4nowa44
13.06.12, 07:46
Jestem zaskoczona pracą mojej adwokatki. Na wstępnych rozmowach skupiła się na ustalaniu wysokości alimentów (to niezupełnie był mój cel, chciałam przede wszystkim szybkiego rozwodu), resztę w zasadzie omówiłyśmy w dużym skrócie.
Na rozprawę (drugą z kolei) spóźniła się, bo myślała,że jest godzinę później, i prosiła przeze mnie sędzinę, aby na nią poczekać.
Na każde moje pytanie miała odpowiedź,z reguły niemającą nic wspólnego z rzeczywistością. Pytałam, czy po drugiej sprawie jest szansa uzyskać rozwód - oczywiście, przecież nie mamy więcej świadków. Po sprawie, gdy zalecono badanie w RODK - jej zdanie: no przecież bez tego nie mogli.
Pytałam, jak wygląda badanie w RODK, gdzie to się odbywa. Odpowiedź: dzwonią do mnie z RODK, zapraszają każdego z nas oddzielnie na badanie, umawiamy termin. Rzeczywistość: dostaję pismo, mamy wszyscy razem wyznaczony termin. Pytanie:gdzie to będzie? odpowiedź adwokatki: nie wiadomo, sąd może wybrać... Rzeczywistość: dzwonię do jedynego w mieście RODK z Googla, oczywiście że zajmują się moja sprawą.
Ostatnio miała poinformować RODK o zmianie mojego adresu, poinformowała tylko sąd(pewnie nie udało się jej dowiedzieć gdzie są ci psycholodzy,biduli), dzięki czemu przepadł nam termin badania,następny za pół roku.
Mam poczucie,że zawaliłam sprawę, licząc na to,że ktoś (opłacony adwokat) czegoś dopilnuje... A ona taka zagubiona... Poradźcie, proszę. Czy to jest norma dla adwokata, czy mam pecha? Czy jakoś mogę wyegzekwować jej zmianę, czy po prostu pilnować wszystkiego sama?