06.10.09, 12:33
Mam pyatnie: Czy ktoś usłyszał od swojego dziecka (21lat) słowa:
Zyczę ci k.... żebyś zdychała w nędzy. Bo ja właśnie kilka dni temu
coś takiego usłyszałam.Nie zrobiłam nigdy krzywdy dzieciom,nie
zaniedbywałam ich,wręcz przeciwnie,sama je wychowywałam,bo mój ex
miał rodzinę i dzieci głęboko w poważaniu.Ale teraz przed i po
rozwodzie nakręca mi dzieci przeciwko mnie.Podpłaca kasą,obietnicami
i przyjaźnią.Ja się buntuję i z reguły wychodzę na tym jak Zabłocki
na mydle.Czyli okazuje się że matka to wariatka,bo sobie wymyśla
jakieś fanaberie.Ja jestem bardzo silna psychicznie,ale powoli
czuję,że ta siła mnie opuszcza.Z synem wogóle nie rozmawiam,bo sobie
tego nie życzy.Moi rodzice to idioci (według niego)i ja też jestem
nie teges.Dodam,że mieszkamy bardzo blisko ex-teściów i daleko od
mojej rodziny.Wszystkie gromy z nieba zbieram na swoją
głowę.Powiedzcie mi,ile jeden człowiek może wytrzymać? Przepałakałam
dużo nocy,ale jakoś sie trzymałam.Po takich słowach słyszanych od
własnego dziecka nie chce się żyć.Bo po co?
Obserwuj wątek
    • eutherpe Re: tragedia 06.10.09, 12:37
      Koszmar jakiś. Kazałabym "dziecku" iść do tatusia. Z głową podniesioną
      wysoko!Nie no,,,,koszmar.Bardzo przykre.
      • anka42_pl Re: tragedia 06.10.09, 12:40
        jest koszmar,zgadzam się w 100%.jak ja mam si edo tego ustawić?Bo
        dziecko już chyba starciłam.
        • eutherpe Re: tragedia 06.10.09, 12:43
          Nie straciłaś, bo dziecka nie utracisz. 21 lat to juz "dorosła młoda" osoba i
          chyba powinna mieć swoje zdanie na zaistniałą sytuację. Powiedz Dziecku,że
          sprawiło Tobie wielką przykrość. I tyle. I zostaw je z tym. Po prostu zostaw.
          • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 12:47
            Nie wierzę, że jeśli się miało z dzieckiem więź przez 20 lat to ktoś
            może zniszczyć ją ot tak.
            Coś jest czego nie widzisz, albo nie chcesz napisać. Gdzieś coś
            musiało okulec wcześniej. I to ni musi być jakaś twoja wielka wina.
            Każdy z nas jest tylko człowiekiem.

            Ja się dziwie, że pozwalasz dorosłemu człowiekowi żyć ze sobą i
            jednocześnie okazywać taki elementarny brak szacunku.
            Może to właśnie jest wyajśnienie tej sytuacji?
            Nie, niegodzenie się i buntowanie a jasne stawianie madrych granic,
            wymagań i konsekwentne trzymanie się tego.
            • anka42_pl Re: tragedia 06.10.09, 13:04
              Odpowiem Ci tak: Masz rację,coś musiało byc nie tak.I ja o tym
              wiem.Pochodzę z biednej rodziny,gdzie nie okazywało się uczuć.Ale
              wiem,że rodzice mnie kochali.Ten schemat powieliłam mimo woli w
              swojej rodzinie.Byłam oschła,wymagająca,ale jednocześnie dawałam z
              siebie wszystko,co mogłam od siebie dać.Syn ma do mnie pretensje,że
              mało z nim rozmawiałam.Rozumiem go.Tylko on nie chce zrozumieć
              mnie.że sama borykałam się z wszelkimi trudościami życia,że nie
              miałam wsparcia w mężu,który wszystko miał gdzieś,ale potrafił się
              teraz odnaleźć i zgrywać dobrego tatusia.Oni są teraz przyjaciółmi,a
              mnie serce krwawi.
              • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 13:08
                Bo dzieci poza utrzymaniem najbardziej pragną bliskości, wsparcia i
                wysłuchania. I status materialny nie ma tu nic do rzeczy.

                Nie wiem czy wszystko stracone. Może nie. Pewnie nie.
                teraz zamiast złościć się, że syn ma dobry kontakt z eksem (a niech
                ma, to w końcu jego ojciec. dobrze ze sie rozumieją, że teraz moze
                liczyc na pomoc ojca) daj mu to czego nie dawałaś wcześniej.

                Pozdrawiam
            • sauber1 Re: tragedia 06.10.09, 14:25
              to.ja.kas napisała:

              > Nie wierzę, że jeśli się miało z dzieckiem więź przez 20 lat to ktoś
              > może zniszczyć ją ot tak.


              A ja uważam, że w życiu wszystko możliwe, a szczególnie w rodzinach w których od
              zawsze źle się dzieje, gdzie dzieci cierpią niedostatek, całe życie z mętnym
              wzrokiem, ze spuszczona głową, tylko dlatego że dwoje dorosłych ludzi wzajemnie
              chce nad sobą dominować. Bywa że w rodzinach gdzie wszystkiego pod dostatkiem, a
              wojna i bark poszanowania godności tez nie inaczej, to raczej nieodosobniony
              przypadek gdzie dzieci nie szanuja rodziców.
              • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 14:30
                Ależ to co ja napisałam, nie wyklucza tego co napisałeś Ty.
                Coś musiało dziać się źle. Ale nie od teraz...nie przez chwilę.
          • anka42_pl Re: tragedia 06.10.09, 12:53
            Już to przerobiłam.mam przez niego wybity kciuk(on nie ma problemu
            mnie uderzyć) i wiem,bo mi to mówi,ze mnie nienawidzi.Tylko nie
            potrafię zrozumieć dlaczego.Nigdy mu nie zrobiłam krzywdy i mimo
            wszystko nigdy nie zrobię,bo to jest moje dziecko!Problem w tym,ze
            tatuś go tak kieruje.Nadal mieszkamy razem.I to co niekiedy
            podsłucham,jak ex na mnie psy wiesza przy dzieciach..... naprawdę
            nie da sie tego opisać.
            • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 13:10
              Przemoc nalezy NATYCHMIAST ukrócić. To co sie dzieje to
              patologia !!!!
              Jak możesz na to pozwolić?
              • anka42_pl Re: tragedia 06.10.09, 13:19
                Mam go podać na policję?
                • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 13:27
                  Jeśli powtórzy się przemoc to powinnaś poważnie to wziąć pod uwagę.
                  jak również poproszenie o wyprowadzenie się z domu.
                • scindapsus ballada o januszku 06.10.09, 13:32
                  Tak, jak jeszcze raz podniesie na Ciebie rękę masz to zgłosić na
                  policję.
                  • panda_zielona Re: ballada o januszku 06.10.09, 20:29
                    Też mi się od razu z tym skojarzyło

                    > Tak, jak jeszcze raz podniesie na Ciebie rękę masz to zgłosić na
                    > policję.
            • kasper254 Re: tragedia 06.10.09, 13:23
              1. Dbaj o siebie, anka. Jak jesteś silna psychicznie, to przeżyjesz.
              To, co ten gnojek - twój syn - wyrabia, to nie jest tragedia. To
              tylko coś, jak wypadek, co strasznie boli, ale przechodzi. Śmierć
              jest tragedią, dla mnie rozwód był tragedią, nawet w pewnej mierze
              śmiercią, a wszystko, co stało się póżniej, było pochodną tego, co
              robiła moja była żona, chociaż nie musiała, chociaż była zobowiązana
              inaczej. Ale to już mnie nic nie obchodzi. Trzy lata mnie bolało,
              jakbym miał jakiś głaz w piersi.
              2. Nosisz go pewnie teraz - ten głaz - swój głaz, rozumiem to. To,
              co pisze ja.kas, przyjmij jako ciekawostkę tylko. Niezależnie od
              tego, czego pragnął Twój syn, jeśli nie zaznał krzywd, odrzucenia;
              jeśli mógł zawsze na Ciebie liczyć, chociaż nawet wówczas, gdy nie
              miałaś czasu, bo pracowałaś, byłaś zmęczona itd. jego obowiązkiem
              jest dać Ci szacunek, jeśli nie - chociaż - garstkę - miłości. Cała
              reszta, co mogłaś, czego zaniedbałaś, czego nie przewidziałaś, nie
              oczekiwałaś, do czego byłaś zobowiązana, to nowo-mowa współczesnych
              stylów wychowania.
              3. Przygotuj się na jeszcze gorsze rzeczy. Przygotuj, to znaczy,
              szukaj jakiejś przeciwwagi, bliskości innego człowieka. Ja nie
              domyślałem się nawet, co mnie jeszcze czeka, gdy mściwość,
              zajadłość, brutalność, nienawiść i zło partnera przekraczały
              jakiekolwiek, dopuszczalne choćby w myślach miary. Mógłbym Ci
              opowiedzieć bardziej przerażające rzeczy. I ja.kas pewnie
              powiedziałaby mi, że nie kochałem, jak trzeba. a ja kochałem, jak
              umiałem. A więc - kochałem. Szczury też kochają.
              • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 13:29
                Kacper czytaj uważnie...JEJ SYN JEST WINIEN SZACUNEK MATCE !
                Ale jedno nie wyklucza drugiego. Nazwanie go gnojkiem i zwalenie
                winy na eksa nie pomoże im w kontaktach.
                Warto zastanowić sie co zrobić BY CHRONIC SIEBIE przed przemocą bo
                jest NIEDOPUSZCZALNA ale także nad tym czy mozna zrobić coś by
                relacje poprawić.
              • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 13:31
                Nie znam Twojej historii Kacper, wiec nie wiem czy nie kochałeś.
                Nie pisałam, ze u Ani zabrakło miłości. Zabrakło rozmów i budowania
                więzi co sama przyznała.

                Nie czytaj moich słów przez pryzmat własnych doświadczeń bardzo
                proszę. Nic z tego co napisałeś nie padło spod moich klawiszy...ba
                nawet tego nie sugerowałam!

                Można Anię straszyć, a można powiedzieć jej by dbała BARDZO o siebie
                i zastanowiła sie co może zrobić w tej sytuacji.
                Bo syna nie chce stracić a na przemoc nie powinna za żadne skarby
                sobie pozwolić.
              • anka42_pl Re: tragedia 06.10.09, 13:35
                kasper,czytałam twój wpis chyba z piętnaście razy i ryczę jak
                bóbr.Ale dziękuję Ci bardzo,bardzo.Z jednym się tylko nie zgodzę.To
                co mój synek wyrabia,to dla mnie jest tragedia.A rozwód też dla mnie
                był jak śmierć.I też kochałam jak umiałam.I jakoś tak potrafiłeś do
                mnie przemówić.Dziękuję.
                • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 13:41
                  Świetnie się wzruszyć nad przeszłością, wypłakac, rozczulic.
                  Tylko Ty jesteś na etapie, że po obtarciu łez powinnaś coś zrobić.
                  Zdziałać.
                  • kasper254 Re: tragedia 06.10.09, 13:51
                    1. Na podstawie tego, co piszesz i jak piszesz,bardzo Cię cenię,
                    ja.kas i wielu innych, molę, tri, z_mazura, nangę i wielu innych. Po
                    Waszych słowach, wszystko, co czytam u Podgóreckiego, Baumanna,
                    Hołysta, Pospiszyl itd. jest papką.
                    Nie chciałem Cię więc obrazić. Krótko mówiąc , choćby anka była
                    niemową i nie umiała wypowiedzieć gestami niczego, co kojarzy się z
                    czułością, serdecznością itd., choćby była "prostą" kobietą, ot,
                    taka mamą Januszka, a jeśli przy tym nie krzywdziła, nie
                    szkodziła,należy się Jej chociaż szacunek.
                    2. Napisałem ostro, bo te gnojki, były mąż i syn, próbują Ja wbić w
                    poczucie winy, chcą Ja zatracić, utopić w swoim świecie wartości.
                    Jeśli dadzą radę, będzie gorzej dla anki. Inaczej mówiąc - nie ma
                    Jej winy.
                    3. To, co Ją spotkało, to m.in. konsekwencje współczesnych trendów.
                    W Kodeksie Hammurabiego syn, który podniósł rękę na ojca czy matkę,
                    miał ją uciętą, gdy powiedział słowo obrażliwe, wyrywano mu język.
                    To był rok 1700 p.n.e.
                    • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 13:57
                      Dziekuję za miłe słowa. Z tym baumanem to pojechałes wink

                      Zgadzam sie z Toba Kacper. Nie obraziłeś mnie.
                      Dlatego napisałam, ze NIE MUSI W TYM BYC WINA ANI BO JEST TYLKO
                      CZŁOWIEKIEM.
                      I SYN NIE MA PRAWA DO PRZEMOCY I BRAKU SZACUNKU!
                      Ale ze to juz pisałam, to nie będę się nad tym rozwodzić.

                      Pozdrawiam
    • kicia031 Re: tragedia 06.10.09, 13:46
      Wywalilabym z domu bez dyskusji. A w przypadku przemocy wezwalabym
      policje.

      Dla jego wlasnego dobra.

      jednym z najwiejszych darow, jakie rodzice daja dziecku, jest tzw
      socjalizacja - przygotowanie do zycia w spoleczenstwie. Twoj syn nie
      podziekuje ci za to, ze nie nauczylas go, ze ludzi sie nie bije, ze
      do kobiety nie mowi sie kurwo i ze czlowiek umiera, a nie zdycha.

      Nigdy nie jest za pozno na taka lekcje.
    • pisklatko12 Re: tragedia 06.10.09, 15:39
      Powiedz synowi że sprawy twoje i jego ojca sa tylko waszymi sprawami i ze oboje
      staracie sie aby na tym nie cierpily dzieci i powiedz oczywiscie ze sprawil ci
      ogromna krzywde i tyle niech sobie przemysli gowniarz jeden - teraz mlodziez
      jest baaardzo okrutna...
      • sauber1 Re: tragedia 06.10.09, 15:50
        www.youtube.com/watch?v=yUrbulUAPsA
    • nangaparbat3 Re: tragedia 06.10.09, 15:53
      Aniu, Twoj syn zachowuje sie karygodnie i co do tego nie ma zadnej dyskusji.
      Myslę jednak, że pewne Twoje zachowania wplynęly na to, ze jest jak jest. Nie
      zrozum mnie źle - nie chce usprawiedliwiac syna, bo nie ma jak. Masz jednak
      wiecej dzieci - moze warto cos zmienic we wlasnym zachowaniu, zeby uratowac te
      więzi, jakie jeszcze są.
      Z tego co piszesz można się domyślac, ze oboje z mężem dązyliście do tego, by
      dzieci opowiedzialy się po jednej ze stron. A to najgorsze, co mogą zrobic
      wlasnym dzieciom rodzice. Żeby nie wiem jak okropny byl ojciec czy koszmarna
      byla matka, to są rodzice. Pewiem znajomy powiedzial mi niedawno: Nie wazne,
      jaki jest ojciec, ważne, żeby był.
      Dzieci niejako z natury kochaja i przywiazują sie do obojga rodzicow - nawet
      jeśli ich ojciec nie lozyl na dom, nawet jesli wszystko mial w nosie, to
      mieszkal z Wami - przecież do dzis mieszka - byl ich tatą jako takiego go
      pokochali czy przywiązali się. Dzieci kochaja rodziców na kredyt, nawet jesli
      ich milosc przeplata się z najprawdziwszą nienawiscią - częściej tak jest niz
      się sądzi - rodzice to dla nich najwazniejsi ludzie na świecie. I jeśli jedno z
      nich domaga sie, by dziecko odcielo się, wyrzeklo, obwinilo to drugie, stawia
      sie dziecko w jednej z najtrudniejszych i najbardziej niszczacych sytuacji.
      Piszesz:
      >>>Ale teraz przed i po
      >rozwodzie nakręca mi dzieci przeciwko mnie.Podpłaca kasą,obietnicami
      >i przyjaźnią.Ja się buntuję i z reguły wychodzę na tym jak Zabłocki
      >na mydle.Czyli okazuje się że matka to wariatka,bo sobie wymyśla
      >jakieś fanaberie.
      Przeciw czemu sie buntujesz?
      Przeciw kasie? Obietnicom? Przyjaźni?
      Chcesz swoje dzieci pozbawic tego w imię przewin ich ojca wobec Ciebie i nich
      samych, ukarac go - ale jednocześnie karzesz i ich. Dzieciom do zycia potrzeba i
      kasy, i obietnic, i przyjaźni ojca. W jakich proporcjach - to juz zalezy od
      tego, jakie mają systemy wartości. Ale niezaleznie od proorcji, to nie są powody
      do buntowania się i walki.
      Piszesz, ze krwawi Ci serce, kiedy widzisz przyjaźń ojca z synem - wybacz, ale
      tak nie wolno.
      Przypuszczalnie Twoj byly mąż zachowal sie identycznie jak Ty - kazal wybierac
      miedzy sobą a Tobą. I syn wybral ojca. Psychologowie twierdzą, ze dla syna tak
      lepiej. Ale zawsze to będzie tylko mniejsze zło - bo zlem jest koniecznosc wyboru.
      Jesli ojciec daje im pieniadze tylko po to, zeby Tobie zrobic na zlośc -
      najlepszym buntem bedzie ucieszenie się, ze dziecko moze coś sobie kupic. Jesli
      sklada im obietnice, ktorych nie dotrzymuje lub nie dotrzyma - sami sie
      przekonają, czy mogą na nim polegac. Jeśli darzy ich przyjaźnią - ciesz się, bo
      przyjaźń ojca jest bezcenna, nawet jeśli ma mnostwo potwornych wad i jeśli te
      utrudniały Ci zycie.

      Dzieci nie są ślepe ani głuche ani upośledzone. Jeśli przestaniesz na nie
      naciskac, same zorientuja się, kto jest kim. Jesli bedziesz prowadzic wojnę, ich
      obraz Ciebie i ich ojca będzie musial byc coraz bardziej zaklamany, bo zeby
      opowiedziec sie po jednej ze stron, będą musialy tę drugą odsądzic od czci i wiary.
      Przestań zajmowac sie ich relacją z ojcem - zajmij sie pracą, domem, i moze
      przede wszystkim - czyms co lubisz, co da Ci przyjemnośc, odpoczynek, energię.
      Zobaczysz, bedzie lepiej.
      • to.ja.kas Re: tragedia 06.10.09, 15:58
        Aniu i proszę przeczytaj ten post wiele razy. Bo to BARDZO mądry
        post.

        Pozdrawiam.
        • triss_merigold6 Re: tragedia 06.10.09, 20:45
          IMO dalsze mieszkanie razem w takiej sytuacji to błąd. Dorosły syn
          może spokojnie mieszkać z ojcem, zwłaszcza, że jest niebezpieczny i
          demoralizująco wpływa na młodsze dzieci.
          • handra Re: tragedia 06.10.09, 22:52
            Nie trzeba Ci mowic, ze zachowanie syna jest niewybaczalne.

            Nie napisalas jak dlugo sama wychowujesz dzieci, czy zane byly im
            powody Twojego odejscia od meza. To sa wazne faktory.

            Przychylam sie do postow rodzacych Ci rozstanie z synem i to w
            sposob radykalny. Won do ojca!!!
            Jaki jest stosunek Twoich pozostalych dzieci/dziecka do Ciebie?

            A moze oboje popijaja? Trudno mi zrozumiec postawe syna no i ocja
            tymbardziej.

            Zycze Ci duzo sil w walce z hamstwem.

            Nie wierze, ze "bieda" moze byc powodem agresji i to tymbardziej do
            matki. Mam przyjaciela, ktory wychowywal sie w niedostatku
            przez "ukochanego" tatusia, ktoremu nie udalo sie jedak go przekupic
            bo to przeciez zalosne.
      • kasper254 Re: tragedia 07.10.09, 10:29
        Odezwij się, Anka, co dalej.
        Do Nangi: 1. Jak myślisz, jakie zachowania mogły wpłynąć na to, aby
        syn czy córka obrazili matkę słowem: k...? Być może, że kiedyś tam
        warczała na nie, pozostawiała samym sobie w zabawie, gdy coś-tam
        robiła. No, dobra, a jakie zachowanie matki mogły przyczynić się do
        np. uderzenia jej? No nie wiem, może to, że je uderzyła kiedyś w
        dzieciństwie. To jakie zachowania matki mogły przyczynić się do
        tego, że np. wyparli się jej? Może np. to, że nie chciała, żeby
        chodzili z tym/tą czyt tamtym/tą dziewczyną/chłopakiem, albo,
        nieszczęsna nie miała na studia dzienne a inni szli na studia. A
        może była sprzątaczką, co mogło być godne wstydu albo - być może...
        A może nie umiała nawiązać więzi, o których mówisz, może była
        gapowiatą, "prostą" nie kształconą we współczesnych prądach
        psychologicznych...
        2. O jakich dzieciah mówisz, nango, że z taką siłą wypowiadasz się,
        że dzieci kochają rodziców i że rodzice są dla dzieci najważniejsi
        na świecie? Pewnie myślisz o sobie, bo jesteś z natury dobra, pewnie
        o paru innych, których widzisz i o których - czasem
        nadinterpretując - coś-tam sobie wyobrażasz. W dzisiejszym
        hedonistycznym świecie odrzucono rodziców, zepchnięto ich na
        margines. K. Kutz mówi, że gdy idzie ulicą, to widzi gorszące
        pytania w oczach młodych: "po co ty żyjesz jeszcze?". Chcesz
        stałości norm w świecie, w którym normy sa płynne. Masz prawo, ale
        nie masz prawa mówić, że jakieś elementy zachowania anki wpłynęły na
        zachowania jej syna. Znam dzieci oddane do domu dziecka, które nie
        wyparły się rodziców i pomagaja im na starość. Znam sędziów, którzy
        odrzucili rodziców.
        3. Dzieci dzisiaj, wbrew temu, co mówisz, są generalnie upośledzone,
        głuche i ślepe, okrutne i bezwględne. Trudno, żeby było inaczej.
        Świat wokół służy utrwalaniu tego typu postaw. Zobacz, ile na tym
        forum właścieili dzieci, odrzucających dziadków itd.Tego stanu
        rzeczy nie osłabia fakt, że znam młodych, którzy mimo, że mieli
        złych rodziców, są z nimi, przy nich i dla nich. Są jak diamenty w
        morzy nieprawości.
        • chalsia Re: tragedia 07.10.09, 10:40
          > 2. O jakich dzieciah mówisz, nango, że z taką siłą wypowiadasz
          się,
          > że dzieci kochają rodziców i że rodzice są dla dzieci
          najważniejsi
          > na świecie
          > 3. Dzieci dzisiaj, wbrew temu, co mówisz, są generalnie
          upośledzone,
          > głuche i ślepe, okrutne i bezwględne

          Kasper, mozesz miec taką opinię, jednak mylisz się. Zapoznaj się z
          badaniami nad młodzieżą w Polsce, ważnymi dla nich wartościami, a
          także pogadaj sobie z psychologiem dziecięcym to Ci wytłumaczy
          dlaczego dzieci kochają rodziców (nawet tych pijących czy bijących
          czy często nieobecnych).
      • cahir4 Re: tragedia 07.10.09, 11:16
        nangaparbat3 napisała:

        > Aniu, Twoj syn zachowuje sie karygodnie i co do tego nie ma zadnej
        dyskusji.
        > Myslę jednak, że pewne Twoje zachowania wplynęly na to, ze jest
        jak jest.

        Święte słowa, ale chyba nie zmuszanie dziecka do opowiedzenia się po
        którejś ze stron jest tu najważniejszym problemem. A jeśli, to nie
        zaczęła tej gry Anka (jeśli wierzyć jej słowom).

        > Przeciw czemu sie buntujesz?

        Jak miemam, przeciwko roli domowego popychadła. I za to obrywa.

        Psychologowie twierdzą, ze dla syna tak
        > lepiej.

        Jeśli chodzi o ten konkretny przypadek, to mam wątpliwości. Nie
        dziwię się też szczególnie i potępić nie potrafię, że serce matki
        krwawi, kiedy widzi taką przyjaźń syna z ojcem. Czyli ojciec leje
        matkę i syn, dla wyrażenia solidarności z ojcem, leje matkę również.

        > Przestań zajmowac sie ich relacją z ojcem - zajmij sie pracą,
        domem, i moze
        > przede wszystkim - czyms co lubisz, co da Ci przyjemnośc,
        odpoczynek, energię.
        > Zobaczysz, bedzie lepiej.

        17 grudnia ubiegłego roku Anka napisała:

        >Teraz nasz syn ma 20
        >lat...mniej więcej od trzech lat mąż robi mu takie prznie mózgu jak
        >mnie przez 20 i wmawia mu,ze ja jestem nienormalna,że pochodzę z
        >rodziny idiotów,że na nic sie nie nadaję itd,itp.Syn w chwili
        >obecnej nie ma do mnie szacunku,ani poszanowania i to mnie
        >najbardziej boli.Od męża nieraz dostałam pod oko,teraz dostaję i od
        >syna,boli strasznie.

        Czyli trwa to już prawie rok i, zdaje się, nie jest lepiej. Bo Anka
        napisała ostatnio, że syn "nie ma problemu", żeby ją uderzyć.
        Takie "wychowawcze" wzorce dostał w domu i takie wzorce powiela -
        jeśli idzie o przyczyny jego zachowania, to chyba ta wybija się na
        plan pierwszy. I jeśli szukać winy rodziców, to przede wszystkim
        wtym punkcie.

        Mimo rozwodu w tej rodzinie nadal obecna jest przemoc - fizyczna i
        psychiczna. Dlatego, mimo że zgadzam się z tym co napisałaś o
        krzywdzie, jaką wyrządza się dzieciom zmuszając je do dokonywania
        wyboru między rodzicami, nie sądzę, by w tak drastycznej sytuacji
        pożyteczne było wbijanie Anki dodatkowo w poczucie winy. Nie bardzo
        się znam na mechanizmach domowej przemocy, ale żeby niechcący nie
        wyszło na to, że ona sama się prosiła, żeby jej synek przylał, bo
        złą mamusią była.

        Dobrze, że jest świadoma, że nie wyrządziła mu krzywdy, która
        mogłaby usprawiedliwić takie zachowanie. Źle, że ma poważne
        wątpliwości, czy "rozważać" powiadomienie policji o tym, że jest
        bita.
        • nangaparbat3 Re: tragedia 07.10.09, 14:00
          Masz rację, zacytowany przez Ciebie fragment postu zmienia wiele. Ja przyjęłam,
          że sprawa z palcem to jednorazowy wybryk - i skupiłam się na jednym tylko
          aspekcie sprawy.
        • scindapsus Re: tragedia 07.10.09, 14:20
          cahir4-dzieki za przypomnienie zeszłorocznej histori.Syn chce sobie
          zaskarbic laski u tatusia więc katuje matkę.
          Spakować i odesłać do ojca
          W trybie natychmiastowym.
          A Ankę do psychologa aby ją wyleczyć z bycia ofiarą.


          • nangaparbat3 Re: tragedia 07.10.09, 14:57
            Ale oni mieszkają wszyscy razem. Nie wiem, jak jest w tej chwili, ale jeszcze
            nie tak dawno temu tatusiowie katujący rodzinę z wyrokiem eksmisji byli
            praktycznie nieusuwalni.
        • adaria38 Nie wychowywać dzieci na przemocowców 07.10.09, 14:46
          Tu nie ma się co zastanawiać - Autorka- biegiem do Ośrodka Interwencji
          Kryzysowej po poradę psychologiczną, konieczna terapia dla ofiar przemocy!
          Musisz zmienic SWOJE myślenie i zachowania. A synowi walizki do spakowania i
          kazać się wyprowadzić do ojca jeśli kiedykolwiek podniesie rękę lub rzuci do
          Ciebie wyzwiskiem. On musi wiedzieć, że tak robić NIE WOLNO i że takie
          zachowania w tym domu NIE SĄ DO PRZYJĘCIA.
          Syn jest nauczony od lat tego co miał w domu - że matki się nie szanuje, że
          wyzywa ją się od kurw, że się ją bije. Syn powiela zachowania ojca BO MATKA
          ustawiając sie w roli ofiary mu POZWALA NA TO , tak, jak pozwalała ojcu ,i matka
          nie reaguje twardo gdy do drastycznych scen dochodzi.
          Anka - biegiem na terapię, a gdy syn rękę na Ciebie podnosi to dzwoń na policję
          ! ! ! To TWÓJ OBOWIĄZEK wobec siebie, swojej godności jako człowieka, i WOBEC
          SYNA! Nie reagując twardo na jego zachowania przykładasz się do WYCHOWANIA
          PRZEMOCOWCA I BANDYTY.
          Obudź się wreszcie kobieto.
    • maza15 Re:Anka 06.10.09, 23:00
      anka42_pl napisała:

      Po takich słowach słyszanych od
      > własnego dziecka nie chce się żyć.Bo po co?

      Znam to uczucie.
      Przeżyłam podobną "scenkę"...gdy jednak z ust syna padły słowa zbyt
      bolesne dla mnie,gdy po raz pierwszy wypchnął mnie ze swojego
      pokoju - postawiłam mu pod drzwi walizkę.Powiedziałam,że nie możemy
      razem mieszkać jeśli tak mnie lekceważy.Przy nim zadzwoniłam do Jego
      ojca,informujac o zdarzeniu.Powiedziałam,by w ciągu dwóch godzin
      zabrał syna do siebie...synowi powiedziałam,że wychodzę i daję mu
      dwie godziny na spakowanie.Ryczałam jak wół.Było ostro.Jeżdziłam
      autem dwie godziny bez sensu...miałam dość wszystkiego.Wracałam do
      domu ze strachem.Byłam przekonana,że nie zastanę dzieciaka...myśli
      kłębiły mi się w głowie.Gdy wróciłam - leżał w łóżku i ryczał -
      chłop jak dąb,większy niż ja,nie z tych co placzą na filmachsmile.Nie
      wpuścił ojca do domu.Pozamykał wszystkie zamki,wyłączył
      telefon.Byłam zaskoczona.Pogadaliśmy.Po jakimś czasie kupił mi
      kwiatki z takim serduszkiem co miało napis "kocham cię"smile)) mam je
      do dziś.Wtedy tak naprawdę zrozumialam,że warto żyć,że warto być
      twardym i konsekwentnym.
      Aniu,mój syn bedąc w liceum też próbował "przejąć władzę" w domu.
      U ojca miał inny swiat niż ze mną,choć nigdy nie był nastawiany
      przeciw mnie.W domu jasne zasady,u taty kasa i rozrywki.Gdy kazałam
      mu się spakować miał 18lat.Wybrał.Od tego dnia częściej mu mówię,że
      go kocham...na poczatku mówił:"taaaaak ty mnie kochasz,akurat"(z
      kpiną),teraz mówi "wiem".I jest OK.Zrozumiałam.

      Aniu- ściskam,bo wiem jak boli takie zachowanie syna.
      Znajdż przyczynę i sposób by to zmienić.
      Nanga napisała wiele madrych słów,pomyśl,może wyciągniesz z tego
      wnioski i rady dla siebie.

      • anka42_pl Re:Anka 07.10.09, 14:49
        Witam.Bardzo Wam dziękuję za wypowiedzi.Chciałabym wyjaśnić kilka
        wątpliwości: nie mogę syna odesłać do ojca,bo jeszcze wszyscy
        mieszkamy razem (rozwód był w kwietniu).Mimo,że syn wynajmuje
        mieszkanie,dalej siedzi z nami,tam nie ma mebli,poza tym jemu tak
        wygodnie.Tatuś powieział,że nie musi sie do życia dokładać,więc po
        co robić sobie niepotrzebne koszty?Jako ciekawostka:on zarabia 5000
        zł miesięcznie i nie ma nic zaoszczędzone.Ktoś napisał,że może byłam
        sprzątaczką i to wstyd dla dziecka.Nie byłam sprzataczką,pracowałam
        w firmie finansowej,a nawet gdybym była,to uważam,że sprzątaczka to
        też człowiek,którego nie trzeba sie wstydzić za to ,że pracuje.Ale
        widzę,że mój syn stał sie zmanierowanym osobnikiem,ktory nie ma
        poszanowania dla nikogo.Słyszę jego opinie o innych i włos staje mi
        dęba.Dla niego liczy sie tylko kasa,kasa,kasa.Tata załatwił mu
        bardzo dobrze płatną pracę.Uważam,że go to przerosło.W młodymn wieku
        po liceum bez studiów,trafił mu sie taki niezły kąsek.I on myśli,ze
        świat należy do niego.Ja tak dziecka nie wychowywałam.Dla mnie
        zawsze był ważny szacunek dla innych.A sama doczekałam sie od
        własnego dziecka wrecz przeciwnego zachowania.Młodszy syn jeszcze
        taki nie jest,ale nie wiem,czy w przyszłości nie powieli schematu.Ja
        nie mam im nic do zaoferowania,oprócz miłości.Kocham moje dzieci i
        nie chcę tak żyć.To że złożyłam pozew o rozwód było tylko i
        wyłącznie spowodowane tym,że nie wytrzymałam tego
        psychicznie.Próbowałam ratować ten związek,jednak bez skutku,bo były
        mąż mnie nie kochał.A zawsze marzyłam o wspaniałej rodzinie.......

        • nangaparbat3 Re:Anka 07.10.09, 15:02
          Aniu, czy nie ma żadnej możliwości, żebyś się z młodszym synem wyprowadziła?
          Wydaje mi się, że dopóki mieszkasz z byłym mężem, będzie szczególnie trudno coś
          zmienić.
        • adaria38 Re:Anka 07.10.09, 15:05
          Anka IDŹ NA TERAPIĘ bo nie rozumiesz rzeczy podstawowych!!!!!
          Piszesz o jakichś oderwanych od rzeczywistości rzeczach, podczas gdy fakty są
          takie, że utrzymujesz dorosłego darmozjada który Cię leje i wyzywa jak jego
          ojciec- i na to patrzy młodszy syn który jako kolejny takich zachowań się uczy.

          TY również NIE DBASZ O WYCHOWANIE DZIECI W SZACUNKU - BO POZWALASZ SIĘ SYNOWI
          PONIŻAĆ ! ! Rozumiesz to??
          Co znaczy "mieszka tu, bo tam nie ma mebli"?
          Co znaczy "siedzi, bo tu mu wygodnie"?
          A gdzie TY tam jesteś? Gdzie Twoje zdanie NA TEN TEMAT? Twoja wartośc? TWÓJ
          SZACUNEK DO SIEBIE?
          Co Ty mu pokazujesz zgadzajac się by Cię bił, wyzywał i za nic nie ponosił
          odpowiedzialności?

          Syn jest dorosły i wg prawa odpowiada za swoje czyny, niech poczuje jaki to
          miód mieszkać bez tej "beznadziejnej" matki i samemu się utrzymywać.
          Niech zgadnę, on Cię wyzywa i bije a Ty mu gotujesz obiady, sprzątasz po nim,
          pierzesz mu ciuchy i opłacasz koszty utrzymania?
          I wg Ciebie TO JEST UCZENIE SZACUNKU DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA? ? ?

          nie chcesz tak żyć? TO ZMIEŃ TO. Postaw granicę PRZEMOCY.
          tO JEST tWÓJ OBOWIĄZEK.
          Dla Ciebie KONIECZNIE psycholog.
        • kasper254 Re:Anka 07.10.09, 16:19
          Niczego nie musisz wyjaśniać. Powiedziałaś wystarczająco dużo, aby
          zrozumieć, co czujesz.
          Ja przywołałem postać sprzątaczki, ale to tak w ogóle, nie w
          odniesieniu do Ciebie czy do kogokolwiek; nie w sferze
          deprecjacyjnej. Po prostu istotnym miernikiem dzisiejszej oceny
          drugiego człowieka jest kasa, stanowisko, władza. Dla mnie osobiście
          sprzątaczka, jeśli żyje zgodnie z określonymi wartościami, znaczy
          więcej, niż żyjący niegodnie profesor.
          I do rzeczy. Słucha,Anka, ja tez marzyłem o wspaniałej
          rodzinie. Nie można mieć wszystkiego. Nie wyszło mi to, wyszły inne
          rzeczy: mam drugą żonę - wspaniałą dziewczynę, mam cudowną
          kruszynkę, która wita mnie i żegna słonecznie, mam bliskich ludzi i
          fantastycznego przyjaciela, i wielu mądrych ludzi na tym forum. Coś
          się nie udało, coś się udało. I żyję, a byłem blisko od śmierci -
          kiedyś i jeszcze niedawno, około dwóch miesięcy wstecz. I mogę
          śmiało patrzeć innym w oczy, bo nie popełniłem jakichś czynów
          niegodnych, a jeśli błądziłem, starałem się - po zrozumieniu -
          wyeliminować błąd, naprawić krzywdę.
          Myślę, że i u Ciebie jest podobnie. Nie jest Ci potrzebny, ktoś,
          kto się bęzie nudził, słuchając Ciebie, czyli psycholog. Potrzebne
          Ci:
          1. ktoś bliski, kto będzie z Tobą, wysłucha, zrozumie, ogrzeje;
          2. pełne zrozumienie swojej sytuacji - świadomość, z kim masz do
          czynienia. A Twój mąż i syn to ostatnie łajdaki, potwory. Dojdziesz
          do momentu, do jakiego ja doszedłem i do którego doszedł mój
          przyjaciel, którego skrzywdziła najbliższa osoba, w którym serce
          będzie jak lód - zimne i bezlitosne wobec pewnych osób. Ale wcale
          nie umrzesz - będziesz żyła, pełniej, mocniej, rozumniej.
          • anka42_pl Re:Anka 07.10.09, 16:55
            Bardzo dziękuję za te budujące słowa.Nie wiem,czy dojdę kiedyś do
            takiego momentu jak Ty.Jestem już całkowicie wypalona i nawet nie
            mam siły o tym marzyć.A Tobie zazdroszczę,że jednak Ci sie ułożyło i
            jetseś szczęśliwy.Życzę dalszych sukcesów.
            • lampka_witoszowska Re:Anka 07.10.09, 23:49
              nie jest szczęśliwy, jesli mogę wylac tu to, co mi się od razu
              zajarzyło lampką alarmową
              szczęśliwi ludzie nie mówią, że teraz dzieci są złe

              to łatwe i proste wytłumaczenie, poklepanie po plecach, a Ty
              zostajesz z realiami nadal sama
              skorzystaj z pomocy psychologa, bo sama trzeźwym okiem widzisz, że
              sytuacja jest zła - i nie wystarczy powiedzieć: nie tak wychowałam
              no, racja, nie tak wychowałaś - ale co dalej???
              współczucie nawet całego świata nic nie da, jeśli nie dźwigniesz
              tego, co sie dzieje
              dźwigniesz z pomoca kogoś, kto się zna na rzeczy
              idź do psychologa
              i ratuj dzieciaki, również starszego, póki masz szansę
              • kasper254 Re:Anka 09.10.09, 11:09
                Lampko, szczęśliwi ludzie postrzegaja świat tak, jak i
                nieszczęśliwi; realnie lub nie, stosownie do swojej wiedzy,
                doświadczeń itd. Generalnie dzieci są dzisiaj złe, bo świat wokół,
                rzeczywistość realna i imponderabilia (zasady, wartości, inne normy
                społeczne) umozliwiają zaistnienie bardziej złych, niz dobrych
                postaw. Trudno w zdehumanizowanej przestrzeni życia jednostkowei i
                publicznego o dominacje dobra, życzliwości, serdeczości. Dzisiaj nie
                ma niemalże rodziny, a cóż dopiero mówić o innych wspólnotach,
                wyścig szczurów zaczyna sie już w przedszkolu itd. W zupełnie innych
                warunkach te same dzieci mogłyby być zupełnie inne. Poczytaj H.
                Arendt, pozyccje socjologiczne współczesne, to popatrzysz bardziej
                tzreżwo.
                Anka ma ratować siebe, a nie tego potwora. On ma rozum, jest
                dorosły. Trzyma się twardo ustalonego kursu i nie popuści, dopóki
                nie uderzy go swoją siłą obojetności wobec niego, pogardy, a wręcz
                nienawisci. Na nauke miłości kogoś, kto zna tylko autorytet tatusia
                i pieniądza jest za późno.
                • lampka_witoszowska Re:Anka 09.10.09, 15:00
                  oczywiście
                  jedyny tekst, jaki powinien znaleźc się po Twojej wypowiedzi czuję,
                  że powinien brzmieć: masz rację
                  tylko Ty wyznajesz prawdziwe, rzetelne i trzeźwe poglądy i każdy o
                  innych poglądach się myli
                  a pisanie z pozycji siły do kogoś, co ma sobie poczytać, żeby
                  trzeźwiej spojrzeć na świat to nie zadufanie i wiara w swoją jedynie
                  słuszną rację, tylko miłe prowadzenie dyskusji przez człowieka
                  wielce szczęśliwego

                  przestań czytać
                  pogadaj z ludźmi szczęśliwymi, a nie pozorantami
                  poczytaj wiersze
                  albo Biblię
                  albo jak wolisz Mahabharatę
                  popatrz na kury, które dają jajka za darmo
                  i na trawę
                  i na niebieskie niebo

                  myślę, że jak to poczujesz w sercu, to Twoje spojrzenie będzie
                  duuuuużo bardziej trzeźwe niż teraz
                  i wtedy wróć do książek
                  ale dawkuj je sobie powoli, przyswajaj je, nie tylko czytaj
                  - na początek może choćby Elisabeth Kuebler-Ross, tak dla odmiany...
                  albo Jampolsky'ego "Leczenie uzależnionego umysłu"

                  szczerze polecam

                  ps. aaa, i na gwiazdy (na niebie) patrz, kiedy tylko się da -
                  koniecznie - bo to przyjemne...
                  • kasper254 Re:Anka 13.10.09, 10:30
                    1. Słuchaj, Lampko, ja mam swoja rację, Ty - swoją. Edelman w swoim
                    ostatnim wywiadzie też powiedział, że ludzie z natury sa żli, jak
                    stulecia temu Hobbes i Rousseau, a tysiąclecia wcześniej - np.
                    cynicy czy stoicy.Nie pisałem do Ciebie z pozycji siły, ale - po
                    prostu - mojej wiedzy i mojego doswiadczenia.
                    Nie rozumiem wycieczek typu: "zadufanie", "człowieka wielce
                    szczęśliwego", ale nie ma to znaczenia. Bibli nie będę już więcej
                    czytał, bo jest przerażająca obrazami okrucieństwa, zła, pogardy do
                    człowieka, wszechobecnej nienawiści i brakiem dobra; wymienionych na
                    końcu autorów nie znam i ne słyszałem o nich.
                    2. Anka, co się dzieje? Jej problem to istota rozważań, a nie moje
                    szczęście.
                    • lampka_witoszowska Re:Anka 13.10.09, 23:14
                      wszystko, co chciałam Ci napisać, juz napisałam

                      powodzenia
        • chalsia Re:Anka 07.10.09, 16:36
          >Ja
          > nie mam im nic do zaoferowania,oprócz miłości.

          to niestety ZA MAŁO by dobrze wychować dziecko. Do tego trzeba też
          wyznawać jakieś wartosci by mieć je do przekazania.

          > Ja tak dziecka nie wychowywałam.

          owszem, tak właśnie WSPÓŁwychowałaś tego syna. Właśnie poprzez
          przywolenie na przemoc wobec siebie.

          >Dla mnie
          > zawsze był ważny szacunek dla innych.A sama doczekałam sie od
          > własnego dziecka wrecz przeciwnego zachowania.

          mylisz się, on zachowuje się tak, jak go nauczyłaś. Wazny dla
          Ciebie był szacunek dla innych, ale NIE DO CIEBIE SAMEJ. I Twój syn
          dokładnie tak się zachowuje.

          >Młodszy syn jeszcze
          > taki nie jest,ale nie wiem,czy w przyszłości nie powieli schematu.

          oczywiście, że powieli, jak ma nie powielić jak jest w domu i
          widzi, że ojciec matkę bija i straszy brat też matkę bija (a ta na
          to nic, nie stawia temu granic, ani w przypadku ojca ani syna).
          • anka42_pl Re:Anka 07.10.09, 17:12
            Chalsiu wiele w tym racji co napisałaś.Ale ja wyznaję wartosci i
            przekazywałam je dzieciom.Dlatego jeszcze trudniej mi zrozumieć co
            sie stało z synem.Nie miałam z nim nigdy problemów.Napewno
            popełniłam mase błedów w całej strukturze wychowania,zdaję sobie z
            tego sprawę.To,że maż mnie nigdy nie szanował też było za moim
            przyzwoleniem niestety.Ja go kochałam.Bardzo czesto było mi przykro
            i zamiast robić coś,winiłam siebie,ze cos ze mną jest nie tak,że
            chyba sama sobie jestem winna,ze czegoś mi brakuje...... Teraz
            wiem,ze to był mój największy bład.Nie chcę przemocy w
            domu,przyzwalam jak napisałaś,bo ja tu nie mam nic do powiedzenia.Na
            każdy moj argument odpowiedzia jest śmiech lub kpiny.Czekam aż ex
            mnie spłaci i dopiero wtedy mogę sie wyprowadzić.Narazie muszę tu
            tkwić i usychać.
            • chalsia Re:Anka 07.10.09, 17:31
              > mnie spłaci i dopiero wtedy mogę sie wyprowadzić.Narazie muszę tu
              > tkwić i usychać.

              nie, nie musisz.
              Wynieś się z młodszym synem od zaraz do tego mieszkania, które
              wynajmuje starszy syn, a z niego nie korzysta, bo mu przy ojcu
              wygodniej.
              Nawet jesli tylko na jakis czas.
              • anka42_pl Re:Anka 07.10.09, 17:38
                I naprawde myślisz,że on sie na to zgodzi????
                • chalsia Re:Anka 07.10.09, 17:48
                  > I naprawde myślisz,że on sie na to zgodzi????

                  A Ty się godzisz, by nadal z Tobą mieszkał?

                  Jak widzisz (mam nadzieję, że widzisz), to dość proste - albo Ty
                  synowi walizkę za drzwi wystawiasz i on idzie mieszkać do
                  wynajmowanego przez siebie mieszkania (bo rozumiem, że on całkiem
                  w 100% płaci za wynajem), albo - skoro nie chce - Ty się tam
                  przenosisz. Niech se sam chłoptyś zdecyduje co woli.

                  Jak się wyniesie, to zamykaj się w swoim pokoju, jak przyjdzie ojca
                  odwiedzić w Waszym mieszkaniu.
                  • anka42_pl Re:Anka 07.10.09, 18:09
                    No właśnie to nie jest takie proste.Uwierz mi,ja już różne wersje
                    brałam pod uwagę.Ja do jego mieszkania nie mogę pójść,bo on sie na
                    to nie zgodzi.Wyrzucić go z domu też nie mogę,bo przecież tata by na
                    to nie pozwolił.Zresztą nie raz mówiłam,że ma sie
                    wyprowadzić.Usłyszałam,że jak mi sie nie podoba,to ja mam sie
                    wynieść.
                    • jirka-buczyna Re:Anka 07.10.09, 18:34
                      Aniu!
                      Nie załamuj się, wszystko się ułoży. Musisz tylko trochę popracować nad sobą, bo
                      relacje ze starszym dzieckiem rzeczywiści nie do pozazdroszczenia. Ale to się
                      zmieni, jak ty zaczniesz inaczej postępować. Polecam serdecznie książkę znanej
                      pani psycholog Ewy Woydyłło "My rodzice dorosłych dzieci". Są tam opisane
                      przypadki podobne do twojego. I, oczywiście, jak w takich sytuacjach sobie
                      radzić. Pozdrawiam serdecznie - Irka
                    • scindapsus Re:Anka 07.10.09, 19:47
                      Anka, Ty grasz w grę-tak ale
                      Nic nie zrobisz, rozumiesz.
                      Dasz się pomiatac do usmiechnietej smierci, w imię bo tak trzeba i
                      juz.A właśnie nie trzeba.Już wyżej Ci napisano abyś poszukała
                      ośrodków interwencji kryzysowej.Tam są psycholodzy.Ty musisz
                      popracowac nad poczuciem własnej wartości.Jeśli nie dla siebie to
                      dla młodszego syna.
                      Zeby on nigdy nikgo nie szarpał wzorem ojca
                      na starszym kładę krzyzyk.
                    • kasper254 Re:Anka 07.10.09, 21:52
                      Słuchaj, anka, widzę, że coraz gorzej z Tobą; miotasz się między
                      skrajnościami. Wcale nie jesteś taka mocna, bo nikt z nas nie jest
                      za mocny w starciu z podłością najbliższych.
                      I jeszcze jedno mi się wydaje, że jesteś tam - z nimi - bo
                      jeszcze się łudzisz: "będzie lepiej", "niemożliwe, żeby tak
                      było", "to jest tylko sen". Tobie nie chodzi o rozliczenia, o
                      pieniądze.
                      To nie jest sen, to coś gorszego - to koszmar. Przechodziłem
                      przez to - i przez złudzenia i obijałem się o ściany rozpaczy i
                      marzeń. Pozbądż się nadziei. Oni są bezwzględni, zaszczują Cię. A
                      kiedy już stracisz nadzieję, zaczniesz budować coś nowego, na
                      początku strasznego, ale potem, krok po kroku, staniesz na nogi.
                      Uciekaj stamtąd. Uciekaj od nich. Dzień po dniu będziesz coraz
                      silniejsza, chociaż na początku będzie się ziemia kołysać.
            • zmeczona100 Do Anki 07.10.09, 19:07

              anka42_pl napisała:

              Czekam aż ex
              > mnie spłaci i dopiero wtedy mogę sie wyprowadzić.Narazie muszę tu
              > tkwić i usychać.

              Anka, czy to znaczy, że macie już podzielony majątek i jest
              postanowienie, że to on ma Ciebie spłacić??
              • anka42_pl Re: Do Anki 09.10.09, 10:21
                Nie,sprawy o podział nie było,to uzgodnienie między nami.Nie chcemy
                mieszkać razem,więc ktoś kogoś musi spłacić.Mnie na to nie stac,a on
                sie zadeklarował,tylko muszę poczekać.
                • tarantula007 Re: Do Anki 13.10.09, 13:18
                  Anka, pewna jesteś, że cie spłaci uczciwie? Jeśli Cię nie szanuje i
                  lekceważy to pewna jesteś, że inaczej postąpi kiedy chodzi o kasę?
                  Móiąc prawdę wątpię ....
    • li_lah Re: tragedia 13.10.09, 20:04
      Anka, masz glupiego syna. gadanie, ze go stracilas to jest wg mnie jakies
      smieszne. on ma 21 lat! to stary koń, a nie dziecko, zeby mowic, ze sie je
      traci. każ mu wypie.rda.lać do roboty, utnij kasę, jak chce może iść do tatusia.
      żadnego roztkliwiania sie. powodzenia
    • kunegunda123 Re: tragedia 13.10.09, 23:10
      Aniu mam kilka lat więcej niż Twój syn i po prostu NIE WYOBRAŻAM sobie że mogłabym powiedzieć coś takiego własnej matce, choć mam do niej żal o wiele spraw.
      to co tu ludzie wypisują to jakaś paranoja. nazwanie matki kur/wą, życzenie jej żeby zdychała i wybicie kciuka w odpowiedzi na niedostateczną ilość zainteresowania czy rozmów??? ludzie puknijcie się w głowę!!!
      wiem, że być może sprawię Ci przykrość tym co napiszę, ale Twój syn to po prostu bydlę... 21 lat to już nie burza nastoletnich hormonów a całkiem nieźle ukształtowana osobowość. najprawdopodobniej synuś upodobnił się do tatusia i dam sobie rękę uciąć, że raczej się nie zmieni...
      bardzo mi Ciebie szkoda, wiem że to Twoje dziecko, ale ja na Twoim miejscu odseparowałabym się z młodszym dzieckiem jak najszybciej od exa i koszmarnego synka.
    • akacjax Re: tragedia 16.10.09, 13:24
      A jak wygląda codzienność? Robisz zakupy, gotujesz-dla siebie i młodego, czy dla
      wszystkich?
      A środki czystości, pranie, opłaty? Kto płaci? Rozumiem, że Twój syn ma dochody,
      nie uczy się...czy dokłada do mieszkania? Nie? Jest uciążliwy-załóż sprawę o
      eksmisję-ma mieszkanie-czyli ma gdzie zamieszkać.
      W przeciwnym razie sytuacja zostanie bez zmian, a nawet się pogorszy.
      Jeżeli bardzo się boisz, czujesz zagrożenie-to rzuć wszystko i zadbaj o
      bezpieczeństwo-wynajmij coś, wyprowadź się. W tym samym miejscu zostając nic nie
      zmienisz. A zobaczysz jak działanie uwolni Cię od lęku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka