czy fajny ojczym?
moja historia:
Od 1,5 roku jestem w zwiazku z miloscia mojego zycia. Pojawilem sie, kiedy
jej malzenstwo zaczelo sie rozpadac. zaczela dowiadywac sie o zdradach,
zaczelo do niej docierac, ze nie jest kochana. jest od niego mlodsza o 20
lat. mimo to nie byla szanowana. jej maly chlopczyk ma teraz 6 lat. to on byl
przyczyna zawarcia malzenstwa (dopiero po 7latach zwiazku, gdy mial 4lata).
nasza milosc przetrwala wiele prob, ukrywalismy sie, czekalismy az maz sie
wyprowadzi, cierpliwie, zeby przyzwyczail sie do mysli o rozstaniu.
przezylismy tysiace cudownych chwil razem, w pelnej konspiracji. teraz kiedy
jestesmy o krok od realizacji naszych marzen moja ukochana rzucila mnie.
mowi, ze ma wyrzuty sumiena wzgledem dziecka, ze nie potrzebuje byc ze mna,
nie potrzebuje niszczyc jego rodziny - jesli dziecko bedzie nieszczesliwe.
twierdzi, ze ojciec odwroci sie od syna kiedy sie dowie o mnie. dlatego chce
sama wychowywac chlopca nie ograniczajac mu dostepu do taty. (sama
wychowywana byla bez ojca i miala fatalnego ojczyma). na nic sie zdaja moje
przekonywania: ze kocham malego marka, ze potrafie stworzyc prawdziwe cieplo
w nowym domu, ze jej maz bedzie lepszym ojcem zdala od niej niz obok.ze ten
zwiazek i rozbudowywanie rodziny jest dla mnie sensem zycia (bo marze o
dziecku). co robic? czy ona ma racje? czy niszczenie naszego szczesliwego
zwiazku dla "dobra dziecka" ma sens? czy ma sens zdanie "marek jest dla mnie
wazniejszy, a wy sie wykluczacie"?