11.12.09, 12:51
czy dopadają Was demony przeszłości ?? Jak sobie z nimi radzicie ?
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: demony 11.12.09, 12:58
      Nie. A radze sobie jakoś podświadomie. Ale moze dlatego że juz duzo
      wody upłynęło.
      A jak sobie radziłam?
      Przede wszystkim odcięłam się od tego co było dla mnie złe i nigdy
      do tego nie wracałam.
      Jedni stawiają na terapię. Ja postawiłam na czas. I uważam, że to
      dobry był wybór.
      • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 13:14
        A jedno drugiemu szkodzi?
        • to.ja.kas Re: demony 11.12.09, 13:21
          a napisałam ,że szkodzi, czy że ja wybrtałam dla siebie tak jak
          wybrałam?
          • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 13:56
            Twój wybór uznałaś za dobry. A musiałaś wybierać?
            • to.ja.kas Re: demony 11.12.09, 14:00
              A napisałam, że musiałam? wink
              • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 14:03
                O to pytam, czy musiałaś?
                • to.ja.kas Re: demony 11.12.09, 14:05
                  Nie.
                  • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 14:10
                    A to co innego))) Jedni stawiają na fachową pomoc, inni na własny dyletantyzm.
                    Ale ja bym się dyletantyzmu drugim polecać nie ośmieliła))))


                    • to.ja.kas Re: demony 11.12.09, 14:12
                      Hmmm, no widzisz.
                      Świetnie
                      wink
                      • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 14:15
                        Zatem, nie polecaj))))
                        • mayenna Re: demony 11.12.09, 15:46
                          Dlaczego? To nie nieznany medykament. Czas jest świetny na wszystko. Czas leczy
                          ranysmile
                          • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 16:07
                            Czas jest dobry...na śmierć. Na życie i jego problemy nie bardzo. Czas również
                            nie leczy głupoty.
                            Głodującym poleć poczekać, chorym takoż, a się przekonasz, czy czas i nakarmi i
                            wyleczy.

                            Problemy trzeba rozwiązywać, a nie - przeczekiwać.
                            • chalsia Re: demony 11.12.09, 18:18
                              > Głodującym poleć poczekać, chorym takoż, a się przekonasz, czy czas i nakarmi i
                              > wyleczy.
                              >
                              > Problemy trzeba rozwiązywać, a nie - przeczekiwać.

                              mylisz się, bardzo często trzeba po prostu POCZEKAĆ az organizm sam zwalczy
                              infekcję i się wyleczy. Również czas leczy rany, nie tylko te fizyczne.
                              • telefon110 Re: demony 11.12.09, 18:56
                                chalsia...masz rację..świętą rację !! smile


                                chalsia napisała:

                                > > Głodującym poleć poczekać, chorym takoż, a się przekonasz, czy czas i nak
                                > armi i
                                > > wyleczy.
                                > >
                                > > Problemy trzeba rozwiązywać, a nie - przeczekiwać.
                                >
                                > mylisz się, bardzo często trzeba po prostu POCZEKAĆ az organizm sam zwalczy
                                > infekcję i się wyleczy. Również czas leczy rany, nie tylko te fizyczne.
                              • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 19:27
                                Poczekać te se można jak się ranę opatrzy. A jak nie, to demony wracają.
                                • chalsia Re: demony 11.12.09, 23:58
                                  > Poczekać te se można jak się ranę opatrzy.

                                  a guzik tam prawda. WIększość ran wygoi sie także i bez opatrzenia. Po prostu
                                  będą się wtedy goiły dłużej i "brzydziej".
                                  • krezzzz100 Re: demony 12.12.09, 08:49
                                    A jaki jest sens tego, że rana goi się dłużej i brzydziej?
                            • mayenna Re: demony 12.12.09, 00:04
                              Krezz ile pieniędzy świat wpompował w Afrykę? Zmieniło to jakoś sytuację? Nie ma
                              głodnych?

                              Problemy się przeżywa, nikt o przeczekaniu nie mówi. Zbytnie zaufanie do
                              działania, do włsnej mądrości też nie oznacza że podejmie się właściwe decyzje.
                              Pamiętasz bajki o trzech synach: dwóch mądrych, jednym głupim?

                              Terapeuci właśnie zalecają danie sobie czasu na przeżycie bólu. Ostrzegają przed
                              podejmowaniem ważnych decyzji bo stan rozwodnika temu nie sprzyja. Poza tym
                              żaden psycholog nie pomoże jesli pacjent nie zechce, Jest więć tylko
                              wyzwolicielem siły uzdrawiającej, która jest w nas. Osoba świadoma siebie,
                              swojej psychiki może pomóc sobie sama.
                              • krezzzz100 Re: demony 12.12.09, 08:58
                                Mayena, ależ ja nie dyskutuję z tym, że czas jest potrzebny. Wszak żyjemy w
                                czasie. Ale postawienie sprawy w sposób: przeczekaj, odetnij się, zapomnij, jest
                                dyletanctwem.

                                Dlatego zapytałam Kas, czy musiała wybierać. Bo moim zdaniem nie musiała. I
                                lepiej by zrobiła, gdyby nie wybierała jednego. To właśnie musi być w czasie.
                                Przerabianie w czasie.

                                Podobnie odpowiedziałam A niech to.

                                A teraz obserwuję uniesienia...
                    • six_a Re: demony 12.12.09, 01:40
                      > inni na własny dyletantyzm.
                      > Ale ja bym się dyletantyzmu drugim polecać nie ośmieliła))))

                      taka opozycja jest mocno dziwaczna.
                      może po prostu niektórzy się tak nie umniejszają i nie uważają za skończonych
                      dyletantów.
                      nie każdemu jest potrzebny psycholog, tak jak nie każdemu jest potrzebny
                      hydraulik. a jakby jednak naprawa nie szła, to co za problem skorzystać?
    • ekscytujacemaleliterki Re: demony 11.12.09, 14:07
      Ponieważ pytanie brzmi czy dopadają Was demony przeszłości a nie czy
      demony przeszłości dopadają Kas i jak Ona sobie z tym poradziła
      odpowiem za siebie. Jeszcze dopadają, rzadziej niż częsciej. Staram
      się je przeganiać, usuwać z wyobraźni ten obraz, nie myslec, zająć
      sie czymś innym. Teraz pomaga, na początku mimo usilnych starań nie
      działało. Duża rolę odegrał tu upływający czas.
      • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 14:18
        Skoro pytanie nie dotyczy Kas, to czemu ją mieszasz w swoją odpowiedź?

        U mnie dużą rolę odegrała terapia. Polecam. Czas bez terapii tylko utwierdza
        traumy. No, chyba, że dla kogoś rozstanie to pikuś, który wystarczy opić.
        • panda_zielona Re: demony 11.12.09, 15:25
          krezzzz100 napisała:
          > U mnie dużą rolę odegrała terapia. Polecam.

          A u mnie wręcz przeciwnie tylko mnie bardziej zdołowała,czas
          najlepszym lekarzem dla mnie.Nie polecaj więc smile
          • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 16:08
            Widocznie źle trafiłaś. Dobrą terapię polecać będę zawsze smile
            • a.niech.to Re: demony 11.12.09, 17:55
              Terapia uczy w świadomy sposób przeżywać ból, modeluje struktury
              poznawcze, często prowadzi do osiągnięcia faktycznej dojrzałości,
              ale ... wcale nie skraca czasu przeżywania traumy ani nie czyni
              cierpienia mniej bolesnym. Piszę to na podstawie relacji osób,
              ratujących się po rozwodzie poprzez terapię. Również na podstawie
              doświadczenia innych ryzykowałabym stwierdzenie, że o dobrego
              terapeutę jest niezwykle trudno, zaś grzebanie w duszy pod okiem
              dyletanta może/musi przynieść skutki odwrotne od zamierzonych.
              • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 19:34
                No pewnie, że nie skraca. Bo nie o to chodzi.
        • chalsia Re: demony 11.12.09, 18:20
          krezzzz100 napisała:

          > Skoro pytanie nie dotyczy Kas, to czemu ją mieszasz w swoją odpowiedź?
          >

          a co Ty taka czepliwa w tym wątku jesteś? PMS masz czy co?
          • krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 19:26
            A bo nie lubię kolesiostwa..PSM przy TKM to pikulek )))
    • kami_hope Re: demony 11.12.09, 19:33
      Ja sobie nie radzę.
      Staram się sobie racjonalizować wszystko. I niby mam jasny obraz
      przed oczami. I rozumiem. I nawet miewam swoje wzloty. Ale jednak
      uczucia i ból przedzierają się przez to, co rozumne.
      (znów mnie kamień gniecie w śródpiersiu)
      Czas jest moją nadzieją.
      • tricolour Z racjonalizacją jest problem... 11.12.09, 19:50
        ... a w zasadzie to racjonalizacja może tworzyć nieusuwalną wadę:
        ustawienia POŚRÓD zaistniałych wydarzeń, na które nie ma już wpływu.

        Jest to - moim zdaniem - ślepy zaułek zanurzenia w przeszłości
        zamiast kreacji świata z sobą w centrum.
        • kami_hope Re: Z racjonalizacją jest problem... 11.12.09, 20:43
          Tri, zgadzam się z Tobą. I chyba to jest nieusuwalna wada. To jakby
          oprogramowanie w mózgu, gdzie myśli przebiegają torowo. I im
          usilniej starałabym się zmieniać tory, to one jakby na przekór
          tworzą kolejne jakby sieci, setki aspektów jednej sprawy.
          Ostatecznie na końcu powstaje jakaś kreatywna myśl. I często się
          zdarza, że dana myśl (wniosek) jest właściwa.
          Ale! Uczuć NIE DA SIĘ zracjonalizować.
          I ja zawieram w sobie niejako dwoistość natury. Bo umysł racjonalny,
          a serce zdolne do głębokiego przeżywania rzeczywistości. I jakby
          siebie wzajemnie ranią, choć paradoksalnie obu tym naturom
          przyświeca jeden cel. Bardzo mi trudno to wytłumaczyć.

          Granica rzeczy na które nie mam wpływu jest dość odległa (tj. czuję
          się niejako zobowiązana wpływać - przede wszystkim na własne -
          życie).
          I choćby nawet, w końcu dotrze do mnie, że nie mam wpływu na to czy
          tamto, to trudno mi się zgodzić na taki stan rzeczy.
          Czasem jestem pełna podziwu dla siebie, jako człowieka (obserwując
          siebie lepiej rozumiem innych ludzi, świat, sens - i zafascynowana
          jestem tym wszystkim co składa się na ludzkie istnienie), ale innym
          razem przerażam siebie samą.
          I przeszłość mnie też przeraża. I to, jak odbija się czkawką. I to,
          że nie mogę sobie z nią poradzić.
          • tricolour A jeżeli zostanie na zawsze... 11.12.09, 20:51
            ... że z przeszłością już nie bedzie można sobie poradzić?

            Przecież to jest logiczne, że działania nie sięgają wstecz więc
            jedyne co pozostaje, to pamiętać. Nie rozpamiętywać, a pamiętać.
            Włożyć przeszłość do doświadczeń, czasem nieprzyjemnych, ale ZAWSZE
            pożytecznych. Skorzystać z nich, wręcz wykorzystać. Zbudować.

            Tak jak zbudowali statek morski ze stali z WTC.
          • a.niech.to Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 13:22
            Zespół niechcianych myśli współistnieje z nerwicą/depresją.
            Przebiega dokładnie tak, jak opisujesz. Wydaje mi się, że stany,
            które przeżywasz, osiągają kres ludzkiej wytrzymałości. Psycholog Ci
            nie pomoże, bo Ty wiesz już WSZYSTKO, natomiast psychiatra może Ci
            tak dobrać leki, że czas dokona swego leczniczego dzieła, a Ty nie
            będziesz tak bardzo cierpieć. Moim zdaniem nie ma sensu kręcić się
            wokół uporządkowanych problemów, indukujących cierpienie. Warto
            sobie pomóc. Nie zrobisz tego siłą woli, tak jak tą drogą nie
            powstrzymasz paru innych schorzeń.
            • krezzzz100 Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 13:37
              A.niech.to, jesteś tego pewna, że ona wie wszystko? I że to cierpienie jest
              wyłącznie nerwicowe? Bo moim zdaniem, nie.
              • a.niech.to Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 13:44
                O kompletności rozeznania w sytuacji wnioskuję na podstawie postów.
                Całkowitej pewności nie ma ani psycholog, ani psychiatra. Dysponują
                wyłącznie wiedzą przekazaną przez pacjenta, czasami wzbogaconą o
                wywiad z rodziną.
                Uważam natomiast, że jeśli człowiek cierpi, każda forma skutecznej
                pomocy będzie cenna.
              • a.niech.to Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 13:46
                Jestem natomiast całkowicie pewna, że samo zracjonalizowanie
                problemu nie wyklucza cierpienia. Tak dobrze to nie ma.smile
                • krezzzz100 Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 14:06
                  Nie racjonalizację rozumianą jako pozornie racjonalne uzasadnianie swojej
                  sytuacji. Mnie chodzi o rzeczywiste odpowiedzi.
            • kami_hope Re: Z racjonalizacją jest problem... 13.12.09, 00:02
              Dziękuję za zainteresowanie.

              Spokojnie, mam dobrą opiekę medyczną smile

              Doceniam Waszą troskę. Nie cierpię na żaden zespół niechcianych
              myśli itd. To czego doświadczam, zwykło się określać "cierpieniem".
              I rzeczywiście przeszedł mi przez myśl, pomysł o
              jakimś "zagłuszaczu". Ale! Nie tędy droga. Fachowcy to wiedzą.

              Jeszcze raz dziękuję.

              P.S. Cierpię na łagodną formę klaustrofobii, radzę sobie.
              • kami_hope przydatne linki 13.12.09, 00:34
                www.kre-art.eu/rodz_myslenia.html

                neur.am.put.poznan.pl/mt/9.2.pdf
                (mapa myśli w kreatywnym myśleniu)


                edukacja.gazeta.pl/edukacja/1,101856,5468329,Jaki_masz_typ_inteligencji_.html

                pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_(psychologia)
              • a.niech.to Re: Z racjonalizacją jest problem... 13.12.09, 09:50
                kami_hope napisała:

                > Spokojnie, mam dobrą opiekę medyczną smile
                Jestem już spokojna.smile
      • ekscytujacemaleliterki Re: demony 11.12.09, 20:16
        Kami_hope,
        Ja to czułam jak kopniak w brzuch, fizycznie mnie bolało. Na racjonalizacje nie
        miałam siły. Robiłam sobie terapię śmiechem, szukałam ludzi i nie wizualizowałam
        sobie mojego bólu i nieszczęścia dopóki nie ochłonęłam na tyle, że byłam w
        stanie się z tym zmierzyć.
        Czas zrobił swoje smile.
        • kami_hope Re: demony 11.12.09, 20:51
          I właśnie teraz w czasie upatruję nadziei.
          Zdaje się, że środki jakimi dysponuję, zawiodły.
          Nie wiem jak to dalej będzie.
          • to.ja.kas Re: demony 11.12.09, 20:58
            Sa sytuacje kiedy terapia jest nieodzowna. I są wydarzenia które trzeba
            odchorwac jak grypę i wyleżeć. Mnie demony nie nękają. Kiedyś dostałam kopniaka
            po którym mnie zgięło w pół, ale kiedy się podniosłam, odrobiłam lekce
            samodzielnie i skoro moje życie jest dla mnie satysfakcjonujące to nie widzę
            potrzeby marnować czasu na terapię. Jako dyletant polecam przede wszystkim
            zgromadzenie grona bliskich ludzi wokół siebie wink
          • ekscytujacemaleliterki Re: demony 11.12.09, 20:58
            Pomóż czasowi, szukaj czego możesz.
            Najmiejszych drobiazgów się chwytaj.
            Będzie, skoro ja uśmiecham się dziś dlaczego od jutra miałabyś nie uśmiechać się Ty?
            W najgorszych chwilach sobie myślałam, że skoro ludzie oświęcim przetrwali to i
            ja przetrwam.
            • kami_hope Re: demony 11.12.09, 21:42
              Dziękuję Wam!

              I tak się chwytam, i staram wyciągnąć jak najwięcej radości z małych
              rzeczy. Wczoraj choinkę ubrałam i udekorowałam okno (w Anglii okres
              świąteczny zaczyna się wcześniej niż w Polsce, a po Świętach szybko
              się kończy) i cieszyłam się tak bardzo.
              Ale dziś, byłam w przychodni na badaniu. W końcu, po wielu latach
              (to jakieś 7-8 lat będzie) odważyłam się. Bo po ostatniej
              traumatycznie zakończonej ciąży, wzdrygałam się na każdą myśl, która
              mi się skojarzyła. Niedawno był tu ten temat poruszany.
              I teraz święta. A to się działo na dzień przed wigilią. I znowu to
              czuję... Bo wtedy też byłam sama. I kończyłam się w bezruchu leżąc
              na podłodze, a jego nie było. Pojawił się - jak cud jakiś - w
              ostatnich minutach. Ciężko było, ale przeżyłam.
              A kilka miesięcy temu jego ciężarna przyjaciółka mnie uświadamiała
              jak się dzieci "robi". Że ona to usiadła na swoim chłopie w
              odpowiednim dniu i MA. I cholera jasna, patrzę i oczom nie wierzę,
              że można być tak durnym.
              No i boli mimo woli. (zrymowało mi się smile)

              To prawda, że ludzie Oświęcim przetrwali. I ja też podobnie sobie
              mówię, by się nie rozczulać, bo to osłabia.

              Dziękuję serdecznie za Wasze mądre słowa i Waszą uwagę.
              • ulkar Re: demony 11.12.09, 22:31
                To co napiszę, nie będzie tak przemyślane jak niektóre przynajmniej
                wasze wywody powyżej ... ale ...

                ... dopadają mnie czasem demony... nie takie małe złe mysli a
                DEMONY, przeszłości, teraźniejszości i przyszłości... nie... nie
                siedzą mi ciegiem na ramieniu, ale czasem, wcale nie proszone
                przyłażą i siadają na brzegu łóżka wieczorem... i powodują, że znowu
                zaczynam szukac winy w sobie... że nie zadbałam dostatecznie, że nie
                zauważyłam wcześniej, że nie potrafiłam ugiąć karku zbyt nisko, że
                nie przyjrzałam się zbyt dokładnie z kim się wiążę, że nie spytałam
                taty co tak naprawde jest ważne w związku... kiedy miałam te 21 lat :
                ( Przychodzą wspomnienia mego dzicka w trumnie, piachu padającego,
                róż ... przychodzą demony samotnych wieczorów, kiedy jeszczemąż
                jeździł do kochanki a ja z maleńkim, kilkumiesięcznym drugim
                dzieckiem siedziałam w domu, demony wrzasków i wypychania z domu...
                i demony przyszłości ... które jedynie przewiduję, że mogą
                przyjść ... Ale wydaje mni się, że nauczyłam się przed nimi bronić,
                przynajmniej trochę, najważniejsze żeby nie przyszły te, których
                jeszcze nie znam, tamte wcześniejsze już jakoś oswoiłam. Przychodzą
                już tylko na chwilkę, umiem je przeganiać. Ale spowodowały, że tych
                potencjalnie czyhających w przyszłości boję się "całkiem bardzo" ...
                • kami_hope Re: demony 11.12.09, 23:39

                  Ulkar, to lęk oparty na nie "byle czym". Bo na prawdziwej ludzkiej
                  tragedii. Gdzie po prostu słowa się kończą i nawet tęgie rozumy nie
                  obejmują. Nie jakaś tam fobia czy lęki egzystencjalne (ja wiem, nie
                  powinnam tak mówić, bo dla każdego jego problem jest tym
                  największym, ale czasami zrozumienie się kończy i przychodzi myśl "o
                  czym on/ona chrzani?!", przepraszam, ale czasem tak myślę), ot
                  demony. I dokładnie wiem jaki one stan wyzwalają, ten na przyszłość.

                  Ja walczyłam z moimi demonami. Chciałam je zwalczyć. Ale to chyba i
                  tak nie było możliwe, bo warunki się nie zmieniły, a mąż do końca
                  nie mógł się zdecydować czy dziecka chce, czy nie. W największym
                  skrócie i oględnie mówiąc, nie stworzył warunków dla powiększenia
                  rodziny. Jego podejście do problemu wręcz potęgowały moje obawy.
                  A koniec końców, jego towarzystwo uznało to za "wybrakowanie".
                  I nawet nie czuję się wybrakowana, nie w tym rzecz.
                  Chociaż może i tak... Bo jednak wiem, że czasu nie oszukam i lada
                  moment ten czas się skończy. A ja już nie mam siły i nie wierzę
                  w "nowe".

                  Przykro mi Ulkar. Tym bardziej przykro, że nie potrafię Cię wesprzeć.
                  Jedyne co, to wysłuchać mogę... jeśli chcesz opowiadać.
                  • ulkar Re: demony 11.12.09, 23:58
                    Kami smile dzieki za dobre słowo... z grubsza przepracowałam te swoje
                    demony przeszłości... tylko tak czasami jeszcze łby wystawiaja ...
                    może też dlatego, że nie o wszystkim chcę zapomnieć ... są w tej
                    mojej trudnej przeszlości sprawy, ludzie, o których chcę pamietac ..
                    np. szorstkość włosków blond o których właścicel mawiał, że są
                    brązowe ... o tym chce pamietac, mimo że zaraz tych miłych wspomnień
                    sa te najbardziej bolesne.
                    Jak do mnie te straszydła przyłażą, to mówię sobie, że biedę to mają
                    matki dzieci, nieuleczalnie chorych, które patrza na cierpienia
                    swoich dzieci bezsilnie, a te moje obecne problemy to khem....
                    goowno jest i tyle smile
                    • kami_hope Re: demony 12.12.09, 00:14
                      ...prawda.
                      I chyba jednak czasu trzeba... Swoje musi odleżeć (aż się
                      uprawomocni pod hasłem "przeszłość")
                      • mola1971 Re: demony 12.12.09, 00:24
                        kami_hope napisała:
                        > I chyba jednak czasu trzeba... Swoje musi odleżeć (aż się
                        > uprawomocni pod hasłem "przeszłość")

                        Ja na swój prywatny użytek nazwałam to "archiwizacją" wink
                        Na dzień dzisiejszy przeszłość mam zarchiwizowaną i jak to z archiwum - czasem coś wyciągam, ale nie po to by się zadręczać lecz by coś sprawdzić. Bo stare, pożółkłe kartki z archiwum emocji już nie wywołują żadnych.
                        Kami, czas, czas i jeszcze raz czas.
                        A w międzyczasie wink dbać o siebie. Rozpieszczać samą siebie, robić coś inaczej niż do tej pory, wydeptywać nowe ścieżki. Jak już się wydepcze nowe, to te stare trawą porosną.
              • ekscytujacemaleliterki Re: demony 11.12.09, 22:48
                Dziewczyno!
                W Anglii masz boxing day! Leć i szalej ile możesz!
                Jak Ci źle i chcesz oderwać myśli na pierwsze lepsze rondo jedź! Mnie tak na
                rondzie muruje, że pięć minut stoję i zastanawiam się jak z tego ustrojstwa
                bezpiecznie zjechać big_grin.
                Widzisz, ja Ci tych świat tam trochę zazdroszczę. Tam na każdym rondzie nie stoi
                choinka, w radiu po raz milionowy nie leci żaden dzingol bens czy last christmas
                chociaż Kevina samego w domu dają. Łatwiej przetrwać ten świąteczny czas. W
                Polsce tego tak się nie da zignorować. Tu na każdym kroku wszystko przypomina ze
                idą święta. Moje pierwsze TAKIE święta. Dużo książek sobie kupiłam, trochę
                filmów, rozczulę się trochę ale mi przejdzie smile.
                • kami_hope Re: demony 12.12.09, 00:08
                  Ja mieszkam dokładnie przy rondzie. Czasami to tak sobie nawet
                  popatrzę jak życie się toczy za oknem. Czasem zrobi się mały korek,
                  bo ciężarówka zablokuje ruch, bo wąsko (tu wszędzie wąsko). I komuś
                  się bardzo śpieszy i trąbi. Ja mówię "spokojnie, zaraz ruszy", i
                  rusza, a ja myślę sobie, że dobrze - już się nie denerwują.

                  Wracam w tygodniu świątecznym do pracy. Będę udawała, że świąt nie
                  ma, może tym sposobem przechytrzę? Może tu będę? Jakby inna obolała
                  dusza się pojawiła to służę uprzejmie, poużalamy się razem smile
                  A i dobry likier sobie kupiłam na tą okazję. Zastanawiam się, czy by
                  nie kupić jeszcze jeden, tak "na teraz" smile

                  P.S.
                  ekscytujacemaleliterki napisała:
                  Tam na każdym rondzie nie sto
                  > i
                  > choinka,
                  No właśnie stoi. Ta w moim oknie.
                  • ekscytujacemaleliterki Re: demony 12.12.09, 00:20
                    Ja bym patrzyła godzinami. Za każdym razem kiedy wjezdzałam na rondo patrzyłam w
                    lewo i głupiałam.
                    Jakie poużalamy? Żadne poużalamy! Z demonami trzeba jak przed chwilą Pudzian z
                    Nejmanem big_grin.

                    Ja się zastanawiałam czy sobie rzeżuchy nie posadzić i zamiast choinki nie postawić.
                    Pierwszą część świąt, ta we dwójkę zignoruję. Zostawię sobie drugą z pysznym
                    jedzeniem i prezentami.
                    • kami_hope Re: demony 12.12.09, 00:38
                      smile rzeżucha - tak, tak, to dobry pomysł!

                      Tu na rondzie to z prawej nadjeżdżają.
                      A to moje, nie jest takim zwykłym rondem. Bo tutaj ktoś ma
                      pierwszeństwo. Tylko za nic nie wiem, kto?? Ja to intuicyjnie
                      wjeżdżam. Staram się po twarzach wyczytać zamiary kierowców. Z
                      kobietami jest o tyle łatwiej, bo one też nie wiedzą i po prostu
                      sobie gestykulujemy i już wszystko wiadomo, która pierwsza i gdzie
                      zamierza...
                      Nie rezygnuj z choinki. Chociaż światełka powieś, fajne są smile
              • mayenna Re: demony 12.12.09, 00:13
                Kobieto, nie bierz do serca takiego gadania. Baba wiedziała gdzie uderzyć i
                walnęła. Niech ma to swoje szczęście. Ty jeszcze musisz może na swoje poczekać,
                ale w przyrodzie musi być równowaga. Po deszczu - słońce.
    • plujeczka Re: demony 12.12.09, 07:13
      jesli chodzi o przeszłość to nieststey odczuwam ja na każdym kroku
      moze dlatego ,ze wciąż trwa ostatnia sprawa o podział majatku i
      niestety konca nie widac.Wciaż sala sądowa jest wpisana w mój
      zyciorys a na widok gmachu sadu skręca mnie w brzuchu.Jesli to
      postępowanie sie zakonczy to mam nadzieje ,ze demony przeszości
      znajda sobie inny obiekt niz moja skromna osoba ale to jeszcze tyle
      czasu....Co do wspomien z przeszości dotyczących mojego zwiazku z ex
      to nigdy tego nie analizuje bo niczego i tak nie dałabym rady
      zmienic, ex to uparte stworzenie a do tego manipulowany przez
      rodzine nieststey i tak w żaden sposób nie utozsamiał sie z własną
      rodzina to znaczy ze mna i dzieckiem, trudno mi jedyenie
      zrozumiec ,ze mozna nie interesowac się kompletnie dzieckiem , które
      naprawdę w niczym nie zawiniło i jest powodem do dumy, za 2 lata
      konczy studnia, nie ma z nim problemów, ale ex wogóle nie
      pamieta ,ze kiedyś wiele lat temu stał sie ojcem również z własnej
      inicjatywy i to jest jedyny demon z przeszłosci , który pewnie mnie
      nigdy nie opuści.Poza tym zyje normalnie, mam grono sprawdzonych
      przyjaciół i znajomych na których moge liczyc, pracuje i robie to co
      lubię tylko marze zeby zakonczyła sie moja sprawa sądowa a wówczas
      odetchne/.Sposób na przetwanie demonów wg. mnie?....nie izolowac
      sie, nie analizowac , nie myslec ,ze mogłysmy wiele zmienic bo to
      nieprawda to iluzja wówczas w konkretynych sytuacjach zachowywalismy
      sie tak jak uznalismy ,ze było najlepiej, czasami były to ułami
      sekund , które decydowały o naszej postawie a co najwazniejsze
      nalezy pamietać ,ze czasu nikt nie cofnie.Mój tata, który ma 80 lat
      zawsze do mnie mówi ...córeczko patrz do przedu a nie do tyłu, nie
      ogladaj sie za siebie, prZeszosci nie ma jest tylko przyszłość ..i
      ma racje wiec staram sie zyc dnuiem dzisiejszym, ciesze sie ,ze
      świeta spedzę z rodzina u mnie wigilia w tym roku jest wyjatkowa
      przy stole zasiadzie 24 osoby, zywa choinka, prezenty robne ale miłe
      i tym zyje...wam również radze patrzcie do przudu a nie do tyłu,
      pozdrawiam Was

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka