a1ma
15.06.10, 11:11
Tak czytam sobie to forum i się zastanawiam... Ja wiem, że w życiu są
najróżniejsze sytuacje, że czasami rozwód jest czymś nieuniknionym, ale nie
macie wrażenia, że ludzie traktują więzy małżeńskie coraz lżej? Że coraz
częściej pojawia się myślenie "jak nie wyjdzie, to się rozwiedziemy i po sprawie"?
Dziwi mnie to, bo dla mnie z definicji węzeł małżeński jest nierozerwalny.
Małżeństwo jest wartością samą w sobie - i warto walczyć o jego trwałość i
powodzenie, dla samej zasady. Tak uważam. Oczywiście, że nie chodzi o to, żeby
trwać przy sobie tylko dlatego, że "przysięgaliśmy", ale... no właśnie.
Przysięgaliśmy. Że "nie opuszczę Cię aż do śmierci" albo "uczynię wszystko,
żeby...". A później co - "ustała więź emocjonalna"? Jak to - ustała? Sama z
siebie? Czy faktycznie ludziom chce się jeszcze wysilać, żeby tę więź odnowić,
czy może łatwiej jest zacząć na nowo, z czystą kartą?
Czy uważacie, że małżeństwo jest wartością, a rozwód zawsze (!) jakąś tam
porażką życiową, czy to takie same rozstanie, jak w przypadku wolnego związku
- nikt nikomu nic nie obiecywał, ot, wypaliło się i cześć? Czy ta obietnica
waży, czy też to pusta formułka, którą ludzie powtarzają za księdzem /
urzędnikiem, bez zastanowienia się, do czego się tak naprawdę zobowiązują?