Dodaj do ulubionych

Wystraszył się rozwodu....

31.01.11, 09:50
Jesteśmy małżeństwem 12lat.
Tak naprawdę od samego początku nie byliśmy dwiema połówkami jabłka,były kłótnie nie żadko o drobiazgi,nic poważnego,taka rutyna ale mimo to dogadywaliśmy się i byliśmy szczęśliwi.
Ponad 5 lat temu dopadł nas kryzys,mąż pił,a co za tym idzie stosował przemoc fizyczną i psychiczną,do tego wszystkiego zrobił się "zimny",leniwy i tylko leżał przed tv.
Nie pomagały rozmowy,groźby,prośby,płacz.
Ponad rok temu postawiłam ultimatum jak już nie wytrzymałam i po kolejnej libacji wezwałam policję bo był agresywny,powiedziałam że albo weźmie się w garść i skończy z piciem albo koniec.
Nie pije wódki,fakt ale zdaża się że potrafi 2-3 dni pod rząd albo w tyg.wypić po dwa piwa,leży ciągle przed tv lub komputerem,robi w domu tylko to co się mu powiem,nic poza tym.Szlak mnie trafia (sorry) bo ile można leżeć tak bezczynnie i oglądać się na drugiego.
Nie wytrzymałam,poszłam do adwokata,zdecydowałam się na rozwód z orzeczeniem o winie.
Przypadkowo,przy kolejnej sprzeczce powiedziałam mu o rozwodzie i moich planach no i zaczęło się.

Mąż gdy się dowiedział o rozwodzie to poprostu chodzi ryczy po kryjomu,twierdzi że kocha,że wszystkiego mu szkoda,że kocha,że możemy wszystko uratować (byliśmy w kryzysie 5 lat,za dłuuugooo) bo on chce być z nami ( dwoje dzieci) a ja,ja miałam dość takiego życia,chciałam być szczęśliwa,odżyć,stanąć na nogi,znów komuś się podobać itp.ale jestem takim typem człowieka,że mam ogromne i wrażliwe serce i chyba zrobiło mi się go żał.
Jestem wściekła za to na siebie bo byłam już u adwokata i nawet on po naszej rozmowie stwierdził że trzeba być konsekwentnym a teraz to jestem "rozbita jak cholera".
Już wyobraziłam sobie siebie po rozwodzie,taką uśmiechnięta,decydującą o wszystkim solo,umawiającą się z koleżankami na kawę bez patrzenia że on ma plany itp. a tutaj bum.
Od soboty zajmuje się domem,dziećmi,wstaje wcześnie,idzie na zakupy,bawi się z dziećmi,sprząta,mówi że wszystko sobie przemyślał,że miałam rację,a ja już go nie kocham.

Co robić,w jakim kierunku iść,nie wiem,ale wiem że tak dalej żyć nie potrafię.
Obserwuj wątek
    • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 10:04
      Zapomniałam jeszcze dodać,że myślę o tym wszystkim w taki sposób że albo dać mu szansę na wykazanie się do końca marca i ani dnia dłużej,drugie to nie słuchać go i robić swoje i się rozwieść tak jak mówiłam albo trzecie wnieść pozew o separację bez orzekania o winie.

      Mam przyjaciółkę od niedawna,ona o niczym nie wie i nie zamierzam jej mówić bo to za wczesny etap przyjaźni dlatego zwracam się z tym problemem do Was.Już nie raz tutaj pisałam na tym forum i otrzymałam mądre rady.
      Pozdrawiam Was
      mps
      • altz Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 10:21
        Tak sobie myślę, że jesteś uzależniona od męża i związana emocjonalnie, taką matczyną miłością.
        Może on potrzebuje stałego strachu?
        Ja osobiście bym się z nim rozwiódł i żył w konkubinacie z mężem.
        W razie problemów problemów walizki za drzwi i do widzenia!
        Może z nim nie można inaczej?
        A może po rozwodzie nie będziesz już chciała zupełnie z mężem być? Puści takie uzależnienie i zaczniesz inaczej myśleć?
        Twój wybór, ale nie daj się nabrać na miłe słówka, dzieci też mają swoje potrzeby spokoju.
      • malwa200 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 13:01
        daj mu szansę. gdybyś wiedziała, jak trudno wychowują sie dzieciaki bez ojca...
        • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 13:36
          Uwierz mi malwa200 że chętnie bym dała tą szansę bo przeżyliśmy wiele pięknych chwil razem,to z jego inicjatywy wyjeżdżaliśmy na wakacje co roku,to dzięki jego zarobkom nie musiałam się śpieszyć z powrotem do pracy tylko dłużej zostać z dziećmi.słysze od koleżanek swioch i czytam tutaj,że są maminsynki,że idą na skargę do mamusi,że nadają na żony a mój murem stoi za mną tyle tylko że jest ten minus cholernie się boję jak pije chociażby tylko to piwo.Boję się że tymi lękami zniszczę sobie życie a potem dzieciom.
          • malwa200 Re: Wystraszył się rozwodu.... 01.02.11, 07:38
            rozumiem Cię kochana moja. ja tez 10 lat temu tak myślałam. ale nie przewidziałam jednej rzeczy, mianowicie tego, że mój syn zejdzie na psy bez ojca. wierz mi, lepiej mieć ojca który nie jest idealny niż nie mieć wcale albo obego dziada, który nigdy nie pokocha Twoich dzieci tak jak prawdziwy ojciec. potem będziesz próbować szczęścia u boku innych facetów, będziesz ich sprawdzać, czekać, itp. ... adzieci? wiem, ze chcesz dla nich jak najlepiej ale uwierz babie, która takie bagno przeżyła a mój syn ma próbę samobójczą za sobą, deprasję i nie może skończyć średniej szkoły. mam z nim Krzyż Pański. a Twój mąż może zmądrzeje tak jak mój brat, który też lubił sobie wypić-teraz super mąż i ojciec
            • mps61132 Re: do malwa200 01.02.11, 16:34
              malwa odbierz maila gazetowego.
    • kasper254 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 10:20
      Zawarta w twoim tekście wizja świata, a w tym - ludzi - wręcz poraża. Nie tłumaczy jej twoja młodość, chociaż doskonale ilustruje obowiązujące dzisiaj trendy od groteskowego feminizmu po komiczny liberalizm. I ten adwokat/psycholog/psychoterapeuta w jednym, a przy tym geniusz - zobaczył/usłyszał/pomyślał i wskazał jedyny kierunek postępowania. Ja dałbym mu medal albo kupon 6-godzinny na dowolną rozrywkę. Tylko uważaj: mps - tego typu ludzie mają zmysł najlepiej wyczulony na many - jak pies na kiełbasę.
      Teraz do meritum. Jak dostaniesz rozwód z orzeczeniem winy męża, to ja jestem ksiądz. Wystarczy odczytać sposób przedstawiania zdarzeń i ich kolejności, aby stwierdzić, że - w klasyczny sposób - znajdujesz argumenty dla tego, co jest ci wygodne. Po drugie -masz już wizję życia porozwodowego, juz widzisz siebie z koleżankami, uśmiechniętą, radosną, z setkami orgazmów na każe zawołanie, bez patrzenia, co ci będzie mówił głupi, pusty, sprośny mąż. "Solo" - to jest to. A dzieci?
      Znasz przysłowie, że jak się chce psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie?
      To te 12 lat nie zobowiązują cię do niczego; do przyjęcia za dobrą monetę, że zrozumiał,że się boi, że chce rodziny, że może zrobić wszystko, aby było dobrze? I ty masz wrażliwe serce? Wobec kogo? Wobec dzieci także? Nie wiesz, dokąd iść? Spróbuj znależć serce. Ale bez adwokata-szamana.
      • szizumami Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 10:29
        kasper nie przesadzasz
        jaki tu feminizm--że na kawe?

        --prawnicy z reguły cenią konkret i konsekwencje
        w ich zawodzie-pożadane cechy..

        ale żaden wróżką nie jest niestety
        a mogliby sie chociaż podeprzeć numerologią..

        nie można tego poprzeciągać jeszcze?
        posprawdzac jak długo chłop wytrzyma
        a moze naprawde chce i pomóc mu?
        • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 10:54
          Pomóc mu ale jak?
          Myślę a raczej wiem że to mnie trzeba pomóc,może psycholog,też myślałam o tym i nawet teraz myślę czy nie pomógłby mi pomóc "oswoić" się na tyle z każdą opcją żebym mogła podjąć słuszną decyzję.
          Dać mu szansę,zawsze można czemu nie,ale jaką mam pewność że to nie na chwile te zmiany,a potem co za rok, dwa siąde w kącie i będę płakać że taka głupia byłam i nie słuchałam siebie,swojego głosu serca,on nie ma silnej woli to wiem.
          Myślę też,że na rozwód zawsze mam czas a na to czy może się udać i możemy być szczęśliwi tylko ten moment w życiu.
          Zbyt dużo tych ALE,co robić ratunkuuuuu.
          • maheda Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 11:29
            Za rok czy dwa - jeśli u męża będzie to słomiany zapał - będziesz mogła wziąć rozwód.
            Nie słyszałam, żeby rząd miał w planach wprowadzenie zakazu rozwodów.
            • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 11:35
              meheda tutaj nie chodzi o "zakaz rozwodów" jak to określiłaś,tylko o kolejne stracone 2 lata.Ja już jestem po 30-tce.Z każdym rokiem będzie mi coraz gorzej się rozejść i corac trudniej ułożyć,być może,nowe życie.

      • altz Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 10:31
        Nie znasz sprawy, dlatego piszesz tak ostro.
        Poczytaj inne wątki na ten temat.
        Nie może być tak, że kobieta boi się we własnym domu, a co dopiero czują dzieci?
        • kasper254 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 11:38
          1. Prawnicy, podobnie jak i lekarze najlepiej czują konkret pieniądza.
          2. Altz, mądry z ciebie gość. Przeczytaj dokladnie: gdzie jest mowa, że autorka wątku się boi, co czują dzieci? Przedstawione przez nią przemoc fizyczna i pychiczna mają tylko wirtualny byt.
          Moja była żona też widziała przemoc; stała przy oknie, a ja w odległości ok. 4 m. od niej, gdy krzyczała, że ją biję. Wezwała policję, którzy poklepali mnie z politowaniem po ramieniu, gdy wychodzili. A psychiczna przemoc upatrywała w rozwoju choroby. Około 5-6 dni wstecz napisała mi, że "/.../ wiesz, że choruję od 11 lat". Rozpad nastąpił 5 lat temu. Niektórzy tak mają, że zapominają, co mówili wcześniej - taka przypadłość.
          I ona tez miała wizję bycia "szczęśliwą, wolna i zamożną" po rozwodzie - jak autorka watku, której wizja ta przesłoniła ocenę sytyuacji.
          A czemu piszę ostro? Może dotrze do autorki, że mamy nie tylko prawa, ale także obowiązki. Nie widzisz, co się dzieje - tu, na tym forum? Byle pretekst jest dobry, aby odkryć w sobie nieznośne pragnienie bycia szczęśliwym, a przy tym ile uzasadnień, przewrotnych argumentacji, odwołań intelektualnych i emocjonalnych itd. Co "mądra" kobieta, to tłumaczy, że mąż się nie rozwija, a gdy i następny jej nie dorówna, to będzie szukać na Marsie; inna, że chrapie; jeszcze inna, że za mało zarabia. Najmniejszy bodaj pretekst jest dobry, aby spalić domO dzieciach myśli się na samym końcu - jak o lodówce - jak nasza autorka.
          • altz Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 11:51
            Wiem, że bywają tutaj na forum takie problemy typu "mąż się czochra, kiedy mam go zostawić", ale tutaj akurat nie o to chodzi.
            Tamten wątek jest długi i jest wałkowany wielokrotnie, więc znam sytuację i winy obu stron.
            Mąż jest alkoholikiem, który się przyczaił i któremu z tym dobrze.
            Pomimo różnych podejść i pomocy, postanowił, że będzie mniej pił, ale nie rzuci tego w diabły.
            Były awantury, przemoc, wątroba w fatalnym stanie.
            Chociaż jak widzę, nie jest to zły człowiek, ale jak się nim nie wstrząśnie, to on dzisiaj jest, a za rok nie będzie już żył.
            Alkoholikiem trzeba wstrząsnąć, tak to już jest i zrobić tak, żeby można go było wyrzucić za drzwi, dla jego dobra.
            Niech się chłop leczy, albo wszystko straci.

            A w plany chęci zamożnego życia autorki nie wierzę, ona chce po prostu normalnie żyć.
          • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 11:52
            kasper jesteś niesprawiedliwy i piszesz coś przez pryzmat własnej sytuacji sprzed 5 lat.
            Gdybym nie myślała o dzieciach to bym nie chciała odejść,właśnie głównie o nich myślę bo jest mi ich szkoda,nie raz patrzyły jak płaczę,jak cierpię,jak ojciec na mnie podnosi rękę,były w domu jak interweniowała policja,same mówią że się boją ojca....dla kogo ja to robię DLA NICH głównie żeby im zapewnić spokój i szczęsliwy dom.
            Po drugie czemu zakładasz,że sąd nie da mi rozwodu z orzeczeniem o winie skoro mam dowody typu interwencja policji niejedna,MOPS,ciota do której ubiekłam posiniaczona i z płaczem,starsza córka która jest już prawie nastolatką to mało......
            NIE OCENIAJ NIKOGO POCHOPNIE bo ja już wystarczająco przeszłam w życiu zeby mi jeszcze ktoś dokopywał.
        • mps61132 Re: jest jeszcze jedna ważna sprawa 31.01.11, 11:43
          może i najważniejsza.
          Byłam już u prawnika i adwokata,on kazał mi przynieść zaświadczenie z MOPSu żeby wpisać to w pozew (bo też sprawa tam była zgłoszona) i z policji,gdzie mąż ma niebieską teczę już w archiwum jak się dowiedziałam,ale...chodzi o to że teraz mam możliwość dostać zaświadczenia,sąd może powołać się do policji a potem sprawa się przedawni,nikt nie będzie chciał mnie słuchać,nikt nie będzie wierzył że znowu się nie wycofam i zostanę sama ze sprawami urzędowymi a właściwie zostanę bez urzędowej dokumentacji.

    • yoma Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 12:36
      MPS, proszę zdecyduj się na coś

      to z teraz:
      >leży ciągle przed tv lub komputerem,robi w domu tylko to co się mu
      > powiem,nic poza tym.Szlak mnie trafia (sorry) bo ile można leżeć tak bezczynnie
      > i oglądać się na drugiego.

      A to sprzed niespełna miesiąca:
      >Od tamtego czasu minęło prawie 1,5 roku,wódki napił się dwa razy (chrzciny u brata i impreza z pracy),cztery razy w tygodniu wypije po dwa piwa,Sylwester był przy dwóch piwach i lampce szampana,zero wódki.Zmienił się bardzo,widać że mu zależy na rodzinie,w domu potrafi zrobić wszystko,posprząta,ugotuje,zmywarkę wypakuje i rozpakuje,dzieci zabiera na sanki,spacer,w lecie na piłkę,nad wodę,jeździmy na wakacje.Gdy ja jestem chora robi zakupy,obiad,przynosi herbatę,z dziećmi ma dobre stosunki,pomaga w lekcjach itp.Jest czasami,nerwowy,wybuchowy ale nie padają przykre słowa,pozłości się i mu przechodzi.
      • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 12:53
        yoma na co mam się zdecydować????
        Tak jest jak pisałam tam i tak jest jak piszę w tym poście.Zrobi w domu to co piszesz-cytujesz ale nie sam od siebie,trzeba mu powiedzieć a i tak słysze "to ja,Ty nie możesz" albo "teraz mam mecz,program,sport" albo "za zapiepszam w pracy 8h i jeszcze mam w domu" a ja to co ja może od 7h do 24h a on????
        Jego dzień to 8h pracy,8h spania i 8h leżenie przed tv a jeśli nawet coś zrobi co mu powiem to często-gęsto więcej się ogada,oklnie i ja usłysze tyle że wole czasami zrobić sama.

        Może mnie nie cytuj jak nie jesteś w stanie zrozumieć.
        Pozdrawiam
        • yoma Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 13:01
          A nic, trzy tygodnie temu był idealny mąż i gospoś domowy o kulturalnym języku, tyle że pił to piwo i się bałaś, że znów zacznie chlać - teraz jest przeklinający leń śmierdzący. Ależ się szybko ci ludzie potrafią zmienić, no smile
          • a.g9910 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 13:20
            Też to przerabiałam, niby chciał, ale to nie trwało długo, do nastepnego razu jak to się mówi.
            Ja zdecydowałam się na rozwód, sprawa w sadzie, a mąż szczęsliwie się wyprowadził, a to dowód na to że ma to wszystko w dupie!!
          • szizumami Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 13:25
            bierz idz z nim na terapie-
            ale taką dłuzszą--razem--spróbowac jeszcze można
            może całą rodziną
            sami od siebie --nie cekaj na wyznacze niepeez sad,czy kogokolwiek

            często tu pisecie,że wydajecie dużo kasy na psychologów--kurcze a poradni bezpłatnych nie ma
            albo takie-kursy pedagogiczne [nie tylko dot.wychowania ale i inn probl rodzinnych,podziału ról i td] w poradniach wych pedagog
            albo przykoscielne[ale nie odkościelne!],albo przy centrach interwencji
            kurcze u nas w trójmieście sa
            jak tam u was?

            fcetowi zalezy na was
            ale i nie chce odpuścić swych nawyków
            może niech mu inni pokaża--że naprawde robi żle--a nie że ty masz fochy

            a na początku małż.jak było?
            • mps61132 Re: do szizumami 31.01.11, 13:31
              właśnie na początku małżeństwa było ok,poza drobnymi sprzeczkami a odkąd przyszedł ten cholerny kryzys to wszystko się odwróciło.Dużo przez ostatnie dni rozmawiamy,stwierdziliśmy że w którymś momencie tego kryzysu zabrakło odwagi albo pojawiła się zbyt duża duma żeby porozmawiać,wyciągnąć rękę,przerwać to a teraz po tylu latach (5 lat) to jest studne o ile wogóle się jeszcze da coś zrobić.
              • labadine Re: do szizumami 31.01.11, 14:02
                Juz zaczynasz sama siebie winic a wiec ten rozwod to juz lipa.
                • szizumami Re: do szizumami 31.01.11, 14:39
                  no własnie --nie jesteś pewna
                  a nawet jak ktoś powie zrób tak dobitnie
                  tez nie bedziesz pewna

                  wykorzystaj jezcze jakies narzedzia do ratowania--a nawet jak sie nie uda--to może wiecej siebie poznacie,swoje obecne uczucia--czyz nie warto próbowac do końca
                  jesli nie uda sie--to przynajmniej bedzie ta pewnośc--że zrobiło sie wszystko

                  a wycofać można,przeciągnąc,czy ta separacje...nikt łba nie urwie

                  wiele osob podchodziło do rozwodu kilka razy
                  a słyszałam tez o takim małż.--po 10 latach od rozwodu i po rozpadzie nast zwiazków--zeszli sie spowrotem..


                  • mps61132 Re 31.01.11, 15:31
                    Nie wiem po czym wysuwacie takie wnioski,że nie jestem pewna,w tytule pisze że nie wiem co zrobić!!!
                    Nie kocham go,nie ufam mu,mam teraz jeszcze przez to co zrobił wydawać własną kasę (mamy oddzielne konta) na psychologów,do końca życia "jechać" na prochach,w dzień tabletki na uspokojenie a w nocy na sen!!!
                    Uwieżcie,że chcę tego rozwodu tylko jedyne co rozmyślam to to czy kiedyś nie będę załowała że nie zaczekałam żeby się przekonać czy może faktycznie było to do uratowania.
                    I jeszcze jedno-u mnie decyzja będzie momentowa bo jeżeli następnym razem "będą nerwy" to nie wytrzymam i będzie sąd bo moje nerwy już są na cienkim włosku i on to wie.
                    • altz Re: Re 31.01.11, 15:44
                      Nie kochasz, nie ufasz, to lipa. Nie można tak żyć.
                      Być może szkoda dzieci, a może nie szkoda, bo różne rzeczy piszesz.
                      Ja zrozumiałem, że pije codziennie po 2-3 piwa, leży przed telewizorem, jak się podnosi, to tylko po to, żeby zrobić awanturę, domyśliłem się, że nie pracuje.
                      Druga wersja męża to była taka, że popija, ale raz w miesiącu i na święta, pracuje w domu "robi wszystko", proponuje wspólne wyjazdy i czasami się z sobą śmiejecie, bo znów pojawiły się te chwile. A trzeba się spieszyć, bo jakieś dawne zgłoszenia się przeterminują.
                      Ja rozumiem, że są nerwy, ale myślę, że jesteś bardzo niepoukładana, a z własnych doświadczeń z dzieciństwa, wiem, że dzieciom nie jest lekko, jakby nie było, którakolwiek wersja ojca i przy tym matka w fatalnym stanie psychicznym.
                      Myślę, że warto ojcu oddać, to co jego, minusy, ale o plusach też wspominać, starać się jakoś porozumieć czy w sprawie dogadania się, czy też rozejścia się w spokoju, bo będziecie rodziną aż do śmierci, tyle że po rozwodzie.
              • malamelania kobieto, czy Ty masz cos z głową? 31.01.11, 16:14
                >Dzień przed ślubem mnie uderzył,nie chciałam robić zamieszania odwoływać wszystkiego czy chociażby w kościele powiedzieć NIE.Potem sytuacje się powtarzały,nawet w ciąży jak byłam pił,szydził ze mnie,podnosił rękę,mogłam wtedy odejść,chciałam ale nie miałam odwagi,byłam młoda i głupia albo zbyt naiwna,wierzyłam że rodzina go zmieni itp.a on zawsze mnie tak podchodził że kolejnie razy wierzyłam że będzie lepiej i wybaczałam aż w końcu doszło do tego co napisałam w głównym wątku<

                . forum.gazeta.pl/forum/w,24087,120615356,121465642,Re_mam_potrzebe_sie_wygadac.html

                A dzis piszesz tak

                > właśnie na początku małżeństwa było ok,poza drobnymi sprzeczkami a odkąd przysz
                > edł ten cholerny kryzys to wszystko się odwrócił

                Od miesiąca pełno Twoich wątkow, a w kazdym inna wersja

                forum.gazeta.pl/forum/w,898,121266323,121397069,Re_momencik.html
                Jesli nie jesteś trollem, to znaczy, że po pijaku smażysz te swoje posty, a potem zapominasz, gdzie i co pisałaś. żałosne
                • mps61132 Re: kobieto, czy Ty masz cos z głową? 31.01.11, 17:01
                  żałosna to jesteś Ty.Czy Ty nie rozumiesz że żyje jego presją,że on mata mi swoim postępowaniem w głowie.Raz mówi,że kończy z piciem,przeprasza,przekonuje ja mu próbuję uwierzyć (próbuję bo nie do końca wierzę) i jest 2-3 dni,tydzień,2 tyg.fajnie,spokój,cisza i pełnia zadowolenia że może wreszcie wychodzimy na prostą a potem od nowa,pije kilka dni (2 piwa dziennie i tak 3-4 razy w tyg.),leży przed tv,nie odzywa się do dzieci,"warczy" na nie,wytyka im,czepia się i tak w koło.Kto by to wytrzymał,dziwicie się że mam nerwy zszargane,że nie widzę przyszłości!!!!
                  Ostatnio też przez dwa dni chodził wściekły jak osa,o co go nie spytałam to odpyskowywał,dzieci się czepiał,nawet o niedokończony obiad a potem jakby tego było mało wypił 2 piwa,zaszumiało mu i niby poszedł spać (śpimy osobno) a po kryjomu wypił kolejne piwo.
                  Nie mam już nawet pewności czy mnie nie oszukuje,czy nie popija tak cały czas po kryjomu.
                  Dziwicie się moim wypowiedziom i postom których mało,a gdzie mam iść,łatwiej mi tutaj pisać gdzie jestem anonimowa niż opowiadać to znajomym bo jest mi cholernie wstyd.
                  szkoda mi tych 12 lat,uwierzcie,sama pochodzę z rozbitej rodziny,ojca straciłam w wieku 3 m-cy,matkę w wieku 12 lat,jestem sama z tym wszystkim.
                  Czy musicie mi tak wytykać.
                  Ja prosiłam o radę a tutaj jej nie dostaję tylko jeszcze mi wytykacie.
                  Za co,za to że próbuję,a raczej chciałam zbudować normalną i szczęśliwą rodzinę???????
                  • triss_merigold6 Re: kobieto, czy Ty masz cos z głową? 31.01.11, 17:26
                    No sorry a czego się spodziewasz po czynnym alkoholiku, sielanki?! Klasyczne cykle miesiąca miodowego narastania napięcia i picia. Sumienia nie masz, że dzieci trzymasz w takim klimacie, potem odtworzą wzroce, które im z alkoholikiem zafundowałaś.
                    Idż na terapię SAMA i DLA SIEBIE. Jesteś współuzależniona.
                    Ale nie, TY będziesz latami jęczeć i nic nie zrobisz. Trudno, za głupotę się płaci, to wolny kraj i możesz marnować życie w taki sposób jaki lubisz.
                • mps61132 Re: melamelania 31.01.11, 17:04
                  możesz się nie wypowiadać na moim forum,ok????
                  To ty chyba masz coś z sercem skoro nie potrafisz zrozumieć,że człowiek się miota bo jest już zmęczony i zagubiony,inaczej bym tutaj nie pisała z prośbami o radę więc daruj sobie złośliwości.
                  • malamelania Re: melamelania 31.01.11, 17:41
                    Tak, tak, kochana, to Twoje forum i nie denerwuj się, więcej pisac nie będębig_grin
                    Przestan popijac, odstaw prochy, które łykasz pewnie bez konsultacji z lekarzem, i zacznij mysleć logicznie, będzie Ci to potrzebne.
                    Nie rozumiem, dlaczego ktoś, kto szuka pomocy, musi być patologicznym kłamczuchem, masz wyraźnie większe problemy ze sobą, niz z mężem. Wystarczy zajrzeć do wyszukiwarki i poczytac to co piszesz.
                    • mps61132 Re: melamelania 31.01.11, 17:44
                      O jakich Ty prochach piszesz kobieto,o jakim popijanu??????????
                      • yoma Re: melamelania 01.02.11, 17:58
                        O tych, co to rano na sen, a wieczorem na uspokojenie, czy tam odwrotnie...
                        • mps61132 Re: melamelania 01.02.11, 18:39
                          aha o tych!!!!
                          NO SUPER
                          Pozdrawiam
                • triss_merigold6 Ona to lubi 31.01.11, 17:07
                  Ona to lubi, przywykła i jest tchórzem. Typowa w tym kraju pojękująca męczennica, która nigdy nie podejmie konkretnej decyzji, bo musiałaby wziąć za tę decyzję odpowiedzialność. Takie są najgorsze, bo jak już uznają, że rozwód im się nie opłaca to redukują sobie dysonans poznawczy potępiając wszystkie kobiety, ktore panom mężom powiedziały PA.
                  • mps61132 Re: 31.01.11, 17:42
                    Dzięki za mocne słowa.
                    Może jest mi potrzebny "wstrząs" od Was żebym więcej zrozumiała i zdobyła się na odwagę.
                    Słowa Twoje triss dużo mi dały do myślenia.
                    Muszę umówić się na terapię ale u psychologa,stanąć na nogi i sama podjąć decyzję.dzięki za pomoc (szczerze)
                  • malamelania Re: Ona to lubi 31.01.11, 17:46
                    Pewnie, decyzję trzeba przemyśleć, podjąć i trzymac się jej. Sąd to nie forum i nie idzie się tam z inną wersją wydarzen na każdy dzien tygodnia.
                  • errormix Re: Ona to lubi 31.01.11, 17:52
                    Niby chcesz się rozwieść, ale nie chcesz. Niby go nie kochasz, ale zastanawiasz się czy dać mu szansę. Niby cię bił, poniżał, interweniowała policja, ma niebieską kartę, ale nie masz odwagi zakończyć tego.

                    Zwykle nie udzielam tutaj rad. Ale teraz to wyjątkowo zrobię. A ty zrobisz co chcesz.

                    - Powiedziałaś mu o rozwodzie. Obiecał poprawę, ale nie wiesz czy na długo. Jeśli nie złożysz pozwu za jakiś czas sytuacja się powtórzy, bo podświadomie on będzie czuł, że wszystko się "wyprostowało". Tak to już w małżeństwach jest. Złóż więc pozew o separację. Dasz mu szansę, ale będzie wiedział, że musi się pilnować. Pokażesz też, że jesteś w każdej chwili gotowa na rozwód.

                    - Skorzystaj z pomocy psychologa. W postach na forum nigdy nie zdołasz przekazać jaki jest twój stan psychiczny i dlatego jedni będą ci współczuć, a inni krytykować. Specjalista pomoże ci realnie. On zdiagnozuje sytuację w domu i powie ci co możesz zrobić.

                    - Przyłączam się do głosów, że ciesząc się na czekającą cię po rozwodzie wolność, koleżanki i kawki zwyczajnie nie wiesz co mówisz. Wbrew temu co ci się wydaje, życie po rozwodzie, zwłaszcza, gdy samemu wychowuje się dzieci to nie sielanka i świadomość wolności i nieskrępowanych rozmów z przyjaciółkami większość osób tutaj piszących ma prawo rozśmieszać. Mnie też rozśmieszyło. Szczególnie te "setki orgazmów", jak tu ktoś napisał.

                    - Piszesz, że nie kochasz już męża. Musisz więc zadać sobie proste pytanie: Czy jeśli on się poprawi, nie będzie pił, nie będzie leżał przed telewizorem czy siedział przed komputerem, czy jeśli zmieni się kompletnie i całkowicie to ty go znowu pokochasz?
                    • mps61132 Re: Ona to lubi 31.01.11, 18:01
                      errorix dzięki za słowa otuchy.Już zdecydowałam,że idę do psychologa,tutaj mi nie pomogą a wpędzą w deprescję co nawyżej.Zobaczę jak to oceni psycholog co powie i będzie mi łatwiej.
                      Pozdrawiam
                      • scindapsus Re: Ona to lubi 31.01.11, 18:21
                        O tak jasne
                        Zli forumowicze wpędzą Cię w depresję.

                        Od poczatku małzeństwa, co ja piszę, od poczatku związku z tym panem ustawiłaś się w pozycji taniego domowego robota wieloczynnościowego, a teraz jesteś zdziwiona że forum nie klaszcze i nie klepie po pleckach.Masz to na co sobie pozwolilaś.

                        Idz do psychologa tylko nie wyzywaj go od zlosliwych kobiet lub mężczyzn jesli powie cos, co Ci się nie spodoba
                        Zycie to nie jest bajka gdzie za bycie grzeczną dostaje się nagrode-pokawia sie wrózka która daje buciki i karocę i zabiera na bal

                        ps psycholog nie jest od oceniania, tylko od pomocy, ale to ty musisz zdecydować co dalej chcesz zrobic z własnym życiem.
    • nangaparbat3 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 18:32
      Mps,
      miotasz się strasznie i obrywasz ze wszystkich stron. Bo to juz wszystko trwa stanowczo za długo. Zgłoś się koniecznie i natychmiast do ośrodka leczenia uzależnień, zacznij chodzic na grupę dla partnerów osób uzależnionych. Musisz najpierw wzmocnic choc troche samą siebie, a potem podejmowac decyzje. Bo teraz czego nie zrobisz, będzie źle. Trzymaj się smile
      • triss_merigold6 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 18:36
        Niedecyzyjnych się nie szanuje.
        • nangaparbat3 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 19:12
          Trzeba miec trochę siły żeby podjąc decyzję i przyjąc związaną z tym odpowiedzialnosc. Na razie masz dziewczynę, która nawet przyjaciółce nie ma odwagi zwierzyc się z tego, co przeżywa.
          • triss_merigold6 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 19:19
            Nie dziewczynę tylko - z tego co pisze - mężatkę od 12 lat z nastoletnią córką i wieloletnim kryzysem małżeńskim spowodowanym m.in. alkoholizmem pana męża.
            Nie lituj się, w tym kraju takich kobiet są tysiące. Same ustawiają się na przegranej pozycji, narzekają latami i NIC z tym nie robią, bo z bycia ofiarą można czerpać fantastyczne profity. Łatwiej być ofiarą i cieszyć się cudzym współczuciem niż podjąć decyzję.
            • nangaparbat3 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 21:10
              triss_merigold6 napisała:

              >\ Łatwiej być ofiarą i cieszyć się cudzym współczu
              > ciem niż podjąć decyzję.

              Nie wiem.
              • triss_merigold6 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 21:16
                "W co grają ludzie" Berne'a, trójkąt dramatyczny. Najpopularniejsza gra w Polsce, kraju alkoholików i kobiet dzielnych męczennic.
                Klucz: ofiara czuje się LEPSZA.
                • nangaparbat3 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 22:16
                  Schemat.
                  Fajnie sie czyta i ocenia innych.
                  Z czasem widzisz, że to nie tak, nie tak prosto.
    • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 20:37
      Jak to wszystko "drogie" panie dobrze się Wam radzi.
      Radzić każdy może tylko nikt nie jest w stanie żyć cudzym życiem.
      Wyobrażacie sobie pewnie,że jestem w takiej sytuacji jak bohaterka "BARW SZCZĘŚCIA",która była wręcz katowana dzień w dzień?????
      Jesteście teraz i na tym forum w stanie zagwarantować mi że będę miała co do garnka włożyć żeby dać jeść moim dzieciom po rozwodzie.Może dostanę marnych 300-400pln alimentów na jedno dziecko i wegetój matko,PEŁNA SIELANKA!!!!
      Będę musiała męża spłacić-połowę mieszkania i do tego jest kredyć i za co ja co spłacę,z tych marnych alimentów i zasiłku dla samotnej matki-NOOOOOO BĘDZIE TEGO ŻE HO HO!!!!
      Obecnie jestem bez pracy,szukam już pół rok i nic i co będę z chłopem na siekierki walczyć a potem jak nie będę miała za co kupić chleba to on się na mnie wypnie!!!
      Jak wy wszyscy umiecie PIĘKNIE RADZIĆ bo na forum tych parę literek to nie problem sklecić.
      Pozdrawiam te co się tak szanują!!!!!!!!!!!!!!!
      • szizumami Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 21:48
        do diaska--przeciez sama mówiłaś o rozwodzie,że masz go dość..
        ja sie już gubie...
        predstawiasz --raz jest ok ,nie wiadomo jak długo,narozrabiał dużo--nie masz zufania,miłości
        sama to piszesz--wiec niektórzy mówią że koniec
        inni zwtracają uwagę--na częśc tekstu "jakby rehabilitowania sie "męża--wiec może jednak jeszcze poczekać
        pewnie że łatwiej pisac nam niż tobie podejmować decyzje bez mrugnięcia okiem
        ale wątek podjęłaś
        wiec nie miej do nas pretensji--że sie rozgadaliśmy
      • scindapsus Re: Wystraszył się rozwodu.... 31.01.11, 21:50
        Skoro nie chcesz się rozwieść to po co zawracasz doope na forum?
        Nieś z godnością swój krzyż i wbijaj zęby w te, które się zdecydowały odejść z niefajnych układów.
        Nie ty pierwsza i nie ostatnia
        • szizumami Re: preczytałam jeszcze raz 01.02.11, 00:01

          idz po pomoc dla siebie
          muszą byc bezpłatne--cik,mops,przychodnia,poradnie
          pytaj klikaj na necie-gdzie co?
          nikt ci tu żle nie życzy.... przeciwnie
          niech cie ktoś wesprze w ocenie sytuacji
          bo niespójne jest to na chwile obecną--co piszesz
          ale wiedż tez,że nie tobie jednej to sie przytrafia

          trzymaj sie
          • mps61132 Re: preczytałam jeszcze raz 01.02.11, 08:38
            szizumami ja nie mam do Was pretenscji o rady,wręcz przeciwnie cieszę się że wylałyście mi na głowę kubeł zimnej wody.Pewnie gdyby nie Wy to zastanawiałabym się w nieskończoność na tym wszystkim bo tak jest teraz.
            Jak słusznie ktoś zauważył moich wątków jest wszędzie pełno,bo tak jest dlatego że nie radzę sobie ze sobą i z tą całą sytuacją.Ponad rok temu zadawałam tutaj pytanie o to samo i co minął rok i dalej jestem nie zdecydowana,dlatego cieszę się mimo wszystko że tutaj napisałam i mimo tego że piszecie nawet że mnie nie szanujecie bo nie potrafię zdecydować.
            Chciałabym kolejne etapy swojej decyzji przechodzić razem z Wami,informować Was o swoich krokach żeby byłomi łatwo.
            Wczoraj czytałam dużo o DDA i faktycznie jest to we mnie już dość mocno zakorzeniona,dlatego też chyba nie potrafię "zdrowo" i rozsądnie myśleć.

            Umówiłam się już do psychologa,czekam tylko na termin gdzie dostanę go na e-maila.
            To mój PIERWSZY KROK.
            Dużo też myślałam jak się rozstać i chyba coś wymyśliłam,ale na razie muszę jeszcze na ten temat poczytać na necie.

            Proszę Was napiszcie mi jakie zasiłki należą się samotnej matce poza alimentami.
            Czy dostanę zasiłek dla samotnej matki,czy dodatek mieszkaniowy????????
            Co dokładnie i w jakich kwotach,poza alimentami o których już wiem.
            • szizumami Re: preczytałam jeszcze raz 01.02.11, 12:12

              spokojnie....
              najpierw zrób jako taki porżadek w głowie--do rozeznania
              czy rozwód czy separacja,czy naprawa,czy koniec..
              jak bedziesz już sama i bedziesz miała za mało--to możesz w mopsie o zasiłki docelowe prosić
              dodatek jest zalęzny od dochodów wszystkich mieszkających--całe gospodarstwo
              jak na razie--skup sie na tym co teraz
              jesli nie pracujesz a możesz --to lepiej poszukaj czegokolwiek,nawet na lewo
              staraj sie nie wydawać kasy na bzdety,czy odłożyć jak sie da--zeby miec w razie nagłej potrzeby
              zmiana statusu--z męzatki na samotnie wychopwująca--przeciez może długo trwac
              ty myslisz za dużo naprzód w pewnych sprawach--ze strachu pewnie--czy dasz radę
              dasz rade na pewno
              najpierw poskładaj myśli



              • mps61132 Re: preczytałam jeszcze raz 01.02.11, 13:26
                szizumami dziękuję za miłe słowa.
                Wolę spytać najpierw bo wiesz jak to później bywa,jak w tym przysłowiu
                "MĄDRY POLAK PO SZKODZIE".
                • nina.plus Re: preczytałam jeszcze raz 01.02.11, 18:47
                  MPS, Twoja postawa póki co jest bardzo roszczeniowa. Wpadasz w kolejną spiralę uzależnień: najpierw od męża, a teraz okazuje się, że cały twój budżet domowy, po ewentualnym rozwodzie ma opierać się na alimentach i pomocy społecznej!. Masz dwójkę dzieci i według mnie jesteś nie tyko osobą niezdecydowaną (to jeszcze można tłumaczyć różnymi emocjami) ale przede wszystkim jesteś nieodpowiedzialna. A co jeśli rząd zmieni przepisy w sprawie przyznawania zasiłków, albo ex przestanie płacić? Z tego co piszesz wynika, że dzieci są już w wieku szkolnym, wiec spokojnie możesz iść do pracy. Nie wiem jakie masz kwalifikacje i w jakim regionie mieszkasz, ale uważam, że zdeterminowana osoba ma duże szanse na pracę, oczywiście nie zawsze taką która spełnia jej oczekiwania. Trochę dziwią mnie też twoje wizje, o tym jaka będziesz szczeliwa po rozwodzie. To też jest bardzo życzeniowe. Praca, oprócz utrzymania, wzmocni poczucie własnej wartości, czego moim zdaniem bardzo Ci brakuje.
                  Wizyta u psychologa jest bardzo dobrym pomysłem, ale nie jest żadnym rozwiązaniem. Psycholog nie podejmie za Ciebie żadnej decyzji. Zastanów się czego chcesz i zamiast porównywać swoją sytuację do jakiejś bohaterki z durnego serialu, zacznij działać, bo bez względu którą opcję wybierzesz, na pewno nie będzie łatwo.
                  Ps. Nie tratuj moich słów jako złośliwość. Życzę Ci dużo siły i zdecydowania. Powodzenia.
                  • mps61132 Re: Witam Was ponownie 03.03.11, 10:42
                    Dziewczyny to znowu ja.
                    Chciałam Wam serdecznie podziękować za to że "pchnęłyście" mnie do wizyty u psychologa.
                    Obecnie jestem po czwartej wizycie i teraz wiem jak mi to było potrzebne.
                    Okazało się,że byłam pod taką presją męża alkoholika i przemocowca że czym głębiej terapia idzie tym bardziej wychodzi ze potrzebne mi są silne leki na depresję.
                    Gdyby nie Wy pewnie skończyło by się to bardzo źle,nie miałam siły nawet wstać z łóżka a co dopiero podjąć jakąkolwiek decyzję o odejściu czy trapi. Wy dałyście mi wskazówki i siłę i WALCZĘ O SIEBIE I MOJE DZIECI.
                    Jestem już prawie zdecydowana na rozwód (prawie bo terapia trwa i moje życie u terapeutki jest w szczytowym centrum problemu), teraz widze ile przeszłam, ile wycierpiałam, ile mnie to kosztowało i jak to teraz się odbija na mojej psychice i moim zdrowiu,ale zaczynam pomalutku stawać na nogi, zaczynam dostrzegać kolorów tego świata i pomalutku ale myślę że pojawi się światełko w tunelu.
                    Jest jednak kolejny problem i chciałabym zebyście się wypowiedziały i mi pomogły.
                    Mąż nie chce się wynieść, nie chce przyjąć wiadomości o rozwodzie,ale-szczerze-mam to gdzieć dopuki siedzi na doopie (ograniczył picie, nie ma awantur).
                    Niewiem na jaki rozwód się zdecydować czy z orzekanie o winie czy bez bo separacja już nie wchodzi w gre.
                    Wiem,że jesli wniosę z orzeczeniem o winie to sprawa będzie pewnie ciągła się latami, będzie mi utrudniał na bank bo on twierdzi ze kocha i rozwodu nie chce, czy warto więc orzekać o winie????
                    A z drugiej strony jeśli wniosę pozew bez orzekania o winie to czy dobrze zrobię, nie będę na tym stratna, nie będę żałowała że przeszłam koszmar i to mu darowałam????
                    Pozdrawiam Was
                    mps
                    • errormix Re: Witam Was ponownie 07.03.11, 15:45
                      mps61132 napisała:

                      > A z drugiej strony jeśli wniosę pozew bez orzekania o winie to czy dobrze zrobi
                      > ę, nie będę na tym stratna,

                      A co wg. ciebie stracisz?

                      nie będę żałowała że przeszłam koszmar i to mu daro
                      > wałam????

                      Nie traktuj rozwodu jak zemsty. Jeśli tak do tego podchodzisz, to pogadaj o tym z psychologiem.
    • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 10:48
      I jeszcze jedna sprawa mi się przypomniała a mianowicie czy wedłóg Was potrzebny mi bedzie adwokat???
      Wiem,że p.psycholog (świetna kobieta) mi wszystko powie, poradzi ale puki co Wam wizyty co tydzień a w między czasie sama myślę i pytam Was.
      Mieszkanie mam w spadku po mamie,po ślubie to małe zamienione na większe,przepisane po połowie na mnie i męża,ale nie wyobrażam sobie żyć pod jednym dachem po slubie.
      Czy mam szansę z adwokatem zostać w tym mieszkaniu sama, mam szansę cokolwiek udowodnić w tej sprawie?
      • yoma Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 12:47
        > nie wyobrażam sobie żyć pod jednym dachem po slubie.

        Ale Freud smile Pokaż to psychologowi, może tu leży źródło twoich problemów? smile
        • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 14:18
          Yoma ale co mam pokazać psychologowi jak ja o tym wszystkim z nim rozmawiam?
          Ja również nie chcę i nie wyobrażam sobie życia pod jednym dachem po rozwodzie,ale on się nie chce wynieść a żeby go eksmitowali lub cokolwiek nakazali muszę mieć dowody,a oprócz tego że bywała policja w domu,MOPS itp.nie mam nic a to chyba za mało?
          • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 21:48
            Kolejna kłótnia za mną zainicjonowana przeze mnie żeby się wyprowadził,niestety nie ma szans.On się nie wyprowadzi a ja zanim dostanę ten rozwód to chyba sfiksuję.
            • altz Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 22:04
              Mógłby się facet wynieść, byłoby to z korzyścią dla wszystkich.
              Ma szanse na ułożenie sobie życia na nowo, bo z Tobą, to on już też nie będzie miał dobrze, będziecie się tylko oboje męczyli.
              Gdyby można go było wysłać do dobrego psychologa, to by mu pomogło.
              Trochę mi go żal, ale sobie nabroił przez lata, więc musi ponieść konsekwencje.
              Jak was zostawi, to i tak za jakiś czas będzie mu lepiej, niż wam.
              Musisz się nastawić na ciężkie lata, bo lekko nie będzie, zobaczysz zresztą sama.
              Jesteś zupełnie nieprzygotowana na rozstanie.
              • yoma Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 22:07
                Może i mógłby, ale w zasadzie dlaczego facet ma się wynosić z własnej chałupy? Bo małżonce akurat wahadło nastrojów przeszło na stronę "won"?
                • altz Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 22:16
                  Na razie nie ma karty przemocowca i to jest duży plus.
                  Dzieci zostaną w domu i to jest drugi plus.
                  Może sobie poukłada życie z kimś innym? Ma duże szanse być szczęśliwym.
                  Może dzięki temu MPS stanie na nogi, bo będzie musiała?
                  A co tu się będzie działo po rozwodzie? Lepiej tego nie oglądać...
                  • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 22:22
                    Kartę przemocowca ma założoną na policji.
                    Mieszkanie jest moje i czemu to ja mam uciekać z dziećmi???
                    szkoda Wam go,a niby czego???
                    To ja byłam bita,cierpiałam we własnym domu i znosiłam pornografię,to moje dzieci razem ze mną płakały i musieliśmy uciekać z domu,w końcu to ja jestem ofiarą!!!
                  • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 22:24
                    On sobie życia nie ułoży już z nikim bo się stacza na dno,kto będzie chciał żyć u boku kogoś kto stosuje przemoc fizyczną,psychiczną i emocjonalną no może jakaś głupia i naiwna.
                    • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 22:26
                      Wstecz-pomyłka,nie przemoc emocjonalną tylko MATERIALNĄ.
                      Z drugiej strony nie rozumię Was,wczesniej pisaliście mi że mam symptony DDA, potrzebna mi pomoc itp.a teraz stajecie po jego stronie???
                      • zmeczona100 Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 22:45
                        To mieszkanie jest też faceta (sama pisałas, że podarowałaś mu połowę), więc dlaczego miałby sie wynosić?
                        Gdybyś była wiarygodna w swoich opowieściach forumowych, to pewnie dostałabys tu garść dobrych porad. Ja Ci nie wierzę, więc na pewno nie napiszę Ci recepty na pozbycie sie męża z jego własnego mieszkania.
                      • yoma Re: Wystraszył się rozwodu.... 03.03.11, 22:49
                        "I don't take sides, I take pictures". To z jednego filmu, święte słowa. Nikt nie staje po niczyjej stronie, ani twojej, ani jego, bo ani ty, ani twój mąż nikomu ni brat, ni swat. Próbuję uporządkować zeznania smile

                        mps61132 03.03.11, 10:42
                        > Jestem już prawie zdecydowana na rozwód
                        > Mąż nie chce się wynieść, nie chce przyjąć wiadomości o rozwodzie,ale-szczerze-mam to gdzieć dopuki siedzi na doopie

                        mps61132 03.03.11, 21:48
                        > Kolejna kłótnia za mną zainicjonowana przeze mnie żeby się wyprowadził,niestety nie ma szans.On się nie wyprowadzi a ja zanim dostanę ten rozwód to chyba sfiksuję.

                        Wytłumaczyłaś mu, dlaczego miałby się wyprowadzić? Bo ja, szczerze mówiąc, nie wiem. TAaie samo jego mieszkanie, jak i twoje, ewentualnie tylko twój wkład większy, skoro niejako włożyłaś w nie swoje mieszkanie panieńskie, ale nie jestem tego pewna.
                        I co to jest przemoc materialna?
                      • aga.tekila Re: Wystraszył się rozwodu.... 08.03.11, 17:37
                        ja Ciebie popieram, i będę trzymać kciuki, piszę to z perspektywy, dziecka, którego mama odkładała decyzje o rozwodzie 20 lat, właśnie przy ojcu alkoholiku, maltretowaniu i znęcaniu. Po rozwodzie moja mama jest szczęśliwą, pełną życia kobietą i Tobie również tego życzę!! nie daj się, nie ulegaj, idź konsekwentnie! Powodzenia!
                        • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 08.03.11, 19:30
                          aga.tekila dzięki wielkie za miłe słowa.
                          Niestety większość na tym forum mnie nie rozumie, bo nie wie jak to jest żyć pod jednym dachem z alkoholikiem itp.
                          Potrafią tylko krytykować i bardziej dołować a tego co ja przeszłam nie da się tutaj opowiedzieć w kilku słowach,musiałabym chyba siedzieć na tym forum 24h na dobę przez cały tydzień o o tym pisać tylko kto by to wtedy czytał.
                          Takie właśnie jest forum, jedni pomogą a drudzy jeszcze jużą i "kopią leżącego
                          ",dlatego serdecze dzięki.
                          mps
                          • noname2002 Re: Wystraszył się rozwodu.... 09.03.11, 17:44
                            Krytyka to chyba wynika z tych różnych wersji zamieszczanych na forach, nie wiadomo w co wierzyć.
                            Może na razie skup się na terapii i przemyśl czego chcesz od życia i małżeństwa i przede wszystkim-poszukaj pracy. Bez pracy raczej nie masz co myśleć o separacji czy rozwodzie.
                            • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 09.03.11, 17:47
                              noname2002 napisała:

                              > Krytyka to chyba wynika z tych różnych wersji zamieszczanych na forach, nie wia
                              > domo w co wierzyć.
                              > Może na razie skup się na terapii i przemyśl czego chcesz od życia i małżeństwa
                              > i przede wszystkim-poszukaj pracy. Bez pracy raczej nie masz co myśleć o separ
                              > acji czy rozwodzie.

                              I tutaj jesteś w błędzie z tą pracą, z pozostałymi słowami się zgadzam chociaż nie do końca bo ja chce rozwodu a mój mąż nie.
                              • noname2002 Re: Wystraszył się rozwodu.... 09.03.11, 18:01
                                A jak sobie wyobrażasz życie po rozwodzie bez pracy?
                                • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 09.03.11, 18:04
                                  Gdybym sobie nie wyobrażała noname to bym go nie chciała brać, nie wyobrażam sobie za to teraz iść do pracy z kilku powodów.
                                  Byłam u adwokata i radcy prawnego i wiem,ze nie muszę pracować przed złożeniem pozwu.
                                  • noname2002 Re: Wystraszył się rozwodu.... 09.03.11, 18:16
                                    Przed złożeniem pozwu nie musisz, ale jakieś plany chyba masz? Chyba, że masz już źródło utrzymania niezależne od męża.
                                    • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 08:43
                                      noname2002 tak się lepiej rozmawia jak nie ma ataku słownego.
                                      Źródło mam, pracę dorywczą.Nie mogę iść do pracy przed złożeniem pozwu bo po pierwsze nie byłabym w stanie zaczynać nowej pracy w burzy rozwodu, tym bardziej że kieszkamy nadal razem i pewnie razem będziemy mieszkać jak rozwód będzie się toczył.Po drugi mój ex z dziećmi się nie liczy, pije i w takim środowisku nie ma mowy zostawić dzieci z mężem i iść spokojnie pracować i myśleć co się w domu dzieje, a dzieci za nim nie są i boją się go pijanego.
                                      Po rozwodzie stanę na nogi, wyjdę z depresji, ucisze dusze i mysli i od razu pójdę, tym bardziej że mam podania złożone do kilku firm.
                                      Na razie nie mam siły i muszę zapewnić dzieciom spokój bo inaczej to i one pójdą na terapię.
                                      Trzymaj się
                                      mps
                                      • zmeczona100 Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 10:39
                                        .Po drugi mój ex z dziećmi się nie liczy, pije i w takim środowisku nie
                                        > ma mowy zostawić dzieci z mężem i iść spokojnie pracować i myśleć co się w domu
                                        > dzieje, a dzieci za nim nie są i boją się go pijanego.

                                        Znowu mu się odmieniło?
                                        A te dzieci to masz takie przy piersi?
                                      • noname2002 Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 13:02
                                        Jak już się poważnie myśli o rozwodzie to chyba pierwsze należy sobie zapewnić źródło utrzymania, mieszkanie i opiekę do dzieci. A złożenie podań nie gwarantuje otrzymania pracy, chyba, że masz jakiś zawód w którym łatwo o zatrudnienie.
                                        • zmeczona100 Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 13:29
                                          Z mieszkania chce wywalić męża; chce orzekania o winie- pewnie liczy na alimenty na siebie (w jej sytuacji absurd- i to nie tylko z powodu absurdu orzekania o winie). A opieka nad dziećmi? Przecież to nie są drobiazgi w pampersach.

                                          Rozwala mnie ta osoba.
                                  • zmeczona100 Re: Wystraszył się rozwodu.... 09.03.11, 18:31

                                    Byłam u adwokata i radcy prawnego i wiem,ze nie muszę pracować przed złożeniem
                                    > pozwu.

                                    Kuźwa, jak można być dorosłym i nie pracować bez powodu?????? Czy ktoś mi to wyjaśni??
                                    • yoma Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 12:09
                                      Powód jest, bardzo prosty - "robić mi się nie chce".
                                      • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 13:29
                                        No popatrz yoma jak Ty wszystko prosto za kogoś tłumaczysz!!!
                                        • zmeczona100 Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 13:37
                                          No cóż- ludzie nie są tacy głupi, jak Ci się wydaje. Masz pecha!
                                          • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 13:41
                                            zmeczona100 napisała:

                                            > No cóż- ludzie nie są tacy głupi, jak Ci się wydaje. Masz pecha!


                                            Pecha!!! hehe dobra jesteś.
                                            Ile ludzi tyle opini-ot co a nie pecha.
                                            • zmeczona100 Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 13:52
                                              A te opinie to na jakiejś podstawie, co nie? czy tak z kosmosu wziete?
                                            • yoma Re: Wystraszył się rozwodu.... 10.03.11, 14:08
                                              Mps, przeczytaj swój post z 8:43. Każde wytłumaczenie jest dobre, żeby nie iść do pracy...

                                              A poza tym, sama pisałaś w jednym ze swoich licznych wcześniejszych postów, że ten mąż to w zasadzie dobry, z dziećmi się pobawi, lekcje z nimi odrobi, tobie herbatę poda - tylko kiedy wypływa temat twojego pójścia do pracy, nagle staje się potworem, zaczyna pić i bić i strach z nim dzieci zostawić.

                                              Pytanie jest proste: z czego zamierzasz żyć i karmić dzieci w czasie, jaki upłynie między wyrzuceniem chłopa z chałupy a twoim stanięciem na nogi, pozbyciem się depresji, uciszeniem duszy i co tam jeszcze wypisałaś?
    • rarely żadko to moje ulubione słowo 07.03.11, 14:35
    • mps61132 Re: Wystraszył się rozwodu.... 09.03.11, 14:20
      Po kolejnej terapi dowiedziałam się,że mój jeszcze mąż mógł mnie zdradzić i stąd to jego zachowanie.
      No...ciekawe rzeczy wychodzą, tym bardziej że też nieraz się nad tym zastanawiałam.
      • anik.sweden Re: Wystraszył się rozwodu.... 13.03.11, 05:39
        Zazwyczaj się nie wtrącam, ale tu muszę. Autorko wątku, z czego chcesz się utrzymać po rozwodzie?? Pracy nie masz, i się nie szykuje, żebyś miała. Podań możesz i tysiąc zostawić, a pracy nie znaleźć. Z czego w tym czasie będą żyły dzieci?? Niby narzeksz na męża, ale to on cie utrzymywał te wszystkie lata. Wierz mi, ze jak jego pieniędzy zabraknie (na twoje utrzymanie, na dzieci da), możesz jęczeć. A psycholog pow, ze mąż mógł cię zdradzić. Sorry, księżyc też może w każdej chwili wybuchnąć i co?? To jest jeden z powodów do rozwodu, ze mógł cię zdradzić? No comment. Miałam w rodzinie podobna osobę do ciebie, wiecznie niedojrzała, całe życie niepracujaca i nigdy nie biorąca odpowiedzialności za swoje czyny. Biedne wasze dzieci, jak takich rodziców mają. Chcesz rozwodu, weź się w garść, znajdź pracę, zobacz ile zarabiasz i jak rozłożysz wydatki (żeby na życie starczyło) i dopiero planuj rozwód.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka