mps61132
31.01.11, 09:50
Jesteśmy małżeństwem 12lat.
Tak naprawdę od samego początku nie byliśmy dwiema połówkami jabłka,były kłótnie nie żadko o drobiazgi,nic poważnego,taka rutyna ale mimo to dogadywaliśmy się i byliśmy szczęśliwi.
Ponad 5 lat temu dopadł nas kryzys,mąż pił,a co za tym idzie stosował przemoc fizyczną i psychiczną,do tego wszystkiego zrobił się "zimny",leniwy i tylko leżał przed tv.
Nie pomagały rozmowy,groźby,prośby,płacz.
Ponad rok temu postawiłam ultimatum jak już nie wytrzymałam i po kolejnej libacji wezwałam policję bo był agresywny,powiedziałam że albo weźmie się w garść i skończy z piciem albo koniec.
Nie pije wódki,fakt ale zdaża się że potrafi 2-3 dni pod rząd albo w tyg.wypić po dwa piwa,leży ciągle przed tv lub komputerem,robi w domu tylko to co się mu powiem,nic poza tym.Szlak mnie trafia (sorry) bo ile można leżeć tak bezczynnie i oglądać się na drugiego.
Nie wytrzymałam,poszłam do adwokata,zdecydowałam się na rozwód z orzeczeniem o winie.
Przypadkowo,przy kolejnej sprzeczce powiedziałam mu o rozwodzie i moich planach no i zaczęło się.
Mąż gdy się dowiedział o rozwodzie to poprostu chodzi ryczy po kryjomu,twierdzi że kocha,że wszystkiego mu szkoda,że kocha,że możemy wszystko uratować (byliśmy w kryzysie 5 lat,za dłuuugooo) bo on chce być z nami ( dwoje dzieci) a ja,ja miałam dość takiego życia,chciałam być szczęśliwa,odżyć,stanąć na nogi,znów komuś się podobać itp.ale jestem takim typem człowieka,że mam ogromne i wrażliwe serce i chyba zrobiło mi się go żał.
Jestem wściekła za to na siebie bo byłam już u adwokata i nawet on po naszej rozmowie stwierdził że trzeba być konsekwentnym a teraz to jestem "rozbita jak cholera".
Już wyobraziłam sobie siebie po rozwodzie,taką uśmiechnięta,decydującą o wszystkim solo,umawiającą się z koleżankami na kawę bez patrzenia że on ma plany itp. a tutaj bum.
Od soboty zajmuje się domem,dziećmi,wstaje wcześnie,idzie na zakupy,bawi się z dziećmi,sprząta,mówi że wszystko sobie przemyślał,że miałam rację,a ja już go nie kocham.
Co robić,w jakim kierunku iść,nie wiem,ale wiem że tak dalej żyć nie potrafię.