zimna_woda_81
06.06.10, 23:23
zastanawiam się, ile mi to zajmie, zeby móc oddychać normalnie...i
nie mieć żadnych emocji na myśl o prawie byłym mężu..minęło pół
roku, a ja się męczę i końca nie widać. zupełnie inaczej już patrzę
na męża, przeszedł przemianę o jakij nie śniłam w najgorszych
koszmarach...i jak to jest, że w ciagu tych kilku miesięcy stał się
kimś kogo nie poznaję. A to co moje, z czego skorzystał, to z gardła
mu chyba będę musiała wyrywać, bo nie ma w nim żadnej uczciwości i
przyzwoitości. Czy zawsze jak facet sie zakocha, to musi żonę
wdeptać w ziemię?nie mozna normalnie sie rozwieźć, dogadać się
jakoś? skąd ta nienawiść? nie musiał się mnie obawiać, poszedł sobie
do innej, z mojej strony miał spokój. Więc po co?
Wiem, powinnam przestać sie dziwić, wyciągnąć wnioski i iść dalej.
Ale jednak się dziwie, i boli jak cholera