W zasadzie jestem w miarę rozgarniętą kobietą

Powinnam mieć kontakt z rzeczywistością.
A popadłam we frustrację.
Mój partner, niezrażony moim rozeznaniem, wydaje na światło dzienne jakieś arcydzieło kłamstw. Absolutnie niezrozumiałych.
Pozostaje on w kontakcie z byłą partnerką (ma z nią syna – więc trudno się dziwić).
Pozostaje zatem ważna kwestia – prawdomówność/szczerość/i temu podobne.
Ostatnio na przykład, zapytany czy może już z nią rozmawiał, zwłaszcza, że wspólny z synem weekend się zbliża – odpowiedział słabym głosem, „że jeszcze nie, i właśnie musi zadzwonić.” Jak najbardziej, na miejscu wydaje się, że powinien to uczynić. Zachęciłam zatem.
W kilka dni później, studiowałam zestawienie wysokości naszych rachunków telefonicznych (pojawiam się na stronie raz w miesiącu i przeglądam fakturę wraz z dodatkami), trafiłam na połączenie z byłą partnerką (zapewne pominęłabym ten fakt ale w sytuacji, kiedy tego połączenia miało nie być, to przy obecnym stanie – zaintrygowało mnie jednak). Później też jeszcze, zapytałam raz. Partner uznał podobnie, że rozmaite rzeczy w tym zatelefonowaniu mu przeszkodziły.
Zupełnie dziwne, z uwagi na fakt zarejestrowanego blisko dziesięciominutowego połączenia – poinformowałam. Obruszył się niemiłosiernie i gromko wykrzyczał: „to niemożliwe, spis połączeń wydaje się nieprawdziwy! Jedyny sposób jaki jest możliwy – połączenie wybrało się samo (na przykład jak ? - zapytałam).” Po czym zwymyślał mi i rzucił słuchawką
(w potocznym rozumieniu tych słów), przyjmując postawę pokrzywdzonego, zarazem mocno obrażonego.
Ot! I zgłupiałam.