07.01.12, 19:06
Zdradził, odszedł i wniósł pozew o rozwód bez orzekania o winie.Przez kilkanaście lat małżeństwa nawet porządnie nie pokłóciliśmy się.O tym, że chce rozwodu nie poinformował mnie ,mimo,ze mamy nielata szesnastoletniego,więc siła rzeczy spotykamy się . Wyobraźcie sobie mój szok, gdy dostałam list.Będę walczyć,ale mam problem nie lada.Od dwóch lat chodzę regularnie do psychiatry- bo zdrada była szokiem.Już zaczęłam wychodzić na prostą ,a tu ten niespodziewany pozew znowu mnie rozwalił.Od momentu otrzymania "zaproszenia" na salę sądową widzieliśmy się dwa razy,no i po każdym spotkaniu ,mimo leków, telepało mnie prawie godzinę.Jak zatem przeżyć rozprawę?Został do niej niecały miesiąc.Oczywiście wzięłam adwokata,on zresztą też.Boję się,że nie wykrztuszę słowa lub będę ryczeć , albo tej cholernej trzęsawy dostanę.Napiszcie, jak radziliście sobie z emocjami w sądzie.Dzięki
Obserwuj wątek
    • mayenna Re: jak? 07.01.12, 19:44
      Porozmawiaj o tym z psychiatrą. Myślę, ze on najlepiej doradzi.
      Naprawdę dostałaś pozew bez żadnego uprzedzenia?
      • czezata Re: jak? 07.01.12, 20:01
        Na godzinę przed przyjściem listonosza z "niespodzianką" cholernik był z wizyta u syna, raczej nie u mnie.Adwokat tez nie chciał uwierzyć początkowo , że dostałam pozew bez jakiegokolwiek uprzedzenia, Ja się drania spytałam -dlaczego? dlaczego nic mi nie powiedział?Odparł, że bał się mojej reakcji.No chłopczyk sześcioletni!!Bał się!Mój psychiatra,dobry człowiek i lekarz widzę ,że też ma jakieś obawy , co do moich reakcji-zwłaszcza, że zdiagnozował u mnie zachowania dysocjacyjne(tzw. fugę dysocjacyjną)-jest to specyficzna obrona organizmu przed dużym stresem.Boję ,żeby tylko nie zwariować!
        • yoma Re: jak? 07.01.12, 20:42
          Spoko. Masz adwokata. Co oznacza, że przedstawisz się, powiesz, że zgadzasz się na rozwód i dalej możesz przeryczeć całą sprawę, adwokat zrobi resztę.

          Wiesz, jak sobie uświadomisz, że wolno ci ryczeć i się trząść, to pewnie nie będziesz ryczeć i się trząść smile
    • adam543 Re: jak? 07.01.12, 19:56
      To znaczy przez te wszystkie lata "patrzyłaś i nie widziałaś"
      Długa droga przed Tobą.
      Witamy na forum. Znajdzisz tu wielu wspaniałych ludzi.
      • czezata Re: jak? 07.01.12, 20:25
        Przez te wszystkie lata były wspólne ryby , grzyby, rowery,basen,sauna,spacery i rozmowy ,i wieczory pod altaną.Przestałam pracować(n-ka),by zająć się domem i synami(17 i 22).A on prowadził w tym czasie dużą firmę i rozwijał pasje-raczej nie wspólne:łowiectwo i motor.Przeszło dwa lata temu po dwudziestu kilku latach przez nk odnalazła go jakas dawna sympatia,no i popłynęło.Co prawda wyniósł się z domu,mamy rozdzielność majątkową ,daje jakieś pieniądze,ale już zbudował chatę na okolicę,a firma warta kilka milionów.Dlatego też walczyć będę o kasę.Zostałam bez pracy ,z domem ,ale wartym kilkaset tys., a on z majątkiem dość dużym.Czuje się okropnie przegrana,bo mimo studiów,nikt 46-letniej n-ki zatrudnić nie chce,no i jeszcze zszarpana psychika,i to cholerne poniżenie i poczucie, że się gorsza okazałam od tej aktualnej.Ech,życie żebyś ty miało tyłek to bym cię skopała,a tak to ty kopiesz mnie
        • pendzacy_krolik Re: jak? 08.01.12, 15:05
          tak sie konczy,kiedy kobieta uzaleznia swoje zycie od mezczyzny. masz doroslych synowi i nadal nie chce ci sie pracowac? nie sciemniaj,ze nikt cie nie chce przyjac do pracy,bo nawet jej nie szukasz,wiec skad wiesz. ja znalazlam nowa prace w wieku 44lat, z ogloszenia w necie, i nie majac wyzszego wyksztalcenia.
          ps. co co ci byly studia?
          • szizumami Re: jak? 08.01.12, 16:34
            tak króliku--i tak sie tez konczy --że sie tu rozpisujemy--kiedy UCZUCIOWO uzalezniamy sie od swoich męzów--I NIE MOŻEMY SIE ZDECYDOWAC--CZY RYBKI CZY AKWARIUM
            jak u ciebie--w końcu rozwodzisz sie z niekochajacym męzem--czy rozwodzić sie bedziesz nad czyimś rozwodzeniem
            syczysz o uzaleznieniu autorce watku---a swojego nie widzisz!
            innego rodzaju uzaleznienia!

            zaprawde nie warto za toba obstawac
            chyba musze przeprosic malgolke
            • malgolkab Re: jak? 10.01.12, 09:47
              szizumami napisała:


              > chyba musze przeprosic malgolke
              e, tam, ja się nie gniewamsmile
        • malgolkab Re: jak? 10.01.12, 09:45
          czezata napisała:

          > Przez te wszystkie lata były wspólne ryby , grzyby, rowery,basen,sauna,spacery
          > i rozmowy ,i wieczory pod altaną.Przestałam pracować(n-ka),by zająć się domem i
          > synami(17 i 22)
          Skoro synowie mają 17 i 22, to czemu nie wróciłaś do pracy 10-15 lat temu?.
          >.Co prawda wyniósł s
          > ię z domu,
          skoro wyniósł się z domu, to nie spodziewałaś się w końcu pozwu? chciałaś mieć męża na papierze, który mieszka osobno?
    • altz Re: jak? 07.01.12, 20:08
      Dziwi mnie Twoje zachowanie. Po co się tak denerwować?
      Chłopak prawie dorosły, nazywanie go "nielatem" to duża przesada.
      Robiąc awanturę utrudnisz chłopakowi spotkania z ojcem.
      Trzeba przyjąć, że ludzie odchodzą od siebie, gdy już nie chcą ze sobą być, a u Was nawet nie ma potrzeby bycia razem, nie macie malutkich dzieci, nikt z Was nie jest niepełnosprawny itd.
      Myślę, że powinnaś zmienić psychiatrę, bo ten Ci nie pomógł, wziąć jakieś leki i starać się dojść do równowagi i przede wszystkim zająć się czymś nowym, co Cię będzie angażować.
      • czezata Re: jak? 07.01.12, 20:32
        Hm,jak drań odchodził z domu,to "nielat" miał 14 lat-trudny czas w życiu człowieka,weryfikują sie wtedy poglądy i wartości.Przez pól roku po odejściu ojca z domu budził się z płaczem w nocy.Przykre i boli
        • babag Re: jak? 07.01.12, 23:06
          Czegoś tu nie rozumiem. Skoro dwa lata temu Twój mąż odszedł z domu, to jak mogłaś nie spodziewać się, że prędzej czy później dostaniesz pozew??? Zwłaszcza,że odchodził do kogoś. Wierzyłaś, że wyszumi się i wróci?
          • pendzacy_krolik Re: jak? 08.01.12, 15:14
            czekala na cud.nawet wtedy nie przyszlo jej do glowy,zeby sie finansowo uniezaleznic.

            babag napisała:

            > Czegoś tu nie rozumiem. Skoro dwa lata temu Twój mąż odszedł z domu, to jak mog
            > łaś nie spodziewać się, że prędzej czy później dostaniesz pozew??? Zwłaszcza,że
            > odchodził do kogoś. Wierzyłaś, że wyszumi się i wróci?
            • malgolkab Re: jak? 10.01.12, 09:58
              pendzacy_krolik napisała:

              > czekala na cud.nawet wtedy nie przyszlo jej do glowy,zeby sie finansowo uniezal
              > eznic.
              >
              super rada od żony maminsynka leżącego całymi dniami na kanapie. kiedy twój rozwód, króliku, w końcu? bo wygrażasz się, a nic z tego nie wynika
        • malgolkab Re: jak? 10.01.12, 09:49
          czezata napisała:

          > Hm,jak drań odchodził z domu,to "nielat" miał 14 lat-trudny czas w życiu człow
          > ieka,weryfikują sie wtedy poglądy i wartości
          czyli 3 lata temu już odszedł, a Ty "nie spodziewałaś się" pozwu? od 3 lat nie masz męża, rozwód będzie tylko potwierdzeniem stanu faktycznego. Naprawdę chciałabyś go teraz spowrotem?
      • maciekqbn Re: jak? 07.01.12, 23:15
        altz napisał:

        > Myślę, że powinnaś zmienić psychiatrę, bo ten Ci nie pomógł

        Ja myślę, że pani powinna pójść na psychologa po poradę. Psychiatra to lekarz, który leczy choroby i zaburzenia osobowości, a nie problemy emocjonalne człowieka. Gdy pacjent opowiada psychiatrze o swoich problemach, ten próbuje zakwalifikować objawy i przepisać odpowiedni środek leczniczy (najczęściej psychotropy). W tej sytuacji to nie o to chodzi.
        No chyba, że pani ma jakieś zaburzenia osobowości albo inne problemy psychiczne, o których tutaj nie wspomniała.
        • maciekqbn Re: jak? 07.01.12, 23:22
          maciekqbn napisał:

          > No chyba, że pani ma jakieś zaburzenia osobowości albo inne problemy psychiczne
          > , o których tutaj nie wspomniała.
          >

          Ale z lektury jej tekstów wynika, że jest normalną, wrażliwa kobietą. Uważam, że pomyliła specjalistę.
          • altz Re: jak? 07.01.12, 23:42
            maciekqbn napisał:

            > Ale z lektury jej tekstów wynika, że jest normalną, wrażliwa kobietą. Uważam, ż
            > e pomyliła specjalistę.

            Nie przesadzajmy, psychiatra to lekarz, to jest medycyna, a nie szarlataneria. Potrafią pomóc za pomocą leków uspokoić się, żeby jakoś zacząć w miarę normalnie myśleć. W końcu miłość czy depresja też są reakcjami chemicznymi. Do tego warto znaleźć sobie grupę wsparcia, fajną ciotkę czy życzliwą koleżankę i wszystko przegadać, aż do bólu. Poznałem kilku psychiatrów i super się z nimi rozmawiało, to nie były osoby, które dają leki i do widzenia, miały swoje zdanie i niekoniecznie się zgadzały z pacjentem, a na pewno nie naciągały na pieniądze pacjentów. Psychiatra nie jest tylko od poważnych chorób psychicznych, a psycholodzy są zdecydowanie przereklamowani. Myślę, że to były leki, które nie zadziałały, a Autorka nie przepracowała problemu. Najgorzej, jak się żyje złudzeniami.
            • moniapoz Re: jak? 07.01.12, 23:50
              tu autorka wspomniała o fudze dysocjacyjnej
              W przypadku fugi osoba, która doświadczyła traumatycznego wydarzenia lub przeżyła coś co przekroczyło poziom stresu jaki potrafi znieść, traci pamięć o przeszłości, o tym kim była i odchodzi z domu. Bardzo często przed zapadnięciem w stan fugi osoba ma kłopoty małżeńskie, zawodowe, finansowe. Znamiennym jest fakt, że zdarzało się to wśród osób, które przeżyły wojnę. Jest to więc psychologiczny mechanizm obronny, który zabezpiecza przed doświadczeniem stresujących przeżyć. Można sobie wyobrazić, że to typowy przykład ucieczki, jaką organizuje świadomość osoby, aby nie doświadczyć więcej przykrości.
              z tego co czytam to tego nie leczy się lekami tylko psychoterapia

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • altz Re: jak? 08.01.12, 00:07
                Może i nie da się leczyć, ale raczej można lekami obniżyć poziom lęków, choćby na początku.
                Człowiek jest skomplikowany, jeśli sam nie chce sobie pomóc, to potrafi zablokować każdą pomoc.
                Ale tutaj nie było utraty pamięci, o ile dobrze przeczytałem.

                > z tego co czytam to tego nie leczy się lekami tylko psychoterapia
                Nazywanie psychoterapię leczeniem jest nadużyciem, bo psychoterapeuta nie jest lekarzem, o ile nie jest również psychiatrą.
                • maciekqbn Re: jak? 08.01.12, 00:20
                  altz napisał:

                  > Nazywanie psychoterapię leczeniem jest nadużyciem,

                  Psychoterapię stosuje sie pomocniczo przy wielu dolegliwościach. Psychoterapię się stosuje, o _leczeniu_ psychoterapią mówi się potocznie ale nie czepiajmy się słówek.

                  > bo psychoterapeuta nie jest lekarzem, o ile nie jest również psychiatrą.

                  Zgadza się. Psycholog np. nie może wypisywać recept.
                  Najlepiej wybrać sobie psychoterapeutę/psychologa, który jest również psychiatrą. Zawsze ma szersze spojrzenie na problem niż ktoś o tylko jednej specjalności.

                  Jednak nikomu nie życzę, by musiał stawać przed koniecznością dokonywania takich wyborów.
                  • kami_hope Re: jak? 08.01.12, 01:25

                    Psychiatra i psycholog różnią się przede wszystkim wykształceniem, ale także i innymi sposobami pracy. Psychiatra ma szeroką wiedzę medyczną, a przez to szerszy zakres diagnostyczny – że tak powiem. Bo co prawda oboje mają wiedzę nt. psychiki ludzkiej, to psychiatra zajmuje się zaburzeniami psychicznymi, które mogą być pochodzenia endogennego, gdzie psycholog już nie ma dostępu. Psycholog raczej zajmuje się zachowaniami ludzkimi, podniesieniem komfortu życia psychicznego – że tak to ujmę – a także problemami afektywnymi. Poza tym, psycholog w swojej pracy może, ale wcale nie musi zajmować się zaburzeniami psychicznymi. Ale oboje mogą być psychoterapeutami, oczywiście po szkoleniu, praktyce, a i sami muszą przejść psychoterapię.
                    W każdym razie psychiatra nie czyha na pacjenta żeby mu zaserwować psychotropy. A że ma do dyspozycji zarówno farmakoterapię jak i psychoterapię, to je wykorzystuje w leczeniu odpowiednio do zdiagnozowanego zaburzenia.
                    • altz Re: jak? 08.01.12, 08:06
                      kami_hope napisała:

                      > Psychiatra i psycholog różnią się przede wszystkim wykształceniem, ale także i
                      > innymi sposobami pracy.

                      Psychiatra i psycholog różnią się przede wszystkim wykształceniem, psychiatra jest lekarzem, jest to nauka medyczna, a psycholog nie i zajmuje się różnymi technikami mieszanymi na pograniczu nauki i magii.

                      > W każdym razie psychiatra nie czyha na pacjenta żeby mu zaserwować psychotropy.
                      Natomiast psycholog często czyha, żeby pacjentowi zaserwować rachunek za ciąg wizyt, które nie dają żadnych wyników. Dobór na psychologię jest negatywny, według moich obserwacji, z 50% osób idzie na psychologię, bo mają same ze sobą problemy albo zaburzenia, albo w głowie groch z kapustą i jest to stan stały, w każdym razie są to osoby słabo radzące sobie we własnym świecie.

                      > Ale oboje mogą być psychoterapeutami, oczywiście po szkoleniu, pra
                      > ktyce, a i sami muszą przejść psychoterapię.
                      Psycholog, w przeciwieństwie do psychiatry, nic nie musi. Nawet stowarzyszenia psychologów nie są w stanie się porozumieć i mówić jednym głosem oraz narzucić reszcie jakieś obowiązki.
                      • kami_hope Re: jak? 08.01.12, 15:40
                        Altz, ja przedstawiłam powyżej uproszczoną definicję dla rozróżnienia obu profesji, a nie ocenę. Nie wiem czy psycholog czyha z rachunkiem na klienta, ani jacy ludzie idą na psychologię. Ale odnosząc się do Twojego komentarza powiem, że zarówno psychiatra jak i psycholog biorą za swoją pracę pieniądze. Podobnie jak księgowa, sprzątaczka, śpiewaczka, itd. Każdy płaci rachunki, robi zakupy… Dlatego też i każdy z nas potrzebuje mieć dochód. Zaś na wybór określonego zawodu ma wpływ wiele czynników. To cechy charakteru, pasje, a także środowisko w jakim się wzrastało i możliwości rozwoju. Jeśli chodzi o czynnik psychologiczny, to każdy z nas ma jakąś zadrę w sobie i nie ma ludzi doskonałych. A to dlatego, że nie rodzimy się w rodzinach doskonałych, a rodzice nie są zawodowymi rodzicami, tylko uczą się rodzicielstwa w trakcie. Często popełniają błędy, które to odciskają piętno na kolejnym pokoleniu. Każdy również radzi sobie z życiem na swoją miarę, a także w zależności od tego na ile los nas doświadczy.
                        Psychiatra podobnie jak psycholog, też nie musi. W ogóle nikt niczego nie musi. Istnieje coś takiego jak etyka zawodowa, która dotyczy wszystkich innych zawodów. Psychiatra po ukończeniu studiów medycznych, a przed otrzymaniem dyplomu składa uroczyste przyrzeczenie (przysięga Hipokratesa), bo chce, a nie musi. I uwierz mi, ten moment jest czymś szczególnym i emocjonującym. Często słowa wypowiadane są ze łzami w oczach. W przyszłości różnie to bywa. Bo ludzie są tylko ludźmi i czasem brzemię odpowiedzialności ich przerasta lub/i okazuje się że byli dobrymi studentami/teoretykami zaś nie koniecznie są utalentowani w praktykowaniu. Dlatego mówimy o „sztuce lekarskiej”. Ci drudzy najczęściej realizują się świetnie na polu naukowym oraz jako kadra kształcąca nowych studentów.
                        Ja się nie angażuję w politykę, stowarzyszenia, itp. To też nie wiem jak to wygląda.
                        Ale wiem czym zajmuje się medycyna, tudzież psychiatra i psycholog, więc napisałam.
    • circa.about Re: jak? 07.01.12, 20:13
      Tez radzę wizytę u psychiatry i ewentualną zmianę leków lub chociażby dawki.
      Ja lada moment składam pozew i na pewno nie odstawię leków przed rozprawą, jednak dzięki nim doszłam już do takiego porozumienia sama ze sobą, że wiem, że dam radę. U nas minęło pół roku od rozstania i staram się traktować rozwód jako czystą formalność. Udało mi się znaleźć dobrą pracę, w fajnym środowisku, zajmuję się dziećmi, domem i cieszę się, ze co raz rzadziej zaprzątam sobie głowę jeszcze-mężem i naszym rozstaniem - a widuję się z nim regularnie, bo przyjeżdża po dzieci a potem je odwozi.
      Jednak wiem, że mam takie a nie inne podejście do sprawy właśnie dzięki dobrze dobranym lekom. Bez nich nie dałabym rady, a przynajmniej byłoby mi o wiele trudniej.
      • maciekqbn Re: jak? 07.01.12, 23:25
        circa.about napisała:

        > Jednak wiem, że mam takie a nie inne podejście do sprawy właśnie dzięki dobrze
        > dobranym lekom. Bez nich nie dałabym rady, a przynajmniej byłoby mi o wiele tru
        > dniej.

        Nie sądzę, by autorka wątku była w depresji. Niepotrzebne faszerowanie się psychotropami niszczy osobowość.
    • sonia_30 Re: jak? 07.01.12, 21:45
      Czezata najgorsze za Tobą.. zdrada i cały ten kocioł. Rozwód to przyklepanie stanu rzeczy, a to w jaki sposób zostałaś poinformowana tylko potwierdza iż definitywne rozstanie jest jedynym słusznym kierunkiem. Dasz radę, bo nie ma innego wyjścia.
      • czezata Re: jak? 07.01.12, 22:13
        Dzięki,dam radę i takich słów mi trzeba i po to m.in. się zalogowałam na tym forum -dzięki
        • plujeczka Re: jak? 08.01.12, 08:16
          nie bardzo rozumiem dlaczego tsk histerycznie reagujesz na rozwód-wszak Pan wyniósł sie z domu do śc dawno, powinnas była sie do tego przygotowac ale nie gniewaj sie było ci wygodnie, nie pracowałas, facet mimo zdrady kase Wam dawał a ty siedziałas w domu i zastanawiałas sie co oni oboje robia ludzac sie,ze do Was wróci.Wiele w tym twojej winy, dawno powinnas pojśc do pracy, wszak mialas duze dziecko i duze możliwości. Wygodne zyvie u boku zamozxnego meza jak sama widzisz nie zawsze oznacza sielanke do konca zycia.
          Nikt ci nie pomoze jeski ty sama tego nie zrobisz i nie wezmiesz się w garsc,rozwód mozxna przezyc choc łatwonie bedzie dlatego nie walcz o jego wine bo dopiero zobaczysz jak rozwinie sie twoja choroba, daj mu wolnosc ale walcz o majatek i zabezpieczenie przyszlości.
          Pomysl jak a ty firme mozesz prowadzić, roxumiem ,ze przez lata trovhe chociaz interesowalas się tym co zawodowo twoj maz robi czy tez nosa poza garnek nie wychylilas? to sama coś otwórz a przde wzystkim ustal rozdizelnoścv majatkową bo sprawy mogas ciagnać e3ez szans tylko przestan sie mazać i roztrzasać to co sie stało,m powinnas sie na to przygotować ,\wszak w zasadzie od 2 lat nie jestesci malzeństwem ,oboje udawaliscie ,zxe4 nic sie nie stało ..ale staslo sie, facet odszedl i nie wracał to powinno dac ci do myleslenia, teraz bierz sie do pracy i nie rozxpaczaj, ludzie maja\ gorzej i daj a sobie radę.Powtarzam jesli sama sobie nie pomozesz to nie pomoze ci nikt...
          • czezata Re: jak? 08.01.12, 10:18
            Cóż,właściwie nie powinnam się tłumaczyć,ale...Facet nigdy nie wstał w nocy do chorych dzieci,nie był z nimi u lekarza, na wywiadówce ,czy imprezie szkolnej,nie zawiózł na pozaszkolne zajęcia.Ja te sznurki miałam połapane.Nie znaczy to ,że w pewnym momencie nie zatęskniłam za zawodowa pracą,ale wypadłam z obiegu.Pisanie,że inni mają gorzej,to jak tłumaczenie komuś,żeby się cieszył,że ma jedną rękę złamaną a nie dwie.Praca zawodowa to raczej w tych czasach poczucie stabilizacji ,bezpieczeństwa, a nie-kara czy udręka.To, że przestałam pracować w szkole,to była nasza wspólna decyzja,jak się okazuje niesłuszna,ale czasu nie cofnę.A dorabialiśmy się,podkreślam MY-od przysłowiowego zera.Rozwód odbieram ,jako poczucie klęski,bo nie ten cholerny majątek był najważniejszy ,ale moja Rodzina
            • maciekqbn Re: jak? 08.01.12, 10:39
              Myślę, że niepotrzebnie tak to przeżywasz. Z czasem oswoisz się z myślą i nabierzesz dystansu. Skup się na tym, że uwalniasz się od kogoś, kto w jakimś sensie Ciebie blokował na drodze do szczęścia. Skup się na sobie, postaraj się wrócić do zawodu albo zajmij się czymkolwiek innym - na swoje własne życzenie ograniczyłaś się do roli sprzątaczki-kucharki. Stać Cię na więcej. Uwierz w przeznaczenie, może to jakiś znak - czas na zmiany.
            • zielona.wrona Re: jak? 08.01.12, 11:53
              czezata napisała:

              > Cóż,właściwie nie powinnam się tłumaczyć,ale
              Nie, tlumaczyc sie nie musisz, ale to Ty tu napisalas do nas a nie odwrotnie. Wytlumacz wiec nam, na co te dwa lata liczylas? Liczylas na to, ze maz wroci? Przez dwa lata nie zrobilas nic, zeby swoj wlasny byt zabezpieczyc. Przez dwa lata nie znalazlas pracy nawet na pol etatu? Twoj jeden syn jest dorsly, drugi nastolatek a wiec o wstawaniu do dzieci po nocy dawno mowy byc nie moze. Wlasciwie to sytuacja byla taka:
              po kilkunastu latach malzenstwa, gdy dzeici byly juz nastolatkami, maz odnajduje swoja dawna milosc i odchodzi. Odchodzi zostawiajac zonie i synom cala reszte i placac na utrzymanie calej trojki. A musi to byc niemalo, bo zona nie pracuje. Zona, wprawdzie opuszczona, ale zyje sobie niezle. Pracowac, nie pracuje, synowie dorosli, zyc a nie umerac. Taki stan moglby trwac i do smierci. Mam wszystkie prawa, zadnych obowiazkow. Przyslowiowe skarpetki niech pierze kochanka. Po dwoch latach takiego zycia, maz wnosi NAGLE (!) o rozwod. I dla zony to jest zaskoczenie. O! nagle sie moze cos zmienic. Rodzina? Rodziny nie ma juz od dwoch lat. Moze maz przestac lozyc na zony byt? A to moze juz byc problem.
              Tak na dobra sprawe, to ten maz jeszcze zachowuje sie na poziomie. Od dwoch lat utrzymuje dom w ktorym nie mieszka, ma kontakt z synem.
              A tego, ze malzenstwo "przedtem" bylo dobre nie zrozumiem nigdy i mysle, ze nie tylko ja. Nikt nie odchodzi tak ot. sobie nagle, od kochanej rodziny. Tylko trzeba to chciec widziec.
              A wiec skoncz sie nad soba uzalac, stalo sie i sie nie odstanie, czas zebys pomyslala, jak o siebie sama zadbac. Zadne usprawiedliwienia tu nie pomoga. Po pierwsze zdaj sobie sprawe, ze nic nie stalo sie NAGLE. Twoj maz opuscil cie dwa lata temu, nie wczoraj!
              zielona.wrona
              • czezata Re: jak? 08.01.12, 12:36
                Ok,ok-tłumaczę.Proszę mi powiedzieć ,skąd ta niechęć do niepracujących kobiet?Ja pracowałam 10 lat-do momentu urodzenia drugiego dziecka.Mieszkam w małym miasteczku-w tej chwili w UP jest zarejestrowane 1300 bezrobotnych kobiet i gdzie napisałam, że ja tej pracy nie szukam?Przegrywam z młodymi, znającymi języki itp,ot różnica pokolenia.A mój były to patrzę, jawi się jako bohater-przecież daje jakąś kasę,nie bije,utrzymuje kontakt z dziećmi-wzór-konspekt.Był miłością mojego życia-bywają takie-i dlatego boli.A to,że oszukiwał mnie prawie przez rok,że przypadkowo odkryłam ,że jest ta druga?To nic?A szedł w zaparte,że nie ma romansu do momentu ,kiedy znalazłam drugi telefon.Wiec to ja rozwaliłam rodzinę?ja jestem winna?Przez lata uchodzilismy za fajne małżeństwo,jego zdrada i odejście było szokiem dla znajomych,rodziny,o sobie już pisałam.
                • altz Re: jak? 08.01.12, 12:59
                  Przecież tu nie chodzi o to, kto kogo zostawił i dlaczego, przecież to już historia i nikogo to nie powinno interesować.
                  Nie chodzi o to, kto jest winien, tylko o to, jak teraz żyć i za co? Były płacił przez dwa lata, był czas na przystosowanie się, a ten czas został zmarnowany. Może trzeba będzie się gdzieś przenieść, gdzie jest ta praca?
                  Może domek sprzedać tutaj, kupić gdzie indziej i choćby prowadzić podnajem dla turystów?
                  Założyć jakąś własną działalność? Do 65 lat życia jest jeszcze sporo lat pracy.
                • tautschinsky Re: jak? 08.01.12, 13:34
                  czezata napisała:

                  > Ok,ok-tłumaczę.Proszę mi powiedzieć ,skąd ta niechęć do niepracujących kobiet?J
                  > a pracowałam 10 lat-do momentu urodzenia drugiego dziecka.Mieszkam w małym mias
                  > teczku-w tej chwili w UP jest zarejestrowane 1300 bezrobotnych kobiet i gdzie n
                  > apisałam, że ja tej pracy nie szukam?Przegrywam z młodymi, znającymi języki itp
                  > ,ot różnica pokolenia.



                  I wszystko jasne - kolejna wygodnicka. Żyjąca z krwawicy męża.
                  Dzieci dorosłe niemal osoby, na pewno już samodzielne 17 i 19 lat.

                  No i z czego zamierzasz żyć? Jak kombinujesz? Przejąć pół firmy,
                  kasę wpłacić na konto i ciągnąć z odsetek czy może marzą ci się
                  alymenta na siebie?

                  Ludzie, powiedzcie mi, proszę, jak mieć do jasnej ciasnej, szacunek
                  do kobiet - do TAKICH kobiet?!!
                  • troll_only Re: normalnie 08.01.12, 15:07
                    mozna miec szacunek do takich kobiet - osobiscie znam kilka takich, ktore oficjalnie nie pracoawały, bo
                    zajmowały sie dzieckiem i domem - bo meza nie obchodziły zakupy, peowadzenie domu i brak uprasowanej koszuli czy ugotowanego obiadu, nie musiał brac zwolnienia bo dziecko chore i trzeba sie nim zajac, nie myslał co na obiad ani po pracy nie sprawdzał czy dziecko odrobiło lekcje, nie musiał tez leciec do szkoły ani na poczte opłacic rachunki i taaaaaaaaak dalej, w tym czasie mąż zajmował sie tylko rozwojem firmy - przynajmnie znam 3 takie małżenstwa gdzie po 10, 15 latach takiego zapieprzu panie zostały z niczym a panowie z dobrze prosperujacą firma i kochankami - wybacz facet ale nie bardzo rozumiem dlaczego miałabym ich nie szanowac tylko dlatego ze zaufały życiu i mężowi. Smutne i na pewno nie takie czarno białe jak ty to widzisz. Jezeli panowie co drugi tydzien szli by na chorobowe z małym dzieckiem to nie mieli by nawet kiosku z warzywami nie mowiac o kilku milionowej firmie.



                    tautschinsky napisał:

                    >>>
                    > Ludzie, powiedzcie mi, proszę, jak mieć do jasnej ciasnej, szacunek
                    > do kobiet - do TAKICH kobiet?!!
                    >
                    >
                    >
                    • zielona.wrona Re: normalnie 08.01.12, 16:04
                      troll_only napisała:

                      > mozna miec szacunek do takich kobiet - osobiscie znam kilka takich, ktore oficj
                      > alnie nie pracoawały, bo
                      > zajmowały sie dzieckiem i domem - bo meza nie obchodziły zakupy, peowadzenie do
                      > mu i brak uprasowanej koszuli czy ugotowanego obiadu, nie musiał brac zwolnieni
                      > a bo dziecko chore i trzeba sie nim zajac, nie myslał co na obiad ani po pracy
                      > nie sprawdzał czy dziecko odrobiło lekcje, nie musiał tez leciec do szkoły ani
                      > na poczte opłacic rachunki i taaaaaaaaak dalej, w tym czasie mąż zajmował sie t
                      > ylko rozwojem firmy - przynajmnie znam 3 takie małżenstwa gdzie po 10, 15 lata
                      > ch takiego zapieprzu panie zostały z niczym a panowie z dobrze prosperujacą fir
                      > ma i kochankami - wybacz facet ale nie bardzo rozumiem dlaczego miałabym ich ni
                      > e szanowac tylko dlatego ze zaufały życiu i mężowi. Smutne i na pewno nie takie
                      > czarno białe jak ty to widzisz. Jezeli panowie co drugi tydzien szli by na cho
                      > robowe z małym dzieckiem to nie mieli by nawet kiosku z warzywami nie mowiac o
                      > kilku milionowej firmie.
                      -----------------------------------------
                      Wiesz co, dobrze, ze jestes tylko troll!!

                      Miliny kobiet pracuja, rozwijaja sie naukowo, zajmuja wysokie i niskie stanowiska i maja dzieci. I tym kobietom nalezy sie szacunek. Pracuja bo musza, bo chca, bo mysla o przyszlosci. W razie czego, moga sie wypiac na niewiernego malzonka i jego utrzymanie. No tak, ale nastoleni chlopcy potrzebuja podcierania pupci i mamusi przytulania w razie choroby.
                      A potem mamusia jeczy, ze sie poswiecila. Komu sie poswiecila? Wlasnej wygodzie. To tyle!
                    • nangaparbat3 Troll 08.01.12, 19:36
                      obiema rękoma podpisuję się pod tym, co napisałaś.
                      Dodam jeszcze, że taki pan nie tylko z kasą, ale i z klasą, po prostu bierze na siebie utrzymywanie byłej zony - bo tak, jest jej to winien.
                      • maciekqbn Re: Troll 08.01.12, 19:42
                        nangaparbat3 napisała:

                        > Dodam jeszcze, że taki pan nie tylko z kasą, ale i z klasą, po prostu bierze na
                        > siebie utrzymywanie byłej zony - bo tak, jest jej to winien.

                        Ty tak poważnie?
                        • nangaparbat3 Re: Troll 08.01.12, 20:44
                          Oczywiście że poważnie.
                          Jeśli oboje postanowili, że w ten sposób dzielą się obowiązkami, a on sie potem wymiksowuje z jakiego bądź powodu, powinien ją do końca życia utrzymywać, na takim poziomie, na jakim sam zyje.
                          Mam koleżankę w tej sytuacji - skończyła świetne inżynierskie studia, miała dobrą pracę, potem zdecydowali się na to, że ona zajmuje się domem i dziećmi, on zarabia. On się wymiksował po 20 latach - ona bez szansy na sensowna pracę w zawodzie. On ją utrzymuje, ale żyje sobie z kim chce.
                          W ogóle nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej - zmieniłem zdanie, odchodzę, a ty rób co chcesz. Oczywiście zdarzają się ludzie, którzy tak robią (w mojej własnej rodzinie się zdarzyło - pani po 30 latach małżeństwa przyznano jakieś 500 sł alimentów, były mąż chyba jednak płacił więcej, bo cienia szansy na pracę nie miała).
                          Ja rzecz jasna jestem za tym, żeby kobiety pracowały zawodowo, oczywiście. Ale to tutaj nie ma nic do rzeczy - kiedyś podjęto wspólną decyzję i trzeba ponosić jej konsekwencje.
                      • zielona.wrona Re: Troll 08.01.12, 20:00
                        nangaparbat3 napisała:


                        > Dodam jeszcze, że taki pan nie tylko z kasą, ale i z klasą, po prostu bierze na
                        > siebie utrzymywanie byłej zony - bo tak, jest jej to winien.


                        A to niby dlaczego????
                        Bo taka pani miala w zyciu za zadanie siedziec w domu, wychowywac dzieci do pelnoletnosci i pachniec. To sie nazywa"poswiecenie". A kto jej kazal? Zmuszal ja ktos? To byl jej dobrowolny wybor.
                        A chlop ma placic!
                        No dobra a co ona ma robic, jak ma klase?
                        • nangaparbat3 Re: Troll 08.01.12, 21:09
                          Jak to dlaczego?
                          Dlatego że się umówili, ze on będzie na nią zarabiał.
                          Dlatego że z jakiegoś powodu odpowiadało mu, zeby żona siedziała w domu i nie pracowała zawodowo.
                          Może - a bywa tak, bywa - dlatego ze deprecjonował jej pracę, bo zarabiała wielokrotnie mniej od niego.
                          Dlatego że przez szereg lat, kiedy mogła rozwijać się zawodowo, zajmowała się domem. Że w tym sensie wszystkie te lata straciła - a raczej zainwestowała je w niego, jego dom, jego spokój, jego dzieci, jego firmę i jego kałdun.
                          -------
                          ziejów Polski tenorem było ginąć z honorem.
                          Każdy życiem szafował bez żenad.
                          Pradziadowie i ojce raźno szli w samobojce
                          tylko ten sławę miał,kto był denat.
                          • argentusa Re: Troll 08.01.12, 21:49
                            Oj Nanga, z choinki się urwałaś?
                            A jak ktoś obiecywał miłość, wiernosć i uczciwośc małż a potem się zmieniło, to tak do końca zycia ma tkwić w złym związku bo się Państwo na coś umówili?
                            Tylko ktoś całkowicie pozbawiony wyobraźni, oraz instynktu samozachowawczego tak się uzaleznia finansowo od drugiej osoby. Ja rozumiem -dzieci małe, umawiamy się na podział obowiązków -dom -pani, pan -zawodowe sprawy. Ale na Boga, doskonale wiem, że niepracowanie jest WYGODNE. I nie wciskajmy kitu reszcie świata, że to takie poświęcenie .A niepracować 10 lat i nie widzieć, że świat jest pełen interesujacych kobiet, które zawodowo się rozwijają i moga być REALNYM zagrożeniem związku to delikatnie mówiąc niefrasobliwość jest.
                            Pewnie,że chcielibyśmy aby ludzie byli wyłącznie szlachetni, odpowiedzialni i uczciwi. Ale tacy nie są. Z faktami się nie dyskutuje. Każdy musi zadbać o siebie sam. Ale na to to trzeba dorosnąć i wziąć odpowiedzialnosć za swoje życie. Niektórym się nie chce. Bo to jednak bywa bolesne.
                            Ar.
                            • nangaparbat3 Re: Troll 08.01.12, 22:05
                              Nie, nie urwałam się z choinki.
                              Pozostanie żony w domu oczywiście jest wygodne - dla OBU stron.
                              Natomiast cena płacona przez kobietę jest oczywiście wyższa i ja jako ja nie pojmuję zupełnie, jak można się na nią godzić - ale to jest zupełnie odrębna kwestia.
                              A niepracować 10 lat i nie widzieć, że świat jest pełen
                              > interesujacych kobiet, które zawodowo się rozwijają i moga być REALNYM zagroże
                              > niem związku to delikatnie mówiąc niefrasobliwość jest.


                              A tym to mnie ubawiłaś.
                              Tak jakby pracujące nie były zdradzane czy porzucane.


                              > Pewnie,że chcielibyśmy aby ludzie byli wyłącznie szlachetni, odpowiedzialni i u
                              > czciwi. Ale tacy nie są. Z faktami się nie dyskutuje. Każdy musi zadbać o siebi
                              > e sam. Ale na to to trzeba dorosnąć i wziąć odpowiedzialnosć za swoje życie. Ni
                              > ektórym się nie chce. Bo to jednak bywa bolesne.

                              Ojojojojojojojoj.
                              Jak się korzystało z czyjejś niedorosłości, to trzeba za to potem płacić. To też są fakty.
                • zielona.wrona Re: jak? 08.01.12, 13:56
                  czezata napisała:

                  oszukiwał mnie prawie przez rok,ż
                  > e przypadkowo odkryłam ,że jest ta druga?To nic?A szedł w zaparte,że nie ma rom
                  > ansu do momentu ,kiedy znalazłam drugi telefon.Wiec to ja rozwaliłam rodzinę?ja
                  > jestem winna?Przez lata uchodzilismy za fajne małżeństwo,jego zdrada i odejści
                  > e było szokiem dla znajomych,rodziny,o sobie już pisałam.


                  A wiec w sumie conajmniej trzy lata Wasze malzenstwo nie istnialo. Nic nie dzialo sie z wczoraj, na dzis. Pozew meza nie mogl byc dla Ciebie zaskoczeniem, jak to opisywalas w pierwszym poscie. ty nie chcialas wiedziec!!!
                  I nikt nie ma czegokolwiek przeciwko niepracujacym kobietom. Praca przy malych dzieciach jest ciezka praca. Ale Twoje dzieci to prawie dorosli mezczyzni. Od trzech lat conajmniej wiesz, ze maz odszedl do innej. A Ty lamentujesz, jakim zaskoczeniem dla Ciebie byl pozew meza. Oczywiscie, ze nie Ty rozwalilas rodzine. Nie wiemy, jak dlugo maz czekal na chwile, zeby moc odejsc. Nie zostawil Cie bez srodkow do zycia i na ulicy. Utrzymuje Cie nadal. Odszedl, ale zachowal i zachowuje sie fair. I ma dokladnie gdzies, co mysla sasiedzi. I dobrze!
                  zielona.wrona
                  • pendzacy_krolik Re: jak? 08.01.12, 15:31
                    wrona dobrze napisal. oczywiscie,oboje jestescie winni rozkladu malzenstwa,ale ty nie powinnas nazywac go draniem w takiej sytuacji.

                    zielona.wrona napisał:

                    > Nie wiemy, jak dlugo maz czekal na chwile, zeby moc odejsc. Nie zostawil Cie b
                    > ez srodkow do zycia i na ulicy. Utrzymuje Cie nadal. Odszedl, ale zachowal i za
                    > chowuje sie fair. I ma dokladnie gdzies, co mysla sasiedzi. I dobrze!
                    > zielona.wrona
                • kowalka33 Re: jak? 08.01.12, 13:58
                  Szczerze to myślę ze czekał dwa lata bo od razu jak nic zostałby uznany winnym rozpadu rodziny , mocno by go kopało finansowo -alimenty dla zony .A tak jaki nic winny nie nie będzie alimentów i kłopotów też. Daj sobie spokój z psychiatrą i weż się w garść. Nie jesteś , stara nic nie warta tylko nic o tym nie wiesz...Polazł do innej krzyż mu na drogę. Dobrze że masz adwokata , nie wina jest tu kluczowa a kasa . Dobry dla ciebie podział majątku. Taki który albo da ci połowę udziałów w firmie i ty dostaniesz w niej pracę albo dobry pieniądz który pozwoli ci rozkręcić interes np. żłobek czy przedszkole. Możesz starać się o dofinansowanie gminy są fundusze unijne czy ustawa żłobkowa. A szlochanie czy psychiatra (to jakies uzaleznienie od tych psychiatrów czy psychologów) to przesada , dosć łez, walcz . I załatw to szybko bez diumdziolenia
                  • malgolkab Re: jak? 10.01.12, 10:12
                    kowalka33 napisała:

                    > Szczerze to myślę ze czekał dwa lata bo od razu jak nic zostałby uznany winnym
                    > rozpadu rodziny , mocno by go kopało finansowo -alimenty dla zony .
                    Przecież on płaci dobrowolnie "alimenty" i to chyba niemałe, skoro żona nie pracuje - Pan utrzymuje żonę, syna i dom, w którym mieszkają, więc od alimentów raczej nie ucieka...
                • dziad47 Re: jak? 08.01.12, 14:41
                  Argumenty padajace w tej dyskusji sa dla kazdej strony zapewne wazne i słuszne. Ale jak mawiał Tewie mlecarz w "Skrzypku na dachu", "ale patrząc z drugiej strony". Skoro twoje małżeństwo sie rozpadło, pora zatroszczyc sie o siebie. Każdy medalma ma dwie strony, sam doswiadczyłem wiele złego ze trony zony. A wydawalo mi się, że jest dobrą zoną. Zdradziła i boli, ale ja zrozumiałem jedno w końcu, dopóki będe czekał na skruche z jej strony to świat sie moze skończyć. Masz kłopoty z poczuciem własnej wartości bo cały czas trwasz tym zwiazku, a gdzie ty jesteś? Masz jeszcze kawałek zycia przed sobą, teraz tylko ty mozesz zadbać o siebie. Jest takie powiedzenie"Nie mozna pomóc komus, kto nie chce pomocy" i na koniec "ludzie tak nas traktuja jak na to pozwlamy" Pa
                  • szizumami Re: jak? 08.01.12, 17:04
                    dziad--szacun dla twojej bezstronności!
                    pomimo poczucia krzywdy ze strony kobiet
                • mama_myszkina Re: jak? 08.01.12, 17:21
                  Niechęć do niepracujacych kobiet jest typowa dla niepewnych siebie społęczenstw na dorobku. Podobnie jak niechęć do homoseksualistów jest motywowana niepewnoscią co do własnej seksualności.

                  Na Zachodzie nikogo to nie dziwi i praca kobiety w domu jest traktowana jak PRACA. Nie każda kobieta chce zachrzaniać na dwa etaty i te, które moga sobie na to pozwolić, po prostu przejmują etat domowy. W efekcie mąż po pracy nie ejst zaganiany do rozwieszania prania i oboje mają czas dla siebie. To działa w obie strony, znam sporo kurów domowych, którzy się świetnie w tej roli realizują.

                  Co do ambicji, to nie oszukujmy się, większość kobiet w Polsce nie tylko się wpracy nie realizuje, ale nawet jej nie lubi. Jak ktoś ma ambicje, to nawet nie pracując będzie malował obrazy, pisał książki czy udzielał się w wolontariacie.

                  Ale taką postawę polskie społęczenstwo zrozumie moze za 30 lat. Póki co wyznacznikiem jakości człowieka jest to, ile zarabia kasy.
                  • altz Re: jak? 08.01.12, 17:36
                    mama_myszkina napisała:

                    > Jak ktoś ma ambicje, to nawet nie pracując będzie malował obrazy, pisał książki
                    > czy udzielał się w wolontariacie.
                    Też bym się tak porealizował w domu siedząc z dziećmi, ale takich głupich kobiet nie ma. sad
                    • mama_myszkina Re: jak? 09.01.12, 11:57


                      altz napisał:

                      > mama_myszkina napisała:
                      >
                      > > Jak ktoś ma ambicje, to nawet nie pracując będzie malował obrazy, pisał k
                      > siążki
                      > > czy udzielał się w wolontariacie.
                      > Też bym się tak porealizował w domu siedząc z dziećmi, ale takich głupich kobie
                      > t nie ma. sad

                      Są i wcale nie są takie głupie. Osobiście znam panią manager wielkiego koncernu, której mąż jest kurem domowym. Małżeństwo kwitnie nieprzerwanie od naprawde wielu lat.
                      • moniapoz Re: jak? 09.01.12, 18:07
                        > Są i wcale nie są takie głupie. Osobiście znam panią manager wielkiego koncernu
                        > , której mąż jest kurem domowym. Małżeństwo kwitnie nieprzerwanie od naprawde w
                        > ielu lat.

                        w Polsce są też tacy, ale jest to kompletnie społecznie nieakceptowane....zwłaszcza przez innych facetów ale także przez ciotki, matki, sąsiadki, które normalnie użalają się nad takim kurem domowym, że on taki biedny, bo dziećmi się musi zajmowaćsmile
                        osobiście znam taki przypadek jeden i całe szczęście facet jest bardzo odporny na rady "życzliwych", zresztą jego żona też musi być mocno cierpliwa ...
                        ale to małżeństwo tak się umówiło i im to odpowiada, na razie są szczęśliwi....

                        ------
                        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  • szizumami Re: jak? 08.01.12, 18:01
                    a w drugiej po czesci--to jest tak
                    zadrośc
                    zawiśc
                    brak wyobrazni
                    [jakże to polskie!]
                    i to----iż w innym,domu,zwiazku ,gospodarstwie-z pozoru to samo
                    jednak nie ma co ----swego schematu przekładac na cudzy
                    bo sie twoje na cudzym nie sprawdzi!
                  • scibor3 Re: jak? 08.01.12, 18:50
                    > Niechęć do niepracujacych kobiet jest typowa dla niepewnych siebie społęczenstw
                    > na dorobku. Podobnie jak niechęć do homoseksualistów jest motywowana niepewnos
                    > cią co do własnej seksualności.

                    Sorry, ty ten Zachód widziałaś jedynie na pocztówkach albo przez szybę autokaru z tygodniową wycieczką do Paryża. Domorosła psychologia, w twoim wykonaniu, jest równie zabawna.
                    • mama_myszkina Re: jak? 09.01.12, 11:58
                      scibor3 napisał:

                      > > Niechęć do niepracujacych kobiet jest typowa dla niepewnych siebie społęc
                      > zenstw
                      > > na dorobku. Podobnie jak niechęć do homoseksualistów jest motywowana niep
                      > ewnos
                      > > cią co do własnej seksualności.
                      >
                      > Sorry, ty ten Zachód widziałaś jedynie na pocztówkach albo przez szybę autokaru
                      > z tygodniową wycieczką do Paryża. Domorosła psychologia, w twoim wykonaniu, j
                      > est równie zabawna.

                      No tak, jak się nie ma argumenów, zawsze można pojechac personalnie.

                      Nic z tego, co napisałes nie jest prawdą, ale wątpię, żeby to miało dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie. Liczy się przecież przyłożenie komuś i ulżenie sobie, no nie?
            • pendzacy_krolik Re: jak? 08.01.12, 15:24
              biedna. moj syn mial 2,5 roku,kiedy musialam wrocic do pracy. i pracuje nieprzerwanie od 20 lat. moj maz byl tylko 2 razy na wywiadowce, do syna wstawal,ale to bylo dawno. w ub.roku pracujac, zorganizowalam kapitalny remont kuchni i lazienki. w domu,jak maz ma ochote to cos sprzatnie,generalnie jednak ma w nosie,oprocz swojego pokoiku, o ktory dba.
              i co,mam sie komus poskarzyc?! zawsze uwazalam,ze praca kobiety w domu jest niedoceniona,ale tej , ktora pracuje zawodowa 100 razy bardziej sie nie docenia.
          • malgolkab Re: jak? 10.01.12, 10:01
            Plujeczko, błagam, zwracaj uwagę na to JAK piszesz - tego się nie da czytać!

            >
        • pendzacy_krolik Re: jak? 08.01.12, 15:18
          jestes i tak w o wiele bardziej komfortowej sytuacji niz wiele z nas tutaj. mam na mysli sfere materialna. nie zostajesz z niczym w razi czego. ale fakt, statusik maetrialny sie obnizy,oj,obnizy.ale jesli nie jestes materialistka nie powinno cie to martwic. NK juz nie jeden zwiazek rozwalila, badz nadwyrezyla jego fundamenty,jak u mnie np.
          czezata napisała:

          > Dzięki,dam radę i takich słów mi trzeba i po to m.in. się zalogowałam na tym fo
          > rum -dzięki
          • nangaparbat3 Re: jak? 08.01.12, 19:46
            Zawiść przez Ciebie przemawia.
            • szizumami Re: jak? 08.01.12, 21:05
              to trzeba chłopem leczyć!
          • jakteraz Re: jak? 08.01.12, 21:13
            Króliku chyba trudno powiedzieć, że mamy tu komfortową sytuację, tylko dlatego, że zostały jej dobra meterialne. Zawsze powtarzałam, że wolałam, jak z moim exem musieliśmy liczyć każdą wydaną złotówkę, ale byliśmy kochającą rodziną, niż jak zaczęło nam się lepiej powodzić, ale nie było już między nami tej więzi.
            Możliwie, że Cezeta też by to wolała
            • jakteraz Re: jak? 08.01.12, 21:20
              jakteraz napisała:


              > Możliwie, że Cezeta też by to wolała


              Miało być Czezata. smile Przepraszam smile
              • herta_m Re: jak? 09.01.12, 13:57
                Mam w dalekiej rodzinie podobny bardzo przypadek, też dwóch synów, mąż dorobkiewicz, wybudował dom na niebotyczny kredyt, dla własnej wygody żonie odradził pracę, znalazł sobie kochankę, gdy żona zaczęła podejrzewać zdradę, szedł w zaparte i robił z niej wariatkę, a gdy znalazła jednoznacznego smsa w jego komórce, przyznał się, nie przeprosił, winę za swoją zdradę zwalił na jej podły charakter.
                Z tym, że: do kochanki nie odszedł, bo ona mężatką była, firma w tym samym czasie zaczęła mu podupadać, siedział w domu i próbował ratować firmę, wyżywając się na zdradzanej nadal żonie, w końcu zbankrutował. Domu sprzedać nie mogli, bo był zadłuzony, ona pracy znaleźć nie mogła, bo to była pierwsza fala recesji, zresztą też ciężko wszystko przeżyła, miała depresję, musiała znosić widok wciąż fochującego się męża, bywało, że nie mieli na rachunki, na jedzenie. W końcu po znajomości znalazła pracę przy sprzątaniu na budowie. To chyba najcięższa z możliwych prac dla kobiety. Teraz jest jedyna żywicielką rodziny, ona dostaje wypłatę na rękę, pod stołem, bo inaczej komornik by jej wszedł na pensję za długi męża, a ten siedzi w domu, niby wciąż próbuje rzeźbić jakieś interesy, ale bez skutku, wyciąga pieniądze na papierosy od starszego syna, ktory niedawno zaczął pracę.
                Kochanka pana chyba rzuciła.
                Wnioski: nigdy nie zdawać się na męża, pracować po odchowaniu dzieci trzeba, choćby mąż był najlepszy.
                Piszę to wszystko na pocieszenie, bo naprawdę większość takich przypadków kończy się o wiele gorzej, niż w przypadku autorki wątku. Trzeba w nieszczęściu szukać rzeczy pozytywnych, a tym jest dobra wola męża, żeby jednak rodzinę zabezpieczyć finansowo.
                Praca opiekunki do dzieci jest teraz bardzo dobrze płatna, polecam, wiele kobiet, ktore kiedyś żyły dostatnio przy mężu, ale czasy się pogorszyły, teraz tym się ratuje i nie narzekają.
    • altz Re: jak? 07.01.12, 21:52
      moniapoz napisała:

      > no może forma w jakiej wyraziła to Kiszczyńska jest jak zwykle dosadna
      > ale faktycznie 14 latek który budzi się z płaczem przez pół roku po odejściu oj
      > ca
      > to lekko dziwne.

      Myślę, że te pół roku płaczu, to takie artystyczne przerysowanie, ale młodzież przeżywa wszystko bardzo mocno i zazwyczaj się tym nie dzieli.
      A Kiszczyńska nie jest w normie, raczej niewiele osób zaproponuje rozładowanie napięcia przez onanizm czy seks z partnerką, zresztą nie jest to najmądrzejszy pomysł. To tak jakby ktoś zaproponował kobiecie, którą mąż porzucił, zakup wibratora. Głupie? Nieprawdaż?
      • moniapoz Re: jak? 07.01.12, 21:56
        nie no oczywiście 14 latek to przecież młody niedojrzały człowiek, odczuwa czasem nawet bardziej gwałtownie niż osoba dojrzała i nie kwestionuje, że mógł to przeżywać...tylko te pół roku mnie troszkę zdziwiło ale może faktycznie było to przerysowanie dla zobrazowania tematu.

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • czezata Re: jak? 07.01.12, 22:08
          Ludzie,pracowałam kilka lat z młodzieżą.Krótka historia:15-latek, konflikty w domu-finał:sznur i gałąz po ciężarem ugięta,okropna tragedia,więc ja ten płacz syna traktowałam jak jego oczyszczenie,ale to już było, więc o czym tu rozprawiać.Od odejścia ojca z domu nigdy nie wypowiedział słowa "tato",ale do...nędzy to moja wina?sorry ,się wkurzyłam
          • moniapoz Re: jak? 07.01.12, 22:15
            nie wkurzaj się, nie ma to sensu - Ty nie jesteś w stanie opisać całej swojej sytuacji w taki sposób żebyśmy ją zrozumieli w 100 % poza tym każdy widzi Twoją opowieść przez pryzmat swoich własnych doświadczeń.
            i nikt tu nie mówi, że to Twoja wina....ja po prostu nie znam widocznie tak wrażliwych nastolatków którzy w taki sposób by zareagowali.
            a Tobie życzę dużo spokoju - coś się skończyło i musisz się z tym pogodzić i myśleć o przyszłości.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • pendzacy_krolik Re: jak? 08.01.12, 15:12
            moj syn na takich zawsze mowil "slabsze jednostki odpadaja".
            az strach pomyslec ,co zrobi kiedy go dziewczyna zostawi.

            czezata napisała:

            > Ludzie,pracowałam kilka lat z młodzieżą.Krótka historia:15-latek, konflikty
            > w domu-finał:sznur i gałąz po ciężarem ugięta,okropna tragedia,więc ja ten płac
            > z syna traktowałam jak jego oczyszczenie,ale to już było, więc o czym tu rozpra
            > wiać.Od odejścia ojca z domu nigdy nie wypowiedział słowa "tato",ale do...nędzy
            > to moja wina?sorry ,się wkurzyłam
            • szizumami Re: jak? 08.01.12, 16:41
              czyli,ze jak sie NASZE dorosłe dziecko popłacze to go obsmiejemy?!
              czy inaczej potraktujemy,,, bo nasze?!
              a cudze to mamisynek?!

              k..ale empatia
            • mama_myszkina Re: jak? 08.01.12, 17:16
              moj syn na takich zawsze mowil "slabsze jednostki odpadaja".
              az strach pomyslec ,co zrobi kiedy go dziewczyna zostawi.


              Poczekaj, jak będziesz stara i garbata i Tobie to powie jak poprosisz o pomoc.
    • kami_hope Re: jak? 08.01.12, 00:18

      Twoją radę można z miejsca wyrzucić to kosza. I to nie tylko dlatego, że została wyrażona w prostacki sposób ale i dlatego, że może być szkodliwa.
      Masturbacja służy do rozładowania napięcia seksualnego, a nie do rozładowania nagromadzonego stresu. Inaczej to prosta droga do nabycia szkodliwych nawyków o charakterze seksualnym, nerwic i zachowań kompulsywnych. Kompulsywna masturbacja może mieć negatywny wpływ na budowanie zdrowych więzi międzyludzkich.
      Płacz, jest właśnie wyrazem przeżywanych emocji. Jest czym zdrowym w opisywanej przez autorkę sytuacji. Ludzie są różni. Czasami przeżywają trudne sytuacje bardziej dotkliwie i w dłuższym okresie czasu, co wcale nie oznacza, że są „nienormalni”!
      A niestety nieadekwatne wyrażanie emocji prowadzi do różnych zaburzeń.
      A już rada by wykorzystać dziewczynę jako instrument dla rozładowania stresu jest czymś co przechodzi granicę ignorancji. To już skrzywienie.
      Teraz tylko wziąć Cię Kiszczynska i postawić przed zaburzonym seksualnie osobnikiem, który rozładuje na Tobie stres. I baw się dobrze.

      • kiszczynska Re: jak? 08.01.12, 20:10
        kami_hope napisała:
        > charakterze seksualnym, nerwic i zachowań kompulsywnych. Kompulsywna masturbacj
        > a może mieć negatywny wpływ na budowanie zdrowych więzi międzyludzkich.
        > Płacz, jest właśnie wyrazem przeżywanych emocji. Jest czym zdrowym w opisywanej
        > przez autorkę sytuacji. Ludzie są różni. Czasami przeżywają trudne sytuacje ba
        > rdziej dotkliwie i w dłuższym okresie czasu, co wcale nie oznacza, że są „
        > ;nienormalni”!
        > A niestety nieadekwatne wyrażanie emocji prowadzi do różnych zaburzeń.
        > A już rada by wykorzystać dziewczynę jako instrument dla rozładowania stresu je
        > st czymś co przechodzi granicę ignorancji. To już skrzywienie.
        > Teraz tylko wziąć Cię Kiszczynska i postawić przed zaburzonym seksualnie osobni
        > kiem, który rozładuje na Tobie stres. I baw się dobrze.
        >


        Abosulktnie nie. Dobrze pokierowana masturbacja, mzoe przejąc inne funkcje oraginmu. Tak jak rdzne kręgowy, podstawowe funkcje mózgowe. Wystarczy odpowiednio sie emocjonlanie nakierować.
        • szizumami Re: jak? 08.01.12, 21:01
          masturbuje sie myslami
          co rdzeń może bez mózgu?????????????
        • kami_hope Re: jak? 08.01.12, 21:15
          Nie wiem o czym mówisz? To chyba coś z dziedziny science fiction, paranormalne itp. uncertain
          • szizumami Re: jak? 08.01.12, 21:33
            nie mów nikomu
            kiszczyńska to CZYSTY facet
            • adam543 Re: jak? 08.01.12, 21:41
              no nie gadaj, bez jaj ?
              • szizumami Re: jak? 08.01.12, 21:54
                pewnikiem bez
                bo coś musi recznym nadrabiac
                jak sam wspomniał
    • heksa_2 Re: jak? 09.01.12, 22:28
      Czezata, możesz się przecież nie zgodzić na rozwód bez orzekania o winie. Skoro wina lezy po srtonie małzonka, to po prostu zawalcz o jej uznanie. A potem o alimenty, skoro umowa między wami była, jaka była. Nie jesteś przecież bezwolna.
    • malgolkab do moderatorów 10.01.12, 09:50
      kiszczynska napisała:
      czy ktoś mógby hamować tego prymitywnego babsztyla?

      >
      > o jezu.
      > dziewczynę by sobie znalazl i sie wyładował
      > seksu jeszcze nie uprawial, to chociazby onanizm mu ulżyłuncertain
      >
      > maminsynek
      >
      • nangaparbat3 Re: do moderatorów 10.01.12, 21:43
        malgolkab napisała:

        > kiszczynska napisała:
        > czy ktoś mógby hamować tego prymitywnego babsztyla?
        >
        Idę o zakład, że to facet, a w ogóle wydaje mi się, że Gazecia.
        • malgolkab Re: do moderatorów 11.01.12, 11:56
          nangaparbat3 napisała:

          > malgolkab napisała:
          >
          > > kiszczynska napisała:
          > > czy ktoś mógby hamować tego prymitywnego babsztyla?
          > >
          > Idę o zakład, że to facet, a w ogóle wydaje mi się, że Gazecia.
          >
          mało co mnie rusza, nawet przytyki w moją stronę zazwyczaj olewamsmile ale takiego prostaka to dawno nie spotkałam. powinni "to" zbanować
        • sonia_30 Re: do moderatorów 11.01.12, 12:51
          Nie wiem czy facet, ale na pewno troll. Jednak nie Gazeta - Ona bardziej lotna jest. Kiszczyńska bez polotu kompletnie, żeby nie powiedzieć intelektualnie ociężała
          • nangaparbat3 Re: do moderatorów 11.01.12, 22:11
            Może.
            Ale też troll może grać ociężałą - to nawet zabawne.
            • malgolkab Re: do moderatorów 11.01.12, 22:21
              zabawne może być wiele rzeczy, ale nie chamstwo i prostactwo
    • esteraj Re: jak? 10.01.12, 14:06
      Czezata bardzo poruszył mnie Twój post.
      Współczuję Ci zaistniałej sytuacji i wyobrażam sobie, co musisz przeżywać.
      Faktycznie, najgorsze masz już za sobą. Przebrnęłaś przez upokorzenie i poczucie straty.
      Rozumiem nawet Twoją złość. Czujesz straszną niesprawiedliwość.
      Smutno czyta się te oskarżające posty, gdzie zarzucają Ci wygodnictwo i lenistwo, bo nie poszłaś do pracy. Ja wiem, że nawet najcięższa praca fizyczna może być lepsza od siedzenia w domu.
      W tym przypadku dobre jest powiedzenie: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
      Dla Ciebie priorytetem była rodzina.
      Czy można kogoś oskarżać lub wyśmiewać za wiarę, za oddanie, za miłość?
      To było Twoje poświęcenie.
      Dziś już nie ma poświęceń. Są wybory. To był Twój wybór.
      Kiedy mówimy o wyborach, nie ma miejsca na poświęcenia, a dzięki temu nie spodziewamy się za to żadnej zapłaty lub nagrody. Oznacza to również, że nie możesz żądać wdzięczności od męża za to, że dałaś mu szansę na jego osobisty rozwój i rozwój jego firmy.
      Jedyne, co możesz odczuwać to niesprawiedliwość.
      Cóż, life is brutal.

      Nie wiem, jak wyglądało Twoje małżeństwo. Być może chęć urozmaicenia popchnęła Twojego męża do zdrady, a być może nie czuł się do końca przez Ciebie akceptowany, skoro bał się Twojej reakcji, lub tego, że możesz zrobić sobie krzywdę.
      W jakiś sposób miałaś jednak nadzieję na jego powrót.
      Chyba jednak nie był takim złym człowiekiem?
      Chciałaś, żeby się opamiętał, żeby było jak dawniej... Wierzyłaś w to i chciałaś w to wierzyć.
      Niestety, wszystko się zmienia.
      Dziś już wiesz, że nic nie trwa wiecznie i że przysięgi nie gwarantują, że zostaną dotrzymane.
      Jeśli to możliwe, wyrzuć z siebie złość. Nie karm złych emocji.
      Masz przy sobie wspaniałych synów. To Twoja zasługa, że są dobrymi ludźmi.
      Mimo wszystko dasz sobie radę.
      Może nie będzie lekko, ale masz szansę poznać nowy smak życia, niektóre rzeczy nabiorą nowego znaczenia. Życie to doświadczanie.
      Nie chcę brzmieć patetycznie, trzymam za Ciebie kciuki.
      • czezata Re: jak? 10.01.12, 14:21
        Spłakałam się jak bóbr , wszystko ,co napisałeś(-aś) jest takie" mnie dotyczące".Odezwę się na forum po pierwszej sprawie-dzięki za trzymanie kciuków,a pracy szukam wszelkimi siłami i sposobami-musi się udać
        • kami_hope Re: jak? 10.01.12, 14:59

          Czezata, uda się! Wszystko się uda. Musisz uzbroić się w siłę. Znajdź odpowiedni dla siebie sposób na pozyskiwanie dobrej energii. Staraj się w miarę możliwości rozpieszczać, sprawiaj sobie przyjemności (słuchaj muzyki, przemaluj kuchnię, zmień pościel na nowiutką i śliczną, oglądaj filmy, może wybierz się do opery jeśli to lubisz, i ciesz się tym!), otaczaj się ludźmi którzy Cię akceptują i przekazują dobrą energię, zaś unikaj tych negatywnie nastawionych i odcinaj się zupełnie od tych toksycznych, nawet jeśli miałaby to być przyjaciółka. Teraz przyszedł czas dla Ciebie. I teraz musisz dokonać dużo starań, tym razem dla SIEBIE SAMEJ. Nie poddawaj się i bądź konsekwentna!
          I pamiętaj, odrzucaj to co złe, a to co dobre przyjmuj.
          Jak już będzie po wszystkim, to odkryjesz nową siebie. Zobaczysz jakie to fajne uczucie smile
          Pozdrawiam.
        • esteraj Re: jak? 10.01.12, 15:22
          Uruchom wszelkie znajomości. Nie wstydź się mówić o swojej sytuacji, choć staraj się nie wzbudzać litości, ludzi męczą takie uczucia. Pokaż, że potrafisz się ogarnąć i zdyscyplinować.
          Pracowałaś wcześniej, więc masz jakieś doświadczenie. Twoją mocną stroną jest dobra organizacja czasu i zajęć. Nie nastawiaj się na duże zyski. Jeżeli Twoja poprzeczka nie będzie wysoka łatwiej będzie ją pokonać. Z pokorą przyjmuj pomoc nawet od jeszcze męża.
          Nie unoś się honorem, bo on jest pożywką dla wybujałego ego, miej jednak dla siebie szacunek.

          Sprawiaj sobie przyjemności, zasługujesz na nie. One odetną Cię od przykrych sytuacji.
          Wiem, że więcej życia spędziłaś ze swoim mężem niż sama, ale przecież kiedyś umiałaś bez niego funkcjonować.
          Odkryj w sobie tą małą dziewczynkę, którą kiedyś byłaś, która umiała się cieszyć z drobnostek.
          Nie szkodzi, że jesteś dorosłą kobietą, przecież to co najpiękniejsze jest właśnie w naszym wnętrzu, w naszym środku.
          Kiedy odkryjesz w sobie radość, na przekór wszystkiego, Twoje życie zacznie się odmieniać.
          Ten trudny czas (cholernie trudny) jest tak naprawdę najintensywniejszą lekcją dla Twojej osobowości. Przyjdzie taki dzień, kiedy to docenisz.
          Co nas nie zabije, to nas wzmocni.
          ------------------------------------------------------------------------------------------------------------
          Pewien stary Indianin Cherokee nauczał swoje wnuki. Powiedział im tak:
          - Wewnątrz mnie odbywa się walka. To straszna walka.
          Walczą dwa wilki:
          jeden reprezentuje strach, złość, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, użalanie się nad sobą, poczucie winy, urazę, poczucie niższości, kłamstwa, fałszywą dumę i poczucie wyższości.
          Drugi to radość, zadowolenie, zgoda, pokój, miłość, nadzieja, akceptacja, chęć zrozumienia, hojność, prawda, życzliwość, współczucie i wiara.

          Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby.

          Dzieci myślały o tym przez chwilę, po czym jedno z nich zapytało:
          - Dziadku, a który wilk wygra?
          - Ten, którego nakarmisz – odpowiedział stary Indianin.
          • garibaldia Re: jak? 11.01.12, 12:35
            esteraj napisała:

            > Pewien stary Indianin Cherokee nauczał swoje wnuki. Powiedział im tak:
            > - Wewnątrz mnie odbywa się walka. To straszna walka.
            > Walczą dwa wilki:
            > jeden reprezentuje strach, złość, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, u
            > żalanie się nad sobą, poczucie winy, urazę, poczucie niższości, kłamstwa, fałsz
            > ywą dumę i poczucie wyższości.
            > Drugi to radość, zadowolenie, zgoda, pokój, miłość, nadzieja, akceptacja, chęć
            > zrozumienia, hojność, prawda, życzliwość, współczucie i wiara.

            > Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby.

            > Dzieci myślały o tym przez chwilę, po czym jedno z nich zapytało:
            > - Dziadku, a który wilk wygra?
            > - Ten, którego nakarmisz – odpowiedział stary Indianin.



            To jest bardzo ładnie ujętesmile
        • argentusa Re: jak? 12.01.12, 06:13
          Brawo dziewczyno!
          Fajnie widzieć, że się mobilizujesz do działania.
          Trzymam kciuki za rezultaty. I... zajmij się sobą. Przede wszystkim. Być moze będziesz musiałą się tego nauczyć, ale to rpocentuje. A jak już się sobą zaopiekujesz to i będziesz fajniejsza dla otoczenia, dzieci, świata w ogóle.
          Powodzenia smile
          Ar.
    • esteraj Re: jak? 11.01.12, 00:35
      czezata napisała:
      Od momentu otrzymania "zaproszenia" na salę sąd
      > ową widzieliśmy się dwa razy,no i po każdym spotkaniu ,mimo leków, telepało mni
      > e prawie godzinę.Jak zatem przeżyć rozprawę?Został do niej niecały miesiąc.Oczy
      > wiście wzięłam adwokata,on zresztą też.Boję się,że nie wykrztuszę słowa lub będ
      > ę ryczeć , albo tej cholernej trzęsawy dostanę.Napiszcie, jak radziliście sobie
      > z emocjami w sądzie.

      To, że tak silnie reagujesz na wizyty męża, wynika z tego, że jeszcze bardzo Ci na nim zależy.
      Nie chcesz popełnić gafy, nie chcesz popełnić błędu. Jest w Tobie wiele ambicji. Starasz się wypaść jak najlepiej. Nie chcesz kolejnej porażki. Ciągle jesteś skupiona na tym, by się wykazać. Podświadomie pragniesz by być lepszą, może od jego kochanki (żeby w końcu to zauważył) lub od niego (żeby uznał Twoją rację, co sprawiłoby, że przyzna się do błędu, a dzięki temu zmądrzeje, zmieni się). Chcesz mieć na niego wpływ. Nie dajesz odejść nadziei, że jeszcze może być inaczej...

      Czezeto, wiem, że to pragnienie jest w Tobie bardzo silne, jednak nie ma innej drogi, musisz odpuścić. To nie jest proste, gdy wszystko w środku aż krzyczy, lecz w końcu nawet ten krzyk osłabnie.
      Kiedyś miałaś wpływ na męża, słuchał Twoich słów, może nawet jeszcze teraz Wasze spotkania pozostawiają jakiś ślad. W jakiś sposób on się na to uodpornił. Unika również rozmów z Tobą, bo tak jest łatwiej.
      Teraz pora na Ciebie. Musisz stanąć na nogi. Pogódź się z Waszym rozstaniem.
      Wiesz, że jesteś dobrym człowiekiem, że dawałaś z siebie ile mogłaś. Walczyłaś.
      Czy możesz coś sobie zarzucić? Zrób bilans. Oceń siebie. Po jednej stronie niech będą Twoje zalety, po drugiej cechy, które według Ciebie należałoby zmienić lub poprawić.
      Wzmocnij swój wizerunek. Przede wszystkim Ty musisz wiedzieć i wierzyć, że jesteś ok., że zrobiłaś wszystko co było do zrobienia. Ta pewność da Ci siłę. Jesteś kimś, kimś bardzo ważnym. Wiedzą o tym Twoi synowie i Twoi najbliżsi. To, że w mniemaniu Twojego męża, czy jego kochanki jest inaczej, nic nie szkodzi, to nie jest istotne. Przecież oni sami muszą się o tym przekonywać, by mieć dla siebie usprawiedliwienie.
      Jesteś inteligentną kobietą, pełną empatii. Nie wszyscy tacy są, nic na to nie poradzisz.
      Każdy jest wolnym człowiekiem, może sam wybierać, kim chce być.
      Nie możesz tej wolności nikomu odebrać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka