Dodaj do ulubionych

Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni

21.01.12, 12:54
Każdy z nas ma rzeczy, które go irytują. Rozrzucone skarpetki, niespuszczona deska, mokre ręczniki rzucone w kąt i masa innych. Jeśli dorosłą osobę prosimy o coś raz, potem drugi, trzeci (a nie jest to rzecz wymagająca wysiłku), dlaczego dla dobra sprawy nie może tego robić? Ja tak robię i nie widzę w tym problemu, gdy mąż mnie prosi, żebym nie zostawiała czegoś, a mi się przez zapomnienie to zdarzy, mówię przepraszam i się poprawiam. Dlatego w drugą stronę wywołuje to skutek taki, że mąż błyskawicznie się wzbudza i najbardziej błaha, wyrażona neutralnym tonem prośba, urasta natychmiast do rangi czepiania się (znowu się przypier..lasz!!!!)? Czy dla faceta to ujma na honorze, jak kobieta prosi go, żeby wrzucał brudne rzeczy do kosza, bo dom duży i to jest dla niej duże utrudnienie, żeby chodzić i zbierać po pokojach rzeczy, nie wiedząc przy tym, czy sweter na przykład jest już do prania, czy mąż będzie go jeszcze nosił?
Pewne rzeczy mi przeszkadzają, mam do wyboru: robić je za męża i za każdym razem myśleć, dlaczego mam być jego służącą, zbierać po dorosłym chłopie; zostawiać, ale potem w oczy kłuje, drażni; zwrócić uwagę (najdelikatniej jak potrafię) i narazić się na burzę z piorunami, wyzwiska, że jestem najgorsza, bo już było dobrze, a ja się zawsze muszę przypier...lić?!?
Obserwuj wątek
    • tricolour Jesli mam napisac serio... 21.01.12, 14:11
      ... to chłop ma sprzątac po sobie. Każdy dorosły ma sprzątać po sobie.

      Jesli Twój chłop tego nie robi, a Ty jesteś służącą, to oczywiste jest, że chłop palcem nie tknie niczego do czego ma służącą. Po to ją w końcu ma. To po pierwsze.

      Po drugie: Ty nie chcesz być służącą. I słusznie, ale tu pojawia się problem. Przeczytaj swoje zdanie zaczynające się od: "Pewne rzeczy mi przeszkadzają, mam do wyboru..." bo to najważniejsze zdanie w całej wypowiedzi SŁUŻĄCEJ w dalszym ciągu. Koło się zamyka. Dlaczego? Dlatego, że służąca z natury rzeczy nie potrafi podjąć decyzji co zrobić z rzeczami walającymi się po mężu, bo służąca nie wie czy to rzecz ważna czy śmieć. Musi pytać.

      Gospodarz nie miałby takiej wątpliwości i rzecz walającą się po podłodze, które inny domownik rzucił jak śmieć, traktowałby jak śmieć i wyrzucił na śmietnik. Co byłoby gdyby jednak ów domownik zmienił zdanie i uznał śmieć za coś ważnego? Nic, wszak można wskazać mu śmietnik - niech grzebie, a na przyszłość daje jasne komunikaty. Inaczej będzie grzebał codziennie.

      Czy służąca zrozumiała?
    • tricolour Aaaa i jeszcze dodam... 21.01.12, 14:16
      ... że gdy kobieta w domu ma rangę służącej, to po pewnym czasie facet zaczyna rozglądać się za czymś bardziej ambitnym i nie można mieć do niego o to pretensji. Przecież chce żony, a nie kobiety do skarpetek.
      • teuta1 Re: Aaaa i jeszcze dodam... 21.01.12, 14:23
        3 lata temu tri napisał mi coś podobnego. Już wtedy przypuszczałam, że może mieć rację. Taraz wiem, ze ją masmile. BTW na mojego syna, gdy notorycznie odmawiał pomocy w pracach domowych i odwlekał wyrzucanie śmieci w nieskończonośc, pomogło wybebeszenie worka ze śmieciami w pokojusmile. Serio, działa do teraz, a było to z pół roku temu.
        • moniapoz Re: Aaaa i jeszcze dodam... 21.01.12, 14:27
          czyli wniosek jest jeden smile z takim facetem jak z dzieckiem smile)
          a jak komuś się marzy partner z prawdziwego zdarzenia to albo niech go sobie wychowa albo niech znajdzie innego ?

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • tricolour Cieszę się, że mogłem pomóc... 21.01.12, 15:06
          ... facet oczekuje jasnych sygnałów, by nie marnować łepetyny na zastanawianie się, o co może chodzić.

          smile
    • moniapoz Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 14:20
      łączę się z Tobą w bólu - też tak mam, ale już sobie odpuściłam i nie robię nic, chyba, że jakoś to ma powiązanie z innymi osobami.
      a dlaczego tak jest ? moim zdaniem to kwestia wychowania wyniesionego z domu, lenistwa, chęci rządzenia drugim człowiekiem i niestety braku szacunku dla partnera.


      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 14:24
      Myślę, że bardzo wygodnie ci z tym facetem, mimo tego co o nim piszesz. Wygodnie ci grać rolę ofiary. Wtedy wszystkie inne niepowodzenia możesz zrzucić na karb małżeństwa z przemocowcem. Nie widzę innego powodu, dla którego z nim jesteś, skoro cię tak traktuje.
      Myślę, że z jego strony to celowe działanie. Normalny cżłowiek, który zaliczył wychowanie przedszkolne, nie rozrzuca ciuchów po mieszkaniu. On po prostu traktuje cię, jak na to zasługujesz, nie stawiasz mu granic. I nie jest moją intencją cię obrażać. Po prostu godzisz się na to. Jeśli by ci ta sytuacja nie odpowiadała, już dawno byś ją zakończyła.
      • moniapoz Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 14:32
        >Jeśli by ci ta sytuacja nie odpowiadała, już dawno byś ją zakończyła.


        chyba masz racje - sama tkwię w podobnym związku ale stopniowo dojrzewam, wiele lat nawet nie zauważałam problemu podchodząc do sprawy w taki sposób, że tak już widocznie musi być - nie miałam punktu odniesienia i głupio zakładałam, że każdy tak ma w mniejszym lub większym stopniu.

        poza tym strasznie trudno jest wyznaczyć owe granice po paru latach w których się ich nie stawiało - to tak jakby samemu stworzyło się potwora choć chciało się dobrze.

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:03
          moniapoz napisała:
          > chyba masz racje - sama tkwię w podobnym związku ale stopniowo dojrzewam, wiel
          > e lat nawet nie zauważałam problemu podchodząc do sprawy w taki sposób, że tak
          > już widocznie musi być - nie miałam punktu odniesienia i głupio zakładałam, że
          > każdy tak ma w mniejszym lub większym stopniu.

          Otóż to. Jedna koleżanka Ci mówi: wy to jesteście takie małżeństwo po włosku, kochacie się i nienawidzicie (koleżanka samotna, nigdy nie byla w poważnym związku), druga mówi: wszystkie małżeństwa się kłócą (sama w związku, gdzie mąż ją olewa, to ona jest chyba stroną ustawiającą). No to kobieta myśli: ale przecież on nie jest taki do końca zły (tu dobre cechy męża, bo dobre cechy też ma), może ja przesadzam. Osoba, która nie miala do czynienia z kręgiem przemocy opierającym się też na "miodowych miesiącach", nigdy nie zrozumie, jak trudno sobie z tym poradzić, osoby pogardzające kobietami, które mają problemy z wyzwoleniem się z tego, powinny mieć to na uwadze.
          Rozwód dla katoliczki. Dopiero diagnoza przemocy dała mi nadzieję, że mogę od męża odejść, jeśli doświadczam przemocy z jego strony, wcześniej rozwód był nie do pomyślenia, traktuję przykazania poważnie, tak już mam. Rozwód jest trudną decyzją, każdy z Was to wie, dla niektórych czasami szczególnie trudną, mam nadzieję, że przynajmniej część osób tutaj to rozumie.
          • tricolour To opisujesz jeszcze jedną rzecz... 21.01.12, 15:10
            ... że Ty sama nie wiesz jak małżeństwo ma wyglądać skoro zdanie innych ma wpływ na Twoje postrzeganie.

            Długa droga przez Wami. Rozwód to ostateczność, ale on nie daje niczego poza zakończeniem starego. Rozwód to nie jest nowe otwarcie.
            • moniapoz Re: To opisujesz jeszcze jedną rzecz... 21.01.12, 15:14
              > ... że Ty sama nie wiesz jak małżeństwo ma wyglądać skoro zdanie innych ma wpły
              > w na Twoje postrzeganie.

              ja przyznaję się bez bicia, że nie wiedziałam jak ma wyglądać małżeństwo - nie mając żadnego punktu odniesienia korzystałam z opinii innych osób - to są błędy młodości.

              teraz mleko się już rozlało i naprawdę bardzo bardzo trudno to zmienić zwłaszcza jak ta druga strona uważa, że wcześniejszy układ był jak najbardziej OK

              i nie zgodzę się, że rozwód to tylko zakończenie starego - człowiek dojrzewa i uczy się na swoich błędach których raczej już się nie powtarza, na pewno unika się pewnych rzeczy bo ma się już świadomość jak to nie powinno wyglądać i z kim nie powinno się tworzyć związku.

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • satoja Re: To opisujesz jeszcze jedną rzecz... 21.01.12, 15:20
                moniapoz napisała:

                > i nie zgodzę się, że rozwód to tylko zakończenie starego - człowiek dojrzewa i
                > uczy się na swoich błędach których raczej już się nie powtarza, na pewno unika
                > się pewnych rzeczy bo ma się już świadomość jak to nie powinno wyglądać i z ki
                > m nie powinno się tworzyć związku.


                Błędy się powtarza jeśli się uzna, że to wyłącznie ten drugi był przyczyną nieudanego związku. Rozwód jest końcem starego. Wyłącznie. A, czy będzie początkiem lepszego życia -to wielka niewiadoma i wielki wysiłek by samemu to lepsze zbudować. Wcale nie jest powiedziane, że po rozwodzie nie spieprzy sobie człowiek życia na nowo.
                • moniapoz Re: To opisujesz jeszcze jedną rzecz... 21.01.12, 15:30
                  > Błędy się powtarza jeśli się uzna, że to wyłącznie ten drugi był przyczyną nieu
                  > danego związku. Rozwód jest końcem starego.


                  pisałam tylko o sobie - może to też przeginka, ale ja widzę, że popełniłam nawet więcej błędów niż mąż - naprawdę wierze, że rozwód to nie będzie koniec, a dopiero początek normalnego życia smile Mam przynajmniej taką nadzieję i tego się muszę trzymać
                  ------
                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  • satoja Re: To opisujesz jeszcze jedną rzecz... 21.01.12, 15:33
                    Rozwód jest końcem starego. Nie zapewnia niczego nowego. Czy się po rozwodzie będzie dobrze działo to już nasza wyłączna zasługa jak nad tym popracujemy.
                    • moniapoz Re: To opisujesz jeszcze jedną rzecz... 21.01.12, 15:36
                      nie chodzi mi o żadną nowość - chodzi mi o spokój i normalność smile

                      ------
                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • herta_m Re: To opisujesz jeszcze jedną rzecz... 21.01.12, 15:23
                Nie wiem, jak Monia, ale ja nie wiedziałam, w rzeczy samej, rodzice nigdy nie byli razem. Jednego bylam pewno, zero zdrad, bo mój ojciec był dziwkarzem, to przez to w zasadzie go nie miałam. Mój mąż jest uczciwy, takiego go sobie wybrałam. Zazdrość brałam za dowód miłości, jego oddanie, przywiązanie, nieustanne wyznania miłości też. Skąd mogłam, nie mając żadnego doświadczenia, wiedzieć, że to nie miłość, ale zaborczość, wielkie pokłady kompleksów, rys przemocowca? Ale pisałam, że to bardzo długa i skomplikowana historia.
                Tri, Ty zawsze byłeś taki mądry? Czyż nie jest tak, że każdy z nas się w pewnym momencie zastanawiał, czy nie przesadza? A może on/ona nie jest taki zły, może ja za dużo wymagam?
                • triss_merigold6 Re: To opisujesz jeszcze jedną rzecz... 21.01.12, 15:32
                  Ale Ty się zastanawiasz już naprawde długo. uncertain
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 14:50
        Ale jak stawiam granice, za każdym razem jest piekło i armagedon, jestem na dobrej drodze do tego, by zmienić sytuację radykalnie, ale do tego czasu muszę w tym jeszcze jakiś czas funkcjonować.
        Zostawiam raz, zostawiam drugi, staram się nie zauważać, ale w końcu dochodzi do masy krytycznej i pęka. Mąż ma swoją łazienkę, ma tam niewyobrażalny syf, leję na to, ale przestrzeń wspólna, gnijące ręczniki kuchenne, kubki przy komputerze, jednak przeszkadzają. To nie jest tak, jak pisze Tri, że zastanawiam się, co jest śmieciem, a co nie, najczęściej takie rzeczy zostawiam, w końcu wyrzuci, no chyba że się przewracam, ale mi chodzi raczej o taką normalną koegzystencję.
        Ten problem dotyczy bardzo wielu związków, jak czytam i słyszę wokół. Jeden facet na prośbę żony, żeby odnosił brudne kubki twierdzi, że dom to nie wojsko, mój mąż, gdy proszę go o pomoc w sobotnim sprzątaniu, nazywa to terrorem prac domowych. Tak, wiem, to nie ma być pomoc, ale weź i wytłumacz to leniowi.
        Chciałabym tutaj przeczytać rady (łatwo rzucać ogólniki, trudniej uściślić): jak stawiać te granice. Robię to od mniej więcej 2 lat, ale problem w tym, że nie działa, za cholerę. Czasami działa na średnio 2 tygodnie. I jest tak, że jak jest dobrze, to jest dobrze, jak jest za dobrze, to trzeba zepsuć. A najgorsze jest to, że mąż to samo myśli o mnie. Bo ja tą niewinną uwagą o koszulach szukam zaczepki, chcę mu dopie... lić. No to mam za swoje. A ja przysięgam, że zdenerwowanie go jest ostatnią rzeczą, której pragnę.
        Kangaroo w swoim wątku też opisał taką kłótnię, o to, że żona zwróciła mu uwagę o niezamkniętą szafę. Ale tam, podobno, ona jeszcze skomentowała to niewybrednie przy dzieciach, ja naprawdę proszę normalnym tonem, bez wypominania, bez zlych intencji, dalczego to jest odbierane jako atak i jak wypowiadać takie prośby, żeby to nie było tak traktowane. Może ktoś wypracował jakiś system.
        Rozwodu nie dostanę na pierwszej rozprawie, bo jest konflikt związany z podziałem majątku, jak nie zwariować do tego czasu, wiem, że sporne kwestie ciągną się w sądach bardzo długo.
        • tricolour Podział majątku nie ma nic wspólnego z rozwodem... 21.01.12, 15:00
          ... więc nie myl pojęć. Jeśli chcesz rozwodu, to składasz o rozwód, a podział majątku będzie kolejną sprawą.

          Tyle, że Ty się zdecyduj: czy chcesz wychowywać męża czy się rozwodzić, bo to diametralnie różne sprawy: nie możesz oczekiwać od obcego faceta, że będzie sprzątał Ci w domu bez godziwej zapłaty. Nie możesz też oczekiwać, że obcy facet będzie sprzątał wedle Twojego uznania.
        • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:03
          Przestań grać role wyznaczone przez niego. Odetnij się od gnijących ścierek. A jeśli nie potrafisz, po prostu się od niego wyprowadź. Wiem, że to niełatwe. ale to kwestia priorytetów. Imho twoim priorytetem powinnaś być ty sama.
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:30
        heksa_2 napisała:

        > Myślę, że bardzo wygodnie ci z tym facetem, mimo tego co o nim piszesz. Wygodni
        > e ci grać rolę ofiary. Wtedy wszystkie inne niepowodzenia możesz zrzucić na kar
        > b małżeństwa z przemocowcem.

        I jeszcze jedno. W innym przypadku może miałabyś rację, ale tak się składa, że ja, choć to zabrzmi bardzo zarozumiale, nie mam na koncie innych niepowodzeń. Jestem spełniona na wszystkich pozostałych polach, zasadniczo nie ma nic, na co mogłabym narzekać oprócz niepowodzenia w małżeństwie. Nie, nie potrzebuję usprawiedliwienia innych moich słabości.
        Lubię siebie i swoje życie poza małżeństwem. Brakuje mi czasami pewnej samodzielności życiowej, nie jestem zorganizowana ani przebojowa, to jedynie mi przeszkadza, ale też nie jakoś mocno.
        • teuta1 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:34
          Więc pozostaje jeszcze jedno jedyne pole, na którym nie zdałaś egzaminu. Ale przecież tak sie starasz, to na pewno on Cię zrozumie. I egzamin z życia będzie zdany na 5. Wystarczy trója, wiesz? Grunt żeby siebie samej nie stracić.
    • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 14:55
      Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni?

      Im dłużej czytam tytuł wątku, tym bardziej wydaje mi się absurdalny. Dlaczego mamy zwracać komuś uwagę? To jest po prostu niestosowne i niegrzeczne. Od wychowywania są rodzice, a nie żona/mąż. Ustal z mężem miejsce stałego przebywania ubrań i ręczników i po prostu je egzekwuj. A jeśli się nie zastosuje, to po prostu ich nie ruszaj. W pewnym momencie mu się skończą. I tyle. A jeśli będzie miał pretensje o coś, to powiedz, że nie zamierzasz tego robić, skoro on rozrzuca ubrania. Przecież jego intencją jest, zebyś te ubrania pozbierała. Na razie wszystko mu wychodzi.
      • triss_merigold6 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:07
        Żeby ustalić cokolwiek potrzebna jest dobra wola obu stron.
        Mąż Herty po prostu mieć gdzieś rozładowywać skumulowaną agresję więc przyczepi się pod każdym dowolnym pretekstem.
        • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:09
          Więc niech od niego odejdzie.
          • mayenna Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 20:55
            Herta, poczytaj coś na temat asertywności. jak masz skrzynkę na gazecie to mogę Ci cos podrzucić.mam takie o wychowaniu to tam znajdziesz jak rozmawiać zeby nie urazićsmile
            Moim zdaniem trzeba tak przedstawić problem, zeby nie było, ze ty mu każesz. Nikt tego nie lubi. raczej stosować kooperację:niech mąz ma za kazdym razem możliwość wybrania tego co w domu zrobi. Mówisz co trzeba a on deklaruje czego sie podejmie.
            Zwracanie uwagi: mówisz zdecydowanie: wkurza mnie że zostawiasz brudne kubki przy komputerze bo czuje się jak służąca.I tak do skutku.
            • luciva Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 22:32
              Mayenna, czy ja mogę poprosić Cię o te materiały dotyczące asertywności?
            • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 22:32
              Dzięki Mayenna, mam skrzynkęsmile
              Trudno ustalać coś z mężem, który na uwagę, że w domu dużo roboty, uznaje, że to terror prac domowych. I jeszcze kult dzieci, bo skubane mądre są, fajne, naprawdę ciągle dają powody do dumy, więc chwalę, cieszę się, no to kult dzieci uprawiamsmile
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:15
        Heksa_2, Ty może masz do czynienia z ideałami, którym nie trzeba na nic zwracać uwagi, ale nie każdy ma to szczęście. Nie wierzę, że nigdy nie spotkałaś się z takimi drobiazgami życia codziennego. Ktoś trzaska drzwiami, gdy Ty zasypiasz, zwracasz mu uwagę, żeby nie trzaskał. Ktoś nie gasi światła po sobie, prosisz, żeby gasił. Jak mąż rzuca mokry ręcznik, albo go odwieszasz, albo prosisz, żeby on odwieszał, bo Ci to przeszkadza. Normalny człowiek taką uwagę przyjmuje bez złości, po prostu odwiesza, albo mówi, oj, przepraszam zapomniałem (ja tak robię), ale frustrat już traktuje to jako atak.
        Mąż śpi w pokoju z komputerem, do syna przychodzą koledzy, ja też wieczorem siadam do komputera, a łóżko rozbebeszone. Nie każę składać kanapy, ale chociaż przykryć barłóg narzutą, jednen ruch, za trudne. Co robić? Przykryć i nie patrzeć na barłóg, czy przypomnieć mężowi, że miał to robić? Jemu to najwyraźniej nie przeszkadza, mi tak, jak z tego wybrnąć? Gdy miał swój osobny pokój, w ogóle tam nie wchodziłam, niech zarośnie brudem, ale niestety tam jest zimą za zimno, zatem zajął pokój z komputerem, no pech.
        • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:34
          Rozumiem to. Ale możesz to zaakceptować lub odejść. Nie masz innego wyjścia. Wybór należy do ciebie.
      • teuta1 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:19
        Herta, to przecież Ty pisałas o tym, jak wyniszczające jest myślenie, jak sie odezwać, co robić, żeby być dobrze zrozumianym. Masz bardzo dużo energii, tylko źle ją pozytkujesz. Zwiewaj kobieto, daj odpocząć zmęczonemu sercątku (smile). Nie dasz rady. Sama miłosć nie wystarczy. Wiem, co piszę.
    • satoja Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:15
      Twoje pytanie tutaj zabrzmiało : "Lubię świeże ogórki, więc jak zrobić, żeby kiszony ogórek był świeżym ogórkiem?".

      masz do wyboru:
      -polubić kiszone ogórki
      -wyrzucić kiszony i znaleźć sobie świeży

      Wymaganie od kiszonego ogórka, żeby był świeżym, są abstrakcyjne.
      A Twoje oczekiwanie tego, jest mitomanią.

      • moniapoz Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:20
        świetne !!! smile


        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:34
        smile
    • tautschinsky Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 15:48
      herta_m napisała:

      najbardziej błaha, wyrażona neu
      > tralnym tonem prośba, urasta natychmiast do rangi czepiania się (znowu się przy
      > pier..lasz!!!!)? Czy dla faceta to ujma na honorze, jak kobieta prosi go, żeby
      > wrzucał brudne rzeczy do kosza, bo dom duży i to jest dla niej duże utrudnienie
      > , żeby chodzić i zbierać po pokojach rzeczy



      Najbardziej błaha uwaga powtórzona ENTY raz może doprowadzać kogoś do białej gorączki. Tak samo jest, gdy matka ze starczą demencją pyta się setny raz, gdzie są jej okulary i choćby robiła to spokojnie, to kiedy POWTARZA to - wnerwia aż para idzie uszami. Może nie każdego, jakiegoś osobnika o spokoju posążkowego Buddy nie wzruszy, większość jednak tak.

      Jemu to zwisa, gdzie co rzuci, gdzie leży. Ty chcesz narzucić mu swój sposób organizowania porządku w domu. Jeśli nie jesteś jego utrzymanką, pracujesz zawodowo i nie na waciki zarabiasz, masz prawo podjąć z nim rozmowę na równych prawach i w ramach tego dojść do jakiegoś konsensusu. Jeśli jesteś jego utrzymanką (kurą domową), to jest jemu obsługa należy się jak psu miska. On cię utrzymuje. Co jesz, gdzie mieszkasz pochodzi to z jego pracy zawodowej. TWOJĄ pracą jest wtedy utrzymywanie czystości domu i obsługa domowników albo powrót do pracy zawodowej za pieniądze porównywalne z tymi, jakie zarabia druga strona. Jeśli nie pasuje tobie życie z kimś takim, brudne skarpetki są tak ważne, a on po rozmowach nie zmieni swojego zachowania, to albo będziesz to znosiła albo się rozejdziecie. Ludzie potrafią się z błahych powodów rozwodzić. Nie będziesz ani pierwsza ani ostatnia.

      Jeszcze jedno: to nie jest tak, że mam być, jak się kobietom wydaje, że powinno być. Ich widzenie jest tylko ich oglądem sprawy, które nie jest ani lepsze ani gorsze od tego innego. To nie jest tak, że skarpetki muszą leżeć w koszu do prania, a mokry ręcznik tam, gdzie ty uważasz, że powinien być. To są podstawowe prawdy, z których należy zdawać sobie sprawę przed przystąpieniem do "słusznego narzucania swojej woli" drugiej stronie.
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 17:08
        Tautschinsky, Twoje podejście do niepracującej kobiety jest tak obrzydliwe, że właściwie nie chce mi się z Tobą gadać (znam je nie od dziś), zwłaszcza że wiem, że niepracująca żona pozostająca z maleńkimi dziećmi w domu też jest dla Ciebie pasożytem i jej zasranym obowiązkiem jest służenie panu i władcy, ale tutaj nie o tym mowa.
        Pracuję i zarabiam obecnie nieco więcej od męża. On pracuje 15 min samochodem od domu, ja jadę 1,5 h z trzema przesiadkami. On jest w domu o 17, ja ok. 19. On robi zakupy i gotuje (najczęściej) obiad dla siebie i dzieci, lubi to robić. W związku z tym stawia się w pozycji świętej krowy, której nie wolno zwracać uwagi. Poza zakupami i gotowaniem najczęściej nie robi nic, czasami zrywami w sobotę odkurzy salon i kuchnię, średnio raz na 2 miesiące. Ale nie o to mi chodzi, doceniam to jego gotowanie, dla mnie to duża ulga, chodzi jedynie o te awantury o zwróconą przeze mnie uwagę.
        Czy pracując i zarabiając więcej od męża, mam prawo prosić, żeby wrzucał brudne koszule do kosza, a nie wymagał, że będę je zbierała po całym domu, czy nie? Według Twojego poglądu mam je zbierać, bo jeśli mi się to nie podoba, to jestem małostkowa i upierdliwa, czyż nie? Ale co, jeśli mi taka rola nie pasuje? Jak się rozwiodę, to dołączę do grona głupich kobiet, ktore z głupiego powodu się rozwiodły. W każdej sytuacji według Twoich standardów mam przesrane. Ja i miliony kobiet, ktore nie mają ochoty być służącymi, ale jako taki porządek w domu lubią mieć. Czy wrzucenie brudnej koszuli do kosza (w domu są takie dwa, nawet nie trzeba się długo naszukać) jest wysiłkiem ponad sily dorosłego mężczyzny? Dzieci potrafią to robić od najmłodszych lat, facet przez 20 lat się nie nauczył.
        I na koniec, nie powtarzam uwag często, ale jeśli przez kilka miesięcy zmilczę, to na koniec taką uwagę mogę wypowiedzieć czasami tonem mniej miłym, a wtedy to znowu ja jestem najgorsza. Milczeć źle, bo się kumuluje, powiedzieć źle, bo się przypier...lam. Żyć nie umierać.
        • tautschinsky Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 17:40
          herta_m napisała:

          > żona pozostająca z maleńkimi dziećmi w domu też jest dla Cie
          > bie pasożytem


          To zależy, co rozumiesz przez maleńkie. Znam takie indywidua i na forach
          takie się pojawiają, które twierdzą, że one im jako matki są potrzebne i dlatego lenią się w domu, kiedy te dzieci są licealistami lub nawet studentami. Czyż to na tym forum nie pojawiała się kobieta 20-letniego dziecka? Małe są do czasu, kiedy nie można ich posłać do przedszkola. Im dalej kobieta opiera się przed podjęciem pracy zarobkowej, tym stopień jej pasożytnictwa wyższy.


          > Pracuję i zarabiam obecnie nieco więcej od męża. On pracuje 15 min samochodem o
          > d domu, ja jadę 1,5 h z trzema przesiadkami. On jest w domu o 17, ja ok. 19. On
          > robi zakupy i gotuje (najczęściej) obiad dla siebie i dzieci, lubi to robić.


          Zatem jednak bierze czynny udział w pracach domowych. I z jego perspektywy ktoś łażący za nim i nudzący o skarpetkach - czepia się. On pewnie tobie też mógłby wypominać niejedno.


          > Poza zakupami i gotowaniem najczęściej nie robi nic, czasami zrywami w sobo
          > tę odkurzy salon i kuchnię, średnio raz na 2 miesiące.


          No, to się cwaniak ustawił, rzeczywiście! A co jeszcze w tym domu jest do robienia poza włożeniem prania do pralki i jego rozwieszeniem, włożeniem naczyń do zmywarki i ich wyjęciem? Co tydzień szorujesz pumeksem okna?
          Jeśli tak, to informuję cię, że to jest niepotrzebne i zużywasz tylko środki pieniężne, które trzeba przeznaczyć na wodę, płyn itd. To samo on tobie może powiedzieć. Pomnika tobie mąż za mycie okien co tydzień nie postawi, bo wie, że to twoja fanaberia, która go dodatkowo kosztuje, zysku żadnego nie przynosząc. Znam takie matki polki, co po pięć razy zasuwają po salonie z mopem, odpychając nogi siedzących i chcących odpocząć po pracy - i potem jeszcze oczekują odśpiewywania hymnów dziękczynnych za coś, co jest głupotą utrudniającą domownikom życie.



          > Czy pracując i zarabiając więcej od męża, mam prawo prosić, żeby wrzucał brudne
          > koszule do kosza, a nie wymagał, że będę je zbierała po całym domu, czy nie?


          Masz prawo z nim rozmawiać. Jeśli nie ustąpi, ty nie ustąpisz, a koszule w koszu są tej wagi, co wasz związek jako taki - strasz go rozwodem i zaraz potem wnoś o rozwód. I jako przyczynę podaj - "mąż nie chciał brudnych koszul wkładać do kosza na brudną odzież, choć ja chciałam, by chciał".


          >W edług Twojego poglądu mam je zbierać, bo jeśli mi się to nie podoba, to jestem
          > małostkowa i upierdliwa, czyż nie? Ale co, jeśli mi taka rola nie pasuje?


          Nie ma tu twojego męża, ale wyobraź sobie, że on może mieć dziesiątki takich fochów dotyczących twojego zachowania w domu.


          Ja i miliony
          > kobiet, ktore nie mają ochoty być służącymi, ale jako taki porządek w domu lub
          > ią mieć.


          Jeszcze raz - on to samo mógłbym powiedzieć. Dla niego porządek nie jest widać tak istotny. Czy jeśli on chce, by samochód jeździł (nie używacie go też rodzinnie, to jest tylko jego zabawka do której cię nie wpuszcza?), to ty masz o niego dbać, czy jednak on się tym samochodem zajmuje?



          Czy wrzucenie brudnej koszuli do kosza (w domu są takie dwa, nawet nie
          > trzeba się długo naszukać) jest wysiłkiem ponad sily dorosłego mężczyzny?


          A ja się pytam CAŁKIEM poważnie: czy podniesienie takiej koszuli to jest
          wysiłek dla ciebie? Czy jednak chodzi o NARZUCENIE mu swojej woli? Nie o tę koszulę na podłodze chodzi. On jej tam nawet nie zauważa. To jest taka drobnostka, że mu umyka. NATOMIAST dla ciebie stanowi POLICZEK dla twojej chęci rządzenia. Ma być tak i tak - kropka. I w tym leży cały problem.


          Dzie
          > ci potrafią to robić od najmłodszych lat, facet przez 20 lat się nie nauczył.


          A CO JESZCZE MASZ mu do zarzucenie poza tymi ciuchami na podłodze?

          Albo się totalnie czepiasz albo problem leży gdzie indziej.
          • tricolour Brud jednak może być za duży... 21.01.12, 17:47
            ... jakby na sprawę nie patrzeć pobłażliwie, to małżonek nie powinien odrzucać z brudu jaki wokół siebie robi. Bo nie ma żadnej różnicy, czy wali od jego koszuli z podłogi, czy z kroku.
          • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 18:21
            Jeśłi Twoim zdaniem, Tautschinsky, oprócz ugotowania, zrobienia zakupów, zapakowania pralki i zmywarki w domu nie ma nic do roboty, to faktycznie nie ma o czym rozmawiać. Wiele razy uznawałeś kobiety, które siedzą w domu z dziećmi w wieku przedprzedszkolnym za pasożyty, pamiętam to dobrze, z tego co pamiętam, to uznajesz tylko urlop macierzyński, wychowawczy to już faneberia i pasożytnictwo. Chciałabym, żebyś kiedyś został przez 3 dni sam na sam z dwuletnim dzieckiem, ktorym musialbyś się zająć, a nie posadzić na cały dzień przed telewizorem, i zobaczyć, czy w domu byłoby w miarę czysto, pranie byś wrzucił i wypakował, zachlapaną przez dziecko podłogę wytarł, żeby się nie poślizgnąć, obiad codziennie robił na czas, ogarnął w kuchni po gotowaniu. Zajmowanie się małym dzieckiem jest wyjątkowo wyczerpujące, fizycznie i psychicznie, bo trzeba do tego dziecka mieć anielską cierpliwość, zwlaszcza, gdy przechodzi bunt dwulatka na przykład. Ale po co ja to piszę, dla Ciebie to abstrakcja.
            Nie jestem pedantką, pisałam już, bardzo mi do tego daleko.
            Mój mąż też ma czasami do mnie uwagi, ale ja te uwagi wysłuchuję i się dostosowuję, bo to nie uwłacza mojemu honorowi i nie wymaga dużego wysiłku. Jaki poważny problem trzeba mieć ze sobą, żeby prośba o wrzucanie brudów do kosza, byla odbierana jako atak i chęć zawładnięcia? Jeśli uważasz, że prośba o to jest wyrazem chęci panowania w domu i taka prośba jest absurdalna, to gdzie jest w takim razie miejsce na brudne rzeczy? Zbieranie brudów po całym domu stawia mnie w pozycji służącej, co mi tu już wypomniano, wszystkie czynności związane z praniem (sortowanie, wkładanie, wyjmowanie, wieszanie, zdejmowanie ze sznurka, sortowanie na 4 osoby) robię ja, nie mam z tym problemu, nie chwalę się tym i nie żądam podziwu, ale w tym wszystkim chcę tylko jednego, żebym nie musiała szukać po domu brudnych rzeczy i domyślać się, które są już do prania. To naprawdę tak dużo? Ja wiem, że on na to nie zwraca uwagi i nie twierdzę (jak niektórzy tutaj), że on to robi złośliwie, ale jeśli się kogoś szanuje, jego mało wymagające prośby powinno się spełniać, bo przecież to nie problem, a pozwala uniknąć nieporozumień.
            Uważam, że osoba, którą obraża prosta prośba, ma jakiś problem mentalny. Mój mąż wiele razy zwraca nam uwagę, jak czasami zapomni któreś z nas zgasić światło. Nie pamiętam, żeby choć raz ktoś z nas (chodzi o mnie i o dzieci) z tego powodu urządził awanturę. Ja zwracam uwagę mężowi naprawdę bardzo rzadko, ale prawie zawsze spotyka się to z wielkim sprzeciwem.
            Jeden przykład. Syn po załatwieniu potrzeby opuszcza klapę i często zapomina wyczyścić kibel, nie robi tego z lenistwa, tylko przez zapomnienie, roztargnienie. Za każdym razem, a jest tak prawie codziennie, idę do niego i go upominam. Będę tak robiła do skutku, bo uważam, że to jest obrzydliwe, nie chcę się w przyszłości za niego wstydzić. I on albo mówi przepraszam, albo bez słowa idzie wyczyścić ten kibel. Gdyby miał charakter mojego męża, powinien już dawno wpaść w furię, bo faktycznie chodzę za nim i przypominam bardzo często. Ale tak nie jest, bo jest normalnym człowiekiem, którego wartość nie zależy od uwag na temat codziennego porządku. I myślę, że nie chodzi tu o zależność matka/dziecko.
            Ponawiam pytanie - gdzie jest miejsce na brudne rzeczy?
            • tautschinsky Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 19:25
              herta_m napisała:

              > Jeśłi Twoim zdaniem, Tautschinsky, oprócz ugotowania, zrobienia zakupów, zapako
              > wania pralki i zmywarki w domu nie ma nic do roboty, to faktycznie nie ma o czy
              > m rozmawiać.


              To napisz mi, czego ja nie robię dbając o dom, w którym mieszkam, więc bynajmniej łaski nikomu nie robię i nie widzę powodu, żeby ktoś mi pomnik z tego powodu kiedyś stawiał tylko za to, że zajmowałem się dziećmi na co dzień - najpierw niespełna rocznym, później trzyletnim i rocznym czyli była już dwójka naprawdę małych dzieci. A że były to inne czasy, a w tym momencie bardzo krucho, to - wyobraź sobie - nie zmieniałem pampersów, tylko używałem tych tetrowych, które w wolnej chwili prałem i to też nie w automacie, tylko w takiej bębenowej pralce typu frania; a że mieszkaliśmy wtedy na wybudowaniu i część domu była tylko do użytku, to wodę do tej pralki gotowałem na gazie w dużym garze. Tam mieszkaliśmy, bo nas przycisnęło - to jest zrobiło się gorąco w rodzinnym gniazdku teściów i to było lepsze niż mieszkanie z tym gnidami. I tak dzień w dzień, bywało, że też noce, a po tym wszystkim do pracy i tak na okrągło i choć nie uwierzysz - więcej ja robiłem w tym domu przy dzieciach, nie mówiąc już o domu, który własnymi rękoma musiałem budować mimo że nie jestem żadnym budowlańcem, a pracy fizycznej wcześniej nie wykonywałem. I to trwało lata. Śmieszą mnie więc te kobiety, co wymieniają pampersy, odpalają praleczki, dziecku rzucą zabawkę a same ploteczki urządzają paląc fajeczkę za fajeczką i pijąc kawkę za kawką i do tego nie zarabiają na swoje życie ani dzieci, bo to spoczywa na tym wrednym gościu, co jest od przynoszenia kasy skoro zbroił im dzieciaka, to niech ma!
              • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 22.01.12, 13:49
                tautschinsky napisał:
                Śmieszą mnie więc te kobiety,
                > co wymieniają pampersy, odpalają praleczki, dziecku rzucą zabawkę a same plote
                > czki urządzają paląc fajeczkę za fajeczką i pijąc kawkę za kawką i do tego nie
                > zarabiają na swoje życie ani dzieci, bo to spoczywa na tym wrednym gościu, co j
                > est od przynoszenia kasy skoro zbroił im dzieciaka, to niech ma!

                Tautschinsky, strasznie mi Ciebie żal, szkoda, że kreujesz się na takiego dupka. Ale to, że żona Cię jakoś skrzywdzila, nie może oznaczać, że wszystkie kobiety, które zajmują się małymi dziećmi, tak własnie robią. To wspaniale, że zajmowałeś się dziećmi, ale czy byłeś z nimi dłużej 24/24 h? Czy możesz sobie wyobrazić, że są kobiety, ktore aktywnie zajmują się dziećmi, a nie rzucają im zabawek, czy umiesz sobie wyobrazić, jak działa takie zamknięcie w domu, powtarzalność czynności, odpowiedzialność i stres, gdy dziecko zachowuje się nieodpowiednio i nie wiesz, jak reagować, żeby go nie skrzywdzić, w jedną lub druga stronę? Ja bardzo odpowiedzialnie podchodziłam do rodzicielstwa, to było dla mnie wielkie wyzwanie, dziś jestem z siebie dumna, wiem, że warto było, ale ile przy tym bylo rozterek i stresu, tylko ja wiem. Ja i wiele kobiet, nie chcę się kreować na bohaterkę, ale też nie pozwolę się wrzucić do wora dla głupich i leniwych kobiet, ktore pewnie też istnieją, nie przeczę.
                Dziwny z Ciebie facet, szkoda, że tak Cię coś skrzywilosad
          • zmeczona100 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 21:37
            tautschinsky napisał:

            > A ja się pytam CAŁKIEM poważnie: czy podniesienie takiej koszuli to jest
            > wysiłek dla ciebie? Czy jednak chodzi o NARZUCENIE mu swojej woli?

            Otóż to. Dla baby to nie jest żaden wysiłek, ale dla faceta- i owszem, dlatego jej nie podnosi. Biedactwa, takie słabe, bez sił.
            I oczywiście niepodniesienie swojej własnej koszuli i traktowanie, że to obowiązek drugiej osoby, nie jest w żadnym razie narzuceniem swej woli...
        • tricolour Bierzesz sześć stów... 21.01.12, 17:42
          ... piszesz pozew o rozwód z wyłącznej winy męża, bo syfiarz i leń. Pewnie nie uzyskasz wyłącznej winy, ale już samo wskazanie na śmierdzący odbyt "pana" będzie wystarczającym wstydem.

          Bierzesz paru kolegów "pana" na świadków, by smród rozszedł się szerzej i masz jak w banku, że faceta ruszy. Żądasz alimentów w sensownej i realnej kwocie, a sprawę majątku zostawiasz do kolejnego etapu. Piszesz jednoznacznie, że nie możesz żyć w syfie i smrodzie, bo to zagraża zdrowiu, co jest prawdą. Może trochę naciąganą, ale jednak.

          A facet się nie tego nie spodziewa. Najbardziej będzie wkurzony, że kumple dowiedzą się jaki z niego smród. Może tym coś ugrasz...
          • triss_merigold6 Re: Bierzesz sześć stów... 21.01.12, 17:54
            Nie zrozumiałeś Tri.
            Ona jest katoliczką. Będzie narzekać, płakać, czytać mądre książki, korzystać z psychologa, opisywać sceny z życia małżeńskiego szczegółowo, pytać o radę etc. ale nie odejdzie. Dyskusje na forach to forma utwierdzania się z swojej roli ofiary, zresztą z tej roli można czerpać znaczne profity. Będzie rozkminiać ostatnich 20 lat, ale o następnych 20 już nie pomyśli. Szkoda prądu na dawanie rad.
            • satoja Re: Bierzesz sześć stów... 21.01.12, 18:12
              Zawsze mnie fascynowało jak wiele syfu rodzinnego można usprawiedliwić słowami "jestem katoliczką więc nie mogę nic zmieniać"(w tym agresji, znęcania się,wyzwisk,gwałtów małżeńskich, itd). Na miejscu Boga bym się obraziła za takie podpinanie pod niego swoich brudów i zwykłego życiowego lenistwa.
            • heksa_2 Re: Bierzesz sześć stów... 21.01.12, 18:13
              Przecież tu role są dawno rozpisane. Ona jest tą udręczoną. I będzie szukać różnych pretekstów, żeby być nią nadal.
              • herta_m Re: Dlaczego mialabym chcieć 21.01.12, 18:46
                być udręczoną? Nie jestem DDA, z domu nie wyniosłam złych wzorcow, bo nie mialam żadnych wzorców, jestem optymistką, mam bardzo dobre kontakty z ludźmi, jestem lubiana i ceniona w pracy, mam sporo ludzi, ktorzy są mi bardzo przychylni, mam fantastyczne dzieciaki, swoje zainteresowania, swoje życie, dlaczego mam chcieć być źle traktowana, nie muszę szukać potwierdzenia swojej wartości w byciu ofiarą.
                Nie jestem przebojowa i rzutka, nie jestem twarda i stanowcza, zawsze miałam zasadę nieprzejmowania się na zapas, co sprawiło, że często jestem bierna w nadziei, że sprawy może jakoś się same ułożą. Często tak jest, ale w tym przypadku niestety ta zasada mnie zawiodła. Mąż, choć ma gdzie się przeprowadzić, nie zrobi tego nigdy, nie odpuści. On ciągle moje stawianie granic uważa za fanaberie podsycane przez fora, samo zło i podłe koleżanki, które chcą mojej zguby. W głowie mi się poprzewracało, nie doceniam tego, co mam, czyli oddanego męża, ktory nigdzie nie wychodzi, tylko dba o rodzinę, gotuje obiady, martwi się o nas, normalnie ideał.
                • heksa_2 Re: Dlaczego mialabym chcieć 21.01.12, 21:43
                  Współczuję ci. Rzuć go w cholerę. Wiem, że to trudne. Ale po co ci to?
            • herta_m Re: Bierzesz sześć stów... 21.01.12, 18:37
              Triss, ja rozumiem Twoje oburzenie, ja wiem, że dla Ciebie wiara jest zabobonem i to też rozumiem, ale jesteś mądrą osobą i wiesz, że nie wszyscy katolicy to oszołomy, też powinnaś rozumieć, że dla niektórych to jest ważne, wyznacza pewien kierunek w życiu.
              Nie jestem katoliczką ortodoksyjną, wiele zakazów kościelnych mnie oburza, z wieloma się nie zgadzam, ale sakrament jednak traktuję poważnie i wcale się tego nie wstydzę. Jesteś za mądra, żeby tego nie rozumieć i nie szanować.
              Odkąd wiem, że to przemoc w czystej postaci, przestaję myśleć o rozwodzie w kategorii wielkiego przewinienia, ale żeby do tego dojść, też potrzebowałam czasu.
              Jest kilka istotnych uwarunkowań, które wciąż mnie hamują, ale naprawdę to nie jest miejsce, żeby to wszystko opisywać.
              • teuta1 Re: Bierzesz sześć stów... 21.01.12, 18:50
                A ja nadal nie widzę problemu. Świętość sakramentu? proszę bardzo, można pozostawać w celibacie do końca swych dni, a nie mieszkać z meżem. Nie opuszczę aż do śmierci? Możesz o nim myśleć latami, nigdzie nie jest napisane, że masz go cały dzień trzymać za rękę. A poważnie, to ja też czytałam o cudach. Ale ich nie widziałam. A przykazanie miłości bliźniego na pierwszym miejscu stawia szacunek do siebie. Jezus też umiał użyć kija, weź go za wzór.
              • tricolour Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 20:08
                ... to uczciwie przyznaj się do jakości tego katolicyzmu. Czy ma on wymiar strachu podszytego płycizną szkolnego katechizmu, czy jest głębszy o wartość osobistych poszukiwań i rozwoju?

                Bo jeśli jesteś katoliczką (a nie jej marną namiastką z katechizmu) to dobrze wiesz, że to, co tutaj opisałaś jest literalnie ujęte w Kodeksie Kanonicznym jako podstawa do nieważności sakramentu. W takim razie nie ma co drzeć szat i duszy tylko wystąpić na drogę prawną do Sądu Duchownego o stwierdzenie nieważności małżeństwa i po krzyku.

                A jeśli o tym nie wiesz, to nie jesteś katoliczką.
                • zmeczona100 Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 21:43
                  Świat się kończy smile Podpisuję się pod Twoimi słowami- może za wyjątkiem rozwodu i procesu o stwierdzenie ważności.
                  Kobieta musi mieć chyba ze 60 lat, skoro ma takie podwórkowe poglądy na katolicyzm.
                  Małżeństwo wg KK to przecież nie niewolnictwo.
                  • tricolour Co to by było... 21.01.12, 21:47
                    ... gdybyśmy się jeszcze kiedyś - co przecież nie jest wykluczone - polubili?

                    Oczami swej wyobraźni widzę taką możliwość...

                    tongue_out
                    • mola1971 Re: Co to by było... 21.01.12, 21:52
                      A to Wy się kiedyś przestaliście lubić? surprised
                      Ja myślałam, że w myśl zasady, że kto się lubi, ten się czubi te wojenki toczycie tongue_out
                    • zmeczona100 Re: Co to by było... 21.01.12, 21:57
                      tricolour napisał:


                      >
                      > Oczami swej wyobraźni widzę taką możliwość...

                      Ja też- po ogłoszeniu końca świata tongue_out
                      • tricolour To już w grudniu! 21.01.12, 22:13
                        Wezmę i poczekam...
                        • zmeczona100 Re: To już w grudniu! 21.01.12, 22:24
                          Tia... wink
                  • herta_m Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 22:22
                    Nie mam 60 lat, KK wcale taki liberalny nie jest, jak tu niektórzy myślą, nie ma czegoś takiego jak unieważnienie ślubu, może być co najwyżej stwierdzenie nieważności, co mnie szczerze śmieszy, to różnica właściwie żadna, ale KK się przy tym upiera.
                    I z tego co wiem, dla Kościoła rodzina jest najważniejsza, a rozwód to największe zło, prowadziłam kiedyś taką dyskusję pod potępieniem przez władze kościelne nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy, matko, jak mi się dostało wtedy od tych lasekwink. Nie chce mi się teraz tego szukać, ale w tym komunikacie Episkopatu Polski było właśnie zdanie o tym, jakim wielkim złem jest rozwód, większym niż przemoc. W wolnej chwili znajdę.
                    Ale fakt, może faktycznie warto zgłębić ten problem, choć z drugiej strony drugi raz za mąż się nie wybieram, uznanie nieważności ślubu w sumie aż tak nie jest mi potrzebne.
                    Z drugiej strony to jest dobre: uznanie nieważności ślubu po 20 latach, dzieci prawie dorosłe, a teraz uznanie, że tego nie było?
                    • zmeczona100 Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 22:24
                      A po co Ci stwierdzenie niewazności?? Nie możesz się po prostu rozwieźć i w ten sposób przestać robić z siebie męczennicę?
                    • heksa_2 Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 22:27
                      Z drugiej strony to jest dobre: uznanie nieważności ślubu po 20 latach, dzieci prawie dorosłe, a teraz uznanie, że tego nie było?

                      Wtedy okazało by się, że nieślubne wink
                      • tricolour Hm... to tylko katolickie są ślubne? 21.01.12, 22:34
                        A cywilne ślubne są nieślubne?

                        A taki - za przeproszeniem - ruski prawosławny to ma nieślubne, co? No tak wychodzi...

                        tongue_out
                    • tricolour Czyli wedle Ciebie, katoliczki!!!... 21.01.12, 22:33
                      ... sakrament polega na dwudziestu latach i posiadaniu dzieci.

                      Czyli nawet największy bezbożnik jest katolikiem, muzułmanin jest katolikiem, ateista i diabeł wie kto jeszcze byle miał jedną babę przez 20 lat i dzieci. Toż to nawet koń czy krowa może być katolikiem!
                    • mola1971 Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 22:37
                      Herta, Ty naprawdę nie masz zielonego pojęcia o swojej wierze uncertain
                      Umów się z jakimś mądrym księdzem i pogadaj. Zaznaczam - z mądrym. Bo głupi Ci nagada takich pierdół, które napisałaś.
                      • herta_m Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 22:49
                        mola1971 napisała:

                        > Herta, Ty naprawdę nie masz zielonego pojęcia o swojej wierze uncertain
                        > Umów się z jakimś mądrym księdzem i pogadaj. Zaznaczam - z mądrym. Bo głupi Ci
                        > nagada takich pierdół, które napisałaś.

                        Mola, a tak na szybko, które jest pierdołą, z tego, co napisałam? Bo nie wiem, naprawdę.
                        • mola1971 Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 23:00
                          Po pierwsze jest ogromna różnica między unieważnieniem a uznaniem za nieważnie zawarte.
                          Po drugie wg KK wcale rozwód nie jest złem największym. Jest nawet specjalne duszpasterstwo osób rozwiedzionych.
                          Po trzecie - rodzina wg KK rzeczywiście jest najważniejsza, ale Twoja rodzina jest rodziną tylko z nazwy. Rodzina to nie jest relacja mąż, jego służąca i dzieci.
                    • maciekqbn Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 22.01.12, 00:03
                      herta_m napisała:

                      > Nie chce mi się teraz tego szukać, ale w tym komunikacie Epi
                      > skopatu Polski było właśnie zdanie o tym, jakim wielkim złem jest rozwód, więks
                      > zym niż przemoc.

                      I właśnie to mnie osłabia i załamuje. Ta ślepa wiara i poddawanie się władzy paru dziadków, którzy nawet nie zasmakowali prawdziwego życia. To ma być Kościół Katolicki?

                      Jak myślący człowiek może dobrowolnie poddawac sie ich władzy i jeszcze myslec, że to Bóg tego pragnie. A działania Inkwizycji to też przecież była realizacja woli bożej w wydaniu KK.

                      Ludzie, troche samodzielnego myslenia.

                      Bóg jest wszechmogący i nie potrzebuje Episkopatu czy innych podejrzanych przedstawicieli do kierowania światem.

                      A jeśli ja Ci powiem, że jestem przedstawicielem Boga i masz mnie słuchać, to co?

                      Jesteś herta_m inteligentną kobietą i tym bardziej Twoje podejście jest dla mnie niezrozumiałe - podobnie jak wielu innych zaślepionych katolików, którzy skąd inąd sa wartościowymi i wybitnymi jednostkami. Dali się jednak zapędzić w kozi róg umiarkowanego fundamentalizmu.
                      A czym to się kończy widać np. w Islamskiej Republice Iranu - gdzie wspaniały naród (Persowie) został pognębiony i stłamszony przez paru dziadków z takiego islamskiego odpowiednika episkopatu.
                      • herta_m Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 22.01.12, 00:32
                        > I właśnie to mnie osłabia i załamuje. Ta ślepa wiara i poddawanie się władzy pa
                        > ru dziadków, którzy nawet nie zasmakowali prawdziwego życia. To ma być Kościół
                        > Katolicki?

                        Maćku, to prawda, ale z drugiej strony, jeśli decydujemy się pozostać w danym Kościele i wierzymy, że to ma sens, nie możemy sobie z wiary wybierać tylko tego, co nam pasuje. Mam be męża, to się szybko rozwiodę, zakochałam się, to się z facetem prześpię, przecież z miłości, to nie grzech itd. Relatywizm to się nazywa. Naginanie przykazań do własnych potrzeb. Wydawało mi się, że nie mogę naginać przykazań, przysięgi, ktorą składałam przed Bogiem, dla własnej wygody. Starałam się naprawiać ten związek, pracować nad nim, dotrzeć jakoś do męża. Było to czasami łatwe, bo on bywa naprawdę świetnym facetem, tyle że słowem-kluczem tutaj jest słowo BYWA. Kobieta strasznie długo łudzi się, gdy taki wchodzi w tzw. miesiąc miodowy, że może tym razem to już on zostanie taki dobry i miły.
                        Parę osób mi tu imputuje czerpanie profitów z bycia w związku z przemocowym, ustawianie się w roli lepszej. Ja to widzę raczej jako klasyczne współuzależnienie. Jak żona alkoholika, która za każdym razem, gdy on po awanturze pijackiej przeprasza i obiecuje poprawę, nabiera się na to, bo bardzo tego pragnie.
                        • mola1971 Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 22.01.12, 00:48
                          Herta, ja to wszystko o czym piszesz przerabiałam na własnej skórze. I uwierz, to nie jest żaden relatywizm.
                          Chcesz prostego przykładu? Takie docierają najczęściej najszybciej. Prześledź podstawę, czyli dziesięcioro przykazań. Które łamiesz będąc z związku z palantem?
                    • abolesta Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 16.05.12, 15:40
                      Witam,
                      polecam art. nt. kościelnego procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa, pisane m.in. przeze mnie, w których ten wątek także jest poruszany:
                      artykuly.com.pl/szukaj?authorid=2261Pozdrawiam
                      dr Arletta Bolesta
                      adwokat kościelny
                • herta_m Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 22:13
                  Tri, opisałam, że mąż mnie nie szanuje, że urządza piekło, gdy mu delikatnie zwrócę uwagę, że stosuje szantaż emocjonalny, że przypisuje mi złe intencje i ciągle oskarża o prowokowanie awantur, podczas gdy to on je urządza, wykorzystując do tego każdą okazję. Czy według prawa kanonicznego to jest podstawa do unieważnienia sakramentu? Przemoc fizyczna jest do udowodnienia dość szybko, psychiczna już nie tak prędko.
                  Czy tak trudno zrozumieć, że do niedawna myślałam, że oboje ponosimy po części winę za nieporozumienia, bo przecież w związku zawsze winne są dwie strony? Bo przecież wszystkie małżeństwa się kłócą, bo na co ja narzekam? Mój mąż nigdy nie ugotował obiadu - mówiły koleżanki.
                  Dla jednych katolicyzm to dokładna znajomość Kodeksu Kanonicznego, dla innych ślepa wiara w każde słowo wypowiedziane przez biskupów, bezrefleksyjna wierność katechizmowi, oszołomstwo Rydzyka, dla innych wiara w naukę o miłości bliźniego, postępowanie według przykazań, może też być wiara dziecka, ufność, coś tak staroświeckiego jak miłość do Boga. Wiara ma naprawdę różne oblicza, wybacz, Tri, ale nie Tobie oceniać moją wiarę, ok?
                  • tricolour Ja nie oceniam Twojej wiary... 21.01.12, 22:20
                    ... tylko katolicyzm. Wierzysz w Boga i mnie nic do tego, słowem się nie wypowiem. Natomiast katolicyzm jest systemem polityczno-społeczno-moralno-finansowym- itp. Katolicyzm jest formą realizacji wiary i jak najbardziej taką formę mogę oceniać choćby z racji swojego katolicyzmu - przez porównanie.

                    I ten katolicyzm wymusza na Tobie szacunek siebie samej i bliźniego przez najważniejsze przykazanie miłości, miłości siebie samego, miłości bliźniego. W takiej konkretnej randze rzeczy i takiej konkretnej kolejności.
                  • zmeczona100 Re: Jeżeli jesteś katoliczką... 21.01.12, 22:22
                    Wiara ma naprawdę różne oblicza, wybacz, Tri,
                    > ale nie Tobie oceniać moją wiarę, ok?

                    Że co, proszę???????????????
                    Kobieto, weź Ty się umów z kims z katolickiej poradni małżeńskiej na poważną rozmowę o małżeństwie katolickim i w ogóle tym, czy jest wiara.

                    No ręce załamać.
                  • scindapsus Podaj jeden powód 22.01.12, 10:02
                    dla którego on miałby swoje rzeczy zbierac.
                    Przeciez od doskonale wie, że Ty pomarudzisz, ale jego ciuchy pozbierasz
                    Nie odejdziesz.
                    Strzelisz focha na pięc minut a później wrócisz do kieratu i bedziesz zapychac jak kobyła pociągowa
                    To dlaczego on miałby się zmieniac

                    Moj ex mąz w jednej z ostatnich naszych dyskusji uzył argumentu-przecież się nie rozwiedziesz, jesteś katoliczką.A katolicy nie uznają rozwodów.

                    i to było o jeden most za daleko

                    Jak widac rozwiodłam się
                    A po rozwodzie, jakis czas po nim, wchodząc do suchej łazienki, patrzac na wiszące reczniki, i na pustą podłogę, bez szmat i innych pomyslalam-warto bylo
                    Naprawdę warto bylo
                    I ta cisza
                    I ten spokoj
          • fraaa Re: Bierzesz sześć stów... 16.05.12, 16:47
            tricolour napisał:

            > ... piszesz pozew o rozwód z wyłącznej winy męża, bo syfiarz i leń. Pewnie nie
            > uzyskasz wyłącznej winy, ale już samo wskazanie na śmierdzący odbyt "pana" będz
            > ie wystarczającym wstydem.
            >
            > Bierzesz paru kolegów "pana" na świadków, by smród rozszedł się szerzej i masz
            > jak w banku, że faceta ruszy. Żądasz alimentów w sensownej i realnej kwocie, a
            > sprawę majątku zostawiasz do kolejnego etapu. Piszesz jednoznacznie, że nie moż
            > esz żyć w syfie i smrodzie, bo to zagraża zdrowiu, co jest prawdą. Może trochę
            > naciąganą, ale jednak.
            >
            > A facet się nie tego nie spodziewa. Najbardziej będzie wkurzony, że kumple dowi
            > edzą się jaki z niego smród. Może tym coś ugrasz...


            kretyn
        • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 18:04
          herta_m napisała:
          Czy wrzucenie brudnej koszuli do kosza (w domu są takie dwa, nawet nie
          > trzeba się długo naszukać) jest wysiłkiem ponad sily dorosłego mężczyzny? Dzie
          > ci potrafią to robić od najmłodszych lat, facet przez 20 lat się nie nauczył.

          Jeśli przez 20 lat się nie nauczył to już się nie nauczy. Dzieci wychowałaś Ty, więc są przez Ciebie nauczone sprzątania po sobie. Męża wychowała inna kobieta, jego matka. Ty matką jego nie jesteś i choćbyś nie wiem jak bardzo chciała to i tak go nie wychowasz bo zwyczajnie jest już na to za późno. Pomijając to, że żona nie jest od wychowywania męża.
          Zatem wyjścia masz dwa - albo przestaniesz zwracać uwagę na te porozrzucane koszule, albo bierzesz rozwód. Trzeciej drogi nie ma.
          No, jest też wyjście ekstremalne, czyli zapuszczasz dom, nie sprzątasz tych jego koszul i gdy skończą mu się czyste to dopiero wtedy może dotrze do niego to, że by mieć czystą koszulę najpierw trzeba brudną zanieść do kosza. Ale nie polecam tej metody. Tzn. jest ona bardzo skuteczna, ale w przypadku wychowywania dzieci. Dorosłego chłopa się nie wychowuje. Szkoda na to czasu i energii.
          • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 18:16
            mola1971 napisała:
            dopiero wtedy może dotrze do niego to, że by mieć czystą koszulę najpierw trzeba brudną zanieść do kosza.

            Stop. Żeby mieć czystą koszulę, trzeba ją wyprać. Albo zanieść do pralni. A nie do kosza.
            • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 18:20
              Zgoda, ale w tym konkretnym przypadku Autorka od męża wymaga minimum, czyli zaniesienia koszuli do kosza.
    • zmeczona100 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 21:54
      Jak ja lubię takie problemy i dylematy małżeńskie.... Powaga...

      Szukasz pani do sprzątania, która za pieniądze co tydzień zrobi Ci domek na błysk i po kłopocie. Co prawda, nie ma szczepionek na wkurw z powodu walających się skarpetek, koszul czy ręczników po domu, ale odporność można nabyć w inny sposób- "na misia koalę".


      Sprzątałam tylko za synem i tylko do pewnego wieku i w okrojonej formie- od dawna nie pilnuję go i nie zwracam uwagi, bo dla niego normą jest, że brudne rzeczy wrzuca się do koszy (od razu posegregowane)- on po prostu "od maleńkości", kiedy tylko nauczył się chodzić, to sprzątał po sobie- oczywiście w formie zabawy (pampersy też wynosił do pojemnika). OMCex miał zwyczaj wkładania do szafy brudnych koszul, swetrów, bluz- w życiu ich stamtąd nie wyciągałam; były potrzebne, to sobie prał w ostatniej chwili albo... kupował nowe.

      Podniesiona deska czy niezakręcona tubka od pasty czy mokry ręcznik to dla mnie drobiazgi, które w mojej ocenie stają się tylko pretekstem do powkurzania się na innych za inne ich "przewinienia".

      Poszukaj pani od sprzątania- powaga.
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 22:27
        Miałam panią do sprzątania w lepszych czasach, mąż miał lepszą pracę, mieszkamy pod miastem, Ukrainki są naprawdę tanie. Za posprzątanie całego domu (nie takie dokładne, ale dla mnie wystarczające) raz w tygodniu płaciłam UWAGA! 20 PLN. Cały dom odkurzony, wytarte kurze, wymyte dwie łazienki, kuchnia, hol. Tak, słownie dwadzieścia złotych.
        Mąż stracił pracę, przez jakiś czas nie miał następnej i choć dostał odprawę stwierdził, że nie stać nas na panią, on będzie w sobotę pomagał. Niech ktoś zgadnie ile razy to zrobił?
        Teraz znowu powodzi nam się gorzej, mąż nie ma szczęscia do posad, zawsze, kurna, coś. Wychodzimy powoli z długów, w które wpadliśmy przez nieucziwego pracodawcę męża, o pani mogę zapomnieć.
        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 22:42
          Znalazłam ten komunikat Episkopatu, ktory mnie swojego czasu tak zdenerwował:
          www.episkopat.pl/?a=dokumentyKEP&doc=2010519_0
          I to zdanie:
          6. Jednocześnie pragniemy zwrócić uwagę, że przejawem największego poziomu agresji i przemocy w rodzinie jest zabijanie dzieci oraz rozwód rodziców.

          Rozwód jako agresja i przemoc w rodzinie, jak Wam się podoba?
          • tricolour To zdanie jest prawdziwe i ma sens... 21.01.12, 22:48
            ... ponieważ rozwód to nie kwadrans w sądzie tylko rozwodzenie się ludzi trwające latami, pełne bólu, upokorzenia, straconych nadziei, podeptanej miłości.

            Ten rozwód to te syfiaste skarpetki męża na podłodze leżące latami i sprowadzające Twoją godność ŻONY do roli śmieciarza.
            • herta_m Re: To zdanie jest prawdziwe i ma sens... 21.01.12, 23:02
              tricolour napisał:

              >
              > Ten rozwód to te syfiaste skarpetki męża na podłodze leżące latami i sprowadzaj
              > ące Twoją godność ŻONY do roli śmieciarza.
              Nie Tri, to nie rozwód, to małżeństwo. Wchodzisz już na taki poziom abstrakcji w tym, co piszesz, że ja wymiękam.
              Jesteś katolikiem, dobrze zrozumiałam? I dla Ciebie katolicyzm to tylko system moralno-finansowy, bo nie łapię?
              Możesz mi to wyjaśnić? Ja mam naprawdę od cholery problemów i dylematów związanych z wiarą i moim wyznaniem, chętnie bym pogadała z kimś innym niż uczestniczki pewnego tutejszego forum katolickiego, które potraktowały mnie swojego czasu z taką pogardą, jak nikt inny na świecie.
              • zmeczona100 Re: To zdanie jest prawdziwe i ma sens... 21.01.12, 23:11
                Mylisz małżeństwo ze służbą.
              • tricolour Nie, to nie małżeństwo... 21.01.12, 23:16
                ... małżeństwo to miłość, szacunek, godność, ciepło, troska, oddanie, nadzieja, oparcie, samorealizacja, współpraca.

                Syfiaste skarpetki na podłodze to mężowska pogarda, lekceważenie, egoizm, wysługiwanie się. To Twój ból, upokorzenie, zawiedzione nadzieje i wstyd.

                A Ty to mylisz.
                • herta_m Re: Nie, to nie małżeństwo... 22.01.12, 13:40
                  Tri, też tak myślę, ale zobacz, ile osób tutaj twierdzi, że facet takie rzeczy robi przez zapomnienie i że ja robię z igły widły.
                  I ja nawet nie chcę mu przypisać aż tak złych intencji, nie sądzę, że on to robi z wyrachowania, ale właśnie z takiego nieliczenia się ze mną, bo jak się kogoś szanuje, to o pewnych rzeczach się pamięta, żeby tej drugiej osobie ulżyć, żeby jej bylo miło, że się słucha jej prośb.
                  Rozwód będzie nie przez skarpetki, ale przez lata braku szacunku i nieliczenia się z moim zdaniem, moimi prośbami, podobnie zresztą było z dziećmi, bo dzieci i ryby głosu nie mają.
          • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 22:49
            Herta, to jest tylko jedno zdanie, w dodatku wyjęte z kontekstu.
            Napisałam Ci już - idź do mądrego księdza. W KK nie ma czegoś takiego jak rozwód, nie ma nawet takiego pojęcia. Jest tylko separacja, która grzechem nie jest. Nawet jeśli rozwiedziesz się cywilnie, dla KK nadal będziesz mężatką. Póki nie wniesiesz i nie wygrasz sprawy o uznanie małżeństwa za nieważne.
            • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 22:55
              mola1971 napisała:

              > Herta, to jest tylko jedno zdanie, w dodatku wyjęte z kontekstu.
              > Napisałam Ci już - idź do mądrego księdza. W KK nie ma czegoś takiego jak rozwó
              > d, nie ma nawet takiego pojęcia. Jest tylko separacja, która grzechem nie jest.
              > Nawet jeśli rozwiedziesz się cywilnie, dla KK nadal będziesz mężatką. Póki nie
              > wniesiesz i nie wygrasz sprawy o uznanie małżeństwa za nieważne.

              Mola, ja to wiem, przecież nie pisałam nigdzie wyżej, że jest inaczej. Przecież napisałam, że nie ma unieważnienia, tylko uznanie nieważności. Ale z opowieści kilku kobiet wiem, że o to stara się najczęściej pan, ktory chce się ponownie ożenić, wtedy jest w stanie odnaleźć świadków na najgorsze z możliwych rzeczy przeciwko starej żonie, o uznanie nieważności bardzo rzadko stara się kobieta ze związku przemocowego.
              Myślałam o separacji, ale ona nie daje wszystkiego, co daje rozwód, zamierzam wnieść o rozwód, walczyć o swoje, jedynie nie wybieram się ponownie za mąż, zatem nie ma problemu z koniecznością udowodnienia, że sakrament był nieważny. Ale do tego musiałam dojść długą i trudną drogą.
              • zmeczona100 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 23:00
                herta_m napisała:

                Ale z opowieści
                > kilku kobiet wiem, że o to stara się najczęściej pan, ktory chce się ponownie
                > ożenić, wtedy jest w stanie odnaleźć świadków na najgorsze z możliwych rzeczy p
                > rzeciwko starej żonie, o uznanie nieważności bardzo rzadko stara się kobieta ze
                > związku przemocowego.

                Kobieto, co Ty p.eprzysz??

                Przestań mysleć o procesie w sprawie stwierdzenia niewazności, tylko wnieś sprawę o rozwód.
                • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 23:05
                  Nie piep..ę, tylko piszę o tym, co czytałam na forum katolickim, które te tematy też porusza.
                  Przecież już napisałam, że nie zamierzam się starać o uznanie nieważności, spoko. Tłumaczę jedynie, dlaczego to wszystko zajęło mi tyle czasu.
              • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 23:04
                Ależ ja nie napisałam, że masz chcieć separacji cywilnej. Cywilny weź rozwód, ale dla KK Twój rozwód cywilny będzie tylko separacją. Póki się z kimś nie zwiążesz, bo wtedy popełnisz grzech cudzołóstwa.

                Nie słuchaj co mówią jakieś panie, nie słuchaj plot. Pewnie tak bywa, jak piszesz, ale bywa też inaczej. I wg mnie masz duże szanse na uznanie małżeństwa za zawarte nieważnie. Z powodu niedojrzałości Twojego męża. Ale to jest temat rzeka, na forum nikt rzetelnie Ci tego nie wyjaśni raczej. Udaj się do mądrego księdza.
                • zmeczona100 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 23:09
                  Czy tylko niedojrzałość męża herty? Oni oboje raczej niewiele wiedzą (nadal!) o tym, czym w ogóle jest małżeństwo...
                  • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 23:16
                    Znam taki przypadek, w którym kobieta jako powód podała własną niedojrzałość. Dostarczyła dowody, świadków i wygrała. Problem polega na tym, że proces uznawania małżeństwa za zawarte nieważnie nie ma nic wspólnego z cywilnym procesem rozwodowym i ludziom często trudno to zrozumieć.
                • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 23:10
                  Mola, ja to teraz już wiem, a to, co pisałam, to nie ploty, tylko info od dziewczyn z forum katolickiego, niektóre to strasznie nietolerancyjne ortodoksy, ale są tam też laski, które musiały przejść przez takie uznanie nieważności preparowane przez bylych mężów, bo ich nowe kobiety chciały ślubu kościelnego, w białej sukni z welonem. Historia zna wiele takich przypadków.
                  Zawsze miałam bardzo nieufny stosunek do katolickich poradni małżeńskich. Każdy dźwiga swój krzyż, czy nie przesadzasz, córko? Na pewno jest szansa na naprawę, on przecież też cierpi, przecież on na pewno nie chce źle, on ma problemy, musisz być wyrozumiała i takie tam. Tak to sobie wyobrażam, ale może bardzo się mylę.
                  • zmeczona100 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 23:15
                    herta_m napisała:


                    > są tam też laski, które musiały przejść przez takie uznanie nieważności prepar
                    > owane przez bylych mężów, bo ich nowe kobiety chciały ślubu kościelnego, w biał
                    > ej sukni z welonem. Historia zna wiele takich przypadków.

                    I co? papierek się liczy czy sumienie? Tak spreparowane dowody, świadkowie nie mają wpływu na uznanie małżeństwa za nieważne- a więc osoba, która zrobi uzytek z takiego papierka popełnia grzech śmiertelny.
                    Znam kilka osób po procesach i nie ma wśród nich ani jednej, która postępowałaby niegodnie w takiej sytuacji.

                    > Zawsze miałam bardzo nieufny stosunek do katolickich poradni małżeńskich. (...) Tak to sobie wyobrażam, ale może bardzo się m
                    > ylę.

                    To może nadszedł czas, aby to sprawdzić? Po co rozsiewać plotki?
                  • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 21.01.12, 23:19
                    Herta, forum katolickie to nie jest dobre miejsce na szukanie wiedzy. Z uporem maniaka odsyłam Cię do mądrego księdza. Nawet nie do poradni małżeńskiej bo tam bywa, że siedzą oszołomy. Poszukaj kogoś, kto specjalizuje się w pracy z małżeństwami niesakramentalnymi. To najczęściej są bardzo mądrzy duchowni.
                    • tricolour Hehehe - poradnia małżeńska... 21.01.12, 23:28
                      ... kolega z pracy chciał mieć syna więc skorzystał z porady kościelnej poradni i kochał się z żoną dokładnie poza przewidywanym terminem owulacji - jak nakazała zakonnica. No i centralnie wcelował w córkę. Zgodnie z biologią.

                      smile
                      • mola1971 Re: Hehehe - poradnia małżeńska... 21.01.12, 23:38
                        Kurczę, to teraz zakonnice zajmują się tym, kiedy się kochać by mieć dziecko konkretnej płci? shock
                        A może ona specjalnie to zrobiła big_grin Nie chce mi się wierzyć, że nie miała tak podstawowej wiedzy.
                        Swoją drogą to kolega w Necie by se pogrzebał i poszukał przepisu na syna, a nie takimi pierdołami zakonnicy głowę zawracał tongue_out
                        • zmeczona100 Re: Hehehe - poradnia małżeńska... 21.01.12, 23:47
                          Taki przepis nie istnieje, hehe...
                          I całe szczęście- kobiety by wyginęły niczym dinozaury tongue_out

                          Zamiast przepisu pozostaje tylko prawdopodobieństwo smile
                          A seks po owulacji nie prowadzi do ciąży, bo... plemniczki nie mają już czego zapłodnić tongue_out
                          Jeśli zrobiła się dziewczynka, to znaczy, że zaczęli działać zbyt wcześnie tongue_out Nawiasem mówiąc to dziewczynki płodzi się o wiele trudniej; łatwiej wycelować w chłopaka, co zresztą widać po statystykach- jeśli para ma problemy z uzyskaniem ciąży i z tego powodu monitorowany jest cykl, to w większości przypadków na świecie pojawia się chłopiec własnie smile

                          Dziewczynka to wyższa szkoła jazdy, hehe wink
                          • mola1971 Re: Hehehe - poradnia małżeńska... 21.01.12, 23:53
                            Oczywiście, że przepis nie istnieje, żartowałam smile
                            To ja miszczyni jestem, bo mam dwie córy big_grin A może ex jest miszczem???
                            Choć to miszczostwo to kwestia przypadku tak naprawdę wink
                            • zmeczona100 Re: Hehehe - poradnia małżeńska... 22.01.12, 00:33
                              Nie chcę Cię dobijać Molka, ale... żadna to Twoja zasługa- Ty tylko iksy masz big_grin
                              (46, XX)
                              Ponoć tylko prawdziwi mężczyźni mogą mieć córki, bo... "sztuką jest zrobić dziurkę dziurką" big_grin

                              (sorrywink )
                              • mola1971 Re: Hehehe - poradnia małżeńska... 22.01.12, 00:44
                                Na swoje usprawiedliwienie podam, że mam też syna tongue_out W dodatku podobnego do mnie fizycznie, a i intelekt, odpowiedzialność i takie tam po mamusi ma wink
          • maciekqbn Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 22.01.12, 00:18
            herta_m napisała:

            > Znalazłam ten komunikat Episkopatu, ktory mnie swojego czasu tak zdenerwował:
            > www.episkopat.pl/?a=dokumentyKEP&doc=2010519_0
            > I to zdanie:
            > 6. Jednocześnie pragniemy zwrócić uwagę, że przejawem największego poziomu agre
            > sji i przemocy w rodzinie jest zabijanie dzieci oraz rozwód rodziców.
            >
            > Rozwód jako agresja i przemoc w rodzinie, jak Wam się podoba?

            Nie dziwie Ci się, że Ciebie to zdenerwowało. Ale to tylko dowód, że masz predyspozycje do samodzielnego myślenia, które w jakiś sposób zostały w Tobie skutecznie przygłuszone.

            Jak można równa wagę przykładać do zabijania dzieci i rozwodu???

            A co w ogóle oni mogą wiedzieć o formie i przejawach agresji w rodzinie?
    • kami_hope Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 22.01.12, 02:10
      Ja już pominę temat nieszczęsnych brudnych koszul…
      Najistotniejszy problem jaki przewija się w Twoich wypowiedziach Herta_m jest Twoje uparte stawianie się w roli ofiary. Bo jesteś: ofiarą męża, który nie dba o porządek, dalej, nieuczciwego pracodawcy męża, ofiarą forum katoliczek, itp.
      Zgadzam się z innymi, którzy uznali tą postawę jako wygodnicką. Myślę, że tą „ofiarnością” kompensujesz swoje braki i nieumiejętności do samodzielnego życia. Sama wspomniałaś o swoich słabościach i wyglądałoby na to, że jesteś ich świadoma, ale wcale nie, bo nijak nie widzisz związku z postawą jaką sama prezentujesz, a konsekwencjami jakie ona rodzi. Słabości wymieniłaś mimochodem, raczej jako usprawiedliwienie siebie niż rzeczową i konkretną ocenę. I wałkujesz nieskończenie temat brudów, który w kontekście powagi „małżeństwa” brzmi rzeczywiście śmiesznie. Po prostu oboje w tym związku urządziliście sobie z tych brudów pole walki. Mąż, bo jest drażliwy na punkcie narzucania mu czegoś, Ty, bo wszystko odbierasz jako poniżające. Oboje stawiacie sprzeciw wobec tego czego nie lubicie, mniej lub bardziej konsekwentnie, stanowczo lub agresywnie. Ale OBOJE wciąż robicie sobie WZAJEMNIE to czego nie lubicie. Wzajemnie sobie dokuczacie. I ciągle powtarzacie jeden i ten sam destrukcyjny sposób zachowań, gdzie podłożem są urażone ambicje (każdy na indywidualny, właściwy dla siebie sposób).
      Można by dużo mówić, ale po co?
      Przecież Ty chcesz podtrzymywać nałożoną na siebie rolę ofiary.
      Zastanów się również, czy te „dobre” relacje społeczne nie są wynikiem tego, że ludzie ulegają manipulacji i poprzez litość i naturalny odruch współczucia, okazują Ci więcej uwagi i życzliwości?

      Jeśli jednak coś by się stało w Twojej głowie i jednak odkryłabyś, że Twoja postawa i Twoje zachowanie przynosi określone konsekwencje, to chciałabym Ci poradzić spotkać się z psychologiem. Taka współpraca mogłaby Ci pomóc zrozumieć mechanizm zaistniałej sytuacji, a dalej, mogłabyś się nauczyć nowych, zdrowszych sposobów zachowania.
      Byś może mąż zaskoczy na nowy tryb postępowania, być może sam zechce też współpracować z psychologiem jak zobaczy Twoją zmianę. A jeśli nie, to i tak Ci nie zaszkodzi, bo będziesz miała wtedy podwaliny na przyszłość.

      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 22.01.12, 12:21
        kami_hope napisała:
        Słabości wymieniłaś mimochodem
        > , raczej jako usprawiedliwienie siebie niż rzeczową i konkretną ocenę

        Nie czuję się ofiarą, nie jestem osobą, której można wmówić, że jest do niczego i nie dlatego siedzę w toksycznym związku. O braku zorganizowania i stanowczości napisałam, bo wiem, że to są moje niedostatki i nie jestem ideałem, nie uważam tego za wielką przypadłość, ale też mam tego świadomość.
        Po prostu oboje w tym związku urządziliście s
        > obie z tych brudów pole walki
        Mamy z mężem bardzo dużo problemów, dużo poważniejszych niż brudy, ale one są często pretekstem do rozpoczęcia kłótni przez mojego męża, a ja, póki mieszkamy razem, chciałabym choć ten pretekst wyeliminować. Stąd pytanie, jak zwracać uwagę, nie wywołując przy tym burzy, bo gdy nie zwracam uwagi, we mnie z kolei budzi to niezadowolenie, nie wiem, dlaczego mam to znosić. Choroby są takie, którym można zapobiegać i takie, ktore są od nas niezależne, póki mieszkam z mężem, chciałabym ograniczyć do minimum punkty zapalne.
        Ale OBOJE wciąż robicie sobie WZAJEMNIE to czego nie lubicie. Wzajemnie
        > sobie dokuczacie.
        Nie dokuczam mężowi swoimi prośbami, bo prośba o wrzucenie koszuli do kosza na brudną bieliznę nie jest dokuczaniem, jest zwykłą prośbą, a nie atakiem na czyjąś niezależność. Dlaczego ani mnie, ani nikogo z domowników tego typu prośby nie denerwują, a on z ich powodu urządza awantury? Ponieważ nie chcę się godzić na rzeczy, ktore mi przeszkadzają, chciałabym znaleźć rozwiązanie dobre dla obu stron. Choć w tym względzie.
        > Zastanów się również, czy te „dobre” relacje społeczne nie są wynik
        > iem tego, że ludzie ulegają manipulacji i poprzez litość i naturalny odruch wsp
        > ółczucia, okazują Ci więcej uwagi i życzliwości?
        Mam kilka koleżanek, wieloletnich, ktore dopiero niedawno, pod koniec ubiegłego roku wtajemniczyłam w swoje problemy małżeńskie, mam też w rodzinie i w pracy takie osoby, które w ogóle nie znają moich problemów, z nimi też mam bardzo dobre kontakty. Jestem osobą z dużym dystansem do siebie i potrafiącą się cieszyć z drobiazgów, bardzo otwartą, wiem, że głównie za to jestem lubiana.
        Terapię dla ofiar przemocy przeszłam, terapeutka od początku działała w kierunku wzmocnienia mnie na rzecz rozwodu, a nie naprawy małżeństwa, bo uznała (nie werbalizując tego), że to jedyne rozwiązanie dla mnie. Zmiany od momentu zrozumienia, że w domu mam przemocowca, podjęłam bardzo duże. Prowadzę swoje życie, nie ulegam fochom, nie nabieram się miodowe miesiące, nie tłumaczę się, staram się być silna. Jestem zupełnie inną osobą, niż przed uświadomieniem sobie problemu. Te wszystkie zmiany wpływają na mojego męża tak, że zamiast urządzać awantury raz w miesiącu, robi to raz w tygodniu, czasami rzadziej, czasami częściej. Jego napięcie wzrosło, odkąd zobaczyl, że traci grunt pod nogami, a ofiara się wymyka.
    • astyria Tak czytam ten wątek 22.01.12, 11:13
      I wychodzi mi, że autorka ma jedynie dylemat typu mnie jest źle ale nie mam ochoty nic w życiu zmieniać, chcę żeby to inni się zmienili tak by robili mi dobrze!
      Przyjmujesz autorko pasywną, bierną postawę i lubisz tę rolę. Nie chcesz być osobą decyzyjną w związku więc taki jak obecnie mąż jest ci potrzebny i chcesz się go trzymać. Masz wtedy jedynego winnego twoich cierpień (męża) i niezagrożoną zmianami swoją pozycję w domu(tej lepszej od męża /którą dzieci uwielbiają, równocześnie nie lubiąc ojca/).

      Osoby ustawiające się w roli wiecznej ofiary są potwornie męczące dla otoczenia. Można do nich gadać latami i tak nie przyjmą do wiadomości niczego, co wymusiłoby na nich zmianę ich własnych zachowań. Osoby te są jakby pozbawione jakiegoś przełącznika w mózgu, brak przełożenia przyczyna-skutek. Wykonują swoją rolę jak automaty, tkwią w niewolnictwie własnych schematów. Oskarżają mężów o przemoc, godzinami opowiadają o tym co złego mężowie robią, po czym wykonują znowu wszystkie życzenia męża. Uważają mężów za zło czyniących ale same chętnie i natychmiastowo wykonują zadania przez tegoż złego męża wyznaczone.
      Jak stara matka która płacze że ma dość chodzenia przy garach i już nie ma sił na gotowanie dorosłym dzieciom, ale gdy próbujesz ją zastąpić w kuchni to gotowa wyrywać ci garnki z rąk lub obrażać się na osobę która zabiera "jej rolę"..

      To jak bita kobieta, która rzuca się z pazurami na obrońcę który dał w pysk jej oprawcy...
      "Katoliczka" trzymająca się kłamstw i odżegnująca się od nieskażonych hipokryzją podstaw wiary, podpierająca się za to plotkami z ortodoksyjnych forów - wszystko żeby tylko nie "musieć" się jednak rozwodzić, żeby znaleźć powody dla których musi nadal te brudne koszule podnosić i być przy mężu którego podskórnie nienawidzi

      Nie rozumiem po co tyle autorko chodzisz po forach i wyłudzasz współczucie... Nie chcesz zmian to ich nie rób. To Twoje życie, gdybyś nie lubiła być gnojona to byś znalazła sposób na zmianę. Ale jak chcesz zmian, to zacznij te zmiany od siebie.





      • herta_m Re: Tak czytam ten wątek 22.01.12, 12:48
        astyria napisała:
        > I wychodzi mi, że autorka ma jedynie dylemat typu mnie jest źle ale nie mam
        > ochoty nic w życiu zmieniać, chcę żeby to inni się zmienili tak by robili mi do
        > brze!


        Tak, chcialabym, żeby mój mąż się zmienił, żeby zmienił swój sposób postępowania ze mną i swoje sposoby reagowania. Każda kobieta, ktora ma problemy malżeńskie tego chce, główną myślą tego forum jest to, że nie rozwodzimy się z chwilą pojawienia się pierwszego problemu, ale gdy wszystkie nasze starania się nie powiodą. Zatem nie rozumiem zdziwienia, że chciałam zawalczyć o naprawę związku, ale moje zmiany nie pomogły, zatem chyba normalne, że chcialabym, żeby mąż się zmienił, tym bardziej, że mój mąż ma bardzo wiele bardzo dobrych cech, ktore cenię i doceniam. W okresach, gdy jego napięcie nie narasta, jest naprawdę świetnym facetem, mężem i ojcem. Jest uczciwy, oddany rodzinie (w jego pojęciu oddania), bardzo lubi rozmawiać, mamy wiele wspólnych tematów, towarzysko, gdy wszystko idzie po jego myśli, bywa uroczy, pełen wdzięku, zabawny. Nigdy nas nie zaniedbywal, rodzina jest dla niego na pierwszym miejscu, czasami niestety w taki chory sposób. Nie ma żadnego hobby, ale terapeutka powiedziała mi kiedyś tak: jak to nie ma hobby?? Czy pani myśli, że to tak łatwo trafić w punkt, żeby dokuczyć najbliższym?
        Gdyby mojemu mężowi wyłączyć przycisk, ktory uwalnia w nim napięcie i potrzebę odreagowania stresu na najbliższych, nasze życie byłoby naprawdę dobre. Czy to zatem takie dziwne, że chciałabym, żeby się zmienił? Ale wiem, że to niemożliwe, dlatego przygotowuję się do rozwodu.

        Masz wtedy jedynego winnego twoich cierpień (męża) i niezagrożo
        > ną zmianami swoją pozycję w domu(tej lepszej od męża /którą dzieci uwielbiają,
        > równocześnie nie lubiąc ojca/).
        Ale taka jest prawda, dzieci są na tyle duże, że potrafią to ocenić same, ojciec sobie na to zapracował, bardzo długo tłumaczylam im, gdy były małe, że tatuś jest nerwowy, ma stresującą pracę, nie chciałam go oczerniać, bo wiem, że dzieci nie nastawia się przeciwko ojcu (tak robiła moja mama, bardzo przez to cierpialam), ale gdy dojrzały, ja nie musialam się stawiać w roli tej lepszej, ja dzieci zawsze szanowałam, liczylam się z ich potrzebami i odczuciami, dla mojego męża najważniejsze było posłuszeństwo i dobre stopnie, żeby można się było pochwalić dziećmi. To nie ja tak to ustawilam.

        > Osoby ustawiające się w roli wiecznej ofiary są potwornie męczące dla otoczenia
        Pełna zgoda, ale ja nie ulegam mężowi, potrafię się postawić, wyrazić oczekiwania, nie jestem bierna.
        Oskarżają
        > mężów o przemoc, godzinami opowiadają o tym co złego mężowie robią, po czym wyk
        > onują znowu wszystkie życzenia męża.
        Oskarżam męża o przemoc, bo jest przemocowcem, ze wszystkimi tego przejawami, książkowymi wręcz, to co, mam temu zaprzeczyć wbrew prawdzie? Nie wykonuję wszystkich życzeń męża i to właśnie powoduje, że jego agresja eskaluje. Na jakiej podstawie twierdzisz, że wykonuję?

        > Jak stara matka która płacze że ma dość chodzenia przy garach i już nie ma sił
        > na gotowanie dorosłym dzieciom, ale gdy próbujesz ją zastąpić w kuchni to gotow
        > a wyrywać ci garnki z rąk lub obrażać się na osobę która zabiera "jej rolę".
        Znałam taką osobę, szczerze tego nie znosiłam, wiem, o co chodzi. Uwaga o tyle chybiona, że bywam bardzo wygodnicka, nigdy się nie wyrywam do roboty, dzieciaki zaganiam do pracy w domu, nastoletni syn gotuje lepiej ode mnie, lubi to robić. Nie, nie jestem taką matką ani tego typu osobą.

        > "Katoliczka" trzymająca się kłamstw i odżegnująca się od nieskażonych hipokryzj
        > ą podstaw wiary, podpierająca się za to plotkami z ortodoksyjnych forów - wszys
        > tko żeby tylko nie "musieć" się jednak rozwodzić, żeby znaleźć powody dla który
        > ch musi nadal te brudne koszule podnosić i być przy mężu którego podskórnie nie
        > nawidzi
        Dopóki myślałam, że jestem w burzliwym związku, w którym są częste kłótnie, ale też dobre okresy, jako katoliczka nie mogłam rozważać rozwodu, bo niby z jakiego powodu?
        Od momentu poznania przyczyn wiecznych ataków męża i uświadomienia, że mimo moich zmian, on się nie zmieni, przygotowuję się do rozwodu. Są pewne uwarunkowania, ktore to opóźniają, ale decyzja jest podjęta.
        >>Nie rozumiem po co tyle autorko chodzisz po forach i wyłudzasz współczucie.
        Nie wyłudzam wspólczucia, nie wiem, dlaczego tak to odbierasz, szukam konkretnych rad w konkretnych sprawach, na tym forum kilka dostałam, mam też potrzebę diagnozowania przemocy psychicznej u osób, które jej sobie nie uświadamiają do końca, tak jak mnie kiedyś na forum uświadomiono. Może kogoś to śmieszy, ale mi właśnie forum pomogło, dlaczego ja nie mogę teraz pomóc komuś? A to uświadomienie to pierwszy krok do zmiany. Nie jest powiedziane, że każdy musi biec do zmiany, czasami można posuwać się swoim tempem, tak jak ja.
        • moniapoz Re: Tak czytam ten wątek 22.01.12, 13:38
          > Nie wyłudzam wspólczucia, nie wiem, dlaczego tak to odbierasz, szukam konkretny
          > ch rad w konkretnych sprawach, na tym forum kilka dostałam, mam też potrzebę di
          > agnozowania przemocy psychicznej u osób, które jej sobie nie uświadamiają do ko
          > ńca, tak jak mnie kiedyś na forum uświadomiono. Może kogoś to śmieszy, ale mi w
          > łaśnie forum pomogło, dlaczego ja nie mogę teraz pomóc komuś? A to uświadomieni
          > e to pierwszy krok do zmiany. Nie jest powiedziane, że każdy musi biec do zmian
          > y, czasami można posuwać się swoim tempem, tak jak ja.

          jedyna konkretna rada to jest albo zaakceptować taki stan albo go zmienić smile ale popieram Cię - każdy ma prawo robić to w swoim tempie, bo to jego życie.
          z drugiej strony ja bardzo się cieszę jak czytam takie "negatywne" wypowiedzi, bo jest w nich bardzo dużo prawdy.


          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • triss_merigold6 Re: Tak czytam ten wątek 23.01.12, 20:41
          A ja mam wrażenie, że Ty nadal nie chcesz podjąć decyzji. Decyzja oznacza przyjęcie na siebie odpowiedzialności i zaryzykowanie różnych ocen ze strony otoczenia, oznacza radykalną zmianę bez możliwości powrotu. Boisz się reakcji męża, dzieci (które też nie muszą zareagować psiejsko czarodziejsko), reszty rodziny, znajomych etc. Wygodnie jest odwoływać się do rzekomych zasad wiary, to znakomita asekuracja.
          Dojrzejesz do rozwodu jeśli przyjmiesz postawę "mam w d... czy się zmienisz, nie chcę cię widzieć".
    • xciekawax Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 23.01.12, 19:12
      Kochanie,skarpety zostawiles kolo lozka, moglbys je przed sponiem ogarnac?
      (dajesz wiele godzin godz aby to zrobil,nie musi czuc ze teraz, natychmiast)

      -czy pomogloby tobie gdybysmy mieli kosz na pranie w sypialni?
      (sklada odpowiedzialnosc na niego ze postanowil ten kosz tam ulokowac wiec chetniej bedzie go uzywal) fajnie by bylo gdybyscie razem pojechali do sklepu I on ten kosz wybral.
      • to.ja.kas Aż zmierzyłam czas 23.01.12, 21:59
        dziś zrobienie obiadu przez mojego męża zajęło mu bitą godzinę. Robił głupie placki ziemniaczane. Tarł ziemniaki, cebulę, smażył.
        Mi wrzucenie garów do zmywarki, prania do pralki i powieszenie owego prania (gary wyjmę jutro) zajęło minut MOŻE 15. Nawet jak dodam wytarcie kurzów i odkurzanie to pewnie zajmie mniej czasu niż te zwykłe placki.
        A śmieci wywaliła Młoda.
        Zostało jeszcze sprzątnąć kocie kuwety to zajmie 3 minuty (???).

        Serio jest sens spokój domowy zakłócać odmierzaniem z sekundnikiem w ręku kto więcej kto mniej o 10 minut poświęcił na dom ??? Zwłaszcza jeśli dwie strony pracują i dwie strony robią COŚ. Zakupy od jakiegoś czasu robię w necie ale Robertowi zajmowało to i 4 godziny w sobotę. Więc serio już samo gotowanie i zakupy to wg mnie spore odciążenie. Ja w zamian podniosę koszulę czy ciuchy które on rozwala wokół siebie. Nie, nie złośliwie. On tego NIE WIDZI, jak ja nie widzę kiedy auto trza umyć a kiedy trza zmienić opony na zimowe i kiedy trzeba iść do mechanika bo coś puka.

        I tak, nie cierpię jak mi się truję. Robię się wtedy niemiła. wink)))

        Acha, siedziałam w domu z dzieciem lat cztery i to był najmilszy okres w moim zyciu (gdyby nie chłop). Byłam wypoczeta, z osobą która kocham najbardziej na świecie a obowiązki doowe zajmowały mi maks 2 - 3 godziny dziennie. Używałam pampersów wink

        Serio warto poświęcac rodzinę o pierdoły?
        • scindapsus Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 08:54
          To.ja.kas-tutaj nie chodzi o poświęcanie rodziny
          Bo tutaj nie ma rodziny, jest pan treser, przerazona żona i dzieci które były niewidoczne, a jak zaczęły dorastać i mieć własne zdanie to się zaczęły jazdy.
          Prosz.. przeczytaj wszystkie wpisy założycielki watku
          ciuchy na podłodze to nie jest problem.Problemem jest całokształt
          • to.ja.kas Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 09:29
            Aż sobie skopiowałam do pliku wszystkie wypowiedzi autorki watku i przeczytałam uwaznie.
            FAKT - zongluje słowem przemoc. Kilka razy, widac że się na rzeczy zna bo operuje takimi definicjami jak "miodowy miesiąc" i inne.
            Super.
            Ale szukalam czego dotyczy ta przemoc. I niestety ale z tego co pisze autorka watku zapalnikiem sa te nieszczesne koszule i zwracanie uwagi bo on sie wtedy denerwuje i wscieka a jak ona nie zwraca to wscieka sie ona i złosc sie w niej kumuluje.
            Mąż gotuje, robi zakupy, nie zdradza, bywa uroczy (jak się nie wscieka o terror prac domowych - chyba każdy facet uzywa takiego sformułowania). Problemem jest jego bałaganiarstwo i reakcja na zwracanie uwagi.
            Zamiast terapii dla ofiar przemocy ja raczej bym zaproponowała skorzystanie ze szkolenia z...technik relaksacyjnych. Gdyby nie fakt, że podskórnie wyczuwam, że autorka postu podjęła decyzję o rozwodzie i szuka usprawiedliwienia dla swojej decyzji. Tym większego im wieksze poczucie winy w niej rozwód wzbudza a wzbudza wielkie bo godzi w jej system wartosci religijnych.
            I NIE WIERZE, że chcąc sie rozwiesc ona ta uwagę zwraca miło i spokojnie i rzadko. Zwłaszcza, że mąż MUSI dac powód do katolickiego uniewaznienia małzeństwa bo bez powodu to nie po chrzescijańsku. A jak sie szuka powodu do oskarżeń i uderzenia kijem to sie powody znajdą.
            Rozumiem, że mąz gotuje, robi zakupy, pracuje (ale zarabia mniej - co też mam wrazenie ma znaczenie w tym układzie) ale powinien jeszcze sprzątać.
            Szczerze? Jakby mąż miał wobec mnie takie wymagania to bym mu robiła awantury. Bo skoro ja pracuje, gotuje i z siatami latam to on moze sie schylic po moja bluzke i do kosza wrzucic i nie czepiac sie mnie na kazdym kroku, ze czegos nie zrobiłam.

            CHYBA ŻE jest coś o czym autorka nie pisze, ale wtedy sprawa wygląda inaczej. Z tego co napisała WPROST po tym jak przeczytałam dokładnie jawi misie obraz małżeństwa w którym I ON I ONA siłuja się o te porządki i szukają powodu do tego by jedno drugiemu pokazac, ze to drugie jest partnerem do dupy.
            • scindapsus Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 09:44
              a sprawdzałas wpisy autorki spod jej drugiego nicka?
              i niekoniecznie na tym forum?
              • to.ja.kas Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 09:59
                Nie, nie przeprowadziłam sledztwa co do nicków i ie sledze po innych forach. Wypowiedziałam sie na temat tego co pisze tu!
                • rybak Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 10:13
                  Albo mi się wydaje, albo NIKT nie zauważył kluczowego słowa wpisu autorki tego wątku. W pierwszym wpisie napisała, że gdy prosi męża o to, by wrzucił gdzieś koszulę - on mówi jej, cytuję "znów się przypierd...sz", czy jakoś tak. Rozumiem, że dla Was walenie mięchem na co dzień we współmałżonka - ot tak, po prostu, przy okazji, to normalne w rodzinie? Dla mnie już tylko to warczenie męża na nią - w taki sposób - okresla go wystarczająco (i tym samym skreśla jako partnera autorki)
                  Jak dla mnie ona - to ofiara przemocowca uzalezniona od tej przemocy na podstawie błędnego oglądu świata (ten katolicyzm to żadna przeszkoda by się cywilnie rozwieść! - Mola ma tu absolutną rację!) a przede wszystkim - na podstawie swojego emocjonalnego sprowadzenia się do roli ofiary. Jak znam zycie - chodzi o całokształt, a to jej wołanie o koszule chłopa na miejscu jest raczej wołaniem o CHŁOPA NA SWOIM MIEJSCU. A jej chłop co na to? A jej chłop ma to jak widać w d...! JEMU jest wygodnie.
                  Uciekaj, kobieto z tego związku. Ale najpierw w tym celu weź się ZA SIEBIE! Czy naprawdę uważasz, że WŁAŚNIE TAKIE MUSI być Twoje zycie aż do smierci, a potem po prostu umrzesz???
                  • to.ja.kas Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 10:19
                    A ja czytając autorkę zauwazyłam, że jej też zdarzają się słowa nieakceptowalne i mam wrażenie że oni razem się tak komunikuja. Ale jak pisałam, moze jest coś o czym autorka nie napisała a co zmienia postać rzeczy.
            • herta_m Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 10:11
              Kas, skopiowałaś sobie moje posty z tutejszego forum, znaczy nie znasz nawet jednej dziesiątej problemów, jakie istnieją w mojej rodzinie. Uświadomienie i wiedzę na temat przemocy znalazłam na innym forum, tutaj zaszłam najpierw w poszukiwaniu konkretnych porad dotyczących rozwodu.
              Problemem najważniejszym jest nieopanowana i wyrażająca się zarówno w słowach, jak i w czynach agresja ze strony męża (nie, nie bicie, ale tylko nieco mniej dramatyczne działania, rozumiem, że to co opisałam w wątku o obdukcji to też drobiazg). Problemem numer dwa jest całkowicie odmienne podejście do wychowania, ktore dla mnie polega na poszanowaniu dzieci, liczeniu się z ich potrzebami, uczuciami, zdaniem, dla męża na dyscyplinie, krytyce, podkopywaniu ich poczucia wartości (dla dobra sprawy oczywiście, żeby je zmobilizować do bardziej wytężonej pracy). Gdy syn był diagnozowany w kierunku dysgrafii, psycholożka, z którą gadałam, zapytała o trzy przykłady z naszego życia, po jednym na każdego członka rodziny, które mnie zaniepokoiły. Podałam pierwsze z brzegu, nawet nie te najgorsze, ona bez cienia wątpliwości (mimo że wcześniej nie padło z moich ust słowo przemoc, ani nawet jej sugestia, chciałam usłyszeć obiektywną opinię) orzekła, że doświadczamy w domu przemocy ze strony męża i ojca. Jeśli moje uwagi (na jakiej podstawie są tutaj oceniane jako wyrażane tonem oskarżycielskim, nie wiem, z latami nauczyłam się, żeby wypowiadać je tonem najbardziej neutralnym) doprowadzają do awantury z najgorszymi wyzwiskami, kończące się moim zamknięciem się w łazience ze strachu, bo on ma mord w oczach, to może faktycznie ja przesadzam, może tylko sobie wymyślam.
              Co do strachu przed opinią rodziny, znowu pudło. Osoby, z którymi jestem najbardziej związana (rodzice nie żyją, nie mam rodzeństwa, ale w dalszej rodzinie utrzymuję związki nieraz bliższe niż niejeden w najbliższej), wiem, że staną po mojej stronie, córka bardzo dopinguje mnie do rozwodu, syn naszego rozwodu raczej nie chce (jest najmniej szykanowany w domu przez ojca), ale na 100% zrozumie moją decyzję i jej nie potępi, umie już ocenić poczynania ojca, dość się napatrzył.
              Moje zapatrywania religijne do czasu, gdy nie uświadamialam sobie, czemu podlegam, kazały mi poważnie traktować przysięgę małżeńską, bo składałam ją nie tyko przed księdzem, ale tez przed Bogiem. I teraz nie szukam usprawiedliwienia w wymyślaniu sobie przemocy ze strony męża po to, żeby przeprowadzić uznanie nieważności sakramentu, ale szukam pocieszenia w tym, że rozwodząc się, nie kieruję się wygodą, tylko usprawiedliwioną potrzebą uwolnienia się od kogoś, kto mnie nie szanuje, kogo momentami zwyczajnie się boję, kto niszczy moje, w innych dziedzinach dobre, życie. Koszule są tylko jednym, najmniej zresztą ważnym szczegółem traktowania mnie przez męża.
              • to.ja.kas Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 10:24
                Herta, oczywiscie, ze nie znam. Tak jak Ty nie znasz 1/100 moich doswiadczenie, nawet tych opisywanych. I nie mam z powodu nieznajomosci poczucia winy Zabezpieczałam się na taka sytuację pisząc, że byc może jest coś o czym tu nie piszesz i to MOŻE zmieniać postac rzeczy. Napisałam też, że jeśli są RZECZYWISTE powody do tego by stwierdzić przemoc to zmienia postać rzeczy. I tak, to co napisałas zmienia postać rzeczy. Jako osoba która w pierwszym zwiazku przeszła piekło, jako osoba która zajmowała sie przemocą domową po swoich doswiadczeniach powiem jedno "uciekaj i nie mniej skrypułów"
                • to.ja.kas Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 10:29
                  smile)))) "postać rzeczy"....bosze, tak pisze się składnie i piknie jak sie jednoczesnie gada przez telefon big_grin Sorry
              • herta_m Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 10:30
                to.ja.kas napisła:
                >>I tak, nie cierpię jak mi się truję. Robię się wtedy niemiła. wink)))

                Kas, nikt nie lubi, jak mu się zwraca uwagę, truje, jak mówisz, ale czy normalny czlowiek z tego powodu urządza armagedon? Tu chodzi o miarę rzeczy. Ja moge fuknąć, mogę się obrócić na pięcie, jak uważam, że ktoś się bezpodstawnie czepia, ale zrobić awanturę z wyzwiskami i szantażem emocjonalnym na zakończenie?
                Zastanów się, czy Ty nie zwracasz domownikom nigdy uwagi? Zastanów się, jaka jest ich reakcja. Dlaczego dzieci (jedno dorosłe) jakoś nigdy nie wybuchają, gdy powtarzam do znudzenia, że brudnych naczyń nie zostawia się przy kompie aż się zalęgnie pleśn, tylko odnosi do kuchni?
                • herta_m Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 10:40
                  A na dowód, że nie ja wymyśliłam przemoc w swojej rodzinie, mam to, że o niej dowiedziałam się z forumwink To znaczy, zaczęło się od tego, że mąż wszedł na gg 17-letniej wtedy córki, bo nie podobał mu się jej związek (nietypowy, ale nie patologiczny, facet bez żadnych obciążeń, córka zawsze bez zarzutu w sensie problemów wychowawczych) i gdy go poprosilam, żeby tego nie robil, nie dość, że nie posłuchał, to znowu urządził z tego powodu awanturę (znaczy z powodu mojej prośby i niechęci do zaakceptowania jego metod). Chciałam wiedzieć, czy to normalne, że rodzice śledzą gg prawie już dorosłych dzieci, gdy w grę nie wchodzi niepokój o to, że mogą wpaść w złe towarzystwo czy używać narkotyki. Potem w trakcie dyskusji opisałam inne zachowania męża i bardzo szybko zwrócono mi uwagę na przemocowy charakter tych zachowań. Długo broniłam się przed takim myśleniem, w końcu przeczytałam Toksyczne słowa, info na temat przemocy na stronach Niebieskiej linii, poszłam w końcu na terapię dla ofiar przemocy w rodzinie (terapeutka nie negowała tego, że jestem odpowiednią osobą do tej terapii). Wiem o przemocy bardzo dużo, nie wymyśliłam sobie jej, nie traktuję jako usprawiedliwienia, wręcz przeciwnie, są tu osoby, które wiedzą z jakim oporem to przyjełam do wiadomoścismile
                • rybak Re: Aż zmierzyłam czas 24.01.12, 10:43
                  A mozesz po prostu NIE PODNOSIĆ tych koszul i skarpet? Przez pół roku np.... i BEZ SŁOWA? jak zapyta, czemu leżą i się po nich chodzi, to po prostu odpowiesz - lezą tam, gdzie zdecydowałeś, żeby leżały... Zbyt Cię szanuję, by ingerować w Twoje decyzje domowe.
                  Spiętrzy się? NO TO CO?
                  Ktoś gdzieś napisał kiedyś o sposobie na męża -bałaganiarza, który wrzucał wszędzie skarpety w salonie. Dopóji zona nie wsadziła mu ich pod klapę jego fortepianu. A gdy goście przyszli - a on otworzył klapę żeby im zagrac, jako muzyk, jeszcze szybciej ją zamknął... I już nigdy skarpet nie rozrzucał. Swoje wiem - żeby oporny mężczyzna jakąkolwiek lekcję zrozumiał - musi być jasna, dobitna i krótka. Inaczej jest przeciwskuteczna.
                  • herta_m Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 10:58
                    smile fajna historia z fortepianem.
                    Uważam, że zostawianie tych koszuli i inne tego typu drobiazgi, to nie jest zła wola mojego męża, on nie robi tego z rozmysłem, aż tak go nie potępiam, ale chciałabym, żeby zwyczajnie nie reagował krzykiem i awanturą na moje uwagi. Ostatnio o tych koszulach przypomniałam, żeby mu oszczędzić konieczności prania ręcznego, a nie po to, by mu dokopać, naprawdę nie zrobiłam tego złośliwie, ale po prostu trafiłam na zły moment, którego u przemocowca nie można przewidzieć. Rano jest wesoły, zadowolony, a w pewnym momencie, łup, drobiazg wytrąca go z równowagi.
                    A że nie robi tego złośliwie, uświadomiłam sobie dzisiaj, gdy juz chyba 5 dzień z rzędu nie zanosi sobie papieru toaletowego do swojego kibla, nie wiem, czym się podcierasmile Papier jest w łazience na górze i on za każdym razem zapomina o tym, żeby go zanieść do siebie, na dół. Miałam juz pokusę, żeby mu go zanieść, ale w myśl rady Rybaka, nie chcę go przyzwyczajaćsmile Facet jest po prostu zakręcony i leniwy, taki jest, ale dlaczego nie może moich uwag przyjąć normalnie, ja bym za takie uwagi była wdzięczna, gdybym wiedziała, że mam jakieś ułomności i ktoś mi chce pomóc, właśnie tak bym to raczej przyjmowała.
                    I jeszcze jedno. Często po karczemnej awanturze z jakiegoś powodu mąż z czasem, mimo że walczył jak lew, stosuje się do moich próśb (na przykład o to, żeby bardziej wierzyć w możliwości dzieci) i z czasem je wprowadza w życie, czyli okazuje się, że warto było walczyć, tylko po co z takim hukiem, obrażaniem uczuć i często poniżaniem mnie?
                    • rybak Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 11:11
                      Aaaaa, w tej sprawie to raczej daj mu się wykazać samczą inwencją i twardą męską zdolnością przewidywania ;D . Idealny model działania na opisaną przez Ciebie lekko żenującą sytuację: ZERO jakiegokolwiek środka higienicznego (i zaępczego) w kiblu na dole, wymuszony Twoją tyrką (no nie wiem - drewno tnij w ogródku do kominka czy cuś... smile ) , i przy tym ZERO Ciebie W ZASIĘGU głosu Pana i Władcy, za to goście w domu... big_grinbig_grinbig_grin. (sorki, mam wyobraźnię, aż się uśmiałem ze śmiechubig_grin
                      Myślę, że takich modeli wdrażanych znienacka to tu, to tam, jako inteligentna kobieta możesz wymyśleć wiele. A jakby co - ŚMIEJ SIĘ Z TEGO! A przy okazji... ładnie zrolowany kawał rolki papieru toaletowego włóż troskliwie (po kryjomu) do kieszeni jego słuzbowej marynarki... Sposobów może być wiele. To tylko kwestia twojej ZYCZLIWEJ TROSKLIWOŚCI o niego...big_grin
                      • ladyhawke12 Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:01
                        rybak uśmiałam się. Po pierwsze myślę ze w każdej toalecie jest dostepna umywalka, mydło i ręcznik, nie widze problemu zeby tę część ciała umyć. nastepne rozwiazanie jest fantastyczne jak ktoś posiada poczucie humoru, jesli nie to dla pani może skończyć się nieciekawie, a z tego co pisze to tak sie satnie na 100%, a pan i tak nie zająży o co chodzi, tylko odbierze jako próbę ośmieszenia przed pracownikami.
                        • rybak Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:17
                          To jesli pan i władca po czymś takim wykazywałby agresję - to byłby wymierny powód do rozwodu i tyle. Po co siedzieć z agresywnym przemocowcem?
                          • ladyhawke12 Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:22
                            rybak napisał:

                            > To jesli pan i władca po czymś takim wykazywałby agresję - to byłby wymierny po
                            > wód do rozwodu i tyle. Po co siedzieć z agresywnym przemocowcem?

                            I tu sie zgadzam, uciekać i to im szybciej tym lepiej.

                            Jeszcze jedno do autorki watku, pamietaj o tym dzieci sie uczą zachowań społecznych od was, nie chcesz aby syn oraz córka podobnie traktowali w przyszłości swoich patnerów. Starasz sie dzieci wspierać i szanować ich poglądy jeśli chcesz jeszcze aby kiedys miały swoje domy szczęśliwe to rozwiedź się, niestety wasz związek nie jest przykłądem do budowania więzi rodzinnych.
                            • herta_m Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:30
                              ladyhawke12 napisała:
                              >Jeszcze jedno do autorki watku, pamietaj o tym dzieci sie uczą zachowań społecz
                              > nych od was, nie chcesz aby syn oraz córka podobnie traktowali w przyszłości s
                              > woich patnerów. Starasz sie dzieci wspierać i szanować ich poglądy jeśli chcesz
                              > jeszcze aby kiedys miały swoje domy szczęśliwe to rozwiedź się, niestety wasz
                              > związek nie jest przykłądem do budowania więzi rodzinnych.

                              Nasz związek jest antyprzykładem, a że dzieci mam wyjątkowo mądre, wiedzą o tym bardzo dobrze. Córka wybrała faceta, który jest przeciwieństwem ojca, jest wyjątkowo spokojny, łagodny i zrównoważony (filozof z zawoduwink), a syn jest najbardziej asertywnym facetem, jakiego znam, niezwykle mu tego zazdroszczę. Wiem, że pewne rzeczy dzieją się w podświadomości, że jakieś obciążenia będą miały, ale naprawdę wykonałam wielką pracę, by je chronić i wzmacniać, to widać po nich. Jedynie córka jest może zbyt wrażliwa, ona była często też ofiara mojego męża, jego zazdrości o moje uczucia do niej, ale i z tego jakoś wyrasta.
                              • ladyhawke12 Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:35
                                herta_m napisała:

                                > Nasz związek jest antyprzykładem, a że dzieci mam wyjątkowo mądre, wiedzą o tym
                                > bardzo dobrze. Córka wybrała faceta, który jest przeciwieństwem ojca, jest wyj
                                > ątkowo spokojny, łagodny i zrównoważony (filozof z zawoduwink), a syn jest najbar
                                > dziej asertywnym facetem, jakiego znam, niezwykle mu tego zazdroszczę. Wiem, że
                                > pewne rzeczy dzieją się w podświadomości, że jakieś obciążenia będą miały, ale
                                > naprawdę wykonałam wielką pracę, by je chronić i wzmacniać, to widać po nich.
                                > Jedynie córka jest może zbyt wrażliwa, ona była często też ofiara mojego męża,
                                > jego zazdrości o moje uczucia do niej, ale i z tego jakoś wyrasta.

                                Wiem jaka to praca, i wiem też że wyrasata sie bardzo trudno, lub wcale, ale młoda ma wsparcie Twoje i to sie liczy, tak samo syn. Wszyscy piszą tu rowiedz sie, i podejmij tą decyzję, bo szkoda nie tylko czasu który tracisz bezpowrotnie na utarczkach, zamiast w tym czasie śmiac się z dziećmi czytac, lub nie robic nic. Życie jest bardzo cennym darem i należy o nie dbać czas najwyższy byś ty zadbałą o swoje.
                    • astyria Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 11:45
                      >juz chyba 5 dzień
                      > z rzędu nie zanosi sobie papieru toaletowego do swojego kibla, nie wiem, czym
                      > się podcierasmile Papier jest w łazience na górze i on za każdym razem zapomina o
                      > tym, żeby go zanieść do siebie, na dół. Miałam juz pokusę, żeby mu go zanieść (...)


                      To jest straszne jak sama się ustawiasz w roli służącej.... naprawdę uważasz, że jesteś odpowiedzialna za to czym tyłek podciera mąż w JEGO łazience? Z automatu chcesz lecieć i mu papier dawać bo twoim obowiązkiem jest myśleć za niego i sprawdzać czystość majtek??

                      Masz wielką pracę do wykonania nad SOBĄ by się pozbyć bardzo mocnego uzależnienia od męża i chroniczna nadopiekuńczość wobec dorosłego chłopa.

                      Historia z koszulami tak samo, przeszkadza ci że rzuca je gdzieś na ziemię na wspólnym terenie to albo olewasz sprawę i sobie po nich chodzisz nie zauważając albo bierzesz i wrzucasz mu do JEGO łazienki na podłogę. Niech z nimi sobie robi co chce. A nawet jeśli leżą jak śmieć na ziemi to bym do kosza wywaliła.
                      A ty cały czas służyć, podporządkować się, służyć, pokornie poprosić, szukać okazji gdzie można znowu wejść w poddańczą rolę...
                      Ty szukasz tych okazji do obsługiwania męża chama. Pracuj nad swoim uzależnieniem od toksycznej sytuacji, bo mąż się nie zmieni. Ty możesz o ile tego chcesz. A czy chcesz? Może za kolejne 10 lat dojrzejesz a może nie. I to będzie wyłącznie Twój wybór. Na razie szukasz "pozwolenia na rozwód" w otoczeniu, mimo że dzieci dorosłe to się je o zdanie pytasz...
                      Zacznij żyć jak dorosły odpowiedzialny człowiek odpowiadający samodzielnie za swoje wybory. Bo decyzja należy do Ciebie. TY ją masz zaakceptowac w sobie. Nie ma szans by "zwalić" ją na dzieci lub znajomych.
                      • herta_m Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:11
                        Astyria, mimo że piszę długie posty, najdłuższe chyba na świecie wink, nie oznacza to, że nie piszę skrótami myślowymi i przez to czasami Wy interpretujecie to pod siebie, pod znane Wam sytuacje, sama nie wiem, jak. Na przykład Tris pisząca, że boję się reakcji rodziny, a tak nie jest. Jeśli pisałam o reakcji dzieci to tez nie w kontekście ich przyzwolenia, ale raczej ich stosunku do sprawy i by obalić twierdzenie Tris, że boję się reakcji dzieci. Nie boję się i już.
                        Jestem osobą pełna dobrych chęci, nie jestem zapiekła, nie wyżywam się, nie szukam dziury w całym, nie robię wszystkiego, żeby udowodnić mężowi słabość, stąd myśl, że idąc na dół ten papier mogę zanieść, korona z głowy mi nie spadnie, dlaczego traktować to jako służalczość? To właśnie jest to, co mi tu niektórzy zarzucają, że w tych codziennych sprawach szukam winy męża, chcę udowodnić, że jest gorszy, otóż tak nie jest. A przykład miał pokazać, że nie przypisuję mu perfidii, tylko słabość i gapiostwo, bo już tutaj padły zarzuty, że koszule traktuję zachowania męża wymierzone przeciwko mnie, a tak nie jest. Przeciwko mnie wymierzona jest niedbałość o moje prośby, ale przede wszystkim wielka agresja w odpowiedzi na przypomnienia wyrażane w dobrej wierze, a nie złośliwie. Ponieważ sama nie jestem z natury złośliwa, dopiero na końcu podejrzewam innych o złośliwość.
                        Nie obsługuję męża już od dłuższego czasu, ale jak on ma dłuższy okres spokoju, jak gotuje te pyszne obiady, jak fajnie traktuje dzieciaki, mięknę i w odpowiedzi też staram się zachowywać się przyzwoicie, wykonuję jakieś w miarę przyjazne gesty w jego stronę, bo naprawdę nie jestem zapiekła w złości i urazach. On ciągle narzeka, że ja nie doceniam tych jego obiadów, a ja naprawdę je doceniam i nie widzę powodu, by ciągle być wredną zołząsmile To nie jest dla mnie poddańcza rola, tylko zwykla przyzwoitość w związku. Kurcze, nie wiem, jak to napisać, bym była dobrze zrozumiana.
                        Zapomnialam się odnieść do czyjegoś zarzutu, że gorzej traktuję męża, bo lepiej zarabiam. Jest to bardzo dla mnie krzywdzący zarzut, nigdy to nie było wyznacznikiem mojego stosunku do niego, tym bardziej, że różnie to się układało, dawniej to on zarabiał lepiej, przy czym ja nigdy nie krytykowałam jego pracy, natomiast on potrafił robić mi przytyki na temat nie dość prestiżowej pracy jak na moje możliwości, co nie było przyjemne, dziś się zmieniło, mam lepszą, bardziej satysfakcjonującą, a do tego nieco lepiej od niego płatna pracę, ale to nie ma związku z moim stosunkiem do niego w najmniejszym stopniu, bo wiem, że raz na wozie, raz pod wozem i to nie jest jego wina (raczej), że przez jakiś czas był pod.
                        • herta_m Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:22
                          Jeszcze jedna rzecz. U męża boli mnie to, że on może w złości pozwolić sobie na najgorsze obelgi i przykre słowa, a na moją uwagę na temat koszul potrafi mnie zmieszać z błotem i zrobić ze mnie potwora, ktory się na niego niewinnego uwziął i ośmiela się zwracać uwagę. Mąż kiedyś (w złości, ale na odległość, czyli nie w bezpośrednim starciu, ktore rzeczywiście może generować wielkie negatywne emocje) napisał mi zdanie o tym, że kończę się jako kobieta i dlatego jestem taka wredna. Spróbowałam sobie wyobrazić, jak on by zareagował na Takie słowa z moje strony.
                          To jest jak z Kaczyńskim, który może powiedzieć na temat Tuska najgorsze rzeczy, łącznie z mówieniem wprost o winie w sprawie katastrofy smoleńskiej, ale gdy któryś z polityków PO powie coś choć trochę niepochlebnego o nim, to jest mowa nienawiściwink
                          • to.ja.kas Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:27
                            co Cię powstrzymuje przed rozwodem?
                          • rybak Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:29
                            No własnie - co by było, gdybyś mu powiedziala, że ma andropauzę? Pobiłby cię od razu, czy dopiero po starannym obrzuceniu błotem?
                            Wiej!!! I tyle w temacie, bo jeśli sama tego nie zrozumiesz, że mieszkasz z przemocowcem, to nikt z nas Ci tego wniosku nie narzuci.
                            A jesli chcesz jeszcze dowodu... Kiedy ostatnio Cię za coś chwalił? Przy dzieciach, znajomych itd? A chocby i w cztery oczy? No - kiedy?
                          • astyria Re: Na dowód, że rozumiem 24.01.12, 12:50
                            Jakie konsekwencje poniósł mąż za to, że cię zwyzywał za bzdurę? Poniósł jakieś? zapewne żadne oprócz Twojego okresowego focha który ci zaraz minął i nadal zbierałaś te koszule do prania. Czy coś zmieniłaś w swoim podejściu, w obliczu tego, że on nie przestrzega zasad przyzwoitości i przysięgi małżeńskiej?
                            Brakuje u ciebie sprzężenie akcja-reakcja-konsekwencja.
                            Pokazujesz od dawna męzowi, że może wobec ciebie wszystko bo sama nie trzymasz się konsekwentnie pierwotnych postanowień.
                            Nigdzie w żadnej Biblii nie jest napisane że małżonek ma znosić pokornie bicie, wyzwiska, agresję i że na tym ma polegać małżeństwo -wręcz przeciwnie to jest wskazanie do separacji i oddalenia małżonka.
                            On cię w pysk, Ty mu upierzesz gacie.
                            On cię zwyzywa, Ty pozbierasz po nim szklanki żeby miał czyste.
                            On się awanturuje, aż siedzisz zamknięta w łazience, Ty się zastanawiasz czy już sobie zaniósł papier toaletowy do siebie czy może trzeba to zrobić za niego.

                            Moja znajoma miała podobnie: ex mąż wyzywa przy byle okazji, zalega z alimentami na dzieci, oczernia przed znajomymi, a gdy przyjdzie do niej do domu (sprawdzić jak się ta ku... prowadzi) to ona czuje się w obowiązku mu proponować obiad... Czyli pokazuje mu tym poddańczym gestem obiadu, że akceptuje jego wyzwiska, obelgi i okradanie jej i nie jest to na tyle istotne by się na niego wkurzyła. Gdy się wyprowadził z domu po awanturach, policji i obdukcji, ledwo się powstrzymała żeby mu nadal obiadów nie gotowac i nie zanosić na nową stancję...
                            Uzależnienie i brak szacunku do siebie samej.

                            Życie jest krótkie dziewczyno.
    • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 12:36
      Herta, co Cię powstrzymuje przed rozwodem? Po co ci to? Jakie masz argumenty przeciw?
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 13:08
        Nie mam argumentów przeciw rozwodowi, już nie. ALe mam jedno: paniczny lęk. Bo ja bojaźliwa jestem. Nie prowadzę samochodu, bo wyobraźnia za bardzo mi pracuje i się boję, nigdy nie nauczyłam się jeździć na nartach, bo nawet na sankach i łyżwach się bałam. Zawsze się bałam, że się poślizgnę i coś sobie zrobię, to się poślizgnęłam na chodniku i złamałam 3 kości na raz, co się skończyło ciężką operacja i śrubowaniem kości.
        Widzę czarne scenariusze piętrzących się problemów, boję się, że każde moje stawianie granic budzi w moim mężu coraz większą agresję, nie wiem, co zrobi, gdy dostanie pozew, za to wiem, że się nie wyprowadzi, a sprawę w sądzie będzie torpedował. Są też kwestie majątkowe i zabezpieczenie przyszłości dzieci, które bardzo mogą stracić na naszym rozwodzie, bo nie liczę na jego szczodrość po naszym rozwodzie.
        Ale głównie to lęk, paraliżujący strach, taki irracjonalny teżsad Nie wiem, jak to opisać, myślę, że te z uczestniczek forum, które mialy kiedyś podobnie, choć trochę mnie zrozumiejąsad
        • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 13:31
          No ja też odwazna nei jestem. Ale na artach jeżdżęwink
          A rozówd to stresogenna sytuacja dla każdego, nawet dla nas zaprawionych w boju. Bedzie ciezko? bedzie jak cholera. Ale robi sie to po cos. Dla wymiernych korzysci własnych pozniej.
          • ladyhawke12 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 13:37
            Tak jak Kaś napisała cieżko bedzie, ale potem zaczniesz sie na nowo uśmiechać, pamietasz jeszcze co to jest zdrowy radosny śmiech do łez.
            • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 13:49
              Dziękismile O śmiechu nie zapominam, bo z dziećmi mamy podobny typ poczucia humoru (abstrakcyjny, czarny), naprawdę się fajnie dogadujemy. Ostatnio młody dał nam powód i do dumy i do śmiechu, bo jest finalistą międzynarodowego konkursu naukowego, jak by wygrał, to pojedzie na szkolenie dla kosmonautów w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą albo do Japonii, żeby obserwować start rakiety, na pokładzie ktorej odbedzie się jego eksperyment, a śmiechu i radości jest o tyle dużo, że trzeba mobilizować wszystkich wokół, bo w drugim etapie wygrywa ten, kto zdobedzie najwięcej głosów internautów, ludzie się zaangażowali, stare znajomości nawet odnowiłamsmile, a do tego telewizje się do młodego zgłosily, że młodzi polscy zdolnismile))) Dzieciaki nie pozwalają się martwić, codziennie dają powody do radości i zawsze tak było, choc i to bywało nie w smak mojemu mężowi, za bardzo je chwaliłam, taka stara szkoła, ze dzieci nie nalezy chwalic za bardzo.
              Dziś ostatni dzień głosowania na młodego, może też chcecie oddać głos?
              goo.gl/3XFEu
              • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 13:55
                Głos oddam pozniej. W domu wink
                Śmiech pozwala wytrwać. Kiedys napisałam tutaj komuś "pacjent ma poczucie humoru, pacjent będzie zył". Tobie mówie to samo wink
                • ladyhawke12 herta_m 24.01.12, 14:02
                  Śmiej sie badz dumna z młodych, a młodemu pogratuluj, głos w domu oddam. I tak uważam że te chwile spokoju poprostu uspakajaja twoje sumienie, i sama tłumaczysz sobie no przeciez nie jest tak źle i tu w myślach lista. Jest żle i nie bedzie lepiej, czy naprawde chcesz bac sie całe zycie, a pomyślałaś o tym ze kiedys bedziesz musiała stawić czoło nie tylko samotności, ale rosnącej agresji po wyprowadzce dzieci. Teraz jest jeszcze czas ogarnąć zycie i otrzasnąc sie im dłuzej tkwisz w bagnie tym trudniej z niego wyłazisz, choć wydaje ci sie ze jest w nim miło i ciepło, nie widząc że toniesz i ograniczasz sobie sama coraz bardziej ruchy.
              • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 14:00
                Głos oddany.
                Nigdy dość chwalenia dzieci. Nie będą miały niskiego poczucia własnej wartości. A wysokie poczucie własnek wartości jest fundamentem udanego życia, jak widać.
                • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 14:05
                  AMEN Heksa. Ileż ja siebie nachwalę to Wy sobie sprawy nie zdajecie ! Ale poczucie wartości u mnie jest! wink
                  • ladyhawke12 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 14:10
                    no i taki watek poważny, a ja śmieje sie ech.
                    • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 14:19
                      Nawet nie wiecie, ile macie racji z tym uśmiechaniem się. Pracowałam ostatnio nad tekstem na temat postępowania z agresywnymi rodzicami chorych dzieci w gabinecie lekarskim. Jako jedne ze sposobów autor podał taką radę: "Warto zdobyć się na uśmiech w stronę agresywnego rodzica, dzięki temu pobudzimy jego neurony lustrzane i sprawimy, że uśmiechnie się również i on, co będzie miało bezpośredni wpływ na obniżenie poziomu tłumionej frustracji".
                      Jeszcze nie miałam okazji wypróbować, ale na pewno spróbuję w najbliższym czasie, choc jak go znam, pomyśli, że sie z niego bezczelnie śmieję i będzie jeszcze gorzejwink
                      Za głosy serdecznie dziękujęsmile
                      • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 14:29
                        Wiesz co Herta...Ty sie nie usmiechaj. Znaczy inaczej...z uśmiechem wypieprz go ze swojego zycia. Raz a dobrze.
                      • triss_merigold6 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 14:31
                        Na marginesie - będzie gotowa na rozwód wtedy kiedy będzie Ci zwisało czy mąż się zmieni czy nie. Gdy uznasz, że nawet jeśli ulegnie cudownej odmianie to nie chcesz widywać go codziennie, jeść przy jednym stole, odzywać się do niego i w ogóle mieć z nim jakiekolwiek interakcje.
                        Pytanie dzieci co sądzą o pomyśle rozwodu uważam za cokolwiek niestosowne.
                        • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 14:38
                          raz zgodzę się z Triss.
                          Kiedys na prosbe o powrót jaką poczynił moj pierwszy mąż i jego kolejną obietnice zmiany powiedziałam, ze trudno ale nie. I chocby się aniołem stał to ja już go nie chce. Złego go nie chce i dobrego go nie chce. Życie z nim jakiby nie był w gre nie wchodzi.
                        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 15:13
                          triss_merigold6 napisała:
                          > Pytanie dzieci co sądzą o pomyśle rozwodu uważam za cokolwiek niestosowne.

                          Triss, a ja myślałam, że my po kilku latach już naprawde dobrze się obie dogadujemywink
                          Gdzie ja napisałam, że pytałam dzieci? Wręcz przeciwnie, to córka mnie pyta, kiedy wreszcie, a o synu sama wydedukowalam, że może chcieć by nie chciał, bo ojciec jego najmniej gnębi (w końcu to facet), a poza tym on doskonale techniki radzenia sobie z przeciwnościami wszelkimi wypracował, ale jakby przyszlo co do czego, to nawet by nie mrugnął ze zdziwienia, bo widzi, co się dzieje.
                          Ale fakt, gdyby mąż się cudownie odmienił, chyba jeszcze nie jestem na tym etapie, by nie chcieć z nim już miec do czynienia, bo on da się lubić, jak nie fiksuje, ma czasami fajne odruchy, ktoś pytał, czy mnie chwali, tak chwali, przymila się, komplementuje. Dużo gada i często z sensem, mamy podobne zainteresowania, no jakby mu amputować agresję i mentalność przemocowca, fajny chłop by został. Ale w cuda już nie wierzę, już od roku przestałam się łudzić, coś w tej mojej naiwnej wierze w poprawę pękło, teraz tylko muszę zebrać sily i odwagę.
        • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 13:47
          Może taka terapia by Ci pomogła:
          adamdebowski.tv/?p=1257
          Proszę nie posądzać mnie o reklamowanie jakiś stron, ale w NLP jest dużo ciekawych spojrzeń, których warto posłuchać.
        • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 13:48
          Herta, dlatego napisałam ci wcześniej, że role są już rozpisane i jesteś uzależniona od tej sytuacji. Nie zamierzałam Cię ani obrażać, ani dezawuować. Po prostu czuję to intuicyjnie, że tak jest. Wiele lat tkwiłam w równie toksycznym związku, choć problemem nie była przemoc tylko uzależnienie od seksu. I miałam podobne nastawienie wewnętrzne, lęk, że sama nie podołam itp. Nie wiem dlaczego, bo jak się sprawie bliżej przyjrzeć, to ja dawałam mojemu mężowi wsparcie zawodowe, obiektywnie jestem silniejszą osobą, obiektywnie, zawodowo i towarzysko, wszystko mi się zawsze udaje. Tylko ten wdrukowany przez matkę lęk, że mi się nie uda. To wszystko wynika z niskiego poczucia własnej wartości. Bardzo boimy się konieczności konfrontacji z samą sobą. Nie powinnaś szukać usprawiedliwień w postaci dzieci (przecież są dorosłe) ani majątku. Póki nie zaczniesz definiować się jako w pełni samodzielna osoba, która nie potrzebuje zadnych podpórek, będziesz w sobie szukać usprawiedliwień i pretekstów, żeby nie stanąc na własnych nogach. Mimo, że decyzję o rozwodzie podjełam jakiś czas temu i realizuję konsekwentnie, zrozumiałam ten mechanizm dopiero po przeczytaniu "W co grają ludzie" Erica Berne. Myślę, że obie gramy w grę Gdyby nie ty. Cytuję:
          ...Kobieta wychodzi za mąż za dominującego mężczynę, po to, by ograniczał on jej aktywność chroniąc w ten sposób przed sytuacjami, których ona się boi. Gdyby cała ta operacja była szczera, zona mogłaby wyrazić mężowi swoją wdzięczność za tę przysługę. W grze GNT jej reakcja jest jednak całkowicie przeciwna - czerpie ona korzyść z uskarżania się na narzucone jej ograniczenia, co stawia męża w trudnej sytuacji i daje wszelkiego rodzaju dalsze korzyści. Gra przynosi wewnetrzną korzyśc społeczną. Zewnetrzną korzyść społeczną stanowi rozrywka "Gdyby nie on", którą zabawia się ona z podobnymi sobie przyjaciółkami.
    • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 14:52
      Padają tutaj propozycje rozwodu.
      Ty sama wiesz, czego chcesz naprawdę. Zauważ jednak, że Twoje małżeństwo pozwoliło Ci na rozwój osobisty, wiele się dowiedziałaś, wiele osiągnęłaś. Chyba jednak to nie jest zły czas...
      Wszystko zależy od punktu widzenia,. Może to taka Twoja karma...
      Jedyne nad czym musisz popracować, to nad swoim strachem. On Cię ogranicza i on nad Tobą panuje.
      Wiele tutaj czytam na temat przemocy. Jak sobie przypominam moje początki małżeństwa, to zarówno ja i mój mąż byliśmy przemocowcami. Czasami talerze były roztrzaskiwane o podłogę, czasami były krzyki, trzaskanie drzwiami itp. Zajęło nam trochę czasu, żeby siebie opanować. Nie wydaje mi się, że byliśmy wyjątkami w takim zachowaniu. W moim otoczeniu (w małżeństwach znajomych czy rodziny) takie akcje się zdarzały. Gdy patrzę na pokolenie moich rodziców, to łatwo jest zauważyć, że wychowanie twardą ręką było na porządku dziennym, było standardem.
      My przejęliśmy te zachowania. Swoją rację okupowaliśmy siłą. Tak zostaliśmy nauczeni.

      Teraz to wszystko się zmienia. Zmienia się nasz światopogląd i nasze zachowania. Czerpiemy inne wzorce.
      Herta, sama zauważyłaś zmiany w mężu. Wpłynęłaś na jego przemianę, raz z większym, raz z mniejszym skutkiem. Mimo wszystko odnosisz sukcesy.
      Nie sądzę, że Twój mąż jest tępakiem, bo taka inteligentna kobieta kogoś takiego by sobie nie wybrała. Mówisz, że są "miodowe miesiące". Czy Twój mąż zastanawia się nad swoim zachowaniem? Czy umie je określić? Czy jest świadomy przemocowych zachowań?

      Mówi się, że człowieka się nie zmieni. Chyba do jakiegoś czasu w to wierzyłam, niemniej sądzę, że zawsze mamy jakiś wpływ na drugą osobę, o ile nie jest totalnie zamknięta w sobie i odizolowana.
      Nie wydaje mi się, żebyś przyjmowała pozycję ofiary. Stawiam raczej na to, że jesteś ambitną osobą, a ta trudność, jaką jest Twój mąż jest tylko dla Ciebie wyzwaniem.
      • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 15:14
        Esteraj możesz mieć dużo racji. Jednak by ocenić czy jest szansa dla nich trzeba w miarę obiektywnie ocenić podłoże strachu. Jeśli ona boi się męża bo on jest prawdziwie niebezpieczny to powiem wiać. Bywa jednak, że ten lęk nie wynika tyle z zewnętrznych przesłanek a siedzi w nas głęboko i po prostu mamy taki charakter strachliwy "bo on sie zdenerwuje, bedzie zły, krzyknie". Warto wtedy poszukać źródła tego strachu i postarać się go wyeliminować. Herta pisała jeszcze o czymś niepokojącym. O poniżaniu jej jako człowieka i kobiety.
        Optymistyczne jest to, że czasami do niego coś dociera i że jednak coś robi. Kwestia tego czy próba zreformowania stosunków z mężem nie zostanie okupiona zupełną utratą poczucia własnej wartości i krzywdą? Ale to nie nam oceniać.
        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 15:51
          to.ja.kas napisała:
          > Optymistyczne jest to, że czasami do niego coś dociera i że jednak coś robi.

          Robi, czasami coś do niego dociera, odrobinę się zmienia, ale tylko w kwestiach pośrednich, mniej istotnych. W nim musialaby nastąpić taka autorefleksja, że to jego przewrażliwienie, kumulująca się frustracja, ktorej nie umie wyladowywać w inny sposób, tylko na najbliższych bezbronnych są powodem całego zła. On uważa, że ja celowo go prowokuję (nie wiedzieć czemu, taki mam podły charakter), że przecież on się stara, ale ja ciągle doprowadzam do sytuacji konfliktowych. Gdy próbowałam nie odpowiadać na jego pretensje i milczałam, to też było źle: o, obraziła się!! Gdy próbowałam się separować, jak w tej łazience, jeszcze bardziej się wzbudzał, ale to zawsze ja byłam powodem, on bez powodu nigdy by przecież nie wybuchał.
          Nie doceniasz, tego, co masz!!! Krzyczy w złości, bo ośmieliłam się stanąć w obronie córki, gdy ją zaatakował, bo jechała do chłopaka w sobotę i stwierdzil, że mi nie pomoże w sprzątaniu, a ja próbowałam mu powiedzieć, że ona łazienkę wymyła w piątek wieczorem. I już go tym sprowokowałam.
          Ja mówię coś neutralnego, ale on lepiej wie, co mialam na myśli, już spiskowałam, więc od razu podnosi głos, ja próbuję mu tłumaczyć, on podnosi jeszcze bardziej, ja próbując go przekrzyczeć też nieco podnoszę, no i znowu ja sprowokowałam! Bo człowiek agresywny na to właśnie czeka, by strona atakowana zaczęła się bronić i w końcu podniosła głos. To tez było w artykule o awanturującym się pacjencie.
          A ponieważ on nigdy nie przyzna, że w nim jest problem, a nie we mnie, nie ma szansy na trwałą i całościową zmianę w nim.
          Zatem przymierzam się do zwiania.
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 15:20
        esteraj napisała:
        Czy Twój mąż zastanaw
        > ia się nad swoim zachowaniem? Czy umie je określić? Czy jest świadomy przemocow
        > ych zachowań?

        Mąż nieodmiennie od lat twierdzi, że on wie, że nie panuje nad złością (nawet dal się namówić na warsztaty radzenia sobie ze złością i prawie miesiąc wdrażał z powodzeniem wytyczne z warsztatów, ale potem mu się znudziło, za dużo wysiłku), że nerwowy jest znaczy, ale przecież on by tak nie wybuchal, gdybym to ja go nie prowokowała. No bo przecież o niczym innym nie marzę, tylko, żeby dostać w niedzielę z rana ostrą zj..., a potem na dokładkę, żeby mi jeszcze przystrzasnąć noge drzwiami, aż huknie.
        Stary tekst przemocowca: bo żona mnie sprowokowała. I tak dwadzieścia siedem razy, wysoki sądzie.....
        • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 15:22
          i ta noga to byłaby już ta kropla....
        • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 15:48
          herta_m napisała:

          > Stary tekst przemocowca: bo żona mnie sprowokowała. I tak dwadzieścia siedem ra
          > zy, wysoki sądzie.....

          A czy nikt mu nie uświadomił, że dojrzałość polega na tym, by brać odpowiedzialność za swoje zachowanie bez względu na wpływ otoczenia?
          To, że ktoś jest agresywny nie upoważnia nas do agresji, jeśli wkoło są złodzieje, to nie znaczy, że my też mamy być złodziejem.
          Jest dorosły, więc pora by wziął odpowiedzialność za swoje czyny. Może taki argument do niego dotrze.
          • sebalda Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 15:55
            Esteraj, i tego próbowałam, wykazać, że jak mnie tak krzywdzi, to konsekwencją jest moje oddalenie, niechęć. Nie dociera. Mówię, że krzywdzi córkę, że ona to zapamięta, on ma to w doopie! I tak w kółko.
            • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 16:02
              Przepraszam, znowu zapomniałam się przelogowaćwink
              To kara za obijanie się w robocie, brzydko, bardzo brzydkotongue_out

              Zresztą coś mi świruje forum od jakiegoś czasu, nie wyświetlają mi się uaktualnienia i muszę się za każdym razem logować na stary login. Nie wiem, co się dzieje.
              • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 16:20
                Wyczyść ciacha smile
                • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 19:39
                  yoma napisała:

                  > Wyczyść ciacha smile
                  Dzięki, zupełnie zapomniałam o cookiessmile
    • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 24.01.12, 22:47
      herta_m napisała:
      Dużo gada i często z sensem, mamy podobne zainteresowania, no jakby mu amputować agresję i mentalność przemocowca, fajny chłop by został.

      Hej, kobieto, obudź się! Przecież to socjopata. Cały problem polega na tym, że on tylko udaje fajnego faceta. Na tym polega psychopatia i socjopatia. Nie da mu się amputować mentalności przemocowca, bo wtedy już nic nie zostanie. Manekin.
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 10:01
        Heksa, ja to już wiem, ale od niedawna. Laski na forum piszą zawsze: chłopa nie zmienisz, sama się zmień, wzmocnij się, żyj swoim życiem, pokaż mu, to może i on się zmieni. Toteż się zmieniłam, zastosowałam do rad i jak głupia liczyłam na zmianę u chłopa. No i doczekałam się; jest bardziej agresywny niż przedtem, bo do szału doprowadza go moja niezależność, traci grunt pod nogami.
        O tym amputowaniu pisałam w odpowiedzi na post bodajże Tris, że jak już będę wiedziała, że nawet gdyby się zmienił, to i tak nie będę go mogła znieś, wtedy rozwod bez dwóch zdań. I tak, chcialabym, żeby się zmianił, i nie, wiem, że się nie zmieni. Mam juz jasność, stąd postanowienie rozwodu już jest, zbieram jedynie siły.
        • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 10:11
          Cały problem w tym, że socjopaci się nie zmieniają. Przeczytaj, co napisałaś: myślałaś, że on się zmieni, jak ty się zmienisz. Ty się nie masz zmienić dla niego, masz się zmienić dla siebie. Dopiero, jak będziesz miała w nosie jego zachowania, będziesz wystarczająco silna i zmieniona. Na razie dalej jesteś zależna od niego.
          • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 10:23
            heksa_2 napisała:

            Dopiero, jak będziesz miała w nosie jego zacho
            > wania, będziesz wystarczająco silna i zmieniona. Na razie dalej jesteś zależna
            > od niego.

            No i właśnie na tym polega głównie mój problem, nie umiem mieć jego zachowań w nosie. Strasznie trudno jest mieć w nosie czyjeś krzyki z byle powodu albo krzyki bez powodu, bo panu się ubzdurało coś czego nie było, bo zrobilam minę, bo uniosłam brwi, bo nie odpowiedziałam na zaczepkę, bo on lepiej wie, co miałam na myśli. Marzę to tym, żeby dopóki mieszkamy razem, udawalo mi się w ogóle to wszystko mieć w nosie, ale nie jestem maszyną, jak ma nie boleć, jak boli?
            • scindapsus Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 10:29
              To cwicz
              wizualizuj sobie albo rób cokolwiek innego
              Cwicz
              Da się, naprawdę da się wypracowac taką postawę że Cię już nic nie rusza/wzrusza.
              tylko miej wtedy tel komorkowy pod ręką jakby pan chcial przejść do rękoczynów.

              Bo kiedy ofiara juz nie gra w grę pana i władcy, rozdawcy łask, moze byc niebezpiecznie
              Ale zgodnie z nową ustawą wtedy można pana eksmitowac więc nie ma tego złego.
            • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 10:42
              Herta, poczytaj sobie o analizie transakcyjnej.
              • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 11:01
                heksa_2 napisała:

                > Herta, poczytaj sobie o analizie transakcyjnej.

                Mam zadatki na przestępcę: Ja jestem OK, Ty nie jesteś OK. – postawa "ofiar życiowych", pozycja ta występuje często u przestępcówwink

                Przeczytam na pewno, muszę się doszkolić, wzmocnić, jeszcze długa droga przede mną.
                • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 11:05
                  Jak napisałam wczoraj, grasz w grę, która jest bardzo czytelna:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,24087,132591115,132677735,Re_Jak_zwracac_uwage_zeby_nie_wywolac_klotni.html
                  Sorry za przeprowadzanie wiwisekcji, ale nasze przypadki wydają mi się bardzo podobne. Mężowie się róznią, choc widzę wiele podobieństw.
                  • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 11:50
                    heksa_2 napisała:

                    > Jak napisałam wczoraj, grasz w grę, która jest bardzo czytelna
                    Heksa, ja to już wiem, ale jak się gra tak długo, to się uzależnia od tej gry, do tego tez już się przyznałam, ja mam bardzo rozwiniętą samoświadomość, wbrew pozoromwink
                    Znasz kogoś, komu udało sie wyjść z uzależnienia lub współuzależnienia w krótkim czasie? Stąd to sie u mnie tak przedłuża. Poważnie się zastanawiam nad jeszcze jedną terapią, bo poprzednia byla nie całkiem profesjonalna, darmowa przy fundacji zajmującej się w zasadzie innymi problemami, tylko mam ograniczone fundusze, nie mogę tego robić prywatnie, a polecone namiary są zawsze prywatnesad
                    • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 11:58
                      Pracuj nad sobą metodycznie. Krok po kroku. Krok pierwszy - zrób prawo jazdy.
                      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 12:44
                        heksa_2 napisała:

                        > Pracuj nad sobą metodycznie. Krok po kroku. Krok pierwszy - zrób prawo jazdy.

                        Heksa, zabijesz mnie, ale ja prawo jazdy mam. Od bardzo, bardzo dawna, ale po jego zrobieniu (na obozie zresztą, w miasteczku liczącym sobie 3 tysiące mieszkańców) nigdy już samochodu nie prowadziłam, ojciec mi swojego nie dawał, tę niewielką umiejętnośc wyniesioną z kursu szybko straciłam, swój samochód tez mieliśmy późno w domu, dziś, przy dzisiejszym natężeniu ruchu, nie wsiądę za kółko, jakiś czas temu pogodziłam się z tym, że nie każdy rodzi się kierowcą, jak mam być złym, bojaźliwym kierowcą, to lepiej będzie dla mnie i dla wszystkich, jeśli sobie daruję. Ponadto każdą chwilę w autobusach (ca 3 h dziennie) wykorzystuję na czytanie książek, bo jestem ciężko od tego uzależnionawink
                        • scindapsus Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 12:57
                          Nigdy nie mów nigdy
                          Uczylam się powtornie jazdy jezdząc w nocy.Bo po zrobieniu prawa jazdy nie mialam czym jezdzic.
                          Ruch zamieral, ja ruszałam w miasto.
                          Dałam radę
                          Poza tym są kursy doszkalające.
                          Aha, do pracy dojezdzam komunikacją.samochód jest używany wieczorami, i w weekendy
                          Mam chorego kota i muszę miec pewność że gdy się cos stanie, zawiozę go natychmiast do weterynarza
                          • scindapsus Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 12:59
                            Jeszcze cos, jesli się boisz prowadzic bo boisz się krytyki osób które wieziesz, jest bardzo proste rozwiązanie.
                            Jeśli ktoś cię krytykuje podjeżdzasz do krawęznika
                            I mowisz-wysiadaj

                            Bo w samochodzie jest jedna kierownica
                            prawda?
                            • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 13:29
                              Boję się prowadzić, bo jestem ogólnie trochę niezbornawink Znaczy nie mam podzielnej uwagi, bywam ogromnie roztargniona i mam prawdziwe problemy z orientacją przestrzenną. Nie zmyślam, w obcym miejscu natychmiast się gubię, do lasu sama nie chodzę, to nie są czcze wymówki.
                              Próba ponownej nauki jazdy skończyła się poważnym zarysowanie drzwi samochodu, gdy wjeżdżałam w bramę (fakt, że za wcześnie wykonałam ten manewr, po 20 latach nieprowadzenia samochodu w ogóle). To mnie znowu skutecznie zniechęciło na kolejne lata.
                              Krytyki się nie boję, bo mój maz przy wszystkich swoich wadach kierowcy nie krytykuje. Córka w zeszłym roku zrobila prawko (za pierwszym podejściem, a co) i gdy z nim jeździ, mąż jej złego słowa nie powie, najwyżej po zwróci delikatnie uwagę. Dziwne u niego, ale prawdziwe.
                              Weterynarza na szczęście mam na osiedlu, zaufanego i kochanegosmile
                              • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 13:39
                                Nie jeżdżąc 20 lat wsiadłaś do swojego samochodu żeby ot-tak jechać?
                                Dlaczego nie wykupiłaś kilku lekcji u instruktora, zeby najpierw opanowac jazdę?
                                • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 13:48
                                  Przećwiczyłam ruszanie i hamowanie, pojeździłam z mężem po polnych drogach, nawet mi nieźle szło, dojechałam do domu, mąż powiedział: wjeżdżaj, to wjechałam (brama wąska, podjazd wysoki), ale się nie zmieściłamsad
                                  Czy lekcje pomogą na moją niezborność i gubienie się w terenie?
                                  To takie silne, głębokie przekonanie, że nie będę dobrym kierowcą, a samospełniające się przepowiednie ziszczą się tak, jak ze złamaniem nogi. No znowu ten paraliżujący lęksad
                                  • scindapsus Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 13:56
                                    Wiesz, skoro sobie wmówiłas że jesteś złym kierowcą to rzeczywiscie, nic się nie da na to poradzic.
                                    • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:06
                                      Scindapsus, a nie bierzesz tego pod uwagę, że sobie nie wmówiłam, tylko znam swoje ograniczenia?
                                      Nie każdy urodził się kierowcą, nie mogę na siłę nim się stać, mając wewnętrzne przekonanie, że będę stanowić zagrożenie dla siebie i, co gorsza, innych.
                                      Może ten brak wiary we własne sily powstrzymuje mnie też przed rozwodem, ale rozwodząc się, nie ryzykuję niczyim życiem i w końcu się odważę, natomiast siadając za kierownicą mogę kogoś lub siebie zabić lub okaleczyć, to za duże ryzyko jednak.
                                      Mam taką refleksję. Syty głodnego nie zrozumie, osoby silne, stanowcze, pewne siebie nie zrozumieją osób mniej stanowczych i zdecydowanych, to normalne. Ja się dziwię, że komuś może się podobać muzyka Wiśniewskiego, ale rozumiem, że tak może być, choćby dla mnie to była abstrakcjawink Rozumiecie, o co mi chodzi? Ja wiem, że to brzmi jak mętne tłumaczenie swoich słabości, ale to nie jest tak, że ja chcę je mieć, one są nieodłączną częścią moje osobowości, mogę starać się nad nimi panować, ale nie skoczę od razu na głęboką wodęwink
                                      • ladyhawke12 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:11
                                        herta_m napisała:

                                        > Scindapsus, a nie bierzesz tego pod uwagę, że sobie nie wmówiłam, tylko znam sw
                                        > oje ograniczenia?
                                        > Nie każdy urodził się kierowcą, nie mogę na siłę nim się stać, mając wewnętrzne
                                        > przekonanie, że będę stanowić zagrożenie dla siebie i, co gorsza, innych.
                                        > Może ten brak wiary we własne sily powstrzymuje mnie też przed rozwodem, ale ro
                                        > zwodząc się, nie ryzykuję niczyim życiem i w końcu się odważę, natomiast siadaj
                                        > ąc za kierownicą mogę kogoś lub siebie zabić lub okaleczyć, to za duże ryzyko j
                                        > ednak.
                                        > Mam taką refleksję. Syty głodnego nie zrozumie, osoby silne, stanowcze, pewne s
                                        > iebie nie zrozumieją osób mniej stanowczych i zdecydowanych, to normalne. Ja si
                                        > ę dziwię, że komuś może się podobać muzyka Wiśniewskiego, ale rozumiem, że tak
                                        > może być, choćby dla mnie to była abstrakcjawink Rozumiecie, o co mi chodzi? Ja w
                                        > iem, że to brzmi jak mętne tłumaczenie swoich słabości, ale to nie jest tak, że
                                        > ja chcę je mieć, one są nieodłączną częścią moje osobowości, mogę starać się n
                                        > ad nimi panować, ale nie skoczę od razu na głęboką wodęwink

                                        idac tym tokiem myslenia, idac ulica tez mozesz komus zrobic krzywde, przestaniesz wychodzic, niesadze
                                        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:25
                                          Ale ja tak mam od dziecka. Uczylam się jeździć na rowerze, upadłam, płakałam i nie chcialam dalej wsiąść. To samo z łyżwami. Boję się upadków. Normalne dziecko upadnie, poplacze i dalej jedzie, ja nie, każda porażka to zniechęcenie. Jako dorosla tak mam na przykład z pieczeniem ciast, jak raz mi się nie udało, to już więcej nie próbowałam. Teraz na szczęscie piecze córkasmile
                                          Najdziwniejsze jest to, że mój brak wiary w siebie dotyczy tylko tych manulano-orientacyjnych problemów, w innych dziedzinach świetnie sobie radzę. Szczególnie (poza mężem) w kontaktach międzyludzkich, ktoś mi kiedyś powiedział, że mam talent do ludzi (poza mężem), umiem się dostosować do każdego. Nie miejsce tutaj, żeby wymieniać, ale w wielu aspektach życiowych jestem z siebie bardzo dumna. Skąd zatem ten brak wiary w to, że moge być dobrym kierowcą?
                                          Moja mama była bardzo uzdolniona manualnie, ja nie, gdy byłam w szkole, robila za mnie wszystkie prace ręczne i rysunki, wszystkie. Może to tutaj są początki mojego gapiostwa?
                                          • scindapsus Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:44
                                            ze tak zapytam-jakim znakiem zodiaku jestes?
                                            Bo po tym ze jak nie wychodzi i sie zniechecasz obstawilabym barana, ale one są okrutnie zawziete wiec..

                                            A wracając do tematu, mnie wiele rzeczy nie wychodzi i co z tego?
                                            Nie jestem super kierowcą
                                            jezdzę bo muszę.
                                            Nie sprawia mi to przyjemnosci, ani to ze stoję w korkach czy płaczę jak tankuję.
                                            Ale jezdzę
                                            Nie jestem zależna od nikogo.
                                          • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 16:49
                                            > mam t
                                            > alent do ludzi (poza mężem), umiem się dostosować do każdego.

                                            Coś ci tu się istotnego, zdaje się, wypsnęło.
                                      • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:22
                                        Herta, ja nie jestem ani silna ani zdecydowana. Ale jeśli chcę coś zrobić bo potrzebuję sobie w życiu polepszyć to zaciskam zęby, próbuję i się nie cofam choć stres zżera i popełnia się błędy.
                                        Jeśli nie chcę choć inni naciskają że może powinnam , to staram się nie szukać wymówek "oj ja taka inna biedna malutka jestem i nie potrafię ale gdziez wy silni odwazni to zrozumiecie...".
                                        Uczciwiej jest przyznać "nie chce mi się wysilać by to zrobić, wole nic nie robić bo tak mi wygodniej".

                                        Nauczyłas się grać ofiarę. I nie chcesz tej wygodnej pozy porzucać.
                                        • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:24
                                          Jest takie powiedzenie : "Kto chce, szuka sposobu; kto nie chce, szuka powodu."
                                          • ladyhawke12 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:26
                                            garibaldia napisała:

                                            > Jest takie powiedzenie : "Kto chce, szuka sposobu; kto nie chce, szuka powodu."

                                            I to chyba jest sedno sprawy
                                  • ladyhawke12 herta_m 25.01.12, 13:58
                                    Może zrób inny pierwszy krok i idż na specjalistyczne szkolenia, z kreowania wizerunku, z budowania własnej samooceny, własnej marki. Sa Kursy dla takich osób jak ty z zaburzonym koszmarnie poczuciem własnej wartości, nie wiem jak dokładnie sie te kursy nazywaja, ale to sobie wygooglasz. Tobie jest potrzebny mocny "kop w tylną część ciałą", kobieto wiesz ilu takich kierowców jezdzi po drogach, ale wszystko można wyćwiczyc można ale trzeba być systematycznym , konsekwentnym a nie jedna ryska i panika. Na pocieszenie napisze że znam takiego kierowce (facet dziwne ale facet), gubi sie w terenie, kupił sobie GPS-a, jest roztrzepany jak cholera, ale jedzi fantastycznie i odpowiedzialnie. Faktem jest ze jak mu GPS gadał przemiłym głosem ze skręć w prawo na rondzie, to zanim z niego zjechalismy to dwa kóleczka zrobił i co z tego nic, zjechał wreszcie bo sie hołek obudził ze jednak już trzeba drugi wyjazd zaliczyc.
                                  • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:01
                                    Jesli znasz schemat to możesz pracować nad odkręceniem go. Tylko czy chcesz.
                                    Jesli sobie chcesz wmawiać, że nigdy nie będziesz dobrze jeżdzić to tak właśnie będzie, bo to znaczy jedynie, że nie chcesz się usamodzielnić i nie chcesz jeździć samochodem. Dużo tracisz bo fantastyczne jest to poczucie gdy zaczynasz "czuć" samochód i drogę.
                                    Niejeden kierowca zarysował przypadkowo samochód i mimo to jeździł dalej. Ty użyłas pierwszego wypadku by jeżdżenia zarzucić.

                                    ps. Do lasu można iść z kompasem, obserwować mech na drzewach i przy okazji się różnych rzeczy nauczyć, przeanalizować wcześniej ukształtowanie terenu na planach. Albo zwyczajnie iść z kimś kto już w tym lesie był.
                                    Jadąc gdzieś samochodem można wcześniej siąść nad mapą i nauczyć się jednej drogi, za miesiąc drugiej drogi. A na dalszą drogę wziąć gps.

                                    Ale jak się nie chce, bo wygodniej jest rozłożyć ręce "ja nie dam rady" by nie musieć nic wymagającego wysiłku samemu robić, to może lepiej przyznać "nie chce mi się","nie lubię tego" a nie szukać innych wymówek?
                                    • ladyhawke12 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:03
                                      Amen
                                  • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:08
                                    Eee tam, tylko takie gadanie. Dałabyś radę.
                                    Ja po zrobieniu prawa jazdy nie jeździłam ponad 10 lat, aż któregoś dnia (11 lat temu) praca na mnie wymusiła to, by wsiąść za kierownicę i pojechać. Więc wsiadłam i pojechałam w zawrotnym tempie 40km/h big_grin Ważne, że dojechałam. Potem już coraz łatwiej było. Od 6-7 lat jeżdżę codziennie bo dojeżdżam do pracy (do niedawana 80 km w jedną stronę), więc jestem już wprawionym kierowcą, ale nadal jakieś drobne stłuczki czy inne obtarcia mi się trafiają, więc tym, że nie zmieściłaś się w bramę po takiej przerwie, absolutnie nie powinnaś się przejmować.
                                    Mój samochód zawsze ma coś porysowane. Jak tylko naprawię jedno, zaraz coś nowego mi (a raczej mojemu Tygrysowi) się na karoserii pojawia wink

                                    A propos różnych krytykantów z siedzenia pasażera, to mój ex był w tym "dobry" big_grin Gęba mu się nie zamykała jak ze mną jeździł, krytykował dosłownie każdy mój manewr. I może nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że on prawa jazdy nie ma big_grin
    • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 14:53
      Jak tak czytam Herto o Twojej niechęci do prowadzenia auta, to myślę sobie o niechęci Twojego męża do współpracy nad małżeństwem.
      Ty nie chcesz i już. Znajdziesz tysiące powodów i przeszkód, żeby nie wsiąść za kółko.
      Czy nie podobnie działa Twój mąż?
      Kiedy pojawia się potrzeba lub chęci, człowiek tak się mobilizuje, że sam się sobie dziwi na ile go stać.
      Wniosek z tego taki, że Twój mąż potrzebuje motywacji do pracy nad sobą.
      Pomyśl, co jest dla niego ważne, jakie ma słabości, a potem to wykorzystaj.
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 15:18
        Co oprócz panicznego lęku może mnie powstrzymać przed prowadzeniem samochodu? Sama wiem, jakie to byłoby wygodne, zatem dzialam wbrew swojemu interesowi, bo tak? Samochód to wygoda, a tutaj próbujecie mi wmówić, że z wygody, bo mi się nie chce, odmawiam prowadzenia samochodu?? Jakoś brak w tym logiki, jak na mój rozum.
        Nie bardzo rozumiem taki brak zrozumienia dla cudzych ograniczeń czy slabości, brak zrozumienia i tolerancji. Jeżdżę autobusami, przyzwyczailam się, nie narzekam, a mimo to wmawia mi się, że z lenistwa nie nauczyłam się jeździć. Czegoś tu nie rozumiem.
        Ja wiem, jakie słabości ma mój mąż, wiem, że jemu też jest bardzo źle tak jak jest, że on cierpi, ale u niego w grę wchodzi mentalność, przekonanie, że zły świat i zła żona są przeciwko niemu, niewinnemu. On nerwowy, ale to ja prowokuję, tego przekonania w nim nie zmienię.
        Kiedyś mąż obwinił mnie nawet o to, że nie skończył studiów, bo go nie dopingowałam. To rodzinne, jego brat ma to samo, ale obwinia o to rodziców. Jak zmienić takie nastawienie? Żadnych nauk z doświadczeń, żadnej autorefleksji. Ze mną różnica jest taka, że nikogo nie obwiniam o to, że jestem tchórzem i niedorajdą, mój mąż winy zawsze szuka na zewnątrz, nigdy, przenigdy w sobie, ot co.
        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 15:26
          Jestem Wagąsmile
          Do lasu chodzę często, z kimś albo z psem, ale wtedy tylko ścieżkami i trasami, ktore znam.
          Nie boję się duchów, wampirów, ale pająków trochę. Nie boję się wielkich psów (od dziecka) ani nawet dzików, a w pobliskim lesie grasowały, nawet widzialam jednego z bliska.
          Boję się głównie obrażeń cielesnych, chyba właśnie tak to można podsumować. A co jest paradoksalne, mam bardzo wysoki próg bólu, naprawdę. Sruby z nogi mialam wyciągane tylko ze znieczuleniem miejscowym, przez cały czas flirtowałam z chirurgiemwink, do domu wyszłam po dwóch godzinach, ból uśmierzałam zwyklym ibupromem.
          Jak tak się nad sobą zastanowię, to jestem pełna sprzecznościwink Co ze mną nie tak????;P
          • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 15:43
            „Boję się upadków. Normalne dziecko upadnie, poplacze i dalej jedzie, ja nie”
            „Skąd zatem ten brak wiary w to, że moge być dobrym kierowcą?”
            „Czy lekcje pomogą na moją niezborność i gubienie się w terenie? To takie silne, głębokie przekonanie, że nie będę dobrym kierowcą, a samospełniające się przepowiednie ziszczą się tak, jak ze złamaniem nogi. No znowu ten paraliżujący lęk ”
            „znam swoje ograniczenia
            Nie każdy urodził się kierowcą, nie mogę na siłę nim się stać, mając wewnętrzne przekonanie, że będę stanowić zagrożenie dla siebie i, co gorsza, innych.”
            „Mam taką refleksję. Syty głodnego nie zrozumie, osoby silne, stanowcze, pewne siebie nie zrozumieją osób mniej stanowczych i zdecydowanych”


            Większość Twoich wywodów to próba udowodnienia, że jestes inna niż "wy wszyscy" i dlatego możesz od siebie wymagać zdecydowanie mniej niż wszyscy i rozczulac się nad sobą, że fajnie by było być kierowcą bo to taaaakie ułatwienie ale ty absolutnie ale to absolutnie kierowcą być nie możesz bo..... raz zarysowałaś drzwi!"
            Nie chcesz być kierowcą to nie bądź. Co za problem?
            Ale przyznaj się sama przed sobą że tak wybrałaś TY SAMA , a nie, że to jakiś tam los za ciebie ktory ci dał ograniczenia większe niż innym ludziom(???) lub kto wie czy nie matka to sprawiła która za ciebie rysowała na plastykę..
            Od rodziców dostaje się pule na start, a potem albo się zakasuje rękawy samemu do roboty albo się siedzi w miejscu i mówi "na pewno się nie da".
            TWÓJ WYBÓR i Twoje życie. Uświadom to sobie. Pora wyjść ze swojej wewnętrznej "sekty", chyba, że jest ci w niej dobrze to nie wychodź.
            Tylko po co kilometry dyskusji o byciu kierowcą jeśli Ty nim być nie zamierzasz i wykorzystałaś zarysowane drzwi, by zwolnić się z tego prawa a równocześnie zrzucić z siebie przyszłe domowe obowiązki kierowcy? Przelewanie z pustego w próżne i egzaltowanie tym zamiast zajmować się tym co faktycznie można i chce się zmienić.



            • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 16:30
              Dobrze zatem, kierowcą nie chcę być, bo mam wewnętrzne przekonanie, że się do tego nie nadaję i uważam, że nie każdy musi być kierowcą, to nie jest umiejętność niezbędna do życia, jest pomocna, ale nie niezbędna. Podkreślam słowa NIE CHCĘ.
              Wciąż nie rozumiem, dlaczego nie bierze się pod uwagę, że jedni sobie ze wszystkim zawsze radzą, inni z pewnymi dziedzinami mają problemy. Nie uważam się za wyjątek, znam kilka kobiet (w tym też takie, które w młodości zrobily prawo jazdy), ktore nie prowadzą, zatem nie sile się na oryginalność. Dlaczego uświadamianie sobie swoich pewnych ograniczeń jest przyjmowane z takim oburzeniem. Są na przykład osoby grube, ktorym tusza przeszkadza, a mimo to nie moga schudnąć, ich też należy potępić w czambuł? Też mnie to czasami dziwi, ale z drugiej strony nie potępiam, są może jakieś uwarunkowania, ktore stoją na przeszkodzie temu, że ktoś nie może się zmobilizować do podjęcia wysiłku schudnięcia, nie jest przez to złym czy głupim człowiekiem. (Sama nie jestem otyła, żeby nie było).
              Nie umiem tez dobrze pływać, nie chodzę na basen, nie uprawiam sportu, to też świadczy, że jestem do niczego? Mam się z tego tłumaczyć, bo większość ludzi uwielbia pływać i chodzić na basen?
              Mam swoje ograniczenia, są rzeczy, których nie mam ochoty robić, ale są też rzeczy, z których jestem dumna, które uwielbiam, w których jestem dobra. Czy muszę we wszystkim być silna? Zaprzeczacie sobie, bo w niektórych postach piszecie, że chcę być najlepsza na każdym polu, a w innych macie mi za złe, że nie podejmuję jakichś wysiłków.
              Jak skrytykowałam męża za rozrzucanie brudów po domu, to czepialska jestem, a tak w ogóle, to co to za wysiłek podnieść taką koszulę i że to zajmuje kilka sekund, jak napisałam, że chciałam mu ten papier zanieść, to że głupia, że usłużna. To w końcu, co mam robić?
              Kuźwa, dojść za Wami trudnowink
              • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 16:43
                >>Może stąd jego agresja? Może chciałby partnerkę pełnoprawną? Silną, za którą nie trzeba brać odpowiedzialności?

                Heksa, czy Ty się aby nie zapędzasz? Moja niepełnoSprawność polega na tym, że
                - nie prowadzę samochodu
                - nie piekę ciast
                - nie zebralam jeszcze sił do rozwodu
                Sprawnośc zas na:
                - mam pracę, ktora przynosi stały i nie najgorszy dochód, z ktrórej jestem bardzo zadowolona i nigdy nie narzekam
                - zajmuję się domem i wychowaniem dzieci, mąż tylko w ograniczonym stopniu i w tym drugim mam nadzwyczajne wręcz osiągnięcia
                - prowadzę bardzo udane życie towarzyskie
                - mam zainteresowania, o ktorych chętnie i często można ze mną ciekawie porozmawiać (to akurat mąż bardzo ceni, bo sam tego potrzebuje)
                - jak na swoje lata trzymam się naprawdę dobrze, od dłuższego czasu widuję bardzo zdziwione miny, gdy ktoś się dowiaduje, ile mam lat, nawet rodzone dzieci (zwykle krytyczne) to przyznają i chwalą się mamąsmile

                Nie chciałam się chwalić, ale jak ktoś mi chce wmówić, że mąż jest agresywny, bo jestem niepełnoSprawna, to się denerwujętongue_out
                I jeszcze, mąż nie chce mieć partnerki, chce mieć poddaną sobie żonę i to jest główny nasz problem, on nienawidzi słowa partnerstwo, zatem trafiłaś akurat w tym punkcie kulą w płot, wybacz.
                Ps.
                Nie gniewam sięsmile
                • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 16:51
                  Herto, spokojnie. Pełnoprawna, nie pełnosprawna. Pełnoprawna, na pełnych prawach partnerki.
                  • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 20:08
                    yoma napisała:

                    > Herto, spokojnie. Pełnoprawna, nie pełnosprawna. Pełnoprawna, na pełnych prawac
                    > h partnerki.

                    Ale w kontekście, w jakim pisała Heksa, wynikało raczej, że chodzi o pełnosprawność, a nie pełnoprawność. Nie rozumiem, jak ktoś, kto czytał ze zrozumieniem moje wypowiedzi, może myśleć, że mój mąż chciałby PEŁNOPRAWNEJ partnerki. Przecież ze sposobu, w jaki on postępuje wobec mnie i dzieci chyba już jaśniej nie można wnioskować, że on chce dominować i tę chęć przeprowadza w przemocowy sposób. Jak pisałam, na niego słowo partnerstwo, ktore ja wlaśnie najbardziej chcialabym wdrożyć i ktorego tak zazdroszczę niektórym związkom, działa jak czerwona płachta na byka.
                    • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 11:53
                      > Jak pisałam, na niego słowo partnerstwo, ktore ja wlaśnie najbardziej chcial
                      > abym wdrożyć i ktorego tak zazdroszczę niektórym związkom, działa jak czerwona
                      > płachta na byka.

                      I się dziwisz? Przecież ustawiłaś się na samym dole hierarchii. Czy służąca proponuje partnerstwo panu? Kapral pułkownikowi? Referent naczelnikowi? A gdyby spróbowali, szybko by zostali przywołani do porządku i to właśnie robi twój mąż.

                      Poza tym powiedz sobie tak: skoro różne rzeczy w życiu są takie, jakie są dlatego że jesteś, jaka jesteś, no to i takie jest twoje małżeństwo. To dlaczego chcesz coś w nim zmieniać? Przecież jesteś, jaka jesteś.
                      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 12:23
                        To dlaczego chc
                        > esz coś w nim zmieniać? Przecież jesteś, jaka jesteś.
                        Aluzju poniałwink
                        No właśnie, jaka jestem?
                        Robiłam kiedyś taki gazetowy test i wyszło mi, że jestem dokładnie w połowie psem i sową, a to w pewnym sensie przeciwstawne typy. Cudownie się czuję w domu, urlopy wychowawcze były dla mnie dobrymi okresami, nie tęskniłam za pracą i ludźmi, ale jak poszłam do pracy, też się świetnie czułam i czuję. Lubię ludzi i lubię dom. Dogadam się z każdym, ale i tak najbardziej lubię czytanie książek. Nawet charakter pisma mam zmienny, raz pochylam litery w prawą, raz w lewą stronę. Ale z kolei nie miewam jakichś strasznych wahań nastroju z rozpaczy w euforię, jestem raczej stabilna emocjonalnie, nie płaczę z byle powodu. Mam duży dystans do siebie, co podkreśla jako moją zaletę wiele osób, trudno mnie wyprowadzić z równowagi, choć oczywiście jest wyjątek, wiadomo jaki.
                        No właśnie, dlaczego jest tak, że mąż ma taki gigantyczny wpływ na moje negatywne emocje? Lata gnębienia mnie? Jestem uczulona na niego? Pewnie tak. Pytanie, jak przestać się przejmować jego słowami i zachowaniami, póki jeszcze razem mieszkamy? Próbuję, staram się, a mimo to on wciąż mnie denerwuje, wyprowadza z równowagi? Jak to zmienić?
                        Przepraszam, że się tak wywnętrzam i ciągle ja i ja, ale sami pytacie, ja się trochę tłumaczę, a przede wszystkim chcę siebie lepiej zrozumieć, a tu jest sporo mądrych i doświadczonych osób.
              • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 19:24
                Herta,
                wiele kobiet nie jeździ samochodem i nie robi z tego swojej wyjątkowości, bardzo wiele osób nie umie pływać i nie chodzi na basen, co najwyżej pomoczyć tyłek w ciepłych źródłach, wiele osób ma różne lęki przez które nie podejmują jakiejś gałęzi aktywności, znam takie które nie jeżdżą na rowerze bo nie umieją, bardzo wiele osób nie uprawia żadnych sportów, itd. I akceptują to u siebie, nie czują presji że muszą być inne bo jacyś "oni" to są piękni, przebojowi i dynamiczni. Czy dlatego, że kolega skacze na bungee to mam się tłumaczyć ciężkim dzieciństwem lub złym mężem , że ja nie zamierzam nigdy na bungee skakać bo na samo wyobrażenie mam mdłości?
                Uparłaś się swoje niechęci do wykonywania danych czynności kwalifikować jako "odstępstwo od normy" (w podtekście = swoja wyjątkowość usprawiedliwiająca narzekanie na męża ale nie zmienianie małżeństwa) ;
                napisałaś "normalne dziecko nadal próbuje a ja już więcej nie spróbowałam", itd.
                Ty chcesz być "ta inna" by usprawiedliwić swoją bierność wobec męża.

                Jak rozumiem jesteś w momencie zastanawiania się nad sobą i analizowania kim Ty właściwie jesteś i o co Ci w życiu chodzi. Dlatego tyle gadania o rzeczach które nic nie wnoszą do rozwiązania konkretnego problemu.
                Nie jesteś inna niż pozostali ludzie, nie masz jakoś więcej ograniczeń które by Ci przeszkadzały zmieniać swoją rzeczywistość.
                Wszystko to tkwi w Twojej głowie i bronisz tego schematu zachowań który pozwoli Ci nic nie zmieniać. Nie chcesz do niej wpuszczać czesgoś innego i nie chcesz samodzielnie decydować o sobie a już, broń boże o współitnieniu z mężem na równych płaszczyznach) - chcesz zachować status bezradnego dziecka z nadzorcą-ojcem, za które to mąż bierze odpowiedzialność bo on jest przecież dynamiczny i jeździ samochodem...nie tak jak "słaba" Ty. Stosujesz sławny "system iluzji i zaprzeczeń". I sama o sobie "oj ja taka biedna nieudana w lesie się gubię"a gdy ktoś potakuje to "jak możesz,jestem super, świetnie sobie radzę!" Może mniej gadać a więcej robić?
                Opisujesz siebie w nadziei , że ktoś obcy Cię "zdiagnozuje" ? Określi kim jesteś? Po co Ci to?
                Równocześnie jak ktoś zaczyna określać to się niecierpliwisz bo nie pasuje to do tego co byś chciała usłyszeć o sobie?
                Określisz możesz siebie sama, działaniem. Bo to kolejne doświadczenia nam kształtują kręgosłup.
                Ty wolisz zarysować samochód by oficjalnie mąż nie zmuszał cię do próbowania być kierowcą i byś miała udowodnioną wymówkę "patrzcie, ja naprawdę nie umiem jeździć! już więcej nie siądę za kierownicę!", a nie prościej było bez tych prób zwyczajnie powiedzieć "wiecie co, nie chcę jeżdzić samochodem, nie będę próbować bo nie mam ochoty, kompletnie mnie to nie interesuje".
                • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 22:51
                  Garibaldia, masz w cholerę dużo racji, im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej się wkurzam na siebie. Ja faktycznie nie wiem, jak sobie z tym wszystkim poradzić i rzeczywiście wciąż szukam możliwości zrozumienia, dlaczego nie mogę nic zmienić, dlaczego nie mogę się zdobyć na ruch w kierunku uwolnienia. Już sobie wizualizowałam swoją wolnośćwink
                  Wymyśliłam, że to ta bojaźliwość (wiem, że nie wyjątkowa, nie wiem, dlaczego uważasz, że uważam ją za wyjątkową), ale może macie rację, że to nie to. Muszę się podszkolić, mam nadzieję, że mi jeszcze pomożecie.
                  • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 23:00
                    Herta, a ja mam do Ciebie bardzo proste pytanie.
                    Kochasz Ty tego swojego (póki co) męża?
                    • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 09:31
                      mola1971 napisała:

                      > Herta, a ja mam do Ciebie bardzo proste pytanie.
                      > Kochasz Ty tego swojego (póki co) męża?

                      Zdecydowanie nie. Gdyby tak było, o wiele łatwiej przyszłoby mi zrozumieć swój paraliż decyzyjny.
                      • ladyhawke12 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 10:47
                        Herta ty sie zapisz na jakieś kursy asertywności, i to biegusiem
                      • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 23:31
                        Herta, specjalnie Ci to pytanie zadałam. Wiesz dlaczego? Bo to motto forum, na które się powoływałaś jest mojego autorstwa (nieco sparafrazowane zostało). W moim przypadku takim ostatnim powodem do bycia razem było to, że przestałam go kochać.
                        Ty mam wrażenie, że ganiasz własny ogon. Źle Ci w obecnej sytuacji, ale tak naprawdę nie robisz nic by ją zmienić.
                        Nie licz na to, że mąż podejmie decyzję o rozwodzie. Nie podejmie. Jeśli Ty podejmiesz decyzji, nie napiszesz pozwu i go nie wyślesz, będziesz tkwić w tej patowej sytuacji. Może nawet do końca życia.

                        P.S.
                        Dla jasności dodam, że bynajmniej dumna nie jestem z tego motta. Gdyby to ode mnie zależało i miałabym możliwość usunięcia go, to już dawno bym to zrobiła. Bo niepotrzebnie wprowadza w błąd niektórych ludzi.
                        • mola1971 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 23:32
                          * miało być: jeśli Ty nie podejmiesz decyzji.
                  • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 12:35
                    Jeśli człowiek sam otacza się ludźmi bardziej dynamicznymi, to albo uczy się od nich, albo ustawia się w pozycji biernej wykonawcy poleceń z wyłączonym samodzielnym myśleniem. Długotrwała pozycja pasywna, w połączeniu z despotą nad sobą kontrolującym każdą aktywność, wysysa z energii i coraz bardziej zatrzymuje w miejscu. Jak betonowe kule u nogi -nic nie rób, dobrze jest jak jest. Człowiek przestaje o sobie stanowić, podporządkowuje siebie cudzym potrzebom, sam dyskredytuje swoje, nie chce podjąć wysiłku samodzielnej analizy sytuacji. Jakby się było w sekcie podporządkowanej domowemu przywódcy. Odmienny stan umysłu. Trudny do korekty jesli ciągle podłączony do źródła uzależnienia- despoty.
                    By cos zmienić istotna jest chęć i potrzeba. Oraz konsekwencja i uczciwość wobec samej siebie.
                    Jeśli będziesz mieć rzeczywistą potrzebę by jeździć samochodem - to to zrobisz. Moja znajoma nie jeździła wiele lat po zrobieniu kursu, zesteresowała się na kursie, nie szło jej, zdała egzamin i się bała wsiąść za kierownicę. Ciągle jej się wydawało że nie umie, że cos ją ściąga z ulicy na bok, że nie da rady. Po latach zmieniła pracę na taką z trudnym dojazdem. Ponad rok się męczyła z przesiadkami, czekaniem na autobusy, marznięciem na przystankach. Wkurzyła się, kupiła tani samochód, wzięła kilka lekcji, sama próbowała jazdy na bocznych drogach i po dwóch tygodniach jeździła do pracy w tempie 50km/h. Po roku śmiga tak, że muszę ją stopować bo za szybko mi się wydaje tongue_out

                    Jesli zaczniesz myśleć samodzielnie (nie dawać sobie narzucać cudzych pragnień i potrzeb (np męża do posiadania w domu kogoś na kim się może wyładować) to pojawią się Twoje rzeczywiste pragnienia/potrzeby które zapragniesz faktycznie zrealizować. Od wewnętrznej potrzeby przez chęci, plan działania, do końcowej realizacji.
                    Na ile jesteś to w stanie zrobić żyjąc pod jednym dachem z mężem a na ile dopiero po zmianie warunków domowych? Nie wiem. Inna znajoma zrzucenie starej skorupy i "samodzielność myślenia" odzyskała po dwóch latach od rozstania z mężem. To jak wyleczenie uzależnienia po koniecznym "detoxie" i poukładaniu na nowo priorytetów.
                    • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 13:16
                      Wiesz, Garibaldia, znacznie trudniej jest się przyznać przed sobą, że dało się tak stłamsić i to takiemu, niż powiedzieć, bo ja taka strachliwa jestem.
                      Nie sądziłam, że tak się dałam podporządkować, bo ja cały czas się zaciekle jednak broniłam. Wygadana jestem, przyznaciewink Ale nie zdawałam sobie sprawy, że w sferze mentalnej tak się dałam zdominować.
                      Mąż bardzo dyskredytuje takie zjawiska jak asertywność i pewność siebie, bo a. twierdzi, że to wszystko jest inną nazwą dla egoizmu, b. sam jest potwornie sfrustrowanym facetem, pełnym kompleksów i słabości, nie dziwota, że hasła asertywności go denerwują.
                      Potrafi mieć mi na przykład za złe, że nie dość, że sama czytam WO, to podsuwam je córce i zarażam ją swoim feminizmem, a feminizm szkodzi stosunkom w związku, ona kiedyś przez to będzie cierpieć! Może trudno w to uwierzyć, ale on kiedyś urządził doroslej już córce awanturę, bo szukała WO, on je podsunął Politykę, a ona bez słowa wzięła jednak WO. Pobiegł za nią z awanturą, że mu nie odpowiada, a ona po prostu chciała uniknąć scysji, bo wiedziała, że to z jego strony prowokacja. Masakrasad
                      • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 13:21
                        No i ignorując ojca wywołała scysję i awanturę, a mogła odpowiedzieć paszczą "Dziękuję tato, ale przeczytam teraz pismo kobiece". Albo "Dziękuję tato, ale Polityka jest dla mnie za trudna". Nie wiem, czy wy nie nadinterpretujecie.
                        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 13:37
                          Yoma, nie znasz mojego męża. Jego ani ciętą ripostą, ani sensowną odpowiedzią, ani tłumaczeniem, ani żartem nie powstrzymasz, gdy chce przyłożyć. Czasami właśnie zejście mu z drogi ratuje przed wybuchem, tak chciałam zrobić młoda, ale tym razem też nie wyszło. Czy jak dorosłe dziecko bierze coś bez słowa, to powód, żeby lecieć z krzykiem: jak Ty się zachowujesz?!??!
                          • tautschinsky Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 13:47
                            Z twoich wypowiedzi: dziecko dorosłe, męża nie kochasz, na stare lata zaczynasz się bawić w feminizmy i inne pierdoły tego typu. Przestańcie się męczyć - ty z mężem, a on z tobą - w tym grajdołku zwanym małżeństwem. Starego człowieka nie zmienisz. Co najwyżej na krótko ucichnie. Nie ma sensu się żreć i teraz walczyć o hierarchię w stadzie. Najlepsze i na dłuższą metę o wiele łatwiejsze będzie ROZSTANIE SIĘ.
                          • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 13:48
                            Wiesz no, oczywiście, że nie znam, mam dane takie, jakie ty podasz. I na podstawie danych od ciebie wyobraziłam sobie sytuację tak:

                            Córka: - Nie widział kto Wysokich Obcasów?
                            Ojciec: - Politykę byś lepiej poczytała, tu leży!
                            Córka: [bierze WO i odwraca się bez słowa]
                            Ojciec: - Ty gówniaro, ojca ignorujesz?

                            A mogłoby być tak:

                            Córka: - Nie widział kto Wysokich Obcasów?
                            Ojciec: - Politykę byś lepiej poczytała, tu leży!
                            Córka: - Dziękuję, tato, ale mam w tej chwili ochotę na coś lżejszego/tam jest interesujący mnie artykuł/szukam przepisu kulinarnego/whatever.
                            Ojciec: [ma wyjętą broń z ręki. A jeśli nawet zacznie coś bulgotać, córka ma świadomość, że zachowała się w porządku]
                            • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 13:55
                              Yoma jest mądra kobietą.
                              KOmunikacja to u Was dramat. On wrzeszczy, Wy milczycie, on wrzeszczy bardziej, Wy milczycie jeszcze uparciej pewnie.
                              BYć moze nie da się go zmienić. Nie mi to oceniać.
                              Ja tylko pamiętam taką sytuację jak dziamgałam do Młodej a ona wstała i wyszła z pokoju. Jak wpadłam do jej pokoju, jak rozdarłam japę, ze "JAK MÓWIĘ DO NIEJ TO.....itd". Nie cierpie być ignorowana. Wrzaskow tez nie cierpię. Jak napisał Tauczyński, skoro nie kochasz męża, nawzajem wszyscy się nie szanujecie (w sensie mąż Was i Wy jego) to nie wiem po co się tak dalej męczyć.
                              • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 14:05
                                Dzięki, Kas, ale już starczy, bo popadnę w samouwielbienie smile

                                Herta, dodam jeszcze do swojego postu tak: w wersji proponowanej przeze mnie córka

                                a) pokazuje ojcu, że nie ma go w dupie, lecz
                                b) ma własne zdanie na temat tego, co teraz będzie czytać i nie waha się go wyrazić grzecznie, acz stanowczo.

                                Mężowi pewnie do głowy nie przyjdzie, że milczycie, żeby nie było awantury. On myśli, że milczycie, bo strzelacie mu ignora, a on tego bardzo nie lubi. Skoro ta awantura tak czy inaczej będzie, to może lepiej, żeby była po waszym wypowiedzeniu swojego zdania, grzecznie acz stanowczo.
                              • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 14:41
                                Ja już nie widzę za bardzo sensu w tłumaczeniu się, że nie jestem wielbłądem.
                                Mój mąż jest nieprzewidywalny, ale najlepiej się z nim wychodzi, gdy się nie podejmuje rękawicy i moje dzieci to wiedzą lepiej ode mnie. Ja już nie mam cierpliwości i jak on przystępuje do ataku, ja się bronię, co zwykle konczy się awanturą. Właśnie tego niereagowania chciałabym się nauczyć.
                                Niemniej są chwile, że nawet to niepodejmowanie rękawicy też go doprowadza do furii, bo nie ma jak się wyżyć. To nie był foch córki, demonstracyjne olanie ojca, tylko unik wobec prowokacji, kto faceta nie zna, nie rozumie, jak to działa. Zupełnie czym innym jest ignorowanie rodzica, jak ten chce coś wygłosić, zwrócić uwagę, a dziecię się wypina, a czym innym nieodzywanie się, gdy druga strona dąży do konfrontacji. Ja czasami na jego jakieś pretensje też próbuję nie odpowiadać (rzadko), wtedy nieodmiennie jest pretensja: o, obraziła się!!!
                                Nie, Kas, nie milczymy uparcie. On: córka wychodzi, a kiedy posprząta?!? Ja: posprzątała wczoraj, on już tego nie słucha i podnosi głos: znowu wychodzi, zostawia burdel, ja: przecież wczoraj umyła łazienkę, żeby dzisiaj wyjść, ale on już wrzeszczy: ty zawsze jej bronisz, nigdy nie staniesz po mojej stronie!!!! i tyrada pretensji, awantura z bieganiem po domu i wyzwiskami. Jak nie milczę, to zawsze, dosłownie zawsze tak się kończy. Zarzut o milczeniu i braku komunikacji zatem chybiony.
                                Wiem, że to koniec, ale jak żyć z takim, żeby do czasu wyprowadzki nie oszaleć do reszty? Stawianie granic to bardzo ogólnikowe stwierdzenie, konkretniej proszę.
                                • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 14:55
                                  herta_m napisała:
                                  On: córka wychodzi, a kiedy posprząta?!? Ja: po
                                  > sprzątała wczoraj, on już tego nie słucha i podnosi głos: znowu wychodzi, zosta
                                  > wia burdel, ja: przecież wczoraj umyła łazienkę, żeby dzisiaj wyjść, ale on już
                                  > wrzeszczy: ty zawsze jej bronisz, nigdy nie staniesz po mojej stronie!!!! i ty
                                  > rada pretensji, awantura z bieganiem po domu i wyzwiskami.

                                  A próbowałaś tak:
                                  "Kochanie oczywiście, że masz rację, i po co się denerwujesz?"

                                  Wiem, że może to być sprzeczne z Twoimi odczuciami, ja jednak zauważyłam, że przytakiwanie (raczej dla żartu) przynosi fajny efekt.
                                  Poza tym, czy Twoja córka nie może uprzedzić swojego ojca o tym, że chce wyjść?
                                  Myślę, że jego złość wynika z ignorowania go i nie liczenia się z jego zdaniem.
                                  • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:11
                                    > Poza tym, czy Twoja córka nie może uprzedzić swojego ojca o tym, że chce wyjść?
                                    > Myślę, że jego złość wynika z ignorowania go i nie liczenia się z jego zdaniem.
                                    Na jakiej podstawie uważasz, że córka nie uprzedziła ojca o wyjściu? Uprzedziła, choc jako dorosla kobieta wychodząc w południe w sobotę do chłopaka, chyba nie musi prosić o pozwolenie?
                                    Przytakiwać? Ale to nie chodziło o przytakiwanie czy zaprzeczanie, ja chcialam tylko mu powiedzieć, bo tego akurat nie wiedział, że ona swoją prace wykonała w piątek, zamiast w sobotę. To była informacja, a nie zaprzeczanie. Widać różnicę, czy może źle to opisałam?
                                    • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:21
                                      herta_m napisała:
                                      > Na jakiej podstawie uważasz, że córka nie uprzedziła ojca o wyjściu? Uprzedziła
                                      > , choc jako dorosla kobieta wychodząc w południe w sobotę do chłopaka, chyba ni
                                      > e musi prosić o pozwolenie?

                                      Tak to zrozumiałam, bo Twój mąż wykazał zdziwienie, że córka wychodzi.

                                      Czy musi się tłumaczyć?
                                      Myślę, że dobrze jest poinformować współdomowników o swoich planach. Wynika to z wzajemnego szacunku. Razem mieszkamy, razem podejmujemy decyzje...
                                      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:31
                                        Informować tak, nigdy żadne z dzieci nie wyszło bez poinformowania nas.
                                        Pytanie tylko, czy jeśli dorosła córka wychodzi w południe musi informować oboje rodziców? Ona uprzedziła, ale gdyby na przykład uprzedziła tylko mnie, a męża nie, uznając, że ja mu powiem, to byłoby jakieś przewinienie?
                                        Nie chodziło o niepoinformowanie, ale o to, że ona wychodzi w sobotę, a nie posprzątała (w jego mniemaniu). A Kopciuszek oddzielił mak w piątek, zamiast w sobotę, ot takie zaskoczeniewink
                                        • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:50
                                          herta_m napisała:
                                          Ona uprzedziła, ale gdyby na przykład uprzedziła tylko mnie, a męża
                                          > nie, uznając, że ja mu powiem, to byłoby jakieś przewinienie?

                                          Jasne, że wtedy jest wszystko ok. Mam jednak wrażenie, że z założenia Twój mąż czuje się ignorowany. To jakby przez lata budowane takie przekonanie.
                                          Tak jak Ciebie denerwują jego koszule, tak jego również takie drobnostki. Problem i jego podstawa tkwią dużo głębiej.
                                • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:04
                                  Odnoszę wrażenie, że albo macie jakieś cudaczne zasady w tym domu, albo nie macie ich wcale. Dorosły człowiek musi posprzątać, żeby wyjść, a i tak burdel zostaje...

                                  > Wiem, że to koniec, ale jak żyć z takim, żeby do czasu wyprowadzki

                                  Herta, szczerze: w jaki sposób masz zamiar zakomunikować, że to koniec i wyprowadzka?
                                • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:07
                                  To może jeszcze, żeby uzupełnić obraz męża, bo tak mi się przypomniało, gdy pisałam o awanturze o wyjście córki w sobotę do chłopaka, bo potem wydarzyło sie coś jeszcze.
                                  Gdy tak się nakręcił bez opamiętania i jego agresja doszła do zenitu, poszłam do łazienki i żeby do niej nie wpadł z krzykiem, zamknęłam się w środku. On na zewnątrz drze się jak opętany, za ścianą syn. Szarpie drzwi. W końcu krzyczy: liczę do trzech, jak nie otworzysz, nie pojadę z toba na pogrzeb. W wypadku zgninąl mój ukochany kuzyn, wraz z żoną bardzo nam oddany, znał częściowo nasze problemy, zawsze starał się byc obiektywny, nigdy męża nie krytykował. Wszyscy kuzyna kochaliśmy, bo był wyjątkowym człowiekiem, to ważne. Nie otworzyłam. A wyjazd na pogrzeb był o tyle skomplikowany, że pociągiem na czas nie dało się dojechać, mąż o tym świetnie wiedział. Taki szantaż emocjonalny, jedna z jego gier.
                                  Poradziłam sobie, pojechałam dzień wcześniej, przenocowałam u rodziny i dalej razem z tą rodziną pojechaliśmy na pogrzeb, ale stamtąd było dużo bliżej. Wróciłam, przez jakiś czas nie rozmawialiśmy, potem się rozeszło, potem był miodowy miesiąc i maż wyjątkowo się starał, jak zwykle. Jakież było moje zdziwienie, gdy w następnej kłótni mąż mi wykrzyczał: pojechałaś na pogrzeb sama, zostawiłaś mnie jak psa!!! Ja zostawiłam jego?
                                  Czy z takim człowiekiem da się funkcjonować?
                                  Ale może znowu ja coś źle zrobiłam?
                                  • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:19
                                    >Jakież było moje zdziwienie, gd
                                    > y w następnej kłótni mąż mi wykrzyczał: pojechałaś na pogrzeb sama, zostawiłaś
                                    > mnie jak psa!!! Ja zostawiłam jego?

                                    A co mu na to odpowiedziałaś?
                                    • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:27
                                      Dokładnie nie pamiętam, pamiętam jedynie moje bezbrzeżne zdumienie, zatkało mnie, bo choć znam swojego męża i wiem mniej więcej na co go stać, o takie zakłamanie rzeczywistości go nie podejrzewałam. Chyba powiedziałam, że coś mu się pomyliło, że przecież to on mnie szantażował, że nie pojedzie. Ale on przecież w nerwach powiedział o tym pogrzebie, a ja mogłam potem do niego przyjść i porozmawiać. On juz chciał pojechać, ale jak zobaczyl, że sobie za jego plecami załatwiam, to nie pojechał???
                                      I gdy myślę, że gdyby z jakiegoś powodu zaczął panowac nad taką bezpośrednią agresją, gdyby przestał krzyczeć i wyzywać, a ja bym uwierzyła, że to na stałe, to i tak ten właśnie sposób jego myślenia, jego mentalność są nie do przyjęciasad
                                      • to.ja.kas Droga Herto 26.01.12, 15:36
                                        przepraszam, że to powiesz.
                                        Nikt Ci tu nie każe udowadniac, żeś nie wielbłąd
                                        nikt nie ocenia, że robisz źle.
                                        Pytasz, my pytamy i RADZIMY, dopytujemy, błądzimy po omacku.
                                        Pytasz o radę JAK rozmawiac z chłopem z którym zyjesz X lat. Ty nie wiesz, Twoje dzieci nie wiedzą i masz żal o to, ze my nie wiemy i czasami odczytujemy komunikat nie tak jak Ty byś sobie zyczyła. No tak bywa. W dyskusji to częste, na forum wręcz nagminne. Nie ma co się obruszać.
                                        Ja podpisuję się pod Yomą i jej ostatnią wypowiedzią "dziwne zasady"
                                        Dzieci Ci pomagaja zanim wyjdą
                                        Twój mąż robi zakupy i gotuje
                                        Ty zmęczona do cna

                                        Ostatni raz się wypowiem, jeśli nie trafię to z góry przepraszam bo nie jest moim celem sprawienie Ci przykrości. Moim zdaniem szukasz usprawiedliwienia dla odejscia. Nie sił tylko. A usprawiedliwienia. Jeśli masz powody i SAMA W SOBIE odpowiesz, ze je masz to nie szukaj potwierdzenia na zewnatrz tylko to zrób. Jak? Mówi się, składa pozew i realizuje sie swój plan. NIE JEST PROSTO, czasami wręcz BARDZO TRUDNO ale nikt nie obiecał, ze bedzie łatwo. Niestety.
                                        • herta_m Re: Droga Kasiu, 26.01.12, 15:55
                                          piszę, że córka nie dała się sprowokować, to źle, że ignoruje ojca. No taka interpretacja była trochę nadinterpretacją i ciągle mam wrażenie, że usiluje mi się tutaj wykazać, że to ja źle oceniam męża, a przecież on ma prawo się denerwować, bo dzieci go ignorują, bo żona za bardzo usłużna/za wiele wymaga, bo córka nie uprzedziła, że wychodzi, bo żona za bardzo ustępliwa/za bardzo czepliwa. Normalnie wykończyliśmy faceta i zrobiliśmy z niego potworatongue_out Z niektorych wypowiedzi tak można wnioskować, toteż dementuję. Nie obruszam się, przepraszam, że trochę już mnie to męczy i daje temu wyraz.
                                          Celowo podaję te przykłady, bo rzeczywiście moge tu przedstawić tylko wycinek życia, nie każdy umie czytać między wierszami, co ja przeszłam i przechodzę, wiem tylko ja. Z drugiej strony myślałam, że osoby z przeszłością z przemocowcem potrafią niego szybciej czytać sygnały. Tak właśnie na jednym z for odczytano moje wypowiedzi, tak zrobiła psycholożka diagnozująca syna.
                                          W najmniejszym stopniu nie szukam usprawiedliwienia dla odejścia, nie potrzebuję go, bo jestem absolutnie przekonana o słuszności decyzji uwolnienia się od męża przemocowca. Ponad 20 lat tłumaczyłam sobie jego wybuchy nerwowym charakterem i tym, że może ja święta nie jestem, dziś już mam pewność, że to przemoc psychiczna w klinicznym wręcz i podręcznikowym wydaniu, zatem nie, nie szukam usprawiedliwienia. Szukam praktycznych porad, jak sobie radzić do czasu rozwiązania sprawy i jak znaleźć siły, żeby ją przeprowadzić. Tyle.
                                      • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:50
                                        Ależ wy się wzajemnie razem nakręcacie, jak Boga kocham.

                                        No dobra: co się działo między twoim wyjściem z łazienki a rozpoczęciem załatwiania wyjazdu na pogrzeb? [W tej chwili pomijam, że cywilizowany człowiek nie szarpie drzwi i nie wrzeszczy.]

                                        Czy wyszłaś milcząc i zaczęłaś dzwonić do kuzynki, że przyjedziesz sama wcześniej, czy też

                                        dałaś sobie i mężowi dwie godziny na ochłonięcie, po czym przyszłaś i powiedziałaś: Słuchaj, muszę wiedzieć, co z tym pogrzebem - bo jeśli nie jedziemy razem, to muszę to inaczej zorganizować?

                                        > Chyba powiedziałam, że coś mu się pom
                                        > yliło, że przecież to on mnie szantażował

                                        Błąd, mówienie "bo ty..." jest odbierane jako atak i robi się awantura. "Wybacz, ale odniosłam wrażenie, że mam jechać sama" czy coś. JA odniosłam, rozumiesz.

                                        A ten twój mąż to nie jest wojskowy czy inny mundurowy czasem?
                                        • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 15:52
                                          yoma napisała:


                                          > A ten twój mąż to nie jest wojskowy czy inny mundurowy czasem?

                                          Yoma, cóż za stereotyp. Po 5 letnim zwiazku z zołnierzem zawodowym i dwuletnim z byłym policjantem uwazam, ze mundurowi to najłagodniejsze stwory na swiecie wink)))

                                          No dobra, znam statystyki , znam, los mnie uchronił wink
                                          • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 16:52
                                            Sorki, nic osobistego smile A stereotyp - chodzi po domu pokrzykując, Ordnung muss sein (z wyjątkiem koszul, bo te składa ordynans) i ścisła hierarchia, wojskowy jak nic... tongue_out
                                        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 16:07
                                          Nie poszłam zaraz dzwonić, zrobiłam to wieczorem, ale też nie uznałam za stosowne pójście do niego i rozmowę wobec tego, co zrobił. Dałabym tym sygnał, że się godzę na takie zachowanie.
                                          To był straszny gest, nie chodziło o wyjście na przyjęcie, dlaczego ja mam wyciągać do niego rękę po czymś takim? I znowu pokazywać, że jestem od niego zależna, bo to on o wszystkim decyduje?
                                          To nie ja się zachowałam skandalicznie, on miał czas ochłonąc, przyjść i powiedzieć: poniosło mnie, pogadajmy o pogrzebie.
                                          Mąż nie jest wojskowym ani nikim takim. Rodzina wielodzietna, rodzice kłócili się do ostatnich dni matki.
                                          A, jeszcze szczegół. Mąż dwa razy w kłótni odmówił mi wyjazdu na wesele w mojej rodzinie. Odległe wesele. Raz byłam gotowa jechać sama z dziećmi, ale syn był młodszy, zależało mu, więc podjęłam jednak z mężem negocjacje, raz pojechałam sama, kilka dni wcześniej, bo zaplanowałam i tak kilka dni w mieście, gdzie odbywało się wesele, dzieci miały dojechać do mnie same, ale mąż też przyjechał. Szantaż, "bo z tobą nie pojadę", to stały fragment gry, właściwie przyzywczailam się, ale ten okrzyk: zostawiłaś mnie jak psa! był kroplą przelewającą.
                                          • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 16:31
                                            > Nie poszłam zaraz dzwonić, zrobiłam to wieczorem, ale też nie uznałam za stosow
                                            > ne pójście do niego i rozmowę wobec tego, co zrobił. Dałabym tym sygnał, że się
                                            > godzę na takie zachowanie.

                                            Źle myślisz, należało iść i powiedzieć co myślisz o jego zachowaniu, że ono było skandaliczne itd. że albo jesteście rodziną albo nie, jesli chce byście byli nadal rodziną to ma się zachowywać jak mąż i o tę rodzinę dbać i współpracowac a nie robić cyrk z niejechaniem. Lub cos w tym rodzaju.
                                            Bo "obrażając się" , nieodzywając i cierpiętniczo "pokazując jak to sobie sama poradzisz bez niego" i będziesz się męczyć ale "się obejdziesz" (a potem wracając do domu) - cały czas pokazywałaś, że jesteś podporządkowana, zależna, niewarta zachodu. Twój wyjazd był "pokazem" -patrz poradzą sobie bez ciebie. Czyli znowu swoją aktywnośc odniosłaś do niego. I zapewne od pierwszej po ostatnią kłótnię- żadna nie została "zamknięta" rozmową uzgadniającą możliwośc wzajemnego lepszego wpółżycia.
                                            Sorry, ale po każdej kłótni powinna być rozmowa/wnioski/konsekwencje. U was jest agresja. Bierna/czynna. Poza ofiary i poza agresora. Nie ma normalnej komunikacji i niestety dzieci też jej nie umieją.
                                      • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 16:10
                                        Spójrz: przez wiele lat patrzysz na takie same, irracjonalne, bezpodstawne zachowania męża. Mąż po raz kolejny zachowuje się irracjonalnie, stawia bezpodstawne zarzuty a Ty.... jesteś zdumiona.
                                        Dlaczego z zachowań męża nie wyciągasz wniosków i uparcie nie korygujesz swojego myślenia o nim i nie przekuwasz tego w swoje działanie.
                                        Zwyzywał Cię raz=>zdziwiłaś się i było ci przykro. Zwyzywał Cię drugi raz=> hola hola, stawiasz ostrzeżenie Zwyzywał Cię trzeci raz=> mówisz twardo jeśli się to powtórzy to .xx Powtórzyło się=> wykonujesz xx.

                                        A Ty wolisz: Zwyzywał cię=> zdziwiłas się. Zwyzywał cię drugi raz=>zeszłaś mu z drogi. Zwyzywał cię trzeci raz=>podjęłaś kłotnie. Zwyzywał cię czwarty raz=> zeszłas z drogi, Zwyzywał cię piąty raz=>zdziwiłaś się, Zwyzywał Cię szósty raz=>przestałaś się odzywać, Zwyzywał Cię siódmy raz=>zamknęłaś się w łazience, Zwyzywał cię ósmy raz=>zdziwiłaś się, Zwyzywał cię dziewiąty raz=> usiłowałaś się mu wytłumaczyć, Zwyzywał dziesiąty raz=>podniosłaś głos i była awantura, Zwyzywał jedenasty raz=>zdziwiłaś się, itd itd itd

                                        I po wielu latach takich zachowań, gdy mąz już wie dobrze jak się zachowasz i pozwala sobie na coraz więcej, Ty schematycznie pytasz nadal "Jak ja mam się zachowywać żeby unikać wyzwisk męża"...

                                        Może wreszcie przestań unikać, a skonfrontuj je ze swoimi potrzebami i zrób w swoim domu porządek?

                                        Siedzisz zamknięta w łazience, w drzwi łomoce wrzeszczący mąż. W pokoju obok syn.
                                        Jeśli jeszcze nie wiesz, że do łazienki w takich przypadkach należy iść z komórką a z niej zadzwonić na policję i prosić by natychmiast przyjechali bo mąż cię atakuje i się boisz że ci coś zrobi, to może choć dzieci powinny wiedzieć, że mając akurat swobodny dostęp do telefonu, w przypadku domowej przemocy mogą same wezwać policję do awanturujących się rodziców, a nawet wezwanie małoletniego policja potraktuje szczegółowiej.
                                        A następnie po akcji ustalasz warunki współżycia z mężem a jeśli się nie zmienia to przeprowadzasz rozwód, nie zapominając, żeby za każdym razem reagować stanowczo i jeśli trzeba z pomocą z zewnątrz gdy mąż będzie agresywny. Rozchodzicie się i każdy męczy się już tylko sam ze sobą a nie z małżonkiem którego nie lubi.
                                        Mogłas to załatwić 20 lat temu. Możesz i teraz. Jeśli chcesz.
                                        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 16:20
                                          Raz zadzwoniłam, pisałam o tym.
                                          Robię te kroki powoli, rozbitą komórkę ma schowaną, maile z tekstami typu: kończysz się jako kobieta, też. Wpis w karcie o uszkodzeniu nogi w wyniku przytrzaśnięcia przez męża, jest.
                                          Dzięki Garibaldiasmile
                                          • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 18:42
                                            Sobie tak jeszcze myślę, jesteście tam w trójkę Ty córka, syn -w opozycji do jednego awanturującego się ojca. Dlaczego nie działacie razem by go zastopować? Czy nie większy skutek by miało gdybyście w trójkę stanęli przed nim ze stanowczym hasłem "uspokój się ojciec mamy dosyć twoich wrzasków i awantur" , niż gdy córka schodzi mu z drogi, Ty ją tłumaczysz że przeciez już posprzątała i może wyjść , a syn siedzi spokojnie w pokojunie interesując się gdy Ty się zmykasz w łazience przed napastliwością męża?
                                            Pomyśl o tym, jak byś się zachowała gdyby to była scena u obcych ludzi i byś ją widziała?
                                            Pomyśl o tym, czy dzieci już dawno nie wzruszyły ramionami stwierdzając "widać matka lubi takie awantury a my jesteśmy bezradni i nie jesteśmy w stanie nic zmienić".
                                            Czy kiedykolwiek "rąbnęłaś pięścią w stół" z hasłem "dość tego, dość awantur w tym domu, nie możesz tak się zachowywać dłużej".

                                            Jest teraz pełno kursów asertywności, komunikacji, mediacji, itd. Oraz samoobrony. Cwiczenie postawy, odruchów, schematów zachowań.
                                            Z każdego z nich możesz coś wynieść dla siebie, szerszego spjorzenia na temat i dla poprawy sytuacji.
                                            Jeśli widzisz szansę dalszego życia z mężem to szukaj wspólnej terapii, oprócz terapii dla siebie. Bo ja twierdzę, że w związkach przemocowych najważniejsza jest terapia dla ofiar, by to one zaczęły inaczej myśleć i się zachowywać.
                                            Jeśli jesteś zdecydowana na rozwód to go przeprowadź. Odetnij grubą kreską przeszłość i nie zajmuj się mężem, ale przyszłością. Nie musisz szukać "pozwolenia" na to w opiniach innych. Nawet jeśli by wszyscy byli przeciw a Ty byś chciała to możesz to zrobić. Bo robisz to na własną odpowiedzialność i sama będzie dźwigać konsekwencje. Tak, jak sama dzwigasz konsekwencje związania się z takim a nie innym mężem. Nikt Ci nie powie, jak będzie bez męża, bo to też od Ciebie zależy jak się zorganizujesz. Dobrze by było nie "zawisnąć" emocjonalnie lub organizacyjnie na dzieciach ale mieć swoje niezależne życie.

                                            (w przypadku decyzji o rozwodzie przygotuj się z technik negocjacji - lepiej żądać więcej by było z czego wielkodusznie "opuszczac".. )



                                            • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 18:56
                                              Doczytałam w drugim wątku, że na rozwód jesteś zdecydowana, więc metodyka:
                                              ważne dokumenty, pity, akty notarialne, itd, trzymać w bezpiecznym miejscu.
                                              Do każdej awantury wzywać policję, przemoc fizyczna=obdukcja,
                                              przejść się do dzielnicowego w przypadku gróźb, szantaży - zgłaszać, dokumentować.
                                              Wyzwiska-nagrać, nawet przez te łazienkowe drzwi

                                              Będzie Cię wkurzał pod jednym dachem, oboje będziecie się tam wkurzać na siebie. Trzeba przeczekać, a w przypadku udokumentowanych awantur eksmitować.
                                              Prawnika się poradzić co do zapisów o zamieszkiwaniu męża w domu i podziale majątku. Przeanalizować to w kierunku Twojej wygody i nie dać się zbić z tropu.
                                              Co do skarpetek to już Ci napisano, ja bym zgarnęła je z przestrzeni którą chcę mieć ładną i wrzuciła mu do "jego" łazienki.
                                              Czy mąż w ogóle wie, że będziesz chciała rozwodu? Kiedykolwiek z nim o tym rozmawiałaś?
                                              • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 19:59
                                                Garibaldia, bardzo Ci jeszcze raz dziękuję za wszystkie konstruktywne rady, za kopa w tyłek, ale takiego z sensem, bardzo to wszystko pomocne.
                                                Wiesz, nigdzie, gdzie opowiedziałam pokrótce pewne historie z naszego pożycia, nie usłyszałam w zasadzie: daj mu szansę, nie rozwódź się, postaraj sie bardziej. Nie usłyszałam tego od żadnej terapeutki, koleżanki, praktycznie tylko koleżanki, ktore znają mojego męża z najlepszej strony początkowo tak radziły, gdy powiedziałam o kilku "gorętszych" akcjach, zmieniły zdanie. Tutaj przecież też podałam tylko maleńki wyrywek z naszego życia. Zatem naprawdę przyzwolenia nie potrzebuję, utwierdzenia mnie w postanowieniu też nie.
                                                Teraz pozostaje tylko działanie.
                                                O rozwodzie mówię już od dawna w kłótniach, on zresztą mówi o tym częściej ode mnie, ale gdy próbuję przyprzeć go do muru i pytam, kiedy i jak, ma jedną odpowiedź: jak będą pieniądze. O pieniądzach z podziału spadku i sprzedaży jakichś działek słyszę o wielu lat, na mój rozum, jeszcze wiele kolejnych upłynie, zanim te pieniądze będą. Zresztą zadbanie o tego typu interesy jest też bardzo słabą stroną mojego męża. Płakać, że nie ma forsy, urządzać dzikie awantury, jak sobie kupię coś na wyprzedaży, narzekanie, że dzieci wolą płatki firmowe, a nie tanie mlekołaki - o, w tym jest dobry. Zadbać o sformalizowanie kwestii spadkowych - totalna niemoc, pokłócił się z ojcem, jak się nie pokłócił, to inny problem i tak w kółko. Szkoda gadaćsad
                                                • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 20:17
                                                  Ale po co uzależniasz termin pozwu od widzi mi się męża? On pozwu nie złoży... po co mu on. Wiesz, ze jest finansowo niezaradny a teraz jeszcze mniej zarabia więc się będzie Ciebie trzymał jak najdłużej. Zamierzasz kolejne 10 lat tkwić czekając na JEGO ruch? I wysłuchiwać awantur i jako formalne żona czuć presję na pranie koszul? Jakie masz tu zyski i straty-rozważ... Jeśli chcesz, to sama możesz pozew złożyć i wziąć sprawy w swoje ręce. Z poradą prawniczą co do majątku.
                                                  • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 20:35
                                                    Zaczynam myśleć, że ona to kocha. "Patrzcie, jaka ja biedna, mąż na mnie krzyczy, rozrzuca koszule i rozwieść się nie chce".
                                                  • to.ja.kas Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 27.01.12, 09:21
                                                    też tak myślę. Herta, ale Ty niestety nie robisz NIC poza narzekaniem i obietnicami, że kiedys to hohoho, po kolejnym spotkaniu z psychologiem, po kolejnej mądrej radzie i jak mąż spadek dostanie. Jesteście identyczni, zauważyłaś? On się nie zmienia, drze się i awanturuje i tak naprawdę nie robi nic by odejść, Ty to znosisz dzielnie lub mniej dzielnie ale znosisz, zamiast się zabrać do roboty z rozwodem. Skoro podjęłaś decyzję to po co się pytasz jak nie denerwowac męża? A dzieciaki mają to w nosie. On może wrzeszczec i szarpać za drzwi a synek jako, ze najmniej gnębiony przez tatusia siedzi w pokoju i nie kiwnie palcem w bucie, jemu przecież dobrze. Córka to samo. Piękny przykład dajecie OBYDWOJE.
                                                    U Was już niestety panuje całkowite przyzwolenie na takie zachowanie ojca i....Twoje przyzwolenie również. TY zgodziłas się na to by dzieci wychowac w takim środowisku i z takim przykładem.
                                                    I co? Dalej się radzisz nas o to co robic z koszulami i jak chłopa nie irytować !!! No absurd!

                                                    I jeszcze coś, napisałaś, że nie szukasz potwierdzenia na to by sie rozwieść bo decyzja zapadła. To na co czekasz?
                                                    Ciągle szukasz usprawiedliwienia dla własnej BIERNOŚCI.
                                                    Ale serio Herta, każdy ma do tej biernosci prawo. Twój mąż też. Dajesz przyzwolenie sobie na nią dawaj i jemu.
                                                  • to.ja.kas Mój pierwszy mąż... 27.01.12, 09:24
                                                    ...był bardzo zdziwiony jak po 6 latach gehenny dostał papiery rozwodowe i z sądu o znęcanie się jednocześnie.
                                                    Mimo iż sześć lat co i rusz mówiłam o rozowodzie. Że jak się nie zmieni to złożę pozew.
                                                    I wiesz co? On miał racje że sie zdziwił bo 6 lat nie robiłam nic tylko go straszyłam.
                                                    Wy do tych gadek o rozwodzie tak sie przyzwyczailiscie, ze już nikt, ani Ty ani on nie traktujecie własnych gróźb poważnie. Nauczyliście się oszukiwać nie tylko partnera ale też siebie samych.

                                                    Mnie do rozwodu skłoniła mysl o mojej córce i jej zapłakana twarz. Miała wtedy 6 lat. Nie chciałam by wychowywała sie w takim domu. Co musi sie stac bys Ty zaczęła działac?
                                                  • ladyhawke12 Re: Mój pierwszy mąż... 27.01.12, 09:47
                                                    Kaś Herty nic nie przekona, miedzy czasie jej dzieci juz podrosły, i zaraz zdecydują same. Istnieje niestety duże prawdopodobieństwo ze syn "nie dręczony tak bardzo" pójdzie w ślady ojca, bo widzi że moze wiele na tym ugrać. Nawet to że piszemy ze dzieci wyniosą koszmarny model rodziny z domu, i to może im zjechać zycie Herty nie zmusi do działania. Mysle ze jedynie jakby mąż spakował jej walizki i wystawił na mróz to może by coś nią tak naprawde wstrząsneło.
                                                  • herta_m Re: Mój pierwszy mąż... 27.01.12, 10:45
                                                    Dziewczyny i chłopaku,
                                                    macie prawie ze wszystkim rację. Decyzyjność to moja najsłabsza strona, w tym cały sęk.
                                                    Nie czekam, aż mąż złoży pozew, odpowiadziałam tylko na pytanie, czy mówiłam mężowi o rozwodzie i że on też mi to mówi. Wiem doskonale, że on tego nigdy nie zrobi i dlatego muszę to zrobić ja. I taki mam zamiar.
                                                    Kas napisała gdzieś, że da się wychować dobrze dzieci nawet w związku przemocowym. I to mi się udało, myślę, bo w kwestiach dzieci akurat bylam jak lwica, chroniłam je i choć wiem, że to wszystko nie pozostanie bez wpływu na nie, wiele udalo mi się zrobić, by je ochronić i dobrze wychować. A nasz przykład działa jako antyprzykład, myślę, że one wyniosą z tego nauczkę, a nie powielenie.
                                                    Garibaldia, załatwianie sprawy po scysji. Robiłam to bardzo wiele lat, w młodszych latach kłóciliśmy się do samego końca, do powiedzenia sobie absolutnie wszystkiego. Nie pomagało. Jakiś czas temu zaczęłam pisać maile, żeby na spokojnie coś przedyskutować, dostawałam wtedy za swoje, jeszcze bardziej paskudne wylewanie brudów, jak z tym, że kończę się jako kobieta. Z nim to nie działa, teraz się poddałam, teraz zostają tylko złośliwości z jego strony, ale już za dużo się żalę. Wystarczy.
                                                  • nowel1 Re: Mój pierwszy mąż... 27.01.12, 11:34
                                                    herta_m napisała:


                                                    wiele u
                                                    > dalo mi się zrobić, by je ochronić i dobrze wychować. A nasz przykład działa ja
                                                    > ko antyprzykład, myślę, że one wyniosą z tego nauczkę, a nie powielenie.

                                                    A to mnie poruszyło.
                                                    Ja myślałam kiedyś, że dzięki nauczce wynikającej z wychowania się w domu pełnym złości, przemocy psychicznej (głównie ze strony matki) stworzę, a nawet że stworzyłam związek idealny. Oparty oczywiście na negatywie związku moich rodziców.
                                                    I co? I nic. Tworzenie dobrego małżeństwa NIE polega na odrzuceniu złego wzorca. To niestety nie ma prawa wystarczyć.
                                                • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 20:33
                                                  Herta, teraz to mnie załamałaś. Cała ty.

                                                  "Wiem, że to koniec, poradźcie, jak wytrzymać do wyprowadzki". Moje pytanie, jak zamierzasz zakomunikować o końcu i wyprowadzce starannie pominęłaś, za to teraz słyszę "gdy próbuję przyprzeć go do muru i pytam, kiedy i jak, ma jedną odpowiedź: jak będą pieniądze".

                                                  Chcesz się rozwieść? Bierzesz kartkę papieru i długopis i piszesz pozew. Nie czekasz, aż mąż to zrobi ani ktoś na forum.
                        • garibaldia Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 26.01.12, 13:47
                          Stanowczość, spokój, konkret i zaznaczenie swoich wyraźnych granic na ogół normują stosunki. Ja to obserwuję w otoczeniu:
                          ta sama osoba odnosi się normalnie do osoby od niej niezależnej,stanowczej, zdystanowanej, mającej wyraźne granice i nie bojącej się mówić "ja wolę coś innego" ;
                          a denerwuje ją i wyraża się poniżająco o osobie która się ustawia w pozycji podporządkowano-biernej i która nie potrafi w przypadku poniżania postawić ostro granicy iż sobie ona tego nie życzy. .
                          Więc odpowiednia poza "nie-ofiary" w relacji z kimś bardzo dużo znaczy.

                          Może też być tak, że ktoś jest cholerykiem. I jazgocze godzinami nad głową z byle powoedu czy się go słucha czy nie. Choleryk bywa upierdliwie męczący, ale raczej nie ma strachu, że pobije.
    • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 25.01.12, 15:34
      herta_m napisała:
      Krytyki się nie boję, bo mój maz przy wszystkich swoich wadach kierowcy nie krytykuje. Córka w zeszłym roku zrobila prawko (za pierwszym podejściem, a co) i gdy z nim jeździ, mąż jej złego słowa nie powie, najwyżej po zwróci delikatnie uwagę. Dziwne u niego, ale prawdziwe.

      Kobieto! Podudka! Co cię w ogóle obchodzi, co twój mąż o tym pomyśli? Dlaczego się w każdym działaniu odnosisz do męża? I dlaczego on ma cię krytykowac lub nie? Czy to twój tauś czy mąż? Macie zaburzone role w małżęństwie. Może stąd jego agresja? Może chciałby partnerkę pełnoprawną? Silną, za którą nie trzeba brać odpowiedzialności?
      • rybak Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 27.01.12, 09:00
        Był kiedyś taki film. Amerykański. O przemocowcu w rodzinie, o emocjonalnym uzależnieniu jego partnerki, o cierpieniu dzieci w tym związku. O tym, jak dzieciak musiał się męczyć, dopóki nie zdobył stypendium pozwalającego mu na ucieczkę z tego toksycznego domu.

        Ty, Herta, powinnaś obejrzeć ten film. Nie z powodu swego zapętlenia (bo z tym jak z alkoholizmem - dopóki nie siegniesz dna - nie wyjdziesz z tego) - ale ze względu na swoje dzieci. Ze względu na to, co JUŻ im zafundowałaś przez to zagryzanie się codzienne. I co im JESZCZE zafundujesz. Bo to nie tylko twój mąż jest winien. Ty tez - bo na czas nie postawiłaś bariery. Bo dylematy werterowskie snujesz latami, zamiast wziąć się za problem i go rozwiązac - dla dobra swoich dzieci chocby.

        I nie tłumacz się już przed nami - nie szukaj akceptacji dla swoich decyzji - bo przez ćwierć tysiaca wpisów już dobrze wiesz, co o tym tu ludzie sądzą. I sama przez te lata też już doskonale wiesz, co o tym sądzić. Tylko kuźwa wreszcie działaj.

        Twój wybór.
        Ale niestety - nie tylko Twoje życie...

        Bo może się myle, ale... im dłużej Ciebie czytam, tym bardziej widzę w Twoich wpisach Twoje wewnętrzne zapętlenie i słabą decyzyjność, i tym mniej widzę Twoje dzieciaki w tym wszystkim...
        A zaręczam Ci - w końcu one sobie pójdą i za parę lat was OBOJE będą traktować jako swoich dręczycieli - twojego ex za sprawą jego przemocowości. Ciebie - za sprawą Twojej wieloletniej bezwolności.
        Rusz się, kobieto i załatw sprawę!
        • triss_merigold6 Uff dziękuję temu panu 27.01.12, 09:32
          Uff, dziękuję panu, panie Rybak za precyzyjne ujęcie zagadnienia. To samo na temat decyzyjności pisałam Hercie już dawno temu na innym forum.
          Należy podjąć decyzję i być konsekwentną.
          IMO Herta się tego właśnie boi, bo podjęcie decyzji oznacza odpowiedzialność i branie na klatę jakichś skutków tej decyzji. Na razie to całe rozkminianie, szukanie porad, analizy etc. to czysta spychotechnika.
        • to.ja.kas Coś mnie uderzyło 27.01.12, 09:36
          Herta, napisałaś "Pytanie, jak przestać się przejmować jego słowami i zachowaniami, póki jeszcze razem mieszkamy? Próbuję, staram się, a mimo to on wciąż mnie denerwuje, wyprowadza z równowagi? Jak to zmienić? "

          Jakby on się zmienił Ty nie zrobiłabyś nic tym bardziej. Tak naprawdę wcale nie podjęłaś decyzji o rozwodzie. Ciągle szukasz sposobu na to jak go zmienić, jak go znosić i jak poukładać własne małzeństwo. Dokładnie tak myślę.
          Rozwiedziesz się jak podejmiesz PRAWDZIWĄ decyzję a nie będziesz straszyć nią tylko męża i...siebie.
        • satoja Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 11:12
          > Bo może się myle, ale... im dłużej Ciebie czytam, tym bardziej widzę w Twoich w
          > pisach Twoje wewnętrzne zapętlenie i słabą decyzyjność, i tym mniej widzę Twoje
          > dzieciaki w tym wszystkim...
          > A zaręczam Ci - w końcu one sobie pójdą i za parę lat was OBOJE będą traktować
          > jako swoich dręczycieli - twojego ex za sprawą jego przemocowości. Ciebie - za
          > sprawą Twojej wieloletniej bezwolności.

          Moi rodzice mieli podobny związek, bez przemocy fizycznej lecz z pełną paletą poniżania, obrażania, przemocy emocjonalnej, nienawiści. Ojciec despotyczny a matka obsadziła rolę ofiary i nie zamierzała jej wypuścić z rąk. Nie było długie lata szans na zmianę, to oni, rodzice , zmuszali nas do takiego życia.
          My dzieci, znerwicowane, nauczone używania przemocy emocjonalnej i nauczone bycia ofiarami. Piękni, zdolni, pracowici ale nie umiejący rozmawiać, tworzyć zdrowych związków ani siebie szanować. Pokaleczeni tak że boli codziennie. Widać po latach jak ciężkie piętno odcisnęło na wszystkich dzieciństwo, jak betonowe buty...
          Pierwsze 25 lat życia litowałam się nad matką i potępiałam ojca. Kolejne 5 lat toczyłam walkę emocjonalną z rodzicami o uwolnienie się od ich toksycznego jarzma które chcieli nadal na nas narzucić. Potem zrozumialam że oni obije mnie skrzywdzili. To nie tak, że tylko ojciec był zły. To też matka stworzyła właśnie taki dom i niby robiąc to dla nas, tak naprawdę robiła to dla siebie, bo nie umiała inaczej żyć i potrzebowała tej naszej litości nad sobą i szczucia na ojca. Nie umiała i nie zamierzała rozwiązywać problemów relacji emocjonalnej z ojcem. Wolała nawrzeszczeć lub się nie odzywać ale potulnie robić to co ojciec zarządził. Płacz och jak on źle dzieci traktuje i życie z nim dalej i pozwalanie mu 'źle' traktować dzieci. Trzymała się tego z całej siły nie zważając na nasze cierpienie, zamknięta na wiedzę z zewnątrz, na sugestie innych, eliminowała wszystko co mogło zagrozić jej statusowi jedynej pokrzywdzonej...
          Po latach z ojcem mam dobre porozumienie, da się z nim rozmawiać, jest uczynny, wesoły, ma zapędy do rządzenia ale bez wielkiego trudu je obracamy w żart. Bo nie stoję przed nim jak ofiara. A w matce został jazgot i nienawiść. I chce nadal być ofiarą, sama sobie robi krzywdę by wzbudzić litość i nadal szuka kogoś kto mógłby obsadzić rolę oprawcy. Potrafi chodzić obrażona na nas gdy widzi, że z ojcem mamy lepszy kontakt. Przy każdej okazji szuka zaczepki by na niego nawrzeszczeć i ulać sobie. Tylko, że my. ich dzieci już nie chcemy brać udziału w tej grze i taplać się w nienawiści której się ona chce trzymać, ani litowac nad nią niby-ofiarą a może raczej oprawcą? skupioną na sobie, egocentryczną, z kodem pokrzywdzonej wiecznej służącej? Mamy serdecznie dość gówniarzerii swoich rodziców. Ojciec odpuścił, matka nie. Potwornie męczące. I dobrze już wiemy, że ONI OBOJE NAM ZROBILI KRZYWDĘ.
          • satoja Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 11:38
            I mylisz się Herto, że udało Ci się uchronić dzieci przed tym co się w domu działo. Wychowałaś chore emocjonalnie dzieci, które za waszą z mężem głupotę i niedojrzałość ciężko zapłacą. Ty nie przyjmujesz tego do wiadomości tak jak nie przyjmujesz do wiadomości wielu innych spraw, dzieci za parę lat zaczną odczuwać na sobie jakie to jarzmo.
            • esteraj Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 12:01
              E no, bez przesady. Nie wpędzajcie Herty w poczucie winy i odpowiedzialność za złe wychowanie dzieci.
              Każdy człowiek rodzi się w jakiś specyficznych warunkach. Nie ma rodzin idealnych. Nawet tworząc jak najbardziej komfortowe warunki dla dziecka, można wychować go na nieodpowiednią osóbkę.
              Wpływ na człowieka ma całe otoczenie: rodzina, środowisko, kraj, uwarunkowania genetyczne, biologiczne itd.
              Życie jest po to, żeby doświadczać i żeby się rozwijać. To czyni je pięknym. Nie zawsze jest tak, jak byśmy chcieli, ale zawsze jesteśmy o jeden krok dalej w naszej mądrości i rozwoju.
              • satoja Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 12:15
                Jest odpowiedzialna tak samo jak jej mąż za to, że dzieciom dała taki a nie inny dom. I megalomanią jest twierdzenie, że udało jej się dzieci uchronić przed atmosfera tego domu. Gdzieś napisała, że syn jest wspaniały i asertywny, równocześnie ten sam syn nie reaguje gdy ojciec się wyżywa na matce. To jest asertywność? Pobudka! Dzieciom pokazano, że akceptacja przemocy to norma, że bycie biernym wobec przemocy to norma, że stosowanie przemocy to norma. I tego ich nauczono co rodzice robili, a nie tego co rodzice tylko mówili lub mieli intencje...
                • herta_m Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 17:58
                  Satoja, bardzo Ci współczuję i przysięgam, że wyrzuty sumienia związane z dziećmi długo nie dawały mi spokoju, ale też wiem i mam nadzieję, że Ty to przyznasz, że choć pewne mechanizmy się powtarzają, nie w każdej tego typu rodzinie musi dochodzić do wielkich patologii i dzieci nie muszą z nich wychodzić równie mocno poranione. Przeczytałam świetną książkę na ten temat, My, rodzice dorosłych dzieci Ewy Woydyłło i uświadomiłam sobie, że z obwiniania się teraz nic dobrego nie wniosę ani w swoje, ani w moich dzieci życie.
                  Córka gorzej znosiła to, co się dzialo w domu, stąd jej wrażliwość, pisała wiersze, zawsze była nad wiek poważna, ale syn naprawdę jest wyjątkowo fajnym, mądrym, rozsądnym młodym facetem. On znalazł swoje sposoby na to wszystko i mam wrażenie, że sobie naprawdę dobrze radzi. Wierzę głęboko, że nie powieli schematu z domu, a co mnie cieszy, on jest raczej do mnie podobnywink I o ile córka opowiada sie po mojej stronie (choć o to nie proszę), o tyle syn stara sie zachować neutralność i taka jego postawa dużo bardziej mnie cieszy, bo dzieci nie są od tego, by brać czyjąś stronę w takim konflikcie.
                  Zupełnie nie moge sobie wyobrazić, jak syn miałby zareagować, gdy mąż na mnie krzyczy? Że niby co mialby zrobić? Kiedyś skrytykował ojca (był dużo młodszy), gdy ten napadl na lekarkę w przychodni, wtedy mu się tak dostało (nie, ojciec nigdy nie uderzyl dziecka, ale krzykiem można zrobić dużą krzywdę), wie zatem, jak się kończy wchodzenie w drogę ojcu. Niczego się nie osiągnie, a tylko da agresorowi satysfakcję i powód do jeszcze większej przemocy. Na to moj syn jest za mądry.
                  Ktoś napisał, że nie da się zagwarantować dzieciom idealnych warunków, też tak myślę. Psychologia wychowania od dłuższego czasu mnie zajmuje i dużo już wiem na ten temat, wierzę, że mimo problemów, jakoś mimo wszystko dzieci nie ucierpialy tak bardzo, choć wiem, że lekko też nie miały i nie będą może miały w przyszłości.
                  • yoma Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 18:22
                    No dobrze, Herta. Skoro jest tak super, to po co ci ten wątek, jeden z dłuższych na tym forum nb?
                    • esteraj Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 18:56
                      Nigdy nie jest super, bo życie szykuje wciąż nowe wyzwania. Wątek jest długi, bo temat był ciekawy i podejrzewam, że wiele osób spotkało się z podobnym dylematem.
                    • satoja Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 19:18
                      Po co wątek? Może po to żeby udawać przed sobą samą, że coś się z tym robi. A kiedy się człowiek wygada przed innymi z swojego problemu to zyskuje siły by.... nadal zostać w starych zwyczajach i tkwić w tym co jest nic nie zmieniając. To jak balon, gdy jest już na granicy wytrzymałości to się wypuszcza mu trochę powietrza i buja się po staremu....
                      Przypuszczam, że wiele rodzin tak funkcjonuje, to zresztą widać w zachowaniach dzieci w szkole, nie w ocenach bo te bywają świetne ale w emocjach, tylko kogo to obchodzi jeśli rodziców nie obchodzi...



                      Pamiętacie historię austriackiego Fritzla który więził w piwnicy i wykorzystywał swoją córkę która rodziła mu dzieci? Żył ze swoją żoną pod jednym dachem, nie mogła nie widzieć co się w domu dzieje, czy ktoś jest w stanie pojąć dlaczego jego żona milczała i udawała, że w domu jest wszystko ok? Bo tego nie ogarniam. Jedynie ciężką chorobą psychiczną bym ją mogła wytłumaczyć.

                      • herta_m Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 20:04
                        Satoja, nie wiem, czy zauważyłaś, że do tej pory ani się na nikogo nie obraziłam, ani nie zaperzałam, choć różne, nie zawsze sprawiedliwe, zarzuty tutaj padały, umiem się zdobyć na autorefleksję, choć niektore prawdy tutaj głoszone są dla mnie bardzo niewygodne, potrafiłam się przyznać, że robię i robiłam źle, ale Ty jednak troszeczkę pojechałaś. I nie wiem, czy chciałaś mi ciężko dowalić, żeby mną potrząsnąć, czy nie zastanowiłaś się nad wagą swojego porównania, ale porównanie z Fritzlem jednak nie dość, że bardzo, bardzo niesprawiedliwe i mocne, jest chybione. Ja też mam zwyczaj odnosić historie innych do swojej, osądzać czasami przez pryzmat swoich przeżyć, ale tak daleko bym się nie posunęła. Jeśli wycierpialaś dużo w dzieciństwie, współczuję, ale nie w każdej rodzinie, gdzie są przejawy agresji musi być dokładnie tak jak w Twojej.
                        Mój mąż zawsze zarzucał mi, że nie tworzymy wspólnego frontu w wychowywaniu dzieci, że zawsze staję po ich stronie. Miałam wątpliwości, bo w normalnej rodzinie tak właściwie powinno być, a rodzice nie powinni się kłócić o dzieci przy tychże. Ale nie mogłam czekać, aż on przestanie się czepiać dziecka, żeby z nim pogadać potem, zawsze wkraczałam od razu, gdy widziałam, że on niesprawiedliwie je traktuje. Nigdy żadne z moich dzieci nie będzie mogło powiedzieć, że pozwalałam ojcu je gnębić. I bardzo często narażałam się na jego atak, gdy broniłam dzieci. Broniłam nie dla bronienia, ale często po to, żeby mu wytłumaczyć, że nie znając jakiegoś uwarunkowania (bo im w ogóle nie pozwolił się tłumaczyć, każda próba kończyla się krzykiem, żeby nie pyskowały), może się akurat mylić w ocenie (tak jak nie wiedział, że córka umyła łazienkę w piątek). Ja zbierała, ale dzieci wiedziały, że ojciec bezkarnie nie będzie na nie krzyczał, że ja stanę w ich obronie. Zatem nigdy nie przymykałam oczu na to, co się działo w domu na linii ojciec-dzieci.
                        Wiem z opowieści wielu kobiet, że od agresji ojca zawsze dużo bardziej bolała bierność wystraszonej matki. Przynajmniej tego nie mogę sobie zarzucić.
                        Satoja, nie jestem z siebie dumna, że dzieci były czasami świadkami przemocy w domu, że wychowały się w takim domu, ale zawsze starałam się im to jakoś rekompensować, im bardziej on dokręcał śrubę, tym ja mocniej budowałam ich poczucie swoje wartości.
                        Dokopywanie mi z powodu dzieci na pewno nie pomoże, nic konstruktywnego się nie wydarzy, jeśli teraz pogrążę się w poczuciu winy. Ale jeśli Tobie pomoże wylać żal za swoje dzieciństwo i młodość, służę uprzejmie, ulżyj sobie, bez krępacji, tyle że ja nie jestem aż tak słaba, żeby się załamać.
                        • satoja Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 20:55
                          Często pytasz w wypowiedziach skąd się wzięła Twoja bierność, niechęć do działania i podejmowania decyzji, wewnętrzny opór przed zmianą swojej sytuacji w domu. Czy tamtej żonie z drastycznego przykładu jesteś w stanie udzielić odpowiedzi skąd się wzięła jej niechęć do zmiany, milczenie by zachować stan taki jaki był. Zawsze może sobie odpowiedzieć bo ja już taka jestem.
                          Ty sama wiesz czemu nie zmieniasz swojego życia i czemu wolisz być z mężem.
                    • moniapoz Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 19:27
                      a ja wiem po co....
                      niektórzy dochodzą do decyzji o rozwodzie szybko - przelewa się czara goryczy i ciach ostre cięcie - kończę związek
                      a dla innych jest to proces....długi, mozolny i niestety powodujący straty wśród najsłabszych (dzieci), ale każdy malutki kroczek doprowadza do tej ostatecznej decyzji.
                      ja doskonale rozumiem Herte....jednocześnie wierzę że coś w końcu zrobi, bo pisać umie bardzo fajnie i sensownie smile

                      ------
                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                    • herta_m Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 20:08
                      yoma napisała:

                      > No dobrze, Herta. Skoro jest tak super, to po co ci ten wątek, jeden z dłuższyc
                      > h na tym forum nb?

                      Chyba jednak nie dość długi i wyczerpujący, skoro po tylu postach zadajesz takie pytanie;P Jest do doopy, ale nie jest na szczęście tak źle z moimi dziećmi, jak to niektórych niepokoi, tylko tyle. Ja wiem, sama jestem rzeczniczką ucieczki od przemocowca i denerwują mnie laski, ktore wtedy zasłaniają się dobrem dzieci, ale u nas akurat choć pod tym względem nie jest dobrze, nie jest też tragicznie.
                      • yoma Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 11:51
                        > Chyba jednak nie dość długi i wyczerpujący, skoro po tylu postach zadajesz taki
                        > e pytanie;P

                        No właśnie.

                        Zobacz: przyszłaś z jakimś tam problemem, on się rozwinął, dostałaś stado rad lepszych czy gorszych i na każdą masz właściwie dwie odpowiedzi:
                        - Eeeee, nieeeee, bo jaaa taaakaaa jeeeesteeeemmm..
                        albo
                        -Eeeee, nieeee, bo mąąąąąż...
                        a jeszcze w dodatku dzieeeeci majaąą się świeeetnieee...

                        no to na cholerę w ogóle przychodzić z problemem, skoro i tak wszystko zostanie po staremu? Bo ja, bo mąż, bo dzieci świetnie? To jest wszystko tak rozlazłe, nieskoordynowane i niespójne, że należałoby wrócić od początku i zacząć od postawienia pytania

                        Herta, zważ ty w rozumie swoim, czego ty właściwie chcesz.
                        • herta_m Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 12:15
                          > Herta, zważ ty w rozumie swoim, czego ty właściwie chcesz.

                          Chcę się nauczyć mieć w doopie zachowania mojego męża, zanim się z nim rozwiodę, co może potrwać z uwagi na moją słabą stronę związaną z brakiem stanowczości (niedojrzałością, jak to niektórzy nazywają) i na jego zaciekłą walkę, jaką podejmie na widok pozwu.
                          Chciałam usłyszeć konkretne rady jak olewać faceta, gdy się awanturuje, jak stawiać te osławione granice w praktyce, a że wyszło, że mam się szybko rozwieść i zarzuty dlaczego jeszcze nie, to się zaczęłam tłumaczyć, wychodzi na to, że niepotrzebnie, bo zmuszam ludzi do odpowiadania, przepraszam.
                          • moniapoz Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 12:51
                            Herta,
                            ja również Cię rozumiem, bo tkwię w podobnym związku - choć jest też wiele różnic, choćby takich, że ja nie mam obecnie awantur i nie robię wszystkiego - latami tak było a ja jak jakaś głupią chodziłam na paluszkach, sprzątałam, dogadzałam....jak próbowałam się stawiać np. coś wymagać to była awantura, foch a potem zawsze moje próby pogodzenia i chodziłam z powrotem na paluszkach - to było wieloletnie pranie mózgu tak, że ja naprawdę uwierzyłam, że to ja mam jakiś problem bo chcę aby On się w coś zaangażował.....

                            nie wiem co się stało, że w pewnym momencie odpuściłam sobie i za radą znajomych skupiłam się nie na Nim tylko na sobie, zmieniłam pracę, częściowo środowisko, odżyłam jako człowiek, awantury częściowo ustały i jakby było prościej choć nadal nie jestem szczęśliwa i do tego widzę, że co prawda żyjemy coraz bardziej zgodnie, ale też coraz bardziej obok siebie.

                            ja chyba w tym "olewaniu" faceta gdy się awanturuje....troszkę przesadziłam...po prostu smile
                            ale w momencie kiedy zaczęłam olewać pewne sprawy się czarodziejsko rozwiązały same...

                            uważam, że masz prawo na swoje tempo w dochodzeniu do pewnych spraw, zwłaszcza, że nie jest to decyzja o kupnie samochodu tylko decyzja mająca poważne konsekwencje - a przecież nie ma obowiązku odpowiadania na Twoje posty. z drugiej strony nawet te bardzo negatywne wypowiedzi mają swoje plusy i powinny dawać Ci też wiele do myślenia.


                            =========
                            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                            • herta_m Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 13:16
                              Monia, widać Twój nie taki zaciekły jak mój.
                              Ja też zaczełam od skupienia się na sobie, zaczełam osobno wychodzić, wyjechalam na osobne wakacje, zajęłam się swoimi sprawami, ale o ile u Ciebie awantury ustaly, u mnie się nasiliły i to bardzo, bo przemocowiec niczego tak bardzo nie nienwidzi jak wymykającej mu się i usamodzielniającej ofiary.
                              Oczywiście, że rozważam najbardziej nawet krytyczne uwagi pod moim adresem, czemu już przecież dałam wyraz, jedne są bardziej, drugie mniej trafione, mam nadzieję, że niektóre kopniaki mnie otrzeźwiąwink Byle nie za mocno, proszę, kopać, bo ja już mam jednego, dla którego to jedyne hobby w życiutongue_out
                              • moniapoz Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 17:51
                                Nie, Mój M. też jest zaciekły ale od kiedy przestałam się czuć jak ofiara i niewolnica to on odpuścił, oczywiście są teraz inne problemy powodujące konflikty jak np. zbyt mała uwaga jaką poświęcam małżonkowi według niego oczywiście, ale odpadł problem awantur, bo ja nie reaguję (po prostu już mnie to mało obchodzi, żeby nie powiedzieć, że w ogóle)
                                a na forum czasem kopią smile moim zdaniem czasem za mocno, zwłaszcza, że nikt tak naprawdę Cię nie zna a sytuacji nie da się opisać całościowo w jednym czy nawet kilku postach.....cóż taki urok forum. Masz wolne tempo ale widocznie jest one dla Ciebie najlepsze...
                                Ja czasami czytając to forum doznaję rozdwojenia jaźni: czasem czuję się winna, że jeszcze nie złożyłam pozwu a czasem, że w ogóle o tym myślę (bo przecież rozbiję rodzinę)
                                Doszłam do wniosku, że odpowiedni moment na podjęcie decyzji będzie wtedy gdy decyzja ta nie będzie powodowała u mnie poczucia winy.

                                ------
                                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                          • armia55 Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 22:22
                            > Chcę się nauczyć mieć w doopie zachowania mojego męża, zanim się z nim rozwiodę

                            Forum to nie miejsce na taka naukę .
                            Poszukaj terapeuty i wytrwaj w terapii.
                            Jest nadzieja, ze moze za 2 lata staniesz oko w oko se swoim mężem lub ex mężem do rozmowy już jako dorosła kobieta.
                        • esteraj Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 12:19
                          yoma napisała:

                          > Zobacz: przyszłaś z jakimś tam problemem, on się rozwinął, dostałaś stado rad l
                          > epszych czy gorszych i na każdą masz właściwie dwie odpowiedzi:
                          > - Eeeee, nieeeee, bo jaaa taaakaaa jeeeesteeeemmm..

                          Nie ilość, ale jakość się liczy.

                          Tak z ciekawości, jak idziesz kupić jakiś ciuch, to bierzesz pierwszy lepszy lub może nawet trzeci, czy szukasz taki, jaki będzie Tobie pasował i się podobał?
                          Kierujesz się opinią większości, czy potrafisz sama określić co Tobie odpowiada?

                          Jak widać Herta potrafi samodzielnie myśleć. Analizuje i wybiera to, co jest zgodne z jej wewnętrznymi przekonaniami. Jeśli trzeba coś zmienić, poprawić, to to robi.
                          Dla mnie mądra kobieta.
                          • sandrad2 Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 12:25
                            Dla mnie to nie przejaw mądrości ale rozmemłania życiowego i bycia jak łódka bez sternika: gdzie wiatr powieje albo ktoś podmucha lub popchnie tam płynę bo steru u mnie żadnego.
                            • sandrad2 Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 12:30
                              Może tu trzeba hormony tarczy zbadać a nie bawić się w psychologię
                              • herta_m Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 13:24
                                sandrad2 napisała:

                                > Może tu trzeba hormony tarczy zbadać a nie bawić się w psychologię

                                "Hormony tarczy" zbadane, są guzy, ale poziom hormonów w porzowink Mąż za to leczył nadczynność, ale na obniżenie poziom stresu nie pomogłowink
                            • herta_m Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 13:10
                              sandrad2 napisała:

                              > Dla mnie to nie przejaw mądrości ale rozmemłania życiowego i bycia jak łódka be
                              > z sternika: gdzie wiatr powieje albo ktoś podmucha lub popchnie tam płynę bo
                              > steru u mnie żadnego.

                              Kuźwa, dogodzić Wam to jakaś masakra. Jedne zarzucają, że nie słucham rad, inne, że rozmemlana życiowo i płynę, gdzie wiatr powieje.
                              Niektóre uwagi przyjęłam z pokorą, przyznałam się do slabości, sama wiem, że pewne dziedziny w moim życiu i charakterze kuleją, nie odgryzam się, nie pluję jadem, gdy mnie tutaj frontalnie niemal krytykowano, jedynie porównanie z żoną Fritzla trochę mną tąpnęło, no i tę śliską i mdłą nie było łatwo przełknąćwink Ale ogólnie przyznaję rację, że z decyzyjnością i stanowczością u mnie słabo. Mam się jeszcze samoubiczować? Nie, też będzie źle, no naprawdę nie wiem, jak tu wszystkim dogodzić.
                              Anyway, gdyby doradzać mogły tylko osoby, ktore mają świetnie poukladane własne życie, to nie byloby komu leczyć i prowadzić terapiismile Jeśli sama JESZCZE nie ustawilam odpowiednio swojego życia, nie oznacza, że nie mogę podpowiadać innym kobietom, ktore, podobnie jak ja, długo nie mogą zauważyć w swoim związku przemocy. Mam wielką potrzebę pomagania w tej kwestii, tak ja mi ktoś kiedyś pomógł, też początkowo na forum. I może to się komuś nie podobać, ale nie mam zamiaru przestać.
                              Jestem glęboko przekonana, że w społeczeństwie pokutuje bardzo wiele złych przekonań na temat wychowywania dzieci, wciąż wiele rodziców uważa, że jedyną drogą do wychowania jest surowe dyscyplinowanie, tu też mam potrzebę rozmów na forach i tłumaczenia, że nie tędy droga. Wychowałam dzieci w poczuciu ich wartości, samodzielności, szanuję je i ich zdanie, dzięki temu są, jakie są. To też źle? Rozmemłana i beznadziejna kobieta tak się zachowuje?
                              Nie pasuję do schematu silnej i zdecydowanej laski, która pogoniła z domu gnoja, no cóż, nie każdy umie, ale nie mam się za gorszą w związku z tym. Jestem ciekawa, ile tak surowo potępiających mnie kobiet umiało jednym ruchem i w jednej chwili zadecydować o rozwodzie. Myślę, że rzadko to jest tak hop-siup. Choć fakt, u mnie przeciąga się to ponad miarę.
                              • sandrad2 Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 13:27
                                Tak, jesteś rozmemłana i coś z tobą nie-halo. Tłum zupełnie przypadkowych osób komentuje Twoje opowieści o sobie, brniesz rozochocona coraz dalej i dłuższe piszesz nikomu nie potrzebne elaboraty po czym, nie uzyskując pogłaskania po głowie obruszasz się i podsumowujesz:
                                > Kuźwa, dogodzić Wam to jakaś masakra.

                                Hehehehehe

                                No kuźwa ciekawe kto jak nie Ty wpadł na to, żeby KAŻDEMU tutaj DOGADZAĆ. Zamiast pilnować sobie jedynie uzyskania odpowiedzi na to, po co założyłaś wątek.

                                Ja bym nie wytrzymała z taką rozmemłaną chorągiewką pod jednym dachem.
                                • herta_m Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 13:56
                                  >brniesz rozochocona coraz dalej i dłuższe p
                                  > iszesz nikomu nie potrzebne elaboraty
                                  a. Sama się nie rozochociłamtongue_out
                                  b. Na niepotrzebne elaboraty się nie odpisuje, proste. Ktoś odpisuje, zakładam, że Ty odpisujesz, ale nie czytasz (też tak można), skoro uważasz je za niepotrzebne, jaki jest w tym sens? Krytykujesz tych, którzy piszą długie posty, za samą długość? Nie rozumiem postawy: po co laska piszesz i tak nikogo to nie interesuje. Jak nie interesuje, to po co wchodzić i odpisywać?
                                  Dostaję tu w niektórych odpowiedziach sprzeczne wręcz komentarze, zatem wyrażam zdziwienie, proste. Nie chcę wszystkim dogodzić, ale też wolałabym bardziej konstruktywną krytykę. Wiem, że nie jestem lubiana przez wszystkich i chwała Bogu, to dopiero musi być nudnetongue_out Ale oprócz odpowiadania komuś, że jest rozmemlany, bez przeczytania jego nikomu niepotrzebnych postów, trzeba może powiedzieć dla odmiany coś z sensem.
                                  • sandrad2 Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 14:23
                                    Tak jesteś rozmemłana.
                                    Tak rozkminiasz proste tematy w kółko robiąc je nudne aż do wyrzygania.
                                    Tak komu to serwujesz na co dzien musi mieć świętą cierpliwość by nie zwariować.
                                    Tak mąż cię traktuje jak leniwe dziecko które trzeba tresować by coś zrobiło.
                                    Tak sama z siebie nic nie robisz bo lubisz robić to co inni Ci każą.
                                    Tak chcesz się widzieć w pozie pokrzywdzonej ofiary.
                                    Tak chcesz by wszyscy uznali, że to mąż jest przemocowieć więc to tobie się należą laury.
                                    Tak jeśli laurów nie dostaniesz to strzelasz focha.
                                    Tak zawracasz ludziom d... problemem który może i jest ale sama go stworzyłaś i bez niego nie potrafisz żyć.
                                    Tak przeczytałaś parę książek, spieprzyłaś 20 lat małżeństwa, nie umiesz dokonac zmian w swoim życiu i uważasz się za mądrą która wszystko wie i będzie doradzać innym w problemach.
                                    Tak uwielbiasz się taplać w swoich wyczytanych teoriach i siebie stawiać za przykład.
                                    Tak fora na których produkujesz elaboraty zastępują Ci normalne kontakty z ludźmi i każdym nowym zainteresowanym który się tu nad Tobą ulituje pompujesz swoje ego.
                                    Tak gdy jesteś krytykowana to zaczynasz kłamać, manipulować i przekręcać (kiedy rozwód)
                                    Wystarczająco konstruktywnie czy nie?


                                    • herta_m Re: Droga Sandro druga 28.01.12, 15:09
                                      Po każdym "tak" powinnaś postawić przecinek, to po pierwsze błąd interpunkcyjny, po drugie słabo to się czyta.
                                      Tak, jestem nieco rozmemłana (ja to nazywam niezorganizowaniem, brakiem stanowczości, jest wiele innych słów na to określenie, ale widocznie to lubisz najbardziej, ciągle je powtarzasz), od początku się do tego przyznaję, zupelnie nie rozumiem, dlaczego musisz to tyle razy powtarzać, to nudne się już robi.
                                      Kompletnie nie potrzebuję potwierdzenia, że mój mąż to przemocowiec, bo to akurat już świetnie wiem.
                                      Nie zawracam nikomu głowy, bo nie ma przymusu czytania, a tym bardziej odpowiadania.
                                      Fochy, jak to nazywasz, ja nazwałabym to polemiką, strzelam tylko, gdy ktoś pojedzie za bardzo albo nie trafi z oceną. Najwyraźniej nie czytałaś calego wątku, bo wiele razy przyznałam rację krytykującym. Niektórzy to zauważyli i docenili mój dystans do siebie, ale jak ktoś Ci nie pasi, to już wszystko be, podciągasz pod swoje teoryjki. Uwielbiam, jak ktoś wytyka adwersarzowi, że nie przyjmuje krytyki. A co ma zrobić adwersarz, gdy wie, że ta akurat krytyka jest niesłuszna? Też przyznać rację, wbrew swoim przekonaniom?
                                      Na jakiej podstawie twierdzisz, że fora zastępują mi normalne kontakty? Czy my się znamy? Znasz moje życie towarzyskie, hę? A może projektujesz?
                                      Wykaż mi choć jedno zdanie, w którym kłamię i przekręcam. Choć jedno? Przed zarzutem manipulacji trudno się obronić, bo myślę, że wszyscy jakoś manipulują, więcej lub mniej świadomie, niektórzy nieświadomie, ale zarzut kłamstwa trzeba udowodnić. Z tym już może być trudno, co?
                                      Nie rozumiesz chyba słowa "konstruktywnie".
                                      • herta_m Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 15:28
                                        dlaczego mój mąż jeszcze ze mną jest, skoro jestem taka mdła, nijaka, śliska, rozmemłana, taka okropna manipulatorka, stara-malutka, dziecinna, słowem, kreatura?
                                        On wiele razy w kłotni krzyczal, że chce rozwodu, zawsze chętnie na to przystawałam, dlaczego zatem się jeszcze ze mną nie rozwiodł?
                                        I co ciekawe. Nigdy jeszcze nie postawil mi zarzutu rozmemłania, nijakości ani żadnego z tu wymienionych. Jego główne zarzuty to, że go prowokuję (nie mam co robić) i się przypierd..m, jak to określa. Że stoję po stronie dzieci (on to nazywa kultem dzieci, to i terror prac domowych to jego największe bolączki). Ale nigdy, że jestem rozmemłana. Zdarzylo się, że denerwował go mój idealizm, a ten mój idealizm przejawiał się w tym między innymi, że mówiłam o modelu związku partnerskiego, że chciałam normalności, że wierzę, że dwoje ludzi może się szanować, nie krzywdzić, nie urządzać awantur. On mi wmawia, że nie ma takich małżeństw, że wszyscy się kłócą, a jak myślę, że jest inaczej, to jestem naiwna idealistką. To cały jego zarzut. Wiem, że małżeństwa się kłócą, ale można to chyba jednak robić mimo wszystko z poszanowaniem godności drugiej strony, można się liczyć ze słowami, można zachować granice, poza którymi jest już tylko żal, upokorzenie i niechęć.
                                        • herta_m Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 15:45
                                          Dodam jeszcze, że mąż jest przystojnym, pełnym wdzięku (gdy chce) mężczyzną, jak jeszcze doda, że świetnie gotuje (co jest prawdą), móglby mieć każdą laskęsmile
                                          Nie rozumiem, dlaczego tak kurczowo się trzyma takiej rozmemłanej ofermy?
                                          Tego, że inna nie pozwoli się gnębić nie wie, bo kompletnie nie zdaje sobie sprawy, że gnębi i niszczy żonę, on niewinny, może tylko odrobinę nerwowy.
                                          • sandrad2 Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 16:00
                                            Jak bardzo trzeba być chorą na głowę, żeby potwierdzać swoją wartość tym, że jakiś furiat przemocowiec (wg Ciebie) Cię jeszcze nie rzucil? Dumnie pisać na forum (bo już innych argumentów brakło) że oto jesteś workiem treningowym dla przystojnego idioty despoty, więc to dowód że nie możesz być kiepska! Błehehehehe. Weź się stuknij w głowę kobieto.
                                            • herta_m Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 16:13
                                              Sandrad2, przeczytaj swoją wypowiedź i znajdź w nim logikę, bo ja znaleźć nie umiem. Piszesz "przemocowiec (według Ciebie)", czyli w podtekście, że sobie to uroiłam, a potem, że jestem workiem treningowym dla despoty? To w końcu jest przemocowcem, czy tylko sobie wymyśliłam?
                                              Padło wiele zarzutów pod moim adresem, mniej lub bardziej słusznych, niektórych bardzo niesprawiedliwych, nie mogłam zatem zrozumieć, dlaczego mój mąż, ktory chętnie skorzystałby z każdej możliwości dokopania mi, tych akurat argumentów nigdy nie używał. Może ich nie ma?
                                              Nie potrzebuję potwierdzać swoje wartości, bo ją znam i są rzeczy, z których jestem dumna, ale znam też swoje ułomności, niedostatki i próbuję nad nimi pracować, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Jak się komuś nie podoba czytanie o moich problemach, naprawdę nie ma przymusu.
                                              Używam czasami emotikonów, nie wyświetlają się?
                                              • ganesza Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 18:23
                                                przestań się upajać swoją doskonałością - ach, jak cudowna ze mnie matka, jak cudownie wychowałam dzieci, tylko dzięki mnie nie ucierpiały przez wrednego, przemocowego męża.
                                                szukasz na forach poklasku i głaskania po główce. gdy ktoś nie pogłaska widać twoją prawdziwą twarz. przerażającą.
                                                przeczytaj kobieto wypowiedź swojej córki (sama podałaś link
                                                forum.gazeta.pl/forum/w,898,120213317,,Spierdzielone_swieta.html?v=2
                                                i to, co ci napisała satoja, w takiej masie postów można było (?) nie zauważyć, ale w odpowiedzi na twoje odniesienie do wypowiedzi córki ktoś ci podsunął ten link raz jeszcze i co i nic. dalej nic nie rozumiesz? normalna matka po poście córki coś by zrozumiała. ty nie. zestawienie wypowiedzi twojej córki i tego, co napisała satoja dałoby do myślenia 'ciężko myślącej matce', a tu dalej nic.
                                                przemoc ma różne oblicza. łatwiej zauważyć wrzask, ale kto tak naprawdę uskutecznia przemoc (psychiczną) w twoim domu?

                                                nie napiszesz , nie złożysz pozwu rozwodowego. nie, nie z obawy, że twój mąż 'przemocowiec' dostanie szału. ty sie boisz, że on odetchnie z ulgą, że będzie szczęśliwy, że to już koniec. że dzieci odetchną z ulga a ty zostaniesz z niczym. na kogo będziesz mogła zwalać odpowiedzialność za swoją bylejakość?

                                                • herta_m Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 18:38
                                                  Ja rozumiem, że wątek jest długi, że posty bardzo długie, ale jak się na kogoś napada z taką pasją, to trzeba mieć mocniejsze podstawy. Na post Satoi odpowiedzialam, i to kilka razy, problem szkodzenia dzieciom przerobiłam na wszystkie możliwe strony, od całkowitego obwiniania siebie do uprzytomnienia sobie, że takie obwinianie siebie niczego dobrego już nie wniesie. Satoja podala swoj przykład, ale nie każdy przykład musi być identyczny z innymi. W tego typu związku najbardziej cierpią dzieci, ktore są albo wlączane w walkę rodziców, albo lekceważone w niej przez oboje rodziców, albo gnębione przez jednego i niebronione przez drugiego. W mojej rodzinie nic z tych rzeczy nie ma miejsca tak się składa, a nie z każdego związku, gdzie jedno z rodziców jest przemocowcem, muszą wychodzić ciężko pokaleczone dzieci. Córka jest nerwowa, bo na pewno to przeżywała, ale też nie jest jakoś skrajnie wykonczona psychicznie, zresztą kto dziś nie jestm nerwowy. Syn radzi sobie dobrze, nie upajam się doskonałością (przecież tyle razy piszę, że nie jestem doskonala), ale mam tu dla czyjeś satysfakcji napisać niezgodnie z prawdą, że moje dzieci leczą się psychiatrycznie z powodu traumy domowej? Litości, tak nie jest. Linka zamieściłam, bo zarzuca mi się tutaj mitomanię, wymyślanie przeciwko mężowi, podałam zatem też punkt widzenia dziecka.
                                                  > nie napiszesz , nie złożysz pozwu rozwodowego. nie, nie z obawy, że twój mąż 'p
                                                  > rzemocowiec' dostanie szału. ty sie boisz, że on odetchnie z ulgą, że będzie sz
                                                  > częśliwy, że to już koniec. że dzieci odetchną z ulga a ty zostaniesz z niczym.
                                                  > na kogo będziesz mogła zwalać odpowiedzialność za swoją bylejakość?
                                                  Tu Cię ciężko pogięło, ludzka imaginacje jednak nie ma granic. Jeśli mąż ma odetchnąć z ulgą, że to koniec, dlaczego sam nie złoży pozwu???
                                                  Zauważyłam na tym forum pewną prawidlowość. Dopóki przyznaję sie do zarzucanych mi rzeczy, dopóki przyjmuję z pokorą krytykę, jest jeszcze ok, jak się zaczęłam bronić, pokazuję prawdziwą, przerażającą (????) twarz. Co w niej takiego przerażającego? Dobrze się czujesz kobieto??? Jakieś konkrety?
                                                  • moniapoz Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 19:00
                                                    > W mojej rodzinie nic z tych rzeczy nie ma miejsca tak się składa,
                                                    > a nie z każdego związku, gdzie jedno z rodziców jest przemocowcem, muszą wychod
                                                    > zić ciężko pokaleczone dzieci. Córka jest nerwowa, bo na pewno to przeżywała, a
                                                    > le też nie jest jakoś skrajnie wykonczona psychicznie, zresztą kto dziś nie jes
                                                    > tm nerwowy. Syn radzi sobie dobrze


                                                    Herto,
                                                    nie oszukuj sama siebie proszę - ja też według mojej mamy byłam tylko nerwowa....ale to co się działo bardzo bardzo mocno wpłynęło na moje życie. nie nie byłam wykończona psychicznie, ale tak jestem pokaleczona. nie oszukuj siebie, że jesteś w stanie obronić swoje dzieci. pozornie cała moje rodzeństwo radzi sobie dobrze w życiu ale to są pozory bo dziwnym trafem nikt z nas nie stworzył dobrego związku a bracia de facto nie stworzyli związku w ogóle - i to jest cena jaką płacimy za to, że mama nie umiała powiedzieć stop i żyć osobno, właśnie dla naszego dobra. masz to napisane czarno na białym przez swoją córkę - czemu jej nie słuchasz ?

                                                    ------
                                                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                                  • herta_m Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 19:13
                                                    Monia, znam wiele nieudanych związków ludzi z domów, gdzie nie bylo przemocy, i wiele udanych, gdzie ona miala miejsce. Nie ma reguly.
                                                    Ja pochodzę z rodziny rozwiedzionej, praktycznie nie miałam ojca, mój mąż pochodzi z rodziny wielodzietnej, akurat dziś wszyscy płaczą po rok temu zmarłej teściowej, jego rodzice kłócili się do końca, ale chyba kochali i co? Teoretycznie nie powinien być taki zły.
                                                    Wiem, że źle zrobiłam, nie rozwodząc się do tej pory, wiem, że to nie pozostanie bez wpływu na dzieci, przecież piszę, że to przerobiłam, ale wiem, że jak teraz będę się tym zamartwiać i dręczyć, to niczego już nie zmieni, nie wzmocni mnie, wręcz przeciwnie, zalamie, a ja teraz muszę być właśnie silna, rozumiesz mnie?
                                                    Córka mi mówi, że mam się rozwieźć. Nie jeden raz czytałam, że to nie dzieci mają za nas decydować w takich sprawach, prawda?
                                                  • ganesza Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 21:54

                                                    > Zauważyłam na tym forum pewną prawidlowość. Dopóki przyznaję sie do zarzucanych mi
                                                    > rzeczy, dopóki przyjmuję z pokorą krytykę, jest jeszcze ok, jak się zaczęłam bronić,
                                                    > pokazuję prawdziwą, przerażającą (????) twarz. Co w niej takiego przerażającego? Dobrze > się czujesz kobieto??? Jakieś konkrety?
                                                • moniapoz Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 18:43
                                                  No faktycznie.....nie czytałam wszystkich wypowiedzi więc ten link mi umknął ale jak przeczytałam wypowiedź córki Herty to....hmm....naprawdę nie wiem nad czym się zastanawiasz Herto. Słuchaj swoich dzieci bo Ci tego nie wybaczą jak dorosną - a wiem co mówię, bo moi rodzice byli tacy sami i moim marzeniem z lat nastoletnich był rozwód rodziców. Byłabym innym człowiekiem gdyby mama się nie bała przez prawie 30 lat
                                                  pisałam, że każdy ma swoje tempo, ale w takim przypadku to jednak zbyt wolne tempo...
                                                  musisz zaryzykować, musisz !

                                                  ------
                                                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                                  • herta_m Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 18:58
                                                    Monia, ja się nie zastanawiam, ja chcę się rozwieść, tylko chcę się do tego dobrze przygotować, a do czasu sfinalizowania, jakoś uzbroić.
                                                    Macie może male dzieci i nie musicie o tym jeszcze myśleć, ale ja chcialabym swoje jakoś zabezpieczyć finansowo, bo jest taka możliwość, niemniej jak się pośpieszę z rozwodem, mogę skutecznie przekreślić wszelkie szanse na to zabezpieczenie. Wiem, to nieważne, ważniejsze zdrowie psychiczne, ale to już naprawdę niedługo może się rozstrzygnąć, a co się stało, to się nie odstanie.
                                                  • esteraj Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 19:15
                                                    Przepraszam, ale czy te osoby, które nakłaniają Hertę na rozwód mogą wziąć odpowiedzialność za to co radzą? Czy jeśli po tym rozwodzie Herta przegra swoje życie, będzie nieszczęśliwa, czy któraś z Was zapłaci jakieś odszkodowanie? Czy macie monopol na rację i odpowiednie kompetencje? Chyba własne doświadczenia to trochę za mało, żeby pisać tak ostre posty.
                                                  • moniapoz Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 19:33
                                                    nie nie nie, ja piszę tylko ze swojej perspektywy - z perspektywy dziecka które było w podobnej sytuacji co córka Herty
                                                    czułam dokładnie to samo, co ona i dosłownie marzyłam o rozwodzie rodziców.....nie atakuję Herty, ale fajnie żeby rozumiała, że jej związek będzie miał ogromny wpływ na życie dzieci...
                                                    no ruszył mnie post córki...i to mocno....oj mocno....

                                                    ------
                                                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                                  • ganesza Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 21:13

                                                  • moniapoz Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 22:01
                                                    tak, czytałam i sama mieszkałam w podobnym domu i mam podobne doświadczenia do Satoji
                                                    ale nie wiem.......mimo, że Herty nie rozumie to to jest jej życie a nie Twoje czy moje więc tylko ona może coś zrobić.
                                                    ja bym jej nie kopała .....bo moim zdaniem to przyniesie gorszy efekt, poza tym zawsze byłam przeciwniczką kopania leżącego.

                                                    Tak Herto, nie rozumiem ale wierzę, że wiesz co robisz ....i że coś zrobisz i trzymam kciuki !

                                                    ------
                                                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                                  • ganesza Re: Tak sobie myślę, 28.01.12, 22:15
                                                    Monia, rozumiem Twoje 'nie kopć leżącego", ale bardzo często ktoś leży w kałuży i ta kałuża jest w sumie dla niego 'oswojona', niewygodna, ale znana i nigdy z niej nie wstanie, bo nie wiadomo, co tam za nią jest. tej oswojonej kałuży można
                                                    poświęcić wszystko, siebie, dzieci etc.
                                                    i czasami trzeba kopać leżącego, by przestało być tak wygodnie. by wstał z tej kałuży i zobaczył świat, prawdziwy
                          • yoma Re: Z tym pełna zgoda. 28.01.12, 12:27
                            A według mnie właśnie problem polega na tym, że nic nie wybiera. Cokolwiek by kto doradził - a nawet nie doradził, udzielił informacji, jak widzi sprawę, a to może być cenne - forumowicz, przyjaciółka, psycholog czy Duch Święty, Herta i tak to obróci na "eeee, bo". To jest taka jakaś bardzo zatwardziała, i wcale nie mówię, że świadoma, obrona przed jakimikolwiek zmianami.
                  • satoja Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 19:22
                    Dzieciom nie są do niczego potrzebne Twoje wyrzuty sumienia. Dzieci chcą oglądać matkę która nie jest domowym popychadłem ale która potrafi się szanować i ma godność. W komunikacji z mężem i w działaniu.
              • esteraj Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 12:18
                Pozwolę sobie wrzucić jeden filmik:
                www.youtube.com/watch?v=1TZujna3_RI
          • moniapoz Re: Z tym pełna zgoda. 27.01.12, 16:46
            w 100 % się zgadzam i przeżywałam dokładnie to samo w swoim domu rodzinnym
            moi rodzice obydwoje ponoszą odpowiedzialność teraz to wiem ale długi czas broniłam mamy a ojciec był tym złym
            teraz patrzę na to inaczej - mama cały czas była pasywna, jakby na coś czekała latami.
            gdyby ojciec w końcu po długich latach udręki (prawie 30 lat) nie złożył pozwu to ona na pewno by tego nie zrobiła.....dlaczego? do dziś nie wiem i nie rozumiem.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 27.01.12, 10:59
      Herto, Mola zadała Ci trafne pytanie, chociaż ja uważam za trudne:
      Czy Ty go jeszcze kochasz?
      Co to znaczy kochać? To jest tak skomplikowane słowo, że ciężko je określić.
      Można o miłości mówić w samych superlatywach, że jest to troska, oddanie, chęć przebywania z drugą osobą, dbanie o jej dobro, pragnienie dla niej szczęścia itd.
      Ty Herto mówisz, że nie kochasz swojego męża. Ja nie jestem o tym do końca przekonana. Kilka postów niżej napisałaś:
      "Ale fakt, gdyby mąż się cudownie odmienił, chyba jeszcze nie jestem na tym etapie, by nie chcieć z nim już miec do czynienia, bo on da się lubić, jak nie fiksuje, ma czasami fajne odruchy, ktoś pytał, czy mnie chwali, tak chwali, przymila się, komplementuje. Dużo gada i często z sensem, mamy podobne zainteresowania, no jakby mu amputować agresję i mentalność przemocowca, fajny chłop by został.

      Przede wszystkim on nie jest Ci obojętny.
      Czy wyobrażasz sobie, że po rozwodzie Twój mąż prowadzi szczęśliwe życie u boku innej kobiety?
      Czy pomimo tego, że wkurza Ciebie do żywego nie brakowałoby Ci jego osoby?
      Ja myślę, że w Tobie jest jeszcze nadzieja i gdzieś tam głęboko chcesz z nim być. Skupiłaś się najbardziej nad jego zmianą, bo wierzysz, że dopiero wtedy możecie być jeszcze szczęśliwi.
      Fakt, nie mam doświadczenia z przemocowcami. Przypominają mi się jednak chwile z mojego małżeństwa, gdy mąż zrzucił ze stołu talerze przygotowane na świąteczne śniadanie, gdy szarpnął mnie tak, że spadłabym ze schodów itp., ja rzuciłam pilotem, dałabym mu w twarz...
      Nie było może aż tak dużo, chociaż przyczyniło się do zbudowania między nami potężnego muru. Przez agresję wyrażaliśmy swoją słabość i niemoc w przekonaniu drugiego do własnej racji. Jak mówiłam wcześniej, takie wzorce zostały nam przekazane. W domu wychowywano nas twardą ręką, w szkole za nieposłuszeństwo dostawało się linijką po łapach (byli też nauczyciele, którzy potrafili walić głową w tablicę bardziej niepojętnego ucznia), w kościele straszono nas mękami piekielnymi. Skąd mogliśmy czerpać wzorce na inne zachowania?
      Ciągle tłumaczymy się brakiem miłości ze strony partnera.
      Ciągle czujemy się nieszanowani.
      Mnie się wydaje, że to tylko nieumiejętność okazywania uczuć, braku zrozumienia i właściwego zachowania.

      Piszesz:
      "No i właśnie na tym polega głównie mój problem, nie umiem mieć jego zachowań w nosie. Strasznie trudno jest mieć w nosie czyjeś krzyki z byle powodu albo krzyki bez powodu, bo panu się ubzdurało coś czego nie było, bo zrobilam minę, bo uniosłam brwi, bo nie odpowiedziałam na zaczepkę, bo on lepiej wie, co miałam na myśli. Marzę to tym, żeby dopóki mieszkamy razem, udawalo mi się w ogóle to wszystko mieć w nosie, ale nie jestem maszyną, jak ma nie boleć, jak boli?"

      A co by było gdybyś zrozumiała jego zachowanie, skąd ono się bierze. Przecież Ty w głębi wiesz, że to jest jego nieradzenie sobie z emocjami. Czy on faktycznie robi to co myśli? Może to wina nadmiernej produkcji testosteronu w jego organizmie? wink
      Dlatego ciągle jest w Tobie ta nadzieja, że może być inaczej. Ty to wewnętrznie czujesz. Twoja podświadomość wyczuwa inne wibracje, chociaż ze świadomego i racjonalnego punktu widzenia nie możesz się na to godzić. Stąd ta walka.

      Może zamiast walczyć o to kto ma rację, zamiast przekonywać jedno drugiego do swoich poglądów, należałoby pogodzić się z taką postawą drugiego człowieka, uszanować jego zdanie.
      Czyli:
      "bo panu się ubzdurało coś czego nie było, bo zrobilam minę, bo uniosłam brwi, bo nie odpowiedziałam na zaczepkę, bo on lepiej wie, co miałam na myśli" - nie robisz z tym nic, tylko bierzesz pod uwagę, że on ma prawo tak myśleć. To są jego stwierdzenia, to są jego odczucia. Ty masz inne. Nie musisz sprawiać, by on myślał i czuł tak jak Ty.

      Zobacz o ile zmienił się świat, gdy ludzie nauczyli się tolerancji. Nie ma tylu wojen religijnych, agresji wobec odmiennych upodobań seksualnych i innych przekonań.
      Myślę, że spokojnie mogłabyś przebywać z transwestytą, muzułmaninem czy kimś innym w jednym pomieszczeniu. Moglibyście nawet żyć pod jednym dachem, a to tylko dlatego, że jedno szanowałoby poglądy drugiego. Szanowałoby jego odmienność.

      Może rzeczywiście jednak się rozwiedziecie, by dać sobie szanse na inne życie. Wtedy problemy finansowe nie staną Wam na przeszkodzie.

      "O rozwodzie mówię już od dawna w kłótniach, on zresztą mówi o tym częściej ode mnie, ale gdy próbuję przyprzeć go do muru i pytam, kiedy i jak, ma jedną odpowiedź: jak będą pieniądze. O pieniądzach z podziału spadku i sprzedaży jakichś działek słyszę o wielu lat, na mój rozum, jeszcze wiele kolejnych upłynie, zanim te pieniądze będą. Zresztą zadbanie o tego typu interesy jest też bardzo słabą stroną mojego męża"

      Ustalicie wówczas między sobą, że chcecie żyć każde na własną rękę. Może będziecie jako małżeństwo formalnie, ale każde z Was będzie miało swoje odrębne życie.

      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 27.01.12, 14:39
        >>Przez agresję wyrażaliśmy swoją słabość i niemoc w przekonaniu drugiego do własnej racji.

        Pełna zgoda, tyle że jego racja, to podporządkowanie sobie mnie, moja racja, to nie dać się poniżać. To wszytko, o czym piszesz, wydawało mi się przez większą część naszego małżenstwa. Znaczy jesteśmy burzliwym związkiem, dlatego myślałam, że nie ja pierwsza i nie ostatnia kłócę się z nerwowym mężem. Dokładnie tak wyglądało małżeństwo moich teściów, starzy ludzie, a ciągle się kłócili, mój mąż w żartach mówil, że oni się ciągle docierają, mnie to nie śmieszyło. Ale wiele ludzi uważa, że kłótnie to podgrzewanie emocji, to wyraz tego, że ludziom jeszcze zależy, że nie są jeszcze sobie obojętni.
        Dziewczyny, ktore dłużej znają moją historię i znają więcej szczegółów, wiedzą, jakim dla mnie zaskoczeniem była diagnoza przemocy, ale wiele z nich ją rozpoznało, podobnie jak dwie terapeutki, zatem mam wrażenie, że nie jest tak, że ją sobie wymyśliła i się nią podpieram i zasłaniam.
        Powiem dziwną może rzecz, ale mam glębokie wewnętrzne poczucie, że mój mąż mnie kocha. Ale jest to miłość chora, miłość z chęcią wiecznej dominacji, kontroli, zaborcza. To miłość ciężko sfrustrowanego faceta, który ma gigantyczne kompleksy i przez to jest jednocześnie uzależniony od ciągłego rozładowywanie złych emocji, gniewu, a że ja, nie wiem kiedy, nie wiem jak i dlaczego ustawilam się w roli ofiary, choć tak wierzgam i kopię, choć się bronię, jestem idealnym obiektem.
        Nie jest prawdą, że jestem uległa, nie piszę tutaj wszystkiego, potrafię też stosować restrykcje, odcinam się od niego emocjonalnie (na wierzchu), co jest prawdopodobnie najgorsze w jego pojęciu. Ale to dopiero od roku, wcześniej ciągle na nowo dawałam mu szanse.
        On jest mi obojętny w sensie uczuć wyższych, dobrych, nie ma ich już we mnie prawie wcale, teraz są tylko uczucia negatywne, z nimi włąśnie chciałabym się uporać, bo nie jest mi, przy mojej naturze, dobrze, gdy ciągle czuję te złe emocje.
        • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 27.01.12, 15:03
          Herto, niezwykle dobrze czyta się Twoje wypowiedzi. Płynie z nich duży dystans do siebie, zrozumienie, mądrość, wyważenie... Chcesz pomóc sobie wyjść z tego całego impasu i jesteś na dobrej drodze.
          Sama najlepiej wiesz, czego pragniesz.
          Życzę, żeby się spełniło.
        • rybak Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 27.01.12, 15:08
          Podobno fetyszysta też kocha bucik, zoofil - owcę, pedofil - wiadomo, a masochista bat i rękę, która go trzyma. No i rzecz jasna - sadysta - obiekt swojej chorej "miłości".
          Tylko... co z tego wynika dla obiektu? Że w związku z tym ma się podporządkować sadyście i podawać mu zawczasu, uprzedzając życzenie - kij tudzież nadstawiać się do prania dowolnie wybraną przez niego częścią? Bo tak zrozumiałem Twoją deklarację o tym, że mąż cię kocha...

          Ja już się kiedyś nauczyłem, by nie starać się rozumieć faceta z nożem włażącego mi do domu przez okno, tylko spitalać, albo walić go w łeb, zanim walnie mnie.
          Herta - po co tu filozofować i doszukiwać się usprawiedliwień dla swojego nicnierobienia?
          Ponarzekasz, ponarzekasz, a najprawdopodobniej i tak nic z tego nie wyniknie konstruktywnego.
          Pozdr. i na tym kończe. To Twoje zycie, więc żyj jak chcesz, tylko potem nie narzekaj, że Cię dzieci szerokim łukiem omijają....
        • nowel1 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 27.01.12, 15:11
          Herta, ja naprawdę przestaję rozumieć, czego Ty tak naprawdę chcesz.
          Chcesz teraz uporać się z emocjami, a wtedy, już "uporana", odejdziesz od męża?
          Czyli chciałabyś chyba zostać robotem.
          Spędziłaś z nim sporą część życia, kochałaś go, masz z nim dzieci; mieszkając z nim i szarpiąc się między tym dobrym, co pamiętasz, a mordęgą życia z nim teraz, masz małe szanse na osiągnięcie spokoju.
          Ja, mam wrażenie, jestem rekordzistką w długości procesu odchodzenia od męża - byłam pewna, że muszę to zrobić, już w lutym 2002, a wyprowadziłam się pod koniec 2008.
          Nie polecam.
          Szkoda życia.
          Ja byłam w którymś momencie już w takim dziwnym zawikłaniu, że oczekiwałam, iż mój mąż grzecznie, spokojnie i bez złości zaakceptuje moje odejście. No nijak nie chciał wink
          Za to teraz- dobry kontakt i zero negatywnych emocji.
          Wniosek: najpierw ZROBIĆ to co zrobić trzeba, potem sprzątać emocje. Bo wtedy robi się to już o wiele łatwiej, bez presji, ciągłego lęku, uczucia "stąpania po cienkim lodzie" - co ja odczuwałam praktycznie non stop.
    • kami_hope Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa... 28.01.12, 00:35
      Tak czytam Herta Twoje teksty i co raz bardziej nabieram przekonania, że za żadne skarby bym nie wytrzymała w domu z kimś takim. Nie chciałabym takiej żony ani nawet przyjaciółki. Nie staram się definiować czy Twój mąż jest przemocowcem, czy nie – bo tego tak naprawdę nie wiadomo, mamy jego obraz widziany Twoimi oczami. Oczami osoby, która jest niesamodzielna, niedojrzała, nijaka… Taka „stara-malutka”. Nie chcesz podjąć jakiegokolwiek wysiłku na drodze do dojrzałości, nie chcesz się uczyć, unikasz wyzwań, a w tym wszystkim brakuje u Ciebie jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zajrzałam do archiwum i zobaczyłam setki, a może i w sumie tysiące tekstów pisanych przez Ciebie na różnych forach i tak sobie pomyślałam, że jakbyś z takim samym zaangażowaniem skupiła się na rozwoju osobistym to Twoje życie wyglądało by zupełnie inaczej.
      Powiem wprost (chociaż chyba nikt czegoś takiego jeszcze do Ciebie nie napisał), te rzeczy które opisujesz, to bzdury rozdymane do śmiesznych rozmiarów. Używasz słów, które mają nadać dramatyzmu, wzbudzać emocje. Przedstawiasz siebie jako osobę łagodną, tolerancyjną, momentami jednak wychodzisz na mdłą i śliską, a przez to nierzeczywistą i odpychającą. Wiemy przecież, że człowiek nie jest oazą spokoju, tylko istotą skomplikowaną emocjonalnie i uczuciowo. I nie każdy wybiera drogę buddyjskiego mnicha, nie każdy chce pysznić się swoją wydumaną świętością, tylko wybiera przeżywanie życia naprawdę z jego wszystkimi niebezpieczeństwami i urokami. Dążysz do tego, aby czytelnik zobaczył Ciebie i Twój świat w sposób, w jaki Ty go postrzegasz (chcesz postrzegać!). Problem w tym, że większość ludzi dąży do dojrzałości, do niezależności, do pokonywania przeszkód mimo różnych uwarunkowań i ograniczeń przez własne słabości. Niezależności – w szerokim znaczeniu tego słowa- od natury, sytuacji zewnętrznych, dlatego wciąż podnosimy swoje kwalifikacje, aby lepiej zarabiać, aby móc wybudować dom, aby mieć w nim ogrzewanie i nie cierpieć z zimna. Chcemy mieć samochody by móc dojeżdżać do pracy, by szybciej pokonywać przestrzeń, by nie spędzać niepotrzebnych godzin w pociągach czy autobusach, a zaoszczędzony czas spożytkować na coś cenniejszego. TY NIE CHCESZ DOROSNĄĆ! I to Ty stosujesz szantaż emocjonalny i różnego rodzaju manipulacje by osiągnąć to czego chcesz, potrzebujesz. Zobacz jak dalece rozrósł się ten wątek. Skupiasz na sobie tak wiele uwagi. Pochłaniasz energię z otoczenia, by jak najchytrzej dysponować własną energią, jak najwięcej zaoszczędzić dla siebie, by nie musieć się wysilać, by nie musieć podejmować wyzwań, by nie musieć odpowiadać za siebie. Nie robisz nic, by cwanie uniknąć popełniania błędów (w obawie przed odpowiedzialnością za nie!)
      Ja myślę, że nawet jeśli jakimś cudem w końcu podejmiesz jakąś konkretną decyzję odnośnie przyszłości Twojego małżeństwa, to i tak będzie to decyzja, na miarę Twoich potrzeb, tzn., ciągle będziesz potrzebowała opiekuna i prowadzenia Cię za rączkę.
      O partnerstwie możesz sobie pomarzyć. Bo żeby być partnerką musiałabyś najpierw do tego dorosnąć.
      Chociaż… zawsze możesz żyć w „partnerstwie” innego rodzaju, na Twoją miarę. Możesz znaleźć jakiegoś sierotę, nieudacznika, itp. i być mu „partnerką”. Tylko ciekawe kto Wam będzie wtedy gotował i sprzątał, płacił rachunki i jeździł na zakupy, itd.? Hm… uncertain dzieci chyba, albo rodzina, znajomi… No właśnie… i wszyscy inni, także obcy (również wirtualni znajomi) będą zaangażowani w Wasze problemy. Tak jak teraz, prawda?
      ______________
      Niektórzy wolą żyć w sferze marzeń, niż zaryzykować popełnienie błędu. Bezpieczne marzycielstwo, złudzenia i asekuracja z których nie chcą wyrosnąć. /kami_hope

      • esteraj Re: Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa 28.01.12, 09:56
        Kami, no to żeś pojechała po Hercie. Rozumiem, że to miał być taki konstruktywny kopniak i jak znam Hertę (z czytania jej postów), to ona to spokojnie przyjmie i się nad tym zastanowi.

        Myślę, że rozumiem Hertę i jej opóźnianie decyzji. Każdy człowiek ma swój rytm, ma swoje tempo rozwoju. Każdy jej krok jest przemyślany i przeanalizowany. Próbuje wszystkich możliwych wariantów. W ten sposób nie będzie czuła się zawiedziona, że mogła coś zrobić inaczej. To jest bardzo ważne. Prawdopodobnie osoby, które mają już taką decyzję za sobą, są już krok dalej i patrzą z innej perspektywy.
        Niektórych procesów nie da się przyspieszyć.
        Każdy mądry człowiek zaleci ostrożność, dobre przygotowanie, wyćwiczenie, dokładność...
        "Co nagle to po diable".
        Uważam również, że Herta jest bardzo rozsądną i zrównoważoną kobietą.
        Szuka różnych sposobów, możliwości, strategii...
        Każdy dzień i każda chwila jest dla niej poznawaniem siebie samej i wewnętrznym rozwojem.

        kami_hope napisała:
        Wiemy przecież, że człowiek nie jest oazą
        > spokoju, tylko istotą skomplikowaną emocjonalnie i uczuciowo. I nie każdy wyb
        > iera drogę buddyjskiego mnicha
        , nie każdy chce pysznić się swoją wydumaną święt
        > ością, tylko wybiera przeżywanie życia naprawdę z jego wszystkimi niebezpieczeń
        > stwami i urokami. Dążysz do tego, aby czytelnik zobaczył Ciebie i Twój świat w
        > sposób, w jaki Ty go postrzegasz (chcesz postrzegać!). Problem w tym, że większ
        > ość ludzi dąży
        do dojrzałości, do niezależności, do pokonywania przeszkód mimo
        > różnych uwarunkowań i ograniczeń przez własne słabości

        No i o to chodzi, że Herta sama decyduje kim chce być i w jakiej dziedzinie się rozwijać.
        Każdy ma inne priorytety. Dla jednego będzie to posiadanie dużego domu, dla drugiego bycie wyśmienitym kierowcą, a dla następnego rozwój osobisty.
        Herta skupiła się na rozwiązaniu problemu życia ze swoim mężem i jak to osiągnie, to może zajmie się czymś innym. Po to się pyta i po to dostaje odpowiedzi, żeby wybrała z nich coś dla siebie i dopasowała je do własnych przekonań. Nikt nie ma monopolu na rację.

        kami_hope napisała:
        > Niektórzy wolą żyć w sferze marzeń, niż zaryzykować popełnienie błędu. (Paulo Coelho)

        Niektórzy wolą gruntownie się przygotować i nie narażają się na złamanie karku.
        Najważniejsze, żeby poznać cenę ryzyka i przygotować się do poniesienia konsekwencji.
        • herta_m Re: Esteraj 28.01.12, 11:57
          Dziękuję za pocieszenie i zrozumienie. Po wypowiedzi Kami jednak trochę mojego spokoju zostało nadwyrężonego, świętego by ruszyło, za te wszystkie określenia, typu mdła i śliska;P
          Umiem przyjąć na klatę wiele rzeczy, ale są granice. Niemniej spoko, tacy też muszą być. Każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie, a ja nie muszę budzić tylko pozytywnych uczuć, tak też nie byłoby dobrze.
          > Niektórzy wolą gruntownie się przygotować i nie narażają się na złamanie karku.
          > Najważniejsze, żeby poznać cenę ryzyka i przygotować się do poniesienia konsekw
          > encji.
          Myślę, że tutaj trafiłaś w sedno i wyraziłaś idealnie moje podejście. W tym roku będą się ważyły być może pewne kwestie finansowe w naszym domu, byc może one zadecydują, że rozwód nie będzie tak burzliwy i niszczący ze strony mojego męża, jak by był wcześniej. Taką mam nadzieję.
        • kami_hope Re: Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa 28.01.12, 23:45
          Jasne, że to Herty życie i może sobie wybierać taki styl jaki jej pasuje. Problem w tym, że kobieta manipuluje otoczeniem aby rekompensowało jej braki. Problem w tym, że oskarża męża o przemoc by potem opowiadać o nim w superlatywach i tu jest kompletne poplątanie, bo kobieta nie jest zdolna do jednoznacznych ocen lub ich nie robi celowo (taki rodzaj manipulacji, który zostawia „otwartą furtkę”, by w razie czego można wywinąć się w drugą stronę). Absurd, kiedy to jakieś osoby z zewnątrz informują Hertę, że jest ofiarą przemocy! Jak to, to ona wcześniej nie wiedziała, że to przemoc? To ja na podobnej zasadzie jak w/w osoby (dwie terapeutki i rzesza nieznanych forumowiczek) mogłabym ocenić, że nie ma tu zjawiska przemocy, a na pewno nie w takiej skali jaką autorka wątku przedstawia. Ofiarą również nie jest. A jeśli już, to jest ofiarą samej siebie, własnego zaniechania i wielu zaniedbań.
          Sandrad2 przedstawiła swoją opinie, nieprzychylną, więc w odpowiedzi Herta deprecjonuje ją krytykując za błędy w interpunkcji, po prostu śmieszne. Dalej ironizuje mówiąc o mnie „najmądrzejsza kami_hope mnie zdemaskowała”. Czytelnik musi zobaczyć w jej opowieściach, to co ona chce by widział, a nie żeby sam na podstawie własnych wniosków tworzył opinię (to czego ona sama nie potrafi lub nie chce). I faktycznie, kto wie, może i Herta „przypier***a” się do tych koszul jak do tych przecinków u Sandrad. „Niewinnym” spokojnym głosem, można drugiego człowieka rozzłościć do imentu. Nie kocha męża, więc kombinuje, żongluje słowami tak, by nie popsuć swojego „wizerunku”.
          Było pytanie, dlaczego mąż się z nią nie rozwiódł do tej pory? Głupota! A kto to wie? Może chłopina się z nią męczy z poczucia (źle rozumianego) obowiązku, bo myśli, że jakby ją zostawił to sobie kobieta nie da rady, bo żyje wyobrażeniami o życiu, a nie życiem rzeczywistym. A może boi się, bo zna jej talent do manipulacji (gdzie najczęściej wykorzystuje naturalny ludzki odruch – współczucie) i ostracyzmu ze strony otoczenia? A może ma silne poczucie winy z powodu nieopanowanej agresji, gdzie manipulator może spokojnie żerować na takim poczuciu winy? Dalej argument o rzeszy przyjaciół i znajomych, których obecność ma nadać wiarygodności. Głupota kolejna. Przecież nikt nie widzi, nie zna tych ludzi i tej rzeczywistości z perspektywy forum. Więc można sobie gadać o „słoniu w karafce” trzymanym w domu… I w końcu link do rzekomego postu napisanego przez córkę. Paranoja!
          Można by jeszcze sporo powiedzieć, ale po co?
          Ta osoba nie jest warta aż takiej uwagi. Cwana manipulatorka. Jedyne co jej potrzeba to silnych argumentów, które pozwolą usprawiedliwić jej wygodnictwo, jednocześnie zrzucając odpowiedzialność na męża. Mówi się, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I obok wykpienia się przed odpowiedzialnością za problemy małżeńskie, o pieniądze tu chodzi! Bo Herta chce się zabezpieczyć na przyszłość. Ubierze swój plan w ideologię, matka-polka kierująca się dobrem dzieci. Gra głupiutką itp. jak jej pasuje, a przy innej okazji staje się silną inteligentną laską
          Aby podsumować – Herta swoją inteligencję i energię wykorzystuje do tego by manipulować otoczeniem, które ma kompensować jej braki lub/i w różnoraki sposób działać na jej korzyść. To jest ta sama energia i inteligencja, którą inni ludzie wykorzystują kreatywnie (tworzą z siebie, nakładem własnych sił lub/i przy współpracy z innymi). To jest ta sama siła jaką mamy my wszyscy, tylko wykorzystana w inny sposób.

          Jak wspomnę inne osoby na tym forum, które faktycznie przeżyły ciężkie doświadczenia i ich wysiłek w przezwyciężaniu tych trudności, to przy Hercie… hm? Ręce opadają, beznadziejna kobieta – a to oczywiście tylko moja opinia (na podst. wypowiedzi autorki wątku).
          • herta_m Re: Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa 29.01.12, 12:00
            Niektóre wypowiedzi osiągają taki poziom abstrakcji, że doprawdy nie wiem, jak odpowiedzieć, o co chodzi Gameszy za cholerę nie wiem, wklejone, wyrwane z kontekstu moje wypowiedzi mają obnażyć co, bo nie rozumiem?
            Jeśli się podważa prawdomówność uczestnika forum, tak jak Kami, że post mojej corki był rzekomy, cala dyskusja jest kompletnie bez sensu.
            Nie odżegnuję się, jak Kami próbuje udowodnić, od tego, że jestem ofiarą przemocy, to dopiero jest szczyt absurdu, wmawianie mi tego, odżegnywałam się jedynie od tego, że jestem nią na wlasne życzenie i jest mi z tym wygodnie. Wytłumaczyłam, że bardzo, naprawdę bardzo dlugo nie uświadamialam sobie tego w związku, bowiem najsilniej zakorzeniona obiegowa teza głosi, że w związku zawsze winne są obie strony, stąd część winy bralam na siebie. Dziś wiem, że mąż stosuje wszystkie klasyczne techniki przemocowca, a jego dobre strony są przede wszystkim też klasycznym posunięciem i przejawem tzw. miodowych miesięcy, ale że coś takiego istnieje, dowiedzialam się też stosunkowo niedawno. Na miodowe miesiące nabierało sie i nabiera tak wiele kobiet, że jakoś nie poczuwam się do winy, że jestem jedną z nich. Kto to zna, rozumie doskonale. Do niedawna myślałam, że jestem współuzależniona, jak żona alkoholika, ona od jego picia, ja od przemocy. Ta dyskusja kazała mi się zastanowić, dlaczego tak jest i czy to nie ma jeszcze głębszego podłoża w moim charakterze, kilka razy przyznałam się tutaj do błędów, ale niektórym było malo, trzeba bylo pognębić mnie jeszcze bardziej. Gdy zarzuty niektorych zaczęły przybierać naprawdę mocne formy, zaczęłam się bronić. I wtedy już można było kopać na całego. Przecinki wypomniałam, ale może Kami przeczyta te zarzuty, jakby byly do niej samej skierowane i pomyśli, jakby się czuła, tym bardziej, że większość jest po prostu niesprawiedliwa i raniąca.
            Nie chwalę się gronem przyjaciól dla samego chwalenia, ale ktoś zarzucił mi, że mam przyjaciól tylko w sieci i tak się wspomagam, odpowiedzialam na kolejny bzdurny zarzut, postawiony bezpodstawnie, bo łatwo jest wmówić coś komuś, kogo się kompletnie nie zna. Bo tak jest często, ale przecież nie zawsze.
            Moje dzieci ucierpialy, wiem, ale co mam teraz zrobić? Co Was usatysfakcjonuje? Mam się powiesić czy truć tabletkami, a może wystarczy samaobiczowanie i włosienica przez miesiąc? Na rozmyślaniu i obwinianiu się z tego powodu spędziłam wiele godzin, wyszło mi, że to nic nie da, że zamiast się zamartwiać i pogrążać w rozpaczy, muszę iść dalej i nie pozwalać sobie na słabość, zbyt dużo już jej było w moim życiu. Nie chcę, żeby dzieci widzialy pelną poczucia winy matkę.
            Moja twarz jest przerażająca? A jak wygląda twarz osób, ktore tak ochoczo rzucają się na osobę, która w dobrej wierze przyznaje się do słabości i błędów? Najwyraźniej nie warto, to kolejny błąd. Dziś tylko przebojowe, pewne siebie, silne i bezczelne osobniki są warte podziwu, a nie ludzie pełni wątpliwości, nie dość stanowczy i rzutcy. Nie rozumiem jedynie, dlaczego takiej manipulatorce i beznadziejnej kobiecie poświęca się tutaj tyle uwagi. Co niektóre z Was aż tak we mnie drażni, że poświęcacie się i czytacie tak niewiarygodnie dlugi wątek, dlugi nie tylko pod względem liczby postów, ale też ich dlugości, to już minipowieść się zrobiłatongue_out
            Chcialabym zobaczyć, czy te osoby, ktore tak mnie potępiają, bez ogródek i bez pardonu, gdyby same były tak zaatakowane, nie broniłyby się, tak jak ja próbuję się bronić.
            Kami, jak się nie ma dość rzetelnych argumentów, najłatwiej zarzucić kłamstwo. Jeśli podważasz prawdziwość postów mojej corki, na co ja bym nie wpadla, to może samej zdarzylo Ci się stosować takie zabiegi? Po co dyskutować, jeśli się nie wierzy w prawdomówność osoby, z którą się dyskutuje? Jaki to ma sens? Może spotkałaś kiedyś osobę taką, jaką ze mnie chcesz na siłę zrobić, i ta osoba wyrządziła Ci jakąś krzywdę, stąd wietrzysz w innych taki charakter? Zrobiłam Ci coś, że tak mnie oskarżasz?
            • herta_m Re: Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa 29.01.12, 12:29
              kami_hope napisała:
              >>To ja na podobnej zasadzie jak w/w osoby (dwie terapeutki i rzesza nieznanych forumowiczek) mogłabym ocenić, że nie ma tu zjawiska przemocy, a na pewno nie w takiej skali jaką autorka wątku przedstawia. Ofiarą również nie jest.
              Nie rozumiem tego fragmentu wypowiedzi, w nerwach jakichś pisałaś? Z niej wynika, że chcesz mi wmówić, że dwie terapeutki i rzesza nieznanych forumowiczek oceniła, że nie ulegam przemocy? Znasz te terapeutki? Terapię przechodzilam w fundacji pod hasłem przeciwdziałania przemocy w rodzinie, za darmo, uważasz, że terapeutka zajmowalaby się mną, gdyby stwierdzila, że naciągam swoją historię? Ją też zmanipulowałam? Inną, której opowiedziałam najkrócej trzy incydenty z naszego życia (bez dramatyzowania i dygresji), po jednym na każdego członka rodziny, też wmanewrowałam? Ależ jesteś przenikliwa, że mnie rozgryzłaśtongue_out Albo nie zrozumiałam tej wypowiedzi, może za głupia jestem.
          • esteraj Re: Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa 29.01.12, 12:50
            Kami, jestem nieco rozczarowana Twoim wpisem.
            W większości postów piszesz dość mądrze, ale obrażanie forumowiczki? Cwana manipulatorka?
            Chcesz zarzucić Hercie zasłanianie się przemocowym charakterem jej męża.
            Oczywiście nie można zwalać odpowiedzialności na drugiego człowieka i otoczenie za to, kim się jest. Każdy jest kowalem własnego losu. Każdy ma prawo wyboru, poza wyjątkami, kiedy go nie ma (np. człowiek zamknięty w więzieniu jak w Korei Płn.).
            Herta ma możliwość wyboru, może decydować o sobie.
            Potrafisz usprawiedliwić wybuchy agresji jej męża:
            > „Niewinnym” s
            > pokojnym głosem, można drugiego człowieka rozzłościć do imentu.
            Jej zarzucasz działanie z premedytacją.

            Mocny Twój wpis, ale czy aby nie za bardzo?
            Wszystko jest do przyjęcia, ale obrażanie człowieka?
            • kami_hope Re: Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa 29.01.12, 18:03

              Esteraj, powiem Ci tak. Określenie jakie użyłam wynika z perspektywy mojej własnej oceny na podst. wypowiedzi autorki wątku. W odróżnieniu od niej nie dbam o wizerunek „grzecznej dziewczynki” lecz staram się nazywać rzeczy takimi jakie one są, bez ubierania w fałszywą tolerancję lub skromność. Nie dbam o to czy Herta się obrazi, czy nie. Wypowiedziałam swoją opinię. Po to forum jest. A to, jaki ktoś robi użytek z tego co przeczyta, to już jego indywidualna sprawa.
              Herta ma przedmiotowo-manipulacyjny stosunek do ludzi, obraz jaki rzutuje na innych jest nieadekwatny do wytworzonego przez nią narcystycznego obrazu (niezdolność do samopoznania, skłonność do określania siebie poprzez relacje z innymi – czyli tożsamość budowana od zewnątrz a nie taka, jaka jest w rzeczywistości). Ja tu widzę zmienne, fałszywe „ja”, poszukiwanie własnej tożsamości przez innych. Stąd przyjęta rola ofiary, w oparciu o relację z mężem, która to relacja została nazwana z zewnątrz i jako taka przyjęta przez Hertę i tożsama z nią samą; jest mądra, bo pracodawca ją docenił, jest dobrą matką bo ma mądre dzieci, ma świetne relacje społeczne, bo wielu ludzi zwraca na nią uwagę, uważa się za dojrzałą i „jakąś” bo wielu ludzi wzięło udział w komentowaniu jej wątku. Ogólnie rzecz ujmując przez Herty komentarze przebija jej patologiczne „ego”. A mój negatywny odbiór jej osoby kształtuje nie tyle problem z tożsamością itp., co przetopienie tego wszystkiego na narzędzie do pozyskiwania korzyści. Ona nie widzi w tym problemu do rozwiązania, a narzędzie, okazję do wykorzystania – to różnica!
              Nie będę dalej się nad tym rozwodzić, bo sprawa nie jest na tyle ważna aby podawać skomplikowane wyjaśnienia (dot. osobowości Herty_m). Tym sposobem wątek rozrośnie się o kolejnych 300 postów, a Herta pozostanie tak czy tak w fałszywym mniemaniu.
              • herta_m Re: Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa 29.01.12, 23:15
                Kami, nie masz odwagi pisać do mnie bezpośrednio? Ona tu jest, jest żywym człowiekiem. Ona odpiera bezpardonowe ataki osób, które wymyśliły pewną teorię i nawet wbrew faktom będa się jej kurczowo trzymały. Czy Tobie ktoś zarzucał fałsz? Jakim prawem piszesz o rzekomym poście mojej córki? Masz jakiekolwiek podstawy, żeby rzucać takie oszczerstwo? Znasz mnie. O, zapomnialam, taka jesteś przenikliwa, że wydedukowałaś to z moich postów, że kłamię?
                Czy zwróciłaś uwagę łaskawie, kiedy i dlaczego pisałam o pracy i innych osiągnięciach? Nie, bo to nie pasuje do teorii strasznej, nijakiej kreatury, jaką ze mnie robisz. Pisałam w odpowiedzi na kolejno stawiane zarzuty, można to sprawdzić. Chcecie ze mnie zrobić sfrustrowaną, nieudaczną przemocową manipulatorkę, bronię się, to takie dziwne?
                Jakie korzyści czerpię z tworzenia tutaj swojego ego? Możesz mi to wyjaśnić? Możesz się zwracać bezpośrednio do mnie? Czy na to nie zasługuję? Pogarda, to dobre słowo.
                • kami_hope Re: Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa 30.01.12, 02:26
                  O JeZu! Że tak wezwę imię na wysokości…
                  Do Ciebie się nie da bezpośrednio, bo od razu „ataki, rzucane oszczerstwa, przemoc”, itp. No weź tak zrób krok od siebie i wyluzuj… A potem popatrz na siebie i oceń siebie. „Jakim prawem”, „oszczerstwa” – po piernika Ci to dramatyzowanie? Nic się nie stało. Nie dramatyzuj. Takim prawem, że to forum i ludzie mają prawo do swobodnego wygłaszania opinii (póki co).
                  Czytałam dokładnie Twoje wypowiedzi, i szczerze mówiąc już mi się nie chce. No przepraszam, ale już mi się nie chce, i nie, że pogarda, ale bicie piany bez końca… no weź się zastanów. Nie tylko Ty i ja tu jesteśmy. A ja nie zamierzam monopolizować rozmowy. Zresztą i tak już wiele osób się tu wypowiedziało i z zupełnie słusznymi uwagami, i równie dobrze one mogą powiedzieć, że masz ich w pogardzie...
                  I widzisz? Znowu jesteś ofiarą. Tym razem kami_hope (lub/i innych), i znowu się bronisz. I będziesz tak męczyć i męczyć, aż w końcu ktoś powie „odpitol się babo”.
                  A córka? No jak już tak bardzo chcesz… Sebalda pisze z esyfloresy na „zycie rodzinne”, nie mówiąc, że to do córki, tylko taką sobie „korespondencję” prowadzą za pomocą forum, , ale niech tam będzie – bo jeśli mają problem w komunikacji bezpośredniej, to jeśli taką drogą można znaleźć wspólny most, to Ok., tyle że później tutaj (RiCD) podajesz link do postu córki. Dalej… nie precyzujesz który to tekst. Czytelnik musi się domyślać (skupiasz uwagę! to, to patologiczne ego, które chce być w centrum uwagi, to to, czego właśnie domagasz się ode mnie, a ja nie chcę, ale to robię… bo ulegam <ja głupia!> )
                  I w końcu… poświęcę się, i grzecznie! ( smile ) wypiszę kilka klasycznych podręcznikowych cech manipulatora:
                  -pozwala sobie na obwinianie innych – w imię więzi rodzinnych, przyjaźni miłości, itp.
                  -zrzuca odpowiedzialność na innych albo wręcz wypiera się własnej odpowiedzialności,
                  -nie precyzuje jasno swoich potrzeb, próśb, uczuć ani opinii
                  -udziela wymijających odpowiedzi,
                  -zmienia opinie, sposób zachowania i stosunek do innych osób w zależności od sytuacji,
                  -każe innym sądzić, że powinni być doskonali, że nie wolno im zmieniać zdania, że powinni wszystko wiedzieć, że powinni natychmiast spełniać jego prośby i życzenia,
                  -podważa zalety oraz kompetencje innych ludzi, krytykuje je w sposób zawoalowany, podaje wątpliwość cudzą wartość, stale osądza
                  -do przekazywania własnej opinii wykorzystuje innych ludzi lub przedmioty (woli rozmawiać przez telefon niż twarzą w twarz, zostawia notatki),
                  -sieje niezgodę i wzbudza podejrzenia, stara się podzielić ludzi
                  -chętnie odgrywa rolę pokrzywdzonego by budzić współczucie,
                  -podkreśla cudzą ignorancję oraz swoją wyższość,
                  -kłamie,
                  -deformuje przekazy i interpretuje je po swojemu
                  - jest egocentrykiem
                  -nie znosi wszelkiej krytyki i zaprzecza faktom,
                  -jego wywód zdaje się logiczny i spójny zaś zachowanie i sposób bycia mówią coś zupełnie innego,
                  -wykorzystuje pochlebstwa,
                  -nakłania nas do działań, do których najprawdopodobniej nie bylibyśmy skłonni z własnej woli, itp.
                  I ja nie twierdzę, że kilka z powyżej wymienionych cech kwalifikuje kogoś do miana manipulatora. Nie, nie. Każdemu z nas zdarza się kłamać lub obarczać innych winą, krytykować, itp. Ja mówię o całym zespole cech, które po prostu TU, w tych TWOICH postach SĄ. I kropka. Tyle mam do powiedzenia.
                  Ty pozostajesz przy swoich poglądach, wolno Ci. Ja pozostaję przy swoich, wolno mi.
                  Życzę dobrej nocy i zupełnie szczerze – sukcesów w prostowaniu swojej drogi życiowej.

                  P.S. Więcej komentować nie będę choćbyś nie wiem jaką drogą wymuszała zwrócenie na siebie uwagi. Zrozumiałaś? Jak nie, to trudno... Pa


      • herta_m Re: Nie tylko teoria 28.01.12, 11:48
        > Tak czytam Herta Twoje teksty i co raz bardziej nabieram przekonania, że za żad
        > ne skarby bym nie wytrzymała w domu z kimś takim. Nie chciałabym takiej żony an
        > i nawet przyjaciółki

        Na szczęście nie ma przymusu. Rozumiem, że mąż jest przy mnie ponad 20 lat i na pewno nie zgodzi się na rozwód, zrobi wszystko, żeby do tego nie dopuścić, bo jest ślepy i głuchy, a wszystkie moje bliższe i dalsze koleżanki są albo głupie, albo równie beznadziejne jak ja.

        Zajrzałam do archiwum
        > i zobaczyłam setki, a może i w sumie tysiące tekstów pisanych przez Ciebie na r
        > óżnych forach i tak sobie pomyślałam, że jakbyś z takim samym zaangażowaniem sk
        > upiła się na rozwoju osobistym to Twoje życie wyglądało by zupełnie inaczej.
        Zobaczyłas może ilość, nie wydaje mi się, żebyś je przeczytala wszystkie. Zatem nie możesz wiedzieć, czy wszystkie są o mnie i o moim małżeństwie. Przez jakiś czas rozkminiałam moje malżeństwo, zgłębiłam problem przemocy w rodzinie i teraz czasami (o zgrozo!) staram się doradzać innym. Interesuję się też psychologią wychowania, w tych kwestiach też ośmielam się wypowiadać. Zatem nie tylko o sobie piszę. Ba, zdarza się, że piszą do mnie kobiety na priva, bo chcą mojej porady na podstawie moich wypowiedzi z forum. Rzeczywiście najlepiej się zwracać o poradę do niesamodzielnej, niedojrzałej osoby. A pytaja o różne rzeczy, nie tylko o przemoc. Wszystkie się nabrały, tak? Tylko najmądrzejsza kami_hope mnie zdemaskowała, brawo!
        > Powiem wprost (chociaż chyba nikt czegoś takiego jeszcze do Ciebie nie napisał)
        > , te rzeczy które opisujesz, to bzdury rozdymane do śmiesznych rozmiarów
        Rozumiem, że jak mąż stoi pod drzwiami łazienki i mówi, że liczy do trzech, a jak nie otworzę, to nie jedzie ze mną na pogrzeb, potem ja sama jadę, a on po jakimś czasie wykrzykuje, że zostawiłam go jak psa, to jest faktycznie bzdura, tak? Nie opisałam nawet ulamka tego, co on mi zrobił, bo niektóre z Was i tak mnie już potępiły za to, że się jeszcze nie rozwiodłam, nie chcę dostarczać materiału, ale jak chcesz, mogę Ci na priva opisać (postaram się na sucho, bez dramatyzmu) inne jego zachowania, chcesz?
        Dążysz do tego, aby czytelnik zobaczył Ciebie i Twój świat w
        > sposób, w jaki Ty go postrzegasz (chcesz postrzegać!)
        A jak mam go opisać, oczami mojego męża (jak?), koleżanek z pracy, może mojego psa???
        Opisuję moją rzeczywistość widzianą moimi oczami, bo każdy tak opisuje, jak można inaczej, to takie dziwne i nienormalne?
        Problem w tym, że większ
        > ość ludzi dąży do dojrzałości, do niezależności, do pokonywania przeszkód mimo
        > różnych uwarunkowań i ograniczeń przez własne słabości. Niezależności – w
        > szerokim znaczeniu tego słowa- od natury, sytuacji zewnętrznych, dlatego wciąż
        > podnosimy swoje kwalifikacje, aby lepiej zarabiać, aby móc wybudować dom, aby
        > mieć w nim ogrzewanie i nie cierpieć z zimna. Chcemy mieć samochody by móc doje
        > żdżać do pracy, by szybciej pokonywać przestrzeń, by nie spędzać niepotrzebnych
        > godzin w pociągach czy autobusach, a zaoszczędzony czas spożytkować na coś cen
        > niejszego.
        Może nie muszę się przed Tobą tłumaczyć, ale co tam, już zaczęłam, zresztą w tym wątku wiele razy przyznawałam rację wielu osobom, przyznawałam się do błędów, tłumaczyłam się, to mogę jeszcze trochę. Dla Twojej informacji zdobyłam pracę, która jest ponad moje kwalifikacje zawodowe, ale szef dal mi szansę, zobaczył we mnie potencjał, skorzystałam z tego, wykazałam się i jestem bardzo cenionym pracownikiem. A szefa mam nadzwyczajnego, facet jest wybitnie inteligentny i pracowity. W autobusach czasu nie tracę, bo czytam nałogowo, przyzwyczaiłam się do dojazdów, poza naprawdę mroźnymi dniami, nie narzekam tak bardzo, jak widzisz pożytkuję jakoś ten czas. Kiedyś, gdy moja praca byla po drodze do pracy męża, mąż mnie woził, często w ramach fochu za jakieś moje przewinienie, karał mnie niewożeniem, pół biedy, gdy nie woził mnie, gorzej, że czasami focha na mnie rozciągał też na Bogu ducha winne dzieci. Nie, bo nie.

        > Zobac
        > z jak dalece rozrósł się ten wątek. Skupiasz na sobie tak wiele uwagi. Pochł
        > aniasz energię z otoczenia, by jak najchytrzej dysponować własną energią,
        j
        > ak najwięcej zaoszczędzić dla siebie, by nie musieć się wysilać, by nie musieć
        > podejmować wyzwań, by nie musieć odpowiadać za siebie.
        Wybacz, moja droga, ale ja tylko odpowiadam grzecznie na posty, zważ na to. Gdybym była taka, jak tutaj próbujesz udowodnić: niedojrzała, nijaka, mdła, śliska, nierzeczywista i odpychająca, nikt by się mną nie zainteresował, nie pisał tutaj. Nie wiem, czy wiesz, ale takimi stwierdzeniami obrażasz wszystkich uczestników tej dyskusji, skoro angażują się w rozmowę z taką kreaturą, wszyscy się nabrali? W innym miejscu może tak by mogło być, że swoim dramatyzmem uwiodłam, ale tutaj? Tyle osób doradza takiej oszustce, mitomance, do tego nijakiej? Hmmm, dziwne, zaiste.
        Tak, wiem, w niektórych dziedzinach jestem może niedojrzała, nie jestem silną, zdecydowaną laską, ktora idzie przez życie pewna siebie, mam dużo wątpliwości, dużo lęków, może jestem asekurancka, bo rzeczywistość dookoła nie napawa optymizmem. Myślę też o przyszłości i zabezpieczeniu swoich dzieci, ale to osobny temat, nie na omawianie tutaj. Po prostu jest ileś tam uwarunkowań, ktore sprawiają, że moje działania muszą być wyważone i przeprowadzone nader mądrze. Niemniej nie dam sobie już nigdy wmówić, że mój mąż traktuje mnie tak, jak traktuje, bo sama sobie na to zasłużyłam, wiem to na 100%, że on jest typowym przemocowcem, a że ja tyle lat nie umialam tego rozpoznać, to zupełnie inna historia.
        I jeszcze mnie nurtuje, jak taka mdła, nijaka, beznadziejna osoba mogła wychować tak fantastyczne dzieciaki? Dziwne, naprawdę dziwne.
        • sandrad2 Re: Nie tylko teoria 28.01.12, 12:14
          O mamus, z tego wniosek że trzeba ostrożnie radzić się na forach bo można trafić na teoretyków neofitów, którzy nie umieją u siebie rozwiązać prostych problemów więc sobie ego podbudowują doradzaniem innym na forach.
      • yoma Re: Herta, to jest teoretyzowanie... słowa, słowa 28.01.12, 11:52
        A ja się z Kami zgadzam.
        • herta_m Re: Obiektywizm i zarzut o teoretyzowaniu 28.01.12, 14:10
          Dla tych, ktorzy uważają, że oceniam tylko ze swojego punktu widzenia (a z czyjego mam to robić?) i że drobiazgi wyolbrzymiam i rozdmuchuję, wkleję wątek, w ktorym (nie wiem czemu, bo corka zrobiła to chyba tylko raz, ona nie lubi forów) wypowiedziała się moja córka. Dziś patrzę, że to już rok, smutne to. Jestem przekonana, że nie muszę pisać, jaki nick ma córka, dla ułatwienia dodam, że pojawia się bardziej przy końcu wątku:
          forum.gazeta.pl/forum/w,898,120213317,,Spierdzielone_swieta.html?v=2
          • sandrad2 Re: Obiektywizm i zarzut o teoretyzowaniu 28.01.12, 14:26
            A ja Ci wkleje ten:

            forum.gazeta.pl/forum/w,24087,132591115,132775386,Z_tym_pelna_zgoda_.html
    • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 28.01.12, 23:38
      Takie są uroki forum, że każdy może pisać co chce. Na niektóre wypowiedzi nawet szkoda czasu by się do nich odnosić.
      -----------------------------------------------------------------------------------------------------------
      "Jestem zwolennikiem poglądu, że racja leży nie po jednej ani po drugiej stronie konfliktu, nie po środku, tylko tam, gdzie leży. A to miejsce można spróbować odnaleźć tylko wtedy, kiedy ma się umysł jako tako otwarty"
      Sisi_kecz

      Pozwoliłam sobie wkleić cytat koleżanki z innego forum, bo to trafne stwierdzenie.
    • sandrad2 Harta nie powinna się rozwodzić 29.01.12, 17:48
      Zanim się nie nauczy odpowiedzialnego życia i dorosłości.

      Wyobrażacie sobie jakie jatki będą miały dzieci z takimi rodzicami po rozwodzie??
      Matka nadal będzie wisieć emocjonalnie na dzieciach, córka przecież już ma prawo jazdy więc będzie musiała mamusi zakupy robić codziennie bo ona sama nie umie będzie potrzebować zajmowania się nią, albo matka zmanipuluje ją tak, że nie wyjdzie z tego chorego domu nigdy bo będzie miała poczucie winy że to ona namawiała matkę na rozwód a teraz mamusia ma depresję więc... trzeba się dla niej poświęcić i zrezygnować z siebie. Matka będzie chciała nadal anektować dzieci emocjonalnie dla siebie więc po rozwodzie ojciec poczuje się w dwójnasób odrzucony i pogardzany przez całą dotychczasową rodzinę i kontakt na lata będzie zamrożony, nie dośc że dzieci nie widziały jak ma wyglądać normalna relacja między rodzicami to jeszcze teraz straca ojca na dobre a zyskają dwoje osobno awanturujących się, manipulujących i roszczeniowych osobników.
      Teraz dzieci trzyma w domu młody wiek i litośc nad matką. Ale jest szansa że gdy się unieżaleznią finansowo to uciekną z tego domu i pewnie o tym marzą. By doznać innego życia. Po rozwodzie rodziców matka na tysiąc procent zawiśnie organizacyjnie i emocjonalnie na dzieciach a najpewniej na corce... Biedne te dzieci.
      • to.ja.kas Re: Harta nie powinna się rozwodzić 29.01.12, 20:45
        Nie będę robić analizy osobowości Herty, aczkolwiek to co pisze Kama wydaje mi się prawdopodobne. Już analiza głupiego podziału obowiązków w jej domu od którego się zaczeło pokazuje, że sytuacja wygląda inaczej niż ona to opisuje. Ma tendencje do niedoceniania wysiłków innych i ich wkładu w działanie oraz stawianie siebie na piedestale osoby która wręcz słaniając się na nogach pracuje jako niedoceniana gosposia na rzecz całej rodziny, aczkolwiek przecież i mąż i dzieci (podobno) są zaangażowane w prace w domu. to raz.

        Dwa - jeśli ten wpis córki jest autentyczny to niestety Herta nie udało Ci sie uchronić dzieci przed tym co sie dzieje w Waszym domu. Tylko ja nie jestem już taka pewna kto przemocowiec a kto ofiara. Pocztaj Kamę tak bez złosci i spróbuj obiektywnie popatrzeć na siebie.
      • herta_m Re: Herta bez męża da sobie radę 29.01.12, 23:06
        spokojna glowa. Zakupy robi mąż, bo ma 10 min drogi do domu, jest zmotoryzowany, na dwa samochody nas nie stać, nawet gdybym prowadziła, ponadto nie stać nas na zakupy w sklepie osiedlowym, a on pod pracą ma tani market. No faktycznie zawislam na mężu z tymi zakupami i faktycznie wielki z niego bohater, a ze mnie ostatnia świnia, że tego nie doceniam. Litości, zastanów się, czym tutaj we mnie rzucasz.
        Post corki mówi bardzo wiele, ale najwyraźniej czytany jest tylko pod hipotezę, z jaką to przemocową manipulatorką macie tutaj do czynienia. Kuriozalność tego zarzutu, poziom jego absurdu jest tak wielki, że chyba nie chce mi się tego komentować.
        Córka napisała, że broniłam ojca, gdzie tutaj moje anektowanie i nastawianie dzieci, tego oczywiście nie doczytałyście, bo to nie pasuje do Waszej tezy. Bo taka osoba jak ja ZAWSZE nastawia dzieci przeciwko ojcu. Jak fajnie dopasowywać wszystko do swojej teorii, nawet wbrew logice, wbrew faktom. To ja doprowadziłam, że facet wyliczał mnie pod drzwiami łazienki, zastosował szantaż emocjonalny, a potem jeszcze wszystko zrzucił na żonę, bo go zostawiła jak psa. A może to też sobie wymyśliłam? Oszukałam terapeutkę i całą masę ludzi, z ktorymi mam kontakt, tylko kilka najmądrzejszych na świecie, takich przenikliwych i doświadczonych kobiet z tutejszego forum nagle mnie rozszyfrowało.
        Nie dość się jeszcze tutaj pokajałam? W ilu postach przyznawałam się do różnych słabości i błędów? Ale jeśli ktoś zarzuca mi fałsz, manipulację i to, że to ja jestem stroną przemocową, cierpliwość mi się kończy. Niektóre z Was widać mają tak ciężkie doświadczenia, zostały przez kogoś tak strasznie skrzywdzone, że przez ten pryzmat oceniają innych, projektują, nie wiem, jak to nazwać. Chyba pozostaje mi tylko współczuć. Może ja jednak nie mam tak źle, bo jak strasznie trzeba ucierpieć, żeby w innych widzieć tak kuriozalne rzeczy?
        • mola1971 Re: Herta bez męża da sobie radę 29.01.12, 23:15
          Herta, ja Ci napiszę krótko. Jeśli to napisała Twoja córka to przeczytaj to jeszcze raz. A jak to nie pomoże to drugi, trzeci i aż do skutku. Tzn. aż zrozumiesz, że tamten post to krzyk rozpaczy Twojego dziecka. Dziecka, które błaga o to byś się rozwiodła i by ona wreszcie miała w domu spokój.

          Sama na własnej skórze to przerabiałam. W dzieciństwie modliłam się o to by rodzice się rozwiedli. Nie rozwiedli się, więc ja "uciekłam" za mąż. Jak ta "ucieczka" się skończyła to wiadome bo jestem na tym forum.
          Chcesz by Twoja córka wpakowała się w jakiś chory związek tylko po to by wyprowadzić się z domu?

          I powiem wprost - jeśli w przyszłości z Twoją córką zacznie się dziać coś złego to będzie to w takim samym stopniu Twoja wina. Bezczynność też jest winą. Jest grzechem zaniechania. To już do Ciebie jako do katoliczki.
          • herta_m Re: Mola, 29.01.12, 23:23
            czy Ty myślisz, że ja tego nie przepłakałam? Miałam okres ciągłego obwiniania się z tego powodu, ale co da, że teraz będę się z tego powodu zadręczać? Myślisz, że to pomoże mojej córce? Właśnie dla niej chcę być teraz silna, samobiczowanie się nic teraz nie da. I ona to tez wie. Tamten post pisała w gniewie, zeszłoroczne święta były masakryczne. Potem bywają okresy, że się z ojcem dogaduje, przed tymi świętami nawet zaszło coś istotnego w ich stosunkach, ale to za szeroki temat, teraz jest znacznie lepiej, obserwuję dzieci bardzo uważnie, wiem, że jeszcze trochę dadzą radę, decyzję o rozwodzie podjęłam, teraz muszę się przygotować, by zminimalizować skutki. Tyle.
            • mola1971 Re: Mola, 29.01.12, 23:33
              Herta, w to, że przepłakałaś wierzę, ale co z tym zrobiłaś? Nic.
              Córka może się z ojcem dogadywać, może się dogadywać z Tobą. Ale oddzielnie. Razem stanowicie dla niej chory przykład małżeństwa. Chcesz by takie samo miała? A tak będzie, bo ona niczego innego nie zna. Wpakuje się dziewczyna w związek z jakimś palantem, bo nie wie co to znaczy normalny mężczyzna.

              Wiesz, ja swoich rodziców uwielbiam, ale każde osobno. Razem są nie do zniesienia. Razem tworzą tak toksyczną mieszankę, że zbyt długo z nimi wytrzymać się nie da.
              I dziś, gdy sama jestem dojrzałą kobietą, to po prostu jest mi ich żal, bo sami na własne życzenie spieprzyli życie mi, mojemu bratu i sobie. Ja i brat dorośliśmy, dojrzeliśmy i po różnych burzach życiowych (póki co) wyszliśmy na prostą, ale oni na prostą już nigdy nie wyjdą. Będą się męczyć ze sobą do końca. A życie to nie powinna być męka.
            • nowel1 Re: Mola, 29.01.12, 23:37
              Oszukujesz się.
              Życzliwe uwagi ludzi ignorujesz. Historię, którą ja przytoczyłam, a która mogłaby Ci jakoś tam pomóc, zignorowałaś.
              Będziesz w tym bagnie siedzieć na własne życzenie kolejne lata.
              Szkoda, że dzieci również, aż do zupełnej dorosłości.
              Twoje życie, Twoja sprawa; niepotrzebne bicie piany na forum i tyle.
              • to.ja.kas Re: Mola, 30.01.12, 01:01
                Herta napisała:
                "Córka napisała, że broniłam ojca, gdzie tutaj moje anektowanie i nastawianie dzieci, tego oczywiście nie doczytałyście, bo to nie pasuje do Waszej tezy. Bo taka osoba jak ja ZAWSZE nastawia dzieci przeciwko ojcu."

                A gdzie ja psia kostka pisałam, ze nastawiałas dziecko rzeciw ojcu? Napisałam, ze NIE UCHRONIŁAS. To bez sensu, Ty nie czytasz wprost, Ty czytasz miedzy wierszami i każą krytykę traktujesz jak atak.
                • herta_m Re: Kas, 30.01.12, 10:10
                  oczywiście, że nie napisałaś, ale inne osoby napisały, wątek jest teraz tak rozbudowany, a ataki na mnie tak zmasowane, że nie zawsze dobrze się podpina. Zwrócę na to uwagę i będę może cytowała albo zwracała sie bezpośrednio.
                  Do pewnego momentu była krytykowana i tę krytykę przyjmowałam, ale w pewnej chwili krytyka zamieniła się w atak, padają tutaj bardzo poważne zarzuty pod moim adresem, choć w wielu sprawach nadal się kajam. Gdy jednak próbuje się ze mnie zrobić przemocowca, wybacz, nerwów już nie starcza.
                  Kas, naprawdę uważasz, że nie jestem atakowana? Niektóre podsumowania pod moim adresem są tylko niewinnymi radami dobrych cioć? Czytasz cały wątek i możesz z ręką na sercu stwierdzić, że nikt tutaj nie traktuje mnie z pogardą i największą niechęcią? Mam nie reagować, jak się mnie niesprawiedliwie oskarża, że to ja w związku jestem stroną przemocową?
                  • to.ja.kas Re: Kas, 30.01.12, 10:17
                    Widzisz, w całej tej rozmowie (dość emocjonalnej) argumenty ad personam i "mocne" padają po obu stronach. Ty nie musisz się tłumaczyć. Zrozum to. Zapytałaś, masz odpowiedzi. Czasami inne niż oczekiwałabyś, bo Rybak dobrze zauważył poniżej czego oczekujesz...oczekujesz akceptacji dla własnych opinii, poglądów "podjętej" (akcent na cudzysłów) decyzji i akceptacji dla bierności. Próbujesz wmówić nam, że krzyk rozpaczy Twojej córki to taka tam irytacja bo tak w ogóle to nie jest tak źle. Ale skoro nie jest tak źle to o co chodzi? A Ty wiesz o co Ci chodzi? Tak tylko pytam retorycznie. Bo ja mam wrażenie, że wiem mimo iż Ty się tego wypierasz.
                    • herta_m Re: Kas, 30.01.12, 11:17
                      Krzyk rozpaczy moje córki, hmmm. Myślałam, że to ja mam tutaj monopol na dramatyzowanie. Wyraz wściekłości na ojca, na pewno. Wyraz żalu do matki za jej naiwność i bezradność, też. Ale rozpacz to jednak trochę za duże słowo, ja jednak trochę lepiej znam swoje dziecko.
                      Ja rozumiem, że jest tutaj dużo kobiet, ktore ucierpialy, wywodząc się z przemocowego domu, ale nie każdy przemocowy dom wygląda dokladnie tak samo, nie każda matka jest zupełnie bezwolną ofiarą. Przez to, że się wcześniej nie rozwiodłam, na pewno zaszkodziłam dzieciom, ale też włożyłam bardzo wiele wysiłku, żeby ich straty nie były nieodwracalne i wyjątkowo ciężkie, nie znacie ani mnie, ani moich dzieci, nie możecie projektować na nas swoich traum. Rozumiem Wasze podejście, ale też zwracam uwagę na ograniczoność takiego podejścia.
                      • moniapoz Re: Kas, 30.01.12, 11:27
                        Herta

                        utnij tą dyskusję i przestań się tłumaczyć !
                        przemyśl wszystko na spokojnie
                        idź do psychologa....nie wiem ale nie trać energii na udowadnianie wszystkim, że jest OK
                        bo sama wiesz, że nie jest
                        może to głupie ale tak sobie pomyślałam, że jak na forum nie umiesz odpuścić to pewnie w domu też nie umiesz ....a czasami trzeba odpuścić !! a nie upierać się przy swoich argumentach, racjach i wizjach świata.
                        piszę to wszystko z wielką sympatią do Ciebie, choć im dłużej czytam tym większe zdziwienie budzi u mnie Twoja postawa.


                        ------
                        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                        • herta_m Re: Monia, 30.01.12, 11:41
                          ale jak ja mam się zgodzić z oskarżeniem, że to ja w związku jestem przemocowcem? Mam położyć po sobie uszy i powiedzieć: Tak! olśniło mnie, dzięki kochani, odkryliście moją prawdziwą naturę, to ja wszystkiemu jestem winna! Ponad 20 lat trwałam w związku, biorąc część winy na siebie i co z tego wynikło? Bezkarnie znęcający się mąż i krzyczące z rozpaczy dzieci?
                          Dlaczego ja mam uciąć? Czy ja sama ze sobą dyskutuję? Odpowiadam, bo nie zgadzam sie z najbardziej skrajnymi opiniami, mam prawo?
                          • woda_woda Re: Monia, 30.01.12, 11:51
                            herta_m napisała:

                            > ale jak ja mam się zgodzić z oskarżeniem, że to ja w związku jestem przemocowcem


                            Ależ jesteś nim.

                            Twoja przemoc polega na tym, że oczekujesz od innych, aby zachowywali się zgodnie z twoimi oczekiwaniami oraz mówili to, co chcesz usłyszeć.

                            Jeśli jest inaczej, stawiasz się w roli ich ofiary.

                            Tak jest na forum i tak - z pewnością - jest w twoim domu. No bo niby czemu miałoby być inaczej?

                            Przy czym jest zupełnie jasne, że nie zgodzisz się z tą opinią, bo zgadzasz się tylko z tymi opiniami, które są zgodne z twoimi oczekiwaniami. Dość typowe smile
                            • herta_m Re: Woda 30.01.12, 12:02
                              zgodziłam sie z opiniami, że ustawiłam się w roli ofiary (nie było łatwo), zgodzilam się, że jestem rozmemłana, czy zwrócilaś uwagę, że do pewnego momentu się zgadzałam?
                              Jak ma się zgodzić z czymś, co uważam za krzywdzące wobec mnie? Wytłumacz mi to, proszę. Czego tym dowiodę? Ktoś Ci powie, że jesteś złodziejką, to dla uznania, że nie oczekujesz uznania Twojej racji, podporządkowania się Twoim oczekiwaniom, powiesz: rzeczywiście ukradłam?
                              Dlaczego mam sie zgodzić z czymś, co jest tak absolutnie w niezgodzie z moimi odczuciami? W imię czego?
                              • woda_woda Re: Woda 30.01.12, 12:08
                                herta_m napisała:


                                > Dlaczego mam sie zgodzić z czymś, co jest tak absolutnie w niezgodzie z moimi o
                                > dczuciami?

                                A ktoś ci każe się zgadzać? Nie zgadzaj się.
                                Nie zmieni to w niczym mojej opinii, którą wyżej wyraziłam.
                                • woda_woda Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 12:13
                                  "Przy czym jest zupełnie jasne, że nie zgodzisz się z tą opinią, bo zgadzasz się tylko z tymi opiniami, które są zgodne z twoimi oczekiwaniami. Dość typowe smile"

                                  smile

                                  Mam matkę o takich cechach, jak twoje, więc dosknale wiem, na czym polega twoja wyrafinowana przemoc.
                                  Więc nie da się mnie wrobić w pozorne szukanie odpowiedzi na pytanie "jak żyć do rozwodu". Bo żadnego rozwodu nie będzie - musiałabyś wtedy SAMA robić zakupy, gotować prać, soprzątać itepe - no i na kogo uskarżałabyś się wtedy? Na dzieci, wiadomo.
                                  • herta_m Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 12:29
                                    woda_woda napisała:
                                    Bo żadnego rozwodu nie będzie - musiałabyś wtedy SAMA robić zakupy
                                    > , gotować prać, soprzątać itepe - no i na kogo uskarżałabyś się wtedy? Na dziec
                                    > i, wiadomo.

                                    I tu się mylisz, bo w rzeczy samej mam zamiar tak wykorzystać dzieci, po rozwodzie zapędzić je do niewolniczej pracy w domu, a sam wreszcie uwalić się na kanapie z piwem w jednej i pilotem w drugiej ręce, a co, nie wolno mi?
                                    Córka i syn po ojcu odziedziczyli zamiłowanie i zdolnności kulinarne, pozbywając się dziada, nic w tym zakresie nie stracę.
                                    • woda_woda Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 12:30
                                      herta_m napisała:


                                      > I tu się mylisz

                                      Jasne, wszyscy się mylą, tylko nie ci, którzy piszą, to czego oczekujesz smile

                                      Jeśli idzie o mnie, to już wszystko na ten temat napisałam.
                                      • herta_m Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 12:36
                                        woda_woda napisała:

                                        > herta_m napisała:
                                        >
                                        >
                                        > > I tu się mylisz
                                        >
                                        > Jasne, wszyscy się mylą, tylko nie ci, którzy piszą, to czego oczekujesz smile

                                        Ironia też nie trafia, hmmm. Ciężki kaliber. Wycięłaś kawałek, chyba dalej nie doczytałaś, a teraz taka z siebie zadowolona? Pogratulować tongue_out
                                        • woda_woda Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 12:39
                                          herta_m napisała:

                                          Wycięłaś kawałek, chyba dalej nie
                                          > doczytałaś


                                          Tak to sobie tłumacz. I może weź się w końcu dojakiej roboty, bo chyba bardzo się nudzisz tyle czasu ttracąc na forum smile

                                          • herta_m Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 13:00
                                            Wy też tracicie, bo zakładam, że czytacie wszystko wnikliwie, pozwalając sobie na takie kopanie nieznanej osobytongue_out Chyba nie robicie tego bezpodstawnie, prawda?
                                            Obliczyłam, nie piszę jednego postu 15 min. Piszę bezwzrokowo, bardzo szybko, myśli tez umiem szybko zbieraćwink
                                            • yoma Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 13:11
                                              Herto

                                              tytuł twojego wątku brzmi "jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni". Po twoich zwłaszcza ostatnich wpisach widzę, że odpowiedź brzmi "na pewno nie w ten sposób, w jaki uwielbiasz to robić".

                                              Krótko mówiąc - dziamgasz.
                                              • herta_m Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 13:33
                                                yoma napisała:

                                                > Herto
                                                >
                                                > tytuł twojego wątku brzmi "jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni". Po twoi
                                                > ch zwłaszcza ostatnich wpisach widzę, że odpowiedź brzmi "na pewno nie w ten sp
                                                > osób, w jaki uwielbiasz to robić".

                                                Słowami-kluczami tej wypowiedzi są te dwa: ZWŁASZCZA OSTATNICH. Zgadnij dlaczego? Zarzucono mi tutaj kilka dni temu, że jestem bierna i kreuję się na ofiarę. Otóż nie jestem, skoro tak zaciekle się bronię. Nieprawdaż?
                                                • yoma Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 14:02
                                                  Dobra rada na koniec: się nie broń, bo cię nikt tu nie pali na stosie. Zamiast tak gorliwie zbierać chrust na stos, się raczej zastanów.
                                  • herta_m Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 12:32
                                    woda_woda napisała:

                                    > "Przy czym jest zupełnie jasne, że nie zgodzisz się z tą opinią, bo zgadzasz si
                                    > ę tylko z tymi opiniami, które są zgodne z twoimi oczekiwaniami. Dość typowe smile

                                    Zmieniłam zdanie. Tak, masz rację, ze wszystkim, Ty i inne osoby. Jestem rozmemłana, mam przerażającą twarz, nijaka, śliska, beznadziejna, manipulatorka, leń, czepialska, nieustępliwa, bierna i agresywna w jednym, no i na koniec, oczywiście, jestem przemocowcem. Hmmm, ciekawe, nie ma odpowiednika żeńskiego, przemocowczyni? Przemocówka?
                                    Zadowolona?
                                    • woda_woda Re: Potwierdziłas tylko moje słowa: 30.01.12, 12:33
                                      herta_m napisała:


                                      > Zmieniłam zdanie. Tak, masz rację, ze wszystkim, Ty i inne osoby. Jestem rozmem
                                      > łana, mam przerażającą twarz, nijaka, śliska, beznadziejna, manipulatorka, leń,
                                      > czepialska, nieustępliwa, bierna i agresywna w jednym, no i na koniec, oczywiś
                                      > cie, jestem przemocowcem. Hmmm, ciekawe, nie ma odpowiednika żeńskiego, przemoc
                                      > owczyni? Przemocówka?

                                      Daruj sobie, to jest po prostu żałosne.
                                      > Zadowolona?
                          • moniapoz Re: Monia, 30.01.12, 11:53
                            nie masz po co się bronić i udowadniać nam wszystkim, że nie jest tak jak ktoś pisze.
                            odpuść, zdystansuj się i przeczytaj ten wątek za jakiś czas (za parę dni lub nawet więcej)
                            gwarantuję Ci, że zobaczysz wszystko w innym świetle, bo teraz sama siebie nakręcasz
                            i niestety dyskusja staje się bez sensu, dodatkowo skupiłaś się na obronie przed atakami
                            zamiast na sednie. to jest forum, tu każdy może pisać co chce nawet Ciebie nie znając, ale czemu Ty za wszelką cenę chcesz tym obcym osobą coś udowodnić - nie rozumiem
                            moja rada : ODPUŚĆ !!! ZDYSTANSUJ SIĘ i wróć do wątku już bez emocji.




                            ------
                            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  • nowel1 Re: Kas, 30.01.12, 10:26
                    Tu nie chodzi o to, żebyś się tłumaczyła, kajała albo coś udowadniała.
                    Szkoda pary.
                    Przeczytaj to co ludzie piszą jeszcze raz i coś z tego dla siebie wyciągnij, bo błądzisz.
                    A już to Twoje zdenerwowanie, bo ktoś Cię "niesprawiedliwie ocenia" jest kompletnie bez sensu - przecież Twoim celem jest otrzymanie innego oglądu sytuacji, jakiegoś pomysłu na to co dalej, spojrzenia z dystansu, a nie udowodnienie na forum, że jesteś skrzywdzona i bez skazy.
                    • moniapoz Re: Kas, 30.01.12, 10:49
                      dokładnie tak !
                      nawet jeżeli niektóre odpowiedzi były mocne (oj mocne Kamismile
                      to uważam, że zamiast tracić czas na odpisywanie i udowodnianie, że jesteś w porządku
                      to weź może zdystansuj się i z pokorą zastanów czy nawet w tych najbardziej "atakujących" odpowiedziach nie ma ziarnka prawdy i co powinnaś zrobić, żeby przede wszystkim Twoim dzieciom było dobrze.
                      faktycznie chyba się w tym wszystkim zakręciłaś....to chyba jakaś auto - obrona psychiczna, że usprawiedliwiasz się cały czas i w zasadzie odwracasz kota ogonem.
                      post Twojej córki powinien być dla Ciebie impulsem do działania a nie tematem do wrzucenia na jakimś forum.

                      ------
                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • rybak Re: Mola, 30.01.12, 09:04
              Herta, po mojemu Kami ma wiele racji. Mało tego - okazuje się, że Twoja córka ma więcej rozsądku niż Ty. Popatrz - niemal wszyscy doszli tu już do wniosku, żeście się zapętlili i Twoje dzieci mogą mieć w związku z tym już dziś tyle samo pretensji do Ciebie, co do twojego męża. Za wasze zagryzanie się codzienne. A Ty nadal swoje... I nadal cały świat winien...

              A teraz po prostu chwilę policz i pomyśl. Jeden Twój post to średnio kwadrans Twojego życia i Twojej aktywności. Tysiąc postów - to tysiąc kwadransów. 15000 ( piętnaście TYSIĘCY) minut. 250 godzin.

              I teraz: kurs doszkalający po prawie jazdy trwa 5 do 15 godzin. No, niech będzie w Twoim przypadku nawet 30 godzin, a co! Do tego z 50 godzin samodzielnej praktyki i smigasz autem jak i gdzie chcesz (nie ma złych kierowców, są tylko kierowcy z małym doświadczeniem - a wiem co mówię, bo wiem, co czułem w czasie pierwszych 10 tysięcy kilometrówwink

              Ba! nawet kurs PILOTAZU do egzaminu kończącego się LICENCJĄ wraz z odpowiednią liczbą godzin nalotu na ultralekkie - trwa TYLKO 55 do 150 godzin. Circa about.
              Kurs nurkowania głębinowego - to kilkanaście godzin, góra kilkadziesiąt.
              Kurs skakania ze spadochronem - też jedynie kilkanaście godzin
              Roczne STUDIA zaoczne na licencję zawodową w sektorze nieruchomości (zarzynające czasowo jak mało co innego - niezaleznie od specjalizacji) - to góra 250 godzin bez praktyk obowiązkowych i nauki własnej...

              Mało tego - sprawa rozwodowa - plus podział majątku - zakładając wariant najgorszy czasowo z możliwych, czyli mójwink - to będzie w sumie około 120-150 godzin wizyt w przybytkach Temidy i kancelariach adwokackich...
              itd.

              Zobacz teraz sama - ile wysiłku, aktywności, a przede wszystkim CZASU poświęcasz bezpłodnie i bezsensownie tym samym na rozmaitych forach na to, by w efekcie NIC ze sobą i swoim problemem nie zrobić. By pobić pianę, ponarzekać, popłakać sobie, poszukać sprzymierzeńców, którzy poglaszczą po głowie a koneic końców - i tak wszystko po staremu.

              Ergo - to co robisz w TAKIEJ skali - nic w sumie nie robiąc i nie posuwając się naprzód i nie pokonując SWOICH WŁASNYCH lęków, słabości i ograniczeń - jest bezsensowne i w sumie powiem więcej - szkodliwe - bo JUŻ uderza na odlew nie tyle w Ciebie, co przede wszystkim - w Twoje dzieci. I tyle.

              Policzysz, może zrozumiesz. Jesli nadal nie zrozumiesz - niczego nie zrozumiesz, zyczę więc Wam siły na kolejnych 30 lat razem. Tyle że niebawem zupełnie już samotnych - bo Wasze dzieci wkrótce uciekną z takiego domu gdzie pieprz rośnie. I będą mieć całkowitą rację.
        • to.ja.kas Re: Herta bez męża da sobie radę 30.01.12, 01:03
          herta_m napisała:

          > spokojna glowa. Zakupy robi mąż, bo ma 10 min drogi do domu, jest zmotoryzowany
          > , na dwa samochody nas nie stać, nawet gdybym prowadziła, ponadto nie stać nas
          > na zakupy w sklepie osiedlowym, a on pod pracą ma tani market. No faktycznie za
          > wislam na mężu z tymi zakupami i faktycznie wielki z niego bohater, a ze mnie o
          > statnia świnia, że tego nie doceniam. Litości, zastanów się, czym tutaj we mnie
          > rzucasz.

          No, a Ty kiedy podnosisz koszule to jesteś bohaterka wink)) O tym piszę smile
          • herta_m Re: Herta bez męża da sobie radę 30.01.12, 10:45
            > No, a Ty kiedy podnosisz koszule to jesteś bohaterka wink)) O tym piszę smile

            Nie bohaterka, a służąca, nawet Tricolor przyznał, a to facet przecieżsmile
            • herta_m Re: Może podsumowanie 30.01.12, 11:08
              Rybaku, masz absolutną rację, ale wątek powstał początkowo w zamierzeniu uzyskania rad na temat nauczenia się nieprzejmowania i niereagowania w związku, w którym każda uwaga urasta do rangi przestępstwa. Odpowiadałam grzecznie, w wielu przypadkach zgodziłam się z krytyką. Niemniej w pewnym momencie krytyka zaczęła przybierać formy takie, na które nie mogłam się godzić. Być może jest na świecie wiele osób, ktore bez zmrużenia powiek przyjmują niesprawiedliwe ataki, ale ja do nich nie należę, poczułam się (mam prawo chyba) urażona, zaatakowana (jeśli ktoś czyta wszystko, nie może nie zauważyć, że padały tu dość dosadne zarzuty), mam odruch obrony, mimo wszystko nie jestem dość pokorna, mam wrażenie, że stanowczo za długo byłam.
              Zarzut bicia piany z moje strony jest tez o tyle nieusprawiedliwiony, że gdyby tak było, wątek umarłby dawno, bo jaki jest sens rozmowy z osobą, ktora tylko bije pianę? Te osoby, które tak twierdzą, a mimo to dalej ze mną polemizują, same wystawiają sobie świadectwo.
              Zarzuty niektórych doprowadziły do następującej, kuriozalnej sytuacji. Wygląda na to, że ja jestem osobą stosującą przemoc wobec niewinnego męża. To tak, jakby ktoś chciał udowodnić niepijącej, wręcz nienawidzącej alkoholu żonie alkoholika, który latami ją maltretował, najpierw, że to ona zmusza go do picia, a potem, że właściwie to on pije tylko okazjonalnie, natomiast prawdziwą pijaczką jest ona. Tymczasem żona alkoholika jest współuzależniona, jest zbyt słaba, by uciąć wieloletni związek jednym ruchem, ale wmawianie jej takiego absurdu, jak to, że sama jest alkoholiczką ani nie ma sensu, ani jej nie pomoże, co najwyżej wprawi ją w jeszcze większą konfuzję.
              To jest mój wątek, przez grzeczność choćby odpowiadam na posty, nie wszystkie, za co przepraszam osoby, które czują się urażone, że nie każdy post skomentowałam, ale tu znowu jest jakaś schiza, bo jak odpowiadam, to biję pianę, doprawdy trudno trafić za niektórymi.
              Odpisywałam obszernie, bo siedziałam w domu mocno przeziębiona, tego czasu mimo wszystko nie uważam za stracony, dowiedziałam się pewnych rzeczy, które na pewno przemyślę, na swój temat, nie wypieram się, poznałam też oblicze ("przerażające", nie tylko ja używam dramatyzmu) osób, które mają się za przenikliwe i dla swojej teorii nie cofną się przed tym, żeby ostro dołożyć komuś, o kim mają zaledwie mgliste pojęcie. Znowu czegoś się nauczyłam o ludziach.
              O dzieciach nie będę juz pisać, bo wystarczająco dużo napisałam i nie rozumiem, czego się ode mnie oczekuje, naprawdę mam się teraz zamarwiać i rozpaczać?
              Od Kami nie usłyszałam słowa przepraszam za zarzut kłamstwa w sprawie postu mojej córki, to tez o niej odpowiednio świadczy, ale co tam, takie są wszak prawa forum, czym łatwo się zasłaniać. Ja tam nie stosuję jakichś szczególnych zasad wobec rozmówców z forum, nie uważam, że mam prawo każdemu powiedzieć wszystko, co myślę, nie zastanawiając się, czy tym kogoś ocenię niesprawiedliwie, krzywdząco, boleśnie. Zastanawiam się, a wyjątkiem jest jedynie sytuacja, gdy muszę się bronić.
            • ladyhawke12 Rybak 30.01.12, 11:14
              Rybak masz racje, ta piekna czysta matematyka i widac wszystko jak na dłoni. Nic właściwie już pisac nie trzeba.


              Tak na marginesie, te wszystkie codzienne czynności, pranie, sprzatanie, gotowanie robienie zakupów, moga być nurzące, mozna mieć dość i pomysleć czasem że życie to niesparwiedliwe jest bo inni to maja słuzbę a ja musze sama te koszule zbierac prac, prasować. No można miec i gorszy dzien i dość, i chcieć isc w diabły bo szaro i żle. Tylko że trzeba sie pozbierać, i popatrzeć czy napewno wszystko trzeba samemu, czy normalna rozmowa bez pretensji by nie dała wiecej. Moze samemu zebrac manatki powiedziec rodzinie bire urlop od was musze odpoczać i wyjezdzam. Na wyjezdzie spaceruje odpoczywam, czytam nie dzwo nie co chwile z pretensjami czy juz odkurzyli, czy pamietali o praniu, oni tez musza odpoczac od "gderania". Na wyjedzie nabrac dystansu. Rodzina też bedzie mogła nabrac dyztansu. To jest ważne, bo bedac w srodku nie widać że sie tonie, to widać z zewnatrz.

              Życie w wiekszości nie rozpieszcza, każdy ma swoje problemy i doswiadczenie, i kazdy z swojego doświadczenia, obserwacji, i analizy tego co pisze autorka watku, radzi jak potrafi. Wydaje mi się, że nalezy wziaść oddech i popatrzec z dystansu, herta nie zagladaj nie czytaj, przemysl, bo teraz tylko zaciekle sie bronisz, choc nie ma powodu bo naprawde duzo jest madrych wypowiedzi i duzo jednak troski moze nie o ciebie bezposrednio ale o dzieci. Wyluzować.
              • ladyhawke12 i jeszcze na koniec 30.01.12, 11:20
                Sory ze czepiam sie tego zbierania ciuchów po domu, ja robie to automatycznie, i machnalnie, nawet sie nad tym nie zastanawiam, poprostu zbieram i do kosza z praniem w łazience.
                • herta_m Re: i jeszcze na koniec 30.01.12, 11:32
                  Lady,
                  ale nie zawsze wiadomo, co już jest do prania. W sobotę proszę dzieci, żeby zebrały brudy i przyniosly do kosza, jeszcze nigdy się nie zdarzylo, żeby się z tego powodu obrazily. Natomiast mąż się obraża i w tym sęk. Ja nie gderam, jak Boga kocham, proszę tylko o przyniesienie brudów do łazienki, jak segreguję rzeczy do prania. Skąd mam wiedzieć, że wisząca na wieszaku w łazience (wrzucenie jej do kosza to jeden ruch) koszula jest do prania, czy mial ją przez chwilę i odwiesil do ponownego założenia? Dlaczego prośba o wrzucenie rzeczy do prania jest kwitowana od razu słowami: znowu się przypierd..lasz?!? Nie wiem, jak mam przekonać, że się nie czepiam i nie gderam. To normalna prośba, która może ułatwić mi życie i nic poza tym.
                  • ladyhawke12 Re: i jeszcze na koniec 30.01.12, 11:41
                    herta_m napisała:

                    > Lady,
                    > ale nie zawsze wiadomo, co już jest do prania. W sobotę proszę dzieci, żeby zeb
                    > rały brudy i przyniosly do kosza, jeszcze nigdy się nie zdarzylo, żeby się z te
                    > go powodu obrazily. Natomiast mąż się obraża i w tym sęk. Ja nie gderam, jak Bo
                    > ga kocham, proszę tylko o przyniesienie brudów do łazienki, jak segreguję rzecz
                    > y do prania. Skąd mam wiedzieć, że wisząca na wieszaku w łazience (wrzucenie je
                    > j do kosza to jeden ruch) koszula jest do prania, czy mial ją przez chwilę i od
                    > wiesil do ponownego założenia? Dlaczego prośba o wrzucenie rzeczy do prania jes
                    > t kwitowana od razu słowami: znowu się przypierd..lasz?!? Nie wiem, jak mam prz
                    > ekonać, że się nie czepiam i nie gderam. To normalna prośba, która może ułatwić
                    > mi życie i nic poza tym.

                    Herta nie gniewaj sie ale odniosłaś sie znów nie tak do mojego pisania, nie napadam, napisałam że ja sie nie zastanawiam, nie analizuje wywalam automatycznie i już. To nie był przytk tylko luzna dygresja.

                    Szkoda natomiast ze nie przeczytałas postu wyzej, i nie odniosłaś sie do niego. Kopiesz kochana niepotrzebnie i dziwisz sie ze ludzie maja dość, bo anwet jak nie sa wrogo nastawieni to ty atakujesz, lub tlumaczysz sie lub wypisujesz oczywistosci, Tylko jak to sie ma do tego co napisałam wyzej Wyluzuj i nabirze wreszcie dystansu, bo tak to jest koanie sie z koniem jak to kiedys pieknie napisała Kaś i ja sie z nia zgadzam.
                    • herta_m Re: i jeszcze na koniec 30.01.12, 11:54
                      Lady, nie potraktowałam Twoje wypowiedzi jako przytyk, wierz mi, i nie w tonie pretensji Tobie odpowiedzialam. Chciałam być tylko lepiej zrozumiana, niefajnie się czyta, jak ktoś (nie Ty) pisze, że gderam i się czepiam glupich koszul. Tak strasznie bym chciała choć w tej kwestii być zrozumiana.
                      Strasznie trudno o dystans w domu, gdzie średnio raz w tygodniu dostaje się zj... z byle powodu. Ale to właśnie jest clou mojego obecnego problemu. Nauczyć się mieć do tego dystans. Mam nadzieję, że mi się to uda, a tutejsza potyczka nauczy mnie, że nie zawsze można być zrozumianym i nic się na to nie poradzi.
                      Dzięki Ladysmile
                      • ladyhawke12 Re: i jeszcze na koniec 30.01.12, 11:59
                        herta_m napisała:

                        > Lady, nie potraktowałam Twoje wypowiedzi jako przytyk, wierz mi, i nie w tonie
                        > pretensji Tobie odpowiedzialam. Chciałam być tylko lepiej zrozumiana, niefajn
                        > ie się czyta, jak ktoś (nie Ty) pisze, że gderam i się czepiam glupich koszul.
                        > Tak strasznie bym chciała choć w tej kwestii być zrozumiana.
                        > Strasznie trudno o dystans w domu, gdzie średnio raz w tygodniu dostaje się zj.
                        > .. z byle powodu. Ale to właśnie jest clou mojego obecnego problemu. Nauczyć s
                        > ię mieć do tego dystans. Mam nadzieję, że mi się to uda, a tutejsza potyczka na
                        > uczy mnie, że nie zawsze można być zrozumianym i nic się na to nie poradzi.
                        > Dzięki Ladysmile

                        Jesli w tej chwili nie dasz sobie siana z tym watkiem i nie wyluzujesz to naprawde nic z tego nigdy nie bedzie. Piszemy już wszystkie DYSTANS, I JESZCZE RAZ DYSTANS. Wyjedz przemysl, musisz oderwac sie od srodowiska w ktorym jestes, napewno mozesz wzjasc dwa dni urlopu czwartek, piatek i pojechac gdzies, tkwisz po uszy w ruchomych piaskach i nie widzisz tego.
              • heksa_2 ta dyskusja nie ma sensu 30.01.12, 11:28
                To typowe: dziad o kozie, baba o wozie.
                Herta czyta wszystkie posty przez pryzmat własnego ego, odbiera je jako zarzuty, nie czyta ich sensu. Napisałam w pierwszej setce postów, że role tu są rozpisane, i nic się nie zmieni. I bicie piany to tylko bicie piany i nic więcej. Herta tkwi w środku i nie jest w stanie spojrzeć na sytuację z dystansu.
                Nie chce mi się szukać, ale w którejś z wypowiedzi herta napisała, że ma wiele przyjaciółek i znajomych, bo potrafi się świetnie dopasować do przyjaciół. I tu tkwi imho jej problem. Póki nie stanie się osobą samodzielną, niczego w swoim życiu nie zmieni.
                • herta_m Re: ta dyskusja nie ma sensu 30.01.12, 11:47
                  Heksa, nie dopasować do przyjaciół, ale dostosować do rozmówcy. Mam łatwość nawiązywania kontaktów, bo wyczuwam ludzi, wiem, z kim mogę sobie pozwolić na żart, kogo potraktować z całą powagą, umiem się dogadać z każdym, a często się zdarzało też tak, że nawet gdy z kimś się ścierałam, w końcu dochodziło do porozumienia, jeśli nie do przyznania racji, to przynajmniej do wzajemnego poszanowania. I o to chodziło w zdaniu, że umiem się dostosować.
                  Zostałam tu sprowokowana, broniłam się, w innych warunkach staram się nie doporowadzać do eskalacji złych emocji. Choć w świetle tej dyskusji mogę być może mało wiarygodna, ale jestem osobą tolerancyjną, ktoś wiele postów temu, zanim musiałam się bronić, napisał, że mam dystans do siebie. Bo mam, niemniej pewne granice tutaj zostaly przekroczone, nie mogłam powiedzieć, że pada deszcz, gdy ktoś na mnie napluł. Ups, znowu zarzucą mi dramatyzmtongue_out
                  • heksa_2 Re: ta dyskusja nie ma sensu 30.01.12, 12:06
                    Okej, ale to, co inni o tobie myślą, to nie twój problem. Jak ktoś wyżej napisał, starasz się patrzeć na siebie oczami innych. I to dostosowanie (jak zwał, tak zwał) to dowód tego. Póki nie zaczniesz żyć bez podpórek, jako Herta, jako autonomiczna osoba, która nie będzie się do nikogo dostosowywać, bo nie będzie miała takiej potrzeby, to twoje życie się nie zmieni. Co Cię obchodzi, co myślą o Tobie obcy ludzie na forum? Zamiast się bronić i przyjmowac defensywna postawę, zastanów się nad prawdziwym sensem tych wypowiedzi.
    • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 30.01.12, 13:31
      Matko, jak się czyta niektóre posty, to aż włos na głowie się jeży.
      Niestety, dużo jest tutaj naigrywania i poniżania Herty.

      Przykład:
      sandrad2 napisała:
      "Jak bardzo trzeba być chorą na głowę, żeby potwierdzać swoją wartość tym, że jakiś furiat przemocowiec (wg Ciebie) Cię jeszcze nie rzucil"
      dalej:
      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,132591115,132810967,Re_Z_tym_pelna_zgoda_.html?wv.x=2
      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,132591115,132808058,Re_Nie_tylko_teoria.html?wv.x=2
      genesza napisała:
      "przestań się upajać swoją doskonałością - ach, jak cudowna ze mnie matka, jak cudownie wychowałam dzieci, tylko dzięki mnie nie ucierpiały przez wrednego, przemocowego męża.
      szukasz na forach poklasku i głaskania po główce. gdy ktoś nie pogłaska widać twoją prawdziwą twarz. przerażającą."

      kami_hope:
      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,132591115,132825530,Re_Herta_to_jest_teoretyzowanie_slowa_slowa.html?wv.x=2
      Cały wpis, to wyśmiewanie i umniejszanie osiągnięć Herty.
      I wiele innych osób, których wypowiedzi nie chce mi się przytaczać.

      W tym wszystkim przypomina mi się szkolny obrazek, gdzie nauczyciel upadla i szydzi z ucznia.
      Cała klasa przyklaskuje, bo nauczyciel to przecież autorytet.
      Uczeń nadal stoi i próbuje zrozumieć co się od niego wymaga, lecz belfer zamiast znaleźć lepszą metodę na dotarcie i wytłumaczenie zadania, piekli się jeszcze bardziej i wymyśla mu coraz śmielej.
      Chcę zauważyć, że sławni wynalazcy bywali dyslektykami i miewali dyskalkulię. Ten jeden z defektów nie umniejszał im ich osiągnięć.

      Herta przyszła tutaj z prostym pytaniem:
      Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni.
      Drugim zasadniczym pytaniem było: jak ma uwolnić się emocjonalnie od męża, bo wtedy mogłaby podjąć odważną decyzję.

      Nie sztuką jest mówić jaka ma być, ona to dobrze wie.
      JAK, jak to osiągnąć?
      Ma być asertywna, ma nie być rozmemłana, śliska, ma przestać być manipulantka itp.
      A wszystko to ma osiągnąć dzięki rozwodowi ze swoim mężem. To jest ten cudowny sposób, który uczyni ją kobietą wolną i "właściwą"...?

      Dobrze, żeby nie było..., padły również propozycje.
      Może były słabo wyartykułowane, bo jednak przykryte ironią i drwiną z dotychczasowych osiągnięć.


      To, że Herta nie potrafi, jak na razie, poradzić sobie z nieprzejmowaniem się opiniami różnych ludzi (bo każdy jest dla niej ważnym i godnym uwagi człowiekiem), nie znaczy, że nie może być fantastyczną matką, przyjaciółką i pracownikiem.
      Podważanie jej osiągnięć przez wykorzystywanie jej każdego usprawiedliwienia (słów obrony) jest bardzo niestosowne i żenujące.

      Napiszcie o sposobach radzenia sobie ze strachem, lękami, słabościami i z uzależnieniem.
      Może jakiś coaching u dobrego specjalisty?

      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 30.01.12, 13:43
        Esteraj, bardzo Ci dziękuję. Trochę się boję Ci dziękować, bo teraz oczywiście dam argument do ręki niektorym na tym forum, że dziękuję za przyklaskiwanie mi, a wściekam się z powodu uwag (gdybyż to były tylko uwagi). Ale sami mnie uczą, że mam się nie przejmowac opinią innych. Staram się, choć po takim ataku to nie jest łatwe.
        Dziękuję za obronę i za to, że podsumowałaś moje oczekiwania, moje problemy i podejście. Sama nie umiałabym tego lepiej zrobić.
        Asertywność to moja słaba strona, bez wątpienia, ale mam strasznie fajnego nauczyciela w domu: mojego synasmile
        • ladyhawke12 Esteraj 30.01.12, 14:03
          Napisałam o szkoleniu specjalistycznym tu
          forum.gazeta.pl/forum/w,24087,132591115,132711720,herta_m.html
          nie jestem pewna nawet że herta przeczytała, bo nie zareagowała, a post specjalnie do niej wyłącznie.

          I Piszemy od jakiegoś czasu Dystans i jeszcze raz dystans, musi sie odseparować od tego wszystkiego, i miec czas przemysleć, bo teraz niestety umykaja ważne rady zostaje obrona, a to powoduje że nie widzi już nic wiecej poza atakami.
          Ocena sytuacji tylko z dystansu bedzie możliwa, i naprawde chciałabym aby Herta przestałą tu zagladac, by wyjechała i pogadała sobie sama ze soba tak uczciwie, to sa bardzo trudne rozmowy, ale konieczne. Wtedy bedzie prosciej i pytac i przyjmowac opinie teraz zrobił sie bałagan.
          • herta_m Re: Lady, 30.01.12, 14:20
            przepraszam, że nie podziękowałam, strasznie rozbudowany jest ten wątek, nie daję rady odpowiadać na każdy post, ale rozumiem, że to niefajne.
            Żeby się zdystansować, trzeba się wzmocnić, żeby się wzmocnic, trzeba się zdystansowaćsmile Żeby się zdystansować do niektórych ciężkich zarzutów, trzeba być maszyną.
            Ale możesz być pewna, że mimo wszystko każdą tutejszą uwagę, nawet wyrażoną w najbardziej brutalny sposób, przemyślę. Wiem, że nie jestem ideałem, nie wiem jedynie, dlaczego osoby mnie atakujące nie zwróciły uwagi na moje wszystkie wcześniejsze przyznania się do niedoskonałości.
            • woda_woda Re: Lady, 30.01.12, 14:24
              herta_m napisała:

              > dlaczego osoby mnie atakujące nie zwróciły uwagi na moje wszystkie wcześ
              > niejsze przyznania się do niedoskonałości.

              Jeśli przyznasz się, że jesteś manipulantką i emocjonalnym bluszczem, wtedy cię pochwalę za przyznanie się do niedoskonałości smile
              • herta_m Re: Woda, 30.01.12, 14:44

                > Jeśli przyznasz się, że jesteś manipulantką i emocjonalnym bluszczem, wtedy cię
                > pochwalę za przyznanie się do niedoskonałości smile

                Jestem manipulatorką, jak każdy człowiek w pewnych sytuacjachwink
                Jestem też emocjonalnym bluszczem, może dlatego, że praktycznie nie mialam ojca, nigdy żadnego wzoru mężczyzny, mieszkałyśmy z mamą w obcym dla niej mieście, bez żadnej rodziny, wujków, kogokolwiek. Spod opieki niepracującej matki przeszłam bezpośrednio pod opiekę męża, to mój pierwszy i jedyny facet. Był zaprzeczeniem ojca, byl i jest wzorem uczciwości. Może to też powodowało, że tak długo usprawiedliwiałam jego niespodziewane ataki agresji, bo przecież najważniejszą cechę miał. Wybrałam przeciwieństwo ojca. Moja córka zrobiła dokładnie to samo, może jej się bardziej poszczęści, bo spokój, zrównoważenie, łagodność faceta w połączeniu z szacunkiem, jakim ją darzy lepiej rokują niż moje opieranie się na tym, że mąż mnie nie zdradzi, tak jak ojciec zdradzał mamę. A wściekłe ataki zazdrości z okresu narzeczeńskiego brałam za objawy wielkiej miłości. Zatem tak, przyznaję, że poniekąd jestem emocjonalnym bluszczem, a właściwie byłam, mam wrażenie, że powoli się odczepiamwink
            • ladyhawke12 Re: Lady, 30.01.12, 14:28
              herta_m napisała:

              > przepraszam, że nie podziękowałam, strasznie rozbudowany jest ten wątek, nie da
              > ję rady odpowiadać na każdy post, ale rozumiem, że to niefajne.
              > Żeby się zdystansować, trzeba się wzmocnić, żeby się wzmocnic, trzeba się zdyst
              > ansowaćsmile Żeby się zdystansować do niektórych ciężkich zarzutów, trzeba być mas
              > zyną.
              > Ale możesz być pewna, że mimo wszystko każdą tutejszą uwagę, nawet wyrażoną w n
              > ajbardziej brutalny sposób, przemyślę. Wiem, że nie jestem ideałem, nie wiem je
              > dynie, dlaczego osoby mnie atakujące nie zwróciły uwagi na moje wszystkie wcześ
              > niejsze przyznania się do niedoskonałości.

              NIE PRZEPRASZAJ< NIE TŁUMACZ SIE, to TWOJE ZYCIE. Jak sama pisałas troszke sie tu rozbudowało, i sama nie przebrnełam przez czesc wypowiedzi. Ty starasz sie zadowolić wszystkich, przyjaciół królka też tylko po co. Odczep sie juz od tego watku, odpimkaj od kompa, odwyk na dwa dni, zajmij sie czyms innym. jak wrocisz to ten watek jest zamkniety i beda sie liczyly przemyslenia, i twoje podjete dzialania. Jakiekolwiek chocby wypisanie sobie na kartce co chcialabys zrobić, i starac sie zaczac te czynnosci. Powodzenia.
              • herta_m Re: Lady, 30.01.12, 15:12
                A bo ja taka grzeczna z natury jestem, dlatego tak przepraszamsmile
                Często tak miałam, że ludzie się dziwili, jak czasami tupnęlam nogą, bo mi się przelało. Jak to? Ta cierpliwa i zawsze uśmiechnięta H. też umie się denerwować? To właśnie tutaj się wydarzyło. Do czasu byłam cierpliwa, ale ktoś tej moje cierpliowiści nadużył, a potem się wszyscy nawzajem nakręciliśmytongue_out
        • esteraj Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 30.01.12, 14:10
          Dla mnie nie ma sytuacji złych czy dobrych. Wszystko zależy jak człowiek sam się do nich ustosunkuje. Jak widać Twój syn dobrze wykorzystuje okoliczności, w których przyszło mu dorastać. Może nie wiedziałby co to asertywność, gdyby był chowany w innych warunkach.

          Bądź dumna ze swoich osiągnięć, bo są tego warte.
          Jesteś świadoma swoich słabości, to dobrze. Próbujesz coś z nimi zrobić, szukasz gdzie się da, żeby znaleźć odpowiedzi na nurtujące problemy, wyciągasz wnioski i uczysz się.
          Są ludzie, którzy do końca życia nie zrozumieją i nie pokonają swoich demonów.

          Forum jest fajnym miejscem, żeby wymieniać się swoimi poglądami i spostrzeżeniami.
          W trudnych sprawach dobrze jest korzystać z pomocy fachowców.
          Mi dużo pomogło forum, ale również filmy z You Tube nagrane przez coachów, trenerów i terapeutów.
          Sama tkwiłam w "mylnych" przekonaniach, bo tak mnie wychowano.
          Wielu rzeczy się uczę, chyba jak każdy, bo nikt nie jest alfą i omegą.
          Jedyne co mogę powiedzieć, to jestem w końcu szczęśliwą kobietą.
          • herta_m Re: Esteraj 30.01.12, 14:30
            Tego, że forum pomaga, nie musisz mi mówićsmile Niewykluczone, że gdyby nie forum nigdy nie wpadlabym na to, że nie muszę tkwić w związku, w którym jestem ciągle wyzywana i nieszanowana, bo to nie wynika z różnicy zdań, ale z przemocowego charakteru męża i że mogę stawiać ostre granice (czego w praktyce jeszcze nie opanowałam do końca), a skoro to i moja wewnętrzna zmiana, usamodzielnienie się, prowadzenie też osobnego życia obok życia rodzinnego, nie pomogło, mam tez pełne prawo taki niszczący związek skończyć. Prawo i obowiązek wobec dzieci.
            Tutejsze forum pomogło mi też o tyle, że nie będę się porywała na rozwód z orzekaniem o winie, bo to cały proces może jeszcze bardziej skomplikowac i wydłużyć. To bardzo ważna rada. Wiem też dokładnie, co robić, gdy mąż znowu mnie uszkodzi, znam szczegóły dokonywania obdukcji.
            Ćwiczenia z samoobrony - nieocenionewink Choć niektórym się tak nie spodobałytongue_out
      • yoma Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 30.01.12, 14:01
        Esteraj, żaden sposób nie pomoże, jak zainteresowany nie jest zainteresowany, no przykro mi.
        • teuta1 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 30.01.12, 22:37
          Sama przecież po zaliczonej terapii czy grupie wsparcia dla ofiar przemocy wiesz, że nie ma idealnych recept na radzenie sobie ze sprawcami. Jeśli z nimi przebywasz na co dzień, trudno jest zdobyć się na dystans i "utwardzić" psychicznie. Dodatkowo, jeśli występujesz jako tłumacz w relacjach ojciec-dzieci, zawsze możesz być narażona na zarzuty czy eskalację emocji ze strony męża. Chciałaś rad... 1. Wyjechać choćby na kilka dni w celu dokonania bilansu i ustawienia WŁAŚCIWEJ hierarchii spraw. Jeśli ważne jest wszystko od koszul na podłodze po wyjście dorosłej dziewczyny z domu czy jakość zakupów dokonanych przez pana męża, to nic nie jest ważne. Tracisz energię. 2. Przestać uczestniczyć w relacjach ojciec-dzieci. Niech się same wykłócają o wyjścia czy sprzątania łazienki. 3. Olać koszule. Nie prać, nie zbierać, nie organizować rozpaczliwie domu po swojemu, tak, żeby było "ładnie". Nie jest ładnie, koszule nogą pod ścianę, a sama do książki.4. Nie tłumaczyć wiecznie sensu swoich działań czy zachowań. Będzie ciekaw, to zapyta, a Ty jak będziesz w dobrym humorze może mu wyjaśnisz. Obserwować. Częściej milczeć. Nie tłumaczyć innych często interpretując mylnie ich zachowania na plus. Podczas trudnych sytuacji domowych pytać samą siebie, jak się z tym czujesz, co Ci to przypomina, dlaczego tak się czujesz i czy chcesz tak żyć. Pozdrawiam.
          • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 30.01.12, 23:06
            Teuta, jakie to proste i przez to genialne. Ja rozgrzebuję, diagnozuję, analizuję, ciągle myślę, dlaczego, a tu takie proste, a jakże sensowne rady. W ostatnich dniach kilka razy zadałam sobie pytanie, dlaczego tak się boję. Pies śpi na moim łóżku (od jakiegoś czasu tylko moim) i oboje (znaczy pies i ja) zamieramy z przerażenia, gdy słyszymy kroki. Podjeżdża pod dom, dzwoni do drzwi i czeka, aż ktoś mu otworzy garaż (nie otwiera się na pilota). Syn mówi: ja nie idę, córka, ja nie jestem ubrana. I co ja robię? Mimo że przeziębiona, lecę i otwieram. Dzieciaki jak widać, nie dały się złamać, a ja, wytresowana latami, tak. I dopiero po fakcie pytam siebie, dlaczego poszłam otworzyć ten pieprzony garaż? Lata, długie lata zniewolenia. Ale już samo to, że się zastanawiam, jest dobre.
            Zastosuję sie do tych praktycznych rad, obiecuję to sobie. Inaczej być nie może.
            • armia55 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 31.01.12, 19:27
              Podjeżdża pod dom, dzwoni do drzwi i czeka,
              > aż ktoś mu otworzy garaż (nie otwiera się na pilota). Syn mówi: ja nie idę, có
              > rka, ja nie jestem ubrana. I co ja robię? Mimo że przeziębiona, lecę i otwieram
              > . Dzieciaki jak widać, nie dały się złamać, a ja, wytresowana latami, tak.

              ,
              Smutno się czyta twoje tłumaczenie dzieci.
              Myslę, ze któreś z twoich dzieci powinno otworzyc ta brame wiedząc ze ty jesteś chora.


              • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 31.01.12, 19:33
                A mąż nie ma klucza?
                • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 01.02.12, 10:25
                  Mąż klucz ma, ponadto my na wsi nie zamykamy drzwi w ciągu dnia, tylko na noc.
                  Piszę strasznie długie posty, czasami staram się skrótowo, ale chyba nie umiem, stąd może nie wyraziłam się jasno. Mąż podjeżdża pod dom, wychodzi z samochodu, dzwoni do drzwi, żeby ktoś zbiegł na dół i mu otworzył garaż, choć może po prostu zrobić to sam i wjechać, ale to trochę zachodu, łatwiej się wysługiwać dziećmi. Syn się zbuntował i powiedział, że nie otworzy, córka musiałaby się cieplej ubrać, ale nie sądzę, żeby dzieci uznały, że ja otworzę. Otworzyłam, bo mam taki odruch, bo pewnie z tyłu głowy miałam, że się będzie pieklił, jak mu nikt nie otworzy, ale po fakcie strasznie byłam na siebie zła, bo znowu się złapałam na służenie panu. Odważyłam się jednak powiedzieć, żeby tak więcej nie robił, bo to rodzaj wysługiwania się nami. Miał wyjątkowo dobry dzień, nie obraził się. Choć pewnie w następnej kłótni to wypomni.
                  • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 01.02.12, 11:40
                    Czyli po prostu bez inwestycji mąż ma bramę na pilota. Gratuluję.
                    • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 01.02.12, 12:19

                      > Czyli po prostu bez inwestycji mąż ma bramę na pilota. Gratuluję.

                      W rzeczy samej.
    • maniasza Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 30.01.12, 23:10
      Herta, fajny wątek.
      A wiesz dlaczego ma tyle wpisów?
      Nie dlatego, że Ty jesteś taka czy owaka, czy Twój mąż.
      A dlatego, że problem, który poruszyłaś dotyczył lub dotyka w mniejszym czy większym stopniu wszystkie osoby wypowiadający się w tym wątku.
      Mnie też. Żeby nie było.
      Kiedyś mnie to bardzo dotyczyło, kiedy byliśmy rodziną, kiedy sprzątałam po eks, potem po dziecku (coraz większym) i kiedy oczami wyobraźni widziałam przyszłośc, że młody będzie takim samym niechlujem jak jego ojciec. I jego ew. przyszła żona, będzie tak samo się męczyc z nim, jak ja onegdaj z eksem (mysląc sobie od czasu do czasu, a z czasem coraz częściej - do cholery jasnej! przecież nie jestem sprzątaczką w tym domu!!). No i pierdykło w pewnym momencie. To była przysłowiowa kropla.
      Taka tylko różnica z Twoim mężem, że mój nigdy nie wściekał się, tylko mówił "oj, kochanie, przesadzasz". Tym niemniej efekt był ten sam - syf jak był, tak był - niezależnie od tego co i jak mówiłam.
      Sprzątałam.
      Do czasu. Bo charakterek też mam, że hoho...Spokojny, zważony, ale cierpliwośc kiedyś się kończy....

      No i na temat tej cierpliwości. Tak zwanej.
      To nie cierpliwosc, moim zdaniem, - to są podstawowe braki w komunikacji. Brak umiejętności komunikowania swoich potrzeb, wyrażania swoich uczuc, komunikowania się z drugą osobą, przekazywania najprostrzych komunikatów typu: to mnie boli, to mi nie pasuje, tak nie chiałabym /nie chciałbym, czuję się nieszanowana/nieszanowany, jest mi przykro, smutno, bo itd itp.
      To jedna sprawa.

      Druga rzecz. Jeżeli napotykamy problem, sytuację, która sprawia, że odczuwamy dyskomfort, to, ważne, nie szukamy winnego. Szukamy wyjścia z sytuacji. Myślimy jak roziwiązac problem, a nie skupiamy się na tym, kto ten problem spowodował, kto jest winny. To jest ważna zasada, stosuje się ją wszędzie - w domu i w pracy. Tj Skupiamy się na roziwązaniu problemu, a nie na szukaniu winnych, oskarżaniu, i wybielaniu siebie przy okazji. To jest zrozumiałe, że w sytuacji konfliktowej, każdy chce swoje zostawic na wierzchu, ale spójrzmy głębiej. Gdzie leży problem? Czy chodzi o to, by go rozwiązac, czy o to, by znaleźc winowajce? Co jest celem, co jest ważne tak naprawdę?

      Parę dziewczyn Cię tu zaatakowało, z typową dla siebie bezkompomisowością smile Paradoks, nie?
      Wiesz skąd się bierze ta bezkompromisowośc? Dokładnie z tych samych braków, które masz Ty czy ja.
      Więc nie czuj się gorsza, obrażana, poniżana. Ty masz tę przewagę (przynajmniej na forum, bo nie wiem jak w realu), że zadajesz pytania, że myślisz i nie atakujesz.


      Żeby nie było, ja też rozwodziłam się na tym forum w swoim czasie i obdzielałam mądrościami uczęstników tego forum.(teraz akurat też to robię). I wiem, skąd moje problemy pochodzą. Tylko i wyłącznie to są braki w komunikacji. Można drążyc dalej - skąd te braki, dlaczego itp. To wiem. Już wiem, mając niedługo czterdziestkę na karku.


      Ze wszystkich tych wpisów wyłaniają się trzy istotne sprawy (na które ja akurat zwróciłam uwagę):

      - bezkompromisowośc (ochydna cecha w życiu rodzinnym i zawodowym) - skąd sie bierze?
      - brak asertywności (chesz byc miłą i uczynną, jednocześcnie czujesz się wykorzystywana, że ktoś nadużywa Twojej dobroci i wyrozumiałości) - skąd się to bierze?
      - czego chesz od życia - czy wiesz? Czy masz spójny obraz tego, czego pragniesz Ty. Nie wyidealizowany obraz, tylko realny.

      PozdrawiaM
      • teuta1 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 30.01.12, 23:26
        No właśnie. A z tym strachem, warto go spróbować oswoić. Gdy przychodzi, dać mu pobyć i zacząć go rozwalać na kawałki. Czy to ta konkretna sytuacja go wywołała, czy coś z przeszłości się na niego nałożyło, jakiś dziecinny lęk czy wspomnienie, co się stanie, jeśli nie wykonam tej czynności, którą "powinnam" w danym momencie zrobić. Przestanę być fajna? Dlaczego zależy mi na tym by szanować kogoś, kto mnie nie szanuje?
        Ludzie włażą nam na głowę na tyle, na ile im na to pozwalamy. Potrenuj asertywność na dzieciach, nieuprzejmych sprzedawcach, myśl o sobie jak o jedynym na świecie, niepowtarzalnym bycie. Nie użalaj się nad tym, co było choćby kilka godzin temu, uważnie patrz na to, co jest i nie projektuj wszystkich możliwych strachów na przyszłość. W życiu każdego z nas spotyka jednak chwała bogu ograniczona pula nieszczęść...
        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 31.01.12, 15:37
          Jeszcze raz dzięki Teutasmile
          Widzisz, ja trenuję asertywność na dzieciach, bo z nimi mogę. One są normalne i jak matka powie: weź K. wyczyść ten kibel (nawet jak dodam, że tyle razy o to prosiłam), to idzie i myje, bo wie, że to głupio nie umyć po sobie. Normalny człowiek reaguje normalnie na uwagi, co tu dużo dumać. Ale nie mój mąż.
          Można nie zwracać uwagi (w duchu myśląc, jaka obrzydliwa fleja, i coraz bardziej nim pogardzać) albo zwracać, a jak zaczyna się drzeć z mety, mieć to w nosie i iść dalej. Gorzej, że pobiegnie za mną i będzie się jeszcze bardziej nakręcał, jak mu nie odpowiem i nie podejmę gry. Ale i to mieć w nosie. O, tu można ćwiczyć asertywnośćwink
          • heksa_2 Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 31.01.12, 15:47
            Herto, nie nakręcaj się, miałas się zdystanować od wątku i męża. Wyjedź na wakacje.
            • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 31.01.12, 16:46
              Heksa, dzięki za troskę, odpowiadam, bo to niegrzecznie wcześniej tak żywo dyskutować, a teraz olać takie cenne uwagi. Naprawdę jestem wdzięczna.
              Nie nakręcam się, choć trochę mnie ruszyły zapiski dziewczyny po przejściach z przemocowcem w wątku obok, znowu rana się otworzyła, fakt.
              Wyjechać nie mogę, za dużo roboty w robocie, za mało kasy na koncie, ale staram się dystansować od męża, naprawdęsmile
      • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 31.01.12, 15:50
        Ja też pomyślałam, że tego typu problem dotyczy nie tylko mojego związku, bo nie znam nikogo, kto żyjąc z kimś pod jednym dachem, nie miałby czasami ochoty zwrócić uwagi czy poprosić o coś, żeby wszystkim było wygodniej, żeby tez w duchu nie myśleć o tej osobie, że jest fleją czy gamoniem, a zamiast tego wyartykułować rzecz, nie obrażając uczuć tej drugiej strony, ale też uzyskując jakiś efekt.
        Myślę, że kiedyś u nas nie było problemów w komunikacji, bo do pewnego momentu staraliśmy się sobie wszystko tłumaczyć do samego końca. Niestety działało bardzo rzadko, mąż musiał mieć wyjątkowo dobry humor, najczęściej nawet spokojna dyskusja o wzajemnych potrzebach kończyła się jego wzbudzeniem. Gdy 90% dyskusji tak się kończyło, przestałam dyskutować, przerzuciłam się na pisanie rzeczowych maili. Ale to też go denerwowało. Wszelkie moje próby komunikacji teraz już się tak kończą. Zaczęłam ich zatem unikać. Próbuję prostymi komunikatami i prośbami. Raz pomaga, dwadzieścia razy kończy się awanturą.
        Rada o rozwiązywaniu problemów, a nie szukaniu winnych świetna, bardzo poważnie wezmę ją sobie do serca, wykorzystam, ale raczej w ogólnych stosunkach międzyludzkich, z mężem będzie trudno, bo w każdej niemal rozmowie, to ja słyszę: bo ty mnie sprowokowałaś!! I jak tu dalej rozmawiać? Jak z takim argumentem dyskutować?
        Ale jeśli uda mi się kiedyś porozmawiać z nim w miarę spokojnie i sensownie, to mu to powiem: szukam rozwiązania problemu, nie chce Cię oceniać ani oskarżać. Może przez chwilę się nad tym zastanowi?
        Dziękuję i pozdrawiamsmile
        • herta_m Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 31.01.12, 18:02
          Maniasza zadała bardzo ważne pytania:
          1. bezkompromisowośc (ochydna cecha w życiu rodzinnym i zawodowym) - skąd sie bierze?
          2. brak asertywności (chesz byc miłą i uczynną, jednocześcnie czujesz się wykorzystywana, że ktoś nadużywa Twojej dobroci i wyrozumiałości) - skąd się to bierze?
          3. czego chesz od życia - czy wiesz? Czy masz spójny obraz tego, czego pragniesz Ty. Nie wyidealizowany obraz, tylko realny.

          Ad. 1.Jeśli moje chodzenie na kompromis przez 20 lat było jednostronne, wykorzystywane - limit się wyczerpał. I te kompromisy z moje strony postawiły mnie właśnie w tej sytuacji, w jakiem jestem - w czarnej doopietongue_out
          Ad. 2. Jeśli w naturze ma się spokój i chęć dobrej woli, a ktoś to tyle lat perfidnie wykorzystuje, robi wodę z mózgu, robi z człowieka ofiarę, przychodzi moment buntu. Asertywnym można być wobec kogoś, kto rozumie prawidłowo asertywność, a nie rozumie ją jako egoizm i tenże Ci bezpodstawnie zarzuca.
          Ad. 3. Nie wiem, nie mamsad Wszystko przeraża.
          Choć wiem, chcę spokoju, pozbycia się lęku i pytań, dlaczego muszę ciągle się zamartwiać, a do tego tylko jedna droga - ciężka, ale chyba warto.
        • maniasza Re: Jak zwracać uwagę, żeby nie wywołać kłótni 01.02.12, 21:18
          herta_m napisała:

          > z mężem będzie trudno, bo w każdej niemal rozmowie, to ja słyszę: bo t
          > y mnie sprowokowałaś!! I jak tu dalej rozmawiać? Jak z takim argumentem dyskuto
          > wać?

          Znam to z autopsji.
          Wnuczek do babci składając życzenia (i to byla uroczysta(!) chwila, natomiast przykładami ze zwykłej codzienności mogłabym sypać jak z rękawa): babciu, życzę ci dużo zdrowia, pogody ducha, spokoju, żebyś była uśmiechnięta....
          Reszta życzeń zostaje niewypowiedziana, bo babcia dziecku przerywa i ..: no wiesz dobrze, że będę spokojna i zdrowa, jeśli wy nie będziecie mnie denerwować, jeśli wy ... to, jeśli wy tamto, jeśli wy siamto.
          Słowem daje do zrozumienia nie tylko swoim dzieciom, ale i wnukom, że to czy będzie czy nie szczęśliwa, uśmiechnięta, spokojna - to zależy tylko od nas. Przerzuca piłeczkę, a wy już róbcie z tym co chcecie.
          Tak samo Twój mąż. Bo to Ty go sprowokowałaś. Ty jesteś odpowiedzialna, Ty masz czuć się winna, bo to Ty nie zachowujesz się tak, jak on sobie tego życzy.
          Toksyczny ten Twoj mąż i tyle. Im szybciej się od niego uwolnisz, tym zdrowsza będziesz. I dzieci też.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka