tad9
04.01.09, 13:54
Jak wiadomo, nic tak nie wkurza tubylczego postępowca jak dobre słowo o kraju,
w którym mieszka. Feministka, powiedzmy, prędzej połknie własny język, niż
powie coś pozytywnego o Polsce. Dlatego wiem, że to, co napiszę nie przysporzy
mi tutaj popularności. Ale - trzeba iść pod prąd, a tylko prawda jest ciekawa.
Mamy oto do czynienia ze zdumiewającą ilustracją wcale niezłej kondycji
moralnej Polaków. Idzie mi o kwestię zapłodnienia in vitro. Otóż, jak
przekonują nas publicyści, w Polsce brak jest jakichkolwiek paragrafów
regulujących tę kwestię. Formlnie rzecz biorąc - można więc pozwolić sobie na
wszystko. A jednak - mało kto sobie pozwala. Rzecz reguluje moralność
publiczna. Czy to nie budujące? Tam, gdzie trzyma się moralny pion - nie
trzeba nawet prawa...