niebyt...

28.10.12, 23:34
Pisałam jakiś czas temu tutaj, kiedy byłam świeżo po rozstaniu... Minęły ponad trzy miesiące odkąd mąż ode mnie odszedł, a ja jestem w totalnej rozsypce. Dziś dowiedziałam się, że ma kogoś... nie mając jeszcze rozwodu ze mną. Ba, nawet nie wniósł pozwu. Jestem całkowicie załamana, przepłakałam cały wieczór. Jestem idiotką - gdzieśtam z tyłu głowy cały czas jeszcze czaiła się nadzieja, że może, że jednak... Teraz już wiem, że nie ma żadnego 'może' ani 'jednak'. Śmieszne, bo jak odchodził, to mówił, że musi pobyć sam, że się chyba nie nadaje do związku. A jak się okazało prawdopodobnie znał już ją... Cholernie to boli. Ja głupia kocham, tęsknię, a on gzi się z jakąś pindą w dupie mając to, że formalnie jest w związku, w dupie mając to, że złamał mi życie, w dupie mając to, że z dnia na dzień przekreślił osiem lat związku. Nie rozumiem dlaczego mnie to spotyka... Czym zawiniłam, co zrobiłam nie tak, czemu największa miłość mojego życia podeptała moje serducho i w tak okrutny sposób się ze mną obeszła? Całe szczęście, że nie mamy dzieci... Zostałam sama, wydmuszka, łykająca garściami antydepresanty, szukająca bezskutecznie pomocy u psychologa. A on? Czerpie z życia, układa sobie życie na moim nieszczęściu. Koszmar. Chyba nigdy się z tego nie podniosę... Gdybym tylko miała odpowiednią odwagę, to już by mnie tu nie było. Naprawdę. Ale jej nie mam. Wiem, że pozostało mi teraz wnieść sprawę o rozwód... Chyba zdecyduję się na orzekanie o winie, żeby chociaż powalczyć o resztki swojej godności, bo o związek nie uda się już zawalczyć... Tak mi ciężko, przeraża mnie każdy kolejny samotny dzień, ta beznadzieja, pustka. Znajduję sobie zajęcia, ale co z tego, jak w środu jestem jak zamrożona. Nie wiem jak żyć...
    • monika3411 Re: niebyt... 28.10.12, 23:51
      Przytulam......
      • ms.29 Re: niebyt... 28.10.12, 23:56
        Dziękuję kochana...
        • miacasa Re: niebyt... 29.10.12, 09:04
          Może nie jestem najlepszym doradcą, bo sama tydzień temu dowiedziałam się o ponad półrocznym gorącym romansie mojego męża, ale nie myśl o głupotach bo nie ma na świecie tragedii, która po sześciu latach tak samo by bolała. Żadnych samobójstw, masz jedno życie i drugiego nikt Ci nie podaruje. Mam taką mądrą znajomą, która w grudniu skończy 90 lat i ona bardzo wiele w życiu przeszła a zawsze w trudnych dla mnie chwilach powtarza "TO minie, To też minie". Ja obecnie przechodzę jakby stan żałoby, boli mnie jak wtedy gdy zmarła moja mama. Męczy mnie fizjologia, ciało źle funkcjonuje ale wiem, że TO minie... Kochaj siebie na tyle by nie zrobić sobie niczego złego, mój rodzony brat odebrał sobie życie po rozstaniu z żoną, nie była tego warta....
          • nandita_7 Re: niebyt... 29.10.12, 09:30
            Miacasa, jak dobrze czasem usłyszeć takie słowa. Szkoda, że nie mam wiekowej przyjaciółki. Młode znajome patrzą na wszystko z bardzo krótkowzrocznej perspektywy, jak ja zresztą - nie umiem sobie teraz wyobrazić, że będę jeszcze kiedyś szczęśliwa. MS, ja też przytulam. Żadnych głupot! Wiesz, jaką frajdę sprawiłabyś mu, eliminując się sama? Nie wolno ci. Trzymaj się.
            • ms.29 Re: niebyt... 29.10.12, 11:43
              Wiem, dziewczyny, nic sobie nie zrobię, nie potrafiłabym. Nie wiem tylko jak ukoić ten ból, który czuję. Doprowadza mnie to do szału, bezsilność, rozpacz, pytanie "ile jeszcze będę musiała znieść?". I świadomość jego doskonałego samopoczucia... Czuję się tak niewiele warta, jak śmieć. Najpierw mnie w sobie rozkochał do granic możliwości, a potem, gdy przestało mu się to podobać, potraktował mnie jak zbędny mebel, który można wyrzucić na śmietnik jak się opatrzy czy przetrze. Nie wierzę, że jeszcze kiedykolwiek, z kimkolwiek będę szczęśliwa. Mam 30 lat i nie mam nic przed sobą... Nie, przepraszam - mam wizję rozwodu. Kolejny koszmar, przez który będzie trzeba przejść. A przyszłość? Nie jestem już w stanie nikomu zaufać, nikt nie będzie mógł się z nim równać (wiem, paradoks). Chcę pilota, który przewinie czas o kilka miesięcy do przodu. Nie wiem, jak to wszystko przetrwam... Już nie wiem gdzie szukać pomocy...
              • miacasa Re: niebyt... 29.10.12, 11:52
                Nie wiem, jak to wszys
                > tko przetrwam... Już nie wiem gdzie szukać pomocy...

                Oddajesz mu władzę nad swoim losem, szczęściem/nieszczęściem, przypisujesz moc rozkochania w sobie a to wszystko każdy z nas ma w sobie i tak prawdziwie to my sami odpowiadamy za własne poczucie szczęścia/wartości. Nikt Cię nie wrzuci w czeluści rozpaczy poza samą sobą, tylko Ty masz tę umiejętność. Trzymaj się i może poszukaj pomocy jakiegoś terapeuty żeby trochę sobie w głowie lepiej poustawiać to wszystko.
              • logicman Re: niebyt... 29.10.12, 12:31
                ms.29 napisał(a):

                > Nie wierzę, że jeszcze kiedykolwiek, z kimkolwiek będę szczęśliwa. Mam 30
                > lat i nie mam nic przed sobą...

                Zachowujesz się jak nastolatka po pierwszej nieudanej miłości. Masz 30 lat, nie masz dzieci - życie przed Tobą. Weź się w garść. Ludzie mają rzeczywiście poważne problemy i nie użalają się nad sobą tak jak Ty.

                > Nie, przepraszam - mam wizję rozwodu. Kolejny koszmar, przez który będzie trzeba przejść.

                Rozwód to tylko formalność (koszmar to mógłby być dla dzieci, choć niekoniecznie).

                > A przyszłość? Nie jestem już w stanie nikomu zaufać, nikt nie będzie mógł się z nim równać (wiem, paradoks).

                Normalnie druga Seaned O'cconors, jeszcze zaśpiewaj "Nothing Compares To You" wink
                • anbale Re: niebyt... 29.10.12, 12:42
                  Właśnie, czasem warto spojrzeć na sprawę po męsku smile
                  Traktujesz ten związek jak jedyny wariant na życie, a może warto dostrzec, że oto otwierają się nowe możliwości. Może o wiele ciekawsze, ale jak będziesz zakładać z góry, że "nikt nie może się z nim równać", to pozostaniesz ślepa i głucha, niejako samookaleczona.
                  I faktycznie nie pozostanie Ci nic innego, jak spędzić życie na szlochach i rozdrapach
              • lesnik5 Re: niebyt... 29.10.12, 12:36
                Przejdzie ci, wkrótce będzie apogeum a potem powoli z górki do zera, za kilka miesięcy.

                Doraźnie polecam ostry wysiłek fizyczny. Jakkolwiek śmiesznie to brzmi, to pomaga jak nic innego.
                • cozzycie_80 Re: niebyt... 29.10.12, 12:48
                  Kochana ja mam 32 lata, rozwód był w tym roku, na początku czułam się jakbym miała 70 lat, jak sie dowiedziałam, że były ma 27-letnią kobietę, to sie poryczałam, bo "się z gówniarami zadaje" big_grin
                  Napisano mi tutaj, że powinnam się cieszyć, ze teraz się obudzilam, a nie za 15-20 lat.
                  I teraz to wiem.
                  Życie sobie ułożysz, poboli, poboli i przestanie. Dzieci nie masz, więc nie będziesz musiała się za jakieś pół roku, zastanawiać czy ktoś Cię zechce jak Ty "bagaż" masz big_grin
                  Odbudujesz swoje życie, poczucie wartości, zaufanie, możesz iść do psychologa, ja chodzę, jak sobie tak pogadam, poryczę to mi lepiej smile
                  Zgadzam się z Lesnikiem5, jak mi się zbierają doły i destrukcyjne myśli idę biegać. Jak się zmęczę, to mi tak dobrze smile
                  • to_nie_ja2 Re: niebyt... 29.10.12, 13:03
                    Ja doskonale rozumiem autorkę. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiego poczucia bezpieczeństwa jak wcześniej: finansowego, emocjonalnego, organizacyjnego. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że mogę komukolwiek zaufać. Jest taka zupełna życiowa pustka....
                    • blue_ania37 Re: niebyt... 29.10.12, 13:10
                      A ja nie rozumiem.
                      Bo gdyby było tak świetne poczucie bezpieczeństwa finansowe, emocjonalne organizacyjne itp...to by nie pojawiła się nowa pani bo w dobry związek gdzie wszystko dobrze działa nie ma szansy żeby pojawiła się jakaś pani i wywróciła wszystko do góry nogami.
                      A
                      • to_nie_ja2 Re: niebyt... 29.10.12, 13:12
                        Bo to poczucie było tylko po mojej stronie. Wierzyłam, że wszystkie problemy rozwiążemy jeśli tylko będziemy walczyć razem. Problem w tym, że walczyć o rodzinę chciałam tylko ja.
                        • blue_ania37 Re: niebyt... 29.10.12, 13:18
                          Ale kiedy zdałam sobie sprawę że to poczucie było tylko po mojej stronie to szybko się obudziłam.
                          Facet nigdy nie może być cąłym światem, może być fajnym dodatkiem do twojego życia a nie żadną opoką.
                          A
              • 68marta Re: niebyt... 29.10.12, 13:13
                Mam 30
                > lat i nie mam nic przed sobą... Nie, przepraszam - mam wizję rozwodu. Kolejny
                > koszmar, przez który będzie trzeba przejść. A przyszłość? Nie jestem już w stan
                > ie nikomu zaufać, nikt nie będzie mógł się z nim równać (wiem, paradoks). Chcę
                > pilota, który przewinie czas o kilka miesięcy do przodu. Nie wiem, jak to wszys
                > tko przetrwam... Już nie wiem gdzie szukać pomocy...

                Masz DOPIERO 30 lat i całe zycie przed sobą.
    • sylwiasuc Re: niebyt... 29.10.12, 13:28
      Strasznie smutne to co napisałaś ale nie możesz się poddawać. Niestety nie zmusisz nikogo do bycia z Tobą wbrew jego woli. A najlepsze co możesz zrobić to zadbać teraz o siebie, zarówno o duszę jak i ciało. Wiem jak to boli, też to przeżyłam i chyba nadal przeżywam ale w tym wszystkim również staram się znaleźć dobre strony. Jestem już po rozwodzie ale dopiero niedawno okazało się, że mój były mieszka z panią, z którą mnie zdradzał. Wyszły na jaw wszystkie jego kłamstwa. Mimo to nie załamałam się, otworzyłam się na ludzi i okazało się, że mam wielu przyjaciół i życzliwych osób. Jestem sporo starsza od Ciebie a mimo to wiem, że wszystko to stało się po coś, jest kolejnym etapem. Głowa do góry, jesteś wiele warta i nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina. Takie rzeczy się zdarzają i musimy je przeżyć a najlepszym sposobem będzie jak przejdziesz przez ten koszmar z podniesioną głową.
    • ekscytujacemaleliterki Re: niebyt... 29.10.12, 14:07
      Szczerze Ci napisze.
      Jeszcze sporo będziesz się czuła jak wydmuszka. Na to nie ma złotej rady. Tu na Twoją korzyść działa czas.
      Kiedyś ktoś tu na forum napisał, że potrzeba roku. Pierwszych świąt bożego narodzenia, sylwestra, wielkanocy, wakacji.
      I tak jest. Przez ten rok będzie Ci ciężko. Wszystko będzie Ci przypominać "wspaniałe chwile". Będziesz obwiniać siebie, szukać powodów zdrady we własnych słabościach.
      Będziesz się zadręczać, analizować, rozkładać na czynnikie pierwsze.
      Aż przyjdzie takie poranek kiedy ze zdumieniem odryjesz, że Twoją pierwszą myślą po przebudzeniu nie jest tragedia, która Cię spotkała.
      Postaraj się sobie ten czas choć odrobinę ulepszyć. Staraj się ze wszystkich sił. Zapisz się na fittnes, albo coś innego. Byle tylko wyciskać z siebie siódme poty. Idz do ludzi, choćbyś miała wybuchac niekontrolowanym płaczem w środku miasta.
      I za wszelką cenę nie wizualizuj sobie swojego męża z inną.
      Przetrwasz, uwierz mi.
      To mija.
      A później okazuję się, że nie potrzebnie wypłakiwałaś oczy!
      Będzie dobrze smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja