Dodaj do ulubionych

apostazja?

21.12.12, 22:08
Z gory przepraszam za wątek, bo myć moze on nie dotyczy rozwodu, chociaż w moim odczuciu subiektywnym jakby ma wiele wspólnego...

ale...


do tej pory bylam katoliczką. Jednak przestałam wierzyć w Boga, nie wierzę w niego po prostu. Moje podejscie do wiary po rozwodzie i ogolnie na podstawie wlasnych przemyślen i doswiadczeń bardzo się zmieniło. Od małego została mi wpajana wiara katolicka, a uwazam,ze kazde dziecko powinno mieć wybór...no, ale to nieważne. Zaczelam wątpić, az w końcu całkowicie doszłam do przekonania, ze w Boga nie wierzę. Kościól katolicki to już w ogole...wink

I moje pytanie jest takie....czy powinnam w takim przypadku wypisać sie z kościoła? Czy po prostu przejsc na ateizm" w sercu"?

Dokonywał tego ktoś z was bądź ma większa wiedzę na ten temat?
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: apostazja? 21.12.12, 22:21
      Ale jakich rad i jakiej wiedzy Ty oczekujesz?

      Pytasz o bardzo intymną sprawę, wg mnie najintymniejszą z możliwych. Sama musisz podjąć decyzję, bo to Ty z nią będziesz żyła.

      Ja mogę Ci tylko powiedzieć tyle, że dokonanie aktu apostazji jest dziecinnie proste, ale odkręcenie tego (gdybyś kiedyś zmieniła zdanie) już takie proste nie jest. Ba, trzeba się solidnie napracować i ogromną cierpliwością wykazać, by z powrotem formalnie na łono Kościoła wrócić.
      • pati790 Re: apostazja? 21.12.12, 22:31
        Nie, nie absolutnie nie powrócę. To bardzo dojrzała, decyzja, poprzedzona długotrwałym procesem. To trwa kilka lat. To nie tak hop siup i mam kaprys.

        Myślalam, ze ktos na tym forum to zrobil, bądz ma większą wiedzę, bądź mi doradzi czy w ogole to ruszać i żyć z tym 'w sercu" tak jak pisałam.

        Zapytałam tu, bo nie mam sie do kogo odezwac , w sumie niktomu z bliskich czy znajomych o tym nie mowiłam, a tylko na tym forum piszę.
        • paraben Re: apostazja? 21.12.12, 22:41
          Hej podziele sie swoim doswiadczeniem, a nuz pomoze. Ja tez pochodze z domu w ktorym zmuszano mnie do chodzenia do kosciola itp. Nienawidzilam tego.Jak doroslam na tyle zeby podejmowac wlasne decyzje- wystapilam z kosciola. Kiedy jednak przymierzalam sie do slubu okazalo sie ze nie da rady tak po katolicku, a mama jednak chciala, bez jej wiedzy w sumie zaczelam proces odkrecac..cyrki rozne, blaganie arcybiskupa itp ale mnie z powrotem przyjeli. Wzielam slub.Probowalam zyc po katolicku i za cholere nie wyszlo. A jak sie rozwiodlam to juz w ogole mam awersje. Czuje sie strasznie zle w kosciele, po prostu jak wyrzutek- bo skoro sie rozwiodlam to juz jest to grzech nad grzechami i koniec. Generalnie brakuje mi bardzo duchowej sfery zycia, ale kosciol katolicki nie daje mi tego czego potrzebuje. Wiec w sumie- jestem nadal w punkcie zero. Mysle ze w Twoim przypadku jest nieco inaczej- nie rozumiem dlaczego zastanawiasz sie jednak nad apostazja- co Ci to da? Satysfakcje? Nie wierzysz to nie chodz do kosciola, nie modl sie, olej system. Nigdy nie wiesz co bedzie Ci kiedys w zyciu potrzebne- moim zdaniem zyj z tym w sercu jesli dasz rade a o reszcie zapomnij.O ile jest to na tyle dla Ciebie nieistotne ze mozesz zapomniec.
          • pati790 Re: apostazja? 21.12.12, 22:50
            Wątek jednak dotyczy rozwodu w duzej mierze, super to ujęłaś odnosząc się do kościoła i to jak postrzegani są rozwodnicy. Nie mogę sie juz z nikim związać bo będe życ w grzechu, komuni przyjac nie mogę...CZUJESZ się wyrzutkiem i koniec wink Ale to temat rzeka...i podobnie jak Ty mam do tej instytucji awersję. Kościół koścołem, ale ja równiez nie wierze w Boga. Bo religii jest wiele, a ja nie chce jej zmienic i wierzyc w Kogoś innego Mysalam tylko, ze jak tak sie zmienily poglądy musze to "zglosic" by bylo uczciwie, a tak tylko będę tworzyć statystykę.
            • mola1971 Re: apostazja? 21.12.12, 22:53
              Pati, "statystykę" jak to ujęłaś, i tak tworzą ci, którzy co niedzielę uczestniczą we mszy świętej, więc to czy Ty się z Kościoła wypiszesz, czy też nie, jest tej instytucji obojętne.
              Ty się po prostu nad sobą zastanów, nad tym co czujesz, w co wierzysz, a nie nad tym co na to KK. Tak będzie najuczciwiej smile
            • ona_zmeczona Re: apostazja? 21.12.12, 22:55
              a moim zdaniem dokonanie aktu apostazji to jak przyznanie, ze jednak ten Bog, wiara, kosciol ma wielka wartosc, skoro jest przez Ciebie uznawany za instytucje, do ktorej trzeba sie zglaszac. na moj gust, tez juz ateisty, po prostu idziesz do proboszcza i oznajmiasz mu, zeby Cie skreslil z listy parafian i nie przychodzil wiecej na kolede.
            • paraben Re: apostazja? 21.12.12, 22:58
              Widzisz, ja tez nie wierze w Boga. Ale szukam i chcialabym znalezc cos w co wierze..Wcale nie tak latwo jest niewierzyc. Bo jednak czlowiek potrzebuje jakiegos oparcia, jakiejs wykladni, zasad, 10 przykazan- czegokolwiek- jak by to nie nazwac. Bylam niedawno w Indiach i w w Jaipur w swiatyni bogini Kali w trakcie nabozenstwa uderzylo mnie jak podobne to nabozenstwo bylo do nabozenstw w kosciele katolickim. Ten typ wiary do mnie nie przemawia. Tym bardziej odkad jestem na marginesie. Ale z drugiej strony..nikt Ci do tego kosciola chodzic nie kaze. A nie wiesz jak ulozy sie twoje zycie za pare lat. Po co przekreslac cos co i tak nie ma znaczenia? Jesli uwazasz ze rozmowa z ksiedzem Ci pomoze- to pisz do tych dominikanow do ktorych dostalas link. A nuz sie wygadasz i Ci ulzy. A tak w ogole- masz potrzebe zycia duchowego?
              • pati790 Re: apostazja? 21.12.12, 23:12
                No dokładnie...

                A potrzebę życia duchowego oczywiście, że mam. Ateizm tego nie wyklucza. Wciąż za tym podążam, to jest wspaniałe, bo świat jest wielowymiarowy.

                Nie wierzę jedynie w byty nadrzyrodzone, ale wierzę w siebie, w naszą podświadomość, można stosować techniki relaksacyjne.

                A może tutaj tez czegos się dowiem, jest tu tyle mądrych ludzi i na pewno nie wszyscy to katolicy.
                • pati790 Re: apostazja? 21.12.12, 23:12
                  nadprzyrodzone * smile
                • mola1971 Re: apostazja? 21.12.12, 23:17
                  Pati, na tym forum są ateiści, są agnostycy, są też ludzie wierzący i wyznający inne religie.
                  Jakoś tak odnoszę wrażenie, że katolicy akurat tutaj są w zdecydowanej mniejszości.
                  Tylko co to dla Ciebie zmienia? Jakie to ma dla Ciebie znaczenie? Jeśli teraz odezwie się tłum wierzących w Latającego Potwora Spaghetti, to Ty też zaczniesz w niego wierzyć?
                  • pati790 Re: apostazja? 21.12.12, 23:27
                    W potwora niesmile, nie wierzę w ŻADNE byty nadprzyrodzone wink Wierze tylko w potęgę ludzkiego umysłu, a on jest jak wiadomo bardzo skomplikowanym organem.

                    Te Indie również mnie zaintrygowały.

                    Pytam, bo moze czegos ciekawego się dowiem.

                    Czytałam kiedys o czyms takim jak "out of body experience", czyli poza ciałem. bardzo ciekawe, nie probowałam, chyba się boję smile....ale jak widac się da i można i jest to udowodnione
                    • mola1971 Re: apostazja? 21.12.12, 23:32
                      Ło Matko Polko! W rozum ludzki wierzysz??? To już lepiej wierz w potwora wink
                      Rozum ludzki jeszcze niedawno był święcie przekonany, że Ziemia jest płaska smile
                      • pati790 Re: apostazja? 21.12.12, 23:35
                        Wierzę w umysł ludzki smile. Wlasnie przed sobą mam wypasionego Smartfona wink Nie wiem co będe trzymac w dłoni za 50 lat, strach myśleć, mam nadzieję, ze nie dożyję wink

                        • mola1971 Re: apostazja? 21.12.12, 23:44
                          Ludzie rozum dostali od Boga, więc ten smartfon to również narzędzie boskie smile No chyba, że ktoś go do szatańskich celów wykorzysta wink Rozum, tak jak smartfona, można wykorzystać do celów dobrych i złych. Od człowieka i jego wolnej woli (danej od Boga) zależy co zrobi smile
                          • pati790 Re: apostazja? 21.12.12, 23:57
                            Skoro ludzie rozum dostali od Boga to z tymi co mysleli,ze Ziemia jest płaska cos nie teges bylo wink

                            Mnie tam przekonuje teoria ewolucji coraz bardziej. Czlowiek wciaz ewouluje, jego mózg . Jak wszystko zresztą.
                            • mola1971 Re: apostazja? 22.12.12, 00:06
                              Teoria ewolucji w żaden sposób nie jest sprzeczna z wiarą. Po prostu ludzie wykorzystują swój rozum dany na ten czas, w którym żyją. Jedni w sposób dobry, inni w zły. Sposób wykorzystania umysłu zależy od nas samych. Można być drugim Mao Tse-tungiem, można też być drugim Chrystusem. Można też po prost być sobą. I chyba o to chodzi smile
                              • pati790 Re: apostazja? 22.12.12, 00:18
                                To co dostajemy rzekomo od Boga w chwili narodzin mialoby zalezec tylko od niego? Gdy dziecko urodzi sie chore bo np. matka brała narkotyki w ciazy to jest jego wina?

                                Co do teorii ewolucji odkąd pamiętam ona zawsze jest sprzeczna z istnieniem Boga. Bo to przeciez od Boga się wszystko zaczęło...
                                • mola1971 Re: apostazja? 22.12.12, 00:23
                                  Pati, nie filozuj, ino do dominikanów napisz smile
                                  Ja Ci na wszystkie dręczące Cię pytania nie odpowiem, bo nie jestem fachowcem od tych spraw. Oni są.
                                • tricolour Ewolucje nie jest sprzeczna z Biblią... 22.12.12, 00:25
                                  ... w żadnym miejscu.

                                  Od Boga rzeczywiście się zaczęło. Warunki brzegowe Wielkiego Wybuchu same się ustaliły? Akurat tak sprytnie? Poczytaj choćby "Krótką historię czasu".
                                  • pati790 Re: Ewolucje nie jest sprzeczna z Biblią... 22.12.12, 00:52
                                    a ja czytałam, ze wszechświat powstał już przed wielkim wybuchem...a następnie tylko sie rozszerzał i tak do tej pory...
                                    • tricolour Nie. Powstał w momencie wybuchu. 22.12.12, 13:24
                                      Wszystkie fizyczne dowody wskazują, że powstał w określonym miejscu. Wtedy też powstał czas jaki znamy. Dlaczego? Dlaczego powstał? Dlaczego powstał tylko jeden skoro przestrzeń ma taką właściwość, że samorzutnie coś w niej powstaje?

                                      Potęga rozumu klęczy, wręcz leży na łopatkach...
                                      • pati790 Re: Nie. Powstał w momencie wybuchu. 22.12.12, 13:31
                                        A w Świętego Mikołaja na biegunie, ze zgrają elfów i reniferów też wierzysz, bo czytałeś książkę?

                                        Skoro Bóg istniał przed powstaniem wszechświata, to skąd się wziął BÓG? Jak powstał ? z niczego? Jeśli mi odpowiesz na to pytanie i podasz jakieś sensowne dowody to uwierzę.

                                        • tricolour Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 13:33
                                          ... czy kiedyś w ogóle powstał, czym jest. Nie wiemy. Wierzymy bez dowodu.
                                          • tricolour Dopowiem jeszcze... 22.12.12, 13:39
                                            ... że nie wiemy i nigdy się nie dowiemy.

                                            A gdybyśmy się dowiedzieli i mieli dowód, to wiara zamieniłaby się na wiedzę. Wiedza, że jest Bóg ze swoimi przykazaniami, uczyniłaby z człowieka niewolnika, zakładnika, bez wolnej woli.

                                            Nie mogłabyś niewierzyć skoro byś wiedziała.
                                          • pati790 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 13:41
                                            A więc właśnie...

                                            Skoro BOG się wzial z niczego , wszechświat rownież mogł? MÓGŁ....mógł istnieć zawsze.

                                            Rożnica pomiędzy Toba a mną jest taka,ze Ty jestes o tym święcie przekonany, o istnieniu BOGA i piszesz wyraźnie "NIE, POWSTAŁ W MOMENCIE WYBUCHU", a ja niekoniecznie. Mój rozum żąda więcej i pyta o więcej, bo mnie to interesuje. To jest taka wszechstronna dziedzina nauki i fascynująca, ze jeszcze NIKT tego nie wie.
                                          • pati790 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 13:54
                                            Rzeczywiście źle się wyraziłam, nie dowody, a sensowne argumenty?
                                            • mola1971 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 14:11
                                              Pati, człowiek od zarania dziejów zastanawia się nad istnieniem Boga i szuka dowodów na jego istnienie, lub też nieistnienie.
                                              Najwięksi filozofowie na tym zęby zjedli, a Ty oczekujesz, że ktoś na forum rozwodowym udowodni Ci, że Bóg istnieje? smile
                                              • pati790 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 14:22
                                                Napisałam,ze źle się wyraziłam...nie oczekuje dowodów, ale chociazby jakis argumentow na takiej zasadzie na jakiej Tri jest przekonany, ze wszechświat istnieje od wielkiego wybuchu.

                                                A więc wszechświat wziął się od Boga(załóżmy), ktory przez 6 dni tak się napracował, ze 7-go musiał odpocząć. Bo to niemozliwe,zeby cos powstało z niczego, a więc mamy projektanta.

                                                A więc idąc dalej tym tropem, skoro nic nie mogło powstać z niczego to skąd się wziął BÓG?

                                                I logika tutaj nie ma nic do tego, a Tri mi zarzuca jej brak. Odkąd to wiara w Boga jest logiczna mogłabym zapytać?. A ja po prostu się na tym nie zatrzymałam, a więc za nie logikę mogłabym i jego posądzić.
                                                • mola1971 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 14:28
                                                  Pati, kierujesz się ludzką logiką, która zakłada, że musi być jakiś początek. Bóg jest nieskończony, więc istnieje od zawsze i nigdy się nie skończy.
                                                  • pati790 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 14:39
                                                    Samo to, ze piszesz, ze Bog JEST swiadczy o tym, że jesteś o tym przekonana, ze on istnieje, a przecież nikt tego nie wie...Ja piszę , ze Boga nie ma.


                                                    Wszechświat tez mógł istnieć od początku i nigdy się nie skończy, ba wciąż się rozrasta po co mieszać w to Boga?wink

                                                    Moje pytanie wyszło tylko od tego,ze Tri z taka pewnością mi odpowiedział, ze "NIE. Istnieje od wielkiego wybuchu", a ja równiez czytam i się tym interesuje i wszechswiat mógł istniec juz przed wielkim wybuchem, co chcialam jedynie zauważyć.
                                                  • tricolour Nie mógł istnieć przed wybuchem... 22.12.12, 14:46
                                                    ... no chyba, że zakładasz, że Ty istniałaś przed pocżęciem.

                                                    W wyniku Wielkiego Wybuchu powstała materia i czas. Przed nim ich nie było, nawet czasu.
                                                  • mola1971 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 14:49
                                                    Nie Pati, ja nie jestem o niczym przekonana. Ja po prostu wierzę smile
                                                  • pati790 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 14:56
                                                    Napisałaś "jest". To jest sprzeczne, bo raz piszesz,ze jest on postrzegany w sferze wiary(co rozumiem), a potem piszesz,ze on "jest".

                                                    To samo robi Tri. On jest o tym święcie przekonany. Wiara tutaj zeszła na dalszy tor...Liczy się tylko wciśnięcie argumentów, lub tego co on tam gdzieś przeczytał.

                                                    Tri ja tez czytam wyobraź sobie...wink
                                                  • mola1971 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 15:01
                                                    Jeśli wierzę w istnienie czegoś, to logiczne jest to, że piszę o tym czymś, że jest.
                                                    Jak miałaby pisać inaczej, byś była usatysfakcjonowana?
                                                  • pati790 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 15:14
                                                    "wierzę, ze jest", a "jest " to rożnica. Zauwazylam sprzecznosc jedynie w tym co piszesz do mnie nie tylko w tej wypowiedzi. Nie odbieraj tego jako atak.
                                                  • mola1971 Re: Nie wiemy jak powstał Bóg... 22.12.12, 15:25
                                                    Matko droga... To w każdym zdaniu mam pisać "wierzę, że jest"? Dla mnie, skoro piszę wyraźnie, że wierzę, to oczywistym jest to, że jeśli piszę "jest" to znaczy to samo co "wierzę, że jest".
                                                  • lampka_witoszowska Re: ale to dokładnie jak z miłością 25.12.12, 04:34
                                                    nigdy nikomu nie należy mówić "kocham cię" - nawet dziecku - bo a nuż pójdzie się do obiektywnego znawcy i ten orzeknie wprost: sorry, nie kocha pani dziecka, bo: i tu padnie jakieś 86 albo i 145 argumentów logicznych, od nieumycia zębów niemowlakowi po podniesiony głos na kilkulatka, a nie daj Boże klaps

                                                    więc logicznym jest mówienie: "wierzę, że cię kocham" zamiast wyznawania miłości wprost

                                                    podobnie z rozumem - póki nie udowodni się, że tenże istnieje, to ja bym nie szafowała pewnością, że się na nim ktoś opiera, ba! że czyjś rozum "wymaga więcej" (ale możemy przyjąć, dajmy na to: na wiarę, że rozum rzeczywiście istnieje, nawet pomimo popełnianych co krok błędów dużych i małych)

                                                    bo subiektywnie - mało wymagający rozum mówi: dawaj argumenty
                                                    bardziej wymagający rozum mówi: nie muszę pomacać, jedno wiem, w inne wystarczy mi wierzyć, a jeszcze inne mogę negować - bo potrzebuję albo nie znajduję argumentów

                                                    kurczę, można widzieć smartfon i się nim zachwycić, naprawdę - ale jednak wciąż stojąc na ziemi, która co rok zmienia pory roku i umożliwia trwanie życia

                                                    można się zachwycać smartfonem i nie widzieć tej samej siły sprawczej w konstrukcji smartfonów czy istnieniu przyjaznej ziemi, cyklu rozrodczego czy słońca?... bo nazwanie tej siły sprawczej, życzliwej najwyraźniej, to już szczegół, czy to Bóg, czy Nadświadomość, czy Istota, czy Sens...
                                                  • altz Re: ale to dokładnie jak z miłością 25.12.12, 09:40
                                                    lampka_witoszowska napisała:
                                                    > nigdy nikomu nie należy mówić "kocham cię" - nawet dziecku - bo a nuż pójdzie s
                                                    > ię do obiektywnego znawcy i ten orzeknie wprost(...)
                                                    Myślałem, że będzie o "biegłych" w RODK. big_grin, tak się fajnie zaczęło.
                                                    Lampko, marnujesz swój talent, powinnaś pisać ludziom kazania. Co prawda, to tylko bicie piany, ale jakie urocze i chwytające za serce! Szczerze podziwiam, już bez żartów.
                                                    Wesołych!
                                                  • lampka_witoszowska Re: ale to dokładnie jak z miłością 25.12.12, 11:30
                                                    cóż, Altz smile masz skojarzenia na miarę swoich przekonań wink
                                                    kazania? hmmm
                                                    zostań księdzem, to może Cię uszczęśliwię zniżką raz w miesiącu po starej forumowej znajomości smile
                                                    Wesołych smile
                                                • tricolour Pati, wiesz dlaczego Bogiem... 22.12.12, 14:43
                                                  ... zajmują się filozofowie? Bo filozofia, to esencja nauk. Trzeba mieć bardzo wszechstronne wykształcenie, by nie wpadać w proste pułapki.

                                                  Taką pułapką jest Twoje pytanie:" A więc idąc dalej tym tropem, skoro nic nie mogło powstać z niczego to skąd się wziął BÓG". Pułapka polega na tym, że rozumując o jakiejkolwiek sprawie musisz swoje rozumowanie zbudować na podstawach. Najbardziej głęboką warstwą podstaw są aksjomaty, które przyjmujemy - z definicji - bez dowodu, bo one nie mogą być dowiedzione z natury rzeczy. Po prostu je przyjmujemy i tak długo aksjomat jest dobry jak długo nie doprowadzi do sprzeczności.

                                                  Mówiąc inaczej: wpadłaś w pułapkę używając pojęcia, że Bóg się wziął. On się nie wziął. On istnieje od zawsze z definicji.
                                                  • pati790 Re: Pati, wiesz dlaczego Bogiem... 22.12.12, 14:47
                                                    Jakiej definicji? Bóg ma definicję?, a przecież nikt nie wie czy on jest, czy go nie ma.Stąd wiara w niego przecież...

                                                    Ja nie mieszam istot nadprzyrodzonych w istnienie wszechświata. Dla mnie wszechswiat sam w sobie jest początkiem.
                                                  • tricolour Nie rozumiesz, Pati... 22.12.12, 14:57
                                                    ... to nie Bóg ma definicję, to z definicji Bóg istnieje od zawsze. To ta różnica...


                                                    A na zakończenie powiem Ci, że podjęłaś decyzje o niewierze i OK. Jej konsekwencją będzie, że do końca życia będziesz poszukiwała dowodów, że podjęłaś słuszną decyzję. Wręcz codzień będziesz potrzebowała poparcia, że Bóg nie istnieje i tego nieistniejącego Boga będziesz widziała w rzeczach tego świata. Taką cenę ma niewiara.
                                                  • pati790 Re: Nie rozumiesz, Pati... 22.12.12, 15:05
                                                    Kto tak mówi, że z definicji Bóg istnieje od zawsze? Ksiądz, kościół? Jeśli tak to rozumiem i niech każdy sobie wierzy w co chce. Ja sobie będe np. wierzyć w kwiatek i drzewo i z nich czerpać energię. Z naturysmile. Będę medytować i poszukiwać pierwiastka duchowości w czymś innym. W sobie itp.

                                                    Tylko Ty mnie nie strasz czym grozi niewiara, bo wszechwiedzący ani nie jesteś, ani nie będziesz.
                                                  • tricolour Aksjomat, to aksjomat... 22.12.12, 15:35
                                                    ... aksjomatem jest, że Bóg istnieje zawsze. Tego się nie dowodzi z natury aksjomatu.To jest pewnik, bo tak ludzie umówili się do natury aksjomatu. Na tym zbudowano podstawy wszelkiej wiedzy - na logice.

                                                    Pati, polemizujesz z elementarnymi rzeczami nauki, by uwolnić się od Boga. Nie zauważasz w tym ironii losu?

                                                    PS. Ja Cie niczym nie straszę, tylko mówię o konsekwencjach podjęcia decyzji.
                                                  • pati790 Re: Aksjomat, to aksjomat... 22.12.12, 15:48
                                                    jakie konsekwencje masz na myśli dokładnie?
                                                  • pati790 Re: Aksjomat, to aksjomat... 22.12.12, 15:51
                                                    Jakie konsekwencje masz na myśli dokładnie?
                                                  • tricolour Konsekwencje są oczywiste... 22.12.12, 17:52
                                                    ... i już w tym wątku widoczne: szukasz potwierdzenie swojej niewiary. Już bratasz się z ludżmi, którzy tą niewiarę podsycą - Altz.

                                                    Będziesz się z tym zmagała przez resztę życia - to jest ta konsekwencja i w mojej ocenie znacznie boleśniejsza od wątpienia wierzącego.

                                                    Ale, oczywiście, szanuję Twoje wybory.
                                                  • altz Re: Konsekwencje są oczywiste... 22.12.12, 19:34
                                                    tricolour napisał:
                                                    > ... i już w tym wątku widoczne: szukasz potwierdzenie swojej niewiary. Już brat
                                                    > asz się z ludżmi, którzy tą niewiarę podsycą - Altz.
                                                    To jest taki system zawłaszczania: "my wierzymy, a wy nie wierzycie". Już pisałem o tym i nadal uważam, że wszyscy w coś wierzą. Ja nic nie podsycam, bo mnie to nie obchodzi czyjaś wiara lub niewiara, chociaż interesuję się religiami i całą otoczką wokół tego zjawiska. Gdybym był historykiem kultury albo socjologiem, to zająłbym się religią w Polsce, jako żywą skamieliną i być może napisał z tego kilka ciekawych prac naukowych, bo religia w Polsce jest bardzo ciekawa.

                                                    > Będziesz się z tym zmagała przez resztę życia - to jest ta konsekwencja i w moj
                                                    > ej ocenie znacznie boleśniejsza od wątpienia wierzącego.
                                                    Znowu straszysz. big_grin Ale życie jest bardzo krótkie, więc ile tego zmagania? big_grin
                                                    Chyba, że wierzysz w reinkarnację, wtedy to może zabrzmieć groźnie. wink
                                                  • pati790 Re: Konsekwencje są oczywiste... 22.12.12, 20:54
                                                    Z nikim się nie bratam, rozśmieszyło mnie tylko(w pozytywnym tego słowa znaczeniu) co napisał Altz, podoba mi się jego poczucie humoru. Spróbuj czasem wink

                                                    Ja konsekwencji nie podejmę, ponieważ się nie buntuję, mnie to nie boli, nie jestem na rozdrożu i nie szukam drogi, nie pytam, nie czekam az mnie ktoś nawróci. Moj problem polega na tym,ze urodziłam się w rodzinie katolickiej i musiałam wychowywać się w tej wierze, chociaz nikt się mnie o to nie pytał. Gdy dorastałam zaczęłam wątpić, aż w końcu całkowicie wierzyć.

                                                    I to,ze nie wierzę w Boga Wszechmogącego nie czyni mnie niewierzącą.
                                                  • pati790 apropo niewiary, o którą mnie posądzasz... 22.12.12, 21:27
                                                    Kazdy w coś wierzy. Ja wierzę podobnie jak Ty.

                                                    Różnica polega na tym, że chrześcijanie wierzą, iż pochodzą od kogoś większego niż oni sami, czyli od Boga. Ateiści natomiast wierzą, że pochodzą od czegoś mniejszego niż oni sami, czyli od materii, od świata przyrody, że są wytworem ewolucji lub dziełem przypadku...
                                                    Ta różnica nie tyczy się tylko odmiennych poglądow dotyczących pochodzenia człowieka, ale również przekonań co do sensu ludzkiego życia. Ateiści kierują się ku nirwanie.
                                                    Zadaniem ateisty jest zatem odważna refleksja nad własnymi przekonaniami na temat tajemnicy człowieka i sensu jego życia. Zadaniem zaś człowieka wierzącego jest odważne pytanie samego siebie, czy jedynie wierzy w Boga, czy też potrafi uczynić coś więcej tongue_out
                                                  • mola1971 Re: apropo niewiary, o którą mnie posądzasz... 22.12.12, 23:20
                                                    Oj Pati, jakbym z moim Młodym gadała wink
                                                    Ty chyba buntu nastolatki nie przechodziłaś i teraz nadrabiasz smile
                              • paraben Re: apostazja? 22.12.12, 00:21
                                Ech mola, rozumiem ze ty z wierzacych katoliczek - i nie mam nic przeciwko, szanuje i podziwiam. Tez zgadzam sie ze jak ktos wierzy w Boga to z teoria ewolucji sie to nie bardzo kloci. Ja po prostu nie moge uwierzyc w tego Nad i Wszech..staralam sie i no za cholere nie umiem. W kosciele tez czuje sie wyjatkowo zle. Z kolei moj kochany partner, ktory w katolicki kosciol nie wierzy- takie dobre wibracje w kosciolach odbiera ze czasem sobie wchodzi zeby posiedziec, pomyslec i poczuc sie dobrze-a na msze nie chodzi raczej. Wiara to trudna sprawa, trudno znalezc cos co bedzie oparciem duchowym, bardzo zazdroszcze tak pozytywnie tym, ktorzy maja to pod jedna badz druga postacia.
                                • mola1971 Re: apostazja? 22.12.12, 00:25
                                  Paraben, moja droga do wiary, wbrew pozorom, była baaaaardzo długa i kręta wink
                                  • paraben Re: apostazja? 22.12.12, 00:28
                                    I zalicz sie do grona szczesciarzy, bo skoro znalazlas cos w co wierzysz to ja to podziwiam. ..bardzo bym chciala tak wierzyc,nie potrafie i jest mi z tym ciezko. Bardzo by mi pomoglo uporzadkowanie zycia duchowego.
                                    • mola1971 Re: apostazja? 22.12.12, 00:34
                                      To nie jest kwestia szczęścia, tylko kwestia wyboru. I ciężkiej pracy. Przede wszystkim nad sobą.
                                      • paraben Re: apostazja? 22.12.12, 00:43
                                        Ja tez pracuje nad soba. Ale nieszczesliwie dla mnie nie potrafie sie przekonac do kosciola jako przewodnika duchowego. A wierzyc w Boga bez kosciola to jak lizac lizaka przez papierek. Bo ja potrzebuje wiary i wspolnoty. Tylko kosciol tego dla mnie nie robi. Wierze ze droga moze byc kreta itp. Masz racje i to nie kwestia szczescia tylko wyboru-szczesciarza mialam na mysi czlowieka szczesliwego a nie fuksiarza smile
                                        • mola1971 Re: apostazja? 22.12.12, 00:50
                                          No to może zapytaj co Ty możesz zrobić dla Kościoła, a nie co on może zrobić dla Ciebie? wink
                                          Wbrew pozorom, może się okazać, że nawet "upadła" rozwódka może zrobić baaaaaardzo dużo smile
                        • natka-2003 Re: apostazja? 22.12.12, 11:55
                          mój "wypasiony smartfon" ciągle się zawiesza ;-(
                          Pati, nie wierz w umysł ludzki wink
                    • zmeczona100 Potęga umysłu ;) 22.12.12, 22:03
                      Wierze tylko w potęg
                      > ę ludzkiego umysłu, a on jest jak wiadomo bardzo skomplikowanym organem.

                      Pati, to spróbuj wytłumaczyć, co jest takiego poza Wszechświatem? Bo przecież on musi mieć jakieś granice, gdzieś się kończyć wink
                      • altz Re: Potęga umysłu ;) 22.12.12, 22:20
                        meczona100 napisała:
                        > Pati, to spróbuj wytłumaczyć, co jest takiego poza Wszechświatem? Bo przecież o
                        > n musi mieć jakieś granice, gdzieś się kończyć wink
                        Zmęczona, powinnaś wiedzieć, że za takie wiadomości się płaci i to słono! big_grin
                        Posłuchasz i zaraz polecisz to sprzedać biskupom i naukowcom. wink
                        • zmeczona100 Re: Potęga umysłu ;) 22.12.12, 23:14
                          A coś mądrego...?
                      • pati790 Re: Potęga umysłu ;) 22.12.12, 23:29
                        Nie ma granic wszechświata, jest to stały proces. Nie istnieje tylko nasza galaktyka, jest ich nieskończenie wiele.
                        • pati790 Re: Potęga umysłu ;) 22.12.12, 23:40
                          Ja tak ładnie nie umiem wytłumaczyć, więc zacytuję :

                          "Tak jak komórki łączą się w tkanki, a planety grupują się w galaktyki, tak wszechświatów jest wiele - jedne się powiększają, inne zmniejszają. Istnieją fizyczne granice tych procesów, po których następuje kontrposunięcie - wielkie wybuchy czy zapadanie się czasoprzestrzeni. Grupy wszechświatów również się łączą, tworzą jeszcze większy i bardziej niezpoznany byt, który jako całość jest tylko jednym z elementów kolejnego tworu, który będzie odbiciem najmniejszej cząstki materii innego typu"
                          • zmeczona100 Re: Potęga umysłu ;) 23.12.12, 00:06
                            No jakby wiem, o czy piszesz, ale... nawet za grupami wszechświatów, ich połączeniem, musi być gdzieś koniec. Nawet, jak wszechświaty ciągną się bez końca- toż przecież -na logikę- skoro da się dotknąć planet, galaktyk, wszystkiego, a to wszystko zbudowane jest z czegoś (nawet, jak z powietrza- to i tak z czegoś), to musi być gdzieś ten moment, w którym nie ma już nic, co dałoby się jakoś ogarnąć, dotknąć, nazwać. A mnie interesuje, co jest w tym NIC. Bo przecież NIC też musi gdzieś się kończyć. I to NIC też się musi dać jakoś opisać.

                            A teraz gwóźdź programu wink

                            Grupy wszechświatów również się łączą, t
                            > worzą jeszcze większy i bardziej niezpoznany byt, który jako całość jest tylko
                            > jednym z elementów kolejnego tworu, który będzie odbiciem najmniejszej cząstki
                            > materii innego typu"

                            Skoro niepoznany, to skąd wiadomo, że TAK WŁAŚNIE jest? wink

                            Identyko, jak z Bogiem wink
                            Tyle, że we Wszechświat Wszechświatów wierzysz, chociaż go nie możesz dotknąć, ani zmierzyć, ani opisać, ale w Boga- już nie smile

                            Widzisz, grawitacji też w żaden sposób nie dotkniesz. Możesz nawet się zapierać, że w nią nie wierzysz. Skutek? Jej działanie i tak Ciebie też dotyczy smile
                            • tricolour Bo to bardzo wygodne... 23.12.12, 00:33
                              ... by niepoznany byt opisać innym niepoznanym bytem przez co odciąga sie uwage od tego pierwszego niepoznanego bytu. A jak dobrze brzmi i obalić nie można!

                              Problem w tym, że nawet matematyka otwarcie sie przyznaje, że pojęcie nieskończoności jest jej słabym punktem. W zwykłej dwuwymiarowej przestrzeni Euklidesowej (układ XY) jest nieskończenie wiele nieskończoności(idąc w dowolnym kierunku dojdziemy do nieskończoności i jest ona inna od tej w drugim kierunku), co dobrze obrazuje jak rozdęte i nieużyteczne jest to pojęcie.
                            • altz Re: Potęga umysłu ;) 23.12.12, 00:38
                              zmeczona100 napisała:
                              > A teraz gwóźdź programu wink
                              Niewiele wiemy, większość rozwiązań opiera się na modelach matematycznych.
                              Nawet nie wiemy dokładnie, co to jest grawitacja. big_grin
                            • pati790 Re: Potęga umysłu ;) 23.12.12, 11:58
                              Toz przecież pisałam wcześniej, ze jeszcze NIKT dokładnie tego nie wie i wszystko jest oparte na hipotezach. Ja naukowcem nie jestem, mój umysł tego nie ogarnia smile. To jest tzw. kwadratura koła i ja tego pojać nie umiem,nie tylko ja, ale to jest dla mnie fascynujace. Myślę, że zamiast przybliżac się do prawdy wciaz się od niej oddalamy, nawet przy pomocy dostępnej technologi bo wszechświat się wciaż rozsrasta i rozsrasta i rozrasta. Tez mogłabym powiedziec takjak Tri, ze jest to pojsciem na łatwiznę używając okreslenie, ze tym bytem bytów jest Bóg, ale mnie to nie przekonuje. Z wszechświatem jest jak z Ziemią, ona nie ma granic, ma określoną powierzchnię, ale jest ona nieograniczona. Jeszcze jedno- na podstawie analogii, skoro wszystko ma swoje granice to życie równiez prawda?
                              • zmeczona100 Re: Potęga umysłu ;) 23.12.12, 23:10
                                Pati..... wink

                                Chodzi mi o to, że Bóg jest tylko jednym z zagadnień, których umysł ludzki nie ogarnia- tak samo, jak np. wszechświat i jego granice. Zwracałam tylko uwagę, że w przypadku Boga niektórzy nie mają wątpliwości, że On nie istnieje (no bo dowodów nie ma), ale już np. w odniesieniu do Wszechświata wierzą, że jest tak, jak twierdzą inni- chociaż też żadnych dowodów na to nie mają smile

                                Z wszechświatem jest jak z Ziemią, ona nie ma gr
                                > anic, ma określoną powierzchnię, ale jest ona nieograniczona

                                Moja droga wink Akurat w przypadku Ziemi można powiedzieć dokładnie, w którym momencie ona się kończy, a w którym zaczyna np. atmosfera. W przypadku Wszechświata- nijak nie wytłumaczysz, że coś może być bez granic, albo, że przechodzi w nicośc itp.- to jest na razie zupełnie nie do ogarnięcia przez nawet najwybitniejsze umysły.

                                Przykład Wszechświata podałam tylko jako opozycję Boga.

                                Jeszcze jedno- n
                                > a podstawie analogii, skoro wszystko ma swoje granice to życie równiez prawda?

                                Szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego widzisz w tym analogię. Dyskutowaliśmy o tym, co można dotknąć, a nie o procesie.
              • mola1971 Re: apostazja? 21.12.12, 23:12
                Indie? Marzę, by tam kiedyś się wybrać smile

                Paraben, ja od dawna wychodzę z założenie, że Bóg jest jeden, a religia to tylko/aż forma wyznawania Boga. A to jaką religię wyznajemy zależy w dużej mierze od miejsca geograficznego, w którym się urodziliśmy.
                Dlatego jakoś tak trudno mi uwierzyć tongue_out, że Ty w Boga nie wierzysz smile Na moje oko wierzysz, tylko religia (nieważne nawet która) z jakichś powodów Ci nie odpowiada.
                • paraben Re: apostazja? 21.12.12, 23:34
                  Mola wybierz sie!Naprawde warto,Indie sa cudowne,chcialabym znowu pojechac,mize uda sie w tym roku..jak nie to za rok..
                  Szukam oparcia duchowego,jak dlapodrozy mbie wszystkie religie wlasnie tak-sprowadzaja sie do tego samego.Ja jakos w reprezentacje Wszechmogacego nie potrafie uwierzyc.Sklaniam sie bardziej ku podrozy wewnatrz siebie,potege umyslu,planowanie wlasnego przeznaczenia,prawo przyciagania i aile pozytywnego myslenia.Jak to pieknie ktos napisal na skale w Dolinie Kwiatow w Himalajach:I believe in God,I only spell it Nature..
                  • pati790 Re: apostazja? 21.12.12, 23:38
                    paraben napisała:

                    Ja jakos w reprezentacje Wszechmogacego nie potrafi
                    > e uwierzyc.Sklaniam sie bardziej ku podrozy wewnatrz siebie,potege umyslu,plano
                    > wanie wlasnego przeznaczenia,prawo przyciagania i aile pozytywnego myslenia.Jak
                    > to pieknie ktos napisal na skale w Dolinie Kwiatow w Himalajach:I believe in G
                    > od,I only spell it Nature..



                    O to to to to towink
                  • mola1971 Re: apostazja? 21.12.12, 23:46
                    Kiedyś się wybiorę, ale w pierwszej kolejności (jeśli stan konta pozwoli) mam w planach Izrael smile
        • mola1971 Re: apostazja? 21.12.12, 22:41
          Myślę, że powinnaś na ten temat pogadać z jakimś mądrym księdzem.
          Możesz też napisać do kogoś. Jeśli kogę Ci coś polecić, to napisz do dominikanów. Na tej stronie znajdziesz kontakt mailowy. Tam na pewno Cię wysłuchają i nie będą oceniać.
          • paraben Re: apostazja? 21.12.12, 23:37
            Wybaczcie literowki.pisze z telefonu..kiepski ze mnie uzytkownik,a po lampce wina to juz w ogolesmile
    • altz Re: apostazja? 22.12.12, 00:20
      pati790 napisała:
      > Zaczelam wątpić, az w końcu całkowicie doszłam do przekonania, ze w Bog
      > a nie wierzę. Kościól katolicki to już w ogole...wink
      Ja się rozejrzysz po forum, to zobaczysz wielu krętaczy. Wzięli ślub kościelny i udają, że go nigdy nie było, żeby wziąć następny, to są dopiero jaja! big_grin
      Spróbuj podobnie udowadniać, że nigdy nie byłaś zapisana do KK, bo jak byłaś chrzczona, to byłaś za mała na to, żeby podejmować decyzję, a potem byłaś zmuszona przez rodzinę, więc też się nie liczy. big_grin
      • tricolour Sam jesteś krętacz. 22.12.12, 00:28
        Kto udaje, że ślubu kościelnego nie było? Jeśli już chcesz coś napisać, to tak, by miało to sens.
        • altz Re: Sam jesteś krętacz. 22.12.12, 00:37
          O! Nożyce się odezwały. big_grin
          Nie pisałem do Ciebie i o Tobie, ale skoro się przyznajesz... smile
          Są tacy, co udają, że ślubu nigdy nie było. To są takie kłamstwa w sam raz do tej organizacji.
          Nie da się mieć ciastka i zjeść go jednocześnie, bo się wtedy niewiele różni od świętobliwych biskupów, którzy kryją pedofilów. Albo się ma zasady, albo udaje, że je ma.
          • tricolour Myślę, że to skrót myślowy... 22.12.12, 00:45
            ... bo piszą też często o unieważnianiu mając na myśli nieważność.

            Więc tak: ślub był, wesele było, noc poślubna była, życie razem też było i tego się nie wymazuje i nie przekreśla. Stwierdza się tylko, że małżeństwo nie spełniało formalnych wymogów (tego jest cała lista) i szuka się przyczyn. Gdy się znajdzie, to proces gotowy... do wygrania.

            Nie ma tu żadnych sztuczek. To dokładnie jak przy analizowaniu katastrofy lotniczej: gdy jest mgła, to trzeba siedzieć na dupie, a nie latać, bo się nie wyląduje i zabije setkę ludzi. Zabijanie ludzi nie spełnia formalnych kryteriów pojęcia "transport pasażerski". smile
            • altz Re: Myślę, że to skrót myślowy... 22.12.12, 01:12
              tricolour napisał:

              > ... bo piszą też często o unieważnianiu mając na myśli nieważność.
              Sam wiesz, jak to wygląda w praktyce. To zazwyczaj jest ewidentny rozwód i okłamywanie siebie.
              Dla mnie to jest żałosne zaprzeczenie wyznawanym wartościom i udawanie, że nic się nie zdarzyło, czyli tradycyjna hipokryzja katolików, jakich wiele.
              Wiesz jak się kończą moje rozmowy i jaka odpowiedź na moje argumenty? Ludzie kończą w przestrachu rozmowę i mówią: "kończę rozmowę", "z tobą nie będę o tym rozmawiał" albo się kończy z mojej strony, bo druga strona chce mnie pobić. smile

              Żeby było jasne, nie wyśmiewam się z ludzi, w końcu każdy w coś wierzy, nie ośmieszam itd. staram się rozmawiać rzeczowo, a zazwyczaj tak się kończy, jak zwykle.
              • zmeczona100 Re: Myślę, że to skrót myślowy... 22.12.12, 21:42
                A może dlatego, że od razu zaznaczasz, jaki jest cel rozmowy? Bo po co rozmawiać, jesli już na początku WIESZ, że nie zależy Ci na poznaniu opinii drugiej osoby i jej argumentów ZA, tylko na tym, aby - bez argumentów- przedstawić i TRWAĆ przy swoim zdaniu? Taka rozmowa rzeczywiście nie ma sensu, jeśli ma dotyczyć np. wiary własnie.
    • tricolour Na apostazję zawsze jest czas... 22.12.12, 00:21
      ... a skoro szybko chcesz się pozbyć katolickiego balastu, to wynika, że sprawa niewiary w Boga jest świeża i bolesna, a nie przemyślana i kompletna. Tym bardziej, że wyraźnie piszesz, że niewiara ma źródło w doświadczeniach i przemyśleniach. Gdyby doświadczenia i przemyślenia były inne, to i niewiara byłaby inna.

      Poczekaj z dziesięć lat (Bóg - gdyby był - to by poczekał na Ciebie) na ostateczną decyzję. Przecież Twoja niewiara nie jest Ci potrzebna do życia. Przyda się dopiero w chwili śmierci więc "masz" czas.
      • pati790 Re: Na apostazję zawsze jest czas... 22.12.12, 00:28
        Po śmierci to już nic nie ma. Ciało gnije i zostają kości. Ja gnić nie zamierzam, spalić się nakażę , będę prochem smile Nie będę miała ciała, świadomości. Mnie już nie będzie...

        • tricolour Dla mnie już nie masz ciała... 22.12.12, 00:32
          ... ani kości. Nic nie masz. Nic do palenia czy gnicia.

          Na moim ekranie są tak samo równe Twoje literki jak i innych, ale i one nie są materialne w żaden sposób. A jednak istniejesz choć nie dotykam niczego z Twojej materii.

          Co się stanie z tym, czym dla mnie teraz jesteś?
          • pati790 Re: Dla mnie już nie masz ciała... 22.12.12, 00:43
            Tri ja nie chce wyjsc na jakąs pesymistkę, czy kobitę na skraju depresji. Ja juz jestem na tyle duża,ze oswoiłam się z przemijaniem, do sprawy podchodzę racjonalnie. Nie opieram tego o swoją wiarę. Zostaniemy jedynie/az w pamięci bliskich, ale to też do pewnego pokolenia. A moje literki na ekranie też może znikną. Skąd mogę wiedzieć. Nie dowiem się, bo mnie już nie będzie smile
        • paraben Re: Na apostazję zawsze jest czas... 22.12.12, 00:33
          Dobra pati, rozumiem, ale pospiechu tak czy siak nie ma. Dzisiaj wiesz ze "na pewno" a za 5 lat bedzie to jak zly sen- niekoniecznie w sensie wiary ale wiesz o co mi chodzi smile Jak bardzo masz cisnienie to wystap z tego kosciola ale nie wypominaj sobie tego. Ale moim zdaniem moze to byc kwestia twojego ego, ktore czesto pieprzy nam zdrowe spojrzenie na sprawe. Bo ego zawsze chce wygranej. Ja mysle zebys po prostu dala sobie spokoj na jakis czas z kosciolem katolickim a jak ego sie odezwie to mu grzecznie powiedz niech sie odpitoli. Ja tak czasem robie=pomaga nawet.
    • xciekawax Re: apostazja? 22.12.12, 06:23
      Jak Nie jestes w stanie przyznac sie przed bliskimi ze Nie wierzysz w Boga to raczej Nie jestes gotowa na ten proces wypisania sie. Co z tej Apostazji skoro bys chowala ten fakt przed innymi?
      • pati790 Re: apostazja? 22.12.12, 10:04
        to,ze jeszcze im nie powiedziałam nie znaczy,ze nie jestem gotowa. Teraz bedą święta to powiem po nich. Bardziej zastanawiam sie i mnie to śmieszy jak jak przeżyje te święta...w tej całej obłudzie i szopce sad
        • altz Re: apostazja? 22.12.12, 11:37
          pati790 napisała:
          > Bardziej zastanawiam sie i mnie to śmieszy jak jak prz
          > eżyje te święta...w tej całej obłudzie i szopce sad
          Obłuda jest w tym, co ludzie deklarują, a tym, co robią. Tłumaczą się potem, że ludzie są grzeszni z natury. big_grin
          Mi się bardzo podoba kulturotwórcza rola religii, interesuję się na przykład kolędami i zwyczajami świątecznymi, interesuję się tym i mam jakąś wiedzę na ten temat. To jest takie uniwersalne i piękne.
          Według mnie, akurat święta Bożego Narodzenia nie są obłudne, raczej pokazują to, co jest dobre w ludziach, ludzie faktycznie to intensywnie przeżywają, więź z rodziną, troskę o dzieci, radość z bycia z dzieckiem i dzieckiem jednocześnie, często pomimo zaawansowanego wieku, przyjemność z upieczenia komuś torcika takiego czy śmiakiego, troska o członków rodziny.
          Życzę radosnych i rodzinnych świąt, mimo wszystko! smile
        • xciekawax Re: apostazja? 23.12.12, 00:22
          Obluda I szopka jest to ze spedzasz swieta religijne z rodzina a Nie masz jaj Im zakomunikowac ze tych swiat Nie obchodzisz.
          Smutne jest to ze szydzisz z wierzen ale na obiadek do mamci przychodzisz.

          Jezeli naprawde przestalas uznawac KK, to z podniediona glowa I otwarcie powinnas z ta decyzja zyc. Klamac o swoich przekonaniach Nie powinnas.
          • pati790 Re: apostazja? 23.12.12, 12:02
            xciekawax ty masz ewidentnie jakis problem, pokazujesz to juz w ktoryms ze swoich postwow tutaj big_grin

            Wesołych Swiąt!smile
          • logicman Re: apostazja? 23.12.12, 16:38
            xciekawax napisała:

            > Obluda I szopka jest to ze spedzasz swieta religijne z rodzina a Nie masz jaj I
            > m zakomunikowac ze tych swiat Nie obchodzisz.
            > Smutne jest to ze szydzisz z wierzen ale na obiadek do mamci przychodzisz.
            >

            Nie trzeba być katolikiem by obchodzić święta, które mają w swojej formie więcej pierwiastków pięknej, rodzinnej tradycji niż religii.
            Nie widzę w obchodzeniu Świąt przez nie-katolików żadnej obłudy.

            > Jezeli naprawde przestalas uznawac KK, to z podniediona glowa I otwarcie powinn
            > as z ta decyzja zyc.

            A czy ona się ukrywa? Otwarcie pisze na forum o swoich przemyśleniach.

            > Klamac o swoich przekonaniach Nie powinnas.

            A Ty nie powinnaś się tak spinać, bo Ci żyłka pęknie wink
            • xciekawax Re: apostazja? 23.12.12, 17:11
              Oczywiscie ze swieta kazdy moze obchodzic, ale autorka juz sie martwi jak ona spedzi owe swieta "w obludzie I klamstwie"

              Wiec jej powiedzialam ze to Nie wiara jest obludna, a jej podejscie.
              Ona Nie powinna sie wstydzic swojej nowej filizofii na zycie, a wstydzi sie bo kryje sie przed jej najblizszymi (jeszcze Im Nie powiedziala)

              Acha, zylka mi Nie peka, I Nie pekala. Pisze prosto z mostu, niektorzy ludzie Nie potrafia przyjac ostrzejszej innej opini.
              Nie znam kobiety, powiewa mi co czuje, co zrobi. Wyrazilam opinie na podstawie jej wpisow (wkoncu o to prosila piszac na forum publicznym). No ale co ja wiem... Mam inna filozofie na zycie (Nie wysmiewam innych religji, Nie oklamuje rodziny co do swoich wierzen) wiec w oczach autorki mam jakis problem. smile lol
              • pati790 Re: apostazja? 23.12.12, 17:48
                Nie miałam na myśli, ze spędzę Święta w obludzie i klamstwie, bo kocham swoją rodzinę i będe z nimi ZAWSZE spędzać święta, Kłamstwem będzie to,ze jeszcze im nie powiedziałam ze wzgledu wlasnie na świeta, ale mam nadzieje, ze mi to wybaczą.I nie wstydze się tego. Smieszy mnie to jak ktoś wie więcej o mnie niz ja sama.
    • zebra12 Uważam, że warto 22.12.12, 10:43
      Uważam, że warto dokonać apostazji. Czemu masz być zaliczana do grona katolików, skoro nim nie jesteś? Czemu kościół ma się szczycić posiadaniem tylu a tylu wiernych, skoro to puste statystyki zawyżane przez "apostatów sercowych"?
      Jeśli wypisujesz się z jakiejś organizacji czy partii to robisz to tylko w sercu? Nie przeszkadza Ci, że Twoje nazwisko widnieje nadal na jakiejś ich liście?
      Osobiście nie chciałabym firmować swoim nazwiskiem organizacji, do której już nie przynależę.
      A co do Boga, to żadna organizacja nie ma na Niego monopolu. Naprawdę można być wierzącym i bez KK.
      • pati790 Re: Uważam, że warto 22.12.12, 10:57
        Otóż to. To miałam na mysli pisząc o statystykach wlaśnie smile
        • kasper254 Re: Uważam, że warto 22.12.12, 12:20
          1.Święta to nie jest cyrk czy szopka. Są tradycją, łacznikiem między przeszłością i terażniejszością, obrazem tych, co odeszli. Szacunek dla świąt to szacunek dla bliskich.
          2.A po co ci formalne odejście z kościoła, skoro i tak od niego odeszłaś? Liczy się ujęcie materialne, a nie formalne. Wg badań, na msze uczęszcza ok. 40 % Polaków. Są w nim ci, którzy się boją, ale też potrzebują opieki, stracili ludzi wokół siebie, mają wiarę, jak moi ukochani, teść i siostra itd.
          3.Unieważniając związek, dając kasę przy innych okazjach, jak podatki na religie itd., czynimy podobnie jak ten, co daje wężowi mleko, pomnażając jego jad.
      • tricolour Można być wierzącym bez kościoła? 22.12.12, 12:59
        Można. Można kochać i tego nie okazywać? Można.

        Dlaczego ludzie się rozstają - tutaj piszą o tym na forum - gdy jedno nie dba i nie okazuje miłości? Przecież może kocha i dba "w środku".
        • kasper254 Re: Można być wierzącym bez kościoła? 22.12.12, 13:23
          Tri, mozna się najeść bez asysty biskupa? Nic cię nie nauczyła historia kościoła: wstecznictwo, łajdaczenie, chciwość, okrucieństwo. Jedni mówią, że kościół był Polsce był nośnikiem kultury i niepodległości, a inni, że zatrzymał czas i mordował myśl (np. G. Bruno, spalony na stosie). I nic cię nie nauczyły ostatnie lata? Przejmowanie majątku za grosze, a potem sprzedaż za miliony, kupczenie odpustami, rozwodami itd? Zacznij myśleć, Tri. Jeszcze masz czas, a i żona będzie bardziej zadowolona z inteligenta.
          • tricolour Właśnie myślę... 22.12.12, 13:27
            ... i widzą w obie całego człowieka, a mógłbym widzieć tylko - przepraszam za dosadność - dziurę w dupie, z której wychodzi jedynie śmierdzące gówno. Wychodzi? Wychodzi. Codziennie.

            Ale to tylko element Twojego człowieczeństwa. Mało znaczący.
            • tricolour Sory za literówki... 22.12.12, 13:31
              ... miało być: "widzę w Tobie całego człowieka".

              Ręce mam brudne, a piszę z kuchni...
              • soledad2 Re: Sory za literówki... 22.12.12, 14:33
                tricolour napisał:
                > Ręce mam brudne, a piszę z kuchni...
                -----
                Ty nie rece masz brudne (choc te moze takze brudne sa), Ty masz brudne serce i umysl.
                Przykro czytac sad
                • tricolour To nie czytaj... 22.12.12, 14:47
                  ... wygaś mój nick i nie będziesz się umartwiała na forum.
                  • kasper254 Re: To nie czytaj... 22.12.12, 15:47
                    1.Jestem ateistą, ale - jadąc samochodem - słucham Radia Maryja; czasem wstępuję do kościoła itd. Wszystko to robię dla moich bliskich, którzy odeszli w wieczność. Przez te chwile jestem z nimi. Nigdy nie czyniłbym formalnych gestów, np. związanych z f o r m a l n y m odejściem z kościołas, czy unieważnianiem ślubu kościelnego. Myślę, że brukałbym pamięć moich bliskich. A przecież oni, jak mówi Wiktoria, kiedyś wyjdą, młodzi i piękni, jak kiedyś, nie mając nic z tak zbrodniczą instytucja, jak kościół - ten formalny, nie materialny, ten funkcjonany, a nie abstrakcyjny.
                    2.Wiem, że przez materię, a nie formy, przez moją przeszłość, jestem lepszy. Jak możesz, Tri, pisać takie rzeczy, mając - rzekomo - Boga w sercu?
                    • tricolour Od rozmówcy oczekuje inteligencji... 22.12.12, 17:48
                      ... dystansu, poczucia humoru i zdolności do śmiałych ekstrapolacji. Inaczej rozmowa nie ma sensu, gdy przestrzeń dyskusji ograniczona jest do dosłowności.

                      Chcesz widzieć w kościele zbrodnie, to zobaczysz. Tylko od jutra pluj na wszystkich Niemców za dwie wojny światowe i morderstwa całych narodów. Także na Rosjan, Amerykanów, Japończyków i resztę świata zbrukaną we krwi jakiej Kościól nie widział...

                      Konsekwentnie. Śmiało!
                    • logicman Re: To nie czytaj... 23.12.12, 16:03
                      Bardzo ładnie mądrze napisane. Nie mam nic do dodania...
    • maryanna212 Re: apostazja? 22.12.12, 16:55
      podchodząc do tematu racjonalnie, pragmatycznie, pewnie z nutką hipokryzji - nie zaprzeczam
      po co apostazja?
      nie wiesz nigdy do czego ci się przynależnośc do kościoła przyda - to może brutalne, ale zwróć uwagę na jeszcze jeden aspekt

      może się zdarzyć, że jawne odrzucenie kościoła okaże się zgubne, wręcz narażające Twoje życie
      to instytucja mająca ogromny wpływ w naszej kulturze, czasem lepiej być pozornym członkiem instytucji niż jej jawnym wrogiem, nei wiesz jak będzie wygladała nasza rzeczywistość za 20-50 lat, w jakim świecie będą dorosłe Twoje dzieci

      co dobrego może wyniknąć z nieprzynależenia? oprócz czystego sumienia? represje? napiętnowanie? brak mozliwości skorzystania z ochrony np w obliczu jakiejś wojny religijnej? nie wiem, trochę to spiskowe ale jak zna się choć podstawowe fakty z historii Europy - lepiej być jednak choćby pozornie po "właściwej" stronie

      ja wybieram bycie obok, bez jawnych deklaracji
      ktoś mnie kiedyś do kościoła zapisał, nie korzystam z tej przynależności lecz oceniam jako niepotrzebne mi do niczego deklarowanie tego w żaden sposób

      do kościoła nie chodzę, dzieci w wierze nie wychowuję choć są ochrzczone
      nie wiem, co będę myśleć za 20 lat, nie wiem jak będą świat widziały moje dzieci, jakich wyborów dokonają, do jakich zostaną zmuszone

      to się wszystko może naprawdę bardzo szybko zmienić.



    • altz Re: apostazja? 22.12.12, 17:07
      Bardzo mi się podoba podejście Tri, istnienie boga traktujemy jako aksjomat, więc nie będziemy tego dowodzić, bo aksjomatów się nie dowodzi, tylko przyjmuje za pewnik. Sprytne i pozwala zachować zdrowie psychiczne. smile
      Prościej jest powiedzieć: "ja wierzę i nie zajmuję się dowodzeniem", niż wchodzić jakieś pseudonaukowe rozważania, ale my przecież nie idziemy na łatwiznę. big_grin
      Wielu ludzi tak ma, jak Tri. Widziałem nawet opasłą pracę naukową na temat dowodzenia istnienia boga, cytowaną wielokrotnie przez innych w swoich pracach. Praca polska z KUL, rzecz jasna. wink

      Tak myślę, jakby was tutaj pogodzić? Na przykład tak, że był wielki wybuch, z którego najpierw powstał bóg, a on już robił dalej porządki w kosmosie, albo najpierw powstała wielka myśl, potem z tej wielkiej myśli powstała wielka materia (E = mc2), więc jakiś bóg musiał być pierwszy. Doszedłem do starego problemu jajka i kury tongue_out, w takim razie muszę to jeszcze przemyśleć. wink
      • pati790 Re: apostazja? 22.12.12, 17:17
        Altz, zaczynam Cię lubieć smile
      • tricolour Altz, ile lat studiowałeś matematykę? 22.12.12, 17:44
        Analizę, algebrę, rachunek prawdopodobieństwa, statystykę matematyczną i inne? Ile tego w sumie było semestrów? Ja, z piętnaście. Aksjomatów było bez liku, bo od czegoś trzeba zacząć posługując się tylko intuicją matematyczną.
        • altz Re: Altz, ile lat studiowałeś matematykę? 22.12.12, 19:19
          tricolour napisał:
          > Analizę, algebrę, rachunek prawdopodobieństwa, statystykę matematyczną i inne?
          > Ile tego w sumie było semestrów? Ja, z piętnaście.
          Nie strasz mnie, bo się nie boję. big_grin

          Proponowałem rozwiązanie, mówisz wszystkim, że wierzysz i się nie wdajesz w dyskusje. Logikę też miałeś, więc wiesz, czym Twoja obecna metoda pachnie. wink

          Niedawno mieliśmy kolejną rocznicę 13. grudnia. Ktoś z dawnych internowanych bardzo mądrze powiedział, że system zamknął wszystkich razem (dla młodych: internował), wtedy wszyscy się poznali to był koniec systemu.
          Ty też osiągasz zupełnie odwrotny efekt, niż zamierzałeś. big_grin
          • tricolour Tyle, że niczego nie zamierzam... 22.12.12, 19:29
            ... kto chce to wierzy, kto nie chce - nie wierzy. I jest dobrze.

            Dyskutuję jedynie na gruncie naukowym o początku wszchświata.
    • zmeczona100 Re: apostazja? 22.12.12, 21:58
      Czasy głębokiej komuny, a więc i ateizmu państwowego. Starsza podstawówka. Rozmowa na lekcji wychowawczej z wychowawczynią na temat warunków osiągnięcia sukcesu w społeczeństwo. Jednym z nich był własnie ateizm i całkowite zerwanie wszelkich kontaktów z kościołem. Pani przekonuje dzieci o tym, że Boga nie ma, wyśmiewa wierzących, wyzywa od durni. Przysługuje się tym wynurzeniom Jasio- syn utytułowanego profesora fizyki.

      - Nieprawda! Bóg istnieje! Mój tato każdego wieczoru klęczy i modli się do Boga. Gdyby Boga nie było, to mój tato na pewno by to wiedział, bo on jest mądry!

      btw,
      • kasper254 Re: apostazja? 23.12.12, 06:39
        Masz trochę pożywki dla inteligencji, Tri. w Polsce 2,1 mln rodzin żyje w ubóstwie, 70 % młodych nie ma szans na przyszłość. W tym samym czasie kościół bierze 1,5 mld z tytułu religii w szkołach, a swoje sale wynajmuje lub sam prowadzi w nich działalność. "Odzyskane nieruchomości - wyliczone z niedomiarem - sprzedaje za kilka razy drożej, sprowadzał tysiące samochodów i inne rzeczy w ramach przedmiotu kultu, zagarnia kasę od państwa i gmin itd. Rydzyk za 100 mln budje świątynię, a niedomiary podatkowe proboszczów i innych dopełniają miary zawłaszczania publicznych pieniędzy.
        Jak widzisz, Tri, kościól się nie zmienił, inne są formy. Ale kosciół to nie wiara.
    • prega ... 24.12.12, 14:59
      Twoj nick Pati brzmi bardzo hindusko, pakistańsko. W jezyku urdu jest często
      przyrostkiem. Mozna z tego ulepic dodając inne sylaby parę małzonków ale
      i kochankę. Każdy dostanie coś miłego odpowiednie żonglując sylabami na świeta smile

      Ale pojedź i zobacz wschód osobiście. Z mojego doświadczenia wiem, że
      można bardziej docenić naszą codzienność po powrocie. Z tymi a nie innymi biskupami,
      z pogardzanym czasem kodem kulturowym wyniesionym z domu.
      Spokojnych Świąt i trochę dystansu do swoich odkryć w dzeidzinie własnej religijności.

      trzymaj się ciepło smile
      i nie wierz tak w ten umysł otwarcie, życie bywa przekorne
      zwłaszcza w świeta.
      pozdrawiam
      • pati790 Re: ... 24.12.12, 16:15
        Dziękuję smile Nawzajem

        I podoba mi się Twoja interpretacja mojego nicka wink, chociaz z polskiego to nie trudno sie dmyslec co on oznacza, czyli skrót mojego imienia i rok urodzenia wink Zbytnio sie nie wysiliłam smile

        • altz Re: ... 24.12.12, 17:44
          pati790 napisała:
          > skrót mojego imienia i rok urodzenia ;
          Czasy Tarazjusza i Karola Wielkiego, rozmarzyłem się. Rok 790 był całkiem dobry, dobre plony były i zarazy żadnej. Jak się znajdujecie w naszych czasach?
          • pati790 Re: ... 25.12.12, 00:30
            big_grin big_grin big_grin tongue_out

            W sumie tez się rozmarzyłam...





    • raperska-pozytywka Re: apostazja? 31.12.12, 14:45
      Dokonasz apostazji i co w związku z tym, odmówisz udziału w ceremonii ślubu, komunii, pogrzebu, przestaniesz obchodzić Boże Narodzenie ?
      Smartfon to zabawka, ciekawe czy kiedy już zbudujemy inteligencję rozumniejszą od nas, to czy ona też będzie wierzyła w Boga.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka