Dodaj do ulubionych

Alma - moja historia

15.01.08, 12:01
Kupiłam ciasto w Almie. Pani się zarzekała, że świeże. Okazało się
jednak, że w cieście była zielona półcentymetrowa pleśń, a na
wierzchu w niektórych miejscach ciasto było oprószone zielonym
pyłem. Ile ciasto musiało leżeć aby zrobiła się taka pleśń? Moim
zdaniem dłuugoo.
Oczywiście zareklamowałam ciasto, otrzymałam zwrot pieniędzy. Niby
wszystko pięknie, ale oddano mi o 0,70 mniej, ponieważ po ponownym
ważeniu ciasto miało mniejszą wagę. (jeden kawałek wylądował w
koszu, bo był ugryziony). Do głowy mi nie przyszło, że będą ważyć
ciasto jeszcze raz i ponownie wyliczać cenę. Moim zdaniem powinnam
dostać zwrot takiej kwoty jaką zapłaciłam. Ciekawe, czy jakby ciasto
ważyło więcej, to by też oddali więcej?;-)
Oczywiście nie chodzi mi o samą kwotę, ale o sam fakt. Po całej
transakcji nie usłyszałam nawet przepraszam.
Wydaje mi się, że postępowanie, tak prestiżowej firmy za jaką się
uważa Alma daleko odbiega od ideału. Zarówno jeśli chodzi o jakość
towarów (np. miękkie i ciepłe owoce oraz warzywa, które leżą pod
wielkimi lampami, a także mokre i miękkie sery) i obsługę. To tylko
moja opinia. Zrozumiem, jeśli ktoś będzie miał inne poglądy na ten
temat.
Obserwuj wątek
    • stentonik Re: Alma - moja historia 15.01.08, 16:32
      masiczka napisała:
      Po całej
      > transakcji nie usłyszałam nawet przepraszam.

      Ja bym nawet nie oczekiwał. Od początku Alma mimo tego, że to
      całkiem fajny sklep i można kupić coś czego gdzie indziej nie ma,
      kojarzy mi się z nonszalanckimi w zachowaniu, czasem niechlujnymi a
      już na pewno nieprofesjonalnymi sprzedawcami. Nie każdy, jedna pani
      na serach jest bardzo miła:) ale uczucie po wejściu na sklep i
      spojrzeniu na personel mam zawsze to samo: niepewność czy mnie nie
      opieprzą jak się o coś zapytam (a już tak było:))) Na szczęście są
      uśmiechnięci ochroniarze i śmiało robię zakupy;)
      Jaka firma tacy pracownicy. Jeśli nie robisz tego co lubisz, i co
      gorsze, nie identyfikujesz się z firmą, to masz wszystko w nosie.
      Stary ser? A kogo to obchodzi. Aby do dwudziestejpierwszej.
      • szalonyromek Re: Alma - moja historia 24.01.08, 19:32
        ta cala alma to jedno wielkie guwno ta cala ekipa tych niedo..ych
        i niewyksztalconych i glupszych od jeza z..ych nazywajacych sie
        kierownictwem.oni maja tylko 2 faudy muzgowe odpowiedzialne za
        zarcie i sranie to znaczy ze to 1 faude wiecej od wiejskiej
        kury.wyzej sraja niz dupy maja
    • mahony2109 Re: Alma - moja historia 15.01.08, 22:18
      Wiesz, w odróżnieniu od poznańskiego Piotra i Pawła (innego z
      cyklu "lepszych marketów"))cieszącego się super opinią w swoim
      mateczniku jak i niezłą gdzie indziej Alma właśnie UWAŻA SIĘ za
      firmę prestiżową - klienci niekoniecznie podzielają tę opinię.
      Działania tej firmy. Wybór i jakość towarów, obsługa itd. niestety
      mnie nie kojarzą się z prestiżem. Wielokrotnie robiłem zakupy u
      rzeczonej konkurencji - w Piotrze i Pawle w Jankach i Blue City.
      Parę małych zawodów było, ale np: mandarynki były zawsze pyszne.
      Jakość taka że można pomarzyć w większości sklepów - co wizyta.
      Przerzuciłem się na Almę bo bliżej. Trzy razy byłem, zrezygnowałem.
      Na 2 z trzech razów mandarynki były góra poprawne. Nie odbiegały od
      tych w Auchan. Za to cena jak w Piotrze i Pawle (nieco wyższa). Jak
      dla mnie Alma się nie opłaca.
      • kradam Re: Alma - moja historia 15.01.08, 22:52
        Na jakiej podstawie właściwie twierdzicie, że Alma uważa się za firmę
        prestiżową? Sklep jak każdy inny, tyle że jest nieco lepszej klasy (droższych)
        towarów.
        • stentonik Re: Alma - moja historia 15.01.08, 22:57
          Noooo mają różnorakie dodatki niespotykane czasami, ryż alborio do
          risotto odpowiedni, makarony i sole toskańskie...
          Szkoda szkoda, kurde szkoda ale chyba te pustki w tym markecie to
          znikąd się nie biorą...
          • klientka12 Re: Alma - moja historia 28.01.08, 18:56
            Jestem stała klientka tego sklepu i wydaje mi sie ze kierownictwo
            sreasznie zadzi pracownikami ale to tylko moja wersja mojr
            spostrzezenie pracownicy widac ze sa nie zadowolenie i bez humoru
            jakby cos z przymusu robili Droga Dyrekcjo to jest wasz problem
        • mahony2109 Re: Alma - moja historia 15.01.08, 23:47
          > Na jakiej podstawie właściwie twierdzicie, że Alma uważa się za
          firmę
          > prestiżową?

          Wygląd. Gazeteka (kolory, wygląd, dobór towarów), logo, image marki.
          Wszystko jest robione według podręcznika jak wyglądać prestiżowo.
          Szczerze mówiąc wyjątkowo. Żaden inny supermarket w stylu
          delikatesowym aż tak na pierwszy rzut oka nie wygląda. :P

          Pzdr.
    • marcin-borkowski Re: Alma - moja historia 16.01.08, 09:07
      Już niedługo nie będziecie musieli narzekać na bezpośrednią obsługę w Almie.
      Alma od jakiegoś czasu sprzedaje przez internet. W styczniu z zakupów w
      Delikatesach internetowych Alma, będą mogli korzystać mieszkańcy Warszawy, a
      wkrótce zapewne i podwarszawskich miejscowości: www.alma24.pl/index.do

      Miłego dnia
      Marcin
    • szalona_marchewka Re: Alma - moja historia 16.01.08, 12:33
      potwierdzam - jedna Pani "na serach" jest baardzo miło :-).

      CO do prestiżu Almy - nie wymagam zbyt wiele ale Panie "na sklepie"
      mogłyby chociaż wiedzieć, na jakiej półce stoją produkty, o które
      się pytam :-(.
      • kasiczek23 Re: Alma - moja historia 16.01.08, 13:38
        <CO do prestiżu Almy - nie wymagam zbyt wiele ale Panie "na sklepie"
        mogłyby chociaż wiedzieć, na jakiej półce stoją produkty, o które
        się pytam :-(.>

        ja ostatnio pytałam się jednej z Pań, czy jest papier ryżowy do sajgonek. W odp
        usłyszałam, ze nie mają działu papierniczego :-)
    • masiczka Re: Alma - moja historia 16.01.08, 14:47
      Rzeczywiście wszystkie rzeczy, które składają się na wygląd
      zewnętrzny Almy wskazują na to, że mamy do czynienia ze sklepem
      prestiżowym. Moim zdaniem jednak cały prestiż tego sklepu to tylko
      wizerunek zewnętrzny i nic poza tym. Działania związane z obsługą
      klienta, jakością artykułów dają już wiele do życzenia. Uważam, że
      nie jest to tylko wina pracowników sklepu, ale przede wszystkim
      polityki firmy. Z tego co widzę postępowanie firmy zmierza tylko i
      wyłącznie do osiągnięcia zysku, bez liczenia się z klientem i z
      pracownikami.

      Mam nadzieję, że może kiedyś kierownictwo Almy pójdzie po rozum do
      głowy i weźmie pod rozwagę fakt, że to klienci przychodzący do
      sklepu "dają" im pracę, a im więcej zadowolonych klientów to większe
      zyski.


      Jeśli chodzi o owoce, to w zeszłym roku np. śliwki były w Almie
      tańsze od tych sprzedawanych na targu. Niby super, tylko brać! Jak
      się okazało te w Almie były lekko podgniłe i spleśniałe...
      • mahony2109 markety versus targi 16.01.08, 20:49
        Bo nie należy szybko rezygnować z targów. Owoce, warzywa, a także
        często mięsa czy ryby są zawsze tam lepsze. Tymczasem w Polsce wiele
        osób uważa, że nie powinno się kupować na targach i bazarach, bo w
        marketach jest lepiej i taniej. A to nigdy nie jest prawda. Co widać
        na zachodzie. Tam prawie każde miasto wciąż ma targi. Targ rybny w
        Marsylii na przykład to najlepsze miejsce na rybki w całej Europie.
        A w USA "farmer's markets" przynajmniej raz na tydzień utrzymują
        wszystkie miasta, nawet... Beverly Hills :D. Więc nie warto kupować
        w markecie tego co można na targu. Nie zachłyśnijmy się kulturą
        marketow. Zachód miał na to więcej czasu i... wybrał targi :P.

        Pzdr.

        > Jeśli chodzi o owoce, to w zeszłym roku np. śliwki były w Almie
        > tańsze od tych sprzedawanych na targu. Niby super, tylko brać! Jak
        > się okazało te w Almie były lekko podgniłe i spleśniałe...
        • malila A propos ryb 16.01.08, 22:05
          Wie ktoś może, gdzie można kupić dobrą rybę do sushi?
          • mahony2109 Re: A propos ryb 16.01.08, 23:32
            Może w Kuchniach Świata w Złotych Tarasach (poziom -1) oraz w
            Arkadii (naprzeciw marketu)? Jeśli chodzi o egzotyczne produkty (w
            tym do sushi) to niestety nigdzie bliżej nie widziałem
            porównywalnego wyboru...

            Pzdr.
          • agromek Re: A propos ryb 17.01.08, 15:27
            malila napisała:

            > Wie ktoś może, gdzie można kupić dobrą rybę do sushi?

            ursynów. Kolo MarcPolu. ale co to za ulica to nie pomnę.

            arek

    • tm51 Re: Alma - moja historia 16.01.08, 17:26
      Jak dla mnie to zawsze panował tam dziwny zapach.
      • aga_x Re: Alma - moja historia 17.01.08, 02:17
        Jak w calej okolicy Almy
    • miki.i.asik Re: Alma - moja historia 17.01.08, 23:33
      masiczka napisała:
      >... w cieście była zielona półcentymetrowa pleśń, a na wierzchu w
      niektórych miejscach ciasto było oprószone zielonym pyłem. Ile
      ciasto musiało leżeć aby zrobiła się taka pleśń?...
      > ... po ponownym ważeniu ciasto miało mniejszą wagę. (jeden kawałek
      wylądował w koszu, bo był ugryziony).

      Ile trzeba się przyglądać ciastu (najpierw w sklepie, potem w
      domu!), żeby stwierdzić, że jest "oprószone zielonym pyłem"?

      > ...Do głowy mi nie przyszło, że będą ważyć
      > ciasto jeszcze raz i ponownie wyliczać cenę.

      Do głowy by mi nie przyszło, że ktoś może ukroić i zjeść ciasto z
      półcentymetrową warstwą pleśni w środku i przyprószonym na zielono
      wierzchem.

      > Ciekawe, czy jakby ciasto
      > ważyło więcej, to by też oddali więcej?;-)

      Aaa to rzeczywiście jest ciekawe :))
      Aczkolwiek jakby się nad tym zastanowić, to nie pozbawione sensu
      jest to odliczanie.


      • 3fx Re: Alma - moja historia 18.01.08, 08:51
        > Ile trzeba się przyglądać ciastu (najpierw w sklepie, potem w
        > domu!), żeby stwierdzić, że jest "oprószone zielonym pyłem"?

        Zazwyczaj jakoś dogłębnie nie przyglądam się takim produktom jak
        ciasto w sklepie, a później w domu. Zakładam, że nikt w takim
        porządnym sklepie jak Alma nie będzie mi chciał sprzedać nieświeżego
        produktu.

        > Do głowy by mi nie przyszło, że ktoś może ukroić i zjeść ciasto z
        > półcentymetrową warstwą pleśni w środku i przyprószonym na zielono
        > wierzchem.

        Brzeg ciasta był zawinięty i tam była półcentymetrowa pleśń. Nie
        posiadam w domu urządzenia do prześwietlania ciasta, więc coś
        takiego można było zauważyć dopiero po pokrojeniu ciasta. W czasie
        od pokrojenia ciasta do zauważenia pleśni, ktoś zdążył skosztować
        kawałek ciasta. Dopiero po znalezieniu pleśni w środku dokładniej
        przyjrzeliśmy się naszemu zakupowi i zauważyliśmy że na wierzchu też
        nie jest dobrze.

        Obrońco Almy, to może odpowiesz mi na pytanie ile i w jakich
        warunkach to ciasto musiało być przechowywane w Almie, aby powstała
        tam taka pleśń? I po drugie, czy delikatesy Alma powinny sprzedawać
        kilkudniowe ciasto, bo chyba nie powiesz mi że ta pleśń powstała w
        jeden dzień.

        Idąc do sklepu nie mam obowiązku sprawdzania dat przydatności do
        spożycia, jakości, koloru, zapachu produktów. To jest obowiązek
        sklepu! Ale teraz już będę to sprawdzał i jeżeli zauważę w Almie coś
        co nie spełnia określonych warunków to będę im załatwiał kontrole
        tak długo, aż będzie to wzorcowy sklep:)
        • miki.i.asik Re: Alma - moja historia 18.01.08, 13:36
          Ani jednym zdaniem nie stanęłam w obronie Almy, w której nota bene
          nigdy w życiu jeszcze nie byłam.

          Wypowiedziałam się tylko na temat kupowania i spożywania nieświeżego
          ciasta.

          Gdyby post dotyczył dowolnego innego sklepu - moje spostrzeżenia
          byłyby takie same i wypowiedź byłaby również aktualna.

          > Obrońco Almy, to może odpowiesz mi na pytanie ile i w jakich
          > warunkach to ciasto musiało być przechowywane w Almie, aby
          powstała
          > tam taka pleśń? I po drugie, czy delikatesy Alma powinny
          sprzedawać
          > kilkudniowe ciasto, bo chyba nie powiesz mi że ta pleśń powstała w
          > jeden dzień.

          Zgadzam się w całej rozciagłości, że nieświeże ciasto nie powinno
          byc sprzedawane - nigdzie, nie tylko w delikatesach Alma.
          Zgadzam się, że do powstania pleśni musiało dochodzić dłuuugo.
          Ale tym bardziej mnie dziwi, że nie przyglądacie się co sobie
          każecie pakować i kupujecie ciasto, które żadnym sposobem na ŚWIEŻE
          wyglądać NIE MOGŁO.
          • 3fx Re: Alma - moja historia 18.01.08, 14:24
            > Ale tym bardziej mnie dziwi, że nie przyglądacie się co sobie
            > każecie pakować i kupujecie ciasto, które żadnym sposobem na
            ŚWIEŻE
            > wyglądać NIE MOGŁO.

            Żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia. Ciekawe czy Ty na pierwszy rzut oka
            zauważyłabyś że coś z tym ciastem jest nie tak. Cztery osoby tego
            nie zauważyły, ale może nie mamy takiego doświadczenia w robieniu
            zakupów jak Ty:)
          • mahony2109 Re: Alma - moja historia 18.01.08, 18:47
            > Zgadzam się w całej rozciagłości, że nieświeże ciasto nie powinno
            > byc sprzedawane - nigdzie, nie tylko w delikatesach Alma.
            > Zgadzam się, że do powstania pleśni musiało dochodzić dłuuugo.
            > Ale tym bardziej mnie dziwi, że nie przyglądacie się co sobie
            > każecie pakować i kupujecie ciasto, które żadnym sposobem na
            ŚWIEŻE
            > wyglądać NIE MOGŁO.

            Wiesz, jeśli ktoś pracuje, ma mało czasu, biegnie do sklepu kupicę
            pełen wózek rzeczy to nie patrzy na każdy artykuł sokolim okiem :P
            • stentonik Re: Alma - moja historia 18.01.08, 21:02
              Hmmm, nawet nie przyszłoby mi do głowy przeglądać każdy produkt w
              poszukiwaniu pleśni, narośli czy robactwa w sklepie...Zakupy
              robię "automatycznie", wrzucam do koszyka co potrzebuję albo co mi
              wpadnie w oko i tyle. Zawsze natomiast sprawdzam datę ważności i mam
              taki brzydki zwyczaj wąchać ;)))żywność...Ale to już w domu.

              Kiedyś w sklepie Piątka na Kościuszki kupiłem sałatkę. Po otworzeniu
              pachniała nieświeżo. Pobiegłem od razu spowrotem i mimo że było
              chwilę po zamknięciu, otworzono mi, wymieniono sałatkę bez słowa i
              jeszcze dostałem czekoladę na przeprosiny. Szkoda, że takich
              prostych gestów nie uczą menedżerów zatrudnianych przez sklepy-
              molochy. No, ale tam liczy się zysk a nie klient.

              Nie napiszę, że Alma schodzi na psy, bo jeszcze wykraczę i branże
              zmienią. A segment zoologiczny jest mi bardzo bliski;))

              G.
            • miki.i.asik Re: Alma - moja historia 18.01.08, 23:38
              Ech, no dobra, może trochę racji macie.
              Ja osobiście zawsze wszystko oglądam dosyć dokładnie ale np mojej
              mamie zdarzyło się, że przytargała ze sklepu (to z bazarku, to z
              osiedlowego) przeterminowany towar, bo była bez okularów, bo się nie
              spodziewała itd. itp.
              Mój mąż też jest nie lepszy, zwłaszcza jak robi zakupy sam :) - ma
              na koncie takie perełki jak: nadpsute jabłka, połamane dokumentnie
              paluszki, dziecięcą piżamkę z dziurą .... :)
    • lazy_dog Re: Alma - moja historia 18.01.08, 10:30
      A wg. mnie supermarket jak każdy inny. Różni się tym że mają więcej
      "egzotycznych" produktów i to tyle.
      A co do pleśni itp. to staram się zawsze spoglądać na datę ważności oraz ogólnie
      obejżeć produkt (oczywiście nie wszystko można zauważyć, zwłaszcza przez
      opakowanie i tak jak my nie możemy tego zauważyć tak pracownicy sklepu również
      nie otwierają opakowania żeby sprawdzić czy aby się coś nie popsuło i wg. mnie
      powinni się raczej kierować datą ważności )
      Jak działa obsługa to nie wiem, nigdy o nic nie musiałem tam pytać.
      Jedą rzeczą na plus w porównaniu do innych sklepów była kapusta kiszona - na
      oko i w smaku wyglądała na naturalną nie pędzoną chemicznie a jeżeli chodzi o
      kapustę i ogórki kiszone to jestem dość wybredny i z tego powodu bardzi rzadko
      kupuję je w sklepie :).Zzaznaczam że kapuchę o której mowa kupiłem niedługo po
      otworzeniu Almy więc nie wiem czy w dalszym ciągu jest dobra.

      Pozdrawiam
    • 4bery Re: Alma - moja historia 18.01.08, 14:34
      a dla mnie to ma sens tylko w 1 przypadku - dokładamy brakujacy
      kawałek i sprzedajemy dalej ;-)))))))

      jak dla mnie takie wazenie ciasta to nonsens i bzdura...
      autentycznie aż się nie chce wierzyc.....
    • emizet1 Re: Alma - moja historia 22.01.08, 18:43
      Dla mnie dziadostwo sprzedaż internetowa pozwoli im wg mnie na szybsze pozbycie
      się towaru, któremu za chwilę skończy się data ważności, pewnie będą mieli
      więcej reklamacji Myślę że mniejszy sklep obok zrobiłby im konkurencję
    • dabko Re: Alma - moja historia 28.01.08, 19:08
      Dla przeciwwagi powiem, że robię zakupy w Almie i jestem zadowolony - nie miałem
      jeszcze żadnych nieprzyjemnych przygód...

      Mówienie o jakimś prestiżu to chyba gruba przesada - sklep jak każdy inny, ma
      sporo ciekawych, niespotykanych gdzie indziej produktów, a jego największą
      zaletą jak dla mnie jest to, że mogę zaparkować samochód 10 metrów od windy :)
      • mahony2109 Re: Alma - moja historia 28.01.08, 23:13
        > ma
        > sporo ciekawych, niespotykanych gdzie indziej produktów,

        Ale prosimy o więcej! Nie musi dorównywać Kuchniom Świata, czy innym
        specjalistycznym sklepom, ale chociaż konkurencji typu Piotr i
        Paweł. W Jankach można znaleźć wszystko od gamy produktów Fair Trade
        po piwo Laosu czy Tahiti. Almie wciąż daleko do takiego wyboru.

        Pzdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka