14.02.07, 09:52
... dokładnie rok i dzień smile

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=36702665&v=2&s=0
Gdzie teraz jestem? Ile sie zmieniło? Tu i teraz jest moje "...i co dalej",
choć rozwodu nie było smile)

Podsumowując ten trudny rok (jak zawsze do bólu szczerze):
- małżeństwo wisiało na włosku, na początku tego roku napisałam pozew i
skompletowałam załączniki, m. sie przestraszył i jakby troche go to odmieniło
- chodziliśmy na terapię, potem przerwaliśmy, bo juz nie mogliśmy sie
dogadać, chcieliśmy się rozstać, teraz chodzimy znowu
- chodzę - dla siebie - na terapię DDA, aby uwolnić sie od "duchów
przeszłości" i dowiedzieć się kim jestem
- bardziej dbam o siebie, moja przebudzona kobiecość w połączeniu ze
spojrzeniami mężczyzn na ulicy mówi mi, że nie jest ze mną jeszcze całkiem
źle wink) mam tez większą ochotę na seks, co niewątpliwie bardzo, bardzo cieszy
mojego m.
- nauczyłam się walczyc o to, co dla mnie ważne, nie zgadzam się na wszystko,
aby zatrzymać m. - myślę, że ma to związek z powolnym i mozolnym acz upartym
odbudowywaniem poczucia własnej wartości
- kupiliśmy wspólnie z m. mieszkanie, wzięliśmy olbrzymi kredyt, planujemy
generalny remont... ale juz wiem, że gdyby okazało się, że ten układ mi nie
odpowiada, że coś mnie boli i rani - mam siłę, aby powiedzieć "tak dalej nie
może być, musisz/musimy to zmienić, w przeciwnym razie nasz związek nie ma
sensu, żegnaj"
- m. od maja zeszłego roku nie skontaktował się z kochanką, a ostatnio
powiedział mi, że juz nawet go nie ciągnie, że wie jak bardzo mnie zranił i
bardzo tego żałuje
- m. teraz sam wychodzi z propozycjami wspólnego spędzenia wieczoru, np. przy
czytaniu książki czy graniu w kości (choc najczęściej teraz przeglądamy razem
katalogi wystroju wnętrz wink))
- układy miedzy m. a dziećmi są coraz lepsze... bardzo daleko im do tego co
sobie wymarzyłam, ale juz nie mam powodów do narzekań, staramy się "trzymać
wspólną linię" i jedno drugie stopuje jeśli nasza cierpliwość jest na
wyczerpaniu

Chyba tyle... myślę, że zrobiłam kawał dobrej roboty przede wszystkim w
odnajdywaniu siebie. A ponieważ mieliście w tym niemały udział, kopniakami
sprowadzając na dobrą drogę oraz podając rękę (i chusteczkę) w momentach
kryzysów, uczyniłam spowiedź roczną powszechną smile))

Dziękuję... bez Was nie byłabym pewnie w tym miejscu.
Ściskam wszystkich, najmocniej tych, którzy mnie wspierali dobrym słowem,
postem, mailem, telefonem i smsem, którzy trzymali na mnie/nas kciuki.
Jesteście kochani i żadna grupa wsparcia w realu sie do Was nie umywa smile))
Obserwuj wątek
    • ladyhawke12 Re: Rok po... 14.02.07, 09:59
      ak70 podziwiam Cię, determinacja z jaka starałas sie jest naprawde na wage złota, ciesze sie ze dało to efekty, że odnalazłaś siebie, że akceptujesz teraz siebie, ze potrafiłas tak sie zmienić. Trzymam kciuki zeby sie udało,żebys nie zapomniała jaka jestes wspaniała kobietą, duże buziaczki na nowej lepszej drodze.
    • brzoza75 Re: Rok po... 14.02.07, 10:00
      Aga bardzo fajne masz dzieciaki, uważaj na siebie.
    • betuana Re: Rok po... 14.02.07, 10:32
      Ak70, śledziłam Twoje zmagania od samego początku, a teraz ciśnie mi się na
      usta (a może bardziej na klawiaturę): GRATULACJE i TAK TRZYMAJsmile
      • mira_pb Re: Rok po... 14.02.07, 10:36
        my się nie znamy,
        jestem tu od niedawna, ale podziwiam Cie, mało kto tak potrafi.
        jesteś bardzo dzielna, ja tak nie umiałam
    • mira_pb Re: Rok po... 14.02.07, 10:36
      my się nie znamy,
      jestem tu od niedawna, ale podziwiam Cie, mało kto tak potrafi.
      jesteś bardzo dzielna, ja tak nie umiałam
    • ol_ka2 Rok po... ja też pisałam .. 14.02.07, 12:09
      Ja, rok temu napisałam tak ..

      "
      <Rewizja osobista>

      Trochę popadłam w panikę, popatrzyłam w lustro,
      i miałam ochotę wytrzeć je szybko wilgotną szmatką ...
      Nie, nie było brudne ... chciałam dostrzec w nim Anię Shirley
      ... a objawiłam się ja, taka zwykła, najzwyklejsza O.

      Nie wiem skąd to cudowne porównanie ?? [uwielbiam Anię]
      Przeszłam w życiu szybki kurs dojrzewania,
      dość szybko towarzyszyły mi dylematy prawdziwie dorosłe,
      odkrywałam niuanse życia >> pełnego wyborów i tychże konsekwencji.
      Nie brakowało i nie brakuje w nim opadów i zachmurzonego nieba,
      ale wtedy ... szukam z determinacją sposobu na przegnanie widma.
      Mam świadomość, że los jest sinusoidą i nie może być ciągle
      tendencji zwyżkowej, ale i zła passa nie trwa wiecznie.
      Wiem też, że szczęście nie przychodzi samo, trzeba go szukać,
      a przede wszystkim wypracować.
      Dlatego zawsze i pomimo wszystko, miałam i mam oczy szeroko
      otwarte na miłość, bujność traw, zieleń drzew, słoneczne światło ...

      Podążam ścieżką krętą, ale własną. Być może czasami wybieram to -
      co trudniejsze, odmienne ... ale wiem czego pragnę.
      Tak prosto, z dziecięcej perspektywy, pożądam życia ...
      i z radością tkwię w jego kieracie, bierze się to chyba z tęsknoty
      za młodością osiemnastolatki smile Może? Nie wiem ...

      Czasami musiałam z czegoś zrezygnować, coś stracić,
      żeby móc odnaleźć siebie i namiętną witalność ...
      Pasji, energii i determinacji - nigdy mi nie brakowało smile
      Nauczyłam się panować nad rozwibrowanymi emocjami.
      Staram się smile) analizować, nie walić na oślep jak z karabinu maszynowego.
      Wiem też, że muszę nauczyć się jeszcze wielu rzeczy,
      pewnie błądząc nie raz i nie dwa ...
      Pamiętasz, co zdarzyło się Puchatkowi ??
      "Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka
      tam nie było".

      Bo Serce - to dziwne miejsce ... Łatwe i trudne.
      Bywa, że gorzko żałujemy swej miłości, bo poślizgnięcie się na tego
      typu materii, bardzo boli.
      Czujesz się jak nadgniła śliwka. Zamszowa ciemnogranatowa skórka
      świadcząca o dobrej kondycji i psujący się środek.
      Chcesz zostawić za sobą zdarzenia, zapomnieć o tym.

      Jest czas kiedy płyniesz na fali, a w dni zasłonięte wewnętrznymi chmurami,
      wszystko wydaje się przybyszami z innej planety wink
      Poszukiwanie najlepszych rozwiązań jest trudne, żmudne,
      często nieuchwytne ...
      ... ale przecież życie się nie kończy, gdy kończy się związek.
      A na pewno nie kończy się dzisiaj smile
      Jasne, mężczyzna jest ważny w naszym życiu, po prostu,
      bez kokieterii, że wielkim szczęściem jest miłość.
      Przecież wnosi w nasze życie wiele fajnych rzeczy ... smile

      Schodząc z wyżyn do prozy życia, pamiętaj ...
      ... że najlepsze może zdarzyć się jutro ...
      ... podczas parzenia porannego espresso, mroźnego spaceru smile
      Wszędzie ...
      "
      ----
      A dzisiaj?

      .........
      • ak70 Re: Rok po... ja też pisałam .. 14.02.07, 13:53
        No właśnie Olu... co napiszesz dzisiaj??

        Dziewczyny - ciesze się, że się cieszycie wink) Dzięki za wsparcie, trzymanie
        kciuków i w ogóle - za to, że jesteście smile) (rety zaraz sie popłacze ze
        wzruszenia!!)

        Narazie jest dobrze, podjęliśmy zobowiązanie długoterminowe (kredyt), ale
        myślę, że ten kryzys tez wiele nas nauczył. Ja dojrzałam (może dorosłam? bo z
        DDA to ponoć jak z dzieckiem), on chyba troche też, jeszcze wiele pracy przed
        nami, pewnie dużo trudnych chwil, ale juz wiemy, że może być dobrze. On wie, że
        może na mnie liczyć, stara się przekonać mnie, że ten "wyskok" był jednorazowy
        (i że był pomyłką), abym znowu mogła poczuc sie bezpiecznie.
        I juz jakoś nie boje sie jutra... jest fantastyczne w swej tajemniczości!!
        Buzialki i uściski ogromne!!
        • ladyhawke12 Re: Rok po... ja też pisałam .. 14.02.07, 13:58
          Mocno wierzeże sie uda, i bedziesz miała takie fantastycznie zwyczajne życie, trzymam kciuki, i ciplutko o was mysle.
    • a.niech.to Re: Rok po... 14.02.07, 15:25
      Większość moich strachów przegnałam na cztery wiatry, choć niektóre jeszcze
      kłapią krwawymi paszczękami po kątach. Zrozumiałam, na czym polega singlowanie
      i zaakceptowalam ten stan. Czerpię coraz więcej satysfakcji z tego, że należę
      do samotnych/pojedynczych osób. Jest dobrze do tego stopnia, że czasami drżę,
      aby chwiejne, kulawe wyroby mojej sztuki prymitywnej nie rozsypały się któregoś
      dnia w proch. Dzieci okrzepły, z grubsza odnalazły się w nowej sytuacji.
      A rok temu łudziliśmy się z panem mężem, że jest dla naszego związku jakaś
      możliwość dalszej egzystencji.
    • tricolour Jednej rzeczy nie rozumiem... 14.02.07, 18:05
      ... jak można było wziąć olbrzymi kredyt, a jednocześnie mieć stanowisko "ale
      juz wiem, że gdyby okazało się, że ten układ mi nie odpowiada, że coś mnie boli
      i rani - mam siłę, aby powiedzieć "tak dalej nie może być, musisz/musimy to
      zmienić, w przeciwnym razie nasz związek nie ma sensu, żegnaj".

      Kredytowi nie da się powiedzieć "żegnaj"...
      • ak70 Re: Jednej rzeczy nie rozumiem... 15.02.07, 08:21
        Tri... ale można sprzedać mieszkanie z zyskiem (obecnie rynek mieszkań przeżywa
        okres istnego wariactwa, a po remoncie to mieszkanie będzie warte troche więcej
        niz za nie zapłaciliśmy) a kredyt spłacić (to jest zagwarantowane w umowie, że
        mogę spłacić całość w każdej chwili), podzielić sie tym co zostanie i...
        rozstać się.

        Ja nie zakładam takiej opcji, bo nie po to walczyłam... po prostu wiem tylko,
        że jeśli poczuję, że coś jest nie tak znajdę juz w sobie siłę, aby to zrobić
        (bo wcześniej jej nie miałam). I tyle.

        smile)
    • marek_gazeta Re: Rok po... 15.02.07, 08:19
      Gratuluję i życzę powodzenia. No i żałuję, że u mnie tak nie wyszło...
    • verita75 Re: Rok po... 15.02.07, 09:21
      Mam nadzieję, że Wam się uda.
      To trochę egoistyczna nadzieja, bo ja też próbuję, by nam się udało i takie
      historie trochę krzepią. Że jednak można.
      Ja też już jestem ładne parę miesięcy po ale jeszcze bilansu robić nie będę. Za
      jakiś czas może. Ale też już jestem na takim etapie, że dostrzegam zmiany.
      Widzę efekty mojej pracy nad sobą, naszej nad związkiem. I to dobrze. Bo
      rzeczywiście po takim doświadczeniu w końcu zaczyna się bardziej myśleć o
      sobie. Też jestem DDA i też to mnie skłoniło do rozpoczęcia terapii. Już pewną
      część mam za sobą a na grupę terapeutyczną też jestem już zapisana na "po
      wakacjach". I z tego się cieszę. Bo w końcu coś robię dla siebie.
      I tylko mam wrażenie, że moje uczucia do niego schowałam w jakiejś metalowej
      zbroi i raczej jej nie chcę poluzować.

      Powodzenia.
      • ak70 Re: Rok po... 15.02.07, 11:56
        Verita - trzymam kciuki !!
        Wiem jak to jest, ale - jeśli oczywiście naprawdę chcesz odbudować związek i
        uważasz, że on jest wart, aby powalczyć - musisz się "poluzować". Mój mąż tez
        tak miał i za każdym razem kiedy sie do niego zbliżałam miałam wrażenie, że
        obijam sie o ścianę, o taflę szkła.. uwierz, to było makabryczne uczucie!!
        Choć to boli musisz wyjść mu naprzeciw (oczywiście nie kosztem siebie), bo
        życie z DDA nie należy do najłatwiejszych smile)
        Powodzenia!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka