to byl moj pierwszy wyjazd z PRL-u na "zachod", rok 1985 lub 1986, niestety
pamiec troche zawodzi po tylu latach

) Lecialam LOT-em, tym samolotem
Tupoleva czy innego Illiuszyna, przezycie niesamowite, bo gowniara bylam a
tutaj taka przygoda. Pamietam jak wlecielismy od polnocy nad Kanade, pogoda
byla niesamowita, niebo bez jednej chmurki, widoki z samolotu na przestrzenie
lasow i lasow i lasow i lasow..az wreszcie dotarlismy do Toronto. Mozecie
sobie wyobrazic moje wrazenie z PRL - Toronto, wszystko wygladalo tak super
nowoczesnie, domy, autostrady, jak z filmow

)
Macie swoje pierwsze wrazenia z Kanady?