telefon110 11.12.09, 12:51 czy dopadają Was demony przeszłości ?? Jak sobie z nimi radzicie ? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
to.ja.kas Re: demony 11.12.09, 12:58 Nie. A radze sobie jakoś podświadomie. Ale moze dlatego że juz duzo wody upłynęło. A jak sobie radziłam? Przede wszystkim odcięłam się od tego co było dla mnie złe i nigdy do tego nie wracałam. Jedni stawiają na terapię. Ja postawiłam na czas. I uważam, że to dobry był wybór. Odpowiedz Link
to.ja.kas Re: demony 11.12.09, 13:21 a napisałam ,że szkodzi, czy że ja wybrtałam dla siebie tak jak wybrałam? Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 13:56 Twój wybór uznałaś za dobry. A musiałaś wybierać? Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 14:10 A to co innego))) Jedni stawiają na fachową pomoc, inni na własny dyletantyzm. Ale ja bym się dyletantyzmu drugim polecać nie ośmieliła)))) Odpowiedz Link
mayenna Re: demony 11.12.09, 15:46 Dlaczego? To nie nieznany medykament. Czas jest świetny na wszystko. Czas leczy rany Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 16:07 Czas jest dobry...na śmierć. Na życie i jego problemy nie bardzo. Czas również nie leczy głupoty. Głodującym poleć poczekać, chorym takoż, a się przekonasz, czy czas i nakarmi i wyleczy. Problemy trzeba rozwiązywać, a nie - przeczekiwać. Odpowiedz Link
chalsia Re: demony 11.12.09, 18:18 > Głodującym poleć poczekać, chorym takoż, a się przekonasz, czy czas i nakarmi i > wyleczy. > > Problemy trzeba rozwiązywać, a nie - przeczekiwać. mylisz się, bardzo często trzeba po prostu POCZEKAĆ az organizm sam zwalczy infekcję i się wyleczy. Również czas leczy rany, nie tylko te fizyczne. Odpowiedz Link
telefon110 Re: demony 11.12.09, 18:56 chalsia...masz rację..świętą rację !! chalsia napisała: > > Głodującym poleć poczekać, chorym takoż, a się przekonasz, czy czas i nak > armi i > > wyleczy. > > > > Problemy trzeba rozwiązywać, a nie - przeczekiwać. > > mylisz się, bardzo często trzeba po prostu POCZEKAĆ az organizm sam zwalczy > infekcję i się wyleczy. Również czas leczy rany, nie tylko te fizyczne. Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 19:27 Poczekać te se można jak się ranę opatrzy. A jak nie, to demony wracają. Odpowiedz Link
chalsia Re: demony 11.12.09, 23:58 > Poczekać te se można jak się ranę opatrzy. a guzik tam prawda. WIększość ran wygoi sie także i bez opatrzenia. Po prostu będą się wtedy goiły dłużej i "brzydziej". Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: demony 12.12.09, 08:49 A jaki jest sens tego, że rana goi się dłużej i brzydziej? Odpowiedz Link
mayenna Re: demony 12.12.09, 00:04 Krezz ile pieniędzy świat wpompował w Afrykę? Zmieniło to jakoś sytuację? Nie ma głodnych? Problemy się przeżywa, nikt o przeczekaniu nie mówi. Zbytnie zaufanie do działania, do włsnej mądrości też nie oznacza że podejmie się właściwe decyzje. Pamiętasz bajki o trzech synach: dwóch mądrych, jednym głupim? Terapeuci właśnie zalecają danie sobie czasu na przeżycie bólu. Ostrzegają przed podejmowaniem ważnych decyzji bo stan rozwodnika temu nie sprzyja. Poza tym żaden psycholog nie pomoże jesli pacjent nie zechce, Jest więć tylko wyzwolicielem siły uzdrawiającej, która jest w nas. Osoba świadoma siebie, swojej psychiki może pomóc sobie sama. Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: demony 12.12.09, 08:58 Mayena, ależ ja nie dyskutuję z tym, że czas jest potrzebny. Wszak żyjemy w czasie. Ale postawienie sprawy w sposób: przeczekaj, odetnij się, zapomnij, jest dyletanctwem. Dlatego zapytałam Kas, czy musiała wybierać. Bo moim zdaniem nie musiała. I lepiej by zrobiła, gdyby nie wybierała jednego. To właśnie musi być w czasie. Przerabianie w czasie. Podobnie odpowiedziałam A niech to. A teraz obserwuję uniesienia... Odpowiedz Link
six_a Re: demony 12.12.09, 01:40 > inni na własny dyletantyzm. > Ale ja bym się dyletantyzmu drugim polecać nie ośmieliła)))) taka opozycja jest mocno dziwaczna. może po prostu niektórzy się tak nie umniejszają i nie uważają za skończonych dyletantów. nie każdemu jest potrzebny psycholog, tak jak nie każdemu jest potrzebny hydraulik. a jakby jednak naprawa nie szła, to co za problem skorzystać? Odpowiedz Link
ekscytujacemaleliterki Re: demony 11.12.09, 14:07 Ponieważ pytanie brzmi czy dopadają Was demony przeszłości a nie czy demony przeszłości dopadają Kas i jak Ona sobie z tym poradziła odpowiem za siebie. Jeszcze dopadają, rzadziej niż częsciej. Staram się je przeganiać, usuwać z wyobraźni ten obraz, nie myslec, zająć sie czymś innym. Teraz pomaga, na początku mimo usilnych starań nie działało. Duża rolę odegrał tu upływający czas. Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 14:18 Skoro pytanie nie dotyczy Kas, to czemu ją mieszasz w swoją odpowiedź? U mnie dużą rolę odegrała terapia. Polecam. Czas bez terapii tylko utwierdza traumy. No, chyba, że dla kogoś rozstanie to pikuś, który wystarczy opić. Odpowiedz Link
panda_zielona Re: demony 11.12.09, 15:25 krezzzz100 napisała: > U mnie dużą rolę odegrała terapia. Polecam. A u mnie wręcz przeciwnie tylko mnie bardziej zdołowała,czas najlepszym lekarzem dla mnie.Nie polecaj więc Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 16:08 Widocznie źle trafiłaś. Dobrą terapię polecać będę zawsze Odpowiedz Link
a.niech.to Re: demony 11.12.09, 17:55 Terapia uczy w świadomy sposób przeżywać ból, modeluje struktury poznawcze, często prowadzi do osiągnięcia faktycznej dojrzałości, ale ... wcale nie skraca czasu przeżywania traumy ani nie czyni cierpienia mniej bolesnym. Piszę to na podstawie relacji osób, ratujących się po rozwodzie poprzez terapię. Również na podstawie doświadczenia innych ryzykowałabym stwierdzenie, że o dobrego terapeutę jest niezwykle trudno, zaś grzebanie w duszy pod okiem dyletanta może/musi przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Odpowiedz Link
chalsia Re: demony 11.12.09, 18:20 krezzzz100 napisała: > Skoro pytanie nie dotyczy Kas, to czemu ją mieszasz w swoją odpowiedź? > a co Ty taka czepliwa w tym wątku jesteś? PMS masz czy co? Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: demony 11.12.09, 19:26 A bo nie lubię kolesiostwa..PSM przy TKM to pikulek ))) Odpowiedz Link
kami_hope Re: demony 11.12.09, 19:33 Ja sobie nie radzę. Staram się sobie racjonalizować wszystko. I niby mam jasny obraz przed oczami. I rozumiem. I nawet miewam swoje wzloty. Ale jednak uczucia i ból przedzierają się przez to, co rozumne. (znów mnie kamień gniecie w śródpiersiu) Czas jest moją nadzieją. Odpowiedz Link
tricolour Z racjonalizacją jest problem... 11.12.09, 19:50 ... a w zasadzie to racjonalizacja może tworzyć nieusuwalną wadę: ustawienia POŚRÓD zaistniałych wydarzeń, na które nie ma już wpływu. Jest to - moim zdaniem - ślepy zaułek zanurzenia w przeszłości zamiast kreacji świata z sobą w centrum. Odpowiedz Link
kami_hope Re: Z racjonalizacją jest problem... 11.12.09, 20:43 Tri, zgadzam się z Tobą. I chyba to jest nieusuwalna wada. To jakby oprogramowanie w mózgu, gdzie myśli przebiegają torowo. I im usilniej starałabym się zmieniać tory, to one jakby na przekór tworzą kolejne jakby sieci, setki aspektów jednej sprawy. Ostatecznie na końcu powstaje jakaś kreatywna myśl. I często się zdarza, że dana myśl (wniosek) jest właściwa. Ale! Uczuć NIE DA SIĘ zracjonalizować. I ja zawieram w sobie niejako dwoistość natury. Bo umysł racjonalny, a serce zdolne do głębokiego przeżywania rzeczywistości. I jakby siebie wzajemnie ranią, choć paradoksalnie obu tym naturom przyświeca jeden cel. Bardzo mi trudno to wytłumaczyć. Granica rzeczy na które nie mam wpływu jest dość odległa (tj. czuję się niejako zobowiązana wpływać - przede wszystkim na własne - życie). I choćby nawet, w końcu dotrze do mnie, że nie mam wpływu na to czy tamto, to trudno mi się zgodzić na taki stan rzeczy. Czasem jestem pełna podziwu dla siebie, jako człowieka (obserwując siebie lepiej rozumiem innych ludzi, świat, sens - i zafascynowana jestem tym wszystkim co składa się na ludzkie istnienie), ale innym razem przerażam siebie samą. I przeszłość mnie też przeraża. I to, jak odbija się czkawką. I to, że nie mogę sobie z nią poradzić. Odpowiedz Link
tricolour A jeżeli zostanie na zawsze... 11.12.09, 20:51 ... że z przeszłością już nie bedzie można sobie poradzić? Przecież to jest logiczne, że działania nie sięgają wstecz więc jedyne co pozostaje, to pamiętać. Nie rozpamiętywać, a pamiętać. Włożyć przeszłość do doświadczeń, czasem nieprzyjemnych, ale ZAWSZE pożytecznych. Skorzystać z nich, wręcz wykorzystać. Zbudować. Tak jak zbudowali statek morski ze stali z WTC. Odpowiedz Link
a.niech.to Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 13:22 Zespół niechcianych myśli współistnieje z nerwicą/depresją. Przebiega dokładnie tak, jak opisujesz. Wydaje mi się, że stany, które przeżywasz, osiągają kres ludzkiej wytrzymałości. Psycholog Ci nie pomoże, bo Ty wiesz już WSZYSTKO, natomiast psychiatra może Ci tak dobrać leki, że czas dokona swego leczniczego dzieła, a Ty nie będziesz tak bardzo cierpieć. Moim zdaniem nie ma sensu kręcić się wokół uporządkowanych problemów, indukujących cierpienie. Warto sobie pomóc. Nie zrobisz tego siłą woli, tak jak tą drogą nie powstrzymasz paru innych schorzeń. Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 13:37 A.niech.to, jesteś tego pewna, że ona wie wszystko? I że to cierpienie jest wyłącznie nerwicowe? Bo moim zdaniem, nie. Odpowiedz Link
a.niech.to Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 13:44 O kompletności rozeznania w sytuacji wnioskuję na podstawie postów. Całkowitej pewności nie ma ani psycholog, ani psychiatra. Dysponują wyłącznie wiedzą przekazaną przez pacjenta, czasami wzbogaconą o wywiad z rodziną. Uważam natomiast, że jeśli człowiek cierpi, każda forma skutecznej pomocy będzie cenna. Odpowiedz Link
a.niech.to Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 13:46 Jestem natomiast całkowicie pewna, że samo zracjonalizowanie problemu nie wyklucza cierpienia. Tak dobrze to nie ma. Odpowiedz Link
krezzzz100 Re: Z racjonalizacją jest problem... 12.12.09, 14:06 Nie racjonalizację rozumianą jako pozornie racjonalne uzasadnianie swojej sytuacji. Mnie chodzi o rzeczywiste odpowiedzi. Odpowiedz Link
kami_hope Re: Z racjonalizacją jest problem... 13.12.09, 00:02 Dziękuję za zainteresowanie. Spokojnie, mam dobrą opiekę medyczną Doceniam Waszą troskę. Nie cierpię na żaden zespół niechcianych myśli itd. To czego doświadczam, zwykło się określać "cierpieniem". I rzeczywiście przeszedł mi przez myśl, pomysł o jakimś "zagłuszaczu". Ale! Nie tędy droga. Fachowcy to wiedzą. Jeszcze raz dziękuję. P.S. Cierpię na łagodną formę klaustrofobii, radzę sobie. Odpowiedz Link
kami_hope przydatne linki 13.12.09, 00:34 www.kre-art.eu/rodz_myslenia.html neur.am.put.poznan.pl/mt/9.2.pdf (mapa myśli w kreatywnym myśleniu) edukacja.gazeta.pl/edukacja/1,101856,5468329,Jaki_masz_typ_inteligencji_.html pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_(psychologia) Odpowiedz Link
a.niech.to Re: Z racjonalizacją jest problem... 13.12.09, 09:50 kami_hope napisała: > Spokojnie, mam dobrą opiekę medyczną Jestem już spokojna. Odpowiedz Link
ekscytujacemaleliterki Re: demony 11.12.09, 20:16 Kami_hope, Ja to czułam jak kopniak w brzuch, fizycznie mnie bolało. Na racjonalizacje nie miałam siły. Robiłam sobie terapię śmiechem, szukałam ludzi i nie wizualizowałam sobie mojego bólu i nieszczęścia dopóki nie ochłonęłam na tyle, że byłam w stanie się z tym zmierzyć. Czas zrobił swoje . Odpowiedz Link
kami_hope Re: demony 11.12.09, 20:51 I właśnie teraz w czasie upatruję nadziei. Zdaje się, że środki jakimi dysponuję, zawiodły. Nie wiem jak to dalej będzie. Odpowiedz Link
to.ja.kas Re: demony 11.12.09, 20:58 Sa sytuacje kiedy terapia jest nieodzowna. I są wydarzenia które trzeba odchorwac jak grypę i wyleżeć. Mnie demony nie nękają. Kiedyś dostałam kopniaka po którym mnie zgięło w pół, ale kiedy się podniosłam, odrobiłam lekce samodzielnie i skoro moje życie jest dla mnie satysfakcjonujące to nie widzę potrzeby marnować czasu na terapię. Jako dyletant polecam przede wszystkim zgromadzenie grona bliskich ludzi wokół siebie Odpowiedz Link
ekscytujacemaleliterki Re: demony 11.12.09, 20:58 Pomóż czasowi, szukaj czego możesz. Najmiejszych drobiazgów się chwytaj. Będzie, skoro ja uśmiecham się dziś dlaczego od jutra miałabyś nie uśmiechać się Ty? W najgorszych chwilach sobie myślałam, że skoro ludzie oświęcim przetrwali to i ja przetrwam. Odpowiedz Link
kami_hope Re: demony 11.12.09, 21:42 Dziękuję Wam! I tak się chwytam, i staram wyciągnąć jak najwięcej radości z małych rzeczy. Wczoraj choinkę ubrałam i udekorowałam okno (w Anglii okres świąteczny zaczyna się wcześniej niż w Polsce, a po Świętach szybko się kończy) i cieszyłam się tak bardzo. Ale dziś, byłam w przychodni na badaniu. W końcu, po wielu latach (to jakieś 7-8 lat będzie) odważyłam się. Bo po ostatniej traumatycznie zakończonej ciąży, wzdrygałam się na każdą myśl, która mi się skojarzyła. Niedawno był tu ten temat poruszany. I teraz święta. A to się działo na dzień przed wigilią. I znowu to czuję... Bo wtedy też byłam sama. I kończyłam się w bezruchu leżąc na podłodze, a jego nie było. Pojawił się - jak cud jakiś - w ostatnich minutach. Ciężko było, ale przeżyłam. A kilka miesięcy temu jego ciężarna przyjaciółka mnie uświadamiała jak się dzieci "robi". Że ona to usiadła na swoim chłopie w odpowiednim dniu i MA. I cholera jasna, patrzę i oczom nie wierzę, że można być tak durnym. No i boli mimo woli. (zrymowało mi się ) To prawda, że ludzie Oświęcim przetrwali. I ja też podobnie sobie mówię, by się nie rozczulać, bo to osłabia. Dziękuję serdecznie za Wasze mądre słowa i Waszą uwagę. Odpowiedz Link
ulkar Re: demony 11.12.09, 22:31 To co napiszę, nie będzie tak przemyślane jak niektóre przynajmniej wasze wywody powyżej ... ale ... ... dopadają mnie czasem demony... nie takie małe złe mysli a DEMONY, przeszłości, teraźniejszości i przyszłości... nie... nie siedzą mi ciegiem na ramieniu, ale czasem, wcale nie proszone przyłażą i siadają na brzegu łóżka wieczorem... i powodują, że znowu zaczynam szukac winy w sobie... że nie zadbałam dostatecznie, że nie zauważyłam wcześniej, że nie potrafiłam ugiąć karku zbyt nisko, że nie przyjrzałam się zbyt dokładnie z kim się wiążę, że nie spytałam taty co tak naprawde jest ważne w związku... kiedy miałam te 21 lat : ( Przychodzą wspomnienia mego dzicka w trumnie, piachu padającego, róż ... przychodzą demony samotnych wieczorów, kiedy jeszczemąż jeździł do kochanki a ja z maleńkim, kilkumiesięcznym drugim dzieckiem siedziałam w domu, demony wrzasków i wypychania z domu... i demony przyszłości ... które jedynie przewiduję, że mogą przyjść ... Ale wydaje mni się, że nauczyłam się przed nimi bronić, przynajmniej trochę, najważniejsze żeby nie przyszły te, których jeszcze nie znam, tamte wcześniejsze już jakoś oswoiłam. Przychodzą już tylko na chwilkę, umiem je przeganiać. Ale spowodowały, że tych potencjalnie czyhających w przyszłości boję się "całkiem bardzo" ... Odpowiedz Link
kami_hope Re: demony 11.12.09, 23:39 Ulkar, to lęk oparty na nie "byle czym". Bo na prawdziwej ludzkiej tragedii. Gdzie po prostu słowa się kończą i nawet tęgie rozumy nie obejmują. Nie jakaś tam fobia czy lęki egzystencjalne (ja wiem, nie powinnam tak mówić, bo dla każdego jego problem jest tym największym, ale czasami zrozumienie się kończy i przychodzi myśl "o czym on/ona chrzani?!", przepraszam, ale czasem tak myślę), ot demony. I dokładnie wiem jaki one stan wyzwalają, ten na przyszłość. Ja walczyłam z moimi demonami. Chciałam je zwalczyć. Ale to chyba i tak nie było możliwe, bo warunki się nie zmieniły, a mąż do końca nie mógł się zdecydować czy dziecka chce, czy nie. W największym skrócie i oględnie mówiąc, nie stworzył warunków dla powiększenia rodziny. Jego podejście do problemu wręcz potęgowały moje obawy. A koniec końców, jego towarzystwo uznało to za "wybrakowanie". I nawet nie czuję się wybrakowana, nie w tym rzecz. Chociaż może i tak... Bo jednak wiem, że czasu nie oszukam i lada moment ten czas się skończy. A ja już nie mam siły i nie wierzę w "nowe". Przykro mi Ulkar. Tym bardziej przykro, że nie potrafię Cię wesprzeć. Jedyne co, to wysłuchać mogę... jeśli chcesz opowiadać. Odpowiedz Link
ulkar Re: demony 11.12.09, 23:58 Kami dzieki za dobre słowo... z grubsza przepracowałam te swoje demony przeszłości... tylko tak czasami jeszcze łby wystawiaja ... może też dlatego, że nie o wszystkim chcę zapomnieć ... są w tej mojej trudnej przeszlości sprawy, ludzie, o których chcę pamietac .. np. szorstkość włosków blond o których właścicel mawiał, że są brązowe ... o tym chce pamietac, mimo że zaraz tych miłych wspomnień sa te najbardziej bolesne. Jak do mnie te straszydła przyłażą, to mówię sobie, że biedę to mają matki dzieci, nieuleczalnie chorych, które patrza na cierpienia swoich dzieci bezsilnie, a te moje obecne problemy to khem.... goowno jest i tyle Odpowiedz Link
kami_hope Re: demony 12.12.09, 00:14 ...prawda. I chyba jednak czasu trzeba... Swoje musi odleżeć (aż się uprawomocni pod hasłem "przeszłość") Odpowiedz Link
mola1971 Re: demony 12.12.09, 00:24 kami_hope napisała: > I chyba jednak czasu trzeba... Swoje musi odleżeć (aż się > uprawomocni pod hasłem "przeszłość") Ja na swój prywatny użytek nazwałam to "archiwizacją" Na dzień dzisiejszy przeszłość mam zarchiwizowaną i jak to z archiwum - czasem coś wyciągam, ale nie po to by się zadręczać lecz by coś sprawdzić. Bo stare, pożółkłe kartki z archiwum emocji już nie wywołują żadnych. Kami, czas, czas i jeszcze raz czas. A w międzyczasie dbać o siebie. Rozpieszczać samą siebie, robić coś inaczej niż do tej pory, wydeptywać nowe ścieżki. Jak już się wydepcze nowe, to te stare trawą porosną. Odpowiedz Link
ekscytujacemaleliterki Re: demony 11.12.09, 22:48 Dziewczyno! W Anglii masz boxing day! Leć i szalej ile możesz! Jak Ci źle i chcesz oderwać myśli na pierwsze lepsze rondo jedź! Mnie tak na rondzie muruje, że pięć minut stoję i zastanawiam się jak z tego ustrojstwa bezpiecznie zjechać . Widzisz, ja Ci tych świat tam trochę zazdroszczę. Tam na każdym rondzie nie stoi choinka, w radiu po raz milionowy nie leci żaden dzingol bens czy last christmas chociaż Kevina samego w domu dają. Łatwiej przetrwać ten świąteczny czas. W Polsce tego tak się nie da zignorować. Tu na każdym kroku wszystko przypomina ze idą święta. Moje pierwsze TAKIE święta. Dużo książek sobie kupiłam, trochę filmów, rozczulę się trochę ale mi przejdzie . Odpowiedz Link
kami_hope Re: demony 12.12.09, 00:08 Ja mieszkam dokładnie przy rondzie. Czasami to tak sobie nawet popatrzę jak życie się toczy za oknem. Czasem zrobi się mały korek, bo ciężarówka zablokuje ruch, bo wąsko (tu wszędzie wąsko). I komuś się bardzo śpieszy i trąbi. Ja mówię "spokojnie, zaraz ruszy", i rusza, a ja myślę sobie, że dobrze - już się nie denerwują. Wracam w tygodniu świątecznym do pracy. Będę udawała, że świąt nie ma, może tym sposobem przechytrzę? Może tu będę? Jakby inna obolała dusza się pojawiła to służę uprzejmie, poużalamy się razem A i dobry likier sobie kupiłam na tą okazję. Zastanawiam się, czy by nie kupić jeszcze jeden, tak "na teraz" P.S. ekscytujacemaleliterki napisała: Tam na każdym rondzie nie sto > i > choinka, No właśnie stoi. Ta w moim oknie. Odpowiedz Link
ekscytujacemaleliterki Re: demony 12.12.09, 00:20 Ja bym patrzyła godzinami. Za każdym razem kiedy wjezdzałam na rondo patrzyłam w lewo i głupiałam. Jakie poużalamy? Żadne poużalamy! Z demonami trzeba jak przed chwilą Pudzian z Nejmanem . Ja się zastanawiałam czy sobie rzeżuchy nie posadzić i zamiast choinki nie postawić. Pierwszą część świąt, ta we dwójkę zignoruję. Zostawię sobie drugą z pysznym jedzeniem i prezentami. Odpowiedz Link
kami_hope Re: demony 12.12.09, 00:38 rzeżucha - tak, tak, to dobry pomysł! Tu na rondzie to z prawej nadjeżdżają. A to moje, nie jest takim zwykłym rondem. Bo tutaj ktoś ma pierwszeństwo. Tylko za nic nie wiem, kto?? Ja to intuicyjnie wjeżdżam. Staram się po twarzach wyczytać zamiary kierowców. Z kobietami jest o tyle łatwiej, bo one też nie wiedzą i po prostu sobie gestykulujemy i już wszystko wiadomo, która pierwsza i gdzie zamierza... Nie rezygnuj z choinki. Chociaż światełka powieś, fajne są Odpowiedz Link
mayenna Re: demony 12.12.09, 00:13 Kobieto, nie bierz do serca takiego gadania. Baba wiedziała gdzie uderzyć i walnęła. Niech ma to swoje szczęście. Ty jeszcze musisz może na swoje poczekać, ale w przyrodzie musi być równowaga. Po deszczu - słońce. Odpowiedz Link
plujeczka Re: demony 12.12.09, 07:13 jesli chodzi o przeszłość to nieststey odczuwam ja na każdym kroku moze dlatego ,ze wciąż trwa ostatnia sprawa o podział majatku i niestety konca nie widac.Wciaż sala sądowa jest wpisana w mój zyciorys a na widok gmachu sadu skręca mnie w brzuchu.Jesli to postępowanie sie zakonczy to mam nadzieje ,ze demony przeszości znajda sobie inny obiekt niz moja skromna osoba ale to jeszcze tyle czasu....Co do wspomien z przeszości dotyczących mojego zwiazku z ex to nigdy tego nie analizuje bo niczego i tak nie dałabym rady zmienic, ex to uparte stworzenie a do tego manipulowany przez rodzine nieststey i tak w żaden sposób nie utozsamiał sie z własną rodzina to znaczy ze mna i dzieckiem, trudno mi jedyenie zrozumiec ,ze mozna nie interesowac się kompletnie dzieckiem , które naprawdę w niczym nie zawiniło i jest powodem do dumy, za 2 lata konczy studnia, nie ma z nim problemów, ale ex wogóle nie pamieta ,ze kiedyś wiele lat temu stał sie ojcem również z własnej inicjatywy i to jest jedyny demon z przeszłosci , który pewnie mnie nigdy nie opuści.Poza tym zyje normalnie, mam grono sprawdzonych przyjaciół i znajomych na których moge liczyc, pracuje i robie to co lubię tylko marze zeby zakonczyła sie moja sprawa sądowa a wówczas odetchne/.Sposób na przetwanie demonów wg. mnie?....nie izolowac sie, nie analizowac , nie myslec ,ze mogłysmy wiele zmienic bo to nieprawda to iluzja wówczas w konkretynych sytuacjach zachowywalismy sie tak jak uznalismy ,ze było najlepiej, czasami były to ułami sekund , które decydowały o naszej postawie a co najwazniejsze nalezy pamietać ,ze czasu nikt nie cofnie.Mój tata, który ma 80 lat zawsze do mnie mówi ...córeczko patrz do przedu a nie do tyłu, nie ogladaj sie za siebie, prZeszosci nie ma jest tylko przyszłość ..i ma racje wiec staram sie zyc dnuiem dzisiejszym, ciesze sie ,ze świeta spedzę z rodzina u mnie wigilia w tym roku jest wyjatkowa przy stole zasiadzie 24 osoby, zywa choinka, prezenty robne ale miłe i tym zyje...wam również radze patrzcie do przudu a nie do tyłu, pozdrawiam Was Odpowiedz Link