Dodaj do ulubionych

Moja historia... Niedokończona

17.11.10, 23:18
Witajcie.
Nie chciałam pisać o sobie na tym forum. Historii takich jak moja jest tu mnóstwo.
Ale gdy przeczytałam po dwoch zdaniach o sobie w wątku powitalnym wpis jarkoniego do mnie, pękłam. Pobeczałąm się, jak zawsze ostatnio gdy ktoś okazuje mi zainteresowanie choćby najmniejsze.
Dzięki, jarkoni.

Za 15 dni mam sprawę rozwodową. Jestem teraz w kiepskiej formie, chociaż powinnam się cieszyć że to zrobiłam i doprowadzam do końca. Cieszę się, ale jest ciężko. Wiem, że sam rozwód nic nie zmieni, będziemy mieszkać nadal razem dopóki nie sprzedamy domu. Nadal wszystko będzie na mojej głowie.
Czuję się wyżęta, wypluta, jak mucha rozgnieciona paluchem.

............
Nie będzie tu mojej historii, za dużo pisania. Napisałam dużo, ale to tylko kropla w morzu tego wszystkiego.
Skasowałam.
Może kiedyś jak będę miałą więcej siły.

Dużo czerpię z tego forum. Przede wszystkim widzę, że sporo osób ma podobną sytuację.
Czytam rady, szukam odpowiedzi na pytania.
I wierzę, że będzie dobrze.

Pozdrawiam Was wszystkich gorąco.
Obserwuj wątek
    • plujeczka Re: Moja historia... Niedokończona 18.11.10, 07:54
      ejże spokojnie dziewczyno wiem co to nerwy w trakcie rozwodu ale pomysl sobie ,że nic nie trwa wiecznie w koncy rozwód minie, sprzedacie dom i kupisz mieszkanie w którym zrobisz wszystko tak jak bedziesz chciała, po swojemu i zaczniesz nowe zycie.Nie poddawaj się , otrzyj łzy i nie pokazu po sobie ,ze ta sytuacja jest dla Ciebie tak trudna bo i tak sumienia nie ruszysz a serca nie wzruszysz.|A przed sprawa kubek wielki melisy, dzień wczesniej idź z przyjaciółkami na plotki albo do kina na dobry film. Zycie nie konczy się w dniu rozowodu ale przewrotnie dopiero zaczyna.
      Oj widac ,że brak Ci uczucia i pewnie przttulenia lub obtarcia tak zwyczajnie po ludzku łez wiec jesli Ci to pomoże to "wirtualnie" sciaskam Cię mocno tak jak robia to mamy, do serca ....odwagi i...obiecaj ,ze łzy znikną z twarzy a zagosci mały , drobny usmiech.
      • to_moj_nowy_nick Re: Moja historia... Niedokończona 18.11.10, 11:35
        Ej plujeczko, teraz to się dopiero poryczałam jak bóbr.
        Cały makijaż rozmazany a muszę wyjść...
        Dzięki za wirtualne matczyne przytulenie. Uśmiecham się do Ciebie przez te głupie łzy smile
        • plujeczka Re: Moja historia... Niedokończona 18.11.10, 13:38
          no nie miałaś nie płakać, makijaż rozmazany? jak ty wyjdziesz z domu=bierz się w garśc, poprw makijaż , usmiech na twarz i wyruszaj załatwiac sprawy.Widzisz kazdy z nas potrzebuje dobrego słowa, ciepła właszcza kidy nie doznał talich ucxuć małżeństwie gdzie wszak wrecz oczekujemy takiej postawy.No cóż poniekad mamy i nie mamy na to wpływu ,czasami surowe wychowanie w domu nie kaze takiej osobie okazywac uczucia , czasami miłośc przegrywa ze zwykłą codziennoscia a czasami przstajemy kochać i już, brakje chemii, zrozumienia gdzieś znikają dobrze ,przyjazne gesty ale to nie powód aby wpadać w "czarna dziurę jak mówiił Karolak" Zycie toczyć bedzie się dalej, po zimie nadejdzie upragniona wiosna, zaświeci słonce znów pojawią się marzenia, wiatr we włosach i poczucie wolnośi, zobaczysz jak fajnie smakuje wolność, jak cieszą drobiazgi i zwykłe krzatanie we własnym spokojnym i cieplutkim domu.Nikt nie wie co bedzie dlj, wiele osób spotyka swoja"połówkę" czytasz forum to wiesz ,ze niektóre dziwczyny odnalazły swoje szczescie.Zycie jak kula toczy się i toczy.....no a teraz marsz do swoich zajęć i zadnego "buczenia" po kątach.
    • malgolkab Re: Moja historia... Niedokończona 18.11.10, 11:53
      pewnie, że będzie dobrzesmile a na pewno lepiej niż było...
      przytulam wirtualnie, głowa do góry
    • argentusa Re: Moja historia... Niedokończona 18.11.10, 13:52
      Witaj,
      rozgość się smile,
      w swoim czasie bardzo dużo czytałam i też byłam w "czarnej d***ie". A potem wyszło słońce i jest fajnie. Uwierz, że można wszystko przeczekać i żyć w pełni smile
      powodzenia
      A.
    • xciekawax Re: Moja historia... Niedokończona 18.11.10, 20:59
      Krokczek po kroczku, kroczek po kroczku, ale do celu - czyli az bedziesz w pelni sama ze soba szczesliwa.

      Nie wymagaj od siebie zbyt duzo - rob tylko to co pozwoli ci przejsc przez ten jeden dzien - i tak co dzien.
      czas naprawde pomaga, i badz swiadoma ze w przyszlosci bedziesz myslec inaczej i czuc inaczej
      Wyjdz do ludzi. Swiat sie nie konczy na tym czlowieku, jest wiele wiele innych, lepszych.
      Znajdz bardzo dobrego psychologa. Moj uratowal mi zycie. Jestem mu strasznie wdzieczna aczkolwiek bede potrzebowala jego pomocy jeszcze dlugo dlugo....
      I, to co mnie rozsmieszylo, a powiedziala mi to moja kolezanka ktora dawno przeszla przez to co ja a teraz ma szczesliwe nowe zycie: "od tego sie nie umiera!"

      Trzymaj sie cieplutko i zaopiekuj sie soba!
      • to_moj_nowy_nick Re: Moja historia... Niedokończona 19.11.10, 02:50
        Dzięki Wam za ciepłe słowa. Rzeczywiście tego mi trzeba.

        Wiem, że będzie dobrze. Wiem, że wyjdzie słońce i ja z tej czarnej d...y.
        Najgorsze już za mną. Decyzja o rozwodzie i trwanie przy niej mimo przeróżnych zabiegów małżonka. Przedtem było gorzej, ale gdy w duszy myślałam, że przecież kiedyś odejdę - to mi pozwalało przetrwać. Przestałam reagować, wyzułam się ze wszelkich uczuć do męża. Gdyby nie to, nie zniosłabym jego reakcji na moją chęć odejścia. Wiecie jak to jest, bo mimo że każdemu się wydaje że tak może zareagować tylko ten jeden "biedny zraniony", to to jednak jest schemat.

        Wychodzę do ludzi. Zaczęłam już kilka lat temu, przedtem tylko pracowałam. Zaczęłam chodzić sama na spacery, do kina, jeździć na rowerze, organizować jakieś akcje w moim mieście, udzielać się, jeździć na wycieczki. Bo małżonek przez 25 lat małżeństwa skutecznie mi udowodnił, że jemu to nie jest potrzebne. Wystarczył alkohol i komputer. I żebym ja na wszystko zarabiała.
        Dzisiaj poszłam na musical "Hair". Zupełnie nie miałąm na to czasu ale stwierdziłam że warto się zmusić. I pomogło.

        Więc nie jest tak źle. Na nogach stoję twardo i cieszę się z drobiazgów.
        Właściwie to nic mi się nie zawaliło. Wszystko mam chyba poukładane, przemyślane.
        Mąż jakiś spokojniutki się zrobił. Dociera do niego, że to już za chwilę...

        Tylko jestem potwornie zmęczona. I nie mam siły, nie mogę się skupić na pracy, zaczynam robić jakieś głupoty, zapominam o ważnych rzeczach. Po prostu jestem zmęczona.
        Kiedyś męczyłą mnie strasznie świadomość, że tylko ja jestem odpowiedzialna za wszystko, że wszystko jest na mojej głowie. Teraz dzieciaki już studiują, więc chociaż o nie jestem spokojniejsza.

        Tak sobie czasem myślę, że mnie zmęczyło te 25 lat małżeństwa. Nigdy nie miałąm czasu nad tym się zastanawiać, tylko zasuwałam do przodu. Teraz chyba przyszedł czas na refleksję i to zmęczenie po prostu mnie dopadło.

        No tak, jednak się rozpisałam. Ale czasem trzeba.

        Jeszcze raz dziękuje.
        I uśmiecham się do Was, zmęczona, ale już nie becząca smile
        • jarkoni Re: Moja historia... Niedokończona 19.11.10, 09:27
          Nicku Nowy, a co Ty robiłaś przed komputerem o 3 w nocy, hę?? smile
          Cieszę się, że stanęłaś mocniej na nogach, że już refleksja i konsekwentne decyzje.
          Niektóre kobiety trwają w nieudanych małżeństwach do końca, bo dzieci, bo wspólny dom, bo już tyle lat minęło.. Zaciskają zęby, nie skarżą się, są motorem napędowym małżeństwa, wszystko jest na ich głowie, a obok mąż, pan i władca, mający tylko życzenia i oczekiwania..
          Cieszę się, że wychodzisz z tej czarnej dziury, albo, jak ładnie napisała jedna z naszych koleżanek: z czarnej d...y
          Niech zacznie do Ciebie docierać, albo już dotarło, że może być tylko lepiej..
          Aha, a musical Hair jest moim ulubionym, miałem płytę wieki temu, zanim nakręcono film..
          Czyli trochę stary jestem smile Gdyby nie rozwód to za moment byłaby 23 rocznica małżeństwa..
          PS. Dla dodania otuchy ja mogę przytulić wirtualnie po ojcowsku.. Trzymaj się..
          • to_moj_nowy_nick Re: Moja historia... Niedokończona 19.11.10, 18:25
            Dzięki jarkoni za przytulenie do ojcowskiej piersi smile

            A o 3 w nocy to się kończy pisać przeróżne ważne maile po pogaduchach z sąsiadką zagryzanych wiśniami z nalewki. smile

            Święte słowa napisałeś o tych kobietach trwających w nieudanych związkach. Dopóki nie zaczęłam o tym rozmawiać, zupełnie nie miałam świadomości że to są takie częste przypadki.
            Może to powinno pocieszać, ale niestety...
            Ale na pewno pociesza fakt, że ja już przestaję w tym tkwić.

            Tak, Hair jest wielki smile
            • jarkoni Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 10:09
              Spotkanie do 3 w nocy zagryzane wiśniami z nalewki(pewnie nalewka wcześniej spożyta drogą wypiciasmile - to już coś smile To dobrze, że się spotykasz, choćby z sąsiadką, a nie zamykasz się w sobie..
              A gdzie był mąż?
              • jarkoni Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 10:13
                PS.Jeśli jesteś z Warszawy to możesz uczestniczyć dziś wieczorem w super imprezie forumowej..
                • to_moj_nowy_nick Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 15:25
                  Dzięki jarkoni. Czytałam o tym spotkaniu i nawet się zastanawiałam. Zwłaszcza że jestem teraz póltora kilometra od Lolka.
                  Ale mam kiepski nastrój i dziś ani forumowe spotkanie ani wisienki ponalewkowe nic by nie dały.
                  Bawcie się dobrze smile
                  • jarkoni Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 16:23
                    Nie masz racji, kiepski nastrój najlepiej zwalczyć takim wyjściem..
                    Może powinnaś dostać rozkaz?smile
                    OK, rozkazuję Ci dzisiaj udać się do Lolka na najlepszą imprezę życia..
                    Zrozumiano? Proszę(rozkazuję) wykonac..
                    Nie musisz się zbytnio szykować, worek zgrzebny wystarczysmile
                    Gwarantuję super zabawę, nie wahaj się..
                    Raz kozie śmierć?
                    • jarkoni Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 16:25
                      Jakie masz anty-argumenty?
                      Jesteś zaproszona, hasło GAZETA
                      • to_moj_nowy_nick Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 17:15
                        jarkoni napisał:
                        > Jakie masz anty-argumenty?

                        Ano mam - do Lolka nie wpuszczają beks sad
                        Jarkoni, nie namawiaj... Ja uparciuch jestem.
                        Ale jak mi odbije to przyjdę, bo rzeczywiście mam blisko.
                        • jarkoni Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 17:32
                          To niech Ci odbije..
                          Eee tam, w życiu trza być twardym nie miętkim..
                          Zbieraj się i już, Jak się tam nie pójdziesz i się nie wybawisz to się obrażam..
                        • podroznie ... 20.11.10, 18:42
                          jesli jeszcze myślisz, zastanawiasz się czy
                          Dam Ci motywację, moją misję tam wykonasz smile
                          Pojdziesz i powiedzmy o dwudziestej drugiej wzniesiesz toast.
                          Powiesz że to Nitkowy urodzinowy weekend smile
                          Tyle. Trzymaj się smile
                          • jarkoni Re: ... 20.11.10, 19:18
                            Idź nawet i o 23, ale idź,, Proszę..
        • malenkaasia Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 20:06
          Witaj
          Doskonale rozumiem o czym piszesz. Co prawda moje małżeństwo trwało niecałe 4 lata, ale historia jest trochę podobna do Twojej. Wszystko spadło na moje barki - zarabianie na dom, dbanie o ten dom, ze strony męż zero jakiegokolwiek wsparcia. Dla niego liczy się tylko rower i komputer. Postanowiłam z tym skończyć. Zmusiłam jego do wyprowadzki. Teraz odżyłam. Odnowiłam stare kontakty, zawarłam nowe znajomości, wychodzę z domu, zaczynam się usmiechać i cieszyć życiem.
          Też czuję się strasznie tym wszystkim zmęczona. Mam wrażenie jakbym była już siędziwą staruszką, a mam dopiero 32 lata.
          Wierzę, że uda się Tobie przez to wszystko przejść do samego końca. Widzę, że masz w sobie sporo podkładów dobrej nadziei. Trzymam mocno kciuki, aby wszystko jak najszybciej się skończyło i abyś zaczęła nowe życie, bez żadnych obciążeń.
          Życzę Tobie dużo wewnętrznej siły, uśmiechu a kiedy to wszystko się skończy - wyjedź na zasłużone wakacje, aby odpocząć od tego wszystkiego
          Pozdrawiam serdecznie
          • to_moj_nowy_nick Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 20:51
            Malenkaasiu, nawet nie wiesz jak bardzo czekam na te zasłużone wakacje...
            I jak bardzo liczę, że na nich odpocznę.
            Dzięki smile
            • malenkaasia Re: Moja historia... Niedokończona 20.11.10, 22:21
              Nowy_nicku życzę z całego serca, aby nastąpiło to jak najszybciej. smile Myślę, że napewno odpoczniesz, bo już zmiana otoczenia dużo daje...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka