Standardy

26.03.06, 22:02
Poniewaz trwaja tu rozne dyskusje co dla kogo jest przyzwoitym standardem
zycia proponuje przyjecie jakiejs wspolnej umownej miary w dyskusjach np. takie:

- 70, 000 dochodu rocznego brutto na pare (lub 35 na singla). Zdaje sie, ze
przecietna dochodu brutto na household wynosila nie tak dawno jakies 52,000,
pewnie wzrosla, wyciagnijmy troche w gore, niech bedzie 70,000.

- bez koniecznosci CIEZKIEJ fizycznej pracy (kierowca trucka na dalekich sie
nie liczy - za dobry dochod placi sie nieobecnoscia w domu)

- bez koniecznosci "back to school" na dluzej lub ciezkich egzaminow zawodowych.

Jezeli ktos tak ma lub mial w przeciagu powiedzmy, 2 lata od przyjazdu do
Kanady - uwazam, ze osiagnal przyzwoity poziom i powinien byc zadowolony.
Jezeli lepiej to tym bardziej, ale mowimy o dolnej granicy.

I bardzo prosze o nie pisanie, ze ktos osiagnal 120,000 w rok - good for you.
Nie chodzi mi rozpoczecie licytacji.
    • soup.nazi Re: Standardy 26.03.06, 22:20
      soup.nazi napisał:

      > Poniewaz trwaja tu rozne dyskusje co dla kogo jest przyzwoitym standardem
      > zycia proponuje przyjecie jakiejs wspolnej umownej miary w dyskusjach np. takie
      > :
      >
      > - 70, 000 dochodu rocznego brutto na pare (lub 35 na singla). Zdaje sie, ze
      > przecietna dochodu brutto na household wynosila nie tak dawno jakies 52,000,
      > pewnie wzrosla, wyciagnijmy troche w gore, niech bedzie 70,000.
      >
      > - bez koniecznosci CIEZKIEJ fizycznej pracy (kierowca trucka na dalekich sie
      > nie liczy - za dobry dochod placi sie nieobecnoscia w domu)
      >
      > - bez koniecznosci "back to school" na dluzej lub ciezkich egzaminow zawodowych

      Dodalbym jeszcze takie atrybuty:

      - pracuje sie w jednym miejscu, a nie w 3

      - w miejscu pracy nie ma sie drugiego "etatu" jako "clock watcher".

      Aha, no i te 70, 000 to na poczatek - ludzie zmieniaja prace, podnosza
      kwalifikacje, etc. (wlaza szefowi w d... bez mydla, hehehe).
    • syswia Re: Standardy 27.03.06, 01:44
      Jestem tu 3 lata. Mam jedna prace 9.15 am-5pm, zarabiam ponad 30tys rocznie, 2
      tygodnie wakacji, benefity itd.
      Moj maz zarabia zdecydowanie wiecej... ale on tu sie urodzil, wiec sie nie
      liczy...
      • soup.nazi Re: Standardy 27.03.06, 01:54
        syswia napisała:

        > Jestem tu 3 lata. Mam jedna prace 9.15 am-5pm, zarabiam ponad 30tys rocznie, 2
        > tygodnie wakacji, benefity itd.

        Widze, z innego twojego postu, ze jest OK i jestes zadowolona. Masz z czego -
        ale troszke sie nie kwalifikujesz. Mialas baze przy przyjezdzie, to nie to samo
        co zaczynac od zera, gdy musisz martwic sie o wszystko lacznie z tym, zeby ci na
        glowe nie padal i co bedziesz jadla jutro na obiad.

        > Moj maz zarabia zdecydowanie wiecej... ale on tu sie urodzil, wiec sie nie
        > liczy...

        Nie, nie liczy sie, wlasnie dlatego. Poza tym ja np. zarabiam wiecej od calej
        masy tych co sie tu urodzili, chociaz tego nie dokonalem. I na pewno nie jestem
        w tym wyjatkiem. Niezbyt fortunne kryterium.
        • daredevil1 Re: Standardy 27.03.06, 05:12
          Pracuje 9-12h na dobe (w koncu troche luzu,sic!), zaraz po szkole zapi..alam na
          autobus, bo na auto mnie nie stac (hehe, marna imigrancka gnido z
          Nowheresville,chcesz żrec i oplacic marny basement za w ciul $$$,zapomnij o
          insurance na fure). W pol zywy, glodny i styrany z piekacymi oczami robie
          ewakuacje z autobusu smierdzacego curry i pedze do metra. Na zajeciach wbijam z
          setna juz dzis kawa, probuje sie skupic.
          Przybity swiadomoscia ze jutro to samo i "cale" 5h snu przede mna, ciesze chalapesmile
          Po zajeciach i zaliczeniu X bus stops dobijam do mojego "rodzinnego" miasta,
          gdzie nazwa powinna miec suffix -lesh (Bangladesh).
          Jeszcze 2 przesiadki, okolo 1.5 kilosa i jestem na chacie. Szybkie mycie, wyrko
          i...znowu ten f...g alarm goes off.
          W kieracie gubie dni tygodnia, mlodosc sp..erdala mi jak airtime na incoming
          call. Ale wiem jedno, nie dam sie udupic na gown..ane roboty na dnie, gdzie nikt
          normalny za ambicjami nie chcialby spedzic minuty. Wloze caly wysilek, trud czas
          i pieniadze zeby cel osignac i przebic sie na powierzchnie. Na razie wiatr w
          oczy, slodko wcale nie jest, pare nowych cech typu bezczelnosc czy wyrachowanie
          trzeba bylo nabyc by tutaj w C*A*N*A*D*A nie dac sobie jezdzic po plecach.
          Ktos pisze 35 kola rocznie?? Kolo, jesli tyle masz to czapki z glow, ja probuje
          tu w ogole przezyc nadludzkim wysilkiem, choc bywalem w roznych juz miejscach to
          to daje niezle w d..e.

          To tyle tytulem: kolorowy pobyt w KANADZIE.
          P.S Jestem tu na legalu. Tak, mam skonczone studia w Polandii. Nie, nie uznano
          mi kwitow wiec robie upgrade (jakim kosztem: patrz wyzej).
          Pozdrawiam i sorki za "wstawki"
        • syswia Re: Standardy 27.03.06, 15:54
          smile moze i sie nie licze...
          bo nie martwilam sie o zatrudnienie meza
          ale na poczatku on tez byl swiezo po studiach
          a z rodzina, to jest milo, ale nikt za Ciebie nie podejmie decyzji, nikt Ci nie
          poda na talerzu pracy, nikt za Ciebie nie ruszy sie z posad .. nawet jesli
          jestes w depresji
          Oni pracuja w kompletnie innych zawodach - inzynierskich

          Innymi slowy: zonom Kanadyjczykow wcale niekoniecznie jest tak latwiej, bo
          wpasc w dziure "ZONA" jest latwo, tkwic w niej - bezpiecznie, ale wygrzebac sie
          z niej nie tak calkiem latwo.
          • sylwek07 Re: Standardy 27.03.06, 16:53
            syswia liczysz sie bo znam takie przypadki ze majac podpore w rodzinie i
            znajomych mozna tkwic w 1 miejscu .
    • blotniarka.stawowa Re: Standardy 27.03.06, 04:58
      soup.nazi napisał:
      > > proponuje przyjecie jakiejs wspolnej umownej miary w dyskusjach

      Zgadzam sie, dyskusja o standardach jest potrzebna. Na kwote umowna
      proponowalabym skromniejsze 60,000 na household, by nie stresowac niepotrzebnie
      nowoprzybylych smile. Zreszta najnowsi emigranci lub kandydaci na emigrantow
      porownuja sie poczatkowo (slusznie czy nie) ze statusem zarobkowym, jaki mieli w
      starym kraju. I tak np. dla mlodego lekarza z Polski pensja kanadyjskiej RN z
      paroma latami praktyki bylaby niewatpliwym sukcesem finansowym, ale dla
      specjalisty-lapowkarza robiacego wylacznie "platne" operacje w panstwowym
      szpitalu (no overhead costs) – juz nie.

      Sama wysokosc zarobkow tez nie jest miara poziomu satysfakcji z zycia, ale to
      temat na odrebna (i zapewne burzliwa) dyskusje...
      • soup.nazi Re: Standardy 27.03.06, 07:03
        blotniarka.stawowa napisała:

        > soup.nazi napisał:
        > > > proponuje przyjecie jakiejs wspolnej umownej miary w dyskusjach
        >
        > Zgadzam sie, dyskusja o standardach jest potrzebna. Na kwote umowna
        > proponowalabym skromniejsze 60,000 na household, by nie stresowac niepotrzebnie
        > nowoprzybylych smile. Zreszta najnowsi emigranci lub kandydaci na emigrantow
        > porownuja sie poczatkowo (slusznie czy nie) ze statusem zarobkowym, jaki mieli
        > w
        > starym kraju.

        Slusznie, slusznie. Powiedzmy sobie szczerze, glownie dlatego sie tu wszyscy
        znalezlismy, choc niekoniecznie dlatego jedynie, zeby sobie poprawic. Choc po
        latach cenimy ten kraj nie tylko za to.


        I tak np. dla mlodego lekarza z Polski pensja kanadyjskiej RN z
        > paroma latami praktyki bylaby niewatpliwym sukcesem finansowym, ale dla
        > specjalisty-lapowkarza robiacego wylacznie "platne" operacje w panstwowym
        > szpitalu (no overhead costs) – juz nie.

        Tacy tez emigruja? To hak im w smak i kawalek szkla, hehehe. Radosc by mnie
        ogarnela jakbym spotkal takiego goscia w glebokiej frustracji. Tacy ludzie to
        jeden z powodow, dla ktorego nie ma mnie od dawna w slonecznej Bulbonii.

        >
        > Sama wysokosc zarobkow tez nie jest miara poziomu satysfakcji z zycia, ale to
        > temat na odrebna (i zapewne burzliwa) dyskusje...

        Oczywiscie, ze nie, ale znow - pieniadze sa potrzebne po to, zeby o nich nie myslec.
Pełna wersja