piotr1271
14.01.10, 10:28
Czwartek. Nastrój prawie weekendowy. Chyba z tego właśnie powodu
pojawiła się u mnie chęć podzielenia się z Wami pewnym odkryciem.
Otóż zimą jak tylko spadnie odpowiednia ilość śniegu (czyli tak jak
teraz) jeżdżę do puszczy aby poszusować sobie na biegówkach. Do
niedawna ograniczałem swoje "przebieżki" do okolic Dąbrowy. Samochód
zostawiony przy białym domku to prawie jak pod swoim. Bezpiecznie.
No ale znudziło mi się i ostatnio udałem się do Truskawia. Jakież
było moje zdzwienia kiedy zauważyłem pewną anomalię. Otóż mieszkańcy
Truskawia spacerują tylko jedną stroną leśnych duktów drugą
zostawiając dla narciarzy. W efekcie można się poczuć prawie jak na
profesjonalnym torze. Równe i długie rowki biegną w każdą stronę.
Radość dla narciarza. W okolicach Dąbrowy jest oczywiście na odwrót.
Spacerowicze PRZEDE WSZYSTKIM korzystają z tej strony drogi, którą
jako pierwsi przetarli narciarze. Oczywiście, narciarze natychmiast
poszukują alternatywnych ścieżek, ale spacerowicze podążają za nimi
jak duchy. Kiedy dostrzegłem tę różnicę, z podejrzliwością zacząłem
się przyglądać mijanym truskawskim autochtonom. Ale poza może trochę
skromniejszym odzieniem niczym specjalnym się wyróżniali. Potem
przyszło mi do głowy, że to może być kwestia wody. Jak wiadomo w
Łomiankach skażonej. Ale bardzo szybko odrzuciłem tę myśl - po
puszczy spacerują głównie mieszkańcy Dąbrowy, a ci - tak jak
Truskawiacy - czerpią wodę ze swoich studni, a nie z wodociągu. Tak
mi się wydaje. Więc co? Promieniowanie kosmiczne? A może to jakaś
subnacja o szczególnej genetycznie dziedziczonej inteligencji? Ktoś
ma jakiś pomysł jak wytłumaczyć ten fenomen?