Dodaj do ulubionych

Zaoczna neofilologia? Do czego to dochodzi?

12.09.04, 14:56
Witam,

z wyksztalcenia jestem neofilologiem i normalnie przeraza mnie fakt, ze za
pienadze powstaja zaoczne neofilologie. Jaki poziom beda te osoby
reprezentowaly po skonczeniu takiego czegos? Przeciez to jest nie do
pomyslenia, ze na to sie pozwala, tzn. na to, aby pienadz gorowal nad wiedza.
Jak mozna nauczyc sie jezyka obcego studiujac zaocznie go? Jak mozna opanowac
material z gramatyki praktycznej,wymowe, transkypcje fonetyczna,materiał z
literaturoznawstwa, kultury, sztuki,jak mozna robic zaocznie tlumaczenia
symultaniczne i pisemne?
Przeciez to jest paranoja normalnie.
Do czego to w tym kraju dochodzi?
Pozdr.
Obserwuj wątek
    • almost.blue Re: Zaoczna neofilologia? Do czego to dochodzi? 12.09.04, 20:15
      >jak mozna robic zaocznie tlumaczenia
      > symultaniczne i pisemne?

      no to akurat nie jest nauczycielowi potrzebne.
      Z resztą wypowiedzi się zgadzam.

      A jak można robić zaocznie tłumaczenia? Bardzo prosto. Jest np. taka podyplomówka w Poznaniu, 2 letnia. Zaoczna. Zajęcia w KAŻDY piątek, sobotę, niedzielę (no, z wyjątkiem jedynie świąt). Czyli 16 godzin tygodniowo, tydzień po tygodniu. Zapewniam, że dużo można się nauczyć.
      • venilia Re: Zaoczna neofilologia? Do czego to dochodzi? 12.09.04, 22:05
        Ja studiowalam wieczorowo 2 ostatnie lata zakończone magisterką. Wszystkiego,
        czego mogłam się nauczyć, przede wszystkim praktycznej znajomości języka,
        nauczyłam się podczas dziennych studiów w Kolegium Nauczycielskim. A na
        czwartym roku byli ludzie,którzy studiowali wieczorowo od 1 roku i nasze
        poziomy różniły się w stopniu dość znacznym. Akurat na 5 roku jest tak mało
        zajeć, że jest to obojętne, czy są to studia dzienne czy nie.
        • amused.to.death Re: Zaoczna neofilologia? Do czego to dochodzi? 12.09.04, 22:31
          To prawda - dwa ostatnie lata to zwykle już wszystko jedno jak się studiuje, przynajmniej na neofilologii. W sumie dzienni też mają tyle zajęć, że właściwie to jakby ich nie było.
          Natomiast pierwsze trzy lata - ciężko to zrobić na zaocznych...
    • aga1215 Re: Zaoczna neofilologia? Do czego to dochodzi? 12.09.04, 22:57
      o ile wiem, istnieje zaoczna (lub wieczorowa) medycyna :(
      • venilia Re: Zaoczna neofilologia? Do czego to dochodzi? 12.09.04, 23:09
        aga1215 napisała:

        > o ile wiem, istnieje zaoczna (lub wieczorowa) medycyna :(
        To mam nadzieję, że potem na tabliczce na drzwiach u lekarza będzie
        napisane "Lekarz zaocznych nauk medycznych";)
      • atra1 Re: Zaoczna neofilologia? Do czego to dochodzi? 13.09.04, 19:02
        Małe sprostowanie - na jednej z akademii medycznych owszem spotkałam się z
        medycyną "wieczorową", ale polegało to na narmalnych studiach, w pełnym
        wymiarze godzin i zajęc, z tym, że płatnych i po g. 16, zdaje się. Jeżeli to
        jest wyznacznik "wieczorowości " studiów ()czyli tak na prawdę właściwy, a nie
        okrojona liczba zajęć i słabszy nieco - lub więcej - poziom) to moej studia
        neofilologiczne - formlanie dzienne- też były wieczorowe. Połowe zajęć miałam
        po g. 15, często do 20.
        Zakręcony trochę ten post, ale mam nadzieję, że ktoś mnie odszyfruje.
        Pozdrawiam
        m
    • minggu Re: Zaoczna neofilologia? Do czego to dochodzi? 13.09.04, 11:47
      vecka napisała:

      > normalnie przeraza mnie fakt, ze za
      > pienadze powstaja zaoczne neofilologie.




      A ja sie bardzo ciesze


      > Jaki poziom beda te osoby
      > reprezentowaly po skonczeniu takiego czegos? Przeciez to jest nie do
      > pomyslenia, ze na to sie pozwala, tzn. na to, aby pienadz gorowal nad wiedza.
      > Jak mozna nauczyc sie jezyka obcego studiujac zaocznie go? Jak mozna opanowac
      > material z gramatyki praktycznej,wymowe, transkypcje fonetyczna,materiał z
      > literaturoznawstwa, kultury, sztuki,

      A mozna, mozna...bo studiowanie to nie tylko chodzenie do szkolki, zaliczanie
      kolokwiow, wyklady i egzaminy...
      Studia to studiowanie, niezalenie od powyzszych...kolokwiow, wykladow i...

      teoretycznie zatem, kazdy moze nauczyc sie jesyka, gramatyki, historii i teorii
      literatury zaocznie. I zakladajac moderowanie kursow, poziom moze byc
      porownywalny.

      Praktycznie: od lat 15 angielski jest dla mnie jezykiem na codzien, czytam,
      pisze i kloce sie w tym jezyku. Znam tez inny jezyk - jestem po filologi (nie
      angielskiej, tej drugiej) I powiem ci ze filologia to ptaszek przy tym czego
      nauczylam sie zyjac na codzien z jezykiem - a zatem, dla mnie te zaoczne jak
      znalazl, bo jak ostatnio widac papieu w szufladzie nigdy za duzo...



      >jak mozna robic zaocznie tlumaczenia

      ja tam tylko robie je tylko zaocznie, w domu znaczy sie (poza tym, umowmy sie,
      z filologow zazwyczaj sa kiepscy tlumacze, zwlaszcza w wyspecjalizowanych
      dziedzinach )


      > symultaniczne i pisemne?
      > Przeciez to jest paranoja normalnie.
      > Do czego to w tym kraju dochodzi?

      Po co tak emocjonalnie - jak beda ci zaoczni kiepscy, to zycie ich zezre, a
      uczniowie w szkolach to juz na pewno, a jak dobrzy - to o co chodzi???

      > Pozdr.
      >
      • vecka Filologia to nie kurs języka. 13.09.04, 15:59

      • vecka Filologia to nie kurs językowy.Do minggu... 13.09.04, 16:21
        Witam,

        minggu napisał(a):
        A mozna, mozna...bo studiowanie to nie tylko chodzenie do szkolki, zaliczanie
        > kolokwiow, wyklady i egzaminy...
        > Studia to studiowanie, niezalenie od powyzszych...kolokwiow, wykladow i...
        >
        > teoretycznie zatem, kazdy moze nauczyc sie jesyka, gramatyki, historii i
        teorii
        >
        > literatury zaocznie. I zakladajac moderowanie kursow, poziom moze byc
        > porownywalny.
        >

        Filologia to nie kurs języka.Na kursach jezykowych nie czytasz 50 ksiazek z
        literatury na rok, nie piszesz przez 3 lata wypracowan z literatury albo
        sztuki, nie robisz analizy tekstu literackiego czy nie piszesz prac na tematy
        niemcoznawcze, oczywiscie w jezyku obcym, nie uczysz sie 2 lata transkrypowac
        teksy ani nie siedziesz w kabinach i nie uczysz sie 2 lata tlumaczen
        symultanicznych.Studia to studia, to nie kurs jezykowy.Po studiach jestes
        specjalista, znasz gramtyke opisowa jezyka, gramtyke historyczna, znasz zasady
        fonetyczne i umiesz rozpisywac akcenty itd...no i przede wszytkim siedziesz
        przez 3 ostatnie lata i sie meczysz z tlumaczeniami o astmie i rzeskach
        przesuwających sie ruchem okręznym czy awizach debetowych i Bog wie co
        jeszcze...POza tym wiekszosc studentow neofilofii wyjedza za granice na dluzszy
        czas i to jest normalne.

        Nie zgodze sie z TOba, ze "I zakladajac moderowanie kursow, poziom moze byc
        > porownywalny", bo własnie otrzymalam którąś z kolei oferte pracy jako tlumacz
        w firmie i przede mna bylo w tyh firmach duzo ludzi, ktorzy byli po
        certyfikatych najwyzszego stopnia i jakos po tygoniu ich wyrzucili, bo technik
        tlumaczen trzeba sie uczyc, nie wystarczy sie nauczyc jezyka w biegu zamiatajac
        ulice za granica...albo na kursie.

        minggu napisał:
        (poza tym, umowmy sie,
        > z filologow zazwyczaj sa kiepscy tlumacze, zwlaszcza w wyspecjalizowanych
        > dziedzinach )

        No nie wiem czy tak kiepsy, bo jakos na uniwerku czy w studium tlumaczen, to
        nikt po kursach językowych tlumaczen nie uczy, tylko wszyscy sa filologami.
        Poza tym zaby byc tlumaczem lub dostac sie na studia podyplomowe tlumaczen, to
        muisz skonczyc filogie 5-letnia, a nie 3+2, bo po 3+2 to nawet nie jestes mgr.
        filofii germanskiej, inaczej nie zrobisz tlumacza przysieglego, wiec raczej nie
        ma innych tlumaczy niz po filologiach.

        Ktos pisal o zaocznym studiach podyplomowych tlumaczen i to jest ok, bo sie ma
        juz mgr. po 5-letniej filologii.
        No i jeszcze ktos pisal, ze nie ma znaczenia czy 2+3 czy 5. Mysle, ze ma
        znaczenie, bo na 4 i piatym roku tłucze sie wlasnie ciągle tlumaczenia.
        Pozdr.
        • venilia Re: Filologia to nie kurs językowy.Do minggu... 13.09.04, 17:09
          vecka napisała:

          > muisz skonczyc filogie 5-letnia, a nie 3+2, bo po 3+2 to nawet nie jestes
          mgr.
          > filofii germanskiej

          Ja jestem magistrem filologii germańskiej:)


          > No i jeszcze ktos pisal, ze nie ma znaczenia czy 2+3 czy 5. Mysle, ze ma
          > znaczenie, bo na 4 i piatym roku tłucze sie wlasnie ciągle tlumaczenia.

          To chyba akurat zależy od programu studiów, bo ja akurat tłumaczeń nie miałam.
          Może na dziennych na tej samej uczelni są, ale ja nie mam takich informacji.
          > >
          >
          • vecka Re: Filologia to nie kurs językowy.Do minggu... 13.09.04, 22:06
            Witam,

            na 3+2 na IV i V roku sie raczej tłumaczen nie tłucze, dalaetgo ich nie miałas,
            a program jest mniej wiecj ten sam na kazdym uniwerku, poza Krakowem gdzie ryja
            jeszcze gotyk jakis czas.Nam tego oszczedzili.Na moim bylym uniwerku otworzyli
            teraz jeszcze dodatkowo specjalnosc translatoryka dla bardziej dociekliwych.

            Po 3+2 nie ma sie tytułu mgr. filologii germanskiej, tylko sie ma "mgr.ministra
            edukacji o specjalnosci: jezyk niemiecki",co nie daje uprawnien do robienia
            dalej tlumacza przysieglego.Tytul brzmi mgr. ministra edukacji, bo studia w
            trybie 3+2 sa z zalozenia studiami pedagogicznymi, a nie filologicznymi.
            Zalozeniem studiow 3+2 jest tylko szkola, czyli nauczanie jezyka obcego w
            szkole, dlatego nie ma sie potem mozliwosci robienia tlumacza.
            Wiec po 3+2 na pewno nie masz tytulu mgr. filologii obcej, bo znam ludzi z
            trybu 3+2, mieszali ze mna w akademiku i wiem, ze bardzo sie skrazyli na to, ze
            nie moga dalej robic tlumacza i pozostaje im tylko szkola.
            Pozdr.
            • venilia Re: Filologia to nie kurs językowy.Do minggu... 13.09.04, 22:17
              Troszkę to zagmatwane szczerze mówiąc. Wiem co mam napisane na moim dyplomie,
              na pewno nie ma tam "magister ministra edukacji" i nie widzę powodów, aby
              doszukiwać się czegoś takiego. Poza tym nasza dyskusja zeszła na temat
              tłumaczeń, a to trochę osobna sprawa od bycia magistrem filologii i ukończenia
              jej w trybie zaocznym lub dziennym. Nie każdy chce być tłumaczem. A jeśli nawet
              zechce nie mając odpowiednich kwalifikacji, to brutalny rynek uniemożliwi mu to
              skutecznie.
              • vecka hej Venilia 14.09.04, 11:50
                Witaj,

                skoro juz ten temat poruszony zostal, to co masz napisane na dyplomie po 3+2
                dokladnie? Nie wierze, ze masz napisane, ze jestes filologiem, bo tryb 3+2, to
                nie studia filologiczne tylko pedagogiczne.
                A co do reszty jesli chodzi o tlumacza to i masz racje i nie, bo jak ktos
                jezyka nie zna , to i sie nie dopatrzy , ze tlumaczenie mu zrobil partacz,
                chyba, ze trafi ono do kogos potem kompetentnego albo do obcokrajowca.
                To tak samo z korkami, jak rodzice nie znaja jezyka, to nie wiedza czego uczy
                ich dzieci pani nauczycielka. Raz mialam stycznosc z dziewczyna, ktora
                udzielala korkow po kilkuletnim pobycie w Austrii, brala sporo kasy za te
                korki, a nie umiala podstawowej rekcji ani form czasownikow w czasie przeszlym.
                POtem tacy ucza w szkole, no ale na szczescie od 2006 roku trzeba bedzie miec
                mgr, wiec poziom sie moze troche pozniesie, no i wtedy wszyscy beda musieli
                miec przygotowanie z metodyki nauczania jezyka i to tez moze cos troche pomoze.
                Pozdr.
                • venilia Re: hej Venilia 14.09.04, 15:49
                  vecka napisała:

                  > Witaj,
                  >
                  > skoro juz ten temat poruszony zostal, to co masz napisane na dyplomie po 3+2
                  > dokladnie? Nie wierze, ze masz napisane, ze jestes filologiem, bo tryb 3+2,
                  to
                  > nie studia filologiczne tylko pedagogiczne.

                  Może i tak dalej nie uwierzysz, ale mam napisane "odbyła studia magisterskie na
                  kierunku filologia w zakresie filologii germańskiej z wynikiem... i uzyskała w
                  dniu .... tytuł magistra filologii". Niestety nie ma tu nic o "dyplomie
                  ministra". Pozdrawiam
                  • mrouh tytuły zawodowe nadawane absolwentom st. wyższych 14.09.04, 18:28
                    www.menis.gov.pl/prawo/rozp_298/rozp_298.htm
                    Nie ma tam tytułu magistra ministra ani niczego takiego. Nie można chyba nadać
                    tytułu, którego nie przewidział minister. Poza tym, jak to brzmi?..

                    Wzory dyplomów zamieszczone na stronach ministerstwa dla studiów 3+2 i
                    jednolitych różnią sie li i tylko pierwszą stroną- tytułową.

                    Ot, podrążyłam z ciekawości.
                    Pozdrawiam
                    Mrouh 3+2:-)
                    • vecka Re: tytuły zawodowe nadawane absolwentom st. wyż 14.09.04, 21:39
                      Witam,

                      strona, ktora podales nie rozwiazuje problemu przez nas poruszonego, bo nie ma
                      tam napisane czego sie jest mgr. po ukonczeniu 2 lat studiów uzupelniajacych w
                      wypadku studiowania jezyka obcego.To, ze po 3+2 jest sie magistrem, to
                      oczywiste, ale pytanie czego?
                      Byc moze cos sie zminilo, ale jeszcze ok. 4 lata temu po 3+2 przy jezykach
                      obcych mialo sie tytul mgr.ministra edukacji o specjalnosci:.... i tak bylo na
                      pewno, bo widzialam to na wlasne oczy.
                      Patrze sie teraz do informatora i np. w Lodzi 3-letnie studia zawodowe w
                      KOlegium nie nazywaja sie filologia, tylko "jezyk angielski" czy "jezyk
                      niemiecki". Nie ma tam słowa filologia, no ale moze apropos tych 2-letnich
                      uzupelniajacych teraz cos sie zmienilo, nie wiem.

                      mrouh napisał:
                      Nie ma tam tytułu magistra ministra ani niczego takiego.

                      A widziles tam na tej stronie tutul "mgr. filologii germańskiej"?, bo ja
                      nie...Bez sensu troche piszesz.

                      Pozdr.
                      • venilia Re: tytuły zawodowe nadawane absolwentom st. wyż 14.09.04, 21:59
                        vecka napisała:

                        > Patrze sie teraz do informatora i np. w Lodzi 3-letnie studia zawodowe w
                        > KOlegium nie nazywaja sie filologia, tylko "jezyk angielski" czy "jezyk
                        > niemiecki".

                        To się zgadza, po 3 latach w kolegium jest tak jak piszesz. Ale już po
                        uzupełnieniu 2 lat dostaje się regularnego "magistra filologii". Być może
                        kiedyś było inaczej.
            • amused.to.death Re: Filologia to nie kurs językowy.Do minggu... 13.09.04, 22:19
              Nie wiem jak teraz, ale jeszcze całkiem niedawno w Poznaniu, na 5-letnich studiach też sie tłumaczeń nie 'tłukło'.
              • vecka Re: Filologia to nie kurs językowy.Do minggu... 14.09.04, 11:40
                W Łodzi się tłucze od początku III roku do połowy V roku pisemne, a
                symutlaniczne od poczatku IV roku do polowy V roku.
                Apropos Poznania,to zapytam sie znajomej, ktora konczyla germanistyke nascie
                lat temu, ale wydaje mi sie, ze i ona tłukła cos takiego, bo mi mowiła jak sie
                meczyla z tekstami o zwierzatkach futerkowych..
                Pozdr.
                • minggu do vecki..... 14.09.04, 12:31
                  droga kolezanko po fachu i po ...uczelni nie chce sie wdawac w dlugasne
                  dyskusje.. chce jednak zapytac co mialas na mysli piszac:

                  "nie wystarczy sie nauczyc jezyka w biegu zamiatajac
                  ulice za granica..."

                  dlaczego pobyt za granica kojarzy Ci sie z zamiataniem ulic?

                  I jeszcze: dlaczego przedstawiaz to (uczenie sie jezyka, tudziez zamiatanie
                  ulic) w tak pejoratywnym tonie??

                  Ja w dalszym ciagu twierdze ze z przyjemnoscia skorzystam z dobrodziejstwa
                  filologi zaocznej angielskiej w Polsce, bo czytanie 50 ksiazek mnie nie
                  przeraza, ani gramatyka opisowa ani , no wiesz, co ja ci bede mowic.

                  Co do tlumaczen: pokaz mi tlumacza po filologii, ktory przetlumaczy
                  specjalistyczny tekst medyczny np. tekst na polski lepiej niz zrobi to lekarz z
                  dobra znajomoscia angielskiego i literatury fachowej...
                  No chyba ze po paru latach studiowania literatury fachowej lub z uzyciem
                  konsultantow...
                  • mrouh tłumacz przysięgły 14.09.04, 13:12
                    Pierwsze słyszę, że taki dyplom jak magister ministra... istnieje. No, ale są
                    rzeczy które się filologom nie śniły :-). A w google'a wystarczy wpisać
                    wyrażenie "tłumaczem przysięgłym", by znaleźć mnóstwo informacji o tym, jak
                    zostać owym tłumaczem i żadna strona z tych, które naprędce przejrzałam nie
                    pisze o tym, że dyplom trzeba mieć z filologii, np.

                    "Tłumaczem przysięgłym może w Polsce zostać każdy, kto posiada dyplom ukończenia
                    studiów wyższych magisterskich, niekoniecznie filologicznych oraz posiada
                    zaświadczenia o znajomości języka obcego na poziomie zaawansowanym".

                    Ze strony
                    francuski.com/jak_zostac_tlumaczem_przysieglym.html
                    • vecka Re: tłumacz przysięgły 14.09.04, 22:11
                      Witam,


                      Wiec strona, ktorej sie doszukales zawiera błedne informacje, bo mam sporo
                      kolezanek z moich bylych studiow, ktore robia 3-letnie studia podyplomowe
                      tłumacza. Ilosc tłumaczy przysieglych jest ograniczona, tlumaczem przysieglym
                      nie jest sie cale zycie, tylko 5 lat i liczba ich jest ograniczona. Jak ktos
                      wypadnie, to ktos inny dopiero moze wejsc na jego miejsce.Gdyby bylo tak jak
                      jest napisane na tej stronie, to czy ty wiesz ilu by bylo tlumaczy
                      przysieglych?, a jakos ich za duzo nie ma. Jak potrzebowalam przetlumaczyc
                      indeks, to w Lodzi nie bylo generalnie latwo.Na uniwerku sa smi doktorzy i
                      profesorowie z taka znajmoscia jezyka i fachu, ze sie co niektorym nie snilo,
                      ale jakos nie kazdy z nich tego tlumacza robi, bo tak jak mowie, ilosc ich jest
                      ogrniczona.Na calym moim wydziale bylo dwoch tlumaczy przysieglych.

                      POdaje wiec czesc ustawy o tłumaczach przycsięglych:
                      "1. Znajomość języka obcego oraz umiejętność tłumaczenia powinna być wykazana
                      dyplomem ukończenia i uzyskaniem tytułu zawodowego magistra odpowiednich dla
                      danego języka wyższych studiów filologicznych lub studiów w zakresie
                      lingwistyki stosowanej.

                      2. Znajomość języka obcego oraz umiejętność tłumaczenia może być za zgodą
                      Ministra Sprawiedliwości wykazana również dyplomem lub świadectwem innym niż
                      wymienione w ust. 1 albo stwierdzona w inny sposób.

                      3. Przepis ust. 2 stosuje się odpowiednio do wykazania znajomości języka
                      polskiego......

                      Jak zostać tłumaczem przysięgłym?


                      Zostać tłumaczem przysięgłym jest trudniej niż zwykłym. Formalne wymogi,
                      określone w ustawie, to wyższe wykształcenie oraz ukończone 25 lat. Kandydat
                      powinien zgłosić się w najbliższym Sądzie Okręgowym i złożyć następujące
                      dokumenty:



                      podanie do Prezesa Sądu Okręgowego;

                      życiorys;

                      kwestionariusz osobowy;

                      odpis dyplomu wydziału filologicznego, ewentualnie inny dokument potwierdzający
                      biegłą znajomość języka obcego;

                      opinię z ostatniego miejsca pracy;

                      własną pisemną zgodę na pełnienie funkcji tłumacza przysięgłego;

                      zdjęcie;

                      dorobek translatorski z ostatnich lat (teksty tłumaczeń, w przypadku książek -
                      lista tytułów itp.)


                      Dla kandydatów na tłumaczy przysięgłych Sąd Okręgowy co jakiś czas organizuje
                      odpłatny (aktualnie 300 zł) kilkugodzinny egzamin pisemny, polegający na
                      przetłumaczeniu kilku tekstów prawniczych (na język polski i obcy). W trakcie
                      egzaminu wolno korzystać ze słowników.




                      © by Arkadiusz Belczyk 2002-2003

                      strona:www.serwistlumacza.com/texts/ktoto.html - 3k

                      Takze nie jest tak latwo jak sie tutaj niektorym wydaje, po pierwsze sa
                      wymagane na dzien dobry wlasnie studia filologiczne lub lingwistyka, bo wtedy
                      nie musisz sie meczyc z udowodnianiem znajmosci jezyka.Jak ich nie masz, to
                      trzeba sie duzo wiecj nameczyc, bo zeby w ogole podejsc do egzaminu to trzeba
                      miec zgode Ministra Sprawiedliwosci i dodatkowo trzeba poprzec swoje
                      umiejetnosci dorbkiem translatorskim, a po certyfikatach to raczej sie ksiazek
                      nie tłumaczy.
                      MYsle, ze sa wyjatki oczywiscie, tzn. takie sytuacje, gdzie tłumaczy ktos, kto
                      nie jest filologiem, ale mysle, ze bardzo rzadko, bo wtedy trzeba byc po prostu
                      wybitnym, zeby sie przez ta droge przeprawic i udowodnic swoje kwalifikacje.


                      Pozdr.
                      • mrouh Re: tłumacz przysięgły 14.09.04, 23:17
                        Ja nie twierdziłam, że, aby zostać tłumaczem przysięgłym, należy spełnić _tylko_
                        ten warunek, który zacytowałam ze strony. Twierdziłam jedynie, że bycie
                        magistrem filologii nie jest warunkiem KONIECZNYM. Trzeba jeszcze zdać trudny
                        egzamin i wskoczyć na czyjeś miejsce - masz tu absolutną rację. Znam przypadek
                        tłumacza przysięgłego, który nie jest filologiem. Czyli można. Tylko tyle
                        chciałam zauważyć. Nie jestem też z tych "niektórych, którym sie wydaje, że
                        łatwo zostać tłumaczem przysięgłym". Gdyby mi się tak wydawało, to bym już dawno
                        się o to postarała.

                        A jesli chodzi o dokładne brzmienie tytułu z dyplomu w przypadku studiów 3+2...
                        Wzór dyplomu dla studiów jednolitych i dla tych "dzielonych" jest taki sam.
                        Można dostać tytuł zawodowy magistra danej specjalności, podanego przez Ciebie
                        sformułowania, nie znalazł googl'e a w swoich zasobach. Nie widziałam też
                        takiego wpisu na stronach ministerstwa. Nie słyszałam również osobiście, żeby
                        ktokolwiek miał dyplom z takim wpisem o jakim wspomniałaś, więc ośmieliłam (!!!)
                        się zdziwić. Wydawało mi się, że można posiadać tytuł zawodowy magistra danej
                        specjalności, ale nie można miec tytułu magistra ministra edukacji (czyż zresztą
                        każdy tytuł magistra nie jest tytułem przyznawanym pośrednio przez ministra
                        edukacji?)... dla mnie to brzmi cokolwiek dziwnie. Nie wykluczam, że istniały
                        różnice pomiędzy zapisami na dyplomie "prawdziwych" filologów, a tych
                        "dorabianych"- ja nie zaobserwowałam, a już na pewno nie w takim brzmieniu, o
                        jakim piszesz. Jeśli zobaczę na dyplomie jakiejś uczelni ten dziwny zapis, wtedy
                        publicznie odwołam swoje zdziwienie tu na forum, a jeśli trzeba, to dam
                        ogłoszenie do Wyborczej albo Rzplitej z przeprosinami :-)

                        Wiem, że można mieć po kolegium i 3-letnich studiach uzupełniających tytuł
                        "magistra filologii <jakiejśtam>, specjalność nauczycielska", jeśli studia
                        uzupełniające ukończyło się na _specjalności nauczycielskiej_. Natomiast jeśli
                        te dodatkowe dwa lata "zrobi się" na specjalności translatologicznej, wtedy
                        otrzymuje się tytuł magistra filologii <jakiejśtam>, specjalność
                        translatologiczna (albo ewentualnie bez tego wyszczególnienia specjalności).
                        Tego przynajmniej doczytałam się na stronie UJ:

                        www.filg.uj.edu.pl/ifg/zaoczne.html

                        Myślę, że sprawa rozbija się o to, że magister ze studiów "dorabianych" rzekomo
                        z zasady gorszy jest od prawdziwego magistra, który robił studia jednym ciągiem.
                        Można być kiepskim prawdziwym filologiem ukończywszy pięcioletnie jednolite
                        studia. I to, że ktoś nie jest tym "rasowym <<pięcioletnim>> filologiem" lub nie
                        jest filologiem w ogóle, nie oznacza, że nie może być świetnym tłumaczem. Będzie
                        mu trudniej nim zostać. To jednak ani nie jest "nie do zrobienia" ani nie jest
                        zakazane, nie zamyka drogi.

                        Pozdrawiam wieczornie i ciepło :-) Dobranoc.

                        Mrouh

                        P.S. Jestem kobietą- wiem, że Mrouh nie brzmi zbyt żeńsko:-)
                        • vecka Re: tłumacz przysięgły 15.09.04, 08:29
                          Witam,

                          z brzmieniem dyplomu sie dowiem w dziekanacie kiedys i wroce do tej rozmowy jak
                          bede wiedziala dokladnie.
                          Pozdr.
                  • vecka Re: do vecki..... 14.09.04, 22:30
                    Witaj,

                    co ci bede rzucac nazwiskami.Nie twierdze, ze tlumaczenie tekstow medycznych
                    jest latwe, bo sama sie meczylam nieraz z astma i "rzeskami przesuwajacymi sie
                    ruchem okrezym" i z takimi bzdurami, ze juz ich nie powtorze i zgadzam sie, ze
                    jak jakis lekarz jest za granica nascie lat, zakladajac, ze poszedl do szkoly
                    za granica, nauczyl sie poprawnie pisac w obcym jezyku, jest uzdolniony
                    humanistycznie itd..., to na pewno lepij przetlumaczy tekst medyczny.
                    Zalezy jeszcze jaki tekst, bo jak medyczny to moze i tak, ale przy tekstach np.
                    prawniczych nie trzeba byc juz wielkim specjalsta, bo to sa abrdzo suche i
                    szablonowe teksty, wciaz powtarza sie to samo.
                    Mam znajoma, ktora tlumaczyla iles czasu teksty techniczne, po 3 miesiacah
                    opanowala slonictwo, bo jak sie ciagle to samo tlucze, to sie czlowiek w koncu
                    przez to przeryje i szlo jej calkiem niezle, bo to tez sa suche teksty.
                    Gorzej juz jest z poezja np.:)Mam w domu wiersze ks. Twardowkiego w tlumaczeniu
                    na niemiecki i chwilami sa tam takie kwiatki, ze szok, akladajac ocztywicsie,
                    ze szybciej lapie, co ks. Twardowski mial na mysli piszac wiersz:)

                    Wiec reasumujac, to wszytko zalezy od danego teksu.
                    Jesli chodzi o teksty medyczne, to owszem, lekarz lepiej je moze przetlumaczyc,
                    o ile spelnil wszytkie warunki "filogopochodne", a takich mysle tez jest
                    niewielu.

                    "> No chyba ze po paru latach studiowania literatury fachowej "

                    Jezli tlumaczysz w waskiej dziedzinie, np. tylko teksty z zakresu kardilogii
                    albo innej waskiej dzialki, to slownictwo opanowuje sie szybko, a konsultacje
                    sa potrzebne tylko na samym poczatku.Potem sie czlowiek wyrabia.Cigale sie
                    powtarza to samo, te same zwroty, te same słowka...Gorzej jak masz ciagle inna
                    działke.Wtedy ciezko.

                    Acha, nie ma znaczenia czy przy sprzataniu sie uczysz jezyka czy przy byciu
                    lekarzem za granica.Niezaleznie od tego czy sie jezyka za granica nuczysz
                    obcujac z ludzmi przy sprzataniu czy obcujac z ludzmi bedac lekarzem, to i tak
                    zeby tlumaczyc, trzeba spelnic warunki "filologopochodne" po prostu.
                    Nie wystarczy tylko za granica byc i sie tym jezkiem poslugiwac.To mialam na
                    mysli.
                    POzdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka