06.06.10, 23:23
zastanawiam się, ile mi to zajmie, zeby móc oddychać normalnie...i
nie mieć żadnych emocji na myśl o prawie byłym mężu..minęło pół
roku, a ja się męczę i końca nie widać. zupełnie inaczej już patrzę
na męża, przeszedł przemianę o jakij nie śniłam w najgorszych
koszmarach...i jak to jest, że w ciagu tych kilku miesięcy stał się
kimś kogo nie poznaję. A to co moje, z czego skorzystał, to z gardła
mu chyba będę musiała wyrywać, bo nie ma w nim żadnej uczciwości i
przyzwoitości. Czy zawsze jak facet sie zakocha, to musi żonę
wdeptać w ziemię?nie mozna normalnie sie rozwieźć, dogadać się
jakoś? skąd ta nienawiść? nie musiał się mnie obawiać, poszedł sobie
do innej, z mojej strony miał spokój. Więc po co?
Wiem, powinnam przestać sie dziwić, wyciągnąć wnioski i iść dalej.
Ale jednak się dziwie, i boli jak cholera
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: pytanie 07.06.10, 08:18
      No niestety, pół roku to trochę mało.

      A w kwestii wdeptywania w ziemię, to mam taką własną teorię, że
      osoba, która w jakiś sposób czuje się winna włącza sobie taki
      mechanizm obronny. Żeby zmniejszyć swoje poczucie winy przerzuca
      odpowiedzialność za pewne rzeczy na tą drugą stronę, często są to
      jakieś wyimaginowane kwestie, nie mające nic wspólnego z obiektywną
      rzeczywistością, ale pozwalające uporać się z poczuciem winy. Dla
      takiej osoby, ta druga strona im bardziej na poziomie racjonalnym
      jawi się jako niewinna ofiara, tym bardziej podświadomie staje się
      obiektem ataku jako wróg.
      • scindapsus Re: pytanie 07.06.10, 09:58
        Wiesz co, coś w tym jest.
        Nie patrzyłam na to w ten sposób ale to wiele tłumaczy.
        dzieki.

        do założycielki wątku: prawie_że banał ale czas leczy rany
        tylko trzeba pozamykać wszystkie sprawy, żeby się nic nie ciągnęło,
        nic nie przypominało i żeby nie było powodów do wysuwania przez exa
        roszczeń finansowych/rzeczowych .
      • tully.makker Re: pytanie 07.06.10, 10:31
        Dodam jeszcze, ze to, ze zachowalas sie z klasa moze te agresje
        potegowac. Bo nie da sie wszystkiego zwalic na ciebie wiec trzeba
        sie zmierzyc ze swoja wlasna marnoscia.
        • bozka45 Re: pytanie 07.06.10, 12:14
          Dokładnie się zgadzam z tym, że nienawiść jest u zdradzaczy i
          porzucaczy plasterkiem na wyrzuty sumienia. Gdy mojemu prawie byłemu
          przeczytałam fragment z artykułu z "Charakterów", który wyjasniał
          ten mechanizm własnie na przykładzie męza i zdradzonej zony, to
          tylko:
          * wstał i ...
          *na odchodne powiedział: Może i tak jest... Ty mądra jesteś, tyle
          potrafisz zrozumieć i dociec... A ja taki ciemniak jestem...
          I co?
          I nic z tym nie zrobił...
          Żył ze swoim cieniem i potęgował swoją nienawiść, urajał (bo
          inaczej nie powiem) nowe zarzuty do mnie, wszystko miał "za złe",
          mimo, że starałam się być ok. Zamknęłam gębe na kłótkę. Mówiłam przy
          sporadycznych i unikanych przez niego kontaktach jak najmniej, aby
          nic mi sie nie wypsnęło...
          Jak twierdzi psycholog z fundacji "kobiece serca" tylko 10
          proc. osób podejmuje rozwój osobisty, chce pokonać, co w nas małe i
          złe. Tylko 10 proc.... Reszta idzie po najmniejszej linii oporu.
          Wiec na kryzys wieku sredniego, na męska depresję - nowa kobitka,
          łatwiejsza, mniej wymagająca i przede wszystkim .... młodsza, tzw.
          świeżyzna. Co tam dzieci (przecież prawie dorosłe). O tych, którzy
          cierpią po odejściu można powiedzieć: są silni - poradzą sobie!!!
          Nie maja wyjścia! Poradzą sobie! Jak są odwazni, to nawet kryzys
          życiowy, to nawet zdradę i porzucenie wykorzystają aby stać sie
          lepszym, rozwinąć skrzydła, pokonać starch, lęk, zazdrość, pychę
          itd... w końcu uwierzyć w siebie i żyć pełną persią!
          • undeadly Re: pytanie 07.06.10, 13:37
            A nie jest też tak że większość ludzi lubi czuć się ofiarą ?
            Jak mnie skrzywdzono to moim świętym prawem jest nienawidzić
            krzywdziciela/krzywdzicielke. Niekoniecznie musi być to osoba
            zdradzająca czy porzucająca, o ile w ich przypadku nienawiść rodzi
            z własnej imaginacji o tyle w drugim przypadku (osób zdradzonych porzuconych)
            jest to wentyl pozwalający wyładowywać emocje (jak nie trwa zbyt długo).
            • bozka45 Re: pytanie 07.06.10, 16:22
              Bycie ofiarą - czycie sie odiarą - myslenie o sobie jako o ofierze -
              postrzeganie siebie jako ofiarę to .... trumna. Byłam w niej! I to
              kilkanaście lat! Bycie biedactwem to rola, w którą wpisali mnie
              rodzice. Nadopiekuńczy, niedojrzali emocjonalnie. Ojciec alkoholik
              nadmierna troskiliwością i niewiara we mnie (podskórnie) pokrywał
              tak pewnie swoje wyrzuty sumienia...
              Bycie ofiarą daje niemałe korzyści. Warto siąść i zastAnowic się -
              co z tego mam? Moje wychodzenie z tego trwało długo. Trudno mi było
              Bogu (sile wyższej) oddać lejce i pogodzić się, że nie zawsze jest
              tak, jak sobie zaplanowaliśmy (żyli długo, mimi burz i starzeli się
              razem...). Potem trudno mi było sie przełamać i oddać ból, który
              rozwalał mi serce (nawet nowoczesne EKG pokazało zmiany
              przewodnictwa). Ból wracał - mimo upływu czasu, bo ja uparta jestem -
              aż zaczęłam medytować, że oddaje ból, aby Szef zamienił go na dobro
              dla mojego męza i jego kochanki. I uadłosię!!!! Jest lepiej, coraz
              lepiej i lepiej!!!
              Czas nie zawsze leczy rany... U mnie mijał, a ja opsesyjnie
              trzymałam sie bólu, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy... tak
              było to we mnie głębokie... Od zdrady minęło 3 lata, od
              wyprowadzenia sie męża prawie 2 lata...
              Pierwszy rok był najtrudniejszy. Ale gdy minął też dobrze nie było.
              Byłam jak konserwa - zamknięta i uczeniona bólu. Wyisolowana przez
              przeciwności losu, które się pietrzyły...
      • zimna_woda_81 Re: pytanie 07.06.10, 22:23
        jak by tu zrobić, zeby mu tak łatwo z tym poczuciem winy nie
        poszło...mam cholerne poczucie niesprawiedliwosci, życie przewraca
        sie do góry nogami, a mąż swoje poczucie winy jeszcze na mnie będzie
        przerzucał, żeby mu się milej zrobiło
        • phoebe_buffay Re: pytanie 08.06.10, 11:13
          Nie pozwól sobie na przerzucanie poczucia winy na Ciebie. Nie masz wpływu na to co mąż myśli i czuje, a ogromny wpływ masz na własne samopoczucie. Ja takie myśli przeganiałam bardzo zdecydowanie i konsekwentnie. Z czasem wchodzi w nawyk.
          • zimna_woda_81 Re: pytanie 08.06.10, 21:39
            Ja takie my
            > śli przeganiałam bardzo zdecydowanie i konsekwentnie. Z czasem
            wchodzi w nawyk.


            ja dopiero uczę się przeganiać, zależy od dnia, wahanka nastrojów,
            jednego dnia życie boli i wszystko boli, drugiego widzę, jakie tu
            mechanizmy działają,
            różnie jest, ale ważne , że proporcje tych dni się zmieniają, coraz
            więcej tych normalnych dni, smutnych, ale normalnych i spokojnych
      • zimna_woda_81 Re: pytanie 07.06.10, 22:28
        szkoda, że te wyimaginowane kwestie są przyjmowane zupełnie na serio
        przez innych...i zaczynają żyć własnym życiem wśród rodziny i
        znajomych
        • bozka45 Re: pytanie 07.06.10, 22:41
          Według mnie, tak na dziś, to.... Ty nic nie możesz zrobić z jego
          poczuciem winy. Możesz tylko zająć się sobą, zmieniać siebie,
          przemieniać siebie... On ucieka przed prawdą w swój świat i wciaga
          tych, którzy sie dają. U mnie jest identycznie - rodzina męża nawet
          z naszymi córkami nie utrzymuje kontaktów. Wspólni znajomi trzymają
          się z daleka... Tyle że powiedzą mi dzieńdobry i usmiechna się tak,
          że czuję życzliwość. Ale nikt nie chciał (lub nie potrafił)
          wytłumaczyć, otworzyć oczy mojemu mężowi. Teraz, po ponad 2 latach
          kryzysu, wraca do mnie to, co mój prawie były opowiadał o mnie, o
          naszym małżeństwie. Chora relacja, odbicie w krzywym zwierciadle...
          Jak tego słucham to dziekuję Bogu, że nie zwariowałam
    • kategemi Re: pytanie 08.06.10, 08:26
      Mnie tez ciągle boli. Nie łatwo jest zapomnieć człowieka, który był
      tym wymarzonym, obsypywał Cię kwiatami, twierdził, że jestes całym
      jego życiem......a potem zamienił się w dr Jekhla czy jak to tam.
      To ma boleć jak cholera, a my szukamy w sobie winy, co takiego
      zrobiłyśmy....wiem , że to echa babska wyssana chyba z mlekiem
      matki.....ale jak ją wyrzucić z siebie? Może właśnie tutaj , na tych
      stronach
      Pozdrawiam Cie w bólu!!!
    • rozjechanakotka Re: pytanie 08.06.10, 12:53
      Usłyszałam,że jestem winna; temu ,ż sypiał z kochanką bo ...widocznie mu czegoś w związku brakowałosad Temu,że od kilku lat pije bo... przedtem nie wiedziałam o jego podwójnym życiu, teraz pije bo wiem sad
      Temu ,że znów z kochanką wyjechali n,teoretycznie służbowy weekend bo nie zabroniłam mu jechać sad
      Boże co z tym robić? Jakie mechanizmy działają,że on to robi?
      • bozka45 Re: pytanie 08.06.10, 16:40
        Jakie mechanhizmy działają, że on z "tą drugą". A po co ci się nad
        tym zastanawiać? Na analizowanie,myslenie, rozpamiętyweanie tracisz
        nie tylko czas, ale także masę (prawdziwy ogrom) energii! Najpierw
        Twój biedny organizm produkuje hiperilości hormonów stresu, a potem
        musi sie z tych toksyn oczyścić. Więc skreslaj takie ścieżki
        myślowe, odcinaj sie od nich... Wiem, że trudno, ale próbuj...
        Ja "chciałam" zrozumieć i ledwo wyszłam z gówna analizowania i
        zastanawiania sie dlaczego z fajnego, wrażliwego faceta zrobił się
        toporny drań. Byłam w takiej depresji i ledwo ciagałam nogami, do
        tego zero koncentracji...
        Duzo pracy nad sobą, odcinania się od nałogowej miłości,
        zatracenia się w tym wszystkim... z u p e ł n i e!!!

        Na warsztatach SLAA (uzależnionych od seksu i miłości)jeden z
        notorycznych zdradzaczy powidział mi jasno o mechaniźmie:

        Z Ł O, G R Z E C H, EGOIZM....
        • rozjechanakotka Re: pytanie 08.06.10, 17:14
          Ja jestem już na antydepresantachsad
          Ale dlaczego za to ,że sypia z kochanką wini mnie? To jakaś paranoja!!!
          • zimna_woda_81 Re: pytanie 08.06.10, 21:19
            ja usłyszałam od niego po kilku miesiącach od rozstania kilka
            zwrotów, które mnie zwaliły z nóg,
            cytat: "trzeba było się starać "(!!!!) bo niby się nie starałam, bo
            niby jakbym się starała to on by mnie kochał? to nie zakochałby się
            w innej, młodszej? na czym niby ma polegać takie staranie się jednej
            strony? ja zawsze myślałam, ze to dwie strony powinny się starać.
            Powiedziałam o tym mężowi jeszcze. W odpowiedzi usłyszałam: "Jakbyś
            ty się starała, to ja też bym się starał, mi się nie chciało, bo t
            się nie starałaś" . O zgrozo.. co za logika. Można się tak
            zastanawiać, co było pierwsze - jajko czy kura... przestasznie
            konstruktywna rozmowasmile
            • blaszany.dzwoneczek Re: pytanie 08.06.10, 21:58
              najgorsze jest to, że w takich razach wychodzi z ludzi cała ich małość i najbardziej obrzydliwe cechy, ja też usłyszałam kilka takich tekstów, że słabo się robi i właściwie jedyną odpowiedzią jest danie w pysk, choć przemocy nie popieram i nie stosuję
              żal chyba ma się do siebie najstraszliwszy o tą ślepotę
    • blaszany.dzwoneczek Re: pytanie 08.06.10, 21:10
      zimna_woda_81 napisała:

      > A to co moje, z czego skorzystał, to z gardła mu chyba będę musiała wyrywać [...]

      Też chciałam z gardła wyrywać i czasami wydaje mi się, że nic mi nie zostało, że nie mogę już nic nikomu dać, ale to wszystko zostaje jednak w nas, nasza zdolność do dawania, do zwykłej radości, jakichś małych zdziwień.
      Byłam ostatnio na wsi, była piękna pogoda, świeciło słońce i wiał ciepły, silny wiatr. Konie pasły się na łące. I stałam tam z przymkniętymi oczami, rozłożyłam ramiona, czułam podmuchy na dłoniach, pozwalałam temu wiatrowi targać moim włosami na wszystkie strony, łopotać szerokimi spodniami i narzuconym na ramiona swetrem. Nie musiało być nikogo obok, nie musiało być jego obok, by wyciągnąć to ze mnie na zewnątrz. To było mną i myślę, że wiele mam jeszcze w sobie rzeczy do dzielenia, to, co mu dałam, może zabrać ze sobą. Mnie nie ubyło.
      • zimna_woda_81 Re: pytanie 08.06.10, 21:30
        "A to co moje, z czego skorzystał, to z gardła mu chyba będę musiała
        wyrywać"

        dzwoneczku, ja tu raczej kwestie finansowe na myśli miałam
        mąż jest nieskłonny do kompromisu, baaaardzo nieskłonny, no ale
        kochanka kosztuje...szczególnie taka młoda, trzeba ją tu i ówdzie
        zabrać, szczególnie jak ona malutko zarabia, oj malutko..i
        młodziutka jest, to pobawić się lubi, trzeba jej jakoś zaimponować.
        W nowym związku męża pięniądze ważne są, więc po co z żoną się
        rozliczać...
        • blaszany.dzwoneczek Re: pytanie 08.06.10, 22:01
          kwestie finansowe - inna bajka
          cieszę się, że ja nie muszę się jeszcze z tym borykać, bo to byłoby chyba dla mnie za wiele
          • bozka45 Re: pytanie 08.06.10, 23:15

            A propos tego, co facetów wychodzi....

            Faceta poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy....
            • iiona Re: pytanie 09.06.10, 09:34
              Bardzo prawdziwe słowa. Ja mam kilka pytan dodatkowych odnośnie
              tematu; czy ci odchodzący mężowie mają świadomość swojego
              zachowania? tego, że się tak bardzo zmieniaja? czy planują sobie na
              zimno, że w celu lepszego samopoczucia przerzucą winę na żonę? czy
              moze działaja w jakimś zamroczeniu? ktoś wie? bo to aż nie do wiary
              jak się patrzy na takiego odmienionego małżonka, że coś takiego może
              się w ogóle z człowiekiem zdarzyć..... druga kwestia to- czy
              zdradzajace i odchodzące kobiety również się tak zachowują? też z
              dnia na dzien chamieją i winą obarczają męża ???
              • bozka45 Re: pytanie 09.06.10, 10:06

                Nigdy nie zdradzałam... Ale momenty pogubienia, ekstremalnego
                egoizmu pod wpływem rozchwiania emocjonalnego zdarzały mi się na
                krótko. Czytałam też wypowiedzi szczere, pisane w chwili skruchy
                przez młodą, ale - mniemam - madrą kobiete przed 30-stką, która
                zdradziła ukochanego męża i odczuwała wielki ból, wyrzuty sumienia.
                Pisała na forum stowarzyszenia sychar - katolickie, nie uznające
                rozwodów, wspierające trudne małżeństwa w kryzysie, nawet po
                rozwodzie kościelnym.
                Jej wypowiedzi mogłabym odnaleźć... ale to spory wysiłek.
                Porównywała ona zdradę i odejście od rodziny i wartości do
                zagubienia w lecie, do otoczenia się skorupą, którą można rozbić
                tylko od środka.... Co można zdobić? Ludzie stamtąd wierzyli w
                modlitwę za osobę zagubioną, ale taką bezinteresowna, z oddaniem
                Bogu problemu, z nieoczekiwaniem szybkich zmian, szybkiego cudu. Bo
                modlitwa z chciejstwem można samemu sie załatwić. Przede wszystkim
                jednak zalecano wypuszczanie "sygnałów dymnych", czyli zachowywanie
                się - mimo wszystko z zyczliwością, z klasą, z poczuciem własnej
                godności, bez wycioągania, obwiniania... To, czy jestesmy gotowe
                przebaczyć, przyjąć... to kolejny etap.
                Ale przede wszystkim nalezy zajmować się SOBA
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka