bene_gesserit
04.03.09, 17:55
Na masową skalę gwałty na Polkach zaczęły się po rozpoczęciu
ofensywy zimowej. Zdarzały się już w Krakowie w styczniu 1945 r. i
podczas zdobywania twierdzy Poznań. W tym ostatnim mieście były
wypadki, że żołnierze radzieccy prosili młode kobiety o rzekomą
pomoc przy opatrywaniu rannych, w rzeczywistości gwałcili je.
Jednak fala gwałtów, jaka przeszła wiosną i latem, była przede
wszystkim falą odbitą, przeniesieniem brutalnego zachowania wobec
niemieckich kobiet na Polki. Przyszła od morza, z Prus Wschodnich
oraz ze Śląska. W liście wysłanym 17 kwietnia 1945 r. z Gdańska,
Polka, prawdopodobnie ubiegająca się o pracę w otoczeniu
radzieckiego garnizonu, skarżyła się, że została zgwałcona siedem
razy: „Chciano nas chętnie, bo my mówiliśmy po polsku. Gdy jednak
już słyszałam, że wszystkie te kobiety po 15 razy gwałcono,
przestraszyłam się bardzo i poszłam z powrotem. (...) Raz tej nocy
zostałam zgwałcona, ta hańba odbyła się na oczach ojca. (...) Mnie
zgwałcono 7 razy, to było straszne”.
Z ostatniej Polityki:
>>O strachu Polek i Niemek w Gdańsku mówią też inne listy
przechwycone przez cenzurę wojenną. „(...) Mam strach, bo tu dużo
Rusków jest i tak ciągle jeszcze łapią, że coś okropnego; ja bardzo
mało na dwór wychodzę, ciągle w piwnicy siedzimy” (Gdańsk, 22
kwietnia). „Co przeżywali w tej wojnie z temi Sowietami kobiety.
Gwałcili, bardzo dużo zostało zamęczonych przez nich” (Gdynia, 24
kwietnia).
Podobną gehennę przeżyły kobiety na Warmii i Mazurach. Nawet po
odsunięciu się frontu Niemki i Polki były tam regularnie gwałcone.
Jak donoszono z Olsztyna w marcu 1945 r.: „nie uchowała się prawie
żadna kobieta” i – jak podkreślano – bez względu na wiek. „A
najważniejsze – zauważył ktoś w prywatnym liście – że kobiety są
kobietami podobno od 9 lat do 80, a nawet był wypadek 82”. Zdarzało
się, że ofiarą gwałtu padały równocześnie babka, matka i wnuczka.
Bardzo często dochodziło do gwałtów zbiorowych, których sprawcami
było kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu żołnierzy.
Masowo gwałcone były Polki wywiezione do Niemiec na roboty. Na
konferencji delegatów urzędów repatriacyjnych, która odbyła się w
maju 1945 r., stwierdzono: „Szlakiem przez Stargard na wschód w
kierunku od Szczecina przepływają masy powracających z Niemiec,
którzy są przedmiotem ustawicznych napaści ze strony pojedynczych i
zorganizowanych grup żołnierzy sowieckich. Ludzie ci na przestrzeni
całej niemal drogi są ustawicznie napadani, rabowani, a kobiety
gwałcone. Na pytanie postawione delegacji, czy gwałty na kobietach
należy uważać za oderwane wypadki, kierownictwo miejscowego etapu
na podstawie stałej styczności z powracającymi z Niemiec
oświadczyło, że raczej zachodzą nieliczne wyjątki, kiedy kobiety
unikają napaści gwałtownych”.
Samotne spacery kobietom odradzał szef komendy MO w Trzebiatowie, w
Zachodniopomorskiem. Bezpieczeństwa nie zapewniało zresztą im ani
towarzystwo mężczyzny, ani nawet uzbrojonego milicjanta. Nagminnie
dochodziło tam bowiem do rozbrajania milicjantów przez żołnierzy
radzieckich. Bywało, że mężczyźni usiłujący stanąć w obronie
napastowanych kobiet ginęli zastrzeleni przez napastników.
Krytyczną sytuację na Pomorzu potwierdzają także raporty
działającej w podziemiu Delegatury Rządu. „Zanotowano liczne
wypadki śmierci na skutek masowych gwałtów. Pod tym względem
szczególnie ciężkie chwile przeżyły północne powiaty Pomorza, gdzie
bolszewicy urządzili formalne orgie”. Na dworcu w Bydgoszczy
żołnierz usiłował zgwałcić 20-letnią dziewczynę, gdy ta się
broniła, zasztyletował ją bagnetem na oczach matki. W
Bydgoszczy „według niepotwierdzonych danych, mają niektóre z nich
przebywać na komendanturach jako nałożnice”.
Sytuację na Śląsku, podobnie jak na Pomorzu, można opisać – ze
względu na liczbę gwałtów – jako stan klęski żywiołowej. Tylko do
końca czerwca 1945 r. w samej Dębskiej Kuźni w powiecie opolskim
zanotowano 268 gwałtów. Tam także żołnierze organizowali obławy na
kobiety. W marcu 1945 r. do przędzalni lnu położonej w jednej z
miejscowości pod Raciborzem wtargnęło kilkunastu pijanych Rosjan.
Napastnicy uprowadzili stamtąd około trzydziestu pracownic i
zabrali je do pobliskiej wsi Makowo. Jak zeznała jedna z
kobiet, „tam żołnierze zamknęli nas do jednego domu i pod groźbą
zastrzelenia dopuścili się na nas gwałtu. Ja zgwałcona zostałam
przez czterech żołnierzy”.<<
Przeczytajcie caly artykul:
www.polityka.pl/kobieca-gehenna/Lead30,1143,284023,18/