Dodaj do ulubionych

Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby został

24.08.05, 12:45
Wrócili z tych wakacji. Ja przez tydzień byłam z nowym psem. Brakowało mi nie
tylko dzieci, jego, niestety też. Wieczorem powiedziałam mu o tym. Niestety,
nie usłyszałam, że on też tęsknił. Powiedział mi za to, że nie widzi żadnych
szans, że moja mama to to, że ja to tamto... Skończyło sie znowu moimi łzami.
Na drugi dzień opłacił pozew w sądzie.
Wiecie co, to jest chore. Taka ułuda. Niby mieszkamy razem, teraz nawet mamy
psa. Podejmujemy sąsiadów, wspólne, niedzielne obiadki. Ja już tak nie mogę .
Albo razem , albo już tak naprawdę oddzielnie. A ja wciąż nie wiem kiedy on
sie wyprowadzi. Dzieciom wciaż nie chce mówić. Jego matka nawet sugerowała,
że może sie nie wyprowadzi. To jest dla mnie po prostu tortura.
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 12:47
      niestety nic pocieszającego nie napiszę...... to może potrwać dość długosad a na
      pewno za długo
    • scriptus Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 12:50
      Wspolczuje Ci.
    • julka1800 Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 12:50
      moim zdaniem, jesli ma "honor" powinien sie w dniu złożenia pozwu wyprowadzic
      ale wczesniej powiedziec /razem oczywiście/ przede wszystkim dzieciom
      chyba ze
      jest wygodny i chce mieszkac caly cas z Wami
      lub zlożenie pozwu to wylko pozory, chce tym cos osiągnąć, moze jakos na Ciebie
      wpłynąć

      pozdrawiam
      • phokara Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 12:55
        Sluchaj, a Ty pomyslalas przez chwile o tym, zeby to jego "wyprowadzic'"? Nikt nie powiedzial,
        ze to on ma sobie ustalic dogodny timing. Mozesz go w tym wyreczyc. Mozesz sie oczywiscie
        dalej torturowac.... tylko PO CO????
        • e07 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 12:58
          Jestem chyba za miękka. Jak to? Na bruk? Co powiem dzieciom, to przecież ich
          ojciec.
          • phokara Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 13:04
            Czemu na bruk? Niech sobie cos znajdzie wczesniej, daj mu na to czas, pogadaj(cie?) z
            dziecmi. I finito. Ile jeszcze chcesz ucierac serce na tarce? To nie jest zdrowy odruch, wbrew
            pozorom.

            Powiem (napisze) z wlasnego doswiadczenia - KAZDA decyzja jest lepsza niz BRAK decyzji.
            Najpierw niestety trzeba umrzec, zeby sie odbyl pogrzeb, zaloba i takie tam, zeby sasiedzi
            pochlipali falszywie i otoczenie cale sie na stypie pobawilo.
            A potem nastepuje zmartwychwstanie... nie martw sie, tez w to nie wierzylam. Ale mi juz
            przeszlo.
            • e07 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 13:10
              On twierdzi, że " co cię to obchodzi, to nie twoja sprawa, to jest, póki
              co,także mój dom" (a propos pytań o termin wyprowadzki). Wiecie co, tak czarno
              na białym to faktycznie wygląda porażająco. Jak ja do tego mogłam dopuścić!
              • phokara Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 13:12
                tak czarno na bialym to w istocie wyglada porazajaco. U mnie tez.
                • e07 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 13:17
                  No tak, tyle, że gdyby zechciał... wiem, że tak naprawdę na to czekam. Mimo
                  wszystko. Byc może z czystego wygodnictwa. Choć z drugiej strony myślę, że
                  naprawdę mi na nim zależy, bo gdyby nie, to byłabym bardziej stanowcza. Chyba
                  dlatego tak boli.
                  • phokara Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 13:23
                    Bede brutalna. Mysle, ze on juz nie zechce. A jak zechce to "z czystego wygodnictwa".
                    A czego chcesz Ty? Poszukaj w sobie przez chwile odpowiedzi na to pytanie.
                    Acha...
                    Gdy mi zalezalo - tez nie bylam stanowcza. A ile sie natorturowalam przez pol roku, kobieto,
                    strach wracac do wspomnien. Ale za drugim razem to sie zrobilam stanowcza do bolu (ale juz
                    nie mojego).
    • kvinna1 Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 13:18
      Przede wszystkim wspolczuje Ci bardzo, a najgorsze, ze chyba nie da sie jak Cie
      pocieszyc. Mozna Ci tylko życzyć wytrwałości i stalowych nerwów, bo szkoda
      zdrowia.
      Niestety jestem w podobnej systuacji.
      Wlaśnie wróciłam z wakacji z moim przyszłym "byłym" mężem (na początku lipca
      powiedził mi ze odchodzi ode mnie i dzieci). Wakacje, mimo ze stale pisal do
      swojej nowej kobiety smsy i wzajemnie zapewniali sie o milości, ba snuli nawet
      plany na najblizszą piątkową noc - tak, tak, tą co bedzie za dwa dni... -
      wakacje byly cudowne. Chciałam je zapamiętac jako szczęśliwe. Udawałam przed
      sobą ze nic sie nie dzieje, mowilam mu ze go kocham, ze jest nam razem dobrze,
      całowaliśmy sie, przytulaliśmy, bawiliśmy w basenie. Kurcze, nocą pływaliśmy
      przez godzine, przy swietle ksiezyca, nago.. Dla mnie bylo, jak zawsze, jakby
      on nic nie zrobil, jakby nie zdradzil, jakby był nadal moim mężem - mentalnie
      mężem. Powiedział mi następnego dnia ze nie moze sie kochac z dwoma kobietami
      narazsad To było upokarzające. A poza tym klasyczna szopka, tez spotykamy sie z
      sasiadami razem, niby dobrze, ale tylko z pozoru, pracujemy razem! - biurko w
      biurko. Powiedział, ze sie wyprowadzi do 4 września.. tak chyba bedzie lepiej,
      bo nie moge zniesc tego jego chlodu, tej pustki. Poweidzial, ze nie moze ze mną
      robić takich zwyklych domowych rzeczy, nie moze chcocby do kina sie razem
      wybrac - jestesmy kinomaniakami - bo on juz ma z kim je robic.
      To chyba koniec i nie moge nic juz zrobic.

      Trzymaj sie, ja wierze ze czas leczy rany.
      • tricolour Takie udawanie, że jest normalnie... 24.08.05, 13:21
        ... powoduje, że nie dostajecie żadnego wsparcia od bliskich, bo jest... normalnie.

        Żale na forum też nie świadczą najlepiej o Was.
        Przykro to pisać, ale wcale nie żal mi ludzi, którzy udają.
        • bezecnymen kvinna 24.08.05, 13:26
          pogubiłem się deczkosad zabawy w basenie i tetamte z facetem, który odchodzi?po
          co? by mieć go jeszcze raz? na przekór tej next, ukraśc jej faceta, tak jak ona
          Tobie? czy miraż, że może uda się go odzyskać?
          • kvinna1 Re: kvinna 24.08.05, 13:32
            Nie tetamte w basenie czy w morzu, tylko poprostu zwykłe mile spedzanie czasu,
            chlapanie wodą, nurkowanie, podziwianie rybe... A dlaczego z milości, z
            nadziei.
            • mindsailor Re: kvinna 24.08.05, 13:41
              to Twój mąż odchodzi do innej, mówi Ci o tym, esemesuje z nią przy Tobie, a
              potem z się z Tobą kocha???? Ciebie jeszcze jestem w stanie zrozumieć - miłość,
              nadzieja, jak piszesz. ale on? rasowy skur...!!!
        • kvinna1 Re: Takie udawanie, że jest normalnie... 24.08.05, 13:30
          " Żale na forum też nie świadczą najlepiej o Was.
          Przykro to pisać, ale wcale nie żal mi ludzi, którzy udają"

          Tri, nie wiem, czy to do mnie o te zale, ale ja sie nie zale, jest mi przykro.
          Jest mi smutno. A co do udawania, to dla mojego męża sie skonczylo nasze
          wspolne zycie, ja do nigo czuje to co dawniej i nic nie musze udawac. Przykre
          jest to, ze on zachowuje sie jak nigdy nic, choc spotyka sie z inną i na mnie
          mu nie zależy. Przykre jest to, ze mimo tego calego smutku, jaki mi sprawil,
          nadal chce byc z nim, byc przy nim, tulić go. Przykre jest to, ze nie umiem
          poprostu przełączyć jakiegoś wewnętrzenego guziczka i nie myśleć o tych
          wszystkich dobrych uczuciach do męża, ze nie moge go chocby znienawidziec.
          To nie tak, jak Ci sie zdaje Tri, nie tak.
          • julka1800 Re: KVINNA1 24.08.05, 14:11
            KVinna napisałaś:
            "Przykre jest to, ze on zachowuje sie jak nigdy nic, choc spotyka sie z
            inną ..."

            czy nie zastanowiłaś sie ze on sie tak zachowuje bo TY MU NA TO POZWALASZ?

            kochasz go - ok, ale miej troche godności kobieto.
            facet oznajmia ze odchodzi SMSuje z nowa przy Tobie a Ty z nim sie zabawiasz
            jak gdyby nigdy nic, bo łudzisz sie?!
            Kobieto plizzz ocknij sie, w ten sposób nigdy go nie odzyskasz, jesli nawet
            jest szansa

            Poza tym watkiem jest inny autorki Mmonisiek. Ona robi dokładnie to co Ty,
            POZWALA facetowi na wypłakiwanie sie w swój rekaw, mimo ze jej to nie
            odpowiada. W imie czego to robi?

        • e07 Re: Takie udawanie, że jest normalnie... 24.08.05, 13:30
          Sprostowanie: sąsiedzi wiedzą ode mnie. Ja nie udaję. Są zdziwieni, że on
          potrafi zachowywać sie jakby nigdy nic, żartować. Parę razy po takim spotkaniu
          pytali mnie, czy zmienił zdanie, no bo np. była rozmowa o wczasach zimowych, że
          jadą oni, "my" i ktos tam jeszcxe i on dyskutował, twierdził, że tak w to samo
          miejsce, bo było fajnie. To tak na przykład.
          • eevita Re: Takie udawanie, że jest normalnie... 24.08.05, 14:09
            O..jak sie rozstawałam z mezem, tez mówiłam o tym wokół, i nikt mi nie mógł
            uwierzyc, nawet przyjaciele, bo on tez zachowywał sie jak gdyby nic..smile
            Sasiadka jak przyszła spytac, czy to porawda,że sprzedajemy mieszkanie, i kiedy
            usłyszała,że tak, tylko zapytała, gdzie sie przenosimy do wiekszego czy do
            domku. A na moja odpowiedz,że to ja sprzedaje mieszkanie, bo sie rostałam z
            mezem( ! ) mówiła tylko,ze jestesmy taka miła i ładną parą..smile
            My normalnie rozmawialismy, nie kłocilismy sie, nasz przyjaciel, który
            codziennie u nas bywał, zawsze pytał mnie na osobnosci czy między nami juz jest
            okismile Bo wyglądamy tak zwyczajnie. A ja juz czekałam wtedy na wyprowadzenie się
            męza z domu..
            A wyprowadził sie tez bardxzo normalnie...jak wracałam z dzieckiem z weekendu u
            moich rodziców przywiózł nas z dworca do domu, posiedział 5 min, pobawił sie z
            synem, poczym powiedział, ze wychodzi. A to było tak po 22.00. No i wyszedł.
            Jak sie pozniej okazało do wynajetego mieszkania, gdzie juz mieszkała jego
            next.Nawet ubran nie zabrał, znikały potem stopniowo pod moja nieobecnosc. Nie
            posądzałam go nigdy o to,ze zachowa sie jak szczur. a jednak....
            • e07 Re: Takie udawanie, że jest normalnie... 24.08.05, 14:43
              eevita, ja to mam wrażenie, że jak ktoś nie chce, czy nie umie zadbać i
              zatroszczyć sie o jeden związek (jeśli nie ma patologii, rzecz jasna), to nie
              bedzie umiał i o następny. To jest takie mohje złośliwe pocieszenie sie.
      • e07 Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 13:25
        Tobie chyba należy sie jescze wiecej współczucia. A zdrugiej strony zazdroszczę
        Ci siły. I tego, że umiałaś cieszyc sie wspólnymi wakacjami. Z zewnątrz, to
        pewnie wygladało na istna sielankę. Boże, ja bym chyba zabiła te babę. Mój
        chyba nikogo teraz nie ma (miał kiedyś i wybaczyłam).
      • phokara Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 13:28
        Kvinna,
        ja tak czytam i czytam, co napisalas i mi wlosy deba staja.
        Na urlop z nim pojechalas, nago w blasku ksiezyca plywalas i CO??? I jeszcze marzylas, ze to
        beda wakacje, jak z bajki?

        Ku...wa, co to jest? Podrecznik wzorowej udreki?!!!

        ps.
        Nie dziwie sie Twojemu mezowi, ze nie moze sie soba dzielic z Wami dwiema. Jak juz
        skurczybyk narozrabial, to niech sie przynajmniej nie kompromituje.
        • kvinna1 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 13:39
          Podobno miłość jest ślepa - chyba tak moge wytłumaczyc swoje zachowania. Gdyby
          nie istniała ta kobieta, to co sie tam działo byłoby zwyczajnym naszym
          zachowaniem. WIem, wiem, ale ona jest. I co mam zrobic? Dwa miesiące nie
          wystarczyly mi zeby przestac kocghac mężą. Ludzie mówią walcz o niego, to to
          mam zrobic wziąć nóż i zabić babe? Chyba jednynie milością i oddaniem moge mu
          udowodnic ze mi zależy. Ale teraz jestem pewna, ze jemu nie. Zresztą, ta jego
          kobieta, sama napisala mi w smsie, zebym o męża walczyla bo mam o co, bo między
          nami (mężem i mną jest milość itd), szkoda, tylko ze w tym samym czasie jemu
          mówiła jak go kocha i planowała ich wspólna przyszlość.
          Wierz mi, nie chce sie zadreczac, ale chciałam ratowac tą rodzinę. Teraz juz
          nie widze zadych szans.
          A wakacje były zaplanowane juz w styczniu - nie jest łatwo wytłumaczyc
          dzieciom, ze nagle nie pojadą na wakacje, bo tatuś przestał kochac mamusie, to
          nie takie proste. Syn teraz juz wie, mlodsza córka dowie sie pewnie przed sama
          wyprowadzka ojca.
          • mindsailor Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 13:45
            Zresztą, ta jego kobieta, sama napisala mi w smsie, zebym o męża walczyla bo
            mam o co, bo między nami (mężem i mną jest milość itd), szkoda, tylko ze w tym
            samym czasie jemu
            > mówiła jak go kocha i planowała ich wspólna przyszlość.


            ona do Ciebie pisze, że masz o niego walczyć?!?!?! to juz szczyt bezczelności,
            kompletnego braku smaku, że się tak delikatnie wyrażę. to co ona jeszcze robi
            przy Twoim mężu, skoro namawia Cię, abyś walczyła??? o co tu chodzi???
            świat jest jednak dziwnysad((
            • kvinna1 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 13:58
              Napisała mi tak przed samym wyjazdem na wakacje na początku sieprnia, miala sie
              z nim nie spotykac, ale... spotykała. Na wyjezdzie ja napisalam, do niej ze mam
              nadzieje ze sie odczepiala lub zrobi to, bo widze, ze mój mąż nie jest taki
              zdecydowany. Zeby zostawila naszą rodzoine i tak jak obiecala dala nam szanse,
              dala szanse męzowi na wolny wobór - nie podejmowany pod wpływem jej zapewniem o
              milości i oddaniu. Niestety jest dwulicowa i grala na dwa fronty, a ja glupia i
              naiwna wierzyłam, ze jest szczera. A najdziwniejsze jest to, ze sama dostała od
              zycuia w dupe, jest sama z 2 dzieci i mi i dzieciom zgotowala los jaki ją
              spotkał. Oczywiście nie rozgrzeszam udzialu w tym mojego męża.
              Wracając do mojego "upodlania" sie w tej systuacji, to moj mąż jest naprawde
              dobrym człowiekiem ale starsznie naiwnym i jestem przekonana, ze ona go
              wykorzysta. A nie chce tego, bo on nie ma zadnej rodziny poza mną i dziecmi,
              nie bedzie mial wtedy nikogo. Dlaczego tak mysle. Bo która dorosła kobieta po
              dwóch tygodniach spotykania sie z facetem przystaje na wspolne zamieszkanie,
              nie dziwi sie (sama mając dzieci), ze facet zostawia zone i 2 swoich dzieci po
              tych 2 tygodniach? Mąż dopoki jej nie spotkal nie myslal nawet orozstaniu (jego
              slowa). A najlepsze jest to, ze pożyczył jej kase! A dodoam ze nam nie brakuje,
              bo mamy wspolny biznes, przepraszam, teraz juz nie wspolny, teraz ja tu tylko
              pracuje.
              • mindsailor Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 14:10
                sorki, ale ja i tak tego nie pojmuję. kochanka męża pisze do ciebie sms'y,
                przekonuje cię do walki o męża, do bycia z nim. a sama z nim mieszka, spotyka
                się smuje plany na przyszłośc???!!! i Ty jeszcze z nią korespondujesz???
                ja wiem - miłość, miłość, miłość! ale tu chyba czas, aby sie ocknąć i nie robić
                z siebie żałości, bo tak to widzę. wiem, że decyzje o rozstaniu są trudne, ale
                nie można pozwolić sobie na upokorzenie, poniżenie!!! są pewne granice!
                piszesz, że on jest dobry, tylko jej uległ i zostanie sam, gdy się
                rozejdziecie. trudno. facet nie jest dzieckiem (a jeśli jest, to lepiej dla
                Ciebie, że odejdzie - po co Ci duze dziecko?), niech się liczy z konsekwencjami
                skoków w bok!!!
                ja już bym mu spakowała walizki, a z kochanką w ogóle nie dyskutowała!
                • bellima Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 14:16
                  umieram jak czytam to wszystkosad
                  miłośc tez musi umiec postawic twarde granice... niestety.
                  • mindsailor Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 14:17
                    a we mnie się aż zagotowało!!!
              • hela74 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 14:15
                Jeśli pozwolisz, powiem Ci, co ja myślę o tej sytuacji:
                żadnych dyskusji z kochanką, a już tym bardziej o tym, jak zachowuje się i
                reaguje Twój mąż. Żadnej wiary w to, co ona mówi, bo kobieta, która odbija męża
                i zabiera ojca dzieciom, na pewno nie jest szczera-ona walczy o swoje.
                Czy Twój mąz sam nie ma rozumu, by właściwie ocenić kobietę, która po 2
                tygodniach zgadza się na wspólne zamieszkanie, znając przy tym jego sytuację
                rodzinną. Jak to mąz pożyczył jej kasę? Uzgodnił to z Tobą wcześniej, jeśli
                macie wspólny biznes? Przepraszam, ale nie lubię tak naiwnych mężczyzn i nie
                umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której wybaczam zdradę, ale jeśli już to
                powiedziałabym mężowi, co go czeka (samotnośc, jak go ta kobieta zostawi), jak
                bardzo jest naiwny i że to on jest za Waszą sytuację rodzinną odpowiedzialny,
                więc niech będzie mężczyzną, a nie dzieckiem...
                • kvinna1 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 14:41
                  Teraz i ja wiem, ze nie mozna jej bylo ufac.
                  Nie wiem jaka kase jej pozyczyl, bo zaraz jak sie zacząl z nią spotykac,
                  założyło osobne konto i zaczął pobierac kase z firmowego, nie bardzo wiem ile
                  moglo trafic do niej, bo część zawsze szla na tzw wydatki reprezentacyjne
                  (lunche i inne). Szczerze mowiąc przeczuwalam, ze nie jej nie chodzi tylko o
                  jego milość... Jak juz kiedys pisalam, on chcial od razu po odejsciu ode mnie
                  wziąć kredyt i kupic dla swojej nowej rodziny 120 m mieszkanie, oczywiście
                  kredyt ma byc na nigo... Ale zdaje sie ze troche otrzezwial z tym kredytem, bo
                  ma sie wyprowadzic do 4 wrzesnia, a nic nie wiem, zeby skladal wniosek,
                  Powiedzial ze czasowo sie przeniesie do mieszkania babci.. Jest taki naiwny, aż
                  mi go szkoda. Co do naszej sytuacji, nalegał i chwala mu za to, o podział
                  majątku i intercyzę - bez tego nie móglby dostac kredytu. Podpisaliśmy papiery
                  tuz przed wakacjami. Teraz zeby uzyskac to co mi "przypadlo" w udziale musze z
                  nim pracowac przez 3 lata w teraz jego firmie i dbac jak dotychczas o jej
                  kondycje finansową. Siedząc z nim biurko w biurko.. Szkoda tylko, ze jestem
                  gwarantem jego zobowiązań firmowych a firmy leasingowe nie chca mnie "wypisać"
                  bez nowego gwaranta - tylko ze nikt nie che nim byc..
                  • bellima Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 14:50
                    kurcze, zabezpiecz siebie i dzieci i przestan mu byc matką ktora sie troszczy by
                    nie zblądzil.niech sie nauczy życ i byc odpowiedzialnym na wlasne konto

                    a kredyt od Ciebie by nowe mieszkanie dla nich kupic? to naprawdę wredne...

                    postaw sie w końcu! a gwarantem niech zostanie za ciebie jego nowa kobieta, kaz
                    mu to załatwic, konieczniewink
                    • hela74 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 14:59
                      popieram!!!
                      Zaraz jak zaczął się z nią spotykać, chciał brać kredyt, by kupić dla nich
                      mieszkanie, a nie pomyślał, że tym kredytem obciąża Ciebie i Wasze dzieci, że
                      pieniądze, które mógłby przeznaczyć dla swoich pociech wyda na obcą babę.
                      Otwórz oczy-on wcale nie jest taki dobry, jak Ci sie wydaje. Skoro on ją tak
                      kocha, a ona jego to powinien postarać Cię, by to ona została gwarantem jego
                      zobowiązań finansowych i ty powinnaś tego zażądać. Moim zdaniem jest to jedyna
                      droga, by Twój facet wydoroślał. Jak mu będziesz ciągle matkować, nie bedzie
                      miał tej szansy. Niech sam sie przekona, na czym tej pani zależy, a Ty później
                      sama podejmiesz decyzję, co dalej, bo moim zdaniem im szybciej odejdzie tym
                      szybciej wróci. Chociaż swoją drogą zastanawia mnie to, że po tak krótkim
                      okresie znajomości stracił głowę dla zupełnie obcej pani... sad
                      • kvinna1 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 15:04
                        znał ją od pól roku, w tzw, miedzyczasie spotkali sie 2 razy na kawie przy
                        okazji omawiania projektów (klientka naszej firmy). Zaczeli sie spotykac w
                        polowie czerwca, dokladnie 5 lipca poiwedzial mi o wszystkim.

                        Co do tych gwarancji, postaram sie go przekonac, zeby mnie od tego uwolnil.
                        • hela74 Re: Po tygodniu roz?a˛ki jednak poprosi?am, z˙eby 24.08.05, 15:14
                          ja chyba za ostra jestem, ale powiedziałabym, że mu, że kochając czy też mając
                          inną kobietę powinien się z tym do niej zwrócić, bo oczekiwanie tego od Ciebie
                          to bezczelność z jego strony...
                          Ty to masz cierpliwość!
          • phokara Zalamalam sie... 24.08.05, 13:57
            ... normalnie sie zalamalam. ja nie wiem, czy takie zenujace zachowania to tylko ja widze, czy
            jeszcze ktos??? Moze tylko ja - i tylko u innych (bo u siebie nie widzialam dlugo - fakt!)

            1. wyjazd na urlop "rpomantyczny" ze swiadomoscia, ze maz ma druga kobiete i do niej
            wzdycha... Nie rozumiem. I z nastawieniem, ze bedzie NORMALNE zachowanie. Kobieto, jak
            sie w zwiazku pojawia ktos trzeci - nic nie jest normalne. Nic.

            2. Kochanka sle zonie sms-y, zeby walczyla o meza, bo jest o co. Brzmi jak zart... powaga.
            Durna baba albo ja nie kumam. Do mnie dzwonila kochanka drac sie w nieboglosy, ze sie potnie,
            jak go nie puszcze (dla ulatwienia dodam, ze go wcale nie trzymalam....) bardziej zdrowe mi sie
            to wydaje, jednakoz...

            3. Wakacje zaplanowane juz w styczniu.
            Nie planowac, albo umiec zmieniac plany. Dla zdrowia psychicznego.

            ***
            rety, ale kosmos
            • e07 Re: Zalamalam sie... 24.08.05, 14:04
              Jesteś Phokara lata swietlne przed nami. J a bym też pojechała!!!
              skorzystałabym , być moze z ostatniej sznsy, żeby być z moja rodziną. Pamiętaj,
              że ona wciąż kocha i jego decyzja ją rani, ona nie może jej zmienić, choć
              bardzo by chciała. Pewnie zdrowiej by było zrezygnować z wyjazdu, ale trudno
              zrezygnować z czegoś czego sie tak bardzo pragnie - jakiegoś marzenia, snu o
              szczęściu.
              • phokara Re: Zalamalam sie... 24.08.05, 14:10
                masz racje trudno zrezygnowac z marzenia, ze snu, ze szczescia. Tylko to szczescie czasem
                tez sie trafia juz po przebudzeniu.... wiem, ze truno w to uwierzyc, ale bywa i tak.

                ps
                nie jestem lata swietlne przed Wami. Tylko 4 miesiace... (moze rok? - zalezy, jak liczyc).
                Ale ja te 4 miesiace temu, masz racje, pojechalam.... tak. Tylko, ze Exio sciemnial mi wtedy na
                maksa... Gdybym znala prawde - nie zrobilabym tego. Bo to nie mialo by sensu.
    • warszawa75 Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 14:27
      a wiecie ......... ja wam powiem że rozumeim ta Kobiete choć tak naprawde nigdy nie bylam na jej miejscu, więc pewnie powiecie ze to niemozliwe. Nie wiem ile masz lat autorko tego postu, ale .... wygląda ze niewiele - jak ja zresztą, bo postepuje podobnie choć sytuacje jest inna. Spotykam się z Nim, zanim się poznaliśmy było już po rozwodzie, tylko że to On ciągle walczy o swoją byłą żone a Ona go odtrąca, i dużo by tu mówić..... nie chce wszytskiego tu pisać ale uwierz mi sytuacja naprawd eejst podobna i potrafie zrozumeić dlaczego pojechałaś na te wakacje, chociaż wydaje mi się to bez sensu, glupie, beznadziejene i wogóle wszytsko na nie, ale sama postepuje tak samo i płakac mi się cche i sama nie mam szacunku do siebie o to co robie, ale....... nie potrafie zrezygnować i nie walczyć o marzenia sad

      powodzenia, choć wydaje mi się ze lepeij bys zrobila kopiać go w d......., bo wtedy jest wiesksze prawdopodobieństwo ze wróci - a tego chyba chcesz, tylko ze to jest właśnie najtrudniejsze sad
      • kvinna1 Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 14:45
        W75. Warszawa, nie wiem dlaczego, ale jakoś mi latwiej, gdy widze troche
        zrozumienia. Dziekuje

        • warszawa75 Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 14:47
          a mi łatwiej gdy widze ze (przepraszam ze to napisze) nie tylko ja jestem taaaaaaaaaaaka głupia i naiwna smile
          • bellima Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 14:51
            babeczkismile
            czas z tym skończyc!
            mnie wystarczyło raz, więcej się wrobic nie dam.

            obiecajcie to i Wy! pleaseeeeeeeeeeeeeewink
            • warszawa75 Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby z 24.08.05, 14:54
              ja obiecuje ze się staram smile ale serce nie sluga sad naprawde sie staram smile mysle ze widac pewne efekty, malutkie coprawda ale zawsze coś smile
            • kvinna1 Obiecuję poprawę;) 24.08.05, 15:01
              A tak poważnie, za duzo mnie to wszystko kosztuje i nie chce sie tak meczyc
              dalej. Postanowilam, po przyjezdzie z wakacji, ze bede dzielna, bede starla sie
              zachowywac "godnie", tak zeby moc pozniej spojrzec w lustro. Powoli godze sie z
              sytuacja, i w sumie ciesze sie ze zrobilam wszystko, według mnie, zeby dac nam
              szanse, a ze nie wyszlo...

              Co do przyszlosci, narazie nie wyobrazam sobie teraz jak zaufac, tak naprawde,
              innemu facetowi. Na to bede potrzebowala wiele czasu, wiec, raczej nie grozi mi
              wpakowanie sie tak po raz drugi.
              • bellima Grzeczne dziewczynki;) 24.08.05, 15:13


                > A tak poważnie, za duzo mnie to wszystko kosztuje i nie chce sie tak meczyc
                > dalej.


                i to pierwszy krok do tego, zeby zacząc stawać na nogi. i przestan sie martwic o
                niego, a zacznij o siebie.
                co do "pakowania sie po raz drugi" -to wzmozona ostroznosc jest zalecana rowniez
                przy tym samym osobniku, szczegolnie przez najblizsze kilka-naście miesięcy poki
                emocje nie ostygna...
    • kasia9873 Re: Kobiety!!!! 24.08.05, 14:42
      Zrobiło mi się słabo po tym co przeczytałam w tym wątku. Generalnie nie używam
      brzydkich słów, ale tu cisną się same. Nie , nie dlatego, że e07, czy Kvinna
      okazały się naiwne, ale dlatego, że to kobieta kobiecie "gotuje taki los".

      Wiecie co, nie potrafiłabym spojrzeć w lustro, gdybym po przejściach jakie
      miałam z moim Eksiem i jego kochanką związała się z zonatym mężczyzną.
      Czym kierują się takie kobiety? Chcą budować swoje szczęście na cudzym
      nieszczęściu?

      To jest po prostu podłe.
      A do tego wszystkiego, Ci faceci to istne bezmózgi. Mają w domu kochającą żonę,
      dzieci, a oglądają się za takimi, co to za każdymi spodniami polecą, byle je
      mieć w domu.

      Dziewczyny! Spróbujcie zachować spokój , nie buntować się, tylko przyjąć do
      wiadomosći wybór męża. Jak im się znudzi kochanka, pewnie będą chcieli wrócić,
      a wtedy się zastanowicie co dalej.
      • e07 Re: Kobiety!!!! 24.08.05, 14:46
        kasia9873 napisała:

        > Zrobiło mi się słabo po tym co przeczytałam w tym wątku. Generalnie nie
        używam
        > brzydkich słów, ale tu cisną się same. Nie , nie dlatego, że e07, czy Kvinna
        > okazały się naiwne, ale dlatego, że to kobieta kobiecie "gotuje taki los".
        >
        > Jak im się znudzi kochanka, pewnie będą chcieli wrócić,
        > a wtedy się zastanowicie co dalej.

        I tu jest nieporozumienie. Mój odchodzi, bo ma mnie dość, tak po prostu. Z
        dużym prawdopodobieństwem nie ma w tej chwili kochanki. Miał kiedyś, zerwał z
        nia, został ze mną. Myślę że umiałabym rozpoznać, gdyby miał znowu.Dlatego tak
        boli.
        • warszawa75 Re: Kobiety!!!! 24.08.05, 14:52
          a co do mnie to tak w woli wyjaśnienia nie miaalm nic wspólnego z rozpadem jego związku NIC A NIC, wręcz przeciwnie widząc co on czuje do swojej eks zony jestem gotowa przekonać ją o tym, czujac coś do Niego - patologia smile wiem sad i dziwie się bardzo tej Kobiecie, a właściwie dziwiłam, bo teraz po upływie roku jestem zdania ze to prawda ze jesli ktoś nie portaadil utrzymać jednego zwiazku nie bedzie potrafił i drugiego utrzymać, i chyba się już jej mniej dziwie dlaczego nie zgadza się na Jego powrót, ale serce nie sługa .......... sad rozważając wszytskie za i przeciw uwazam ze małżweństwo rzecz swięta i nalezy je ratować, odkładając na bok dume i honor, ale autorka więcej zdziała dając mu w d .......... wiem po przykładzie smile
        • kasia9873 Re: Kobiety!!!! 24.08.05, 15:09
          e07 napisała:

          > I tu jest nieporozumienie. Mój odchodzi, bo ma mnie dość, tak po prostu. Z
          > dużym prawdopodobieństwem nie ma w tej chwili kochanki. Miał kiedyś, zerwał z
          > nia, został ze mną. Myślę że umiałabym rozpoznać, gdyby miał znowu.Dlatego
          tak > boli.

          Sorry e07, rzeczywiście Twoja historia zdecydowanie różni się od Kvinny.
          Piszesz, że mąż nie ma kochanki, a odchodzi bo co ?
          Znudziłaś mu się, czy sa jakieś inne powody? Coś pisałaś, że być może chodzi mu
          o twoją Mamę. Zarzuca Ci, że ona ingeruje w wasze sprawy?
          Wydaje mi się, że powinnaś przeprowadzić z mężem rozmowę. Zapytać go przede
          wszystkim o to, jak on sobie to wszystko wyobraża, co dalej. Ustalić jasne
          zasady zachowań.
          • e07 Re: Kobiety!!!! 25.08.05, 09:46
            Trudny temat. Jeszcze trudniej w kilu zdaniach wyjaśnić o co chodzi. U niego,
            takim gwoździem do trumny naszego związku było to, że moja mama kupiła mi
            samochód dwuletni (nasz wspólny jest 7 letni). Sama go utrzymuję, myję tankuję.
            Mieszka mama 100 km od nas i nawet nie prowadzi, poza tym on uczestniczył w
            wyborze tego samochodu, dyskusjach itd. Problem dla niego jest taki, że w
            dokumentach jest zapisane, że to własność mamy, nie moja. Chyba sie tego nie
            spodziewał. Chodzi, rzecz jasna, o to, że jak miał kiedyś panienkę, mama
            straciła do niego zaufanie i chciała żeby prezent od niej, w razie czego, był
            formalnie mój i dzieci. Natomiast w rozmowach od początku używała słów Wam, dla
            WAS itd. On znienawidził moją mamę, twierdzi, że jątrzy w naszym związku,
            kombinuje, jakby go tu wykiwać, jest fałszywa, bo to sie do niego uśmiecha a tu
            mu wbija nóż w plecy. Chciał, żebym ja przepisała samochód na siebie, ale sie
            nie zgodziłam. Tak naprawde, to właśnie było ostatecznym powodem jego decyzji o
            rozwodzie.
            • julka1800 Re: e07 25.08.05, 10:06
              e07 napisałaś:
              "Tak naprawde, to właśnie było ostatecznym powodem jego decyzji o
              rozwodzie."

              fakt ze samochod kupiony przez Twoją mamę i zapisany na nią /dla twojego i
              dzieci zabezpieczenia/ ma być powodem rozwodu?????

              czy ja dobrze zrozumiałam?

              przeciez to bzdura /soryy tak to widze/ to to samo gdybyście np. sprzeczali sie
              o to czy kupić meble te czy tamte, czy kupic dzieciom psa czy kota

              to tylko pretekst, tak naprawde moim zdaniem Twojemu mezowi chodzi o cos
              wieciej, a to wypomina Ci no bo trzeba miec jakis argument

              z tego powodu chce zostawić zone i dzieci??

              • akacjax Re: e07 25.08.05, 10:15
                Nie myśl, że to powód, to przykrywka. Poza tym od stycznia takie prawo, że
                gdyby mama zrobiła Tobie darowiznę z auta-a to jej wolno, to Ty nie możesz
                zrobić współwłasności mężowi i owo auto i tak stanowiłoby Twój osobisty majatek.

                A jak wyglada sprawa mieszkania?

                • e07 Re: e07 25.08.05, 10:23
                  Mieszkanie jest wspólne. Zarabialiśmy razem, głównie on, jest zapisane na niego.
              • e07 Re: e07 25.08.05, 10:18
                TDla mnie to też bzdura, ale to niestety o to chodzi. Tak go trzepnęło tym
                samochodem, że aż sama nie moge w to uwierzyć. Teksty "samochód twojej mamy
                bezprwnie parkuje w naszym garażu", albo to, że nawet nie chciał wsiąść, żeby
                sie przejechać, zobaczyć, jak jeździ "bo to nie mój".
                Ale faktycznie, to wszystko znacznie bardziej skomplikowane. Z tym, ze moim
                zdaniem on robi krzywde nie tylko nam ale i sobie. Bo kiedyś może do niego
                dotrze, że wiele jego poglądów jest z gruntu fałszywych. To, co ja robię dla
                rodziny, a robie dużo "to tylko czynności, a nie uczucie" itd., itp.
                Nie tłumaczę go i juz tak nie mogę, ale mi go szkoda, bo nie zaznał miłości
                ojca. Nie miał normalnego ojca i dziś widzę, że nieświadomie zachowuje się jak
                on. Ale próba sugestii,że tak jest wywołuje protesty i sugestie, że znowu mu
                dopiekam, bo świetnie wiem, że porównanie do ojca jest dla niego największą
                obelgą.
                • julka1800 Re: e07 25.08.05, 10:34
                  nie e07 to nie o to chodzi, tak jak napisała Akacja i ja powtórze raz jeszcze
                  to tylko pretekst - przykrywka, naprawde chodzi o cos duzo wiekszego.

                  Pisesz ze twój mąz nie miał normalnego ojca. Bosze.. ta sytuacja przypomina mi
                  moje byle małzeństwo, zadnego powodu do rozwodu..., tylko szukanie pretekstów,
                  wieszanie psów na moich rodzicach, chwała i gloria dla matki mojego EX,
                  jego ojciec - alkoholik nie mieszkal i nie wychowywal Exa, zanim pobralismy sie
                  zmarł i wiadomo na co.
                  Moj Ex twierdzil, ze lepiej nie miec ojca niz miec bylejakiego, nie szanował go
                  za nic, choc wiem ze kilka lat malzenstwo rodzicow Ex było udane i to ojciec
                  zaszczepil Exowi zamiłowanie do sportu, ktore mu pozostało /nota bene zdobywal
                  w dyscyplinie ktorą uprawial krajowe nagrody juniorów/

                  piszesz
                  "To, co ja robię dla
                  rodziny, a robie dużo "to tylko czynności, a nie uczucie" itd"

                  ja przez dwa lata bedąc na urlopie wychowawczym z synem słyszalam, ze bedac w
                  domu nic nie robie - mam wakacje i nie wychowuje syna tylko siedze z nim

                  e07

                  zastanow sie moze o co chodzi twojemu mezowi, wiem ze to trudne ale moze ...
                  • akacjax Re: e07 25.08.05, 10:47
                    Oczywiście nie wolno porównywać do znienawidzonego rodzica(nawet jest coś
                    takiego, że sami nie chcemy być jak rodzice, a jednak w sumie i tak wyłążą w
                    nas ich zachowania). Gdy tak się mówi, sytuacja się potęguje, niestety.

                    I jest sporo racji w tym, że lepiej nie mieć ojca, niż mieć byle jakiego.
                    Problem w tym, czy rodzice rozchodzą się dość wcześnie, czy tkwią latami w
                    chorym również dla dziecka układzie. Gdybym odeszła 10 lat temu, gdy były już
                    niejasności spore, to nie zafundowałabym zwłaszcza młodszemu synowi znieczulicy
                    ze strony ojca, który by mi dopiec uderzał obojetnością w najczulszą nutę,
                    dzieci-zwłaszcza młodszego, bardzo podobnego do niego z charakteru(ten sam
                    dzień urodzenia coś znaczy) syna.

                    Nie zwracaj uwagi na pozorne powody. Ciągle pytaj podaj konkretne
                    powody....dlaczego?
                    A rozwód to można uzyskac tylko gdy nastąpił całkowity i trwały rozkład
                    małżeństwa i nie ucierpiałoby dobro małoletnich dzieci, u was jeszce daleko
                    chyba do takiego rozkładu?

                    A co do mieszkania-jesteś w nim zameldowana ?(bardzo się zrobiłam konkretnasmile,
                    jeżeli tak pod żadnym pozorem nie myśl o opuszczeniu tego lokalu.
                    • e07 Re: e07 25.08.05, 12:54
                      Ja wyznaje zasadę, że rodzinę się ma i szacunek i poprawne kontakty, po prostu
                      sie należą. Więc buzi, buzi, święta razem, przymykanie oka na wady i to co mnie
                      drazni. Przecież z nimi nie mieszkamy, a ludzie maja też wiele zalet. I zawsze
                      było naprawdę miło. Osobiście jego matkę uważam za osobę świętą. Przez
                      kilkanaście lat małżeństwa nie dała mi powodu, żebym choćby przez chwilę na nia
                      narzekała (oprócz tego, że zagłaskać naśmierć też można). Takich ludzi po
                      prostu nie ma a ona jako wyjatek, potwierdza tę regułę. Gdybym musiała mieszkać
                      z którąś z mam to wolałabym z teściową. Moją mamę kocham bardzo, ale ma bez
                      wątpienia trudniejszy charakter, zresztą w porównaniu z teściową nie znaqm
                      nikogo, kto wypadłby lepiej. Ale to moja matka, kocha mnie, ja ją, ona nas,
                      wnuki - jest normalna kobietą, stara się jak może i umie. I nie zgodzę się, że
                      moja rodzina i ja jesteśmy be, a jego rodzina i on to cacy (bo ojciec sie nie
                      liczy).
                      Do czego zmierzam? Układ w jego domu był taki zerojedynkowy. Jak w jakiejś
                      kiepskiej telenoweli - charakter czarny i biały. A wiekszość ludzi jest szara i
                      ja też taka jestem i daje sobie do tego prawo i wszystkim innym ludziom też.
                      Dla niego znalezienie w człowieku jednej czarnej cechy, jest chyba równoznaczne
                      ze skreśleniem osoby. To taka moja prywatna amatorska psychoanaliza.
                      • julka1800 Re: Akacjo 25.08.05, 13:44
                        nie sadzisz ze skreslanie rodzica na calej linii /tu mam na mysli przykład
                        mojego EX, ktory skreslił swojego ojca/, choc ten uczestniczył w wychowywaniu
                        dziecka był mezem ojcem przez kilkanaście lat
                        jest po prostu nie fair wobec niego?

                        ok, zgadzam sie, wlazł w bagno - alkohol, to go zniszczyło, pogrążył siebie i
                        rodzine

                        czy taki rodzic nie jest wart by uczestniczyc w uroczystościach pogrzebowych,
                        by choć raz na rok pojsc na jego grob?


                        • akacjax Julko! 25.08.05, 14:46
                          Napisałam, że lepiej nie mieć ojca, niż mieć byle jakiego(oczywiście nie znaczy
                          to, że tylko idealni się liczą, byle jaki to: alkoholik, przemocowiec itp.).
                          A to chyba co innego, niż jak rozwiązać potem w dorosłym życiu kontakty z takim.
                          Ja zostawiam to osobistemu osądowi.

                          I nie zdziwię się, gdy mój syn, który ostatnio ciągle słyszy od ojca: "jesteś
                          nikim, nikim bez zawodu(skończył liceum profilowane, chce podjąć dalszą naukę),
                          praw do takich dzieci to najchętniej bym się zrzekł"-gdyby on postanowił, że
                          nie zaprosi go kiedyś na swój ślub, chociaż starszy to może by się przełamał,
                          ale młodszy-wydaje mi się, że nigdy.

                          Za to ja osobiście jestem wychowana w tradycji szacunku dla rodziców mimo
                          wszystko, tylko, że moi zachowują się wobec mnie w granicach normalności i aż
                          tak mi życia nie spatrzyli. A może każde spotkanie byłoby wielką traumą, gdyby
                          przeszłość była inna w tych relacjach?
                          • julka1800 Re: Julko! 25.08.05, 14:55
                            Akacjo
                            wiem tylko tyle ze moj były mąz wieszal psy na swoim ojcu, gdy zmarl nie
                            pojechal na pogrzeb, raz tylko odwiedzil jego grob /za moja namową,
                            podpretekstem ze chce zobaczyc gdzie tesc jest pochowany/

                            a teraz?

                            kim on sam jest dla swoich dzieci? lepszym ojcem?
                            alimenty sporadyczne, kilka wizyt w roku kalendarzowym odkąd nie mieszkamy razem

                            tak negatywnie ocenial swego ojca, ktory fakt byl z nimi przez kilkanascie lat
                            zanim zaczal pic, a sam, jak postepuje? z corką stracil kontakt gdy mala miala
                            pol roku, na swoje wlasne zyczenie, z synem jeszcze jako tako czasami dzwoni i
                            romawiają ale co to za kontakt

                            tyle
                            • akacjax Re: Julko! 25.08.05, 15:07
                              Nie, żebym broniła Twojego m., który źdźbło u drugiego w oku dojrzy, a belki w
                              swoim nie widzi, ale w sumie skąd on się miał nauczyć zasad, gdy ojciec tego
                              nie pokazał? Za to pokazywał, że można żyć jak się chce, bez konsekwencji.

                              I im bardziej chcemy być inni niż nasi rodzice, tym bardziej tacy jesteśmy.
                              A relacje ojca z synem najbardziej sie liczą w wieku dojrzewania, one decydują
                              o wielu sprawach na przyszłość.

                              I czuje, że u mnie relacje też tak się mogą skończyć. Tylko ja nie będę
                              namawiać synów do spotkań, niech sami zadecydują. Zapewne i tak by mnie nie
                              słuchalismile.
    • akacjax Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby 24.08.05, 16:06
      Przed wyjazdem Kvinny juz dyskutowaliśmy, że podjęła niepopularną decyzje, ok.
      Ale moja droga, bżdź teraz dzielna i powiedz mu: wypad i to już. Ona taki
      dobry, mądry, to może to zrobi i....może otworzy oczy. (A w sumie gdyby się mu
      nawróciło, może Wasz związek jeszcze miałby szansę).
      Do tego radzę nie liczyć, że będzie taki dobrowolny w kwestiach finansowych(bo
      lepiej się zabezpieczyć-raz już Cię zawiódł, ufać trudno) i przeprowadź sprawy
      prawne-alimenty itd.

      A e07, po co Ci taka ułuda? Jaki jest status Waszego domu, czyj on? Czasem
      ludzie otwierają oczy, gdy sprawy stają się ostre. Znam osoby, które razem
      budowały dom, razem w nim mieszkały, a potem okazało się, że właścicielem jest
      li tylko strona, która posiadała grunt do zabudowy.
      Ja walczę z m. sprawa w toku, a on nie ma ochoty ani płacić, ani się wyprowadzić
      (póki co), bo jest tu zameldowany, chociaż nie ma współwłasności.

      • mindsailor Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby 25.08.05, 10:40
        gdy tak czytam o perturbacjach majątkowych, coraz bardziej utwierdzam się w
        przekonaniu, że jednak warto podposywać intercyzę. chociaż wiadomo, co jest
        czyje i w razie rozejścia nie będzie na tym tle nieporozumień. gdybym jeszcze
        raz wychodziła za mąż, na pewno będę za intercyzą!

        a kiedys dziwiłam się, po co ludzie to podpisują? skoro się kochają, to nie
        powinni mysleć o podziale majątku, tylko o budowaniu czegoś razem, wspólnie.
        wszystko sie zmienia...
        • anja_pl Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby 25.08.05, 10:44
          moje dzieci zostaną na intercyzę uczulone wink
          jeśli będę żyła, to postaram się do tego doprowadzić,
          niestety...
          • mindsailor Re: Po tygodniu rozłąki jednak poprosiłam, żeby 25.08.05, 10:49
            właśnie- niestetysad
            ale jak życie pokazuje, miłość miłością, a sprawy róznie mogą się ułożyćsad(
            jeszcze do niedawna byłam materialną idealistką. uważałam, że wszystko powinno
            być wspólne do bólu i rozmowy o pieniądzach to strata czasusad) eh, dobrze, że
            mi rozumu troche przybyłowink)
            • akacjax Wszystko ma plusy i minusy 25.08.05, 11:17
              Intercyza dobra, gdy obie strony mają dochody umożliwiające samodzielne życie,
              bo co w razie kłopotów zrobić gdy: jedno bez pracy, drugie dobrze zarabia,
              kupuje dom na siebie, mieszkają..ble, ble, ble...psuje się i: to jedno znowu
              bez pracy i do tego prawie na bruk(no tylko zameldowanie i nieuciążliwość przed
              wyrzuceniem z domu obroni).
              Jestem za niepodpisywaniem intercyzy, ale za uświadomieniem przed ślubem co to:
              majatek odrębny, wspólny, a mężczyzn szczególnie w temacie-gdy chcesz by twoja
              żona nie pracowała, to licz sie z tym, że i tak co zarobisz i kupisz za to jest
              wspólne!
              Na tym polu wielu panów polega. (Równiez mój j.-m., który uważa, że wszystko
              za co płacił przy kasie jest jego....a pracujemy obydwoje i mamy podbne
              zarobki....tylko jedzenie i opłaty, które zazwyczaj ja robiłam jakieś ulotne i
              nie widać ich...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka