Dodaj do ulubionych

o co chodzi?

16.03.14, 18:54
Pół roku temu wyprowadziłam się od męża. Nie układało się już od długiego czasu, w dodatku ja chorowałam na depresję, nerwicę czy coś tam jeszcze innego. Pisałam wcześniej o tej sytuacji. Mąż był początkowo przeciwny mojej wyprowadzce, błagał mnie żebym została, stwierdził, ze on zrozumiał swoje błędy. Ja jednak nie mogłam zostać. Później mąż pogodził się z sytuacją. Utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny, z tym, że przez ostatnie miesiące to ja dzwoniłam. Wczoraj w rozmowie mąż powiedział, ze może byśmy uporządkowali nasze sprawy - w sensie rozwód.
Ja nie chcę jeszcze rozwodu, ponieważ dopiero co staję na nogi, podnoszę się z depresji i jak się okazuje to myślałam sobie po cichu, ze może by się udało zejść. Mąż wczoraj powiedział, ze jakoś on nie widzi możliwości powrotu. Nie powiem, przeżyłam to dość mocno, choć faktycznie już od pół roku nie jesteśmy razem. Stanęło na tym, że mam się zastanowić. Ale najgorsze emocje dopadły mnie przy czymś innym i właśnie nie wiem o co chodzi. Mąż powiedział, że jeździł do galerii szukać garnituru. Już ta myśl wywołała we mnie niepokój. Bo sobie myślę: ma chłopina dwa garnitury (ostatni ten od ślubu) a tu nagle szuka nowego. Powiedział, ze na ślub do kuzynki. Ślub jest połączony z chrzcinami, wesela nie będzie, tylko przyjęcie. Idzie sam. Czemu mnie to tak ruszyło? Coś się zaczęło ze mną dziać. Jakiż żal poczułam, niepokój, złość. Powiedziałam, ze jest mi przykro i zaraz się rozłączyłam. Nie wiem czemu to tak na mnie podziałało. Może temu, ze on idzie dalej a ja ledwo trzymam się na powierzchni? Z drugiej strony pojawiła się taka myśl: ja też tam powinnam być. Czyżbym była zazdrosna? tak samo było jak dowiedziałam się, ze kupił sobie samochód. Nowy, z salonu. w przypadku samochodu poczułam się jakaś zdradzona, bo jak byliśmy razem ja bardzo chciałam mieć samochód ale mój mąż twierdził, że z salonu to szkoda pieniędzy a używanego to on nie umie kupić. W efekcie po kilku latach ja kupiłam. A tu teraz nagle mu nie żal kasy na nowy jak jest sam.
Obserwuj wątek
    • altz Re: o co chodzi? 16.03.14, 19:23
      Chciałaś się rozstać, mąż się z końcu na to zgadza, to tylko się z tego cieszyć.
      Może faktycznie przyspieszył, bo chciałby się z kimś innym zejść? Życie jest krótkie, nie warto czekać. Macie półroczną separację, więc nie ma przeszkód do szybkiego rozwodu.
      A że czujesz jakąś zazdrość? Zdarza się, to jest naturalne, zazdrość i wątpliwości, ale przecież decyzję już podjęłaś.
    • mia17 Re: o co chodzi? 16.03.14, 19:28
      być może dotarło do Ciebie to, że to już nieuchronne. że stało się - rozwód.
      zostało powiedziane na głos.
      dotychczas byliście osobno, ale nie zostały podjęte żadne oficjalne kroki, aby się rozejść. napisałaś, że gdzieś tam myślałaś, że się może zejdziecie.
      aż nagle słyszysz, że trzeba się zadeklarować i "posprzątać". i jest strach.
      skoro nie chciałaś być z mężem pomimo tego, że na początku Cię prosił, abyście się zeszli - i rozstaliście się na pół roku - to nie powinno Cię dziwić, że on chce w końcu poukładać sprawy.
      wóz, albo przewóz. życie bywa brutalne. nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko.
      • kachaa17 Re: o co chodzi? 16.03.14, 20:26
        chyba dotarło do mnie, ze to się faktycznie dzieje ale właśnie dlatego, że on ten garnitur kupuje beze mnie. Bo przecież zawsze ze mną (15 lat razem). Może mam teraz poczucie straty.
        Mnie nie dziwi, ze on chce się rozwieźć, mnie ruszył ten garnitur i ślub. I w tym rzecz.
        Tak samo też było jak na sylwestra poszedł. Myślałam sobie, ze też bym chciała z nim pójść. Mi takich rozrywek już w ostatnich latach odmawiał.
        • altz Re: o co chodzi? 16.03.14, 20:35
          kachaa17 napisała:
          > Tak samo też było jak na sylwestra poszedł. Myślałam sobie, ze też bym chciała
          > z nim pójść. Mi takich rozrywek już w ostatnich latach odmawiał.

          Może ma jakąś fajną panią, dobrze się z nią czuje, może mają świetny seks, a to przecież jest ważne. Przy depresji wiele spraw nawala w małżeństwie.

          Można się smucić, ale można też cieszyć, że się facetowi układa, samemu poukładać swoje sprawy i kiedyś pójść w jego ślady. smile
          • kachaa17 Re: o co chodzi? 16.03.14, 20:39
            nie ma jeszcze żadnej pani
            • altz Re: o co chodzi? 16.03.14, 20:46
              kachaa17 napisała:
              > nie ma jeszcze żadnej pani

              Nie wierzę w to. smile
    • fasolina Re: o co chodzi? 16.03.14, 19:59
      O właśnie! "Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko"... chociaż czasami chciałoby się mieć tę przysłowiową "furtkę" przez którą zawsze można wskoczyć jak smutno i wyskoczyć jak nudno. Pewnie poczułaś się zazdrosna bo widzisz, że mąż żyje i nie płacze w poduszkę. Kupił samochód, kupuje ciuch, idzie na ślub gdzie też w kącie nie będzie siedział.
      Dlaczego odeszłaś te pół roku temu od męża? Piszesz o depresji itp. ale czy to był powód, że zachciałaś być sama?
      • kachaa17 Re: o co chodzi? 16.03.14, 20:23
        może chodziło o furtkę? nie wiem. Może jestem zazdrosna jak sama już wcześniej napisałam. A może o to, że jakoś jak był ze mną to się tak nie starał. W tym samym gajerku chodził na każdą uroczystość a tu raptem ślub bez wesela i on chce tak dobrze wyglądać (a na pewno będzie wyglądał extra bo jest przystojniakiem). Może też chodzi o to, że jak było wesele czy jakakolwiek inna uroczystość w mojej rodzinie to zawsze był jakiś problem z pójściem (bo on nie lubi). Teraz najwyraźniej lubi. Może właśnie naprawdę do mnie dociera, ze ja już nie jestem częścią jego życia i strasznie mi żal. A dopiero od dwóch tygodni mam naprawdę kontakt z emocjami (odblokowałam się dzięki tabletkom) więc może dopiero teraz opłakuję te rozstanie.
        Dlaczego odeszłam od męża? Ostatecznie dlatego, że nie mogłam już wytrzymać napięcia. A z czego napięcie? To już zagadka. Nie pracowałam, bo się zwolniłam (ze strachu), mąż naciskał, żebym szła do pracy i nie rozumiał, ze ja nie mogłam. Mój lęk rósł. Ogólnie czułam się przez niego nierozumiana, mieliśmy dużo nierozwiązanych problemów.
        • fasolina Re: o co chodzi? 16.03.14, 21:22
          Ciekawe zjawisko bo mój mąż co każdy grosz do skarpety wkładał i w jednej parze butow wszystkie pory roku przez kilka lat przechodził, bo miał lęki, że zaraz dom nam sie spali albo ktoś zginie w wypadku albo coś. . (dużo by pisać) nagle od stóp do głów ma wszystko nowe plus nowy tablet plus plan zakup nowego samochodu.. Nie wiem co o tym myśleć tym bardziej ze zawsze namawiałam na zakupy a on sie wzbranial. Może taka poprawa humoru albo odzyl wreszcie.. może faceci tak mają?!
          • altz Re: o co chodzi? 16.03.14, 21:43
            fasolina napisał(a):
            > nagle od stóp do głów ma wszystko nowe plus nowy tablet plus plan zakup nowego samo
            > chodu..

            Może mu się kobieta dołożyła, bo ją stać? Może ona dobrze wygląda i chciał się trochę zbliżyć?
            • surykatka3 Re: o co chodzi? 16.03.14, 22:02
              Będzie raczej ostro...

              Myślę, że zwyczajnie Cię zaskoczyło, że on może bez Ciebie żyć. Myślałaś, że będzie czekał nie_wiadomo_ile aż Ty się określisz. Pewnie Ty też myślałaś, że może sobie pożyjecie (zwłaszcza Ty) osobno, zobaczysz sobie, jak to jest, może w międzyczasie ktoś się trafi...Ale się nie trafił, życie w pojedynkę nawet w serialach łatwe nie jest, a tu patrz, mąż sobie zaczyna żyć bez Ciebie. Daje radę - idzie na ślub, kupił auto. Po prostu, nie oglądając się na Ciebie. Widocznie też miał dość. Tak jak i Ty. Tyle że szybciej sobie z tym poradził niż Ty. I tu jest ból. Myślę też sobie, że prawdopodobnie to Ty miałaś jakąś inspirację z zewnątrz w postaci innego pana, że tak sobie się po prostu wyprowadziłaś. Nie oceniam Cię, tylko tak sobie luźno dywaguję. Z owym panem nie wyszło/nie wychodzi, chciałoby się wrócić do męża a tu niestety, mąż też odkrył, że mu bez Ciebie dobrze.
              Depresja to tylko zgrabne tłumaczenie, też ją miałam i brałam leki. Wiem, że bywa różnie, ale jakby ludzie wyprowadzali się od siebie bo depresja i niezrozumienie, to zdecydowanie liczniejsze byłoby to forum. Bez urazy.
              • kachaa17 Re: o co chodzi? 17.03.14, 08:46
                Nie uraziłaś, ale szczerze mówiąc wkurzyłaś mnie tą insynuacją z chłopem. Powtórzę jeszcze raz (w innym wątku o tym było). Nie było w moim życiu innego Pana od 15 lat. Żaden Pan nie był inspiracją do wyprowadzki. Nie jestem osobą zdradzającą. Sorry, ale ledwo sama się utrzymywałam na powierzchni, przez te pół roku prawie nigdzie nie udzielałam się towarzysko. Wszystko sama i nie w celach poznania kogoś, tylko poznania siebie. Zaskoczyło mnie, że mąż idzie do przodu ale bardziej zaskoczyła mnie moja reakcja na to. Wiem teraz, że nie chcę rozwodu.
                Piszesz, ze miałaś depresję więc coś tam wiesz jak to jest. Ja do 2 lat wstecz też bym tak powiedziała. Ale to co mi się przytrafiło 2 lata temu było najgorszym gó.. jakie miałam w życiu, a można by powiedzieć, ze od czasu dorastania depresja to moje drugie imię. U mnie w grę weszła taka kumulacja lęku, że tabletki nie były w stanie pomóc na tyle, żebym mogła wrócić do normalnego życia. Ja od 2 lat nie pracuję (bo nie mogłam). Może nic w tym dziwnego, ze jak sama ze sobą trochę się ułożyłam to teraz i mego męża inaczej widzę.
                A co do wesela, to po nocy mam takie przemyślenia: nie chcę, żeby tam szedł beze mnie, ja też powinnam tam być. Wiem, ze jest to myślenie życzeniowe i nie zamierzam nic z tym zrobić. Ale wiem już o co mi chodzi.

                • fasolina Re: o co chodzi? 17.03.14, 08:54
                  Dalej nie rozumiem czemu razem nie walczyliscie z chorobą tylko schowalas sie na pol roku i byłaś sama? Takie przerwy to zawsze początek konca.
                  • kachaa17 Re: o co chodzi? 17.03.14, 09:35
                    Bo ja chciałam walczyć po swojemu. Tzn. nie chciałam iść do pracy w stanie kiedy nie mogłam tego zrobić a mąż uważał, że powinnam, ze dobrze mi to zrobi. Po takich akcjach rósł mój lęk i złość, ze jestem nierozumiana.
                    • tricolour Gdy się walczy... 17.03.14, 09:36
                      ... to są straty w ludziach i sprzęcie. Na tym polega właśnie walka, by lała się krew.

                      No to się leje.
                  • kasia3030 Re: o co chodzi? 17.03.14, 19:41
                    ja tez mysle, ze kazdy dzien bez siebie to dalej od siebie, chociaz rozumiem, ze czasem trzeba poskladac pewne sprawy samemu....ale ja Ty czulas, ze w tak trudnym czasie zycia wolisz byc sama to moze nie powinnas chciec byc z M., ale jesli czujesz, ze chcesz z nim byc to tylko szczera rozmowa na ten temat moze Wam pomoc...
                    • kachaa17 Re: o co chodzi? 17.03.14, 20:44
                      Po co w takim razie są separacje i dla kogo? Po co to ktoś wymyślił. Separacja jest to tez czas kiedy ludzie nie są pewni rozwodu. Ludzi wracają do siebie po jakimś czasie. Tak się zdarza.

                      Tak, w tak trudnym dla mnie czasie czułam się bardzo nierozumiana przez męża, jego postawa pogarszała mój stan a nie poprawiała. Postawa: bądź taka jak większość ludzi, ja wiem lepiej niż ty co jest dla ciebie dobre.
                  • kachaa17 Re: o co chodzi? 17.03.14, 20:45
                    zawsze? to po co są separacje? Moze po to, żeby ludzie przemyśleli coś sobie, żeby emocje ostygły? Ale prawdopodobnie w moim przypadku to faktycznie koniec.
                    • kasia3030 Re: o co chodzi? 17.03.14, 20:53
                      ale ja nie atakuje ciebie, sama nie mam kolorowo, tez doszlam do wniosku, ze lepiej jest byc sama niz z kims z kim nie czujemy sie dobrze...
            • fasolina Re: o co chodzi? 17.03.14, 06:45
              Nie ma kobiety. Raczej kreuje sie na ofiarę tej sytuacji, nie chce rozwodu, obrączki nie zdejmuje, chce terapii itp a te zakupy to chyba forma pocieszenia siebie tylko nie wiem czemu nie mogliśmy sie przez tyle lat wspólnie cieszyć zakupem nowej rzeczy. Mniejsza z tym..
    • kami_hope Re: o co chodzi? 17.03.14, 00:28
      Moim zdaniem przekombinowalas. Depresja, odblokowania i inne cuda sluza Ci na poczet Twoich fanaberii. Masz teraz szanse stanac na ziemii... juz zauwazasz ze inni chca po prostu normalnie zyc. Albo wezmiesz przyklad z meza i zaczniesz zyc wlasnym zyciem i odpowiadac za siebie sama. Albo dalej bedziesz plawic sie w rozterkach i obserwowac jak inni 'przescigaja' cie w etapach zycia. Jedyne co... mozesz im pomachac z odleglosci. Wybacz brutalnosc, ale tak to juz jest, ze jak ktos cos osiagnal, rozwinal sie, to nie cofnie sie... bo i po co? Machaj z oddali, albo gon!
      • kachaa17 Re: o co chodzi? 17.03.14, 08:52
        Chyba wybiorę pogoń. Tylko, że ja gonię za samą sobą.
        Nie wiem czy ktoś z was mnie zrozumie, ale mogę powiedzieć, że ja dopiero poznaję siebie i dojrzewam. Niestety, dopiero teraz. Przeszłam dużą przemianę wewnętrzną. Musiałam oddzielić się od męża, żeby zobaczyć co z tego co myślę jest moje a co przyjęłam od niego (czułam się przez niego bardzo zdominowana). Jak poznałam męża byłam kompletnie nic nie wiedzącą o sobie osobą i jakoś tak naturalnie założyłam, ze on wie lepiej. Zresztą on też tak uważał (mimo, ze jest o rok o ode mnie młodszy).
        • kachaa17 nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdradę 17.03.14, 08:56
          Wielu ludzi zakłada, ze jak się z kimś się rozstało to znaczy, że ktoś inny się pojawił.
          W naszym przypadku tak nie było i tak dalej nie jest. Mąż powiedział, ze woli najpierw uporządkować sprawy formalne zanim (jeśli w ogóle) za kogoś się weźmie.
          Może my jesteśmy jakimś reliktem z przeszłości ale tak po prostu mamy.
          • lampka_witoszowska Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 17.03.14, 09:35
            a czy możesz przyjąć, że jakiś kawałek drogi przez życie przeszliście razem, to się skończyło w chwili, kiedy ewidentnie ten związek i niby bliska osoba kompletnie Ci nei slużyły - inaczej dałabyś radę być razem - a teraz pora na najtrudniejsze: prawdziwe pożegnanie?

            Poznajesz siebie, idziesz dalej. On też. Ta zazdrość z czasem się rozmyje, nie podejmuj teraz jakiś decyzji, drastycznych kroków - formalny rozwód może pomóc w zamykaniu tego etapu życia, choć to najlepiej Ty i on czujecie, co komu jest potrzebne. Tylko nei odmawiaj Wam tego rozwodu dla jakiś nadziei bycia razem. Nie da się nic na siłę.

            I dobrze, że dojrzewasz. Jak człowiek poznaje siebie, zaczyna mocniej stać na nogach i akceptować i siebie, i życie, cokolwiek by nei przyniosło.

            A pożegnanie mnie i niemojemu zajęło to parę lat po rozwodzie. 6 lat, nie pół roku. Dopiero teraz jestem gotowa na ciąg dalszy bez niego w mojej głowie - on przypuszczam też, choć jego życie mnie już nie zajmuje. I to jest bardzo ok.
            • kachaa17 Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 17.03.14, 09:46
              Najpierw powiedziałam, ze nie zgadzam się na rozwód ale za chwilę powiedziałam, że jeśli jest mu to potrzebne to niech on w takim razie się tym zajmie. I tak jedna osoba składa pozew, nie potrzeba do tego drugiej. Stanęło na tym, ze mam pomyśleć.
              Chyba jeszcze nie chcę do końca tego przyjąć, że on juz nie będzie mój. Przez 15 lat to był mój facet, choć pamiętam, że było źle to może po prostu żal po tylu latach jest nieunikniony.
              Oczywiście na siłę nie będę go zatrzymywać.
              Też się cieszę, że dojrzewam, tylko najbardziej mi zal, ze już dziecka mieć nie będę. Jaki to paradoks. W każdym niemal cyklu teraz mam owulację a jak się staraliśmy to takie były z tym problemy.
              • triss_merigold6 Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 17.03.14, 09:51
                Lol, możesz się nie zgadzać, więzi ustały, rozwód orzeka sąd.
                Przez 15 lat nie postaraliście się o dziecko? Być może Twój mąż uznał, że z Tobą nie ma szans, a chce mieć dzieci i nie chce już tracić czasu.
                • lampka_witoszowska Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 17.03.14, 09:54
                  lolać to, o ile wiem, możesz z siebie, pani słaba. Pani słaba, która musi co jakiś czas kogoś chwilowo słabszego pokopać dla swojej mizernej satysfakcji. to dopiero lol, nieprawdaż? Inni się podnoszą i żyją, a Ty ciągle biegasz z kopniakami po forach big_grin
                • kachaa17 Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 17.03.14, 09:54
                  przecież napisałam, że jak się staraliśmy to były problemy z owulacją u mnie.
                  Staraliśmy się i nie wyszło.
                • sonia_siemionowna Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 22.03.14, 22:50
                  Może Twoim zdaniem posiadanie dzieci świadczy o jakości związku, ale jest to pogląd wyssany z palca - fakty mówią coś innego smile Niektórzy nie chcą albo nie mogą mieć dzieci, przyjmij to do wiadomości smile

                  I w ogóle, jak to mówią Angole, 'get a life', bo aż przykro się czyta Twoje posty.
              • lampka_witoszowska Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 17.03.14, 09:51
                ano, widzisz... dojrzewanie boli i jest trudne. Jak ja Cię rozumiem.
                Kacha, Ty się dzieckiem póki co nie przejmuj, przyroda potrafi takie cuda zdziałać, że zobaczysz, już sam fakt, że nie zaszłaś w ciążę - Twój organizm Cię też chroni, z czasem to odkryjesz smile na razie rób, co do Ciebie należy. Przerabiaj co masz do przerobienia. Dziekco, rozód i depresja to ładny kanał, wyobraź sobie. A na wszystko przychodzi właściwa chwila, przecież wiesz. Naprawdę będzie dobrze smile naprawdę, naprawdę smile
                • kachaa17 Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 17.03.14, 10:00
                  "
                  > ano, widzisz... dojrzewanie boli i jest trudne. Jak ja Cię rozumiem.
                  > Kacha, Ty się dzieckiem póki co nie przejmuj, przyroda potrafi takie cuda zdzia
                  > łać, że zobaczysz, już sam fakt, że nie zaszłaś w ciążę - Twój organizm Cię też
                  > chroni, z czasem to odkryjesz smile na razie rób, co do Ciebie należy. Przerabiaj
                  > co masz do przerobienia. Dziekco, rozód i depresja to ładny kanał, wyobraź sob
                  > ie. A na wszystko przychodzi właściwa chwila, przecież wiesz. Naprawdę będzie d
                  > obrze smile naprawdę, naprawdę smile "


                  Dziękuję. Aż się popłakałam jak to przeczytałam
                • kasia3030 Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 17.03.14, 19:59
                  lampka_witoszowska napisała:

                  > ano, widzisz... dojrzewanie boli i jest trudne. Jak ja Cię rozumiem.
                  > Kacha, Ty się dzieckiem póki co nie przejmuj, przyroda potrafi takie cuda zdzia
                  > łać, że zobaczysz, już sam fakt, że nie zaszłaś w ciążę - Twój organizm Cię też
                  > chroni, z czasem to odkryjesz smile na razie rób, co do Ciebie należy. Przerabiaj
                  > co masz do przerobienia. Dziekco, rozód i depresja to ładny kanał, wyobraź sob
                  > ie. A na wszystko przychodzi właściwa chwila, przecież wiesz. Naprawdę będzie d
                  > obrze smile naprawdę, naprawdę smile
                  ale kazdemu tak sie pouklada? ja tez poprosze raz dla siebie wink
                  • lampka_witoszowska Re: nie wiem czemu tak dużo ludzi podejrzewa zdra 18.03.14, 05:55
                    eeetam, zaraz każdemu smile nie każdemu.
                    Ale podejrzewam, że albo z własnego wyboru, albo później jednak się ułoży - bo życie dość uparte jest. Miłosierne i łaskawe. Nawet Einstein to odkrył, serio smile

                    Jak znienawidzisz siebie, to się nei ułoży.
                    Jak będziesz tkwić w jakimś przyjemnym, dołującym na wieki twierdzeniu (w stylu: bo w naszej rodzinie rozwodów nei było, albo: zmarnowałam sobie życie, albo: cholerni mężczyźni, to ich wina - itd) - to się nie ułoży.
                    Jak będziesz chciała rozpaczać na wieki i odgrywać do końca życia rolę skrzywdzonej przez los - to też się nie ułoży.
                    Póki nie zmienisz opcji smile
                    I póki przynajmniej nei zauważysz problemów ze sobą - a autorka wątku nad sobą właśnie pracuje, siebie poznaje. Co można dać od siebie więcej w kwestii ulepszania samego siebie?
                    Polepszanie świata to polepszanie swojej własnej wersji, moim zdaniem.

                    To ja też i dla Kasi3030 poproszę raz smile

        • altz Re: o co chodzi? 17.03.14, 09:27
          kachaa17 napisała:
          > Musiałam oddzielić się od męża, żeby zobaczyć co z tego co myślę jest moj
          > e a co przyjęłam od niego (czułam się przez niego bardzo zdominowana).

          Źle to widzę, gdy czytam takie teksty. To jest zwyczajne zwalanie winy na partnera, a nie na siebie. smile
          • kachaa17 Re: o co chodzi? 17.03.14, 09:32
            to nie jest zwalanie winy, to jest stwierdzenie faktu. Byłam przez niego zdominowana. Nie obwiniam go to przez ciebie, tylko stwierdzam fakt, ze wystąpiła dominacja jednej osoby nad drugą. Nie mówię, że ja taka biedna jestem bo on mnie zdominował. Najwyraźniej odpowiadało mi czerpanie z jego zasobów. To ja uznałam go za mądrzejszego ode mnie.
            Bardzo często w związkach występuje dominacja jednej osoby nad drugą ale nie znaczy to, ze ktoś jest winny. Ludzie tak się dobierają. Ktoś słabszy wybiera związek z osoba dominującą bo np. mu tak jest łatwiej, nie chce ponosić odpowiedzialności itp.
            • triss_merigold6 Re: o co chodzi? 17.03.14, 09:34
              No i pan mąż miał dosyć takiego obciążenia więc zaczął podejmować decyzje na własne konto i bez uwzględniania Twojej osoby.
              • kachaa17 Re: o co chodzi? 17.03.14, 09:39
                ok, ale dopiero mu te obciążenie zaczęło przeszkadzać jak ja się wyprowadziłam? Jeśli jemu to obciążenie przeszkadzało to mógł sam się ze mną rozstać. Powiem więcej, jeśli on z kimś się zwiążę to będzie znowu ten sam typ osoby co ja. Mogę sobie dać rękę uciąć - jeżeli nie przerobi tego w sobie. Przede mną miał dziewczynę bluszcza - stwierdził, ze nie chce takiej i ja mu się wydałam niezależna i pewna siebie!!! Od razu uprzedzam podejrzenia, że coś grałam. Nic z tych rzeczy, takie sprawy siedzą głęboko w podświadomości.
                • triss_merigold6 Re: o co chodzi? 17.03.14, 09:45
                  Jak się wyprowadziłaś, to do pana dotarło, że może swobodnie oddychać i że bez Ciebie mu lepiej.
                  To już nie Twoja sprawa kogo sobie znajdzie i czy powtórzy schemat.
    • tricolour Chodzi o to... 17.03.14, 09:34
      ... że facet zobaczył, że bez Ciebie mu lepiej. No to nie chce powrotu starego i stąd rozwód.
      • lampka_witoszowska Re: Chodzi o to... 17.03.14, 09:37
        Kachaaa zobaczyła to wcześniej, więc sprawy się toczą najzupeniej naturalnie. Kolejny etap rozstania to żal, nie ma co kobiecie dogryzać.

        • tricolour Kacha zobaczyła dziurkę od klucza... 17.03.14, 09:43
          ... tą swoją wyprowadzką, a teraz jest zdziwiona, że przez dziurkę widać duży i nieznany świat. I nie rozumie tego świata, bo przez ostatnie piętnaście lat było za nią rozumiane. Stąd jej pytanie: o co chodzi.

          Chodzi o to, że zostaje sama. Sama dla siebie będzie sterem, żeglarzem i okrętem. A dotychczas była przyczepą. To nie jest dogryzanie tylko dojrzewanie. W jej podbabciałym wieku.
          • lampka_witoszowska Re: Kacha zobaczyła dziurkę od klucza... 17.03.14, 09:47
            Wątpię, by Kacha była w podbabciałym wieku, natomiast zdecydowanie lepiej jest dojrzewać w wieku podbabciałym niż pozostać zakorzenionym w swoich wrogich przekonaniach do śmierci (wrogość to też zależność i niedojrzałość, choć to najwygodniejsza postawa udająca realizm i dorosłość)
            • tricolour Ale ja nie zauważyłem wrogości u Kachy... 17.03.14, 10:29
              ... zupełnie mylnie odczytujesz jej sposób pisania do mnie. Pisze zupełnie naturalnie.

              No chyba, że ta insynuowana wrogość, to aluzja do mnie? To w takim razie nie chwal się jeszcze swoją dojrzałością, bo ona pojawi się wtedy gdy będziesz umiała spokojnie reagować na cudzą spokojną rozmowę. Agresja pod przykryciem aluzji to nie jest dojrzałość, a na dodatek tchórzostwo.
              • lampka_witoszowska Re: Ale ja nie zauważyłem wrogości u Kachy... 17.03.14, 14:33
                przecież napisałam wprost. Masz problemy z odczytywaniem prostych, zwięzłych wiadomości?
          • kachaa17 Re: Kacha zobaczyła dziurkę od klucza... 17.03.14, 09:53
            dziurkę to ja już widziałam dawno, tylko bałam się przez nią spoglądać.
            Jak już spojrzałam, to faktycznie ten świat okazał się nieco inny niż myślałam. Miałam bardzo idealistyczne spojrzenie na związek. Dowiedziałam się jak funkcjonują związki moich znajomych i to mocno zachwiało moim poglądem na związek, męża. Chodzi mi zwłaszcza o przypadek małżeństwa mojej dawnej przyjaciółki z moim kolegą ze studiów. Zawsze im zazdrościłam, może bardziej, zawsze jej zazdrościłam męża. Znałam go jako fajnego, dobrego człowieka i to czego się ostatnio o nim dowiedziałam mocno mną wstrząsnęło. Szczerze mówiąc dalej nie chce mi się do końca w to wierzyć. Okazuje się, ze taki fajny facet może zachowywać się jak klasyczny przemocowiec. Koleżanka powiedziała, że wszyscy ich postrzegają jako taka fajna parę i jej zazdroszczą męża. Bo ona nikomu nie mówiła jak jest.
            Tak więc moja iluzja się rozwiała.
            • triss_merigold6 Re: Kacha zobaczyła dziurkę od klucza... 17.03.14, 09:55
              Mujbosze, dużo masz jeszcze takich iluzji do rozwiania? Bo jeśli tak, to nie zdążysz z dojrzewaniem przed emeryturą.
              • kachaa17 Re: Kacha zobaczyła dziurkę od klucza... 17.03.14, 10:01
                to już nie twoja sprawa czy zdążę.
                • triss_merigold6 Re: Kacha zobaczyła dziurkę od klucza... 17.03.14, 10:07
                  Oczywiście, że nie, ale im więcej piszesz, tym bardziej rozumiem i popieram Twojego męża.
                • altz Re: Kacha zobaczyła dziurkę od klucza... 17.03.14, 10:23
                  Jesteś z tych kobiet, co dzielą stale włos na czworo, rozpamiętują, kombinują.
                  Zaburzone hormony też robiły swoje.
                  Dla faceta to porażka, mieszkać z taką kobietą, to jak mieszkanie na wulkanie.

                  Ja też nie mogłem pracować z powodu depresji, ale to było w jednej pracy, więc poszedłem do innej, prostszej. Też mogłaś iść, choćby marchewkę sprzedawać, mieć kontakt z ludźmi. Uważam, że twój mąż miał rację.
                  • kachaa17 Re: Kacha zobaczyła dziurkę od klucza... 17.03.14, 13:35
                    Popełniłam wiele błędów, jednym z nich było tkwienie w pracy, w której było mi źle. a jak ja rzuciłam to sprawy zaszły już tak daleko, że nie mogłam fizycznie pójść do pracy. To już było coś więcej niż depresja. Bo z depresją to ja ponad pół życia byłam i jakoś funkcjonowałam.
                  • kachaa17 Re: Kacha zobaczyła dziurkę od klucza... 17.03.14, 13:38
                    "> Dla faceta to porażka, mieszkać z taką kobietą, to jak mieszkanie na wulkanie."

                    z tym się zgadzam. Dla mnie samej to była porażka, żyć w takim stanie.

                    "Też mogłaś iść, choćby marchewkę sprzedawać, mie
                    > ć kontakt z ludźmi. Uważam, że twój mąż miał rację."

                    a ja uważam, że nie miał. Juz nawet nie podejmuje się tłumaczyć tego.
            • tricolour Skoro koleżanka nikomu nie mówiła jak jest... 17.03.14, 10:33
              .... i jej facet nie mówił, że jest przemocowcem, to jedyne, co wiadomo na pewno, to że nie wiadomo jak jest. I tyle.

              Nie jest zatem dobrze, że Twoje iluzje rozwiewają się na podstawie tego czego nie wiadomo. Zastanów się, jak to bezsensownie brzmi: moje iluzje rozwiały się na podstawie tego, czego nie wiem.
              • kachaa17 Re: Skoro koleżanka nikomu nie mówiła jak jest... 17.03.14, 13:33
                ale ja to zobaczyłam na własne oczy. Nie chodzi o to, że uwierzyłam koleżance na słowo.
                • krokodil123 Re: Skoro koleżanka nikomu nie mówiła jak jest... 17.03.14, 14:01
                  No dobrze, to co myślałaś, to co ci się wydawało jest przeszłością.

                  Teraz zmądrzałaś, możesz tzn. wybrałaś mieszkać sama, nauczyłaś się samej siebie i nowe rzeczy o świecie.
                  Więc lepiej jest skupić się na tym co TY od życia chcesz, co sama możesz zrobić żeby tego osiągnąć i jaki nowy związek cie będzie zadowalać (jak go zbudować).

                  A nie co u koleżanki się działo i czego znajdzie mój eks.
                  Osobiście ci napiszę że mój eks znalazł tak fajną kobietę że mi szczęka opadła z zazdrości, ale im życie wszystkiego naj-naj.
                  • lampka_witoszowska Re: Skoro koleżanka nikomu nie mówiła jak jest... 17.03.14, 14:38

                  • lampka_witoszowska Re: Skoro koleżanka nikomu nie mówiła jak jest... 17.03.14, 14:40
                    nie zrozumiałaś/eś - autorka wątku opisem sytuacji u znajomych coś obrazowała, to raz. Przeczytaj, co napisała, to się dowiesz, co. Dwa, mało kto daje radę skupić się jedynie na sobie. Na szczęście. A ludzi, którzy skupiają się tylko na sobie, zwyczajnie się unika.

              • lampka_witoszowska Re: Skoro koleżanka nikomu nie mówiła jak jest... 17.03.14, 14:37
                o rany... te, koleś od logiki, daj spokój tej swojej nienawiści do kobiet i wiecznym próbom wykazania swojej wątpliwej lotności big_grin
                ten, co nie jest wrogi big_grin
    • xciekawax Re: o co chodzi? 17.03.14, 17:48
      Nie wielu ludzi zrozumie czym powazna, chroniczna deprepresjia jest wiec nie oczekuj tu tego.

      A Twoje uczucia chyba sa naturalne. Maz nie dawal ci tego co robi teraz, wiec odbierasz to osobiscie " (Co ze mna bylo nie tak ze ze mna tych rzeczy nie robil, a teraz (bezemnie) robi)"

      Ale to nie jest nic osobistego. Po prostu facet myslal ze tak ma byc, ale teraz tez przez te pol roku sie rozwinol, przeanalizowal pewne sprawy, i pewnie tez przezyl strate - ze nie jest tak jak ma byc, ze nie wszystko jest "na zawsze" i zmienily mu sie priorytety. Moze chce przezyc druga mlodosc, zanim stanie sie starym czlowiekiem? Nie miej do niego o to pretensji. To nie jest nic przeciwko Tobie wymierzone a jedynie zmiana w jego wnetrzu.

      Ja po rozwodzie tez rozpromienialam, Wymienilam cala szafe ubran, zapuscilam wlosy, nakupywalam szpilek, makijarz, bralam wiecej ryzyka.. doslownie bylam nie -do -rozpoznania. Nie robilam tego przez/dla ex - ale dlatego ze przechodzilam przez metamorfoze. I chociaz pewni ludzie mogliby powiedziec ze gdybym byla taka jak po rozwodzie - w czasie trwania malzenstwa - to bym rozwodu nie miala - Ale jednak taka w czasie rozwodu byc nie moglam- z wielu powodow.

      No i wiesz, zyjac z kims z depresjia jest wykanczajace psychicznie. Wiec moze odetchnol i nabral wiatru w zagle. Nie miej o to pretensji. Gdybys byla na jego miejscu pewnie czulabys to samo.

      Skoncentruj sie na sobie i zrob wszystko aby sie wyleczyc abys mogla nastepne lata przezyc jako prawdziwa partnerka a nie ktos kim trzeba sie opiekowac.
      • triss_merigold6 Re: o co chodzi? 17.03.14, 18:03
        A co tu rozkminiać? Po pół roku od wyprowadzki żony, mąż uznał, że jest mu lepiej i żadnego powrotu nie chce. Jest mu lepiej bez infantylnej, depresyjnej kobiety, która od 2 lat nie pracuje, nie wiadomo czy w ogóle kiedykolwiek będzie samodzielna i która mieszka z rodzicami. No halo, do czego on miałbyć chcieć wracać?
        • kachaa17 triss_merigold6 17.03.14, 19:17
          Naprawdę tak dobrze się czujesz jak komuś dowalisz? Żal mi, że istnieją tacy ludzie jak ty.
          Chyba musisz nienawidzić ludzi. W moim wątku możesz się nie udzielać. Nie interesuje mnie twoje zdanie w tym temacie.
      • kachaa17 Re: o co chodzi? 17.03.14, 19:32
        " Nie wielu ludzi zrozumie czym powazna, chroniczna deprepresjia jest wiec nie oc
        > zekuj tu tego. " - zdążyłam to zauważyć.
        Ale też dzisiaj doszłam do wniosku, że już nie muszę nikogo przekonywać do tego, ze nie mogłam pracować a nie że nie chciałam. Już nie muszę się bać, że ktoś tego nie zrozumie i co to dla mnie oznacza. Zrozumiałam, że nie muszę i nie chcę już więcej się tłumaczyć przed nikim a zwłaszcza przed obcymi ludźmi. Strasznie mnie to wyczerpywało a tak naprawdę to do czego mi to potrzebne? Ja wiem jak się czułam i jak ze mną było. Chciałam akceptacji od innych ale juz tego nie potrzebuję. Jest takie przysłowie: syty nie zrozumie biednego i jest to prawda.
        Wcześniej myślałam, że może komuś innemu może moje doświadczenie może pomóc zrozumieć bliska osobę ale widzę, że moje tłumaczenia to tak jakbym trafiała grochem o ścianę.
        Ja wierzę, ze zachowanie mego męża nie jest wymierzone we mnie, ale podczas w czasie małżeństwa tłumiłam dużo uczuć. Teraz jak ruszyły to najwidoczniej byle pierdoła potrafi uruchomić jakieś zadawnione a nieprzeżyte żale i złości.
        Koncentruje się na sobie i efektem tego jest między innymi przeżywanie różnych uczuć - w końcu. W końcu mogę być sobą, mogę popłakać z żalu jak się dowiem o ciąży koleżanki czy siostry i nikt nie szydzi ze mnie. I nic się złego nie dzieję. Popłaczę, emocje zejdą i jest mi dobrze. Jestem w stanie iść dalej. W małżeństwie hamowałam emocje, bo wg mego męża byłam zbyt emocjonalna.
        • fasolina Re: o co chodzi? 17.03.14, 19:46
          Ja próbowałam przekonać i wytłumaczyć każdej napotkanej osobie dlaczego się rozwodzę a i tak się dowiedziałam, że większość ma mnie za psycholkę "Bo to takie cudowne małżeństwo było" a mniejszość sądzi, że "na pewno kogoś ma i zdradzała Cię cały czas". Nawet mąż nie rozumie dlaczego ten rozwód "Bo przecież było cudnie a te Twoje łzy i wieczne "poważne rozmowy" to dla picu". Generalnie: w dupie z ludźmi i tłumaczeniem, że nie jest się wielbłądem. Nie mogłaś pracować to nie mogłaś i tyle. Nie musisz się nikomu tłumaczyć. Nie miałaś faceta na boku to nie miałaś i nie tłumacz się nikomu.
          Nie znam się na depresjach i tego typu chorobach. Wiem jednak na pewno, że jeśli razem przez to nie przeszliście to znaczy, że jest pozamiatane. Ja od 4 miesięcy żyje bez męża (widujemy się kilka razy w msc bo mamy dziecko) i te 4 miesięce bardzo rozluźniły więzi między nami. Nie tęsknię, nie płaczę, nie brakuje mi go. Każdy nowy dzień i każda noc, każda minuta oddala nas od siebie. U Was te pół roku tak samo zadziałało.
          Będzie dobrze, nic nie dzieje się bez przyczyny. Większość poprzednich postów jest prawdziwa. Niektóre słowa bolą ale to prawda. Twój mąż odżył i oddalił się od Ciebie. A Ty nie tyle chcesz znów jego a może po prostu chcesz z kimś być. Byle kim.
        • altz Re: o co chodzi? 17.03.14, 20:30
          kachaa17 napisała:
          > Ja wiem jak się czułam i jak ze mną było. Chciałam akceptacji od innych ale juz tego nie p
          > otrzebuję. Jest takie przysłowie: syty nie zrozumie biednego i jest to prawda.
          > Wcześniej myślałam, że może komuś innemu może moje doświadczenie może pomóc zro
          > zumieć bliska osobę ale widzę, że moje tłumaczenia to tak jakbym trafiała groch
          > em o ścianę.

          Nie jesteś pierwsza i nie ostatnia tutaj z depresją, popatrz na tytuł forum. Tutaj są ludzie po depresji, niektórzy mają ją jeszcze. Nie jesteś wyjątkowa w swojej sytuacji, chociaż dla siebie pewno jesteś. Po prostu, takie są poglądy, jakie doświadczenia.
          Osobiście uważam, że trzeba sobie znaleźć zajęcie, siedzenie z depresją w czterech ścianach może skończyć się tragedią, dużo częściej, niż wyzdrowieniem. Warto coś robić, choćby sobie na przekór.
          • kachaa17 Re: o co chodzi? 17.03.14, 20:40
            "> Osobiście uważam, że trzeba sobie znaleźć zajęcie, siedzenie z depresją w czter
            > ech ścianach może skończyć się tragedią, dużo częściej, niż wyzdrowieniem. Wart
            > o coś robić, choćby sobie na przekór. "

            Może w samej depresji tak. Ale ja miałam strasznie skumulowany lęk - dla mnie nie do przejścia. W dodatku w ogóle go nie czułam, tylko objawiał mi się postaci ogromnego oporu ciała. Próby złamania tego oporu przypłacałam pogarszaniem się zdrowia: kilka dni leżenia w łóżku. Ja właśnie robiłam dla siebie to co było najlepsze. Siedziałam w domu i to było dla mnie dobre. Nawet z perspektywy czasu, kiedy to od dwóch tygodni moje zdrowie uległo znacznej poprawie wiem, że zrobiłam dobrze. Tak jak wiem, że zrobiłam dobrze, że odeszłam wtedy od męża. Gdybym tego nie zrobiła może już nigdy bym nie wróciła do zdrowia.
            • blue_ania37 Re: o co chodzi? 17.03.14, 20:47
              Właśnie Altz przez takie poglądy jak ty masz, ludziom z depresją jest tak ciężko w Polsce.
              Depresja to jest choroba.
              Nawet można na to dostać rentę i nie być do pracy zdolnym nigdy.
              Najgorsza i najgłupsza rzecz jaką można poradzić choremu na depresję to powiedzieć, weż się do roboty albo w garść bo on nie jest w stanie!
              Przejedż się do jakiegoś szpitala dla nerwowo i psychicznie chorych zobaczysz ile tam "wariatów" a ile ludzi dotkniętych depresją.
              A do Kaśkismile
              Nie tłumacz się bo ludzie nie rozumieją.
              Dobrze, że zdrowiejesz, bierz tabletki regularniesmile
              Wyjdziesz z tego.
              A
            • samiec_omega Re: o co chodzi? 17.03.14, 21:00
              kachaa17 napisała:

              >wiem, że zrob
              > iłam dobrze. Tak jak wiem, że zrobiłam dobrze, że odeszłam wtedy od męża.

              Podzielam ten pogląd, że zrobiłaś dobrze.

              W innym wątku napisałaś:

              >Szczerze mówiąc to przyznam, że z jednej strony tak świadomie to chcę się rozwieść bo go >nie kocham a z drugiej strony jak rozmawiam z nim to czuję, że go kocham.

              Kompletna " palma ". Znam to. Moja żona ( właściwie była) też to ma ( DDA) i chodzi na terapię. Nie jest łatwo mieć syndrom DDA, ale to nie jest twoja wina. Od starych dostałaś paskudny bagaż na resztę życia. DDA sami nie wiedzą co czują. Zjawisko " zamrożonych " uczuć, lęki itp. Potrzebujesz fachowej pomocy!!!!! Dobrego psychologa, może psychiatry. Pomyśl o jodze, to pomaga. I jeszcze jedno. Z DDA wiążą się ludzie, którzy mają sami "zryte " pod beretem, np. ja. Przy takim poziomie lęku jaki masz, to kompletna tragedia. Musisz coś z tym zrobić!
              • kachaa17 Re: o co chodzi? 18.03.14, 13:10
                samiec_omega - dzięki za odpowiedź. Tylko powiedz mi ile jeszcze ja tej terapii muszę przejść? 5 lat to za mało?

                "I jeszcze jedno
                > . Z DDA wiążą się ludzie, którzy mają sami "zryte " pod beretem, np. ja."

                też to wiem, tylko, że mój mąż nie przyjmował tego do wiadomości. Uważał, ze jak ja się "naprawię" to wtedy między nami będzie dobrze. A ja w to brnęłam. Latami próbowałam siebie naprawić, żeby mój mąż broń Boze mnie nie zostawił. Chyba teraz właśnie znowu mi się uaktywniła ta moja cecha. Myślałam, ze jak ja nabiorę pewności siebie to będziemy w stanie stworzyć szczęśliwy związek. Co z tego, że wiem, ze to iluzja. Bardzo mocno to we mnie siedzi. Bo w naszej historii związku to było tak, ze mąż dość szybko (po pół roku bycia razem) zaczął próby naprawy mnie. W sumie to przecież jest to etap zakochania gdzie ludzie poza sobą świata nie widzą. Najgorsze jest to, ze tak sobie razem tańczyliśmy ten durny taniec.
                Dziś oficjalnie zwolniłam się z etatu bycia własnym terapeutą. Po wczorajszym przepłakanym wieczorze (kiedy to myślałam, że ten płacz dobrze mi robi, bo oczyszczam się z emocji) obudziłam się z objawami rozbicia psychicznego, biegunki, skurczów żołądka. To sobie w końcu pomyślałam - skąd mi przyszło do głowy, ze ja się tak na tym znam, ze sama sobie mogę terapię prowadzić. To jest paradoks: taka wiara w swoje możliwości przy jednoczesnej bardzo niskiej samoocenie. Koniec z tym. Trzeba szukać profesjonalisty.
                • orangeplus Re: o co chodzi? 18.03.14, 15:09
                  ... i Stoperanu.
                  • kachaa17 Re: o co chodzi? 18.03.14, 17:31
                    bardzo śmieszne.
                    • orangeplus Re: o co chodzi? 18.03.14, 18:01
                      Dla mnie baaardzo.

                      Wyniosłaś się od faceta, bo byłaś chora i żeby się uzdrowić, to go zostawiłaś na pół roku. Teraz niby czujesz się lepiej i nadziwić się nie możesz, że facetowi się znudziła taka zabawa i już się bawić nie chce. Ja mu się nie dziwię, bo na jego miejscu nie miałbym żadnej pewności czy znowu cię choroba nie dopadnie i znów wywędrujesz do starych, a on ma czekać. Bo jest mężem, a ty jesteś chora. No weź ty się ogarnij!

                      Poza tym, z całym szacunkiem dla twojej "choroby" (na cokolwiek chorujesz, bo we wszelkie "depresje" zwyczajnie nie wierzę), to twoje opisy dolegliwości jako żywo bardziej globus przypominają.

                      Tylko to rozwolnienie mnie trochę niepokoi. Dlatego zalecam Stoperan big_grin

                      • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 18.03.14, 20:17
                        tia, XXI wiek, farmakologia na wszystko i idziesz do pracy, jak WSZYSCY, wyluzowany, jak WSZYSCY, bez problemów, uśmiechnięty i zawsze trendy... człowiek sukcesu, napędzany (i stopowany) tableteczkami.

                        ot, cywilizacja big_grin
                        • orangeplus Re: o co chodzi? 18.03.14, 20:38
                          Jak ktoś jest chory to scenariusz postępowania jest raczej wszystkim dobrze znany: idzie się do lekarza, ten stawia diagnozę, przepisuje leki albo łóżko na oddziale i następuje proces leczenia. Pomysł autorki wątku, by przy okazji zrobić sobie półroczne wakacje od męża i małżeństwa jako takiego pachnie co najmniej czarami big_grin Wymiksowanie się z domu tłumacząc to chorobą jest niepoważne, żeby nie powiedzieć dziecinne.

                          Poza tym, z opisów o biegunkach, opadaniu z sił, niemocy, depresji i temu podobnych objawów, śmiem twierdzić, że każdy facet w takiej sytuacji (tzn. kiedy kobieta wynosi się z domu) z radości zaklaskał płetwami big_grin

                          Z opisu autorki wynika, że facet na początku ją prosił by została, ale ona miała jego prośby w... no właśnie big_grin Więc gość, który musiał ją jednak kochać, bo inaczej by nie prosił i by mu nie zależało, swoje też odchorował, doszedł do wniosku że nie tak powinno wyglądać normalne małżeństwo i podjął męską decyzję.
                          • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 18.03.14, 21:40
                            guzik wiesz o depresji i tylkoto Cię tłumaczy smile

                            choć pisania o czymś, o czym się guzik wie, to już nei wiem, co tłumaczy smile zadufanie? a, nie będę zgadywać, w sumie sam sobie podumaj w wolnej chwili
                          • kachaa17 Re: o co chodzi? 18.03.14, 21:41
                            "> Jak ktoś jest chory to scenariusz postępowania jest raczej wszystkim dobrze zna
                            > ny: idzie się do lekarza, ten stawia diagnozę, przepisuje leki albo łóżko na od
                            > dziale i następuje proces leczenia."

                            Zgadzam się, taki jest scenariusz i ja go realizowałam. dostałam diagnozę i tabletki, tylko, ze nie zadziałały. Do szpitala nikt nie proponował. Nikt tez nie miał pomysłu jak mam stawić się na terapię, na którą nie dam rady sie stawic.

                            "> Z opisu autorki wynika, że facet na początku ją prosił by została, ale ona miał
                            > a jego prośby w... no właśnie big_grin Więc gość, który musiał ją jednak kochać, bo i
                            > naczej by nie prosił i by mu nie zależało, swoje też odchorował, doszedł do wni
                            > osku że nie tak powinno wyglądać normalne małżeństwo i podjął męską decyzję."

                            Tak, prosił, bo nagle, w dniu, w którym ja juz nie wytrzymałam i postanowiłam odejść on doznał oświecenia, że źle postępował wobec mnie. Tylko to juz trochę za późno było. Takie rzeczy powinien mi powiedzieć i zrobić zanim się ze mną ożenił. Spóźnił sie chłopina o 10 lat. I tak cierpliwa byłam.
                            • kami_hope Re: o co chodzi? 19.03.14, 00:25
                              O co tobie chodzi kobieto? Nie wytrzymalas i postanowilas odejsc. Pol roku zylas sama. Teraz, facet kupuje garnitur i idzie na slub bez Ciebie (no bo przeciez odeszlas!), a Ty rozwodu nie chcesz? Ja nie szukam tu logiki, raz ze wcale jej u Ciebie nie ma, a dwa nie problem w tym.
                      • kachaa17 Re: o co chodzi? 18.03.14, 21:26
                        Zostawiłam go po prostu a nie na pół roku.
                        "
                        Ja mu się nie dziwię, bo n
                        > a jego miejscu nie miałbym żadnej pewności czy znowu cię choroba nie dopadnie i
                        > znów wywędrujesz do starych, a on ma czekać."

                        To bo ja to tak lubię sobie zachorować i wywędrować do starych jak mi się zamani.
                        Wszystkim, którzy myślą o mojej chorobie tak jak ty życzę aby doznali kiedy jak to jest. Wtedy wszystkie teorie i mądrości biorą w łeb, bo okazuje się, że to myślałeś, ze się robi w takie sytuacji w ogóle nie skutkuje. Ale myślę, że dopiero jak ktoś coś takiego przeżyje to jest w stanie być bardziej wyrozumiałym dla innych.
                        • kami_hope Re: o co chodzi? 19.03.14, 00:33
                          Niekoniecznie. Chocby psychiatra smile Nie doswiadcza schizm, paranoi, obsesji i in., a rozumie i jest wyrozumialy smile No i leczy przeciez.
                          Nie zycz innym podobnych doswiadczen. Dlaczego innym mialoby byc zle tylko dlatego, ze Tobie jest zle? (Zazdroscisz innym szczescia! I to Cie boli. Boli ze ex jest szczesliwy. Bo sama nie potrafisz sie uszczesliwic.) Inni wcale nie musza Ciebie rozumiec. Twoje zdrowie, to Twoj biznes. Zrob sobie prezent i zainteresuj sie sama soba, a nie oczekuj od innych ze beda robic dla Ciebie wiecej niz Ty sama robisz dla siebie
                          • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 19.03.14, 08:43
                            nie muszą rozumieć. Ale wypadałoby rozumieć, jeśli się komuś odpisuje na forum smile
                            choćby z egoistycznego dbania o to, żeby nie wyjśc na głupka, który tylko chce komuś dokopać, a nie pomóc
                            • kami_hope Re: o co chodzi? 19.03.14, 12:18
                              Tak dla scislosci Lampko, kto wychodzi na glupka?

                              Jesli o pomoc chodzi, to pomoc mozna osobie ktora sama tego chce. Autorka watku wybiera przeciwna droge. I oczywiscie to jej wybor.
                              • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 19.03.14, 20:08
                                moim zdaniem wychodiz się na głupka zawsze, jeśli komentuje się zachowanie, którego się nei rozumie, tłumacząc, że nie ma się obowiązku rozumieć smile
                                mnie taka nonszalancja typu "i co mnie to gówno obchodzi" śmieszy. Ciebie nei musi, oczywiście wink

                                czy możesz skonkretyzować z kolei twierdzenie, że chcesz autorce wątku pomóc, ale ona wybiera przeciwną drogę? ładne, ale niezrozumiałe smile
                                • kami_hope Re: o co chodzi? 19.03.14, 20:54
                                  lampka_witoszowska napisała:

                                  > moim zdaniem wychodiz się na głupka zawsze, jeśli komentuje się zachowanie, któ
                                  > rego się nei rozumie, tłumacząc, że nie ma się obowiązku rozumieć smile
                                  > mnie taka nonszalancja typu "i co mnie to gówno obchodzi" śmieszy. Ciebie nei m
                                  > usi, oczywiście wink
                                  >
                                  > czy możesz skonkretyzować z kolei twierdzenie, że chcesz autorce wątku pomóc, a
                                  > le ona wybiera przeciwną drogę? ładne, ale niezrozumiałe smile

                                  Chyba nie zrozumialas o co zapytalam. Zapytalam, kogo nazywasz glupkiem?

                                  Nie wyczytalam tu u nikogo nonszalancji typu jak powyzej. U mnie tez tego nie bylo.

                                  Konkretyzowac Tobie nie musze, tym bardziej ze Ty robisz uniki w swoich wypowiedziach i manipulujesz. A nawet jesli skonkretyzuje, nie sadze ze zrozumiesz. Twoje nastawienie jest negatywne. Ot co.
                                  • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 19.03.14, 22:56
                                    chyba nie zrozumiałaś, co napisałam - pisałam przecież wyraźnie o zachowaniu, przez które wychodzi się na głupka

                                    jeśli mam potrzebę nazwania kogoś głupkiem, piszę wyraźnie: ty głupku. To proste.

                                    niemniej jeśli chcesz, bym tak nazwała Ciebie, bo jest Ci to do czegoś potrzebne, napisz to wprost. Może się skuszę smile
                                    • kami_hope Re: o co chodzi? 19.03.14, 23:41
                                      Wyraznie Ty masz potrzebe okreslania innych jako glupkow w sposob posredni. Ze niby ladniej to wyglada jesli okreslisz zachowanie, a nie konkretna osobe. Jest to manipulacja poniekad. (Na marginesie, to nie sa zachowania, to sa opinie. Z opinia mozna sie nie zgodzic i miec swoja wlasna, inna albo zadna.)
                                      Lampko, nie mam do Ciebie nic personalnie. Odbieram Cie pozytywnie. Czesto jednak, jak sie uprzesz do czegos to chrzanisz - wybacz szczerosc - aby Twoje bylo na wierzchu. Nie mam zamiaru walczyc z Toba ani posrednio, ani bezposrednio. Chcialam Ci jedynie powyzszym pokazac, ze dyskusja na takim poziomie prowadzi do niczego, ot zeby sobie pochrzanic dotad az ktores wymieknie. Pierdoly takie ze hej.
                                      • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 20.03.14, 09:30
                                        ok, możesz wyrazić swoją opinię - ale to, mam nadzieję, rozumiesz - tylko Twoja opinia (nie w sensie: tylko Twoja i nikogo więcej, bo zaraz zlecą się koleżanki do przytakiwania Ci - ale w sensie: to Twoja opinia. Tylko opinia - jak wiesz nie trzeba się z tym liczyć i uczciwie mówię: nei zamierzam. Nie pora, nie miejsce i brak autorytetu w psychoanalizie)

                                        a że jeśli mam coś przemyślane, to albo ktoś mnei przekona, albo zaczyna pieprzyć. Dość łatwo przychodzi mi wykazanie, że to, co dana osoba pisze, nie ma sensu. Rozumiem, że to dla mnie wygodna umiejętność, ale i wkurzająca dla innych, bo nie znam wielu osób, które nie są uzależnione od ukochanej swojej racji smile mnie to śmieszy - no, tak, mam, jednych śmieszy serial o Kiepskich, mnie przekonanie co do świętości swoich racji.
                                        I nie tyle moje musi być na wierzchu - bo rzadko miewam poglądy raz na wieki - ale sensowność wypowiedzi lubię.
                                        Masz prawo nie przemyśleć sprawy. Nie moja sprawa, więc się tym nie zajmuję.

                                        Całkiem ładnie pojechałaś ze srogim tonem - "no, to konkretnie, kogo masz za głupka?" big_grin ale poczyniłaś przy okazji tyle dziwnych założeń - co do Twojego rzekomo pozytywnego podejścia, mojego rzekomo negatywnego, tych pseudo-racji, o których Ci napisałam wyżej... że nie mogło Ci się udać. To właśnie czytanie bez zrozumienia.
                                        I ciekawe, że walka w ogóle przyszła Ci na myśl smile wiem, wiem, to moja "manipulacja" big_grin

                                        wrócę do meritum smile nadal uważam, że paskudną nonszalancją jest twierdzenie, że ludzie stukają odpowiedzi, a nie muszą rozumieć, na co odpowiadają. Oczywiście, nie muszą smile ale - wychodza na głupków smile tylko tyle - wybór nalezy do każdego z nas wink
                                        co było do wykazania, bo miałam kilka minut wolnego czasu smile
                                        • kami_hope Re: o co chodzi? 20.03.14, 12:50
                                          Zgadzam sie. Latwo wychodzi Ci wykazywanie 'braku sensu'. I Ty tym sie wlasnie zajmujesz na tym forum. Czytasz komentarze innych aby wykazac w nich jakies braki. Stawiasz swoja osobe jako autorytet. (nie wiem czy nim jestes? ani nie studiowalam z Toba ani nie pracowalam. Nie znam Cie.)Nawet jesli masz odpowiednia wiedze, to Twoje wykonanie jest marne. Ano wlasnie dlatego, ze czytasz po to aby skomentowac w negatywny sposob. Mnie osobiscie to ziebi. Bo ja i tak wykonuje swoja prace bez Twojej aprobaty, placa mi za to i wierze ze robie to dobrze, poza tym konsultuje z kolegami swoje opinie, czesto sie roznimy, ale znajdujemy wspolna linie terapii (czy jakkolwiek to nazwac). Przy czym, robimy to w zupelnie innym stylu niz Ty prezentujesz. Niedawno byl taki pracownik, podobnie odnoszacy sie do kolegow. I dostal ostrzezenie. Zreszta pacjenci tez sie skarzyli.
                                          Przekonywac nikogo sie nie przekonuje. Raz, ze w tym watku, to nie Ty jestes w centrum uwagi, dwa, kazdy ma prawo widziec swiat tak jak sobie chce, Ty rowniez. Dlatego mysl sobie jak chcesz. Przekonywac Cie nie mysle.
                                          Ty okreslasz swoj styl jako "umiejetnosc" i zgoda, mogloby tak byc gdyby Twoja motywacja byla pozytywna i konstruktywna. Niestety jest odwrotnie, jak juz napisalam wyzej. Monopolizujesz watki Lamko. W niemal kazdej wiekszej dyskusji udzielasz sie w kontekscie umniejszania racji innych bioracych udzial w dyskusji. Tu nie chodzi o to czy mowisz madrze czy glupio, ja mowie o Twoim wykonaniu. I chocbys miala 150+IQ, to swoim wykonaniem mozesz byc - jak sama okreslilas - wkurzajaca.

                                          Twoje meritum. Zupelnie zmienilas sens tego co ja napisalam do autorki watku. Na marginesie, napisalam do niej, a nie do Ciebie.
                                          • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 20.03.14, 13:52
                                            możesz z moich uwag skorzystać, nie musisz. Możesz nawet sobie słowo "uwagi" wsadzić w cudzysłów. Twoja rzecz.

                                            Ano, zajmuję się tym, czym chcę na tym czy innym forum. Cieszę się, żę zauważyłaś. Nie sądzę, by było to przedmiotem Twojej uwagi póki nie zauważysz, jak dużo osób podobnych Tobie, że chciałabyś "wygrać" w rozmowie, a nie dajesz rady. Więc chciałabyś jeszcze bardziej, i jeszcze - a tu - zonk. Cóż. Współczuję.
                                            Możliwe, że inni zajmują się na tym forum, w przeciwieństwie do mnie, tym czym nie chcą wink

                                            I jeśli w jednym zdaniu piszesz, że mnie nei oceniasz, bo nie jesteś w stanie - bo mnie nie znasz - to jakim sensem jest pisać w kolejnym zdaniu, że mieliście w pracy takiego współpracownika jak ja?
                                            możliwe, że wzbudzam w Tobie takie same uczucia, ale jako terapeuta miło by było, gdybyś widziała różnicę wink

                                            No, sama powiedz - czy takie Twoje pseudoterapeutyczne pisanie ma sens? wink

                                            A, mam zawód związany mocno z naukami ścisłymi. Mój umysł dobrz esobie radzi z wnioskowaniem. Masz prawo z tego nie korzystać, pomimo otrzymanej szansy, uciekając od swoich niedoskonałości w krytykę mojej osoby big_grin widać potrzebujesz. Będziesz potrzebować, to się tym zajmiesz. Nie, to nie. Twoja sprawa :

                                            Zasadą na forum jest pisanie wtedy, kiedy się chce, do kogo się chce i poniekąd co się chce. Obecnie zaglądam do dwóch czy trzech wątków, i na nich się udzielam. Bo chcę. I to ja decyduję, ile napiszę, nie Ty. Stanęłam w obronie autorki wątku po Twojej wypowiedzi. Następnym razem proponuję zatakować personalnie na jej prywatnego maila, jeśli nei życzysz sobie odpowiedzi innych ludzi. Oczywiście - o innym zdaniu wink

                                            A, jeszcze jedno. Gratuluję pracy, którą wykonujesz dobrze, jak się byłaś uprzejma pochwalić, i tak ładnie opisanego radzenia sobie w kontaktach interpersonalnych smile
                                            • chalsia Re: o co chodzi? 20.03.14, 14:18
                                              lampka_witoszowska napisała:

                                              > możesz z moich uwag skorzystać, nie musisz. Możesz nawet sobie słowo "uwagi" ws
                                              > adzić w cudzysłów. Twoja rzecz.
                                              >
                                              > Ano, zajmuję się tym, czym chcę na tym czy innym forum. Cieszę się, żę zauważył
                                              > aś. Nie sądzę, by było to przedmiotem Twojej uwagi póki nie zauważysz, jak dużo
                                              > osób podobnych Tobie, że chciałabyś "wygrać" w rozmowie, a nie dajesz rady. Wi
                                              > ęc chciałabyś jeszcze bardziej, i jeszcze - a tu - zonk. Cóż. Współczuję.
                                              > Możliwe, że inni zajmują się na tym forum, w przeciwieństwie do mnie, tym czym
                                              > nie chcą wink
                                              >
                                              > I jeśli w jednym zdaniu piszesz, że mnie nei oceniasz, bo nie jesteś w stanie -
                                              > bo mnie nie znasz - to jakim sensem jest pisać w kolejnym zdaniu, że mieliście
                                              > w pracy takiego współpracownika jak ja?
                                              > możliwe, że wzbudzam w Tobie takie same uczucia, ale jako terapeuta miło by był
                                              > o, gdybyś widziała różnicę wink

                                              > A, mam zawód związany mocno z naukami ścisłymi. Mój umysł dobrz esobie radzi z
                                              > wnioskowaniem. Masz prawo z tego nie korzystać, pomimo otrzymanej szansy, uciek
                                              > ając od swoich niedoskonałości w krytykę mojej osoby big_grin widać potrzebujesz. Będ
                                              > ziesz potrzebować, to się tym zajmiesz. Nie, to nie. Twoja sprawa :


                                              > Zasadą na forum jest pisanie wtedy, kiedy się chce, do kogo się chce i poniekąd
                                              > co się chce. Obecnie zaglądam do dwóch czy trzech wątków, i na nich się udziel
                                              > am. Bo chcę. I to ja decyduję, ile napiszę, nie Ty. Stanęłam w obronie autorki
                                              > wątku po Twojej wypowiedzi. Następnym razem proponuję zatakować personalnie na
                                              > jej prywatnego maila, jeśli nei życzysz sobie odpowiedzi innych ludzi. Oczywiśc
                                              > ie - o innym zdaniu wink


                                              > A, jeszcze jedno. Gratuluję pracy, którą wykonujesz dobrze, jak się byłaś uprze
                                              > jma pochwalić, i tak ładnie opisanego radzenia sobie w kontaktach interpersonal
                                              > nych smile

                                              jak sama kiedyś pisałaś, to chyba masz problem z pracą i stanem zdrowia dziecka - zważywszy na sposób i ton Twoich kilku/nastu wypowiedzi w tym wątku
                                              w takim razie współczuję

                                              nie biorę udziału w tej dyskusji, tak sobie "z boku" przeczytałam i osobą, której najbardziej zależy by jej było na wierzchu (obojętnie w jakim temacie) jesteś Ty, przy czym jakby nie zauważasz, że robisz dokładnie to samo, co zarzucasz innym / bądź wykpiwasz u innych
                                              • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 20.03.14, 15:34
                                                nie zrozumiałaś wtedy smile a szkoda, bo wzięłaś się za udzielanie rad podówczas, zresztą niechcianych smile

                                                moja praca ma się dobrze, ja z nią również - dziecko chwilowo też i oby to trwało. Tak, że tego... z tym współczuciem big_grin
                                                pisałam wówczas o poziomie wscieku - jak mam za mało zajęć (zajęć, roboty, pracy - ale ogródkowo-działkowo-rękodzielniczych big_grin ) i Młoda choruje - to się wkurzam.
                                                Współczuję wypowiadania się tylko wtedy, gdy usilnie chcesz znowu włazić na swój piedestalik. Szkoda, bo mogłabyś mądrzej.

                                                I proszę - nie cytuj całych wypowiedzi, do których się odnosisz, przecież to niepotrzebne wink
                                                • chalsia Re: o co chodzi? 21.03.14, 01:30
                                                  napisałam "jak sama kiedyś pisałaś, to chyba masz problem z pracą i stanem zdrowia dziecka - zważywszy na sposób i ton Twoich kilku/nastu wypowiedzi w tym wątku "

                                                  "problem z pracą" w kontekście niegdysiejszej Twojej wypowiedzi miał oznaczać, to co kiedyś napisałaś czyli "jak mam za mało zajęć (zajęć, roboty, pracy - ale ogródkowo-działkowo-rękodzielniczych big_grin ) i Młoda choruje - to się wkurzam"

                                                  i jaki piedestał? bo nie bardzo czaję kontekstu
                                                  • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 22.03.14, 10:41
                                                    smile
                                        • altz Re: o co chodzi? 20.03.14, 17:27
                                          Lampko, jak ktoś dużo pisze i się mota, to zazwyczaj nie ma racji. big_grin
                                          Odpuść, przemyśl, zastosuj w końcu logikę, po co ma bidula stać bezczynnie? big_grin
                                          • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 20.03.14, 19:30
                                            oj tam. Nabrałam się po prostu na to, że ktoś zechce zrozumieć smile
                                            dlatego dużo. A że przy okazji leczę sobie to i owo, to mam czas na l4.
                                            Stosuję logikę, nie martw się, nie taka ona bidula, choć tak lekceważona przez tych, co muszą, bo się uduszą.

                                            niech będzie, nie mam racji. Rzeczywiście jest niezwykle mądrą rzeczą odpowiadać na maile osób, których się nie rozumie big_grinbig_grinbig_grin
                                            przekonaliście mnie siłom zespolonom big_grin

                                            do psychoanalizy mojej skromnej osoby (nawet jako OT) nie zachęcam, głupia to czynność i łatwo się omylić, jak już Chalsia pokazała, i przez internet się nei liczy - o czym z kolei każdy rasowy psycholog wie smile

                                            lampka i problemy z pracą smile dobre, dobre smile a ja sobie właśnie odprawy i wolności odmówiłam. To po prostu niesprawiedliwe big_grin
                                            Zdrówka życzę. Wiatery wieją, zatoki łatwo przeziębić i te, no... korzonki smile
                                            • tricolour Bo to jest tak... 20.03.14, 20:19
                                              ... że zdrowiejesz. Podnosisz się. Jeszcze nie wiadomo kto z tego wyjdzie więc brykasz. Takie zakreślanie swojego obszaru więc tu nadepniesz, tam wleziesz. Gdy pogonią, to nie Twoje. Gdy nie pogonią, to Twoje jak Krym. Tak to wygląda u neofity.

                                              Za rok z okładem wyjdzie z Ciebie kobieta.
                                              • lampka_witoszowska Re: Bo to jest tak... 20.03.14, 20:43
                                                big_grin
                                                etam, Tri, kobieta to wyszła już dawno, a neofici są nieodmiennie tematem moich żartów, nie trafiłeś. A z Krymem to proszę... nie obrażaj mnie. Nie tykam, co nie moje.

                                                Mówiłam, że taka zabawa w psychoanalizę nie ma sensu.
                                            • altz Re: o co chodzi? 20.03.14, 20:38
                                              lampka_witoszowska napisała:
                                              > łatwo się omylić, jak już Chalsia pokazała

                                              Jakie omylić? :-o Przecież to Chalsia ma rację. smile
                                              • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 22.03.14, 10:40
                                                big_grin nie wiem, czy zdążyłeś przeczytać, zanim wycięli, gdy napisałam, że jeśli Chalsia miała rację, to straszne - bo dopiero z netu dowiedziałam się rzekomych obecnych problemach zdrowotnych Młodej i własnych z pracą big_grin

                                                taki styl moderacji naprawdę mi się podoba big_grin
                          • kachaa17 Re: o co chodzi? 19.03.14, 10:44
                            Życzę innym tego samego, bo mnie złości, że ktoś się mądrzy a nie doświadczył tego. Może jak doświadczy to zmieni zdanie. Bo przez taki brak zrozumienia u najbliższych osób chory czuje się gorzej zamiast lepiej.
                            • kami_hope Re: o co chodzi? 19.03.14, 12:36
                              kachaa17 napisała:

                              > Życzę innym tego samego, bo mnie złości, że ktoś się mądrzy a nie doświadczył t
                              > ego. Może jak doświadczy to zmieni zdanie. Bo przez taki brak zrozumienia u naj
                              > bliższych osób chory czuje się gorzej zamiast lepiej.
                              Byc moze i doswiadczyl. Nie wiesz tego. Zreszta nie trzeba czegos doswiadczyc aby miec wiedze. Mozna doswiadczac w sposob posredni. Ale to juz inna historia smile
                              W jakim kierunku ma zmienic zdanie? Czego oczekujesz? Jak chcialabys aby inni mysleli o Tobie?

                              Rozumiem, ze mozesz czuc wscieklosc na najblizszych. Pomysl. Czy Ty potrafisz zrozumiec ich? Sama wiesz, ze czuc sie nieszczesliwa to podle uczucie. Ludzie, ktorzy sa z Toba nie maja prawa byc szczesliwi (Ty nie dajesz im prawa do szczescia). Musza sie umartwiac razem z Toba. Ale oni nie chca czuc sie podle! Oni maja wybor. To dobrze ze wybieraja ta druga strone. Swiadczy o ich zdrowiu. To nie fair wobec innych aby oczekiwac ze beda sleczec razem z nami w wymyslonym piekle.
                              Kacha, niestety ale ludzie z podobnym do Twojego nastawieniem pociagaja innych za soba na dno. Ja mysle ze ten Twoj najblizszy ciagnal to przez jakis czas. Sama wiesz ze bylo zle i zdecydowalas sie odejsc. I byc moze bylo to najlepsze rozwiazanie w tamtym momencie. W koncu trzeba bylo przeciac wrzod, ktorego smrod byl nie do zniesienia. Twoj maz wyzdrowial. I Ty wyzdrowiej... Bez niego. Bo on juz ma swoj swiat. Teraz Ty musisz stworzyc swoj. Kiedy sama staniesz na wlasnych nogach, zrozumiesz, ze tak musialo sie stac, inaczej depresja i inne problemy moglyby doprowadzic do tragedii. Pozwol mu wiec zyc w szczesciu. A sama zadbaj o wlasne szczescie.
                      • kachaa17 Re: o co chodzi? 18.03.14, 22:17
                        "> Wyniosłaś się od faceta, bo byłaś chora i żeby się uzdrowić, to go zostawiłaś n
                        > a pół roku. Teraz niby czujesz się lepiej i nadziwić się nie możesz, że facetow
                        > i się znudziła taka zabawa i już się bawić nie chce."

                        Ja się nie dziwię. Napisałam, ze mnie szarpnęło, jak mi powiedział, ze idzie na slub.
                        A co do jego męskiej decyzji to jestem przekonana, że gdybym przedstawiła mu plan powrotu do niego, zadeklarowała miłość i skruchę to by zmienił zdanie i by mnie przyjął. Dlatego nie pisałam: mój mąż powiedział, ze chce wsiąść rozwód i co ja teraz mam zrobić, bo wiem, że to tylko słowa. Wiem, ze to nie jest nieodwracalne gdybym tylko ja bardzo chciała. W taką grę graliśmy z mężem i ja się z niej wymiksowałam, bo nie chcę już grać. Nie chcę tego robić bo wiem jak to się kończy.
                        Ale rozkminiłam już co mnie tak szarpnęło. Po prostu w końcu wyłażą emocje i jestem tak cholernie zła jak widzę jakie te małżeństwo było. Nie mogę uwierzyć jak ja mogłam tak się omamić. To nie jest tak, że ja zostawiłam biednego dobrego misia. Ten mój miś często pociągał za smycz, żeby sie za bardzo nie rozpasała. A ja ciągle nie mogłam dojść o co mi chodzi, przecież to taki fajny, zaradny, czuły facet, który się mną interesuje. Bo to mąż mojej siostry to on był be. Ech zła jestem na siebie, na swoja naiwność a najbardziej to jestem zła, że taka zalękniona byłam i przez to robiłam wiele rzeczy wbrew sobie.
                        • kami_hope Re: o co chodzi? 19.03.14, 12:41
                          > A co do jego męskiej decyzji to jestem przekonana, że gdybym przedstawiła mu pl
                          > an powrotu do niego, zadeklarowała miłość i skruchę to by zmienił zdanie i by m
                          > nie przyjął.

                          Zupelnie mozliwe. Ale to bylaby relacja oparta na manipulacji. Nie jest to zdrowe. I nikomu nic dobrego nie przyniesie. Taki zwiazek bylby kolejnym maglowaniem psychicznych zaburzen, itp.
                          Partner to nie psychiatra. Jesli ktorekolwiek wciela sie w role terapeuty, pielegniarki, to partnerstwo pada w zamian za relacje 'pacjent-pielegniarz.
                • altz Re: o co chodzi? 18.03.14, 18:37
                  kachaa17 napisała:
                  > "I jeszcze jedno
                  > > . Z DDA wiążą się ludzie, którzy mają sami "zryte " pod beretem, np. ja."
                  >
                  > też to wiem, tylko, że mój mąż nie przyjmował tego do wiadomości. Uważał, ze ja
                  > k ja się "naprawię" to wtedy między nami będzie dobrze. A ja w to brnęłam. Lata
                  > mi próbowałam siebie naprawić, żeby mój mąż broń Boze mnie nie zostawił.

                  Nie ma czegoś takiego jak DDA, po prostu bałaś się zostać sama. Niewiele się zmieniło, nadal się boisz, sądząc po Twoich reakcjach. smile
                  Rób, co lubisz, a się wszystko zmieni. Przemyśl poważnie, co chciałabyś robić w życiu naprawdę dla siebie, co by Cię cieszyło? Reszta się ułoży.
                  • fasolina Re: o co chodzi? 18.03.14, 18:53
                    Nie ma depresji, nie ma DDA?! Co z Wami jest nie tak?
                    • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 18.03.14, 20:20
                      ograniczona wyobraźnia.
                      Jak sami nei doświadczyli, to nie ma. I już, życie staje się prostsze wink
                      • orangeplus Re: o co chodzi? 18.03.14, 20:31
                        tiaaa... i jeszcze jest ADHD i dysgrafia i dysleksja big_grin

                        • lampka_witoszowska Re: o co chodzi? 18.03.14, 21:42
                          ano, są smile ale nie widzisz, więc nei wierzysz? to pokaż zdjęcie swojego rozumu wink
                  • kachaa17 Re: o co chodzi? 18.03.14, 21:35
                    "> Nie ma czegoś takiego jak DDA, po prostu bałaś się zostać sama. Niewiele się z
                    > mieniło, nadal się boisz, sądząc po Twoich reakcjach. smile"

                    ciekawa teoria. Najwidoczniej zostałam tak zmanipulowana przez psychologów, że uważam, że jest. Ale swoją drogą jakie nazwa ma znaczenie. Faktem jest, że moim największym problemem jest lęk. A jeśli chodzi o męża to na początku nie bałam się, że zostanę sama. Miałam w kim wybierać, poznaliśmy się na studiach, miałam siostry, znajomych. Więc jednak pozostanę przy moim zdaniu, że brnęłam w to nie z lęku, raczej z braku pewności siebie. Bo gdybym ceniła wtedy siebie to bym mu powiedziała: chłopie, jak ci się nie podobam to nikt nie trzyma na siłę. Wiadomo, ze w związku bywają problemy i że trzeba je rozwiązywać ale jakaś podstawowa akceptacja drugiej osoby musi być. A nie: o ty jesteś całkiem fajna, tylko masz takie wady, musisz je zmienić bo to nie jest normalne i wtedy będzie dobrze. Kurdę, przecież to nie o to chodzi. A takie mój mąż miał podejście i jestem na siebie zła, że ja to akceptowałam. Naprawdę jestem na siebie za to zła. Teraz to bym powiedziała: spada na drzewo, znajdź sobie kobietę, która będzie ci pasować.
                    • samiec_omega Re: o co chodzi? 18.03.14, 23:36
                      kachaa17 napisała:


                      Faktem jest, że moim
                      > największym problemem jest lęk. A jeśli chodzi o męża to na początku nie bałam
                      > się, że zostanę sama. Miałam w kim wybierać, poznaliśmy się na studiach, miała
                      > m siostry, znajomych. Więc jednak pozostanę przy moim zdaniu, że brnęłam w to n
                      > ie z lęku, raczej z braku pewności siebie. Bo gdybym ceniła wtedy siebie to bym
                      > mu powiedziała: chłopie, jak ci się nie podobam to nikt nie trzyma na siłę. Wi
                      > adomo, ze w związku bywają problemy i że trzeba je rozwiązywać ale jakaś podsta
                      > wowa akceptacja drugiej osoby musi być. A nie: o ty jesteś całkiem fajna, tylko
                      > masz takie wady, musisz je zmienić bo to nie jest normalne i wtedy będzie dobr
                      > ze. Kurdę, przecież to nie o to chodzi. A takie mój mąż miał podejście i jestem
                      > na siebie zła, że ja to akceptowałam. Naprawdę jestem na siebie za to zła. Ter
                      > az to bym powiedziała: spada na drzewo, znajdź sobie kobietę, która będzie ci p
                      > asować


                      To najbardziej sensowny post jaki czytałem na tym forum!! Dzięki.

                      Ja pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej i jakbyś o mnie pisała. Te same mechanizmy ( lęk+ niskie poczucie własnej wartości = wybór niewłaściwego partnera życiowego ).
                  • samiec_omega Re: o co chodzi? 18.03.14, 23:26
                    altz napisał:

                    > Nie ma czegoś takiego jak DDA, po prostu bałaś się zostać sama.

                    Mylisz się. Jest niestety coś takiego jak alkoholizm, a więc i DDA. Rodziny dysfunkcyjne też niestety istnieją. Poczytaj sobie, np. tu www.dda.pl/. Problem znam z autopsji. Terapia dla DDA jest też finansowana przez NFZ.
                    • altz Re: o co chodzi? 19.03.14, 18:46
                      > > Nie ma czegoś takiego jak DDA, po prostu bałaś się zostać sama.

                      samiec_omega napisał(a):
                      > Mylisz się. Jest niestety coś takiego jak alkoholizm, a więc i DDA. Rodziny dysfunkcyjne też niestety istnieją. Poczytaj
                      sobie, np. tu www.dda.pl/. Problem znam z autopsji. Terapia dla DDA jest
                      też finansowana przez NFZ.

                      Mylisz się, alkoholizm jest, ale nie ma czegoś takiego jak DDA, każdy może inaczej przechodzić swoje problemy, a niektórzy mają to w nosie, chociaż w ich domu wóda lała się strumieniami, znam takich wielu. Nie znam zbyt wielu osób, u których w rodzinach problemu alkoholowego by nie było. smile
                      DDA to nie jest żadna jednostka chorobowa, tylko taki wygodny worek, do którego wrzuca się różne przypadki najczęściej związane z małą asertywnością. O tym była większa dyskusja.
                      Osobiście wolę, gdy się pisze o konkretnych problemach, niż otwiera szufladę, a której nie do końca wiadomo co jest, czy powiewa flagą jakoś się wyróżniając. wink Każdy ma jakieś problemy. smile
                  • kachaa17 Re: o co chodzi? 19.03.14, 10:41
                    "> Rób, co lubisz, a się wszystko zmieni. Przemyśl poważnie, co chciałabyś robić w
                    > życiu naprawdę dla siebie, co by Cię cieszyło? Reszta się ułoży.'

                    Właśnie tak staram się postępować. Chodzę na zumbę i właśnie wczoraj tańcząc tam po raz kolejny pomyślałam sobie, że w tańcu czuję się kompletna, całkowicie na miejscu i jest to coś co kocham, tu jestem sobą w tym momencie kocham siebie. Jest to niesamowite uczucie.
                    Myślę, żeby zacząć chodzić na jakiś taniec. Zumba jest dla mnie o tyle dobra, że nie trzeba się tego długo uczyć a ja jestem dość niecierpliwa.

                    Druga rzecz to puzzle. Uwielbiam je układać.
                    Obydwie wymienione rzeczy kwalifikują się do kategorii wolnego spędzania czasu. na taniec jestem za stara, żeby robić to zawodowo.
                    Tak sobie myślę, że gdybym miała kiedyś większą świadomość siebie i nie miała tylu lęków to mogłabym pracować w policji śledczej bo mam do tego smykałkę. Ale muszę patrzeć w przyszłość. Na razie nie wymyśliłam co mogłabym robić zawodowo- tak realnie.
                    Wczoraj po wizycie na basenie powiedziałam rodzicom, że chyba się nauczę profesjonalnie pływać (umiem pływać ale swoim stylem, żabka niekrytą) a mój ojciec zapytał: a po co?
                    No właśnie to jest cały mój tata. Ja na to: no jak to po co? po to, żeby umieć właściwie pływać.
                    • noname2002 Re: o co chodzi? 26.03.14, 02:28
                      Wczoraj po wizycie na basenie powiedziałam rodzicom, że chyba się nauczę profes
                      > jonalnie pływać (umiem pływać ale swoim stylem, żabka niekrytą) a mój ojciec za
                      > pytał: a po co?
                      > No właśnie to jest cały mój tata. Ja na to: no jak to po co? po to, żeby umieć
                      > właściwie pływać

                      A kto za ten kurs pływania zapłaci?
                      • kachaa17 Re: o co chodzi? 26.03.14, 09:26
                        no oczywiście, że ja. Mam pieniądze, które sama zarobiłam jak pracowała. Z tych pieniędzy również żyję.
                        • noname2002 Re: o co chodzi? 26.03.14, 12:08
                          A to ok, myślałam, że może rodzice Ciebie utrzymują i martwią się, że zamiast szukać pracy poprawiasz styl pływacki.
                      • kachaa17 Re: o co chodzi? 26.03.14, 09:33
                        z moim tatą to jest tak, że jemu wszystko co jest ponad podstawowe potrzeby jest niepotrzebne. Kiedyś moja młodsza siostra, świeżo po powrocie z Irlandii kupiła sobie wycieczkę do Egiptu. Ojciec mało nie zszedł na zawał. Ciśnienie mu skoczyło. Nie mógł się pogodzić z taką rozrzutnością. Siostra pieniądze zarobiła sama, pracowała 1,5 roku w Irlandii, mogła wiec sobie pozwolić na wycieczkę. Ale tato oczywiście był innego zdania. Stwierdził, że po co tam jechać i to samo można w telewizji zobaczyć - taki typ. Choć pieniądze nie jego to go boli ich wydawanie na bzdury. I żeby nie było podejrzeń, że potem ojciec miał siostrę na utrzymaniu. Nic takiego. Moja młodsza siostra zarabiała na siebie już od 18 r. ż. i dalej tak jest.
            • altz Re: o co chodzi? 17.03.14, 21:02
              kachaa17 napisała:
              > Siedziałam w domu i to było dla mnie dobre.
              Każdy inaczej przechodzi. Ja się mocno zdziwiłem, gdy się okazało, że nie mogę przeczytać kilku linijek tekstu. smile
    • promenadowa Re: o co chodzi? 25.03.14, 22:59
      oj, kacha kacha.. smile ostatnio Ci "pojechałam", że masz się "wziąć w garść", powinnam znów, ale to nie psychologiczne, więc napiszę, że jestem z Tobą myślami ale zadziałać i tak musisz TY! Widzisz co się dzieje, to pomyśl że jesteś młoda, atrakcyjna, siana w głowie nie masz i UWOLNIJ SIĘ!!!
      Powodzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka