czezata
07.01.12, 19:06
Zdradził, odszedł i wniósł pozew o rozwód bez orzekania o winie.Przez kilkanaście lat małżeństwa nawet porządnie nie pokłóciliśmy się.O tym, że chce rozwodu nie poinformował mnie ,mimo,ze mamy nielata szesnastoletniego,więc siła rzeczy spotykamy się . Wyobraźcie sobie mój szok, gdy dostałam list.Będę walczyć,ale mam problem nie lada.Od dwóch lat chodzę regularnie do psychiatry- bo zdrada była szokiem.Już zaczęłam wychodzić na prostą ,a tu ten niespodziewany pozew znowu mnie rozwalił.Od momentu otrzymania "zaproszenia" na salę sądową widzieliśmy się dwa razy,no i po każdym spotkaniu ,mimo leków, telepało mnie prawie godzinę.Jak zatem przeżyć rozprawę?Został do niej niecały miesiąc.Oczywiście wzięłam adwokata,on zresztą też.Boję się,że nie wykrztuszę słowa lub będę ryczeć , albo tej cholernej trzęsawy dostanę.Napiszcie, jak radziliście sobie z emocjami w sądzie.Dzięki