Dodaj do ulubionych

jak sie nauczyc znowu ufac?

24.09.06, 01:14
czy to mozliwe...?
Obserwuj wątek
    • alexolo oficjalnie zaufać....ale.. 24.09.06, 01:57
      nie oficjalnie ..już do końca bedzie trawić cie niepewność....bo jesli zrobił
      coś raz... nikt nie da ci gwarancji że sie nie powtórzy...a juz na pewno mimo
      obietnic - nie da ci tej pewności druga połowa.
      ale jesli kochasz... i uważasz że warto..... zaufaj.....poficjalnie



      ps.
      ja zaufałam i to kilka razy ... niepewność mnie trawiła a mimo to
      ufałam..on tego nie docenił....i koniec
      • pomidorowa5 Re: oficjalnie zaufać....ale.. 24.09.06, 08:33
        To zalezy o jakim zaufaniu mowisz. Jezeli o zaufaniu w obecnym zwiazku to nie Ty
        masz sie nauczyc ufac ,ale Twoj partner powinien zrobic wszystko by je
        odbudowac.Nie jest to proste i trwa bardzo dlugo,ale duzo zalezy od partnera.
        Natomiast jezeli masz jakies obiekcje by w ogole komus zaufac nie spiesz sie.
        Tego sie nie da nauczyc.Mysle,ze kazdy z nas jak juz raz sie sparzyl jest
        pozniej ostrozny i ma dystans. Z drugiej strony zycie nauczylo mnie ,ze jednak
        nie powinno sie ufac w 100% tach do konca. Pozdrawiam
        • wiedziona w starym to juz "po" 24.09.06, 10:15
          ale jak stworzyc nowy zwiazek?
          Oparty na teorii, jak powinien wygladac,
          ze z zaufaniem (itp),
          ale nie o zaufanie, ze nie zdradzi z inna,
          ale chodzi mi o zaufanie
          takie najprostsze,
          chocby, ze kocha.

          Mam wrazenie, ze doswiadczenia wyrobily we mnie
          syndrom ucieczki,
          ze lepiej byc samej
          niz znowu narazac sie na cierpienie
          utraty.

          No ale co jest gorsze - przyzwyczajenie do bolu samotnosci,
          stalego aczkolwiek umiarkowanego,
          czy ryzyko wzlotow i upadkow z coraz mocniejsza sila?
          • tricolour Z tego, co piszesz wywodzę... 24.09.06, 10:18
            ... że błąkasz sie między wiedzą a czuciem. To dośc typowe dla "wczesnego
            okresu" po utracie bliskiego.

            Długo minęło od Twojego rozstania z facetem?
            • wiedziona Re: Z tego, co piszesz wywodzę... 24.09.06, 10:23
              zalezy z ktorym... smile))
              3 lata.
              Dokladnie to: miotam sie pomiedzy wiedza i czuciem.
              To brak zaufania do wlasnej oceny sytuacji.
              • tricolour Trzy, to trochę juz czasu minęło... 24.09.06, 10:28
                ... myślałem, że znacznie krócej.

                Pewnie korzystałaś już z porady psychologa. W takim razie może warto poszukać
                innego, bardziej skutecznego... bo ten brak zaufania to nie problem świata,
                który chce Cię ograbić.

                Zresztą sama piszesz, że nie umiesz ocenić sytuacji....hm... wiesz przyszło mi
                do głowy, że po nieudanym związku wpadłaś w ramiona innego mężczyzny i ten
                "związek" też był nieudany (musiał taki być). I stąd Twoje dylematy.
                • wiedziona tak wlasnie - jeden z szablonow wypelniam 24.09.06, 10:59
                  niby wiedza u mnie jest,
                  ale nic z tego nie wynika na dluzsza mete.
                  Do tego stale przemeczenie - dylemat naszych polskich dzisiejszych czasow,
                  gdzie koniec z koncem chcac zwiazac,
                  okazuje sie, ze tylko skrajnosci pozostaja
                  i na caly srodek czasu brak.
    • tricolour Odpowiedź: niemożliwe. 24.09.06, 10:13
      Zaufania się nie uczymy tylko nabieramy. Nabieramy zaufania na podstawie czyichś
      zachowań przez długi okres czasu w różnych sytuacjach (i dokładamy do tego
      początkowy kredyt zaufania jeśli jesteśmy pogodni, przyjaźni itp).

      Gdy nas ktoś zawodzi, to nie oduczamy się zaufania tylko je tracimy. Nie można
      więc nauczyć się zaufania, podobnie jak nie można nauczyć się mieć rąk po ich
      amputacji. Można nauczyć się żyć bez rąk. Można sprawić sobie protezy.

      Można też mieć na tyle odpowiedzialnego partnera, który odbuduje zaufanie DO
      SIEBIE. To on ma pracować, starać się, mieć ambicje, cierpliwość,
      konsekwencję... Ty masz prawo nie robić nic.
    • tricolour Wystraszyłaś się? 24.09.06, 10:52
      Niedobrze. Do odważnych świat należy...
      • wiedziona kwestia wlasnosci swiata jest otwarta :)))) 24.09.06, 11:00
        Ale moze skrawek jeszcze sie uda i mi uszczknac...
        • tricolour Pewnie się uda. Wiele zależy od Ciebie. 24.09.06, 11:04
          Trafiłaś w dobre miejsce żeby podyskutować na różne tematy. Dzisiaj jest spokój,
          bo baby piszą głównie z pracy. Poczekaj do jutra, niech dosiądą swoich koników -
          wtedy zobaczysz...

          Ja też znikam... życzę miłego dnia.
          • wiedziona Ja jade na moim dzisiaj wlasnie nadprogramowo :( 24.09.06, 11:06
            Fajnie czasem znalezc perle
            walesajac sie po jaskiniach... wink
            (to bylo o forum)
            Na wzajem - milego dnia smile
            • czekolada72 Re: Ja jade na moim dzisiaj wlasnie nadprogramowo 24.09.06, 11:19
              Czesc Wiedziona, czesc Tri smile
              Ja przerabiam wlasciwie to teraz - czy jestem w stanie komus innemu zaufac,
              komus komu ufalam jako przyjacielowi, ale wiklac sie w uklad uczuciowy, hmm....
              Niwestety - to co zrobil moj ex rzuca potworny cien sad
              No niby ufam, ale... ale ten cien bruzdzi sad
              Ech... kiepsko
              • wiedziona czesc :) 24.09.06, 11:34
                terapia niezbedna chyba smile
              • a.niech.to Re: Ja jade na moim dzisiaj wlasnie nadprogramowo 24.09.06, 12:01
                czekolada72 napisała:

                > to co zrobil moj ex rzuca potworny cien sad
                > No niby ufam, ale... ale ten cien bruzdzi sad
                Oprzyj się na prawdzie, poznaj ją w szczegółach. Wyrób sobie obiektywny osąd,
                to powinno Ci pomóc uwolnić się od nieufności do ludzi.
                • czekolada72 Re: Ja jade na moim dzisiaj wlasnie nadprogramowo 24.09.06, 17:02
                  a.niech.to napisała:

                  > czekolada72 napisała:
                  >
                  > > to co zrobil moj ex rzuca potworny cien sad
                  > > No niby ufam, ale... ale ten cien bruzdzi sad
                  > Oprzyj się na prawdzie, poznaj ją w szczegółach. Wyrób sobie obiektywny osąd,
                  > to powinno Ci pomóc uwolnić się od nieufności do ludzi.
                  Na prawdzie czego?? osad czego? tego co było? jest? czy bedzie?
                  Gdybym byla taka zdolna - nie dalabym sie oszukiwac 5 lat exowi sad(
                  • a.niech.to Re: Ja jade na moim dzisiaj wlasnie nadprogramowo 24.09.06, 18:13
                    czekolada72 napisała:

                    > a.niech.to napisała:
                    > > > to co zrobil moj ex rzuca potworny cien sad
                    > > > No niby ufam, ale... ale ten cien bruzdzi sad
                    > > Oprzyj się na prawdzie, poznaj ją w szczegółach. Wyrób sobie obiektywny o
                    > sąd,
                    > > to powinno Ci pomóc uwolnić się od nieufności do ludzi.
                    > Na prawdzie czego??
                    Konkretów, które sama uznasz za mające znaczenie.
                    > osad czego?
                    Zależy jak definiujesz istotę swojego problemu.
                    > tego co było? jest?
                    Naturalnie.
                    > czy bedzie?
                    Możesz prognozować, ale najlepiej by było udać się do wróżki.smile
                    > Gdybym byla taka zdolna - nie dalabym sie oszukiwac 5 lat exowi sad(
                    To już zupełnia inna bajka.
    • akacjax Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 12:06
      Oczywiście teoretycznie-bo nie mierzę się teraz z tym problemem realnie.

      Zaufanie drugiej osobie, to podjęcie ryzyka. Nie traktowaliśmy tak tego za pierwszym razem, bo związek w mniejszym stopniu opieraliśmy na negatywnych doświadczeniach, w większym na pozytywnych wyobrażeniach. Teraz w tworzeniu nowego związku odwołujemy się do przeżyć i doświadczeń.

      Ja wymyśliłam sobie taką teorię: bez zaufania nie ma związku-jest męka, ale z jaka ilością zaufania zaczynamy związek to już indywidualna sprawa.Rozwijający się związek zwiększa zaufanie. Chcieć nowego związku to podjąć ryzyko. Nie podjąć tego ryzyka, to obawa, że stracimy coś wspaniałego.
      Ogólnie-ufam, że robisz wszystko by było dobrze, ale wiem, że możesz zmienić zdanie-ale i ja mam takie prawo.
      Wybór należy do kazdego z nas.





    • kruszynka301 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 14:43
      Ja właśnie wróciłam z spaceru po puszczy, więc mogę odpowiedziećwink.

      Zaufania nie da się ani nauczyć, ani odbudować. Nigdy już nie będzie tak, jak w pierwszym, czasem naiwnym i pełnym ideałów związku, kiedy nie wyobrażaliśmy sobie życia bez męża. Teraz jesteśmy mniej ufni i bardziej ostrożni.
      To tak jak z głodującym w przeszłości człowiekiem, który do końca życia będzie trzymał suchy chleb w woreczku na wypadek głodu.
      I czy to źle? Wszyscy z tego forum mieli nieudany pierwszy związek, co wcale nie przekreśla szans na następny, szczęśliwy. Po prostu jesteśmy tylko bardziej ostrożni, jeśli chodzi o finanse, mieszkanie, wspólne plany.

      Wiedziona, pytasz, czy to możliwe. Twierdzę, że tak do końca nie jest to możliwe odbudowanie zaufania (w tym momencie rozumianego jako prszyrzeczenie "i nie opuszczę Cię aż do śmierci), ale jednocześnie jestem w ciąży z drugim partnerem, po przeżyciu paskudnej zdrady pierwszego mężawink.

      Na pocieszenie - pomimo braku zaufania, niepewności, nie zawahałam się zamieszkać z obecnym partnerem tydzień po poznaniu - po prostu czułam, że to ten. Po 6 latach wspólnego życia mogę to tylko potwierdzić.
      • pomidorowa5 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 14:53
        Kruszynko... po tygodniu znajomosci? Podziwiam ,ale jak widac sluszna to byla
        decyzja . Ciesze sie z Twojego szczesciasmile
      • pudeleczko_75 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 14:54
        Kruszynko, zawsze jak czytam o tym, że Tobie się udało, jest mi lżej - że się
        da jednak z tego wyjść.
        Weszłam na forum, bo jakoś mi wyjątkowo podle dziś a tu Ty ze swoim optymizmem.
        dziękismile
        • crazysoma Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 16:27
          Pudeleczko, jedziesz do Wilanowa? Mnie tez jakos tak beznadziejnie (mam powod
          albo i nie) i ide do Wilanowa moze zobacze "zjawisko" i od razu mi sie
          polepszy smile To jak?
    • crazysoma Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 16:25
      Witaj Wiedziona ("roz" tylko? smile)Ja mysle, ze wszystko zalezy od tego jak
      bardzo chcesz sie nauczyc, w tym przypadku (za)ufania. To tak jabys nie umiala
      jezdzic na nartach i patrzyla na wysokiej klasy narciarza, zadziwiona,
      pytajac "to tego mozna sie nauczyc"? Stwierdzasz fakt a potem zalezy wlasciwie
      od Ciebie - od Twojej woli i determinacji czy chcesz sie tego nauczyc czy nie.
      Jesli bardzo tak - to szukasz sposobu, by to osiagnac. Nawet jesli po drodze
      upadniesz nie raz, a kilkadziesiat, tlukac sobie sliczna pupe smile Byc moze
      nigdy nie bedziesz jezdzila tak jak ten narciarz, ale moze jesli bedziesz
      bardzo chciala, nauczysz sie jezdzic tak, abys Ty miala z tego satysfakcje i
      zadowolenie. Ja tak to pojmuje, jesli masz watpliwosci czy mozesz zaufac w to,
      ze ktos Cie kocha to moze zadaj sobie pytanie dlaczego nie masz zaufania do
      siebie, ze nie jestes warta kochania? "Odpowiedzi szukaj czasu masz tak
      wiele..." A jesli sama nie umiesz, poszukaj u dobrego specjalisty. A tak w
      ogole to wyobraz sobie, w chwilach najwiekszego zwatpienia, jak przez swoj
      strach tracisz szanse na bycie z kims na kim Ci zalezy, jak zapadasz sie w
      sobie, odgradzasz od ludzi, inni korzystaja z zycia a Ty, coraz bardziej
      zgorzkniala, bo nie umialas zaufac, zakladasz plantacje kaktusow smile. Wiesz
      mnie moj pan terapeuta powiedzial m.in tak: "nie moze pani cofnac czasu, nie
      moze pani zamienic ani Matki, ani bylego meza. Ma pani 2 wyjscia, jak czlowiek,
      ktoremu splonal caly dobytek - siedziec na zgliszczach i plakac do konca zycia,
      albo probowac zbudowac nowy dom...
      pozdrawiam cieplo
      • czekolada72 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 16:51
        crazysoma napisała:

        Wiesz
        > Ma pani 2 wyjscia, jak czlowiek,
        > ktoremu splonal caly dobytek - siedziec na zgliszczach i plakac do konca
        zycia,albo probowac zbudowac nowy dom...

        No fajnie, a jezeli w trakcie budowy, ten kolejny nowy dom znow sie spali? trafi
        go piorun? zaleje ulewa?
        Ile razy mizna zaczynac od nowa, zeby nie zwariowac??

        Mozna wyjsc z zalozenia - "ten" człowiek nie ma podstaw do oszukiwania cie, nic
        na tym nie zyskuje, ale zeby byc tego w 100% pewnych - potrzebne sa tez
        odpowiednie okolicznosci...

        Zagmatłałam chyba sie....
        A Kruszynce - no, kurcze - zazdroszcze trafnej decyzji smile)))))
        • kruszynka301 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 17:29
          > A Kruszynce - no, kurcze - zazdroszcze trafnej decyzji smile)))))
          >
          >

          Czekolado, uwierz, że po 6 miesiącach spędzonych na rozmowach na czatach, praktycznie każdej sobocie spędzonej na rozmowach z krakusamiwink, można bezbłędnie uwierzyć intuicji i wyczuciu.
          Tylko trzeba próbować, i traktować to wszystko jako znakomite spedzenie czasu, bo nie ma nic przyjemniejszego niż chodzenie z pubu do pubu nocą po Krakowie, w dodatku o wodzie mineralnej z cytrynką, bo przecież poruszam się samochodemwink.
          Nigdy nie siedziałam w kącie, i czekałam, aż mnie znajdą, to nie leży w mojej naturze.
          A zaufanie (częściowe)), spokojny, szczęśliwy związek to dla każdego z nas kwestia czasu.

          Czasami zadaję sobie pytanie, co będzie, jak i ten się nie uda - i wiem, że będzie lepiej niż po pierwszym małżeństwie, bo doświadczyłam na własnej skórze, że samotność wcale nie jest zła, i wiem, że sobie znowu poradzę. Ta pewność siebie miała wpływ na moją decyzję - zdrada i zachowanie eksa bardzo mnie wzmocniły.
          • czekolada72 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 18:03
            kruszynka301 napisała:


            > Czekolado, uwierz, że po 6 miesiącach spędzonych na rozmowach na czatach,
            praktycznie każdej sobocie spędzonej na rozmowach z krakusamiwink, można
            bezbłędnie uwierzyć intuicji i wyczuciu.

            Czy ja dobrze rozumiem - po 6 miesiacach weszlas w ten nowy zwiazek????

            > Tylko trzeba próbować, i traktować to wszystko jako znakomite spedzenie czasu,
            > bo nie ma nic przyjemniejszego niż chodzenie z pubu do pubu nocą po Krakowie,
            w dodatku o wodzie mineralnej z cytrynką, bo przecież poruszam się samochodemwink.
            > Nigdy nie siedziałam w kącie, i czekałam, aż mnie znajdą, to nie leży w mojej
            naturze.
            > A zaufanie (częściowe)), spokojny, szczęśliwy związek to dla każdego z nas
            kwestia czasu.

            Nie wiem, ja mam chyba pecha sad
            A na pewno dzis mam gigantycznego doła sad(
            > Czasami zadaję sobie pytanie, co będzie, jak i ten się nie uda - i wiem, że
            będzie lepiej niż po pierwszym małżeństwie, bo doświadczyłam na własnej skórze,
            że samotność wcale nie jest zła, i wiem, że sobie znowu poradzę. Ta pewność
            siebie miała wpływ na moją decyzję - zdrada i zachowanie eksa bardzo mnie wzmocniły.

            Hmmm, wchodzac w kolejny zwiazek z zalozeniem, ze ma 50% szans na przetrwanie,
            to w momencie jego faktycznie rozpadu - jest to o polowe mniej bolesne, fakt...
            • kruszynka301 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 18:17
              > Czy ja dobrze rozumiem - po 6 miesiacach weszlas w ten nowy zwiazek????

              Nie, przez 6 miesięcy od odejścia eksa lizałam, rany, ale po tym pół roku stwierdziłam, że mam już dość siedzenia w domu (zresztą, wtedy jeszcze karmiłam piersią i byłam uziemiona cały czas).
              Następne 6 miesięcy przesiedziałam nocami na czacie i w soboty w kawiarni (praktycznie z nikim nie spotkałam się kilka razy, ale zawsze było przyjemnie i na luzie, na zasadzie dobrych znajomych).
              W obecny związek weszłam rok po rozstaniu, w międzyczasie już dostałam rozwód.

              A początki związku były o tyle trudne, że nie byłam w stanie niczego zaplanować (np nie byłam w stanie umówić się wspólnie z przyjaciółmi i A. na spotkanie za 2 tygodnie, bo wierzyłam, że przecież w każdej chwili może mnie opuścić bez słowa), cały czas starałam się zbytnio nie angażować, żyłam z dnia na dzień.
              Ale stopniowo (5-6 lat) dojrzałam do kolejnego dziecka, co przecież jest decyzją na całe życie - ale to naprawdę jest kwestia czasu.
            • a.niech.to Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 18:32
              czekolada72 napisała:

              > Hmmm, wchodzac w kolejny zwiazek z zalozeniem, ze ma 50% szans na przetrwanie,
              > to w momencie jego faktycznie rozpadu - jest to o polowe mniej bolesne,
              fakt...
              Uważam, że z takim nastawieniem lepiej nie wiązać się wcale.
              • czekolada72 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 20:40
                Wszystko mozliwe... wlasnie sad
                ale moze przez to - dla mojego zdrowia psychicznego - bezpieczniejsze?
                • a.niech.to Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 21:23
                  Na to pytanie udzielić odpowiedzi potrafisz Ty sama.
                  Kiedy zaufanie jest mocno nadszarpnięte pozostaje wiara jako szansa na
                  odbudowanie. Myślę, że taką wiarę można czerpać z miłości. Zdaję sobie sprawę,
                  że jest to przeogromne uproszczenie.
          • a.niech.to Separacja 24.09.06, 18:29
            kruszynka301 napisała:

            > samotność wcale nie jest zła, i wiem, że sobie znowu poradzę.
            W tym miejscu odbiegnę trochę od tematu wątku. Wprowadziłabym do prawodawsta
            wymóg separacji przed rozwodem. Ma się wtedy dokładne rozeznanie, czy lepiej
            żyć samemu, czy ze współmałżonkiem. Gdyby tak było, skłócone małżeństwa nie
            pędziłyby po rozwód, lecz miały szansę na wypracowanie nowych zasad
            funkcjonowania związku.
            • kruszynka301 Re: Separacja 24.09.06, 19:01
              a.niech.to napisała:

              > kruszynka301 napisała:
              >
              > > samotność wcale nie jest zła, i wiem, że sobie znowu poradzę.
              > W tym miejscu odbiegnę trochę od tematu wątku. Wprowadziłabym do prawodawsta
              > wymóg separacji przed rozwodem. Ma się wtedy dokładne rozeznanie, czy lepiej
              > żyć samemu, czy ze współmałżonkiem.

              A.niech.to - nigdy w życiu, jeśli chodzi o zdradę. Pierwszą spokojną noc przespałam jak dziecko, kiedy eks wreszcie odszedł do kochanki, ciężarnej zresztą. Chciałam bardzo szybko rozwodu, bo bałam się, że eks się rozmyśli (on biegał za rozwodem, on go opłacał, ja tylko przyszłam na rozprawę), a przecież takiego skunksa bym do domu po raz drugi nie wpuściła.
              • a.niech.to Re: Separacja 24.09.06, 19:45
                Sądzę, że podejście do zdrady jest rzeczą bardzo indywidualną i uwikłaną w
                szereg przeróżnych okoliczności.
                • nangaparbat3 Re: Separacja 24.09.06, 19:50
                  Tez tak myslę. (Że podejscie do zdrady to rzecz indywidualna.)
                  Ostatnio przypomniała mi sie taka historia - żona miala wieloletni romans,
                  wreszcie mąż sie zakochał i postanowił rozwieść i załozyć nową rodzinę. I żona
                  bardzo ciężko to przeżyła, mimo że kochanek trwał przy niej wiernie i szybko
                  sie pobrali.
                  Jak mawia moja mądra koleżanka, zycie pisze najdziwniejsze scenariusze.
                  • pudeleczko_75 Re: Separacja 24.09.06, 19:53
                    Nanga,
                    ja po swoich i "okolicznych" doświadczeniach nabieram przekonania, że
                    brazylijskie i wenezuelskie telenowele oparte sa na faktachsmile))
                    • a.niech.to Re: Separacja 24.09.06, 19:58
                      Słyszałam wiele takich historii z życia wziętych, że nie byłabym skłonna w nie
                      uwierzyć, gdyby nie pochodziły z wiarygodnych ust.
                    • dorka381 Re: Separacja 25.09.06, 14:25
                      sad but true;u mnie jak w TV
        • crazysoma Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 20:17
          No fajnie, a jezeli w trakcie budowy, ten kolejny nowy dom znow sie spali? traf
          > i
          > go piorun? zaleje ulewa?

          Jesli kolejny dom postawisz na "ruchomych piaskach" masz 99% pewnosci, ze tak,
          rzeczywiscie moze cos go trafic i zniknie. Oczywsicie mozesz glupio wierzyc, ze
          moze znikna wszystkie domy sasiadow, a Twoj bedzie stal... Ale ja wierze w to,
          ze stawiajac kolejny dom, przed wkopaniem fundamentow jednak sprawdzisz na
          jakim gruncie bedziesz go stawiac. Od pioruna mozesz sie ochronic
          piorunochronem (a tak a`propos wlasnie w ostatnia burze nocna, ktora przeszla
          na Warszawa piorun trafil w antene stojaca na dachu mojego domu. Wrazenie
          okropne, ale dom przetrwal)

          > Ile razy mizna zaczynac od nowa, zeby nie zwariowac??

          Nie wiem, znane sa przypadki osob, ktore zaczynaly od nowa tysiac razy.
          Kazdy "normalny" czlowiek zalamalby sie juz po polowie ich doswiadczen, a oni
          nie. Mysle, ze to zalezy od tego jak silna masz wole zycia. Popatrz na ludzi
          okaleczonych wojna, zyjacych w obozach koncentracyjnych - nasze forumowe
          doswiadczenia kontra ich to niebo i ziemia.

          >
          > Mozna wyjsc z zalozenia - "ten" człowiek nie ma podstaw do oszukiwania cie,
          nic
          > na tym nie zyskuje, ale zeby byc tego w 100% pewnych - potrzebne sa tez
          > odpowiednie okolicznosci...

          Nie dowiesz sie, jak nie bedziesz probowala (chciala) sprawdzic, nie sprawdzisz
          jak nie zaufasz - hehe. Intuicja, instynkt, czytanie pomiedzy slowami...

          >
          >
      • a.niech.to Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 18:20
        crazysoma napisała:

        > mnie moj pan terapeuta powiedzial m.in tak: "nie moze pani cofnac czasu, nie
        > moze pani zamienic ani Matki, ani bylego meza. Ma pani 2 wyjscia, jak
        czlowiek,
        >
        > ktoremu splonal caly dobytek - siedziec na zgliszczach i plakac do konca
        zycia,
        >
        > albo probowac zbudowac nowy dom...
        Na takie mądrości nie trzeba terapeuty. Podnoszę się z wolna i konsekwentnie
        buduję rodzinę. Nie czuję się w tej roli pewnie, ale cóż..Mówię sobie: nikt nie
        jest doskonały. Lepiej przejść parę kroków niż nie ruszyć się z miejsca.
        Najważniejszą rzeczą jest wybór kierunku.
        • tricolour Mam pytanie. 24.09.06, 18:37
          Dając innym krótkie rady mówisz do nich, czy bardziej do siebie?

          Maniera komentowania czyichś kolejnych zdań inteligentną pointą stoi w
          sprzeczności z lękami przed nocnymi duchami i niepokojem związnym z "wolnym
          podnoszeniem się i budowaniem rodziny".
          • a.niech.to Re: Mam pytanie. 24.09.06, 18:46
            tricolour napisał:

            > Dając innym krótkie rady mówisz do nich, czy bardziej do siebie?
            Przejdź na priv.
            >
            > Maniera komentowania czyichś kolejnych zdań inteligentną pointą stoi w
            > sprzeczności z lękami przed nocnymi duchami i niepokojem związnym z "wolnym
            > podnoszeniem się i budowaniem rodziny".
            Zastrzegam się, że nie chwytam, o czym piszesz. Próbując wniknąć w Twoją myśl,
            nie widzę sprzeczności.
            • tricolour Nie chcę jakoś szczególnie napadać. 24.09.06, 19:01
              Wypowiedzi na forum wywołuja we mnie jakies uczucia. Staram sie ich nie tłumić
              tylko poddać im i stąd moje wypowiedzi...

              Odnoszę wrażenie, że odnoszenie sie do poszczególnych zdań wsparte jest jakąś
              wiedzą i wynikającą z niej pewnościa siebie. Dlatego Twoje (rzadkie) wypowiedzi
              na temat niepokojów tak nie pasują mi do tej (może przeze mnie wymyślonej)
              pewności siebie.
              • pudeleczko_75 Re: Nie chcę jakoś szczególnie napadać. 24.09.06, 19:21
                ja tez mam czasem mieszane uczucia.
                jakbyś a.niech.to mówiła nie da nas a do siebie...
                błyskotliwości na pewno nie mozna Ci odmówić.
                pozdrawiam.
                • a.niech.to Re: Nie chcę jakoś szczególnie napadać. 24.09.06, 19:56
                  pudeleczko_75 napisała:

                  > błyskotliwości na pewno nie mozna Ci odmówić.
                  Na ten temat mam akurat jasno sprecyzowane zdanie. Gdyby mi nie zbywało na
                  inteligencji, nie znalazłabym się w tym miejscu mojego życiorysu, gdzie właśnie
                  się znajduję.
              • a.niech.to Re: Nie chcę jakoś szczególnie napadać. 24.09.06, 19:52
                tricolour napisał:

                > Twoje (rzadkie) wypowiedzi
                > na temat niepokojów tak nie pasują mi do tej (może przeze mnie wymyślonej)
                > pewności siebie.
                Mam swoje niepokoje, dość często o nich piszę. Przypuszczam, że każdy dysponuje
                jakimś poczuciem pewność siebie, ja także. Głupio by mi było pouczać Cię, że
                coś jest absolutnie jednorodne, przeważnie doświadczamy mieszaniny uczuć i z
                nich wynikają wybory i postawy.
        • crazysoma Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 20:26
          Na takie mądrości nie trzeba terapeuty.
          Jasne - przeciez kazdy z nas zna setki przyslow i porzekadel, jak np, takie, ze
          nie wchodzi sie 2 razy do tej samej wody...

          Podnoszę się z wolna i konsekwentnie
          > buduję rodzinę.

          No wiedzisz, a niektorzy nie moga sie podniesc sami, wtedy szukaja osoby, ktora
          im powie jak moga to zrobic

          Nie czuję się w tej roli pewnie, ale cóż..
          I tu jest roznica - ja po pol roku chodzenia do terapeuty (wiem, ze do niego
          wroce, ale teraz nie moge) poczulam sie pewniej. I wiem jedno - tylko pewna
          (silna) osoba jest w stanie zbudowac trwaly zwiazek i zdrowa rodzine.

          Mówię sobie: nikt nie
          >
          > jest doskonały.
          a umiesz bronic swojej niedoskonalaosci przed innymi? ja nie umialam , a
          teraz "umiem bardziej"

          Lepiej przejść parę kroków niż nie ruszyć się z miejsca.
          > Najważniejszą rzeczą jest wybór kierunku.

          Ale w ktora strone, zeby byla wlasciwa? smile
          • pudeleczko_75 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 20:35
            Cześć Crazy, jak tam spacerek?
            smile)
            a odnosnie szukania pomocy, w tym korzystania z usług terapeuty - ja też teraz
            chodzę. Po pierwsze dlatego, że nie wiem, czy umiałabym sie podnieść sama, po
            drugie - mam nadzieje, ze dzieki temu podniosę się szybciej.
            trzeba korzystac ze wszystkich sposobów, które pomoga nam przetrwac i wyjśc
            mocniejszym. To nie wstyd prosić o pomoc.

            Wczoraj byłam na nowym almodowarze - polecm wszystkim, film o relacjach.
            • nangaparbat3 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 21:11
              pudeleczko_75 napisała:

              >
              > Wczoraj byłam na nowym almodowarze - polecm wszystkim, film o relacjach.


              Chciałam dzisiaj pojść z corką, ale poszła na pierwszą w zyciu(przynajmniej wg
              mojej wiedzy -wink randkę. Właśnie czekam - juz powinna być w domu. Zaraz zaczne
              obgryzać paznokcie.
              • pudeleczko_75 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 21:24
                nie obgryzaj, niech się dzewczynka dobrze bawismile
                kto wraca z randek punktualnie???
              • a.niech.to Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 21:50
                Zaufanie to rzecz bezcenna, tym bardziej w rodzinie nie do przecenienia?
                • nangaparbat3 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 22:25
                  a.niech.to napisała:

                  > Zaufanie to rzecz bezcenna, tym bardziej w rodzinie nie do przecenienia?


                  Tak, ale jeszcze muszą byc jasne zasady i obie powinnysmy ich przestrzegać.
                  Spóźniła się ponad godzinę - nie chce jej przesadnie kontrolować, ale muszę
                  wiedzieć, że jest bezpieczna. Wypadki chodzą po ludziach, a zwłaszcza po
                  atrakcyjnych i durnych piętnastolatkach. Nie było zadnej awantury, starałam się
                  jasno wytłumaczyć, dlaczego proszę o punktualność. Mam nadzieję, zesmy się
                  dogadały.
                  • pudeleczko_75 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 22:27
                    ooo godzina to już dużo, w granicach 15-20 minut bym zaakceptowala, ale troszkę
                    przesadziła.
                    najważniejsze to to, ze nie było awantury.
                    smile
                    • nangaparbat3 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 23:01
                      pudeleczko_75 napisała:

                      > ooo godzina to już dużo, w granicach 15-20 minut bym zaakceptowala, ale
                      troszkę
                      >
                      > przesadziła.
                      > najważniejsze to to, ze nie było awantury.
                      > smile
                      Najważniejsze, ze cała i zdrowa. U nas tydzień temu ktoś w środku miasta
                      przejechał 3 osoby na przejsciu - jechał na czerwonym.
                      Wyszlam po nia na przystanek, jak ja zobaczyłam, to sie tak cieszyłam, ze o
                      awanturze nie bylo mowy. Mam nadzieje że jej to ułatwi sensowne zachowanie sie
                      w przyszlości. Jest raczej rozsądna, wiec może...
                  • a.niech.to Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 23:13
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Nie było zadnej awantury, starałam się
                    >
                    > jasno wytłumaczyć, dlaczego proszę o punktualność. Mam nadzieję, zesmy się
                    > dogadały.
                    Trudno się porozumieć z dorastającą młodzieżą.
            • a.niech.to Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 21:46
              pudeleczko_75 napisała:

              > trzeba korzystac ze wszystkich sposobów, które pomoga nam przetrwac i wyjśc
              > mocniejszym. To nie wstyd prosić o pomoc.
              W zupełności masz rację. Mnie rozmowy na forum często rozjaśnialy w głowie.
              Każdy ma swoje typy, dla mnie jak dotąd to Pho, Nanga i Tri. Inne osoby też
              oczywiście bardzo sobie cenię.

              • tricolour Hm... dybiesz na moje życie? 24.09.06, 21:49
                ... czy chcesz pogłaskać? A może jeszcze cuś inszego?

                smile
                • a.niech.to Re: Hm... dybiesz na moje życie? 24.09.06, 21:52
                  Może bym i pomyślała o innych aspektach wirtualnych kontaktów, ale masz już
                  swoją Panią. Sam mnie zmusiłeś, żebym powiedziała pas.
                  • tricolour Musi tak zostać. Pas. 24.09.06, 22:01
                    Wyczuwam w sobie ochotę na wirtualne kontakty, a "moduł zdrady" wyłapał pierwszy
                    zastrzyk energii...

                    smile
                    • a.niech.to Re: Musi tak zostać. Pas. 24.09.06, 22:07
                      Eeee...nie ma mowy o zdradzie. Mialam na względzie, że jest Was dwoje.
                • nangaparbat3 Re: Hm... dybiesz na moje życie? 24.09.06, 22:26
                  tricolour napisał:

                  > ... czy chcesz pogłaskać? A może jeszcze cuś inszego?
                  >
                  > smile
                  Moze perwersja?
          • a.niech.to Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 21:41
            crazysoma napisała:

            > Na takie mądrości nie trzeba terapeuty.
            > Jasne - przeciez kazdy z nas zna setki przyslow i porzekadel, jak np, takie,
            ze
            >
            > nie wchodzi sie 2 razy do tej samej wody...
            W myśl tej zasady małżeństwo powinno się rozpaść po pierwszej dzikiej awanturze
            z ucieczką do rodziców, wnoszeniem pozwów rozwodowych, a jednak po takich
            przejściach niektórzy ludzie tworzą nadal parę.
            > Podnoszę się z wolna i konsekwentnie
            > > buduję rodzinę.
            >
            > No wiedzisz, a niektorzy nie moga sie podniesc sami, wtedy szukaja osoby,
            ktora
            >
            > im powie jak moga to zrobic
            Też mam z tym problemy. Czytam forum tworzone przez ludzi w podobnej sytuacji
            do mojej i wiele korzystam.
            > Nie czuję się w tej roli pewnie, ale cóż..
            > I tu jest roznica - ja po pol roku chodzenia do terapeuty (wiem, ze do niego
            > wroce, ale teraz nie moge) poczulam sie pewniej. I wiem jedno - tylko pewna
            > (silna) osoba jest w stanie zbudowac trwaly zwiazek i zdrowa rodzine.
            Zgadzam się z Tobą. Przy wszystkich moich ułomnościach, staram się podołać, jak
            umiem. Jeśli uzyskam przeciętny standard, będę zadowolona.
            > Mówię sobie: nikt nie
            > >
            > > jest doskonały.
            > a umiesz bronic swojej niedoskonalaosci przed innymi? ja nie umialam , a
            > teraz "umiem bardziej"
            Tłumaczę swoje błędy, jeśli je uchwycę. Niektóre z przeszłości rozumiem dopiero
            teraz. Umiem powiedzieć dzieciom: przepraszam. Staram się o zbudowanie dobrej
            komunikacji. Pomagam w trudnych momentach. Kocham i to okazuję. Interesuję się
            problemami dzieci, staram się pomóc je rozwiązać. Uczę się słuchać. Często
            odczuwam potrzebę, żeby ktoś spojrzał na mnie z boku. Bardzo trudno dostrzec
            wlasne błędy, więc nie ma możliwości, żeby je wyeliminować.
            > Lepiej przejść parę kroków niż nie ruszyć się z miejsca.
            > > Najważniejszą rzeczą jest wybór kierunku.
            >
            > Ale w ktora strone, zeby byla wlasciwa? smile
            To już kwestia indywidualnego wyboru. Każda decyzja niesie element ryzyka. O
            jej efektach dowiadujemy się po upływie czasu.
            • nangaparbat3 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 22:28
              A wiecie co? Był moment, że bardzo potrzebowałam pomocy terapeuty, ale
              zwyczajnie nie było kasy.
              I tak bywa sad
              • pudeleczko_75 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 22:31
                nangaparbat3 napisała:

                > A wiecie co? Był moment, że bardzo potrzebowałam pomocy terapeuty, ale
                > zwyczajnie nie było kasy.
                > I tak bywa sad

                no niestety trochę to kosztuje...
                na szczescie sa ludzie wokół, których obecność pomaga lepiej niz terapeuta. Mi
                to forum bardzo pomaga.
                • myszka190 Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 23:11
                  Jak zaufać , jak sie moco chce a sie nie potrafi, i nie ma sie podstaw do tego
                  żeby nie ufac nowemu partnerowi , nie wiem jak to zrobić może macie jakiś
                  pomysł??? Zaryzykować postawic na jedną karte a potem jak będe żałować
                  pozbieram sie znowu , chyb będe musiała poprostu i tyle , strach mnie ogarnia
                  przed porazką ale co siedzieć na starych zgliszcach i płakać to nie wyjście.

                  Prawda?
                  • a.niech.to Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 24.09.06, 23:17
                    myszka190 napisała:

                    > Jak zaufać , jak sie moco chce a sie nie potrafi, i nie ma sie podstaw do
                    tego
                    > żeby nie ufac nowemu partnerowi ,
                    Poznasz nowe, to będzie jak stare.
                    > nie wiem jak to zrobić może macie jakiś
                    > pomysł???
                    W takich sytuacjach często mawiam: zaryzykuj.
                    > Zaryzykować postawic na jedną karte a potem jak będe żałować
                    > pozbieram sie znowu , chyb będe musiała poprostu i tyle , strach mnie ogarnia
                    > przed porazką ale co siedzieć na starych zgliszcach i płakać to nie wyjście.
                    >
                    > Prawda?
                    Tak.
                  • wiedziona Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 25.09.06, 09:53
                    myszka190 napisała:

                    > Jak zaufać , jak sie moco chce a sie nie potrafi,
                    > Zaryzykować postawic na jedną karte a potem jak będe żałować
                    > pozbieram sie znowu ,
                    > Prawda?

                    No prawda...
                    Mimo, ze
                    "Sa rany, ktore sie nigdy nie goja"
                    jak powiedzial Frodo we Wladcy Pierscieni,
                    W "Zycie ukryte w slowach" ladnie to jest pokazane,
                    ze nawet z ranami niezagojonymi,
                    ktore sie odnawiaja,
                    jednak mozna zyc,
                    w dodatku szczesliwie,
                    w zrozumieniu.
                    Ze kazdy z nas ma takie rany, a wiele innych
                    ma je duzo glebsze niz my.
                    Wiec trzeba probowac smile
                    • phokara Re: jak sie nauczyc znowu ufac? 25.09.06, 10:20
                      > "Sa rany, ktore sie nigdy nie goja"
                      > jak powiedzial Frodo we Wladcy Pierscieni,

                      Tak - to sa najczesciej te rany, ktore rozdrapujemy z dzikm fanatyzmem, nie pozwalajac zeby
                      sie porzadny strup zrobil a potem odpadl w cholere. I takie dzialanie jest kompletnie bez sensu.
                      bo wlasciwie boli i oszpeca tylko nas. Wszystkie rany sie goja, nawet jesli pozostawiaja blizny.
                      A ile razy w ciagu dnia sie mysli o bliznie na kolanie pozostalej z dziecinstwa? Wcale. I na tym
                      to wlasnie polega.
                      • wiedziona za kazdym razem, jak sie przewracam 25.09.06, 10:31
                        i skalecze kolano,
                        albo, jak sie myje,
                        wspominam dziury od przewracania sie na rowerku wink))

                        Z ranami psychicznymi jest gorzej.
                        Poza tym, ze nie jest to jasne jak z kolanem, kiedy sie zagoila
                        bo nie widac fizycznej blizny,
                        z ktorej jest jasne, ze juz powinna przestac bolec,
                        to powstaja nawyki reakcji na bodzce,
                        bardzo gleboko zaprogramowane.
                        Utrwalane latami.
                        Zwlaszcza, jesli sa to wielopokoleniowe cierpienia
                        przenoszone np. z matki na corke.

                        To tak, jak ktos Cie czesto bije po twarzy,
                        za kolejnym razem, kulisz sie i czujesz bol,
                        gdy tamten tylko podnosi reke, zeby sie np podrapac po glowie.
                        • phokara Re: za kazdym razem, jak sie przewracam 25.09.06, 10:48
                          > i skalecze kolano,
                          > albo, jak sie myje,
                          > wspominam dziury od przewracania sie na rowerku wink))

                          Rozumiem. Ja tego nie robie, bo jestem zyciowo (od niemowlectwa wrecz) tak przewrotna, ze
                          nie mialabym czasu na te wspominki i zliczenie blizn...

                          > To tak, jak ktos Cie czesto bije po twarzy,
                          > za kolejnym razem, kulisz sie i czujesz bol,
                          > gdy tamten tylko podnosi reke, zeby sie np podrapac po glowie.

                          Oczywiscie - boli Cie, gdy nic sie nie dzieje. Ale mozna wiecznie 'rozmyslac o tym bolu az do
                          bolu' i nic z tym nie robic, albo zaryzykowac i 'wystawic sie' na ewentualny nastepny cios.
                          Przynajmniej wtedy chociaz bedzie wiadomo z czego sie ten bol wzial. Ja tylko o tym pisze.
                          Czasem rozdrapywanie starych blizn jest duzo gorsze niz zrobienie sobie nowych. Bo zycie sie
                          zatrzaskuje w czasie przeszlym. Bez sensu.





                        • crazysoma Re: za kazdym razem, jak sie przewracam 25.09.06, 11:03
                          > i skalecze kolano,
                          > albo, jak sie myje,
                          > wspominam dziury od przewracania sie na rowerku wink))

                          Serio???? I tak od dziecinstwa???? Ja mam na obu kolanach 3 "gigantyczne"
                          blizny. Dwie z nich to efekt PRL-owskiej "czarnej wolgi" jedna to niefortunna
                          wycieczka rowerowa za miasto. Pamietam do dzis okolicznosci wszystkich trzech
                          dziur - widac byly to mocne uderzenia, ale do glowy mi nie przyjdzie
                          rozdrapywac te rany - za duzo wysilku mnie kosztowalo leczenie ich.
                          • wiedziona Re: za kazdym razem, jak sie przewracam 25.09.06, 11:15
                            crazysoma napisała:
                            > > i skalecze kolano,
                            do glowy mi nie przyjdzie
                            > rozdrapywac te rany - za duzo wysilku mnie kosztowalo leczenie ich.
                            Nie rozdrapuje tylko wspominam rany,
                            ale tu mi chodzilo o to (poza elementem usmiechu)
                            ze rany psychiczne sa duzo ciezsze do wyleczenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka