Dodaj do ulubionych

czy mam szanse na rozwód?

14.09.05, 09:45
Jestem mężatką od zaledwie pół roku,a już myslę o rozwodzie. Wyszłam za mąż
głównie z powodu lęku przed samotnością i nacisków rodziny. Miałam 29 lat i
zwątpiłam,że spotkam tego jedynego. Męża bardzo lubię i szanuję,ale czuję,że
to nie jest prawdziwa miłość. Jest człowiekiem dobrym,ale słabym i mało
zaradnym. Właściwie już miesiąc przed ślubem chciałam to wszystko odwołac,ale
znajomi radzili,ze to tylko przedślubna panika, żeby nie ulegać emocjom i
wszystko będzie dobrze. Teraz jednak coraz bardziej zdaję sobie sprawę,ze nie
chcę spędzić reszty życia z tą osobą, nie potrafię żyć w związku
poprawnym,ale bez miłosci.Problem polega na tym,że mężowi bardzo na mnie
zależy i oświadczył,że na rozwód się nie zgodzi. Ja w tej chwili nie pracuję
i nie mam żadnych dochodów.Czy w takiej sytuacji, po 6 miesiącach od slubu
mam jakiekolwiek szanse na uzyskanie rozwodu?
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: czy mam szanse na rozwód? 14.09.05, 10:25
      długość stażu małżeńskiego nie ma tu wielkiego znaczenia...zastanawiam się
      jednak jak przed sądem udowodnisz trwały rozkład pożycia...pół roku po
      ślubie.......
      z drugiej strony... taka duża dziewczynka i taka naiwna? 29 lat i za mąż z
      namowy rodziny i znajomych?lek przed samotnościa jako taka jest duzo lepszy niz
      samotność w związku...ale o tym to właśnie sama sie przekonałas....nie wiem co
      ci doradzić, pierwszy raz spotykam się z taka sytuacjąsad
      • czekolada72 Re: czy mam szanse na rozwód? 14.09.05, 10:28
        A jestes tak na 1000% pewna, ze to nie to, ze nie ma zadnych szans na ulozenie
        sobie zycia z mezem??
        • aagnieszka76 do czekolady72 14.09.05, 11:10
          Wydaje mi się,że nie ma, bo nie da się kogoś pokochać siłą woli. Wiem,że wiele
          jest takich małżeństw, gdzie dawno już wygasły uczucia,ale stosunki między
          partnerami są poprawne. Na pewno da się w tym trwać, tylko pytanie po co.
          Oczekuję czegoś więcej,nie wystarcza mi że mąż to dobry człowiek,nie bije, nie
          pije itd. Przed ślubem wszyscy właśnie mi tłumaczyli żebym nie szukała
          krolewicza z bajki,tylko podeszła do sprawy zdroworozsądkowo,że potem może być
          za późno na rodzinę,dzieci,że nie ma co szukać miłości bo to i tak z czasem
          wygaśnie,a to taki przyzwoity chłopak.Niestety, okazuje się,że to nie
          wystarczyło do szczęścia.
    • joasia69 Re: czy mam szanse na rozwód? 14.09.05, 10:51
      Ja swój ślub chciałam odwołać tydzień przed weselem.
      Potem latami próbowałam posklejać związek, niestety raczej z marnym efektem.
      Mój mąż też na rozwód się nie zgadza. Widzi możliwość "naprawy"...nie wie tylko
      w jaki sposób (chyba jakieś nie bardzo logiczne to jest). Samemu ciągnąć wózek
      zwany "małżeństwem" jest ciężko i w końcu nudzi się jednostronne staranie.
      Nie macie dzieci, więc pewnie łatwiej będzie się rozstać.
      Ja bardzo boję się samotności. Samotności i starości.
      Ale tak jak bezecny napisał....samotność w związku jest chyba najgorsza.
      • scriptus Re: czy mam szanse na rozwód? 14.09.05, 10:56
        joasia69 napisała:


        > Ja bardzo boję się samotności. Samotności i starości.
        > Ale tak jak bezecny napisał....samotność w związku jest chyba najgorsza.

        To potwierdzam, samotność w związku jest najgorsza, choć nie wiem, w czym
        lepsza jest samotność osoby nie pozostającej w związku.... samotność, to
        samotność
        • joasia69 Re: czy mam szanse na rozwód? 14.09.05, 11:15
          Dlatego nie chcę być samotna!
          Ale samotność w związku, gdy powinniśmy czuć drugą osobę jest...jest bardziej
          niezrozumiała
        • bezecnymen Re: czy mam szanse na rozwód? 14.09.05, 15:22
          pytasz scriptusie jakbys tego nie wiedział...mam ci zacytowac twoje posty?
          samotnośc jako taka daje przynajmniej swobodę układania sobie życia, mieć wybór
          między robić a nie robić cośtam, w związku tego wyboru nie masz, a na pewno
          mocno ograniczony...po drugie będąc sam wiesz co Cię czeka po powrocie z pracy
          do domu, nie zostaniesz zaskoczony wizytą policji, bo jeszcze nie ex wpadła na
          pomysł by ci umilić popołudnie, nie spędzisz wieczoru oglądając mecz, bo akurat
          w tv leci ulubiony tasiemiec onej... chcesz się walnąć na chwilkę? proszę
          bardzo, wersalka wolna, chcesz wyjśc? idziesz, chcesz posłuchać Coehna? nikt Ci
          nie każe ściszyc, bo głowa boli itd itp
          dodam nawiasem, że omawiane przykłady w moim przypadku sa sposobem by nie wyć z
          braku kobiety mego życia....ale lepsze takie życie, niz to co miałem przez
          kilka lat przed rozwodemsad
          • scriptus Re: czy mam szanse na rozwód? 15.09.05, 12:39
            Bezecny, nie znam i nie mam tych problemów, o których piszesz, dlatego
            ta "swoboda" nie jest tak przeze mnie wymarzona.
            Pomieszczeń, telewizorów, komputerów, łóżek i samochodów mam w domu co najmniej
            tyle, lub więcej niż ludzi, którzy chcieliby z nich ewentualnie jednocześnie
            korzystać, nie ma zatem na tym polu nawet możliwości konfliktów interesów.
            Policji, Bogu dzięki u mnie też nie było. Zawsze wolałem wychodzić z małżonką,
            niż sam, więc jeśli wychodzę sam, to dlatego, że ona nie ma ochoty wyjść ze
            mną. Uwielbiam zajęcia kuchenne, kiedy mam dla kogo coś upichcić, jak jestem
            sam, to albo chodzę do knajpy, albo się odżywiam najprostszymi produktami.
            Wybór, czy coś w domu naprawić, odmalować , czy posprzątać też nie jest
            uzależniony od żony, w końcu przed świętami chyba każdy np. myje okna.
            Te argumenty za "wolnością i swobodą" bez kobiety do mnie nie przemawiają może
            dlatego, że nie miałem żadnego niedosytu, poza niewielu może problemami
            z "ekspansywnością" małżonki, która zawsze przymierzała się do urządzania
            mojego pokoju według swoich pomysłów, do czego mi się niemal zawsze udawało nie
            dopuścić, w końcu urządziła całe mieszkanie według swojego widzimisię i w ogóle
            bez przerwy coś chce zmieniać. Nawet mi to nie przeszkadza już po tylu latach,
            choć z początku szokowało, wchodzisz do domu, a tu coś zupełnie nowego. Jednak
            nowiutkie meble do MOJEGO pokoju trafiły do piwnicy przed 10 laty w większości
            jeszcze przed pierwszym zmontowaniem i chyba leżą tam do dzisiaj, w
            oryginalnych kartonach, choć zdaje się kilka lat temu trochę je zalało. To tyle
            na temat swobody wyboru. Cóż, moja małżonka zawsze miała tendencje do robienia
            różnych rzeczy bez uzgodnienia ze mną, ale udało jej się jak dotąd za dużych
            szkód nie narobić, więc na ogół przymykam na to oko. A, że nie zawsze jestem
            zadowolony z jej pomysłów??, a czy każdy musi być zawsze zadowolony?? dopóki
            mi nie przeszkadzają i nie powodują za dużych strat, to ... ważne , że ona jest
            zadowolona. Przecież nie będę jej psuł nastroju mówiąc, że to, czy tamto wcale
            mnie nie zachwyca, że jakiś przedmiot, czy część garderoby nie jest mi
            potrzebna i po przymierzeniu wędruje do szafy, żeby już nigdy stamtąd nie
            wyjrzeć. Jakieś dziwne sweterki jeszcze się nieraz starałem włożyć na wieczór
            po domu z Nią, żeby jej zrobić przyjemność, w dzień i tak nie widzi w czym
            chodzę, a ja w ogóle nie chodzę w swetrach.

            Jedyne, na co narzekam, moja kobieta często, ostatnio już stale bywa niemiła. sad

            Będąc samotnym w związku nie czuję sie ograniczony, mam mimo wszystko pełną
            swobodę układania sobie życia w dowolny sposób, może za wyjątkiem układania
            sobie życia z innymi kobietami, ale do tego chyba nie dojrzałem i nie wiem, czy
            kiedykolwiek dojrzeję. Zresztą... jestem tak okropny, że pewnie i tak żadna by
            mnie nie chciała, tak jak ta moja, co gdy się na mnie poznała, to już mnie nie
            chce...
    • czekolada72 Re: czy mam szanse na rozwód? 14.09.05, 11:38
      Hmmmm nie jest to w moim zyciu najlepszy moment na dywagacje, ale jeszcze sobie
      pozwole cod dorzucic.
      Aagnieszka jest na tyle w swietnej sytuacji, ze nie ma dzieci i rozwodzac sie -
      wraca do momentu wyjsciowego, exa moze wykreslic ze swojego zycia zupelnie,
      potraktowac te pol roku jako malenki mało/nic znaczacy epizodzik. Jednoczesnie
      swiadomie decyduje sie na powrot do samotnosci w pojedynke, nie majac
      gwarancji, ze spotka tego ksiecia na koniu, te druga połówkę. Faktycznie musi
      podjac decyzje, czy woli sie łudzic, ze za jakis czas spotka tego wymarzeńca i
      beda zyli ługo i szczesliwie do konca swoich dni, czy nie spotka i kiedys moze
      sobie napluc w brode, ze trza było docenić to co sie miało, moze własnie
      jednostronna miłość męza?
      I od razu wyjaśniam - ja absolutnie nie krytykuje! tak sobie dumam, przy czym
      mozliwe, ze to dumanie jest na obecna chwile mocno wypaczone wink
      • tricolour Wykreślić! 14.09.05, 17:16
        No... troszkę się denerwuję, jak czytam takie słowa.

        Otóz faceta należy wykreślić, a półroczne małżeństwo potraktować jako mało/nic
        nie znaczący epizodzik.
        To, co czuje i przeżywa facet zupełnie się nie liczy. I cała sytuacja jest
        (uwaga, cytuję) "ŚWIETNA".

        No, drogie Panie. Jak olewka, to olewka...

        Która jeszcze chętna po alimenty?
        • czekolada72 Re: Wykreślić! 14.09.05, 18:17
          Wiesz Tri, nie chcialam Cie denerwowac, jak wyzej naoisalam to moje dumania,
          dotyczace tylko i wylacznie Aagnieszki, ktorej byc moze bedzie łatwiej
          zapomniec o połrocznym małżenstwie, niz babie z 15-letnim stazem i dzieckiem,
          nieprawdaz?
          Nie pisalam - ze "faceta nalezy wykreslic" - poprostu sa rozne sytuacje i
          patrzac od strony mojego wlasnie co zakonczonego - byloby mi duzo latwiej,
          gdyby moj ex odszedl pol roku po slubie, a nie 15 lat, do tego nigdy sie nie
          odczepimy od siebie, bo mamy dziecko.
          POJMUJESZ?
          I sorry - ale nie zauwazylam, zeby Aagnieszka domagala sie alimentow? Ale moze
          nie chcialam zauwazyc? Bo ja sobie nie wyobrazam brania pieniedzy NA SIEBIE od
          faceta, ktory mnie olał!
          POJMUJESZ?

          Pozwolisz, ze poludze sie, ze tak!
          • tricolour Jasne, że pojmuję... 14.09.05, 19:36
            ... pojmuje nawet Twoje "złudzenia" obliczone, by mnie dotknąć.

            Pojmuję, że po rozwodzie facet ma spadać na drzewo, bo po to właśnie bierze się
            rozwód. Pojmuję, że lepiej rozwodzi się bez dzieci i związanych z tym
            obowiązków, bo przynajmniej odpada sprawa alimentów, która jest wyjątkowo
            emocjonująca.

            Nie pojmuję dlaczego faceci na forum (ci regularnie piszący) mają dobre zdanie o
            swoich byłych żonach, a kobiety wręcz przeciwnie. Nie pojmuję argumentu do
            zawarcia małżenstwa typu: "żeby nie być samotnym". Nie pojmuję argumentu do
            rozwodu typu: "bo przestałam kochać", "to nie ten facet".
            • czekolada72 Re: Jasne, że pojmuję... 14.09.05, 20:00
              tricolour napisał:

              > ... pojmuje nawet Twoje "złudzenia" obliczone, by mnie dotknąć.

              Dotknac to raczej chciałes Ty mniue, bo to Ty zaatakowałes, nie ja! Wolisz
              swobodna interpretacje niz fakty - Twoja sprawa.
              >
              > Pojmuję, że po rozwodzie facet ma spadać na drzewo, bo po to właśnie bierze
              się
              > rozwód.
              A to juz Twoj problem, ze tak a nie inaczej to pojmujesz ....

              Pojmuję, że lepiej rozwodzi się bez dzieci

              Tak, uwazam, ze tak jest duzo lepiej!

              i związanych z tym
              > obowiązków, bo przynajmniej odpada sprawa alimentów, która jest wyjątkowo
              > emocjonująca.

              Tak, jest emocjujaca jak cholera, do tego stopnia, ze np ja zaluje jak diabli,
              ze nie zarabiam tych 500 zl wiecej, bo z wielka checia bym sie pozbawila takich
              emocji.
              Zreszta to kwestia gustu - Ty wolisz takie emocje, ja np wspinac sie, jechac
              przed siebie czy zjezdzac na nartach. Ale o gustach sie nie dyskutuje...


              >
              > Nie pojmuję dlaczego faceci na forum (ci regularnie piszący) mają dobre
              zdanie
              > o
              > swoich byłych żonach, a kobiety wręcz przeciwnie.

              Nie wiem dlasczego? Ja niestety nie bede mialsa dobrego zdania o facecie ktory
              mnie zdradzil i oszukiwal przez lata, a teraz wykorzystuje do wlasnych
              rozgrywek nasze dziecko.


              Nie pojmuję argumentu do
              > zawarcia małżenstwa typu: "żeby nie być samotnym".

              Ja tez nie, nigdy, jest to cos zupelnie niezrozumialego! Ale w koncu jest tyle
              malzenstw zawieranych w podeszlym wieku, wlasnie w tym celu....

              Nie pojmuję argumentu do
              > rozwodu typu: "bo przestałam kochać", "to nie ten facet".

              A ja to jeszcze nie pojmuje argumentow "bo przestałem kochać", "to nie ta
              kobieta", "wreszcie znalazlem miłość" (po kilkunastu latach zycia z miloscia
              swego zycia), "pomyliłem sie" (jak poprzednio)
              • tricolour Wiesz co.. 14.09.05, 20:09
                ... i tak się nie przekonamy, bo chyba nie ma do czego.

                Zmykam do kąpieli...

                smile))
                • czekolada72 Re: Wiesz co.. 14.09.05, 20:14
                  Jestem tak zdolowana, ze nawet bym nie probowala nikogo przekonywac sad

                  Miłej kąpiółki wink
            • akacjax Re: Jasne, że pojmuję... 15.09.05, 00:06
              Powiem tylko, że mój m. oficjalnie twierdzi, że nigdy nie wydawał tak mało na
              dzieci jak teraz , gdy ma alimenty, nie mówiąc, że w ogóle go dzieci nie
              obchodzą, nie wiem nawet, czy wie jakie studia syn wybrał, choć powiedział mu,
              że został przyjęty. I ja mam mieć dobre zdanie?
              A młodszy syn, zupełnie opuszczony przez ojca(mija go bez słowa), słabo się
              uczy- z jakiego powodu? Skąd te stresy?
              Tak wygląda, że piszą tu kobiety posostawione same sobie w wychowaniu dzieci i
              panowie, którzy mają mniej lub więcej serca i możliwości zajmowania się swoimi
              dziećmi.
    • akacjax Re: czy mam szanse na rozwód? 15.09.05, 00:09
      Dziwne pytanie-o szanse na rozwód.
      Nie kochasz, nie chcesz z nim być, pozwolenia potrzebujesz by odejść? Musisz
      niestety liczyć się z tym, że sama musisz się utrzymaćsad
      A mieszkanie-czyje?
      • aagnieszka76 Re: czy mam szanse na rozwód? 15.09.05, 15:11
        Nie potrzebuję pozwolenia,ale chciałabym mieć pewność,że to słuszna decyzja.
        Alimentów żadnych oczywiście nie oczekuję,mieszkanie jest tylko moje-dostałam w
        spadku przed slubem i nie kwestie finansowe sprawiają,że tak trudno mi podjąć
        decyzję.Boję się,ze kiedyś mogę tego żałować. Przedtem byłam w kilku
        destrukcyjnych związkach,mąż był pierwszym dobrym człowiekiem,który stanął na
        mojej drodze i stąd ta nieprzemyślana decyzja o małżeństwie.
        • aagnieszka76 Re: czy mam szanse na rozwód? 15.09.05, 15:16
          Mimo,że mieszkanie jest tylko moje,to po ewentualnym rozwodzie na pewno z niego
          męża nie wyrzucę,będzie mógł mieszkać tak długo jak będzie
          potrzebował.Właściwie pewnie powinnam przepisać je na niego jako rekompensatę
          krzywdy,którą mu wyrządzam,ale nie mam pracy i żadnych widoków na inne lokum...
          • anja_pl Re: czy mam szanse na rozwód? 15.09.05, 15:42
            aagnieszka76 napisała:

            >Właściwie pewnie powinnam przepisać je na niego jako rekompensatę
            > krzywdy,którą mu wyrządzam,ale nie mam pracy i żadnych widoków na inne
            > lokum...

            na głowe upadłaś ??
            zastanów się, nie wiedział ,że Go nie kochasz?
    • volvox2 Re: czy mam szanse na rozwód? 15.09.05, 09:35
      Jeśli jesteś pewna, że chcesz rozwodu - doprowadź go do końca. Lepiej teraz
      skończyć, niż za lat kilkanaście gdy będą dzieci.
      Mój własny świeży przykład - po prawie 15 latach żona poinformowała mnie, że
      chce rozwodu, gdyż wyszła za mnie bo byłem dobrym człowiekiem. Uczucia z jej
      strony nigdy nie było, była ze mną bo tak było jej wygodnie. Dzieci nasze już
      podrosły i nie jestem już jej teraz potrzebny. Z perspektywy czasu wolałbym
      nasze małżeństwo skończyć na samym początku, niestety zawsze zapewniała mnie że
      jest zajebiście.
      • czekolada72 Re: czy mam szanse na rozwód? 15.09.05, 09:41
        Otoz to! Dobrze ze napisal to FACET, chyba troche tu piszacy smile
        • volvox2 Re: czy mam szanse na rozwód? 15.09.05, 09:57
          Wcale się nie cieszę, że to napisałem. Dla męża będzie to z całą pewnością
          większy problem do uporania się niż dla niej.
          Jednak opierać związek na kłamstwie, przecież wcale go nie kocha, to porażka.


          PS zaistnaiłem tydzień temu, nie sądziłem że kiedykolwiek to nastąpi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka