Dodaj do ulubionych

Alimenty, trudny temat

23.04.15, 18:09
I co Wy na to:
foch.pl/foch/1,132040,17768181,Dlaczego_wielu_dobrze_zarabiajacych_mezczyzn_unika.html#BoxLSImg
Proszę poczytać komentarze - to najważniejsze, nie tylko artykuł..
Obserwuj wątek
    • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 24.04.15, 07:39
      Czytajac komentarze w pełni uderzyło mnie jak bardzo moja maz jest robiony w konia płacąc tyle na dwojke co inni płaciliby na 5 tke dzieci. Chory kraj sad
      • froshka66 Re: Alimenty, trudny temat 24.04.15, 21:34
        Przeczytałam komentarze.
        Pomyślałam sobie, ze przecież te wszystkie dyskusje są bez sensu.
        Są ojcowie uczciwie płacący na dzieci i interesujący się nimi, są tacy co przez 2 lata złotówki nie dadzą. Są matki, które z alimentów zrobiły sobie źródło utrzymania, są takie, które naprawdę mają ciężko i każdą złotówkę wydają na dziecko.
        Ale ja się pytam:
        Kto o zdrowych zmysłach napisze :
        tak ja sobie życzę alimentów 5000 PLN za karę , bo ten gnój mnie zostawił.
        Tak nie będę płacił, bo po rozstaniu g.. mnie obchodzi jakieś tam dziecko.
        Zawsze w dyskusji wezmą udział ci, którzy w swoim życiu są ( lub przynajmniej udają) , że są OK i są pokrzywdzeni.
        Natomiast jeden z komentarzy był bardzo celny:
        Alimenty są zupełnie niekontrolowane przez drugą stronę i nie bierze się w realiach rzeczywistego wkładu drugiej strony.
        • koronka2012 Re: Alimenty, trudny temat 25.04.15, 19:06
          Zawsze się zastanawiam jakiego rzędu trzeba mieć alimenty żeby było to czyjeś "źródło utrzymania". Co prawda czytałam, że średnie to ok. 680 zł, ale to i tak nie zaspokaja nawet potrzeb dzieci.
          • wasp20 Re: Alimenty, trudny temat 25.04.15, 22:53
            Koronka, moja sąsiadka ma 3 dzieci. Nie pracuje i nigdy nie pracowała. Dziećmi zajmowali się jej rodzice. Każde dziecko ka innego ojca. Każdy płaci alimenty - od 400 do 600 zł. Plus każdy zabiera dziecko na wakacje, ferie, weekendy, daje extrasy. Z czego ona się utrzymuje? Z alimentów, bo innego źródła dochodu nie ma.
            Ponadto jeśli pieniądze z alimentów pokrywają co najmniej 70% kosztów utrzymania dziecka, a bywa że jest to 100%, to matka, która przecież też ma obowiązek łożyć na dziecko, oszczędza w tym momencie pieniądze, które musiałaby wydać. Czyli, de facto, zarabia, bo nie dość że nie wydaje pieniędzy na dziecko, to jeszcze np. alimenty opłacają 50% kosztów mieszkania, itd.
            Poza tym zdarzają się alimenty, jak u mojego kolegi, w kwotach 3000-4000 na dziecko. Fakt, facet zarabia 4 razy tyle, ale jego ex ma dochód rzędu 1700, więc alimenty de facto są jej głównym źródłem utrzymania.
            • froshka66 Re: Alimenty, trudny temat 25.04.15, 23:41
              Znajoma dostaje na dziecko ok 6 000 PLN. myślę, ze jest sie z czego utrzymać. Fakt , że eks nie płacze po nocach z biedy i płaci chętnie taka cenę za spokój.

              Znam co najmniej 4 osoby, które otrzymywały alimenty ok 1500 PLN i bynajmniej nie były to w jakimkolwiek stopniu koszty utrzymania dziecka, ale miły dodatek do nie za wysokiej pensji.
              Dzieci najczęściej de facto były utrzymywane przez dziadków ( jedzenie ciuchy itp).

              Tatusiów niepłacących znam 2. W tym jeden odmówił kontaktów z synem . Jakichkolwiek.
            • wawrzanka Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 00:02
              wasp20 napisał(a):

              > Poza tym zdarzają się alimenty, jak u mojego kolegi, w kwotach 3000-4000 na d
              > ziecko. Fakt, facet zarabia 4 razy tyle, ale jego ex ma dochód rzędu 1700, wi
              > ęc alimenty de facto są jej głównym źródłem utrzymania.

              Nie wiadomo. Może utrzymuje się ze swojego dochodu, a całość alimentów przeznacza na dziecko. Przy czym w takiej sytuacji - jeśli pójdzie z dzieckiem na obiad do restauracji i wyda na siebie 30 zł. z tych alimentów to w pewnym sensie też robi to dla dziecka. Bo normalnie nie byłoby ją stać na restaurację, a trudno, żeby siedziała przy stole i patrzyła jak dziecko je big_grin
              To są absurdy. Ile par, tyle sytuacji. Mam wrażenie, że system prawny nie ma tu praktycznie nic do rzeczy. Wszystko zależy głównie od tego, jak się ludzie dogadają. Ale czasem nie umieją się dogadać. Wtedy sąd przyzna rację temu, kto ma mocniejsze argumenty. A co to znaczy mieć mocniejsze argumenty? Niestety, nie czarujmy się, nie chodzi o fakty. Chodzi o know how i o PR. Sąd to tylko ludzie, a dobry PR-owiec zna przepisy nie gorzej, niż sąd.
              • altz Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 06:34
                wawrzanka napisała:
                > Nie wiadomo. Może utrzymuje się ze swojego dochodu, a całość alimentów przeznac
                > za na dziecko. Przy czym w takiej sytuacji - jeśli pójdzie z dzieckiem na obiad
                > do restauracji i wyda na siebie 30 zł. z tych alimentów to w pewnym sensie też
                > robi to dla dziecka. Bo normalnie nie byłoby ją stać na restaurację, a trudno,
                > żeby siedziała przy stole i patrzyła jak dziecko je big_grin

                U mężczyzn to jest norma, płaci alimenty i sam nie ma, więc jakby sam tylko patrzył na tego kotleta. Nikt nie pyta czy on ma na siebie. Byłem w takiej sytuacji, alimenty z podatkami zabierały mi 80% z kwoty brutto i nikt się nie przejmował, że się patrzę, a sam nie mam. smile
                Już o tym pisałem, ale powtórzę. Jeśli ojciec płaci połowę kosztów, a matka ma na drugą połowę z własnej pensji i narzeka, że jest bardzo trudno, to oznacza, że matka nie przeznacza tych pieniędzy na dziecko, tylko za dużo przeznacza na siebie.
                W tej sytuacji, za 1700 zł można się utrzymać, ale można zapomnieć o wymianie samochodu co 6 lat, a często trzeba zacząć jeździć komunikacją miejską, jeśli nie stać, nie jeździć na wakacje za granicę, tylko gdzieś do agro w Polsce, na spływ z namiotem itd. Wiem, że się panie przyzwyczajają do lepszego, ale mogą się odzwyczaić, wystarczy chcieć! wink Albo się ogarnąć i zacząć zarabiać lepiej, jak to pisze kilka pań po forach. smile
                • wawrzanka Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 10:42
                  altz napisał:

                  > U mężczyzn to jest norma, płaci alimenty i sam nie ma, więc jakby sam tylko pat
                  > rzył na tego kotleta.

                  Zaraz, zarazsmile Przykład miał ilustrować, że pójście z rodzicem do restauracji to atrakcja dla dziecka. Kiepska to by była atrakcja, gdyby mama/tata zabrał/a dziecko do restauracji i patrzył/a na kotleta. Wychowujesz dziecko na co dzień?

                  > Nikt nie pyta czy on ma na siebie.

                  Bo sąd nie jest od pytania "czy jak zasądzimy panu 1000 zł. to pan będzie miał na siebie?" Sąd jest od rozpatrzenia argumentacji i dowodów przedstawionych przez każdą ze stron. Czy ON przedstawił dowody i argumenty? Czy tylko mu się wydawało, że przedstawił.

                  > Byłem w takiej sytuacji, alimenty z podatkami zabierały mi 80% z kwoty brutto i nikt się nie przejmował, że się patrzę, a sam nie mam. smile

                  Dziecko się nie przejmowało? Patrzyłeś jak twoje dziecko je przyrządzony przez ciebie obiad? Albo obiad, na który poszliście razem do restauracji? To bardzo niewychowawcze.

                  • altz Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 11:38
                    wawrzanka napisała:
                    > Zaraz, zarazsmile Przykład miał ilustrować, że pójście z rodzicem do restauracji t
                    > o atrakcja dla dziecka. Kiepska to by była atrakcja, gdyby mama/tata zabrał/a d
                    > ziecko do restauracji i patrzył/a na kotleta.

                    Pewno, że to byłoby niewychowawcze i dla normalnego dziecka pewno nie byłoby żadną nagrodą, tylko problemem.
                    Trąci to jednak pewną hipokryzją, faceta nikt nie widzi, co prawda, też nie ma na tego kotleta, ale to już jest w porządku. smile

                    > Bo sąd nie jest od pytania "czy jak zasądzimy panu 1000 zł. to pan będzie miał
                    > na siebie?" Sąd jest od rozpatrzenia argumentacji i dowodów przedstawionych prz
                    > ez każdą ze stron. Czy ON przedstawił dowody i argumenty? Czy tylko mu się wyda
                    > wało, że przedstawił.

                    Liczą się też inne kwestie, nie tylko matki mają honor. Zdechłbym prędzej z głodu, niż poszedł do sądu.
                    • wawrzanka Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 21:04
                      altz napisał:

                      > Trąci to jednak pewną hipokryzją, faceta nikt nie widzi, co prawda, też nie ma
                      > na tego kotleta, ale to już jest w porządku. smile

                      A ty wciąż o wirtualnym kotlecie będącym przedmiotem marzeń oskubanego przez matkę ojca. W naszym przykładzie twój kotlet jest czymś zupełnie innym. Jest niezbędną częścią wyjścia do restauracji z dzieckiem w ramach atrakcji. Idealnie wyjaśniła to ann.k poniżej na innych przykładach.

                      > Liczą się też inne kwestie, nie tylko matki mają honor. Zdechłbym prędzej z gło
                      > du, niż poszedł do sądu.

                      A no to możesz mieć pretensję tylko do siebie, albo do Panaboga, że cię takim stworzył smile
              • wasp20 Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 11:18
                Nie wiadomo. Może utrzymuje się ze swojego dochodu, a całość alimentów przeznacza na dziecko.
                Oj wiadomo smile Jeśli pani zarabiająca 1700 zł jeździ nowym samochodem, który kosztuje około 60 tys. a buty kupuje w Kazarze, to raczej nie za swoje pieniądze, prawda?
                Na obronę tej konkretnej pani jest to, że facet czasu na opiekę nad dzieckiem nie ma, bo pracuje poza miejscem zamieszkania i przyjeżdża na weekendy, w sumie na 1,5 dnia (w sobotę rano, w niedzielę po południu wyjeżdża), a pani jest jako matka bardzo wydolna, więc można uznać, że się należy wink

                Wszystko zależy głównie od tego, jak się ludzie dogadają. Ale czasem nie umieją się dogadać. Wtedy sąd przyzna rację temu, kto ma mocniejsze argumenty. A co to znaczy mieć mocniejsze argumenty? Niestety, nie czarujmy się, nie chodzi o fakty. Chodzi o know how i o PR. Sąd to tylko ludzie, a dobry PR-owiec zna przepisy nie gorzej, niż sąd.

                Bardzo słuszna uwaga.
                Mnie kiedyś wbiła w osłupienie argumentacja ex mojego męża w zakresie alimentów.
                Otóż, pani ex stwierdziła, że co prawda mąż wydaje miesięcznie na dzieci 2 razy tyle co ona spędzając z nimi więcej czasu niż ona, ale ponieważ to on odszedł, po jego stronie jest obowiązek "wyrównania standardu życia dzieci po rozwodzie", ponieważ rynek jest tragiczny i jej nie stać na to, by utrzymać dzieci (10 dni w miesiącu, bez żadnych kosztów dodatkowych, same bieżące opłaty!) ze swoich dochodów.
                I miałoby to ewentualnie ręce i nogi, gdyby nie następujące fakty:
                - w czasach małżeństwa zarobki ich były w podobnej wysokości,
                - pani ex ma stałą pracę, w branży, w której nie zarabia się mało, awansuje (może poświęcić czas na pracę, dzieci jej nie obciążają),
                - mój mąż ma ograniczone możliwości zarobkowe w związku ze zdrowiem i opieką nad dziećmi,
                - obniżenie się standardu życia nie ma nic wspólnego z rozwodem, ale z tym, że oboje stracili kiedyś pracę i od tamtej pory nie są w stanie wrócić na poprzedni poziom,
                - paradoksalnie, gdyby byli nadal ze sobą, standard życia dzieci byłby niższy, gdyż ja nie dokładałabym do nich!
                O dziwo, pomimo kompletnego braku logiki w argumentacji ex, sąd łyknął i przyklepał.
                Wszyscy otwierali oczy ze zdumienia, nawet ex, która tak naprawdę nie spodziewała się wygranej, bo głupia nie jest i wiedziała, że pieprzy głupoty, o jej pełnomocniku nie mówiąc big_grin
                • ann.k Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 12:01
                  Ale Twój mąż ma Ciebie i jego zobowiązania alimentacyjne przechodzą na Ciebie. Więc to nie o logikę a o nieznajomość prawa chodzi wink
                  • wasp20 Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 12:10
                    ann.k napisała:

                    > Ale Twój mąż ma Ciebie i jego zobowiązania alimentacyjne przechodzą na Ciebie.
                    > Więc to nie o logikę a o nieznajomość prawa chodzi wink

                    Co Ty opowiadasz!!! Absolutnie zobowiązania alimentacyjne nie przechodzą na współmałżonka.
                    Do alimentacji jest zobowiązany rodzic. Jeśli nie jest w stanie się wywiązać, to dalsza rodzina uprawnionego (dziadkowie, rodzeństwo rodziców, itd.) ale to tylko wtedy, kiedy uprawniony żyje w niedostatku.
                    Żona/mąż w żadnym wypadku nie są zobowiązani do partycypowania w alimentacji.
                    Owszem, nawet pomimo rozdzielności majątkowej (którą mamy) jestem zobowiązana do pomocy mężowi w utrzymaniu. Ale nie mam żadnego obowiązku wobec jego dzieci.
                    • ann.k Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 13:14
                      Chyba jednak nie doczytałaś czegoś w kodeksie:

                      Art. 144. § 1. Dziecko może żądać świadczeń alimentacyjnych od męża swojej matki, nie będącego jego ojcem, jeżeli odpowiada to zasadom współżycia społecznego. Takie samo uprawnienie przysługuje dziecku w stosunku do żony swego ojca, nie będącej jego matką.
                      • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 13:27
                        Nadinterpretujesz przepis. Po pierwsze obowiazek ten nie przechodzi automatycznie tak jak to ujęłaś. Trzeba wytoczyć nowe powództwo o alimenty i jeszcze udowodnic, ze jest sie w takim niedostatku ze te alimenty sa niezbędne do zycia a to jest trudne w takiej sytuacji bo jesli dziecko ma gdsie mieszkac i co jeść to takich alimentow od macochy nie dostanie. Druga sprawa ze w międzyczasie ciągana po sadach Bogu ducha winna macocha sie rozwiedzie z ojcem dzieci chocby nawet rozwod ten miałaby byc na papierze i gó...o mamuśka od niej wyciągnie. Ja rozwiodlabym sie natychmiast gdyby moj M doprowadził do takiej sytuacji i z pewnoscia kazdy zrobiłby to samo. Nikt nie chce finansować nie swoich dzieci. Takze... Przepis fikcja smile
                        • argentusa Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 19:37
                          Celina, ale ty właśnie nawet bez wyroku masz taką sytuację. Przecież alimentujesz. Co z tego, że niekomorniczo. Jaka to różnica, bo nie kumam za cholerę.
                          AR.
                          • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 20:06
                            Jakas jest bo jedynie dokladam. Chłop zarabia i zostaje mu około 2 tysiace zalezy jaki miesiac. Jesli jest jakis wydatek nieprzewidziany to musze dolozyc. Z tego co on zarabia nie mozna ani oszczędzić ani kupic nic do domu. Zostaje mu jakies 1,5-2 tysiace. Jego czesc kredytu to 800 zł, jego rachunki to około 500 zł. Dokladam wiec na jedzenie i na ciuchy i na dentystę jak trżeba i na nie przewidziane wydatki...Ale sytuacja kiedy prżeciwko mnie złożony jest pozew o alimenty na nie moje dzieci kiedy stosowany jest przymus jest jednak inna niz to, co robie ja mimo wszystko dobrowolnie...
                        • wawrzanka Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 23:30
                          celina1984 napisała:

                          > Nikt nie chce finansować nie swoich dzieci.

                          Co ty piszesz? Mnóstwo ludzi chce to robić i robi. Finansuje się domy dziecka, dofinansowuje się ubogie rodziny, adoptuje się dzieci. I wcale nie jest tak, że robią to ludzie bogaci, bo jest akurat odwrotnie. I ci ludzie nie narzekają codziennie na swój los, tylko się cieszą każdą chwilą, bo oni właśnie wiedzą dokładnie jak ulotne jest to wszystko, jak względne, niepewne i zmienne. A ty będziesz narzekała nawet, gdy wygracie tę sprawę o zmniejszenie alimentów. Przez chwilę będziesz się cieszyć, a potem znajdziesz sobie inny potencjalny problemsmile
                          • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 28.04.15, 08:21
                            Raczej co Ty piszesz? Naprawde nie widzisz różnicy pomiedzy dobrowolnym datkiem na rzecz naprawde potrzebujacych a przymusowym płaceniem na dzieci, ktore maja wiecej niz Twoje osobiste dziecko? W takim razie prosze , abys dokladala mojemu mezowi powiedzmy 30% kwoty alimentow, ktora placi smile to chyba nie powinien byc problem z takim podejściem?
                            • mayenna Re: Alimenty, trudny temat 28.04.15, 16:31
                              Cwlinka, popatrz na to inaczej: to sa dzieci kogos kogo kochasz. Tworzycie rodzinę. Może kiedyś te dzieci za dobroć i 'dokładanie' do nich oddadzą ci tę miłość z nawiązka? Bo te majątki moga nie rozwiązać wszystkich problemów w przyszłości. Pieniądze to nie wszystko.
                              Ale jakos nie widzę w tobie tego myślenia o wartościach, o rodzinie, o miłości...
                              • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 28.04.15, 17:21
                                Mysle, ze to zbyt wzniosła i nierealna wizja a ja jestem realistką i liczy sie tu i teraz.
                            • wawrzanka Re: Alimenty, trudny temat 29.04.15, 08:34
                              celina1984 napisała:

                              > W takim razie prosze , abys dokladala mojem
                              > u mezowi powiedzmy 30% kwoty alimentow, ktora placi smile to chyba nie powinien by
                              > c problem z takim podejściem?

                              O nie smile To twój chłop, nie mój. Wyszłaś za niego dobrowolnie, podjęłaś zobowiązania na dobre i na złe, wiedziałaś, że ma dzieci. Ja płacę tylko to, czego się dobrowolnie podejmuję. Sama napisałaś, że na razie dajecie radę i twój problem to martwienie się o przyszłość. W ten sposób to będziesz się o coś martwić całe życie. Warto?
                              • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 29.04.15, 11:50
                                No wiec wlasnie smile sama sobie przeczysz smile odróżnijmy dobrowolność wpłat od wygórowanych comiesięcznych wpłat wymuszanych. W extrasie mamy straszenie komornikiem nawet po jednym dniu opoźnienia lub gdy pieniadze wysłane w piatek nie dojdą na konto tego samego dnia a "dopiero" w poniedziałek rano. Wiec kiepskie porównanie alimentow mojego M z dobrowolna checie niesienia pomocy potrzebujacym. Zupełnie nietrafione. A i jeszce jedno smile jak ża niego wychodziłam to palcil "tylko" 2,8 tysiaca a zarabial około 9-10 tysiecy. Wiec te alimenty przy tamtych zarobkach były uczciwe i bynajmniej mnie nie wystraszyły.
                                • wawrzanka Re: Alimenty, trudny temat 29.04.15, 12:54
                                  Jak to było? "Nikt nie chce finansować nie swoich dzieci."smile

                                  Dzieci twojego męża to nie są "nie swoje" dzieci, to są wasze dzieci. Nie twoje biologiczne, ale stanowicie w jakimś sensie rodzinę, bo ty też masz dziecko.

                                  Skoro mąż składa wniosek o obniżenie alimentów to twoja rola powinna się sprowadzać do tego, że go w tym wspierasz, to znaczy: chwalisz za to, że podejmuje ten trud, bo to jest trudne.

                                  Na pewno nie w ten sposób, że zaciskasz zęby za każdym razem, gdy jego dzieci dostają u was coś do jedzenia, albo się kąpią ("korzystają z mediów"). Ex straszy komornikiem? Wiesz dobrze, że o żadnym komorniku realnie nie może być mowy, a więc zamiast wznosić oczy ku niebu zróbcie sobie z mężem temat do żartów z ex w związku z tym.

                                  Szczerze życzę, żebyście wygrali tę sprawę. Jeśli nie... to nie rozdzieraj szat i zamknij ten temat na wieki. Zweryfikujcie swój budżet i zaakceptujcie fakt, że życie nie jest sprawiedliwe, za to jest zmienne. Nigdy nie wiesz co przyniesie jutro, może wielką stratę, a może wielką fortunę. Tymczasem liczy się tu i teraz smile
                                  • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 29.04.15, 13:17
                                    no cóż zobaczymy czy wygramy smile na pewno nie jestem co stanie pogodzić się z kwotą bo jest absurdalna i to samo twierdzi nasz adwokat ale nie znaczy to że jest pewien wygranej. po prostu alimenty bardzo trudno jest obniżyć. nigdy nie będę traktować jego dzieci jak swojego nie potrafię. mogę dać im tylko obojętność niestety. nie wiem czy to kwestia tych pieniędzy które na nie dajemy czy po prostu nie jestem zdolna do tego aby traktować je jak własne. ich obecność u nas w domu ani mi nie przeszkadza ani nie czuje z tego powodu radości.
                      • wasp20 Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 14:15
                        Ann.k, jest tak, jak pisze Celina.
                        Po pierwsze - nie ma obowiązku z automatu.
                        Po drugie - uprawniony (lub przedstawiciel) musi wystąpić o te alimenty i udowodnić, że jest zasadne i zgodne z zasadami współżycia społecznego, a to wcale nie jest takie proste, bo obowiązek jest ze strony rodziny w prostej linii najpierw i, jeśli ta droga się wyczerpie, dopiero od macochy czy ojczyma.
                        I po trzecie - tak jak Celina pisze - każda rozsądna macocha postawiona w takiej sytuacji postara się o a) alimenty na wspólne dziecko, b) alimenty na siebie c) rozwód z orzeczeniem i winie męża.
                        Ja bym to zrobiła bez wahania, łącznie z wymeldowaniem męża (ex-męża?) z domu. Nie dlatego, że żałuję pieniędzy na pasierbów, ale dlatego, że żadna ex nie będzie mi do kieszeni osobistej zaglądać.
                        Jak zabawa to zabawa wink
                  • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 27.04.15, 12:19
                    Jasne a potem jeszcze przechodzą na rodzicow nowej zony i tak dzieci jednej rodziny utrzymuje druga rodzina nie majaca nic z dziecmi wspolnego smile
                • mayenna Re: Alimenty, trudny temat 28.04.15, 16:46
                  O dziwo, pomimo kompletnego braku logiki w argumentacji ex, sąd łyknął i przyklepał.

                  Złożyliście odwołanie/ zażalenie oczywiście?
      • argentusa Re: Alimenty, trudny temat 25.04.15, 06:25
        Celina, a bierzesz pod uwagę, że ci, ktorzy płacą więcej niz twoj mąż i mają poczucie, że to ok po prostu nie piszą takich komentarzy? Mam wrażenie że jesteś tak zafiksowana na sprawie, že nie dopuszczasz myśli, że sytuacja twojego m nie jest jednostkowa.
        • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 25.04.15, 07:59
          Argentusa moze i tak ale nie słyszałam ani nie znam drugiej takiej sytuacji.
          • argentusa Re: Alimenty, trudny temat 25.04.15, 13:40
            A znasz normalną przeciętną matkę płacącą alimenty?
            • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 25.04.15, 13:46
              Nie smile to swiadczy o tym, ze jestes podobnym wyjątkiem jak moj maz a nie o tym, ze takich sytuacji jest wiele.
              • argentusa Re: Alimenty, trudny temat 25.04.15, 15:43
                Nie. Swiadczy o tym, że sytuacja z dużym prawdopodobieństwem nie jest jednostkowa. Ex żona mojego stryja też płaci. Bo tak się umówili. A sąd przyklepał. Ja akurat znam kilku ojcow placących duuuuużo powyżej sredniej i nie negujących trj wysokości. Akurat w takim środowisku się obracam.
                ar.
                • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 08:05
                  Byc moze. Ja nie znam takich ojcow ani płacących matek. A obracam sie w środowisku ludzi średnio zamożnych. I sami tacy jestesmy wiec kwota w naszym wypadku jest absurdalna.
            • wawrzanka Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 00:55
              argentusa napisała:

              > A znasz normalną przeciętną matkę płacącą alimenty?

              Ja znam, ale nieprzeciętną. Matkę mojej pasierbicy. Przy czym bardziej precyzyjnym określeniem będzie "ma zasądzone alimenty" zamiast "płaci" smile Jak nie będziemy mieć co do garnka włożyć i zaczniemy grzebać po śmietnikach, to pewnie mi zadrga ta sama żyłka, co u Celiny big_grin Tymczasem mam to gdzieś.
              • argentusa Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 11:27
                A tu się też zgadzam, pewnie, że są takie sytuacje. i ja i ex mojego stryja (zdziwisz się wink ) też mamy ZASADZONE te alimenty. Serio smile. I jak dla mnie to żaden problem. W życiu wiele się może zdarzyć i eksio chciał się zabezpieczyć, podobnie jak ja wnosząc o alimenty na pozostałą trzódkę smile.
                Naprawdę coraz więcej jest przypadków, gdy to ojciec wychowuje dziecię, bo mama ma akurat inną sytuację/chęci/niechęci/itp.
                Żyłka, żyłką, ale akurat tutaj nie widzę powodu byś miała finansować pasierbicę. od tego są jej rodzice. Cała reszta to kwestia akceptacji/nieakceptacji.
                Czasami lepiej na komfort życia wpływa odpuszczenie. Bo i co z tego, że maż Celiny wywalczy niższe alimenty, jak może (nie musi ofkors) się okazać, że to mało fajne życie to nie wynika z braku finansów. Czego nie życzę rzecz jasna.
                Ar.
                ps. zawsze staram się pamiętać, że tutaj piszą ludzie na ogół niezbyt zadowoleni z sytuacji, w której są. Inna rzecz, że ludzie tak po prostu garną się do innych osób w analogicznej sytuacji. Stąd np. takich jak ja względnie zadowolonych i płacących -mniejszość zdecydowana (znaczy wyjątkowam wink ) a większość ma jakiś problem. Są jednak, zapewniam, inni ludzie i wcale ich niemało jak się porozglądać trochę uważniej dookoła. Z tym, że jak się ma zgryz to jednak nie lubi się dostrzegać, że ktoś ma identyczną sytuację a jednak zadowolony jest. Ludzkie to.
                • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 11:50
                  argentusa ależ oczywiście ze może dojść do sytuacji ze sponsoruje się pasierbow. ja jestem w takiej sytuacji na codzień. a mimo to w domu mamy dobry klimat bo na razie te pieniądze znajdujemy. tylko jest strach co jak nagle zabraknie bo to duże kwoty i dług będzie rósł w kosmicznym tempie. i świadomość że się daje o wiele więcej niż potrzeba
                • wawrzanka Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 13:53
                  argentusa napisała:

                  > Żyłka, żyłką, ale akurat tutaj nie widzę powodu byś miała finansować pasierbicę
                  > . od tego są jej rodzice. Cała reszta to kwestia akceptacji/nieakceptacji.

                  Ja tak na to nie patrzę. Nie siedzę z kalkulatorem i nie wyliczam ile pieniędzy idzie na co i z czyjej pensji. Mam o wiele ciekawsze zajęcia. Niczego nam nie brakuje, a matka pasierbicy jest w kiepskiej sytuacji. To obca osoba, ale nie widzę powodu, by ją gnębić z czystej chciwości. Że sytuacja może się zmienić? smile To jest kwestia oceny ryzyka i wyboru rodzaju zabezpieczeń.
      • zmeczona100 Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 21:09
        celina1984 napisała:

        > Czytajac komentarze w pełni uderzyło mnie jak bardzo moja maz jest robiony w ko
        > nia płacąc tyle na dwojke co inni płaciliby na 5 tke dzieci. Chory kraj sad


        A ta znowu swoje.
        Kobieto, wyliczyłaś potrzeby swojego dziecka na 4 000 zł. Tak? Tak.
        To znaczy, że Twój chłop płaci połowę z tego na jedno swoje dziecko i nieco mniej na drugie. Z czym masz problem? Że Ty nie dostajesz od ojca swojego dziecka nawet połowy kosztów jej utrzymania? To wina ex Twojego chłopa czy matek dzieci, których ojcowie nie mają takich zarobków i możliwości zarobkowych, jak Twój, że kręcisz się wokół tych alimentów, jak goovno w przeręblu, non stop?!
    • ann.k Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 11:38
      No bo to trudna matematyka i jeszcze trudniejsza logika. Przyjmijmy sytuację, że ona zarabia 4000 PLN netto, a on 8000 PLN netto. Dwójka dzieci, czyli wychodzi po 3 tys na osobę. Rodzina ustala sobie poziom życia przyjmując taki budzet. Teraz dochodzi do rozwodu i zasadzania alimentow, przy ktorym zalozeniem podstawowym jest, że dzieciom nie powinien obniżyć się poziom życia. Jesli ona zostaje ze swoimi zarobkami i podzielimy je na 3, to nam wychodzi ok. 1333 PLN na osobe. Przyjmujac, ze rodzice powinni placic po rowno na dziecko, to juz kwota alimentow powinna byc 1333 PLN. Dodajac pieniadze od matki, wyjdzie ze dziecko kosztuje juz nie 3000 PLN a 2666. Jednoczesnie matka wczesniej miala "na siebie" 3000 PLN, a teraz ma tylko 1333. Ergo, jesli poziom zycia dzieci obejmowal: wyjazdy weekendowe, narty, wakacje za granica, niedzielne popoludnia w restauracjach, albo nalezy podniesc ojcu alimenty tak aby jednak pokrywal matce te brakujace srodki finansowe, albo zgodzic sie na obnizenie dzieciom stopy zyciowej.
      Oczywiscie mozna powiedziec, ze to wszystko moze ojciec z dziecmi, ale ojcom bardzo czesto wystarcza czas zasadzony w wyroku. Poza tym najczesciej ojciec zaklada nowa rodzine lub chociaz zwiazek i nie ma tam miejsca na dzieci (romantyczny weekend z jego kilkuletnimi dziecmi?). Matki rowniez chca spedzac weekendy czy wakacje z dziecmi, jak rowniez dzieci chca nadal jezdzic z mamami w te miejsca co kiedys.

      To nie jest proste dodawanie dwa do dwóch, kołdra tyle, buty tyle, kino tyle. Dzieci też mają swoje potrzeby i ich nadrzędnym prawem jest chciec aby to mama poszła z nimi w weekend do kina czy na basen a nie ciągle tata, bo tata więcej zarabia. Poza tym osoba bez zobowiązań ma naturalnie wieksze mozliwosci zarobkowe. Sądy tez o tym wiedzą, dlatego często wyrok alimentacyjny może wyglądac absurdalnie. Moim zdaniem zasądzenie sprawiedliwych alimentów, tak aby żadna ze stron nie straciła i żadna nie czuła się poszkodowana jest niemożliwe.
      • altz Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 11:45
        ann.k napisała:
        > No bo to trudna matematyka i jeszcze trudniejsza logika. Przyjmijmy sytuację, ż
        > e ona zarabia 4000 PLN netto, a on 8000 PLN netto. Dwójka dzieci, czyli wychodz
        > i po 3 tys na osobę.

        Faktycznie trudna matematyka. Czy on umarł i z zaświatów wysyła pieniądze?
        12 000 zł /4(!) to nie jest 3 000 zł

        Poza tym, przykład jest dziwaczny, nawet w Warszawie większość zarabia około 2 tys. zł netto.

        > Poza tym najczesciej ojciec zaklada nowa rodzine lub chociaz zwiazek i nie ma tam miejsca na
        > dzieci (romantyczny weekend z jego kilkuletnimi dziecmi?).

        Obiegowe "prawdy".

        > Matki rowniez chca spedzac weekendy czy wakacje z dziecmi, jak rowniez dzieci chca nadal
        > jezdzic z mamami w te miejsca co kiedys.

        Skąd takie zdanie o kobietach? smile
        Matki chętnie jeżdżą bez dzieci, według moich obserwacji, dużo częściej, niż ojcowie.
        Popatrz po forach, jakie są awantury o to, że on nie chce jechać bez dzieci. Kobiety tak piszą.
        • altz Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 11:48
          altz napisał:
          > Faktycznie trudna matematyka. Czy on umarł i z zaświatów wysyła pieniądze?
          > 12 000 zł /4(!) to nie jest 3 000 zł

          OK, jest big_grin
          Już więcej nie piję. wink
          Widocznie dla mnie to są za duże pieniądze i nie ogarniam takich kwot. big_grin
          • ann.k Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 12:54
            Ufff, bo już się zaczęłam o Ciebie martwić wink

            A co do jeżdzenia, weekendów, róznie bywa. Jedni chcą, inni nie chcą. Są ojcowie co chcą i matki, które nie chcą. Najczęściej jednak ojcowie nic nie chcą. Ani płacić ani jeździć.
            Niemniej nie o tym był mój post, tylko o tym, że sprawiedliwie alimentów policzyć się nie da przyjmując założenie, że w wyniku rozwodu dzieciom nie powinna się stać materialna krzywda.
            • altz Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 13:35
              ann.k napisała:
              > A co do jeżdzenia, weekendów, róznie bywa. Jedni chcą, inni nie chcą. Są ojcowi
              > e co chcą i matki, które nie chcą. Najczęściej jednak ojcowie nic nie chcą. Ani
              > płacić ani jeździć.

              Ja zdecydowanie nie chciałem iść bez dziecka, ani wyjechać, ani pójść do znajomych. Tak się jakoś scaliłem smile Druga strona tak nie miała. Znam wielu facetów, dla których to nie problem zabrać dziecko ze sobą. Znajome kobiety tak nie mają, nie wiem, czemu? Może przemęczone stałą obecnością dziecka? A może zwyczajnie dużo słabsze fizycznie?
              Teraz nie jeżdżę, bardzo mi tego żal, ale wyszło, jak wyszło. Taka psia karma.


              > Niemniej nie o tym był mój post, tylko o tym, że sprawiedliwie alimentów policz
              > yć się nie da przyjmując założenie, że w wyniku rozwodu dzieciom nie powinna si
              > ę stać materialna krzywda.

              Jasne, że się traci, gdy ta druga strona zarabiała dużo więcej. Myślę, że kobiety by nie narzekały, gdyby to one przed rozwodem zarabiały dużo więcej, te przytoczone 8 tysięcy. Bo tak powinno być! wink
              Ja po rozstaniu zarabiałem dużo poniżej minimum socjalnego, teraz w zasadzie nie zarabiam więcej, niż przed armagedonem, mam za to bardzo mało czasu, więc realnie mam stawkę niższą, ale nadrabiam godzinami. Mogę za to odłożyć pieniądze, przedtem też odkładaliśmy, ale teraz odkładam wyłącznie dla siebie i to jest jedyny mały plusik sytuacji, taka mała rekompensata za straty moralne. wink
              • ann.k Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 14:51
                > Jasne, że się traci, gdy ta druga strona zarabiała dużo więcej. Myślę, że kobie
                > ty by nie narzekały, gdyby to one przed rozwodem zarabiały dużo więcej, te przy
                > toczone 8 tysięcy. Bo tak powinno być! wink

                Ale nadal nie będzie to sprawiedliwie dla wszystkich zainteresowanych tematem smile Jedynie facetowi by wypadł z ręki argument, że ona to wyda na siebie. Przy założeniu o utrzymaniu stopy życiowej na takim samym poziomie, nie ma mowy o sprawiedliwości. Nawet jakby oboje zarabiali po tyle samo. Z tej prostej przyczyny, że dopóki dzieci muszą być pod stałą opieką osoby dorosłej, osobę dorosłą musi być również stać na utrzymanie poprzedniej stopy życiowej. Rozwiązanie dzieci jedzą, rodzic patrzy jest z punktu widzenia rozwoju spolecznego bardzo szkodliwe.
                • tricolour Mam nadzieję, że nie zmienisz zdania... 26.04.15, 22:00
                  ... gdy poznasz i zwiążesz się z facetem płacącym alimenty. Szczególnie w zakresie wyrażonym "osobę dorosłą musi być również stać na utrzymanie poprzedniej stopy życiowej" co przełoży się na utrzymywanie starego darmozjada.
                  • ann.k Re: Mam nadzieję, że nie zmienisz zdania... 28.04.15, 19:24
                    Ale ja już miałam jednego darmozjada na utrzymaniu. Kolejnego nie zamierzam mieć smile
                    • wasp20 Re: Mam nadzieję, że nie zmienisz zdania... 29.04.15, 13:35
                      Ale Ty nie uważasz,mam nadzieję, że facet płacący alimenty i samemu znajdujący się w tym momencie w trudnej sytuacji jest darmozjadem?
                      Darmozjad to ktoś, kto nie wykonuje pracy, żyje na cudzy koszt nie ponosząc żadnego wysiłku. Osoba płacąca alimenty, obliczone często na podstawie wyimaginowanych "możliwości zarobkowych" nie jest darmozjadem. Jest osobą, którą wyruchał system.
                      W związku, kiedy jedna strona traci dochód lub zarabia mniej, cała rodzina zaciska pasa, wszyscy solidarnie (w tym dzieci) rezygnują z pewnych dóbr, które wcześniej były oczywistością. Coś na ten temat wiem.
                      Po rozwodzie nagle okazuje się, że ex i dzieci nie mogą mieć obniżonej stopy życiowej. Bo nie i już. W ten sposób człowiek uczciwie płacący alimenty jest regularnie ruchany przez system.
                      Stwierdzenie, ze jest darmozjadem jest tak samo prawdziwe, że zgwałcona kobieta jest współodpowiedzialna, bo miała spódniczkę mini, a okradziony na przystanku facet jest sam sobie winien, bo mógł przy sobie pieniędzy nie nosić.
    • ann.k Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 20:34
      A jeszcze jedno. Wykorzystywanie alimentów przez matkę jest w pewnym sensie "usankcjonowane prawnie", ponieważ istnieją w tym kraju banki, które dodają alimenty przy wyliczaniu zdolności kredytowej.
      • celina1984 Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 20:47
        chyba nie do końca o to chodzi. jak taka matka bierze kredyt to pada pytanie ile ma osób na utrzymaniu bo to obniża jej zdolność kredytową i wtedy być może te alimenty mają znaczenie chociaż nie spotkałam się z takim pytaniem w żadnym banku
      • altz Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 20:55
        ann.k napisała:
        > A jeszcze jedno. Wykorzystywanie alimentów przez matkę jest w pewnym sensie "us
        > ankcjonowane prawnie", ponieważ istnieją w tym kraju banki, które dodają alimen
        > ty przy wyliczaniu zdolności kredytowej.

        Bank sprawdza, ile alimentów uzyskuje dziecko od ojca, licząc, ile alimentów musi na to dziecko dołożyć matka. Mają swoje tabele kosztów utrzymania i kalkulują zdolność utrzymania się na powierzchni. wink
        Ktoś gdzieś napisał, że córki są sporo droższe w utrzymaniu,od synów. W sumie, to ciekawe.
    • froshka66 Re: Alimenty, trudny temat 26.04.15, 21:10
      4000 PLN netto, a on 8000 PLN netto. Dwójka dzieci, czyli wychodzi po 3 tys na osobę.
      nie,
      rodzina, która ma dochód 12 000 netto PLN nie wydaje po 3 000 na osobę, w tym dzieci. Odkłada się na koncie, poświęca się kasę na swoje hobby, odkłada na wakacje ( niekoniecznie zawsze z dziećmi) itp.a nie wydaje się na dziecko tyle ile na dorosłą osobę - i to jeszcze przy założeniu - nic nie odkładam ( na starsze lata na samochód itp.)
      Jak matka nie pracuje a ojciec zarabia 21 tys netto to nie wydaje 7 000 PLN na siebie a 14 na pozostałych członków rodziny.
      Mienie dziecka to nie jest dziesięcina - tyle ile zarabiam przez ilość osób w rodzinie i te pieniądze po rozwodzie się należą.
      Nie należą się.
      jeżeli Pani zarabia 4000 PLN a Pan 8 000 , i dzieci kosztują ok 3500 płn na miesiąc na dwoje co jest liczone dość na bogato
      (czyli rodzina z dochodem 7000 PLN i 2 dzieci miałaby żyć na skraju nędzy ? - bo 3500 na dzieci a drugie tyle na kredyty samochód i resztę życia dorosłych ?)
      to potrzeby dzieci przy zachowaniu standardu wynoszą dalej 3500, co przy np dysproporcji opieki wynosi 1200 PLN matka i 2300 ojciec: proporcja 1:2 na korzyść ojca
      czas poświęcony dzieciom 2 weekendy w miesiącu (piątek - niedziela)+ jedna święta 4 dn + miesiąc wakacji latem + 1 tydzień wakacji zimą + 1 długi weekend 4 dni - co daje proporcje : 248 dni matka : 117 ojciec – czyli ok 2:1 na korzyść matki
      wychodzi po równo.

    • tricolour Temat jest wyjątkowo prosty... 26.04.15, 21:46
      ... zsumować potrzeby dziecka, sprawdzić, czy rodzica stać na płacenie takiej kwoty i koniec. Wystarczy godzina, by się dogadać.

      Ale można skomplikować: zaglądać do cudzego portfela, wyliczać czym jeździ, gdzie mieszka i ile nowa kobieta jest młodsza. Zasadzać się na cudze podatki, narty, wakacje i całe samotne macierzyństwo sprowadzić do wymiaru podcierania dupy dwumetrowego dziecka i utrzymanki byłego męża.

      Jak kto woli.
    • tanczacy.z.myslami Re: Alimenty, trudny temat 28.04.15, 15:25
      jarkoni napisał:

      > I co Wy na to: (...)

      Ale była i kontra:

      foch.pl/foch/1,132906,17789433,_Bogaci_tatusiowie_nie_zapominaja_o_dzieciach_po_rozwodzie_.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka