Dodaj do ulubionych

Mediator???

27.10.12, 22:27
Witam

potrzebuję odpowiedzi ale muszę streścić trochę, żeby było jasne:
mam koleżankę która ma dziecko z panem lecz ślubu nigdy nie mieli (pan rozwiedziony a ona jest panną) no i koleżanka ów dzwoni dziś do mnie i mówi, że był ojciec dziecka z jakąś panią mediator - nie wiem czy to możliwe ale po co pani mediator w domu bez zapowiedzi powiedziała tylko, że kobieta ta była nie miła - koleżanka ryczała i nie dopytywałam się dokładnie co chciała "pani" mediator - żeby było jasne pan ma ustalone kontakty z dzieckiem przychodzi albo nie jak ma ochotę alimentów płaci 200pln też jak ma ochotę
Facet gnębi ją psychicznie i wysyła do psychiatry nie wiadomo po co nie mieszkają razem on pisze sms dzwoni itp nie wiem co ma na celu jego zachowanie i nie o to mi chodzi lecz o panią mediator...
Czy to możliwe? Bez zapowiedzi do domu? A może to nie była pani mediator ? Co myślicie?
Obserwuj wątek
    • yoma Re: Mediator??? 28.10.12, 17:35
      A koleżanka domagała się mediacji? I na jaki temat?

      Nie? To trzeba było babę wylegitymować i grzecznie pokazać obojgu drzwi. Dziwne jazdy.
      • pisklatko12 Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikołaj... 20.11.12, 18:55
        Pani mediator udawaczka jak się okazało jednak koleżanka przy następnym widzeniu wezwała policję i pani nie potrafiła się wylegitymować...

        Ale problem w tym, że dziecko koleżanki nie chce widywać ojca poza domem a ten jej były nie chce wejść do domu mino próśb. Co robić w takiej sytuacji?? Miał ktoś tak??

        Ten człowiek ciągle wysyła do niej jakieś "oficjalne" pisma w których zarzuca jej utrudnianie kontaktów z dzieckiem ale prawda jest taka, że nie utrudnia - on sam to robi nie chcąc wejść do domu - może gdyby wszedł i pobawił się z 4latką trochę było by lepiej ale do nieo nic nie dociera - nie wiem może nowa pani mu nie pozwala??
        Co myślicie miał ktoś tak?? Czy ona powinna wypchać dziecko za drzwi i je zamknąć??
        • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 20.11.12, 19:07
          pisklatko12 napisała:

          > Ale problem w tym, że dziecko koleżanki nie chce widywać ojca poza domem a ten
          > jej były nie chce wejść do domu mino próśb. Co robić w takiej sytuacji?? Miał k
          > toś tak??
          Dziwne to dziecko, ja jeszcze takich nie widziałem. Myślę, że dziecko doskonale odczytuje nastawienie mamy. Facetowi się nie dziwię, że nie chce wchodzić do domu obcej osoby, gdy nie jest to dom dziecka, tylko matki.

          > Co myślicie miał ktoś tak?? Czy ona powinna wypchać dziecko za drzwi i je zamkn
          > ąć??
          Można umówić się choćby w parku, w pizzerii czy na placu zabaw.
          • lampka_witoszowska Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 20.11.12, 20:39
            jak Ty mało dzieic widziałeś, łooomatko, Altz

            moja córka miała okres kilku tygodni, że nie życzyła sobie widzieć ojca - i całkiem serio to wyglądało, bo budziła się w nocy z płaczem, żeby do ojca nie musieć iść - i nigdy jej nei zmusiłam do wyjścia z tatą

            przeszło, ale wysłuchałam pretensji, że na pewno: zmuszam, nie pozwalam, każę, najeżdżam na ojca, ba! nawet okazało się, że się wtrącam, a 5latka sama ma stanąć przed ojcem i powiedzieć patrząc muw oczy, że nie chce się z nim spotkać - to się skończyło smsem z informacją, że nie będzie takich przesłuchań dziecka i oczywiście mając ustalone kontakty z córką może w określonych porach zjawić sie z policją i wyciągnąć ją siłą (tu fakt ustalenia kontaktów jest bardzo ważny)

            nie wyobrażam sobie nastawiania dziecka przeciwko ojcu, jak i zmuszania do kontaktów, to jakaś jatka

            dziecko przynajmniej na matce moż epolegać, jak je wypchnie, to owszem, dziecko przeżyje, najwyżej zamknie się w sobie, najwyżej straci poczucie bycia ważnym dla kogokolwiek, najwyżej straci zaufanie do najbliższych ludzi...

            spokojna rozmowa z ojcem, jak się nie da, to u psychologa (pomoże się dogadać) - koleżanka powinna umówić takie spotkanie, mieć na to dowód w postaci smsa albo listu poleconego za potwierdzeniem odbioru, dokładnie tam wspomnieć, że z jakiegoś powodu dziecko odmawia spotkań z ojcem, leży jej na sercu, by te kontakty uregulować i unormować tak, by dziecko kontaktu z ojcem nei traciło i warto omówić zachowanie dziecka, potrzeby, lęki, zachowanie - i znaleźć sposób, by rodzice dziecku ten kontakt wspólnie ułatwili swoim podejściem

            jak to nic nie da, ojciec nei pójdzie na współpracę, to wniosek do sądu o zabezpieczenie kontaktów w miejscu zamieszkania matki - jeśli wniosek wypłynie od matki, to będzie dodatkowa gwarancja, że matka współpracuje

            tyle zrobiłabym ja, na teraz
            • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 20.11.12, 20:51
              ampka_witoszowska napisała:

              > jak Ty mało dzieic widziałeś, łooomatko, Altz
              >
              > moja córka miała okres kilku tygodni, że nie życzyła sobie widzieć ojca - i cał
              > kiem serio to wyglądało, bo budziła się w nocy z płaczem, żeby do ojca nie mus
              > ieć iść - i nigdy jej nei zmusiłam do wyjścia z tatą

              To, że się dziecko nie chce spotkać z matką, babką, ojcem czy kim innym z rodziny, widziałem. Dziecko też może być zagubione i zazwyczaj jest, ale nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, żeby dziecko koniecznie chciało się spotykać z rodzicem w domu matki. Tylko tyle chciałem napisać. Dla mnie to jest dziwne.
              Zachęcasz do agresji i poszerzania konfliktu, nie pierwszy raz, widocznie tak masz.
              Ja bym zachęcał jednak do spotkania gdzieś na neutralnym gruncie. Jeśli dziecko nie będzie się chciało spotkać z rodziną, to trudno, najwyżej wróci z matką do jej domu.
                    • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 20.11.12, 22:22
                      ampka_witoszowska napisała:

                      > sądowe ustalenie kontaktów w domu mamy?
                      Kiepski pomysł, wszyscy będą się źle czuli. Matka, bo ktoś obcy będzie się pętał po jej domu i nachodził jej dziecko. Ojciec, bo nie chce tam chodzić i nie chce nadzoru nad sobą. Dziecko, bo będzie się patrzeć na oboje rodziców i ich reakcje.

                      Swoją drogą, ciekawe, po co tam facet lazł z mediatorką?
                      Ja bym nie poszedł do domu byłej pani, nie byłem do tej pory i nie zamierzam tego nigdy robić. Uważam, że trzeba szanować prywatność.
                      • lampka_witoszowska Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 08:14
                        poszedł z udawaną mediorką (ach, te zaufane koleżanki wink ), bo sam się źle tam czuje, hehe

                        popatrz, jak dokopać byłej, to poleciał z mediatorką, ale żeby dziecko zobaczyć, to już źle się czuje - nieciekawe podejście

                        matka źle się czuć nei będzie, bo sama proponuje te kontakty u siebie - potem, jak daj Panie Boże, te kontakty się unormują, to zadowolony tata zabierze zadowolone dziecko i będzie pięknie

                        tylko niech ten tata już tak nei wojuje, bo i po co to komu, sam najwięcej traci (o ile dziecko ma dla niego wartość)
                      • eicron Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 08:44
                        altz napisał:

                        > ampka_witoszowska napisała:
                        >
                        > > sądowe ustalenie kontaktów w domu mamy?
                        > Kiepski pomysł, wszyscy będą się źle czuli. Matka, bo ktoś obcy będzie się pęta
                        > ł po jej domu i nachodził jej dziecko. Ojciec, bo nie chce tam chodzić i nie ch
                        > ce nadzoru nad sobą. Dziecko, bo będzie się patrzeć na oboje rodziców i ich rea
                        > kcje.
                        >

                        A teraz Twoim zdaniem jest lepiej?

                        Sądowe (lub jakiekolwiek inne np. na mediacjach) ustalenie kontaktów ojca z matką leży również w interesie ojca. Przynajmniej wtedy ojciec będzie mógł się widywać z dzieckiem.

                        A tak swoją drogą - lepiej jest widywać się z dzieckiem w domu matki niż wcale, nie uważasz?
                        • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 10:06
                          eicron napisał:

                          > A teraz Twoim zdaniem jest lepiej?
                          Jest o tyle lepiej, że rodzice nie kłócą się w domu i dziecko ma tam azyl, zakładając, że matka nie jest "toksyczna" dla dziecka, czego nie wiemy.

                          > A tak swoją drogą - lepiej jest widywać się z dzieckiem w domu matki niż wcale,
                          > nie uważasz?
                          Nie mam takiej pewności. Czasami lepiej się nie widywać, jeśli dziecko miałoby mieć młyn w domu i ciągłą wojnę i stresy z tego powodu.
                          • eicron Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 10:40
                            altz napisał:

                            > > A tak swoją drogą - lepiej jest widywać się z dzieckiem w domu matki niż
                            > wcale,
                            > > nie uważasz?
                            > Nie mam takiej pewności. Czasami lepiej się nie widywać, jeśli dziecko miałoby
                            > mieć młyn w domu i ciągłą wojnę i stresy z tego powodu.

                            Widzisz - tutaj mamy odmienne poglądy.

                            Uważam, że z punktu widzenia ojca czasami faktycznie lepiej/łatwiej się nie widywać. Dziecko jednak potrzebuje ojca i ma prawo do kontaktu z nim.

                            Jeśli rodzice lub sąd ustaliliby, że kontakty odbywają się w miejscu zamieszkania matki, to zawsze można to ustalenie w przyszłości zmienić.

                            Ojciec mógłby dla dobra dziecka się trochę poświęcić wink A jakby jeszcze chciał to w ogóle byłoby super wink
                            • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 11:26
                              eicron napisał:

                              > Widzisz - tutaj mamy odmienne poglądy.
                              >
                              > Uważam, że z punktu widzenia ojca czasami faktycznie lepiej/łatwiej się nie wid
                              > ywać.
                              Wydaje Ci się, że jest łatwiej. Nie wiesz, o czym piszesz. Nie jest łatwiej, ale może dziecku jest łatwiej? Szczególnie, małemu.

                              >Dziecko jednak potrzebuje ojca i ma prawo do kontaktu z nim.
                              Dziecko potrzebuje, ale nie zawsze można mieć wszystko. Coś za coś.
                              Sądy również nie uważają, że dziecko ma jakieś prawa.

                              > Jeśli rodzice lub sąd ustaliliby, że kontakty odbywają się w miejscu zamieszkan
                              > ia matki, to zawsze można to ustalenie w przyszłości zmienić.
                              Poczytaj sobie o takich sytuacjach, choćby tutaj na forum. Według mnie, to są patologiczne sytuacje, potem dziecko nie potrafi złapać równowagi psychicznej, leczy się, a to nie są wszystkie konsekwencje.

                              > Ojciec mógłby dla dobra dziecka się trochę poświęcić wink A jakby jeszcze chciał
                              > to w ogóle byłoby super wink
                              Czasami trzeba działać wbrew sobie, choćby nie wiem, jak bolało. Dzięki temu dziecko nie jest ciągane po sądach, pseudo ośrodkach, nie wysłuchuje żalów matek i babek, recenzji na temat podłego ojca itd.
                              Zapytaj którąkolwiek panią, większość powie, że dziecku potrzebna jest stabilizacja, jesteśmy w tym zakresie zgodni. Bardzo podoba mi się w tym zakresie kultura okolic Nowej Zelandii, gdzie matki z babkami i wujkami wychowują dzieci, dzieci są dzięki temu odporne na konsekwencje rozstań.
                              • lampka_witoszowska Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 12:06
                                podaj jeden przykład, opisany na forum, jak to dziecko równowagi nei może złapać, bo pokojowo nastawiony tatuś odwiedzał je za namową i zgoda matki w domu smile

                                inna sprawa - ojciec musi działać wbrew sobie, żeby z dzieckiem się nie spotkac w domu matki, do którego przyłazi z koleżanką udającą mediatorkę... i kto miałby dziecko ciągać po sądach, jeśli ojciec spokojnie podszedłby do propozycji matki, żeby widywac się z 4letnim dzieckiem w domu tegoż dziecka? ojciec by dziecko do sądu podał? matka?

                                po takich absurdach spodziewam się informacji w obronie jakiegokolwiek ojca, który nei spotyka się z dzieckiem, że niestety kosmici porwali rzeczone dziecko i nie ma kontaktu
                                • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 13:56
                                  ampka_witoszowska napisała:

                                  > podaj jeden przykład, opisany na forum, jak to dziecko równowagi nei może złapa
                                  > ć, bo pokojowo nastawiony tatuś odwiedzał je za namową i zgoda matki w domu smile
                                  Jeśli się dogadują, to na forum nie piszą.
                                  Tam jest sytuacja wojenna. Nie wiem, czego się bał ojciec dziecka, nie znam dokładnie sytuacji. Może się bał i nadal boi posądzenia o przemoc, o molestowanie? Nie wiem, nie rozmawiałem z nim, ale widocznie miał jakiś powód, jeśli brał świadka. Wsadzą facet na 3 miesiące, straci pracę i będzie się musiał tłumaczyć wszystkim, że nie jest przestępcą, również kolegom z celi.
                                  • lampka_witoszowska Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 14:07
                                    ale pan nie brał świadka, tylko panią meditor, która nie była miła i doprowadziła do łez byłą kochankę tego byłego kochanka - pisane jest też o dręczeniu - to tak ze strachu przyłazi i dręczy? łał... to już matrix, ja wzięłam niebieską smile a moze czerwoną, nie pamiętam, ale innniż Ty smile

                                    doszedłeś przy takich opisanych faktach aż do wizji więzienia, Altz... no, co ja Ci powiem, chłopie
                                    nie jest dobrze
                                    zmień myślenie, bo się zajedziesz
                                    • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 14:24
                                      lampka_witoszowska napisała:

                                      > ale pan nie brał świadka, tylko panią meditor, która nie była miła i doprowadzi
                                      > ła do łez byłą kochankę tego byłego kochanka - pisane jest też o dręczeniu - to
                                      > tak ze strachu przyłazi i dręczy? łał... to już matrix, ja wzięłam niebieską :
                                      > ) a moze czerwoną, nie pamiętam, ale innniż Ty smile
                                      Ja staram się interpretować fakty. Świadek był, pani to sama przyznaje. A o dręczeniu nie wiem, bo żadne konkrety nie padły. I nie to, żebym oceniał przez swój filtr, bo sam nie miałem takich doświadczeń i mam nadzieję nigdy nie mieć, ale słyszę, co się potrafi dziać. A już byłem kilka razy świadkiem przemocy ze strony kobiet, po fakcie twierdziły, że pan je zmusił do takiego zachowania.

                                      > doszedłeś przy takich opisanych faktach aż do wizji więzienia
                                      Do więzienia dowożą, nie trzeba dochodzić. Znam takich panów, którzy skończyli w więzieniu, fałszywie oskarżeni. Sytuacja się wyjaśniła, a paniom nic się nie stało.
                                      Ludzie wierzą w wygraną Lotka, a w więzienie nie chcą wierzyć, a przecież szansa na "sukces" jest o wiele większa. wink
                                      • pisklatko12 Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 14:48
                                        Pan był, żonaty (ma 2 dzieci z żoną) rozwiódł się dla swojej wielkiej miłości - miłość go rzuciła, znalazł dziewczynę (1 dziecko z nią) miłość wróciła do niego zostawił panią z dzieckiem - miłość rzuciła go po raz kolejny i wtedy poznał moją koleżankę (1 dziecko córka 4 lata) i miłość znów postanowiła do niego wrócić więc rzucił moją koleżankę...

                                        Nie doszukuję się logiki w tym zachowaniu - tam nikt się nie kłóci i nie robi stresów ani przy dziecku ani bez - są pisma ciągłe pisma...

                                        Sądzę że ta miłość nie pozwala na wchodzenie do domu, czy spotykanie się na neutralnym gruncie i stąd to zachowanie...

                                        p.s. ogólnie uważam że faceta trzeba leczyć a wiecie jakie było zdziwienie mojej koleżanki kiedy usłyszała o tym wszystkim na sprawie o alimenty?? Sędzina znała doskonale panaX...
                                        • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 21.11.12, 16:40
                                          pisklatko12 napisała:

                                          > (...) miłość rzuciła go po raz kolejny i wtedy poznał
                                          > moją koleżankę (1 dziecko córka 4 lata) i miłość znów postanowiła do niego wróc
                                          > ić więc rzucił moją koleżankę...
                                          Czwórka dzieci, z trzema kobietami, prawie jak telenowela. wink Po tym wszystkim, trudno poważnie traktować i pana i wszystkie jego kochanki, byłe, obecne i przyszłe. big_grin
                              • eicron Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 22.11.12, 14:30
                                altz napisał:

                                > eicron napisał:
                                >
                                > > Uważam, że z punktu widzenia ojca czasami faktycznie lepiej/łatwiej się n
                                > ie wid
                                > > ywać.
                                > Wydaje Ci się, że jest łatwiej. Nie wiesz, o czym piszesz. Nie jest łatwiej, al
                                > e może dziecku jest łatwiej? Szczególnie, małemu.

                                Dlaczego twierdzisz, że nie wiem, o czym piszę?

                                > >Dziecko jednak potrzebuje ojca i ma prawo do kontaktu z nim.
                                > Dziecko potrzebuje, ale nie zawsze można mieć wszystko. Coś za coś.

                                Co masz na myśli - w tym konkretnym przypadku, o którym pisze autorka wątku. Czego dziecko nie może tutaj mieć i co dostaje w zamian?

                                > Sądy również nie uważają, że dziecko ma jakieś prawa.

                                Czy chodzi Ci o to, że sądy wydają wyroki z pogwałceniem praw, które ma dziecko? Czy Twoim zdaniem dzieje się tak z zasady, czy w wyjątkowych przypadkach?

                                > > Jeśli rodzice lub sąd ustaliliby, że kontakty odbywają się w miejscu zami
                                > eszkan
                                > > ia matki, to zawsze można to ustalenie w przyszłości zmienić.
                                > Poczytaj sobie o takich sytuacjach, choćby tutaj na forum. Według mnie, to są p
                                > atologiczne sytuacje, potem dziecko nie potrafi złapać równowagi psychicznej, l
                                > eczy się, a to nie są wszystkie konsekwencje.

                                Altz, pisałem o konkretnym przypadku opisanym przez autorkę wątku. Piszesz w liczbie mnogiej - odnosisz się w ten sposób do tego konkretnego przypadku, czy sytuacji z innych wątków?

                                Czytam forum smile Nie wiem, o które konkretnie sytuacje Ci chodzi. Podaj proszę odnośniki do konkretnych postów.

                                > > Ojciec mógłby dla dobra dziecka się trochę poświęcić wink A jakby jeszcze
                                > chciał
                                > > to w ogóle byłoby super wink
                                > Czasami trzeba działać wbrew sobie, choćby nie wiem, jak bolało. Dzięki temu dz
                                > iecko nie jest ciągane po sądach, pseudo ośrodkach, nie wysłuchuje żalów matek
                                > i babek, recenzji na temat podłego ojca itd.

                                A na czym to działanie wbrew sobie powinno Twoim zdaniem w tym konkretnym przypadku polegać?

                                > Zapytaj którąkolwiek panią, większość powie, że dziecku potrzebna jest stabiliz
                                > acja, jesteśmy w tym zakresie zgodni. Bardzo podoba mi się w tym zakresie kultu
                                > ra okolic Nowej Zelandii, gdzie matki z babkami i wujkami wychowują dzieci, dzi
                                > eci są dzięki temu odporne na konsekwencje rozstań.

                                A tak odnośnie tej konkretnej sytuacji to o co chodzi? Kogo, o co i po co miałbym zapytać?

                                Odnośnie kultury okoli Nowej Zelandii - radzisz kobiecie, aby wychowywała dziecko z babkami i wujkami? Oni się już rozstali, więc chyba musztarda po obiedzie?

                                Dziecku jest potrzebna stabilizacja - też tak uważam. Ustalenie kontaktów dziecka z ojcem jest w tym względzie bardzo pomocne. Dziecko wiedziałoby gdzie i kiedy się zobaczy z ojcem oraz ile czasu z nim spędzi.
                                • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 22.11.12, 15:17
                                  eicron napisał:

                                  > Dlaczego twierdzisz, że nie wiem, o czym piszę?
                                  Musiałbyś przejść jedno i drugie. To znaczy widywać się z dzieckiem i nie widywać zupełnie.
                                  Ty odwiedzasz dziecko, ale twierdzisz, że łatwiej jest nie odwiedzać. Nie zgadzam się z tym, znam swój przypadek, ale też inne, rozmawiałem z takimi ojcami, co odpuścili "kontakty", bo nie chcieli wchodzić w patologię, opowiadali to po latach, jak już znowu byli z dziećmi, gdy dzieci były dorosłe. Tak szczerze opowiadali, po ludzku, bez oszukiwania, jak to mężczyzna po przejściach potrafi przyznać się do błędu, zastanowić nad konsekwencjami. Ogólnie to smutne tematy.

                                  > Co masz na myśli - w tym konkretnym przypadku, o którym pisze autorka wątku. Cz
                                  > ego dziecko nie może tutaj mieć i co dostaje w zamian?
                                  Tutaj akurat sprawa prostsza, dziecko nie ma ojca na miejscu, ale wiele by na tym nie zyskało, gdyby na miejscu był. Zyskuje spokój w domu, tylko nie wiedzieć czemu, matka chce mu zepsuć ten spokój pod pretekstem kontroli nad dzieckiem.
                                  Zazwyczaj jednak po rozwodzie traci się sporo, choćby rodzica na co dzień i kontakt z całą rodziną obojga rodziców.

                                  > Czy chodzi Ci o to, że sądy wydają wyroki z pogwałceniem praw, które ma dziecko
                                  > ? Czy Twoim zdaniem dzieje się tak z zasady, czy w wyjątkowych przypadkach?
                                  Myślę, że sądy niespecjalnie się zajmują dzieckiem. Spychają ten problem na innych, a jak już mają papier w ręku, to postępują często bezmyślnie, jak automat. Jest to, niestety, bardzo częste. U mnie na przykład, gdyby sąd był uczciwy, to nie powinien dać rozwodu, a dał od ręki.

                                  > Altz, pisałem o konkretnym przypadku opisanym przez autorkę wątku. Piszesz w li
                                  > czbie mnogiej - odnosisz się w ten sposób do tego konkretnego przypadku, czy sy
                                  > tuacji z innych wątków?
                                  Mam na myśli wiele takich spraw. Tutaj akurat, myślę, że z czasem się wszystko poukłada. Pan ma fantazję mieć trochę dzieci z różnymi kobietami, stać go na takie życie, uczciwie płaci, może nie jakieś kokosy, ale systematycznie. Rodzice się z czasem dogadają, dziecko będzie miało oboje rodziców i nawet nie będzie dziwadłem w szkole, bo rozbitych i dziwnych rodzin jest teraz mnóstwo. Nie każde dziecko ma takie szczęście, choćby patrząc na wątek Kobiety-000.

                                  > A na czym to działanie wbrew sobie powinno Twoim zdaniem w tym konkretnym przyp
                                  > adku polegać?
                                  Już kiedyś pisałem na ten temat. Gdyby się panowie wzięli i przestali odwiedzać w ramach swoje dzieci w całym kraju, to po miesiącu protestu, zyskalibyśmy dużo więcej, niż przez dziesiątki lat smęcenia. Można również podważać wszystkie głupie decyzje czy pozywać Polskę przed Strasburgiem. Jeśli nic się nie robi, to bagno będzie jak obecnie jeszcze przez lata.

                                  > Odnośnie kultury okoli Nowej Zelandii - radzisz kobiecie, aby wychowywała dziec
                                  > ko z babkami i wujkami? Oni się już rozstali, więc chyba musztarda po obiedzie?
                                  Ja nie radzę, ale bardzo mi się to podoba i to z dwóch powodów. Dziecko ma mężczyznę w domu i wzorzec, a mężczyzna utrzymuje i wychowuje, bo ma pewność, że dziecko jest jego rodziną, ponieważ urodziła jego siostra. W zwykłym małżeństwie, co trzecie dziecko, jest wynikiem skoku w bok pani. A tak, nie ma potrzeby badań genetycznych, bo wszystko jest jasne.

                                  > Dziecku jest potrzebna stabilizacja - też tak uważam. Ustalenie kontaktów dziec
                                  > ka z ojcem jest w tym względzie bardzo pomocne. Dziecko wiedziałoby gdzie i kie
                                  > dy się zobaczy z ojcem oraz ile czasu z nim spędzi.
                                  Stabilizacja to również brak spotkań, dziecko wie, że ojca nie będzie i nie czeka.
                                  • eicron Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 23.11.12, 13:15
                                    altz napisał:

                                    > eicron napisał:
                                    >
                                    > > Dlaczego twierdzisz, że nie wiem, o czym piszę?
                                    > Musiałbyś przejść jedno i drugie. To znaczy widywać się z dzieckiem i nie widyw
                                    > ać zupełnie.
                                    > Ty odwiedzasz dziecko, ale twierdzisz, że łatwiej jest nie odwiedzać. Nie zgadz
                                    > am się z tym, znam swój przypadek, ale też inne, rozmawiałem z takimi ojcami, c
                                    > o odpuścili "kontakty", bo nie chcieli wchodzić w patologię, opowiadali to po l
                                    > atach, jak już znowu byli z dziećmi, gdy dzieci były dorosłe. Tak szczerze opow
                                    > iadali, po ludzku, bez oszukiwania, jak to mężczyzna po przejściach potrafi prz
                                    > yznać się do błędu, zastanowić nad konsekwencjami. Ogólnie to smutne tematy.

                                    Twierdzisz, że nie wiem, o czym piszę, bo nic o mnie nie wiedząc założyłeś, że nie mam podobnych doświadczeń jak Ty oraz ojcowie, z którymi rozmawiałeś, a tylko takie osoby ,,wiedząc co piszą'' w tej kwestii. Dla mnie to żaden argument. Znacząco ograniczasz ilość osób, z którymi chciałbyś dyskutować wink

                                    > > Co masz na myśli - w tym konkretnym przypadku, o którym pisze autorka wąt
                                    > ku. Cz
                                    > > ego dziecko nie może tutaj mieć i co dostaje w zamian?
                                    > Tutaj akurat sprawa prostsza, dziecko nie ma ojca na miejscu, ale wiele by na t
                                    > ym nie zyskało, gdyby na miejscu był. Zyskuje spokój w domu, tylko nie wiedzieć

                                    To znaczy dziecko widując się z ojcem niewiele by zyskało w stosunku do sytuacji, w której by się nie widziało? Sorry - to dla mnie nie do przetrawienia wink

                                    > > Czy chodzi Ci o to, że sądy wydają wyroki z pogwałceniem praw, które ma d
                                    > ziecko
                                    > > ? Czy Twoim zdaniem dzieje się tak z zasady, czy w wyjątkowych przypadkac
                                    > h?
                                    > Myślę, że sądy niespecjalnie się zajmują dzieckiem. Spychają ten problem na inn
                                    > ych, a jak już mają papier w ręku, to postępują często bezmyślnie, jak automat.
                                    > Jest to, niestety, bardzo częste. U mnie na przykład, gdyby sąd był uczciwy, t
                                    > o nie powinien dać rozwodu, a dał od ręki.

                                    Altz, najpierw piszesz, że sądy nie uważają, że dziecko ma jakieś prawa, na pytanie o to, czy to oznacza że sądy te prawa łamią piszesz, że sądy niespecjalnie się zajmują dzieckiem. Sądy na sprawach rozwodowych zajmują się przede wszystkim dziećmi - określają kto ma władzę rodzicielską, z kim dzieci mieszkają, ustalają kontakty rodziców z dziećmi oraz alimenty. Jak dla mnie strasznie niejasno się wypowiadasz.

                                    > Mam na myśli wiele takich spraw. Tutaj akurat, myślę, że z czasem się wszystko
                                    > poukłada. Pan ma fantazję mieć trochę dzieci z różnymi kobietami, stać go na ta
                                    > kie życie, uczciwie płaci, może nie jakieś kokosy, ale systematycznie. Rodzice
                                    > się z czasem dogadają, dziecko będzie miało oboje rodziców i nawet nie będzie d
                                    > ziwadłem w szkole, bo rozbitych i dziwnych rodzin jest teraz mnóstwo. Nie każde
                                    > dziecko ma takie szczęście, choćby patrząc na wątek Kobiety-000.

                                    Jak rozumiem, myślisz, że matka zmieni zdanie i pozwoli ojcu zabierać dziecko do siebie?

                                    > > A na czym to działanie wbrew sobie powinno Twoim zdaniem w tym konkretnym
                                    > przyp
                                    > > adku polegać?
                                    > Już kiedyś pisałem na ten temat. Gdyby się panowie wzięli i przestali odwiedzać
                                    > w ramach swoje dzieci w całym kraju, to po miesiącu protestu, zyskalibyśmy duż
                                    > o więcej, niż przez dziesiątki lat smęcenia. Można również podważać wszystkie g
                                    > łupie decyzje czy pozywać Polskę przed Strasburgiem. Jeśli nic się nie robi, to
                                    > bagno będzie jak obecnie jeszcze przez lata.

                                    Czyli uważasz, że aby wymóc cokolwiek na matkach ojcowie powinni przestać się widywać ze swoimi dziećmi? Tak Twoim zdaniem dla dzieci byłoby lepiej?

                                    > Ja nie radzę, ale bardzo mi się to podoba i to z dwóch powodów. Dziecko ma mężc
                                    > zyznę w domu i wzorzec, a mężczyzna utrzymuje i wychowuje, bo ma pewność, że dz
                                    > iecko jest jego rodziną, ponieważ urodziła jego siostra. W zwykłym małżeństwie,
                                    > co trzecie dziecko, jest wynikiem skoku w bok pani. A tak, nie ma potrzeby bad
                                    > ań genetycznych, bo wszystko jest jasne.

                                    Wiesz, ja osobiście wolę mieć swój własny dom i nie dzielić go z innymi, ale rozumiem, że niektórzy mogą woleć mieszkać z rodziną.

                                    > > Dziecku jest potrzebna stabilizacja - też tak uważam. Ustalenie kontaktów
                                    > dziec
                                    > > ka z ojcem jest w tym względzie bardzo pomocne. Dziecko wiedziałoby gdzie
                                    > i kie
                                    > > dy się zobaczy z ojcem oraz ile czasu z nim spędzi.
                                    > Stabilizacja to również brak spotkań, dziecko wie, że ojca nie będzie i nie cze
                                    > ka.

                                    Ale dziecko wtedy bardzo cierpi.

                                    Skoro piszesz, że zarówno ustalenie kontaktów ojca z dzieckiem jak i brak tych kontaktów oznacza stabilizację, to dlaczego jesteś przeciwny ustaleniu takich kontaktów? A nóż udałoby się ojcu załatwić kontakty poza miejscem zamieszkania dziecka...

                                    • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 23.11.12, 15:00
                                      eicron napisał:

                                      > Twierdzisz, że nie wiem, o czym piszę, bo nic o mnie nie wiedząc założyłeś, że
                                      > nie mam podobnych doświadczeń jak Ty oraz ojcowie, z którymi rozmawiałeś, a tyl
                                      > ko takie osoby ,,wiedząc co piszą'' w tej kwestii. Dla mnie to żaden argument.
                                      > Znacząco ograniczasz ilość osób, z którymi chciałbyś dyskutować wink
                                      Może Ty to inaczej odczuwasz? Po prostu wątpię, że byłeś w takiej sytuacji. Może w innym wcieleniu miałeś dwie zupełnie odmienne sytuacje trwające przez lata? wink

                                      > To znaczy dziecko widując się z ojcem niewiele by zyskało w stosunku do sytuacj
                                      > i, w której by się nie widziało? Sorry - to dla mnie nie do przetrawienia wink
                                      Nie. Napisałem, że gdyby w tej sytuacji autorki wątku, ojciec mieszkał z dzieckiem, to dziecko miałoby awantury jako wartość dodaną. A tak, myślę, że będzie w sumie zadowolone, będzie się spotykać z ojcem, a w domu będzie spokój.

                                      > Sądy na sprawach rozwodowych zajmują się przede wszystk
                                      > im dziećmi - określają kto ma władzę rodzicielską, z kim dzieci mieszkają, usta
                                      > lają kontakty rodziców z dziećmi oraz alimenty. Jak dla mnie strasznie niejasno
                                      > się wypowiadasz.
                                      I podejmują decyzje na lata na podstawie głupich opracowań, czyli dziecko nie jest aż ważne, ważniejsi są rodzice i podział dóbr, a dziecko jest takim dobrem w praktyce sądowej. Wystarczyłoby przedłużyć sprawę, zrobić kilka wizyt kuratora o obojga rodziców, porozmawiać z rodziną, poobserwować dziecko i nie łykać wszystkiego jak gęś kluski.
                                      Sprawa o morderstwo bardzo się przeciąga w czasie, a poważniejsza decyzja bywa załatwiana przez 15 minut albo na podstawie rysunku drzewa z dziuplą za pomocą czarnej kredki i to świadczy o patologii orzekania.

                                      > Jak rozumiem, myślisz, że matka zmieni zdanie i pozwoli ojcu zabierać dziecko d
                                      > o siebie?
                                      Myślę, że tak się stanie z czasem.

                                      > Czyli uważasz, że aby wymóc cokolwiek na matkach ojcowie powinni przestać się w
                                      > idywać ze swoimi dziećmi? Tak Twoim zdaniem dla dzieci byłoby lepiej?
                                      Uważam, że trzeba zrobić jakąś poważną ogólnopolską akcję, inaczej poważnych zmian nie będzie za naszego życia. Płakanie w rękaw nie robi na nikim wrażenia, tak samo dwie osoby z transparentem przed sejmem i głodówka ojca, to już było i wywołało uśmiech, było ciekawostką w telewizji. Teraz mamy czas walki o dominację, którą toczą kobiety z dużym sukcesem, mężczyźni siedzą cichutko jak myszki, więc nie są szanowani.

                                      > Wiesz, ja osobiście wolę mieć swój własny dom i nie dzielić go z innymi, ale ro
                                      > zumiem, że niektórzy mogą woleć mieszkać z rodziną.
                                      Inne społeczeństwo, inne miejsce, trudno nam się przestawić. Tam nie ma problemów z dziećmi na śmietniku, nie ma również "okien życia", a staruszkowie zostają w domu, więc to oni mają rację, nie my.

                                      > > Stabilizacja to również brak spotkań, dziecko wie, że ojca nie będzie i nie czeka.
                                      > Ale dziecko wtedy bardzo cierpi.
                                      Dziecko się łatwo dostosowuje do sytuacji, szczególnie bardzo małe.
                                      Jedno cierpi, a drugie nie cierpi. Często robi się twarde i trzeba się liczyć z tym, że "odwdzięczy się" obojgu rodzicom. smile

                                      > Skoro piszesz, że zarówno ustalenie kontaktów ojca z dzieckiem jak i brak tych
                                      > kontaktów oznacza stabilizację, to dlaczego jesteś przeciwny ustaleniu takich k
                                      > ontaktów? A nóż udałoby się ojcu załatwić kontakty poza miejscem zamieszkania d
                                      > ziecka...
                                      Dla mnie ustalanie "kontaktów" jest sprawą drugorzędną. Ludzie się dogadują i nie ma problemów ze spotkaniami. Nie dogadują się, wtedy nawet wyrok nie pomoże. Jesteśmy jako naród mistrzami anarchii, lata okupacji zrobiły swoje.
                                      Próbować zawsze warto, chociaż ja nie jestem do tego przekonany.
          • pisklatko12 Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 20.11.12, 21:09
            Bo mało widziałeś i w tym problem zresztą z twoim nastawieniem do życia to wiele spraw jest "dziwnych" matka nie ma problemu w tym by dziecko widziało ojca a i trudno nazwać ją obcą osobą skoro byli razem i mają dziecko.

            Po drugie mieszkali razem w tym domu - dom był i jest własnością koleżanki a Ty jeśli nic nie wnosisz do tematu to daruj sobie po prostu...
            • altz Re: Może nie'mediator'a'kurator'?tak święty mikoł 20.11.12, 21:40
              pisklatko12 napisała:

              > Bo mało widziałeś i w tym problem zresztą z twoim nastawieniem do życia to wiel
              > e spraw jest "dziwnych" matka nie ma problemu w tym by dziecko widziało ojca a
              > i trudno nazwać ją obcą osobą skoro byli razem i mają dziecko.
              Sporo widziałem i staram się zrozumieć ojca. Dla niego matka dziecka to obca osoba, do jej domu nie chce wchodzić, bo być może bardzo źle się tam czuje. Zresztą, warto zapytać jego samego.

              > Po drugie mieszkali razem w tym domu - dom był i jest własnością koleżanki a Ty
              > jeśli nic nie wnosisz do tematu to daruj sobie po prostu...
              Szukasz poklasku i potakujących plastelinek? Trzeba było tak od razu pisać! wink

              Spróbuję jeszcze raz:
              Ten facet to straszny przemocowiec, egoista i cyklista. Jak śmie ignorować swoją byłą kochankę! Potwór, jednym słowem! Pani niech mu dosunie w sądzie, w końcu się facet opamięta i przyjdzie na klęczkach błagać, nie będzie trzeba ustawiać dziecko do rozmowy z ojcem, żeby stanęło na pomyśle mamy. Do tego ten łajdak zmusił biedną kobietę i jej dziecko! Padalec!

              Czy teraz lepiej? smile
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka