berlynea
13.04.14, 09:10
Sytuacja jest następująca: mój były mąż był w bardzo złym stanie psychicznym. Po pewnym wydarzeniu, które miało miejsce w tym tygodniu, zmieniła mi się optyka. Przepraszam, że tak sucho, ale nie chcę pisać o szczegółach.
Chwilowo straciło dla mnie znaczenie to, co sobie zakładałam, np. podział jego życie - moje życie. Od kilku dni były przychodzi do mnie codziennie po południu, głównie bawi się z dzieckiem, pomaga przy jakichś drobiazgach. Zaproponowałam to sama, bo czułam, że to pomoże. I tak też jest (zmiana zaszła w nim taka, że moja była teściowa wręcz płakała ze szczęścia, gdy rozmawiała ze mną przez telefon).
Problem jest taki: co dalej? Teraz najgorszy kryzys minął, ale cudów nie ma, taki układ wiecznie trwać nie może. Nie wiem, czy udźwignę sama tę sytuację - chociaż chciałabym ją udźwignąć. Jestem zupełnie pogubiona w moich odczuciach, ale jedno wiem na pewno, tzn. że nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś się stało i dziecko straciłoby ojca.
Czy mam iść do psychologa? Czy to coś może pomóc? Są dwa „przeciw”: zupełnie nie jestem przekonana, że to coś pomoże. Po drugie, i to nawet jest gorsze: nie wiem nawet , z jakim problemem miałabym się do niego zwrócić. Nie odpowie mi przecież na pytanie „Co dalej robić?”
Czy jeśli jednak zdecyduję się spróbować, to jak miałabym naświetlić problem (którego nie umiem sprecyzować)? Jak zapobiec temu, żeby się do psychologów zupełnie nie zniechęcić?