztywne formy dają
                                    poczucie komfortu:
                                    > wiesz czego możesz się spodziewać po innych i że cię nikt nie
                                    wkurzy wulgarnym
                                    > zachowaniem. Zresztą chyba sam już poruszyłeś ten temat w tym wątku

                                    Owszem, aczkolwiek nie chodziło mi tylko o savoir-vivre, ale o
                                    całość XIXwiecznych norm. Ogólnie wtedy jasne było, co jest
                                    właściwe, jak się traktować, jak postępować... Owszem, te normy były
                                    sztywne - z drugiej strony, dawały pewne oparcie.

                                    Inna rzecz, która istniała w tamtych czasach, a obecnie już nei do
                                    końca: honor i godność osobista. Też mi tego brak...
                                    • kocia_noga Re: Myślę, że... 05.12.07, 15:32
                                      stephen_s napisał:

                                      >> Inna rzecz, która istniała w tamtych czasach, a obecnie już nei
                                      do
                                      > końca: honor i godność osobista. Też mi tego brak...
                                      >


                                      No, ta dziedzina była wybitnie klasowa!
                                      Cham honoru nie posiadał wcale, mieszczanin może i miał jakiś tam
                                      swój niższy honor, czy jego namiastkę,mieszczańską itp. Honor
                                      posiadał tylko przedstawiciel szlachty płci męskiej.Honor kobiety
                                      nie należał do niej, tylko do mężczyzny, który się nią 'opiekował'.
                                      Na każdy wybujały przejaw 'honoru' z resztą swoiście pojmowanego -
                                      przypadała rzesza spraw spoza honoru.
                                      Elegancki pan walił w pysk stangreta.Elegancka pani okradała
                                      szwaczkę niepłacąc jej za szycie.
                                      • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 16:13
                                        Masz rację - i tego nie bronię. Tym niemniej, sam honor jako taki
                                        jest zjawiskiem cennym...
                                        • kocia_noga Re: Myślę, że... 05.12.07, 17:20
                                          stephen_s napisał:

                                          > Masz rację - i tego nie bronię. Tym niemniej, sam honor jako taki
                                          > jest zjawiskiem cennym...
                                          >

                                          Ja mam honor, cenię się.Ty zdaje się - też.W jakich dziedzinach
                                          brakuje ci tego honoru? W życiu publicznym?
                                          W tej dziedzinie nie wydaje mi się,żeby obyczaje zbytnio się zepsuły.
                                          • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 19:42
                                            > Ja mam honor, cenię się.Ty zdaje się - też.W jakich dziedzinach
                                            > brakuje ci tego honoru? W życiu publicznym?
                                            > W tej dziedzinie nie wydaje mi się,żeby obyczaje zbytnio się zepsuły.

                                            Naprawdę? Mi się wydaje, że w życiu publicznym jak najbardziej pojęcie honoru
                                            przestało istnieć...
                                            • saszenka2 Re: Myślę, że... 05.12.07, 20:02
                                              stephen_s napisał:


                                              > Naprawdę? Mi się wydaje, że w życiu publicznym jak najbardziej
                                              pojęcie honoru
                                              > przestało istnieć...
                                              >
                                              A czy kiedykolwiek pojęcie honoru istniało w przestrzeni publicznej,
                                              czy było tylko wartością deklarowaną przez hipokrytów?
                                              • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 20:30
                                                > A czy kiedykolwiek pojęcie honoru istniało w przestrzeni publicznej,
                                                > czy było tylko wartością deklarowaną przez hipokrytów?

                                                Na pewno hipokryzja nie jest wynalazkiem naszych czasów, ale myślę, że w
                                                przeszłości trochę więcej ludzi w sferze publicznej faktycznie honorem się
                                                kierowało.
                                                • saszenka2 Re: Myślę, że... 05.12.07, 20:43
                                                  stephen_s napisał:

                                                  > Na pewno hipokryzja nie jest wynalazkiem naszych czasów, ale
                                                  myślę, że w
                                                  > przeszłości trochę więcej ludzi w sferze publicznej faktycznie
                                                  honorem się
                                                  > kierowało.
                                                  >
                                                  Ja z kolei uważam, że honoru w przestrzeni publicznej nigdy nie
                                                  było. Było tylko udawanie, że jest się "honorowym" i w ramach tego
                                                  honoru gwałcenie kobiet, nadużywanie władzy.
                                                  • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 22:16
                                                    > Ja z kolei uważam, że honoru w przestrzeni publicznej nigdy nie
                                                    > było. Było tylko udawanie, że jest się "honorowym" i w ramach tego
                                                    > honoru gwałcenie kobiet, nadużywanie władzy.

                                                    Cóż, tu musimy po prostu pozostać przy swoich zdaniach...
                                • kot_w_zimie Re: Myślę, że... 05.12.07, 14:25
                                  > Kapelusze bywały fajne, ale takie duże, nie takie maciupkie
                                  > kapelusiki, które w pewnym momencie kobiety nosiły. Nieduża
                                  > tiurniura też nie jest zła, a koki - mmmmmm... ;))

                                  Koki tak, ale nad karkiem + przedziałek na środku głowy. A nie takie a la
                                  Orzeszkowa :P
                                  • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 14:35
                                    > Koki tak, ale nad karkiem + przedziałek na środku głowy. A nie
                                    takie a la
                                    > Orzeszkowa :P

                                    Hm. A jakie to sa koki a'la Orzeszkowa?
                                    • kot_w_zimie Re: Myślę, że... 05.12.07, 16:58
                                      a la Orzeszkowa ;) to taki ciężki, dość luźno spięty kok na czubku głowy - coś w
                                      stylu 'starej ciotki', stereotypowej oczywiście

                                      Albo te ozdoby z piór- bodajże egretka to się nazywało :/
                                      • pavvka Re: Myślę, że... 05.12.07, 17:14
                                        Ech, ta dzisiejsza młodzież... za moich czasów w każdej szkole był
                                        portret Orzeszkowej:
                                        www.logoslibrary.eu/users/bio_images/orzeszkowa.gif
                                      • bene_gesserit Re: Myślę, że... 06.12.07, 16:46
                                        Egretki, lizeski, buciki na guziki, dzety, pajety, gipiury,
                                        tiurniury i inne kompletnie zapomiane gadzety. Wszystko to lepiace
                                        sie od brudu, szare i smierdzace, tak jak ich wlascicielki.
                                        'Przyzwoite kobiety nie myja sie zbyt czesto'. 'Wlosy wypadaja od
                                        mycia, raz do roku wystarczy im kapiel w piwie'. Magdalena
                                        Samozwaniec bardzo plastycznie opisala stan higieny krakowskiej
                                        klasy wyzszej na poczatku XX wieku. Kompletnie mnie nie ciagnie do
                                        czasow kapieli trzema kroplami wody w misce, smierdzacych ciał,
                                        włosow i oddechow, szarej bielizny. Ble.
                                • saszenka2 Re: Myślę, że... 05.12.07, 19:42
                                  stephen_s napisał:

                                  > > Przypominam, że XIXw. można podzielić na wiele okresów - również
                                  w
                                  > modzie. Mnie
                                  > > się podobają ciuchy z lat mniej więcej 1830-1850
                                  >
                                  > A nie, to ja wolę drugą połowę XIX wieku - zdecydowanie.
                                  >
                                  > > Natomiast tiurniury, falbanki na dupie, treny,
                                  > > rozbuchane koki i kapelusze-blee....
                                  >
                                  > Kapelusze bywały fajne, ale takie duże, nie takie maciupkie
                                  > kapelusiki, które w pewnym momencie kobiety nosiły. Nieduża
                                  > tiurniura też nie jest zła, a koki - mmmmmm... ;))
                                  Kapelusze, brr, jak ja nie lubię nic nosić na głowie. Koki zależy
                                  jakie, ale bywają niezwykle funkcjonalne, gdy akurat ćwiczy się nową
                                  figurę albo biega.
                        • saszenka2 Re: Myślę, że... 05.12.07, 19:32
                          stephen_s napisał:

                          > Hm. Ja bym powiedział, że jest to pewna "gra", w którą przyjemnie
                          jest się
                          > bawić... Takie konwencje mogą urozmaicać interakcje społeczne. Z
                          tego względu
                          > chyba mi trochę tego brakuje...
                          A ja jestem przeszczęśliwa, że w dzisiejszej Polsce pomimo ogromu
                          wad, nie obowiązują w takim stopniu jak dawniej. Nie widzę nic
                          pięknego w nieustannym kontrolowaniu siebie, czy dane
                          zachowanie "przystoi". To jest zamykanie siebie w takiej złotej
                          klatce. W relacjach międzyludzkich najpiękniejsza jest szczerość i
                          spontaniczność.
                          >
                          > Poza tym, konwenanse wyznaczają pewien quasi-obiektywny wzorzec
                          zachowań. Czase
                          > m
                          > myślę, że fajnie byłoby mieć taki punkt odniesienia...
                          >
                          >

                          Przepraszam, ale konwenanse nie mają nic wspólnego z obiektywizmem.
                          Są jego zaprzeczeniem. To przypomina tresowanie pieska według
                          widzimisię kogoś lub jakiejś grupy społecznej, bo nie są przyjmowane
                          demokratycznie, lecz narzucone w pewien sposób.
                          • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 19:57
                            > A ja jestem przeszczęśliwa, że w dzisiejszej Polsce pomimo ogromu
                            > wad, nie obowiązują w takim stopniu jak dawniej. Nie widzę nic
                            > pięknego w nieustannym kontrolowaniu siebie, czy dane
                            > zachowanie "przystoi". To jest zamykanie siebie w takiej złotej
                            > klatce. W relacjach międzyludzkich najpiękniejsza jest szczerość i
                            > spontaniczność.

                            W sumie się zgadzam, ale czasem przyjemnie jest jednak wejść w pewną formułę...
                            Na przykład otwieranie kobietom drzwi, dawanie kwiatów itd. - obiektywnie to
                            pewnie uzasadnienia nie ma, ale jest przyjemne. Oczywiście, jeśli obie strony
                            akceptują konwencję.

                            Poza tym, w czasach, kiedy nawet dzieciaki z przedszkola używają słów na "k",
                            mozna nieco zwątpić w wartość spontaniczności...

                            > Przepraszam, ale konwenanse nie mają nic wspólnego z obiektywizmem.

                            Dlatego napisałem "quasi-obiektywny" :) Chodziło mi to, że dają one pewien stały
                            wzorzec postępowania, którym wszyscy mogą się kierować.

                            To przypomina tresowanie pieska według
                            > widzimisię kogoś lub jakiejś grupy społecznej, bo nie są przyjmowane
                            > demokratycznie, lecz narzucone w pewien sposób.

                            Możliwe, z drugiej strony cynik powiedziałby, że demokratyczne przyjmowanie norm
                            społecznych prowadzi do takiego chaosu, że nikt już nie wie, na czym stoi...
                            • saszenka2 Re: Myślę, że... 05.12.07, 20:15
                              stephen_s napisał:

                              > W sumie się zgadzam, ale czasem przyjemnie jest jednak wejść w
                              pewną formułę...
                              > Na przykład otwieranie kobietom drzwi, dawanie kwiatów itd. -
                              obiektywnie to
                              > pewnie uzasadnienia nie ma, ale jest przyjemne.
                              Nie wiem, czy to jest takie przyjemne. Otwieranie drzwi i to
                              przepuszczanie często utrudnia po prostu komunikację, i powoduje
                              zamieszanie. Od sztucznego okazywania szacunku, od kwiatka, jednak
                              wolę równe prawa i równe płace na rynku pracy. Mnie po prostu takie
                              gesty nie ruszają, zwłaszcza ze strony obcych facetów, wolę coś ma
                              jakąś wymierną korzyść. Stawiam raczej na pragmatyzm. Od kwiatka w
                              Dniu Kobiet wolę być traktowana przez 365 dni jak człowiek, któremu
                              przysługują równe prawa.
                              Oczywiście, jeśli obie strony

                              > Poza tym, w czasach, kiedy nawet dzieciaki z przedszkola używają
                              słów na "k",
                              > mozna nieco zwątpić w wartość spontaniczności...
                              A czy spontaniczność kojarzy Ci się wyłącznie z wulgarnością? Mi się
                              po prostu kojarzy z okazywaniem rzeczywistych uczuć, przeciwieństwa
                              do sytuacji, kiedy kreuje się jakąś pozę. Pozwolę sobie na powołać
                              się na "Ferdydurke". Gombrowicz świetnie drwi z pozerstwa, świata
                              sztucznych konwensansów, form.
                              • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 20:37
                                > Nie wiem, czy to jest takie przyjemne.

                                Jest, jest :) Sam się kiedyś przeciw temu buntowałem, ale potem odkryłem, że to
                                naprawdę jest fajne :)

                                > Otwieranie drzwi i to
                                > przepuszczanie często utrudnia po prostu komunikację, i powoduje
                                > zamieszanie.

                                Doprawdy? Mi się udaje to tak robić, by zamieszania nie tworzyć...

                                > Od sztucznego okazywania szacunku, od kwiatka, jednak
                                > wolę równe prawa i równe płace na rynku pracy.

                                Jedno drugiego przecież nie wyklucza...

                                > A czy spontaniczność kojarzy Ci się wyłącznie z wulgarnością?

                                Oczywiście nie, jednak nie sądzisz, że im ludzie bardziej spontaniczni, tym
                                łatwiej im wulgarność przychodzi?
                                • saszenka2 Re: Myślę, że... 05.12.07, 20:50
                                  stephen_s napisał:


                                  > Jest, jest :) Sam się kiedyś przeciw temu buntowałem, ale potem
                                  odkryłem, że to
                                  > naprawdę jest fajne :)
                                  Dla mnie nie jest przyjemne, bo kojarzy mi się z pokazywania
                                  mi "naturalnej pozycji kobiety", udowadniania mi, że jestem słabsza.

                                  > Doprawdy? Mi się udaje to tak robić, by zamieszania nie tworzyć...

                                  Mi zdarzyło się zaobserwować takie sytuacje, w których parę osób
                                  stało, bo pan postanowił odstawić teatrzyk z otwieraniem drzwi.
                                  > Oczywiście nie, jednak nie sądzisz, że im ludzie bardziej
                                  spontaniczni, tym
                                  > łatwiej im wulgarność przychodzi?

                                  Już chyba wolę tę wulgarność od udawnia osoby kulturalnej, która za
                                  plecami i tak robi swoje. Takie zakładanie maski jest gorsze od
                                  szczerości, bo prawdziwa natura i tak wyjdzie, gdy odrzuci się
                                  maskę.
                                  • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 22:15
                                    > Dla mnie nie jest przyjemne, bo kojarzy mi się z pokazywania
                                    > mi "naturalnej pozycji kobiety", udowadniania mi, że jestem słabsza.

                                    A mi się to z czymś takim nie łączy... Okazywanie kobietom pewnej atencji nie
                                    musi oznaczać pokazywania im ich "naturalnej roli", czy czegoś podobnego...

                                    > Mi zdarzyło się zaobserwować takie sytuacje, w których parę osób
                                    > stało, bo pan postanowił odstawić teatrzyk z otwieraniem drzwi.

                                    Rozumiem, ale mi o żaden teatr nie chodzi. Dla mnie to jest normalny, naturalnie
                                    przebiegający odruch :)

                                    > Już chyba wolę tę wulgarność od udawnia osoby kulturalnej, która za
                                    > plecami i tak robi swoje. Takie zakładanie maski jest gorsze od
                                    > szczerości, bo prawdziwa natura i tak wyjdzie, gdy odrzuci się
                                    > maskę.

                                    Pytanie, czy dobre wychowywanie to tylko maska, czy też przez stosowanie się do
                                    zasad dobrego wychowania i kształtujemy sobie lepszy stosunek do ludzi...
                                    • saszenka2 Re: Myślę, że... 05.12.07, 22:34
                                      stephen_s napisał:


                                      > A mi się to z czymś takim nie łączy... Okazywanie kobietom pewnej
                                      atencji nie
                                      > musi oznaczać pokazywania im ich "naturalnej roli", czy czegoś
                                      podobnego...
                                      Bo Ty jesteś tu tą drugą stroną, masz prawo do własnego zdania, ale
                                      na własnej skórze nie odczuwasz tej "atencji". Ja to odbieram
                                      negatywnie, nie podoba mi się i nie jest przejawem dobrego
                                      wychowania, tylko wychowania w kulturze patriarchalnej. ZA tymi
                                      gestami nic nie stoi, to wszystko jest sztuczne. Nie pociąga za sobą
                                      pozytywnego stosunku do ludzi, bo od sztucznych gestów bardziej się
                                      liczą czyny. Przykład prosto z polskiej sceny politycznej. Co paniom
                                      z PO po całowaniu w rączkę i kwiatku 8 marca, gdy przychodzi do
                                      obsadzania list wyborczych, one domagają się, aby w każdej trójce
                                      była przynajmniej jedna kobieta, a panowie z partii się na to nie
                                      godzą. Potem jeden z nich komentuje dla gazety, że "w ich partii
                                      przecież szanuje się kobiety". Co im z takiego szacunku? Takie
                                      sztuczne gesty tworzą panom zaplecze na wszelki wypadek,
                                      bo "przecież my je szanujemy", w domyśle, "proszę spojrzeć, jak
                                      robimy ten teatrzyk", ale miejsc wysokich już nie damy.
                                      • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 23:05
                                        Masz oczywiście rację, że jeśli za gestami nie stoją konkrety, to gesty są puste...

                                        Ale czy gesty ze strony mężczyzny przeszkadzałyby Ci, gdybyś jednocześnie
                                        przekonała sie, że jeśli chodzi o praktykę, to mężczyzna jak najbardziej Cię
                                        szanuje, traktuje rownoprawnie itd.?
                                        • saszenka2 Re: Myślę, że... 05.12.07, 23:09
                                          stephen_s napisał:

                                          > Masz oczywiście rację, że jeśli za gestami nie stoją konkrety, to
                                          gesty są pust
                                          > e...
                                          >
                                          > Ale czy gesty ze strony mężczyzny przeszkadzałyby Ci, gdybyś
                                          jednocześnie
                                          > przekonała sie, że jeśli chodzi o praktykę, to mężczyzna jak
                                          najbardziej Cię
                                          > szanuje, traktuje rownoprawnie itd.?
                                          >
                                          Gdyby mnie szanował, to nie musi robić absolutnie nic ponadto, bo
                                          jego postawa sama się obroni. Nie potrzebuje odgrywać teatru, aby
                                          pokazać, że mnie szanuje.
                                          • stephen_s Re: Myślę, że... 05.12.07, 23:18
                                            OK, ale załózmy, że chce "robić teatr". Czy wtedy by Ci to przeszkadzało?
                                            • saszenka2 Re: Myślę, że... 05.12.07, 23:29
                                              stephen_s napisał:

                                              > OK, ale załózmy, że chce "robić teatr". Czy wtedy by Ci to
                                              przeszkadzało?
                                              >
                                              Zależy dla kogoś byś grał. Jak dla koleżanki z osiedla, proszę
                                              bardzo, jak jej się podoba. Jak dla mnie, nie spodobałoby mi się to,
                                              bo nie lubię robienia cyrku.
                                    • kocia_noga Re: Myślę, że... 06.12.07, 09:38
                                      stephen_s napisał:

                                      Okazywanie kobietom pewnej atencji nie
                                      > musi oznaczać pokazywania im ich "naturalnej roli", czy czegoś
                                      podobnego...
                                      >

                                      Ależ oznacza! Atencja dla wszystkich kobiet jest wrzucaniem
                                      wszystkich kobiet do jednego wora, przypisywaniem im wszystkim
                                      jakiejś wspólnej cechy, którą darzy się
                                      ostentacyjną 'atencją',dlaczego?
                                      Była już na ten temat niejedna dyskusja, a ostatnia jaką pamiętam
                                      zawierała konkluzję,że jest to swoiste napietnowanie - daje się tej
                                      grupie 'atencję' wzamian za wykluczenie z rzeczywistego udziału w
                                      życiu społecznym.
                                      Wśród mężczyzn na atencję zasługuje się.Okazywanie jej jest dowodem
                                      pozycji czy też rangi honorowej, kobietom daje się symboliczne gesty
                                      za nic.
                                      jest to bliskie zachowaniom praktykowanym przez niektórych seksistów
                                      na uczelniach : studentkom czwórkę za urodę, a studentów gruntownie
                                      przepytam.
                                      • stephen_s Re: Myślę, że... 06.12.07, 11:30
                                        > Ależ oznacza! Atencja dla wszystkich kobiet jest wrzucaniem
                                        > wszystkich kobiet do jednego wora, przypisywaniem im wszystkim
                                        > jakiejś wspólnej cechy, którą darzy się
                                        > ostentacyjną 'atencją',dlaczego?

                                        Bo są kobietami :) Kobiety są super :)

                                        Nie wiem, jak u innych mężczyzn, ale u mnie to nie jest nic w stylu
                                        stawiania czwórki za wygląd...
                                        • kocia_noga Re: Myślę, że... 06.12.07, 14:01
                                          stephen_s napisał:

                                          >
                                          > Bo są kobietami :) Kobiety są super :)
                                          >


                                          Boba,Senyszyn,Begger,Rokita,pani z kiosku,rolniczka z Ghany,oszustka
                                          odsiadująca wyrok,prostytutka uliczna,chora psychicznie matka
                                          zabijająca swoje lub cudze dzieci,ja,malarka pokojowa z Ukrainy,
                                          stuletnia Eskimoska - co w nas jest takiego super,zasługującego na
                                          automatyczną atencję?
                                          • pavvka Re: Myślę, że... 06.12.07, 14:19
                                            No zgadnij co... zaczyna się na 'c', ma 4 litery.
                                            • kocia_noga Re: Myślę, że... 06.12.07, 15:12
                                              pavvka napisał:

                                              > No zgadnij co... zaczyna się na 'c', ma 4 litery.

                                              cera?
                                              • pavvka Re: Myślę, że... 06.12.07, 15:20
                                                Nie, nie o to chodziło.
                                          • stephen_s Re: Myślę, że... 06.12.07, 14:58
                                            O matko no! :)) Po prostu wszystkie jesteście fajne i tyle :)
                                            • saszenka2 Re: Myślę, że... 06.12.07, 19:32
                                              stephen_s napisał:

                                              > O matko no! :)) Po prostu wszystkie jesteście fajne i tyle :)
                                              >
                                              Oczywiście, większej wazeliny to już nie widziałam od dawna. To jest
                                              fałszywe i sztuczne, że aż brakuje słów.
                                              • stephen_s Re: Myślę, że... 06.12.07, 19:45
                                                Jaka znowu wazelina..?
                                                • saszenka2 Re: Myślę, że... 06.12.07, 19:47
                                                  stephen_s napisał:

                                                  > Jaka znowu wazelina..?
                                                  >
                                                  Takie masowe pochlebstwo raczej nie jest naturalne, bo wiadomo, że
                                                  nie wszystkich kochamy, lubimy, uważamy za pięknych etc. Pisanie, że
                                                  wszyscy się nam podobają to wazelina w najczystszej postaci.
                                          • bene_gesserit Re: Myślę, że... 06.12.07, 16:41
                                            kocia_noga napisała:

                                            > stephen_s napisał:
                                            > > Bo są kobietami :) Kobiety są super :)
                                            > Boba,Senyszyn,Begger,Rokita,pani z kiosku,rolniczka z
                                            Ghany,oszustka
                                            > odsiadująca wyrok,prostytutka uliczna,chora psychicznie matka
                                            > zabijająca swoje lub cudze dzieci,ja,malarka pokojowa z Ukrainy,
                                            > stuletnia Eskimoska - co w nas jest takiego super,zasługującego na
                                            > automatyczną atencję

                                            Uprzedzenia moga byc takze pozytywne.
                                            Nie zmienia to oczywiscie faktu, ze sa uprzedzeniami.
    • 3.14-czy-klak Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 04.12.07, 00:24
      przejdx na islam to będziesz zyć w średniowieczu:)
    • tad9 XIX wiek - epoka, w której jeszcze istniały damy.. 04.12.07, 10:11
      na podobny - co autorka postu - temat pisałem dwa lata temu:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=33086863&a=33086863
      • zona_leona Re: XIX wiek - epoka, w której jeszcze istniały d 04.12.07, 10:45
        tad9 napisał:

        > na podobny - co autorka postu - temat pisałem dwa lata temu:

        Oboje z autorką powinniście zdawać sobie sprawe, że warunkiem
        istnienia jednej damy było istnienie całej armii sług oraz tzw.
        prostych ludzi. Nie wiem dlaczego obecnie każda wielbicielka
        tradycji wyobraża sobie, ze byłaby właśnie damą. A być pomocą
        kucharki nie łaska? Statystycznie bardziej prawdopodobne.
        • kochanica-francuza Ja myślę, że Tad powinien poślubić Meirę 04.12.07, 15:40
          i kupować jej suknie wiktoriańskie na e-bayu. E, tfu, co ja mówię, szyć u dobrej
          krawcowej!
          • pavvka Re: Ja myślę, że Tad powinien poślubić Meirę 04.12.07, 16:07
            Krawca, nie krawcowej. Kobiety nie powinny pracować zawodowo,
            zapomniałaś??!!
            • stephen_s Re: Ja myślę, że Tad powinien poślubić Meirę 04.12.07, 16:13
              Ale przecież facet nie powinien być krawcem damskim, bo by musiał
              klientki w nieprzystojnych stanach oglądać :)
              • pavvka Re: Ja myślę, że Tad powinien poślubić Meirę 04.12.07, 16:16
                Znalałby się sposób, jak z lekarzem-bohaterem 'Dzieci Północy'
                Rushdiego badającym pacjentkę-swoją przyszłą żonę przez zasłonę z
                dziurą.
                • kochanica-francuza Re: Ja myślę, że Tad powinien poślubić Meirę 04.12.07, 16:43
                  pavvka napisał:

                  > Znalałby się sposób, jak z lekarzem-bohaterem 'Dzieci Północy'
                  > Rushdiego badającym pacjentkę-swoją przyszłą żonę przez zasłonę z
                  > dziurą.

                  I to go tak zachęciło do jej poślubienia?
                  • pavvka Re: Ja myślę, że Tad powinien poślubić Meirę 04.12.07, 16:52

                    kochanica-francuza napisała:

                    > pavvka napisał:
                    >
                    > > Znalałby się sposób, jak z lekarzem-bohaterem 'Dzieci Północy'
                    > > Rushdiego badającym pacjentkę-swoją przyszłą żonę przez zasłonę
                    z
                    > > dziurą.
                    >
                    > I to go tak zachęciło do jej poślubienia?

                    Tak, bo ona co i rusz go wzywała, i za każdym razem dolegała jej
                    inna część ciała, więc obejrzał ją całą na raty, i zakochał się w
                    częściach.
            • piekielnica1 Re: Ja myślę, że Tad powinien poślubić Meirę 04.12.07, 21:01
              > Krawca, nie krawcowej. Kobiety nie powinny pracować zawodowo,
              > zapomniałaś??!!

              Szwaczki sprowadzano do dworu, by obszywaly panienki i damy przed
              sezonem balow.
              • kocia_noga Re: Ja myślę, że Tad powinien poślubić Meirę 05.12.07, 09:48
                piekielnica1 napisała:

                > Szwaczki sprowadzano do dworu, by obszywaly panienki i damy przed
                > sezonem balow.



                No i tu się doskonale miesza ten mityczny obraz kobiety co "siedzi w
                domu i nie pracuje" dotyczący, jesli nawet kogokolwiek, to osób z
                wyższych sfer mieszczańskich, w żadnym razie sfer niższych.
                Wiejskie panny zamłodu szły do dworu lub do miasta zarabiać jako
                szwaczki, pokojówki itepe ,a jak uciułały trochę grosza, to miały
                swój posag; fakt,ze prawo krzywdzilo je potem w kwestii możliwości
                zarządzania majątkiem, ale zwykle czuwanie nad sprawiedliwością
                pozostawione było rodzinie dalszej, do której często możnabyło się
                odwołac.
                Panny z plebsu szły do fabryki, do sklepików, szwalni,kuchni
                bogatszych domów i tam zarabiały.
                Nie miały dostępu tylko do lepiej płatnych zawodów, z braku
                wykształcenia, dla nich niedostępnego.
                Z kolei wykształcenie było drogie, żeby wyedukować jakiegoś wybitnie
                zdolnego chłopca, rodzina często składała się lub szukała sponsora,
                natomiast kształcenie dziewczynki, niewiadomo jak zdolnej nie miało
                sensu - zbyt duże ryzyko śmieci podczas porodu czy w połogu, a poza
                tym po wyjściu za mąz niedecydowała już o sobie.Mimo to, zdarzały
                się przypadki kobiet wykształconych, które do tego były wspierane
                przez męża.
                Powszechne kształcenie to chyba podstawowa róznica między dawnymi a
                obecnymi czasy.
      • saszenka2 Re: XIX wiek - epoka, w której jeszcze istniały d 04.12.07, 20:10
        Rozpiera mnie nieopisana radość, że nie muszę wpasowywać się w
        sztywny schemat damy. Czytając o podobnych pomysłach powrotu do
        wieku XIX wieku, widzę coraz więcej pozytywów w dzisiejszych
        czasach, nad którymi na co dzień przechodzę do porządku dziennego.
    • ahhna A ja się cieszę, że żyję teraz 04.12.07, 12:18
      mogę sie przynajmniej bez problemu wypowiadac na forum publicznym,
      takim jak to. Jeszcze nawet w XX wieku kobieta, żeby skorzystać z
      biblioteki publicznej, musiała iść tam z mężczyzną. I bardzo się
      cieszę, że nic już nie decyduje o przydatności kobiet do małżeństwa,
      i w ogóle ze kwestia małżeństwa w jej życiu nie jest już szeroko
      omawiana, bo na szczęście kobieta nie ma już obowiazku wychodzić za
      mąż, a spełniać się w życiu może bez problemu na 100 innych
      sposobów, i robi to. Fajne suknie to za mało, a "decydowanie o
      przydatności kobiet do małżeństwa" odgórnie i w ogóle to o wiele za
      dużo, jak dla mnie.
      • piekielnica1 Re: A ja się cieszę, że żyję teraz 06.12.07, 23:40
        > mogę sie przynajmniej bez problemu wypowiadac na forum publicznym,

        A ja bez trudow wielomiesiecznej podrozy karoca, czy dylizansem
        (kolej juz byla, ale przyzwoite kobiety staraly sie nia nie
        podrozowac) przez blota i tereny bagniste, bez noclegow w brudnych
        karczmach, bez napadow rozbojniczych, w pare godzin (z odprawami)
        opuscilam kontynent i znalazlam sie na Wyspach.
        I co wazniejsze, mam stala lacznosc z rodzina, przyjaciolmi i WLASNYM
        kontem bankowym.
    • listekklonu Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 04.12.07, 13:28
      >chciałabym
      > życ w czasach, kiedy to dla większości facetów było rzeczą
      > oczywistą, że ich rolą jest utrzymywanie rodziny, niezależnie czy
      > żona rownież w jakiś sposob pracowała czy nie

      To trochę taki mit współczesnych konserwatystów. Jeśli byłabyś bogata i wysoko
      urodzona, to ani Ty, ani Twój małżonek nie musielibyście pracować. Wręcz byłoby
      to niewskazane. Praca to był przecież wstyd;) Gdybyś była biedna, to obydwoje z
      małżonkiem oraz oczywiście Wasze dzieci również, musielibyście harować w pocie
      czoła, tak jak dziś nikt już nie pracuje w krajach zachodnich. Jeśli dodatkowo
      Twój mąż okazałby się na przykład pijakiem i nierobem, to wszystko spadłoby na
      Ciebie, nie miałabyś możliwości ucieczki ani szansy na pomoc ze strony państwa.
      Zakładając, że nie umarłabyś do tego czasu w połogu ;)

      >Wreszcie chciałabym
      > żyć w czasach, kiedy to o przydatności kobiety do małżeństwa
      > decydowały takie rzeczy, jak pozycja społeczna, maniery, ogłada,
      > umiejętność prowadzenia domu itp a nie, jak teraz, przede
      > wszystkim... chęć do szybkiego "przejścia do konkretów" i
      > umiejętności seksualne

      Po pierwsze, skąd pomysł, że obecnie umiejętności łóżkowe i chęć szybkiego
      przejścia do konkretów są niezbędną cechą współczesnej żony? Po drugie, dawniej
      maniery i umiejętność prowadzenia domu były przydatne, owszem, ale na pierwszym
      miejscu przy wyborze partnera liczyły się kwestie finansowe i koneksje. Nie
      mówiąc o tym, że w dziewiętnastym wieku kobieta miała dużo szczęścia, jeśli sama
      mogła podjąć decyzję o wyborze małżonka.

      Natomiast cała otoczka - estetyka, konwenanse - wiem że to jest dla wielu osób
      atrakcyjne. Myślę, że jeśli trochę poszukasz, to bez większego problemu trafisz
      na mężczyznę, któremu odpowiada wizja życia w myśl wyidealizowanych zasad
      dziewiętnastowiecznych :)
    • six_a Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 04.12.07, 23:48
      nie rozumiem:)
      jest jakiś problem z zachowaniem godności in times like these?

      najlepsze czasy to są czasy, w których żyjemy, a o innych lepiej
      sobie poczytać.
      • stephen_s Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 05.12.07, 12:03
        > najlepsze czasy to są czasy, w których żyjemy, a o innych lepiej
        > sobie poczytać.

        Prowokacyjnie zapytam: skąd ta pewność? :)
        • six_a Re: a ja marzę by cofnąć czas i żyć w XIX wieku : 05.12.07, 14:49
          taka pewność znacznie poprawia samopoczucie:)
          trudniej coś zwalić na okoliczności
          łatwiej się odnaleźć, dostroić, pogodzić - no same zalety;)

          swoją drogą ciekawe, jak bardzo tendencja do odsłaniania ciała wiąże
          się ze wzrostem higieny - wolę sobie nie wyobrażać, dlaczego dawniej
          trzeba było zakrywać wszystko łącznie z włosami
          na głowie
          ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka