iwona1355
16.03.11, 14:00
Witam wszystkich. To mój pierwszy wpis na tym forum. Nie szukam recepty ani rozwiązania mojej sytuacji, ale może ktos z was napisze coś, co spowoduje że rozjaśni mi się w głowie.
Nie rozmawiamy z mężem ze sobą od tygodnia. Po awanturze podczas której padło mnóstwo niepotrzebnych słów, które spowodowały obecne milczenie. Mąż podczas każdej kłótni wypomina mi że mieszkam w jego mieszkaniu (to prawda, jest to mieszkanie które kupił jako kawaler 2 mce przed naszym ślubem – wspólnie urządzane przez cały czas naszego małżeństwa – 13 lat), że jak mi się nie podoba, to mam spadać etc do mamusi, ża gdyby nie dzieci to...itd. itp. (oczywiście nie tak subtelnie, jak tu przytaczam)..wypomina mi też ciągle to że brałam leki na depresję (jesteś wariatką którą trzeba zamknąć, nikt nie uwierzy w twoje słowa bo przecież wariaci nie wiedzą co mówią itd. itp.)
W tej chwili każde z nas wykonuje swoje obowiązki w stosunku do dzieci i milczy, oprócz oczywiście tego co oczywiście musi powiedzieć. Wyraźnie taki stan rzeczy mężowi odpowiada. Przeprosił mnie po awanturze – zawsze to robi, ale mnie się już po prostu ulało. I przeprosin tym razem nie przyjęłam.
Jestem zamężna od 13-stu lat, mam dwoje dzieci – 9 i 3. Wyszłam za mąż z miłości – chyba tak... Zawsze chciałam mieć rodzinę, męża, dzieci. Jak patrzę z perspektywy lat na moje małżeństwo, to dochodzę do wniosku, że nigdy nie miałam z moim mężem zdrowych partnerskich relacji. Nasz (jego) problem polega na tym, że nie potrafi ze mna rozmawiać – przede wszystkim o tym co się między nami dzieje. On uważa, że jest idealny, że właściwie drugiego tak wspaniałego faceta jak on to po prostu nie ma. A ja (wg niego) się go cały czas czepiam – o wszystko. To znaczy – jakakolwiek uwaga z mojej strony po jego adresem, jest odbierana przez niego jako atak – i kłótnia gotowa. Pewnie teraz padnie uwaga – to się nie czepiaj głupia babo, siedź cicho, buzia w kubeł itd. Niestety, życie codzienne zmusza do normalnej konwersacji itd. Dochodzi do takich paradoksów, że gdy córka prosi go żeby srobił jej na śniadanie coś innego niż to co ma akurat na talerzu, on każe jej do mnie dzwonić i potwierdzić czy tak ma rzeczywiście być...
W zeszłym roku chodziłam do psychologa – na terapię rodziną (?). Terapeutka proponowała żeby mąż przychodził ze mną – ale on nigdy nie widział takiej potrzeby – zresztą, rozmawiać z obcą babą o TAKICH sprawach... Ale teraz już mi się po prostu nie chce. Nie chce mi się być żoną człowieka który mnie poniża (pewnie zaraz powiecie: nie bądź taka delikatna, są gorsze rzeczy od wyzwisk – oczywiście – macie rację – w moim małżeństwie nie ma alkoholu, narkotyków, zdrady, problemów finansowych ....ale nie ma też miłości, czułości, wsparcia w trudnych chwilach (jak miałam problem w pracy, to potem kilkakrotnie mi wypomniał że widocznie jestem do niczego), planowania i realizacji celów. I rozmów. O wszystkim – i o nas. On tego nie potrafi.
Nigdzie razem nie wychodzimy – ani nikt do nas nie przychodzi. Nie mamy żadnego życia towarzyskiego. Jedna wielka beznadzieja
Cały czas udajemy przed rodziną jakim to jesteśmy świetnym małżeństwem – mąż jest postrzegany przez otoczenie jako osoba pozytywna – własnie ze względu na brak nałogów, opiekowanie się dziećmi – szczególnie 3-latkiem, który go bardzo kocha. Szkoda tylko że nikt nie widzi, że jak są w domu sami, to mąż mu włącza bajkę na kompie albo w TV, a sam leży na kanapie, albo siedzie przy komputerze. Z córką się w o góle nie bawi – nigdy z nią w nic nie pogra, a jka ma pojechać na spacer, to wielkie halo..
Myślę że go już po prostu nie kocham, (on twierdzi że mnie kocha – ale robi wszystko tak jak by było na odwrót). Zapytacie – dlaczego jesteś z nim już 13 lat i po co ci były dzieci? Cóż, najwyraźniej wcześniej mi pewne rzeczy nie przeszkadzały – a może teraz stałam się bardziej wymagająca?
Po ostatniej kłótni zdecydowałam że wniosę wniosek o separację małżeńskę (rozwód nie jes mi potrzebny – nie zamierzam wchodzić w inny związek) – czy któreś z was ma doświadczenie w tych kwestiach? W internecie są gotowe wnioski – muszę go tylko zmodyfikowac dla swoich potrzeb – myślę tylko o tym, czy sąd mi tego wniosku nie odrzuci – jajko przesłanki są tam wsakazane ustanie więzi emocjonalnych, fizycznych i finansowych – to pierwsze jak najbardziej, ale reszta nie koniecznie. Zdarza nam się sporadyczny seks, a kasę mamy wspólną...jak długo ma trwać taki „ustanie”??
I jeszcze jedno – chciałam we wniosku prosić sąd o orzeczenie o sposobie korzystania z mieszkania – jast to nieszczęsne M3 mojego męża, w którym się obecnie kisimy i jeszcze nasze wspóna kawalerka w której jest jego pracownia plastyczne – jak myślicie, czy sąd kierując się tzw dobrem społecznym mógłby orzec o tym żebym pozostała z dziećmi w tym mieszkaniu np. do osiągnięcia przez nie pełnoletności, a jemu kazał się wyprowadzić do tej kawalerki?