Witam, proszę o pomoc i radę jak nie zwariować.
7 m-cy temu moj maż odszedl - zupelnie nieoczekiwanie, wlasciwie bez podania
powodu. Nie spodziewalam sie tego kompletnie - wlasnie sprzedalismy nasze
mieszkanie i bralismy kredyt na kolejne - wielkie, bo mielismy miec kolejne
dziecko, psa itp. Maz powiedzial ze mnie nie kocha, ja go nie kocham rowniez,
nie jestesmy para tylko rodzicami i absolutnie nie widzi zadnej szansy
porozumienia. Po tygodniu wymyslil troche ciekawszy powód - mianowicie ja nie
lubie filmów Bergmana a on owszem (bo chcialam wyjsc z seansu), no i przez
prawie 6 lat bycia razem nie poznalismy zadnych wspolnych znajomych. Mowil ze
pragnie wolnosci, nie nadaje sie do bycia z kobieta, etc. Doslownie "nie ma
cierpliwosci do kobiet", Po okolo 10 dniach okazalo sie, ze ma romans z
kolezanka z korporacji. Potem dowiedzialam sie ze kobieta ta od dawna sie nim
interesowala - spedzali duzo czasu razem (chyba wowczas jeszcze nie sypiali ze
soba), "integrowali sie" na wyjazdach, m.in. na ostatnim takim tuz po tym jak
podpisalismy umowe kupna mieszkania. Maz twierdzi ze nie zdradzal mnie, a
zwiazek z nia rozpoczal juz jako czlowiek wolny, - bo po tym jak mi powiedzial
ze odchodzi. W przeciagu tygodnia po tym jak oznajmil mi ze odchodzi wynajal
mieszkanie (wowczas chyba jeszcze nie byl pewien co wyniknie z romansu, moze
zalezalo mu na pozorach?), kupil dla siebie samochod, splacil (oczywiscie z
naszych wspolnych pieniedzy) swoje debety. Kobieta z ktora sie zwiazal jest
rozwiedziona, ma syna starszego od naszego moze o 2-3 lata. Jest mniej -wiecej
w moim wieku. Maz jest mlodszy o kilka lat (ma 28 lat).
Ja poczatkowo bylam jak otepiala z bolu - myslalam ze wroci itp. Na poczatku
nie mial najmniejszych skrupulow - zabral panne po kilku dniach od rozstania
do wspolnych znajomych, bardzo szybko probowal spotykac sie w spolnie z panna,
jej dzieckiem i synem. Dosc szybko zrezygnowal z tego - nie wiem czy dlatego
ze protestowalam czy po prostu spotkania nie byly udane.
Spotkania z synem przebiegaly tak: pierwszy m-c częste ale kiedy jemu pasuje.
okres wakacji bardzo rzadkie (byly nawet przerwy ponad m-c). Od konca wrzesnia
widuje sie z synem 1-2 razy w tygodniu i co 2-3 tygodnie zabiera go do siebie
na sob/niedz.
Maz nadal mieszka sam, ale pomieszkuje tez u panny (zwlaszcza w weekendy,
przypuszczam ze ona wtedy wywozi gdzies dziecko). Ostatnio nie probuje
spotykac sie z nia i z synem. Ale jeszcze ok. m-c temu zaaranzowal spotkanie -
przezenty, kolejka elektryczna, spacer, restauracja, ogolnie budowanie
przyjemnych skojarzen - zareeagowalam na to furią.
Minelo juz 7 m-cy a ja nadal jestem w punkcie wyjscia. O rozwodzie nie ma mowy
odkad to ja zaczelam go prosic zeby zlozyl pozew (wtedy przestalo mu zalezec).
Poczatkowo twierdzil ze nie moze zlozyc pozwu bo nie dam mu rozwodu bez
orzekania o winie ale przekonalam go ze dam. Nie zalezy mi na tym - poniza
mnie to ze on jest moim mezem (majac kochanke). Ale oczywiscie pozwu nie zlozyl.
Jego wizyty bardzo duzo mnie kosztuja psychicznie - stram sie byc obojetna lub
wrecz mila ze z wzgledu na syna, ktory ojca bardzo kocha. Z drugiej strony
jestem zraniona do zywego:
1. ja teraz walcze sama ze splata olbrzymiego kredytu, remontami i ogolnie
codziennoscia a on sie bawi (imprezy, szalejaca za nim panna - wychodza teraz
razem na imprezy, wyjechal z nia w te wakacje do Portugalii na 2 tyg. - dolce
vita, po prostu. Mnie nie zabieral na imprezy, bo to imprezy tylko dla ludzi z
pracy, bo ja sie nie bede dobrze czula, bo nie jestem towarzyska i napewno nie
bede sie dobrze bawic. A nie wyjezdzalismy razem - bo pieniadze, bo co z
synem, etc.
2. On kompletnie nie wykazuje zalu ani wyrzutow sumienia. U mnie w domu czuje
sie swobodnie, na tyle, ze potrafi sciagac filmy z mojego kompa dla swojej panny.
3. Potrafi powiedziec np. ze ona to jego "dziewczyna" (takie okreslenie padlo
b. szybko - jak po paru tygodniach chcial wyjechac z nia, jej dzieckiem i
naszym synem na zagle), ze "dziekuje, jesli chodzi o jego zwiazek to wszystko
dobrze", etc. Pewnie powinnam sie przyzwyczaic,ale chcialabym zeby
prrzynajmniej zachowal takie informacje dla siebie. Nigdy nie powiedzial ze
zrobil cos zlego. Chocby ze wzgledu na nasze dziecko. Wg niego jestesmy
"bialymi ludzmi" a tacy rozstaja sie jak maja na to ochotę i juz.
Czuje sie zle i dziwnie w takim ukladzie - jestem w teorii jego zona (czasem
nawet twierdzi ze tak (jak chodzi o jakies kwestie urzedowe), z drugiej strony
ma dziewczynę. Jest Ojcem (ale tylko wtedy kiedy mu pasuje). Ma rowniez
rodzine - bo jak ma ochote przyjsc do nas na obiad - zeby pobyc z synem, to
przeciez moze.
On odkad jest z ta panna wiedzie zycie playboya - wynajem "garsoniery",
imponowanie pannie (wyjazdy, wyjscia, prezenty) - to wszystko kosztuje. A od
jakiegos czasu czesto mowi ze nie ma "kasy". Zdaje sie tez ze osiagnal juz
wszelkie mozliwe limity zadluzenia na kartach kredytowych.
Spotyka sie z panna ale z nia nie mieszka (choc moze mu po prsostu pasowac
taki uklad, ma niezaleznosc, a panna ma b. male mieszkanie, no i dziecko).
Przypuszczam, ze za jakis czas moze stanac przed prawdziwymi problemami
finansowymi - o ile nie zdarzy sie jakis cud - nieoczekiwana podwyzka czy cos
tego typu.
Moze wowczas zamieszkac z panna, moze tez przyciac mi alimenty (placi nieduzo
ale dobrowolnie bo przeciez nie jestesmy rozwiedzeni) - juz raz w wakacje
zdarzylo mu sie ze nie zaplacil.
Najgorsze dla mnie jest to ze (oprocz faktów oczywistych takich jak to ze
rozpad rodziny jest strata dla dziecka) jest to ze nie umiem sobie poradzic z
emocjami - czuje wscieklosc, ze on jest taki bezczelny, pewny siebie i
arogancki i nikt nie smie mu powiedziec ze zrobil cos zlego, ze kogos
skrzywdzil. Wiekszosc znajomych zaakceptowala fakt, zreszta teraz ma wiekszosc
znajomych z pracy - napewno opowiadal jaki to byl nieszczesliwy w malzenstwie.
Wiem ze trudno zyc z poczuciem krzywdy ale jak sie z niego wyzwolic? I jak
zniesc to ze on jest tak bezczelny i pewny siebie? {On uwaza ze jest
najwspanialszy - do tego stopnia, ze jak minal sie kiedys u mnie w domu z moja
koleznka to stwierdzil potem ze ona byla nim wyraznie seksualnie
zainteresowana.

)}
Jest jeszcze jeden aspekt - oprocz tego zeby stala sie jakas sprawiedliwosc
czasem zastanawiam sie czy jesszcze jest jakas szansa, ze on wroci. Wiem - to
zalosne.

(
Jak poradzic sobie z ta cala sytacja i emocjami????