Dodaj do ulubionych

powody rozwodu

23.09.10, 13:34
Mam ogromny delemat. Po blisko 12 latach w zasadzie dojrzałam do rozwodu. W zasadzie prawie od początku mozna by nasz związek uznać za toksyczny, ocierający sie o przemoc psychiczną, sprawiający duzo bólu - choc chyba tylko mnie, bo mąż nie dostrzegał problemu, uznawał, że jeśli raz na jakiś czas przeprosił i obiecał poprawę to jest ok. Mamy za soba dość burzliwy okres, w którym zawalczyłam o swoja pozycję i postawiłam weto przeciw pomiataniu. Tym razem konsekwentnie. Było podejście do rozwodu, które zaowocowało krótką ale jednak terapią mnałżeńską a także wymogło na mężu zmianę postępowania na bardziej kulturalne. Zmuszony został także to opieki nad dziećmi przynajmniej raz w tygodniu (wczesniej nie wracał do domu przed wieczorem). Jak twierdzi, sprawia mu to przyjemność (gorzej, że dzieciom nie bardzo). W stosunku do mnie stał sie ostatnio uprzedzająco grzeczny (wręcz nienaturalnie). Gdyby jednak te zmiany nastapiły pare lat wczesniej byłabym zachwycona. Teraz wywołują we mnie raczej mieszane uczucia. Po pierwsze nie jestem pewna, czy to zachowanie jest szczere (wątpię) i trwałe (prawdopodobnie wymuszone bezpośrednim zagrożeniem rozwodem). Po drugie - ja już w sobie nie znajduję siły na poszukiwanie uczuc do tego człowieka. Tyle już razy się zawodziłam, że z moich uczuć (a były głębokie, zapewne z tego powodu wytrzymałam tyle lat) nic juz nie zostało. Ale...są dzieci. Czy wobec poprawnego zachowania tatusia mam prawo im go odbierać i narażać na piekło rozwodu? Wiem, że piekło będzie, znam go doskonale, nie będzie kulturalnego ustalania zasad. Będzie jatka. A teraz jest spokój, choć nie ma miłości, nie ma wspólnych tematów, wspólnych wartości, zainteresowań, wspólnego łóżka. Sa tylko wspólne dzieci i czasami spędzanie z nimi czasu razem (rozmawiamy wtedy z nimi a nie ze sobą) i wspólne obowiązki, choć ich podział raczej nie jest sprawiedliwy. Taka sytuacja juz trwa bardzo długo, zaczyna wpływać dość istotnie na moje samopoczucie (bóle głowy i inne dolegliwości ewidentnie związane z przewlekłym napięciem i niepewnością), zaczyna przeszkadzać mi w pracy (wciąż o tym myslę) i w życiu. Mam wrażenie, że gdybym tylko przecięła ten gordyjski węzeł, to mogłabym zacząć znowu cieszyc się życiem. Czy dla własnego spokoju mogę narazić spokój dzieci?
Obserwuj wątek
    • fragile66 Re: powody rozwodu 23.09.10, 13:40
      estimata napisała:

      > Czy dla własnego spokoju mogę narazić spokój dzieci?

      Przeczytałem twój wpis i bardzo ci współczuję, bo trochę w nim widzę siebie przed decyzją o rozwodzie.

      Pytanie jest jednak - moim zdaniem - źle postawione. Odłóż dzieci na bok, bo rozwód to sprawa pomiędzy dorosłymi.
      Pytanie: czy dla własnego (przyszłego) spokoju gotowa jesteś przejść przez wielomiesięczną, albo wieloletnią "jatkę"? (znakomite określenie, nawiasem mówiąc).

      Tylko szczera odpowiedź na takie pytanie może ci pomóc wcielić decyzję w czyn (bo co do sensowności tej decyzji to już chyba jesteś przekonana).
      • estimata Re: powody rozwodu 23.09.10, 13:55
        No właśnie, dałaś mi do myslenia. Otóż ja jestem tego rodzaju człowiekiem, że zastanawiam się jeszcze nad jednym - czy wobec zmiany jego postawy - o ile jednak jest szczera - nie mam moralnego obowiązku się nagiąć i zostać w tym związku, choć nie chcę (on deklaruje, że chce). Wymusiłam pewne zmiany zachowania - można by uznać, że skoro dostałam to czego się domagałam (o zaspokojeniu potrzeb emocjonalnych tu nie mówię, on nie bardzo rozumie co to oznacza) to mam teraz obowiązek z tego korzystać. A ja już nic od niego nie chcę. Nawet żadnych miłych gestów w stylu kwiatki na urodziny. Czuję sie nieuczciwie nadal negując sens naszego związku (i tu nie myslę o dzieciach) podczas gdy on przecież się co nieco zmienił. Zapewne ja także się zmieniłam przez konieczność tej walki o swoją pozycję i ta zmiana bynajmniej nie zaszła w pożądanym przez niego kierunku. Zaczęłam być bardziej świadoma swoich potrzeb i zupełnie samodzielna. Nie potrzebuję faceta do szczęścia, ani do zycia towarzyskiego ani do żadnych spraw domowych. A juz na pewno nie potrzebuję takiego jak on. No ale kiedyś własnie jego wybrałam, i to sama, prawda?
        Zazdroszczę tym kobietom u których sytuacja jest klarowna: zdradza, bije, pije, nie pracuje, pomimo wszystko robi awantury. Mój jest teraz grzeczny (fakt, że ze strachu). A ja mu nie chcę dac za to nagrody. Mam wyrzuty sumienia.
        • fragile66 Re: powody rozwodu 23.09.10, 14:49
          Piszesz jak funkcjonariuszka Ligi Kobiet z "Seksmisji" smile

          (ale to komplement, bo film mi się bardzo podoba)

          Biedny ten twój mąż, no ale zgodnie z tym co piszesz, to solidnie sobie na ten los zapracował.

          Obawiam się, że teraz będziesz po prostu czekać do jego pierwszej wpadki, żeby zmniejszyć wyrzuty sumienia. A wtedy to już będzie, jakby tama na rzece puściła.

          Powodzenia w decyzjach i przyznaję ci rację - ja miałem łatwiej, bo wiedziałem, po czyjej stronie leży wina, a żona dwukrotnie potwierdziła mi, że nie ma zamiaru niczego zmieniać, więc przynajmniej sumienie mam czyste. Jeśli twoje cię gryzie, to faktycznie masz dylemat nie do pozazdroszczenia.
          • estimata Re: powody rozwodu 24.09.10, 09:55
            Bynajmniej nie jestem typem funkcjonariuszki, choć to tak może zabrzmiało. Zawsze sądziłam, że stworzę układ partnerski, że będę grała z mężem w jednej druzynie i to z podobnym zaangazowaniem. Latami jednak to ja te druzynę ciągnęłam, i stwarzałam pozory, że zaangazowani jesteśmy oboje, tylko on jest akurat nerwowy, miał problem w pracy, jest zajęty ważniejszymi sprawami (zawsze były ważniejsze) etc., więc w tym czasie ja przejmuję pałeczke w sprawach naszych. Tylko, że ten układ był jednostronny. Teraz (co nie od razu do mnie dotarło) po prostu uświadomiłam sobie, że poradzę sobie bez niego, co nie oznacza, że nie chciałabym mieć przy sobie partnera. Kogoś na kogo moge liczyć, kto mnie rozumie i przynajmniej w sprawach zasadniczych jest jednomyslny. To, że zachowuje się kulturalnie to powinno byc iczywiste. Mój mąż teraz się zachowuje, ale o tych innych sprawach (zrozumienie etc) raczej nie ma mowy. Byc może kiedyś czeka mnie jakiś normalny związek, jednak na razie po pierwsze jestem jeszcze mężatką po drugie nie mam siły i ochoty na jakieś nowe znajomości. Lecz wiem, że bez mężczyzny nie zginę i nie wpadnę w rozpacz i nie będę go szukać na siłę - i to własnie chciałam powiedzieć.
            Mój mąż natomiast nie jest biedny, on jest dość cwany. Wygodnie mu posiadac dom i rodzinę, gatki ma wyprane, obiad ugotowany, zakupy przyniesiene i dom czysty. Muszę to robić, ponieważ sa dzieci. A przy tym ma niemal nieograniczoną swobodę (zawsze ma jakiś pretekst by wyjść a ostatecznie zamknąć się w swoim pokoju i nie byc obarczony nadmiarem domowych obowiązków).
            Zapewne masz rację, że poczekam do pierwszej wpadki. Problem polega na tym, żeby dał się złapać a ja mogła to wyłapać. A to może nie być łatwe, kiedy nie łacza nas żadne bliższe więzy, telefon, komputer, samochód czy konto. Wszystko mamy osobne.
        • brazna Re: powody rozwodu 09.11.10, 07:42
          Wiem o czym piszesz-u mnie w domu te chwile, kiedy mąż się zmienia są najgorsze, i tak mu nie wierzę, nie ufam, po prostu nie potrafię. Nawet w dobrych momentach jestem spięta i cała najeżona i wiem, że mam podstawy, bo on gdy jest miły po prostu chce mnie zaciągnąć do łóżka. Kilka razy dałam się zwieść i wtedy dopiero poczułam się jak najgorsza k.... Bo jak dostał co chciał to często nawet do rana zaczekać nie umiał, stare zachowanie wracało jeszcze w łóżku. A obrócenie się bokiem to klasyka. Nie wiem na ile trwała jest zmiana twojego męża ale rozumiem, że masz wątpliwości. Jeżeli wiesz, że zmiana męża nie przekonuje Cię i dorosłaś do rozwodu to chyba mówi samo za siebie. Przecież za każdego faceta, który się grzecznie i ujmująco zachowuje nie wychodzimy za mąż a przynajmniej ja to tak odbieram-mężowie nasi spowodowali swoim zachowaniem, że znów stali się obcymi facetami, takimi, którzy do szczęścia nie są już dawno potrzebni. Pokazali, że go dać nie potrafią więc po co się szarpać?
          • tommykpl Re: powody rozwodu 12.07.11, 12:58
            Witam
            Ostatnio Wróżka przepowiedziała mi datę smierci t.j 25 sierpnia 2011 roku. Dla pewności sprawdziłem jeszcze datę śmierci na poznajdate.com i wyszło to samo. Z tego powodu rozwiodlem sie z zoną i teraz nie wiem czy dobrze zrobilem
    • plujeczka Re: powody rozwodu 23.09.10, 13:58
      nie masz prawa zyc w takim zwiazku dla dzieci====rozumiesz nie masz prawa ===z jakimi doswiadczeniami wyjda z takiego zimnego domu? jak bardzo bedą miały okaleczoną psychikę , jaki wzorzec ojca bedzie miał tw.ój syn???
      • estimata Re: powody rozwodu 23.09.10, 14:07
        Biorę to oczywiście pod uwagę. Jednak także chciałabym, aby dzieci miały kontakt z ojcem. Na poziomie takim, jaki mają w tej chwili (pomijam fakt mieszkania pod jednym dachem, choć zapewne świadomośc tego gdzieś w dzieciach jest; mówię tylko o bezpośrednim kontakcie) mogłyby po rozwodzie mieć co najmniej taki sam. Problem leży po stronie męża - jak już napisałam kulturalne ustalenia porozwodowe chyba będą niemożliwe. A jeśli nawet będzie je widywał, to znając go będzie się spóźniał na te spotkania albo nie odstawiał dzieci na czas, albo do ostatniej chwili nie będzie sie można z nim porozumieć. Ucierpią dzieci. A tak jednak mają z nim kontakt. I to we własnym domu. Oczywiście zimny związek, czy raczej zamieszkiwanie razem i okazjonalne współdziałanie w sprawie dzieci czy domu to fatalny wzorzec. Ale samotna matka także średni. Z drugiej strony tkwienie w nieszczęśliwym związku, choćby i poprawnie funkcjonującym, także uczy dzieci, że nie należy zważać na własne szczęście i obowiązek ponad wszystko... Gdzie jest środek?
        • malwa200 Re: powody rozwodu 24.09.10, 10:36
          myślę, że sama sobie już odpowiedziałaś na to pytanie. teraz, choć daleko do ideału-jednak dobro dzieci przedstawiasz na inne, one są i powinny być priorytetem. bedąc na Twoim miejscu, zostałabym w tym związku. pomyśl, ile niebezpieczeństw czyha na dzieci z rozbitych rodzin. czy poradzisz sobie w razie czego z ich wychowaniem? póki małe-mały kłopot ale jak będą w okresie dojerzewania? wiem coś o tym bo przeszłam piekło z własnym synem właśnie z powodu braku ojca
    • ca_yenne Re: powody rozwodu 24.09.10, 10:35
      esti, od dawna noszę się z zamiarem napisania podobnego postu. to wypisz-wymaluj sytuacja jaka ma miejsce u mnie, z tym wyjątkiem, ze mój mąż ma dosyc dobry kontakt z dziećmi, często się nimi zajmuje ( obecnie, bo nie pomagał mi za wiele kiedy były małe). za to w stosunku do mnie zachowywał się paskudnie (przemoc psychiczna, ekonomiczna, nawet fizyczna). kiedy po odchowaniu dzieci wróciłam do pracy i urosłam trochę w siłę (również dzięki wizytom u psychologa), postawiłam sprawę jasno; dłużej tego nie wytrzymam, rozwodzimy się.
      mąż dosyć radykalnie się zmienił ( zmieniał się na 1-2 dni po każdej rozmowie, ale tym razem wyczuł moją desperację) ta zmiana jest aż nienaturalna, a ja czuję się jak na beczce prochu, żyjąc w napięciu i wątpliwościach. czasem zdarzają mu się mniejsze lub wieksze wybuchy, ale widzę, że bardzo stara się unikać spięć.
      podstawową kwestią jest jednak to, ze nie zywię do niego już żadnych cieplejszych uczuć. nasze rozmowy sprowadzają się głównie do spraw "technicznych", organizacyjnych. na zewnatrz jako rodzina funkcjonujemy bez zarzutu, w środku jest jednak straszna pustka.
      moje napięcie i wątpliwości (czy powinnam się rozwodzić, rozwalić tę dobrze zorganizowaną rodzinę) równiez przekładają się na moje zdrowie (w zasadzie wpadam z choroby w chorobę, są to lekkie przeziębienia, katary lub ogólnie złe samopoczucie, ale ciągle coś jest nie tak).
      poprawne zachowanie mojego męża nie oznacza jednak, ze nie zawodzi na wielu frontach; np. nie wybrał się z nami na wakacje (wyslał mi teściową do pomocy przy dzieciach uncertain ), nie pojechał ze mną na pogrzeb w mojej rodzinie (kiedy potrzebowałam jakiegokolwiek wsparcia), itd. długo by opowiadać.
      esti, ja już zdecydowałam, chociaż strasznie trudno burzyc mi "spokój", który ostatnio u nas zapanował. na zimno przygotowuje się do rozwodu. myslę, ze kiedys sama sobie za to podziękuję.
      • estimata Re: powody rozwodu 24.09.10, 11:05
        Tak, wygląda na to, że mamy dośc podobnie. Ja tez tak sobie myslę, że się "na zimno" przygotowuję, tylko, że te przygotowania nie bardzo mi idą. Bo jak można się przygotować? Trochę, jak już wczesniej napisałam, czekam na łut szczęścia i jakąś jego wpadkę. Ale nie mam żadnej gwarancji że on ma kogoś na boku (choć ma wystarczająco duzo swobody by mógł) no i że da się przyłapać. A tymczasem strasznie mnie męczy ta sytuacja, tez mi wciąż coś dolega. I to poczucie, że go w jakiś sposób oszukuję, przyjmując ten spokój i jakieś milsze gesty (nie mylić z czułością, to raczej wyszukana uprzejmość w stylu "co u ciebie słychać?"). Też czuję, jakbym siedziała na beczce prochu. A jak Ty widzisz te przygotowania na zimno? Napisz proszę, bo czuję, że mamy wiele wspólnego. A w jakim wieku masz dzieci, co one na to wszystko? Piszesz, że Twój mąż się jednak nimi interesuje. Mój - od czasu tych radykalnych rozmów - zajmuje się czasami, zwykle intensywnie, bardzo emocjonalnie, ale krótko. To chyba dla nich tez nie jest bardzo zdrowe. Albo tatusia nie ma (fizycznie lub emocjonalnie) wcale, albo dostarcza im euforycznej zabawy i to nigdy nie wiadomo, kiedy. Obiecuje wiele atrakcji - nigdy nie wiadomo czy i kiedy spełni obietnice. A co do naszych stosunków - pomijam fakt, że mamy osobne pokoje - niby spolegliwy ale np. mówi, że wróci późno bo ma duzo pracy - i wraca w nocy a rano wstać nie może. Wychodzi w ważnych sprawach wieczorami. Nie obchodzi go, czy nie trzeba np. przywlec czegoś ciężkiego ze sklepu lub nie ma na to czasu. Pozdrawiam
        • ca_yenne Re: powody rozwodu 24.09.10, 21:34
          napisałam trochę długo, więc poszło na prv
          • estimata Re: powody rozwodu 24.09.10, 21:45
            Nie mogło nigdzie pójść. Nic nie dostałam albo nie wiem jak sie do tego dobrać. Pewnie jestem niedouczona informatycznie. Ale nie mam konta na gazeta.pl. Pozdrawiam
          • estimata Re: powody rozwodu 24.09.10, 21:54
            Ok, poniewaz zależy mi na kontakcie z Toba (w kupie raźniej) uaktywniłam konto na gazeta. Proszę napisz jeszcze raz.
        • login.kochanie Re: powody rozwodu 29.09.10, 11:39
          z b.dużym prawdopodobieństwem ma inną kobietę, wynajmij detektywa to się dowiesz i poczujesz pewniej, przynajmniej będziesz wiedziałan na czym stoisz
          • estimata Re: powody rozwodu 30.09.10, 17:44
            Też się zastanawiam. I zapewne ułatwiłoby mi to podjęcie decyzji. Ale z drugiej strony myślę, że on zawsze był taki źle zorganizowany, może po prostu czas mu przecieka pomiędzy palcami? A jeśli bym nawet wynajęła detektywa, a on by nic nie stwierdził to także przecież nie przesądza.
            • login.kochanie Re: powody rozwodu 30.09.10, 20:27
              A co do naszych stosunków - pomijam fakt, że mamy osobne pokoje - niby spolegliwy ale np. mówi, że wróci późno bo ma duzo pracy - i wraca w nocy a rano wstać nie może. Wychodzi w ważnych sprawach wieczorami.
              .................
            • login.kochanie Re: powody rozwodu 30.09.10, 20:46
              jeśliby detektyw nic nie stwierdził to z czystym sumieniem mogłabyś przyjąć, że mąż jest niezorganizowanym safandułą i tylesmile
    • melani73 Re: powody rozwodu 25.09.10, 00:14
      cyt..."i przysięgam ci miłośc i wierność na DOBRE I NA ZŁE, ora to,ze cię nie opuszczę aż do śmierci.....

      -pamietasz te słowa??-nie tylko przysięgałaś być z nim w dobrych chwilach..
      ale i w tych złych...
      • estimata Re: powody rozwodu 25.09.10, 07:27
        Tak, gdybym złożyła tę przysięgę, byłby problem. Ale tak się składa, że ja tylko przysięgałam, że uczynie wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. I juz to zrobiłam, i nie wychodzi. Nie jest zgodne ani szczęśliwe. Pozostaje kwestia trwałości...
      • brazna Re: powody rozwodu 09.11.10, 07:55
        Piękne te słowa przysięgi...Szkoda, że mój mąż się do nich nie stosuje. Tam jest nie tylko o nieopuszczaniu ale również o miłości i chyba powinno być o szacunku (no ale jak ktoś kocha to i szanuje?). On nie wywiązał się pierwszy, nie widzę powodu, bym mu również była coś winna.
      • a1ma Re: powody rozwodu 10.11.10, 13:57
        melani73 napisała:

        > cyt..."i przysięgam ci miłośc i wierność na DOBRE I NA ZŁE, ora to,ze cię nie
        > opuszczę aż do śmierci.....
        >
        > -pamietasz te słowa??-nie tylko przysięgałaś być z nim w dobrych chwilach..
        > ale i w tych złych...

        Ja nie pamiętam, zazwyczaj słyszę tylko: "i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci". To dobre i złe to z amerykańskich filmów chyba Ci się przyplątało wink
        • kasper254 Re: powody rozwodu 27.01.11, 17:38
          Problem w tym,a1ma, że ty przysięgę małżeńską czytasz prosto, tak, jak dyktuje język. W języku prawniczym nazywa się to wykładnią językową, absolutnie nie przydatną w analizie słów, wypowiadanych przez przyszłych małżonków. To tak, jakbyś widziała gołębia na plantach i słysząc jego dżwięki myślała, że chce odśpiewać arie koncertowe. Gdybyś uczestniczyła w ceremonii np. mongolskiej, mogłabyś pomylić ślub z pogrzebem , który się akurat przyplątał z amerykańskich filmów.
          Melani73 pisze o tym, co jest sednem związku międzyludzkiego. To wyższa szkoła jazdy - z innych filmów, np. Felliniego. I jej wykładnia ma charakter teleologiczny. Innego nie może mieć.
    • mayenna Re: powody rozwodu 25.09.10, 09:17
      Widzę w tym poście jedna niepokojącą rzecz: on się zmienił, a ty nadal nie przyjmujesz tego do wiadomości. On coś robi, stara się ale nie pasuje to do twojej wizji tego jak ma być więc odrzucasz jego dobre chęci.
      Mam wrażenie ,ze właśnie z góry założyłaś jak wasze życie będzie wyglądać. A gdzie jest w tym wszystkim mąż i jego wizja rodziny?
      Nic was nie łączy bo do tego aby łączyło trzeba dwojga. Trzeba empatii i otwarcia na potrzeby drugiej strony. U ciebie w poście jest tylko ja, ja, ja.Jak on coś zrobi to i tak nie tak jak ty chcesz: zajmuje się dziećmi, ale nie tak jak byś oczekiwała, wraca do domu, ale pod przymusem...
      Na taki stan rzeczy zapracowaliście oboje. Masz w tym swój udział. Może pierwszy krok ku naprawie to przyznanie się ,że coś robisz źle.
      Wierz mi także masz wygodne życie.Masz pieniądze i pomoc, opiekę nad dziećmi, i to nie obojętnej osoby ale ojca, który je kocha. Podejrzewam, że jak ci pralka cieknie, albo urwie się kran, to fachowca nie musisz szukać. Pomyśl o tym co on wnosi w to małżeństwo. Nawet stabilizacja finansowa jest takim wkładem.
      Brak wspólnych tematów i zainteresowań: może da się to jakoś rozwiązać? Może zainteresuj sie jego pracą? Warto pomyśleć co ja mogę zmienić w tym, co ja mogę zrobić. Na brak seksu też masz wpływ. Na wszystko masz tylko oczekiwanie że to on coś zrobi niczego nie zmieni.
      • estimata Re: powody rozwodu 27.09.10, 08:51
        Otóż właśnie jak pralka cieknie to muszę wołać fachowca. I to najlepiej bez jego udziału, bo nie dość, że zwymysla mnie, świat, dzieci (w końcu to ja piorę, na pewno jestem winna, że cieknie), to potem jeszcze obrazi fachowca, a płacić muszę ja. Nawet w sferze,w której on jest fachowcem mi nie pomoże, muszę sama załatwiać także i to, na czym on zarabia wśród swoich klientów. Co do wkładu finansowego - także niestety nie masz racji. Ja łożę na dom sporo więcej niż on.
        Pomoc przy dzieciach także jest raczej okazjonalna.
        A już zupełnie rozbawia mnie propoyzcja, aby się zainteresowac jego praca. To wasnie robiam przez lata. Słuchałam po raz enty tych samych historii, potencjalnych rozwiązań rozmaitych problemów - i nieczego więcej. I nawet nie mogłam wyrazić szczerze swojej opinii, jeśli nie była ona pochlebstwem.Ewentualnie usprawiedliwieniem dla jakichś niedociągnięć. Moja praca nigdy nie stanowiła tematu jego rozmów, a ewentualne moje sukcesy przyjmowane były dość lekceważąco. Ponieważ jednak obiektywnie rzecz biorąc, pomimo dzieci etc, moja tzw. kariera rozwijała się dość błyskotliwie i mógłmieś z tego powodu kompleksy, sama nie podkreslałam tych własnych osiągnięć. Zresztą po każdym z takowych była pod byle pretekstem jakaś awanturka. A ja kładłam uszy po sobie. I to właśnie robiłam źle.
        Co więcej, doszukując się błędów w sobie, długo zanim zgodził się na terapię małżeńską (dopiero gdy zaproponowałam rozwód), sama szukałam pomocy psychologicznej. I konsekwentnie stosowałam się do porad które mogłyby coś zmienic na lepsze, nawet, jeśli to wymagało ode mnie jakiegoś nagięcia się, przełamania oporów. A nawet jeszcze dalej... dawałam kolejne szanse, przechodziłam do porządku dziennego nad tym, że nie dotrzymuje obietnic, nie wywiązuje się ze zobowiązań, nie angażuje się w ważne dla dzieci wydarzenia, a nawet o nich zapomina, odwołuje wspólne wakacje w ostatniej chwili etc. Tak jest do dzisiaj, to nie jest tak, że stał się ideałem, po prostu rzadziej wrzeszczy i mnie obraża (a ja wtedy się bronię) i czasem pobawi się z dziećmi.
        Więc czuję się przez Ciebie niesprawiedliwie osądzona. To wszystko trwa lata, nie dni czy tygodnie. I ja się także zmieniłam. Z podnóżka, za który mu słuzyłam, zmieniłam się w kogoś, kto także istnieje. Gdyby jego zmiana nastapiła ze 2 czy 3 lata temu byłabym zachwycona. Teraz... mam wrażeniem, że jest za późno. Naprawdę doceniam tę zmianę (niewielką ale zawsze), choć mam wątpliwość czy jest szczera. Również zachowuję się uprzejmie, nawet miło, choć pewnie z dystansem. Ale jestem wyprana z uczuć. I o to chodzi.

        • zmeczona100 Re: powody rozwodu 27.09.10, 09:20
          Estimata, jakbym siebie czytała sad Dokładnie to samo sad
          Mój na terapię parę lat temu się nie zgodził, więc to tylko przeciągnęło finał o kilka lat. Wiem jedno- żadna terapia nie spowoduje, że człowiek stanie się dla nas tym kimś sprzed paru lat, bo pamięci nie da się wymazać, chociaż wybaczyć można. To żadne życie.
          Rób swoje, mysl o sobie i dzieciach, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi. On i tak za chwilę się wyłoży, bo ja z tych, którzy nie wierza, że dorosły człowiek może się radykalnie zmienić.
          3ym się!
        • triss_merigold6 Re: powody rozwodu 27.09.10, 12:32
          Jak dla mnie to szkoda Twojego życia.
          • naliterem Re: powody rozwodu 28.09.10, 11:01
            Dziewczyny, dlaczego jesteśmy do siebie takie podobne???
            Tyle takich samych układów międzyludzkich, takie same popełniane błędy i tyle gotowości do trwania w zaistniałej sytuacji, poświęcania siebie. Wychodzi na to że te wszystkie kretyńskie poradnikowe stereotypy są tak bardzo obecne w życiu.

            Ja naprawdę brałam na siebie wiele - mężowych problemów, zobowiązań, zmartwień, niespełnionej kariery, realizowanej pasji, jego planów, jego oczekiwań i jego nadziei. Nie było tam jednak mnie, moje życie, moja osobowość, zainteresowania , problemy, oczekiwania nie były przedmiotem jego troski. Tyle że ja naprawdę wierzyłam i chyba wierzę w miłość.
            Gdyby tylko mnie kochał i mi to potrafił okazać, dalej znosiłabym to wszystko z uśmiechem na twarzy. Gdyby tylko zaspokajał moje emocjonalne potrzeby, wszystko widziałabym w innym świetle. Tylko tego potrzebowałam i potrzebuję - czując się kochana miałabym siłę. A tak - nie miałam jej na tyle by nie popełniać błędów, by nie wdawać się w czcze kłótnie.

            Miejmy siłę odnaleźć siebie. Próbuję codziennie dziękować za to co mam, czego doświadczyłam, znajdować dobre strony i odrzucać złe mysli, bo wiem że na te przyjdzie niestety czas.
            Ale jednak najbardziej tych dzieci szkoda, zwłaszcza jak widzę te dziecięce rysunki RODZINY RAZEM. Tu niestety nie ma dobrego rozwiązania...
            • mayenna Re: powody rozwodu 28.09.10, 23:46
              naliterem napisała:

              > Dziewczyny, dlaczego jesteśmy do siebie takie podobne???

              Dlatego że nie jesteśmy zołzami tylko grzecznymi dziewczynkami, na które nas wychowanosmile Mamy służyć i jak widzimy brudne garnki to nie umiemy ich zignorować bo dzieci na tym ucierpiąsmile

              .
        • mayenna Re: powody rozwodu 28.09.10, 23:38
          Doskonale cie rozumiem.Co cie jednak obchodzi obrażanie fachowca? Czemu sie boisz mężą i jego fochów? Problemem jest cieknąca pralka więc mówisz że jest problem i może on ma jakieś rozwiązanie. Jak nie to proponujesz własne: fachowiec, nowa pralka albo on naprawia.Niech decyduje. Brak decyzji - ty decydujesz.
          Nie chcesz płacić za fachowca to jasno powiedz. A potem rachunek daj męzowi albo przy fachowcu możesz powiedzieć: kochanie zaopłać panu bo ja nie mam.Jeśli problem jest we wkładzie finansowym - wnosisz więcej to nie wnoś. Przecież on ci nie każe. Będzie mniej perfekcyjnie,ale da się przeżyć. Nauczyłaś męża że zabierasz odpowiedzialność z jego barków. Jego niezadowolenie jest batem na ciebie.Nie zajmuje się dziećmi bo ma ciebie od tego. jak nie będzie cię w domu to będzie musiał to zrobić. Nie licz jednak że zrobi to tak ja ty - tak świetnie nie umie ale dzieci przeżyją. A ty w tym czasie odpoczniesz. Tu trzeba moim zdaniem egoizmu więcej i mniej perfekcjonizmu. On nie widzi konieczności pomagania bo jest zrobione.On fucha strzeli, zlekceważy i ma z głowy bo ty to zrobisz.
          Myślę że po prostu zacznij żyć dla siebie.Masz dobrego męża tylko on nie bardzo wie czego chcesz od niego i nie łatwo zrezygnuje z wygody. Słowa nie bardzo pomagają. Może pomoże taka technika jak z dziećmi: niech sam powie co może w domu robić. Tylko nie wymagaj od razu za dużo. I niech sam tego pilnuje, bez przypominania i wymówek. Powalczyłabym o takie małżeństwo gdzie nie ma alkoholu,zdrady, przemocy a jedynie brak porozumienia. Jest wiele poradników na ten temat i można z porady fachowca skorzystać. Nawet jak mąż nie bardzo chce to sama tez możesz. Myślę że dobry terapeuta podsunie ci jakieś pomysły co robić.Jeszcze istotna sprawa: masz świadomość tego co robiłaś źle że dopuściłaś do takiej sytuacji? On chyba nie od początku tak się zachowywał?
          Z moich doświadczeń wynika że najczęstszy błąd polega na krytyce i postawie : ja to robię tak, lepiej niż ty
          Siebie też musisz zmienić. Nie możesz się bać konsekwencji tego że powiesz prawdę.Nie wyobrażam sobie że mogę mężowi kłamać bo nie umiem powiedzieć co naprawdę mysle.Komu mam jak nie jemu? Tylko o własnych odczuciach można powiedzieć różnie.Nie umiemy tak mówić aby nie ranić, nie oceniać ale jednak powiedzieć prawdę. Na to też są sposoby i można się tego nauczyć.
          Pomyśl czego chcesz i to realizuj w małżeństwie, ale nie krzykiem, wymówkami tylko asertywnością i komunikacją.Też musisz się zmienić, żeby on się zmienił.
          .
          • estimata Re: powody rozwodu 30.09.10, 17:41
            Mayenna, wybacz, ale chyba nie przeczytałaś mojej wczesniejszej odpowiedzi. zasięgałam porady fachowców, sama korzystałam z porad 2 psychologów i 1 psychiatry, a jego także zaciagnęłam na terapie małżeńską. Efektem tego jest to, co udało mi sie osiągnąć czyli narzucenie mu pewnych obowiązków. Niestety, musze mu przypominać nawet o tych, które odbywają się cyklicznie, np. raz w tygodniu, ponieważ nie pamięta (albo próbuje, czy może się wywinąć). Staram się byc konsekwentna. W sobie tez pozmieniałam wiele rzeczy, choc nie wszystko mi przyszło łatwo.
            Co do kasy, to niestety, to on nigdy jej nie ma przy sobie i "pożycza" ode mnie, by zapłacic fachowcowi. Jesli bym nie partycypowała w takim zakresie jak to robie w utrzymaniu, to ucierpiałyby dzieci, bo nie byłoby na przykład na dodatkowe kształcenie, sport etc. Bo on by uważał, że może mają wystarczająco w szkole. Albo, że może to jeszcze za wczesnie na angielski... Albo, że może on zamiast kolonii by im zafundował wyjazd na weekend (po czym by tego nie zrealizował jak juz wielokrotnie bywało - zawsze z ogromnie ważnych przyczyn).
            Tak więc wydaje mi się, że wszystko co proponujesz juz przerabiałam. I osiągnęłam to, co osiągnęłam, dalej niestety nie idzie.
            No ale tkwie w tym małżeństwie, bez przemocy, bez alkoholu i bez miłości i bez zrozumienia. Że niby dla dzieci. Albo może ze strachu jak to będzie. Albo z powodu oporów w podjęciu ostatecznej decyzji. Bo jest trudna.
            Pozdrawiam.
          • brazna Re: powody rozwodu 09.11.10, 08:06
            Dlaczego tak wiele razy spotykamy się z uwagą, że coś źle zrobiłyśmy? Ja np usłyszałam od swojego ojca, że mój mąż pije, bo musi mieć jakiś powód... Teściowa była lepsza-stwierdziła, że u niej w domu to on nie pił. Jednym słowem facet idealny zmienił się o 180stopni tylko z mojej winy. Bo źle gotuję i za żadko prasuję, naprawdę takie zarzuty usłyszałam! Aż mnie krew zalała. Więc jak on przez miesiąc nie przykręcił dzwonka, który rozmontował (choć wielokrotnie go prosiłam) to mam dać sobie w żyłę? Co to usprawiedliwienie, że ja czegoś tam nie dociągnęłam? Też pracuję i najzwyczajniej w świecie nie zawsze mam czas i siły na drugi etat w domu. Co do fachowców-nie każe ich wzywać, bo wszystko chce zrobić sam i zwykle na tych chęciach się konczy
            • tully.makker Re: powody rozwodu 28.01.11, 13:38
              Teściowa
              > była lepsza-stwierdziła, że u niej w domu to on nie pił.

              No to trzeba go bylo szybciutko odeslac do tesciowej, zeby sie naprawil. Co, jak mam nadzieje, zrobilas...
    • ewrol Re: powody rozwodu 04.10.10, 22:33
      Od prawie roku mam ten sam dylemat. Jaką decyzję podjąć? która byłaby dla nas najlepsza - dla mnie, naszego dziecka, a może i męża?.
      W końcu przysięgaliśmy sobie na dobre i złe... w zdrowiu i chorobie. Jego obojętność i oziębłość w stosunku do mnie jest nie do wytrzymania. Całą swoją uwagę i zaangażowanie skupił na naszej córce ( co również może mieć kiedyś negatywne konsekwencje dla jej psychiki, np. obowiązek dzwonienia do siebie zaraz po zakończeniu lekcji).
      Prosiłam, błagałam żebyśmy skorzystali z pomocy z zewnątrz ale bez skutku. Nie pomogły nawet groźby że odejdę. Mój mąż uważa mnie za egoistkę. Twierdzi, że dla dobra dziecka powinniśmy zostać razem. Od lat prowadzimy odrębne życie (brak wspólnych znajomych, wakacji, celów itd).
      Zamknął się w swojej skorupie do której ja nie mam dostępu. Ja pewnie sobie dam radę ( mam rodzinę, przyjaciół, dobrą pracę) a on nie ma nikogo oprócz naszej córki.
      Myślę że zawsze był zazdrosny o to że ja miałam normalną, zdrową rodzinę a on nie.
      Czy jest jeszcze jakaś szansa na zdrowe relacje w naszym związku?
    • mau3 Re: powody rozwodu 06.10.10, 12:33
      Różne są powody rozwodu. Czasami w obronie własnego ja. Zajrzyj na Byłeżony.pl Tekst linka Czasami warto zawalczyć o siebie!
    • estimata Re: powody rozwodu 07.11.10, 21:19
      Witajcie. Mojemu mężowi chyba już znudziło się bycie miłym i obowiązkowym. Znowu zaczął wracać po nocach (mówi, że z pracy), zapominać o cyklicznych, cotygodniowych obowiązkach związnych z nauką dzieci. W stosunku do mnie spod "przymilnej" maski coraz częściej odsłaniają sie prawdziwe uczucia - a wśród nich dominuje złość, niechęć.
      Wyrzucam sobie, że nie potrafię odnaleźć w sobie uczuc do niego, może zaaranżować jakieś miłe wyjście, nawet wyjazd... Ale po pierwsze nie chcę już byc wyłacznym inicjatorem tego typu spraw, a po drugie nawet wtedy, gdy mamy iśc razem np. do znajomych, nawet luibianych przez niego, okazuje niechęć, wręcz łaskę, albo nie idzie wcale, jesli znajomyhch lubi mniej. Prowadzimy rozmowy wyłacznie kurtuazyjne, albo informacyjno-organizacyjne. Każda próba rozmów bardziej osobistych konczy się awanturą (głównie oskarżąniem mnie o domniemaną zdradę - chociaż nawet nie bardzo miałabym kiedy go zdradzać, chyba, że wspólnie z dziećmi, z którymi jestem praktycznie zawsze, kiedy nie jestem w pracy lub po drodze z pracy na zakupach (czesto także z nimi), rzadziej gdzies właśnie u znajomych czy w jakichś ich szkołach czy na zajęciach pozalekcyjnych). Zdradę wymyslił sobie, ponieważ nie sypiamy z sobą - a każda kobieta w jego opinii musi mieć jakies potrzeby biologiczne, które MUSI zaspokajać (dodam, że mój temperament w tych sprawach zawsze był bardzo umiarkowany i podyktowany raczej stanem emocjonalnym lub poczuciem obowiązku...małżeńskiego). Przyjaciólka doradziła mi, abym sie przemogła do seksu, bo może to by coś w naszych relacjach zmieniło. Ja jednak jakoś nie bardzo mogę. Nie chcę.
      Podczas kiedy okazuje zniecierpliwienie nawet moimi dłuższymi wypowiedziami organizacyjnymi (ponad minuta to za długo), to kiedy dzwoni np. z pracy to ćwierka "żonko, co tam słychać, a jak dzieciaczki?" - sądzę, że robi to na pokaz. Normalnych rozmów nie ma. Nie ma z jego strony żadnego zainteresowania jakąs wymiana poglądów, choćby na temat pogody, osiedlowych kotów, nie wspominając o dłuższych tematach, a już w ogóle dotyczących np. mnie. Fakt, uczciwie przyznam, że on mnie juz także mało interesuje, ale kiedy coś zaczyna gadać, to staram sie słuchac i podtrzymywac rozmowę, podczas gdy on zatapia głowę w komputerze i mówi, że jest zajęty, a nastepnie wstaje i zamyka mi przed nosem drzwi od pokoju. No, to chyba nie jest nawet zachowanie stosowne dla współlokatora?
      Zauważyłam też, że po cichu próbuje manipulowac dziećmi. To mu się nie uda, jak sądzę, sa ze mną mocno związane, zresztą dzięki temu wiem, że na mnie gada. Uważam jednak że robi im szkodę.
      Dojrzewam do decyzji.
      Ale nie mogę jej podjąć, chyba... ze strachu przed praktyczna strona przedsięwzięcia. Boję się awantur. Nie wiem, jak się zabrać do tego wszystkiego (nie licząc adwokata etc). Ale kwestia mieszkania (musze się wyprowadzić, sprzedać, kupić, gdziec po drodze z dziecmi mieszkać, mieszkanie np. u rodziców nie wchodzi w grę), kontaktów z dziecmi. No i powiedzenia mu, że to koniec. Ba, między nami koniec nastąpił już wiele, wiele miesięcy temu. Nas juz nie ma. I chyba (chyba?) nie będzie. Można żyć razem w obawie przed rozwodem? Dla dobra (dobra?) dzieci? Ze strachu przed podjęciem błędnej a ostatecznej decyzji?
      • iwonesik Re: powody rozwodu 10.11.10, 12:25
        Ja jestem w trochę lepszej sytuacji, bo mieszkanie jest moje. Mąż nadużywał alkoholu (5-6 piw codziennie), nie pomagał w domu, zawsze tłumaczył się zmęczeniem. Ja nigdy nie mogłam być zmęćzona, kiedy byłąm chora słyszałam, że udaje itp. Poszłam do psychologa, już na pierwszym spotkaniu opowiedziałam o stosunkach panujących w moim domu. Te spotkania bardzo pomagaja mi być silną, nie opiekunką męża z wyrzutami sumienia, że gdzie on biedny się podzieje, co ze sobą zrobi, ida święta, itp. W piątek kazałam mu spakować swoje rzeczy i opuścić mój dom. Obiecywał, że od 01 stycznia przestanie pić itp, tylko się zaśmiałam. Wyprowadził się i byłam nareszcie wolna do soboty, kiedy to zadzwonił i błagał o możliwość powrotu. Zgodziłam się, bo nadal jestem pod jego wpływem, żałuje go, jestem naiwna. Niby nie pije, pomaga mi w obowiązkach domowych, ale jest to wszystko wymuszone. Mam nadzieje, że następnym razem będę na tyle twarda, że nie wpuszczę go do domu pomimo próśb. Pracuje nad tym z psychologiem. Życzę Ci powidzenia
        • yoma Re: powody rozwodu 10.11.10, 12:36
          No ale jak przestał pić i zaczął pracować, to o co ci chodzi?

          BTW nie znoszę określenia "pomagać w domu". Gospodarstwo domowe jest wspólne i oboje pracują na rzecz gospodarstwa, a nie jedno "pomaga"*. Sama się ustawiłaś na pozycji, że to ty zasuwasz...

          *no chyba że jest obopólna zgoda co do tego, że jedno pracuje zarobkowo i zarabia na dom, a drugie sprawia, że ten dom błyszczy.
          • iwonesik Re: powody rozwodu 10.11.10, 12:53
            On przestawał pić kilkanaście razy w roku. Niestety pomału przynosił do domu 2-3 i więcej piw, aż wróćił do swojej normy, więc 4 dni bez alkoholu nic nie znaczą. Rzeczywiście godziłam się na taki układ, bo nie chciałam awantur, wolałam wszystko zrobić sama. Teraz chcę to zmienić.
            • yoma Re: powody rozwodu 10.11.10, 15:20
              No to powodzenia smile

              Tylko, jeśli pozwolisz - trącił mi twój pierwszy post tym psem, co jak go się chce uderzyć, to się kij znajdzie. Nie pije i "pomaga" - też źle, bo robi to wymuszenie (a jak ma robić, skoro się przymusił?). Gdyby robił z pieśnią na ustach, to miałabyś pretensje, że prawą ręką zamiast lewej.

              Znaczy, nie mój cyrk i nie moje małpy, ale się może zastanów, czy masz chłopa dosyć i wtedy każdy pretekst jest dobry, czy też faktycznie chcesz zachować małżeństwo, tylko coś w nim zmienić.
              • estimata Re: powody rozwodu 11.11.10, 17:13
                Szczerze mówiąc nie wiem, czy Twoja wypowiedź odnosiła się do mnie czy do Iwonesik ale owszem widzę w niej sens. I zresztą widzę podobieństwo naszych sytuacji. Myślę, że owszem, mam faceta dość i wszystko mnie już drażni. I to jest faktyczny powód do rozwodu. Jednak z drugiej strony to nie jest tak, że cokolwiek by nie zrobił to by się coś znalazło, żeby to skrytykować. Problem polega na tym, że robi to minimum, obowiązki, żeby nie móc się czepiać tak na co dzień. I nawet w tym minimum brakuje takiego poczucia jedności, wspólnego interesu, w ogóle wspólnoty. Byle się baba nie czepiła, że nie robi. Poza tym wyjście poza minimum, zrobienie czegoś dla przyjemności, wspólnej, a tym bardziej mojej, tylko po to by ta przyjemność z jakiegos czegoś miłego mieć, nie wchodzi w grę. Co więcej, próby zorganizowania przeze mnie czegos takiego także spalają na panewce (nie przyjechał nad morze, choć zarezerwowałam wszystko i czekałam, nie wywiązuje się z wielu obietnic tzw. przyjemności, od wizyt znajomych i u znajomych począwszy - bo zawsze mu coś wypada, po deklarowane romantyczno-turystyczne wyjazdy we dwoje). Tak naprawdę po prostu brakuje miłości. Mój problem polega na tym, że mój mąż uważa, że pomimo tego braku nasze małżeństwo jest dla niego dość wygodna instytucją (zadbany dom, dzieci, atrakcyjna zona, w dodatku dobrze zarabiająca, mnóstwo wolnego czasu, brak kontroli, osobne konta, status ojca i męża a nie rozwodnika po raz drugi). Więc woli tkwić w tej fikcji, płaci tylko odrobiną wolnego czasu, okresowo zmuszony do udziału w obowiązkach związanych z dziećmi. I nieźle to znosi. Ja każdy kontakt z nim odchorowuję, spinam się przy każdej rozmowie, muszę się kontrolowac na każdym kroku, żeby sprawiać wrażenie spokojnej i opanowanej. Męczę się z tym i chyba pomału dojrzewam do rozwodu. Zadaję sobie tylko pytanie kiedy i jak to przeprowadzić, bo będzie walczył jak lew, nie przebierając w środkach.
                • iwonesik Re: powody rozwodu 12.11.10, 10:04
                  Jeżeli Twoja wypowiedź była skierowana do mnie, to odpowiadam, że mąż wielokrotnie obiecywał poprawę, wspólne załatwianie spraw itp. Niestety jego zapał kończył sie po kilku dniach max 2 tygodniach, dlatego bardzo sceptycznie podchodze do jego tymczasowej "poprawy". On naprawdę nie jest pokrzywdzony w związku, chociaż uważa się za ofiarę, ja jestem zła, bo przecież przestał pić (chwilowo), a ja nie jestem zadowolona. Myślę, że nigdy nie znalazłaś się w takiej sytuacji (nie życzę nikomu ) i nie rozumiesz mojego wieloletniego cierpienia, upokorzenia tego nie da się wymazać w ciagu kilku dni.
                  • zmeczona100 Re: powody rozwodu 12.11.10, 21:39

                    Iwonesik, on nie przestanie pic, bo nie ma takiej konieczności- Ty i tak go nie opuscisz, a w sytuacji podbramkowej znowu Ci naobiecuje gruszek na wierzbie. I tak Ci minie życie. Naprawdę, tak ono ma wyglądać?? Nie szkoda Ci minionych i przyszłych lat?
                  • mayenna Re: powody rozwodu 13.11.10, 10:29
                    Jeśli ma problem z alkoholem to jedynie podjęcie leczenia jest działaniem które można uznać za poprawę. Pozostałe to zwykłą fikcja i tuszowanie problemu
                • zmeczona100 Re: powody rozwodu 12.11.10, 21:36
                  Estimata, życie masz tylko jedno i nie ma w nim opcji resetu. Małżeństwo jest dobrą inwestycją w życiu, o ile opłaca się tu obu stronom; jakoś Twoich zysków trudno mi się jednak dopatrzeć.
                • mayenna Re: powody rozwodu 13.11.10, 10:25
                  Estimata, na brak miłości nic nie poradzisz.
                  Zastanawiam się jednak co ma ci dać rozwód? Rozwiodłam się prawie z tego samego powodu co ty: brak wspólnoty, brak miłości, plus nieodpowiedzialność i alkohol.U mnie jednak przeważyło to, że przestałam męża szanować.
                  Już jesteś chyba zdecydowana, że nie chcesz tak żyć. Na zmiany nie ma co liczyć...
                  Myślisz, że będzie walczył? Przecież on sobie zdaje sprawę ,ze jest zle, że nie jesteście dobrym związkiem, że jesteś nieszczęśliwa. Myślę, że po początkowym okresie zrozumie i zaakceptuje że nie chcesz tak żyć O co bedzie walczył?
                  O majątek? dzieci?Dasz mu po prostu połowę, ustalisz opiekę nad dziećmi. Mysle , że jesli będziesz w miarę konsekwentna, nie dasz się prowokować do obrzucania botem to uda sie przejść przez rozwód z minimalnymi stratami. Jednak to nie jest łatwe.Odbudowanie się po tym wszystkim, odnalezienie siebie i pozbycie się traum trwa troche i nie jest proste. Przynajmniej nie takl proste jak mi się to wydawało przed rozwodemsmile

                  .
                • altz Re: powody rozwodu 13.11.10, 12:34
                  Kiepsko to widzę, bo nie jesteście już dla siebie, ale przeciwko sobie, w każdym razie na pewno Ty. Takie zastanawianie się co mąż zrobi, jak się zachowuje, jakie są jego poglądy, bez pytania go o zdanie, to już jest ostatni gwóźdź do trumny. Dla mnie jest to obrzydliwe, ale kobiety mają inną empatię i inaczej to oceniają. Zdominowałaś związek, mąż nie ma oddechu, może dlatego ucieka w pracę? Pewnie mąż sobie zapracował na taką reakcję, być może oboje?
                  Ciekawe czemu już mu nie zależy tak bardzo? przecież ludzie zazwyczaj lubią choćby swoje dzieci i na dzieci się nie gniewają.
                  Czasami wystarczy się od siebie oderwać od siebie na jakiś czas, żeby się otrząsnąć i odświeżyć związek, ale tutaj by tylko wojna światowa pomogła, albo jakaś inna poważna klęska.
    • katitka84 Re: powody rozwodu 27.01.11, 15:28
      Witam przede wszystkim Esti.. i pozostałych.
      Z nadmiaru wolnego czasu, przeczytałam właśnie wszystkie odpowiedzi na Twój "żal".
      Wywnioskować można, że nie doświadczeni mówią "o co Ci chodzi, przeczież się zmienił", natomiast ci z większym "dorobkiem", potrafią sensownie odpowiedzieć i szukać rozwiązań.
      Tego nie da się ułożyć w dwóch zdaniach i podjąć decyzję ot tak na miejscu.
      Ty jesteś po 12-stu latach i są dzieci, ja po 4-ech i bez dzieci. W sumie razem jesteśmy 7 lat.
      Mimo różnicy wieku i stażu między mną a Tobą, jest mnóstwo elementów, które można wrzucić do jednego zbioru.
      Ja swoją sytuację analizuję już po raz n-ty i ciągle jestem w punkcie wyjścia. Chodzi mniej więcej o to samo. O brak poszanowania, o brak wspólnoty, uczucia, które było, było bardzo silne... O tym nawet ciężko się mówi. Ja już w tydzień po ślubie zaczęłam przerabiać problemy, o których nawet mi się nie śniło na start szczęśliwego małżeństwa. Zaczęło się od hazardu, pieniądze trwonione na potęgę, na sumy, o których wiem, byłaby niezła działka budowlana, o których nie wiem.. nawet uzbrojona. Wiadomo, jak hazard, to nie sam, a z asystą, w tym czasie ma się wielu kolegów,nic innego się nie liczy, a jak hazard, koledzy, to i alkohol, morze alkoholu. Moja choroba mniejsza czy większa, "kochanie, ja zaraz wrócę.." i wracał ale ledwo stojąc, raz pracował, raz nie. Mogłabym przytaczać całe mnóstwo sytuacji, które doprowadziły do utraty zaufania, do rezygnacji. Bo to jak tykająca bomba, niby jest cicho i spokojnie, nawet znośnie, ale to i tak wybuchnie prędzej czy później. Ja jestem już na takim etapie, że chyba tylko ja wierzę, że coś naprawdę się zmieni, poza mną już nikt nie pokłada nadziei.
      Nikt z nas nie wychodzi za mąż, czy się nie żeni, z zamiarem rozwodu. Bierzemy ślub nieraz z obawami, to chyba normalne, bo niewielu z nas wie w młodym wieku, na czym tak naprawdę życie polega. Każdy z nas jest świadom słów przysięgi, ale pamiętajmy, że przysięgę składamy oboje, więc nie można wymagać mniej od jednego, więcej od drugiego. Ślubujemy, że razem będziemy toczyć życie jakie ono by nie było. Jednak każdy z nas ma jakieś swoje niepisane, nie do końca wyznaczone granice wytrzymałości, których przekroczenie spwoduje przede wszystkim niechęć do ratowania czegokolwiek. Tych granic też nie przekracza się od razu, jest mnóstwo sytuacji, powodów, które doprowadzają do ich przekroczenia. Często, osoba, która je przekracza nie ma o tym zielonego pojęcia, bo nie widzi nic złego w swoim zachowaniu i tutaj zaczyna się niestety początek końca.
      Jestem na etapie podjętej decyzji, jednak jeszcze zwlekam, pewnie też ze strachu, choć sama nie wiem przed czym, może się boję i nie wierzę, że może mnie coś dobrego jeszcze spotkać.
      Nie mam tej wiedzy i nie potrafię odpowiedzieć jak sytaucja mogłaby wyglądać gdybyśmy mieli dzieci. Ale byłam już świadkiem rozwodu, gdzie było dziecko. Wiele zależy od rodziców, można zachować zdrowy rozsądek i dzieciom zabezpieczyć w dalszym ciągu tyle szczęścia na ile to możlwe. Dziecko nie może stać się kartą przetargową, bo to zapewne odczuje. A całą resztę należy mu tłumaczyć.
      Rozwód, to ostateczność i ta decyzja musi być poprzedzona długi przemyśleniami i w samotności i wspólnie również.
      Fakt jest taki, jeśli po raz pięćsetny, ktoś Cię ignoruje i nie czuje tego o czym do niego mówisz, nie ma sensu tego dalej ciągnąć, bo to się tak naprawdę nigdy nie zmieni, a działa wręcz toksycznie.
      Kiedy ja swojemu mężowi powiedziałam, "ja Cię nie czuję, daj coś z siebie dla nas", usłyszałam "nie czujesz mnie?? to co ja ci na to poradzę"...
      I może na tym zakończę.
      Życzę Tobie powodzenia w podejmowaniu dobrych decyzji, tak bardzo jak sobie tego życzę.
      Pozdrawiam
      kkk
      • mozambique Re: powody rozwodu 27.01.11, 15:52
        naparwde sadzisz ze po 2 miesiachc ktokolwiek jest ciekaw twoich porad ?
        • katitka84 Re: powody rozwodu 28.01.11, 10:52
          Nie wypowiadałeś(aś) się na ten temat wogóle, więc może lepiej niech tak zostanie.
          I uważaj byś nie musiał(a) szukać porad na tym forum za niewiadomo jaki czas.

          Pozdrawiam
    • bibe08 Re: powody rozwodu 12.07.11, 14:05
      dlaczego sądzisz że twoje dzieci są "upośledzone" tzn. nie widzą i nie czują tego co jest między Wami tego chłodu, obojętności. Rozwód nie odbiera dzieciom ojca. Daje spokój Tobie, oczyszcza atmosferę, życie staje się jednoznaczne, zasady są jasne. Dzieci zyskują spokojną zadowoloną matkę. i żeby nie było jestem facetem
      • altz Re: powody rozwodu 12.07.11, 14:15
        > Rozwód nie odbiera dzieciom ojca.
        A można jakieś dane statystyczne potwierdzające to?
        Czy raczej chodzi, że się ma ojca, ale już nie musi się go widywać?
        • argentusa Re: powody rozwodu 13.07.11, 12:36
          No ja znam jeden MÓJ własny przypadek.
          Tak własnie jest. Że dzieci same powiedziały: jest lepiej.
          Ale, jak znam życie, Altz tego nie uzna. Bo u Niego jest inaczej. Znaczy inne przypadki nie mają prawa bytu wink
          A cholera, jednak pozwoliły sobie zaistnieć smile))

          pozdr.,
          Ar.
          • altz Re: powody rozwodu 13.07.11, 14:16
            > Ale, jak znam życie, Altz tego nie uzna.
            Czemu mam nie uznać? wink
            Ja uznaję, jeśli w pojedynczym przypadku ktoś twierdzi, że u niego jest tak czy siak.
            Dzieci mają oboje rodziców, rodzicom łatwiej jest zapanować nad sobą, gdy są w oddaleniu. smile

            Tylko, twierdzenie "rozwód nie pozbawia dzieci ojców" odnosi się do reguły i na to dowód jest potrzebny. Co do tego to w większości mamy wątpliwości, co można wyczytać również we wpisach pań.
      • estimata Re: powody rozwodu 13.07.11, 11:09
        Mój post, na który odpowiadasz, jest juz dość wiekowy. Jestem po pierwszej rozprawie, w trakcie ostrej walki o dzieci, o których sobie przypomniał - uważa, że to jest metoda na "uratowanie rodziny". Ja jednak się nie cofnę, jestem absolutnie przekonana o słuyszności mojej decyzji i jedynie żałuję, że on pogrywa dziećmi. I mam nadzieje, że to się na nich nie odbije, w każdym razię będę sie o to starać.
    • wendd Re: powody rozwodu 12.07.11, 22:20
      Estimata, a czy Twoje dzieci lubią ojca? Tzn. tak po prostu po ludzku - czy lubią z nim być, czy jego obecność sprawia im frajdę, czy same szukają z nim kontaktu, bliskości?
      • estimata Re: powody rozwodu 13.07.11, 11:12
        Najstarsze nie lubi, nie cierpi. Młodsze, od czasu, kiedy zaczął się nimi zajmowac (od chwili otrzymania pozwu), nieco dają sie kupić. Dość chętnie biorą udział w atrakcjach proponowanych przez tatę (najchętniej, kiedy ja jestem obok) - ale przytulić przychodzą się do mnie.
        • loorien Re: powody rozwodu 14.07.11, 23:04
          Estimata napisałam do Ciebie na maila gazetowego. Mam nadzieję że zerknieszwink pozdrawiam
          • estimata Re: powody rozwodu 15.07.11, 09:04
            Odpisałam. Zerknij. E.
            • grzegorz961 Re: powody rozwodu 15.07.11, 13:29
              Czy mozesz napisac na czym polega ta walka męza o rodzine teraz, w czasie rozwodu?
              Jaka jest atmosfera w domu itd. Co on opowiada przed sądem?
              Mam podobne przezycia i staram sie zrozumiec o co walcza ludzie ktorych juz druga osoba nie kocha i nie chce? Nie mowie o podzialach, ustaleniach ale o walce o zwiazek....
        • ro35 Re: powody rozwodu 15.07.11, 13:37
          są trzy rodzaje prawdy... chyba znasz ?
          bo, z Twoich wcześniejszych wypowiedzi na tym forum wynika, że mąż zajmował się dziećmi znacznie wcześniej, przed pozwem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka