Dodaj do ulubionych

prawda w sądzie

31.05.05, 18:35
Rozwód w toku, z mojej inicjatywy. Treść pozwu jest b.łagodna- wygasłe
uczucia, praca itd. takie brzmienie pozwu jest efektem ugody, równiez
majatkowej. W rzeczywistosci zdrady,kłamstwa, okrucienstwo.Dzieci formalnie
dorosłe, bez kontaktu z ojcem. Separacja od roku. Czy w Sadzie bądą pytania
przy takim ugodowym rozwodzie? a jeżeli tak to co mówić?trzymać się treści
pozwu i mijac z prawdą? Walic jak było mimo ugody, ale prawdę? Nie wiem co
robić.
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: prawda w sądzie 31.05.05, 20:06
      jesli chcesz miec to szybko za sobą trzymaj się treści pozwu...sąd wywali gały
      jak arbuzy, gdy usłyszy że prawda o Waszym pożyciu jest dokładnie, diametralnie
      różna od treści pozwu....
    • tricolour Bardzo dobre pytanie ! 31.05.05, 20:33
      Fajna sprawa, gdy dorosła osoba pyta, czy kłamać w sądzie (przepraszam... mijać
      się z prawdą...)? Przecież wyrok zdobyty kłamstwem jest nieważny.

      Pójdźmy krok dalej... a co robić po rozwodzie? Dalej mijać się z prawdą? Zawsze
      mijać się z prawdą i tchórzyć?

      Wybacz mi, Ciotkodee, szyderstwo... ale nie zdobywasz szacunku...
      • ciotkadee Re: Bardzo dobre pytanie ! 31.05.05, 21:02
        Ja juz sie rozwiodłam i w głowie i w sercu, co znajduję z ulgą.Nie
        potrzebuję "sprawiedliwego wyroku", chce tylko uporządkować sprawy nie
        przechodząc przez dalsze bagno.To nikogo nie krzywdzi.Ale pomyslę,może masz
        rację?
        • tricolour Moim zdaniem... 31.05.05, 21:08
          ... krzywdzisz siebie. Krzywda polega na tym, że zdobywasz wyrok posługując sie
          kłamstwem. To zły standard zachowań.
          Wiem, że pominięcie wszelkich brudów przy rozprawie jest łatwiejsze i bardziej
          bezbolesne... rozumiem te argumenty. Jednak fakt jest faktem. Kłamstwo.

          To sprawa bardziej do rozważenia w swoim sercu, taki rachunek zysków i strat...
          trudno cokolwie doradzać...

          Pozdrawiam.
          • ciotkadee Re: Moim zdaniem... 31.05.05, 21:11
            Ucieszyłam się, że juz nie jestes taki stanowczy. Tez pozdrawiam
            • tricolour No bo... 31.05.05, 21:14
              ... jak się zrobie taki stanowczy, to potem (po chwili jak przeczytam ponownie,
              co napisałem) przechodzi mi.. smile)))
              No i wtedy lepiej mi się pisze...
        • plathess Re: Bardzo dobre pytanie ! 31.05.05, 21:09
          ciotkadee napisała:

          > Ja juz sie rozwiodłam i w głowie i w sercu, co znajduję z ulgą.Nie
          > potrzebuję "sprawiedliwego wyroku", chce tylko uporządkować sprawy nie
          > przechodząc przez dalsze bagno.To nikogo nie krzywdzi.Ale pomyslę,może masz
          > rację?

          A nie chodzi ci o pieniądze męża po rozwodzie? Jakieś alimenciki na siebie?
          Ha!? Bo na to wygląda. Jeśli nie, to czy rozwód będzie orzeczony z jego winy czy
          za porozumieniem, nie ma znaczenia. Tylko jeśli chodzi o finanse.
          Mocno, mocno, oh! smile jak mocno zdziwiłbym się, gdyby nie o to chodziło.
          99.9% to kasa.
          • tricolour He he! 31.05.05, 21:12
            O kasę to tobie chodzi, a nie kobietom. Ciągle to samo...
          • hela74 Re: Bardzo dobre pytanie ! 31.05.05, 21:14
            Czy mógłbyś raz rzec coś innego, monotematyczny jesteś z tymi finansami...
          • ciotkadee Re: Bardzo dobre pytanie ! 31.05.05, 21:15
            Alimenciki sa mozliwe wtedy, gdy orzekamy o winie, czego unikam.Zresztą od lat
            moje dochody były wyzsze, więc marne szanse...A przeciez napisałam, że pozew
            jest efektem ugody, więc skąd to ukryte oburzenie?
            • anja_pl Re: Bardzo dobre pytanie ! 31.05.05, 22:16
              bo to pisze plathess ... on ma obsesję na punkcie kasy, dla niego liczy sie
              tylko kasa...
              to jakiaś maniakalna mania prześladowcza, jest naszym forumowym trollem...
              staramy się go nie karmić, tzn.nie odpowiadać na posty smile

              ja bym nie kłamała... trudno, taka mam naturę, nie lubie kłamstwa, nie mozna
              życia budować na kłamztwie, chcesz zamknąć przeszłość, zrób to uczciwie, a
              wtedy na pewno ją zamkniesz na zawsze, nic Ci się czkawką nie odbije,
              trzynaj się,
          • anybody1 Re: Bardzo dobre pytanie ! 01.06.05, 14:29
            smile)))
            skąd wiedziałam że zobaczymy tutaj tą wypowiedź, przewidywalny jesteś w 99,9% smile
    • starucha_izergiel Re: prawda w sądzie 01.06.05, 07:51
      Musisz sobie odpowiedzieć na jedno ważne pytania:

      - Na czym Ci zależy najbardziej?

      Nie uważam, aby nie opowiadanie o niewierności małżeńskiej w sądzie gdy obie
      strony tak uzgodniły, należałoby nazywac kłamstwem. Po pierwsze dlatego, że to
      prywatna, bardzo intymna sprawa, dla obojga wstydliwa, po drugie, skoro strony
      ustaliły WSPÓLNIE I DOBROWOLNIE, że rozwiązują małżeństwo bez orzekania o
      winie, to po co prać brudy? Po co opowiadać obcym ludziom o tak intymnych
      sprawach? Po co narazać się na dodatkowy stres, już wystarczająca liczba osób
      zapada na powazne choroby z powodu nadwyrężonych nerwów.

      Jesli jednak masz wątpliwości, uwazaz, że wyrok Cię skrzywdzi, że masz powód
      do walki, to walcz. Jednak jesli go nie masz, sama walka dla walki, dla
      ideologii mówienia zawsze prawdy jest wybacz, z góry przegrana. Przegrywasz
      własne nerwy i własne zdrowie. Satysfakcja marna, zdrowie naruszone, niesmak
      pozostaje zawsze.
      • clio11 Jaka prawda? 01.06.05, 12:13
        Panowie (i oczywiście miłe panie), sami wiecie, jak stronnicze są nasze sądy.
        Po co więc, skoro ugoda między małżonkami ZOSTAŁA ZAWARTA (także ugoda
        majątkowa), wywlekać na światło dzienne swoje awersje, podpleśniałe racje? Komu
        i czemu ma to służyć? Sprawiedliwość w polskim sądzie? Nie bądźmy
        dziećmi...Trzymaj się pozwu jeśli jesteś pewna, że mąż tez będzie się trzymał
        ustalonego gryplanu. Powodzenia.
        • tricolour Chyba nie zrozumiałaś... 01.06.05, 20:28
          ... co miałem na mysli...
          Nie chodziło mi o nasze sądy, ale o STANDARD WŁASNYCH ZACHOWAŃ. Chciałabyś żyć z
          facetem, który kłamie? Nie jest ważne czy w sądzie, czy pod budką z piwem... ale
          kłamie w ogóle.

          Chciałabyś????
          • starucha_izergiel Re: Chyba nie zrozumiałaś... 01.06.05, 23:45
            Jakie tam kłamie? Po prostu nie mówi wszystkiego. Musi? Nie musi - przecież nie
            jest to istotne dla sądu, nie służy nikomu, ani niczemu.


            > Chciałabyś????

            Chciałabym żyć z facetem, który potrafi zachowac dyskrecję. Sala sądowa to nie
            konfesjonał, skoro strony są zgodne, nie ma sensu tłumaczenia kto, co, jak i
            dlaczego, a sądu to nie powinno obchodzić moim zdaniem. Sąd ma za zadanie
            roztrzygać spory. Skoro sporu nie ma...?
            • tricolour Chyba nie do końca... 02.06.05, 09:51
              ... wiesz, co to jest sąd.
              Jak najbardziej trzeba powiedzieć "kto, co i jak". A sąd wyda wyrok taki jak
              uważa za stosowne, wedle zgromadzonego materiału. To czy Tobie się to podoba,
              czy nie... to nie ma żadnego znaczenia. To nie jest pokaz mody, żeby zaspokajac
              swoje wrażenia estetetyczne, tylko sąd i WYROK.

              Można sie z tym zdaniem nie zgadać. Nie zmienia to jednak istoty pracy sądu.

              Mam też wrażenie, że cała "zabawa" wzięła się stąd, że komuś znudzio się
              małżeństwo. Znudziło się, ludzie się dogadali i chcą rozwodu. Potrafią nawet w
              tej sprawie dojść do porozumienia...
              Jeżeli tak, to może i ja mam prawo, by znudziło mi sie bycie ojcem?
              No co? Znudziło mi się i tyle!
              • starucha_izergiel Re: Chyba nie do końca... 02.06.05, 14:45
                Sąd jest po to, by rozstrzygać o winie badź jej braku w przypadku przestępstw
                lub wykroczen. W przypadku sadów rodzinnych rozstrzyga się SPORY. Tu sporu nie
                ma, wiec nie ma czego rozstrzygać.
      • ciotkadee Re: prawda w sądzie 01.06.05, 16:42
        Mam amiar trzymac się pozwu i mam nadzieję, że podołam, bo ja to z tych co nie
        wsiąda do tramwaju bez biletu. Dziekuje za rady, odkąd poczytuje sobie forum
        mam o wiele lepszy natrój, widzę, że inni dają sobie radę, więc czemu ja bym
        miała utonąć... Działacie jak najbardziej profesjonalna grupa wsparcia.

        prawie radosna rozwódka
      • tricolour Nie strony... 02.06.05, 09:59
        i nie wspólnie rozwiązują małżeństwo. Sąd rozwiązuje małżenstwo, gdy ustaną
        WSZELKIE więzi.
        Jeżeli strony potrafią coś wspólnie, to o rozwodzie nie mam mowy.
        • anybody1 Re: Nie strony... 02.06.05, 13:16
          ależ formalista z Ciebie smile
          sąd to człwiek i jego subiektywana opinia.
          nie mówię żeby zaraz kłamać, ale jeśli się już dokonało, tj. dwoje ludzi jest
          pewnych tego że nic ich juz nie łączy, to nie widzę powodu żeby wszystko
          wywlekać na światło dzienne. choćby dla własnego zdrowia psychicznego. po co to
          przeżywać drugi raz? najważniejsze to być w zgodzie ze sobą.
          co innego Kościół. dlatego nigdy nie pójdę po unieważnienie do Kościoła. bo nie
          ma takiej możliwości żeby uzyskać unieważnienie bez kłamstwa, a Boga i siebie
          przecież nie oszukam smile
          • bezecnymen Re: Nie strony... 02.06.05, 14:19
            ale ludzi można big_grin
            potem truchtem do spowiedzi i po bólu...
            dla mnie problem na szczęście nie istniał:
            ex wywlokła wszystko, nawet to czego nie było, więc niczego nie musiałem zataić
            dla tzw. świętego spokoju tongue_out
            • anybody1 Re: Nie strony... 02.06.05, 14:27
              no nie, nie dokładnie o to mi chodziło smile
              tam gdzie dwoje skłóconych ludzi, tam są dwie prawdy, zresztą jak już się
              rozwodziłam, faktem było że nie mieszkamy razem, że się nie kochamy, że nie
              kontaktujemy się ze sobą. co za róznica dlaczego? i wydaje mi się że taka
              wiedza sądowi wystarczy. dlatego zacisnęłam zęby i przemilczałam mężową
              kochankę. to już nie miało znaczenia, miałam to za sobą, nie widziałam potrzeby
              drążyć tego tematu.
              • bezecnymen Re: Nie strony... 02.06.05, 14:39
                zgodasmile
    • julka1800 Re: prawda w sądzie 01.06.05, 16:50
      Nie ma prawdy ogonej, jest moja prawda i Jego/jej prawda

      czyli coś po środku
      • clio11 Posłużę się cytatą, jesli pozwolicie 02.06.05, 15:14
        "Chyba nie zrozumiałaś...
        Autor: tricolour
        Data: 01.06.2005 20:28
        ... co miałem na mysli...
        Nie chodziło mi o nasze sądy, ale o STANDARD WŁASNYCH ZACHOWAŃ. Chciałabyś żyć z
        facetem, który kłamie? Nie jest ważne czy w sądzie, czy pod budką z piwem... ale
        kłamie w ogóle.

        Chciałabyś????"



        Pytanie "wzięłam do siebie", więc odpowiadam:
        -No, właśnie NIE CHCIAŁABYM. I podejrzewam, że ciotkade też już nie chce. Ani w
        sądzie, ani w/na/pod/przed budką, ani w ogóle wink
        Teraz, skoro sami doszli do wniosku, że im razem nie po drodze, nie ma sensu
        odgrzebywania przed sadem prawdy. Tym bardziej, że jak to bywa w tym przypadku-
        każdy ma swoją...Niech zadba lepiej o swoja kondycję psychiczną, mimo wszystko
        i tak będzie to dla niej duży stres.


        • tricolour No to sam już nie wiem... 02.06.05, 15:49
          ... po co sąd, pisanie pozwów?

          Wystarczyłoby podanie, formalności takie jak w Wydziale Komunikacji, gdzie się
          dostaje papier, jak się tylko spełni określone wymagania... Faktura zakupu
          pojazdu i wniosek o rejestrację. To wszystko.

          Tak samo mogłoby być i w sądzie podczas rozwodu - wniosek o rozwiąznie
          małżeństwa i koniec. Ale tak nie jest i trzeba się tłumaczyć...

          Zostawmy jednak ten temat... smile)))

          • ciotkadee Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 15:54
            zostawmy...
          • dobrydzien Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 16:04
            Nie wiem czy słyszałeś, że powoli odchodzi sie od przeprowadzania rozwodów w
            sądach, nawet w zeszłym roku została podniesiona taka dyskusja w Polsce.

            Rozwiązanie ślubu cywilnego nie jest przestępstwem, a cały proces sądowy jest
            bardzo stresujący i poniżający. Przeprowadzanie tych postępowań przez aparat
            sądowy z pewnością nie przyczynia się do trwałości związków.
            Tłumaczenie na sali sądowej dla samego tłumaczenia ?? po co ? jesli ktoś tego
            potrzebuje niech idzie do spowiedzi do księdza bądż przyjaciół a nie wywleka
            sprawy intymne publicznie.
            Cały ten system wymaga gruntownej reformy
            • bezecnymen Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 16:42
              drobna uwaga..
              rozprawy rozwodowe odbywają się tylko w obecności składu sędziowskiego, nie ma
              więc mowy o publicznym braniu brudówsmile
              • dobrydzien Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 17:40
                potrzebujesz oceny składu sędziowskiego gdy dwoje dorosłych ludzi mówi,że chce
                rozwodu ??? Sąd ma oceniać czy jest między nimi więż bo o milości nie
                wspomnę ? Bycie na siłę razem ??

                W coś takiego można się bawić przy ślubie kościelnym ale tu po co ?
                • tricolour Małżenstwo to nie tylko... 02.06.05, 17:56
                  ... bycie razem.
                  To TAKŻE wychowywanie dzieci, wspólny majątek i jego podział, zobowiązania
                  kredytowe, podatkowe i ALIMENTACYJNE. Ktoś musi ustalić zasady życia ludzi,
                  którzy nie mogą dojść do porozumienia.
                  Ktoś, kto ma władzę i komu trzeba się podoprządkować. W razie
                  niepodporządkowania druga strona może złożyć stosowną skargę i czasami ZMUSIĆ
                  np. do współutrzymywania dzieci.

                  NAprawdę nie bierzesz tego pod uwagę???
                  • dobrydzien Re: Małżenstwo to nie tylko... 02.06.05, 18:25
                    Jesli są kwestie sporne ( alimenty, majątek ) co do których małżónkowie nie
                    moga się dogadać to mogą udać się do sądu. Zauważ jednak, że te sprawy w całym
                    zamieszaniu schodzą na drugi plan a w sądzie jest obrzucanie się błotem.

                    W zupełności wystarczyłby rozwód załatwiany w drodze decyzji administracyjnej
                    przez USC.
                    Nadmieniam że zmiany idą właśnie w tym kierunku i za kilka lat to będzie normą
                    naet u w Polsce.
                    • tricolour Mnie by nie wystarczył... 02.06.05, 18:29
                      ... bo lubię powagę adekwatną do ważności...

                      A co będzie za lat kilka - zobaczymy. Może będzie normą, może nie smile)
                      • dobrydzien Re: Mnie by nie wystarczył... 02.06.05, 18:41
                        Nadawanie odpowiedniej, odświętnej i sądowej rangi rozwodowi nie świadczy wcale
                        o właściwym stosunku delikwenta/tki do malżeństwa.

                        • tricolour I tym się właśnie różnimy. 02.06.05, 18:50
                          Bo dla mnie... Nadawanie odpowiedniej, odświętnej i sądowej rangi rozwodowi
                          świadczy o właściwym stosunku do tego co się stanie po małżeństwie.

                          A zazwyczaj coś się jednak dzieje.

                          Przeczytać tu możemy topiki poświęcone podłym facetom, którzy nie płacą
                          alimentów, bo podłe byłe żony nie "dają" im dzieci... itp.
                          Całe mnóstwo niefajnych rzeczy się dzieje, które są ważne i poważne.
                          • tricolour Ale my się nie rozwodzimy.... 02.06.05, 18:54
                            ... więc możemy już podać sobie ręce.

                            smile)))) Zmykam już i życzę wszystkim miłego wieczoru.
                • bezecnymen Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 18:05
                  mnie ocena sędziego do niczego nie potrzebna... ale to on orzeka o warunkach na
                  jakich exowie mogą naprawde formalnie zostac ex...więc jego opinia ma jednak
                  wagę
            • tricolour Proponuję... 02.06.05, 17:34
              ... trzykrotnie powiedzieć: rozwodzę się, rozwodzę się....

              Może być SMSem. W nowym modelu NOKII 9999R ("R" jak "rozwód") powinien być
              gotowy szablon - jak ułatwiać, to ułatwiać...
          • kruszynka301 Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 16:09
            właśnie, dlaczego tak łatwo jest wziąć ślub (a przecież rzadko wtedy człowiek jest zazwyczaj otumaniony miłością, młody i niedoświadczony), a tak trudno rozwód, kiedy obie strony są dojrzalsze, i wiedzą, czego chcą????

            Co do pozwu, to eks, jako powód do rozwodu podał niezgodność charakterów, i bicie (fakt, że go skasowałam, kiedy powiedział mi o kochance, ale w ciąży miałam strasznie zmienne nastrojewink)))). Sąd popatrzył na mnie (1,50 wzrostu, waga piórkowa), no i wyciągnął z eksa wszystko o jego wyczynach, tak, że ja właściwie nie miałam nic do dodania, rozwód dzieki eksowi dostaliśmy natychmiastwink.
            Tak że jeśli trafisz na dociekliwą sędzinę, twój mąż sam się do wszystkiego przyzna, obojętnie, jak się wcześniej umówiliście.
            • bezecnymen Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 16:41
              150cm waga piórkowa???
              big_grinDDDDDDDDDDDDD
              mała ale zajadła no nie????
              • kruszynka301 Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 18:19
                bezecny, piszę DUZYMI LITERAMI: 150 cm wzrostu ORAZ waga piórkowabig_grinDDDDDD

                no cóż, nie zapomnę widoku bacznego sędziny wpatrującego się w "kata rodzinnego"wink)
                • bezecnymen Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 18:21
                  a jaka minę miał ex przy tych rewelacjach???
                  • tricolour Wiecie co..... :))) 02.06.05, 18:26
                    Przypomniał mi sie rozwód koleżanki, któr też jest piórkowego wzrostu. smile)

                    Otóz jej ex powiedział w sądzie, że jego żona dużo piła. Na pytanie sędziny -
                    dużo, to znaczy ile?
                    mężuś odpowiedział, że wypijała 6 piw zanim wrócił z pracy. Tylko ogólny śmiech
                    uratował go od kary za lekceważenie sądu.

                    smile))
                  • kruszynka301 Re: No to sam już nie wiem... 02.06.05, 18:38
                    eks sam się dał wciągnąć w rozmowę z sędziną, i wszystko wyśpiewał z własnej woliwink)))
                    Po stwierdzeniu eksa "miałem kochankę, kiedy żona była w ciąży i nie widziałem nic w tym złego, bo ją kochałem, zresztą zaraz po porodzie żony do niej się wyprowadziłem z powodu zaciążenia", sędzina nie wytrzymała nerwowo...... Ja już była przyzwyczajona do "wywodów" eksa, więc wrażenia żadnego na mnie nie zrobiły.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka