Dodaj do ulubionych

przedszkole prywatne czy państwowe

24.08.10, 20:24
Witam,
mój partner ma problem. Kompletnie nie potrafi dogadać się ze swoją byłą, a na
tym cierpią ich dzieci. Starszy syn chodził do prywatnego przedszkola dwa
lata, w tym roku do przedszkola miał iść również młodszy. Jakieś pół roku temu
mój facet zarezerwował młodszemu miejsce w tym samym przedszkolu, bo
dowiedział się, że matka tego nie zrobiła. Dziś od starszego syna dowiedział
się, że obaj idą do państwowego przedszkola, chociaż przy ustalaniu wysokości
alimentów uwzględniony został koszt prywatnego. Czy można jakoś zmusić ją do
tego, aby wywiązywała się z zobowiązań wobec własnych dzieci? Bo w to, że dla
dobra dzieci jakoś dojdą do porozumienia, to nie wierzę.
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 24.08.10, 21:41
      Przedszkola drożeją? Starszy miał jakieś złe doświadczenia? Ich mama ma problemy
      finansowe? A tak nawiasem - o ile podnieśliście alimenty w ciągu ostatnich dwóch
      lat? Bo wszystko drożeje, zwłaszcza ostatnio.
      Co do jednego masz rację: Twój partner nie potrafi dogadac się ze swą byłą.
      Jeśleli mówicie o niej/do niej takim językiem, jakiego próbkę tu dajesz:

      >> Czy można jakoś zmusić ją do
      >> tego, aby wywiązywała się z zobowiązań wobec własnych dzieci?

      nie dziw się, że dogadac się trudno.

      A pomysł, żeby Next do czegokolwiek zmuszac - wybacz, chyba coś Ci się w głowie
      pomieszało.
      • ania1ooo Re: przedszkole prywatne czy państwowe 24.08.10, 22:25
        Oczywiście dla dobra dzieci można karmić je parówkami, nie kupować ubrań i
        posyłać do państwowego przedszkola. Alimenty na dwóch przedszkolaków w wysokości
        2 tyś plus 2 tyś na utrzymanie domu, to oczywiście za mało dla kochającej matki,
        żeby wysłać dzieci do prywatnego przedszkola. A w głowie faktycznie mi się
        pomieszało, bo chcę dla tych dzieci lepiej niż ich rodzona matka, a to wredna ze
        mnie suka.
        • tricolour Po prostu za dużo płacicie... 24.08.10, 22:47
          ... więc matka znalazła sposób, by na tym zarobić.

          Zresztą mało zrozumiale napisałaś "2 tysiące na UTRZYMANIE DOMU". Czy to
          są alimenty zasądzone na matkę czy też dobrowolna danina?
          • ania1ooo Re: Po prostu za dużo płacicie... 24.08.10, 22:48
            Dobrowolna danina, bo inaczej matki nie byłoby stać na utrzymanie domu.
            • tricolour To teraz pojawia sie pytanie... 24.08.10, 23:03
              ... o co chodzi.

              Bo jeśli chodzi o prywatne przedszkole, to może ono jest złe. Takie też
              przecież bywają i może matka znalazła lepsze - państwowe. No i tańsze, co
              może być ważne przy jej skromnym budżecie.

              A jeśli chodzi o to, by jej dowalić, to najpierw poczekać aż dzieci
              zmienią przedszkole, a potem skasować 2 tysiące niepotrzebnej daniny.
              • ania1ooo Re: To teraz pojawia sie pytanie... 24.08.10, 23:25
                Ale nikt jej nie chce odbierać dodatkowej kasy, niech ją sobie ma, my dobrze
                zarabiamy i niewiele wydajemywink. Gdyby to chodziło o tych kilka stów, to mogłaby
                je dostać, ale ona w taki chory sposób odgrywa się na swoim byłym. Dzieci
                przeniesie do gorszego przedszkola, nie konsultując tego z ich ojcem, żeby mu
                pokazać, ze to ona "rządzi dziećmi". Oczywiście macie rację, że to nie moja
                sprawa na co wydaje alimenty, ale chyba powinna na dzieci, nie?
                • aneta-skarpeta Re: To teraz pojawia sie pytanie... 24.08.10, 23:36
                  ale ustalmy. państwowe jest z zalozenia gorsze od prywatnego? bo ja
                  nie jestem przekonana

                  sama byłam najbardziej zadowolona z panstwowego
                  • ania1ooo Re: To teraz pojawia sie pytanie... 25.08.10, 00:06
                    To nie chodzi o to, czy państwowe jest gorsze od prywatnego, bo pewnie nie ma
                    reguły. Są pewnie świetne przedszkola państwowe i kiepskie prywatne. Chodzi o
                    to, że przy wyliczaniu alimentów podaje się koszt prywatnego, a wysyła do
                    publicznego. A w dodatku o zmianie informuje ojca 5-letni syn, bo pani nie jest
                    łaskawa nawet mu powiedzieć do jakiego przedszkola posyła dzieci, już nie mówię
                    o tym, że oboje są rodzicami i to powinna być wspólna decyzja.
                    • tricolour Kręcisz kobieto... 25.08.10, 09:11
                      ... bo ze zdania "Chodzi o to, że przy wyliczaniu alimentów podaje się
                      koszt prywatnego, a wysyła do publicznego" jednoznacznie wynika, że chodzi
                      Ci o pieniądze. Tyle, że to nie są i nigdy nie będą Twoje pieniądze, bo
                      cudze dzieci nigdy nie będą Twoimi.

                      Jest zupełnie normalne, że ojciec utrzymuje swoje dzieci. Jeśli nie podoba
                      Ci się to, to możesz zmienić "partnera" na taki model, który nie ma
                      obciążającej historii. Jeśli jednak chcesz by był on rzeczywiście Twoim
                      partnerem, to fakt, że utrzymuje on dzieci i byłą żonę nie powinien miec
                      dla Ciebie ŻADNEGO znaczenia z prostego faktu: jeśli podejmujesz decyzję
                      bycia z alimentującym facetem, to ponosisz tego KONSEKWENCJE.
    • tricolour Zgadzam się z Nangą... 24.08.10, 23:09
      ... problemy Twego partnera nie są Twoimi.

      Albo bierzesz gościa z jego historią (a on Ciebie z Twoją) albo szukasz
      sobie kogos innego. Takiego, co nie płaci za prywatne przedszkola...
      • eutherpe Re: Zgadzam się z Nangą... 25.08.10, 08:19
        Wybacz ale Ty nie będziesz ustawiała swojego partnera i chyba nawet nie
        powinnaś. To jego była żona i ich dzieci.Bolejesz,że obecny partner wydaje aż
        tyle pieniędzy?
        • nangaparbat3 Re: Zgadzam się z Nangą... 25.08.10, 15:35
          Mnie się ustawianie partnera wydaje w miarę normalne, a w każdym razie nie do
          uniknięcia. Jednak jawne wtracanie się w zycie ex i chęc zmuszania jej do
          czegokolwiek, daleko posunięta, skoro szuka się metod i technik w necie, to juz
          gruba przesada.
    • laura_fairlie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 09:40
      Skoro to twój partner ma problem, to chyba on powinien nim się
      zająć? Bo na razie wygląda na to, że jest to twój problem.

      .Jakieś pół roku temu
      > mój facet zarezerwował młodszemu miejsce w tym samym przedszkolu,
      bo
      > dowiedział się, że matka tego nie zrobiła.
      Wiadomo, dlaczego tego nie zrobiła? Spytał się jej o to? Bo jeśli
      przez pół roku nie zapytał, jest tak samo komunikatywny jak jego
      była.
      Może przedszkole publiczne jest lepsze, może jest dogodniejsze pod
      względem dojazdów/odbierania dzieci? Może w przedszkolu prywatnym
      były jakieś problemy?
    • tully.makker Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 10:25
      Za panstwowe przedszkole w Warce place obecnie 400pln miesiecznie.
      prywatne sa oczywiscie drozsze, ale i panstwowe kosztuje niemalo, a
      ja nie poslalabym dziecka do prywatnego za nic, bo wiem od robiacych
      to rodzicow, jakie maja z takimi placowkami problemy.
      • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 15:41
        Na emamie dziewczyny piszą, ile płacą za przedszkole, i są dwie grupy: jedna
        płaci od 200 do 400, druga od 700 do 1300.
        W tym kontekście 1000 zł na dziecko w handlu wiązanym z prywatnym przedszkolem
        to nie jest wiele.
        • z_mazur Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 16:30
          Nie chodzi o to, czy wiele, czy niewiele. Tylko o to, że jeśli pieniądze mają iść na przedszkole, to powinny iść na przedszkole.

          W końcu chyba oboje rodzice mogą decydować na co chcą przeznaczać środki na dzieci. Jeśli dochodzą do konsensusu, że lepsze będzie przedszkole za 400 zł, od tego za 1000 zł, to chyba normalne, że ojciec będzie w tym momencie łożył na dziecko o te 600 zł mniej, a przynajmniej jest to dobra podstawa, do starania się o obniżenie alimentów, jeśli w wylieczeniu kwoty alimentów prywatne przedszkole widniało jako koszt utrzymania dziecka.
          • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 17:19
            "Miały" dwa lata temu.
            Przez ten czas wiele mogło się zmienic i warto by się najpierw dowiedziec, co
            takiego.
            Moja dobrze zarabiająca next dostaje właśnie 1000 zł na dziecko chodzące do
            państwowego przedszkola, a ex nie tyle "widuje " dzieci, co uczestniczy w opiece
            nad nimi tak, aby ułatwic jej pogodzenie obowiązków zawodowych i matki dwojga
            małych dzieci. Ale, jak to mówią, są ludzie i ludziska.
            Zauważ, ze dama zakładająca wątek nie chce wiedziec, jak porozumiec się z ex,
            tylko jak zmusic ex, by robiła to, co ona uważa za słuszne.
            Co sądzę na ten temat, wyciąłeś, chociaż wulgaryzmów nie było.
            • z_mazur Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 17:29
              "Zmusić", do respektowania umowy, co jest z punktu widzenia relacji między ludzkich IMHO słuszne.

              Skoro się zawarło jakąś umowę, nawet jeśli dotyczy ona tego, do jakiego przedszkola dziecko będzie chodziło, to normalni ludzie nie zmieniają sobie ot tak jednostronnie warunków takiej umowy.

              Na tym polega porządek społeczny, że ludzie zawierają między sobą różnego rodzaju umowy i powinni je wzajemnie respektować, a prawo powinno ich w tym w miarę możliwości (nawet za pomocą aparatu przymusu) dyscyplinować.

              A Twoją wypowiedź wyciąłem, bo zawierała personalną wycieczkę, która wywołała pyskówkę.
              • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 17:43
                E tam. Im młodsze dziecko, tym szybciej zmieniaja się jego potrzeby - i
                okoliczności zaspokajania ich. Nie wiemy, o co chodzi, bo partner i jego ex ze
                sobą normalnie nie rozmawiają. Jeśli to para, którą znamy skądinad - cóż.
                • z_mazur Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 17:58
                  Czy to że ze sobą nie rozmawiają zwalnia z obowiązku przestrzegania umowy?

                  Szczególnie, gdy brak komunikacji wynika głównie z postępowania strony zrywającej umowę?
                  • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 18:07
                    Zmazur - zerwałabym natychmiast każdą umowę, gdybym uznała, ze tak jest lepiej
                    dla dziecka.
                    • z_mazur Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 18:25
                      Tak, szczególnie jak stroną umowy jest drugi pełnoprawny rodzic dziecka.

                      Czyli oczywiście matka jak zwykle wie lepiej.
                      • zabelina Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 18:38
                        z_mazur napisał:

                        > Tak, szczególnie jak stroną umowy jest drugi pełnoprawny rodzic dziecka.
                        >
                        > Czyli oczywiście matka jak zwykle wie lepiej.

                        Nie Mazur, lepiej wie rodzic, który na codzień jest z dzieckiem.
                        • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 18:41
                          Ale tak trudno skoro ten rodzic podjął decyzje o zmianie umowy by równiez poczuł
                          się do poinformowania o tym rodzica który ponosi cięzar finansowy umowy?
                      • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 18:57
                        z_mazur napisał:


                        > Czyli oczywiście matka jak zwykle wie lepiej.
                        >
                        Mój ex jest naprawdę dobrym ojcem, zawsze kochał córkę bezgranicznie. '
                        Ale to ja "wyczuwałam", że coś się dzieje (np.: poszlismy na koncert, ona u
                        moich rodziców, nagle czuję straszny niepokój, zaczynam się o nią bac, patrzę na
                        zegarek - potem okazuje się, że dokładnie o tej godzinie upadła i nabiła sobie
                        solidnego guza. I takich sytuacji zdarzyło nam sie jeszcze kilka.
                        I naprawdę zazwyczaj tak to wygląda, im młodsze dziecko, tym bardziej.
                        Oczywiście matka mająca zaufanie do ojca swych dzieci radzi się go, konsultuje,
                        oczekuje pomocy. Informuje o ważnych zdarzeniach w zyciu dziecka.Etc. Ale na to
                        trzeba miec zaufanie i miec z kim rozmawiac.
                        • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 19:04
                          Skoro pięciolatek poinformował ojca o zmianie przedszkola widac ojciec
                          kontaktowy. Co ma ten watek z Twoimi paranormalnymi zdolnosciami to ja nie wiem.
                          Ja jestem zła matka, Młoda nie raz nabiła sobie guza a mnie ani drgnęło
                          przeczucie , wiec nie wiem czy matki tak mają czy Ty tak masz.
                    • only.elvie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 18:51
                      nangaparbat3 napisała:
                      > Zmazur - zerwałabym natychmiast każdą umowę, gdybym uznała, ze tak jest lepiej
                      > dla dziecka.

                      Ale zerwanie umowy powinno się również wiązać z NIE BRANIEM pieniędzy za coś,
                      czego dziecku się nie zapewnia. Nie sądzisz?
                      • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 18:53
                        Dokładnie. Jesli bierze sie kase na prywatne przedszkole to sie wydaje ja na
                        prywatne przedszkole. Inaczej jest to zwykłe oszustwo i naciaganie.
            • only.elvie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 20:17
              nangaparbat3 napisała:
              > Zauważ, ze dama zakładająca wątek nie chce wiedziec, jak porozumiec się z ex,
              > tylko jak zmusic ex, by robiła to, co ona uważa za słuszne.

              Momento - to matka uznała prywatne przedszkole za słuszne skoro wydatki na nie włączyła do kosztów utrzymania dziecka przy ustalaniu alimentów.
              • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 21:58
                To było dwa lata temu. Chyba 2/3 zycia młodszego dziecka i 2/5 starszego. Przez
                ten czas nie tylko mogło, ale nawet powinno się wiele zmienic. Najpierw
                należałoby się dowiedziec, o co w ogóle chodzi. Ale żeby się dowiedziec, trzeba
                rozmawiac. Z byłą żoną i matką swoich dzieci też.
                Tysiąc złotych na dziecko to nie taki znowu szpas, jeśli ktoś dobrze zarabia
                (jak pisze ta pani). Na miejscu jej partnera spytałabym, czy nie posyła dzieci
                do prywatnego z braku pieniędzy, jeśli tak, dołozyłabym - gdyby mi na prywatnym
                przedszkolu tak bardzo zależało.
                • only.elvie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 26.08.10, 07:40
                  nangaparbat3 napisała:
                  > To było dwa lata temu. Chyba 2/3 zycia młodszego dziecka i 2/5 starszego. Przez
                  > ten czas nie tylko mogło, ale nawet powinno się wiele zmienic.

                  Dwa lata temu dziecko zostało zapisane, poszło dopiero teraz. Zakładasz, że matka przez 2 lata brała alimenty na przedszkole, do którego dziecko w ogóle nie chodziło?
                  • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 26.08.10, 16:18
                    only.elvie napisała:


                    > Dwa lata temu dziecko zostało zapisane, poszło dopiero teraz.
                    Partnerka biznesowa pisze:
                    >>>Starszy syn chodził do prywatnego przedszkola dwa
                    > lata, w tym roku do przedszkola miał iść również młodszy.

                    Zakładasz, że mat
                    > ka przez 2 lata brała alimenty na przedszkole, do którego dziecko w ogóle
                    > ] nie chodziło?

                    Nie rozumiem Twoich wniosków.
                    Nie wiemy, co matka robiła z młodszym dzieckiem, nie wiem, czy ona pracuje -
                    jeśli tak, płaciła pewnie za żłobek lub nianię.
                    Że matka dostawała pieniądze na prywatne przedszkole, do którego młodsze dziecko
                    w ogóle nie chodziło, wynika z postu Partnerki Biznesowej. Oczywiście wniosek,
                    logiczny, jest co najmniej zastanawiający - moze w takim razie dowiadujemy się
                    dzięki temu czegoś więcej o Partnerach Biznesowych? Co myślec o wypowiedzi i
                    intencjach wypowiadającego się, jeśli logiczny wniosek jest niemal nieprawdopodobny?
    • agamagda Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 10:34
      CZytając Twój post mam wrażenie, ze wtrącasz sie w nie swoje sprawy.
      To są dzieci Twojego partnera, jego pieniądze i jego decyzje.
      Rozumiem, ze boli Cie najbardziej wysokość kontrybucji finansowej, a
      nie sam fakt, posyłania dziecka do przedszkola państwowego. Ty nie
      masz nic do powiedzenia, ani do ZMUSZANIA kogokolwiek do sposobu
      wychowywania jego dzieci.
    • adaria38 No pięknie 25.08.10, 14:03
      Wszystkie moje wczorajsze wypowiedzi wycięte.
      Czyżby obrona Michszyba przez Zmazura przeniosła się też z automatu na jego
      kochankę? Trzeba za wszelką cenę ukryć, że to ona jest autorką tematu i w ich
      sytuacji to żona Michszyba ją mocno uwiera, najchętniej by jej zabrała dzieci bo
      przeciez to ona jako kochanka dużo lepiej się nimi zajmuje niż ta wyrodna matka?
      Lepiej zadba o ich edukację, zaplanuje im życiorys?
      A cóż wyjdzie z tego zamiatania pod dywan?
      • eutherpe Re: No pięknie 25.08.10, 14:21
        no to fajnie....Żenada.
        • anka_cyganka35 Re: No pięknie 25.08.10, 14:40
          o fuck...
      • z_mazur Re: No pięknie 25.08.10, 14:48
        Post wyleciał bo był personalnym atakiem.
      • nangaparbat3 A więc jednak! 25.08.10, 15:43
        Też mi chodziło po głowie, że to pani od Michszyba, ale pomysł zalatywał juz
        telenowelą. Mam przyjaciela, który powtarza, że życie pisze najciekawsze
        scenariusze. Fakt.
      • panda_zielona Re: No pięknie 25.08.10, 23:09
        Jestem pełna podziwu dla przenikliwości i dedukcji,że autorka wątku
        musi być nx Michszyba,brawo!!!!

        > Czyżby obrona Michszyba przez Zmazura przeniosła się też z
        automatu na jego
        > kochankę?
    • tricolour Była tutaj kochanka Micha? 25.08.10, 16:20
      To ta pani od zmuszania innych pań, by dzieci chodziły do właściwych
      przedszkoli?

      Niezłe.
      • to.ja.kas Re: Była tutaj kochanka Micha? 25.08.10, 18:27
        A sama z siebie przedstawiła sie jako kochanka Michszyba czy to sledztwo naszych
        forumowych detektywek? Jesli to drugie to głupie i wstretne. Ale nei takie
        rzeczy tu się działy w ostatnim czasie.

        I uwazam jak Mazur - umowa jest umowa. Chce zmienic umowe, wykonuje telefon do
        ojca dzieci i mówie "słuchaj, zmieniam gdyż, co ty na to...?"
        • zabelina Re: Była tutaj kochanka Micha? 25.08.10, 18:41
          to.ja.kas napisała:
          >
          > I uwazam jak Mazur - umowa jest umowa. Chce zmienic umowe, wykonuje telefon do
          > ojca dzieci i mówie "słuchaj, zmieniam gdyż, co ty na to...?"

          I jak sama pewnie doskonale wiesz, w przypadku niektórych ekspartnerów jest to
          niemozliwe...
          • to.ja.kas Re: Była tutaj kochanka Micha? 25.08.10, 18:45
            Nie mam kontaktu z eks w ogole, eks ma zabrane prawa rodzicielskie a jednak
            informuje go choby listownie o tym gdzie Młoda mieszka i do jakiej szkoły
            chodzi. A z pierwszego postu autorki watku nie wynika, ze ojciec ma w nosie
            swoje dzieci tak jak w nosie Młoda ma mój eks. Ale to kwestia zasad. I mimo iż
            moj eks płaci 350 z alimentów na Młodą i praw rodzicielskich nie ma, to ja
            uwazam iż tak jest w porządku. Po prostu.
    • kowalka33 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 18:42
      jesli to kobita michszyba to szok, nie moj cyrk i nie moje małpy ale tas sobie
      myslę ze kiedyś pisałam do michszyba co by się zastanowił i czy naprawdę warto
      jest ładowac się w cos majac 2 małych dzieci i czy naprawdę jego nowej nie beda
      przeszkadzały alimenty -jak widać juz uwiera....A tak trzymajac się postu czemu
      ojciec nie zapyta swojej ex czemu zminia przedszkole a nuz sie dowie
      • z_mazur Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 18:51
        Z tego co ja wyczytałem, to nie uwierają alimenty, ani nawet ich kwota, tylko postępowanie nie fair matki dzieci.
        • jarkoni Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 19:19
          No zaraz, nex ma pretensje, że ex posyła dzieci do państwowego przedszkola a nie
          do prywatnego, tak zrozumiałem..
          Po pierwsze, czy na pewno prywatne byłoby lepsze? Znam masę doskonałych
          państwowych, tak samo mam trochę zastrzeżeń do prywatnych(vide domy opieki,
          zwane niegdyś domami starców). W prywatnych jest ciąg na kasę, jeśli znalazła
          dobre państwowe przedszkole to chyba na plus..
          No chyba, że nexia chce odzyskać tę różnicę w opłatach między przedszkolem
          prywatnym a państwowym.
          Pytanie tylko: czy za to aby choćby na waciki dla nex wystarczy? I czy warto o
          to kopie kruszyć?
          Chyba, żeby szum internetowo-medialny zrobić...
          • only.elvie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 19:32
            jarkoni napisał:
            > No chyba, że nexia chce odzyskać tę różnicę w opłatach między przedszkolem
            > prywatnym a państwowym.
            > Pytanie tylko: czy za to aby choćby na waciki dla nex wystarczy? I czy warto o
            > to kopie kruszyć?

            Ex na waciki już 2 tysiaki dostaje wink
            • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 19:37
              I to BEZ zasadzenia alimentów. Ot tak, by na te waciki jej wystarczyło zadbał
              eks mąż sam z siebie a neksia nie zamierza walczyc o to by ta kasę eksi zabrać wink
    • kowalka33 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 19:10
      nie chcę nikogo bezpodstawnie obrazac ale mam wrażenie że jakos w zyciu tak jest
      że rozejscie się rodziców tak małych dzieci zazwyczaj ma dramatyczny przebieg
      zwłaszcza ze jak alimenty duże to raczej ludzie z pozycją. To zazwyczaj oprócz
      przemocy czy nałogu ta lub ten trzeci....I tak myślę czy to jest fair? W ogóle
      im dłużej zyją kobiety zaczynają napełniać mnie odrazą. Zawsze mocno
      identyfikowałam się ze swoją płcią ale jak widze ocean podłośici , pazerności na
      kasę brak współpracy na gruncie zawodowym , brak elementarnego zachowania i
      wyrzutów sumienia -bo ja mam prawo być szczęśliwa.Nic nie jesteśmy lepsze od
      facetów..
      • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 19:24
        Ale ona pisze, ze kasy jej nie żal tylko ma zastrzezenia do tego iż płacą za
        prywatne przedszkola a eksia bez porozumienia a nawet powiadomienia
        zmienia na państwowe. Wystarczy czytac ze zrozumieniem.
        Mam wrazenie, że to mamy tu piszące mają problem z odcieciem sie od tematu
        "kasa". Bo autorka watku nie pyta jak nie płacic a jak spowodowac by dzieci
        korzystały z tego za co ojciec płaci i co słusznie im sie nalezy.
        • tricolour Ja zaś widzę co innego... 25.08.10, 19:31
          ... choćby w tych słowach: "Chodzi o to, że przy wyliczaniu alimentów
          podaje się koszt prywatnego, a wysyła do publicznego" a w tych słowach nie
          ma za grosz zainteresowania jakością przedszkoli tylko pieniędzmi.

          I rzecz najważniejsza: nigdy nie kwestionowałem decyzji ex dotyczących
          dziecka z jednego prostego powodu: gdy nie mieszkam z dzieckiem to NIE MAM
          merytorycznych powodów by w ogóle wypowiedac się na ważne tematy dziecka
          bez wcześniejszego kontaktu z matką, która jest na codzień z dzieckiem i
          WIE. Wynika z tego, że matka ma pełne prawo do samodzielnych decyzji.
          • to.ja.kas Re: Ja zaś widzę co innego... 25.08.10, 19:36
            A ja ciagle widze to samo....płacą za dore w ich mniemaniu i w ich mniemaniu
            matka daje gorsze. I widze to w niezbyt taktownym pytaniu o to jak zmusic matke
            do tego by wysyłała dziec do tego przedszkola w ich mniemaniu lepszego. To raz.

            A dwa....to, ze Ty uwazasz iz matka jedynie ma prawo do decyzji to Twoje swiete
            prawo. Ja uwazam, że do decyzji na tematy fundamentalne mają prawo RODZICE. Tata
            i mama. Zwłaszcza jesli oboje interesują się dziecmi i spedzają z nimi czas.

            W analize tresci jaką czynisz niemalze za kazdym razem i rozbieranie logiczne
            tekstu nie chce mi sie wchodzić. Zwłaszcza, że zarówno moja analiza tego tekstu
            jak i wizja rodzicielstwa są bardzo dalekie od Twoich Tri.
            • tricolour I uważasz za zupełnie naturalne... 25.08.10, 19:48
              ... że obca kobieta wypowiada się w sprawach cudzych dzieci?
              • to.ja.kas Re: I uważasz za zupełnie naturalne... 25.08.10, 19:52
                Obca, anonimowa kobieta bez podania danych personalnych matki, dzieci, swoich i
                eksia zadała pytanie. I nie widze powodu do tego by wpadać w panikę czy histerię.
                Ja też czasem zadaję różne pytania. I zastanawiam sie JAK ja czy ktoś inny
                zachowałby sie w jakiejs sytuacji która zdarzyla się komuś zupełnie obcemu.
                Zadała pytanie, kilka osób napisało co o tym mysli a z tego co widze co został i
                co słysze o cieciach w watku zaczęło się pozniej sledztwo, polowanie na
                czarownice i tradycyjne piekiełko z tradycyjnymi uczestnikami.
                • tricolour Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 20:08
                  ... a histerii nie widzę tylko zainteresowanie niecodzienną sytuacją, że
                  pojawiła się (może!) kochanka więc mamy parę, co jest rzadkie.

                  Poza tym owa kochanka słowem nawet nie napisała o jakości przedszkola
                  państwowego w porównaniu z prywatnym, co budzi podejrzenia, że wcale ta
                  jakośc ważna nie jest. Takie jest moje zdanie oparte na tym, co wyczytałem
                  w jej postach.
                  • only.elvie Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 20:15
                    tricolour napisał:
                    > Zadała pytanie i dostała odpowiedź...

                    No właśnie nie dostała smile No chyba, że uważasz, że odpowiedzią na pytanie czy można zmusić ex do respektowania postanowień alimentacyjnych jest 'co się interesujesz' albo 'nie Twoja sprawa' smile
                    • dusinka1 Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 20:34
                      Dostała dobre odpowiedzi. Gdy ktoś Cię zapyta jak okraść sąsiada to mu udzielasz
                      szczegółowej odpowiedzi, czy tłumaczysz, że kraść nie wolno?
                      • to.ja.kas Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 20:36
                        Póki co to mama okrada dzieci z czegoś za co płaci ojciec.
                        • dusinka1 Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 20:50
                          Czyli słusznie niektórzy zauważyli, że wojna i wściekłość next jest o pieniądze
                          (i także Twój tok rozumowania) a nie o dobro dzieci i o to, które przedszkole
                          jest faktycznie lepsze. W pierwszym poście nie ma słowa o zaletach i wadach
                          przedszkoli, jest za to wkurzenie, że przedszkole zapłacone a nie wykonane,
                          płacę więc żądam i wymagam, postawa nie pomagająca. Niech next namówi swojego
                          partnera by poszedł do sądu obniżyć alimenty o kwotę różnicy między przedszkolem
                          prywatnym a państwowym, żeby się sumowało. Jak napisałaś Twoje dziecko jest pod
                          Twoją wyłączną opieką. Wyobraź sobie, że zmieniłaś dziecku szkołę z jakichś
                          obiektywnych dla Ciebie i dziecka powodów - a Twój ex z swoją nową kobietą to
                          negatywnie komentują i chcą Cię zmusić, byś dziecko przeniosła do takiej szkoły,
                          która im pasuje i bez porozumienia z Tobą kilka miesięcy wcześniej już tam Twoje
                          dziecko zapisali. Sama się zastanów jak byś zareagowała.
                          • only.elvie Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 21:00
                            dusinka1 napisała:
                            > i chcą Cię zmusić, byś dziecko przeniosła do takiej szkoły,
                            > która im pasuje i bez porozumienia z Tobą kilka miesięcy wcześniej już tam Twoje
                            > dziecko zapisali.

                            Ale to przecież matka dzieci wybrała to przedszkole a wydatek na nie ujęła przy ustalaniu alimentów. Skoro zmieniła zdanie to czy nie uważasz, że powinna:
                            1. powiadomić o fakcie ojca (nie mówię już nawet o konsultacji decyzji)
                            2. zwrócić niewykorzystaną kasę lub wskazać inne jej przeznaczenie?
                            • dusinka1 Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 21:16
                              Ojciec też zapisał dziecko do przedszkola prywatnego nie konsultując tego z
                              matką. Odnośnie kosztów, każdy dba o swoje interesy, więc ojciec może obniżyć
                              alimenty o różnicę kwot. To w jego interesie leży a nie matki więc niech o to
                              zadba sam, a nie czeka, aż ex mu pod nos podstawi pieniądze. Do tego nie wiemy
                              jakie są koszty przedszkoli, czy to znaczna różnica. Nie ma zapisu, że exowie
                              mają się rozliczać z alimentów przedstawianiem sobie rachunków, tłumaczyć się
                              czy ta dodatkowa stówka poszła na kaszkę dla dziecka czy na książkę, czyz nie?
                              Ojciec ma dowody, że ex płaci na przedszkole mniej niż zostało zapisane w wyroku
                              alimentacyjnym to proszę bardzo, jedna sprawa w sądzie i rożnicę ma w kieszeni.
                              • only.elvie Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 21:30
                                dusinka1 napisała:
                                > Odnośnie kosztów, każdy dba o swoje interesy, więc ojciec może obniżyć
                                > alimenty o różnicę kwot. To w jego interesie leży a nie matki więc niech o to
                                > zadba sam, a nie czeka, aż ex mu pod nos podstawi pieniądze.

                                Masz rację - w jego interesie leży, żeby ex nie okradała jego i dzieci.
                          • to.ja.kas Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 21:02
                            Jesli obciązyłabym eksa opłatami za prywatne liceum mojej córki, to jak psu zupa
                            mojej córce należałoby się to liceum za które on płaci.
                            Jeślibym z jakiś powodów zdecydowała, że to zła szkoła to po pierwsze
                            poinformowałabym eksa, po drugie nie brałabym na ten cel pieniędzy. BO TO SIE
                            NAZYWA UCZCIWOSC. Sama matka musiała uwazac prywatne przedszkole za lepsze skoro
                            podała je w wyliczeniu alimentów. Nie sądzisz? PRZECIEZ NIE MUSIAŁA ?! Mogła
                            wpisac w wyliczeniu to lepsze, państwowe przedszkole. Wybacz, ale to jest
                            naciaganie i okradanie.
                            • dusinka1 Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 21:09
                              Wybacz, ale ktoś kto zdradza a potem truje o uczciwości i moralności jest
                              zwyczajnym hipokrytą smile.
                              • to.ja.kas Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 21:17
                                A gdzie jest napisane że zdradza czy zdradzał? Lub zdradzała?
                                I jak się to ma do okradania dzieci z tego co dostają od ojca?
                                • dusinka1 Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 21:26
                                  A gdzie jest napisane, że okrada dzieci? Może pieniądze przeznacza na inne
                                  rzeczy dla dzieci a może różnica w kwocie jest znikoma? Masz dowody, że okrada?
                                  Tak łatwo ją oskarżasz o przestępstwo, czy tak samo robisz w świecie realnym.
                                  Właśnie mój sąsiad ma sprawę w sądzie za pomówienia, bo na zebraniu zaczął
                                  wrzeszczeć, że burmistrz kradnie i jest złodziejem. Jesteś pewna tego, że ta
                                  matka kradnie? Zaświadczysz to w sądzie?
                                  • to.ja.kas Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 21:33
                                    Owszem, jesli podała/zapewniła w sadzie przy sprawie alimentacyjnej, że chce dla
                                    dzieci przedszkola prywatnego a teraz dzieciom ta mozliwosc odbiera to je okrada
                                    z tego co im sąd słusznie przyznał.
                                    • only.elvie Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 21:37
                                      to.ja.kas napisała:
                                      > Owszem, jesli podała/zapewniła w sadzie przy sprawie alimentacyjnej, że chce dla
                                      > dzieci przedszkola prywatnego a teraz dzieciom ta mozliwosc odbiera to je okrada
                                      > z tego co im sąd słusznie przyznał.

                                      No bo jakimś dziwnym trafem pomijany jest tu ciągle fakt, że to matka
                                      podała w kosztach utrzymania dzieci prywatne przedszkole, więc:
                                      a) albo od początku kłamała
                                      b) zmieniła zdanie i wtedy powinna przynajmniej powiadomić ojca
                                      • nangaparbat3 Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 22:20
                                        a)od początku nie kłamala, bo starszy syn przez dwa lata chodził do prywatnego
                                        b)rodzice powinni razem taką decyzję podjąc - jeśli tak się nie dzieje, to
                                        znaczy że ich relacje są fatalne, a sprawa niepowiadomienia jest tylko maleńkim
                                        elementem układanki. Ich niezdolnosc do dogadywania się z sobą jest prawdziwym
                                        problemem, a nie różnica w opłacie za przedszkole.
                                        c)z wątku ewidentnie wynika, że partnerka ojca raczej podkręca atmosferę niż
                                        stara się wesprzec go w dogadaniu się z ex na temat dzieci.
                  • to.ja.kas Re: Zadała pytanie i dostała odpowiedź... 25.08.10, 20:16
                    Zaraz, zaraz skąd wniosek, że to partnerka Michszyba? I skąd wniosek, że neksia
                    jest KOCHANKĄ obecną lub byłą swego partnera?
    • dusinka1 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 21:07
      ania1ooo napisała:

      > Jakieś pół roku temu
      > mój facet zarezerwował młodszemu miejsce w tym samym przedszkolu, bo
      > dowiedział się, że matka tego nie zrobiła.


      > Czy można jakoś zmusić ją do
      > tego, aby wywiązywała się z zobowiązań wobec własnych dzieci?


      Napisałaś jak wyżej. Ojciec zapisał dzieci do danego przedszkola
      nie konsultujac tego z matką. Matka zapisała dzieci do innego
      przedszkola nie konsultując tego z ojcem. Zachowali się tak samo. Ty, do spółki
      z partnerem, chcesz zmusić matkę, żeby podporządkowała się temu co
      wy chcecie, uważasz, że exżona nie chce dobra tych dzieci a tylko Ty i
      partner chcecie. Wasz konflikt jest tak zaawansowany, a myślenie tak wąskie i
      nastawione na ja, że sukcesów nie wróżę. Do tego kochanka z którą mąż
      zdradzał jest ostatnią osobą, która powinna się mediacją między byłymi
      małżonkami zajmować.
      • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 21:19
        Poprosze o informację na podtsawie której wysnułas wniosek, że autorka watku
        jest kochanka z która ojcec zdradzał matkę dzieci.
        • to.ja.kas MOralnosc jakiej sie uczy dzieci 25.08.10, 21:23
          czyli jak moje dziecie poprosi mnie o pieniądze na kanapkę i jabłko a kupować za
          to bedzie chipsy i colę to nie ma problemu?
          Jak mąż dostanie paczkę dla dzieci na swieta i sam ja zje, bo uzna, ze słodycze
          niezdrowe to także nie jest moralnie naganne?

          Moim zdaniem SKORO MATKA SAMA umieściła przedszkole prywatne dla dzieci w
          wykazie do wyliczenia alimentów to elementarna uczciwosc wobec tych dzieci
          powinna nakazać jej posyłanie dzieci do tego przedszkola. Inaczej nie nazwe ja
          inaczej jak złodziejka i naciagaczka. I jesli takie jest jej morale, nie dziwne,
          ze facet dał nogę.
          • dusinka1 Hipokryzja jakiej sie uczy dzieci 25.08.10, 21:31
            Tiaaa..... pogrążasz się sama. Skąd wiesz, że facet dał nogę? Może to żona go
            pogoniła? Wyczytałaś między wierszami, że to facet uciekł a nie wyczytałaś, że
            zdradzał? Już nie grzęźnij plizzzz...
            • to.ja.kas Re: Hipokryzja jakiej sie uczy dzieci 25.08.10, 21:34
              Skoro Ty masz taki dar czytania miedzy wierszami, ja tez moge sobie na to
              pozwolic. I co dasz info gdzie wyczytałas o swoich rewelacjach? czy jednak
              przyznasz się, że tak jak ja wrózysz z fusów i jest to twoja projekcja?
              • dusinka1 Re: Hipokryzja jakiej sie uczy dzieci 25.08.10, 21:45
                Jak pokażesz mi w tym wątku, gdzie wyczytałaś, że pan zwiał od żony, to w moment
                pokażę ci gdzie napisane jest o zdradzie. No proszę czekam, w końcu w tym watku
                tylko ty się oburzasz na wszystkich, którzy coś o zdradzie wspominają. Więc
                pokaż swój jasny tok myślenia wynikający tylko z słów, które w tym wątku padły,
                jako największa tego propagatorka powinnaś chyba świecić przykładem i sama się
                do swoich teorii w pierwszej kolejności stosować.
                Proszę bardzo, wskaż tę wypowiedź, czekam.

                • to.ja.kas Re: Hipokryzja jakiej sie uczy dzieci 25.08.10, 21:52
                  Nie, moje wrózby są odpowiedzia na wasze. Juz wczorajsze, o tym, ze to kochanka
                  Michszyba. Słucham. I czekam. Poza tym poprosiłam pierwsza.
                  • dusinka1 Re: Hipokryzja jakiej sie uczy dzieci 25.08.10, 21:58
                    A świstak siedzi i zawija. Jak się za coś zabierasz, to rób to uczciwie a nie
                    manipulacją, bo wychodzi tylko kompromitacja.
          • morekac Re: MOralnosc jakiej sie uczy dzieci 25.08.10, 22:22

      • only.elvie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 21:32
        dusinka1 napisała:
        > Napisałaś jak wyżej. Ojciec zapisał dzieci do danego przedszkola
        > nie konsultujac tego z matką. Matka zapisała dzieci do innego
        > przedszkola nie konsultując tego z ojcem. Zachowali się tak samo.

        Ojciec zapisał młodsze dziecko do tego przedszkola, do którego chodziło starsze. Matka koszt tego konkretnego przedszkola przed sędzią uwzględniła w kosztach utrzymania dziecka. Skoro tak zrobiła to chyba chciała posłać tam dziecko? A może od początku kłamała?
        • dusinka1 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 21:40
          A może alimenty były ustalone dawno temu a w międzyczasie zmieniły się
          okoliczności? Ojciec nie skonsultował z matką gdzie dziecko zapisał, zrobił co
          sam chciał, ona zrobiła to samo.
          Zakładasz też z góry złą wolę matki. Nie wiedząc nawet jaka jest różnica w
          opłatach przedszkolnych. Myślisz, że w wyroku ma zapis, że dziecko może chodzić
          tylko do tego konkretnego przedszkola prywatnego "Stokrotka" na ulicy Bzdziej12?
          Ciekawy tok rozumowania.
          • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 21:44
            Gdyby matka była uczciwa lub mysląca to powiedziałaby "sorry, ale uwazam iz to
            prywatne przedszkole jednak sie nie sprawdza i pozwól, że tą kwote jaką płacisz
            za przedszkole prywatne przeznacze na inne takie a takie potrzeby dzieci". matka
            SAMODZIELNIE w wykazie do alimentów umieścila przedszkole prywatne dla dwójki
            dzieci. A teraz pokaż mi prosze przedszkole prywatne które kosztuje tyle samo co
            przedszkole państwowe.
            • dusinka1 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 25.08.10, 21:57
              Bardzo jesteś łasa na pieniądze. A skąd wiesz, że to matka zapisała w
              alimentach prywatne przedszkole? Byłaś przy tym? Może przy ustalaniu alimentów,
              ojciec stwierdził, że jego dzieci chodziły i mają chodzić do prywatnego i on tak
              chce i kasę wykłada, bez konsultacji z matką a matka wtedy nie miała jasnej
              wizji co będzie za wiele miesięcy. Jej sytuacja mogła się w międzyczasie
              zmienić. Ojciec zapisał dzieci do przedszkola bez konsultacji z nią i teraz się
              dziwi, że matka jego pragnień za które zapłacił nie spełnia a ma jakieś inne
              pomysły. Czy skladałas swojemu byłemu comiesięczne szczegółowe raporty na co
              wydałas alimenty które płacił? Zwracałaś jak w danym miesiącu wszystkiego nie
              wydałaś? Składałaś? Nie? To dlaczego wymagasz, aby jakaś inna matka to robiła,
              tylko dlatego, że ex z nexią tupią nogą, że chcą?
              • nangaparbat3 nie chodzi o pieniądze 25.08.10, 22:31
                Myślę że nie o pieniądze chodzi - że co najwyżej są one tylko narzędziem.
                Podobnie jak nie chodzi o przedszkole - bardzo możliwe, że ojciec tak bardzo
                nalega na prywatne, bo uważa, że to podnosi jego prestiż.
                W każdym razie chodzi o:
                1. Władzę - płacę, więc decyduje o tym, co robi ex (ojcu i partnerce biznesowej)
                2. Wykazanie, że ex jest złą matką (partnerce biznesowej)
                • only.elvie Matka - właścicielka :D 26.08.10, 07:49
                  nangaparbat3 napisała:
                  > Myślę że nie o pieniądze chodzi - że co najwyżej są one tylko narzędziem.
                  > Podobnie jak nie chodzi o przedszkole - bardzo możliwe, że ojciec tak bardzo
                  > nalega na prywatne, bo uważa, że to podnosi jego prestiż.
                  > W każdym razie chodzi o:
                  > 1. Władzę - płacę, więc decyduje o tym, co robi ex (ojcu i partnerce biznesowej)
                  > 2. Wykazanie, że ex jest złą matką (partnerce biznesowej)

                  Wracamy do tak bardzo popularnej na forum koncepcji matki-właścicielki. Matka
                  może wszystko - sama decydować, 'rozporządzać' dzieckiem, kłamać przed sądem,
                  brać kasę a ojcu WARA!!!! Ojciec to bankomat - ma płacić i siedzieć cicho!

                  Tak nangaparbat - ojciec ma prawo wymagać, żeby jego pieniądze były
                  wydawane na jego dzieci zgodnie z tym jak zostało ustalone przed
                  sądem
                  .

                  Odpowiedz mi na konkretny przykład. Ojciec dziecka wymyśla dla niego obóz
                  sportowy. Składają się z matką po pół. Ojciec bierze kasę a zamiast tego zawozi
                  dziecko do swoich rodziców na działkę - bez powiadomienia ex. Czy to jest
                  uczciwe
                  ? Gdyby tę sytuację opisała matka to napisałabyś jej - 'nie interesuj
                  się', 'nie Twój biznes', 'nie kierujesz się dobrem dziecka - może wakacje u
                  dziadków są lepsze?', 'chodzi Ci tylko o władzę'? Proszę o konkretną
                  odpowiedź.
                  • eutherpe Re: Matka - właścicielka :D 26.08.10, 07:53
                    Ojciec ależ oczywiście, konkubina wara.
                    • z_mazur Re: Matka - właścicielka :D 26.08.10, 11:11
                      Czyli trzecia osoba, jak widzi, że ktoś kradnie, ale kradnie nie jej tylko czyjeś, nie ma prawa krzyczeć "łapać złodzieja", bo przecież nie jej kradną?
                  • nangaparbat3 Re: Matka - właścicielka :D 26.08.10, 16:42
                    only.elvie napisała:


                    > Wracamy do tak bardzo popularnej na forum koncepcji matki-właścicielki. Matka
                    > może wszystko - sama decydować, 'rozporządzać' dzieckiem,

                    Bzdury. Gdybys uważnie posłuchała samodzielnych matek wiedziałabyś, że
                    największym problemem jest własnie koniecznośc samodzielnego decydowania - bo
                    prawda jest taka, że nawet naprawdę przyzwoity, kochający i troskliwy,
                    wspierający drugiego rodzica, ale nie mieszkający z dzieckiem, rodzic ponosi o
                    wiele mniejszą odpowiedzialnosc - jeśli nie przed prawem, to na pewno w
                    codziennym życiu.



                    kłamać przed sądem,
                    > brać kasę a ojcu WARA!!!!

                    Sama zauważyłaś, że coś nie trzyma się kupy opowiesc partnerki biznesowej -
                    młodsze dopiero teraz idzie do przedszkola, a od dwóch lat ojciec płaci na prywatne.
                    Więc może sama wyciągnij wnioski z tych - że uzyję eufemizmu - nieścisłości i
                    nabierz odrobiny dystansu.



                    Ojciec to bankomat - ma płacić i siedzieć cicho!

                    NIe. Ten drugi rodzic - może to byc ojciec i częściej jest - płacic i
                    interesowac się, wspierac, troszczyc, pomagac. A nie wymagac i rozliczac. Osoba
                    mieszkająca z dzieckiem nie jest jego podwładnym i fajnie by było, żeby to sobie
                    uświadamiał/uświadamiała.

                    >
                    > Tak nangaparbat - ojciec ma prawo wymagać, żeby jego pieniądze były
                    > wydawane na jego dzieci zgodnie z tym jak zostało ustalone przed
                    > sądem
                    .

                    Dzieci szybko rosną i szybko zmieniają się ich potrzeby. NIe da się wszystkich
                    wydatków i zmian budżetu ustalac przed sądem, bo żaden system sądowniczy by tego
                    nie przetrzymał.


                    >
                    > Odpowiedz mi na konkretny przykład. Ojciec dziecka wymyśla dla niego obóz
                    > sportowy. Składają się z matką po pół. Ojciec bierze kasę a zamiast tego zawozi
                    > dziecko do swoich rodziców na działkę - bez powiadomienia ex. Czy to jest
                    > uczciwe
                    ? Gdyby tę sytuację opisała matka to napisałabyś jej - 'nie interesu
                    > j
                    > się', 'nie Twój biznes', 'nie kierujesz się dobrem dziecka - może wakacje u
                    > dziadków są lepsze?', 'chodzi Ci tylko o władzę'? Proszę o konkretną
                    > odpowiedź.

                    Odpowiem, co ja bym zrobiła: spytałabym się exa, dlaczego tak zrobił i
                    ewentualnie odliczyła w przyszłości te pieniądze (gdyby sie okazało, że nie
                    wydał ich na potrzeby dziecka).
              • z_mazur Re: przedszkole prywatne czy państwowe 26.08.10, 01:10
                > Ojciec zapisał dzieci do przedszkola bez konsultacji z nią i teraz się
                > dziwi, że matka jego pragnień za które zapłacił nie spełnia a ma jakieś inne
                > pomysły.

                Ale jakiej konsultacji potrzebował? Starsze dziecko chodziło do tego przedszkola dwa lata i było ok, fajnie jakby młodszy brat chodził razem ze starszym bratem do tego samego przedszkola. Matka z jakichś przyczyn nie zapisała dziecka (można było przy dobrej woli uznać, że po prostu zapomniała), więc zrobił to ojciec. Skoro w kwocie alimentów było ustalone, że pokrywają te konkretne prywatne przedszkole, do którego już jedno dziecko chodzi. To matka powinna być jeszcze zadowolona, że ojciec taki zaangażowany i z własnej inicjatywy zapisał dziecko, przecież wiadomo jakie są teraz trudności z załapaniem się na dobre przedszkole.

                Trzeba mieć dużo złej woli dusinka, żeby nie dostrzec manipulacji byłej żony odnośnie kwoty alimentów i nieprzyzwoitego wykorzystania sytuacji.

                Jeśli nie chciała dzieci z jakichś racjonalnych względów posyłać do tego przedszkola, to elementarna uczciwość zobowiązuje ją do poinformowania o tym męża.

                Jeśli matka nie miała takiej wizji, to teraz jak ją ma powinna ją jasno przedstawić i skoro część pieniędzy z alimentów miała iść na różnicę pomiędzy państwowym a prywatnym przedszkolem, to ojciec ma prawo zadecydować o tym, co chce z tą nadwyżką zrobić.

                Dziwne, że jak jest pełna rodzina, to oczywistym jest że decyzje odnośnie dzieci są konsultowane i uzgadniane. Po rozwodzie, matki nagle roszczą sobie prawo do wyłącznego decydowania we wszystkich kwestiach dotyczących dzieci. W momencie gdy zaczynają dowolnie decydować o zmianie celu, na który ojciec łoży DODATKOWE pieniądze, to jest to zwykła nieuczciwość.
              • eutherpe Re: przedszkole prywatne czy państwowe 26.08.10, 07:52
                W każdym razie wytworzyla się wspaniala sytuacja. Macie co niektorzy swojego
                Misia, biednego piewcę praw ojcowskich. Już dziala w duecie z obrończynią jego
                portfela. Na miejscu jego bylej zony uciekalabym od takich ludzi gdzie pieprz
                rośnie.I teraz 100 kroć staram się ja bardziej zrozumiec. To żenujące, że
                wypuścil swoją konkubinę aby ta niczym atena w zbroi stawala okoniem przeciw
                bylej. Wszystko jest zle jak widzę, kazdy jej czyn skrytykowany.
                Pani Konubino- uwazaj bo i Ty za czas jakis uslyszysz kim jestes.
                • z_mazur Re: przedszkole prywatne czy państwowe 26.08.10, 11:10
                  Jakiego JEGO portfela??????

                  Widać, od razu że emocjonalnie podchodzisz do kwestii. I kwestia konkubiny przesłania Ci problem.

                  Mówimy nie o JEGO pieniądzach, tylko o pieniądzach dzieci, które matka w pewien sposób defrauduje. I jako taki, sam czyn jest niehalo.
                • only.elvie Kuriozum :) 26.08.10, 11:17
                  eutherpe napisała:

                  > W każdym razie wytworzyla się wspaniala sytuacja. Macie co niektorzy swojego
                  > Misia, biednego piewcę praw ojcowskich. Już dziala w duecie z obrończynią jego
                  > portfela. Na miejscu jego bylej zony uciekalabym od takich ludzi gdzie pieprz
                  > rośnie.

                  To forum nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Matka defrauduje pieniądze a kto
                  jest winny? Ten, kto zwraca na to uwagę! Bo przecież matka-właścicielka jest
                  święta z założenia smile Jeszcze napisz, że uciekając 'gdzie pieprz rośnie' ma
                  zabrać dzieci - oczywiście dla ich dobra big_grin
                  • ani_chybi zaraz,zaraz 26.08.10, 11:51
                    Młodsze dziecko do przedszkola ma zacząć chodzić od wrzesnia.Alimenty
                    byly ustalane jakis czas temu,kilka miesiecy,pol roku ,rok?
                    Czy ojciec placil do tej pory za przedszkole do ktorego dziecko
                    jeszcze nie zaczelo uczęszczac? Moze dopiero od wrzesnia mial zacząc
                    przelewać dodatkową kwotę ,wiec matka nie zdażyla jeszcze dostać i
                    zdefraudowac tych pieniędzy.Ma tez czas na porozumienie sie w tej
                    kwestii,odeslanie ewentualnej nadwyzki,lub wyjasnienie na co ją
                    przeznaczyla.
                    Bo do sierpnia w sposob wlasciwy dysponowala alimentami jak
                    mniemam,skoro niepokoj konkubiny dotyczy dopiero wydatkow
                    wrzesniowych.
                    • tricolour Ona kradnie awansem! 26.08.10, 12:07
                      Jeszcze dziecko nie chodzi do przedszkola a już tatuś z kochanką
                      uważają, że matka źle wydaje te pieniądze, których jeszcze nie
                      wydaje. I oczywiście w tej sprawie nie chodzi o pieniądze tylko o
                      to, że matka źle robi okradając męża z pieniędzy, których jeszcze
                      nie dostała, a które mogłaby ukraść.

                      smile
                      • eutherpe Re: Ona kradnie awansem! 26.08.10, 12:25
                        Dzieci okrada z pieniędzy. WOW!!!!W międzyczasie zostawia je głodne pod płotem a
                        sama hulaj dusza za pieniądze męża i konkubiny. Bo trza im na złość zrobić.Jeden
                        z drugim niech przeliczy ile kosztuje utrzymanie domu i dziecka.A konkubina
                        niech zajmie się swoją prokreacją to może zrozumie.
                        • only.elvie Re: Ona kradnie awansem! 26.08.10, 12:33
                          eutherpe napisała:
                          > Jeden
                          > z drugim niech przeliczy ile kosztuje utrzymanie domu i dziecka.A konkubina
                          > niech zajmie się swoją prokreacją to może zrozumie.

                          No tak - 4 tysiące + własne zarobki na siebie i 2 przedszkolaków to po prostu dziadowanie smile Biedaczka pewnie głodem przymiera smile
                          • eutherpe Re: Ona kradnie awansem! 26.08.10, 12:37
                            nasz człowiek jedynie słowa konkubiny. Może on jej nawet kłamie,ze tyle
                            pieniędzy trwoni na byłą rodzinę. Wiesz co? Szkód moralnych i emocjonalnych nie
                            zrekompensujesz mamoną.
                            • laura_fairlie Re: Ona kradnie awansem! 26.08.10, 13:55
                              Może on jej nawet kłamie,ze tyle
                              > pieniędzy trwoni na byłą rodzinę.

                              Może to i prawda. Czy ktoś zna przypadek, żeby były mąż płacił byłej
                              drugie tyle co zasądzone alimenty (nie takie małe w tym przypadku)
                              bez wyroku sądu i dobrowolnie?
                      • only.elvie Re: Ona kradnie awansem! 26.08.10, 12:25
                        tricolour napisał:
                        > Jeszcze dziecko nie chodzi do przedszkola a już tatuś z kochanką
                        > uważają, że matka źle wydaje te pieniądze, których jeszcze nie
                        > wydaje.

                        Tri - z tego co autorka wątku napisała, wynika, że chcą, żeby matka trzymała się ustaleń. Z jakich powodów to robią to już inna bajka. Powody nie zmieniają faktu, że ojciec nie jest pozbawiony praw i o zmianach powinien przynajmniej zostać poinformowany (nie mówiąc już o konsultacji). Nie powinien o tym dowiadywać się od dziecka.

                        Jeżeli nawet założysz złe intencje założycielki wątku - nie powinno to zmieniać spojrzenia na kwestię opieki nad dzieckiem.
                        • eutherpe Re: Ona kradnie awansem! 26.08.10, 12:29
                          Proponowałabym aby matka dzieci skonsultowała to jeszcze z kochanką byłego.Wszak
                          chyba to powinna zrobić.
                        • tricolour Trzymać sie ustaleń? 26.08.10, 14:45
                          To warto by było znać te ustalenia. Zauważ, że założycielka wątku pisze
                          wyraźnie, że jedno dziecko chodziło do przedszkola prywatnego, a drugie w
                          ogóle do przedszkola nie chodziło, bo było małe. Dopiero teraz, we
                          wrześniu ma iść.

                          Jesli tak, to okazuje się, że do wysokości alimentów wzięto pod uwagę
                          tylko jedno przedszkole. A teraz potrzebne są DWA! Dopóki nie znamy
                          szczegółów, to nie ma o czym gadać, bo może się okazać, że matka musi
                          sfinansować przedkoszkole dla pary mając kasę tylko z tego jednego -
                          prywatnego.
                          • nangaparbat3 I to jest właśnie wyjaśnienie 26.08.10, 16:47
                            właśnie miałam to samo napisac, sądzę, że jeżeli oboje sodzliśmy do tych samych
                            wniosków, to po prostu tak musi byc.

                            Dodam jeszcze, że znam niejedną rodzinę, w której w momencie kiedy młodsze
                            dziecko osiągnęło wiek szkolny starsze dziecko bylo przepisywane ze szkoły
                            społecznej/prywatnej do publicznej, bo rodzicow nie było stac na czesne dla
                            dwójki, a nie chcieli robic różnicy miedzy dziecmi; poza tym organizacyjnie o
                            wiele łatwiej miec dwoje dzieci w jednej placowce.
                            • z_mazur Re: I to jest właśnie wyjaśnienie 26.08.10, 17:05
                              Ale jakie wyjaśnienie?

                              Jeśli kwota alimentów była ustalana niedawno, to oczywiście uwzględniała w przypadku obu dzieci taki sam standard. Dla mnie to jest oczywiste.

                              Przecież oboje rodzice powinni finansować dzieci. Jeśli matka dołoży parę stówek na każde dziecko, to nie powinna mieć problemów ze sfinansowaniem ustaleń poczynionych na etapie ustalania alimentów.

                              A jeśli ma problemy, to powinna to skonsultować z finansującym te problemy ojcem. Tak nakazywałaby zwykła przyzwoitość.
                              • nangaparbat3 Re: I to jest właśnie wyjaśnienie 26.08.10, 17:15
                                Ale skąd ta wiedza, że kwotę ustalono niedawno? Ja zrozumiałam, że dwa lata temu
                                - przegapiłam coś?

                                Jeśli matka jest tą o której pisała Adaria, to pracuje w szkole, ergo - na pewno
                                nie ma z czego dołożyc.
                                A konsultowac problemy mozna zawsze - pod warunkiem, że ma się z kim je
                                konsultowac. Przyzwoitosc bowiem obowiązuje obie strony. Tekst PArtnerki
                                Biznesowej o parówkach budzi moje jak największe wątpliwości.
                                • z_mazur Re: I to jest właśnie wyjaśnienie 27.08.10, 00:40
                                  > Ale skąd ta wiedza, że kwotę ustalono niedawno? Ja zrozumiałam, że dwa lata temu
                                  > - przegapiłam coś?

                                  Tak, jeśli insynuujesz, że autorka to konkubina michszyba, to rozwód michszyba miał miejsce parę miesięcy temu i wtedy była ustalona kwota alimentów.

                                  A matka, jeśli pracuje i otrzymuje od byłego męża 2000 zł dodatkowo tytułem alimentów na siebie, to ma z czego dołożyć, a przynajmniej powinna mieć. Obowiązek utrzymywania dzieci spoczywa na obojgu rodzicach.

                                  A ustaliliśmy już, że stroną dialogu nie jest autorka wątku, co nie zmienia faktu, że pytanie odnośnie sytuacji swojego partnera może zadawać.
                                  • tully.makker Zawisc 27.08.10, 09:46

                                    > A matka, jeśli pracuje i otrzymuje od byłego męża 2000 zł
                                    dodatkowo tytułem ali
                                    > mentów na siebie, to ma z czego dołożyć, a przynajmniej powinna
                                    mieć.

                                    najwyrazniej nie mzoesz zniesc, ze kogos na cos stac podobnie jek w
                                    poprzenim watku udowadniasz, ze skoro ty wydajesz iles tam na
                                    jedzenie, to nikt nie moze jesc za wiecej, tak tu tez zzera cie
                                    zawisc, ze ktos dysponuje jakas tam suma pieniedzy, dla ciebie
                                    najwyrazniej abstrakcyjna

                                    Sprobuj moze popatrzec na to z nieco szerszej perspektywy. Twoje
                                    warunki finasowe nie wyczerpuja wszystkich mozliwosci.
                                    • z_mazur Się uśmiałem :) 27.08.10, 12:31
                                      > najwyrazniej nie mzoesz zniesc, ze kogos na cos stac podobnie jek w
                                      > poprzenim watku udowadniasz, ze skoro ty wydajesz iles tam na
                                      > jedzenie, to nikt nie moze jesc za wiecej, tak tu tez zzera cie
                                      > zawisc, ze ktos dysponuje jakas tam suma pieniedzy, dla ciebie
                                      > najwyrazniej abstrakcyjna

                                      Czego mam zawiścić, że ktoś kogoś okrada i wydaje nie swoje pieniądze niezgodnie z ich przeznaczeniem.

                                      Wydać każdy może ile chce (i ile może oczywiście) i nic mi do tego, pod warunkiem że wydaje własne pieniądze.

                                      Ale Ty tradycyjnie już ad personam. smile)))
                                  • nangaparbat3 Re: I to jest właśnie wyjaśnienie 27.08.10, 09:55
                                    Sądzisz, że przypuszczenie, iż autorką wątku jest partnerka biznesowa Michszyba,
                                    to insynuacja?
                                    Nawet ja nie posunęłabym sie tak daleko.
                                    • z_mazur Re: I to jest właśnie wyjaśnienie 27.08.10, 12:38
                                      Tak, wszystkie osoby, które tu piszą, sugerując, że autorka jest partnerką michszyba, robią tą sugestię aby postawić autorkę w negatywnym świetle (zła kochanka, która rozbiła rodzinę, a teraz się jeszcze czepia biednej matki), dla mnie to klasyczna insynuacja.

                                      A pisanie przez Ciebie o niej per "Partnerka biznesowa", tylko dlatego, że naskoczyłaś na nią i spotkałaś się z rewanżem, mnie żenuje.

                                      Sama krytykujesz słownictwo i sposób w jaki do kogoś się ludzie zwracają. Wychodzi na lekką hipokryzję, bo jak Tobie ktoś zajdzie za skórę, to upoważnia Cię w Twoim mniemaniu do używania tego typu zwrotów.
                                      • nangaparbat3 teraz ja się usmiałam 27.08.10, 14:06
                                        "Partnerka biznesowa" piszę dlatego, że Kas oburzyła się, że ktoś uzył jako
                                        synonimu "partnerki" słowa "kochanka".
                                        Natomiast żeby zajsc mi za skorę (co owszem, paru osobom się udało, i pewnie
                                        jeszcze nie raz uda, nie jestem z kamienia) trzeba czegoś znacznie więcej niż
                                        prymitywne ataki autorki wątku. Która to autorka, owsze, rozwścieczyła mnie
                                        swoim pomysłem ingerowania w życie codzienne byłej żony swego partnera.
                                        • adaria38 Usiłowanie wprowadzenia osób w błąd przez ZMazura. 27.08.10, 14:19
                                          Autorka sama przyznała kim jest i Zmazur doskonale o tym wie gdyż wyciął całą
                                          moją nocną rozmowę z autorką w której to jak byk stało.
                                          Teraz usiłuje mataczyć i wprowadzić w błąd uczestników forum poddając te fakty w
                                          wątpliwość i oskarżając innych, którzy tę wiedzę posiadają, o insynuacje.

                                          Choć teraz widzę, że błędem było mówienie głośno o tej "tajemnicy poliszynela",
                                          bo kilka tych-co-zwykle osób będzie bić przez wiele dni kłótliwą pianę, w
                                          obronie wyimaginowanej cnoty Micha i wszystkiego co go dotyczy, czyli też
                                          autorki tematu, nie zważając na istotę jej problemów które pokazała w
                                          wypowiedziach(wyciętych) i tego skąd się one naprawdę biorą.
                                          • nangaparbat3 Re: Usiłowanie wprowadzenia osób w błąd przez ZMa 27.08.10, 14:31
                                            A skąd się biorą?
                                        • only.elvie Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 14:43
                                          nangaparbat3 napisała:
                                          > "Partnerka biznesowa" piszę dlatego, że Kas oburzyła się, że ktoś uzył jako
                                          > synonimu "partnerki" słowa "kochanka".

                                          A dlaczego nie napiszesz po prostu 'partnerka'?

                                          > swoim pomysłem ingerowania w życie codzienne byłej żony swego partnera.

                                          Wybacz ale wybór przedszokla dla WSPÓLNYCH dzieci nie jest ingerowaniem w życie codzienne byłej żony. Dzieci nie są jej własnością jak dom czy samochód - nie ma prawa 'robić co jej się podoba'.

                                          Była żona nie ma prawa dysponować dziećmi - zarówno moralnego jak i tego spisanego. Przyjmij to w końcu do wiadomości.
                                          • zabelina Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 14:59
                                            only.elvie napisała:
                                            > Wybacz ale wybór przedszokla dla WSPÓLNYCH dzieci nie
                                            jest
                                            ingero
                                            > waniem w życie codzienne byłej żony.



                                            Elvie, nie jest ingerowaniem jesli robi to ojciec dzieci, jak
                                            najbardziej JEST INGEROWANIEM jesli robi to aktualna partnerka eksa.
                                            • only.elvie Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 15:00
                                              zabelina napisała:
                                              > Elvie, nie jest ingerowaniem jesli robi to ojciec dzieci, jak
                                              > najbardziej JEST INGEROWANIEM jesli robi to aktualna partnerka eksa.

                                              Ona nie ingeruje - ona pyta o możliwości.
                                              • zabelina Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 15:05
                                                only.elvie napisała:

                                                > Ona nie ingeruje - ona pyta o możliwości.


                                                Możliwości ingerowaniabig_grin
                                                • only.elvie Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 15:07
                                                  zabelina napisała:
                                                  > Możliwości ingerowaniabig_grin

                                                  Pytanie o możliwości wyegzekwowania umowy uważasz za 'ingerowanie'?

                                                  Jakby partner autorki wątku prowadził firmę, miał nieuczciwego kontrahenta a ona zapytałaby się na forum o możliwości wyegzekwowania umowy to też byłaby to 'ingerencja w prywatne życie kontrahenta'?
                                                  • nangaparbat3 Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 15:15
                                                    Chcesz powiedziec, że jestesmy z ojcem mojego dziecka kontrahentami? Wszystko
                                                    chcesz sprowadzic do relacji prawno -handlowych? Zawiesiłam się między zgrozą a
                                                    współczuciem dla Ciebie.
                                                  • only.elvie Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 15:20
                                                    nangaparbat3 napisała:
                                                    > Chcesz powiedziec, że jestesmy z ojcem mojego dziecka kontrahentami? Wszystko
                                                    > chcesz sprowadzic do relacji prawno -handlowych? Zawiesiłam się między zgrozą a
                                                    > współczuciem dla Ciebie.

                                                    Umowa to umowa. Oboje rodzice mają prawo do decydowania. Czy Ci się to podoba czy nie, przed sądem po rozwodzie bardzo często zawierasz umowę w której zobowiązujesz się do przestrzegania pewnych zasad. I tak - jest to umowa prawna za której złamanie grozić może kara (np. za niepłacenie alimentów, utrudnianie kontaktów).

                                                    To co piszesz to takie typowe działanie 'jak wiatr zawieje tak chorągiewka się ustawia'. Jakby ojciec nie płacił alimentów to też byś go broniła tekstem 'przecież nie są z matką kontrahentami - nie można wszystkiego sprowadzać do relacji prawno-handlowych'? O nie! Wtedy to być się prawem i umowami podpierała!

                                                    Taka to właśnie względność moralna big_grin
                                                  • nangaparbat3 Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 15:46
                                                    > To co piszesz to takie typowe działanie 'jak wiatr zawieje tak chorągiewka się
                                                    > ustawia'. Jakby ojciec nie płacił alimentów to też byś go broniła tekstem 'prze
                                                    > cież nie są z matką kontrahentami - nie można wszystkiego sprowadzać do relacji
                                                    > prawno-handlowych'? O nie! Wtedy to być się prawem i umowami podpierała!
                                                    >
                                                    > Taka to właśnie względność moralna big_grin


                                                    A ty co, jasnowidząca?
                                                    Akurat mój ex ma bardzo nieregularne dochody i często spóźnia się z alimentami,
                                                    co jest dla mnie kłopotem. I nie lecę do komornika.

                                                    Pasowaloby Ci, żeby było inaczej, co?
                                                    Ale nie jest.
                                                    Sąd jedynie zatwierdził to, cosmy sami wcześniej ustalili. Całkowicie dobrowolnie.
                                                    Ale z moim exem - i next - tak sie po prostu da, bo to zwyczajnie przyzwoici
                                                    ludzie. I chyba o to chodzi przede wszystkim - o przyzwoitośc. Kiedy ją
                                                    zastępuje strach przed karą, tak czy siak nic dobrego z tego wszystkiego nie
                                                    wyjdzie.
                                          • nangaparbat3 Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 15:06
                                            only.elvie napisała:

                                            > > swoim pomysłem ingerowania w życie codzienne byłej żony swego partnera.
                                            >
                                            > Wybacz ale wybór przedszokla dla WSPÓLNYCH dzieci nie jest ingero
                                            > waniem w życie codzienne byłej żony.

                                            Zaraz zaraz, czyje to są właściwie wspólne dzieci?


                                            Dzieci nie są jej własnością jak do
                                            > m czy samochód - nie ma prawa 'robić co jej się podoba'.
                                            >
                                            > Była żona nie ma prawa dysponować dziećmi - zarówno moralnego jak i tego
                                            > spisanego. Przyjmij to w końcu do wiadomości.



                                            Ależ się nadymasz. Uważasz, że pisząc w ten sposób ("Przyjmij to w końcu do
                                            wiadomości") stajesz się bardziej przekonujaca? Zapewniam Cie, że jest na odwrót.

                                            Jak akurat nigdy nie miałam wątpliwości, że nikomu nie wolno dysponowac nikim -
                                            ani rodzicom dziecmi, ani exom swoimi byłymi współmałżonkami, ani partnerkom
                                            exow ich poprzedniczkami.
                                            Zapominasz, że autorka wątku pyta, jak zmusic byłą żone partnera do
                                            postępowania zgodnego z jej/ich oczekiwaniami, nie czytałaś może postu (bo
                                            Zmazur był uprzejmy wyci,ąc) w którym występuje z pretensjami o to, że dzieci
                                            dostaja do jedzenia parówki. Szczerze mówiąc te nieszczęsne parówki wkurzyły
                                            mnie najbardziej - bo najwięcej mówią o partnerce.
                                            • only.elvie Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 15:14
                                              nangaparbat3 napisała:
                                              > Zaraz zaraz, czyje to są właściwie wspólne dzieci?

                                              Wspólne - byłej żony i byłego męża. Sprawy dzieci nie są prywatnymi sprawami byłej żony.

                                              > Zapominasz, że autorka wątku pyta, jak zmusic byłą żone partnera do
                                              > postępowania zgodnego z jej/ich oczekiwaniami,

                                              A Ty zapominasz (a może nie chcesz pamiętać), że to są ustalenia między ex mężem a ex żoną. Jeżeli zakładasz, że to ex-mąż chciał prywatnego przedszkola a ex-żona państwowego to zakładasz również, że skłamała podczas rozprawy alimentacyjnej podając koszt przedszkola prywatnego dla obu dzieci.

                                              To jak - matka skłamała i wyłudza pieniądze czy zmieniła zdanie nie informując eks-męża (lub wręcz robiąc mu na złość)?
                                              • nangaparbat3 Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 15:57
                                                only.elvie napisała:


                                                > Wspólne - byłej żony i byłego męża.

                                                A to ten wątek załozony został przez ex żonę czy ex męża?


                                                Sprawy dzieci nie są prywatnymi spr
                                                > awami byłej żony.

                                                Owszem, w bardzo znaczynm stopniu są sprawami prywatnymi tego z rodziców, z
                                                którym mieszkają. Jest wspólny obszar zawierający w sobie życie tego rodzica i
                                                dzieci i wkraczanie w ten obszar jest naruszeniem granic. A obszar jest tym
                                                mniejszy im większe zaufanie do byłego (tego niemieszkającego na co dzień z
                                                dziecmi) ex małżonka.



                                                > > Zapominasz, że autorka wątku pyta, jak zmusic byłą żone partnera d
                                                > o
                                                > > postępowania zgodnego z jej/ich oczekiwaniami,
                                                >
                                                > A Ty zapominasz (a może nie chcesz pamiętać), że to są ustalenia między ex m
                                                > ężem a ex żoną
                                                . Jeżeli zakładasz, że to ex-mąż chciał prywatnego przedszkol
                                                > a a ex-żona państwowego to zakładasz również, że skłamała podczas rozpra
                                                > wy alimentacyjnej podając koszt przedszkola prywatnego dla obu dzieci.
                                                >
                                                > To jak - matka skłamała i wyłudza pieniądze czy zmieniła zdanie nie informując
                                                > eks-męża (lub wręcz robiąc mu na złość)?

                                                Niczego nie zakładam w tej sprawie, niczego nie wiem, bo autorka watku udziela
                                                wyłącznie tych informacji, których chce udzielic, a wcale nie jestem pewna, czy
                                                zgodnie z prawdą. Moze tak, a może nie.

                                                Jedno Ci powiem - to jest wojna dwojga przeciwko jednej. Pary szczęśliwych
                                                kochanków przeciwko porzuconej matce dwojga małych dzieci.
                                                Bardzo nierówne siły stoją naprzeciwko siebie. I w dodatku wciąż słyszymy wersję
                                                tylko tej silniejszej strony.
                                                • zabelina Re: teraz ja się usmiałam 27.08.10, 16:07
                                                  nangaparbat3 napisała:
                                                  > Jedno Ci powiem - to jest wojna dwojga przeciwko jednej. Pary
                                                  szczęśliwych
                                                  > kochanków przeciwko porzuconej matce dwojga małych dzieci.
                                                  > Bardzo nierówne siły stoją naprzeciwko siebie.


                                                  I w tym prawdopodobnie tkwi cały problem.
                                                • z_mazur No i kolejny błąd 27.08.10, 16:07
                                                  W tej sprawie, to właśnie matka jest silniejsza.

                                                  Silniejsza jest ta strona, która ma w danej kwestii wiecej potencjalnych możliwości działania na niekorzyść drugiej strony.

                                                  I matka tą siłę w bezwzględny sposób wykorzystuje. Słuchając pewnie podszeptów osób o podobnym do Ciebie podejściu, które utrzymują ją w poczuciu jej skrzywdzenia, które ma usprawiedliwiać jej postępowanie.
                                                  • nangaparbat3 Re: No i kolejny błąd 27.08.10, 16:19
                                                    z_mazur napisał:

                                                    > W tej sprawie, to właśnie matka jest silniejsza.

                                                    Zmazur, proszę Cię, uruchom wyobraźnię, zobacz z jednej strony parę kochających
                                                    się, wspierających nawzajem dorosłych, z drugiej samotną matkę z dwójką
                                                    malutkich dzieci.



                                                    >
                                                    > Silniejsza jest ta strona, która ma w danej kwestii wiecej potencjalnych możliw
                                                    > ości działania na niekorzyść drugiej strony.

                                                    W jakiej kwestii? Cały czas - skoro już wszyscy wiemy, czyje to dzieci, mogę
                                                    napisac - widzimy jak Michu używając do tego dzieci chce przejąc kontrolę nad
                                                    życiem byłej żony, a ona się broni, jak sie da stawiając granice.


                                                    >
                                                    > I matka tą siłę w bezwzględny sposób wykorzystuje. Słuchając pewnie podszeptów
                                                    > osób o podobnym do Ciebie podejściu, które utrzymują ją w poczuciu jej skrzywdz
                                                    > enia, które ma usprawiedliwiać jej postępowanie.
                                                    >

                                                    A skąd Ty w ogóle wiesz co ja bym doradzała tej matce? Czytałeś moje posty do
                                                    matek piszących na forum? Pokaz mi takie - ale skierowane do matek - które
                                                    uzasadniają Twoje, własnie, insynuacje.
                                                  • z_mazur Re: No i kolejny błąd 27.08.10, 16:30
                                                    > W jakiej kwestii? Cały czas - skoro już wszyscy wiemy, czyje to dzieci, mogę
                                                    > napisac - widzimy jak Michu używając do tego dzieci chce przejąc kontrolę nad
                                                    > życiem byłej żony, a ona się broni, jak sie da stawiając granice.

                                                    Bzdura. Z pisaniny Michszyba dla mnie wynika, że on ma byłą żonę bardzo głęboko w poszanowaniu i pewnie jej życie gdyby mu nie utrudniała kontaktów z dziećmi wisiałoby mu kalafiorem.

                                                    To ja Cię proszę uruchom wyobraźnię. Michszyb nie może zrobić matce praktycznie nic, gdyby ona nie utrudniała mu kontaktów z dziećmi. Ona zdając sobie sprawę, że jemu na kontaktach zależy, przy każdej okazji (choćby całkiem niedawno z wczasami) stara mu się dowalić za ich pośrednictwem.

                                                    Rzeczywiście biedna kobietka.
                                                  • zabelina Re: No i kolejny błąd 27.08.10, 16:32
                                                    Może nie łożyć na nią tych wspomnianych 2 tysięcy złotychwink
                                                  • z_mazur Re: No i kolejny błąd 27.08.10, 16:42
                                                    Pewnie te 2000 zł, to koszty utrzymania ich wspólnego majątku, z którego aktualnie korzysta tylko eks z dziećmi. Dopóki majątek nie zostanie podzielony, to byłby to strzał we własną stopę.
                                                  • tricolour Ja mu o tym pisałem... 27.08.10, 16:52
                                                    ... że będzie harował na byłą rodzinę, na majątek z którego każdą złotówkę
                                                    w połowie ooda żonie uprzednio tą złotówkę zarabiając, ale z niej nie
                                                    korzystając. Pisałem mu nawet, że kochanka sie z lekka wkurzy.

                                                    I co? I jest!
                                                  • only.elvie Re: No i kolejny błąd 27.08.10, 18:35
                                                    nangaparbat3 napisała:
                                                    > Zmazur, proszę Cię, uruchom wyobraźnię, zobacz z jednej strony parę kochających
                                                    > się, wspierających nawzajem dorosłych, z drugiej samotną matkę z dwójką
                                                    > malutkich dzieci.

                                                    NO BŁAAAAGAM!!!! SAMOTNA MATKA?????? Każda kobieta po rozwodzie to BIEDNA
                                                    SAMOTNA MATKA???????

                                                    Daj spokój kobieto! Ani ona samotna ani biedna. Może liczyć na opiekę eks-męża
                                                    nad dziećmi (ale jej nie chce) i dostaje sporo kasy.

                                                    Z_mazur ma rację - jest stroną silniejszą. Bo nie wiadomo ile kasy i wsparcia
                                                    miałby ojciec może go od dzieci skutecznie odciąć co często pokazuje.
                                                  • nangaparbat3 emocje Cię poniosły tym razem 27.08.10, 19:53
                                                    Czy ja napisałam, że "biedna"? To sobie dodałaś, a krzyczysz, jakbym te jej
                                                    biedę wystawiala przeciw Michowi.

                                                    W rzeczy samej - tak, jest biedna, pracuje w szkole, jest chyba młoda, więc może
                                                    byc co najwyżej nauczycielem mianowanym, albo i to nie, więc zarabia naprawde
                                                    niewiele i jest uzalezniona od alimentów od Micha. A zmienic pracę, w dodatku
                                                    przy dwóch małych synkach, nie jest łatwo. Założę się, że gdyby tylko miała
                                                    szansę uniezależnienia się finansowego od Micha, wykorzystałaby ją.

                                                    I jest samotna, nie ma partnera, który by ją wspierał w wojnie z exem, jest
                                                    zdana na siebie. W przeciwieństwie do przeciwnika co noc sama kładzie się spac i
                                                    co rano sama się budzi.

                                                    Więc naprawdę nie pojmuję, o co się pieklisz tak strasznie.
                                                  • only.elvie Re: emocje Cię poniosły tym razem 27.08.10, 21:02
                                                    nangaparbat3 napisała:
                                                    > W rzeczy samej - tak, jest biedna, pracuje w szkole, jest chyba młoda, więc może
                                                    > byc co najwyżej nauczycielem mianowanym, albo i to nie, więc zarabia naprawde
                                                    > niewiele i jest uzalezniona od alimentów od Micha. A zmienic pracę, w dodatku
                                                    > przy dwóch małych synkach, nie jest łatwo.

                                                    Naga - litości, zgadzam się, że jest uzależniona finansowo od eksa ale 2 tys na siebie, 2 na dzieci + mała własna pensja biednej z niej nie czyni. A zasłanianie się dwójką małych dzieci, kiedy można ale nie chce się skorzystać z możliwości opieki przez drugiego rodzica jest dla mnie totalnie bez sensu.

                                                    > I jest samotna, nie ma partnera,

                                                    Więc jest samotną kobietą z nie samotną matką. Nie myl tych dwóch pojęć.
                                                  • nangaparbat3 Re: emocje Cię poniosły tym razem 28.08.10, 00:16
                                                    2 tys na
                                                    > siebie, 2 na dzieci + mała własna pensja biednej z niej nie czyni.

                                                    Ależ te dwa tysiące nie sa dla niej, tylko na dom/mieszkanie, nie pamiętam co
                                                    oni tam mają, o ile wiem to po prostu spłata kredytu, ktoś pisał, że nie było
                                                    jeszcze podziału majątku, więc Michu nie daje tych pieniędzy jej na jej
                                                    potrzeby, tylko inwestuje we wspólną wciąż własnosc. Więc zostajemy przy tysiącu
                                                    na dziecko, to nie jest mało na zwyczajne skromne utrzymanie dzieci, ale nie
                                                    dosc, jeśli mają chodzic obaj do prywatnego przedszkola i nie wolno im podawac
                                                    parówek.

                                                    > Więc jest samotną kobietą z nie samotną matką. Nie myl tych dwóch pojęć.

                                                    To one są dwie?
                                                  • only.elvie Re: emocje Cię poniosły tym razem 28.08.10, 08:57
                                                    nangaparbat3 napisała:
                                                    > Ależ te dwa tysiące nie sa dla niej, tylko na dom/mieszkanie, nie pamiętam co
                                                    > oni tam mają, o ile wiem to po prostu spłata kredytu

                                                    No bo oczywiście dom jej potrzebą nie jest - może mieszkać z dziećmi pod mostem wink

                                                    > To one są dwie?

                                                    No to teraz wyszło szydło z worka. Nangaparbat nie tylko nie umie czytać ze zrozumieniem ale nawet zwyczajnie gramatycznie po polsku smile
                                                  • nangaparbat3 elvie, zlituj się 29.08.10, 12:23
                                                    Mówimy o kobiecie, która jest matką. Nie da się rozdzielic tych dwoch aspektów
                                                    jej tożsamości. Jako osobą jest całością - a Ty dzielisz na dwa: matka osobno,
                                                    kobieta osobno. To absurd, i o pokazanie tego absurdu mi chodziło.
                                                  • only.elvie Re: elvie, zlituj się 29.08.10, 12:50
                                                    nangaparbat3 napisała:
                                                    > Mówimy o kobiecie, która jest matką. Nie da się rozdzielic tych dwoch aspektów
                                                    > jej tożsamości. Jako osobą jest całością - a Ty dzielisz na dwa: matka osobno,
                                                    > kobieta osobno. To absurd, i o pokazanie tego absurdu mi chodziło.

                                                    Milionom kobiet po rozwodzie jakoś się to udaje rozdzielić! Absurdem nazywasz nie przenoszenie negatywnych uczuć w stosunku do eksmęża na rodzicielstwo? No pięęęęęęknie big_grin
                                                  • nangaparbat3 Re: elvie, zlituj się 29.08.10, 14:52
                                                    Nie pamietasz punktu wyjścia? Że "samotna matka" nie jest "samotną kobietą"?
                                                    Przy takim poziomie manipulacji nie da się rozmawiac.
                                            • z_mazur No właśnie i tu jest clou 27.08.10, 15:50
                                              > Zapominasz, że autorka wątku pyta, jak zmusic byłą żone partnera do
                                              > postępowania zgodnego z jej/ich oczekiwaniami.

                                              No tak bo ich (a w zasadzie jego) oczekiwania są kosmiczne. Oczekuje przestrzegania pewnych zawartych postanowień.

                                              A partnerka po prostu pyta, czy można te przestrzeganie wyegzekwować. Nie mówi, że ona będzie egzekwowała, to wasza projekcja.
                                              • nangaparbat3 Re: No właśnie i tu jest clou 27.08.10, 16:01
                                                jak projekcja? Uważasz, że kiedykolwiek chciałam cokolwiek od kogokolwiek
                                                egzekwowac? Od kiedy pracuje w szkole dostaję wysypki na dźwięk
                                                tego słowa.

                                                I rozumiem, że wg Ciebie autorka wątku pyta ot tak sobie, dla sportu i
                                                poszerzenia horyzontów?
                                                • z_mazur Re: No właśnie i tu jest clou 27.08.10, 16:03
                                                  Pewnie po to, żeby jej partner mógł tą wiedzę wykorzystać.

                                                  No tak, straszna zbrodnia.

                                                  To, że Ty dostajesz alergii na jakieś słowo, to tylko świadczy o Twoim emocjonalnym nastawieniu i o nieumiejętności obiektywnego spojrzenia na sprawę.
                                                  • nangaparbat3 Re: No właśnie i tu jest clou 27.08.10, 16:22
                                                    Ja się swoich emocji ani nie wstydzę, ani nie wypieram, mało tego, wiem, że po
                                                    pierwsze jesteśmy emocjami - potem dopiero przychodzą racjonalizacje,
                                                    zaprzeczenia, projekcje. Moje emocje służą mi całkiem dobrze.
                                              • zabelina Clou jest w tym... 27.08.10, 16:03
                                                z_mazur napisał:

                                                > No tak bo ich (a w zasadzie jego) oczekiwania są kosmiczne.
                                                Oczekuje przestrzeg
                                                > ania pewnych zawartych postanowień.

                                                ...zdaniu powyżejsmile Oczekiwania dotyczące sposobu wykorzystywania
                                                przez eks alimentów mogą być tylko JEGO. I jakiejkolwiek aktualnej
                                                partnerce nic do tego.
                                                • z_mazur Re: Clou jest w tym... 27.08.10, 16:12
                                                  > ...zdaniu powyżejsmile Oczekiwania dotyczące sposobu wykorzystywania
                                                  > przez eks alimentów mogą być tylko JEGO. I jakiejkolwiek aktualnej
                                                  > partnerce nic do tego.

                                                  Oczywiście, co nie zmienia faktu, że jak się z kimś żyje to się siłą rzeczy ma do czynienia z problemami tej osoby i w normalnym związku się partnera nie zostawia samego z jego problemami.

                                                  Np. można zadać komuś pytanie o problem partnera.

                                                  I można to zrobić np. na forum internetowym.

                                                  Problem jest w tym, że niektóre osoby na takim forum mogą alergicznie reagować na tych nowych partnerów.
                                                  • zabelina Re: Clou jest w tym... 27.08.10, 16:28
                                                    z_mazur napisał:

                                                    > Problem jest w tym, że niektóre osoby na takim forum mogą
                                                    alergicznie reagować
                                                    > na tych nowych partnerów.

                                                    Uważasz, że alergicznie reaguję? Pudło.
                                                    Nie mam własnych dzieci, więc nieszczególnie potrafię nawet wczuć
                                                    się w problemy samotnej matki.
                                                    Natomiast mam doświadczenia ze związku z rozwiedzionym mężczyzną,
                                                    który miał malutką córeczkę z poprzedniego związku, czyli w zasadzie
                                                    powinnam bardziej rozumieć Anię1000.
                                                    I nadal uważam, że INGERUJE w sprawy, w które ingerować nie ma
                                                    żadnego prawa.
                                                  • z_mazur Re: Clou jest w tym... 27.08.10, 16:39
                                                    To napisz mi na czym polega ta ingerencja?

                                                    Załóżmy, że Twój partner przychodzi z pracy i mówi o jakimś problemie, który wybiega poza jego zainteresowania i umiejętności.

                                                    Ty na to, wiesz mam kumpla który się na tym zna, ale nie mogę go o to zapytać, bo ingerowałabym w Twoje sprawy.

                                                    No proszę Cię. smile
                                  • nangaparbat3 I rzeczywiście! 27.08.10, 14:22
                                    >
                                    > Tak, jeśli insynuujesz, że autorka to konkubina michszyba, to rozwód michszyba
                                    > miał miejsce parę miesięcy temu i wtedy była ustalona kwota alimentów.
                                    >


                                    Właśnie autorka wątku napisała, że kwotę alimentów ustalono kilka miesięcy temu.
                                    Ergo - jest kochanką Michszyba, jego opiekunką i przewodniczką duchową.
                                    I po co bylo się tak wściekac na Adarię, skoro najwyraźniej się wiedziało, kto
                                    jest kto?
                                    Teraz ten wątek to jużn aprawdę jazda po bandzie.
                                    • z_mazur Re: I rzeczywiście! 27.08.10, 15:55
                                      No i czego to ma dowodzić?
                                      Jaką przewodniczką duchową?

                                      Nie prowadzę śledztwa kto jest kim. Nie przypominam sobie, żebym wycinał jakąś rozmowę między Adarią i autorką tego wątku. Chociaż nie twierdzę, że tak nie mogło być. Niestety wyszukiwarka nie przegląda usuniętych postów, a nie chce mi się przeglądać setek wątków, żeby znaleźć jakieś wypowiedzi.

                                      Nawet jeśli autorka jest partnerką Michszyba, to co to zmienia?

                                      Nanga, Twoje pisanie w tym wątku pozbawiło mnie resztek złudzeń.
                                      • nangaparbat3 Re: I rzeczywiście! 27.08.10, 16:08
                                        z_mazur napisał:

                                        > No i czego to ma dowodzić?
                                        > Jaką przewodniczką duchową?

                                        Przecież pisał, jak to go wspiera duchowo w trudnych chwilach.

                                        >
                                        >
                                        >
                                        > Nawet jeśli autorka jest partnerką Michszyba, to co to zmienia?

                                        Moim zdaniem zmienia. Moim zdaniem kobieta w bliskim związku z zakochanym w niej
                                        mężczyzną może wywrzec na niego wielki wpływ. Może ukazywac mu na przykład punkt
                                        widzenia drugiej strony, jej sytuację, problemy, etc. Może naprawdę brac pod
                                        uwagę dobro jego dzieci (a to akurat rozumiem dokładnie jak w poście swoim
                                        napisał Tri). Może też podkręcac jego niechęc do byłej żony.

                                        Pytanie: co robi kochanka Micha?

                                        >
                                        > Nanga, Twoje pisanie w tym wątku pozbawiło mnie resztek złudzeń

                                        Nie wiem, dlaczego akurat w tym wątku.
                                      • tricolour Mazurze, mam pytanie... 27.08.10, 16:21
                                        ... czy naprawde wiedziałeś (bo wynikało to wprost z wyciętych postów) że
                                        autorka wątku to kochanka Micha, a zarzucałeś innym insynuacje, gdy tylko
                                        to podejrzewali?
                                        • z_mazur Re: Mazurze, mam pytanie... 27.08.10, 16:35
                                          Nie wiedziałem.

                                          Nawet specjalnie przejrzałem historię żeby przejrzeć posty autorki, z tych które są dostępne nie wynika nic takiego

                                          Niestety przeglądarka nie uwzględnia usuniętych postów. Nie wiem co było w tych postach, bo sobie nie przypominam wycięcia takiej rozmowy.

                                          A co do insynuacji, to dla mnie dla samego problemu zgłoszonego przez autorkę, fakt z kim ona jest lub nie jest w związku nie ma żadnego znaczenia. Dlatego mierzi, a wręcz brzydzi mnie przy takich okazjach wyciąganie personalnych kwestii zamiast odniesienia się do meritum.

                                          Zresztą nie usuwałem postów z sugestiami o relacji między autorką i michszybem, usunąłem posta adarii nie ze względu na insynuacje, tylko ze względu na personalny atak.
                                          • tricolour No to będzie trzeba zapytać... 27.08.10, 16:40
                                            ... bo ja mam inne zdanie na temat relalcji kochanka-ojciec. Opisałem to
                                            tutaj:

                                            forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115692395,115816208,Nie_krec_Only_.html

                                            Jeśli autorka wątku jest kochanką Micha, to ma to - moim zdaniem - wielkie
                                            znaczenie dla tej sprawy.
                                            • nangaparbat3 Tri 27.08.10, 16:44
                                              Czy mozesz powtórzyc to wycięte w sposób nienaruszający netykiety? Ciekawa
                                              jestem, co myślisz, a wycięli.
                                              • tricolour Prosze bardzo: 27.08.10, 16:49
                                                ... post był kierowany do Only, która nie zauważa jaką wojnę toczy Mich.

                                                ... "wojna Micha z żoną polega na całkiem konkretnych działaniach:

                                                1. Na zastanawianiu się na tym forum jak odebrać żonie dzieci i jak ją
                                                wywalić ze wspólnego domu,
                                                2. Na publicznym wyzywaniu żony od kurew i suk,
                                                3. Na próbach jechania z dziećmi i kochanką na wakacje, co zostało tak
                                                sformułowane, że ta kochanka ma zastąpić matkę.
                                                4. Na publicznym poniżaniu żony ze względu na jej małe zarobki choć małe
                                                zarobki wynikaja także z tego, że matka musi samotnie wychowywać dzieci
                                                nie mająć niczyjej pomocy.
                                                5. I rzecz najbardziej mnie powalająca: Mich wie, że jego żona czyta to
                                                forum więc znęcał się nad nią psychicznie nawet przez Net.

                                                Więc jeśli masz odrobinę oleju w głowie, to żona Micha wcale nie odgrywa
                                                się na nim wykorzystując dzieci. Ona zwyczajnie je CHRONI".

                                                Na sam koniec padł epitet, przyznaję.
                                                • nangaparbat3 Re: Prosze bardzo: 27.08.10, 16:57
                                                  Dziekuję.
                                                • only.elvie Nie Tri - to tylko Twoje ZDANIE 27.08.10, 18:27
                                                  tricolour napisał:
                                                  > ... post był kierowany do Only, która nie zauważa jaką wojnę toczy Mich.

                                                  Tri - to co piszesz to tylko Twoje ZDANIE na temat sytuacji Michszyba. To Twoje
                                                  INTERPRETACJE. Szczególnie punkt 4 w kontekście całej tej sytuacji jest po
                                                  prostu żałosny smile
                                                  • tricolour Żałosny, powiadasz... 27.08.10, 18:50
                                                    ... żałosne jest Twoim zdaniem to, że zauważam, że kobieta z dwójką małych
                                                    dzieci, pracująca w szkolnictwie, mało zarabia? Bo ma częste zwolnienia i
                                                    jest mało dyspozycyjna? Żałosne jest także to, że mąż kpi z jej niskich
                                                    zarobków, znacznie niższych po drugiej ciąży choc sam przyczynił się do
                                                    tego stanu?

                                                    Niech Ci będzie, bo mnie bardzo do twarzy z tego typu żałosnością. Ja
                                                    wręcz pasjami lubię tego typu żałosność.

                                                    smile
                                                  • only.elvie Re: Żałosny, powiadasz... 27.08.10, 19:23
                                                    tricolour napisał:
                                                    > ... żałosne jest Twoim zdaniem to, że zauważam, że kobieta z dwójką małych
                                                    > dzieci, pracująca w szkolnictwie, mało zarabia? Bo ma częste zwolnienia i
                                                    > jest mało dyspozycyjna?

                                                    Żałosne jest moim zdaniem określenie, że 'musi samotnie wychowywać dzieci nie mając niczyjej pomocy. '

                                                    Otóż drogi Tri - eks-żona Michszyba nie musi i nie robi tego - może spokojnie liczyć na opiekę eks-męża nad dziećmi - tak czasową jak i finansową. Tylko, że ona też pomoc odrzuca nie chce jego obecności w życiu swoim i ich dzieci.
                                                  • tricolour A propos żałosności... 27.08.10, 18:56
                                                    ... niejaka Only napisała: "Bo gdyby panowie mieli zajmować się swoimi
                                                    dziećmi to musieliby pracować 'za płacę w wysokości ich żon'".

                                                    Czyżbys bywała żałosna w kontekście mojego punktu 4, który brzmiał: "Na
                                                    publicznym poniżaniu żony ze względu na jej małe zarobki choć małe
                                                    zarobki wynikaja także z tego, że matka musi samotnie wychowywać dzieci
                                                    nie mająć niczyjej pomocy"

                                                    Hłe hłe hłe...
                                                    smile
                                                  • only.elvie Wybiórczość Tri ;) 27.08.10, 19:16
                                                    tricolour napisał:
                                                    > Czyżbys bywała żałosna w kontekście mojego punktu 4, który brzmiał: "Na
                                                    > publicznym poniżaniu żony ze względu na jej małe zarobki choć małe
                                                    > zarobki wynikaja także z tego, że matka musi samotnie wychowywać dzieci
                                                    > nie mająć niczyjej pomocy"
                                                    > Hłe hłe hłe...
                                                    > smile

                                                    Tak - uważam, że nazywanie byłej żony Michszyba 'samotną matką bez pomocy' jest
                                                    ŻAŁOSNE.

                                                    Raz, że pomoc ma - dziećmi może opiekować się były mąż ale ona tego NIE CHCE.
                                                    Dwa, że dostaje sporą kasę - i na siebie i na dzieci - w zasadzie to całość
                                                    utrzymania dzieci może ponosić jej ex. Trzy, że dzieci poszły do przedszkola
                                                    więc spokojnie może do pracy wrócić.

                                                    Ta wypowiedź, którą cytujesz odnosi się do sytuacji, kiedy całość lub
                                                    zdecydowana większość obowiązków przy dziecku spada na matkę PONIEWAŻ
                                                    ojciec robi karierę. Tutaj taka sytuacja nie występuje. Matka tutaj nie
                                                    musi - matka chce!

                                                    Tak więc racz w swoich wypowiedziach uwzględniać całość sytuacji smile
                                                  • tricolour Zabrakło punktu czwartego? 27.08.10, 19:27
                                                    Trzeba rozszerzyc zagadnienie do "całości" po tym jak wykazałem hipokryzje
                                                    i krętactwo po raz kolejny?

                                                    smile
                                                  • only.elvie Re: Zabrakło punktu czwartego? 27.08.10, 19:44
                                                    tricolour napisał:
                                                    > Trzeba rozszerzyc zagadnienie do "całości" po tym jak wykazałem hipokryzje
                                                    > i krętactwo po raz kolejny?

                                                    Jakie 'rozszerzanie'? W wątku obok jest kwestia podziału. Nie rozumiesz, że podział może być różny?
                                          • nangaparbat3 Re: Mazurze, mam pytanie... 27.08.10, 16:41
                                            > A co do insynuacji, to dla mnie dla samego problemu zgłoszonego przez autorkę,
                                            > fakt z kim ona jest lub nie jest w związku nie ma żadnego znaczenia. Dlatego mi
                                            > erzi, a wręcz brzydzi mnie przy takich okazjach wyciąganie personalnych kwestii
                                            > zamiast odniesienia się do meritum.
                                            >


                                            Ma kapitalne znaczenie, ponieważ konfliktu "przedszkolnego" nie da się w żaden
                                            sposób oddzielic od całkształtu stosunkow między zainteresowanymi stronami,
                                            dziecmi i ex, a także od historii pierwszej rodziny Micha. Gdyby sie dało, Michu
                                            po prostu porozmawiałby z byłą żoną, która byłaby go wpuściła i wyjaśniła, co
                                            jest grane. Gdyby się dało, nie byłoby problemu.
                                            • z_mazur Re: Mazurze, mam pytanie... 27.08.10, 16:45
                                              Jakie kapitalne znaczenie? Autorka napisała, że możliwości negocjacji i porozumienia nie ma.

                                              Jakie znaczenie mają personalne kwestie do odpowiedzi na pytanie, czy da się matkę zmusić do przestrzegania ustaleń związanych z przeznaczeniem alimentów?
                                              • nangaparbat3 Re: Mazurze, mam pytanie... 27.08.10, 17:03
                                                Takie, że rodzina to nie przedsiębiorstwo, alimenty nie pensja, była żona nie
                                                podwładny, dzieci nie produkty, były mąz nie szef, a jego konkubina nie pani
                                                prezes.
                                                • z_mazur Kolejne clou :) 27.08.10, 17:07
                                                  > alimenty nie pensja,

                                                  Otóż to, z własną pensją można zrobić co Ci się żywnie podoba, natomiast aliemnty, to środki celowe, które powinny być wykorzystane zgodnie z ustaleniami stron.
                                                  • tricolour Przenosisz własną sytuację... 27.08.10, 17:17
                                                    ... do sprawy z tego wątku i dlatego tak obstajesz przy tym "celowym
                                                    wykorzystaniu alimentów".

                                                    Alimenty ida na potrzeby dziecka, potrzeby zmienne. Nie jest ważne czy
                                                    ktoś wyda w miesiącu 1000 zł na jedzenie, a potem tylko 200, a resztę na
                                                    nowe wrotki. Opiekun dziecka ma pełną swobodę w sposobie wydawania tychże
                                                    pieniędzy na dziecko. Wedla potrzeb dziecka i uznania.
                                                  • nangaparbat3 Re: Kolejne clou :) 27.08.10, 17:18
                                                    Ustalenia nie są niezmienialne. Żeby je wydawac sensownie, trzeba dostosowywac
                                                    się do sytuacji i jej częstych zmian.
                                                    Tutaj problem nie polega na nietrzymaniu sie ustaleń, tylko na niemozności
                                                    porozumienia się. Znając wersję tylko jednej strony nie możemy twierdzic na
                                                    pewno, kto jest za to odpowiedzialny - sądzę, że oboje rodzice.
                                                    Nakręcanie jednej ze stron wznoszeniem okrzyków "łapaj złodzieja" nikomu nie
                                                    wyjdzie na dobre.
                                              • tricolour Wiesz co to znaczy "zmusić"... 27.08.10, 17:13
                                                ... to znaczy oczekiwac określonego zachowania, a gdy go nie ma, to ukarać.
                                                Na tym polega zmuszanie.

                                                I teraz zastanów się czy personalne kwestie mają znaczenie przy zmuszaniu,
                                                czy w ogóle można zmuszać?
                                                • z_mazur Re: Wiesz co to znaczy "zmusić"... 27.08.10, 17:20
                                                  Państwo prawa tak działa, że zmusza do pewnych rzeczy.

                                                  W ogóle społeczeństwo tak działa, że określa pewne zasady (jak np. przestrzeganie umów wzajemnych), których łamanie rodzi konsekwencje.

                                                  Można też ładniej napisać, egzekwuje poszanowanie tych zasad. smile
                                                  • tricolour To niech wniosą o zmniejszenie alimentów... 27.08.10, 17:27
                                                    ... ze względu na zmiane przedszkola. Państwo ma instrumemnt (sąd) do
                                                    egzekwowania prawa.

                                                    Natomiast facet i kochanka to mogą sie zmusić do seksu jak im ochota na
                                                    siebie przejdzie, ale nikogo obcego.
                                                  • only.elvie Re: To niech wniosą o zmniejszenie alimentów... 27.08.10, 18:22
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... ze względu na zmiane przedszkola. Państwo ma instrumemnt (sąd) do
                                                    > egzekwowania prawa.

                                                    Ale czy nie rozumiesz, że chodzi o współdecydowanie o ważnych dla dziecka kwestiach? Ojciec ma prawo uczestniczyć w wychowaniu swojego dziecka po rozwodzie a także do współdecydowania o kwestiach takich jak przedszkole czy szkoła.

                                                    Rozumiem - Ty z tego prawa zrezygnowałeś ale bądź łaskaw nie pluć na innych ojców, którzy nie odpuścili sobie swoich dzieci.
                                                  • tricolour Owszem ma prawo... 27.08.10, 19:25
                                                    ... tyle, że w obecnej sytuacji, za którą jest współodpowiedzialny, nie ma
                                                    warunków do korzystania z tego prawa. Ojciec wraz z matką wytworzyli taka
                                                    patologiczną sytuację, że mając prawo jednocześnie nie mogą z tych praw
                                                    pokojowo korzystać. Tego nikt z zewnątrz nie zrobił.

                                                    Moim zdaniem o wiele lepiej jest "odpuścić" sobie na jakiś czas niż
                                                    tworzyć patologię, która w przypadku Micha ciągnie się kolejne pokolenie.
                                                    Najpierw ojciec Micha, a teraz Mich stosują przemoc bo niczego innego nie
                                                    potrafią zastosować w imię "mam prawo".
                      • tully.makker Re: Ona kradnie awansem! 26.08.10, 15:03
                        matka źle robi okradając męża z pieniędzy, których jeszcze
                        > nie dostała, a które mogłaby ukraść.

                        No wiesz, wyglada na to, ze to sprawa do wydzialu prewencji.
                        Przestepstwo rozpocznie byc popelniane juz 1 wrzesnia wink
                  • eutherpe Re: Kuriozum :) 26.08.10, 12:28
                    Tak uciekać z dziećmi gdzie pieprz rośnie bo to co robi ojciec z konkubiną
                    "dobru" dzieci służyć nijak nie będzie. To jedynie postawa roszczeniowo-
                    rozliczeniowa i udowodnienie tej kobiecie,że zła, trwoni majątek, wredna i
                    najlepiej to wylać na nią wiadro pomyj.
                    • only.elvie Cała prawda o matkach-właścicielkach :) 26.08.10, 12:30
                      eutherpe napisała:
                      > Tak uciekać z dziećmi gdzie pieprz rośnie bo to co robi ojciec z konkubiną
                      > "dobru" dzieci służyć nijak nie będzie. To jedynie postawa roszczeniowo-
                      > rozliczeniowa i udowodnienie tej kobiecie,że zła, trwoni majątek, wredna i
                      > najlepiej to wylać na nią wiadro pomyj.

                      No i to jest cała prawda o matkach-właścicielkach. Dziecko jest przedmiotem w rękach matki a ojciec to tylko bankomat. Jak ojciec ŚMIE chcieć mieć wpływ na decyzje dotyczące jego dziecka! SKANDAL!

                      Echhh... niedobrze się robi na samą myśl o takich poglądach!
                      • eutherpe Re: Cała prawda o matkach-właścicielkach :) 26.08.10, 12:36
                        Człowieku. Skoro jest Ci niedobrze pora poprawić gastrykę. Piszemy o
                        konkretnym,żenującym przypadku, faceta, który najpierw zdradza, póxniej jedzie
                        po żonie jak po ...., teraz w peany uderza jego kochanka, która matkę będzie
                        rozliczała z wydawanych na dzieci pieniędzy.Może najlepiej posadzić ją na
                        leczeniu przymusowym psychiatrycznym a dziećmi zaopiekuje się Pan z Panią
                        Konkubiną. I po sprawie. Wyślą dzieci do prywatnego przedszkola, wbiją im do
                        główek wizję "szczęśliwej" spokojej rodziny bez awantur, nastawią przeciw " nie
                        tej całkiem halo" matce i rulezzzz.Szkoda słów.Panowie szkoda słów i emocji.
                        • only.elvie Re: Cała prawda o matkach-właścicielkach :) 26.08.10, 12:44
                          eutherpe napisała:
                          > Człowieku. Skoro jest Ci niedobrze pora poprawić gastrykę. Piszem o
                          > konkretnym,żenującym przypadku, faceta, który najpierw zdradza, póxniej jedzie
                          > po żonie jak po ...., teraz w peany uderza jego kochanka, która matkę będzie
                          > rozliczała z wydawanych na dzieci pieniędzy.Może najlepiej posadzić ją na
                          > leczeniu przymusowym psychiatrycznym a dziećmi zaopiekuje się Pan z Panią
                          > Konkubiną. I po sprawie. Wyślą dzieci do prywatnego przedszkola, wbiją im do
                          > główek wizję "szczęśliwej" spokojej rodziny bez awantur, nastawią przeciw " nie
                          > tej całkiem halo" matce i rulezzzz.Szkoda słów.Panowie szkoda słów i emocji.

                          Eutherpe - takimi wypowiedziami nie prezentujesz poziomu wyższego od tych, których tak krytykujesz.

                          Rozdziel małżeństwo od rodzicielstwa. Po rozwodzie facet nie przestał być ojcem i ma takie samo prawo do decydowania o dzieciach jak matka. Ja rozumiem, że wiele pań chciałoby 'ukarać' eksa za swoje krzywdy odcinając go od dzieci (oczywiści pod płaszczykiem dobra dzieci) ale nie tędy droga.

                          Przedstawiony tu został konkretny problem - czy matka może sobie dowolnie, według własnego uznania zmieniać wcześniejsze ustalenia, nie konsultując a nawet nie informując ojca dziecka. Ja twierdzę, że nie - Ty, że 'zdradził więc wara mu'. I tym się różnimy.
                          • eutherpe Re: Cała prawda o matkach-właścicielkach :) 26.08.10, 12:51
                            Nie twierdzę że zdradził więc wara mu. Bezczelnym jest wtrącenie się w ich
                            sprawę konkubiny.Rozumiesz to dla dobra dzieci??Niestety ja nie.
                            • only.elvie Re: Cała prawda o matkach-właścicielkach :) 26.08.10, 13:12
                              eutherpe napisała:
                              > Nie twierdzę że zdradził więc wara mu. Bezczelnym jest wtrącenie się w ich
                              > sprawę konkubiny.Rozumiesz to dla dobra dzieci??Niestety ja nie.

                              Ona się zapytała jakie są możliwości. Czy Ty wszystko co dotyczy Twojego obecnego męża/partnera widzisz w kategoriach 'jego sprawa' czy zdarza Ci się jego sprawami interesować, zapytać czasem znajomych o radę itp?
                          • tricolour Only, jakich ustaleń? 26.08.10, 15:09
                            Powtórze swój post, bo jest na granicy setki i się gubi:

                            "To warto by było znać te ustalenia. Zauważ, że założycielka wątku pisze
                            wyraźnie, że jedno dziecko chodziło do przedszkola prywatnego, a drugie w
                            ogóle do przedszkola nie chodziło, bo było małe. Dopiero teraz, we
                            wrześniu ma iść.

                            Jesli tak, to okazuje się, że do wysokości alimentów wzięto pod uwagę
                            tylko jedno przedszkole. A teraz potrzebne są DWA! Dopóki nie znamy
                            szczegółów, to nie ma o czym gadać, bo może się okazać, że matka musi
                            sfinansować przedkoszkole dla pary mając kasę tylko z tego jednego -
                            prywatnego"
                            • only.elvie Re: Only, jakich ustaleń? 26.08.10, 15:13
                              tricolour napisał:
                              > Jesli tak, to okazuje się, że do wysokości alimentów wzięto pod uwagę
                              > tylko jedno przedszkole.

                              Drogi Tri, autorka wątku pisze:
                              'Dziś od starszego syna dowiedział
                              się, że obaj idą do państwowego przedszkola, chociaż przy ustalaniu wysokości
                              alimentów uwzględniony został koszt prywatnego.'

                              Dla mnie nie wynika z tego, że wzięte było jedno. Równie dobrze z uwagi na fakt, że dziecko zaraz do tego przedszkola ma iść od razu uwzględniono 2.
                              • tricolour Jeżeli jest tak, jak piszesz... 26.08.10, 15:22
                                ... to "w przód" sąd mógł tylko wtedy uwzględnić przyszły wydatek jeśli
                                ojciec się na to zgodził. Bo sąd sam z siebie ustala alimenty tylko na
                                bieżące potrzeby, ale jeśli tatuś zgadza się płacić więcej, to sąd może do
                                alimentów dodać nawet koszt oświetlenia ulicy.

                                A jeśli ojciec się zgodził "w przód" nie wiedząc jakie ten przód będzie,
                                to jest dupa i niech teraz cierpi.
                                • z_mazur Re: Jeżeli jest tak, jak piszesz... 26.08.10, 15:32
                                  No to dochodzimy do ciekawej konkluzji, to że ktoś nie jest cwany i przewidujący usprawiedliwia to, że ktoś go wykorzystuje.

                                  Bardzo etyczne i chrześcijańskie podejście.
                                  • tricolour Cwany i przewidujący? 26.08.10, 15:37
                                    ... zestawienie tych pojęć obok siebie świadczy jak bardzo nie rozumiesz
                                    tematu.
                                    • z_mazur Re: Cwany i przewidujący? 26.08.10, 15:40
                                      I to ma być merytoryczny argument? smile))))
                                      • tricolour Owszem, merytoryczny... 26.08.10, 15:45
                                        ... bowiem piszesz brednie.

                                        Jednym tchem zestawiasz słowo "przewidujący" które jest oznaką używania
                                        rozumu oraz słowo "cwany" o wyraźnie pejoratywnym zabarwieniu co jest
                                        manipulacją znaczenia "usprawiedliwia".
                                        • z_mazur Re: Owszem, merytoryczny... 26.08.10, 15:57
                                          To Twoja ocena.

                                          Ja zakładam dobrą wolę drugiej strony i na takiej zasadzie jestem "przewidujący". Żeby zakładać złą wolę drugiej strony i się przed konsekwencjami zachowań wynikających z tej złej woli zabezpieczyć, trzeba być "cwanym".

                                          Ojciec przewidział, że dziecko pójdzie do przedszkola i ustalając kwotę alimentów uwzględnił ten fakt.

                                          Nie był jednak wystarczająco cwany, żeby przewidzieć, że matka nie będzie się tych ustaleń trzymała.
                                          • tricolour A co z drugim dzieckiem? 26.08.10, 16:11
                                            Masz pewność (z czego ona wynika), że ojciec dla dwojga dzieci ustalił
                                            kwotę na prywatne przedszkola? Ja tej pewności nie mam.

                                            Poza tym też zakładam dobrą wolę drugiej strony, a przede wszystkim to, że
                                            chce dobrze dla mojego dziecka. Więc nie dostawałem rozwolnienia gdy córka
                                            kończyła po kolei szkoły, a mnie przy tym nie pytano co ja o tym myslę.
                                            Wiesz dlaczego byłem spokojny? Bo gdybym pomyślał, co ja myslę o tych
                                            szkołach, to doszedłbym do takiego samego wniosku jak ex, która siedzi w
                                            sprawach dziecka przez 24h/dobę.
                                            • z_mazur Re: A co z drugim dzieckiem? 26.08.10, 16:21
                                              > Masz pewność (z czego ona wynika), że ojciec dla dwojga dzieci ustalił
                                              > kwotę na prywatne przedszkola? Ja tej pewności nie mam.

                                              Skoro alimenty były ustalane całkiem niedawno i zakładały, że dziecko pójdzie do przedszkola, w momencie gdy kwota ustalonych alimentów na starsze dziecko już uwzględniało kwotę opłaty za przedszkole i przy porównywalnym wieku dzieci i co się z tym wiąże porównywalnych kosztach utrzymania, to jeśli kwota alimentów na każde z dzieci jest taka sama, to wybacz, ale trzeba się wykazać dużą dozą złej woli, żeby założyć, że alimenty na młodsze dziecko mają być w inny sposób redystyrybuowane. Co do starszego dziecka w ogóle kwestia jest bezdyskusyjna, bo tu musiały być wykazane aktualne koszty.


                                              > Poza tym też zakładam dobrą wolę drugiej strony, a przede wszystkim to, że
                                              > chce dobrze dla mojego dziecka. Więc nie dostawałem rozwolnienia gdy córka
                                              > kończyła po kolei szkoły, a mnie przy tym nie pytano co ja o tym myslę.
                                              > Wiesz dlaczego byłem spokojny? Bo gdybym pomyślał, co ja myslę o tych
                                              > szkołach, to doszedłbym do takiego samego wniosku jak ex, która siedzi w
                                              > sprawach dziecka przez 24h/dobę.

                                              Ty możesz uważać, że konsultacja nie jest potrzebna i że matka wyda Twoje pieniądze najlepiej jak potrafi (abstrahując od tego, że najlepiej jak potrafi wcale nie musi oznaczać obiektwnie najlepiej). Być może swoje umiejętności rodzicielskie oceniasz niżej niż umiejętności matki Twoich dzieci, masz do tego prawo. Inni mogą swoje oceniać inaczej.
                                              • tricolour Tak to można gadać do końca świata... 26.08.10, 16:29
                                                ... i do niczego się nie dojdzie, bo nie podstaw do dyskusji, a są tylko
                                                teoretyczne rozważania. Założycielka wątku odeszła w niebyt.

                                                Sugestia dotycząca moich umiejętności rodzicielskich jest o tyle nie na
                                                miejscu, że Ty celowo płacisz za niskie alimenty wiedząc, że nie pokrywają
                                                one potrzeb dziecka. Nie masz do tego prawa.
                                                • z_mazur Re: Tak to można gadać do końca świata... 26.08.10, 16:58
                                                  Kwota alimentów w moim przypadku ma się nijak do ponoszonych przeze mnie nakładów na dziecko.

                                                  Widzisz, tym się różnimy, że Ty wolisz dać pieniądze matce i mieć święty spokój, a ja lubię część środków wydać samodzielnie wraz z córką. Podejrzewam, że ponosimy na dziecko porównywalne nakłady, z tym, że ja biorę aktywny udział w dysponowaniu częścią tych środków.

                                                  Ale to, już jest off topic i w sumie ad personam.
                                                  • tricolour Dodam tylko... 26.08.10, 17:20
                                                    ... że oprócz alimentów ilekroć córka poprosi, to ma dodatkowe pieniądze,
                                                    a wszelkie wyjścia - łącznie z zakupami podczas ich trwania - finansuję
                                                    ja. Pieniędzy nie daję matce, bo córka jest dorosła i poprosiła, by całośc
                                                    przelewać na jej konto.
                                                  • z_mazur Re: Dodam tylko... 26.08.10, 17:47
                                                    No widzisz, a ja jeszcze przelewam na konto żony. smile

                                                    Z naszych wzajemnych ustaleń wynika, że kwota alimentów dotyczy bieżącego utrzymania dziecka. Pozostałe większe kwoty i sposób ich finansowania ustalamy wspólnie. Mnie takie rozwiązanie pasuje.
                                            • z_mazur Re: A co z drugim dzieckiem? 26.08.10, 16:30
                                              I jeszcze jedno. Nie od dziś wiadomo, że kwestie finansowe są jedną z delikatniejszych materii w relacjach między ludzkich.

                                              A tu mówimy o sposobie dysponowania kwotą przewyższającą całość Twoich alimentów, a nie o stówce w tą, czy stówce w tamtą.
                                              • tricolour Piszesz nieprawdę... 26.08.10, 16:45
                                                ... ponieważ prawda jest taka, że facet płaci 2000 tysiące dobrowolnie
                                                matce, co nie zalicza się do alimentów na dzieci. Pozostałe dwa tysiące
                                                płaci na dwójkę dzieci, a to wychodzi w przeliczeniu tyle, co ja na jedno.

                                                Natomiast rzeczą sporną w tej rozmowie nie są całe cztery tysiące (co
                                                rzeczywiście jest więcej niż ja płacę, ale to nie ma znaczenia) tylko
                                                różnica ceny między przedszkolem prywatnym, a państwowym. Jeśli chciałbyś
                                                być precyzyjny, to napisałabyś więc o sposobie dysponowania tą sporną
                                                różnicą.
                                                • z_mazur Re: Piszesz nieprawdę... 26.08.10, 17:01
                                                  Ale ja dokładnie o tym piszę.

                                                  Różnica w cenie między przedszkolem prywatnym a państwowym, z tego co panie tu pisały, wynosi około 500 zł, razy dwa uzyskujemy kwotę 1000 zł. Dla mnie to już kwota, której wydatkowanie wypadałoby uzgodnić.
                                                  • tricolour Owsze, wypadałoby... 26.08.10, 17:17
                                                    ... tyle, że ja w tym nie widze obowiązku, a prędzej przyzwoitość.

                                                    Jesli rodzice wcale nie mogą się dogadać, to trudno oczekiwać, że tysiąc
                                                    złotych jest rzeczą do obgadania. Tu należy zacząc od elementarnej
                                                    komunikacji, a jeśli rzecz naprawdę dotyczy Micha, to cytował on bardzo
                                                    wyważone, asertywne listy żony, a sam wyzywał ją od suk i kurew. W jego
                                                    więc wypadku za grosz nie ufam temu, co pisał, bo dał - przyjamniej mnie -
                                                    dowody na swą kompletną niedojrzałość i ZEROWE umiejętności komunikowania
                                                    się. A jeśli - na dodatek - wypchnął tu kochankę, to już nawet mi sie
                                                    pisać nie chce...
                                                  • nangaparbat3 Re: Owsze, wypadałoby... 26.08.10, 17:37
                                                    tricolour napisał:


                                                    > Jesli rodzice wcale nie mogą się dogadać, to trudno oczekiwać, że tysiąc
                                                    > złotych jest rzeczą do obgadania. Tu należy zacząc od elementarnej
                                                    > komunikacji, a jeśli rzecz naprawdę dotyczy Micha, to cytował on bardzo
                                                    > wyważone, asertywne listy żony, a sam wyzywał ją od suk i kurew. W jego
                                                    > więc wypadku za grosz nie ufam temu, co pisał, bo dał - przyjamniej mnie -
                                                    > dowody na swą kompletną niedojrzałość i ZEROWE umiejętności komunikowania
                                                    > się. A jeśli - na dodatek - wypchnął tu kochankę, to już nawet mi sie
                                                    > pisać nie chce...

                                                    Nie sądziłam, Tri, że to się kiedykolwiek stanie, ale jak widac życie naprawdę
                                                    jest nieprzewidywalne: podpisuję się pod każdym słowem.
                                                  • z_mazur Re: Owsze, wypadałoby... 26.08.10, 17:49
                                                    > Jesli rodzice wcale nie mogą się dogadać, to trudno oczekiwać, że tysiąc
                                                    > złotych jest rzeczą do obgadania.

                                                    Dlatego dla mnie zupełnie naturalne wydaje się pytanie, czy jest sposób na wyegzekwowanie tych ustaleń, skoro nie ma możliwości porozumienia między rodzicami. I nie rozumiem oburzenia niektórych tym pytaniem.
                              • z_mazur Re: Only, jakich ustaleń? 26.08.10, 15:29
                                Poza tym co najmniej w przypadku jednego dziecka mówimy o realnej sytuacji. Że było prywatne przedszkole, na które ojciec dodatkowo łożył, a teraz jest państwowe.
    • pan-kowalski Re: przedszkole prywatne czy państwowe 26.08.10, 22:59
      Aniu, zapytałaś o konkretną sprawę, a otrzymałaś kolejną gadke
      szmatkę z argumentami w stylu, że tanie wino jest dobre, bo jest
      dobre i tanie - nie przejmuj się tym.

      O kasę tu nie chodzi, więc matce wyraźnie nie pasuje, że w starym
      przedszkolu ojciec jest lubiany i cieszy się zaufaniem, więc trzeba
      dzieci posłać do innego -klasyka.

      Wybór szkoły / przedszkola należy do istotnych spraw dziecka i jeśli
      sąd rozwodowy powierzył władzę rodzicielską obojgu rodzicom, to
      ojciec ma prawo współdecydować w tej kwestii.
      Na początek proponuję próbę interwencji w publicznym przedszkolu -
      dzieci już mają dobre przedszkole o co zadbał ojciec, więc nie ma
      potrzeby zmieniać tej sytuacji, umieszczając je w publicznej
      placówce - miejsc w przedszkolach niewiele i na pewno znajdą się
      bardziej potrzebujący.
      Poza tym matka musiała wypełnić jakieś papiery o przyjęcie, podać
      jakieś dane ojca - a z tego co rozumiem to ojciec nie upoważniał jej
      do podawania jakichkolwiek danych na jego temat.
      Najlepiej wręczyć w przedszkolu pismo w sprawie skreślania dzieci z
      listy i podeprzeć się w nim paragrafami - urzędnicy to urzędnicy -
      najbardziej w pracy to lubią mieć święty spokój i może się wystraszą
      że im wytoczycie jakieś powództwo cywilne.
      • nangaparbat3 refren dla ciebie, kowalski 26.08.10, 23:39
        pan-kowalski napisał:


        > Na początek proponuję próbę interwencji w publicznym przedszkolu -
        > dzieci już mają dobre przedszkole o co zadbał ojciec, więc nie ma
        > potrzeby zmieniać tej sytuacji, umieszczając je w publicznej
        > placówce - miejsc w przedszkolach niewiele i na pewno znajdą się
        > bardziej potrzebujący.
        > Poza tym matka musiała wypełnić jakieś papiery o przyjęcie, podać
        > jakieś dane ojca - a z tego co rozumiem to ojciec nie upoważniał jej
        > do podawania jakichkolwiek danych na jego temat.
        > Najlepiej wręczyć w przedszkolu pismo w sprawie skreślania dzieci z
        > listy i podeprzeć się w nim paragrafami - urzędnicy to urzędnicy -
        > najbardziej w pracy to lubią mieć święty spokój i może się wystraszą
        > że im wytoczycie jakieś powództwo cywilne.

        www.youtube.com/watch?v=D5eCtt2Ayl4&feature=related
        • pan-kowalski Re: refren dla ciebie, kowalski 27.08.10, 10:55
          Dziękuję, ale nie skorzystam - admini zblokowali dostęp do youtuba,
          bo ludzie ciągnęli filmiki i nie stykało łącza dla systemów
          produkcyjnych. Zresztą po lekturze Twoich wpisów z ostatnich
          miesięcy nie interesuje mnie co mi masz do przekazania.
      • tricolour Skreślić dzieci z listy? 27.08.10, 08:17
        A gdyby nie chcieli, to podpierać się paragrafami lub wytaczac powództwo
        cywilne?

        Jak już chcesz coś napisać, bo ręka świerzbi, to choć użyj mózgu.
        • to.ja.kas Re: Skreślić dzieci z listy? 27.08.10, 09:06
          Ależ to logiczne co Kowalski napisał. W świetle tego co piszesz Tri iż rodziców
          po rozwodzie nie obowiązuje przyzwoitość względem siebie, usprawiedliwia to
          każde podłe zagranie. Każdą ze stron usprawiedliwia.
          • tricolour Weź się Kaśka opamiętaj... 27.08.10, 09:14
            ... kiedy piszę, w swoim poście, że przyzwoitość, to znaczy, że
            przyzwoitość, a nie jej brak.

            I nie pisz juz lepiej o uczciwości gdy chodzi o róznicę kilku stów między
            przedszkolem prywatnym, a państwowym, bo w sąsiednum wątku koleżanka chce
            do alimentów na dziecko wpisać koszt kredytu na firmę męża, ale tam cicho.
            Tam już nie ma nieuczciwości. Wiesz dlaczego?

            Bo tutaj facet "chce dobrze" dla dziecka, a to chcenie - bez względu na
            fakt, że jest rzeczywistą szkodą - odbierane jest także przez Ciebie jak
            świętość.
            • to.ja.kas Re: Weź się Kaśka opamiętaj... 27.08.10, 09:49
              Nie, piszesz, że matka dzieci nie musi być przyzwoita, bo nie ma takiego
              obowiązku. To działa w obie strony.
              A dlaczego sądzisz i na jakiej podstawie, że to jego chcenie dobrze jest
              RZECZYWISTĄ szkodą ?
              • tricolour Dlaczego rzeczywistą szkodą? 27.08.10, 13:03
                Bo gdy dzieci mieszkają z matką, a szczegołnie dzieci małe, takie
                jak w tym przypadku, to stan emocjonalny tych dzieci zależy od stanu
                psychicznego matki. W przypadku dwulatka jest to zalezność wręcz
                wzajemnie jednoznaczna.

                Jeśli więc ojcu (oraz jego kochance) zależy na dobru dzieci, to
                nazwyczajniej powinni dbac przede wszytskim o środowisko w jakim
                wyrastają dzieci. Środowisko przede wszystkim emocjonalne. Gdy
                ojciec wypowiada wojnę coraz to nowym oczekiwaniami, a potem znika
                między kolanami kochanki, zostawiając matkę w tragicznym stanie
                psychicznym wraz z dziećmi, to na pewno nie działa na korzyśc tychże
                dzieci. Działa na szkodę: dzieci traca poczucie bezpieczeństwa, bo
                ojciec i matka (dwie najbliższe osoby) toczą wojnę, w dzieciach
                rośnie konflikt lojalności, a ponadto one chcą pomóc matce choc nie
                mają do pomocy ani stosownych narzędzi, ani nie są wstanie udźwignąć
                kosztów takiej pomocy.
                • to.ja.kas Re: Dlaczego rzeczywistą szkodą? 27.08.10, 13:09
                  Uwielbiam Twoje dorabianie ideologii do postów z których niewiele wynika. Pisz
                  scenariusze Tri, bo fantazję masz bujna. A ja się pytam skąd Twoje tak
                  rozbudowane wnioski?
                  • tricolour To nie są wnioski... 27.08.10, 16:24
                    ... tylko podstawowa wiedza o wychowaniu: zapewnić bezpieczeństwo i
                    warunki rozwoju.
    • ania1ooo Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 11:45
      Przepraszam wszystkich, których postów nie przeczytałam, ale trochę tego dużo.
      Odniosę się do rzeczy, które pojawiały się najczęściej.
      Co do wtrącania się w nieswoje sprawy - ja z tą panią się nie kontaktuję, nie
      mówię jej jak ma wychowywać dzieci, ale trudno mi się odciąć od spraw, które
      dotyczą mojego partnera, żyję z nim, jego problemy są moimi problemami. A jeśli
      ktoś uważa inaczej, to może warto przemyśleć termin związku i partnerstwa.
      Jeśli chodzi o to, czy nowe przedszkole jest lepsze, to trudno na razie mówić,
      bo matka nie powiedziała, do jakiego je zamierza posłać, z wyjątkiem tego, że
      jest państwowe.
      Co do motywów, to nie chodzi o ilość pieniędzy, które wydajemy na dzieci,
      naprawdę nie oszczędzamy. Często kupuję dzieciom ubranka, zabawki, kino, czy
      inne rzeczy. I gdyby tylko ich matka powiedziała, że chodzi o pieniądze, to by
      dostała. Raz już zaszantażowała mojego partnera, że jak w danym miesiącu on nie
      zapłaci za przedszkole, to ona dziecka nie pośle i jeśli dobrze pamiętam, to
      zapłacił. Chodzi o to, że takie numery ona robi ciągle z różnymi rzeczami
      dotyczącymi dzieci, nie informując mojego partnera. Teraz też zrobiła to, nic
      nie mówiąc, a nawet gdy już się sprawa wydała, to też nie chce powiedzieć, gdzie
      dzieci są zapisane. Chyba edukacja dzieci to bardzo ważna rzecz i powinni o nie
      decydować rodzice. Dzieci były na konsultacji u psychologa, ta zmiana nie jest
      dla nich dobra - starszy chodził do przedszkola i ma tam przyjaciół, a młodszy
      bywał w przedszkolu, gdy zawożono i odbierano starszego, więc zna to miejsce.
      Gdyby to ojciec chciał urządzić dzieciom takie zmiany, to byście nieźle po nim
      pojechali, ale matce wolno.
      Jeszcze jeden zarzut rzucił mi się w oczy, że to taki rewanż - ojciec wcześniej
      zapisał nie pytając matki o zdanie młodszego do tego prywatnego przedszkola, to
      matka teraz zapisała do innego i są kwita. Nie zupełnie. To, że młodszy będzie
      tam chodził, wydawało się być wiadomym od dawna. Potwierdziła to jego matka,
      wyliczając koszty alimentów, podała koszt tego właśnie przedszkola (było to
      kilka miesięcy temu). A mój facet zrobił to, bo dowiedział się, że jeszcze go
      nie zapisała na listę, a jest już mało miejsc, o czym poinformował ją tego
      samego dnia odwożąc dzieci.
      Nie liczę na zrozumienie, ale też nie rozumiem tych wszystkich małych
      złośliwości. Prosiłam o radę, bo sądziłam, że jest tu wiele osób mających
      podobne doświadczenia, które może już znalazły ich rozwiązania. Razi Was słowo
      zmusić, ale prośbą niestety tej Pani nie da się przekonać. O wspólnym ustalaniu
      nie ma też mowy. Dla ścisłości dodam, ze nie chodzi o wspólne ze mną, ale z moim
      partnerem.
      Pozdrawiam
      • pan-kowalski Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 12:21
        Przedszkola publiczne są podległe samorządom - ustalcie w Urzędzie
        Gminy do którego przedszkola zostały zapisane dzieci.
        • ania1ooo Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 14:08
          Dzięki za rzeczowy komentarz. Jeśli mógłbyś mi podpowiedzieć, to z kim trzeba
          się kontaktować, aby to ustalić?
          • pan-kowalski Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 17:10
            Trudno tu jednoznacznie odpowiedzieć, bo to zależy od gminy i jej
            uchwał. Generalnie z jednostką organizacyjną realizującą zadania
            oświatowe na terenie gminy - czyli m.in. organizującą rekrutację do
            przedszkoli. Może się to nazywać np. Zespołem Ekonomiczno-
            Administracyjnym Szkół.
            • ania1ooo Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 23:05
              Dzięki
            • mayenna Re: przedszkole prywatne czy państwowe 28.08.10, 09:28
              U mnie jest coś takiego jak referat edukacji w UM.
      • laura_fairlie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 12:23
        Raz już zaszantażowała mojego partnera, że jak w danym miesiącu on
        nie
        > zapłaci za przedszkole, to ona dziecka nie pośle i jeśli dobrze
        pamiętam, to
        > zapłacił.
        Obawiam się, że jest to kwestia, że jej kasy nie styka. Czy ma jej
        za mało, czy za dużo wydaje - to już inna sprawa.

        Chyba edukacja dzieci to bardzo ważna rzecz i powinni o nie
        > decydować rodzice. Dzieci były na konsultacji u psychologa, ta
        zmiana nie jest
        > dla nich dobra
        Rozumiem, że ona zmienia przedszkole bez konsultacji, a wy bez
        konsultacji ciągacie dzieci do psychologa celem udowodnienia zła
        wszelakiego.
        Pan powinien iść do pani i się spytać: co, gdzie , kiedy. A
        najlepiej, jakby odpowiedź miał na piśmie. Ale to powinien
        załatwiać tata, a nie ty. Jeśli zaś on przejawia zerowe chęci
        komunikacyjne lub jest agresywny - nie dziwi mnie sytuacja.
        Może pomogłyby jakieś mediacje?
        • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 13:12
          Skąd wiadomo, że tata robi sie w stosunku do mamy agresywny?
        • ania1ooo Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 15:55
          Co do pójścia i porozmawiania, już pisałam, że się nie da. Tego samego dnia, gdy
          mu syn o tym powiedział, to pojechał do niej jak już położyła dzieciaki spać,
          żeby porozmawiać. Nie wpuściła go, wezwała policję i w obecności policjantów
          oświadczyła, że to nie jego sprawa, co robi z dziećmi i że mu nie powie, gdzie
          je zapisała. Więc jeśli chodzi o odpowiedź na piśmie, to trudno od niej taką
          wydobyć, ale notatka policyjna jest. Nie jest agresywny i chce się komunikować,
          ale na jego gesty dobrej woli, ona reaguje tego typu zagrywkami.
          • kowalka33 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 17:53
            Wiesz własciwie to trochę twoja wina, w sumie ktoś w życiu ci numer wykręci nie
            martw się i nie masz troszkę wyrzutów sumienia. Jak popatrzeć na posty twojego
            misia i rzeczy które wypisuje o ex-to musisz wiedzieć ze są siebie warci,
            totalnie uzależnieni od siebie, wojnę toczyć będą z 10 lat a na koniec się
            zejdą. Emocje ex może ochłoną , to jednak szok zostać zdradzonym porzuconym
            dwoje małych dzieci na dodatek to musi potrwać...
      • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 14:18
        Skoro, jak deklarowałaś w poprzednich postach, dla Ciebie i Twego partnera
        najważniejsze jest dobro dzieci, przeczytaj uważnie post Tri i wyciągnij
        wnioski. Bo relacji małe dzieci-matka-ojciec nie da sie lepiej opisac:
        forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115692395,115806445,Dlaczego_rzeczywista_szkoda_.html
        • only.elvie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 27.08.10, 14:55
          nangaparbat3 napisała:
          > Skoro, jak deklarowałaś w poprzednich postach, dla Ciebie i Twego partnera
          > najważniejsze jest dobro dzieci, przeczytaj uważnie post Tri i wyciągnij
          > wnioski. Bo relacji małe dzieci-matka-ojciec nie da sie lepiej opisac:
          >
          rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115692395,115806445,Dlaczego_rzeczywista_szkoda_.html

          W skrócie - ojciec po rozwodzie, szczególnie w przypadku zdrady, ojciec' dla
          dobra dzieci' powinien zamknąć japę i ograniczyć swoją rolę do dawania kasy.

          A dlaczego powinien? Bo 'toczy wojnę z matką'. A dlaczego toczy wojnę? Bo ona
          odgrywa się na nim za pomocą dzieci smile Jakie to urocze - ona może postępować nie
          fair, ba - dodatkowo krzywdzić dzieci odcinając je od ojca a on na tę
          krzywdę w imię 'dobra dzieci' ma się godzić!

          Boszzz... co za porąbana logika!
          • nangaparbat3 streszczenie 27.08.10, 15:12
            NIe zdarzyło mi sie czytac streszczenia równie nieprzystającego do tekstu.
            Zresztą pięknie to się wpisuje w wątek rozpoczęty dzisiaj przez Adarię.
            • only.elvie Re: streszczenie 27.08.10, 15:15
              nangaparbat3 napisała:
              > NIe zdarzyło mi sie czytac streszczenia równie nieprzystającego do tekstu.
              > Zresztą pięknie to się wpisuje w wątek rozpoczęty dzisiaj przez Adarię.

              Przyganiał kocioł garnkowi - poczytaj sobie Twoje pełne 'dobrych emocji' posty ;P
              • nangaparbat3 Re: streszczenie 27.08.10, 16:25
                Cos pisałam o moich dobrych emocjach? O ile mnie pamięc nie myli, pisałam że
                jestem wkurzona i wściekła.
    • tricolour Pytanie do Ania1000... 27.08.10, 18:51
      ... czy to prawda, że jestes partnerką (co za bezduszne słowo!) Michszyba?
      • ania1ooo Re: Pytanie do Ania1000... 27.08.10, 23:17
        Sądzę, że tak duże zainteresowanie moim wątkiem, wynika wyłącznie z
        podejrzenia, że jestem partnerką Michszyba. Nie będę więc tego
        komentować, aby nie stracić zainteresowniawink.
        • pan-kowalski Re: Pytanie do Ania1000.. 27.08.10, 23:42
          To dobrze, że wizyta policji skończyła się spisaniem notatki co do
          stanowiska rodziców, ale postaraj się hamować emocje swojego
          partnera w podobnych sytuacjach. Przyjeżdżanie wieczorową porą w
          celu wyjaśniania kwestii spornych nie jest dobrym rozwiązaniem
          (pownienien poczekać na możliwość porozmawiania z nią na neutralnym
          gruncie, ewentualnie przy okazji terminu kontaktu) i matka tylko
          czeka na takie okazje, grając na wyprowadzenie Twojego partnera z
          równowagi, żeby w swoim czasie w ten czy inny sposób wykorzystać to
          w sądzie.
          Nie lekceważcie jej determinacji w dążeniu do powolnej i
          konsekwentnej eliminacji was z życia dzieci - dzieci są jeszcze
          małe, ona ma czas, ona nie zrezygnuje.
          Być może pesymizm takiej prognozy wyda Ci się mocno przesadzony,
          zwróć tu jednak uwagę na wyrachowanie - decyzję o przeniesieniu
          dzieci do publicznego przedszkola matka musiała podjąć już kilka
          miesięcy temu (z uwagi na obowiązujące tu terminy), czyli w okresie
          kiedy jednocześnie negocjując z ojcem w sądzie wysokość świadczeń
          alimentacyjnych posługiwała się argumentem o kosztach prywatnej
          placówki. Zresztą sama powinnaś rozumieć to lepiej - kobieca
          zapobiegliwość jest jednym ze zjawisk, które niezmiennie wprawiają
          mnie w osłupienie.
          Nie słuchaj też głosów stada życiowych baranków (nie chodzi o osoby
          z forum, baranków pełno wszędzie) poniżających Cię i obwiniających o
          rozpad związku Twojego partnera z matką dzieci. Facet, który przez
          lata kształcił się i mozolnie budował swoją zawodową karierę musiał
          w końcu w pewnym punkcie dojrzeć do szacunku do samego siebie - i z
          perspektywy zajmowanej pozycji społecznej zweryfikować także własne
          małżeństwo, sprzeciwiając się tym samym wizji bycia do końca życia
          popychlem apodyktycznej psychopatki.
          Zrozumiał, że zasługuje na normalną, przyjazną kobietę, taką jak Ty
          i gdyby jego eks była normalna, to siedziałby teraz przy dzieciach i
          czytał im bajki. Nie jesteś niczemu winna, gdyby nie Ty to byłaby
          inna ; -)

          Pzdr,
          • ania1ooo Re: Pytanie do Ania1000.. 28.08.10, 00:06
            Na szczęście policja nie była wezwana z powodu emocji mojego
            partnera. Policjant podobno coś nawet wspomniał o konsekwencjach
            ciągłego bezpodstawnego wzywania policji prze tę Panią.
            A jeśli chodzi o powody rozpadu ich małżeństwa, to ja byłam
            konsekwencją, a nie przyczyną. Ale rozumiem ataki, łatwiej jest
            powiedzieć, że ktoś rozbił nam nasze szczęśliwe małżeństwo, niż, że
            dało się ciała na całej linii i samemu zniszczyło związek.
            A jeśli chodzi o moje pytanie, to dopiero po przejrzeniu tych
            wszystkich kąśliwych uwag dociera do mnie, w jak beznadziejnej
            sytuacji znajdują się ojcowie w naszym społeczeństwie. Jakie to
            szczęście, że jestem kobietąwink
            • kowalka33 Re: Pytanie do Ania1000.. 28.08.10, 08:14
              Jasne , tak samo można powiedzieć, że włazenie w cudze buty i mieszanie się w
              cudze zycie to zawsze konsekwencja że ktoś cos rozwalił i to nic złego...Aniu to
              jest coś złego, trzeba myśleć że zostaje ktoś w tym układzie skrzywdzony, ze
              zostaje dwoje małych dzieci, że twoja sytuacja nie będzie nigdy doskonała, ze
              alimenty, podziały majatku kiedyś cię tam dopadna. Na razie dopadają wyrzuty
              sumienia twojego misia. I jeszcze jedno , ja cały czas mam wrazenie że oni
              siebie są warci, że są podobni tak samo emocjonalni że właściwie to ten konflikt
              daje im coś jakie poczucie zadowolenia, ze bez tej wojny bez siebie nie potrafią
              zyć. Nie wiem na ile Michszyb zapewnia cię o miłosci ale wiem ze naty forum
              bardzo się wahał kiedyś, nawet niedawno przyznawał ze moze cos spieprzył
              • ania1ooo Re: Pytanie do Ania1000.. 28.08.10, 10:33
                Ok, masz rację. Rozwód to nie zawsze zgodna decyzja dwojaga ludzi i
                ktoś może czuć się skrzywdzony. Ale wybacz, dlaczego ja miałbym być
                temu winna? Każdy z nas wie, w jakim związku żyje. Jeśli coś jest
                nie tak, to zawsze można naprawiać, zmieniać.
                Gdy rozpadł się mój związek, to starałam się zrozumieć dlaczego. Nie
                szukałam winnych, a przecież jacyś by się znaleźli, np. koledzy i
                koleżanki z pracy, teściowie, rodzeństwo, kochanka, pies... i tak
                można wyliczać. Wypaliliśmy się i żadne z nas nie podjęło trudu,
                żeby to naprawić - reszta to juz konsekwencje. Teraz jestem bogatsz
                o te doświadczenia. Wiem, że nie czynią one mojego związku
                niezniszczalnym, ale daja mi pewną przewagę.
                Jeśli rozpadnie się mój obecny związek, to wątpię, żeby powodem była
                ex mojego faceta.
                • eutherpe Re: Pytanie do Ania1000.. 28.08.10, 12:42
                  Chyba coś tutaj ktoś kręci. O ile sobie przypominam Mich pisał o Pani już w
                  trakcie trwania małżeństwa.
              • fituq Kowalka 28.08.10, 12:19
                kowalka33 napisała:

                > Jasne , tak samo można powiedzieć, że włazenie w cudze buty i mieszanie się w
                > cudze zycie to zawsze konsekwencja że ktoś cos rozwalił i to nic złego...Aniu t
                > o
                > jest coś złego, trzeba myśleć że zostaje ktoś w tym układzie skrzywdzony, ze
                > zostaje dwoje małych dzieci, że twoja sytuacja nie będzie nigdy doskonała, ze
                > alimenty, podziały majatku kiedyś cię tam dopadna. Na razie dopadają wyrzuty
                > sumienia twojego misia. I jeszcze jedno , ja cały czas mam wrazenie że oni
                > siebie są warci, że są podobni tak samo emocjonalni że właściwie to ten konflik
                > t
                > daje im coś jakie poczucie zadowolenia, ze bez tej wojny bez siebie nie potrafi
                > ą
                > zyć. Nie wiem na ile Michszyb zapewnia cię o miłosci ale wiem ze naty forum
                > bardzo się wahał kiedyś, nawet niedawno przyznawał ze moze cos spieprzył



                Kowalka, naiwna jesteś doszukując się tu uczuć wyższych. Ta osoba już szybko
                zaciążyła
                za swoim ukochanym, chce jego i koniec i posunie się do
                wszystkiego by tego dopiąć, bezwzględnie jak wcześniej, nie oglądając się na
                jego rodzinę i małe dzieci które były. Będzie go trzymać wspólnym dzieckiem
                przy sobie i nakręcać przeciwko żonie podtrzymując chęci do odebrania żonie
                dzieci. Doskonale wie, że facet ma hopla na punkcie tych dzieci więc jedyne co
                może ugrać to szczuć go na żonę i sączyć truciznę o złej matce.
                • eutherpe Re: Kowalka 28.08.10, 12:35
                  Ludzie-jakie wyższe uczucia.O nich pięknie tylko u pisarzy i to nie
                  wszystkich.Pani Ania pisze o obecnym partnerze- mój facet.Mój.( Ci on).Czujecie
                  tutaj uczucie?Nie nam jednak oceniać( bo zaraz znajdą się przeciwne
                  głosy).Zadała pytanie i temat winien być zakończony.Mają pieniądze, wiją
                  gniazdko, najlepiej gdyby jeszcze podebrać maluchy okrutnej żonie, która kipi
                  jadem i mści się dziećmi.
                  Wszystkiego dobrego Michu i Anno-staraj się widzieć w matce dzieci człowieka i
                  matkę, bo kiedyś nią zostaniesz. A będzie wam wszystkim o niebo łatwiej.
                • nangaparbat3 Re: Kowalka 28.08.10, 12:37
                  Zawsze jest nadzieja, ze małe dziecko skupi na sobie uwagę i matki, i ojca. Nie
                  ma pewności, ale jest szansa na poprawę sytuacji.
    • nangaparbat3 Re: Na opiekę może liczyć? 27.08.10, 20:03
      Trzeba byc bardzo naiwną by wierzyc, że ktoś kto w towarzystwie jednych osób
      bluzga i opluwa, w towarzystwie innych bedzie zawsze spokojny i opanowany.
      • only.elvie Re: Na opiekę może liczyć? 27.08.10, 20:55
        nangaparbat3 napisała:
        > Trzeba byc bardzo naiwną by wierzyc, że ktoś kto w towarzystwie jednych osób
        > bluzga i opluwa, w towarzystwie innych bedzie zawsze spokojny i opanowany.

        A widzisz koleżanka zawsze spokojna nie jest. Potrafi natomiast opanować się na tyle, żeby prowadzić w miarę normalną rozmowę. W dużej mierze właśnie dlatego, że 'nabluzgała' się gdzie indziej.
    • ania1ooo Re: przedszkole prywatne czy państwowe 28.08.10, 00:48
      Co do kwestii poruszanej przez wiele osób, to nie wiem skąd macie
      informcje o niskich dochodach byłej żony mojego faceta. Z tego co ja
      się orientuję zarabia ok. 5 tyś. miesięcznie. Może nie jest to jakoś
      rewelacyjnie dużo, ale da się żyćwink
      • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 28.08.10, 00:53
        No ba, dzieki Nandze nie tylko wiemy jaki ona ma zawód ale tez jakie ma dochody
        ....panie na forum wiedzą wszystko, a jak nie wiedzą to i tak sie wypowiedzą wink
        • eutherpe Re: przedszkole prywatne czy państwowe 28.08.10, 10:37
          Może zmieńmy ideę forum i zacznijmy pomagać obecnym konkubinom i
          konkubentom.?Miś już osłabł w walce więc wystawił dzielną Atenę z przysłodkimi
          tekstami o pomocy dzieciom. Zal mi tej byłej zony i dzieciaków. Naprawdę.
          Mam nadzieję ANNO że nigdy nie zostaniesz pozostawiona z dwójką małych dzieci.
          • only.elvie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 28.08.10, 11:13
            eutherpe napisała:
            > Może zmieńmy ideę forum i zacznijmy pomagać obecnym konkubinom i
            > konkubentom.?Miś już osłabł w walce więc wystawił dzielną Atenę z przysłodkimi
            > tekstami o pomocy dzieciom. Zal mi tej byłej zony i dzieciaków. Naprawdę.
            > Mam nadzieję ANNO że nigdy nie zostaniesz pozostawiona z dwójką małych dzieci.

            A może zmienimy ideę forum i jak dorośli zaczniemy oddzielać kwestie eksmałżonków od kwestii dzieci?

            W wątku maglowana jest imo bardzo ważna kwestia - czy zdradzona eks-żona może dowolnie rozporządzać dziećmi wedle swojego uznania, bo została 'sama'? Czy zdrada eks-męża pozbawia go prawa do dzieci?
            • eutherpe Re: przedszkole prywatne czy państwowe 28.08.10, 11:26
              Może oddzielny sprawę konkubina i była żona o zostawmy tą sprawę rodzicom dzieci.
              • only.elvie Re: przedszkole prywatne czy państwowe 28.08.10, 11:30
                eutherpe napisała:
                > Może oddzielny sprawę konkubina i była żona o zostawmy tą sprawę rodzicom dzieci.

                A czy gdyby ten sam wątek założył ojciec dziecka to porada odnośnie co można zrobić byłaby inna? Gdyby wątek ten założyła babcia dzieci też inna?
            • tricolour Oczywiście, że zdrada małżonka.. 28.08.10, 12:43
              ... nie pozbawia go praw do dzieci.

              Jednak w przypadku zdrady stawia zdradzającego w wyjątkowej sytuacji
              poprzez krzywde wyrządzoną i matce, i dzieciom. Inaczej wyglądają kontakty
              gdy rodzice rozchodzą się w zgodzie, a inaczej gdy jedno krzywdzi
              drugiego. Należy dostosować swoje zachowanie (sprawcy) do sytuacji, która
              się wytworzyło, a wszególności należy uszanować cierpienie jeśli jest się
              powodem tego cierpienia.

              Tymczasem nie ma tu takiego zrozumienia. Partner Anki jedzie umawiać coś z
              ex wieczorem, gdy dzieci już śpią. Ja bym najpierw zatelefonował i
              przeprosił, że przerywam wieczór i spróbował umówić się na dogodny termin,
              a nie jechał NATYCHMIAST załatwiać sprawę. Nie dziwię się, że matka nie
              wpuściła intruza, co ten - dureń - odebrał jako niechęć do kontaktu w
              sprawie dzieci, nie widząc przy tym, że sam zachowuje się w sposób
              absolutnie nie do przyjęcia. Jest więc tak, że ojciec ma prawo do dzieci,
              ale swoim zachowaniem depcze to prawo i jeszcze biadoli (wraz z kochanką)
              że podeptane.
              • only.elvie Re: Oczywiście, że zdrada małżonka.. 28.08.10, 12:50
                tricolour napisał:
                > Tymczasem nie ma tu takiego zrozumienia.

                Nie - po prostu niektórzy nie potrafią odróżnić zrozumienie i współczucie dla
                zdradzonej kobiety od zgody na odgrywanie się za pomocą dzieci.
                • tricolour Ja mam inna opinię... 28.08.10, 12:59
                  ... zbudowaną na cytowanych przez Micha mailach jego żony. To były bardzo
                  rzeczowe i asertywne listy, które Mich odbierał jako agresywny atak choć
                  nim nie był (możesz poczytać w archiwum jeśli masz cierpliwośc szukać). Im
                  bardziej spokojnie pisała jego żona tym Mich się bardziej wściekał - jak
                  typowy przemocowiec.

                  Więc gdy on pisze, że żona się nad nim odgrywa dziećmi, to - w świetle
                  jego wyzwisk oraz spokoju tejże żony - ja mu za grosz nie wierzę. Sam jest
                  powodem mojej niewiary. Wypychając na dodatek kochankę, by załatwiła jego
                  sprawę tylko utwierdza mnie w przekonaniu.
                  • ekscytujacemaleliterki Re: Ja mam inna opinię... 28.08.10, 13:06
                    Tri,
                    powiedz tak szczerze, czy fakt,że Mich zdradzał żonę, walczył z nią na noże,
                    oboje zrobili z rozwodu, prawa do dzieci hardcore - upoważnia byłą żonę Micha do
                    tego, żeby bez konsultacji z nim ( przypominam - oboje mają pełnię praw
                    rodzicielskich ) zmieniać przedszkole? Zabierać dzieci na wakacje i nie
                    dotrzymywać terminu i miejsca spotkania z ojcem i zabrania dzieci na wakacje z nim?
                    No powiedz szczerze?
                    To, że był złym mężem nie znaczy, że jest złym ojcem. Czyż nie?
                    • eutherpe Re: Ja mam inna opinię... 28.08.10, 13:10
                      Hehe.Wracamy do punktu wyścia.
                      Kto upoważania tak szczerze konkubinę Micha do wtrącania się w dzieci jego i
                      jego byłej żony. Tak można pisać i pisać.Nikt nie jest w ich sytuacji i tylko
                      Matka dzieci wie tak naprawdę dlaczego to zrobiła.Możemy jedynie domyślać się
                      znając milion wątków Miśka i jego zachowanie.
                      • only.elvie Re: Ja mam inna opinię... 28.08.10, 13:14
                        eutherpe napisała:
                        > Matka dzieci wie tak naprawdę dlaczego to zrobiła.Możemy jedynie domyślać się
                        > znając milion wątków Miśka i jego zachowanie.

                        Czyli jednak opcja matki-właścicielki. Super!
                    • tricolour Litety, ma prawo... 28.08.10, 13:46
                      ... bez konsultaji jechac na wakacje kiedy chce. Może zabraniać jechać
                      dziecku na wakacje kiedy wyczytuje na forum, że ojciec chce jechać z
                      kochanką i dziećmi. Ma prawo zmieniać przedszkole na dowolne jeśli czyta
                      na forum, że tatuś wraz z kochanką zastanawiają się nad tym jak pozbawić
                      matkę dzieci.
                      • z_mazur Kolejny błąd 28.08.10, 13:57
                        Czy chęć przejęcia opieki nad dzieckiem jest "pozbawianiem dziecka" dziecka?

                        Jeśli tak, to właśnie matka pozbawia ojca dzieci w tym przypadku.

                        A zapomniałem, że matka może pozbawić ojca dzieci.

                        I na jakiej podstawie miałaby mieć prawo do zabraniania wyjazdu dzieci z ojcem i kochanką? Szczególnie w momencie gdy dzieci mają świadomość, że ojciec mieszka i żyje z tą drugą kobietą.
                        • tricolour Nie dojdziemy do porozumienia... 28.08.10, 14:06
                          ... jeśli manipulujesz usuwając część mojej myśli.

                          Gdybyś zadał pytanie, odnoszące się do mojej wypowiedzi: "Na jakiej
                          podstawie miałaby mieć prawo do zabraniania wyjazdu dzieci z ojcem i
                          kochanką wiedząc, że ojciec wraz z kochanką zastanawiają się nad
                          odebraniem matce dzieci" to wyszedłbyś na kretyna.

                          Nie chcesz wyjść więc manpulujesz treścią mojej wypowiedzi i sam potem
                          piszesz, że to błąd.

                          No, błąd.
                          • z_mazur Re: Nie dojdziemy do porozumienia... 28.08.10, 14:19
                            Jeśli piszemy konkretnie o Michszybie, a tak jest. To wyjazd na wczasy miał miejsce po rozprawie rozwodowej i wyroku w którym sąd powierzył opiekę nad dziećmi matce, więc nie było już mowy o zastanawianiu się nad odebraniem dzieci.

                            Potem to już było tylko zastanawianie się, jak wyegzekwować od matki respektowanie wyroku sądu, który ona notorycznie łamie.

                            Ale jak się nie chce tego widzieć, to się tego nie zobaczy i się będzie zasłaniało jej postępowanie, a to wydumanymi lękami, a to emocjami, a to dla odmiany racjonalnymi przesłankami.

                            Gdyby rzeczywiście kontakt z ojcem był dla dzieci taki szkodliwy, jak starasz się to pokazać. Gdyby matka rzeczywiście była w stanie wykazać, że zachowania ojca, nie mają na celu sprawowania opieki nad dziećmi, tylko są sposobem na dopieczenie jej, to sąd w wyrokku IMHO nie wyznaczyłby możliwości kontaktu z dziećmi w tak dużym zakresie. Dwa pełne weekendy w miesiącu i kilka popołudni w tygodniu.

                            Ale ten fakt, ponieważ jest dla Ciebie niewygodny, skrupulatnie omijasz.

                            Jak już pisałem, Michszybowi była żona wisi pewnie kalafiorem i pewnie nawet nie pomyślałby o niej i o wojnie z nią, bo po co mu ona. Co pewnie byłoby dla byłej żony nie do zniesienia, bo jak wtedy miałaby z nim toczyć wojnę, w której mogłaby się na nim odegrać, za rzeczywiste, lub bardzo możliwe że tylko wyimaginowane przez nią krzywdy. Niestety mają wspólne dzieci, na których michszybowi zależy.

                            No i tu ex żona dostaje świetną broń do ręki w dokopywaniu byłemu mężowi.
                            • tricolour Ja coś skrupulatnie omijam? 28.08.10, 14:26
                              Ja ma w dupie Micha, jego kochanke i jego dzieci. Gdy mi się coś
                              przypomni, to napiszę, a gdy mi się nie przypomni to wcale nie oznacza, że
                              to skrupulatnie omijam.

                              Teraz mi się przypomniało, że ten sam sąd, co dał tak wiele czasu na
                              opieke na dziećmi powiedział także, że ten cały Mich i jego żona słabo
                              nadają się na rodziców. No więc jedno warte drugiego, całe tałatajstwo
                              należy omijać z daleka.

                              I to chyba tyle w tym temacie, bo sobota i słońce wyszło zza chmur...
                              • only.elvie Re: Ja coś skrupulatnie omijam? 28.08.10, 14:40
                                tricolour napisał:
                                > No więc jedno warte drugiego, całe tałatajstwo
                                > należy omijać z daleka.

                                Skoro jedno warte drugiego to czemu jedziesz po nim a jej broisz?

                            • dusinka1 Kłamiesz i manipulujesz 28.08.10, 14:57
                              z_mazur napisał:

                              > Potem to już było tylko zastanawianie się, jak wyegzekwować od matki respektowa
                              > nie wyroku sądu, który ona notorycznie łamie.


                              Notorycznie łamie??

                              Nawet obecna partnerka michszyba przyznala kiedyś, że ex-żona, poza
                              sporadycznymi przypadkami, przestrzega wyroku sądu. Ale ty już ją osądziłeś i
                              skazałeś i teraz przypniesz jej łatę tej, która nie przestrzega zapisow z wyroku
                              rozwodowego odnośnie dzieci. Wymysliłeś cos sobie, podpiąłeś pod jakies swoje
                              fobie i spinasz się by zmusić innych by w twoją wersją uwierzyli.
                              • z_mazur Nie kłamię i nie manipuluję :) 28.08.10, 15:20
                                Jeśli dla mnie ktoś co miesiąc wrzuca kolejny przykład na to, że druga strona złamała ustalenia, to dla mnie jest to notoryczne łamanie ustaleń.

                                Dla Ciebie to może być sporadyczne.
                                • z_mazur Na dodatek... 28.08.10, 15:23
                                  ... te łamanie ustaleń, o których tu cały czas piszemy, nie dotyczy jakichś błahostek, tylko fundamentalnych kwestii.

                                  Pewnie o pierdołkach, to się nawet pisać już nie chce.
                                • dusinka1 Zacytuj 28.08.10, 15:26
                                  Zacytuj wyrok sądu i listę tych comiesięcznych łamań ustaleń, których tu tak
                                  wiele znalazleś.

                                  Czekam.
                                  • z_mazur Re: Zacytuj 28.08.10, 15:43
                                    W zeszłym miesiącu złamana kwestia ustaleń odnośnie przekazania dzieci w ramach wczasów. W tym miesiącu kwestia przedszkola.

                                    Jest co miesiąc? smile

                                    Nie chce mi się szukać dalej w przeszłości, ale Michszyb, mniej więcej co miesiąc pojawia się z kolejnym postem o kolejnym złamaniu jakichś ustaleń.

                                    A rozwód i ustalenia miały miejce raptem parę miesięcy temu.
                                    • dusinka1 Re: Zacytuj 28.08.10, 15:55

                                      z_mazur napisał:

                                      > W zeszłym miesiącu złamana kwestia ustaleń odnośnie przekazania dzieci w ramach
                                      > wczasów.


                                      Czy złamała ustalenia sądowe? Nie.
                                      Co najwyżej jakies ich wzajemne ustalenia, co mogły wcale nie być ustalone a
                                      jedynie rzucone w przestrzeń i oczekiwane, że druga strona się dostosuje.

                                      Więc kłamiesz i manipulujesz, że łamane są ustalenia sądowe. Bo sądowe są
                                      przestrzegane, co nawet obecna partnerka stwierdza, a szwankuje to co zawsze
                                      czyli ich wzajemna komunikacja.
                                      • z_mazur Re: Zacytuj 28.08.10, 16:51
                                        No tak, raz łamie wzajemne ustalenia, za chwilę sądowe. Zresztą łamiąc wzajemne ustalenia doprowadziła do sytuacji, w której Michszyb stracił co najmniej jeden dzień z sądowych ustaleń, więc to Ty manipulujesz dowolnie interpretując fakty.
                      • ekscytujacemaleliterki Re: Litety, ma prawo... 28.08.10, 13:59
                        Nie Tri,
                        nie ma prawa jechać na wakacje z dziećmi w terminie który należy się ojcu.
                        Nie ma prawa brać pieniędzy za przedszkole prywatne jeśli przeniesie dzieci do
                        państwowego.
                        I ma obowiązek konsultowania z ojcem dzieci ich edukacji.
                        Za to ma pełne prawo powiedzieć aktualnej partnerce swojego byłego męża, żeby
                        trzymała się od jej dzieci z daleka.
                        A i oczywiście ma pełne prawo żeby nie chcieć nigdy w życiu, widzieć na oczy
                        osoby, która bez względu na to czy była konsekwencją, przyczyną czy jeszcze
                        czymś innym a w rzeczywistości kochanką,która dołożyła cegiełkę do rozbicia jej
                        rodziny.

                        A jeśli tatuś ze swoją partnerką ( już nie kochanką bo jest po rozwodzie ) chce
                        odebrać matce dzieci to wręcz głupotą ze strony matki jest nie trzymanie się
                        postanowień sądu.
                        • tricolour Coś Ty pisała... 28.08.10, 14:12
                          ... o swoim facecie, z którm miałaś żyć szczęśliwa, po tym jak machnął
                          bachora jakiejś kobiecie? Że kurwa?

                          Nie chciałaś konsultować z bliskim, Ci człowiekiem edukacji jego dziecka?

                          smile
                          • ekscytujacemaleliterki Re: Coś Ty pisała... 28.08.10, 14:57
                            Jego Tri, nie Naszego wspólnego, tylko jego.
                            I dlatego piszesz o moim BYŁYM facecie, i edukacja jego dziecka mi wisi i powiewa.
                            A jeśli bym podjęła inną decyzję, została z nim to nawet by mi do głowy nie
                            przyszło, żeby cokolwiek konsultować z nim odnośnie JEGO dziecka.

                            I chyba wyraziłam się również jasno co sądzę o tym co zrobiła aktualna partnerka
                            Micha i o tym, że wara jej od nie swoich dzieci.
                            Co nie zmienia faktu, że Mich jest ich ojcem i prawo do nich ma.

                            A jeśli dalej do mnie pijesz to powiem tyle, że mnie gucio dziś obchodzi mój ex,
                            pani co z nią sypiał i dziecię co zrobił też mnie mało obchodzi.

                            Acha i nie rzucaj mi tu kooorwami bo Cię wytnę tongue_out.
                            • tricolour I to jest właśnie najważniejsze... 28.08.10, 15:03
                              ... "powiem tyle, że mnie gucio dziś obchodzi mój ex, pani co z nią sypiał
                              i dziecię co zrobił też mnie mało obchodzi".

                              Gdyby ten cały Mich miał tyle oleju w głowie, co Ty, i poczekał tyle czasu
                              co Ty - to by jego była żona miała takie samo zdanie.
                              • only.elvie Re: I to jest właśnie najważniejsze... 28.08.10, 15:09
                                tricolour napisał:
                                > Gdyby ten cały Mich miał tyle oleju w głowie, co Ty, i poczekał tyle czasu
                                > co Ty - to by jego była żona miała takie samo zdanie.

                                Tyle, że on ma głęboko eks-żonę ale nie ma tam swoich dzieci. Ty tak zrobiłeś - odpuściłeś sobie dziecko - inni tego nie chcą i dlatego są Ci 'źli'? Bo nie zrobili tego co Ty?
                                • tricolour Nie odpuściłem sobie dziecka... 28.08.10, 15:20
                                  ... wymyśliłaś kretyński wniosek (bo nie zrobili tego co Ty) i próbujesz
                                  podeprzeć go kłamstwem.
                              • ekscytujacemaleliterki Re: I to jest właśnie najważniejsze... 28.08.10, 15:54
                                A i tu się z Tobą zgodzę.
                                Machał jeszcze wtedy żonie przed oczami, jeszcze wtedy kochanką, nie odpuścił,
                                nie dał dojść do siebie zranionej kobiecie.
                                Ale prawo akurat kwestii emocjonalnych nie reguluje więc skoro Mich wywiązuje
                                się z ustaleń sądu, choćby przez płacenie alimentów to jego była żona powinna
                                również się z tego wywiązywać.

                                Widzisz ja doskonale rozumiem byłą żonę Micha.
                                Na jej miejscu ciągle miałabym ochotę tasakiem w Ania100 rzucić ale ....
                                dlaczego mam krzywdzić własne dzieci?

                                Nie wiem co na to prawo ale chyba można załatwić żeby się obca baba z dziećmi
                                nie spotykała. A i z Michem gadać nie musi, może sobie pełnomocnika znaleźć.
                                Dla dzieci, bo wiesz, Mich często piszę, że chłopcy są z nim emocjonalnie związani.
                                • zabelina Re: I to jest właśnie najważniejsze... 28.08.10, 16:12
                                  ekscytujacemaleliterki napisała:


                                  > Widzisz ja doskonale rozumiem byłą żonę Micha.
                                  > Na jej miejscu ciągle miałabym ochotę tasakiem w Ania100 rzucić ale ....
                                  > dlaczego mam krzywdzić własne dzieci?
                                  >
                                  > Nie wiem co na to prawo ale chyba można załatwić żeby się obca baba z dziećmi
                                  > nie spotykała.

                                  Nie ma takiej prawnej możliwości, aby dzieci Michszyba nie kontaktowały się z jego obecną partnerką. Zresztą sama uważam, że tworzyłoby to następną chorą sytuację. Z tego co wywnioskowałam z postów, partnerka ta spodziewa się dziecka, czyli przyrodniego rodzeństwa dzieci. Jedyną kwestia w tej całej sprawie jest umiejętność zrozumienia przez Michszyba i jego partnerkę nadal miotających jego eks emocji. Michszyb nadal jest ojcem, ma ustalone stosunkowo częste kontankty z dziećmi i w jego relacji z nimi prawdopodobnie nic nie zaszkodzi. Potrzeba czasu, czasu dla jego żony. I Ty Litery akurat doskonale o tym wiesz.
                                  I obojętnie co Mazur na ten temat sądzi, Michszyb jest w tej chwili na pozycji wygranej, gdyż to on ma obok siebie kochającą i na dodatek dość ślepo w niego wpatrzoną partnerkę. To on sobie już układa swoje życie. Daję głowę, że eks uważa siebie w tej chwili za osobę życiowo przegraną.
                                  Czy to jest takie trudne dla Michszyba znależć trochę wyrozumiałości dla było-nie było osoby, która kiedyś bardzo kochał?
                                  • ekscytujacemaleliterki Re: I to jest właśnie najważniejsze... 28.08.10, 16:26
                                    "Potrzeba czasu, czasu dla jego żony."
                                    Amen.

                                    i ja to milion razy Michowi pisałam.
                                    Swoim uporem jedno i drugie uderza w dzieci.
                                    I mają jak w banku, że będzie to niosło konsekwencje w przyszłości.
                                    Rozwód dla dziecka to zawsze przeżycie, a rozwód z szarpaniem takim jak u Micha
                                    pozostawi trwałe ślady na psychice.
                                  • z_mazur Tiaaaa 28.08.10, 16:59
                                    Minęły dwa lata od ich rozstania, a wy ciągle usprawiedliwiacie jej zachowania emocjami i tym podobnymi bzdurami.

                                    Ile jeszcze ma upłynąć?

                                    Zresztą Tri tutaj niechcący przypomniał, że eks żona potrafi (jak chce) zachować zimną krew i opanować emocje, więc jak to się ma do jej wizerunku biednej skrzywdzonej i reagującej emocjonalnie?

                                    Dla mnie jej działania na każdym kroku zdradzają zimną premedytację.

                                    Choćby wakacje dzieci. Wiedziała, że i tak pojadą z ojcem i na to za bardzo nic nie mogła poradzić, to z premedytacją utrudniła na tyle na ile się dało ich przekazanie. Przecież od wyroku minęło wtedy parę tygodni. Wystarczająco czasu, żeby opanować emocje.

                                    Teraz kolejna sytuacja z przedszkolem. Takich decyzji nie podejmuje się emocjonalnie. Tu się planuje, wybiera przedszkole, załatwia formalności, to wszystko trwa.

                                    A wy ciągle, że biedna skrzywdzona, zraniona, reaguje emocjonalnie.

                                    Dla mnie cały ten opis jej zachowań doskonale ujął Michszyb tytułując jeden z założonych przez siebie wątków.
                                    • kasiamasia Szcescliwi czasu nie licza Re: Tiaaaa 28.08.10, 22:38
                                      > Minęły dwa lata od ich rozstania, a wy ciągle usprawiedliwiacie jej zachowania
                                      > emocjami i tym podobnymi bzdurami.
                                      >
                                      > Ile jeszcze ma upłynąć?

                                      Chyba sie starzeje ale to chyba nie dwa lata jeszcze:
                                      Jezeli dobrze pamietam Mich wyprowadzil sie
                                      "juz na stale" z rodzinnego domu w 2009 roku
                                      koniec sierpnia lub wrzesien!!!!(czyli mniej niz rok)
                                      do gniazdka uwijanego z "kochanka".......
                                      A sam rozwod mial miejsce w lutym lub marcu
                                      (z apelacja do niego)
                                      I jezeli dobrze pamietam Mich sam sie przyznawal tutaj
                                      ze "wiernoscia" zonie to za bardzo nie grzeszyl
                                      juz od dlugiego czasu.....
                                      I obecna pani/kochanka/partnerka byla tez tylko skokiem w bok
                                      dla seksu, na ktoryms z wyjazdow sluzbowych.
                                      I "wielka milosc" z nia pokrywala sie czasowo z ciaza i pologiem
                                      jego zony z drugim dzieckiem.....
                                      Z praca Micha (lekarz i jego dyzury), z czasem spedzanym z kochanka
                                      gdzie w tym wszystkim byla ta ogroma ilosc czasu, jaka spedzal z
                                      dziecmi!!!!(przed wyprowadzka z domu).
                                      Tak Mich wyprowadzil sie juz z domu tymczsowo wczesniej
                                      ale z tego co pisal to wrocil do domu szybko i z podkolonym ogonem
                                      blagajac zone o szanse powrotu.........
                                      Tak bardzo sie w tym czasie staral o uratowanie swojego malzenstwa
                                      ze zapomnial ze obiecal brak spotkan i kontakow z kochanka.....
                                      A potem juz z poczatkiem 2009 roku "radzil sie" na forum co zrobic
                                      jak to byc z kochanka (z ktora sie caly czas spotykal)
                                      , zabrac dzieci i wyrzucic zone z domu......
                                      Robil to w tym samym czasie spiac z zona w tym samym lozu.....

                                      Wyobraz sobie cala sytuacje ze strony "TEJ WREDNEJ Ex-Zony":
                                      po 14 latach bycia ze soba, maz nareszcie zaczyna zarabiac
                                      wieksze pieniadze, jestes w ciazy z drugim dzieckiem......
                                      Masz drugie malutkie dziecko,ktorym sie zajmujesz....
                                      Maz na dyzurach, rozjazdach......ale takze zajety zdradzaniem Cie i
                                      kochankami......
                                      Wina za wszystko co zle w malzenstwie oczywiscie jest zony....
                                      Oczywiscie nie ma w tej calej sytuacji winy kochanki
                                      romansujacej z zonatym facetem i jego zona jest w ciazy i pologu.

                                      Oczywiscie Mich ciagnacy zone przez pieklo emocjonalne przez 3 lata
                                      tez nie popelnil zadnych bledow!!!

                                      Tylko ta wstretna EX!!!!!!
                                      Ciagle robiaca krzywde Michowi........

                                      Tak z_mazur: Ex zona potrzebuje czasu aby ochlonac:
                                      Z tego co wydawalo mi sie to oni koncza cos co trwalo
                                      16-17 lat:
                                      minelo mniej niz rok od jego wyprowadzki
                                      minelo mniej niz pol roku od rozwodu
                                      (pewnie z 1-2 miesiace od prawomocnosci rozwodu)
                                      W dalszym ciagu nie podzielili wspolnego majatku

                                      Jak myslisz bylby odpowiedni czas dla niej zeby mogla ochlanac!!!
                                      Zeby nie byc nachodzona w srodku nocy przez EXmeza?
                                      Zeby moc sie wyciszyc i ulozyc wlasne zycie??

                                      > emocjami i tym podobnymi bzdurami.
                                      >
                                      > Ile jeszcze ma upłynąć?

                                      Z tego co Mich pisze (i jego kobieta)
                                      nie bylo jej jeszcze dane, bo ..........

                                      • nangaparbat3 Szcescliwi czasu nie licza Re: Tiaaaa 29.08.10, 00:11
                                        Nie miałam pojecia, że ta cała historia rozgrywa się kilkanascie lat po slubie.
                                        Przeoczyłam - a teraz jestem w szoku. Przyszło mi do głowy, że jesli mężczyzna
                                        jest z żoną przez kilkanaście lat, a odchodzi, kiedy wreszcie mają dzieci, to
                                        znaczy, że po prostu nie radzi sobie w roli ojca - albo oboje nie radzą sobie w
                                        roli rodziców.
                                      • z_mazur Szcescliwi czasu nie licza Re: Tiaaaa 29.08.10, 11:22
                                        Ok, sprawdziłem.

                                        Michszyb wyprowadził się od żony ponad rok temu.
                                        A rozpad małżeństwa zaczął się już o wiele wcześniej.

                                        To naprawdę wystarczający czas na uspokojenie pierwszych emocji.

                                        Może nie wystarczający do całkowitego powrotu do równowagi, ale na tyle długi,
                                        żeby nie usprawiedliwiać już zachowania żony reakcjami emocjonalnymi.

                                        I powtórzę. Zmiana przedszkola, bez porozumienia z ojcem, to na pewno nie było
                                        działanie emocjonalne, pod wpływem nagłego impulsu i jako takie nie powinno być
                                        usprawiedliwiane.
                                        • nangaparbat3 i to jest błąd 29.08.10, 12:32
                                          > I powtórzę. Zmiana przedszkola, bez porozumienia z ojcem, to na pewno nie było
                                          > działanie emocjonalne, pod wpływem nagłego impulsu i jako takie nie powinno być
                                          > usprawiedliwiane.
                                          >

                                          Ty zakładasz, że zmiana przedszkola nie była spowodowana żadnymi innymi
                                          pobudkami niż chęc dokuczenia ojcu. Dla Ciebie jedyny dylemat, to czy decyzja
                                          byla podejmowana na gorąco, czy na zimno.
                                          Z góry przyjmujesz, ze żadnych innych przyczyn (finansowe, wychowawcze,
                                          organizacyjne) byc nie mogło.
                                          • z_mazur To nie jest błąd 29.08.10, 13:37
                                            Bo niezależnie od przesłanek podjęcia decyzji, to sposób jej realizacji i późniejsze zachowanie jest zupełnie niewłaściwe i na tej podstawie wnioskuję, że główną przesłanką była kontynuacja walki z byłym mężem za pomocą dzieci.
                                        • kasiamasia Szcescliwi czasu nie licza 29.08.10, 16:28

                                          z_mazur napisał:
                                          > Michszyb wyprowadził się od żony ponad rok temu.
                                          > A rozpad małżeństwa zaczął się już o wiele wcześniej.
                                          >
                                          > To naprawdę wystarczający czas na uspokojenie pierwszych emocji.

                                          A ile czasu zostawil Mich zone w spokoju?
                                          Malo tutaj pisal o "najezdzaniu" zony (po wyprowadzce)
                                          bez wstepnego uprzedzenia (bo przeciez jego dom i ma prawo przyjechac kiedy chce
                                          i sie awanturowac z zona lub tesciowa),
                                          o awanturowaniu sie o widzenia z dziecmi
                                          bo przeciez wyslal e-mail o 11 wieczorem......

                                          Z_mazur obarczasz wina z problemy komunikacyjne tylko ex-zone.
                                          A Mich w tym wszystkim jest tym biednym Misiem,
                                          ktorego zona a teraz Ex ciagle policzkuje
                                          A on biedny tylko nastawia kolejny policzek??

                                          A moze wybor przedszkola byl kierowany wzgledami finansowymi:
                                          Mich sam pisal ze utrzymanie domu kosztuje 5000, zona zarabia 2000
                                          Teraz mich placi 2000 na dzieci i 2 000 na utrzymanie majatku wspolnego
                                          plus 2000 zarobku ex( razem 6000 minus utrzymanie domu 5000)
                                          Zostaje ex 1000 na zarcie, przedkszkole , ciuchy i waciki...........
                                          Moze przedszkole jest polozone blizej jej miejsca pracy...???

                                          Slyszymy po raz kolejny od Micha i jego kobiety ciagle pretensje
                                          rozne rzeczy i ludzie po raz kolejny pisza i sugeruja:
                                          zakoncz sprawy, podziel majatek, przestan zajatrzac
                                          daj Ex czas na znalezienie spokoju...........
                                          Ex czuje sie osaczona, przytloczona sytuacja
                                          No ale po co: przeciez Mich pojedzie do Ex
                                          (bez uprzedzenia, bo sie teraz dowiedzial)
                                          poznym wieczorem, skonczy sie wzywaniem policji
                                          awantura w srodku nocy............
                                          No bo przeciez od czasu kiedy Mich zaczal "zmiany w swoim zyciu"
                                          minelo juz tyle czasu ze kazdy powinien sie juz dostosowac i tanczyc jak Michu
                                          chcialby: BO PRZECIEZ ON MUSI BYC SZCZESLIWY!!!!!
                                          A co ze spokojem i szczesciem innych?
                      • only.elvie Pokaż mi to prawo! 28.08.10, 14:36
                        tricolour napisał:
                        > Litery ma prawo...
                        > ... bez konsultaji jechac na wakacje kiedy chce. Może zabraniać jechać
                        > dziecku na wakacje kiedy wyczytuje na forum, że ojciec chce jechać z
                        > kochanką i dziećmi. Ma prawo zmieniać przedszkole na dowolne jeśli czyta
                        > na forum, że tatuś wraz z kochanką zastanawiają się nad tym jak pozbawić
                        > matkę dzieci.

                        Pokaż mi prawo, które pozwala matce dzieci zabronić im jechać na wakacje z ojcem, bo nie podoba jej się z kim pojadą. No pokaż!

                        I co zmiana przedszkola ma do odebrania praw? Potrafisz wytłumaczyć? Bo jak dla mnie takim działaniem pani strzela sobie w stopę albo inaczej - daje eksowi do ręki naładowaną broń przeciw niej smile
                        • nangaparbat3 Re: Pokaż mi to prawo! 28.08.10, 14:50
                          > I co zmiana przedszkola ma do odebrania praw? Potrafisz wytłumaczyć? Bo jak dla
                          > mnie takim działaniem pani strzela sobie w stopę albo inaczej - daje eksowi do
                          > ręki naładowaną broń przeciw niej smile


                          Przesadzasz z tą bronią. Wystarczy, że pani udowodni, że posyłanie dwojga dzieci
                          do prywatnego przedszkola przerasta jej możliwości finansowe.
                          • only.elvie Re: Pokaż mi to prawo! 28.08.10, 14:56
                            nangaparbat3 napisała:
                            > Przesadzasz z tą bronią. Wystarczy, że pani udowodni, że posyłanie dwojga dzieci
                            > do prywatnego przedszkola przerasta jej możliwości finansowe.

                            Co w jednoznaczny sposób określa, że kłamała na rozprawie o alimenty. Nie poinformowała również o zmianie. Kłamstwo i ukrywanie istotnych kwestii to właśnie broń, którą daje eksowi do ręki.
                        • tricolour Prawa sie nie pokazuje... 28.08.10, 14:59
                          ... bo to nie język. Prawo się posiada.

                          Jeżeli nie wyniosłaś z domu - z uczelni, ze środowiska w którym
                          wzrastałaś, z umiejętności stawiania i przestrzegania granic - świadomości
                          swoich praw, to nawet pokazanie języka nie zmieni Twojej świadomości.
                          • only.elvie Re: Prawa sie nie pokazuje... 28.08.10, 15:07
                            tricolour napisał:
                            > Jeżeli nie wyniosłaś z domu - z uczelni, ze środowiska w którym
                            > wzrastałaś, z umiejętności stawiania i przestrzegania granic - świadomości
                            > swoich praw, to nawet pokazanie języka nie zmieni Twojej świadomości.

                            Prawo się pokazuje, jeżeli powołuje się na jego literę, co Ty czynisz.

                            I masz rację - znikąd nie wyniosłam porzucania dzieci przez ojca dla
                            'przestrzegania granic matki'. To akurat Twoje życie i Twoja decyzja. Uszanuj,
                            że inni zdecydowali nie odpuszczać sobie swoich dzieci.
                            • tricolour Ja jestem spolegliwy... 28.08.10, 15:15
                              ... i nawet uszanuje, że niektórzy tak bardzo nie odpuszczają swoich
                              dzieci, że wymęczą te dzieci jak ojciec Micha wymęczył Micha i doprowadził
                              do patologii. Po czym to Mich tak bardzo nie odpuści swoich dzieci, że je
                              zamęczy, byle tylko dzieciom było dobrze wedle Michowego uznania.

                              A jeśli już bardzo chcesz się zajmować moim życiem, to wiedz, że nie mam w
                              Tobie partnera do roztrząsania tematu, o którym nie masz żadnej rzetelnej
                              wiedzy.
                            • dusinka1 Re: Prawa sie nie pokazuje... 28.08.10, 15:24
                              To teraz będziesz jechac personalnie po sytuacji rozmówcy, żeby mu swoje
                              projekcje udowadniac? Argumentów już brakuje?
                              Nikt nie każe ojcu dzieci odpuszczać, tylko mądrze zapewnić im spokojne
                              dzieciństwo. Jeśli uważasz, że ważniejsze jest, by za wszelką cenę zmuszać matke
                              do tego na co ojciec ma ochotę względem dzieci a przez to, przez naciski i
                              podsycanie wojny, zapewnić dzieciom permanentny konflikt i rozpierduchę
                              emocjonalną, to dzieci chyba nie masz i bladego pojecia o ich potrzebach.
                              Ja akurat nie widzę potrzeby szanowania kogoś, kto zapewnia dzieciom piekło bo
                              nie potrafi myśleć szerzej niż mi-sie-należy.
                              • only.elvie Re: Prawa sie nie pokazuje... 28.08.10, 15:28
                                dusinka1 napisała:
                                > To teraz będziesz jechac personalnie po sytuacji rozmówcy, żeby mu swoje
                                > projekcje udowadniac? Argumentów już brakuje?

                                Nie - to jest argument. Tri postąpił jak postąpił i wielokrotnie podkreślał, że uważa to za słuszną drogę. Ja się z tym kompletnie nie zgadzam.

                                > Ja akurat nie widzę potrzeby szanowania kogoś, kto zapewnia dzieciom piekło bo
                                > nie potrafi myśleć szerzej niż mi-sie-należy.

                                Czyli nie szanujesz eks Michszyba?
                                • tricolour A tak na marginesie, Only... 28.08.10, 15:35
                                  ... z czym Ty sie nie zgadzasz?

                                  Zaciekawiło mnie to więc proszę o odpowiedź.
                                  • only.elvie Re: A tak na marginesie, Only... 28.08.10, 15:41
                                    tricolour napisał:
                                    > Zaciekawiło mnie to więc proszę o odpowiedź.

                                    Nie zgadzam się z porzuceniem dzieci 'dla ich dobra'. Z wycofaniem się z ich życia lub ograniczeniem uczestnictwa bo eksżona jest wściekła.
                                    • tricolour Ja też się z tym nie zgadzam... 28.08.10, 15:45
                                      ... to może - może będzie prościej - napisz jakie formy miało te moje
                                      zachowanie, które piętnujesz. Bo wyliczyłaś trzy: porzucenie, wycofanie
                                      się, ograniczenie.
                              • z_mazur Re: Prawa sie nie pokazuje... 28.08.10, 15:29
                                Tak samo jak ja mogę nie szanować kogoś, kto w imię dopieczenia drugiej stronie zapewnia dzieciom piekło, bo nie potrafi myśleć szerzej niż własne poczucie skrzywdzenia i chęć zemsty.

                                Niespecjalnie też darzę szacunkiem osoby, które taką postawę usilnie starają się bronić.
                                • tricolour Z tym szacunkiem to trudna sprawa... 28.08.10, 15:33
                                  ... bo szacunek jest zerojedynkowy i szacunek do innych wynika z szacunku
                                  do siebie. Jesli zatem poddajesz w wątpliwośc swój szacunek do kogoś, to
                                  automatycznie wskazujesz na swoje problemy.

                                  No chyba, że mylisz szacunek z czym innym.
                                  • z_mazur Re: Z tym szacunkiem to trudna sprawa... 28.08.10, 15:39
                                    Dla mnie z szacunkiem jest prosta sprawa i dla mnie nie jest zerojedynkowy, tylko stopniowalny.

                                    Są osoby, o których niewiele wiem i dażę je a konto szacunkiem przynależnym dla mnie każdemu człowiekowi. Są osoby, które wzbudzają mój większy, lub mniejszy szacunek poprzez, to co i jak robią (głoszą, mówią, zachowują się), są takie osoby, które tego szacunku w ogóle nie wzbudzają, a są takie, które przy bliższym poznaniu tracą ten kredyt zaufania, który miały na początku.

                                    Są również osoby, które na jakiś czas wzbudziły mój szacunek jakimś postępowaniem, bo potem innym postępowaniem go utracić, i odwrotnie.
                                    • tricolour Czyli, jak sam piszesz... 28.08.10, 15:41
                                      ... dla Ciebie szacunek związany jest z "tym kredytem zaufania".

                                      No właśnie o to mi chodziło gdy pisałem, że może z czymś go mylisz. Ale
                                      przyznam, masz prawo mylić.

                                      tongue_out
                                • dusinka1 Re: Prawa sie nie pokazuje... 28.08.10, 15:36
                                  1.Czyli michszyba i jego nowej partnerki?
                                  2. Czyli only i ciebie samego?

                                  można i tak tongue_outPP
                                  • z_mazur Oj Dusinka... :) 28.08.10, 15:47
                                    Widzisz, Tobie się wydaje że to Michszyb toczy wojnę.

                                    A to tak jakbyś napisała, że to Polacy w 39 toczyli wojnę.

                                    Jak już pisałem, wojny pomiędzy michszybem i jego byłą żoną (w któej cierpią dzieci) by nie było gdyby...?

                                    Jeśli potrafisz trochę logicznie myśleć, to sobie dokończysz to zdanie.

                                    Stawiasz ofiarę w roli kata.
                                    • zabelina Re: Oj Dusinka... :) 28.08.10, 15:52
                                      z_mazur napisał:

                                      Widzisz, Tobie się wydaje że to Michszyb toczy wojnę.

                                      A to tak jakbyś napisała, że to Polacy w 39 toczyli wojnę.

                                      Stawiasz ofiarę w roli kata.


                                      Pełna Twoja nadinterpretacjasmile
                                      Jeśli tak bardzo Tobie zależy na trzymaniu się faktów przez innych forumowiczów,
                                      to Ty również się ich trzymaj.
                              • only.elvie PS. Podwójne standardy Dusinki :P) 28.08.10, 15:34
                                dusinka1 napisała:
                                > Ja akurat nie widzę potrzeby szanowania kogoś, kto zapewnia dzieciom piekło bo
                                > nie potrafi myśleć szerzej niż mi-sie-należy.

                                No tak - wyżej piszesz, że nie wiemy jak jest. Ale oczywiście to Michszyb 'zapewnia dzieciom piekło' smile

                                Ot takie podwójne standardy smile
                                • dusinka1 Kolejna manipulacja 28.08.10, 15:43
                                  Zacytuj gdzie tam napisałam, że to "Michszyb zapewnia dzieciom piekło".

                                  Twoje projekcje naprawdę są coraz bardziej nudne.
                                  • only.elvie Re: Kolejna manipulacja 28.08.10, 15:48
                                    dusinka1 napisała:
                                    > Zacytuj gdzie tam napisałam, że to "Michszyb zapewnia dzieciom piekło".

                                    Zacytowałam w poście powyżej.

                                    Jeżeli tak nie uważasz to napisz wprost 'Uważam, że Michszyb nie zapewnia
                                    dzieciom piekła'. Potrafisz?
                                    • dusinka1 Re: Kolejna manipulacja 28.08.10, 15:56
                                      A ty powiedz, uważam, że michszyb zapewnia dzieciom spokojne dzieciństwo. proszę
                                      bardzo.
                  • only.elvie To tylo opinia 28.08.10, 13:10
                    tricolour napisał:
                    > ... zbudowaną na cytowanych przez Micha mailach jego żony. To były bardzo
                    > rzeczowe i asertywne listy,

                    No widzisz - dla Ciebie słowa są rzeczowe i asertywne - dla mnie to słowa kobiety, która wie, że w tej kwestii ma władzę i może pogrywać jak chce. Słowa kobiety, która chce pokazać kto tu rządzi. Łatwo jest być spokojnym i opanowanym kiedy wie się, że ma się przewagę.

                    > Więc gdy on pisze, że żona się nad nim odgrywa dziećmi, to - w świetle
                    > jego wyzwisk oraz spokoju tejże żony - ja mu za grosz nie wierzę.

                    No widzisz - bo zdajesz się na własne interpretacje a nie na fakty. Dla mnie zmiana dzieciom przedszkola bez konsultacji i powiadomienia ojca jest właśnie odgrywaniem się. Matka nie ma prawa tak postąpić ale ma możliwość, która wykorzystuje. A, że robi to na zimno może świadczyć nie o 'spokoju' tylko o wyrachowaniu i poczuciu bezkarności.
                    • eutherpe Re: To tylo opinia 28.08.10, 13:15
                      A moze właśnie o jej słabości, leku i braku świadomości posiadanej pozycji?
                      • only.elvie Re: To tylo opinia 28.08.10, 13:20
                        eutherpe napisała:
                        > A moze właśnie o jej słabości, leku i braku świadomości posiadanej pozycji?

                        Być może - tylko nadal nie widzę usprawiedliwienia do przerzucania tego na
                        dzieci. Jak dla mnie to mogłaby eksowi za zdradę jaja urwać ale dzieci zostawić
                        w spokoju.

                        Bardzo wiele matek w przypadku odejścia męża uważa, że robiąc to odszedł od nich
                        i dzieci ale tak nie zawsze jest. Dzieci to skuteczna broń szczególnie,
                        kiedy ojcu na nich zależy (czyli właśnie od dzieci nie odszedł).
                        • eutherpe Re: To tylo opinia 28.08.10, 13:27
                          Jak dla mnie to mogłaby eksowi za zdradę jaja urwać ale dzieci zostawić
                          w spokoju.


                          Ojejsmile). To Michu już by jej nie odpuścił. I dla jego obecnej konkubiny nie
                          byłoby pożytku. Chociaż dla zdradzających chyba sprawiedliwa kara.Może czas
                          wrócić do średniowieczasmile
                    • z_mazur I tu robisz podstawowy błąd Tri 28.08.10, 13:18
                      Mnie ten "chłód, asertywność, opanowanie i racjonalność", jakoś nie idzie w parze z "biedną, skrzywdzoną, rozżaloną i ragującą emocjonalnie kobietą", którą próbują zrobić z niej panie na tym forum.

                      Nie można być jednocześnie w jakiejś sytuacji takim i takim.

                      Dla mnie ten chłód, rzeczowość, racjonalność itp. świadczy właśnie o tym, że matka z zimną krwią, z premedytacją i świadomie gra dziećmi.

                      Co jest zwyczajną perfidią.

                      I w tym momencie wcale nie dziwią mnie, niektóre epitety michszyba.

                      • tricolour To nie jest błąd - to jest opinia. 28.08.10, 13:41
                        Nie posiadasz żadnego merytorycznego układu odniesienia, by stwierdzać
                        błędy.

                        Dla Ciebie chłód i rzeczowośc jest oznaką perfidii, a dla mnie chłód jest
                        chłode, a opanowanie opanowaniem.
                        • z_mazur Re: To nie jest błąd - to jest opinia. 28.08.10, 13:44
                          Nie, dla mnie perfidią jest jest podłe postępowanie wobec kogoś w zimny i racjonalny sposób.
                    • nangaparbat3 Ex Micha nie pogrywa 28.08.10, 14:24
                      O ile dobrze pamietam, Mich pisał, że dzieci kochaja go, mają z nim dobry
                      kontakt, chętnie z nim przebywają.
                      A przecież nie jest wielką sztuką zrobic kilkulatkom wodę z mózgu i nastawic je
                      przeciwko ojcu. Jak widac ona tego nie robi. (Co nie jest wcale taką powszechną
                      postawą porzuconej żony.)
                      • only.elvie Pogrywanie dziećmi 28.08.10, 14:39
                        nangaparbat3 napisała:
                        > A przecież nie jest wielką sztuką zrobic kilkulatkom wodę z mózgu i nastawic je
                        > przeciwko ojcu. Jak widac ona tego nie robi. (Co nie jest wcale taką powszechną
                        > postawą porzuconej żony.)

                        To co piszesz, to kwestia nastawiania dzieci przeciw ojcu a tutaj kwestia jest pogrywania dziećmi czyli mszczenia się na eks poprzez np. ograniczanie kontaktu czy wpływu na wychowanie dzieci.
                        • dusinka1 Re: Pogrywanie dziećmi 28.08.10, 15:08
                          A jeśli założyć, że chodzi o zapewnienie dzieciom spokoju i stabilizacji.
                          Przeczytaj historię obecnej partnerki Michszyba, wyczytasz w niej, że n.p. po
                          jego odejściu od żony, po zamieszkaniu razem, zrobił jej numer, że wyprowadził
                          się od niej zpowrotem do żony cichaczem, gdy Ania1ooo była w pracy. Ot tak.
                          Super, nie? Doceniasz jaki kontaktowy i porządny? Teraz, gdy dowiedział się, że
                          matka zmieniła przedszkole, od razu wieczorem pojechał interweniować(?) co
                          skończyło się wezwaniem policji.
                          Pewien znajomy nad dziećmi się roztkliwia, dla sąsiadów sprawia wrażenie
                          dusza-człowieka, a byłą żonę pobił i zagrażał wielokrotnie jej zyciu gdy
                          przestała się podporządkowywać temu co on potrzebował. Nie wiesz, jak tam jest.
                          • only.elvie Re: Pogrywanie dziećmi 28.08.10, 15:12
                            dusinka1 napisała:
                            > A jeśli założyć, że chodzi o zapewnienie dzieciom spokoju i stabilizacji.

                            Czyli dla 'spokoju i stabilizacja dzieci' rolę ojca należy ograniczyć do bankomatu. Super!


                            > Nie wiesz, jak tam jest.

                            Ty również nie co wcale nie przeszkadza Ci jeździć po nim jak po łysej kobyle smile

                            • dusinka1 Re: Pogrywanie dziećmi 28.08.10, 15:16
                              Gdzie po nim jeżdzę? Chyba cię już emocje zawodzą. Zafiksowałaś się żeby wmówić
                              swoją wersję z ojcem bankomatem i matką właścicielką. Niedługo tylko to bedziesz
                              w kółko powtarzać jak mantrę bez względu na to o czym ktoś inny mówi. To
                              odmawiaj sobie swoją mantrę a nie udawaj, że rozmawiasz.
                              • only.elvie Domysły Dusinki ;) 28.08.10, 15:26
                                dusinka1 napisała:
                                > Gdzie po nim jeżdzę?

                                Domysły Dusinki:
                                "Ojciec zapisał dzieci do przedszkola bez konsultacji z nią i teraz się
                                dziwi, że matka jego pragnień za które zapłacił nie spełnia a ma jakieś inne
                                pomysły. "
                                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115692395,115740400,Re_przedszkole_prywatne_czy_panstwowe.html?wv.x=2
                                "A może alimenty były ustalone dawno temu a w międzyczasie zmieniły się
                                okoliczności? Ojciec nie skonsultował z matką gdzie dziecko zapisał, zrobił co
                                sam chciał, ona zrobiła to samo. "
                                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115692395,115739494,Re_przedszkole_prywatne_czy_panstwowe.html?wv.x=2
                                " A gdzie jest napisane, że okrada dzieci? Może pieniądze przeznacza na inne
                                rzeczy dla dzieci a może różnica w kwocie jest znikoma?"
                                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115692395,115738734,Re_Zadala_pytanie_i_dostala_odpowiedz_.html?wv.x=2
                                "Ojciec też zapisał dziecko do przedszkola prywatnego nie konsultując tego z
                                matką."
                                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115692395,115738116,Re_Zadala_pytanie_i_dostala_odpowiedz_.html?wv.x=2
                                A tutaj już jazda na maska:
                                "Ojciec zapisał dzieci do danego przedszkola
                                nie konsultujac tego z matką. Matka zapisała dzieci do innego
                                przedszkola nie konsultując tego z ojcem. Zachowali się tak samo. Ty, do spółki
                                z partnerem, chcesz zmusić matkę, żeby podporządkowała się temu co
                                wy chcecie, uważasz, że exżona nie chce dobra tych dzieci a tylko Ty i
                                partner chcecie. Wasz konflikt jest tak zaawansowany, a myślenie tak wąskie i
                                nastawione na ja, że sukcesów nie wróżę. Do tego kochanka z którą mąż
                                zdradzał jest ostatnią osobą, która powinna się mediacją między byłymi
                                małżonkami zajmować. "
                                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115692395,115737699,Re_przedszkole_prywatne_czy_panstwowe.html?wv.x=2
                                "Czyli słusznie niektórzy zauważyli, że wojna i wściekłość next jest o pieniądze
                                (i także Twój tok rozumowania) a nie o dobro dzieci i o to, które przedszkole
                                jest faktycznie lepsze."
                                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115692395,115736840,Re_Zadala_pytanie_i_dostala_odpowiedz_.html?wv.x=2
                                • dusinka1 haha 28.08.10, 15:34
                                  Przeczytaj sobie posty autorki nie pomijając tego co dla ciebie niewygodne. A
                                  potem dyskutuj, bo na razie coraz bardziej nudzisz.
                                  • only.elvie Re: haha 28.08.10, 15:43
                                    dusinka1 napisała:
                                    > Przeczytaj sobie posty autorki nie pomijając tego co dla ciebie niewygodne. A
                                    > potem dyskutuj, bo na razie coraz bardziej nudzisz.

                                    Przeczytałam. Uważnie. Ty natomiast fantazjujesz smile

                                    No tak - prawda nudzi - fantazje są lepsze smile
                      • z_mazur Nie, no Nanga, chyba się śmiejesz. 28.08.10, 15:26
                        > O ile dobrze pamietam, Mich pisał, że dzieci kochaja go, mają z nim dobry
                        > kontakt, chętnie z nim przebywają.

                        Bo facet walczy o to jak lew, starając się cały czas podtrzymać kontakt i nie dać dzieciom zrobić wody z mózgu.

                        Na początku dawał przykłady tego, co matka mówi dzieciom na jego temat i jak one na to reagują (przypomnę, lękiem na jego widok)
                        • nangaparbat3 Re: Nie, no Nanga, chyba się śmiejesz. 29.08.10, 00:18
                          Ja zupełnie serio. Małe dzieci tak bardzo przywiązuja się do osoby, z którą są
                          na co dzień, że naprawdę łatwo jej nastawiac dziecko przeciwko komu tylko zechce.
                          A że dzieci na początku reagowały lękiem na widok ojca, mogło wynikac stąd, że
                          rozstanie małżonków zazwyczaj poprzedzają awantury.
                          Rozumiem, ze dzieci przestały tak reagowac - gdyby matka nastawiała je
                          przeciwko ojcu, z czasem bałyby sie go coraz bardziej.
      • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 28.08.10, 01:12
        Informacje mamy od twego partnera, co w tym wątku był uprzejmy przypomniec Tri.
    • ania1ooo Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 00:25
      Niestety nic od rana nie udało mi się przeczytać, może kiedyś to
      nadrobię. Zakładając ten wątek liczyłam na kilka wpisów z radami,
      ewentualnie kilka typy "weź ty się odpierdol, bo to nie twoja sprawa
      głupia ździro". Rzeczywistość przerosła moje najśmielsze
      oczekiwania. Jestem nawet w stanie zrozumieć atak na moją osobę, bo
      pewnie dla wielu jestem uosobieniem demonów z ich przeszłości. Ta co
      rozbija szczęśliwą rodzinę. Ok. Ale tego całego jadu i żółci, którym
      ociekają Wasze posty skierowane do siebie nawzajem, to już nie
      potrafię zrozumieć. Forum zostało założone jako pewnego rodzaju
      grupa wsparcia dla osób po traumie związanej z rozwodem. Wielu z
      uczestników tej dyskusji to stali jego bywalcy, znacie swoje
      historie, a mimo wszystko toczycie zaciekłe boje w sprawie obcych
      ludzi, których nie znacie, nawet nie możecie mieć pewności co do
      autentyczności tej historii. Zresztą nikomu tu na autentyczności nie
      zależy. Jak widziałam niektóre rzeczy, które rzekomo napisałam, to
      przecierałam oczy ze zdziwienia. Może warto przepracować własne
      problemy na jakiejś terapii czy coś i nie jest to bynajmniej
      złośliwa rada, bo rozwód to w końcu bardzo trudne przeżycie. Łatwiej
      będzie ruszyć naprzód i być szczęśliwym.

      A co do mojego niefortunnego pytania, które zadałam na początku, to
      jest już pomysł jak w miarę rozsądnie, nie krzywdząc jego ex,
      rozwiązać tę sytuację. Wszystko zależy od jej dobrej woli.
      Trzymajcie więc kciuki.

      Pozdrawiam.

      • kasiamasia Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 04:04
        ania1ooo napisała:

        > Jestem nawet w stanie zrozumieć atak na moją osobę, bo
        > pewnie dla wielu jestem uosobieniem demonów z ich przeszłości. Ta co
        > rozbija szczęśliwą rodzinę.

        Nie wiem czy szczesliwa rodzine rozbilas, ale na pewno przyczynilas sie do jej rozbicia. Z Toba pocieszajaca Misia, stara rodzina nie miala szans przetrwania.

        > przecierałam oczy ze zdziwienia. Może warto przepracować własne
        > problemy na jakiejś terapii czy coś i nie jest to bynajmniej
        > złośliwa rada, bo rozwód to w końcu bardzo trudne przeżycie. Łatwiej
        > będzie ruszyć naprzód i być szczęśliwym.

        Udzielasz ludziom rad jak maja leczyc rany po rozwodzie.....
        Czyzbys rozwodzila sie po 10-15 latach malzenstwa: bedac oszukiwana przez wspolmalzonka z jego kochanka, zdradzana w pologu.....
        ania1ooo naprawde uwazasz ze powinnas udzielac innym rad publicznie:
        co maja myslec i czuc, oraz jaka iloscia zolci maja bryzgac?

        Daj Ex swojego Misia troche czasu zeby mogla dojsc do siebie!
        otrzasnac sie, wyciszyc, znalezc droge w tym calym balaganie.
        Zajmnij sie SOBA i SWOIM FACETEM..........

        Niektorzy twierdza ze czas leczy rany, inni twierdza ze pozwala sie tylko przywyczaic do bolu!!!!

      • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 08:45
        Aniu, ludzie Cię atakujący – jako chorzy, nie oddzielają swojej choroby od
        cudzego stanu rzeczy. Dobrze zauważyłaś, że projekcje i przeniesienia, których
        dokonują, nie pozwalają im z zalewu nieprzerobionych własnych problemów,
        wyłuszczyć problemu, którym jest krzywda dzieci. W dodatku tej choroby nie chcą
        uleczyć, bo przystąpienie do uleczenia oznaczałoby konieczność stanięcia do
        konfrontacji także z sobą samym.

        Oni mają specyficzny stosunek do czasu. Zachowują się tak, jakby można było
        zmieniać przeszłość lub też każą sobie płacić za przeszłość…przyszłością.
        Wszystkim, co w niej dostępne. A najbardziej dostępne są- dzieci. I dlatego,
        jeśli tylko wyczują (jak w wypadku Twojego partnera), że zależy mu na dzieciach,
        będą dostępem do dzieci handlować jak tylko się da.
        Tylko z teraźniejszością nie potrafią sobie radzić. A dlatego, że przestała im
        się niewolniczo kłaniać (partner i miłość przestali być ich własnością). Ale
        dzieci nadal tak traktują.
        Dlatego będziesz tu zawsze atakowana. Bo- w teraźniejszości Ci się układa. Bo
        masz szczęśliwy związek. Bo Twój partner ma dobrą relację z dziećmi. Zatem-
        należy to zniszczyć. Im się nie udało, to i dzieciom i Wam też ma się nie udać.

        Pozbądź się złudzeń- nie dobro dzieci się dla nich liczą. Dla nich liczy się
        zaklęty stan rzeczy ulokowany w chorym spojrzeniu na przeszłość. Sprzedadzą
        wszystko- siebie, dzieci, byle ten obraz ratować. Oczywiście, nie uratują, a
        choroba będzie przechodziła w stan utrwalony, zapiekły. Blenda na oczach się nie
        zmniejszy, tylko kolejne hipokrytyczne warstwy się pojawią. Ot, choćby taka, jak
        kwestia uczestnictwa w wychowywaniu pasierbów (tych z formalnych związków i tych
        z konkubinatów).
        Bo przecież gros z tych osób, funkcjonuje na forum „Macochy”, gdzie żwawo o tym
        dyskutują, a część z nich ma takowych pasierbów. Tutaj zaś powiedzą Ci, że nie
        masz prawa. Takich rzeczy jest więcej.

        Aniu, nie ma sensu ich pytać o cokolwiek. Oni z tego zaklętego koła nie wyjdą,
        bo NIE CHCĄ. W tym kole jest tylko jedno- ZEMSTA i kierowana nią SPRZEDAJNOŚĆ
        DÓBR. Zemsta za własne nieudane i za cudze udane oraz handel cudzym dobrem, do
        którego aktualnie mają dostęp.

        Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dzieci są małe, i rzeczywiście ta kobieta
        jest władna osłabić więź między Wami a dziećmi. Przemyślałabym na Waszym miejscu
        ostrzejsze środki prawne - ona już udowodniła, co oznacza dla niej dobro dzieci.
        Podstawy do interwencji prawnej macie. Dobrze, że Twój partner ma w Tobie
        wsparcie, że zależy Tobie na jego dzieciach.

        Wszystkiego najlepszego!

        • tricolour Jeśli już wróciłaś... 29.08.10, 11:57
          ... po raz kolejny, to może napisz z własnego doświadczenia jak widziałaś
          dobro Twoich dzieci. Bo jeszcze Anka wywnioskuje, po Twoim poście, że sama
          wychowywałaś dzieci, a ojciec miał wspaniały i częsty kontakt wypracowany
          drogą kompromisu albo wręcz "ostrzejszymi środkami prawnymi".

          Może też stać się inaczej. Anka może doczytać w archiwum, że zostawiłaś
          dzieci ojcu na wychowanie sama udając się do kochanka, bo nie było innego
          sposobu na spokój w rozwalonej rodzinie.

          Nie wprowadzaj naszej koleżanki w błąd.
        • ekscytujacemaleliterki Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 12:02
          Krezz,
          jak Ty coś napiszesz to ręce opadają.

          No takie to forum zawistne, wszyscy zazdroszczą Ani, że jej się układa?
          A co jej się tak dobrze układa?
          Miano kochanki jest takie miłe?
          Bycie w ciąży z żonatym facetem również?
          Płacenie na cudze dzieci i to sporej kasy?

          No pełnia szczęścia że hohohoho big_grin

          Umówmy się Krezz, Ania sypiała z chłopem co miał żonę i dwójkę dzieci.
          Mało, że sypiała! Wspierała go w dążeniach do rozwodu.
          Tak jej na dobru jego dzieci zależało, że uznała, że będzie dla nich lepsza niż
          własna matka.

          A dla jasności, ja swój problem przerobiłam, żadnych projekcji nie robię,
          rozdzielam zachowanie byłej żony Micha w sprawie kontaktu z dziećmi od tego co
          zrobił jej, razem z Anią Mich.

          Sypianie z żonatym facetem to kooorestwo jest.
          A wtrącanie się w wychowanie cudzych dzieci jeszcze gorsze.

          To Mich powinien pytać jak ma rozwiązać problem a nie jego aktualna partnerka bo
          gucio jej do tego.
          I tłumaczenie, że w związku problem partnera jest moim problemem ( w sytuacji
          kiedy jest to problem partnera i jego ex ) jest niezwykle dziecinne i głupie.
          • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 12:58
            Odpowiem Ci Litery, bo mi Ciebie żal, jeśli idzie o Twoje poglądy na sprawy
            opieki nad dziećmi oraz na sprawy partnerstwa.

            Zacznę od drugiej kwestii. Otóż, status Anki nie powinien Cię interesować. Jej
            ciąża ani to, z kim żyje, to nie Twoja rzecz. Ale, skoro Cię to jednak tak
            interesuje- Anka nie jest kochanką, ale partnerką, nie jest też w
            ciąży z żonatym facetem
            i pełnoprawnie uczestniczy w życiu nowej
            rodziny
            .
            Bo widzisz, życie z ukochaną osobą, uczestniczenie w pełni w jej problemach, w
            tym: wspieranie w rozwiązaniu nieudanego małżeństwa- to właśnie rola partnera i
            to czyni parę szczęśliwą.
            I to Ci chcę powiedzieć, że zachowujesz się, jak stara plotkara i właśnie jak
            zawistnica, skoro Ci to przeszkadza. Zastanów się, czemu. Może właśnie dlatego,
            że własnego problemu nie przerobiłaś.

            Teraz kwestie opieki nad dziećmi- jak już napisałam, Ania ma prawo do
            uczestniczenia w życiu swego partnera także jako rodzica. Taka jest rola
            partnerów życiowych. Bo jego dzieci to są jej pasierbowie (albo będą, jeśli
            zalegalizują związek), wobec których będzie miała konkretne zobowiązania.
            Prawdopodobnie będzie też dla nich lepszą opiekunką niż ich rodzona matka. Tak
            się zdarza, i prawdopodobnie tu się zdarzyło. I to nie jest, jak napisałaś
            "niezwykle dziecinne i głupie" ale właśnie dojrzałe. Jej partner ma szczęście,
            że jest z osobą, która ma podobny, czyli pozytywny, stosunek do jego dzieci.

            Zadziwiłaś mnie, Litery. To Twoja postawa jest niedojrzała, wynika moim zdaniem
            z kompletną nieznajomością problemu, jakim jest codzienność rodziny
            rekonstruowanej, a taką jest obecna rodzina Anki. Mój partner na przykład w
            pełni uczestniczy w wychowywaniu moich dzieci- pełni pełną opiekę: pierze im,
            prasuje, gotuje, rozmawia z nimi, spędza z nimi czas we wszelki możliwy sposób
            na rozrywce, odrabianiu lekcji, chodzi na wywiadówki, do lekarzy, sugeruje
            odpowiednie rozwiązania - słowem WSZYSTKO, co rodzony rodzic robi każdego dnia.
            Bo tak żyje normalna rodzina, także rekonstruowana, że bierze się pod uwagę
            wszystkich jej uczestników. Owszem, do rodziców rodzonych (jeżeli mają pełnię
            praw rodzicielskich) należy podejmowanie ostatecznych decyzji, ale chyba te
            ostateczne decyzje podejmują w oparciu o sądy wszystkich członków rodziny, w tym
            swoich partnerów, prawda?

            Teraz Ci coś zilustruję- przykładem z Twojego życia. Otóż, załóżmy, że
            zdecydowałaś się jednak pozostać z Twoim ówczesnym partnerem (tym, który Cię
            zdradził), to nie traktowałabyś jego dziecka jak członka rodziny? Bo jeśli nie,
            to zacznie mi się coś rozjaśniać w Twojej kwestii..

            Powtarzam: Ania ma prawo interesować się swym partnerem, jego dziećmi, jego
            finansami- słowem: całym jego życiem. Od tego jest partnerką.

            Dziwię Ci się, Litery.

            • tricolour Nie kręć, Krez... 29.08.10, 15:31
              ... bo forum dobrze wie od czego zaczynałaś swoje życie po rozwaleniu
              małżeństwa: od wycia z bólu i szukania pomocy na terapii. Wyłaś z bólu choć
              miałaś kochanka, do którego uciekłaś od męża i który koił ten ból. Zaczynałaś od
              tego, że będąc w mieszkaniu dzieci nawet prawa do zrobienia sobie herbaty nie
              miałaś. Zaczynałaś od tego, że były mąż patrzył na Ciebie jak na raroga i gdyby
              mógł Cię zabić, to byś umarła pod jego wzrokiem.

              Więc gdy opisujesz sielankę podczas której Twój partner dupki dzieciom podciera
              z wniebowziętą miną, to przyznaj ILE CZASU zajęło Wam dojście do względnej
              normalności. Przyznaj także, że w sprawie dzieci TYLKO dlatego osiągnęłaś
              elementarne porozumienie, że zarówno Ty, jak i Twój ex, trzymaliście na smyczy
              psy gotowe pożreć drugą stronę gdyby tylko się wychyliła: jedno złamanie
              ustaleń, a sąd już czekał.
              • krezzzz100 Re: Nie kręć, Krez... 29.08.10, 16:15
                Aleś Ty podły, Tri. Z Mazur ma rację, małość, małość z Ciebie wychodzi. Mały
                człowieczek.

                Owsem, wyłam, ale - co to ma do rzeczy? Szukałam pomocy u terapeuty- co to ma do
                rzeczy? Od kiedy rozpad małżeństwa to łatwa sprawa?

                Herbatę mogłam sobie zrobić. Tylko- swoją. Tak, mój eks miał problem z pewnymi
                aspektami mojej bytności w jego mieszkaniu. No to sprawę rozwiązałam- przestając
                tam bywać. Szybko poprosił o zmianę zdania)))) Ale się nie doczekał. Opieka nad
                dziećmi zaczęła się odbywać na moim terenie smile Co powinno być nauczką dla
                wszystkich, którzy chcą karać swoich byłych. Mojemu eks się to nie opłaciło.

                A teraz mamy sielankę. Czasu zajęło to chyba niewiele. Kilka miesięcy.
                Docierania się. A nie "żarcia się" przez "psy gotowe się zagryźć", jak to
                ślicznie ująłeś.

                Twoje słownictwo i używane perspektywy pokazują, jak prymitywnym człowiekiem
                jesteś, Tri. Może Ty się żarłeś z Twoją eks, może dlatego od Ciebie uciekła,
                wywożąc dziecko, by było z dala od Ciebie. Ja się z nikim nie żarłam. Nie
                musiałam. Nie ten poziom.

                Sąd nadal czeka- od tego jest sąd, by czekał. I dlatego radzę Ani i jej
                partnerowi, by się do sądu zwrócili. Już czas.
                • tricolour No widzisz... 29.08.10, 17:36
                  ... przyparta do muru przyznajesz, że rozwód to trudna sprawa i
                  potrzeba "kilku miesięcy" by dojśc do względnej równowagi psychicznej. Ty
                  miałas o tyle łatwiej, że wspierał Cię kochanek, posiadałaś własne
                  mieszkanie więc ex wyrzucał Cię na bruk, ale - jak piszesz - łatwo i tak
                  nie było.

                  Gdyby więc do Anki podejść z sensem, to widząc że w styczniu jej facet
                  nawet rozwodu nie miał, można jej zwyczajnie zaproponować "klika miesięcy"
                  spokoju dla ex, w trakcie których to kilku miesięcy kobieta dojdzie w
                  równowagi psychicznej. Trzeba być naprawdę ślepym, by nie zauważyć, że
                  ciągłe atakowanie ex nie poprawia sytuacji i jest nieskuteczne.

                  PS. To, co Ty uznajesz za moją podłość, ja uznaję za umiejętnośc ujęcia
                  rzeczy.
                  • ania1ooo Re: No widzisz... 29.08.10, 17:42
                    Trudno się z tym nie zgodzić, generalnie.

                    Tylko spokój dla ex jakiego ex oczekuje i oczekiwała to krótko mówiąc odwalenie
                    się od niej(co jest zrozumiałe), ale również odcięcie się od dzieci ( ta część
                    niestety nieakceptowalna)
                    • tricolour A gdyby się mogło stać... 29.08.10, 17:45
                      ... że ex dojdzie do wewnętrznej równowagi i zmieni zdanie dotyczące
                      tego "odcięcia do dzieci"?

                      Czy nie warto spróbować właśnie dla tych dzieci takiego prostego
                      rozwiązania?
                    • krezzzz100 Re: No widzisz... 29.08.10, 17:58
                      Aniu, toż Tri tego samego oczekuje. Bo sam tak zrobił ze swoim dzieckiem. Się
                      odciął i tyle. Na kilka lat. No bo przecież po co dziecku ojciec...
                      • tricolour Dawaj więcej szczegółów! 29.08.10, 18:00
                        Pośmiejemy się wszyscy ze mnie!

                        smile
                        • ania1ooo Re: Dawaj więcej szczegółów! 29.08.10, 18:20
                          Tak sobie myślę że skoro zostawiłeś swoje dzieci i zamiast wychowywać je to
                          wolisz pisać farmazony na tym forum to jednak nie jesteś partnerem w dyskusji na
                          temat dobra czyichkolwiek dzieci.
                          Wstań czasem sprzed komputera i zajmij się nimi.
                          • tricolour Trudna sprawa! 29.08.10, 18:34
                            Moje dziecko to dorosła kobieta. Ona woli gdy nią zajmuje się narzeczony.

                            Mógłbym - co prawda - próbować ją zmusić do tego, co ja uważam za jej
                            dobro na wzór i podobieństwo Twojego partnera, ale boję się, że dostanę w
                            dziób.

                            smile
                            • krezzzz100 Re: Trudna sprawa! 29.08.10, 19:34
                              Rzecz w tym, że się nią nie zajmowałeś, gdy byłą dzieckiem. Zostawiłeś ją. I o
                              tym tu mówimy- do dzieciach, nie -dorosłych. Nota bene- jak ja miałam
                              narzeczonego, to ojciec jakoś się mną zajmował. Ta w sumie- to do śmierci się
                              sobą zajmowaliśmy. I jakoś nikt nikomu w dziób nie dał za to.

                              Ciekawe, czemu napisałeś, że mój partner ZMUSZA do czegoś moje dzieci.
                              • tricolour Nie jesteś pępkiem świata... 29.08.10, 19:43
                                ... i gdy pisze do Anki, to pisze do Anki. Nie jest tak, że jak cokolwiek
                                napiszę, to do Ciebie, bo wystrzegam się choroby polarnej.
                          • krezzzz100 Re: Dawaj więcej szczegółów! 29.08.10, 18:43
                            Tak, Aniu, Tri to wyznawca zasady, że dzieci, które nie mieszkają z rodzicem, do
                            rodziny nie należą. Że rolą ojca jest płacić na dzieci. Bo sam swego dziecka nie
                            wychowywał.

                            Szkoda Twojego czasu. W zasadzie to jest główna informacja smile
                  • krezzzz100 Re: No widzisz... 29.08.10, 17:54
                    Do niczego nie jestem przyparta. Nigdy nie twierdziłam, że rozwód to prosta
                    rzecz. Wpierał mnie partner, nie kochanek.
                    Nikt mnie z niczego nie mógł wyrzucić na żaden bruk- nie wiem, skąd w ogóle taki
                    pomysł. Zostałam poproszona o bywanie tam, zgodziłam się, a że nie czułam się
                    komfortowo, to przestałam bywać.
                    Dochodzenie do siebie może trwać..różnie. Nie ma to jednak nic wspólnego z
                    kwestią dzieci. Jak matka dzieci jest niewydolna emocjonalnie, to niech się
                    leczy, a na czas swej niewydolności odda opiekę nad dziećmi wydolnemu ojcu.
                    Tyle tylko, że tu nie o niewydolność chodzi, ale o podłość. Taka postawa może
                    trwać latami.
                    Partner Ani i ona mają rację, że reagują i nie zgadzają się na to. Nie każdy
                    zgodzi się- jak Ty- uznać, że dzieci to nie rodzina. Niektórzy chcą wychowywać
                    swoje dzieci, a nie - jak Ty - płacić tylko alimenty i szlus.
                    • tricolour Powinnaś opieprzyć Ankę... 29.08.10, 17:59
                      ... że zaczyna sie ze mną zgadzać wbrew Tobie!

                      smile
                      • krezzzz100 Re: Powinnaś opieprzyć Ankę... 29.08.10, 18:19
                        Baw się, baw. Obśmiewanie jest bronią słabych. Ty zresztą szybko przechodzisz do
                        wulgarnego ataku.
                        • tricolour Obśmiewanie jest wtedy uznane za broń... 29.08.10, 18:30
                          ... gdy ktoś ma potrzebę się bronić i juz sam nie wie czy nawet cudzy
                          śmiech nie jest przypadkiem atakiem.

                          A Ty, Krez, do końca swych dni będzie musiała mieć się na baczności.
                          Będziesz drążyła "definicję" zdrady, by znajdować coś, co może Cie od
                          Twojej zdrady uwolnić. To samo z kochankiem. Podobnie z Kościołem będziesz
                          się zmagać do ostatniego oddechu.
                          • krezzzz100 Re: Obśmiewanie jest wtedy uznane za broń... 29.08.10, 19:30
                            Widzisz, Tri, niektórzy mają to do siebie, że się zastanawiają. Niektórzy zaś
                            żyją jak rośliny i nawet z pomocą krk nie dojrzeją do elementarnej refleksji.

                            Nota bene, co masz do mojej relacji z krk, że ją bez przerwy przywołujesz?
                            • tricolour Ta relacja z KK jest o tyle ważna... 29.08.10, 19:41
                              ... że modelowo pokazuje Twój sposób rozwiązywania problemów.

                              Miałaś małżeństwo sakramentalne, z którym - po rozwodzie - sobie nie
                              radziłaś, to postulujesz "usunięcie Kościoła z przestrzeni publicznej" by
                              Ci sumienie mniej doskwierało. Sposób prosty: Z braku Kościoła nie będzie
                              sakramentów.

                              Podobnie na tym forum wyszukujesz kochanki, bo gdy taką przekonasz, że
                              wszytko OK jest, to sama reperujesz tym swoje zdeptane rozwodem poczucie
                              wartości.

                              Powtarzalność i tematyka Twoich wypowiedzi nie daje miejsca na wątpliwości.
                              • krezzzz100 Re: Ta relacja z KK jest o tyle ważna... 29.08.10, 20:59
                                Cudne. Drogi Tri, mój rozwód z krk to historia o wiele wcześniejsza niż mój
                                rozwód małżeński. Kulą w płot!

                                Co Ty masz z tym krk, to naprawdę zakrawa na fanatyzm.Żeby w każdym prawie wątku
                                o krk zahaczać...

                                Powiem wprost: temat ciekawy. Ale Ty nie jesteś partnerem do takiej rozmowy. I
                                nie tylko ze względu na swój fanatyzm religijny. Po prostu: merytorycznie jesteś
                                do kitu. Także zostaw temat krk, bo mnie nie namówisz)))
                                • tricolour Ja Ciebie do niczego nie namawiam... 29.08.10, 21:28
                                  ... wręcz przeciwnie: jestem bardzo zadowolony, że nie jesteśmy partnerami
                                  do - dosłownie - niczego. Ja bym nie szanował siebie gdybym miał takiego
                                  partnera. Słowo daję.
                    • kasiamasia A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 18:37
                      krezzzz100 napisała:
                      > Dochodzenie do siebie może trwać..różnie. Nie ma to jednak nic wspólnego z
                      > kwestią dzieci. Jak matka dzieci jest niewydolna emocjonalnie, to niech się
                      > leczy, a na czas swej niewydolności odda opiekę nad dziećmi wydolnemu ojcu.
                      > Tyle tylko, że tu nie o niewydolność chodzi, ale o podłość. Taka postawa może
                      > trwać latami.
                      Zacytuje Tobie co autorka watku pisala wczesniej:
                      > I wtedy pojawił się ON. Poznaliśmy się w pracy. Był moim przełożonym, a władza
                      > to świetny afrodyzjak. W dodatku miał opinię takiego, co to lubi dmuchać swoje
                      > podwładne. Wiedziałam, że ma żonę i dwójkę malutkich dzieci. To mi nie

                      > świat poza nami nie istniał, nic się nie
                      > liczyło. Romans trwał rok. Co to był za niesamowity czas... Drogie hotele,
                      > romantyczne kolacje, my zapatrzeni w siebie, spędzający całe dnie w łóżku,
                      > kochający się albo rozmawiający do rana, problemy nie istniały.
                      > Ciągłe wyjazdy, powroty
                      > z pracy o nieprzyzwoitych godzinach, telefony.
                      > Romans zaczął się w grudniu, małżonkowie o tym, że są zdradzani dowiedzieli >
                      się w wakacje, a w styczniu mieszkaliśmy już razem
                      > Ale nie było żyli długo i szczęśliwie, bo ukochany wrócił do żony i dzieci już
                      > na Walentynki.

                      > skosztować jak to smakuje, gdy jest się zdradzoną, porzuconą bez słowa
                      > wyjaśnienia, gdyż mój ukochany spakował walizki i wyprowadził się, gdy byłam w
                      > pracy.

                      Jest to opis "wielkiej milosci" ze strony Anii1ooo:
                      ilosc czasu spedzonego z kochanka kradzionego zonie i dziecom.
                      Moze ex ma problem z pozbieraniem sie emocjonalnie, finasowo
                      po "przygodach" meza i ojca dzieci przez ostatnie 3 lata.
                      Natomiast twierdzienie ze Michu jest <<a na czas swej niewydolności odda opiekę
                      nad dziećmi wydolnemu ojcu>>
                      Kiedy on tej wydolnosci nabyl?? W tym czasie kiedy spedzal czas z kochanka?? po
                      wyprowadzce z domu, kiedy to caly czas wojowal z matka swoich dzieci??
                      I to on ma lepsze warunki do opieki na dziecmi:
                      lekarz pracujacy z dyzurami, partnerka w ciazy pracujaca na 2 etaty??
                      nikogo nie zdziwi jezeli po urodzeniu wlasnego dziecka, partnerka
                      jako swiezo upieczona, niedospana mama zacznie w duszy czuc ze to tylko
                      pasierbowie............
                      A ona potrzebuje przeciez czasu, pomocy ojca jej wlasnego dziecka
                      jego pieniedzy.......... a ta wstretna Ex ......ciagle spedza sen z oczu Misiowi.
                      Ania1ooo widziala jak klamal zonie bez zajakniecia,
                      jaka masz pewnosc ze nie klamie Jej teraz!?
                      Moze Mich gra biednego Misia przed swoja partnerka
                      i zyje w swoim urojonym swiecie (ktorego wizje udalo mu sie sprzedac partnerce)


                      • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 18:48
                        Tak, to opis miłości. Jak widzisz, Kasiumasiu, uporali się z problemami.
                        Przeszli razem dojrzewanie. Są razem. Kochają. Niektórym się udaje.
                        Co bardziej Cię boli- że się uporali, że dojrzeli, że są razem, że kochają, czy-
                        że się im to wszystko udało?

                        Czemu to wyciągasz? A jeśli już wyciągnęłaś, to dlaczego bez dalszych refleksji
                        o ich związku (a są, w tym samym wątku)? Bardzo chcesz poniżyć ich związek, prawda?
                        • kasiamasia Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 19:15
                          krezzzz100 napisała:

                          > Tak, to opis miłości. Jak widzisz, Kasiumasiu, uporali się z problemami.
                          > Przeszli razem dojrzewanie. Są razem. Kochają. Niektórym się udaje.
                          > Co bardziej Cię boli- że się uporali, że dojrzeli, że są razem, że kochają, czy
                          > -
                          > że się im to wszystko udało?
                          >
                          > Czemu to wyciągasz? A jeśli już wyciągnęłaś, to dlaczego bez dalszych refleksji
                          > o ich związku (a są, w tym samym wątku)? Bardzo chcesz poniżyć ich związek, pra
                          > wda?

                          Krezzz nikogo nie mam zamiaru ponizyc!
                          Pokaz mi prosze w ktorym miejscu ponizam Anie lub Micha???

                          Krezzz rzucasz sie na matke ze jest niewydolna emocjonalnie
                          i wolisz oddac dzieci "wydolnemu ojcowi".

                          Kazdemu z rodzicow mozna zarzucic popelnianie wielu bledow:
                          moje pytanie co moglibysmy poradzic IM zeby dziecom dzialo sie mniej krzywdy??
                          Myslisz ze ciagle awanturowanie sie Micha (z poparciem partneki
                          i jemu sie wtedy wydaje ze ma zawsze racje, nie zaleznie jakie glupoty robi i pisze) pozwala jego ex znalezc spokoj w jej zyciu??

                          krezz stawiasz matke w pozycji jedzy, ktora pomimo rozwodu
                          ciagle czepia sie biednego Micha!
                          Jestes pewna ze tak naprawde jest??

                          A to chyba do konca nie jest tak:
                          Krezz sprobuj prosze popatrzec na to z obydwu stron (rodzicow)
                          lub jak wolisz z 3 stron (jeszcze partnerki)
                          • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 19:21
                            Nigdzie nie twierdzę, ŻE matka dzieci jest niewydolna. Odpowiadam na argumenty,
                            które to właśnie podnoszą. I odpowiadam: "SKORO jest niewydolna, ....". Widzisz
                            wynikanie?

                            W którym miejscu poniżasz? A choćby w tym, w którym wyciągasz im ich kłopoty- do
                            których notabene sami się przyznają. Chcesz ich poniżyć. Ich i ich związek.
                            Niepotrzebnie.

                            Nie widzę awantur partnera Ani. Widzę opisaną awanturę spowodowaną przez jego
                            eks. I jego obronę.

                            Nie stawiam nikogo w pozycji jędzy. Stwierdzam, że kradzież to kradzież.

                            Właśnie patrzę na rzecz wielostronnie. Swoją prośbę skieruj do ...siebie,
                            Kasiumasiu. Bo to Ty wyciągasz rzeczy z ich przeszłości, nie bacząc na to, że
                            Ania, jej partner i jego dzieci są rodziną.
                            • tricolour Wszyscy są rodziną? 29.08.10, 19:35
                              To jakas osobliwa rodzina. Ja bym nie chciał rodziny, której członkowie
                              sie wyzywają albo próbują wywalić kogoś z domu bo mało zarabia, a mało
                              zarabia, bo przez innego członka rodziny stracił na atrakcyjności
                              zawodowej.

                              Albo co to za rodzina jeśli jej członkowie szachują sie wzajemnie sądem?

                              Takie masz wzorce rodzinne?
                              • krezzzz100 Re: Wszyscy są rodziną? 29.08.10, 20:03
                                Niektórzy istnienie prawa nazywają ..szachowaniem. Dziwne, ale to ich problem.
                                Ja zaś używam prawa albo nie. Zależy od sytuacji. Np. w sprawie opieki nad
                                dziećmi akurat nie. I mam nadzieję, że nie będę musiała. Bo jestem wierząca w
                                ludzi, w tym i mojego eks. Ale jak będzie trzeba- niewątliwie drogę do sądu znajdę.
                                I to uważam za prawidłowe wzorce.
                              • only.elvie Re: Wszyscy są rodziną? 29.08.10, 20:15
                                tricolour napisał:
                                > próbują wywalić kogoś z domu bo mało zarabia, a mało
                                > zarabia, bo przez innego członka rodziny stracił na atrakcyjności
                                > zawodowej.

                                No tak bo przecież urodzenie dziecka z hukiem łamie zawrotną karierę
                                nauczycielki! I oczywiście nie zapominajmy wytknąć, że ciąży winien jest jedynie
                                ojciec - matka pewnie nie chciała. 2 razy smile
                                • tricolour W zasadzie mam wielką ochotę... 29.08.10, 20:35
                                  ... zapytac czy o Twój stan umysłu. Może masz po prostu gorszy dzień.

                                  Więc objaśniam Ci, że za ciążę odpowiedzialne są dwie osoby.
                                  Odpowiedzialność ta nie kończy się wytryskiem, ale dalej: rozciąga na
                                  wychowanie dzieci. Gdy matka zostaje porzucona, a ojciec zabawia się z
                                  kochanką, zastanawia nad wyrzuceniem matki ze wspólnego domu oraz nad
                                  odebraniem jej dzieci, to ciężar wychowania zrzucony jest tylko na matkę.
                                  Bo ona czyta na forum nad czym sie jej mąż zastanawia. I drży o przyszłość.

                                  Może gdyby zdradzający mąż nie dał podstaw, by od niego po rozwodzie wiać
                                  jak najdalej, może gdyby on zechciał po prostu wychowywać te dzieci i
                                  zażądał nad nimi opieki - to może by matka pomyślała, że facet chce dobrze.

                                  Jeśli jednak facet NIE CHCE opieki, ale chce by dzieci były z matką
                                  wyrzucaną na bruk, to taka matka może dojść do wniosku, że gadanina o
                                  dobru dzieci jest wyssana z palca, bo dobro dzieci nie polega na np.
                                  mieszkaniu pod mostem.

                                  Podobnie jest z pracą takiej matki, skazanej na samotne macierzyństwo.
                                  Może nie wiesz, że gdy dziecko choruje, to trzeba brać zwolnienie
                                  lekarskie. Rozumiesz, idziesz do takiego pana w białym ubraniu zwanym
                                  kitlem i prosisz o wolne z pracy, by zająć się chorym. W tym czasie, gdy
                                  zajmujesz się chorym nie jesteś w pracy (bo niektórzy nie potrafią się
                                  rozerwać na dwoje), co czasem nie podoba sie pracodawcy.

                                  Czy ten etap zrozumiałaś?
                                  • only.elvie Re: W zasadzie mam wielką ochotę... 29.08.10, 21:03
                                    tricolour napisał:
                                    > to ciężar wychowania zrzucony jest tylko na matkę.

                                    A może właśnie jest nie jest 'zrzucony' tyko matka nie chce ona dopuścić ojca do wychowywania dzieci?

                                    > jak najdalej, może gdyby on zechciał po prostu wychowywać te dzieci i
                                    > zażądał nad nimi opieki - to może by matka pomyślała, że facet chce dobrze.
                                    > Jeśli jednak facet NIE CHCE opieki, ale chce by dzieci były z matką

                                    Ale przecież Michszyb bardzo chętnie przejąłby opiekę nad dziećmi! O czym więc fantazjujesz?

                                    > Podobnie jest z pracą takiej matki, skazanej na samotne macierzyństwo.
                                    > Może nie wiesz, że gdy dziecko choruje, to trzeba brać zwolnienie
                                    > lekarskie.

                                    I oczywiście zawsze zwolnienie musi wziąć matka? Dziękuję za oświecenie bo zawsze mi się wydawało, że dziecko ma dwoje rodziców - nawet po rozwodzie! Tak tak - wiem, jesteś zwolennikiem rozwodu z dziećmi ale naprawdę nie wszyscy tak robią.
                                    • tricolour Ja nie fantazjuję... 29.08.10, 21:32
                                      ... Mich wyraźnie pisał, że opieka całodobowa nie wchodzi w rachubę.

                                      Poza tym: kończę z Tobą rozmowę na ten temat, bo nie dojdziemy do
                                      wspólnego stanowiska więc zostańmy przy swoich zdaniach.
                            • kasiamasia Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 19:46
                              Krezz sama sobie zaprzeczasz!!!

                              krezzzz100 napisała:
                              > Dochodzenie do siebie może trwać..różnie. Nie ma to jednak nic wspólnego z
                              > kwestią dzieci. Jak matka dzieci jest niewydolna emocjonalnie, to niech się
                              > leczy, a na czas swej niewydolności odda opiekę nad dziećmi wydolnemu ojcu.
                              > Tyle tylko, że tu nie o niewydolność chodzi, ale o podłość. Taka postawa może
                              > trwać latami.
                              > Partner Ani i ona mają rację, że reagują i nie zgadzają się na to. Nie każdy
                              > zgodzi się- jak Ty- uznać, że dzieci to nie rodzina. Niektórzy chcą wychowywać
                              > swoje dzieci, a nie - jak Ty - płacić tylko alimenty i szlus.


                              Krezz uwazasz ze najazd bez uprzedenia na Ex (w jej domu)
                              awanturowanie sie konczonce sie wzywaniem policji
                              jezt odpowoednia droga porozumienia sie rodzicow w sprawach wychowaczych ????
                              Jak mi ex zrobil tak to ja musze mu dowalic i zrobic po swojemu
                              nawet jezeli to rozwiazanie jest krzywdzacym dzieci.
                              <<jak mi nie odpowiesz na list to bede wozil dzieci za 3 dni do innego
                              przedszkola>>>>
                              To jest w dalszym ciagu wojna Micha o wladze i wplywy
                              Do kazdej wojny trzeba dwojga, a tutaj nie wojuje tylko Ex micha
                        • kasiamasia Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 19:16
                          krezzzz100 napisała:

                          > Tak, to opis miłości. Jak widzisz, Kasiumasiu, uporali się z problemami.
                          > Przeszli razem dojrzewanie. Są razem. Kochają. Niektórym się udaje.
                          > Co bardziej Cię boli- że się uporali, że dojrzeli, że są razem, że kochają, czy
                          > -
                          > że się im to wszystko udało?
                          >
                          > Czemu to wyciągasz? A jeśli już wyciągnęłaś, to dlaczego bez dalszych refleksji
                          > o ich związku (a są, w tym samym wątku)? Bardzo chcesz poniżyć ich związek, pra
                          > wda?

                          Krezzz nikogo nie mam zamiaru ponizyc!
                          Pokaz mi prosze w ktorym miejscu ponizam Anie lub Micha???

                          Krezzz rzucasz sie na matke ze jest niewydolna emocjonalnie
                          i wolisz oddac dzieci "wydolnemu ojcowi".

                          Kazdemu z rodzicow mozna zarzucic popelnianie wielu bledow:
                          moje pytanie co moglibysmy poradzic IM zeby dziecom dzialo sie mniej krzywdy??
                          Myslisz ze ciagle awanturowanie sie Micha (z poparciem partneki
                          i jemu sie wtedy wydaje ze ma zawsze racje, nie zaleznie jakie glupoty robi i
                          pisze) pozwala jego ex znalezc spokoj w jej zyciu??

                          krezz stawiasz matke w pozycji jedzy, ktora pomimo rozwodu
                          ciagle czepia sie biednego Micha!
                          Jestes pewna ze tak naprawde jest??

                          A to chyba do konca nie jest tak:
                          Krezz sprobuj prosze popatrzec na to z obydwu stron (rodzicow)
                          lub jak wolisz z 3 stron (jeszcze partnerki)
                      • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 19:05
                        Pardon, za szybko wysłałam (do Kasimasi).

                        Otóż, Kasiumasiu, co jak co, ale (o ile chodzi o Michszyba), to akurat on mi się
                        wydaje kapitalnym ojcem. Czytałam swego czasu co nieco, to wyczytałam smile

                        To, że jest lekarzem, to chyba nic złego. Twierzisz, że lekarze są złymi
                        rodzicami? Może w ogóle pracujący są złymi rodzicami?

                        Skąd wiesz, na ile etatów będzie pracowała Ania? Może na jeden? A może wcale?

                        To, co napisałaś o jej przyszłej relacji z pasierbami jest świństwem. Skąd się
                        takie coś bierze? Ot, chyba z samego autora/autorki...
                        • kasiamasia Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 19:34
                          Krezz zawsze mi sie wydawalo ze zeby byc dobrym rodzicem
                          trzeba moc z dzieckiem/dziecmi spedzic czas
                          i budowac z nimi relacje.
                          wkleilam historie Anii i Micha tylko dla tego
                          ze sama tam pisala i ilosci czasu spedzanego z Nim
                          (wtedy ze swoim zonatym kochankiem).
                          Bedac lekarzem z dyzurami i spedzanie duzej ilosci czasu z kochanka
                          faktycznie dawalo Michowi ogramna ilosc czasu na bycie fantastycznym
                          zaangazowanym ojcem...........

                          Ania1ooo sama pisala o swoich troskach zwiazanych
                          ze swoja ciaza i wysokoscia przyszlego macierzynskiego
                          (i jej 2 etatow).
                          Co do macierzynstwa, szczegolnie pierwszego:
                          nie zawsze wyglada ono tak jak nam sie wydawalo ze biedzie.
                          Czy twoje Krezz macierzynstwo bylo takim jakim sie spodziewalas?

                          Ja kocham mojego syna bardzo, ale nie ukrywam ze bylo dla mnie bardzo meczace to
                          ze nie udalo mi sie przespac jednej pelnej nocy
                          przez pierwsze dwa lata zycia mojego dziecka.
                          Przy tym pracowalam na pelnym etacie.

                          Nie wiem co bym w tym wszystkim czula kiedy musialbym jeszcze byc przy tym
                          ciagle cierpliwa i usmiechnieta do dzieci mojego Misia
                          i jeszcze go wspierac w Wojnie z Ex, i jeszcze rozwijac sie zawodowo
                          a i jeszcze przynoscic wiekszosc pieniazkow do budzetu domowego.
                          No chyba ze zyjesz w swiecie utopi albo jestes superwpomen!!!
                          • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 19:57
                            I właśnie ten czas na budowanie relacji ojca z dziećmi usiłuje matka
                            ograniczyć.

                            Powtarzam- jeśli to chodzi o Michszyba, to jest on ojcem jak najbardziej ok.
                            Jeżeli nie o niego-nie ma o czym mówić w tej materii.

                            Każda kobieta w ciąży jest obciążona- mężatka, nie- mężatka, panna, czy kolejny
                            raz zamężna. Nie rozumiem, po co to wyciągasz. Z tego, że Ania jest w ciąży,
                            nie możesz niczego wnioskować poza ...ciążą.

                            Moje macierzyństwo było lepsze, niż się spodziewałam, a spodziewałam się
                            wszystkiego najlepszego. Ale- co to ma do czegokolwiek? Czy ciąża i
                            macierzyństwo to zagrożenie dla rodziny? Czy nowe dziecko jest zagrożeniem dla
                            żyjących już dzieci?

                            To, że przypuszczasz, iż Ty w tej sytuacji nie dałabyś rady, nie oznacza, że kto
                            inny nie da. Ludzie mają kolejne związki, kolejne dzieci pracując i rozwijając
                            się zawodowo. Po prostu. I nie jest to utopia ani oni nie są nadludźmi.

                            Wyznam, że Twoje rozumowanie jest dla mnie tajemnicą.

                            • kasiamasia Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 20:13
                              > I właśnie ten czas na budowanie relacji ojca z dziećmi usiłuje matka
                              >
                              ograniczyć.
                              > Powtarzam- jeśli to chodzi o Michszyba, to jest on ojcem jak najbardziej ok.
                              > Jeżeli nie o niego-nie ma o czym mówić w tej materii.

                              Ja mowie o czasie kiedy mieszkal w domu rodzinnym a czas spedzal
                              w ramionach kochanki: moje pytania:
                              w jaki sposob zona ograniczala mu ten czas, kiedy jeszcze o kochance nie wiedziala, a on tlumaczyl sie zapracowaniem i koniecznoscia zarabiania pieniedzy.

                              > Moje macierzyństwo było lepsze, niż się spodziewałam, a spodziewałam się
                              > wszystkiego najlepszego.
                              To bardzo mnie to cieszy, ze Tobie wszystko poszlo z platka


                              Ale- co to ma do czegokolwiek? Czy ciąża i
                              > macierzyństwo to zagrożenie dla rodziny? Czy nowe dziecko jest zagrożeniem dla żyjących już dzieci?>
                              > To, że przypuszczasz, iż Ty w tej sytuacji nie dałabyś rady, nie oznacza, że kt
                              > o
                              > inny nie da. Ludzie mają kolejne związki, kolejne dzieci pracując i rozwijając
                              > się zawodowo. Po prostu. I nie jest to utopia ani oni nie są nadludźmi.
                              Uwazasz ze dziecko Ani i Micha nie zmeni dynamiki zycia rodzinnego
                              i ilosci czasu ania bedzie mogla poswiecic tamtym dzieciom??

                              >
                              > Wyznam, że Twoje rozumowanie jest dla mnie tajemnicą.

                              krezz Twoje rozumowanie jest takze tajemnica dla mnie
                              (i podejrzewam ze paru innych osob tutaj)
                              • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 20:38
                                No widzisz, Kasiumasiu, znajdywał jednak czas dla dzieci. Jakim cudem? Jak każdy
                                pracujący rodzic. Chodzi Ci o to, że spędzał czas także z Anią? A jak spędzał
                                czas miłosny z żoną, to też kradł ten czas dzieciom? No, chyba nie. Czyli jednak
                                nie o ten czas Ci chodzi. Chodzi o to, że nie z żoną, tak? Ale, co mają do tego
                                dzieci?

                                Zona mu ogranicz ten czas TERAZ. Znaczy- m.w. od czasu jak się dowiedziała, że
                                zamierza ją opuścić.

                                Nie poszło mi jak z płatka. A raczej- przeciwnie. Ale to nie ma nic do
                                satysfakcji, radości, chęci itd.

                                Ależ nowe dziecko w sposób oczywisty zmieni dynamikę tego domu- jak zawsze w
                                takiej sytuacji. Tylko- co to ma do rzeczy? Czy kolejne dziecko w rodzinie jest
                                złem?

                                Twoje rozumowanie jest dlatego tajemnicą, że podnosisz kwestie wielodzietności
                                albo wprost: dzietności jako problematyczne. Tutaj akurat to nie jest problemem.
                                W czym moje rozumowanie jest dla Ciebie tajemnicą?
                                • kasiamasia Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 29.08.10, 21:17
                                  > No widzisz, Kasiumasiu, znajdywał jednak czas dla dzieci. Jakim cudem? Jak każd
                                  > y
                                  > pracujący rodzic. Chodzi Ci o to, że spędzał czas także z Anią? A jak spędzał
                                  > czas miłosny z żoną, to też kradł ten czas dzieciom? No, chyba nie. Czyli jedna
                                  > k
                                  > nie o ten czas Ci chodzi. Chodzi o to, że nie z żoną, tak? Ale, co mają do tego
                                  > dzieci?

                                  Mich sam przyznawal sie na forum ze obowiazki wychowcze powiezal zonie
                                  bo byl zajety erosem i kariera.
                                  Krezz ty teraz bronisz Micha, bo mial czas dla dzieci.
                                  Moje pytanie kiedy go mial, bo przeciez wszyscy mamy tylko 24 godziny na dobe i
                                  przez dlugi czas jego uwaga i czas byly gdzie indziej.
                                  I nagle Mich wyprowadza sie z domu i "MUSI" miec duzo czasu z dziecmi
                                  A gdzie byl przed wyprowadzka??

                                  Co do tego utrudniania kontaktow: na co skarzyl Mich:
                                  ze zona dostawala piany
                                  kiedy wpadal (po wyprowadzce) nie zapowiedzianie do domu,
                                  ze notorycznie sie spoznial z odwiezieniem dzieci
                                  miala problemy ze zdoga na spanie maluchow poza domem
                                  (ze za male i ze w obecnosci kochanki).......

                                  > Ależ nowe dziecko w sposób oczywisty zmieni dynamikę tego domu- jak zawsze w
                                  > takiej sytuacji. Tylko- co to ma do rzeczy? Czy kolejne dziecko w rodzinie jest
                                  > złem?
                                  >
                                  > Twoje rozumowanie jest dlatego tajemnicą, że podnosisz kwestie wielodzietności
                                  > albo wprost: dzietności jako problematyczne. Tutaj akurat to nie jest problem

                                  Nie, zle interpretujesz moje myslenie:
                                  jest inna sytuacja bycie dobra Ciacia dla dzieci Misia z doskoku
                                  a inna miec swoje pierwsze dziecko (nieznane wczesniej problemy do rozwiazania).
                                  Mam tylko nadzieje ze Ani nie trafi sie ciezki polog, depresja poporodowa,
                                  problemy zdrowotne, chore lub chorujace ciagle dziecko i pare innych rzeczy,
                                  ktore moga sie przytafic.

                                  Ale ty Krezz juz wiesz ze OBOJE dojrzali i juz ich tylko czeka
                                  "happily ever after"
                                  Mam nadzieje Krezz ze masz te informacje z dobrych zrodel:
                                  Ja czytajac Anie i Micha (raz po raz pieniacego sie na forum)
                                  nie widze tej dojrzalosci ludzi w wieku 35+,
                                  ktorzy powinni juz po swoich rozwodach (i nieudanych zwiazkach)
                                  nabrac troche dystansu i cierpliwosci........
                                  Ja zycze im wszystkiego dobrego
                                  tylko mi tych dzieci zal (bo to im robia prawdziwa krzywde)
                                • bramstenga Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 10:51
                                  Chodzi Ci o to, że spędzał czas także z Anią? A jak spędzał
                                  > czas miłosny z żoną, to też kradł ten czas dzieciom?

                                  Sorry, ale zapędzasz się do absurdu. W przypadku maleńkich dzieci "czas miłosny"
                                  z żoną niemal nie istnieje i ogranicza się prawie wyłącznie do pomocy młodej
                                  mamie przy niemowlęciu. No chyba że Ty jako młoda matka przesiadywałaś dniami i
                                  nocami sam na sam z mężem w hotelach...
                                  ~bramstenga
                                  • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 10:57
                                    I Ty też, Brutusie (w formie żeńskiej) ? ))))

                                    Przecież wiadomo, że nie o ten czas chodzi smile
                                    Ale tak, spędzałam go miłośnie z własnym ślubnym. Karmiąc piersią i przewijając
                                    niuńki. Robiłam przerwy w karmieniu i przewijaniu. No, dało się smile Zapewne ten
                                    czas ukradłam dzieciom.
                                    • bramstenga Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 11:17
                                      Owszem, czas w tym wypadku to rzecz bardzo ważna.
                                      Bo akurat rozkwit romansu przypadł na okres, gdy żona Micha - samotnie -
                                      borykała się z początkami macierzyństwa (być może dla Ciebie było to cud miód i
                                      orzeszki, ale - sorry za truizmy - przyjmij do wiadomości, że dla większości
                                      kobiet jest to trudne doświadczenie związane choćby ze skrajnym zmęczeniem).
                                      Jeśli Mich potrafił zostawiać swoje dzieci w okresie noworodkowym/niemowlęcym,
                                      żeby samemu oddawać się igraszkom z kochanką, to IMO po prostu jest kiepskim
                                      rodzicem
                                      i tyle.
                                      ~bramstenga
                                      Zauważ poza tym, że nie pytałam, czy spędzałaś. Pytałam, czy to spędzanie miało
                                      formę całonocnych/wielogodzinnych posiadówek w hotelach bez dzieci.
                                      • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 11:30
                                        Och, już pisałam, ze dla mnie, jak dla większości matek, to był czas trudu i
                                        kłopotów, a nawet większy, bo mieliśmy wszyscy kłopoty, a niektórzy nas nawet
                                        umarli. Ale i wielkiej radości i satysfakcji.

                                        A po cóż mi były te hotele. Czas miłosny można spędzać w domu. I tu i tam
                                        byłabym zajęta czym innym, niż dziećmi smile

                                        Przecież to kpina, o czym piszesz. To małżeństwo Micha było fikcją. Tak się
                                        zdarza. Nie nam oceniać. I powtarzam- nie to jest tematem.

                                        • bramstenga Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 13:11
                                          Czas miłosny można spędzać w domu. I tu i tam
                                          > byłabym zajęta czym innym, niż dziećmi smile

                                          Nieno, fantastycznie. Sugerujesz, że Michu na swoje wielogodzinne randki
                                          wybierał czas, gdy dzieci słodko spały, a jak tylko zakwiliły, zabierał manatki
                                          i pędził do domu?
                                          (Wiem, że już gonisz w piętkę z obroną stadła swojego idola, ale uprzejmie
                                          proszę o nieobrażanie inteligencji forumowiczów).

                                          >To małżeństwo Micha było fikcją.

                                          Z jego punktu widzenia. (Co zresztą nie przeszkodziło mu bardzo owocnie "spędzać
                                          miłośnie czasu" z żoną). Miło byłoby, gdyby poinformował o tym w stosownym
                                          czasie drugą stronę.
                                          ~bramstenga
                                          • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 13:39
                                            No dobra, bawimy się tu wszyscy przednio, Ty też, więc graj uczciwie (nie
                                            obrażając inteligencji szan. forumowiczów.
                                            Ale ok))) Powiedz mi, kiedy w takim razie jest dobry czas na zdradę, skoro nie w
                                            niemowlęctwie. Ile lat muszą mieć dzieci, by było ok.
                                            Jeżeli odpowiesz mi, że takiego czasu nie ma, to ja zapytam, po co w ogóle
                                            podnosisz kwestię tego niemowlęctwa itd- przeca durną, aż strach)))

                                            Wiesz, co usłyszałam (przeczytałam) od osoby z tego forum? Że takie informowanie
                                            to jest dopiero nieuczciwość! Serio smile

                                            Miłośnie to spędzali razem z żoną ten czas poczynając dzieci. Ludzie różnie, jak
                                            widać, pojmują "miłość"...
                                            • bramstenga Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 14:06
                                              No więc krótko:
                                              1) Na zdradę - w sensie oszustw i potajemnego (cytat) "bzykania podwładnych"
                                              (rzecz wyjątkowo obrzydliwa nota bene, bo wykorzystująca zależność służbową) -
                                              nigdy nie jest dobry czas.
                                              2) Kobieta w okresie okołoporodowym ma prawo oczekiwać od swojego partnera -
                                              ojca dziecka - szczególnej pomocy. Niemowlę wymaga wyjątkowej opieki, jest
                                              bardzo absorbujące na poziomie fizycznym - jeśli Michu jako ojciec (i lekarz)
                                              nie był w stanie tego zrozumieć, jest kiepskim rodzicem. CBDO.
                                              ~bramstenga
                                              • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 15:59
                                                No właśnie- ten czas "nigdy" mnie tu interesuje. Albowiem w sprawie Micha czas
                                                "nie-nigdy" (czas małych dzieci)jest podnoszony.

                                                Kobieta ma prawo zawsze oczekiwać wsparcia- nie tylko w tym okresie. Mnie
                                                ciekawi, dlaczego ona tego o swoim mężu nie wiedziała. Przecież to "widać,
                                                słychać i czuć"- pardon. Ie wiedziała, że jest źle? Albo wiedziała, i się z nim
                                                bzykała?
                                                Coś mi tu dziwnie wygląda. A jak to się skonfrontuje z jej zachowaniem PO, o
                                                wygląda to jeszcze nieciekawiej. Na kiepskiego rodzica właśnie. Bo, że na
                                                kiepską żonę, to jasne.

                                                Po prostu- dziwne. Najpierw tak ważnych rzeczy nie widzi, a potem tak bardzo się
                                                rzuca- w odmowie uznania rzeczywistości.
                                                Ciekawi mnie ta logika.
                                                • kasiamasia Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 16:10
                                                  Krezz, znowu kalkujesz (ze swoja historia)
                                                  Powiedz mi prosze o zrodle twoich informacji
                                                  na temat tego co Ex wiedziala i nie wiedziala
                                                  i co robila i nie robila..........

                                                  Ja ciagle nie widze w niej tego niewydolnego rodzica
                                                  (mniej wydolnego niz ojciec).

                                                  Z tego co ojciec pisal to Ex stusuje sie (bardzoiej tak niz nie)
                                                  do ustalen sadowych.
                                                  To ojciec ja najezdza, to on sie awanturuje.........

                                                  krezzzz100 napisała:

                                                  > No właśnie- ten czas "nigdy" mnie tu interesuje. Albowiem w sprawie Micha czas
                                                  > "nie-nigdy" (czas małych dzieci)jest podnoszony.
                                                  >
                                                  > Kobieta ma prawo zawsze oczekiwać wsparcia- nie tylko w tym okresie. Mnie
                                                  > ciekawi, dlaczego ona tego o swoim mężu nie wiedziała. Przecież to "widać,
                                                  > słychać i czuć"- pardon. Ie wiedziała, że jest źle? Albo wiedziała, i się z nim
                                                  > bzykała?
                                                  > Coś mi tu dziwnie wygląda. A jak to się skonfrontuje z jej zachowaniem PO, o
                                                  > wygląda to jeszcze nieciekawiej. Na kiepskiego rodzica właśnie. Bo, że na
                                                  > kiepską żonę, to jasne.
                                                  >
                                                  > Po prostu- dziwne. Najpierw tak ważnych rzeczy nie widzi, a potem tak bardzo si
                                                  > ę
                                                  > rzuca- w odmowie uznania rzeczywistości.
                                                • aneta-skarpeta Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 16:29
                                                  krezzzz100 napisała:

                                                  > Coś mi tu dziwnie wygląda. A jak to się skonfrontuje z jej
                                                  zachowaniem PO, o
                                                  > wygląda to jeszcze nieciekawiej. Na kiepskiego rodzica właśnie.
                                                  Bo, że na
                                                  > kiepską żonę, to jasne.
                                                  >

                                                  dla mnie to wygląda na kiepskich rodziców i na kiepskich małzonków,
                                                  po równo- tyle tylko, że MIch sobie sprawę skomplikował mieszając w
                                                  to osoby trzecie- na własne zyczenie sobie zycie i swoim dzieciom
                                                  utrudnia

                                                  bo jaka zonę miał to dobrze wiedział

                                                  > Po prostu- dziwne. Najpierw tak ważnych rzeczy nie widzi, a potem
                                                  tak bardzo si
                                                  > ę
                                                  > rzuca- w odmowie uznania rzeczywistości.
                                                  > Ciekawi mnie ta logika.

                                                  nie znam Micha zony, moge powiedziec o sobie, może było podobnie
                                                  ja z moim ex planowalismy dziecko, bo było dobrze..poroniłam w
                                                  drastycznych okolicznosciach, on z tegoj udreki znalazł pocieszenie
                                                  w ramionach innej- tak mu było smutno. nie widziałam o tym, bo wobec
                                                  mnie był słodkopierdzący. wylizałam rany, chcielismy oboje spróbowac
                                                  jeszcze raz. fakt, że byłam zamroczona i poronieniem i checia
                                                  posiadania dziecka, ale on byył bardzo za.
                                                  przypadkiem dowiedziałam sie w czasie ciązy, że jednak nie jest tak
                                                  słodko jak mogłoby się wydawać..jak sie urodziło dziecko był juz
                                                  dramat, bo po 3 tyg zachwycania sie słodkim różówym bobo
                                                  atrakcyjniejsze było jeżdzenie do kochanki..a czasu dla dziecka i
                                                  zony bylo coraz mniej...a ja stawałam sie coraz bardziej
                                                  sfrustrowana, coraz bardziej smaotna i coraz bardziej zołzowata ( w
                                                  jego oczach), coraz mniej ciekawa i sie nakręcało

                                                  z perspektywy czasu, juz po urodzneiu dziecka zrozumiałam, ze zyłam
                                                  w wykreowanym wizerunku małzenstwa, fakt mogłam zauwazyc wczesniej,
                                                  ale nie robi to ze mnie takiej świni jaką był mój ex, bo to on grał,
                                                  bo to on udawał, bo to on kłamał. moja wina było to, że mu wierzyłam
                                                  i za dobra monete brałam to co mówił

                                                  • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 16:48
                                                    Zgoda, że oboje byli kiepskimi małżonkami, albo inaczej - stworzyli kiepski
                                                    związek. Jak wszyscy tutaj, zapewne. Co do ich rodzicielstwa- pozostańmy przy
                                                    odmiennych zdaniach.

                                                    Z tymi osobami trzecimi, to bym była ostrożna. To zwykle papierek lakmusowy
                                                    związku- zatem, całkiem przydatna figura (trochę żart, a bardziej nie).

                                                    Kto utrudnia życie dzieciom, to już jest całkiem jasne.

                                                    I o ten wykreowany obraz mi chodzi. O to, że niektórzy całkiem podmieniają obraz
                                                    rzeczy pod rzecz samą. I są źli, gdy się obraz wykopyrtnie. Ale, żeby and rzeczą
                                                    popracować, albo od niej odejść- nie.
                                                    Coś jak mordowanie posłańca, miast wzięcia się za bary z wieścią, którą przynosi...

                                            • aneta-skarpeta Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 14:22
                                              krezzzz100 napisała:

                                              > No dobra, bawimy się tu wszyscy przednio, Ty też, więc graj
                                              uczciwie (nie
                                              > obrażając inteligencji szan. forumowiczów.
                                              > Ale ok))) Powiedz mi, kiedy w takim razie jest dobry czas na
                                              zdradę, skoro nie
                                              > w
                                              > niemowlęctwie. Ile lat muszą mieć dzieci, by było ok.


                                              jesli mamy juz szukac odpowiedniego czasu na zdradę, to okres
                                              niemowlęctwa jest jednym z najgorszych..oznacza on bowiem tyle, że
                                              jeszcze całkiem niedawno było natyle dobrze, żeby miec uniesienia
                                              miłosne z żona, a nawet może planowac dzieci, a raptem w chwili
                                              najgorszej dla tejze kobiety, odpływac w uniesieniach z inna kobieta
                                              w hotelu

                                              bo mało, ze on duzo pracowął i zona musiała sobie ze wszytskim sama
                                              radzic, co jest trudne, to w wolnych chwilach zamiast gonic do
                                              dzieci i zony wolał sie zabawiac w hotelu
                                  • aneta-skarpeta Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 14:06
                                    bramstenga napisała:

                                    > Chodzi Ci o to, że spędzał czas także z Anią? A jak spędzał
                                    > > czas miłosny z żoną, to też kradł ten czas dzieciom?
                                    >
                                    > Sorry, ale zapędzasz się do absurdu. W przypadku maleńkich
                                    dzieci "czas miłosny
                                    > "
                                    > z żoną niemal nie istnieje i ogranicza się prawie wyłącznie do
                                    pomocy młodej
                                    > mamie przy niemowlęciu. No chyba że Ty jako młoda matka
                                    przesiadywałaś dniami i
                                    > nocami sam na sam z mężem w hotelach...
                                    > ~bramstenga

                                    dodatkowo młodzi rodzice buduja bliskośc poprzez przytulanie,
                                    rozmowy w obecnosci dziecka/dzieci

                                    zeby Mich mógł budowac więź z kochanka musiał zabrac ten czas
                                    dzieciom..dodatkowo bardzo duzo pracował
                                    • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 14:09
                                      Ale to chyba się dzieje w w każdym wieku dziecka, prawda? Czy ktoś mnie wreszcie
                                      uświadomi, kiedy jest najlepszy czas na zdradę, skoro ten wiek (niemowlęcy i
                                      małoletni) jest tu tak dyskutowany?

                                      Ktoś tu coś ad absurdum apelował...
                                      • aneta-skarpeta Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 14:26
                                        najlepszy czas na zdrade jest w momencie, gdy nie ma dzieci

                                        jak juz się pojawiają to czym mniejsze, tym wieksze swinstwo
                                        • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 14:59
                                          O to mi chodzi. Ino czemu, im mniejsze, tym większe świństwo- to raz. A dwa-
                                          dlaczego się skupiać na tym akurat, skoro to odwodzi od zasadniczego problemu,
                                          jakim jest świństwo wyrządzane przez matkę dzieciom, która ogranicz im kontakt z
                                          dziećmi.

                                          Ciekawe, czy ktoś na to odpowie wreszcie. I co daje kręcenie się wokół pieluch,
                                          skoro to nie o pieluchy chodzi.
                                          • aneta-skarpeta Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 15:14
                                            > O to mi chodzi. Ino czemu, im mniejsze, tym większe świństwo- to
                                            raz

                                            Bo dziecko 18letnie ma bardziej "własne zycie", a rodzice "własne"
                                            jest to dośc duze uproszczenie, ale jak jest dziecko małe- a samo
                                            się na świat nie prosiło, to jest mało odpowiedzialne wzgledem
                                            dziecka dopuszczanie do zdrady i powodowanie konfliktu miedzy
                                            rodzicami

                                            oczywiscie czasem może związek po prostu nie wyjśc, wtedy nalezy sie
                                            rozstać nawet jak sa dzieci, ale nie mieszac do tego zdrad, osób
                                            trzeich i zwiazków na zakładkę

                                            tak jest najzdrowiej

                                            a teraz w kwestii MIchszyba- mało jest ojcowskiej troski do dzieci w
                                            jego zachowaniu, gdy ma jedno malutkie dziecko, a drugie w drodze,
                                            mało jest ojcowskiej opieki dziećmi gdy sie spędza całe dnie w
                                            drogim hotelu ( za słowami ani1ooo). on wtedy nie myslał o żonie,
                                            ale nie myslał tez o dzieciach. zreszta ze słów ani mozna
                                            wywnioskować, że generalnie lubił zycie szpitalnego casanovy- a w
                                            takim zyciu mało czasu na rodzinę, oj mało...

                                            jakby mu naprawdę tak strasznie zalezało na dobru dzieci to by
                                            najpierw rozszedł się z żoną, ugładził te relacje, a potem układał
                                            sobie zycie z inną

                                            w zachowaniu Micha widać miłosc ojcowska, która obudziła się dopiero
                                            po rozpadzie związku- wczesniej mu nie przeszkadząło, że całe dnie
                                            ich nie widział i nie spędzał z nimi każdej wolnej chwili

                                            wiec takim cudownym ojcem nie jest. Dzieci oczywiście bardzo kocha,
                                            może nawet po rozstaniu zaczęło mu ich znacznie brakowac, ale nie
                                            idealizujmy go bo to śmieszne

                                            • krezzzz100 Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 15:49
                                              Niektórzy twierdzą, że im starsze dziecko, tym gorzej, bo dziecko więcej
                                              rozumie, a jak się do tego dołoży destabilizację hormonalną nastolatka to piekło
                                              gotowe. Małe zaś dziecko bierze rzeczywistość za naturalną, zatem łatwiej się
                                              godzi, albo wcale nie musi przechodzić etapu godzenia się z nią.
                                              Moim zdaniem to problem: golono/strzyżono, ale przede wszystkim zupełnie
                                              nieistotny wobec rzeczywistego problemu.

                                              Co do związków na zakładkę. A co, jak nowa relacja otwiera oczy na
                                              rzeczywistość? Tak twierdzą psychologowie. Obnaża wady starego związku, wychodzą
                                              na jaw ukrywane a niezrealizowane potrzeby, itp.
                                              Co wtedy?

                                              Co do Micha- no cóż, małe dziecko jednak za bardzo nie kontaktuje ze światem,
                                              większość czasu śpi, albo (starszemu nieco) wystarczy mu intensywna zabawa.
                                              Równie dobrze można powiedzieć o dużo pracującym rodzicu, że krzywdzi dziecko.
                                              To nie ten problem znowu.
                                              Zresztą Michu pisał o tym inaczej- że spędzał z chłopakami sporo czasu, i że go
                                              uwielbiają. Czyli- spędzał czas z nimi skutecznie, zapewne czynnie.

                                              Miłość ojcowska widać. To najważniejsze. My go nie idealizujemy. Po prostu- jest
                                              dobrym ojcem, przecież to nie grzech.

                                              Ja osobiście próbuję cały czas oddzielić wymiar ojcowski od jego nieudanego
                                              związku. Ale widzę, że to jakaś magia dla forumowiczek (zwłaszcza). Profil
                                              moralno-erotyczny Michszyba nie ma nic wspólnego z jego realizacją ojcowską.
                                              Zwłaszcza, ze teraz jest w ustabilizowanym związku.

                                              Myślenie forumowiczów meandrami chodzi...


                                              • bramstenga Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 16:10
                                                > Co do Micha- no cóż, małe dziecko jednak za bardzo nie kontaktuje ze światem,
                                                > większość czasu śpi, albo (starszemu nieco) wystarczy mu intensywna zabawa.

                                                Nieno, jasne, a do przewijania je/przytulania do snu/noszenia, gdy płacze,
                                                wystarczy zapewne robot...
                                                Zaklinasz rzeczywistość.

                                                > Równie dobrze można powiedzieć o dużo pracującym rodzicu, że krzywdzi dziecko.

                                                Owszem, czasem krzywdzi.

                                                > To nie ten problem znowu.

                                                Tak, to cały czas ten problem. Jakości ojcostwa.

                                                > Zresztą Michu pisał o tym inaczej- że spędzał z chłopakami sporo czasu, i że go
                                                > uwielbiają. Czyli- spędzał czas z nimi skutecznie, zapewne czynnie.

                                                To oznacza tylko tyle, że Michu o tym pisał. Nic poza tym. Zresztą dzieci na
                                                ogół uwielbiają rodziców. Nawet kiepskich.

                                                Po prostu- jes
                                                > t
                                                > dobrym ojcem, przecież to nie grzech.

                                                To Twoje zdanie oparte wyłącznie na deklaracjach Micha i jego partnerki. Tylko
                                                jakoś rzeczywistość skrzeczy. (Dlaczego np. nie ubiegał się w sądzie o opiekę?)

                                                > Ja osobiście próbuję cały czas oddzielić wymiar ojcowski od jego nieudanego
                                                > związku.

                                                Więc dlaczego skrzętnie omijasz kwestię ewidentnego zaniedbywania przez niego
                                                dzieci w okresie niemowlęcym?
                                                ~bramstenga
                                              • aneta-skarpeta Re: A kiedy nabral tej wydolnosci?? 30.08.10, 16:16
                                                krezzzz100 napisała:

                                                > Małe zaś dziecko bierze rzeczywistość za naturalną, zatem łatwiej
                                                się
                                                > godzi,

                                                ale widac jaką rzeczywistośc funduje dzieciom Mich i jego ex jako
                                                naturalną. Policja, awantury, szarpanie, poscigi, 2 "mamy". to
                                                troche duzo jak na dziecko w wieku przedprzedszkolnym

                                                dziecko starsze- np 17latek jest troszkę koło tego- oczywiscie
                                                przechodzi bunt, ale dzieci sa rozne i relacje z nastolatkami takze
                                                i łatwiej im wytłumaczyc, nie trzeba z policją przyjezdzac, a
                                                relacje sa bardziej "dorosłe". ale oczywiscie wszystko zalezy od
                                                dzieci.

                                                mysle, że nie byłoby aż tak jakby w tle nie było kochanki- wiadomo,
                                                ze to domysły, ale sytuacja byłaby zdrowsza

                                                mój syn niał 1.3 roku gdy się rozstaliśmy z meżem. zaowocowało to
                                                strasznym zżyciem ze mną- lekko niezdrowym, a awantury które
                                                fundował ex, a w które czasem dawąłam sie wplątac zaowocowały duzymi
                                                problemami dziecka, co wyszło dopiero po dłuzszym czasie, bo relacja
                                                miedzy nami nie była zdrowa. U micha też nie jest, choc jest inna- a
                                                to odbija sie na dzieciah w kazdym wieku- prawie dorosły czlowiek
                                                prędzej sobie z tym poradzi niz maluch -kilkulatek




                                                > Co do związków na zakładkę. A co, jak nowa relacja otwiera oczy na
                                                > rzeczywistość? Tak twierdzą psychologowie. Obnaża wady starego
                                                związku, wychodz
                                                > ą
                                                > na jaw ukrywane a niezrealizowane potrzeby, itp.
                                                > Co wtedy?
                                                >

                                                ale dlaczego wszedł w nowy zwiazek w czasie trwania starego, skoro
                                                uważał, ze związek jest ok, a dopiero nowy ujawnił jego braki?
                                                wiem, skomplikowałam to zdaniesmile

                                                > Co do Micha- no cóż, małe dziecko jednak za bardzo nie kontaktuje
                                                ze światem,
                                                > większość czasu śpi, albo (starszemu nieco) wystarczy mu
                                                intensywna zabawa.


                                                czy to oznacza, że to najlepszy okres na spotykanie się z kochanką?
                                                bo nie rozumiem. maluszek nie potrzebuje opieki, milosci i
                                                zajmowania sie nim przez ojca?

                                                > Równie dobrze można powiedzieć o dużo pracującym rodzicu, że
                                                krzywdzi dziecko.

                                                jesli pracuje nadmiernie to szkodzi, bo jesli decydujemy sie na
                                                dziecko to musimy miec dla niego czas- oczywiscie trzeba pracowac,
                                                ale jest roznica miedzy pracą 8-16, a praca 6-20


                                                > To nie ten problem znowu.
                                                > Zresztą Michu pisał o tym inaczej- że spędzał z chłopakami sporo
                                                czasu, i że go
                                                > uwielbiają.

                                                powiem z punktu widzenia dziecka. moj syn był traktowany przez
                                                swojego tate po macoszemu. był olewany, ignorowany, ojciec nie mial
                                                dla niego czasu. Jednak jak juz znalazł to syn był w siodmym niebie
                                                i jak za dotknięciem czarodziejskiego zaklęcia zapominał o tym jak
                                                płakał bo tata nie przyszedł. Tak bardzo był spragniony kontaktu z
                                                nim




                                                >
                                                > Ja osobiście próbuję cały czas oddzielić wymiar ojcowski od jego
                                                nieudanego
                                                > związku. Ale widzę, że to jakaś magia dla forumowiczek (zwłaszcza).


                                                niestety w tak młodym wieku dzieci i matka to troche jednosc
                                                1. uczucia matki niestety wplywaja bezposrednio na dzieci
                                                2. dzieci bardzo mocno odczuwaja niefajna sytuację w domu
                                                3. chcąc nie chcąc rozstając się z matka, rozpieprzamy dom
                                                dzieciom.
                                                4. złe relacje z zona, a tymbardziej rozstanie bezpośrednio wpływają
                                                negatywnie na dzieci- tak jak fakt, że kłoce sie z męzem wpływa na
                                                atmosfere w domu-> komfort dziecka




                                                > Zwłaszcza, ze teraz jest w ustabilizowanym związku.


                                                a dzieci nadal miedzy młotem, a kowadłem- w nieustabilizowanej
                                                sytuacji

                                      • malahitka Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolonego 30.08.10, 14:29
                                        A to się nie uda. Zdrada jest złem i przywołuje syfiaste skutki.
                                        Pytanie Twoje jest podszyte manipulacją, bo kto na nie odpowie, ten zdradę uzna
                                        za coś normalnego co można sobie wybrać i wplanowac bez złych konsekwencji w
                                        życie rodzinne. Twoje pytanie brzmi kiedy jest najlepszy czas na bycie
                                        nieuczciwą wobec rodziny i partnera. Nie ma tu potakującej odpowiedzi i nie
                                        będzie bo nieuczciwość i zdrada to nieuczciwość i zdrada. Choć zapewne byś
                                        chciała jej jakieś dobre cechy przypisać.


                                        W niektórych przypadkach rodzina się rozpada, bo małżonkowie nie są w stanie jej
                                        godnie kontynuowac razem. Jeśli razem do tego dojdą, że się rozchodzą, to
                                        nie muszą tego robić drogą zdrady. Zachowując tym dużo zdrowsze relacje
                                        po rozwodowe niż gdy zdrada się wyda, oszczędzając dzieciom syfu zdrady co jest
                                        wielkim obciążeniem emocji przy rozstaniu. Zdrada jest objawem egoizmu,
                                        wygodnictwa i tchórzostwa zdradzającej strony. I nie ma dla niej żadnego
                                        dobrego momentu. Nigdy.


                                        krezzzz100 napisała:

                                        > Ale to chyba się dzieje w w każdym wieku dziecka, prawda? Czy ktoś mnie wreszci
                                        > e
                                        > uświadomi, kiedy jest najlepszy czas na zdradę, skoro ten wiek (niemowlęcy i
                                        > małoletni) jest tu tak dyskutowany?
                                        >
                                        > Ktoś tu coś ad absurdum apelował...
                                        • krezzzz100 Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 14:44
                                          Nie manipulacją, tylko nakierowaniem na ów, przywoływany przez niektórych z
                                          utęsknieniem, absurd. Cieszę się, że ktoś to widzi smile

                                          A co jest zdradą, jak np. nikt niczego nie ukrywa?
                                          • aneta-skarpeta Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 14:49
                                            > A co jest zdradą, jak np. nikt niczego nie ukrywa?

                                            odpowiem pytaniem na pytanie

                                            czy jest różnica w zdradzie, gdy
                                            1. mąż idzie do burdelu, mówiąc, że idzie do kumpla na piwo
                                            2. mówi żonie, że idzie do burdelu

                                            ?

                                            któras zdrada jest mniejszą zdradą?

                                            mój maz gdy mnie zdradzał robił to nieudolnie, bo trudno było się
                                            niedomyslic, ale czy to oznacza że mniej mnie zdradzał, mniej
                                            zdradzana się czułam? nie.
                                            • krezzzz100 Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 15:01
                                              No, dla niektórych to ma znaczenie. Np. są tu tacy, którzy twierdzą, że prawda
                                              jest większym świństwem, niż ukrywanie.

                                              Nie pytałam o nieudolne kłamstwo, tylko o nie kłamanie w tej sytuacji. I nie
                                              mówię o burdelu. Ale o nowej relacji.

                                              • aneta-skarpeta Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 15:20
                                                > Nie pytałam o nieudolne kłamstwo, tylko o nie kłamanie w tej
                                                sytuacji. I nie
                                                > mówię o burdelu. Ale o nowej relacji.
                                                >

                                                a dla mnie, jako zdradzanej, jaką różnicę robi czy to burdel czy
                                                nowa "miłość"? i tak jestem robiona w trąbe i tak

                                                a jesli robione jest jawnie to i tak łamie przysiegę i zobowiązania
                                                i tak.
                                                Jeśli jemu nie podoba się coś we mnie, to powinien powiedziec,
                                                zebysmy mogli cos zmienic, jesli nie wychodzi to sie rozstajemy-
                                                moge byc zraniona, ale nie czuje się zrobiona w bambuko

                                                przy zdradzie- KAZDEJ -jest element oszukania
                                                • krezzzz100 Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 15:38
                                                  No, dla mnie to by jednak miało znaczenie- czy to zdrada przygodna, czy związek
                                                  uczuciowy. Ale, rozumiem, może nie mieć znaczenia.

                                                  A jeśli by mówił wcześniej, ale by był lekceważony?

                                                  Nie każdej- ten element oszukania występuje. Chyba, że zmienimy definicję zdrady.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 15:44
                                                    > A jeśli by mówił wcześniej, ale by był lekceważony?
                                                    >


                                                    to trza było od niej odejśc w cywilizowany sposób, bez kochanki na
                                                    plecach

                                                  • krezzzz100 Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 15:52
                                                    Nie każdy ma od razu kochankę, na boga. Mówię o nowej relacji uczuciowwej. Tak
                                                    też się zdarza.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 16:18
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > Nie każdy ma od razu kochankę, na boga. Mówię o nowej relacji
                                                    uczuciowwej. Tak
                                                    > też się zdarza.


                                                    a dla zdradzanego jaką różnicę robi, czy mąż/ żona zdrada go duchowo
                                                    ( relacja uczuciowa) czy fizycznie ( relacja erotyczna)?

                                                  • krezzzz100 Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 21:09
                                                    Dla mnie by miało. A dla Ciebie nie? Pytam.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 21:53
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > Dla mnie by miało. A dla Ciebie nie? Pytam.


                                                    w zasadzie to nie wiem czy by miało. Byłam zdradzana na zasadzie "ze
                                                    wszystkim co na drzewo nie ucieka" i bolało strasznie...gdyby
                                                    zakochał się na poważnie nie wiem czy bolało by mocniej czy słabiej,
                                                    pewnie troche inaczej. ale czułabym się tak smao oszukana i
                                                    zdradzona. jesli zdradziłby mnie w tym samym momencie zycia.

                                                    ale miałabym więcej szacunku do niego, gdyby przyszedł i
                                                    porozmawiał, zagrał w otwarte karty, a nie slizgał się i wypierał
                                                    jak żaba błota. niezależnie od rodzaju zdrady
                                                  • krezzzz100 Re: Usiłujesz zdradę ustanowić jako coś dozwolone 30.08.10, 22:15
                                                    No właśnie. Też tak sądzę. I sądzę, ze to poważna różnica. A jednak-i tak źle.
                                                    Otóż to.
            • ekscytujacemaleliterki Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 18:01
              Całkiem niepotrzebnie Krez jest Ci mi żal ponieważ mam się świetnie.
              Ale po kolei.
              Czytaj Droga Koleżanko, dokładnie czytaj i ze zrozumieniem - wiem, że potrafisz.
              Wszędzie podkreślałam, że Ania jest BYŁĄ kochaną a AKTUALNĄ partnerka - to po
              pierwsze.
              Po drugie wspieranie partnera, w rozwiązaniu małżeństwa w sądzie kończy się
              orzekaniem o winie, tegoż partnera.

              Ale ja rozumiem Krez, jako osoba która zdradziła ZAWSZE będziesz uważała, że nic
              się nie stało.
              Zawsze znajdziesz milion wymówek i tłumaczeń do zdrady.

              Odpowiedz na Twoje pytanie w sprawie dziecka mojego ex narzeczonego brzmi:
              Nie, nie traktowałabym jak członka mojej rodziny ponieważ to dziecko nie byłoby
              członkiem mojej rodziny tylko mojego byłego narzeczonego.
              I nie widziałabym powodu, żeby z nim omawiać cokolwiek w tym temacie. Czy to
              wybierać przedszkole, czy miejsce na wakacje. Ponieważ to dziecko ma matkę która
              powinna to konsultować z jego ojcem.
              Czym innym jest wspieranie partnera a czym innym mieszanie się w obowiązki,
              kompetencje i prawa.

              Ale Ty nie pojmiesz, nigdy.

              Acha, mam rozumieć że Twoje dzieci mieszkają z Tobą? Wow!
              Pozbywasz się imagu wyrodnej matki?
              • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 18:29
                I tak, Litery, dołączyłaś do swego kolegi, Tri. W klasie.

                Skoro jest byłą kochanką, to czemu to wyciągasz? Co Cię to obchodzi i co to ma
                do rzeczy?

                Jakoś wspieranie mnie przez mojego partnera w rozwodzie nie skończyło się
                orzeczeniem mojej winy- a wysoki sąd wiedział o mojej nowej relacji. To jak to
                jest?

                Nigdy nie twierdziłam, że nic się stało, skoro związki się rozpadają, a ludzie
                nawiązują nowe relacje. Tylko, że to nie jest temat tego wątku. Ciekawe,
                dlaczego ten aspekt podnosisz uporczywie...

                To, co napisałaś o ewentualnych dzieciach ewentualnego Twojego partnera, opisuje
                Cię dostatecznie.

                W zasadzie (bez szczegółów) można powiedzieć, że dzieci mieszkają ze mną.
                Rozumiem, że chcesz dokopać rodzicom, z którymi dzieci nie mieszkają, nazywając
                ich wyrodnymi? Piękne to postępowanie. Ale skoro tak, to dokopujesz: 1. połowie
                (z grubsza) rodziców, 2. mojemu eks w części (choć na to nie zasłużył).

                Nic nie wiesz o kompetencjach, prawach i obowiązkach opiekuńczych w sytuacji
                rodzin rekonstruowanych. Twoja ignorancja poraża. Twoje intencje też.

                • ekscytujacemaleliterki Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 20:42
                  Krez,
                  nie wiesz?
                  Przecież to taaaaakie proste.
                  Ty mądra jesteś tylko taką głupiutką czasem złośliwie udajesz smile.

                  Co nie zmienia faktu, że znów wypaczasz fakty. Nie pisałam o ewentualnych
                  dzieciach mojego ewentualnego partnera tylko odpowiedziałam na Twoje pytanie o
                  konkretnego partnera i konkretne dziecko.
                  • ekscytujacemaleliterki Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 20:50
                    Aaaa, jeszcze jedno Krez.
                    W odróżnieniu do Ciebie ja nie skrzywdziłam swojego ex,w odróżnieniu do Ani nie
                    skrzywdziłam żadnej byłej żony i wiesz, właśnie to najlepiej mnie charakteryzuje.
                    • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 21:39
                      No nie wiem, czy to akurat charakteryzuje Cię najlepiej...Dla mnie już się
                      określiłaś dostatecznie w swoim stosunku do dzieci partnera.

                      Z tym, czy nie skrzywdziłaś eks partnera- tego nie wiemy. Wiemy tylko to, że z
                      jakiegoś powodu szukał czegoś u innej.
              • nangaparbat3 kochanka;) - na marginesie dla Językoznawcy Jarkon 29.08.10, 18:40
                Jakiż to chłopiec piękny i młody?
                Jaka to obok dziewica?
                Brzegami sinej Świtezi wody
                Idą przy świetle księżyca.

                Ona mu z kosza daje maliny,
                A on jej kwiatki do wianka;
                Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
                Pewnie to jego kochanka.

                Kiedyś - jak u Mickiewicza - "ukochana"

                potem - wiek XX - osoba, z ktorą uprawia się seks bez ślubu

                A co teraz nie wiem - czy żeby mowic o "kochance" wystarczy że ktoś z nią sypia,
                czy kochanek kochanki musi żonę, albo/i kochanka powinna miec męża?
                Czy moze przestaje się byc kochankami wraz ze wspólnym zamieszkaniem?
                I czy to jest słowo bardzo silnie nacechowane ujemnie?
                I co, kiedy się razem mieszka, ale wciąż jest żoną/męzem?
              • nangaparbat3 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 18:52
                >>>>>Odpowiedz na Twoje pytanie w sprawie dziecka mojego ex narzeczonego brzmi:
                Nie, nie traktowałabym jak członka mojej rodziny ponieważ to dziecko nie byłoby
                członkiem mojej rodziny tylko mojego byłego narzeczonego.
                I nie widziałabym powodu, żeby z nim omawiać cokolwiek w tym temacie. Czy to
                wybierać przedszkole, czy miejsce na wakacje. Ponieważ to dziecko ma matkę która
                powinna to konsultować z jego ojcem.
                Czym innym jest wspieranie partnera a czym innym mieszanie się w
                >>>>>>>obowiązki kompetencje i prawa.

                A ja też tego nie pojmę, o czym zresztą wielokrotnie kruszylam kopie na forum
                macochy, i nawet mnie raz za to karnie usunieto.
                Otóż uważam, że jeśli między dwojgiem ludzi jest prawdziwa bliskosc, to
                traktowanie wzajemne ich dzieci jako członkow rodziny jest oczywistością. To nie
                jest równoznaczne z traktowaniem ich jak własne dzieci - ale, na przykład, jak
                siostrzeńców czy bratankow, którzy też mają własnych rodziców, a przecież nie są
                nam obojętni. Mnie na przykład bliskie są w takim właśnie stopniu dzieci exa i
                next, tylko dlatego, że to rodzeństwo mojej córki - i tą drogą jakoś weszły te
                małe do mojej, nawet szerzej pojętej (nie tylko ja i córka), rodziny.
                Ale podkreslam - to nie daje mi żadnego prawa do ingerowania w życie next -
                natomiast czuję się na przykład pomóc jej, kiedy tego potrzebuje (a ja mogę).
              • panda_zielona Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 19:41
                ekscytujacemaleliterki napisała:

                > Po drugie wspieranie partnera, w rozwiązaniu małżeństwa w sądzie
                kończy się
                > orzekaniem o winie, tegoż partnera.

                A ja o ile sobie przypominam Michszyb pisał,że rozwód orzeczono z
                winą obojga.
                Co do reszty się nie będę wymądrzać,bo już się określałam.
                • kasiamasia michszyb napisał 29.08.10, 20:02
                  panda_zielona napisała:


                  > A ja o ile sobie przypominam Michszyb pisał,że rozwód orzeczono z
                  > winą obojga.
                  > Co do reszty się nie będę wymądrzać,bo już się określałam.


                  michszyb napisał:

                  > No więc tak jak sądziłem jestem już po rozwodzie na pierwszej rozprawie. Winę
                  > wziąłem na siebie bo nie miałem ochoty prać kolejne dwa lata brudów.
                  • panda_zielona Re: michszyb napisał 29.08.10, 20:44
                    kasiamasia napisała:
                    > michszyb napisał:
                    >
                    > > No więc tak jak sądziłem jestem już po rozwodzie na pierwszej
                    rozprawie.
                    > Winę
                    > > wziąłem na siebie bo nie miałem ochoty prać kolejne dwa lata
                    brudów.

                    A to sorry,aż tak daleko nie chciało mi się grzebać w historiismile
                    • krezzzz100 Re: michszyb napisał 29.08.10, 20:53
                      Panda, ale ja nie wzięłam, i sąd tej winy nie orzekł smile
                      • panda_zielona Re: michszyb napisał 29.08.10, 21:08
                        Odpowiadałam Kasimasi,która gdzieś w hisorii odnalazła wpis Micha,że
                        wziął winę na siebie.Ja byłam w błędzie,bo mnie się zdawało,że sam
                        Mich pisał,że winę orzeczono obopólną.

                        krezzzz100 napisała:

                        > Panda, ale ja nie wzięłam, i sąd tej winy nie orzekł smile
      • tricolour Anka, nie dziw się... 29.08.10, 12:43
        ... że forum reaguje tak emocjonalnie na Twoje pytania.

        Są tu ludzie, którzy patrzą na tą samą rzecz z biegunowo różnych pozycji.
        Jedni patrzą tak, jak TY więc szukają rozwiązania sprawy przedszkola,
        alimentów czy podziału majątku, bo takie rozwiązanie BUDUJE ich świat. Tak
        jest w Twoim przypadku.

        W sytuacji przeciwnej, gdy patrzy osoba skrzywdzona, porzucona to
        jakiekolwiek grzebanie przy sprawach okołorozwodowych, grzebanie nawet
        konstruktywne i przyszłościowe jest grzebaniem przy DESTRUKCJI tego, co
        było. Jest to bolesne. O ile ból nie jest usprawiedliwieniem działania na
        szkodę dzieci, to o tyle jest WYTŁUMACZENIEM takiegoż postępowania. Trzeba
        zrozumieć, że gdy kogos boli, to lepiej poczekać na powrót do normalności
        niż forsować rozumne zachowania pomimo bólu.

        Jeśli prawdą jest (bo tego nie wiem) że jesteś partnerką Micha,
        spodziewasz się dziecka, planujecie założyć rodzinę, to możesz spróbować
        sobie wyobrazić, że rodzisz dziecko, a ojciec zostawia Cię z maluszkiem,
        bo w trakcie Twojej ciąży już miał kolejna kochankę. Czy w takiej sytuacji
        byłabyś w stanie racjonalnie funcjonować? Nawet twoje przyzwoite zarobki
        poleciałyby na łeb, bo matka z maluszkiem jest utrapieniem pracodawcy i
        chętnie jej sie pozbywa.

        Ty patrzysz z perspektywy szczęścia więc świat jest różowy, a na dodatek
        we dwójkę wspieracie się generując dużo energii dla związku. Gdy ktoś
        cierpi, jest upokorzony, ma problemy finansowe, to raczej zlękniony
        wyptaruje kolejnych zagrożeń, by miec siłę odeprzeć piętrzące się
        przeciwności. Może nawet wyptrywać zagrożeń tam, gdzie ich nie ma, jednak
        umiejętenośc rozróżniania wiąże się z równowagą psychiczną, a taką po
        rozwodzie uzyskuje się czasem latami.

        Miej więc zrozumienie dla sytuacji, która możesz przydarzyć się Tobie.
        • tarantula007 Re: Anka, nie dziw się... 29.08.10, 13:03
          Eeee, jeśli Ania1000 to kochanka Micha, to i tak nie pojmie tergo co
          piszesz Tric. Żeby zrozumieć trzeba mieć nieco przynajmniej empatii,
          a kobieta, która chce byc kochanica żonatego faceta z dwójka dzieci,
          z których jedno dopiero co się urodziło (bo historia owej "miłości"
          trwa już tak ze trzy lata albo i dłużej) nie ma żadnych umiejetności
          wczucia się w sytuację innej osoby w jej uczucia i przezycia. Dla
          takich "dam" liczą się wyłącznie jej własne potrzeby. Ale spoko, jak
          urodzi swoje dziecko to pasierbiatka staną się "zepsutymi przez
          matkę dzieciakami" i ani ona, a i podejrzewam tatuńcio już tak o
          dzieci zabiegać nie będą. Więc była zona powinna życzyć szczęśliwego
          rozwiązania, to może troche spokoju w końcu będzie miała... No chyba
          że Ania... to inna pupcia nie Michowa smile
        • nangaparbat3 Jeszcze jedno, Tri 29.08.10, 13:09
          Osoba porzucona - wszystko jedno, czy porzucający odchodzi do kogoś czy w
          samotnośc - ma dwa pozytywy, na których może budowac: spokój i niezaleznosc. To
          na nich można budowac szczęśliwe (w miarę) zycie w samotności. Jesli z ta osobą
          zostają dzieci, sytuacja staje się niesłychanie delikatna - jak zapewnic
          niemieszkającemu z dziecmi rodzicowi kontakt z małymi, ale jednocześnie nie
          naruszyc tych dwóch elementów, na ktorych porzucony buduje swoje samotne życie?
          Trzeba wielkiego taktu, wyrozumiałości, gotowości do kompromisu i autorefleksji.
        • ani_chybi prawdopodobienstwo 29.08.10, 13:44
          Niewykluczone ze sie zdarzy skoro sama zainteresowana pisze o swoim
          wybranku tak: "I wtedy pojawił się ON. Poznaliśmy się w pracy. Był
          moim przełożonym, a władza
          to świetny afrodyzjak. W dodatku miał opinię takiego, co to lubi
          dmuchać swoje
          podwładne. Wiedziałam, że ma żonę i dwójkę malutkich dzieci. To mi
          nie
          przeszkadzało, wręcz przeciwnie czyniło go bardziej atrakcyjnym. "
          forum.gazeta.pl/forum/w,46529,105142248,,Zdradzac_i_byc_zdradzanym.html?v=2


          • tricolour Nieźle się czyta... 29.08.10, 15:14
            ... ciekawe co obrońcy wymyślą na takie opinie porzuconej kochanki:

            "Życie mi się załamało. O pomoc poprosiłam męża, oczywiście pomógł. Pozwolił mi
            wrócić do naszego mieszkania, chociaż miał już kogoś.
            Nawet nie rozpakowałam swoich rzeczy, trzy miesiące spędziłam w łóżku, gapiąc
            się w sufit lub oglądając filmy na kompie i jadąc na prochach" ... "Po trzech
            miesiącach odrętwienie zaczęło mijać, a pojawiło się wkurwienie"

            A jeśli chodzi o dobro dzieci to może szanowni obrońcy kochanki wypowiedzą się w
            tej kwestii: "Wiedziałam, że ma żonę i dwójkę malutkich dzieci. To mi nie
            przeszkadzało, wręcz przeciwnie czyniło go bardziej atrakcyjnym".
            • z_mazur Re: Nieźle się czyta... 29.08.10, 15:27
              A kto broni kochanki?

              Wątek jest o zdradzie i kochance? smile))

              Poza tym to co pisze w tamtym poście, to że tak powiem klasyka gatunku w przypadku romansu.

              Skoro jej wtedy nie przeszkadzały dzieci, to pewnie tym bardziej jej teraz nie przeszkadzają.

              Ciekawi mnie skąd ten ton satysfakcji ("szanowni obrońcy kochanki") w Twojej wypowiedzi Tri?

              Małość czasem z każdego wyłazi, nawet z Ciebie. smile
              • tricolour Jeżeli małość z KAZDEGO wyłazi... 29.08.10, 15:37
                ... to raczej nie wytykaj jej u mnie tylko zauważaj u siebie i może rób coś z
                nią... A jeśli Tobie nie przeszkadza Twoja, to mnie moja i gadać nie ma o czym.

                Przyznaję poza tym, że klasyka gatunku. A ton satysfakcji stąd, że lubię gdy
                prawda wychodzi na jaw.
              • tricolour Mam też jedno pytanie... 29.08.10, 15:43
                ... powiedz, jak matka samotnie wychowująca dzieci może sobie tak zorganizować
                życie, by przez trzy miesiące leżeć w łóżku, gapić w sufit, oglądać filmy na
                kompie i jechać na prochach? Rozumiesz - odrętwienie.

                No, pytam po to, by Anka jakoś pomogła tej kobiecie z dwójką dzieci. Ma
                doświadczenie w życiu w bólu. Co prawda nie miała wtedy obowiązków wychowania
                dzieci, ale może jakoś pomoże zamiast zmuszać do egzekwowania prawa.
                • z_mazur Odpowiem razem 29.08.10, 15:54
                  Nie od dziś wiadomo, że jednym z najlepszych sposobów na rozstanie jest umiejętność zajęcia się czymś.

                  Matka małych dzieci, ma zdecydowanie ułatwione zadanie w znajdowaniu sobie czegoś do zajęcia się, niż samotna kobieta.

                  Poza tym jak już pisałem, wątek jest o postępowaniu matki odnośnie utrudniania kontaktów, a nie o romansie.

                  Skoro ty możesz mieć satysfakcję, z czegoś, to ja też mogę mieć, choćby z przyłapania Cię na małostkowości, ot taka moja małostkowość.

                  A prawda i jej wychodzenie na jaw? Nie rozśmieszaj mnie i przejżyj sobie wątek, czy ktoś tu pisał cokolwiek innego.

                  A już górnolotne twierdzenie, że "prawda wyszła na jaw", gdy prawda nie była ukrywana, i nie dotyczy sprawy jest zwyczajnie śmieszne.

                  Pewnie jeszcze parę innych prawd możnaby odkryć. Tylko czy to cokolwiek zmienia w problemie poruszonym w wątku.

                  Przypomnę, problemem jest stosunek matki do sądowych postanowień dotyczących opieki nad dziećmi i możliwość ich egzekucji.

                  Ale ogólnie mnie rozbawiłeś. smile
                  • nangaparbat3 Re: Odpowiem razem 29.08.10, 16:01
                    Ty naprawdę uważasz, że sąd wydał jakieś postanowienie co do przedszkola, do
                    którego mają chodzic dzieci?
                  • tricolour Cieszę się, że rozjaśniam Ci niedzielę... 29.08.10, 16:04
                    ... znamy się długo więc lepiej gdy się bawimy niż smucimy smile

                    Widzisz, ja zadałem to pytanie, bo chciałem uniknąć sytuacji, że jedna kobieta
                    daje sobie prawo do leżenia trzy miesiące w wzrokiem zbitym w sufit, a nie daje
                    takiego prawa innej kobiecie.

                    Mnie taka asymetria mocno dotyka, bo oczekiwałbym, że ktoś doświadczony bólem po
                    zdradzie znacznie łatwiej będzie współczuł innemu zdradzonemu i rozumiał, że
                    potrzeba czasu na powrót do normalności.

                    Nie uważasz podobnie?
                  • tricolour Humor mi dalej dopisuje... 29.08.10, 16:09
                    ... "Nie od dziś wiadomo, że jednym z najlepszych sposobów na rozstanie jest
                    umiejętność zajęcia się czymś. Matka małych dzieci, ma zdecydowanie ułatwione
                    zadanie w znajdowaniu sobie czegoś do zajęcia się, niż samotna kobieta"

                    Uważam, że samotnym porzuconym przez małżonków powinno się amputować kończyny.
                    Myślę, że zajęci poszukiwaniem protez znacznie łatwiej znosiliby ból rozstania.

                    smile
                    • kasiamasia Re: Humor mi dalej dopisuje... 29.08.10, 17:14
                      tricolour napisał:

                      > ... "Nie od dziś wiadomo, że jednym z najlepszych sposobów na rozstanie jest
                      > umiejętność zajęcia się czymś. Matka małych dzieci, ma zdecydowanie ułatwione
                      > zadanie w znajdowaniu sobie czegoś do zajęcia się, niż samotna kobieta"
                      >
                      > Uważam, że samotnym porzuconym przez małżonków powinno się amputować kończyny.
                      > Myślę, że zajęci poszukiwaniem protez znacznie łatwiej znosiliby ból rozstania.
                      >

                      nie tak do konca:
                      jezeli jestes zdradzona, porzucona kobieta z malymi dziecmi
                      i masz problem ze znalezieniem sie w nowej sytuacji
                      (i ze spelnianiem zyczen ex-malzonka i jego nowego partnera)
                      To poprawnym rozwiazaniem jest/byloby:
                      zabranie Tobie dzieci, wyrzuceniem Ciebie z domu
                      a potem juz w ramach prewencji obciecie tobie konczyn
                      zebys mogl/mogla sie skoncentrowac na bolu fizycznym i szukaniu protez

                      To wtedy juz druga strona moze zostawi Cie w spokoju
                  • mola1971 Re: Odpowiem razem 29.08.10, 16:16
                    z_mazur napisał:
                    Matka małych dzieci, ma zdecydowanie ułatwione zadanie w znajdowaniu sobie czegoś do zajęcia się, niż samotna kobieta.

                    A to ciekawe... Bardzo ciekawe... Rozumiem, że z własnego doświadczenia to wiesz wink
                    A tak całkowicie poważnie to tylko na zewnątrz tak wygląda. Będąc matką malutkich dzieci przeżyłam coś podobnego jak ex żona autorki wątki i powiem Ci tylko tyle, że dzieci owszem zajmują czas, ale nie łagodzą bólu. A w takiej sytuacji najgorszą rzeczą jest wszechogarniający ból psychiczny.
                    Żeby było jasne ani nikogo tu nie bronię, ani nie obwiniam tylko po prostu nie zgadzam się z tym, że matka małych dzieci ma "zdecydowanie ułatwione zadanie". Osoba samotna może się uwalić na łóżku i użalać się nad sobą do woli a matka musi wstać i zająć się dziećmi uważając przy tym by jej stan psychiczny nie udzielił się dzieciom oraz po prostu pilnować się przy zwykłych codziennych czynnościach by chwila nieuwagi nie spowodowała tragedii.
                    Po latach, gdy moje dzieci były już duuużo starsze i gdy ex zgotował mi podobne wrażenia było mi łatwiej. Właśnie dlatego, że dzieci były już na tyle duże by zająć się sobą a ja mogłam przez czas jakiś zająć się użalaniem nad sobą.
                    • ania1ooo Ad rem 29.08.10, 17:13
                      Choć widzę że temat pierwotny generalnie już się znudził, pozwalam sobie
                      zacytować to co mój partner napisał do ex.

                      Witaj

                      W czwartek 19.08.2010 r. dowiedziałem się od naszego starszego syna,
                      , że wypisałaś go z przedszkola, do którego do tej pory
                      uczęszczał i zapisałaś do innego. Zrobiłaś to bez mojej wiedzy i
                      jakiejkolwiek konsultacji. Jeszcze tego samego dnia próbowałem z Tobą na
                      ten temat porozmawiać. Nie wpuściłaś mnie do domu, wezwałaś policję i w
                      obecności policjantów z Komisariatu w X oznajmiłaś,
                      że nie zamierzasz rozmawiać ze mną na ten temat, ani też nie czujesz się
                      w obowiązku, aby mnie poinformować, do jakiego przedszkola planujesz
                      posłać dzieci.
                      Proszę Cię, abyś konsultowała ze mną ważne kwestie, dotyczące
                      wychowywania naszych dzieci. Przypominam, że obliguje Cię do tego nie
                      tylko Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy, ale przede wszystkim
                      troska jaką powinnaś wykazywać w dbaniu o dobro naszych małoletnich
                      synów. Niestety Twoja postawa, deprecjonująca mnie jako ojca dzieci, a w
                      szczególności całkowity brak chęci do komunikacji między nami, tworzy
                      sytuacje konfliktowe, które mają negatywny wpływ na rozwój naszych
                      dzieci.
                      Przypominam, o czym wspominałem Ci już wielokrotnie, że zależny mi
                      bardzo na dobru naszych dzieci i chce być rodzicem, który ma pełny wpływ
                      na rozwój i ich wychowanie. Pomimo Twoich nalegań nie zamierzam nigdy z
                      tego zrezygnować. Jest to mój obowiązek, z którego wywiązuje się jak
                      sadzę należycie, a Twoje próby ograniczenia mojego wpływu na dzieci
                      postrzegam jako niedorzeczne i będące w sprzeczności z ich dobrem.
                      Uważam, że są one podyktowane jedynie chęcią zemszczenia się na mnie.
                      Przykro mi, że jako matka, motywowana tak niskimi pobudkami, nie widzisz
                      zła, które czynisz. Szczególnie, że cierpią na tym głównie nasze dzieci.
                      Nie wiem, dlaczego przepisałaś dzieci do innego przedszkola. Niestety
                      jedyne co udało mi się od Ciebie dowiedzieć to to, że powodem zmiany
                      placówki edukacyjne jest chęć wydawania mniejszej kwoty na edukację
                      dzieci, a z oszczędzaniem na dzieciach nie zgadzam się. Z mojej wiedzy
                      wynika, ze koszty opieki przedszkolnej w przedszkolu, do którego
                      uczęszczał X nie uległy obecnie istotnej zmianie. Przypominam, że w
                      trakcie rozprawy rozwodowej, wnioskując o alimenty i podając koszty
                      utrzymania dzieci, podałaś kwotę będąca równowartością czesnego za
                      dwójkę dzieci w konkretnym przedszkolu niepublicznym, do którego
                      uczęszczał już nasz syn x. Tak więc powinnaś mieć w swoim budżecie,
                      przeznaczonym na utrzymywanie dzieci, zaplanowaną powyższą kwotę. Według
                      mojej oceny oszczędzanie na dzieciach nie powinno być priorytetem
                      Twojego budżetu. Nadmienię, że alimenty płacę na Twoje ręce w całości i
                      terminowo.
                      Psycholog dziecięcy, z którym się konsultowałem, wyraził opinię, że
                      taka zmiana, w sytuacji, w jakiej znajdują się nasze dzieci jest
                      nieuzasadniona i może być niekorzystna, a nawet szkodliwa dla ich
                      rozwoju. X świetnie odnalazł się w tym przedszkolu, ma tam kolegów,
                      a Y zna je, gdyż uczestniczył w zawożeniu i odbieraniu starszego
                      brata. Wychowawcy z "S" twierdzą, że X dobrze się czuł w
                      swojej grupie rówieśniczej i był w przedszkolu doskonale
                      zaaklimatyzowany. Nawiązał wiele dziecięcych przyjaźni. Próba
                      wprowadzenia tak dramatycznej zmiany w życie chłopców powinna być
                      podyktowana tylko jakimiś bardzo ważnymi przesłankami. Zmiana ta bowiem
                      będzie bardzo dla chłopców stresująca (nowe otoczenie, nowa grupa
                      rówieśnicza, zerwanie kontaktów z poprzednimi kolegami). W sytuacji, gdy
                      chłopcy nadal odczuwają skutki naszego rozwodu, oraz widzą Twoją ze mną
                      walkę, wprowadzanie tak traumatycznego przeżycia jest sabotowaniem ich
                      spokoju i poczucia przewidywalności świata jaki ich otacza. Przypomnę
                      Ci, że jeszcze niedawno zabraniałaś im przychodzenia do mnie i kontaktów
                      z moją nową partnerką, aby ich uchronić przed natłokiem zmian. Teraz
                      chcesz wprowadzić dużo większe zamieszanie w ich życiu bez jakichkolwiek
                      racjonalnych przesłanek.
                      W związku z powyższym proszę abyś:
                      1. Wypisała chłopców z nowego przedszkola
                      2. Kontynuowała w przypadku X i rozpoczęła w przypadku Y
                      edukację przedszkolną w Przedszkolu "S" od 1
                      września.
                      Jeśli zignorujesz moje prośby, to informuję Cię, że zamierzam podjąć w
                      tej sprawie odpowiednie kroki prawne i wnieść sprawę do sądu. Postaram
                      się również, aby dzieci nie narażać na niekorzystne dla nich zmiany i do
                      czasu postanowienia sądu w tej sprawie, będę starał się zawozić je do
                      "S".
                      Proszę rozważ to, o czym piszę, jeśli to możliwe w kategoriach dobra
                      dzieci, a nie finansowych, lub tym bardziej związanych z brudną grą jaką
                      ze mną toczysz.
                      Brak odpowiedzi na mój list będę traktował jako zgodę.
                      Zależy mi na porozumieniu.
                      • tricolour List całkiem niezły... 29.08.10, 17:25
                        ... problemem jest "Brak odpowiedzi na mój list będę traktował jako zgodę"
                        ponieważ brak odpowiedzi jest brakiem odpowiedzi. Zgodę wyraża sie
                        wyrażając zgodę, a nie milcząc z jakiegoś powodu.

                        Więc z tym nieszczęsnym zdaniem list brzmi jak szantaż, a przeciez nie
                        musi, gdy usuniecie to zdanie.... i cieprliwie poczekacie na odpowiedź.
                        Facet może wręcz napisać, że prosi o odpowiedź w ciągu np. miesiąca, a
                        potem podejmie kroki prawne.
                        • ani_chybi Re: List całkiem niezły... 29.08.10, 17:32
                          Te kroki prawne to wystapienie o zmniejszenie alimentow czy
                          ograniczenie matce wladzy rodzicielskiej w związku z przeniesieniem
                          dzieci do panstwowego przedszkola?
                          • ania1ooo Re: List całkiem niezły... 29.08.10, 17:38
                            Ani jedno ani drugie.
                            • nangaparbat3 Re: List całkiem niezły... 29.08.10, 18:19
                              A ile właściwie płaci się w tym przedszkolu?
                        • ania1ooo nie szantarz 29.08.10, 17:37
                          1 września jest już w środę. A jesli chodzi o brak odpowiedzi to próba wyjścia
                          na przeciw żeby ex mogła wyjść z tego z twarzą. Mój partner po prostu nie
                          oczekuje od niej oficjalnego przyznawania się do winy i "odszczekiwania" na
                          głos. Tylko tyle.
                          • tricolour No i co z tego, że we środę... 29.08.10, 17:43
                            ... jest pierwszego września? Wojna wybuchnie, czy co? Jesteście jak małe
                            dzieci, które muszą miec coś natychmiast?

                            "A jesli chodzi o brak odpowiedzi to próba wyjścia na przeciw żeby ex
                            mogła wyjść z tego z twarzą. Mój partner po prostu nie oczekuje od niej
                            oficjalnego przyznawania się do winy i "odszczekiwania" na głos. Tylko
                            tyle" - weź się nie kompromituj, kobieto!

                            Piszecie list z konkretnymi prośbami, które nie są ważne, bo chodzi o to,
                            by ex wyszła z twarzą? A co Was obchodzi z czym wyjdzie ex jeśli istotą
                            rzeczy jest sprawa DZIECI? Niech sobie ex wychodzi nawet z dupą zamiast
                            twarzy jeśli RZECZYWIŚCIE chodzi o dzieci!
                            • krezzzz100 Re: No i co z tego, że we środę... 29.08.10, 18:00
                              Ot, proszę, "z dupą"- co za słownictwo...
                              • tricolour Rozbudowuję wokabularzyk... 29.08.10, 18:02
                          • airam.as Re: nie szantarz 29.08.10, 17:54
                            ania1ooo napisała:

                            > Mój partner po prostu nie
                            > oczekuje od niej oficjalnego przyznawania się do winy i "odszczekiwania" na
                            > głos. Tylko tyle.


                            Do jakiej winy? Toż to paranoja jakaś. I jeszcze zona ma coś "odszczekiwać". Toż naprawdę trzeba miec tupet szalonej kochanicy, aby wyjeżdżać z takimi tekstami na temat byłej zony.
                            Facet odchodzi z kochanka w siną dal, płodzi dziecko na boku, to niech że ma tyle przyzwoitości by zostawić swoją żonę i dzieci w spokoju i przestać mącić, jątrzyć razem z kochanicą i pod przykrywką, że to wszystko dla dobra dzieci. Dla dobra dzieci, to by siedzial przy żonie i zajmowal się własna rodziną.


                            ps. Przerobiłam juz takich ja ty i jestem pewna, że to Twoje szczęście, jak każdej co tak robi, odbije Ci się czkawką. Życie Ci to jeszcze "wynagrodzi", z nawiązką.


                            • gazeta_mi_placi Re: nie szantarz 30.08.10, 10:58
                              >Dla dobra dzieci, to by siedzial przy żonie i zajmowal się własna rodziną.

                              Dokładnie.
                              Niestety niektórzy Panowie nie dorośli do posiadania chomika a co dopiero zakładania rodziny,a cierpią niewinne niczemu dzieci sad
                              Przykre,że mężczyznę przerasta odpowiedzialność za swoją własną rodzinę.
                              Po co ją zakładać w takim razie? Wszak można być bezdzietnym kawalerem i bezkarnie skakać z kwiatka na kwiatek.
                              Nie ma przymusu rozmnażania się i zakładania rodziny,jest antykoncepcja,są inne sposoby.
                          • tricolour A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 17:56
                            ... to zamiast żądać wypisania dzieci z przedszkola lepiej było poprosić o
                            wyjawienie powodów zamiany przedszkoli. Wypisanie jutro, w przeddzień
                            rozpoczęcia roku nie wchodzi w grę.

                            Po drugie: jeśli ojciec pisze, że będzie zawoził dzieci do innego
                            przedszkola niż matka, to sam siebie stawia w takiej samej sytuacji,
                            jakiej nie akceptuje u matki: jego musi być na wierzchu.
                            • inez_ka7 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 18:26
                              ...to teraz widać, że pan na kierowniczym stanowisku
                              1. szef ma zawsze rację
                              2. jeśli szef nie ma racji, patrz punkt pierwszy

                              Jeżeli on rozmawia z ex tak, jak pisze to gdzie tu miejsce na jakieś dogadanie się?
                              • mayenna Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 19:27
                                Tu przecież chodzi nadal o władzę i kontrolę.
                                Przypomniała mi się winda errora.

                                Najlepsze co może zrobić ojciec i jego partnerka to dać spokój. Właśnie w imię
                                miłości do dzieci, w imię ich dobra. Szkodliwość zmiany przedszkola jest
                                znikoma. Ciągła wojna miedzy rodzicami jest o wiele gorsza.

                                Konsekwencją sypiania z żonatym mężczyzną jest niechęć jego zony do kochanki -
                                byłej, aktualnej czy nawet kandydatki na nią.

                                Mam pytanie: jeśli Ania uważa pasierbów za członków rodziny to czy jej dziecko
                                będzie członkiem rodziny eks - żony? Przyznam, że zaciekawiło mnie takie podejście.
                                • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 19:46
                                  To MOJE podejście. Ania nic o tym nie mówiła. Można co najwyżej wnioskować, że
                                  sądzi podobnie, co ja.

                                  Gdybyś mnie pytała, a czuje się wywołana tym pytanie, to odpowiedź brzmi: to już
                                  należy od ich wewnętrznych ustaleń. Bowiem żadne obligum wynikającego z
                                  obowiązków i praw opiekuńczych tu nie zachodzi- eks bowiem takiej relacji z
                                  dzieckiem Ani nie ma. Ale - może, jeśli rodzice dziecka by się na to zgodzili.
                                  Zatem- symetria tu nie zachodzi. Dzieci partnera Ani z byłego związku należą
                                  zatem prawnie do obu rodzin, zaś dzieci partnera Ani z nią- tylko do jednej.

                                  Niechęć matki dzieci do obecnej partnerki eks- męża jest wymiarem, nad którymi
                                  matka dzieci powinna mieć panowanie.

                                  Nie widzę wojny ze strony partnera Ani. Widzę obronę pozycji ojca przed
                                  uszczuplaniem jego relacji z dziećmi oraz jego oczywistych praw jako ojca. I to
                                  jest temat, z którym zwróciła się tu Ania.

                                  • mayenna Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 20:12
                                    Uszczuplenie praw ojca jest ważniejsze niż spokój dzieci?

                                    Dzieci nie należą do obu rodzin. Partnerka ojca nie ma praw rodzicielskich. Z
                                    równym entuzjazmem przyjęłaby mieszanie się esk żony w wychowanie własnego
                                    dziecka jak to robi teraz owa zona. Nie ma tu nic niezwykłego.
                                    • airam.as Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 20:27
                                      mayenna napisała:

                                      > Uszczuplenie praw ojca jest ważniejsze niż spokój dzieci?
                                      >
                                      > Dzieci nie należą do obu rodzin. Partnerka ojca nie ma praw rodzicielskich. Z
                                      > równym entuzjazmem przyjęłaby mieszanie się esk żony w wychowanie własnego
                                      > dziecka jak to robi teraz owa zona. Nie ma tu nic niezwykłego.



                                      No właśnie.
                                      Kiedys pamiętam moj młody dostał na jakieś święto czy urodziny od panienki
                                      IPoda. ze 4 lata temu to bylo, kosztowalo to kupę kasy wtedy. Nie rozumiem np
                                      czemu to mialo sluzyć? Podkupieniu dziecka? Traktowania go jako swojej rodziny?
                                      Zwrocilam grzecznie, bo moje dziecko nie potrzebuje gadżetów, a tym bardziej nie
                                      potrzebuje ich od przyszywanej rodziny.
                                      Trzeba umiec zachowac pewien dystans, i nie może być tak, że facet zamieszkuje z
                                      pierwszą, druga czy dziesiątą panienką i wszytskie je moje dziecko i ja mamy
                                      traktować jak rodzinę. No bez przesady. Tym bardziej nie rozumiem, po co
                                      Ania1000 wpieprzasz się w nie swoje sprawy.
                                    • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 20:49
                                      Uszczuplenie praw ojca tu nie wchodzi w grę, bo nie ma do tego podstaw. I o to
                                      tu chodzi, bo matka usiłuje je uszczuplić.

                                      Dzieci należą do obu rodzin. Z racji praw rodzicielskich rodziców, którzy tworzą
                                      z partnerami-każde z osobna- rodzinę. Nie ma to nic w wspólnego z prawami
                                      rodzicielskimi macochy/ojczyma, bo takowe nie istnieją (poza przypadkiem
                                      przysposobienia lub adopcji) smile
                                  • inez_ka7 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 20:33
                                    cyt. "Dzieci partnera Ani z byłego związku należą zatem prawnie do obu rodzin"
                                    To znaczy co? Mają teraz dwie matki i jednego ojca? No to już jest jakieś kuriozum.
                                    Być może są tu takie zapędy i stąd opór ex. Ja chyba też bym się wściekła w
                                    końcu...
                                    • tricolour A co z nazwiskami? 29.08.10, 20:37
                                      Powinni pytać przed ślubem jakie nazwiska będą nosiły dzieci: czy matki,
                                      czy ojca i wypytac o przyszłych kochanków, by nie było potem kłopotu z
                                      nazwiskami w rodzinie.

                                      smile
                                      • mayenna Re: A co z nazwiskami? 29.08.10, 20:53
                                        Panie się po prostu zagalopowały z tą rodziną.

                                        Czasem po prostu trzeba odpuścić w imię spokoju dzieci.
                                        • krezzzz100 Re: A co z nazwiskami? 29.08.10, 21:06
                                          Jak Tri? Uznać, że dzieci nie należą do rodziny? Nie wychowywać ich, bo eks
                                          żonie się tak chce?
                                          • mayenna Re: A co z nazwiskami? 29.08.10, 21:42
                                            krezzzz100 napisała:

                                            > Jak Tri? Uznać, że dzieci nie należą do rodziny? Nie wychowywać ich, bo eks
                                            > żonie się tak chce?
                                            Dokładnie. Dla dobra tych dzieci. Czas i spokój sa tu chyba najlepszym
                                            lekarstwem. Ingerować w poczynania matki jeśli dzieciom istotnie dzieje się
                                            krzywda. prosić kuratora o pomoc gdy są jakieś niepokojące zjawiska.Darować
                                            sobie jednak błahostki. Winda zony errora jest tu najzabawniejszym przykładem



                                            • krezzzz100 Re: A co z nazwiskami? 29.08.10, 22:03
                                              Dokładnie to dla dobra dzieci należy wychowywanie ich przez OBOJE rodziców -
                                              także w stworzonych przez nie rodzinach.
                                              A dzieciom w tej konkretnie sytuacji dzieje się krzywda. I nie chodzi tu o
                                              błahostkę, ale o wymiar zupełnie zasadniczy. Wiadomo, jaki.

                                              Nie wiem, o co chodzi z windą Errora, i nie mam zamiaru się do tego odnosić.
                                        • only.elvie Re: A co z nazwiskami? 29.08.10, 21:22
                                          mayenna napisała:
                                          > Czasem po prostu trzeba odpuścić w imię spokoju dzieci.

                                          Jestem ciekawa czemu takich rad nie udziela się kobietom wink
                                          • krezzzz100 Re: A co z nazwiskami? 29.08.10, 21:32
                                            Bo nie! (tupią nóżką)))
                                      • krezzzz100 Re: A co z nazwiskami? 29.08.10, 21:02
                                        U nas nie ma smile A pytać -pewnie, że się powinno.
                                        • tricolour Fakt, z nazwiskami problemu nie macie. 29.08.10, 21:16
                                          Twój nowy mąz przyjął Twoje nazwisko więc się zunifikowało.

                                          Możnaby nawet wprowadzić taki zapis prawny, że skoro kobiety rodzą dzieci,
                                          a mogą je mieć nawet z całym autobusem facetów, to każdy kto przeleci
                                          jakąś chętną z automatu nabywa jej nazwiska.

                                          Tak na wszelki wypadek gdyby z tego dzieci były i coby sie nie nazywały:
                                          jeden Ikarus, drugi Setra...
                                          • krezzzz100 Re: Fakt, z nazwiskami problemu nie macie. 29.08.10, 21:32
                                            Cóż za subtelność...Coraz lepiej, Tri. Ty płodziłeś dzieci z autobusem kobitek
                                            czy co? Twoje metafory sporo mówią o Tobie.

                                            Nic się nie zunifikowało. Znowu kulą w płot. Słabo strzelasz.
                                            • tricolour Przyznam, że mam poczucie winy... 29.08.10, 21:40
                                              ... że czujesz się tutaj tak zaszczuta, że do niczego dystansu nie masz.

                                              Wiesz co? Dam Ci spokój. Serio. Sama i tak masz tyle zachodu ze sobą, z
                                              udowadnianiem, że czarne jest czarne, a białe jest białe, że jeszcze moje
                                              komentarze wydają się być zbyt okrutne. No, Ty raz po raz musisz zdawać
                                              relację z życiorysu... wystarczy.

                                              Życzę Ci szczęścia i długiego życia!
                                              • krezzzz100 Re: Przyznam, że mam poczucie winy... 29.08.10, 21:53
                                                No co Ty nie powiesz?

                                                Ale dziękuję. Tobie też wszystkiego najlepszego. Także w budowaniu nadwerężonych
                                                relacji z dorosłą już córką, którą opuściłeś. Może się udać, jak się postarasz
                                                zmienić.
                                    • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 20:43
                                      Nie, matkę mają jedną. I jedną macochę. Prawnie -Ania i ojciec dzieci tworzą
                                      rodzinę. Nic na to nie poradzisz. I to nie jest kuriozum, ale normalna struktura
                                      rodzinna. Prawna. Ze wspólnymi finansami, wspólnym gospodarstwem, wspólnym
                                      spędzaniem czasu, itd.
                                      Nie ma się o co wściekać.
                                      • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 20:44
                                        Uzupełnienie- Ania, jej partner i jego dzieci oraz dzieci Ani i jej partnera
                                        tworzą tę rodzinę.
                                        • mayenna Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 21:02
                                          Nie. Mylisz się. Rodzinę tworzą ojciec i matka plus dzieci z tego związku lub
                                          dzieci przysposobione. Ania nie jest członkiem rodziny wraz z ich ojcem. Tak to
                                          prawnie wygląda. Dzieci jej partnera nie są dla niej członkami rodziny ani ona
                                          dla nich.

                                          Mając odrobinę wyczucia w ogóle nie powinna zabierać głosu w żadnej kwestii ich
                                          dotyczącej. Same dzieci mogą dać Ani prawo głosu ale na to trzeba więzi
                                          emocjonalnej, zżycia się.

                                          Naprawdę spokój i pewien dystans mogą tylko pomóc.
                                          • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 21:14
                                            Ależ są rodziną. To Ty się mylisz. Są rodziną z racji tworzenia związku przez
                                            jednego z rodziców. To wystarczy. Macocha/ojczym należą do rodziny.

                                            Tytuł ma z racji bycia partnerką ojca. I także po to, by stworzyć więź.

                                            Dzieci, z chwilą gdy rozwiedzeni rodzice zawrą nowe związki, mają DWIE rodziny.

                                            A że spokój może pomóc- to być może. Ale nie z każdym spokojna relacja jest
                                            możliwa. Z matką dzieci -jak widać- nie.
                                            • inez_ka7 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 21:29
                                              ...na razie, nie... Ty sobie wypracowałaś model takiej pozszywanej rodziny. Ale
                                              ile to trwało? Tak trudno przypomnieć sobie emocje własne i exa? I zrozumieć, że
                                              nie każdy, a naprawdę mało kto jest gotowy od razu na taki układ
                                              • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 21:58
                                                Już pisałam, ile to trwało. Kilka miesięcy, z grubsza. Sądzę jednak, że de facto
                                                trwało całe życie, bo tyle się kształtuje charakter człowieka. Nigdy nie
                                                projektowałam moich uczuć do eks na relacje z dziećmi. I o to tu chodzi.
                                                Nie rozumiem, co to znaczy - nie być na to gotowym. To trzeba być gotowym, by
                                                nie krzywdzić własnym dzieci odbieraniem im ojca/matki? To do tego trzeba
                                                dorastać? Serio tak uważasz?

                                                Nikt nikomu nie odbiera prawa do emocji. Ale, żeby kosztem dzieci- nie rozumiem...
                                            • mayenna Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 21:32
                                              Przykro mi ale nie. Prawnie macocha\ojczym nie ma żadnych praw i nie jest
                                              rodziną.prosty przykład: co będzie jeśli ojciec umrze? Macocha nabędzie jego
                                              prawa jako rodzica?
                                              • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 21:42
                                                Między macochą/ojczymem a pasierbami zachodzi relacja powinowactwa, z czego
                                                wynikają określone prawa i obowiązki, w tym obowiązek alimentacyjny, najlepiej
                                                dowodzący istnienia relacji rodzinnej.

                                                I tak, w artykule 144 KRiO rozszerzono obowiązek alimentacyjny na osoby
                                                powinowate w pierwszym stopniu w linii prostej, w następujących sytuacjach:
                                                • dziecko może żądać świadczeń alimentacyjnych od ojczyma albo macochy, jeżeli
                                                przemawiają za tym zasady współżycia społecznego
                                                • ojczym albo macocha może żądać świadczeń alimentacyjnych od dziecka swego
                                                współmałżonka, jeżeli przyczyniali się do jego wychowania i utrzymania, a
                                                żądanie to odpowiada zasadom współżycia społecznego.
                                                Do obowiązku powyższych świadczeń w myśl przepisów KRiO stosuje się odpowiednio
                                                przepisy o obowiązku alimentacyjnym między krewnymi.
                                                • mayenna Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 22:17

                                                  "jeżeli przyczyniali się do jego wychowania i utrzymania, a
                                                  > żądanie to odpowiada zasadom współżycia społecznego."

                                                  To jest kluczowe. Napisałaś dokładnie to co ja. Jedynie wież i zażyłość powodują
                                                  skutki jak w rodzicielstwie naturalnym. Przy skonfliktowaniu rodziców i czynnym
                                                  udziale macochy w eskalowaniu ich nie widzę wielkich szans na realizację tego
                                                  zapisu KRiO
                                                  Powinowaty nie jest rodzicem i to jest szczegółowo rozgraniczone w tymże kodeksie.
                                                  • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 22:29
                                                    I właśnie to matka działa na szkodę tej więzi- ojca z dziećmi i jego partnerki z
                                                    jego dziećmi. Co, jak się może okazać, obróci się prawnie przeciw niej.
                                                    Nie tylko więź i zażyłość. Także realne nakłady- finansowe i wychowawcze. Które
                                                    mogą się uskutecznić MIMO obstrukcji stosowanej przez matkę.
                                                    Nigdzie nie napisałam, że powinowaty jest rodzicem. Napisałam, że należy do
                                                    rodziny.
                                                  • kasiamasia Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 22:47
                                                    Krezzz, ze tylko widzisz w tej calej sytuacji wine matki.
                                                    A ojciec to taki bezwinny i bezwolny czlowiek,
                                                    ktoremu caly czas robi sie krzywde??
                                                    Ojciec nie ponosi zadnej winy w zaistnalej sytuacji!!!

                                                    Co do partnerki Ojca: naprawde uwazasz ze jest ta tylko jedyna i wyjatkowa osoba niezbedna i konieczna w zyciu zagubionych dzieci?
                                                    I ona takze nie wprowadza zametu i nie podzega ojca przeciwko Ex?

                                                    Poprzednia zone ojciec zdradzal w pologu,
                                                    jestes pewna ze za 2 lub 5 lat nie bedzie nastepnej Pani?

                                                    Charakter ludzi poznaje sie po tym jak zachowuja sie w sytuacjach trudnych/zyciowych. W moich oczach (z tego co czytalam na forum pisane przez Micha i Anie1ooo) nie bardzo zdali swoje egzaminy zyciowe,
                                                    i przesuwanie calej winy w kierunku Ex nie jest tak do konca wlasciwe
                                                  • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 23:17
                                                    Nie rozmawiamy tu o winie, którą ponoszą rozwodzący się. Nic nam do tej winy,
                                                    ale przede wszystkim- nic tej winie do relacji z dziećmi, że tak rzeknę...

                                                    Tak, ona jest niezbędna dzieciom, dopóki jest partnerką ich ojca. Bo dzieci mają
                                                    prawo do ojca, który ma PEŁNE życie, a do tego należy także życie uczuciowe.
                                                    Wyjątkowa zaś w tej wyjątkowej relacji.

                                                    Nie widzę, by podżegała czy wprowadzała zamęt. Zadaje normalne pytania w obliczu
                                                    problemu, który powstał. I którego przyczyną jest postępowanie matki dzieci.

                                                    Pewnym nie może być nikt niczego. Ani w pierwszym ani czterdziestym związku.
                                                    Zejdźmy z takich "poziomów", bo to nie ma nic do niczego.

                                                    Nie Tobie oceniać, czy zdali egzamin, czy nie. Ponadto, nawet jak wtedy nie
                                                    zdali, nie wynika że teraz nie zdadzą. Przede wszystkim zaś ich przeszłość to
                                                    nie Twoja sprawa.

                                                    Osobiście, ja Ani ufam- podoba mi się jej szczerość, z jaką napisała o sobie.
                                                    Wolę to niż świętoszkowatą hipokryzję. Ja widzę ludzi, którzy dostali od siebie
                                                    więcej niż oczekiwali, i w obliczu tego dorośli (czytałam dziennik Michszyba i
                                                    Ani, jeśli to oczywiście o nich chodzi- i wiem, co czują do siebie). Widzę też
                                                    kochającego ojca i wspierająca go partnerkę. To wiele. Najbardziej zaś cenię
                                                    szczerość i dojrzałość. Ale, powtarzam- nasze opinie co do tego wymiaru nie
                                                    mają znaczenia dla sprawy, z którą Ania tu przyszła.

                                                    Nikt nie przypisuje eks całej winy. Winę ponosi za to, co robi z relacją ojca z
                                                    dziećmi.
                                                  • kasiamasia Do krezzz A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 23:35
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > Nikt nie przypisuje eks całej winy. Winę ponosi za to, co robi z relacją ojca z
                                                    > dziećmi.

                                                    Ja uwazam ze oboje maja wplyw na relacje miedzy soba i miedzy ojcem i dziecmi!
                                                    Czy uwazasz ze teraz 4 miesiace po rozwodzie, jazda poznym wieczorem do domu EX (bez uprzedzenia)i awanturowanie sie z przyjazdem policji,
                                                    to jest dojrzala droga komunikacji??
                                                    A pisanie listu z grozbami ze zrobi to co on bedzie chcial
                                                    i bedzie zawozil dzieci do tego a nie innego przedszkola??
                                                    Ty to nazywasz poprawna komunikacja z EX?!
                                                    I to tylko ona jest winna problemow w komunikacji!!!
                                                    Ja ciagle nie widze tej dojrzalosci i madrosci zyciowej
                                                    Ale stara sie robie i slepa.........

                                                    A zachowanie Ani: wspiera pieniackie zachwanie swojego partnera
                                                    nie wstrzymuje go w momencie kiedy ten leci sie awanturowac
                                                    i do tego wszystkiego nie widzi ze najprawdopodobniej przekracza pewne granice i miesza sie (na goraco) w sprawy w ktorych powinna chyba sobie na razie odpuscic
                                                  • krezzzz100 Re: Do krezzz A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 23:51
                                                    Przecież to ona wezwała policję.

                                                    List jest jak najbardziej ok. Jak się nie da rozmawiać, trzeba na piśmie. To
                                                    jest właśnie dojrzałe. Każdemu doradzam. A jak to nie pomoże- trzeba będzie
                                                    sądownie.

                                                    Ania nie ma powodu chować się po kątach. Ani "narazie", ani potem. Wspiera
                                                    rozsądne zachowania partnera. A to, że się radzi tutaj, to chyba nic złego (hm,
                                                    ...ale ona umie czytać). Poza tym, gdzie Ty widzisz jej "wpieprzanie sie"? W co?
                                                    Czy ona ustawia życie eks? Nie. Informuje się, co robić w sytuacji, gdy jej
                                                    partner jest oszukiwany.

                                                    To eks musi pojąć, że jej sabotaż obraca się przeciw dzieciom. A co do tego, czy
                                                    eks je
                                                  • krezzzz100 Re: Do krezzz A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 23:53
                                                    ...a co do tego, czy eks jest "przytłoczona" Anią (siada na niej, czy co) nie
                                                    mamy żadnego echa. To chore projekcje forumowiczów.
                                                  • kasiamasia Re: Do krezzz A jeżeli chodzi o list... 30.08.10, 00:09
                                                    I ja tez bym wezwala policje,
                                                    jezeli moj Ex zjawilby sie u mnie w domu
                                                    bez uprzedzenia i zaczal sie awanturowac.
                                                    Naprawde uwazasz ze to jest poprawna reakcja
                                                    "nachodzenie EX"???

                                                    Pisanie listu:
                                                    dowiedzial sie o przedszkolu z data startowa 1 wrzesnia
                                                    kiedy 19 sierpnia
                                                    pojechal po awanturowal sie,
                                                    napisal list z przypiska jezeli nie odpowiesz uwazam ze mi wolno wozic dziedzi gdzie chce.
                                                    A jezeli wyslal ten list /listem poleconym
                                                    to pewnie zona jeszcze zastanawia sie co zrobic
                                                    ogladajac 3 awizo.
                                                    Moze w czwartek (2 wrzesnia) list wroci jako
                                                    niedoreczony i nigdy nie przeczytany

                                                    Krezz, czy ty naprawde uwazasz to jako
                                                    poprawna forme komunikacji
                                                    pomiedzy rodzicami????
                                                    No i oczywiscie uwazasz ex zone
                                                    za jedyne zrodlo konfliktow.
                                                    Uwazam ze oboje robia wiele glupot i krzywd dzieciom.
                                                    Ale to co robi partner Ani (z jej goraca zacheta)
                                                    zaostrza tylko cala sytuacje i robi sie tylko gorzej

                                                    Krezz troche obiektywizmu:
                                                    kalkujesz ich sytuacje na swoja przeszlosc
                                                    i wydaje sie Tobie ze rola ani jest taka sama jak Twojego partnera
                                                    i dlatego jej tak zaciekle bronisz.

                                                    Ja w glebi serca mam nadzieje ze sie im uda, ze beda mieli okazje wspolnie naprawic stosunki z Ex (a nie tylko je zaogniac)
                                                    i beda mogli cieszyc sie i obserwowac rosnacych chlopakow na porzadnych ludzi.....
                                                  • krezzzz100 Re: Do krezzz A jeżeli chodzi o list... 30.08.10, 06:46
                                                    Mój partner ma pozycję pewną, od początku jasną, i niczego nie muszę tu bronić.
                                                    Nie musisz walić ad personam, choć to metoda wybitnie popularna tutaj. Pozycja
                                                    Ani też jest jasna i podobna do pozycji mojego partnera, nikt tu niczego nie
                                                    musi bronić. To forumowicze podnoszą aspekt zupełnie nieistotny.

                                                    Ich komunikacja jest chora. Za sprawą matki dzieci, niestety.

                                                  • airam.as Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 22:51
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > I właśnie to matka działa na szkodę tej więzi- ojca z dziećmi i jego partnerki
                                                    > z
                                                    > jego dziećmi. Co, jak się może okazać, obróci się prawnie przeciw niej.
                                                    > Nie tylko więź i zażyłość. Także realne nakłady- finansowe i wychowawcze. Które
                                                    > mogą się uskutecznić MIMO obstrukcji stosowanej przez matkę.
                                                    > Nigdzie nie napisałam, że powinowaty jest rodzicem. Napisałam, że należy do
                                                    > rodziny.


                                                    Krez, no ale jak matka działa na niekorzyść jakichkolwiek więzi?
                                                    Była ona, był mąż, dwójka dzieci. Mąż odchodzi. I OK! Niech idzie. Ona chce żyć
                                                    dalej tak jak żyła, organizować sobie życie, ale już bez niego. Bo on odszedł z
                                                    własnej woli przecież. Odzszedł i gut! Po co się wpieprza z powrotem, pcha do
                                                    tego swoja kochankę? Odszedł! Null, zero. Brama zamknięta, czego szuka i czego
                                                    oczekuje? Chce udawać, że nic się nie stało?
                                                    Stało się. I to dużo się stalo, za sprawą tegoż męża, co odszedł. Ty tego nie
                                                    chcesz zrozumieć, bo to Ty podjęłaś decyzję o odejściu, więc zalatwialaś swoje
                                                    sprawy zupełnie z innej perspektywy.
                                                    Bo ja sobie nie wyobrażam sytuacji, kiedy np odchodzi ode mnie facet do
                                                    kochanki, potem żąda dzieci, a potem mieszkania. Co jeszcze zażąda? Żebym zeszła
                                                    z tego świata, bo tak mu to wadzi, że zyję?
                                                    Żeby nie bylo, u mnie sekwencja byla zupełnie inna. On zdradził, ja odeszłam
                                                    zostawiajać mu dziecko, pozbierałam się, zabralam dziecko do siebie, potem
                                                    doszlismy do porozumienia, że dziecko będzie z nim. Ale nie dopuścilam do tego
                                                    aby jakakolwiek obca baba decydowała o moim dziecku i jego losie, gdzie i do
                                                    jakiej szkoly ma chodzić!
                                                    Nie może być tak, że osoba porzucająca żadą wszystkiego. Toż to jest niszczenie
                                                    drugiego człowieka. A wpieprzanie się kochanki w nie rozwiązane sprawy rodziny,
                                                    to juz jest zbrodnia po prostu. Kochanka, jak kochanka, ale eks żona ma
                                                    rozmawiać ze swoim eks mężem, a ten wspiera się kochanką. Żona nie ma obowiązku
                                                    rozmawiania z kochanką swojego męża , ani liczenia się z jej zdaniem. A
                                                    kochanka, jak już jest, powinna mieć na tyle wyczucia, aby się nie wpierdalać w
                                                    nie swoje sprawy.
                                                  • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 23:43
                                                    Airam, brama zamknięta dla ich osobistych relacji. Ale nie dla relacji ojca z
                                                    dziećmi. A to usiłuje sabotować matka. Choćby w opisanym tu przypadku z
                                                    przedszkolem.

                                                    Przecież partner Ani nie żąda dzieci, ani mieszkania- on chce, by matka
                                                    respektowała jego naturalne prawo do bycia ojcem. To, KTO odchodzi, nie ma tu
                                                    przecież ŻADNEGO znaczenia.

                                                    Airam, czyli gdyby się Twój eks ożenił, czy wszedł w stały związek, to byś mu
                                                    dziecko z tego powodu odebrała? No, nie wierzę...

                                                    Ania to nie kochanka, ale partnerka, być może żona, a na pewno matka jego
                                                    dziecka, które będzie przyrodnim rodzeństwem dla dotychczasowych dzieci jej
                                                    partnera. Nie rozumiem, jak można się z nią z tego tytułu nie liczyć.

                                                    Dalej- Ania nie rozmawia z nią, ale z parterem. I z nami, radząc się nas. Ale,
                                                    że jej zdanie, ma wpływ na całą rodzinę, jest bezdyskusyjne. Tak będzie, bo tak
                                                    MA BYĆ. I to jest clou.

                                                    A jak Ty byś wyszła za mąż, to co: chowałabyś męża w szafie czy szufladzie, by
                                                    nie miał wpływu na życie Waszej rodziny? Siedziałby gdzieś na parapecie bez
                                                    zdania? Co to za życie...

                                                    Ludzie mają prawo do PEŁNYCH powtórnych związków.

                                                  • airam.as Re: A jeżeli chodzi o list... 30.08.10, 00:19
                                                    Każdy ma prawo to powtornych związków. Tego nie kwestionuję. Ale trzeba umieć odchodzić z klasą. Nie można ot tak sobie odejść i zostawić po sobie popieliska. Na zasadzie, odchodzę i zabiearam zabwki (w tym przypadku dzieci) ze sobą. Trzeba mieć trochę empatii w stosunku do strony, którą się porzuca. Minimum zrozumienia, skoro jest sie inicjatorem zburzenia pewnego układu, sojuszu, jakim była rodzina. Trochę lojalności w stosunku do drugiej strony, porzucanej...

                                                    Nie odebrałam dziecka i nie odbieram, ale nie wiem dlaczego. Może dlatego, że jest sam z tym dzieckiem teraz. Jakby byl z babą, , na codzień, to nie wiem, jakbym się zachowała. A tak wiem, że mieszka w mieszkaniu, które znam, w którym razem kiedyś mieszkalismy, on i mój syn. Nie ma tam nikogo obcego.
                                                    W innej sytuacji , nie wiem jakbym się zachowala. Ty też nie wiesz.

                                                    To że ania rozmawia z partnerem... Wiem bardzo dobrze jak facetowi we lbie zagmatwać, każda baba to wie. tylko po co? Ania teraz jest ze "swoim" facetem i chce ulożyć sobie życie. I możę mu wmówić cokolwiek. I on w to uwierzy. Tylko po co? Pytam się, jakie są jej intencje? Nie lepiej zostawić tę dzialkę, aby facet sam rozwiązal swoje problemy?

                                                    Ale,
                                                    > że jej zdanie, ma wpływ na całą rodzinę, jest bezdyskusyjne. Tak będzie, bo tak MA BYĆ. I to jest clou.

                                                    No jak, np zdanie kochanki ma mieć wpływ na zycie mojego dziecka??? No Z jakiej racji??? Krez?

                                                    > A jak Ty byś wyszła za mąż, to co: chowałabyś męża w szafie czy szufladzie, by
                                                    > nie miał wpływu na życie Waszej rodziny? Siedziałby gdzieś na parapecie bez
                                                    > zdania? Co to za życie...

                                                    Nie wybieram sie za mąż, dopoki dziecko nie dorosnie do pełnoletności.. Jestem twardo stojąca po ziemi i nie zamierzam dziecku mieszać we łbie, kto jest kochankiem czy kochanką. Bo i tak juz dość doświadczylo różnorakich sytuacji.
                                                  • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 30.08.10, 07:41
                                                    Airam, odchodzący nie odchodzi od dzieci, ale od partnera. To zasadnicza
                                                    różnica. I zdaje się, że ona jest pomijana.

                                                    Jak widać, dla większości forumowiczów odejść z klasą nie można. Mój casus to
                                                    potwierdza: wszak zostałam tu wyzwana od kurew, suk, mimo, że wiesz, na jakich
                                                    warunkach odeszłam: nie kłamałam, układałam się, (już nie pomnę na to, czy to w
                                                    ogóle była zdrada, bo to dla forumowiczów zbytnia subtelność) itp. W ogóle
                                                    odejść nie można
                                                    - przecież to widać, że to chodzi o samo odejście. Zatem, to
                                                    pusty koncept: "odejść z klasą"- jego treść dla tego forum nie istnieje.
                                                    Zostawić dzieci, oddać majątek i całą płacę, ogłosić na słupach, że się jest
                                                    świnią, wreszcie- znaleźć gałąź i sznur? Sądzisz, że by to wystarczyło? Ależ skąd!

                                                    Nie rozumiem Twojej koncepcji złamania sojuszu- sojusz musiał wcześniej zostać
                                                    zachwiany, skoro ludzie nawiązują nowe relacje. To jest kolejny, jakże
                                                    podstawowy problem, z którym większość forumowiczów sobie nie radzi. Gdyby
                                                    związki były dobre, to spoko głowa, nowe by nie powstawały. A jakoś nie słyszę
                                                    nawoływań do rozliczenia tych, którzy się walnie do złamania tego sojuszu
                                                    przyczynili czyli rozwalali swe małżeństwa za ich trwania.

                                                    Airam, wiem, jakbym się zachowała. Wiem, na co się godziłam. Wiem, d licha, z
                                                    czym szłam do sądu. Brałam pod uwagę, że mój eks nawiąże nową relację, bo- niby
                                                    dlaczego nie miałby nawiązywać. W konkrecie: współpracowałabym i współpracuję z
                                                    eksem i jego rodziną. Mój starszy syn tam przecież mieszka w sporej części, a
                                                    młodszy spędza z nimi co jakiś czas dwa-trzy dni. Ale przecież liczyłam się z
                                                    tym, że będą obaj mieszkać tam- z nimi.

                                                    Nie jest też tak, że nowy partner "zawraca" w głowie. Nie rozumiem takiego
                                                    podejścia. Mnie nikt nie zawraca w głowie, tylko po prostu JEST. To jakaś
                                                    fundamentalna deprecjacja i osób i samych związków. Tobie mąż zawracał w głowie,
                                                    czy co? Tak byś nazwała Wasz dawny związek? To jakaś niesłychana perspektywa...

                                                    Jakie są intencje Ani? Nie wiemy, ale możemy pospekulować. Mnie się wydaje, że
                                                    jej partnerowi bardzo zależy na dzieciach, i słusznie, bowiem matka- w ślepej
                                                    zemście robi wszystko, by go wyeliminować z życia dzieci, a Ania mu pomaga, by
                                                    do tego nie doszło. I znowu słusznie, mają mało czasu, bo dzieci są małe, i
                                                    łatwo tę więź zachwiać, a władza matki jest tu niebotyczna.

                                                    Ja byłam o niebo w lepszej sytuacji od partnera Ani, bo dzieci moje były
                                                    starsze, i w związku z tym rozumniejsze oraz bardziej mobilne, a i eks inna
                                                    klasa niż większość tutejszych forumowiczów, którzy są "odchodzeni". Wiedziałam,
                                                    że mój eks zasadniczo nie stanie na drodze mojej relacji z dziećmi, a i dzieci
                                                    potrafią ocenić sytuację, czyli ocenią kto jakim jest rodzicem. Gdyby było
                                                    inaczej, inny wniosek poszedłby do sądu.

                                                    Mój obecny mąż (nie- żaden kochanek) ma bardzo realny wpływ na moje
                                                    dzieci.Napisałam już jaki. I tak jest bardzo dobrze. A ma to takim prawem, że
                                                    jest moim partnerem, czyli dzieli ze mną moje życie. Oraz takim, że moje dzieci
                                                    go uwielbiają. Ale, żeby do tego ostatniego doszło, najpierw musiał z nimi BYĆ.
                                                    Koło się zamyka. To jest ta racja.

                                                    Nie rozumiem też, dlaczego mówisz o nowym związku, że byłoby to "mieszanie w
                                                    głowie dziecku". Nikt nikogo nie namawia do rezygnacji z celibatu,jeśli nie
                                                    nawiązał zdrowej nowej relacji, ale- na boga- koncepcja konieczności życia w
                                                    celibacie po rozwodzie dla dobra dziecka jest chora!

                                                    To są po prostu różne sprawy- dzieci i związki. I to jest elementarny wymiar
                                                    dyskutowanej tu sprawy.





                                                  • airam.as Re: A jeżeli chodzi o list... 30.08.10, 20:12
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > Airam, odchodzący nie odchodzi od dzieci, ale od partnera. To zasadnicza
                                                    > różnica. I zdaje się, że ona jest pomijana.
                                                    >


                                                    Krez, to jest zrozumiałe. Dla perspektywa Twoja jest zupelnie inna niż ex Michszyba, jesli o nim tu mowa. Raz, że nie Ciebie zdradzono, dwa, to się stało kiedy dzieci już byly samodzielne, samodzielnie myślący i samowystarczalne w zasadzie.
                                                    Jeżeli do kobiety w pologu i zd rugim malym dzieckiem zdradzający mąż wyskakuję z tekstem, że odbierze jej dzieci i mieszkanie, to nic dziwnego, że po takim czymś ona może sie spodziewać po nim wszystkiego. Ja bym w każdym razie, jakby moj eks tak sie zaprezentował, to na kilometr bym go do dziecka nie dopuściła, a ni do mieszkania. Toż to prosty odruch obronny przed agresywnym i bezmyślnym zachowaniem eks. Nie wiem dlaczego oczekujecie jakiejś współpracy od jego żony, skoro on od razu, już po zdradzie, z buta jej przyłożyl (w przenośni),z pełnum poparciem kochanki, jak mozna przypuszczać. To jest po prostu niesprawiedliwe stawiania w tej chwili Michszyba i jego kochankę na piedestale i udawanie, że nic sie nie stało, i że im się należy.
                                                    A oczywiście zona jest wszystkiemu winna... Dajcie spokój.
                                                  • z_mazur Kolejne Tiaaaaaa... :) 30.08.10, 20:21
                                                    A od wyroku w którym opiekę przyznano matce minęło kilka miesięcy, czyli obaw chyba powinno być mniej, a zachowania matki nie zmieniły się ani na jotę, ba nawet eskalują, bo teraz już w jawny sposób łamią wyrok sądu.
                                                  • airam.as Re: A jeżeli chodzi o list... 01.09.10, 17:38
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    Airam, odchodzący nie odchodzi od dzieci, ale od partnera. To zasadnicza
                                                    różnica. I zdaje się, że ona jest pomijana.

                                                  • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 01.09.10, 17:48
                                                    Airam, rzeczywiście, nasza rozmowa się w tym miejscu urwała- umknęło mi w
                                                    ferworze głosów. Odpiszę Ci, obiecuję (teraz jestem zajęta, a kwestii sporo).
                                                    Napiszę na priv, bo wznawianie tu dyskusji nie ma sensu.
                                                    Pozdrawiam.
                                                  • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 01.09.10, 21:23
                                                    Airam, wysłałam. Na adres gazetowy, bo na fb nie wchodzi (za długie).
                                                  • mayenna Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 22:51
                                                    Ojciec jest bezrobotny i małżonka płaci za niego alimenty?
                                                  • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 23:57
                                                    ?????
                                                    Podałam Ci zapis prawny, który pokazuje, że macocha/ojczym to dla pasierbów
                                                    powinowaci, i to odpowiadający pierwszej linii powinowactwa. Czyli należą do
                                                    rodziny. Bardzo bliskiej. O tym była mowa- czy Ania należy do rodziny? Należy.
                                                    Ma prawo przyczyniać się wychowawczo i finansowo, ma prawo wytwarzać z
                                                    pasierbami więź i zażyłość. Zatem- ma prawo interesować się profilem
                                                    wychowawczym i finansami tej rodziny.
                                              • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 21:50
                                                Jeszcze co do tej śmierci rodziców rodzonych. Jeżeli oboje umrą, a dziecko
                                                wychowywało się z macochą/ojczymem, to tak- oni mają pierwszeństwo do
                                                adopcji/przysposobienia.
                                                • mayenna Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 22:20
                                                  Przypadek omawiany jest daleki od tego o czym piszesz.
                                                  • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 22:34
                                                    Chyba nie tak daleki. Bo, jeżeli zalegalizują swój związek, to z mocy prawa Ania
                                                    stanie się powinowatą. A teraz JUŻ należy do rodziny - z racji konkubinatu.
                                                    Bo konkubinat to też dzisiaj rodzina.
                                                  • mayenna Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 22:49
                                                    Przeczytaj ten artykuł, na który się powołujesz.
                                                    Dzieci mieszkają z mamą. Ojca odwiedzają. Ojciec płaci alimenty. To że pani chce
                                                    być mamusią to trochę za mało.
                                                    Ja proponują zastanowić się jak to będzie gdy obecny partner Ani odejdzie do
                                                    innej pani. Zastanówcie się obie czy chciałybyście żeby wasze dziecko
                                                    wychowywała inna kobieta. Krez a jakby tak trafiło na gorliwa katoliczkę i
                                                    zaczęła mu wpajać zasady swojej wiary?
                                                  • krezzzz100 Re: A jeżeli chodzi o list... 30.08.10, 00:08
                                                    Pani nie chce być mamusią, nie trywializuj. Nigdzie tego nie napisała. Chce być
                                                    ich opiekunką. Bo jest de facto.

                                                    A co, jak Ty odejdziesz od kogoś tam- widzisz bzdurność takiego spojrzenia?
                                                    Odebrać Ci dzieci zawczasu, bo możesz wszak odejść?

                                                    Moje dzieci są już wychowywane przez partnerkę mojego eks. I co? I nico. Bo są
                                                    także wychowywane przeze mnie i mojego partnera.

                                                    Ach, moja nex jest katoliczką, ja nie. I co? I nico. A jak będzie innej kultury
                                                    albo innej karnacji, albo- nie daj panie- z PiS-u, to co? (to ostatnie by mnie
                                                    mogło wprawić wew wstrząs, przyznaję uczciwie)))).
                                    • nangaparbat3 Re: A jeżeli chodzi o list... 29.08.10, 22:44
                                      inez_ka7 napisała:

                                      > cyt. "Dzieci partnera Ani z byłego związku należą zatem prawnie do obu rodzin"
                                      > To znaczy co? Mają teraz dwie matki i jednego ojca? No to już jest jakieś kurio
                                      > zum.
                                      To nie musi byc kuriozum. Po prostu dzieci i u matki, i u ojca są u siebie. (Tu
                                      wiele macoch podniesie krzyk). Troszczą się o nie matka ze swoim nowym partnerem
                                      i ojciec ze swoją nową partnerką.
                                      Ale wystarczy poczytac forum macochy by przekonac się, że nawet jeśli nie jest
                                      to utopia, to bardzo rzadko się zdarza.
                                      Zresztą - wielu jak najbardziej rodzonych rodziców uważa, że dziecko nie jest u
                                      siebie, tylko u nich.>>>Dziecko, za które ja jestem
                                      odpowiedzialna, które ja mam wychować, które mieszka w moim domu i które
                                      jest na moim utrzymaniu będzie mi posłuszne w sprawach dla mnie ważnych.<<<
                          • nangaparbat3 Re: nie szantarz 29.08.10, 18:22
                            ania1ooo napisała:

                            > 1 września jest już w środę. A jesli chodzi o brak odpowiedzi to próba wyjścia
                            > na przeciw żeby ex mogła wyjść z tego z twarzą. Mój partner po prostu nie
                            > oczekuje od niej oficjalnego przyznawania się do winy i "odszczekiwania" na
                            > głos. Tylko tyle.


                            Po prostu para łaskawców.
    • gazeta_mi_placi Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 20:59
      Było się nie brać za żonatego gacha kochana...
      Żonaci są dobrzy tylko do łóżka a nie do normalnego życia.
      • gazeta_mi_placi Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 21:07
        W ogóle jedna wielka żenada ten cały wątek,a jak już rozwodnicy biorą się nawzajem za forumowe łby to dopiero przednia rozrywka,idę po browar big_grin
        • panda_zielona Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 21:29
          Ale
          jak ta głupia ćma, co tylko się lekko przypiekła i dalej lata wokół
          płomienia,
          szukałam kontaktu z moim byłym kochankiem. Miałam nawet wymyślone
          argumenty,
          które miały mnie przekonać, dlaczego powinnam utrzymywać z nim
          kontakt. Był na
          tyle dobre, że jesteśmy teraz razem.

          No jeżeli Ania świadomie i z premedytacją wpieprzyła się między
          Micha i jego żonę,to ja nie mam więcej pytań.smileO ile oczywiście
          Ania jest rzeczywistą partnerką Micha.
          • tricolour Czy Ania i Mich są razem... 29.08.10, 21:35
            ... tego nie wiemy. Biorąc pod uwagę zbieżnośc faktów i chronolgię oraz
            to, że Anka nie zaprzeczyła bezpośredniemu pytaniu (a mogła)... wiedzy nie
            ma. Jest mocne podejrzenie.
            • kasiamasia Re: Czy Ania i Mich są razem... 29.08.10, 21:44
              Z czytania co pisala Ania1ooo i Mich; fakty nkladaja sie idealnie:
              wydarzenia, czas trwania romansu, dzieci, zawod i zarobki zony, czas rozwodu.....
              Ale moze jestesmy w bledzie.....
              W koncu jestesmy tylko ludzmi......

            • izamondieu Re: Czy Ania i Mich są razem... 30.08.10, 06:21
              Ha...no przeciez od ponad 400 postow tematem jest Mich i Ania , jako
              para... a nie realny problem przedszkola dzieci...

              Dziwie sie ogromnie, przede wszystkim starym wyjadaczom tego Forum
              ktorzy raptem, wypowiadaja sie na ten temat w sposob...ze tak powiem
              samobojczy, dowodzac...no wlasnie czego?

              Brak umiejetnosci oddzielenia spraw "doroslych" od spraw "dzieci"
              Moim zdaniem postepowanie ...ochydne...

              PS
              Zastanawia mnie rowniez fakt, ze jedynym winnym zawsze jest On/Ona
              czy jak tutaj sie pisze konkubin/a...bo rozwalili "wspaniala
              rodzine"...coz za obluda...i wszechobecna wygoda....
              • krezzzz100 Re: Czy Ania i Mich są razem... 30.08.10, 06:50
                To takie specyficzne forum- od lat budzące moje zadziwienie. Chore forum. Na to,
                co opisałaś. Na projekcje i przeniesienia. To fascynujące, obserwować, jak
                negują rzeczywistość.
          • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 21:51
            Panda, pytania nie dotyczą tego, kiedy nawiązała relację z ojcem dzieci. Pytania
            dotyczą sytuacji TERAŹNIEJSZEJ.
            • panda_zielona Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 22:19
              I ja to rozumiem ale już mniej się dziwię byłej żonie,że emocje u
              niej jeszcze na wierzchu.Miota się kobieta strasznie,bo już
              myślała,że wszysko wróci do normy,a tymczasem była kochanka
              postawiła sobie za cel odzyskanie tego,który ją porzucił bez słowa.

              /przypomniała mi się podobna historia,tylko to kochanka odeszła od
              żonatego faceta,bo nie chciała rozbijać rodziny/żona mu
              wybaczyła/,ale po jakimś czasie stwierdziła,że nie może żyć bez
              misia i zaczęła sama szukać z nim kontaktu-żona ich
              wypatrzyła,kochanka dostała po pysku i sielanka się skończyła/smile
              • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 22:37
                Nie wiemy, jak było podczas ich kryzysu i rozwodu. Hajcowanie się strzępami
                informacji niewiele tu daje. Jednakże, jakkolwiek było, projektowanie na dzieci
                to wielkie świństwo.
        • kowalka33 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 22:20
          No gazeta przyznaj że boskie forum, jak to się wszystko skonczy nie wiadomo. Ale
          kochanka nawet listy swojego gacha wrzuca. Szkoda że nie wstawią zdjęć ,
          dopiero byłaby zabawa ....
          A tak serio to szkoda czasu na to ględzenie, cała trójka podobna do siebie, tacy
          nie funkcjonują dobrze bez wroga. Zobaczycie jak Michowa będzie płakać na
          macochach za jakiś czas, aż szkoda że Mongoldy czas minął miałaby wsparcie....A
          pewnie nikogo nie obchodzi ale chcę napisać że bardzo mi triocolor zaimponował
          wyważonym i rozsądnym podejściem do tematu, bardzo ładnie i bardzo mi sie podobało.
          • tricolour Gdyby nie to... 29.08.10, 22:24
            ... że mam żonę, to bym poprosił Cię o rękę.

            smile
            • krezzzz100 Re: Gdyby nie to... 29.08.10, 22:32
              A co z sakramentem? W krk nie ma bigami sakramentalnej...Ach, przecież można
              przejść na islam smile
              • tricolour Poradziłbym się Ciebie... 29.08.10, 22:48
                ... chyba byś nie odmówiła?
                • krezzzz100 Re: Poradziłbym się Ciebie... 29.08.10, 23:03
                  Eee...odmówiłabym. Hipokrytom nie udzielam rad. Z zasady.
                  • tricolour Trochę szkoda... 30.08.10, 00:11
                    ... ale uprzejmie prosze mnie nie tykać jako i ja czynię.

                    Bo zmienię zdanie i znów będziesz latała po forum skarżąc się, że boli.
                    Rozumiesz. Szachy.
                    • krezzzz100 Re: Trochę szkoda... 30.08.10, 06:47
                      Ty nie czynisz? A w którym miejscu nie czynisz? A lataj sobie za mną, jak cały
                      czas latasz...
            • kowalka33 Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 08:16
              A ja mam męża-poza tym mimo ze jestem kobietą w młodym jeszcze wieku (może nie
              najmłodsza) to mam wrażenia ze na tym forum w tym wątku mam 100 lat. Albo jestem
              ułomna jak na te czasy i nie rozumiem wielkich miłości do facetów znanych z
              "dmuchania panienek" wyprowadzających i wprowadzających po kryjomu i wojującym z
              kim tam się da-głowę daje że gdy synowie Micha podrosną lekko, nie będą
              wpatrzeni w tatusia to tatuś się na dzieci obrazi , bo one wyrosną z piaskownicy
              a tatuś jeszcze tam będzie tkwił.Podobno po 2 latach nastaje spokój i ludzie
              układają życie na nowo. A do Krizz-wiesz ja myślę ze ty po prostu projektujesz
              swoja sytuację , swoje doświadczenia na sytuacje autorki-rozumiem ze nikt nie
              chce myśleć o sobie ze jest świnią ze dotyka cie to bezpośrednio. Ale nie masz
              racji-w sumie to ze się wyprowadziłas ty nawet ma sens-2 chłopców dorastajacych
              ojciec był im potrzebny ale mieszkanie razem po sąsiedzku jako wesoła rodzinka
              jakos mnie dziwi. Ja jestem jednak z tych co myslą co ludzie powiedzą , choć w
              tym przypadku wisiałoby mi co powie wścibska sasiadka ale co powie kolega syna
              to już nie...
              • krezzzz100 Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 10:13
                Ludzie są różni, Kowalka. A Ty ich nie rozumiesz. Nie musisz. Ale z tego nie
                musi wynikać, że ludzie nie mogą mieć trzeźwego spojrzenia na relacje
                rodzicielskie. I o to tu chodzi.

                Twoje dywagacje na temat tego, co kto lubi, kto kogo dmucha- są niesmaczne. Ja
                odeszłam do kogoś wolnego, kto, jako żywo, nikogo nie dmuchał. I co? I nic. Inna
                sytuacja. Zatem, z tą projekcją u mnie, to chyba nie za bardzo...

                Cieszę się, że doceniasz, że chłopcy muszą mieć ojca. To rzadkie na tym forum.
                Rzecz w tym, że matkę też muszą mieć. Jak ktoś to pojmie, to zrozumie resztę.

                Co do tego, co ludzie powiedzą- no cóż, pozostaje tylko stwierdzić, że nie każdy
                tak ma, jak Ty. Żal jednak Twoich dzieci, jeśli je masz, że im przekażesz taki
                koniunkturalizm i konformizm. Z tego chyba sobie zdajesz sprawę?

                Koledzy moich synów wiedzą i przyjmują to naturalnie. Młodszy syn nawet się tym
                chwali smile Wyznam ci, że ja jako dziecko też uznawałam moją sytuację (a była
                podobna) za naturalną.
                Ale my z tych, co to opinia ludzka nas nie bardzo obchodzi smile

                • bramstenga Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 10:53
                  > Twoje dywagacje na temat tego, co kto lubi, kto kogo dmucha- są niesmaczne. Ja
                  > odeszłam do kogoś wolnego, kto, jako żywo, nikogo nie dmuchał.

                  "Dmuchanie" to akurat cytat ze zwierzeń wątkodawczyni, zafascynowanej faktem, że
                  jej obecny partner jest w swoim środowisku zawodowym znany z "dmuchania
                  podwładnych".
                  ~bramstenga
                  • krezzzz100 Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 10:59
                    Jej wolno, ona mówi o sobie. Reszcie- nie wolno. Poza tym- nie uważasz, że to
                    ich problem, nie Twój ani forum? Może mają koncepcję otwartego związku...

                    Poza tym poza tym- rozmowa na temat opieki nad dziećmi, a nie- dmuchania.

                    Miałam Cię za rozsądniejszą, słowo daję.
                    • bramstenga Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 11:08
                      Nie o sobie, ale o swoim partnerze, to po pierwsze.
                      Może mają otwarty związek - jeśli tak, można dyskutować, czy taki styl życia nie
                      kłóci się z "idealnym rodzicielstwem" (wiem, wiem, Twoim zdaniem się nie kłóci,
                      z góry uznałaś Micha i Anię za doskonałych opiekunów).
                      ~bramstenga
                      • krezzzz100 Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 11:23
                        O sobie, czyli, bo o swojej sytuacji.

                        Nie wiem, czy się kłóci związek otwarty, czy też nie, z idealnym rodzicielstwem.
                        Nie sprawdzałam, i nie mam zamiaru. Jednakże nadal twierdze, że to, z czego
                        startowali, a to, do czego doszli dziś, to jednak różnica. To się nazywa rozwój.
                        Co zauważam smile

                        Nie, nie z góry, ale z tego (jeśli to o Micha dzieci chodzi), co Michu pisał.
                        Tak, wydaje mi się bardzo dobrym ojcem. Matka jego dzieci zaś- nie bardzo.

                        Ania zaś ma plusy za wspieranie jego ojcostwa.

                        Tyle.



                        • bramstenga Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 12:48
                          > Nie, nie z góry, ale z tego (jeśli to o Micha dzieci chodzi), co Michu pisał.
                          > Tak, wydaje mi się bardzo dobrym ojcem.

                          No widzisz, a dla mnie faktyczna rezygnacja z wychowywania dzieci w wieku
                          niemowlęcym oraz przerzucenie opieki nad nimi wyłącznie na barki matki świadczą
                          o nieodpowiedzialnym podejściu do ojcostwa. Bez "wydaje się".
                          ~bramstenga
                • kowalka33 Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 10:53
                  Oczywiście Krizz ludzie sa rózni i nie muszę ich rozumieć. Tak jak ty możesz nie
                  przejmować mojego systemu wartości bo każdy ma inny. O dmuchaniu nie pisałam ja
                  ale Michowa , pisząc na publicznym forum że ja to podniecało i stanęła do
                  rywalizacji.Mozesz sobie poczytać, własciwie można rzecz ze ta urocza dwójka ma
                  podobny system wartości i do tego jest kompletnie niedojrzała. Tam gdzie ty
                  widzisz dojrzałość , miłość ja widzę brak dojrzałosci egoizm, głupotę, nawet
                  fakt że po chwilowym rozstaniu sama za nim latała dla mnie swiadczy o
                  desperacji, w końcu z powrotem wyladowała u męża,a jak wiemy podobno on tez
                  kogos miał....Może to nie jest żadna miłosć , w jej opisie romansu widać
                  znudzenie własnym małżeństwem, brak empatii czysta podłosc w stosunku do męża
                  (wszak podobno powiedziała mu o romansie jak wracali z urlopu )brak godnosci po
                  tym jak kochanek ja kopnął-wynosząc sie po kryjomu, po prostu wróciła z
                  podgolonym ogonkiem do męża. Taka to dojrzałosć , I jeszcze jedno w jej
                  opowieściach uderza jescze jedno , to akcentowanie ze to jej szef, te grogie
                  hotele, restauracje , cała ta kasa ....
                  A wracając do ex zony, żal mi jej tak po ludzku, pewnie nie było to dobre
                  małżenstwo, może nawet lepiej że sie rozleciało, może kogos sobie znajdzie
                  kiedyś i wcale nie uwazam ze powinno sie mielić na publicznym forum jaka to ona
                  podła, cytowac jej czy własne wysyłane do niej listy. To jest jawne obrazanie
                  osoby, nakrecanie jej i po co. Nie lepiej po ludzku sie zapytać , moze po prostu
                  przedszkole jest lepsze bliżej jej tam do pracy. Jesli ktos płaci z a drogie
                  przedszkole a posyła do tanszego to jest podstawa do zmiany wysokosci alimentów,
                  chyba że strony dogadają się w tej sprawie że zaoszczedzone pieniądze
                  przezmnacza na cos i tyle. Ja nie widze tu checi do rozmowy sa listy jak z
                  urzedu , ton jak z policji i tyle a i jeszcze ukochana ktora za misia rozwiazuje
                  problemy. Czy ta kobieta nie kolezanek ktore tak kolezensku nie pukna ja w leb,
                  by sie zastanowila czy to warto rzucac wszystko dla tak kogos niedojrzalego.
                  A co do watku tkzw co ludzie powiedza-krizz bliski mi czlowiek jest
                  psychologiem, pracuje naukowo , zajmuje sie psychologia rozwojowa, mam swoj
                  poglad na tkzw mode na terapie-gen uważa ze taerapia w pl do szarlataneria ale
                  do rzeczy-poczucie ze czegos tam nie robie bo lekam sie odbioru społecznego jest
                  jak nabardziej społecznie i kulturowo uzasadnione(gen min tym roznimy się od
                  zwierzat, problem pojawia sie gdy wszystkie swoje działania podporzadkowuje
                  wizerunkowi jak mam w grupie)
                  • gazeta_mi_placi Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 11:02
                    >Czy ta kobieta nie kolezanek ktore tak kolezensku nie pukna ja w leb,
                    by sie zastanowila czy to warto rzucac wszystko dla tak kogos niedojrzalego.

                    Jakich koleżanek kochana?
                    Mądre kobiety (zwłaszcza jak same są mężatki lub mają stałego partnera) trzymają
                    się od takich kobiet z daleka.
                    Dziś uwiedzie męża tamtej a jutro kto wie,może właśnie koleżanki...

                  • krezzzz100 Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 11:17
                    No to dobrze, że musimy wzajem narzucać sobie systemów wartości. Ciesze się wink

                    Tylko oni wiedza, czy to jest miłość, i na ile dojrzała. No, bądź poważna. Ale
                    Ci zdradzę, co mnie przekonało, choć to oczywiście subiektywne (co chyba
                    rozumiesz). Otóż, istnieje w psychologii (znajomy Ci to objaśni), ale nie tylko
                    w psychologii, pewna generalna konstatacja dotycząca samoświadomości. Otóż, ktoś
                    kto potrafi tworzyć trójkąt obserwacyjny (przestrzeń trójkątną), czyli
                    obserwować siebie oraz innych i wyciągać z tego zdystansowane wnioski,
                    nadzwyczaj dobrze rokuje. Dam Ci cytat z pewnego wywiadu z Ronaldem Brittonem,
                    psychoanalitykiem: "W przestrzeni trójkątnej człowiek sam staje się obiektem
                    swoich obserwacji i obserwacji drugiego człowieka, w szczególności analityka.
                    Pozwala to zobaczyć siebie w interakcji z innymi i przyjąć odmienny punkt
                    widzenia, ale z zachowaniem własnego spojrzenia. Pacjent uzyskuje zdolność
                    samoobserwacji, pozostając sobą. A zarazem uczy się rezygnacji z przekonania, że
                    wszystko wie lepiej, dostrzega, że "fakty" to tylko jego przekonania
                    ". Otóż,
                    Ania to potrafi- już o tym wspominałam. Tyle, resztę znajdziesz, jak Cię to
                    zainteresuje. Mnie to bardzo interesuje, więc śledzę zjawisko. I na tej
                    podstawie dobrze mi rokuje smile Wolę bowiem źle startującego (powiedzmy), ale
                    potrafiącego pracować nad sobą, niż stałe moralne constans.

                    Co do psychologii rozwojowej- bliskie mi zagadnienie (bez szczegółów). Na temat
                    konformizmu polecam literaturę, ot choćby Elliota Aronsona- przystępnie ukazana
                    różnica między zdrowym uznawaniem norm a końcowym przystankiem opisanym w
                    eksperymentach Asha, Milgrama i Zimbardo. Polecam.

                    • krezzzz100 Re: Gdyby nie to... 30.08.10, 11:19
                      Że NIE musimy, oczywista.
                    • kasiamasia Do Krezz: Gdyby nie to... 30.08.10, 15:47
                      krezzzz100 napisała:
                      >Otóż, ktoś
                      > kto potrafi tworzyć trójkąt obserwacyjny (przestrzeń trójkątną), czyli
                      > obserwować siebie oraz innych i wyciągać z tego zdystansowane wnioski,
                      > nadzwyczaj dobrze rokuje.
                      W przestrzeni trójkątnej człowiek sam staje się obiektem
                      > swoich obserwacji i obserwacji drugiego człowieka, w szczególności analityka.
                      > Pozwala to zobaczyć siebie w interakcji z innymi i przyjąć odmienny punkt
                      > widzenia, ale z zachowaniem własnego spojrzenia. Pacjent uzyskuje zdolność
                      > samoobserwacji, pozostając sobą.
                      >Otóż, Ania to potrafi- już o tym wspominałam.

                      Krezz wypisujesz tutaj o teoriach psychologicznych i twierdzisz
                      ze Ania jest ich swiadoma (i pewnie Mich tez, co mozna poczytac o jego "dojrzalosci" na tym forum w regularnych odstepach czasu).
                      Forumowicze pisza juz prawie rok (od czasu kiedy Mich wyprowadzil sie ostatni raz): Daj czas kobiecie (ex-zonie) ochlonac, przyzwyczaic sie do sytuacji, nie zaostrzaj konfliktu, przestan sie awanturowac. Nie potraficie rozmawiac ze soba, wypracuj inna metoda komunikacji....
                      skoncz sprawy, podziel majatek, odbuduj relacje......
                      A co slyszymy teraz Mich sie dalej pieniaczy (i robi to przy pelnym wsparciu partnerki). Kazda sytuacja jest dobrym pretekstem do awantury:
                      bo przeciez mu sie nalezy.............i on musi miec.
                      Nie jest wazne co kierowalo Ex zona w sprawie zmiany przedszkola
                      Jakos nikt jej nie zapytal, ale zostala juz odsadzona od czci i wiary.
                      Bo jest jedza, bo zrobila Michowi krzywde, bo cierpial w milczeniu......
                      Jakos nie moge sobie wyobrazic jego Micha cierpiancego w milczeniu, latami.......z tym w jaki sposob zachowuje sie i pisze tutaj.
                      Nikt z nas nie byl z nimi w domu (ty tez nie bylas tam Krezzz)
                      Nikt nie moze powiedziec jak obiektywnie wygladalo ich malzenstwo.
                      To tylko Mich zalil sie tutaj........
                      Ile z nas kobiet, spotkalo roznych Misiow: ktorych malzenstwo bylo okropne, ktorych nic nie laczylo z zona, ktorzy nie sypiali z zonami
                      ........
                      Do Ani1ooo i jej Misia: macie adwokata, ktory reprezetowal Misia w czasie rozwodu, skonsultujcie sie z nim, jakie macie opcje do dyspozycji. Jezeli nie macie w wyroku zapisu na temat przdszkola prywatnego, najprawdopodobniej nie bedziecie mogli niczego zrobic.
                      Jakie opcje macie do dyspozycji, sprawdzcie co mozecie zrobic.
                      Najezdzanie ex zony, wysylanie listow (takich jak cytowanych),
                      ciagle awantury zaostrzaja tylko sytuacje.
                      • krezzzz100 Re: Do Krezz: Gdyby nie to... 30.08.10, 16:08
                        Nie wypisuję, tylko odpowiadam na przywołaną teorię smile
                        Nie twierdze też, że Ania jest świadoma swoich możliwości, dajmy na to
                        autopercepcyjnych, bo nie musi. Ona je MA, co widać w przytaczanym tak często
                        cytacie z niej.

                        Nie ma innej emtody komunikacyjnej, niż rozmowa. Czas tu te nie gra roli. Te
                        wymiary z czasem wykazują tendencję do "utwardzania się"- racjonalizacje swojej
                        postawy, swego punktu widzenia, obrona twarzy, no takie tam. Poza tym, wykuwają
                        się wzorce, jeśli nie całe paradygmaty, które bardzo trudno potem zmienić czy
                        odwołać. Zatem Michszyb ma rację nie pozostawiając tych spraw "czasowi"- tu czas
                        nie leczy (poza pierwszym afektem typu walnięcie talerzem o podłogę).

                        Na moje, jeśli nie zajdzie jakaś wyjątkowe wydarzenie, to tego modelu nikt nie
                        cofnie- eks się uprze, bo musi potwierdzać swoje wcześniejsze decyzje. Nie ma u
                        niej żadnego progresu. I nie będzie. Już upłynęło sporo czasu, by przemyślała to
                        i owo. Nie przemyślała. I nie przemyśli raczej. TAk jak wielu forumowiczów tutaj.

                        U Ani i Micha widzę progres. Przede wszystkim- przyznali się błędów. Oboje.
                        Jakoś to nie pozostało zauważone. Są w zupełnie innej sytuacji, niż byli.
                        Wiedzą, czego chcą. Chcą mieć dziecko.

                        Dobrze rokują.

                        Co do tych Misiów, co to żony ich nie rozumieją...ja takich nie spotkałam.
                        Wyjątkowa jakaś jestem, czy co?
          • mayenna Re: przedszkole prywatne czy państwowe 29.08.10, 22:42
            Przyznam, że mi też podoba się klarowność i realizm sądów Tri. W porównaniu z
            innymi wypowiedziami aż razi obiektywizmem.

            • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 00:11
              Rzeczywiście- aż razi))) Ten "obiektywizm")))
    • malahitka Podobna historia 30.08.10, 12:49
      Zaczęłam czytać przypadkiem wątek a tu taka wciągająca lektura. To co tu się
      dzieje to lepsze niż Isaura i kilka innych harlekinówsmile. Lecz wcale nie
      wyjątkowe i nie inne od niejednej historii.
      Znam podobną i to również dziejącą się w środowisku lekarskim. (Nota bene
      znajomy znający to środowisko twierdzi, że rzadko gdzie jest tak wiele
      niemoralności i ku.estwa jak właśnie tam)
      Historia autentyczna słyszana z pierwszej ręki:
      Dziewczyna znudzona małżeństwem ze spokojnym mężem szuka sobie kochanków i
      rozrywek. Podrywa swojego przełożonego lekarza, żonatego z dzieckiem. Szaleją za
      sobą erotycznie, cała okolica trąbi o ich orgazmach bo je słychaĆ donośnie...
      Dziewczyna żyje z mężem, spotyka się z kochankiem i...planuje dziecko (obaj
      panowie w tym celu robią sobie badania bo jakoś ciąża się nie pojawia). Mąż
      chce walczyć o to małżeństwo, wybacza zdradę, ale ona wraca do kochanka i nie
      chce się od niego odkleić, mają mocną toksyczną więź ze sobą, kłócą się i
      kochają na zmianę. Żona to ta nudna i pełna pretensji, małżeństwo to wygasła
      pustynia bez emocji, a oni to połówki dla siebie stworzone, każdą wolną chwilę
      spędzaja ze sobą...
      Kochanka bardzo lubi jego małego syna, z którym już w trójkę spędzają czas,
      jest zachwycona dzieckiem i kupuje mu prezenty, rozpieszcza. W końcu namówiła
      kochanka na rozwód z żoną, sama też się rozwiodła, mąż dał jej wolność cały czas
      ją kochając i oferując swoją pomoc gdyby chciała zmienić zdanie.
      Kochanek kupił mieszkanie(dobrze sytuowany lekarz) niedaleko żony, żeby być
      najbliżej syna, często do dziecka chodził, spędzał przez to czas z żoną co
      kochankę coraz bardziej denerwowało ale nie umiała go zmusić by sobie odpuścił
      kontakty z żoną.
      Odkąd zamieszkali razem to po jakimś czasie seksu jakby już mniej, orgazmy nie
      tak rewelacyjne, zmęczenie codziennością, on coraz dłużej w pracy itd. W końcu
      zaszła sama w ciążę i skupiła się na dziecku, kochanek dzieckiem zachwycony,
      rozpieszcza maleństwo. Myślała, że teraz będzie już tylko jej i stworzą pełną
      rodzinę, on się ustatkuje przy niej. Żeby go zatrzymać szybko kolejny raz zaszła
      w ciążę by być lepszą od żony i mieć więcej atutów przetargowych, więcej dzieci
      i więzów. Ale cóż, ma dzieci, ma swojego ukochanego, o którego tak zabiegała, a
      on... coraz rzadziej w domu, coraz mniej z niej zadowolony, coraz częściej
      zostaje po godzinach...
      jak sama stwierdziła "robi mi to samo co kiedyś robił żonie".
      Ma to czego sama chciała.
      • krezzzz100 Re: Podobna historia 30.08.10, 13:33
        Serial medyczno-erotyczny, no taki se smile
        Niemniej- nie na temat cały czas.
        • kasper254 Re: Podobna historia 30.08.10, 13:43
          Idąc tropem rozumowania krez i innych, dla których tylko ich własny
          rozwój jest najważniejszy; tfu! szczęście, podstawą zdrowego
          wychowania jest rodzina wieloosobowa. Najlepiej - z pięciu tatusiów,
          z 10 mam, tyluż dziadków, cioć. itd.
          Pewnie Mich do tego dążył, a tu taka plama - głupia żona
          przeszkadzała.
          • krezzzz100 Re: Podobna historia 30.08.10, 14:07
            Kasper, no wreszcie ekipa w komplecie! Witaj smile

            Ja optuję za sprawdzonym modelem 3+2. U Ciebie wszak też on występuje, no nie?
            Masz drugą żonę. I dzieci z drugiego związku.
            Mam też nadzieję, że się realizujesz.

            Opowiedz nam coś, co posunie sprawę naprzód. Np, czy Twoja obecna żona jest
            członkiem Twojej rodziny, czy też nie. I czy się wypowiada w sprawach Twoich
            relacji z dziećmi z pierwszego związku. I czy zabiera Twój czas należny dzieciom
            z pierwszego związku.

            Ja, przyznam, nie mam dzieci z drugiego związku i nie zamierzam mieć, więc
            sprawę obserwuję niejako z boku.

    • pan-kowalski Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 15:02
      Jeśli się tu, Aniu, przebiłaś przez kolejne posty kipiące od
      małomiasteczkowego folkloru w pełnej krasie ; -), to powracając do
      meritum – oczywiście Twój partner może zwrócić się do sądu z wnioskiem
      o rozstrzygnięcie kwestii przedszkola. Należałoby się tu zastanowić,
      czy w komparycji takiego wniosku zawrzeć tylko żądanie ustalenia, że
      dzieci będą chodzić do przedszkola „S”, czy również żądanie orzeczenia
      o stopniu partycypacji w kosztach przedszkola przez każdego z rodziców.
      Nie sugerowałem wcześniej tego rozwiązania, bo nie mam co do niego
      przekonania – w naszych sądach ta prosta sprawa równie dobrze może nie
      znaleźć finału przed zakończeniem roku szkolnego, w związku z czym
      pojawia się tu pytanie o sens. Naturalnie nie muszę mieć racji i dobrze
      byłoby poradzić się w tej sprawie miejscowego adwokata (takiego, który
      ma dobre rozeznanie w realiach sądu właściwego miejscu zamieszkania
      dziecka), przynosząc mu na poradę do przejrzenia także wyrok rozwodowy
      partnera oraz wspominane przez Ciebie opinie psychologów, co pozwoli mu
      lepiej określić co jest w tej sprawie możliwe, a co nie.

      Pzdr,
      • kasper254 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 15:42
        1.Panie-kowalski- a może podasz jeszcze definicję
        tego "małomiasteczkowego folkloru"? - bardzom ciekawy. Gdyby włączył
        w nią jakiegoś psychologa czy socjologa lub zakonnicy - czy wówczas
        nabrałby innego znaczenia?
        2. Jak sąd zabierze się za sprawę oceny przedszkoli?Jeśli dobrze
        Ciebie rozumiem, sąd władny jest też rozstrzygać sprawę wyboru
        dentysty dzieci, lekarzy, nauczycieli języka obcego, itd., nie
        mówiąc już o uczelni. To trop Handtkego i Krasnodębskiego dla
        których liczą się tzw."renomowne uczelnie". Wyobrażam sobie
        specjalnie wydzielony wydział w sądzie do rozpatrywania spraw jednej
        rodziny, a do wieloosobowej a la Krez - rozwinięta komórka sztabowa.
        • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 16:11
          Daj spokój Krezzzz, Kacper. Nie jej zycie tu roztrząsamy. Krezzzz ma udany
          związek, pomyślnie zakończone małżeństwo i relacje z dziecmi których tylko
          pozazdrościc. Relacje eksa z nią i z dziećmi też są (czytając to forum można
          wyciagnąć takie wnioski) godne naśladowania. Nikt nikogo nie szczuje, nikt się
          nie awanturuje, nikt nie wzywa policji, wszyscy dorosli i odnoszacy się do
          meritum. A przecież na pewno i Krezzzz i jej eks męzowi nie było łatwo zbudować
          takie relacje po rozstaniu. Wymaga to wiele dojrzałości i determinacji i chęci
          współdziałania, oraz (tak, tak) szacunku. Szacunku do przeszłości, do osoby z
          którą przeżyło się wiele lat, szacunku do niezawisłych decyzji partnera,
          szacunku do SIEBIE.
          Nie wiem, po co wytykanie Krezzzz jej błędów, bo każdy z nas je popełnia. Ty
          Kacper musiałes skoro tu jestes, i ja i każdy z nas. Krezzz udało się uratować
          miłość dzieci do obojga rodziców i zdrowe relacje z każdym w tej nowej
          rzeczywistości jaka powstała. Naprawdę uważasz, że Twój przypadek jest lepszy?
          Albo mój? Albo kogokolwiek z tu piszących gdzie dzieci mają ograniczone rellacje
          z którymś z rodziców?
          Nie zawsze zgadzam się z Krezzzz, podziwiam ją, że chce jej sie rzeczowo
          rozmawiać w sytuacji gdy jej rozmowa o przedszkolach przeistacza się w
          atakowanie jej zycia intymnego. Podziwiam, że chce jej się pokazywać inną stronę
          sytuacji mimo iż jest atakowana.
          czasem warto posłuchać czegoś, nawet jeżeli budzi to w nas opór, bo można
          usłyszeć cenne rzeczy które wykorzystane w naszym zyciu przynoszą zysk w postaci
          choćby poprawnych relacji.
          Nie chce mi sie pisać o przedszkolu, co miałam napisać już napisałam wcześniej.
          Ale dajcie spokój Krezzzz i jej zyciu, ale ona nie potrzebuje naszej pomocy tu
          na forum, ona nie potrzebuje niczyich rad, ona radzi sobie tak doskonale, że
          czasem warto posłuchać i zastanowić się czy nie warto rozważyć tego co pisze.
          Bo nie chodzi o to kto komu i za co, ale żeby w tej nowej, porozwodowej,
          porozstaniowej sytuacji wszyscy ułożyli sobie zycie bez żółci, nerwów, stresu,
          jadu, dowalania eksom, neksiom, dzieciom, teściom, psom i kotom.
          A mam wrażenie, że póki co większość tu piszących czerpie radoche z tego kto
          komu dop*^$$*&&%li.

          Pozdrawiam
          • tricolour Ja bym tak nie gloryfikował... 30.08.10, 16:25
            ... jakiegoś rozwiązania, bo co sytuacja to inne warunki. Jeden sobie wije
            gniazdko a'la komuna, drugi zmaga się z samotnym wychowaniem, trzeci "dyma
            podwładne" i ciągnie gromadę dzieci za soba. Też jest git.

            Można powiedzieć prawie na pewno, że każdy ma swój najlepszy przypadek na
            jaki go stać. A to, że ludzie są różni, to i losy różne. Także drogi różne.

            Jeśli więc pojawi się ktoś, kto twierdzi, że zjadł wszystkie rozumy i
            pokazuje siebie za wzór, to nie może się dziwić, że jest też obśmiewany
            właśnie przez tą chęć błyszczenia i chęci posiadania ostatniego słowa.
            Zresztą im bardziej ktoś coś (cokolwiek) forsuje, to tym większy jest
            opór. Wystarczyłaby odrobina pokory i cierpliwości, a efekt byłby większy.
            • to.ja.kas Re: Ja bym tak nie gloryfikował... 30.08.10, 16:43
              tri, wiec nie gloryfikuj. Nikt Ci nie każe. Poza sobą samym nigdy nic nie
              gloryfikowałeś. Nie spodziewam sie bys nagle zaczął. Ale jesli mam podac
              przykład jaki chciałabym dla swego dziecka to wole przykład Krezzzz i jej
              rodziny niż twój. I wiecej nie chce z Tobą na ten temat dyskutować.
            • krezzzz100 Re: Ja bym tak nie gloryfikował... 30.08.10, 16:50
              Nikt niczego nie gloryfikuje. Ale, że to dobre rozwiązanie generalnie- to
              prawda. Co nie oznacza, że zawsze możliwe (już o tym rozmawialiśmy).

              Obśmiewają Ci, co nie mają za wiele do pokazania. Jak Ty. Jesteś pierwszy do
              rzucania kamieniami. No, taki jesteś, co robić.

              • tricolour No to jeśli masz dobre rozwiązanie... 30.08.10, 16:57
                ... to bardzo dobrze. Przecież to fajnie gdy masz szczęśliwą rodzinę.

                A co do mojego pokazywania, to rzeczywiście niechętnie tak rodziawiam
                buzię, by inni dojrzeli dowód na dziewictwo. Ty robisz to z wielką ochotą
                i też jest dobrze. Mnie nic do tego.
                • krezzzz100 Re: No to jeśli masz dobre rozwiązanie... 30.08.10, 18:46
                  Skoro nic Ci do tego, to po co komentujesz? Oj, chyba coś Ci do tego.

                  No wiesz, co do odzyskiwania utraconego dziewictwa to chyba masz coś do
                  powiedzenia, co? Pół świata już zna Twoje starania o to smile Mnie one też
                  zainteresowały, m.w. od tej strony, co Bursę smile
            • krezzzz100 Re: Ja bym tak nie gloryfikował... 30.08.10, 16:55
              Jeszcze co do tego efektu- ależ jest ogromny. Tylko nie ten, którego byś się
              spodziewał. Nie szukam tu potwierdzenia. Ja je mam z życia. Szukam objaśnienia
              innych mechanizmów. Zwrotne informacje bajeczne. Serio.
          • tarantula007 Re: Na marginesie 30.08.10, 16:30
            Ten,kto ma UDANY związek, poukładane zycie rodzinne i przepracowane
            własne traumy NIE SIEDZI CAŁYMI GODZINAMI w sieci, nie tłucze piany
            setkami wypowiedzi, najczęściej usprawiedliwiających swoje własne
            czyny... to tak na marginesie i ku rozwadze, tych co te pianę tłuką
            z zapałem godnym lepszej sprawy, np przytulenia się do małzonka lub
            wycieczki z nim w ostatnie letnie popołudnia. wink
            • krezzzz100 Re: Na marginesie 30.08.10, 16:40
              Mój mąż siedzi obok, czyta,i ma niezły ubaw smile
              • tarantula007 Re: Na marginesie - propozycja:) 30.08.10, 16:58
                Krezz to rzućcie to w cholerę i na spacer, póki nie pada. szkoda
                czasu, każdy ma swoją historię i swoje spojrzenie na życie. I każdy
                dla swego postepowania szuka usprawiedliwienia, jakkolwiek podłe by
                było, bo każdy chce sam siebie uważac za porządnego człowieka. Mich
                i Anka mimo wszystko też...
                • krezzzz100 Re: Na marginesie - propozycja:) 30.08.10, 17:16
                  Tarantula, mnie ten materiał jest potrzebny smile No, zrozum. Ponadto, nie jest aż
                  tak różowo, parę rzeczy w sobie też chcę zrozumieć. No, chyba mi wolno.

                  Interesuje mnie, dlaczego akurat te a nie inne perspektywy są uruchamiane w
                  ocenie Ani i Michszyba (jeśli to o niego chodzi ale załóżmy, że tak). Przyjmij,
                  że powieść piszę smile
                  • tarantula007 Re: Na marginesie - propozycja:) 30.08.10, 17:30
                    Eeeeee Krezzz, dalej utzymuję, że strata czasu, bo jak zwykle punkt
                    widzenia zalezy od punktu sziedzenia, stare i sprawdzając się. Ten,
                    kto sam zdradzał i oszukiwał, będzie usprawiedliwał
                    postepowanie "podmiotów watku" bo tym samym poprawia wizerunek
                    samego siebie w swoich własnych oczach, ten kto był zdradzany i
                    oszukiwany widzi w postępowaniu Micha i Ani swego wiarołomego
                    męża/żonę i tyle. Nie ma czego analizować.wink
                    • krezzzz100 Re: Na marginesie - propozycja:) 30.08.10, 18:28
                      No widzisz, a wedle mnie jest o czym. Wyznam, że spojrzenie Pana Kowalskiego
                      jest bliskie memu smile

                      Przeca my tak naprawdę nie o zdradzie rozmawiamy. Ale o spojrzeniach i spojrzeń
                      tych uwarunkowaniach- tak z grubsza)))
          • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 16:39
            Dzięki, Kas.
            Wiesz, co? Powiem zupełnie otwarcie: kiedyś mnie to bolało, i trochę czasu
            minęło, zanim zrozumiałam, co tu się dzieje. Ale, jak zrozumiałam, to zaczęło
            mnie interesować właśnie to- co tu się dzieje. Teraz, nie ukrywam, śledzę tok
            rozumowania co poniektórych, bo naprawdę, bardzo mi się przyda.
            Niech sobie pojeżdżą po mnie smilePrzyjmijmy, że i tak docieram pod strzechy z
            moją propozycją- przynajmniej wiedzą, że można.
            A co Kaspra, to przedostatnio mi napisał, że jestem kochana. Także nie jest źle.

            Serio, interesują mnie ludzie tutaj. Pod niebiosa wychwalam net, bo takiego
            doświadczenia powiedzmy, w kwestiach poznawczych, to ja bym gdzie indziej nie
            zdobyła.
            • to.ja.kas Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 16:48
              Krezzzz wiem, że już Cię to nie dotyka. Może zadziwia.
              Ale mimo wszystko. Fajna z Ciebie kobieta mimo iz czasem mam ochote Ciebie udusić wink
              dziękuje za telefon dziś.
              Twoje zimnologiczne podejscie z boku jest cenne. Może to jest tajemnica twojego
              skukcesu, pozwalanie sobie na dobre emocje i sprawianie by te złe, które
              krzywdza Ciebie i ludzi wokół nie miały na Twoje życie wpływu.
              Ja Ci dziekuję, za to co i jak piszesz, mimo iż nie zgadzam się czasem. Wiele
              wniosków, inna perspektywa, świadomość, że są ludzie nie działający pod wpływem
              afektu a myślący. A nawet jak myślą czasami inaczej jak ja, to ten brak afektu
              własnie powoduje, że powstaje płaszczyzna porozumienia.
              • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 17:11
                Masz sporo racji. Niedawno uświadomiłam sobie, że przeszliśmy z moim byłym tę
                drogę bez ANI JEDNEJ SPRZECZKI- nic, żadnych awantur, krzyków, złości. Nic a
                nic. Teraz też żadnych sprzeczek. Do końca, a i jakiś czas po, mieszkaliśmy
                jeszcze razem, razem na rozwód, razem z rozwodu, razem i zgodnie wszystkie
                plany, więcej- jeszcze sobie na wycieczkę porozwodową śmignęliśmy w dalekie
                kraje. Nikomu się nie skarżyliśmy, nikogo nie wtajemniczaliśmy (no, poza dwiema
                osobami najnaj). Dzieci nie domyśliły się niczego. Nikto i nicziewo "-). Sama
                pozew napisałam, sama się w nim oskarżyłam, sama sobie dzieci odebrałam- no,
                kurczę, można. Teraz podchodzimy do podziału majątku, ale leniwie- lata to trwa,
                coś tam trzeba jeszcze dogadać, nikomu się nie chce, ale żeby sobie jakieś
                krzesła, samochody czy chałupy wydzierać?? No, przecież wszystko jest z grubsza
                wiadome.
                Podobnie jest w sprawach dzieciowych, o czym pisałam. Nikt się o nic nie
                szarpie. Robić, co jest najlepsze, nie oglądać się na drugą stronę,
                interweniować naprawdę w grubych sprawach, a nie w duperelach typu- a nie
                powiadomiłeś mnie, o której wrócisz, błeeee.

                Jak czytam, o tym, co ludzie wyprawiają w kryzysie, to jakbym pochodziła z innej
                planety. Mam też czasem wrażenie, jakby ludzie zajmowali się nie tragedią, ale
                zupełnie czymś obok. Marnują energię na jakieś dziwne utarczki, zamiast
                poświecić ją rozwiązywaniu sytuacji- ratowaniu , wyjaśnianiu, czy nie ratowaniu.
                Tak, jakby nie to było ważne, co ważne...Mnie się zdaje, że kiedy świat się
                wali, to kurna o drobiazgi nie walczymy, co?

                W dodatku sądziłam, że u nas jest z tym źle, że można lepiej! Serio. Sądziłam,
                że bardziej jeszcze można coś zrozumieć, jeszcze bardziej zawalczyć. Po to
                poszłam do psychologa, by mi pomógł. Usłyszałam, że..lepiej się nie da.
                Zasadniczo lepiej się nie da. Dobre, nie? Wtedy nie wierzyłam w to.

                W dodatku jestem choleryczką. Ale jakoś w tych sprawach mnie nie bierze. Chyba
                się na wojnę nadaję smile




        • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 16:15
          Ciekawe, co Bursa miał na myśli pisząc: "mam w d.... małe miasteczka".

          Sąd nie będzie orzekał w sprawie przedszkola. Ale w kwestii wydolności
          wychowawczej matki już może. No, w sprawie Twojej byłej, Kasprze, zapewne mógł,
          prawda? Chyba się o to starałeś? Czy nie?

          • kowalka33 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 31.08.10, 09:09
            Nie wiem co Bursa miał na mysli, ale wiem co ja teraz napiszę -myslę Krezz ze
            bujasz po prostu bujasz...PO zastanowieniu i poczytaniu jak to u was funkcjonuje
            wiem jedno to jest nierealne, chyba ze twój ex by tu napisał. Tak sobie
            pomyslałam gdyby mój maż znalazł kogoś, zakochał się to czy byłabym w stanie
            mieszkać w tym samym domu, ogladając codziennie jego i jego panią, i niby to
            wszystko dla dobra dzieci. W zyciu bym na to nie poszła, to nie jest dla dobra
            dzieci tylko dla wygody jednej ze stron. Ja taka szlachetna nie jestem. I teraz
            niech kazda ze dziewczyn forumowych wyobrazi sobie ze facet puscił ją w trabę a
            teraz mieszkamy sobie po sasiedzku i jest słodko. To sie nie zdarza w realnym
            zyciu. Do tego jeszcze mamy dwóch facetów, faceci nie sa emocjonali tak jak
            kobiety, ale cierpia ponoć strasznie. ZDrada przez kobiety to straszna zniewaga
            dla męższczyzny. Trzeba by byc takas masakryczną dupą żeby to zniesć. I tyle,
            moze to nie w temacie ale pomyslałam że udzielasz rad wspierasz co niektórych a
            sama produkujesz brednie..
            • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 31.08.10, 09:42
              A sobie nie wierz - na zdrowie. Taka jest nasza rzeczywistość smile
              Ale Twój wpis pokazuje sedno tego forum- że ludzie podobni Tobie nie są w stanie
              choćby się zbliżyć do normalnej koezgystencji z innymi. Normalnej, czyli: bez
              awantur, wyzwisk, wyrywania sobie dzieci, grania alimentami, zaglądania innym do
              łóżek, za to z elementarną kulturą osobistą i refleksją.
              Tobie i Tobie podobnym normalne życie wydaje się niemożliwe -oto curiosum.
              • kowalka33 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 31.08.10, 14:50
                krezzzz100 napisała:

                > A sobie nie wierz - na zdrowie. Taka jest nasza rzeczywistość smile
                > Ale Twój wpis pokazuje sedno tego forum- że ludzie podobni Tobie nie są w stani
                > e
                > choćby się zbliżyć do normalnej koezgystencji z innymi. Normalnej, czyli: bez
                > awantur, wyzwisk, wyrywania sobie dzieci, grania alimentami, zaglądania innym d
                > o
                > łóżek, za to z elementarną kulturą osobistą i refleksją.
                > Tobie i Tobie podobnym normalne życie wydaje się niemożliwe -oto curiosum.
                Po prostu nie wierze w twoja bajkę, bo wyadaje mi okropnie naciągana , mamisz
                tych ludzi jak to mozna osiagnac szczeście tylko to z rzeczywistoscia to sie ma
                nijak.Nie zyczę sobie uwag, nie zagladam nikomu do łozek nie scigam żadnych
                alimentów , rozmumiem ze mogę bezkarnie napisać ze ty lubujesz sie we
                wskakiwaniu do łozek i nawet tak to ustawiłaś że możesz skakać do paru.
                • kowalka33 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 31.08.10, 14:55
                  A i dziękuję za takie normalne życie, w którym ty siedzisz z gachem w jednej
                  chacie a obok twój ex w drugiej i pijecie sobie z dziubków.Poza normalnosć ta
                  oznacza że siedzisz kamieniem na forum i strzelasz postami na prawo i lewo w
                  obronie ludzi , którym jakiekolwiek zasady sa obce. Odwiedż sasiada w końcu to
                  twój mąż , moze spacer, kto wie może kogos poznasz i znowu w twoim zyciu
                  nastąpią cudowne zmiany i znowu dla dobra dzieci zamieszkacie wszyscy razem-ty,
                  twój maż,twoj stary kochanek i twój nowy kochanek. Alez bedzie uroczo
                  • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 31.08.10, 15:10
                    Dno sobą prezentujesz, Kowalka. BO
                    • ekscytujacemaleliterki Re: przedszkole prywatne czy państwowe 31.08.10, 15:38
                      Krez,
                      świetnie się na to forum nadajesz.
                      Właśnie udowodniłaś, że Ty bez wyzwisk i awantur też nie
                      potrafisz smile.
                      • kasiamasia Re: przedszkole prywatne czy państwowe 31.08.10, 15:53
                        > Krez,
                        > świetnie się na to forum nadajesz.
                        > Właśnie udowodniłaś, że Ty bez wyzwisk i awantur też nie
                        > potrafisz smile.

                        Wiekszosc dyskusji (po pojawieniu sie krezz)
                        konczy sie zawsze w ten sam sposob:
                        -Krezz przejmuje kontrole nad dyskusja (siedzi przed komputerem nonstop) popatrz
                        na wpisy 3 nowe wpisy Krezzz, 1 kogos innego
                        dyskutuje z soba i soba i rzuca komentarzemi i obelgami w kierunku kazdego kto
                        nie podziela jej punktu widzenia)
                        -Krezz zaczyna nazywac kazdego glupkiem z ograniczonym swiatopogladem
                        kazdego kto nie podziela jej punktu widzenia (bo przeciez ona wie i tak lepiej,
                        moze nawet najlepiej na calym forum-
                        -ona wie co kazdy mysli/myslal, wie/wiedzial, czuje/czul...........
                        • kasiamasia Za wczesnie wyslalam 31.08.10, 16:27
                          Przepraszam Za wczesnie wyslalam

                          Wiekszosc dyskusji (po pojawieniu sie krezz)
                          konczy sie zawsze w ten sam sposob:
                          -Krezz przejmuje kontrole nad dyskusja (siedzi przed komputerem nonstop) popatrz
                          na wpisy 2-3 nowe wpisy Krezzz, 1 kogos innego
                          dyskutuje z soba i soba i rzuca komentarzemi i obelgami w kierunku kazdego kto
                          nie podziela jej punktu widzenia)
                          -Krezz zaczyna nazywac kazdego glupkiem z ograniczonym swiatopogladem
                          kazdego kto nie podziela jej punktu widzenia (bo przeciez ona wie i tak lepiej,
                          moze nawet najlepiej na calym forum-
                          -ona wie co kazdy mysli/myslal, wie/wiedzial, czuje/czul...........

                          Wiekszosc dyskusji,po pojawieniu sie krezz
                          zamienia sie w dyskusje z Nia i jej wyborach
                          ona po raz kolejny udawadnia kazdemu
                          jaki to fantastyczny model sobie wypracowala, jak to sobie wszyscy tak dobrze radza w jej otoczeniu, jakie to ma "happily ever after".
                          Krezz udalo sie Tobie, jestes gwiazda tego forum!!
                          Nikt nie moze zaprzeczyc twojej "presence" tutaj
                          ale nie uwazasz ze jezeli ludzie przychodza tutaj sie poradzic lub wyzalic, to jezeli tu zagladamy
                          powinnismy sie skoncentrowac na nich i ich problemach
                          a nie na twoim poukladanym, szczesliwym zyciu.

                          Czytajac Cie Krezz, ciagle mam nadzieje ze w koncu pojawi sie jedna inna osoba, ktora powie: wypracowalismy warunki podobne do Krezz
                          pracuje u Nas i wszyscy uwazaja ze rozwod byl najlepszym rozwiazaniem
                          jakie nas w zyciu spotkalo (nawet ten drugi malzonek, ktoremu bylo dobrze i nie chcial sie rozwodzic)i nikomu naprawde nie stala sie zadna krzywda........
                          Dla mnie moj rozwod byl osobista porazka i ogromna krzywda wyrzadzona
                          naszemu dziecku(i po 5 latach terapii/psycholog, nie jestem pewna
                          ktore z jego przyszlych niepowodzen moze rozpetac burze lub lawine........)
                          Ale moze to tylko ja sie musze martwic o emocje, odczucia i reakcje naszego dziecka, a u innych wszystko idzie bezproblemowo.....
                          • krezzzz100 Re: Za wczesnie wyslalam 31.08.10, 17:20
                            Droga Kasiumasiu- wszak masz szansę stać się gwiazdą forum, postaraj się tylko
                            dyskutować rzetelnie i wnikliwie, poświęcając rozmowie CZAS i PRZEMYŚLENIE.

                            Twoja wypowiedź jest bełkotliwa. Zastanów się, co chciałaś powiedzieć, i napisz
                            jeszcze raz. Zrozumiałam z niej tylko jedno- że Twój rozwód był porażką. Ale nie
                            rozumiem, co ja mam do tego, nie ja się z Tobą rozwodziłam.
                            • kasiamasia Re: Za wczesnie wyslalam 31.08.10, 18:19
                              Krezz nie mam zamiaru byc "wszystkowiedzaca wyrocznia i gwiazda"
                              na forum porozwodowym. Jestem w moim zyciu zajeta paroma innymi
                              i wazniejszymi rzaczami i ludzmi (w moim zyciu), niz byc tutaj wyrocznia.
                              > Droga Kasiumasiu- wszak masz szansę stać się gwiazdą forum, postaraj się tylko
                              > dyskutować rzetelnie i wnikliwie, poświęcając rozmowie CZAS i >PRZEMYŚLENIE.

                              Nie dziekuje za zaproszenie, zostawiam Tobie te role.

                              >Twoja wypowiedź jest bełkotliwa. Zastanów się, co chciałaś >powiedzieć, i
                              napisz jeszcze raz

                              Krezz, twoja reakcja jest taka sama jak zwykle:
                              albo ignorujesz wypowiedzi do Ciebie skierowane
                              albo zarzucasz innym belkotliwosc, glupote i peniactwo.....

                              Tak Krezz, jest duza roznica pomiedzy naszym mysleniem:
                              Ja uwazam moj rozwod za zyciowa porazke i przyznaje sie do popelnionych bledow
                              (i moich problemow)
                              natomiast Ty ciagle wszystkich pouczasz jak to zadnych bledow nie popelnilas.

                              >>Zrozumiałam z niej tylko jedno- że Twój rozwód był porażką.
                              >>Ale nie rozumiem, co ja mam do tego, nie ja się z Tobą rozwodziłam.

                              Gdzie ja przy twojej analitycznej analalizie znalazlas ze ja pisalam o moim
                              rozwodzie z Toba?
                              Krezz czyzbys uwazala ze rozwod jest zyciowym osiagnieciem???
                              • krezzzz100 Re: Za wczesnie wyslalam 31.08.10, 18:41
                                Kasiumasiu,
                                skoro nie zamierzasz, to nie zazdrość innym wink
                                Nie moja wina, że piszesz bełkotliwie.
                                Zgadzam się, że nasze myślenie różni się. Jednakże nie sądziłam wcześniej, że aż
                                tak. Wyznam, że mnie zdziwiłaś. No nic, życie polega także na takim zdziwieniu.
                                Ostatnia kwestia była wynikiem wnioskowania. Nie tak trudnego smile

                                W żadnym razie rozwodu nie uważam za osiągnięcie, choć nie wykluczam, że dla
                                niektórych może takim być. Ale uważam, że lepiej go uczynić lepszym niż gorszym,
                                jako i życie po nim. I to już uważam za sukces. W tym też się różnimy. Musisz
                                się z tym pogodzić.

                            • aneta-skarpeta Re: Za wczesnie wyslalam 31.08.10, 19:10
                              Twoja wypowiedź jest bełkotliwa. Zastanów się, co chciałaś
                              powiedzieć, i napisz
                              > jeszcze raz. Zrozumiałam z niej tylko jedno- że Twój rozwód był
                              porażką. Ale ni
                              > e
                              > rozumiem, co ja mam do tego, nie ja się z Tobą rozwodziłam.

                              ja jakos wybitnie inteligentna nie jestem, a kasie zrozumiałamsuspicious
                              • krezzzz100 Re: Za wczesnie wyslalam 31.08.10, 19:35
                                > ja jakos wybitnie inteligentna nie jestem, a kasie zrozumiałamsuspicious

                                ))))))))Dobre))))
                                To się nazywa: logika dwuwartościowa inaczej.

                                Pozdrawiam - użytkowniczka tradycyjnej logiki dwuwartościowej smile
                                • kasiamasia Re: Za wczesnie wyslalam 31.08.10, 20:04
                                  Krezz
                                  A ja pozdrawiam Ciebie
                                  użytkowniczka tradycyjnej logiki jednowartościowej
                                  w ktorej ty masz zawsze racje!!!
                                  Nie ma: prawda-falsz albo czarne-biale
                                  tylko jedna objawiona prawda, "Krezz TY MASZ ZAWSZE RACJE!"
                                  Chyle czola przed """""" geniuszem!

                                  Krezz mam mala prosbe,
                                  prosze nie obrazaj innych ludzi
                                  (i nie udawadniaj swojej wyzszosci intelektualnej)
                                  z mojego powodu.
                                  Jezeli napwade "sziedzisz na tak wysokim koniu"
                                  intelektualnie i moralnie
                                  to nie sadzisz ze takie odpowiedzi powinny byc ponizej twojego poziomu.

                                  > > ja jakos wybitnie inteligentna nie jestem, a kasie zrozumiałamsuspicious
                                  > ))))))))Dobre))))
                                  > To się nazywa: logika dwuwartościowa inaczej.
                                  > Pozdrawiam - użytkowniczka tradycyjnej logiki dwuwartościowej smile
                                  • krezzzz100 Re: Za wczesnie wyslalam 31.08.10, 20:30
                                    Kasiumasiu, a gdzie ja Cię obrażam? Prostuję tylko to, co piszesz o mnie. Moje
                                    dobre prawo. Napisałaś parę rzeczy o mnie do La dan., nieścisłych oględnie
                                    mówiąc- to sprostowałam.
                                    A że mam inne zdanie, niż Ty - mój panie - się zdarza smile

                                    Poza tym, narzekasz, że dużo mnie tu, a ciągle się do mnie odnosisz. Widać
                                    jednak się przejęłaś tym, co piszę. Mój trud nie poszedł zatem na marne.

                                    Zauważyłaś, że pozdrowiłaś mnie jako "> użytkowniczka tradycyjnej logiki
                                    jednowartościowej> w ktorej ty masz zawsze racje!!!"? Nie musisz aż tak,
                                    KAsiumasiu, czasem nie mam racji- uwierz smile

                                    Dajmy spokój tym przekomarzankom... Obie wszak wiemy, o co chodzi
                                    smile(przynajmniej taką mam nadzieję)))
                                    • kasiamasia Nauczanie Teorii Logiki 31.08.10, 21:04
                                      krezzzz100 napisała:

                                      > Kasiumasiu, a gdzie ja Cię obrażam?

                                      Napisalam wczesniej:
                                      > Krezz mam mala prosbe,
                                      > prosze nie obrazaj innych ludzi
                                      > (i nie udawadniaj swojej wyzszosci intelektualnej)
                                      >z mojego powodu.

                                      Pouczasz wszystkich o czytaniu ze zrozumieniem!
                                      Ale sama chyba tej umiejetnosci nie posiadasz

                                      > Zauważyłaś, że pozdrowiłaś mnie jako "> użytkowniczka tradycyjnej logiki
                                      > jednowartościowej> w ktorej ty masz zawsze racje!!!"? Nie musisz aż tak,
                                      > KAsiumasiu, czasem nie mam racji- uwierz smile
                                      >
                                      > Dajmy spokój tym przekomarzankom... Obie wszak wiemy, o co chodzi
                                      > smile(przynajmniej taką mam nadzieję)))

                                      Nie potrafisz sobie odpuscic zgryzliwosci i malostkowosci,
                                      wszedzie podkreslasz swoja wyzszosc na innymi dyskutantami
                                      miedzy innymi rzucajac komentarze typu:
                                      <<Obie wszak wiemy, o co chodzi
                                      > smile(przynajmniej taką mam nadzieję)))

                                      Prosze, Krezz nie znizaj sie do mojego poziomu
                                      lub jak wolisz nie podciagaj mnie do swojego.
                                      Ja nie chce nalezec z Toba go grupy ludzi
                                      "Ktorzy zawsze wszystko wiedza lepiej".
                                      Mnie zycie nauczylo wiele,
                                      miedzy innymi jak malo wiem,
                                      i wyglada ze z mijajacymi latami wiem coraz mniej
                                      lub dosadniej: wiem ze nie wiem wszystkiego.


                                      • krezzzz100 Re: Nauczanie Teorii Logiki 31.08.10, 21:15
                                        No dobra, widzę że Ci trzeba łopatologicznie.

                                        Napisałam do L.D. tak, prostując Twoje rewelacje o mnie. Daję:

                                        "Kasiumasiu,
                                        ból przeżywały obie strony- każda inny.
                                        Decyzję o rozwodzie podjęliśmy wspólnie.
                                        Decyzję o mieszkaniu blisko siebie podjęliśmy wspólnie.
                                        Mój eks radzi sobie z sytuacją. Ja też.
                                        Trudności i docieranie się są oczywistością w tej sytuacji i dotyczą obu stron.
                                        Ja nie robiłam świństw.
                                        Nie awanturuję się nie ze względu na dzieci, ale ze względu na prezentowaną
                                        kulturę osobistą i podejście do życia.

                                        Nie czytasz uważnie. Ani mnie ani La.danseuse, która napisała coś o bólu PRZED
                                        rozwodem.
                                        "

                                        Pokaż, gdzie Cię obraziłam. Bo Ty mnie- tak. Np. w pasusie o świństwach.

                                        No, chyba się dalej zabawiamy smile Mam jeszcze trochę czasu.
                                        • krezzzz100 Re: Nauczanie Teorii Logiki 31.08.10, 21:21
                                          I jeszcze jedno. Gdzie Ty zauważyłaś zgryźliwość w słowach:
                                          "Obie wszak wiemy, o co chodzi
                                          smile(przynajmniej taką mam nadzieję)))"?

                                          Naprawde mnie ciekawi Twoje odczytanie. Bo ja miałam na myśli po prostu..różnicę
                                          usytuowania. Która to różnica tyle razy była werbalizowana przez obie strony, że
                                          aż głupio ją powtarzać smile




                                        • kasiamasia Do Krezz raz jeszcze- odpowiadam 31.08.10, 22:45
                                          krezzzz100 napisała:

                                          > No dobra, widzę że Ci trzeba łopatologicznie.

                                          Nie wiem czy jestes w posiadaniu odpowiednio duzej łopaty!
                                          Zawsze mialam problemy, kiedy ludzie probowali mnie łopatologicznie
                                          przekonac do swoich prawd objawionych.

                                          > Napisałam do L.D. tak, prostując Twoje rewelacje o mnie.

                                          Odnosze sie teraz do prostowania moich rewelacji:
                                          (cytuje co napisalam do L.D. i wklejam cytujac dokladnie twoje wypowiedzi na tym forum)


                                          > la.danseuse
                                          > Nie bylas w takiej samej sytuacji jak Krezz:
                                          > Jej maz nie chcial sie rozwodzic i on nie byl do rozwodu gotowy,
                                          > nie robil jej swinstw.

                                          Dalej: mój eks był bardzo obciążony psychicznie naszym rozstaniem oraz nie
                                          najlepszymi relacjami z dziećmi, i NIE BYŁ w stanie przekroczyć swojego
                                          stanowiska, którym było: dzieci zostają z nim, bo on jest stroną pokrzywdzoną…………
                                          I teraz najciekawsze: z ojcem dziecka porozumiewam się średnio, a raczej -
                                          słabo. On jest introwertykiem, ze skłonnością do przemilczania i uporu, w
                                          dodatku czującym się skrzywdzonym i nie akceptującym mojego obecnego partnera.
                                          Nie rozmawiamy za dużo- komunikujemy się głównie telefonicznie i netowo,
                                          ustalamy tylko to, co najważniejsze: wyjazdy, ubiór, kłopoty szkolne, choroby,
                                          ew. apetyty dzieci. Nic więcej. On nas unika jak tylko może, ja go zaczęłam
                                          unikać także.

                                          > To Krezz sie zakochala i wypisala sie ze zwiazku
                                          Tak, zakochałam się będąc w małżeństwie- zatrzymanym w rozwoju. Które to
                                          zatrzymanie były problemem tylko dla mnie i którego rozwiązania druga strona
                                          zdecydowanie odmawiała……….

                                          > To Krezz wyprowadzala sie do nowego partnera
                                          Zgodziłam się
                                          przypisanie dzieci do byłego męża (ja odeszłam od niego do kogoś innego)

                                          > To Ex Krezz patrzyl z sasiedniej klatki schodowej
                                          > na szczescie ex-zony z nowym partnerem.....

                                          Na tę okoliczność zostały kupione dwa
                                          mieszkania położone blisko siebie.
                                          > Sama Krezz pisala jak to EX sobie nie radzil sobie z sytuacja
                                          gdyby mój eks ………. Słowem- źle znosił moją obecność w swoim mieszkaniu (do dziś się nie pogodził z moim odejściem),…..
                                          N amarginesie - moj byly, skrzywdzony maz,

                                          w rok po naszym rostaniu poznal kogos, z kim splodzil dziecko
                                          > To ze Ex sie nie awanturowal i nie robil piekla
                                          > (pewnie glownie ze wzgledu na dzieci)
                                          > nie zmiejszylo to jego bolu......

                                          A jednak model się sprawdza, przynajmniej na razie. Może sprawdza się dlatego,
                                          że trzymamy się wzajem w szachu: on wie, że gdyby mi coś ograniczył, rozpętam
                                          burzę (sądową), ja wiem o nim to samo. A tej burzy dla dzieci nie chcemy. Mam
                                          nadzieję, że tego rozumu nam starczy i na przyszłość


                                          Krezz, twoje opinie i wypowiedzi, zmeniaja sie z czasem
                                          tak jakby powtarzanie danej (twojej wlasnej prawdy)
                                          teorii/historii wystarczajaca ilosc czasu czynilo ja
                                          i stawalo sie jedyna prawda

                                          >
                                          > "Kasiumasiu,
                                          > ból przeżywały obie strony- każda inny.
                                          > Decyzję o rozwodzie podjęliśmy wspólnie.
                                          > Decyzję o mieszkaniu blisko siebie podjęliśmy wspólnie.
                                          > Mój eks radzi sobie z sytuacją. Ja też.
                                          > Trudności i docieranie się są oczywistością w tej sytuacji i dotyczą obu stron.
                                          > Ja nie robiłam świństw.
                                          > Nie awanturuję się nie ze względu na dzieci, ale ze względu na prezentowaną
                                          > kulturę osobistą i podejście do życia.
                                          >
                                          > Nie czytasz uważnie. Ani mnie ani La.danseuse, która napisała coś o bólu PRZED
                                          > rozwodem.
                                          "

                                          Tak La.danseuse odnosila sie do robienia sobie swinstw, sytuacji nie do wytrzymania, braku nastepnych partnerow..........

                                          krezz odnosilam sie do La.danseuse i napisalam ze:
                                          Jej maz nie chcial sie rozwodzic i on nie byl do rozwodu gotowy,
                                          nie robil jej swinstw.

                                          I dotyczylo to jej opisu i warunkow nie twoich!
                                          Czyli logika dwuwartosciowa:
                                          Maz nie robil swinstw (napisane) oznacza zone robiaca swinstwa
                                          Gdzie to wyczytalas!!!!!!!


                                          > Pokaż, gdzie Cię obraziłam. Bo Ty mnie- tak. Np. w pasusie o świństwach.

                                          I raz jeszcze, nie pisalam nigdzie ze mnie obrazilas,
                                          prosilam tylko zebys z mojego powodu (i dyskusji ze mna)
                                          nie obrazala innych ludzi.......
                                          A twoj post do Anety-skarpety uwazam za obrazliwy
                                          • aneta-skarpeta Re: Do Krezz raz jeszcze- odpowiadam 31.08.10, 23:03
                                            ... ale po anecie-skarpecie to spływa jak po kaczcewink

                                            jestem pełna podziwu kasiu dla Twojej wytrwałości, obawiam sie
                                            jednak, że krezz i tak sie wyprze jak żaba błotawink
                                            • kasiamasia Do Anety-skarpety 31.08.10, 23:32
                                              Musze sie przyznac, ze powinnam byc pelna podziwu dla upartosci i zarozumialosci Krezz
                                              (oraz jej kompleksu wyzszosci intelektualnej i moralnej).

                                              Przy pewnej anonimowoaci internetu
                                              i tego ze czesto nie wiemy z kim mamy tutaj do czynienia
                                              (w realu): nie wazne sie kogo obraza i poucza:
                                              czy jest Kazia z Pcimia po podstawowce
                                              czy bylby ktos profesorem uniwesyteckim.
                                              I tak ta osoba nie dorasta jej do piet
                                              jezeli ma inna opinie niz ona.

                                              Przykro mi ze oberwalo sie Tobie za maja dyskusje.

                                              > jestem pełna podziwu kasiu dla Twojej wytrwałości, obawiam sie
                                              > jednak, że krezz i tak sie wyprze jak żaba błotawink

                                              A to ze Krezz wyprze sie tego co sama napisala
                                              to i tak wiem.
                                              Probuje tylko jednego, zeby nie dac sie
                                              ""Prosze, Krezz nie znizaj sie do mojego poziomu
                                              lub jak wolisz nie podciagaj mnie do swojego"""
                                              czyli nie dac sie wciagnac do tego samego
                                              psedo-intelektualnego belkotu (lub blotka).

                                              Jestem pewna na na moj ostatni post do Krezz
                                              nigdy nie doczekam sie odpowiedzi
                                              lub jak zwykle odwroci kota ogonem
                                              i napisze ze nie umiem czytac i ze poprzekrecalam
                                              to co sama Krezz napisala XI/2009 i III 2010.
                                              • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 31.08.10, 23:43
                                                generalnie mam wrazenie, ze za kazdym razem krezz inaczej
                                                przedstawia swoj rozwód

                                                raz, ze mąż strasznie przezył i nie chciał, cierpiał i utrudniał,
                                                nie dało sie z nim rozmawiac itd ( pisze w skrócie i z pamieci)

                                                potem, ze wszystko szło płynnie, choc oczywiscie było bolesne

                                                a raptem, ze wszystko szło jak po masle, mieszkali razem po
                                                rowodzie, czy w trakcie ( choc gdzies czytała, ze on nie mógł jej
                                                zniesc w swoim domu), ze pojechali radosnie na wycieczke wspolnie-
                                                dziwne skoro nie mogli sie dogadac i generalnie komunikacja u nich
                                                oporna, a kazde trzma drugie w szachu bo sąd wisi nad nimi

                                                raz ex lubi jej partnera, raz nie może go znieść

                                                i mam wrazenie, że nie tylko my dwie tak to odbieramy

                                                a też z doświadczenia wiem, że czym ktos bardziej
                                                wyniosły,przemądrzały to tym bardziej chce tym cos zamaskowac, ukryc

                                                ( czekam na następna rewelacje na mój temat od krezz)smile
                                                • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 00:13
                                                  Ja widzę wysoką spójność w moich wypowiedziach. Widzę też komponent czasowy smile.
                                                  Ale przede wszystkim, widzę niuansowanie, czego Aneta-skarpeta chyba nie rozumie)))
                                                  Dalej- jak piszesz, Aneto, z pamięci, to możesz osiągnąć podobny efekt, co
                                                  Kasiamasia, która cudze wypowiedzi przypisuje mnie- efekt dość komiczny)))
                                                  Po prostu- wystarczy pomyśleć, by to złożyć smile


                                                • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 01:07
                                                  A Tobie Aneto dla ukierunkowania także zwrócę uwagę na to, że istnieją:
                                                  -czas,
                                                  -konteksty,
                                                  -różne punkty widzenia, np. Twój i mój.

                                                  Rewelacje na Twój brzmią tak: wstyd nie zauważać upływu czasu, wstyd nie
                                                  potrafić określić kontekstu, wstyd nie potrafić określać skal. Kompromitacja
                                                  pełna z Twojej strony, Aneto- Twoje kompetencje czytelnicze są na poziomie
                                                  dramatycznie niskim. Uproszczenia, których się domagasz, czynią rozmowę z Tobą
                                                  kompletnie wypraną z sensu. Jeśli podobnie podchodziłaś do swojego małżeństwa,
                                                  to nie dziwię się temu, co się u Ciebie stało.
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 01:08
                                                    Rewelacje na Twój TEMAT (uciekło), pardon.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 10:41
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    Kompromitacja
                                                    > pełna z Twojej strony, Aneto- Twoje kompetencje czytelnicze są na
                                                    poziomie
                                                    > dramatycznie niskim.

                                                    czytac nie umiem, a w życiu jakos sobie radzęwink

                                                    Uproszczenia, których się domagasz, czynią rozmowę z Tobą
                                                    > kompletnie wypraną z sensu. Jeśli podobnie podchodziłaś do swojego
                                                    małżeństwa,
                                                    > to nie dziwię się temu, co się u Ciebie stało.

                                                    nie rozumiem. z powodu mojego uproszczonego podejscia do pewnych
                                                    spraw mój mąż bzykał wszystko co na drzewo nie ucieka i jest
                                                    alkoholikiem robiacym wszedzie długi? cudne. sam by tego nie
                                                    wymysliłbig_grin
                                                  • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 10:57
                                                    poza tym fakt, nie lubie komplikować rzeczy jasnych. Ty lubisz
                                                    lawirowac między niuansami, dlatego tak często Twoje relacje dot.
                                                    rowodu sa tak inne- przynajmniej w odczytcie przez osoby postronne i
                                                    trudno stwierdzic o co chodzi i jak było naprawdę

                                                    Jakbys za każdym razem pisała w taki sam sposób o swoim rozwodzie to
                                                    bys nie musiała wypluwać swojego jadu na moją pseudointeligencjesmile

                                                    jesteś mądra to pisz tak, żebym mogła Cię zrozumieć. I mnie podobni.
                                                    Dla osoby inteligentnej to z pewnością nie kłopot.
                                                    a jesli kłopot, to bedziesz musiała żyć z moimi mało inteligentnymi
                                                    postami i rece załamywac nad moja nieumiejętnością czytania ze
                                                    zrozumieniem.

                                                    Dziekuję za uwagę

                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 11:30
                                                    Jakbym miała za każdym razem pisać to samo, to nie miałoby to sensu. Bo
                                                    widzisz, za każdym razem rozmowa ma inny kontekst. I czas płynie, i rzeczy się
                                                    zmieniają. Już Ci na to zwracałam uwagę. Życia nie da się unieruchomić do
                                                    jednorazowego obrazu, moja droga.

                                                    Aneto, no naprawdę- to już nie tylko wyraz Twoich resentymentów, ale obraz
                                                    dojmującej indolencji umysłowej. Naprawdę, bardzo Ci współczuję sad
                                                  • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 11:46
                                                    zupełnie niepotrzebniesmile
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 12:32
                                                    Niepokoi mnie to, bo to musi być przykre dla Ciebie i mieć złe konsekwencje. Nie
                                                    tylko dla Ciebie, ale i dla Twoich dzieci- umiejscawiając to bowiem w pierwotnym
                                                    kontekście tego wątku, skoro przenosisz swoje preustawienia (resentymenty,
                                                    uprzedzenia,...)na kwestie rodzicielskie, to żal mi Twoich dzieci.

                                                    Taki jest bowiem, kolejny raz podkreślam, podstawowy kontekst: resentyment
                                                    przenoszony na sprawy "dzieciowe". Poważna sprawa to jest.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 12:57
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > Niepokoi mnie to, bo to musi być przykre dla Ciebie i mieć złe
                                                    konsekwencje. Ni
                                                    > e
                                                    > tylko dla Ciebie, ale i dla Twoich dzieci- umiejscawiając to
                                                    bowiem w pierwotny
                                                    > m
                                                    > kontekście tego wątku, skoro przenosisz swoje preustawienia
                                                    (resentymenty,
                                                    > uprzedzenia,...)na kwestie rodzicielskie, to żal mi Twoich dzieci.



                                                    nie mam dzieci, mam dziecko. ma się bardzo dobrze. tylko dzieki mnie
                                                    i ojczymowi. dziekuję.

                                                    jak zauważyłas każda sytuacja jest inna. moja jest inna, micha jest
                                                    inna, Twoja także.

                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:05
                                                    No to mamy wreszcie jakieś porozumienie. Ciesze się smile
                                                    Wszystkiego najlepszego dla Waszej rodziny.
                                                  • ekscytujacemaleliterki Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:06
                                                    Aneta,
                                                    poddaj się plizzz! ;D
                                                    Przyznaj się, ze Twój ex był zboczonym alkoholikiem bo Ty z nim
                                                    byłaś ( jakbyś nie była to by święty był!) a tak w ogóle to sama
                                                    jesteś okropny zboczuchem, czytać nie potrafisz, dziecko Ci forum
                                                    musi czytać. Z pisaniem masz problemy, sąsiad Ci pomaga big_grin wink
                                                    Przyznaj sie proszę bo ja już nie mogę! big_grin big_grin big_grin
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:11
                                                    Ależ Ty masz uraz, Litery))))Nie wytrzymujesz napięcia? Nie musisz czytać
                                                    (podpowiadam).

                                                    Daj się Anecie wykazać smile
                                                  • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:21
                                                    krezzzz100 napisała:


                                                    > Daj się Anecie wykazać smile


                                                    ale ja nie mam zamiaru sie wykazywacsmile
                                                    ja nie biorę udziału w konkursie na najmądrzejszego forumowicza,
                                                    moge byc uwazana za kretynkę. wsio ryba.
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:39
                                                    Eeee tam, zaraz kretynkę... Pogawędziłyśmy sobie, ot co smile

                                                    Cieszę się, że Ci się układa w drugim związku. To było warto usłyszeć.
                                                    Dzięki za rozmowę.

                                                  • ekscytujacemaleliterki Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:36
                                                    Żle podpowiadasz! Siadaj pała!
                                                    Muszę czytać smile
                                                    Moderuję to forum (podpowiadam).
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:43
                                                    Aaaa.. No to poległaś, bo moderator musi wytrzymać napięcie smile A Ty nie
                                                    wytrzymałaś. Pała!)))
                                                  • ekscytujacemaleliterki Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 14:05
                                                    Gucio prawda! tongue_out
                                                    Wciąż Cię czytam! big_grin
                                                    Po za tym jakie napięcie?
                                                    Toż to wielce zabawne jest!
                                                    Kawę sobie zrobiłam, ciasto przyniosłam i oczu od monitora oderwać
                                                    nie mogę big_grin.

                                                    Wiem, wiem, zaraz mi napiszesz, że od ciastek się tyje, kawą monitor
                                                    opuję, z krzesła spadnę big_grin.

                                                    Krez, pamiętasz swój tekst o kurkach?
                                                    Wybacz ale sama zaczynasz zachowywać się jak na grzędzie.
                                                    Odpowiadasz na każdy post, nawet jesli nie jest kierowany do Ciebie,
                                                    na jedno czyjeś słowo piszesz piętnaście, chcesz udowodnić każdemu
                                                    za wszelką cenę, że masz rację.

                                                    Tylko nie wiem po co? Przecież dobrze wiesz, że ilu ludzi, tyle
                                                    opinii, każdy jedną i tą samą sytuację może odebrać zupełnie inaczej.
                                                    Wiesz to, więc dlaczego za wszelką cenę chcesz udowodnić,że wiesz
                                                    lepiej?
                                                    I dlaczego zalezy CI tak bardzo, żeby każdy żył i postępował jak Ty?

                                                    Często piszesz, że forum dla Ciebie to doskonałe miejsce obserwacji
                                                    i swietnie się bawisz.
                                                    Wiesz, ja jak czytam Ciebie to obserwuję,że zmuszany człowiek
                                                    reaguje zdziwnieniem, złością, maniakalnym wręcz uporem, śmiechem a
                                                    na końcu totalną ignorancją.

                                                    Miłego dnia smile.

                                                    Acha, czytała Cie będę dalej ale pisać do Ciebie to już mi się nie
                                                    chce.
                                                    Fajniejsze zajęcie mam smile
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 14:14
                                                    No to widać, że Cię interesuje to, co mam do powiedzenia. Tak podejrzewałam.

                                                    Sam się przyznałaś, że nie wytrzymujesz smile

                                                    A jedz sobie i pij i pluj na monitor, co mi do tego...Skoro lubisz. Każdy ma
                                                    rozrywki, na jakie go stać.

                                                    Ale, że pamiętasz tekst o kurkach...smile Widać wrył Ci się w pamięć. Ma się tę
                                                    siłę oddziaływania, co?

                                                    Miłego czytania i dobrej percepcji tego, co się czyta. A jak będziesz miała coś
                                                    ciekawego do powiedzenia- daj znać. Pisaniem smile


                                                  • ekscytujacemaleliterki Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 14:21
                                                    Interesuje a i owszem.
                                                    Wytypowałam Cię na wspaniałego królika doświadczalnego, rewelacyjnym
                                                    obiektem do badań jesteś big_grin.

                                                    Przyznam Ci się. Tekst o kurkach wyrył mi się w pamięci głęboko,
                                                    gdyż po tym napisałaś: "sama ze sobą skończę" a później zniknęłaś.
                                                    Przyznam, że sie trochę o Ciebie obawiałam.
                                                    W sumie mało jeszcze wtedy się "znałyśmy" nie wiedziałam ani ktoś Ty
                                                    ani w jakim emocjonalnym jesteś stanie.

                                                    Ale że wróciłaś cała i zdrowa to już się nie martwię.

                                                    Acha, tylko jedno. Wiesz co robię z personalnymi atakami, prawda?

                                                    Ciao smile
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 14:34
                                                    Naprawdę??? Ale checa...Litery coś zrozumiała - po swojemu)))))I to jak!

                                                    Mało się znałyśmy, powiadasz...A teraz się znamy? I tyle czasu się zamartwiałaś
                                                    o mnie, biedactwo. No, dobra z Ciebie duszyczka)))

                                                    Litery, nie musisz się podbudowywać swoją rolą admina, nie wypada- to broń
                                                    słabych)))

                                                    Ucz, się, ucz, dziecino, to może w życiu będzie Ci się lepiej wiodło, niż do tej
                                                    pory. Szczerze życzę!
                                                    Ps. Miałaś już nie odpisywać...
                                                  • tarantula007 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 14:46
                                                    Krezzz nie emocjonuj się tak bardzo smile wypij szklaneczkę wody dla
                                                    ochłody... i zapamiętaj .... wykształcenie nie chroni przed
                                                    głupotą , wykształcenie tylko daje szanse ... smile Tak mawiał człek
                                                    mądrości wielkiej - mój tatuś ... i ja staram się ZAWSZE o tym
                                                    pamiętać... Tobie chyba też by się przydało ...
                                                  • ekscytujacemaleliterki Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 15:38
                                                    Buhahahaha
                                                    Normalnie za poczucie humoru piątka i to z plusem big_grin.

                                                    Wiem, wiem, zaraz pękniesz z zazdrości!
                                                    Wiedzie mi się. Wiedzie mi się lepiej od tego jak Tobie się wiedzie!
                                                    Co widać po ilości spędzonego czasu przed monitorem i rzucania się
                                                    pazernie na każdego rozmówcę big_grin.

                                                    Nie wypada to pupy gachowi dawać big_grin
                                                    A na dodatek to ja nigdy nie twierdziłam, że silna jestem tongue_out

                                                    A teraz poważnie droga forumowiczko, powtórka z rozrywki będzie.
                                                    Pamietasz? Myślę ( uszczypnęłam się, jestem - dla Twojej
                                                    wiadomości), że doskonale pamiętasz!
                                                  • tricolour Ale jaja... 01.09.10, 15:13
                                                    ... na tym forum - a jestem z pięc lat, może więcej - nie było nigdy
                                                    większego cudaka. Różne pokraki sie pojawiały, ale sępa, który rzuca się
                                                    na każdy post, to jeszcze nie było.

                                                    smile

                                                  • tarantula007 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 14:20
                                                    ekscytujacemaleliterki napisała:



                                                    > Wybacz ale sama zaczynasz zachowywać się jak na grzędzie.
                                                    > Odpowiadasz na każdy post, nawet jesli nie jest kierowany do
                                                    Ciebie,
                                                    > na jedno czyjeś słowo piszesz piętnaście, chcesz udowodnić każdemu
                                                    > za wszelką cenę, że masz rację.
                                                    >
                                                    > Wiesz to, więc dlaczego za wszelką cenę chcesz udowodnić,że wiesz
                                                    > lepiej?
                                                    > I dlaczego zalezy CI tak bardzo, żeby każdy żył i postępował jak
                                                    Ty?
                                                    >
                                                    > Często piszesz, że forum dla Ciebie to doskonałe miejsce
                                                    obserwacji
                                                    > i swietnie się bawisz.
                                                    > Wiesz, ja jak czytam Ciebie to obserwuję,że zmuszany człowiek
                                                    > reaguje zdziwnieniem, złością, maniakalnym wręcz uporem,
                                                    śmiechem..



                                                    Hmmm. to O CZYM piszesz , takie zachowania o których piszesza, to
                                                    pacha uzależnieniem od netu... to chyba się leczy... nie?

                                                  • ekscytujacemaleliterki Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 15:46
                                                    Nie wiem, spytaj naszą wszystko-wiedzącą-najlepiej big_grin
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 17:12
                                                    Litery, zniknął mój wpis, w którym informowałam Was, drogie kobitki, że muszę
                                                    przerwać naszą interesującą ( smile )konwersację, bo obowiązki mnie wzywają. Nie
                                                    wiesz aby, co się z nim stało?

                                                    Ciekawe, komu i w czym on przeszkadzał...To zaiste niezrozumiałe.

                                                    No nic, powtórzę, że było ciekawie, ale naprawdę już muszę zająć się czym innym.

                                                    Pozdrawiam serdecznie smile

                                                  • ekscytujacemaleliterki Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 18:47
                                                    Wiem ale nie powiem.
                                                  • panda_zielona Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 15:23
                                                    winkNie wiem zupełnie dlaczego nasunęła mi się myśl -nie dyskutuj
                                                    z ..../wpisać co się chce/bo sprowadzi Cię do własnego poziomu,a
                                                    potem pokona doświadczeniem.Cała ta dyskusja przerodziła się w jakąś
                                                    niesamowitą przepychankę słowną pomiędzy paroma osobami,zupełnie bez
                                                    sensu.Autorka watku dostała całą masę rad,z których najlepsza była
                                                    jednak ta żeby nie iść na noże.Pozdrawiam zacietrzewionychsmile
                                                  • ganesza Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 15:59

                                                    o bogowie, dziewczyny wyluzujcie, przecież ona nie Was, tylko
                                                    siebie, usiłuje przekonać, że jest taka w porządku, że w wyniku jej
                                                    decyzji (było nie było sprzedała dzieci za możliwość rzucenia się w
                                                    ramiona nowego faceta)wszystkim tak dobrze i w ogóle to cud, miód i
                                                    maliny, że taka ponad - intelektualnie (przeca jak się ją na braku
                                                    spójności w podawanych opowieściach przyłapie to rozmówca głupi i
                                                    niewykształcony i aby mu to udowodnic ze ściagi z 'trudnymi'
                                                    słówkami korzysta, by nikt nie miał wątpliwości, ze to ona jest
                                                    mądra, a reszta do jej poziomu nie doskoczy),kulturalnie, moralnie i
                                                    pod kazdym innym względem. dajecie się jeszcze na to nabierać?
                                                  • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:15
                                                    ekscytujacemaleliterki napisała:

                                                    > Aneta,
                                                    > poddaj się plizzz! ;D

                                                    rano miałam jeszcze siłę. ale przy zarzuceniu mi, że nie wiem że
                                                    rozmowa polega na dyskusji dwóch lub wiecej osób poddaję siębig_grin


                                                    > Przyznaj się, ze Twój ex był zboczonym alkoholikiem bo Ty z nim
                                                    > byłaś ( jakbyś nie była to by święty był!) a tak w ogóle to sama
                                                    > jesteś okropny zboczuchem, czytać nie potrafisz, dziecko Ci forum
                                                    > musi czytać. Z pisaniem masz problemy, sąsiad Ci pomaga big_grin wink
                                                    > Przyznaj sie proszę bo ja już nie mogę! big_grin big_grin big_grin


                                                    big_grin
                                                    przyznaję siębig_grin

                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:22
                                                    smile



                                                  • ekscytujacemaleliterki Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:40
                                                    Mhhh... wiesz kiedyś pewien profesor na moich oczach i uszach, sobie
                                                    pod nosem mruczał. Zapytany co mówi, odpowidział: Nic, nic, czasem
                                                    tylko muszę z kimś inteligentnym pogadać.

                                                    Może coś w tym jest? big_grin big_grin big_grin

                                                    Dziękuję, z radości bym Cię ucałowała! big_grin
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 11:26
                                                    Nie no, w przyrodzie dominują formy życia niepisate/nieczytate, i z tego co
                                                    ogólnie wiadomym, radzą sobie całkiem dobrze smile Ale człowiek wygenerował jednak
                                                    umiejętności wyższego rzędu...tak słyszałam.

                                                    Ty znowu o bzykaniu. I o alkoholizmie. Dalibóg co to ma do mnie...ani się bzykam
                                                    jak popadnie, ani alkoholiczką jestem))))Jak widzisz, to jest Twój resentyment,
                                                    który ustawia Twoją percepcję rzeczywistości)))) Serio. Bo widzisz, Aneto, my
                                                    tu rozmawiamy o rodzicielstwie.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 11:44
                                                    > Ty znowu o bzykaniu. I o alkoholizmie. Dalibóg co to ma do
                                                    mnie...ani się bzyka
                                                    > m
                                                    > jak popadnie, ani alkoholiczką jestem))))Jak widzisz, to jest Twój
                                                    resentyment,
                                                    > który ustawia Twoją percepcję rzeczywistości)))) Serio. Bo
                                                    widzisz, Aneto, my
                                                    > tu rozmawiamy o rodzicielstwie.


                                                    nie krezzz. tutaj mówiłaś o moim małzenstwie. że
                                                    zacytuję "Jeśli podobnie podchodziłaś do swojego małżeństwa,
                                                    to nie dziwię się temu, co się u Ciebie stało"- mowa była o
                                                    uproszczenich. spojrz na drzewko

                                                    więc wychodzi na to, że sama nie za bardzo radzisz sobie z czytaniem
                                                    ze zrozumieniem i kontekstem, rozmowy którą sama prowadziszsmile
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 12:29
                                                    Nie zaznaczyłaś kontekstu smile Ale teraz, skoro go dopowiedziałaś, to nadal nie
                                                    jest jasne, co ma umiejętność czytania/pisania do bzykania i alkoholizmu. Wszak
                                                    to Ty to przywołałaś smileUważasz, że gdyby Twój eks NIE potrafił czytać/pisać, to
                                                    by Cię nie zdradzał i by nie pił???

                                                    Dziwna logika...Wyjaw szczegóły Twego rozumowania. Mnei własnie chodziło o to,
                                                    że skoro sobie nie radzisz z elementarną logiką, to i nie radziłaś sobie z
                                                    komunikacją małżeńską, co się musiało zakończyć klęską.

                                                    Rozmowy zaś nie prowadzę ...sama, ale z Tobą smile
                                                  • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 12:53
                                                    !krezzzz100 napisała:

                                                    > Nie zaznaczyłaś kontekstu smile Ale teraz, skoro go dopowiedziałaś,
                                                    to nadal nie
                                                    > jest jasne, co ma umiejętność czytania/pisania do bzykania i
                                                    alkoholizmu. Wszak
                                                    > to Ty to przywołałaś smileUważasz, że gdyby Twój eks NIE potrafił
                                                    czytać/pisać, t
                                                    > o
                                                    > by Cię nie zdradzał i by nie pił???

                                                    co?!

                                                    big_grin

                                                    ale wszystko pomieszłaś

                                                    big_grinbig_grin

                                                    powiem tak, może zrozumiesz... bez względu na to jaka jestem głupia
                                                    i jaką mam durną logikę to mój ex miałby porblem z sexem i
                                                    alkoholem- bo miał go zawsze, niezaleznie ode mnie


                                                    >
                                                    > Rozmowy zaś nie prowadzę ...sama, ale z Tobą smile

                                                    znowu kłania sie czytanie ze zrozumieniem- nie rozumiesz rozmowy,
                                                    którą sama ( nie sama jako monolog, tylko sama jako TY-uczestnik)
                                                    prowadzisz ze mną

                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:04
                                                    No widzisz, jaki masz problem z elementarnym wynikaniem- coś przywołujesz (owo
                                                    bzykanie i alkoholizm), po czym nie potrafisz się do tego odnieść smile
                                                    Kolejny raz przywołujesz problem Twojego eks z seksem. Ja go nie neguję, tylko
                                                    pytam: co to ma do tematu? Do rodzicielstwa w ogólności, a czytania/pisania w
                                                    szczególności?

                                                    Nie potrafisz też zauważyć, że dwoje rozmówców to już rozmowa między osobami
                                                    smileBez względu na to, czy podzielają racje rozmówcy, czy też nie. Owo
                                                    podzielanie naprawdę nie jest warunkiem zaistnienia rozmowy.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:13
                                                    krezzzz100 napisała:


                                                    > Kolejny raz przywołujesz problem Twojego eks z seksem. Ja go nie
                                                    neguję, tylko
                                                    > pytam: co to ma do tematu? Do rodzicielstwa w ogólności, a
                                                    czytania/pisania w
                                                    > szczególności?

                                                    do rodzicielstwa nie ma nic. nie wiem więc dlaczego przytoczyłaś
                                                    moje małzenstwo w tym wątku. i też nie wiem co ma moja
                                                    nieumiejętnosc czytania, upraszczania do rozpadu mojego małzenstwa,
                                                    co zasugerowałaś.


                                                    >
                                                    > Nie potrafisz też zauważyć, że dwoje rozmówców to już rozmowa
                                                    między osobami
                                                    > smileBez względu na to, czy podzielają racje rozmówcy, czy też nie.

                                                    no to ameryke odkryłasbig_grin
                                                  • krezzzz100 Re: Do Anety-skarpety 01.09.10, 13:17
                                                    Co do pierwszego, już Ci wyjaśniłam: klęska komunikacyjna (wnioskowanie).

                                                    Co do drugiego- odpowiedź na Twoje błędne wnioskowanie.
                                          • krezzzz100 Re: Do Krezz raz jeszcze- odpowiadam 01.09.10, 00:08
                                            Moja droga KasiuMasiu,
                                            pzredstwiłaś tu jakiś miszmasz składający się po części z moich wypowiedzi, a po
                                            części z cudzych- zupełnie nie wiem, dlaczego nie tylko z moich ))))
                                            Najciekawsze z tego wszystkiego jest owo dziecko, które rzekomo spłodził mój eks
                                            smile Jako żywo, pierwsze słyszę, i chyba on też))))
                                            Zatem nie bardzo wiem, czy jest sens Ci odpowiadać. Mogę wprawdzie próbować
                                            wyłuszczać Ci najważniejsze, ale obawiam się, że znowu czegoś nie zrozumiesz.

                                            Zatem- znowu się zastanów, co chciałaś napisać, jeśli Ci do tego potrzebne
                                            cytaty ze mnie, to je zacytuj prawidłowo, i wtedy wrócimy do tematu smile
                                            • krezzzz100 Re: Do Krezz raz jeszcze- odpowiadam 01.09.10, 00:50
                                              Po namyśle doszłam do wniosku, że objaśnię Ci jeden z elementów- dla przykładu,
                                              byś zrozumiała, gdzie popełniasz błędy.

                                              Skupmy się na problemie komunikacji mojej i mojego eks korzystając z rzeczonego
                                              fragmentu: "I teraz najciekawsze: z ojcem dziecka porozumiewam się średnio, a
                                              raczej - słabo. On jest introwertykiem, ze skłonnością do przemilczania i uporu,
                                              w dodatku czującym się skrzywdzonym i nie akceptującym mojego obecnego partnera.
                                              Nie rozmawiamy za dużo- komunikujemy się głównie telefonicznie i netowo,
                                              ustalamy tylko to, co najważniejsze: wyjazdy, ubiór, kłopoty szkolne, choroby,
                                              ew. apetyty dzieci. Nic więcej. On nas unika jak tylko może, ja go zaczęłam
                                              unikać także
                                              ".

                                              Mamy tu dwie perspektywy czasowe:
                                              - ogólna, tu: cechy mojego eks stałe (introwertyzm, skłonność do przemilczania),
                                              które doprowadziły do -nazwijmy to metaforycznie- rozejścia się naszych światów;
                                              - perspektywa czasu narracji (pisania postu), tu: jakiś czas po rozwodzie, po
                                              mojej wyprowadzce, kiedy to komunikujemy się głównie netowo i tel. To czas
                                              unikania mnie, a w efekcie i unikania jego przez mnie. Rozmawiamy wyłącznie o
                                              dzieciach.

                                              I trzy perspektywy komunikacyjne:
                                              - ogólna (ów introwertyzm),
                                              - komunikacja "dzieciowa" (ta istnieje bezproblemowo);
                                              - komunikacja osobista (praktycznie nie istnieje).

                                              Do obu rodzajów perspektyw należałoby dodać czynnik czasowy, czyli ROZWÓJ
                                              wydarzeń. I tak- dziś rozmawiamy dużo swobodniej, niż wówczas, choć nie
                                              zwierzamy się sobie ze spraw intymnych))).

                                              Jak widać każdy z tego wyciągnie co tylko mu dobra lub zła wola podpowie. Bo
                                              rozmowa na sprawy dzieciowe i beproblemowe obchodzenie się z tymi sprawami- to
                                              dowód na to, że rozmawiamy czy odwrotnie. Skoro rozmawiamy, ale tylko o
                                              dzieciach, znaczy- że rozmawiamy, czy że nie rozmawiamy. Wystarczy jeszcze
                                              ominąć czynnik czasowy- a sprawa ma już swoje lata- by otrzymać niezłą kołomyję.
                                              A jak się ominie najważniejsze- KONTEKST- to ci dopiero checa, prawda?

                                              Zatem: trzeba wykazać się złą wolą i niestety, wybacz, mało sprawną
                                              inteligencją, by odczytać, jak Ty odczytujesz. Taka prawda, Kasiumasiu.
                                              • kasiamasia KONTEKST! 01.09.10, 04:25
                                                > A jak się ominie najważniejsze- KONTEKST- to ci dopiero checa, prawda?
                                                >
                                                > Zatem: trzeba wykazać się złą wolą i niestety, wybacz, mało sprawną
                                                > inteligencją, by odczytać, jak Ty odczytujesz. Taka prawda, Kasiumasiu.


                                                Krezz
                                                Czy Ty za kazdym razem musisz sciagac kazdego kto sie z Toba nie zgadza do
                                                swojego poziomu.
                                                Prowadzisz dyskusje jak w piakownicy, kiedy zaczyna Tobie brakowac
                                                argumentow, lub ktos Tobie udowodni ze prezentujesz pezeciwstawne opinie lub po
                                                prostu przeinaczasz fakty i piszesz glupoty
                                                Masz reakcje z piasownicy, ktora powinna byc:
                                                A ty masz odstsajace uszy a twoja Mama ma piegi
                                                A Ty Krezz myslisz ze naprawde prowadzisz dyskusje na odpowiednum poziomie
                                                piszac: Zatem: trzeba wykazać się złą wolą i niestety, wybacz, mało
                                                sprawną inteligencją, by odczytać, jak Ty odczytujesz. Taka prawda, Kasiumasiu


                                                Rozne rzeczy mozna mi zarzucic ale zlej woli (czasami popelniam bledy, do
                                                ktorych nie mam problemu sie przyznac) ani malo sprawnej inteligencji
                                                prawdopodobnie nie.
                                                • krezzzz100 Re: KONTEKST! 01.09.10, 08:49
                                                  Droga Kasiumasiu,
                                                  czy Ty każdego, kto Ci wykaże Twój błąd, musisz krytykować za to, że...Ci go
                                                  wykazał?

                                                  To Ty chcesz coś udowodnij, więc udowadniaj, ale do licha, w jakimś elementarnym
                                                  porządku. Uznasz chyba, że przypisanie komuś dziecka to dyskwalifikacja? Zobacz
                                                  co robisz: przeinaczasz fakty, a potem przypisujesz to rozmówcy. Dla mnie to
                                                  dziecinada. I zabawa, nie ukrywam smile

                                                  Twierdzisz, że nie można Tobie zarzucić złej woli? Jesteś hipokrytką. Można.
                                                  Kierujesz się wybitnie złą wolą. To już Ci wyeksplikowałam- bo dobrze
                                                  wiesz, że chodzi tu o nasze odmienne, prymarne dla tego forum, ustawienie
                                                  sytuacyjne
                                                  . Przyznaj się do tego. Będzie nam wszystkim naprawdę łatwiej
                                                  rozmawiać.

                                                  Można też wykazać Ci niezbyt sprawną inteligencję. Ale, tknięta w ten aspekt,
                                                  rzucasz się jak oparzona.
                                            • kasiamasia Tak Krezz zlapalas mnie na bledzie 01.09.10, 03:28
                                              Tak Krezz (za co przepraszam) zlapalas mnie na bledzie
                                              skopiowalam te czesc ze zlego postu i to faktycznie nie nalezalo do Ciebie, skopiowalam to ze zlego miejsca
                                              A zrobilam to przypadkowo, probujac Cie cytowac i przypomiec o czym sama tak nie dawno pisalas.
                                              W moim orginanym poscie do L.B w ktorym pisalam z pamieci
                                              nie bylo rewelacji o twoim mezu.
                                              Za tym postem stoje w dalszym ciagu w 100%.
                                              Bledne skopiowanieN amarginesie - moj byly, skrzywdzony maz,
                                              w rok po naszym rostaniu poznal kogos, z kim splodzil dziecko


                                              Natomiast pozostale skopiowalam glownie z twojej wypowiedzi:

                                              Opieka quasi- naprzemienna.
                                              Autor: krezzzz100 01.11.09, 13:30
                                              Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
                                              Chcę się podzielić z Wami moich chyba raczej nietypowym doświadczeniem w
                                              kwestii opieki nad dziećmi. Być może zresztą okaże się, że nie jestem aż takim
                                              wyjątkiem, i że podobne modele do tego, jaki się wypracował u nas, są coraz
                                              popularniejsze (mam nadzieję).

                                              Napisałam "quasi", bo nie spełnia ona wymogów standardowych opieki
                                              naprzemiennej. Nie jest, przede wszystkim, orzeczona jako naprzemienna, gdyż
                                              kiedyś takiej możliwości nie było. A to, co jest teraz, wystarcza. Czy
                                              wystarczy „na zaś”- to inna inszość.

                                              Zatem, jest tak: synowie 11 i prawie 18 lat formalnie mieszkają z ojcem. Oba
                                              mieszkania(ich, czyli synów i mojego ex) oraz nasze (moje i mojego obecnego
                                              męża) są tuż obok (dzieli nas kilka klatek schodowych). Zgodziłam się
                                              przypisanie dzieci do byłego męża (ja odeszłam od niego do kogoś innego) pod
                                              takim właśnie warunkiem, że będę miała realny wpływ na wychowywanie dzieci-
                                              tak to zostało zgłoszone do sądu. Na tę okoliczność zostały kupione dwa
                                              mieszkania położone blisko siebie. Ich mieszkanie jest duże- chłopcy mają tam
                                              własne pokoje, nasze jest mniejsze: dwupokojowe.

                                              Realnie to wygląda tak, że młodszy syn mieszka ze mną i moim obecnym mężem
                                              (mimo tego, że nie ma u nas swojego pokoju), u ojca rodzonego śpi raz na dwa
                                              –trzy tygodnie, a w dzień przebywa tam też rzadko: raz-dwa razy w tygodniu.
                                              Starszy syn śpi ciągle u ojca, do nas przychodzi kilka razy w tygodniu na
                                              kilka godzin.

                                              Nie było tak od początku. Trwało to ok. dwa lata, zanim się ten model
                                              wyklarował. Ojciec dzieci ma taką pracę, że dużo wyjeżdża- bywa, że połowę
                                              tygodnia go nie ma, generalnie poza domem jest m.w. 1/3 czasu (wyjazdy
                                              kilkudniowe). Na początku model opieki był taki, że w te dni, kiedy on
                                              wyjeżdżał, ja chodziłam spać do ich mieszkania. To było dla mnie uciążliwe,
                                              ale byłoby do wytrzymania, gdyby mój eks zrobił mi trochę więcej miejsca w
                                              swoim mieszkaniu (nie mogłam mieć tam swoich przyborów toaletowych, ubrań,
                                              kawy). Słowem- źle znosił moją obecność w swoim mieszkaniu (do dziś się nie
                                              pogodził z moim odejściem), no i dawał mi to do zrozumienia, aż postanowiłam,
                                              że nie będę tam chodziła.
                                              Zatem na czas jego wyjazdów, dzieci zaczęły przychodzić spać do nas. Było
                                              ciężko, bo małe mieszkanie, ale jakoś to trwało (kilka miesięcy). Po tych
                                              kilku miesiącach starszy syn poprosił, by mógł spać u siebie, w swoim pokoju,
                                              co rozumiem. Trochę się baliśmy zostawiać go samego na noc, ale w końcu to
                                              prawie dorosły chłopak, no i się zgodziliśmy. Młodszy zaś został i zaczął
                                              sypiać u nas coraz częściej, aż całkiem się "przemeldował". Jego ojciec
                                              początkowo z tym próbował walczyć, ale młody odmawiał powrotu do niego albo
                                              wprost, albo pod byle pretekstem przychodził tu, no i zostawał.

                                              I tak jest teraz. Wyklarowała się sytuacja z takim podziałem: młody generalnie
                                              śpi u nas, starszy u ojca, my się zajmujemy szkołą obu chłopców (starszy za
                                              rok matura i kłopoty z przedmiotami ścisłymi, obaj dyslektycy z orzeczeniami),
                                              wyjazdy wakacyjne i rozrywki wedle woli- i z nami, i z ojcem. Pies mieszka w
                                              obu domach w proporcjach: 1/3 (u nas), 2/3 (u niego), proporcja taka dlatego,
                                              że alfa dla psa jest starszy syn.

                                              I teraz najciekawsze: z ojcem dziecka porozumiewam się średnio, a raczej -
                                              słabo. On jest introwertykiem, ze skłonnością do przemilczania i uporu, w
                                              dodatku czującym się skrzywdzonym i nie akceptującym mojego obecnego partnera.
                                              Nie rozmawiamy za dużo- komunikujemy się głównie telefonicznie i netowo,
                                              ustalamy tylko to, co najważniejsze: wyjazdy, ubiór, kłopoty szkolne, choroby,
                                              ew. apetyty dzieci. Nic więcej. On nas unika jak tylko może, ja go zaczęłam
                                              unikać także.

                                              A jednak model się sprawdza, przynajmniej na razie. Może sprawdza się dlatego,
                                              że trzymamy się wzajem w szachu: on wie, że gdyby mi coś ograniczył, rozpętam
                                              burzę (sądową), ja wiem o nim to samo. A tej burzy dla dzieci nie chcemy. Mam
                                              nadzieję, że tego rozumu nam starczy i na przyszłość. Wyprowadzać się zamiaru
                                              nie mamy oboje.
                                              Może wychodzi także dlatego, że ja mam zaufanie do takiego modelu, bo go znam.
                                              Sama miałam dwa domy (ojca i mamy), które zdały egzamin. Wiem też, że kontakty
                                              między rodzicem a dziećmi zależy nie od formalnych przypisań, ale od
                                              osobistych starań, czyli od relacji, którą rodzic zbuduje z dzieckiem. Trzeba
                                              też odpuścić walkę o wizje rodzicielskie, których druga strona nie podziela
                                              (oczywiście, w granicach rozsądku!), ja np. wiem, że mój eks nie jest ciepłym
                                              ojcem, i raczej nie będzie, ale nie staram się go wychowywać do mojego modelu.
                                              U nas jest weselej, „rozmowniej”, no i tak się uzupełniamy. Dzieci stały się
                                              chyba "dwujęzyczne", nawet pies jest dwujęzyczny- u nas w domu np. nie śpi w
                                              łóżku, a tam tak
                                              Model taki wymaga jednak cierpliwości, niejednokrotnie zaciśnięcia zębów i
                                              samoograniczenia. Ja mam bardzo duże wsparcie w moim obecnym mężu, którego
                                              dzieci bardzo lubią. Starszy ostatnio powiedział, że ma troje rodziców, a nam
                                              się łza w oku zakręciła

                                              Co będzie w przyszłości? Starszy wyruszy niebawem na studia, zatem o niego się
                                              już nie kłopoczemy w sensie bezpośredniej opieki. Kontakt emocjonalny mamy z
                                              nim dobry- zwierza nam się z takich rzeczy, o których nawet by mi się nie
                                              śniło mówić rodzicom))). Młodszy zaś, zapewne jak podrośnie, będzie więcej
                                              przebywał u ojca (bo ma tam pokój, a z kolegami będzie chciał być bez
                                              dorosłych), no i wzorce ojcowskie też się przydadzą.

                                              Napisałam o tym, bo wiele jest na tym forum śladów walki dziećmi. Nie
                                              twierdzę, że nasz model jest idealny. Chcę jednak pokazać, że taka opieka
                                              "quasi"-naprzemienna (tu naprzemienność realizuje się w tym, że dzieci
                                              wybierają, gdzie chcą być) jest możliwa.

                                              Ciekawam, czy ktoś ma podobnie? Albo- inaczej, ale też "naprzemiennie"?


                                              • krezzzz100 Re: Tak Krezz zlapalas mnie na bledzie 01.09.10, 09:04
                                                Kasiumasiu,
                                                cieszę się, że uznajesz swój błąd. Jednakże nie iem, dlaczego czynisz to powodem
                                                ataku na mnie. Rozumiem, że to po prostu wyraz trudności emocjonalnej temu
                                                towarzyszącej.
                                                Te poprawne cytaty ze mnie, które poniżej wkleiłaś,jasno i koherentnie
                                                opisują moją obecną sytuację. Był już na te temat wątek, ale skoro bardzo
                                                chcesz, możemy porozmawiać o tym. Napisz jednak, w czym konkretnie widzisz
                                                niespójność. Bo, jak dotąd, nie napisałaś.Próbowałam Cie ukierunkować, ale też
                                                Cięto dotyka.
                                                Naprawdę, napisz proszę w uporządkowany sposób, o co Ci chodzi. Ci, czyli
                                                Tobie, nie - mnie.
                          • la.danseuse Re: Za wczesnie wyslalam 31.08.10, 17:20
                            To ja jestem druga. Rozwód (pierwszy, bo teraz jestem w trakcie
                            drugiego)po 6 latach małżeństwa zawartego bardzo wcześnie z bardzo
                            wielkiej miłości. Dziecko miało wtedy 5 lat. Teraz ma 28. Kiedy
                            miała bodaj 11 lat, powiedziała: mamo, teraz rozumiem, dlaczego się
                            rozstaliście - wy po prostu jesteście zupełnie inni i inaczej
                            żyjecie. Przyjaźnię się z pierwszym mężem i jego next do dziś,
                            razem chowaliśmy nasze dzieci z następnych związków (wspólne
                            wakacje, pomoc wzajemna na co dzień). Z drugim mężem rozwód po
                            prawie 20 latach też zasadniczo w zgodzie. Może jeszcze nie
                            przyjaźń, ale co najmniej życzliwa obojętność. Dzieci nigdy nie
                            angażowane w nasze spory. Da się. Ale przyznaję, że obie decyzje
                            podejmowaliśmy wspólnie,po wyczerpaniu wszystkich możliwości
                            uratowania związku. I nikt nie odchodził do kochanka/kochanki
                            (chociaż zdrady były po drodze). A najgorsze wspomnienia mam, w obu
                            przypadkach, z czasu poprzedzającego rozwód. To wtedy najmocniej
                            cierpiałam, wtedy robiliśmy sobie nawzajem różne niefajne rzeczy...
                            Ze swoich związków starałam się wychodzić dopiero wtedy, gdy nie
                            zostało już nic, i można było zacząć budować nowe relacje. Bo ktoś,
                            kogo kochałam i wybrałam na ojca swoich dzieci,zawsze pozostanie mi
                            w jakiś sposób bliski.
                            • kasiamasia Nie tak calkiem jestes Druga Krezz 31.08.10, 18:34
                              la.danseuse napisała:
                              Nie bylas w takiej samej sytuacji jak Krezz:
                              Jej maz nie chcial sie rozwodzic i on nie byl do rozwodu gotowy,
                              nie robil jej swinstw.
                              To Krezz sie zakochala i wypisala sie ze zwiazku
                              To Krezz wyprowadzala sie do nowego partnera
                              To Ex Krezz patrzyl z sasiedniej klatki schodowej
                              na szczescie ex-zony z nowym partnerem.....
                              Sama Krezz pisala jak to EX sobie nie radzil sobie z sytuacja
                              (i moze sie powoli godzi z sytuacja
                              bo ma teraz jakas kobiete w swoim zyciu).
                              To ze Ex sie nie awanturowal i nie robil piekla
                              (pewnie glownie ze wzgledu na dzieci)
                              nie zmiejszylo to jego bolu......

                              Wiec la.danseuse to chyba nie do konca sa takie same sytuacje
                              ty twierdzisz ze rozwod byl decyzja dwoch stron i juz nie bylo niczego do ratowania.
                              • krezzzz100 Re: Nie tak calkiem jestes Druga Krezz 31.08.10, 18:53
                                Kasiumasiu,
                                ból przeżywały obie strony- każda inny.
                                Decyzję o rozwodzie podjęliśmy wspólnie.
                                Decyzję o mieszkaniu blisko siebie podjęliśmy wspólnie.
                                Mój eks radzi sobie z sytuacją. Ja też.
                                Trudności i docieranie się są oczywistością w tej sytuacji i dotyczą obu stron.
                                Ja nie robiłam świństw.
                                Nie awanturuję się nie ze względu na dzieci, ale ze względu na prezentowaną
                                kulturę osobistą i podejście do życia.

                                Nie czytasz uważnie. Ani mnie ani La.danseuse, która napisała coś o bólu PRZED
                                rozwodem.

                              • la.danseuse Re: Nie tak calkiem jestes Druga Krezz 01.09.10, 10:25
                                Trudno w życiu o identyczne sytuacje... Chciałam tylko się zgłosić
                                jako osoba, która żyje w patchworkowej rodzinie i nieźle nam to hula
                                od wielu lat, mimo że po drodze było oczywiście wiele cierpienia i
                                krzywdy. Po obu stronach, jak to w związku zwykle bywa(chociaż to
                                raczej ja przez większość zostałabym uznana za "bardziej
                                skrzywdzoną", bo np. byłam zdradzona pierwsza - w pierwszym
                                małżeństwie wielokrotnie, i zapewniam, że nie było to krótkotrwałe
                                ani bezbolesne, w końcu się zakochałam w innym, i finito. Ale rozwód
                                był dużo później, po wielu próbach przeformatowania związku. Drugi
                                mąż zdradził mnie, kiedy nasze dzieci były bardzo małe - tu musiałam
                                stoczyć o niego walkę, wygraną zresztą, bo jeszcze przez 10 lat
                                byliśmy szczęśliwi i wierni). Oj, generalnie chodzi mi o to, że da
                                się kolegować z byłymi nawet po różnych świństwach. Oczywiście jest
                                to kwestia indywidualnego wyboru i nikogo nie zamierzam namawiać do
                                naśladownictwa. Ale, z naszego i naszych dzieci (wszystkie są już
                                dorosłe albo prawie) punktu widzenia to było dobre rozwiązanie. A
                                niewierność pierwszego męża przestała mi przeszkadzać jak tylko
                                przestał być moim mężem - i znowu mogłam zacząć go lubić smile
                                • krezzzz100 Re: Nie tak calkiem jestes Druga Krezz 01.09.10, 10:44
                                  O to właśnie chodzi- że można w tym całym nieszczęściu, jakim jest rozpad
                                  związku, podejść do wspólnego rodzicielstwa normalnie, czyli- zgodnie.
                                  Ale na tym forum to jest generalnie podejrzana wizja...Jak zapewne czytałaś-
                                  wręcz "niemożliwa". A jak się jednak okaże, że możliwa- tym gorzej wink

                                  Wszystkiego najlepszego, L.D. smile

        • pan-kowalski Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 17:39
          kasper254 napisał:

          > 1.Panie-kowalski- a może podasz jeszcze definicję
          > tego "małomiasteczkowego folkloru"? - bardzom ciekawy. Gdyby włączył
          > w nią jakiegoś psychologa czy socjologa lub zakonnicy - czy wówczas
          > nabrałby innego znaczenia?
          > 2. Jak sąd zabierze się za sprawę oceny przedszkoli?Jeśli dobrze
          > Ciebie rozumiem, sąd władny jest też rozstrzygać sprawę wyboru
          > dentysty dzieci, lekarzy, nauczycieli języka obcego, itd., nie
          > mówiąc już o uczelni. To trop Handtkego i Krasnodębskiego dla
          > których liczą się tzw."renomowne uczelnie". Wyobrażam sobie
          > specjalnie wydzielony wydział w sądzie do rozpatrywania spraw jednej
          > rodziny, a do wieloosobowej a la Krez - rozwinięta komórka sztabowa.


          Co do pierwszego - nie jestem, Kasper, Twoim uczniakiem, żebyś mnie
          przepytywał o definicje, jeśli masz problem z semantyką i etymologią
          używanych przeze mnie wyrażeń – odsyłam do słowników. A co do
          małomiasteczkowego folkloru, to uprzejmie wyjaśniam , że nie chodzi
          bynajmniej o to czy ktoś mieszka w małym mieście, czy w dużym, czy na
          wsi, bo to nie ma żadnego znaczenia – chodzi o bijące z wielu postów
          prowincjonalne naleciałości, przejawiające się m.in. w żywym
          zainteresowaniu kto, z kim, kiedy, i za ile spał, czy w związku
          sakramentalnym czy w niesakramentalnym i czy stosunek zakończył się
          zapłodnieniem.

          Co do punktu drugiego – żadne z rodziców wykonujących władzę
          odzicielską nie może uzurpować sobie pozycji szczególnie
          uprzywilejowanej w stosunku do drugiego z rodziców, w opisanej sytuacji
          matka ewidentnie nadużywa swoich uprawnień do dzieci, pomijając prawa
          ojca dzieci. Gdybyś był uprzejmy zauważyć, to delikatnie wyraziłem
          swoją dezaprobatę jeśli chodzi o sądowe rozstrzygnięcie sprawy
          przedszkola, jednak generalnie tak, dobrze rozumiesz - ojciec może w
          tej sytuacji wnieść sprawę do sądu, co jest przewidziane w KRiO. Gdybyś
          był praktykiem prawa, zapewne wiedziałbyś że ludzie w tym kraju są
          zdolni się sądzić o przysłowiowy czajnik, a nie tylko o to do którego
          przedszkola ma chodzić dziecko, ale jako że Ty jesteś klasycznym
          teoretykiem, to Tobie się wydaje, że wiesz czy sąd jest władny tu
          rozstrzygnąć czy nie i dlaczego nie.

          Co do Twojego uwagi na temat Krezz – bezpodstawna, bezczelna i
          niegrzeczna, więc nie udawaj tu kolejnego arbitra elegatiarum.
          • kasper254 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 22:49
            1. Nie gniewaj się, pan-kowalski. Jeśli Cię obraziłem - bardzo
            przepraszam.
            2. Masz rację co dobytu sporów sądowych. Liczbą zbliżamy się już do
            poziomu Belgów. I dlatego to podniosłem. Tam, gdzie odzrucono normy
            społeczne, pozaprawne, wchodzi prawo - siermiężne i nieudolne, no bo
            jak rozsądzić, do jakiej szkoły tańca ma np. chodzić nieszczęsne
            dziecko?
            3.Co do krez. Jeśli w moim odezwaniu widzisz bezczelnośc, no cóż. Ja
            wyciągam logiczne wnioski: jeśli w rodzinie z dwoma ojcami jest
            dobrze, czy lepiej, to z pięcioma i 10 matkami może być jeszcze
            lepiej. Co do krez - historia jest jeszcze inna. Staje się, czy robi
            się guru tego oto widzenia, że legitymizacja zła naprawia zło.
            Rozbicie rodziny jest złem, katastrofą i tylko jakieś nadzwyczajne
            wydarzenia je sankcjonują/uprawniają, gdy suma spodziewanego dobra,
            mającego zaistnieć w wyniku rozwodu, przewyższa dotychczasowe
            krzywdy, przy dbałości o interesy najsłabszych, czyli dzieci, i z
            zachowaniem warunków, jak w mądrej arendze tego pięknego forum.
            • krezzzz100 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 23:03
              No i proszę, wystarczy nogą tupnąć, i Kacper mięknie. Śliczne to jest, ale
              jednocześnie żałosne, co robić.

              Czy Ty masz dwie żony, Kacprze? To chyba lepiej niż jedna,prawda? (wedle Twej
              teoryjki)

              Powiedz, Kasprze, dlaczego suma dobra u Ciebie jest tak niska? Dlaczego masz
              zmarnowaną rodzinę AŻ TAK. No, powiedz.

              Bo w mojej rodzinie suma dobra jest jednak dość spora. Całkiem inaczej, niż u
              Ciebie.

              Kiedy wreszcie ujrzysz fakty? Kiedy zaczniesz być przyzwoitym człowiekiem,
              choćby tu- na forum?
            • pan-kowalski Re: przedszkole prywatne czy państwowe 01.09.10, 14:15
              Ja również przepraszam, że za mocno się wyraziłem, Kasprze.
              Dla jednych rozwody są niedopuszczalne, a inni uważają, że małżeństwo w
              ogóle nie jest potrzebne do stworzenia rodziny. Normy obyczajowe się
              zmieniają i ja nie widzę tu problemu - problem zaczyna się, kiedy
              ludzie nie potrafią ani znaleźć kompromisu, ani uszanować
              obowiązującego prawa.
    • nangaparbat3 powrót do przedszkola 30.08.10, 17:31
      Przyszedł mi do głowy jeszcze jeden możliwy i całkiem racjonalny powód zmiany
      przedszkola.
      Byc może matka chłopców zdecydowała się na zmianę z przyczyn logistycznych - nie
      wiemy, jakie jest położenie obu przedszkoli w stosunku do jej domu i miejsca
      pracy. Natomiast bez wątpienia jest to niesłychanie istotne.
      Byc może musiała przeorganizowac opiekę nad dziecmi w związku z jakimiś zmianami
      w pracy.
      W każdym razie wydaje mi się, że codzienne odprowadzanie i przyprowadzanie
      dzieci do i z przedszokola jest na tyle absorbujące, że kwestia jego położenia
      jest niezwykle ważna, i chęc dokuczenia komukolwiek powinna jej raczej ustąpic.
      Skoro z matka dzieci jest kontakt listowny, przede wszystkim spytałabym tą
      drogą, dlaczego zmieniła przedszkole, a dopiero potem podejmowała decyzję -
      obstawac przy prywatnym, dopłacic do niego (jeśli nie starcza), żądac obniżenia
      alimentow czy zaakceptowac jej decyzje.
      • z_mazur Tu nie chodzi o fakt zmiany przedszkola... 30.08.10, 18:45
        ...tylko o sposób w jaki zostało zmienione, że przypomnę, bez konsultacji, ba, nawet bez wiedzy ojca, ba, nawet bez poinformowania go później o tym fakcie.

        I jeszcze jedna kwestia podnoszona tu przez niektóre Panie. Niecny czyn ojca, który pojechał porozmawiać z matką.

        Panie tu doskonale pamiętają wpisy Michszyba, ale przywołują je bardzo wybiórczo. Może nie pamiętają, ale przy sprawie wczasów, Michszyb pisał, że żona nie odbiera jego telefonów, czy on nawet w tej chwili nie ma jej numeru telefonu, bo ona nie chce mu go udostępnić. Więc co miał zrobić, skoro za tydzień rozpoczęcie roku przedszkolnego?

        Nie ma za bardzo czasu na próby rozwiązania korespondencyjnego, a jedyny sposób na rozmowę z byłą żoną, to spotkanie z nią w miejscu w którym ona wiadomo, że przebywa, w godzinacha, w których najprawdopodobniej tam będzie, czyli w wieczornych. Ponadto były to godziny na tyle późne, żeby dzici już spały i nie były świadkami ewentualnej awantury, która była prawdopodobna, ale na tyle wczesne, żeby nie nosiły znamion nocnego najścia.

        Policja przyjechała i sporządziła notatkę i co jeszcze???

        Tego panie oczywiscie też nie zauważają, ostrzegła matkę o konsekwencjach nieuzasadnionego wzywania policji.

        Ale jak się nie chce zobaczyć pewnych rzeczy, to się ich nie zobaczy.
        • krezzzz100 Re: Tu nie chodzi o fakt zmiany przedszkola... 30.08.10, 18:50
          Ostatnie zdanie jest tu kluczowe. No, pycha sprawa smile
          • nangaparbat3 Re: Tu nie chodzi o fakt zmiany przedszkola... 30.08.10, 19:33
            Zgadzam się.
        • nangaparbat3 Re: Tu nie chodzi o fakt zmiany przedszkola... 30.08.10, 19:31
          Czy naprawdę nie ma innej drogi niż wet za wet? To Michu - poprzez swoja
          partnerkę - pyta, co robic. Więc radzę, tak jak uważam,że będzie najlepiej dla
          wszystkich - pod warunkiem że najważniejsze nie będzie dla radzącego się
          postawienie na swoim.
          W relacjach czasem trzeba odpuścic - w tak delikatnych i skomplikowanych jak
          rozwiedzeni rodzice - zwłaszcza. Gdyby radziła się Ex Micha napisałabym: napisz
          do niego spokojny list, w którym wyjaśnisz, dlaczego tak postąpiłaś, przeproś za
          to, że się nie konsultowałaś. Ale ona nie pyta.
          • tricolour Ale Twoja rada... 30.08.10, 19:44
            ... nie ma dla pewnych osób żadnej wartości. Oni uważają, że gdy
            ojciec "odpuści" nawet na kilka miesięcy, to dzieci w tym czasie poniosa
            niepowetowaną stratę. Tak chyba myślą choć nie pamiętam żebym taką opinię
            tu wyczytał więc w sumie nie wiadomo dlaczego ojciec nie może - dla
            uspokojenia sytuacji - dać na jakiś czas spokój.

            Zresztą o ile "oni" żądają czytania ze zrozumieniem oraz
            nienadinterpretowania, to sami wiedzą (ciekawe skąd skoro mają inne
            doświadczenia) że gdy ojciec odpuści, to już na zawsze zostanie pozbawiony
            ojcostwa.

            Myślę, że tymi "onymi" kieruje strach i stąd potrzeba jak największego
            zabezpieczenia nawet przed wyimaginowaną sytuacją.
            • z_mazur Re: Ale Twoja rada... 30.08.10, 19:50
              Bo przy takiej postawie jaką prezentuje matka i biorąc pod uwagę wiek dzieci istnieje prawdopodobieństwo, że parę miesięcy odpuszczenia zakończy się odcięciem emocjonalnym dzieci na zawsze, a przynajmniej na bardzo długo.

              Dwulatkowi łatwo zrobić nawet w ciągu kilku miesięcy taką wodę z mózgu, że na ojca nawet nie będzie chciał patrzeć. To nie kilkunastoletnie dziecko, które kilkanaście lat przeżyło z ojcem u boku i jest na tyle duże, żeby mieć własny (nawet jeśli uproszczony, to jednak samodzielny) ogląd sytuacji, więc Twój przykład ma się nijak do omawianej sytuacji, więc daj już spokój z takim ciągłym powoływaniem się na niego.
              • tricolour A więc jednak strach... 30.08.10, 20:00
                ... i to przed wymyśloną sytuacją jeśli piszesz: "Dwulatkowi łatwo zrobić
                nawet w ciągu kilku miesięcy taką wodę z mózgu, że na ojca nawet nie
                będzie chciał patrzeć".

                Czy Ty gdzieś tu czytałeś, że rzeczywiście matka wodę dzieciom z mózgu
                robi? Przecież wyraźnie było napisane coś wręcz przeciwnego: że dzieci
                chętnie przebywają z ojcem, a nie unikają jak mogą.
                • z_mazur Re: A więc jednak strach... 30.08.10, 20:18
                  Odwracasz kota ogonem Tri, zresztą jak zwykle.

                  Nie unikają ojca, bo ten uparcie podtrzymuje kontakt i daje im szansę poznać jaki jest, a nie jakim widzi go matka.
                  • nangaparbat3 Re: A więc jednak strach... 30.08.10, 20:28
                    Ale przed chwilą napisałeś tak:
                    >>>Dwulatkowi łatwo zrobić nawet w ciągu kilku miesięcy taką wodę z mózgu, że na
                    ojca nawet nie będzie chciał patrzeć.

                    Rodzice wojuja ze sobą od dwóch lat już chyba - więc wygląda na to, ze matka
                    dzieci przeciw ojcu nie nastawia. I to jest najdziwniejszy aspekt tej sprawy -
                    chyba że jest az tak wyrachowana, że woli dzieci przeciw ojcu nie nastawiac.
                    • z_mazur Re: A więc jednak strach... 30.08.10, 20:37
                      Niw chce mi się przeglądać starych wątków Michszyba, ale pamiętam, że bły tam przykłady na to co i jak mówiła o ojcu i jak na to reagowały dzieci.

                      Właśnie dlatego, że ojciec ma taki stały kontakt z dziećmi, który polega nie tylko na spędzeniu z nimi godzinki tygodniowo, tylko pewnie dlatego, że poświęca im sporo czasu pozwala na budowanie relacji, której nawet niechęć matki nie jest w stanie zburzyć.

                      Zresztą stosując analogię, jeśli dzieci nie uciekają z płaczem jak Michszyb odwozi je do domu, to pewnie też mu to trzeba za zasługę poczytać i świętego z niego uczynić.
                      • z_mazur Re: A więc jednak strach... 30.08.10, 20:37
                        Oczywiście nie uciekają przed matką. smile
                        • nangaparbat3 Re: A więc jednak strach... 30.08.10, 21:03
                          Rozumiem i doceniam smile
                  • tricolour Co ja odwracam? 30.08.10, 20:34
                    Twierdzisz, że matka NASTAWIA dzieci przeciw ojcu, a one tylko dlatego go
                    nie unikają, że ojciec szczególnie o te dzieci zabiega?

                    Twierdzisz, że nastwia?
                    • z_mazur Re: Co ja odwracam? 30.08.10, 20:42
                      Twierdzę, że nie ma szans nastawić. Pewnie na próby takiego nastawiania dzieci reagują negatywnie, więc na razie tego nie robi, więcej może stracić niż zyskać.

                      Z osobami o takim nastawieniu jest tylko jeden sposób postępowania, asertywne respektowanie swoich praw, czasem bezwzględne.
                      • tricolour Znów domysły... 30.08.10, 20:48
                        ... najpierw pisałeś, że matka może nastawiac i robić wodę z mózgu. Gdy to
                        okazało się nie do udowodnienia, to piszesz, że nie ma szans nastwiać...
                        ale tylko dlatego, że na próby nastwiania (a jednak) dzieci reagują
                        negatywnie. Co jest też wyssane z palca.

                        Tak nie da się rozmawiać.
                        • z_mazur Re: Znów domysły... 30.08.10, 21:01
                          Oj Tri jak nie chcesz to nie rozmawiaj.

                          Pranie mózgu, to proces, który nie może być kontynuowany w sytuacji, gdy dzieci regularnie spędzają sporo czasu z ojcem.

                          Poczytaj trochę o tym jak może reagować dziecko w sytuacji gdy jeden rodzic próbuje je nastawiać przeciwko drugiemu, z którym ma cały czas kontakt. Mogą reagować histerią, apatią, niechęcią do tego rodzica, który próbuje je nastawia itp. średnia przyjemność dla matki, ale wystarczyłoby żeby tego kontaktu nie było i już reakcje nie byłyby tak ostre, a po pewnym czasie nie byłoby ich wcale.

                          A próby nastawienia negatywnego były pisał o tym Michszyb ale to kolejny niewygodny fakt, który nie pasuje do Twojej tak wychwalanej opcji odpuszczenia na parę miesięcy.
                          • nangaparbat3 Re: Znów domysły... 30.08.10, 21:07
                            Nie pamiętam za dobrze, ale wydaje mi się, że to nie tyle były proby
                            nastawienia, co karczemna awantura przy dzieciach.
                          • tricolour A ja wychwalam? 30.08.10, 21:14
                            Wychwalam opcję odpuszczenia na jakiś czas? To zwyczajny pomysł, może ze
                            trzy razy przez mnie w tym wątku napisany.

                            Ale fakt, chyba czas kończyć. Przecież za miesiąc i tak wrócimy do tego
                            pełnymi siłami.
                      • nangaparbat3 Re: Co ja odwracam? 30.08.10, 21:05
                        z_mazur napisał:


                        > Z osobami o takim nastawieniu jest tylko jeden sposób postępowania, asertywne r
                        > espektowanie swoich praw, czasem bezwzględne.
                        >
                        Ale co my wiemy o jej nastawieniu?
                        Tylko i wyłącznie to, co mówią Michu i jego partnerka - a oni w żaden sposób nie
                        mogą byc obiektywni.
                        • z_mazur Re: Co ja odwracam? 30.08.10, 21:18
                          Bo ich wersja jest składna i się trzyma kupy, ale jak już pisałem tu nie o obiektywizm czyjkolwiek chodzi, bo obiektywnie to matka zachowała się niewłaściwie i tyle i pytanie jest, co zrobić z tym fantem. Poza dwiema, trzema racjonalnymi odpowiedziami cały wątek jest o czym innym.

                          O tym czy można usprawiedliwić jej zachowanie, co jest bzdurą bo niewłaściwego zachowania nie można usprawiedliwiać.
                          • nangaparbat3 Re: Co ja odwracam? 30.08.10, 21:42
                            z_mazur napisał:

                            > O tym czy można usprawiedliwić jej zachowanie, co jest bzdurą bo niewłaściwego
                            > zachowania nie można usprawiedliwiać.
                            >

                            Zlałam kiedyś dwuletnią corke na kwaśne jabłko, ręka mnie rozbolała -
                            dwuletniego aniołka. Właściwe zachowanie? Chyba nie.
                            Ona chwile przedtem cisnęła kamieniem w potylicę idącego przed nią chłopczyka -
                            usprawiedliwisz moje niewłaściwe zachowanie?

                            Ale ktos, kto nie widział tego błyskawicznego i bardzo celnego rzutu kamieniem
                            (i tak było - nikt poza mną nie widział), uznałby, żem szalona lub sadystka -
                            prawda?
          • z_mazur Re: Tu nie chodzi o fakt zmiany przedszkola... 30.08.10, 19:56
            > Czy naprawdę nie ma innej drogi niż wet za wet?

            Czasem nie ma.

            Ja w postępowaniu Michszyba widzę spory postęp. Od chęci odebrania dzieci matce, do spokojnego respektowania wyroków sądu.

            A matka zachowuje się jak terrorystka i szantażystka, a z szantażystami i terrorystami się nie negocjuje, nie nadstawia się im drugiego policzka, bo się w ten drugi jeszcze mocniej oberwie, bo ich roszczenia rosną, a ustępstwa są traktowane jak przejaw słabości i bezlitośnie wykorzystywane.

            Przecież ustalenie sądowe przyznaje ojcu dwa dni w tygodniu opiekę nad dziećmi, która polega na odebraniu ich z przedszkola, zajęciu się nimi popołudniu i odstawieniu, ich do domu.

            Jak to postanowienie miałoby być respektowane w momencie gdy ojciec nie wie do jakiego przedszkola chodzą dzieci?

            Oczywiście, wcześniej czy później się dowie, więc co zmienia nie poinformowanie go o tym?

            Podpowiem, to że mu się zagra trochę na nosie i wyprowadzi z równowagi. Przecież nic innego się w ten sposób nie osiągnie.

            I tak jak piszę, sprawa pretekstu, który ma usprawiedliwić przeniesienie do innego przedszkla jest tu trzeciorzędna, bo nie taki jest cel tych przenosin.
            • nangaparbat3 Re: Tu nie chodzi o fakt zmiany przedszkola... 30.08.10, 21:01
              Ojciec odbiera dzieci dwa razy w tygodniu. Matka trzy - a pięc razy odprowadza. Czyli 2:8. Może jednak kwestie organizacyjne nie są dla tej pani tylko pretekstem.
              Z tego co tu pisano rozumiem, że matka ustaleń sądowych przestrzega i ojciec widuje dzieci. NAtomiast mieli,śmy piekny przykład bożonarodzeniowy, kiedy ojciec narzucenie matce terminu odwiedzin dzieci u niego w Święta uważał za "umowę". Jest szefem, ale nie jest szefem byłej żony. Czym innym jest umowienie terminu z podwładnym, czym innym z co najmniej równorzędnym partnerem. Świadomie piszę "co najmniej", bo ten z opiekunów który w większym stopniu jest obarczony obowiązkami wobec dziecka powinien miec jednak w sprawach organizacyjnych więcej do powiedzenia - bo mu po prostu organizacyjnie trudno.
              I tak to mój ex dostosowywał się do moich potrzeb kiedy dziecko było małe - teraz, kiedy jest dorosłe, a on ma dwoje malutkich dzieci, wygląda to inaczej - organizacja czasu wspólnego jest w dużym stopniu uzalezniona od potrzeb tych małych (choc czasem, owszem, przypominam mu, że powinien miec także czas wyłącznie dla najstarszej corki, bo ona tego bardzo potrzebuje).

              Co do negocjowania z szantażystą-terrorystą to porównanie Ci nie wyszło chyba - nie negocjuje się z nim, bo nam zależy na życiu zakładników, a jemu nie. W przypadku pary rodziców zakładam, że obojgu zalezy. A jak zależy - mnie - to ja będę negocjowac i czasem nawet ustąpię, bo dziecko jest zakładnikiem niezależnie od tego, czy mieszka ze mną, czy z tym drugim - dziecko kocha oboje rodziców i dlatego zawsze jest zakładnikiem obojga. I jak strzelamy, to nawet kiedy nam się wydaje, że do siebie nawzajem, to i tak do dziecka.

              > Jak to postanowienie miałoby być respektowane w momencie gdy ojciec nie wie do
              > jakiego przedszkola chodzą dzieci?
              >
              > Oczywiście, wcześniej czy później się dowie, więc co zmienia nie poinformowanie
              > go o tym?

              Ja myślę, że ex ogranicza WŁASNE kontakty z Michem do minimum.
              Mnie też zdumiewa wzywanie policji, kiedy on przychodzi porozmawiac. Nie rozumiem tego - ale wyjaśnienie chciałabym usłyszec od ex.
              Natomiast świetnie rozumiem jej potrzebę odcięcia się od niego, ograniczenia ich wzajemnych kontaktów.
              Ja już pisałam i powtórzę: filarami poradzenia sobie z porzuceniem i samotnością są samodzielnosc i spokój. Sądząc z postów Micha, on te filary podcina - czy podcinał - ingerując w życie ex.
              To nawet śmieszne, ale mnie naprawdę do furii doprowadziła wypowiedź Autorki Wątku o tych nieszczęsnych parówkach - bo ta wypowiedź oznacza, że oni oceniają to, co Ex robi we własnym domu, chcą to kontrolowac. Więc trudno sie dziwic temu ograniczaniu kontaktów ex z Michem.
              Bardzo też możliwe, że spodziewała się, że jeśli przedstawi Michowi problem zmiany przedszkola on - podobnie jak Ty to robisz - całkowicie zlekceważy prawdziwe powody zmiany, a będzie obstawac przy wcześniejszych ustaleniach. A jej mogło na tej zmianie z jakichś powodów (jeszcze raz proporcja: 2:8) zależec. Więc postanowiła postawic go przed faktem dokonanym - dowie się, kiedy juz nie da się przedszkola zmienic.
              • z_mazur Re: Tu nie chodzi o fakt zmiany przedszkola... 30.08.10, 21:13
                No i nadal widzisz, to co chcesz widzieć.

                Sprawa się wydaje, zostaje tydzień do rozpoczęcia roku, ojciec jedzie porozmawiać i nawet w asyście policji (wezwanej przez matkę) nie otrzymuje informacji o przedszkolu. Dlaczego?

                Matka przestrzega, bo ojciec parę razy w obecności policji (choćby niedawno przy okazji wyjazdu na wczasy) je wyegzekwował. Jak już pisałem, ona nie działa emocjonalnie tylko z zimną kalkulacją. Te ciągłe wizyty ojca z policją mogłyby mieć dla niej negatywne konsekwencje, więc odpuściła.

                A co do terrorystów i szantażystów. Izrael nie negocjuje z terrorystami niezależnie od tego czy są zakładnicy, czy nie. Terroryści sobie zdają z tego sprawę i dlatego nie biorą zakładników, mało tego Izraelczycy konsekwentnie i z zimną krwią stawiają odpór wszelkim próbom zastraszenia, stosując akcje odwetowe. W efekcie obywatele państwa otoczonego przez samych wrogów, żyją stosunnkowo bezpiecznie i spokojnie.
                • tricolour Stosunkowo bezpiecznie i spokojnie... 30.08.10, 21:18
                  ... polega na powszechnym obowiązku wojskowym bez względu na płeć.
                  Poteżnej armii finansowanej z zewnątrz, bo sami nie daliby rady. No i parę
                  wysadzonych knajp razem z jakimś tałatajstwem co żywi się po spelunkach
                  zamiast w domu.

                  Powiem wiosennego wiatru przy izraleskim spokoju to wręcz apokalipsa.

                  smile
                  • z_mazur Re: Stosunkowo bezpiecznie i spokojnie... 30.08.10, 21:21
                    Wszystko ma swoją cenę. Oczywiście żydzi mogliby odpuścić i wyprowadzić się w cholerę.
                • nangaparbat3 Re: Tu nie chodzi o fakt zmiany przedszkola... 30.08.10, 21:31
                  Zajrzałam do wątku wakacyjnego - wydaje mi się, ze Michu pospieszył się z
                  policją - po powrocie matki i przepakowaniu dzieci dostałby je raczej, natomiast
                  rozumiem, że po jeżdzęniu nad morze i z powrotem był skołowany kompletnie.
                  Natomiast historia z przekazywaniem dzieci jest tak dziwaczna, że albo:
                  1. ex Micha jest szalona
                  2. ex micha jest wyrafinowana sadystką
                  3. Umowa od odbieraniu dzieci nad morzem wyglądała podobnie jak "umowa"
                  bożonarodzeniowa.
                  I oczywiście MNIE najbardziej prawdopodobne wydaje się ostatnie rozwiazanie.

                  Reszta w @
    • kiciabeauty Re: przedszkole prywatne czy państwowe 30.08.10, 20:05
      Na pewno przydałaby się rewizja wysokości alimentów, jeśli poprzednie
      przedszkole było tym w typie exclusive jakich np pełno na Ursynowie, gdzie
      czesne dochodzi do 1600 zł + zajęcia. Jeśli było to jednak "zwyczajne" prywatne
      to nie trzeba szaleć moim zdaniem. Koszt jednego dziecka w tamtym roku będzie
      się równał kosztowi dwójki teraz w państwowym, bo to wychodzi ok 300-350 zł na
      jedno, plus jakieś zajęcia.
      A państwowe jest LEPSZE, mówię to z perspektywy osoby, która w biznesie
      dziecięcym działa.
      • malgosia-32 Re: przedszkole prywatne czy państwowe 02.09.10, 10:04
        Widzę, że bardzo gorący wątek. Niestety nie doczytałam wszystkiego (trochę dużo
        tego się zrobiło).
        Z tego co zrozumiałam jedna pani (np. Kowalska) rozwiodła się z panem Michałem z
        powodu jego romansu z Ania1000. Teraz Ania i Michał tworzą nową rodzinę, a pani
        Kowalska została sama z dwoma małymi chłopcami. Podczas ustalania alimentów
        rodzice dzieci uzgodnili szczegóły opieki i wysokość alimentów. Razem.
        Pani Kowalska nie wywiązała się ze swojej części umowy, pomimo dotrzymywania jej
        warunków przez pana Michała. Tak?
        Pomiędzy małżonkami było wiele niefajnych rzeczy, rozwiedli się. Pewnie jeszcze
        cierpią.
        Ale..... Matka nie poinformowała ojca, nawet listownie o zmianie placówki synów.
        Nie konsultowała tego z nim. To bardzo ważna kwestia w życiu dziecka (a oboje
        rodzice mają prawa rodzicielskie). Ojciec interesuje się dziećmi, chce częstych
        kontaktów z synami, nie z ich matką.
        Niestety nic nie doradzę, nie pomogę. Nie jestem prawnikiem.
        Jestem tylko matką. Nie wyobrażam sobie zmiany przedszkola 5 latkowi który znał
        i lubił Panią przedszkolankę, kolegów. To jakieś niepoważne. Nieodpowiedzialne.
        Absurd.
        Pani Kowalska zrobiła z tego wielką tajemnicę. Do placówek państwowych dokumenty
        składa się w marcu, więc negocjując alimenty pani jednocześnie zapisywała syna
        do placówki państwowej. A kasę chciała na przedszkole prywatne. To zwykła
        oszustka i naciągaczka mająca "gdzieś" dobro synów. Po co pan Michał bawi się w
        dżentelmena? Niech rozwiąże konflikt za pomocą sądu.
        Teraz, kiedy pan Michał ma już z Anią pełną rodzinę, może sąd przychyli się do
        ich wniosku i odda im dzieci. Oby! Dla dobra tych biednych chłopców.
        Pozdrawiam smile
        • bramstenga Re: przedszkole prywatne czy państwowe 02.09.10, 10:11
          > Teraz, kiedy pan Michał ma już z Anią pełną rodzinę, może sąd przychyli się do
          > ich wniosku i odda im dzieci. Oby! Dla dobra tych biednych chłopców.

          ODDA??!!!
          Widzisz, umknął Ci pewien drobny szczegół: ta wspaniała "pełna rodzina" wcale
          nie pali się do opieki nad chłopcami w trybie 24/7, a "pan Michał" nie wnosił o
          to podczas rozwodu...
          ~bramstenga
    • cahir4 Pytanie do Micha 31.08.10, 21:11
      "Psycholog dziecięcy, z którym się konsultowałem, wyraził opinię, że
      taka zmiana, w sytuacji, w jakiej znajdują się nasze dzieci jest
      nieuzasadniona i może być niekorzystna, a nawet szkodliwa dla ich
      rozwoju.
      (...) Zmiana ta bowiem
      będzie bardzo dla chłopców stresująca
      (...)
      Jeśli zignorujesz moje prośby, to informuję Cię, że zamierzam podjąć w
      tej sprawie odpowiednie kroki prawne i wnieść sprawę do sądu. Postaram
      się również, aby dzieci nie narażać na niekorzystne dla nich zmiany i do
      czasu postanowienia sądu w tej sprawie, będę starał się zawozić je do
      "S". "

      Co powiedział psycholog na temat wpływu na dzieci sytuacji, w której są odbierane z jednego przedszkola, a zawożone do drugiego? Jak to będzie wyglądało? Matka odwozi dzieci do przedszkola "T", Ty odbierasz po południu i następnego dnia zawozisz do "S"? A może matka zawozi dzieci do "T", a ty 8.15 odbierasz je stamtąd i przewozisz do "S"? Jak psycholog ocenił to rozwiązanie?
    • kasiamasia Do Krezz 01.09.10, 15:12
      Do Krezz:
      Prosze prestan obrazac ludzi i wyzywac ich od idiotow.

      Jakbys tak na prawde byla taka madra i inteligentna
      to nie zachowywalabys sie jak w piaskownicy.

    • krezzzz100 Między sprzedawaniem ciała a sprzedawaniem dzieci 02.09.10, 08:39
      Zwrócę uwagę na dwie perspektywy, które zostały nakreślone wczoraj, a które są
      niesamowite- każda inaczej. Nie, żeby były nowatorskie, bo padały już na
      tym forum. Wyznaczają one jednak pewne granice mentalne, w obrębie których to
      forum funkcjonuje, zarazem ujawniając terytorium mentalne ich autorów, i w tym
      wątku ujawniły się one szczególnie jaskrawie.

      Pierwszy autorstwa Ganeszy: „było nie było sprzedała dzieci za
      możliwość rzucenia się w ramiona nowego faceta
      ”, drugi autorstwa
      Liter: „Nie wypada to pupy gachowi dawać”.
      Ten drugi, częstszy w użyciu na tym forum, wyznacza swoistą „klasę” autorów
      (akurat użycie go przez Litery nie dziwi- widać inaczej nie potrafi), ale też
      pokazuje, do jakich życiowych motywacji sprowadzało się (i zapewne sprowadza
      nadal) ich życie. Co wiele objaśnia z tragedii, które ich spotkały.

      Natomiast ten pierwszy zastanawia bardziej. Wyznam, że kiedy pierwszy raz go
      tutaj użyto, oniemiałam (użył go Tri). Na wielu poziomach oniemiałam. Po
      pierwsze, że komuś w ogóle może przyjść do głowy taki pomysł. Kim trzeba być,
      jaki mieć stosunek do rodzicielstwa, by czymś takim operować? Dalej: jak bardzo
      trzeba wątpić w ludzi, by umieć (bo to chyba wymaga jakiś specjalnych
      umiejętności) tak pomyśleć? Jak trzeba postrzegać związki, by się w motywacjach
      do związków dopatrywać czegoś takiego? Dalej: jak można obrazić połowę
      forumowiczów, zwłaszcza ojców, którzy zmuszeni są decyzją sądu pozostawać w
      takiej sytuacji. To ostatnie jest niesamowite. Każdy rodzic, przy którym dziecko
      nie mieszka, zostawia dziecko. Każdy, kto zakłada w tej sytuacji nowy związek,
      zostawia dziecko. Niesamowite. I wreszcie- okrucieństwo. Rozumiem, że było
      zamierzone. Że jak autor takich słów nie ma innych argumentów, to sięga po AŻ
      TAK niskie środki. To też jest niesamowite, choć za kolejnym użyciem już
      nieskuteczne (na szczęście,ale to niewielkie szczęście, bo groza i tak
      pozostaje). I wreszcie- reakcja forumowiczów, a właściwie jej brak. Wtedy, i
      teraz. Jakikolwiek byłby kontekst rozmowy i kimkolwiek byliby jej uczestnicy-
      ten brak reakcji w tę niesamowitość się wpisuje na równych, co autor słów, prawach.

      To są prawdziwe granice tego forum: między prostactwem i wulgarnością spojrzenia
      na ludzką seksualność i związki (sprzedawanie ciała), a niewyobrażalnym pomyśle
      na sprzedawaniu dzieci. Obie autorki nie po raz pierwszy użyły argumentu
      „dawania pupy”- i Litery już tym operowała wcześniej i Ganesza również (do
      innych forumowiczów). Ganesza ma sukces w postaci użycia obu tych konstrukcji-
      kupczenia ciałem i dziećmi.

      To jest zatrważające. Nie liczę na jakąkolwiek sensowną rozmowę na ten temat-
      złudzenia już dawno opadły. Chcę Wam wskazać te swoiste parametry forum i
      zarazem mentalne konstrukcje umysłowości samych autorów- było nie było partnerów
      i rodziców (obecnych lub przyszłych). Albo ci ludzie siebie nie słyszą, albo
      słyszą i dzielą się tym, co w sobie mają i uznają to. Tak czy owak- świadomie
      czy nieświadomie- trzeba mieć te wymiary w sobie, w czymś, co obrzydza i przeraża.

      Wyznam, że mnie trzeba było dwu lat, by pojąć, że właśnie to się tu dzieje.
      • la.danseuse Re: Między sprzedawaniem ciała a sprzedawaniem dz 02.09.10, 10:55
        Właśnie przeczytałam całość wątku i mam wrażenie, że stado chce za wszelką cenę zadziobać odmieńca. Wszyscy
        zapomnieli już, o czym rozmawiali na początku i właściwie przestało to już być ważne. Bardzo nie podoba mi się
        sposób, w jaki została potraktowana Krezz (siła złego na jednego), mimo że też w paru miejscach dała się ponieść
        niezbyt eleganckim emocjom. Rzadko tu piszę, ale często czytam i myślę, że takich osób jak ja jest sporo. Do tej
        pory polecałam to forum ludziom z problemami okołorozwodowymi, ale raczej już nie zaryzykuję... Pewnie teraz
        wszystko się "ustoi", Krezz zniknie stąd (a szkoda by było, bo lubię poznawać różne punkty widzenia i sposoby
        rozwiązywania trudnych sytuacji). Krezz, trzymaj się, nie daj się zagdakać smile ani sprowokować. Życzę szczęścia.
        • krezzzz100 Re: Między sprzedawaniem ciała a sprzedawaniem dz 02.09.10, 20:22
          La Danseuse, dziękuję smile Nie żałuję tej awantury- czasem trzeba rzecz
          doprowadzić do absurdu, by pewne kwestie wreszcie zostały wyartykułowane,
          zwłaszcza te spod podszewki hipokryzji i urazu. Nie można też oddać pola, bo
          każdego innego zadziobią już na wstępie.
          Grupowy atak to codzienność na tym forum, i nie ma na to ni wstydu ni refleksji-
          więc tym bardziej Ci dziękuję. Nie odejdę, będę od czasu do czasu pisała-
          narażając się na dziobanie, ale co dotrze, to dotrze- kropla drąży skałę.
          Pozdrawiam smile
          • aneta-skarpeta Re: Między sprzedawaniem ciała a sprzedawaniem dz 02.09.10, 20:51
            Nie odejdę, będę od czasu do czasu pisała-
            > narażając się na dziobanie, ale co dotrze, to dotrze- kropla drąży skałę.



            tylko, żeby Twoja misja nie miała odwrotnego skutkuwink
            • krezzzz100 Re: Między sprzedawaniem ciała a sprzedawaniem dz 03.09.10, 10:54
              To się obaczy wink
      • tricolour Jest też inna optyka... 02.09.10, 11:26
        ... najbardziej naturalna. Optyka, którą deklarujesz, ale nie potrafisz zastosować: ingorować odmienne zdanie.
        Deklarujesz, że cała Twoja rodzina, to ludzie, którzy nie są wrażliwi na opinie innych. W rzeczywistości jednak
        rzucasz się każdy post niepasujący do Twojego stylu myślenia. Rzucasz się tak od dwóch lat.

        Forum nie ma takich granic mentalnych, na jakie wskazujesz.Gdy napisałaś swój wątek o opiece naprzemiennej, to
        wątek ten miał 4 posty, w tym dwa Twoje. Ludzie mają w nosie Twoje sprawy, bo interesują ich własne. Ty zaś
        sprawiasz takie wrażenie jakbyś oczekiwała uwielbienia za to, co innych mało interesuje. Mało, bo albo mają to
        samo, albo coś podobnego, albo nigdy tego nie bądą mieli. Sprawiasz takie wrażenie jakbyś chciała uwielbienie
        wręcz wymusić. Jak Kaczyński drapiesz się sama na piedestał... i jak Kaczyński jesteś przez część wyszydzana.

        Ludzie maja prawo uważać różne rzeczy, że Ty zdradziłas męża, że zostawiłas dziecko, że je przehandlowałaś etc.
        Ty masz prawo uważać, że jest inaczej i to powinien być koniec dyskusji, bo nie ma płaszczyzny porozumienia. Ty
        zaś przekonujesz innych, że źle myslą, a gdy nie daje się ich przekonać (bo nie ma czym i nie ma kogo) to sugerujsz
        tępote, ułomości itp. W ostatecznym rozrachunku sama stajesz się prostacka i wulgarna.

        Przez dwa lata międlisz tą samą sprawę, co stało się komiczno-żałosne. Twierdzisz, że masz dobre relacje rodzinne,
        że nie zdradziałaś i jestes dobrą matką? To niech to będzie Twoje ostatnie zdanie i koniec. Jeśli ktoś uważa inaczej,
        to też go zostaw. Nie wbijaj mu młotem do łba swojego zdania, bo nie wbijesz za nic w swiecie tylko sama
        podobnym młotem oberwiesz.
        • krezzzz100 Re: Jest też inna optyka... 02.09.10, 20:49
          Szkoda, że sam nie skorzystałeś z rady udzielanej innym- do ignorowania cudzych
          wypowiedzi.
          Szkoda, że zarzucając innym czas pisania na forum (aż dwa lata) nie zastanowisz
          się, ile lat Ty już tu uprawiasz swój proceder- kilkanaście?
          Szkoda, że uprawiasz na tym forum znęcanie się nad rozmówcami- ilu ludziom,
          którzy tu przyszli z problemami poniżyłeś, wetknąłeś im szpilę, obraziłeś ich?
          Ile razy proszono Cię, byś tego zaprzestał?
          Ilu ludzi potraktowałeś z misją Sycharowca, niosąc im kaganek obłędnych
          upomnień. Na ilu ludzi wylałeś swe obsesje seksualne- ile kobiet wyzwałeś od
          materacy, pojemników na spermę, nie bacząc na to, że sam uprawiałeś przygodny
          seks, z czym się sypnąłeś? Ilu ludzi pouczałeś o tym, że nie mają się skarżyć na
          swoich byłych, bo sami sobie są winni, gdyż ich wybrali, podczas gdy o sobie
          tego nie powiedziałeś. A zatem, Twoja żonę też taką sobie wybrałeś, że uwiozła
          siebie i dziecko jak najdalej od Ciebie? A może było inaczej- co zrobiłeś Twojej
          żonie i córce, że żona wywiozła dziecko na wiele lat i strzegła, byś się do
          nich nie zbliżył? Znęcałeś się nad nimi?

          Jesteś klasycznym przemocowcem, cieszy Cię, jak kogoś zranisz, świeży formowicz,
          stary- bez znaczenia. Jesteś manipulantem, choć sam zarzucasz manipulację
          każdemu, kto ma inne zdanie, niż TY. Jesteś obłudnikiem o mentalności krzyżowca
          i esbeckiego śledczego. Nie masz nic sensownego do pokazania- żadnych wzorców,
          żadnych dobrych przykładów ze swojego życia, nic- tylko klęska. Umiesz polecać
          rozwiązania typu: "roztrzaskać główkę niemowlęcia o słup" (tak tak, to Twoje
          słowa dotyczące kobiety, która spóźniła się z przygotowaniem ślubnego bibelotu)
          - takiś bohater. Damski i dziecięcy bokser. Wreszcie- nie rozróżniasz wolności
          słowa od chamstwa.

          To forum to nie Sychar ani Twoja własność. Nie Tobie pouczać mnie ani innych,
          na jakie tematy mamy milczeć. Tak, teraz ja skorzystałam z wolności słowa w
          Twoim stylu, a Ty skorzystaj z polecanego przez siebie prawa do milczenia. BO
          • tricolour Prawo do milczenia... 02.09.10, 21:14
            ... to nie obowiązek milczenia.

            Nie panujesz nad sobą. Zaczęłaś niefortunnie nakręcona ("ile lat Ty już tu uprawiasz swój proceder-
            kilkanaście? ") a potem poszło w jeszcze gorszym kierunku. Przez nietrzymanie afektu.

            Można sprawdzić, że to forum nie ma kilkunastu lat. Nawet platforma tylu nie ma, ale złośc zaślepia i
            zaprzeczasz oczywistym i sprawdzalnym faktom. Jakość manipulacji, której dopuściłas się już w drugim
            zdaniu rozlała się na resztę wypowiedzi. Dlatego wisi mi, że uważasz, że jestem przemocowcem,
            damskim bokserem, a żona uciekła jak najdalej. Wisi, bo to nieprawda.

            Natomiast faktem jest, że zawsze mogłaś liczyć na moje krytyczne wypowiedzi, które - bazując na tym
            co sama o sobie pisałaś - doprowadzały Cię do wściekłości, bo obnażały manipulację, której
            dokonujesz sama na sobie. Wściekłość zaślepia i odkrywa część realnej Twojej natury. Tą część, na
            którą wskazuję Ci od samego początku, a która zadając pytanie "Znęcałeś się nad nimi?" nie czeka na
            odpowiedź tylko jej udziela: "Damski i dziecięcy bokser".

            Nie mam Ci za złe, że się mylisz bowiem mylisz się na swój rachunek.

          • kasiamasia Re: Jest też inna optyka... 02.09.10, 22:44
            Krezzz tareaz juz mi tylko zostalo wspolczucie,
            na lekarza to juz za pozno..
            Trzymam kciuki moze sie Tobie poprawi w przyszlosci
            i przejdziej kolejne objawienie i wtedy nas po raz kolejny oswiecisz

            (dziekuje ze to napisalas, o to dokladnie ludzie prosili i prosili Ciebie)
            krezzzz100 napisała:
            > Szkoda, że sam nie skorzystałaś z rady udzielanej innym- do ignorowania cudzych
            > wypowiedzi.
            > Szkoda, że zarzucając innym czas pisania na forum
            .........
            > Szkoda, że uprawiasz na tym forum znęcanie się nad rozmówcami- ilu ludziom,
            > którzy tu przyszli z problemami poniżyłaś, wetknąłaś im szpilę, obraziłaś ich?
            > Ile razy proszono Cię, byś tego zaprzestała?
            • krezzzz100 Re: Jest też inna optyka... 03.09.10, 11:33
              Kasiumasiu- dawno jest jasne smile
              Z tym czekaniem- nie musisz (czekać). Mówisz i masz! Oświecam w wątku obok (co
              mogą ex i next). Masz szansę włączyć się merytorycznie. Nie zmarnuj okazji, bo
              to rzadkość na tym forum. Pozdrawiam smile
      • ganesza Re: Między sprzedawaniem ciała a sprzedawaniem dz 02.09.10, 14:35

        krezzzz100 napisała:
        > jak można obrazić połowę
        > forumowiczów, zwłaszcza ojców, którzy zmuszeni są decyzją sądu pozostawać w
        > takiej sytuacji. To ostatnie jest niesamowite. Każdy rodzic, przy którym dzieck
        > o
        > nie mieszka, zostawia dziecko. Każdy, kto zakłada w tej sytuacji nowy związek,
        > zostawia dziecko. Niesamowite. I wreszcie- okrucieństwo. Rozumiem, że było
        > zamierzone. Że jak autor takich słów nie ma innych argumentów, to sięga po AŻ
        > TAK niskie środki.

        nie manipuluj, proszę. nie dopowiadaj sobie czegoś, czego tam nie było. ja pisałam o jednej osobie
        tylko. o Tobie. nie oceniałam ojców/matek odchodzących ze związku z takich, czy innych
        powodów. nie oceniałam rodziców, którzy z myślą o dziecku/dzieciach decydowali się na to by
        dziecko zostało z expartnerem/partnerką. pamiętam opowieść Airam.as o zostawieniu syna z ojcem,
        gdy odchodziła. czy uważam ja za złą matkę? wprost przeciwnie. jeszcze raz powtórzę, to co
        napisałam we wcześniejszym poście. ty NIE NAS usiłujesz przekonać, TY USIŁUJESZ PRZEKONAĆ
        SIEBIE. gdyby było inaczej nie płodziłabyś tysięcy postów na ten sam temat, nie obrażałabyś tych,
        którzy nie podzielają prezentowanej tu przez ciebie wersji, jaka szlachetna byłaś zostawiając dzieci.
        gdybyś ty sama nie czuła, że to, co zrobiłaś, nie było zrobione dla dobra dzieci, tylko dla twojego,
        nie potrzebowałabyś rozgrzeszenia od całego świata. świat ci go nie może dać, tylko sama sobie
        możesz wybaczyć. a skoro jest tak świetnie jak piszesz, dzieciom tak dobrze w tym układzie, to
        chyba nic nie stoi na przeszkodzie żeby przyznać się wreszcie przed sobą do tego co tak naprawdę
        zrobiłaś i dlaczego i wybaczyć sobie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka